Kontynuacja polityki sojuszniczego szkalowania Polski po ogłoszeniu niebywałego sukcesu


niewygodne.info.pl

     Było kłamstwo o marszu 60 tys. nazistów. Teraz idzie w świat kłamstwo, że polska policja pobiła Żyda

czwartek, 2.08.2018 r.

  

foto: Twitter.com

Swego czasu furorę na świecie zrobiło kłamstwo, jakoby 11 listopada w Warszawie odbył się marsz 60 tys. nazistów. Ten fake-news wyprodukowany przez byłego doradcę Hilary Clinton, był powielany setki tysięcy razy – głównie w USA i Izraelu i był początkiem akcji dyfamacyjnej, w wyniku której Polska wycofała się z tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej. To jednak nie koniec – obecnie za oceanem promowany jest „news” o tym, że krakowska policja pobiła amerykańskiego Żyda. To ordynarne kłamstwo, bowiem rzeczywistość okazała się być zupełnie odmienna.

Dov Hikind, zasiadający w Zgromadzeniu Stanowym Stanu Nowy Jork z ramienia Partii Demokratycznej, poinformował trzy dni temu za pośrednictwem mediów społecznościowych, że przebywający w KrakowieYaakov Gluck (syn brooklynskiego rabina Edgara Glucka, posługującego się tytułem „głównego rabina Galicji”) został na terenie synagogi bez powodupobity i zatrzymany przez polskich policjantów, którzy następnie wykonywali wobec niego antysemickie gesty (typu „Sieg Heil”).


       

Okazało się, że ogłszający te rewelacje Hikind mocno mijał się sprawdą. Gluck rzeczywiście został zatrzymany przez polskich policjantów. Policję wezwała obsługa krakowskiej synagogi, bowiem młody Amerykanin miał być pijany i zachowywał się zupełnie nieadekwatnie do miejsca, w którym się znajdował.

W sprawie rzekomego pobicia dla WP.pl wypowiedział się rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie:

– „Do interwencji doszło 29 lipca o godzinie 16:30. Odbyła się ona na prośbę pracownicy synagogi, która wezwała nieumundurowany patrol z prośbą o uspokojenie krzyczących i awanturujących się dwóch pijanych mężczyzn. Jednym z nich był Polak, drugim obcokrajowiec. Funkcjonariusze musieli zastosować środki przymusu bezpośredniego oraz chwyty transportowe.Mężczyźni obrażali ich wulgarnymi słowami i wielokrotnie naruszali nietykalność policjantów. Obaj mężczyźni zostali przetransportowani na komisariat na ulicy Szerokiej. Polak po okazaniu dokumentów został wypuszczony, obcokrajowiec wyszedł około 21:30. Czekaliśmy na jego prawnika, ponieważ nie miał przy sobie żadnych dokumentów tożsamości.Cały czas wyzywał policjantów w języku angielskim, odmawiał współpracy„.


 

Tuż po zakończeniu ostatniego Marszu Niepodległości Jesse Lehrich (były rzecznik Hillary Clinton ds. zagranicznych) opublikował tweeta, z którego wynika, iż 11 listopada na ulice Warszawy wyszło 60 tys. nazistów. Niestety, ta kłamliwa informacja obiegła cały świat. 12 listopada tweet Lehricha był najbardziej komentowanym i rozpowszechnianym tweetem w całym internecie. Tysiące (a może miliony?) osób uwierzyło, że w Warszawie rzeczywiście doszło do największej w powojennej historii świata manifestacji nazistów.

Dziś znowu ktoś próbuje wypromować kłamliwą narrację, rzucającą antysemicki cień na Polskę. Pytanie – kiedy to się skończy?

Źródło: Dov Hikind (Twitter.com)
Źródło: Polska policja oskarżana o ”pobicie Żyda i nazistowskie gesty”. Rzecznik: ”Mężczyzna był agresywny i pijany” (Wp.pl)
Źródło: Małopolska Policja (Twitter.com)


niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

Putin rozegrał Mundial z właściwą sobie klasą


MUNDIAL: WŁADIMIR PUTIN TRIUMFUJE

Prezydent Rosji Władimir Putin zapowiedział na uroczystym koncercie w Teatrze Bolszoj z okazji finału piłkarskich mistrzostw świata rozważenie „maksymalnie dogodnego reżimu wizowego dla kibiców, którzy pokochali Rosję”. Ocenił, że mundial rozwiał mity o jego kraju.

„Jesteśmy wdzięczni za miliony dobrych słów wypowiedzianych przez gości mistrzostw pod adresem Rosji i naszego narodu. Jesteśmy zadowoleni, że spodobała im się jego gościnność i otwartość oraz przyroda, kultura i tradycje naszego wielkiego kraju” – powiedział Putin.

Zapowiedział też, że „obmyślimy koniecznie dla kibiców, którzy pokochali Rosję, maksymalnie komfortowy reżim wizowy. Zapewnimy im możliwość kontynuacji znajomości z naszym krajem”.

Wypowiedź rosyjskiego prezydenta podczas uroczystości w Teatrze Bolszoj agencje przekazały w nocy z soboty na niedzielę. Putin ocenił także, że mundial udał się, a jednym z jego rezultatów stało się rozwianie mitów na temat tego kraju.

Trzy miliony gości

W trakcie turnieju, który rozpoczął się 14 czerwca, Moskwę odwiedziło około trzech milionów osób. Zwykle taka liczba turystów przyjeżdża do stolicy Rosji w ciągu dwóch miesięcy.

Szef komitetu organizacyjnego mundialu Aleksiej Sorokin poinformował w sobotę, że liczba sprzedanych biletów to blisko trzy miliony, a stadiony były zapełnione w 98 procentach.

Przed finałem

W niedzielę wieczorem na moskiewskim stadionie Łużniki odbędzie się mecz finałowy pomiędzy reprezentacjami Francji i Chorwacji.

Według sondaży opinii publicznej pojedynek ten zamierza oglądać 61 procent Rosjan; 35 procent będzie kibicować Chorwacji, a 31 – Francji. Jednak przeważa zdanie, że mistrzem świata w piłce nożnej zostanie Francja. Sądzi tak 41 procent Rosjan, podczas gdy wygranąChorwacji prognozuje 39.

58 procent Rosjan zamierza oglądać finał w domu lub pracy. Jedynie dwa procent spędzi ten wieczór w barze bądź kawiarni i tylko jeden procent będzie w Strefie Kibica albo na trybunach Łużników.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)

 

Dowiedz się więcej na temat: Władimir Putin

Polskie wstawanie z kolan


DZIŚ JEST:   04   LIPCA   2018 r.


Uległość wobec Izraela. Polska wstaje z kolan tylko teoretycznie




Gdzie leży Polska? Polska nie leży, ale stoi dumnie wyprostowana! Ten krążący po kraju w pierwszych miesiącach rządów „dobrej zmiany” żart był, jest i nadal pozostaje jedynie dowcipem. Wycofanie się PiS z części nowelizacji ustawy o IPN – części wzbudzającej opór Izraela, USA i środowisk żydowskich – boleśnie dowodzi, że „wstawanie z kolan” to li tylko pusty frazes.

 

W środę rano, jak grom z jasnego nieba, spadła na Polskę nieoczekiwana informacja: premier Morawiecki zwrócił się do marszałka Sejmu z wnioskiem o uzupełnienie porządku obrad o punkt dotyczący znowelizowanej na początku roku ustawy o IPN. Posłowie zajmą się kwestią już w środę. Narzucone tempo jest więc niezwykle szybkie, co dowodzi, że rządzący wiedzą, czego chcą.

 

A chcą – o czym mówiła wprost zarówno rzecznik rządu, jak i szef kancelarii premiera – wycofania się z zapisów karnych przewidujących do 3 lat więzienia za oczernianie Polski i Polaków poprzez przypisywanie nam winy za niemieckie zbrodnie dokonane w trakcie II wojny światowej na Żydach. To właśnie ten fragment znowelizowanej ustawy o IPN wzbudził potężny opór międzynarodowych środowisk żydowskich, Izraela oraz Stanów Zjednoczonych.

 

Dynamika działań zmierzających do wycofania się polskich władz ze wzbudzających kontrowersje przepisów jest skandalem i kompromitacją państwa polskiego! Wszak przepisy – nawet po brutalnym wręcz zaatakowaniu Polski przez polityków z Izraela oraz część lobby żydowskiego – były przez obóz „dobrej zmiany” bronione i określane jako potrzebne, pożądane oraz dobre. To jawna kpina z wyborców PiS i z interesu państwa, którego obronę deklarowało tak wielu polityków „prawicy”!

 

Niewykluczone więc, że tak nagła rezygnacja z artykułów 55a i 55b ustawy o IPN jest efektem stanowczego postawienia sprawy przez Izrael, a może i Stany Zjednoczone. Państwa poważne – przeciwnicy innej rangi niż impotentna Unia Europejska czy nawet Niemcy – nie chciały już dłużej bawić się w ciuciubabkę i czekać na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, do którego część zapisów ustawy skierował prezydent Duda.

 

Pokazuje to siłę dyplomacji amerykańskiej i żydowskiej (rozumianej jako państwo Izrael oraz organizacje społeczne w diasporze), ale i rażącą słabość państwa polskiego. Państwa, które miało wstawać z kolan, w końcu dumnie występować na arenie międzynarodowej i pod rządami PiS zrywać z wcześniejszą polityką służalczości wobec zagranicznych ośrodków.

 

Zerwać z hańbiącą Polskę postawą – przynajmniej w sferze werbalnej – udało się wobec Berlina i Brukseli, co pokazuje chociażby wtorkowe „przesłuchanie” naszego kraju przez eurokratów, które nie wywołuje przesadnych emocji, zaś obawy o potencjalne ukaranie naszego kraju przez Unię Europejską należą do przeszłości. Natomiast na Izrael i USA zabrakło sił, zdolności i dyplomatycznych argumentów (innych niż li tylko moralna słuszność). Zabrakło woli jednoznacznego sprzeciwienia się żydowskim żądaniom. Ciężko jednak było się tego spodziewać w sytuacji, gdy „dobra zmiana” postawiła w polityce międzynarodowej „na jednego konia”, tylko w Stanach Zjednoczonych widząc partnera, a nawet gwaranta naszego bezpieczeństwa. W sytuacji takiego geopolitycznego uzależnienia – i to uzależnienia częściowo na własne życzenie – inne rozwiązanie problemu z ustawą o IPN jest niemożliwe bez dokonania wyraźnej korekty kursu. Wymaga to jednak pomysłu i odwagi, a nie organizacyjnej i intelektualnej ociężałości.

 

Teraz rządzący muszą (premier Morawiecki w trakcie środowej debaty powiedział wprost o „realiach międzynarodowych” wpływających na decyzję o wycofaniu się z artykułów karnych) rakiem wycofać się z kontrowersyjnej nowelizacji, dlatego robią wszystko, by zapłacić tego najniższą możliwą cenę polityczną. Stąd być może wybór terminu podjęcia działań – początek wakacji, czas tak zwanego „sezonu ogórkowego”. Wyraźna jest również chęć załatwienia sprawy błyskawicznie. Temat pojawił się dopiero w środę rano i już w środę Sejm przystąpił do prac. Nowelizacja zaś miała zacząć rodzić się… we wtorek. Wcześniej o planowanych zmianach w ustawie o IPN nie wiedzieli nie tylko politycy opozycji, których czas na przygotowanie się do debaty można liczyć w minutach, ale i politycy PiS. Nie wiedział o nich również sam Instytut Pamięci Narodowej.

 

Wiele wskazuje na to, że zgodnie z intencją rządzących uda się rozwiązać problem w ekspresowym tempie, a media – nawet te antyrządowe – będą „grzały temat” maksymalnie przez kilka dni (szczególnie w obliczu trwającego Mundialu). Pozostanie jednak totalny niesmak, poczucie wielkiego szwindlu, skandalu i kompromitacji, a przede wszystkim uzasadnione przekonanie, że Polska tak naprawdę nigdy nie wstała z kolan.

 

 

Michał Wałach

 

  


DATA: 2018-06-28 14:30
AUTOR: MICHAŁ WAŁACH

Read more: http://www.pch24.pl/uleglosc-wobec-izraela–polska-wstaje-z-kolan-tylko-teoretycznie,61216,i.html#ixzz5KJ9JawNS

Wycofanie się na z góry upatrzone pozycje


IPN
+3
OPRAC. ARKADIUSZ JASTRZĘBSKI
5h temu

PiS zmienia ustawę o IPN. Ekspresowy tryb po wniosku Morawieckiego w Sejmie

Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło w pilnym trybie korektę ustawy o IPN. Premier Mateusz Morawiecki wystąpił do marszałka Sejmu o głosowanie jeszcze w środę i tak się stało. Poprzedziła to gorąca debata, a jej skrócenie przez PiS opozycja nazwała tchórzostwem.

Sejm przyjął – przygotowaną przez rząd – nowelizację ustawy o IPN. Uchylone zostały artykuły 55a i 55b. Mówią one o odpowiedzialności karnej za publiczne przypisywanie Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie popełnione przez III Rzeszę. Wycofanie się z tych zapisów zajęło PiS w Sejmie dwie godziny. Jeszcze w środę nowelą ma zająć się Senat.

Nadzwyczajne posiedzenie Sejmu miało dotyczyć przepisów o odpadach, ale marszałek Sejmu Marek Kuchciński zgodził się na przedstawienie uzasadnienia zmian przez Michała Dworczyka, szef kancelarii premiera, a chwilę później (po wystąpieniach posłów) także przez Mateusza Morawieckiego.

Morawiecki: nie ustępujemy

– Celem tej ustawy było i jest jedno przesłanie: walka o prawdę czasów II wojny światowej. Ta ustawa była potrzebna, bo teraz już nikt nie powie „polskie obozy śmierci” bezkarnie, a kanclerz Niemiec jednoznacznie mówi o odpowiedzialności Niemiec. W ostatnich latach musieliśmy się tłumaczyć z nie swoich grzechów – powiedział premier, wyjaśniając przyczyny zmian w ustawie.

– Nie ustępujemy z niczego. Zrealizowaliśmy więcej niż zakładaliśmy, pobudziliśmy świadomość na świecie. Działamy w realiach międzynarodowych i bierzemy je pod uwagę – dodał Morawiecki.

Szewach Weiss dla WP o zmianie ustawy o IPN: „To zmieni relacje polsko-żydowskie, bardzo dobry ruch władz”

Będzie oświadczenie

Premier zapowiedział też, że wieczorem zaprezentuje rządu stanowisko w tej sprawie. – Na arenie międzynarodowej prawda będzie głośno jeszcze dzisiaj słyszana. Podkreślimy rolę Polskiego Państwa Podziemnego w ratowaniu Żydów – mówił premier.

Zaznaczył też, że dobre imię i prawda są równie ważne, co bezpieczeństwo kraju.

Mateusz Morawiecki określił skutki ustawy jako pozytywnym wstrząsem. – Po 70 latach przywracamy prawdziwą opowieść o Polsce – zakończył.

Opozycja oskarża

– PiS publicznie przyznaje się do winy ws. ustawy o IPN. W pół roku zniszczyło relacje z Izraelem, USA i Ukrainą – powiedział przed wystąpieniem premiera poseł PO Michał Szczerba.

– Poprzednia ustawa o IPN wyszła tak, jak wyszła. Nie zmieniajcie jej w trybie pilnymi – apelował poseł Grzegorz Długi z Kukiz’15. Józef Brynkus z tego samego ugrupowania stwierdził, że PiS kompromituje nie tylko rząd i parlament, ale całą Polskę.

Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej pytała dlaczego, PiS nie zmienił tej ustawy, kiedy apelowała o to opozycja na etapie przyjmowania ustawy i dyskusji w Senacie. – Odpowiedzialny za tę kompromitację Zbigniew Ziobro nadal pełni swoją funkcję, a jego zastępca Patryk Jaki w nagrodę zostaje kandydatem na prezydenta Warszawy – mówiła podczas debaty ws. pierwszego czytania noweli ustawy.

– Dlaczego tak późno? Dlaczego tak wiele musieliście zepsuć i rozlać to szambo antysemityzmu – pytała Gasiuk-Pihowicz.

Z kolei Stefan Niesiołowski (Unia Europejskich Demokratów) zaapelował do premiera, żeby nie zajmował się historią. – Niech lepiej zajmie się bankami – drwił poseł i wytykał, że w PiS brakuje osób, które znają się na polityce zagranicznej. – Gdzie jest pan Jaki, przecież wtedy to był jego triumf? Panie Jaki, niech pan się teraz pokaże – nawoływał z mównicy Niesiołowski.

– Czy pan minister Patryk Jaki poniesie konsekwencje? – dopytywał poseł Adam Szłapka z klubu Nowoczesnej.

„Ustawa-ekspres”

Po wystąpieniach posłów Marek Suski z PiS złożył wniosek o przejście od razu do trzeciego czytania nowelizacji ustawy. Głos przeciwny zgłosił poseł Zbigniew Konwiński z Platformy. – Udajecie, że coś naprawiacie i nie pozwalacie Izbie debatować. Czego się boicie? Że przypomnimy waszą nieudolność? – pytał.

Wniosek o przejście do trzeciego czytania bez dyskusji został jednak większością PiS przegłosowany. Opozycja protestowała, ale ok. godz. 11 marszałek Kuchciński ogłosił przerwę na przyjmowanie poprawek.

Jacek Czaputowicz: Ustawa o IPN do poprawki

Ten czas partie opozycyjne wykorzystały też na konferencje prasowe. – Boją się dyskusji o swoich grzechach – ocenił lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. – Tchórzostwo i bezczelność – stwierdził Michał Kamiński (UED), zarzucając premierowi „opowiadanie bzdur”.

– Debata jest potrzebna, bo trzeba wyjaśnić, jak naprawić relacje z innymi państwami, ze Stanami Zjednoczonymi. Pan premier oderwał się od politycznej rzeczywistości. Kiedy słyszy się, że dobre imię jest równie ważne, jak bezpieczeństwo Polaków to z pewnością jest do dobra informacja dla Kremla – mówiła dziennikarzom Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej.

Po przerwie – kiedy marszałek Kuchciński ogłosił trzecie czytanie nowelizacji ustawy – na mównicę wszedł poseł niezrzeszony Robert Winnicki i chciał – w proteście wobec trybu przyjętego przez PiS – przez godzinę blokować miejsce wystąpień parlamentarzystów. Marszałek wezwał go do opuszczenia mównicy, ale jednocześnie zarządził głosowania nad zgłoszonymi poprawkami.

Posłowie głosowali, a Marek Kuchciński kilka razy napominał posła Winnickiego, że uniemożliwia zadawanie pytań przez innych posłów.

Ostatecznie zmiany zostały przez Sejm przyjęte. Tuż po tym poseł Winnicki zszedł z mównicy, a marszałek Sejmu zwołał Konwent seniorów, aby wyjaśnić zarzuty opozycji ws. procedury.

Co z orzeczeniem TK?

– Celem jest obrona dobrego imienia Polski. Natomiast IPN zostaje wyposażony w skuteczniejszy instrument, czyli narzędzia cywilno-prawne. Praktyka pokazuje, że ta droga jest najbardziej skuteczna – mówił wcześniej na antenie Polskiego Radia Michał Dworczyk. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o IPN, ale skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, ale zdaniem Dworczyka nie stanowi to problemu.

– TK nie wydał opinii. Jest bardzo istotnym organem. Jednak Sejm kieruje się przesłankami politycznymi, a tą przesłanką jest skuteczność prawa. Prawo musi być efektywne – powiedział radiowej Jedynce.

Gen. Zbigniew Ścibor-Rylski na celowniku. IPN nie daje za wygraną

„To nie jest wycofanie się”

Minister w kancelarii premiera Jacek Sasin zaprzeczył z kolei na antenie Radia Zet, że PiS wycofuje się ze swojej wcześniejszej polityki. – To korekta. Nowelizację rząd przyjął w trybie obiegowym. Nikt nie zgłaszał uwag. Doszliśmy do wniosku, że ściganie na drodze cywilnej i karnej nie będzie skuteczne – stwierdził.

– Analizujemy sytuację, patrzymy, jak przepisy ustawy o IPN pozwalają osiągnąć cel i doszliśmy do przekonania, że najbardziej skuteczną metodą walki o dobre imię Polski jest dochodzenie tego na drodze cywilnej – mówił Sasin.

Wniosek premiera Morawieckiego do marszałka Sejmu o uzupełnienie porządku obrad Sejmu o punkt dotyczący nowelizacji ustawy o IPN jest zaskoczeniem dla wielu. „Kolegium IPN nic o tym nie wie” – skomentował w mediach społecznościowych Sławomir Cenckiewicz, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego.

 

Polub WP Wiadomości

Ingerencja ambasadorów w wewnętrzne sprawy Polski


Z KRAJU

Skandal!!! Kilkudziesięciu ambasadorów publicznie poparło postulaty gejów. Powinni być uznani za persona non grata

Z okazji Parady Równości w Warszawie, odbywającej się 9 czerwca 2018 kilkudziesięciu ambasadorów wyraziło w liście poparcie dla postulatów gejów w Polsce. Ten skandaliczny fakt ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski powinien doprowadzić do uznania wszystkich tych osób za persona non grata.

 

 

W swoim skandalicznym liście ingerujący w wewnętrzne sprawy Polski ambasadorowie stwierdzili, że „z okazji tegorocznej warszawskiej Parady Równości chcemy wyrazić nasze poparcie dla starań o uświadamianie opinii publicznej w kwestii problemów, jakie dotykają środowisko gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interseksualnych (LGBTI) oraz innych społeczności w Polsce stojących przed podobnymi wyzwaniami. Chcemy także wyrazić uznanie dla podobnych starań podejmowanych w innych miastach Polski – w Częstochowie, Gdańsku, Łodzi, Katowicach, Koninie, Krakowie, Opolu, Poznaniu, Rzeszowie, Szczecinie, Toruniu i Wrocławiu”.

Dodatkowo w swoim skandalicznym liście ambasadorowie stwierdzili, że uznają „przyrodzoną i niezbywalną godność każdej jednostki, zgodnie z treścią Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Szacunek dla tych fundamentalnych praw, zawartych w zobowiązaniach OBWE oraz obowiązkach i standardach Rady Europy i Unii Europejskiej jako wspólnot praw i wartości, zobowiązuje rządy do ochrony wszystkich swoich obywateli przed przemocą i dyskryminacją oraz do zapewnienia im równych szans.

Aby to umożliwić, a w szczególności aby bronić społeczności wymagających ochrony przed słownymi i fizycznymi atakami oraz mową nienawiści, musimy wspólnie pracować na rzecz niedyskryminacji, tolerancji i wzajemnej akceptacji. Dotyczy to szczególnie sfer takich jak edukacja, zdrowie, kwestie społeczne, obywatelstwo, administracja publiczna oraz uzyskiwanie oficjalnych dokumentów. Wyrażamy uznanie dla ciężkiej pracy środowisk LGBTI i innych społeczności w Polsce i na całym świecie, jak również dla pracy wszystkich ludzi, których celem jest zapewnienie przestrzegania praw osób LGBTI oraz innych osób stojących przed podobnymi wyzwaniami, a także zapobieganie dyskryminacji, w szczególności tej motywowanej orientacją seksualną czy tożsamością płciową. Prawa człowieka są uniwersalne i wszyscy, w tym osoby LGBTI, mają prawo w pełni z nich korzystać. Jest to kwestia, którą wszyscy powinni wspierać”.

List będący skandaliczną ingerencją w wewnętrzne sprawy Polski podpisali:

J.E. Shpresa Kureta, Ambasador Albanii

J.E. Patricia Beatriz Salas, Ambasador Argentyny

J.E. Paul Wojciechowski, Ambasador Australii

J.E. Werner Almhofer, Ambasador Austrii

J.E. Colette Taquet, Ambasador Belgii

Ivica Pranjic, Chargé d’Affaires, Ambasada Bośni i Hercegowiny

J.E. Alfredo Leoni, Ambasador Brazylii

J.E. Julio Bravo Yubini, Ambasador Chile

J.E. Petros Kestoras, Ambasador Cypru

Robert Markić, Chargé d’Affaires, Ambasada Czarnogóry

J.E. Ivan Jestřáb, Ambasador Czech

J.E. Ole Egberg Mikkelsen, Ambasador Danii

J.E. Harri Tiido, Ambasador Estonii

J.E. Hanna Lehtinen, Ambasador Finlandii

J.E. Pierre Lévy, Ambasador Francji

J.E. Evangelos Tsaoussis, Ambasador Grecji

J.E. Francisco Javier Sanabria, Ambasador Hiszpanii

J.E. Ron J.P.M. van Dartel, Ambasador Królestwa Niderlandów

J.E. Tsewang Namgyal, Ambasador Indii

J.E. Gerard Keown, Ambasador Irlandii

J.E. Martin Eyjólfsson, Ambasador Islandii

J.E. Anna Azari, Ambasador Izraela

Satoru Takahashi, Chargé d’Affaires, Ambasada Japonii

Jeremy Wallace, Chargé d’Affaires, Ambasada Kanady

J.E. Conrad Bruch, Ambasador Wielkiego Księstwa Luksemburga

J.E. Edgar Bondars, Ambasador Łotwy

J.E. Natasha Meli Daudey, Ambasador Malty

J.E. Alejandro Negrín, Ambasador Meksyku

J.E. Rolf Nikel, Ambasador Niemiec

J.E. Olav Myklebust, Ambasador Norwegii

J.E. Mary Thurston, Ambasador Nowej Zelandii

J.E. João Silva Leitão, Ambasador Portugalii

J.E. Simon Jabulani Ntombela, Ambasador Republiki Południowej Afryki

J.E. Dario Galassi, Ambasador San Marino

J.E. Nikola Zurovac, Ambasador Serbii

J.E. Robert Krmelj, Ambasador Słowenii

J.E. Paul Jones, Ambasador Stanów Zjednoczonych Ameryki

Chasper Sarott, Chargé d’Affaires, Ambasada Szwajcarii

J.E. Stefan Gullgren, Ambasador Szwecji

J.E. Tunç Üğdül, Ambasador Turcji

J.E. Andrii Deshchytsia, Ambasador Ukrainy

J.E. Pablo Scheiner, Ambasador Urugwaju

J.E. Jonathan Knott, Ambasador Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej J.E. Alessandro De Pedys, Ambasador Włoch

J.E. Luis Gomez Urdaneta, Ambasador Wenezuelii

J.E. Vu Dang Dzung, Ambasador Wietnamu

Yves Wantens, Przedstawiciel Generalny Rządu Flandrii

Laurence Capelle, Przedstawiciel Federacji Walonia-Bruksela

Marek Prawda, Dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce

Anna-Carin Öst, Przedstawiciel Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w Polsce

Ingibjörg Sólrún Gísladóttir, Dyrektor Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie

Thomas E. Garrett, Sekretarz Generalny Wspólnoty Demokracji

Nie ma absolutnie żadnego usprawiedliwienia dla skandalicznego zachowania ambasadorów wyrażających swoje poparcie dla promocji zachowań szkodliwych dla zdrowia.

Rodzimi neopoganie


DZIŚ JEST:   23   MAJA   2018 r.


 

DZIŚ JEST:   23   MAJA   2018 r.


Rodzima bzdura, czyli w co wierzą współcześni poganie?




Są widoczni w internecie, a swoją aktywność coraz śmielej przenoszą na rzeczywistość. Mówią, że reprezentują „prawdziwą polską tradycję”, jednak to, w co wierzą, nie było znane ludziom żyjącym tu przed tysiącem lat, zaś nauka widząc ich rzekomo rodzimą religię przeciera oczy ze zdumienia. Kim są polscy neopoganie i dlaczego rozwój ich ruchu jest tak niebezpieczny?

 

Mętna woda

Od początku lat 90. XX wieku w naszym kraju rośnie liczba osób oddających cześć słowiańskim bożkom. Zwolennicy tego typu praktyk twierdzą, że wracają do „korzeni”, a siebie samych określają – na wyrost – mianem „rodzimowierców”.

 

Ich środowisko nie stanowi monolitu. W Polsce zarejestrowano kilka związków wyznaniowych tego typu. Główne to Rodzimy Kościół Polski, Polski Kościół Słowiański i Rodzima Wiara. Liczne są jednak nie tylko zgrupowania słowiańskich neopogan, ale i ich interpretacje „doktrynalne”. Niektóre organizacje dzieli nawet tak podstawowa kwestia jak politeizm i monoteizm. Są jednak i środowiska bliskie panteizmowi czy wręcz ateizmowi.

 

Do pierwszej z wyżej wymienionych neopogańskich organizacji może zapisać się każdy, nawet ochrzczony katolik, gdyż wiara w bożki nie wymusza – zdaniem neopogan – negacji innych „bóstw”. Jest to jednak absurdalne, gdyż autentyczna wiara w Chrystusa wyklucza oddawanie czci bałwanom – dlatego też zainteresowanego członkostwem w takiej grupie katolika uznać należy za wyłącznie formalnego członka Kościoła katolickiego.

 

Skrajna „otwartość” „rodzimowierców” na synkretyzm pokazuje dobitnie, że neopogaństwo nie traktuje poważne człowieka autentycznie poszukującego wiary. Dodatkowo przedstawiane przez wyznaczającą „standardy” w ruchu neopogańskim Międzynarodową Federację Pogańską jako jedno z najważniejszych haseł sformułowanie: „Czyń swoją wolę, dopóki nikogo nie krzywdzisz” – brzmi jak „mądrość” z prozy Paulo Coelho, a nie wskazówka dla ludzi poszukujących transcendentnej Prawdy.

 

Czysta rasa dla Peruna

„Rodzimowierstwo” to jednak nie tylko tandetne hasełka, ale i konkretne zagrożenie dla społeczeństwa. Istnieje bowiem w środowiskach neopogańskich sentymentalne zamiłowanie do idyllicznie pojmowanej i wolnej od „obcych” Słowiańszczyzny, od czego krok do skrajnie nacjonalistycznego pojmowania rzeczywistość.

 

Taką ideę prezentował powstały z inicjatywy Jana Stachniuka w latach 30. XX wieku Ruch Nacjonalistów Polskich, wydający pismo „Zadruga”. Jego członkowie propagowali powrót do słowiańskich korzeni i etnicznej religii, bliższej – ich zdaniem – Polakom, niż pochodzące z innego kręgu kulturowego i „narzucane siłą” chrześcijaństwo.

 

Zadrużanie mieli też jasno sprecyzowane cele polityczne: umacnianie polskiej państwowości i „duchowe odnowienie narodu” przez powrót do „pradawnych korzeni” oraz antygermanizm. Ich działania cechował silny antyklerykalizm, a także – celowe lub nie – niedostrzeganie faktu, że polska państwowość i kultura rozpoczęły się wraz z przybyciem na nasze tereny przedstawicieli Kościoła katolickiego, pełniącego tu bowiem również funkcję „generatora cywilizacji”.

 

Współcześnie kontynuatorzy „dzieła” Stachniuka zrzeszeni są w Nacjonalistycznym Stowarzyszeniu Zadruga. Bardzo ważną kwestią dla tego środowiska jest zachowanie tzw. czystości rasy (sic!). Współcześni Zadrużanie twierdzą na przykład, że Słowianie powinni wiązać się tylko z ludźmi podobnego pochodzenia etnicznego.

 

„Twój partner winien reprezentować wartość genetyczną nie niższą niż ty. Przyjrzyj się dokładnie cechom jego charakteru, zapoznaj się z historią jego rodziny, jakich miał przodków. Wstąp w związek małżeński tylko z kobietą (mężczyzną) Twojej rasy, aby wasze dzieci mogły dziedziczyć po was czystość krwi i całą spuściznę kulturową waszego ludu” – czytamy na stronie NS Zadruga. W „Zbiorze Wymagań wobec Słowianina i Słowianki pragnących zachować czystość rasową” znajdziemy również selekcję rasową (wymierzoną nie tylko w czarnoskórych i żółtoskórych, ale i Żydów) oraz stopniowanie wartości genetycznej – z wykluczaniem osób chorych. Wszystko podlane aryjskim „sosem”. Już to kiedyś słyszeliśmy, czyż nie?

 

Słowianie razem. Razem z Moskwą

Zapatrzenie w fantastycznie rozumianą i oderwaną od historycznych faktów przeszłość wiąże się jeszcze z jednym zagrożeniem. Nienaukowe i zmitologizowane spojrzenie na dzieje Słowian w przeszłości najczęściej łączyło się z interesem rosyjskiego imperializmu. To bowiem na Kremlu miłośnicy słowiańskiej jedności (politycznej czy religijnej) widzieli ośrodek gotów wskrzesić „prastarą siłę”, której tak naprawdę nigdy nie było.

 

W wieku XIX – gdy spośród Słowian jedynie Rosjanie stanowili liczącą się siłę w światowej polityce – wielu narodowych liderów z Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej z nadzieją spoglądało na Petersburg. Głosy „rodzimowiercze” były jednak mniej istotne niż racje narodowowyzwoleńcze, zaś ówczesna administracja rosyjska stawiała raczej na ekspansję prawosławia – co zrodziło zresztą pogardę wobec katolickiej Polski: „Judasza Słowiańszczyzny”.

 

Narracja o słowiańskiej jedności przetrwała upadek caratu i wróciła po roku 1945, gdy pod butem Moskwy znalazły się prawie wszystkie narody wywodzące się z tej rodziny narodów (poza Jugosławią, która – nie bez bólu – wybrała własną drogę do socjalizmu). Społeczeństwa indoktrynowano wtedy propagandą o „złym”, a nawet „zgniłym” Zachodzie, którego przeciwieństwo stanowił rzekomo wolny od zgnilizny Wschód (czytaj: Rosja).

 

Ta słowianofilska i antyokcydentalna wizja świata wrosła na tyle w umysły Polaków, że do dzisiaj część społeczeństwa widzi upadek Zachodu, ale moralnego kryzysu na Wschodzie dostrzegać nie chce, lub widzi tylko to, co jest widzieć wygodnie. Dlatego też współcześni neopoganie, z nostalgią rozmyślający o wspaniałej przeszłości Słowiańszczyzny i podbojach dokonywanych przez mężnych wojów, z nadzieją zerkają na militarystyczną i surową Rosję Putina, najsilniejszy politycznie kraj z dominującą ludnością słowiańską.

 

Wielu współczesnych „rodzimowierców” widziałoby Polskę w sojuszu, a może nawet w jednym państwie z całą, wielką rodziną narodów słowiańskich. Oczywiście najlepiej wyznających „prastare” wierzenia i uznających dziejowe przewodnictwo Rosjan.

 

Rodzimi Germanie

Różnorodność „doktrynalna” neopogańskich środowisk dowodzi ich wątpliwego związku z faktycznymi wierzeniami przedchrześcijańskich Słowian. Dodatkowo „rodzimowiercy” bazują na szczątkowej wiedzy historycznej i archeologicznej, a to, co wiemy o średniowiecznych dziejach ziem Polskich, odczytują w oparciu o interpretacyjny szał autorów wątpliwej jakości publikacji.

 

W naukowych opracowaniach dotyczących działalności neopogan na ziemiach polskich określenie „rodzimowiercy” występuje w odniesieniu do wyznawców „konkretnego systemu religii etnicznych – opartych na mitologii i wierzeniach lokalnej społeczności, występujących w obrębie danej grupy kulturowej, odwołujących się zazwyczaj do tradycji przedchrześcijańskich”. Jednak związek współczesnych słowiańskich neopogan z wierzeniami historycznej społeczności lokalnej – czyli z „rodzimością” – jest bardzo słaby. Historycy bowiem zgodnie zauważają, że o duchowości wczesnośredniowiecznych Słowian wiemy bardzo niewiele, a jeśli coś już do nas dotarło, to głównie z innych rejonów Słowiańszczyzny. Współcześni twórcy pogańskiej „doktryny” opierać się więc muszą na innych, mocno wątpliwych źródłach.

 

Pierwszym z nich jest folklor, rozwijający się przez ostatni tysiąc lat w warunkach ochrzczonej Polski. „Rodzimowiercy” ustalając w ten sposób swoje quasireligijne „prawdy” korzystają więc tak naprawdę z kultury ludowej narodu chrześcijańskiego – kultury, w której to, co możemy na wyrost uznać za pogańskie, jest niszowe, a często pozbawione takiej treści.

 

Wobec braku szczegółowej wiedzy dotyczącej religijności Słowian polscy neopoganie zerkają na lepiej zachowane i opisane w średniowieczu wierzenia germańskie (np. nordyckie), celtyckie i bałtyjskie (np. pruskie), co powoduje jednak, że mówienie o „rodzimowiercach” jest tak naprawdę nadużyciem.

 

Inna sprawa, że dla Polaków od kilkuset lat rodzimą wiarą jest wyłącznie rzymski katolicyzm. To bowiem w tej wierze wychowywały się pokolenia naszych rodziców, dziadków, pradziadków i ich przodkowie. To do kościoła zanosili i – ku niezadowoleniu pogańskich rekonstrukcjonistów – wciąż zanoszą Polacy swoje nowonarodzone dzieci, to w kościele zawierają małżeństwa i w kościele odbywa się ostatnie pożegnanie zmarłego. W kościele, a nie w chramach, które przez wieki zwyczajnie nie istniały.

 

Grzeszne zabawy

Pogańskie świątynie nie istniały w Polsce przez stulecia – i bardzo dobrze! Neopogaństwo to bowiem nie tylko atak na polską tradycję czy ryzyko wzniecenia neonazistowskich nastrojów, ale przede wszystkim zagrożenie natury duchowej.

 

W czasie, gdy zaczynają rodzić się w Polsce inicjatywy zmierzające do budowania „słowiańskich” chramów, trzeba powiedzieć wprost, że zabawa w „rodzimowierstwo” to ciężki grzech. Jest bowiem Jeden Bóg i tylko On zasługuje na kult.

 

Z kolei pseudosłowiańskie – a tak naprawdę ocierające się o ruch New Age, którego geneza sięga kontrkultury lat 60. XX wieku – czczenie fałszywych bożków i uczestniczenie w poświęconych im ceremoniach to okultyzm ocierający się o satanizm. Mówimy więc o zjawiskach groźnych dla zdrowia psychicznego i – co ważniejsze – życia wiecznego.

 

 

Piotr Relich, Michał Wałach

 

 


DATA: 2018-05-23 09:08
AUTOR: PIOTR RELICH, MICHAŁ WAŁACH

Read more: http://www.pch24.pl/rodzima-bzdura–czyli-w-co-wierza-wspolczesni-poganie-,60447,i.html#ixzz5GL4gTdxd

Zginął w rezultacie dziwnych zachowań odpowiedzialnych służb naszych sojuszników strategicznych


Budowanie bezpieczeństwa na jednym filarze


Burdy pod samostijnym parlamentem


Ukraina zamierza wydalić węgierskiego konsula


Zawistny Berlin


Deutsche Welle
ANDRZEJ DUDA
+3
OPRAC. VIOLETTA BARAN
2h temu

Niemieckie media o wizycie Dudy w USA: piar czy prawdziwy sukces?

Piarowski chwyt czy duży sukces osiągnięty dzięki „chłopskiemu sprytowi” Andrzeja Dudy? Niemieccy komentatorzy zasadniczo różnią się w ocenie wizyty prezydenta Polski w Ameryce i jego spotkania z Donaldem Trumpem.
Prezydent Andrzej Duda spotkał się z Donaldem Trumpem

Prezydent Andrzej Duda spotkał się z Donaldem Trumpem (PAP, Fot: Tasos Katopodis/CNP/AdMedia)

„Polska chce, aby na jej terytorium powstała amerykańska baza wojskowa do obrony przed Rosją, ale z tego pomysłu raczej nic nie będzie” – pisze Florian Hassel w „Sueddeutsche Zeitung”.

Zdaniem niemieckiego dziennikarza „etykietka z ceną dwóch miliardów dolarów i dowcipna propozycja nazwania ewentualnej bazy wojskowej USA Fort Trump były jedynym powodem, dla którego media zainteresowały się wizytą polskiego prezydenta w Białym Domu”.

Hassel zwraca uwagę, że pomysł stałej obecności wojsk USA w Polsce nie jest nowy, a władze w Warszawie zabiegają o to od wstąpienia do NATO w 1999 roku.

Prezydent Duda idzie w zaparte. „Jesteśmy gotowi do zainwestowania dużych środków w stałą bazę wojsk USA”

„Amerykanie odrzucają ten pomysł. Polska próbuje, pomijając NATO i europejskich sojuszników, pozyskać Waszyngton dla udzielenia jej bilateralnych gwarancji bezpieczeństwa przeciwko Rosji. Okazujący często sympatię wobec Moskwy prezydent USA Trump raczej nie zgodzi się na to” – ocenia autor komentarza dodając: „Fort Trump musi poczekać”.

Hassel przypomina, że nawet były dowódca wojsk USA w Europie Ben Hodges, który nie kryje sceptycyzmu wobec Rosji, jest przeciwnikiem powstania amerykańskiej bazy w Polsce, gdyż „podsyciłoby to rosyjskie obawy”.

Zobacz także: Czy twój polityczny syn znalazł swój model prezydentury? Szydło: Andrzej ciągle szuka

Hassel wyraża zdziwienie, że narodowo-populistyczny rząd Polski, który „ze wszystkiego robi tajemnicę”, w tym przypadku upublicznił propozycję, chociaż takie inicjatywy utrzymywane są zwykle w sekrecie.

„Warszawski pomysł sprawia wrażenie przede wszystkim chwytu piarowskiego, za pomocą którego polski rząd chce zapunktować u patriotycznie nastawionych wyborców” – pisze w konkluzji Hassel.

„Chapeau, Warszawo”

W diametralnie innym tonie komentuje wizytę Dudy w Ameryce Silke Muelherr w „Die Welt”. „Chłopski spryt Dudy pokazuje, jak należy obchodzić się z Trumpem” – pisze autorka komentarza zatytułowanego „Chapeau, Warszawo”.

Jej zdaniem wizyta polskiego prezydenta zakończyła się sukcesem. „Strach przed Władimirem Putinem zmusił warszawską dyplomację do pozbycia się ociężałości. RFN powinien dokładnie się przyjrzeć temu, co zostało uzgodnione” – radzi swojemu rządowi Muelherr.

Jej zdaniem Polska nie wyróżniała się ostatnio „dyplomatycznym talentem”, o czym świadczy przebieg sporu z Komisją Europejską. Wyprawa Dudy do Ameryki stanowi „wyjątek”.

Andrzej Duda w Białym Domu. Polski prezydent doczekał się wizyty w Gabinecie Owalnym

Duda naciskał na prezydenta USA, by wysłał więcej wojska do Polski „wykazując przy tym chłopski spryt”. Zaproponował, żeby ewentualna amerykańska baza nazywała się Fort Trump. „W Warszawie najwidoczniej zrozumiano, jak funkcjonuje szef Białego Domu i jak można go pozyskać dla swoich własnych celów” – pisze autorka. Jak dodaje, oba kraje uzgodniły ściślejszą współpracę między siłami zbrojnymi, służbami specjalnymi i w dziedzinie obrony przeciwrakietowej.

Sojusz Polski z USA przeciwko Nord Stream 2 nazywa Muelherr „sprytnym pomysłem”. „Płynące z Warszawy ostrzeżenia nie zrobiły dotychczas ani w Berlinie, ani w Moskwie żadnego wrażenia. Wmieszanie się w konflikt Trumpa, który chciałby eksportować swój skroplony gaz, zmienia układ sił na korzyść Warszawy. Dobrze rozegrana partia, jak na kraj, który zbyt rzadko patrzy poza czubek własnego nosa” – konkluduje komentatorka „Die Welt”.

Przeczytaj także:

Niemiecka prasa: jakie wnioski płyną ze sprawy byłego szefa kontrwywiadu?

Komentarz: niesmaczny kompromis

 

WP Wiadomości

Tłuczenie piany w sprawie zagadkowej pozycji PADa w Białym Domu


KRZYSZTOF SZCZERSKI W RMF: PREZYDENT TYLE RAZY SŁYSZAŁ, ŻE BĘDZIE SIEDZIAŁ, ŻE POSTANOWIŁ POSTAĆ

Skąd wzięło się niefortunne zdjęcie Andrzeja Dudy w gabinecie Donalda Trumpa? „Prezydent tyle razy słyszał, że będzie siedział, że postanowił postać tym razem” – żartował w Porannej rozmowie w RMF FM minister w Kancelarii Prezydenta RP Krzysztof Szczerski. „Sytuacja jest bardzo żartobliwa. Ważniejsze, co jest treścią rozmów i dokumentów, a nie to, co jest obrazkiem” – skomentował. Pytany o to, czy będą jakieś dymisje w związku z tą sprawą, Szczerski odpowiedział: „Nic się nie wydarzyło takiego, co mogłoby powodować dymisje”.

Robert Mazurek, RMF FM: Dzień dobry. Naprzeciwko mnie w wygodnym krześle zasiadł Krzysztof Szczerski, minister w Kancelarii Prezydenta. Kłaniam się.

Krzysztof Szczerski: – Dzień dobry.

Kluczowym słowem nie jest to, że zasiadł, ale że na wygodnym krześle, bo dla prezydenta zabrakło.

– Pan prezydent tyle razy słyszał ostatnio, że będzie siedział, że postanowił postać tym razem.

Bardzo zabawne. Przygotowaliście sobie tę odpowiedź, sekwencyjnie rozumiem ją przygotowywaliście.

– Żartem trochę odpowiadam, bo sytuacja jest bardzo, że tak powiem, żartobliwa.

Żartobliwa, ale wie pan, tutaj wszyscy mówią, że to jest jednak kompromitacja polskiej dyplomacji, ktoś powinien za to odpowiedzieć, ktoś powinien podać się do dymisji albo zostać zdymisjonowanym.

– Jeśli rozumiemy politykę przez obrazki, a jak ktoś ma problemy z pisaniem i czytaniem, zatrzymuje się na poziomie obrazków, to może skupia się wyłącznie na obrazkach. Ważniejsze jest to, co jest treścią rozmów i co treścią dokumentu jest, a nie obrazka.

Ostatnie pytanie w tej sprawie. Będzie dymisja w Pałacu Prezydenckim, ktoś za to odpowie – szef protokołu, ktoś taki – czy nie?

– Pan prezydent z treści rozmów jest bardzo zadowolony, więc wszyscy ci, którzy przygotowali treść tych rozmów, myślę, że nie mogą się czuć w tej sprawie zagrożeni.

Rozumiem, że pan się uśmiecha, bo to pan przygotowywał. Czyli żadnej dymisji nie będzie?

– Nic się nie wydarzyło takiego, co by miało powodować dymisje.

Panie ministrze, jest jeszcze jedno takie pytanie, o które mnie koledzy męczą. Prezenty. Zawsze to jest taki moment ekscytacji, kiedy politycy wręczają sobie prezenty. Co tym razem daliśmy prezydentowi Trumpowi i co od niego dostaliśmy?

– Prezenty były przygotowane przez protokół, natomiast mogę zdradzić jeden szczegół. Pan prezydent Duda otrzymał od prezydent Trumpa pióro, którym podpisywano tę deklarację, więc to pióro pewnie będzie niedługo na aukcję charytatywną przeznaczone.

To nie było pióro, tylko był taki mazak.

– Prezydent Trump podpisuje się takiego rodzaju markerem i ten marker znajduje się dzisiaj w Pałacu Prezydenckim i pewnie trafi na aukcję.

Po prostu zwinęliście prezydentowi Trumpowi mazak, rozumiem.

– To jest prezent. Pytał pan o prezenty, a nie o zwijanie rzeczy. Opowiadam o prezentach, a nie o zwiniętych rzeczach.

Panie ministrze, to jeszcze pół żartem, pół serio. Kto wymyślił ten bon mot z Fortem Trump?

– Fort Trump jest – jak widać – bardzo dobrym skrótem myślowym, dzięki któremu ta dyskusja, która jest dyskusją poważną o bazie amerykańskiej w Polsce, znalazła swój taki twitterowy skrót, a dzisiaj wiem, że większość ludzi żyje w świecie nie więcej niż 200 znaków, więc zamiast pisać „stałe bazy wojsk amerykańskich w Polsce”, mamy „Frot Trump” i wszyscy rozumieją, o co chodzi.

A właśnie, czy nie ograniczamy się tylko do komunikacji, bo jest jednak takie przeświadczenie, że my o tej obecności amerykańskiej tutaj mówimy od co najmniej 10 lat. Ta deklaracja, którą podpisał prezydent jest powtórzeniem, być może wzmocnieniem deklaracji, którą podpisywał 10 lat temu minister Radosław Sikorski z Condoleezzą Rice. Od tego czasu nic się nie zmieniło. Wtedy też chcieliśmy mieć bazę amerykańską na stałe.

– Panie redaktorze, powiedział pan dwa słowa, które są zupełnie ze sobą sprzeczne: powtórzenie i wzmocnienie. To są dwie rzeczy zupełnie inne. To są zupełnie inne deklaracje.

To nie jest sprzeczne.

– To jest sprzeczne.

Można coś powtarzać, tylko mocniej. Tak samo, jak mogę powtarzać pytanie, tylko głośniej.

– Tylko że w dyplomacji wzmocnienie, a tak naprawdę w tym przypadku zmiana języka, jest kluczem. Dlatego że w tych deklaracjach, jak pan wie, co było przedmiotem dyskusji do ostatnich chwili, znajduje się…

Co było przedmiotem dyskusji do ostatniej chwili?

– Znajduje się zdanie o tym, że zbadamy warianty zwiększenia roli amerykańskich wojsk w Polsce. A jeżeli mówimy o zbadaniu wariantów, to znaczy, że jesteśmy na zupełnie innym etapie, niż mówienie o tym, że chcielibyśmy, żeby kiedyś te wojska się tutaj znajdowały. A rzeczywiście po szczycie NATO w Warszawie, po pierwsze, już mamy na naszym terytorium wojska amerykańskie, po drugie – kończymy bazę antyrakietową, więc mamy pierwszą bazę amerykańską niedługo w Polsce, ale bez wojska. Teraz chcemy dołożyć trzeci segment, czyli pełnowymiarową bazę amerykańską w Polsce. To jest zupełnie co innego, niż to, co podpisywał 10 lat temu minister Sikorski, nie utrzymał tego przez rok, po roku to wszystko było już do wyrzucenia.

Zaraz. Za to akurat trudno winić ministra Sikorskiego.

– Nie, jak ktoś jest ministrem, to musi bronić dokumentów, które podpisywał. Nie obronił tego dokumentu, rok nie był w stanie go obronić.

Naprawdę nie minister Sikorski wybrał Obamę na prezydenta amerykańskiego.

– Ale od tego był wtedy ministrem spraw zagranicznych, żeby utrzymać dokument, który sam podpisał. Abecadło.

Dobrze, to porozmawiamy o abecadle. Co z konkretów zyskaliśmy po wizycie prezydenta Dudy w Waszyngtonie? Z zasady powstanie baza amerykańska. Gdzie powstanie, za ile?

– Ten pomysł na wizytę był taki, że prezydent prosto ze szczytu Trójmorza udaje się do prezydenta Trumpa na rozmowy, tak naprawdę również w imieniu całego regionu – co się udało. I to Trójmorze zaistniało i ono przyniesie niedługo bardzo konkretne rezultaty w postaci także amerykańskich inwestycji infrastrukturalnych w Polsce. Po drugie, udało się wspólnie przedyskutować kwestie energetyczne już na poziomie szczegółowym.

Ale to w Bukareszcie było na tym Trójmorzu.

– Szczyt Trójmorza w Bukareszcie, ale później w Białym Domu kontynuacja tego w relacjach Trójmorze-USA za pomocą Polski. Polska jako pomost między regionem i Waszyngtonem.

Ale jeśli rozmawiamy o sprawie współpracy energetycznej, to powiem tak: Prezydent Trump bardzo wyraźnie powiedział, że żadnych sankcji dla firm budujących Nord Stream 2 nie będzie.

– Decyzje co do sankcji są decyzjami amerykańskimi i wynikają z amerykańskiego interesu, takiego lub innego. Natomiast, co było ważne, polityczny sprzeciw wobec Nord Stream 2 i ocena negatywna tej budowy została wyrażona także dzięki argumentacjom, które przedstawił prezydent Duda.

Panie ministrze to są słowa, słowa, słowa. Kiedy będziemy mieli coś na tacy?

– Cieszę się, że pan mówi o słowach, słowach, słowach, a nie obrazek, obrazek, obrazek, bo niektórzy zatrzymują się na poziomie obrazka, o czym już mówiliśmy. Słowa są ważne. Politykę tworzy się przez słowa.

Są ważne, ale z perspektywy zwykłego zjadacza chleba chciałbym wiedzieć, czy będziemy mieli bazy amerykańskie w Polsce, kiedy je będziemy mieli i ile będziemy musieli za nie zapłacić. Czy naprawdę tak, jak mówił Trump, ponad dwa miliardy?

– Widziałem taki skrót twitterowo-medialny pod tytułem „Polska zapłaci Ameryce za wojsko”. To nieprawda. To była nasza gotowość do tego, żeby ponieść koszty bazy w Polsce, która będzie tutaj ulokowana. To jest nasza inwestycja, w nasze bezpieczeństwo, na naszym terytorium. My chcemy w ramach tego, co jest standardem NATO, czyli burden-sharing – podziału kosztów bezpieczeństwa – zbudować u nas infrastrukturę…

Jest pan pewny, że prezydent Trump też tak to zrozumiał?

– Oczywiście, bo takie były słowa. Proszę nie pytać, co prezydent Trump rozumie. My budujemy w Polsce za polskie pieniądze polską bazę. I do tej bazy zapraszamy amerykańskie wojsko. Co ważne, dzisiaj czytałem słowa wiceministra Pentagonu, który mówi już o tym, jak wielka ta baza musi być, żeby amerykańskie wojsko tu się zainstalowało.

Ale on mówił, że my Polacy nie jesteśmy do tego gotowi.

– Na taką skalę, na jaką myśli Pentagon. To bardzo dobra wiadomość, że mówimy o skali, o której nawet my nie myśleliśmy.

O tym możemy bez końca, a czas kończyć. Ostatnie pytanie. Czy nie boi się pan, że za prezydentem Dudą będą ciągnęły się w kampanii wyborczej te słowa o „wyimaginowanej wspólnocie”? Już pan widzi te spoty, które przygotuje Platforma, uderzające w niego.

– Pan prezydent Duda buduje prawdziwą wspólnotę w Polsce i to będzie się w kampanii wyborczej przebijało za prezydentem.

Buduje wspólnotę w Polsce?

– Oczywiście. Pan prezydent Duda jako prezydent Polski robi wszystko, żeby w tej całej trudnej sytuacji ostrego podziału politycznego w Polsce zbudować wspólnotę.

RMF FM

Strasburg wierzy moskiewskim sekcjom zwłok


WYROK W SPRAWIE EKSHUMACJI SMOLEŃSKICH. POLSKA NARUSZYŁA PRAWA CZŁOWIEKA

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przyznał rację rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej, które sprzeciwiły się ekshumacjom ciał bliskich – podaje TVN24. Rodziny te dostaną po 16 tys. euro zadośćuczynienia.

W kwietniu 2017 roku skargę w tej sprawie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu złożyły Ewa Solska i Małgorzata Rybicka. Kobiety sprzeciwiały się ekshumacjom ciał mężów.

Jak podaje TVN24, Europejski Trybunał Praw Człowieka wskazał jednoznacznie, że w przypadku tych ekshumacji doszło do naruszenia art. 8 Konwencji Praw Człowieka, tj. „każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego”.

Jak podał trybunał, skarżący „sprzeciwiali się ekshumacji, pisali listy do prokuratora generalnego, składali zażalenia i domagali się nakazu sądowego, bezskutecznie”. „Prokurator odmówił przyjęcia zażaleń, uznając je za niedopuszczalne” – czytamy w wyroku. „Sądy cywilne odrzuciły wniosek o wydanie nakazu sądowego, stwierdzając, że prokurator miał obowiązek zgodnie z prawem krajowym nakazać przeprowadzenie sekcji zwłok w każdym przypadku podejrzanej śmierci, a jeśli zwłoki zostały już pochowane, nakazanie ekshumacji” – napisał Trybunał.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka informuje, że „w swojej skardze do ETPC, wniesionej w kwietniu 2017 r., skarżące zarzucały władzom polskim złamanie dwóch przepisów EKPC: art. 8, gwarantującego prawo do prywatności, oraz art. 13, formułującego prawo do skutecznego środka zaskarżenia. Argumentują, że ekshumacja wbrew woli osoby najbliższej stanowi bardzo głęboką ingerencję w prawo chronione z mocy art. 8 EKPC. Powinno do niej dochodzić wyłącznie wówczas, gdy jest to bezwzględnie konieczne i na podstawie przepisów zapewniających odpowiednią ochronę przed arbitralnością władz”.

W maju 2018 roku, a więc rok po wniesieniu skargi do ETPC, lecz przed jej rozpoznaniem, doszło do ekshumacji szczątków Arkadiusza Rybickiego i Leszka Solskiego.

Ewa Bialik z Prokuratury Krajowej powiedziała IAR, że prokuratura czeka na uzasadnienie wyroku. Wtedy zdecyduje, czy odniesie się do sentencji.

(Materiał wideo z protestu z dnia 15.05.18)

INTERIA.PL/IAR

Bezalternatywne filary dogmatycznego myślenia


Szlęzak: Rozmyślając o Jerzym Targalskim podczas wizyty u fryzjera

Nie wiem na czym polega ta zależność, ale im bardziej łysieję, tym większą przyjemność sprawiają mi wizyty u fryzjera. Oczywiście tę obserwację odniosłem do polskiego życia politycznego. Tutaj z kolei im mniej niepodległej Polski, tym więcej gadania o tej niepodległości i to wcale nie dlatego, że akurat w tym roku przypada stulecie jej odzyskania.

Mówiąc całkiem poważnie, ostatnio boleśnie uderzyło mnie, że w dyskusjach politycznych zaczyna dominować to, co już kiedyś nazwałem myśleniem zależnym. To myślenie jaskrawo przejawia się w tym, że jego filarami jest bezalternatywność poszczególnych relacji politycznych z państwami i narodami. Dostrzegam cztery filary tej bezalternatywności na której opiera się polityczne myślenie zależne. Pierwszym filarem jest bezalternatywne członkostwo w Unii Europejskiej. Drugi filar to bezalternatywny sojusz z USA. Trzecim jest bezalternatywna wrogość do Rosji. Czwarty to bezalternatywne poczucie winy i co za tym idzie poczucie niższości wobec Żydów.

Wstrząsnęło mną wystąpienie Olgierda Łukaszewicza, które można zakwalifikować jako klasykę myślenia o bezalternatywnym członkostwie w UE. Ten niewątpliwie wybitny aktor na jakiejś konferencji odczytał apel, raczej wątpliwe że swojego autorstwa, w którym stwierdził między innymi, że wierszyk “Kto ty jesteś?” to już anachronizm i teraz trzeba “małego Polaka” zamienić na “jakiegoś Europejczyka”. Podobnych niedorzeczności w wystąpieniu Łukaszewicza było dużo więcej. Odnośnie drugiego filaru myślenia zależnego jednym z ostatnich przykładów jest wypowiedź Jerzego Targalskiego o tym jakoby Niemcy wypowiedziały nam wojnę. Rolę Targalskiego w polskiej polityce przyrównałbym do roli Włodzimierza Żyrynowskiego w Rosji. Jeden wariat i drugi też wariat, ale prezentują poglądy, które za chwilę w bardziej poważnej formie staną się oficjalnym stanowiskiem obozu rządzącego. W wypadku wypowiedzi Targalskiego chodzi o to, żeby przekonać opinię publiczną o tym, że możemy liczyć wyłącznie na Amerykanów. W tle wypowiedzi Targalskiego jest bezalternatywna wrogość do Rosji, bo Niemcy knują z Putinem, żeby pogrążyć Polskę. Jednak bezalternatywną wrogość do Rosji lepiej widać we wrogości obecnej ekipy rządzącej, ale i PO do Polaków na Litwie. Wypowiedź jednego z ważnych polityków partii rządzącej, że Polacy na Litwie realizują rosyjskie interesy nie jest stwierdzeniem faktu, ale zdradą polskich interesów narodowych w kontekście bezalternatywnej wrogości do Rosji. Nadmienię tylko, że elementem tego myślenia zależnego względem Rosji jest polityka prawie wszystkich rządów po 1989 roku względem Ukrainy. Nie natknąłem się ostatnio na jakiś jaskrawy przykład czwartego filaru myślenia zależnego, ale było ich i na pewno będzie tyle, że bez wysiłku da się wykazać, że musimy nosić brzemię niższość wobec Żydów bośmy nieskończenie winni, co ponoć zamyka się kwotą trzystu miliardów dolarów.

Nie będzie niepodległej Polski jeżeli nie obali się tych czterech filarów. Uważam to za główne zadanie endeckiej myśli politycznej. mam świadomość, że tak stawiając sprawę mysz stanęła przeciw słoniowi, ale od czegoś trzeba zacząć.
A Państwo uważacie, że uda się obalić filary myślenia zależnego?

Andrzej Szlęzak

za: FB

%d blogerów lubi to: