Niemiecki wywiad z Rosjaninem


20 wrz, 08:20

Andriej Konczałowski: Rosja zniszczyła Putina [WYWIAD]

Andriej Konczałowski jest wielkim rosyjskim reżyserem i interpretatorem mentalności swoich rodaków. Potrafi również wyjaśnić upodobanie Niemców do politycznej poprawności. Rozmowa o różnicach mentalnościowych.

Udostępnij
0

Andriej KonczałowskiAndriej KonczałowskiFoto: Getty Images

Firma produkcyjna Konczałowskiego mieści się w dawnym domu kultury radzieckiej partyjnej gazety „Prawda” przy moskiewskiej ulicy Prawdy. To przypadek, ale niepozbawiony ironii. Konczałowski jest bowiem człowiekiem, który nie wierzy w żadną prawdę i za nic ma przekonania polityczne. Już w czasach radzieckich miał opinię niedostosowanego. Ma 80 lat i pochodzi ze sławnej artystycznej rodziny. Jego ojciec, pisarz Siergiej Michałkow napisał na zlecenie Stalina tekst hymnu narodowego, brat, reżyser Nikita Michałkow jest laureatem Oscara. Konczałowski, który nosi nazwisko swojej matki, w latach osiemdziesiątych kręcił filmy w Hollywood, a potem mieszkał we Włoszech i we Francji. Jest twórcą około trzydziestu filmów i takiej samej liczby scenariuszy, wystawiał również opery i sztuki teatralne w Paryżu, Mediolanie i Nowym Jorku. Za swój nowy film „Raj” otrzymał Srebrnego Lwa na zeszłorocznym festiwalu w Wenecji, obraz ten znajdował się również na krótkiej liście kandydatów do Oscara za najlepszy film obcojęzyczny. To dzieło o wojnie, które wywołało wiele dyskusji – podobnie jak większość filmów tego reżysera oraz jego poglądy na temat sytuacji w Rosji.

Der Spiegel: Andrieju Siergiejewiczu, pana najnowszy film nosi tytuł „Raj”. Tymczasem mowa jest w nim o losach trojga ludzi podczas wojny – niemieckiego oficera, francuskiego żandarma i rosyjskiej arystokratki żyjącej we Francji, która ratuje dwoje żydowskich dzieci. Wszyscy bohaterowie giną, duża część filmu rozgrywa się obozie koncentracyjnym. Powiedział pan, że nie jest to jednak utwór o Holokauście, lecz o sile przyciągania zła, o tym, jak ludzie chcą stworzyć sobie własny raj. Co ma pan przez to na myśli?

Andriej Konczałowski: Kiedy zastanawiałem się nad tym, jaki powinien być mój bohater, oficer SS Helmut…

… szlachetny idealista, który cytuje Tołstoja i Czechowa i na zlecenie Heinricha Himmlera odkryć ma korupcję w kierownictwie obozu koncentracyjnego…

… chciałem, żeby był jak anioł. Miał być tak urzekający i przystojny, że wszystko, co mówi, brzmiałoby jak prawda. Powstaje z tego wielka ambiwalencja, którą chciałem wyrazić w filmie. Helmut bowiem jest mimo wszystko przekonanym nazistą, narodowy socjalizm go uskrzydla. Nie chciałem, by widzowi było łatwo zidentyfikować zło i kłamstwa nazizmu. Pokazywanie złych nazistów jest nudne, robiono to już tak wiele razy, że nie da się tego wytrzymać. Poza tym chciałbym zaufać widzowi, pozwolić, by sam wyciągał wnioski. Po obejrzeniu moich filmów widzowie nie wiedzą dokładnie, co się wydarzyło. Są wyprowadzeni z równowagi i ten niepokój jest dla mnie ważny. Globalne zło nigdy nie jest proste, jest bardzo skomplikowane.

Tym trudniej jest przenieść je na ekran.

Jak działa w tym przypadku pokusa zła, stało się dla mnie jasne dopiero, gdy film był już gotowy. To wielka iluzja myśleć, że reżyser może urzeczywistnić ideę, jaką sobie wymyślił. Fellini powiedział, że najważniejszym etapem produkcji jest jej sam koniec – montaż, kiedy twój film patrzy ci prosto w oczy.

Trudno było panu zdecydować się na nakręcenie tego filmu. Dlaczego?

Jeśli pomyślimy o powszechnym postrzeganiu, zrobienie kolejnego filmu o Holokauście wydaje się niemożliwością. Jednym z dzisiejszych problemów jest skrócenie pamięci. Młodzi niczego już nie pamiętają, wszystko jest w internecie. Po drugie zalew informacyjny prowadzi do banalizacji. Holokaust? Wiemy, wiemy – myśli wielu. Dlatego swoje filmy muszę robić tak, by ludzie nie powiedzieli: widzieliśmy to już u Spielberga. Właściwe życie w obozie koncentracyjnym pokazałem zaledwie przez siedem minut.

To czarno-biały film z długimi monologami. Czy w czasach hitów kasowych coś takiego się jeszcze sprawdza?

W Rosji jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że nie muszę myśleć o dystrybucji. Kiedy żyłem w Ameryce, wyglądało to inaczej.

Rosyjscy krytycy skarżą się, że w pańskich filmach nie ma katharsis, duchowego oczyszczenia. Dezorientacja wynika chyba również z tego, w jaki sposób przedstawia pan owego oficera SS.

Kocham moich bohaterów, kocham też Helmuta. Człowieka nie kocha się za to, że jest dobry, kocha się po prostu i nie wie, dlaczego. Ale cierpi się, gdy postępuje źle. Robię swoje filmy dla ludzi, którzy nie chodzą już do kina, chcę ich sprowadzić z powrotem. To filmy dla rodziców, nie dla dzieci. Dlatego napisałem, że na moje filmy nie wolno wnosić popcornu. I ludzie siedzą tam bez popcornu. To interesujący filtr.

Również rosyjska arystokratka Olga, którą gra pańska żona Julia Wysocka, wielu widzów wprawia w konsternację. Siedzi ona w obozie koncentracyjnym i rzuca się na szyję oficerowi SS, bo ten chce ją uratować. Mówi mu, że jest przedstawicielem narodu, którego wielkość usprawiedliwia każde okrucieństwo. Straszne zdanie.

To najniższy poziom, do jakiego upadła ta kobieta. Dociera do niej potem, co powiedziała. Również tu mamy tę dwoistość: nigdy nie wiemy, w co będziemy wierzyć dzisiaj lub jutro. Jedną iluzję zastępuje druga.

Andriej KonczałowskiAndriej KonczałowskiFoto: Getty Images

W Rosji wyświetlany jest właśnie rodzimej produkcji film „Sobibór” z Christopherem Lambertem. Jego bohater, oficer radziecki, organizuje zbiorową ucieczkę z obozu w Sobiborze. Jest „zwycięzcą w nierównej walce z faszystowską machiną zagłady”, jak sformułowano to w tekście reklamowym, bo z nim jest prawda, zaś z faszystami jedynie kłamstwo. Czy to powszechna w Rosji perspektywa postrzegania tamtego czasu?

To zwykły banał. W Rosji obecny jest dualizm myślenia. Jesteśmy archaicznym narodem, większość ludzi u nas żyje w czasach kamienia łupanego, używając jednocześnie iPhonów. A jeśli chodzi o nasz system wartości w odniesieniu do Europy, znajdujemy się w XI czy XII wieku, kiedy nie było jeszcze mieszczaństwa. Pisał o tym już Marks. U nas nigdy nie było na przykład prywatnej własności. Dlatego też wielu Rosjan nie rozumie Niemców i na odwrót – są u nas zbyt różne systemy priorytetów. Rosyjskie myślenie jest ponadto manichejskie: istnieje jedynie światłość i mrok, biel i czerń – to jeden z powodów kryzysu naszego społeczeństwa. Dialog między lewicą a prawicą nigdy nie prowadził w Rosji do pojednania czy chęci porozumienia .

„Raj” powstał w czasie, gdy Rosja, jak pan mówi, jest poddawana fali nacisków. To dobrze, że Niemcy zobaczą film, który może wyjaśnić im odrobinę ten kraj. Co przede wszystkim?

To, że nie tylko budujemy czołgi, lecz także hodujemy róże. I że potrafimy robić poważne kino.

W pańskim poprzednim filmie chodziło wyłącznie o Rosję. W „Białych nocach listonosza Aleksieja Triapicyna” pokazuje pan wioskę, w której niczego już się nie produkuje. Pokazuje pan alkoholizm, ogłupiającą telewizję, korupcję i ludzi, którzy mówią już tylko wulgarnym slangiem. Wielu odebrało to jako poniżanie Rosji.

Nie dostrzegam go w moim filmie. Ukazane jest w nim po prostu życie ludzi, ludzi, których kocham, i którzy choćby wydawało się to osobliwe, nie cierpią. Jedna z bohaterek chce wyjechać do miasta – to również przejaw owej rosyjskiej archaiczności, rosyjskiego świata. Cóż ludziom tym mogą przeszkadzać sankcje? Śmiechu warte, oni przecież cały czas żyją pod sankcjami. Nie biegają, szukając francuskiego camemberta, który nagle zniknął ze sklepowych półek. Film o rosyjskiej prowincji był dla mnie ważny, bo raz jeszcze przekonałem się tym, że Rosjanie posiadają niewiarygodną odporność.

Z państwem mają niewiele do czynienia.

Nasz naród nigdy nie uczestniczył w kierowaniu państwem i nigdy nie nauczył się gospodarować. Państwo nie może Rosjan do niczego zmusić. Tak, gdy Zachód nakłada sankcje, naród od razu robi się patriotyczny. Kiedy zaczyna się wojna, wszyscy od razu jesteśmy jednością. Lecz gdy wojny nie ma, narodowe ideały się rozpływają.

Powiedział pan kiedyś, że w pańskim kraju możliwe jest wszystko oprócz reform.

Mam na myśli reformy, które kończą się sukcesem. Nie pojęliśmy jeszcze rosyjskiego kodu kulturowego, dla mnie ten niemiecki jest bardziej zrozumiały od rosyjskiego. Rosjanin uprawia rolę, Niemiec dziedziczy gospodarstwo lub jest przedstawicielem burżuazji, uczestniczy w sprawach państwowych. Chłop zaś jest zawsze wrogo nastawiony do państwa, bo stale mu ono coś zabiera. Zachód nie jest w stanie tego zrozumieć. CIA w latach dziewięćdziesiątych myślała, że dojdzie u nas do powstania spowodowanego powszechnym głodem. Zupełna bzdura. W Rosji nie może zdarzyć się coś takiego, bo Rosjanie są zawsze gotowi głodować. Ich cierpliwość jest tak wielka, że są w stanie znieść niesprawiedliwości.

Jednocześnie mają skłonność do braku umiaru.

Już Dostojewski powiedział: rosyjski człowiek jest albo zwierzęciem, albo aniołem. Ponieważ nie wierzy w Boga, może zmienić się w najstraszliwszą bestię. Prawie nikt tego nie rozumie, nawet nam trudno to pojąć.

Z pańskiego punktu widzenia Putin jest człowiekiem, którego naród rosyjski teraz potrzebuje?

Wielu mówi, że Putin zniszczył Rosję. Jest odwrotnie: to Rosja zniszczyła Putina. Z początku był człowiekiem wyznającym zachodnie wartości, ale jak zobaczył sytuację panującą w naszym kraju… To tak, jak gdyby musiał stale równoważyć poruszające się płyty tektoniczne, by nie doszło do trzęsienia ziemi. Putin słyszy głos tłumu, ale jak każdemu rosyjskiemu władcy trudno mu kierować państwem, którego mieszkańcy nie mają wyobrażenia o demokracji, nie uczestniczą w kierowaniu nim i zgodnie z niewzruszoną tradycją dobrowolnie oddają całą władzę w ręce jednego człowieka. A potem czekają, aż władza zatroszczy się o nich, samemu nie robiąc nic. Nasz historyk Władimir Bułdakow powiedział: liberałowie nie rozumieją, że naród rosyjski stwarza sobie dokładnie taką władzę, jaka odpowiada jego wyobrażeniom.

"Raj": kadr z filmu„Raj”: kadr z filmuFoto: Materiały prasowe

Mówi się, że Rosjanie nie są wojowniczy, ale obecne patriotyczne nastroje wydają się irytujące. W ankietach 86 procent badanych powiedziało, że świat boi się Rosji. A 75 procentom bardzo się to podoba. Uważa pan, że to dobrze?

Temu, że świat boi się Rosji, nie są winni Rosjanie. Świat wywiera na nas presję, również zmiana kursu na Ukrainie wywołana została z zewnątrz. Dzisiejszy porządek świata odpowiada interesom Ameryki.

Nie wdawajmy się w tej chwili w spór na temat Ukrainy.

Dlaczego nie? Przytoczę panu tylko jeden cytat z artykułu byłego czeskiego premiera Václava Klausa: „Obecną sytuację spowodowała Europa Zachodnia i USA, które chcą konfrontacji z Rosją i wykorzystują Ukrainę jako narzędzie”. To nie Putin sprowokował tę sytuację.

Klaus jest człowiekiem bardzo kontrowersyjnym i w żadnym razie nie obiektywnym.

Chodzi tu o konflikt dwóch cywilizacji. Pomiędzy tak różnymi światami zawsze jest również wrogość. Człowiek Zachodu stale będzie się obawiał Rosjanina, nawet jeśli nie ma czego się bać. Ale potem napije się z nim wódki i wszystko będzie dobrze.

Mieszka pan również we Francji i Włoszech i mówi: z Europą dzieje się źle. Pozbawiona charakteru imitacja demokracji, polityczna poprawność, wielokulturowość doprowadziły do jej upadku. Brzmi to bardzo apodyktycznie. Z rosyjskiej perspektywy wygląda to aż tak źle?

Nie wspominając już książki Oswalda Spenglera „Zmierzch Zachodu”, nawet papież Franciszek mówi, że w Europie nie ma już żadnych nowych idei. To tragedia i co zabawne, wiąże się ona z brakiem jakiegokolwiek braku. Kiedy człowiek pod względem materialnym ma wszystko i czuje się całkowicie wolny, zmienia się powoli w zwierzę pod względem intelektualnym. Zwiększenie produkcji staje się obsesją, podobnie jak absolutyzacja praw człowieka. Kiedy przypisuje się im większą wartość niż obowiązkom, niszczy to obywateli, a w końcu również państwo. Niemcom się to nie zdarzy, znają swoje obowiązki, ich państwo działa, ale Włochom, Hiszpanom, a tym bardziej Grekom? Uniwersalne prawa człowieka to bolszewicka iluzja. Podobnie jak wielokulturowość. Różne kultury rozwijają się w różnym tempie.

Uważa pan, że również jedna Europa jest iluzją?

Kolosalną. Spodziewam się w krajach europejskich swego rodzaju obudzenia ducha narodowego. Stawiam na Niemcy, z mojego punktu widzenia to najważniejszy filozoficzny naród.

Wróćmy jeszcze do filmu „Raj”, będący koprodukcją rosyjsko-niemiecką. Ze zdjęć wyniósł pan wrażenie, że Niemcy mają poważne problemy mentalne. Może pan to nam wyjaśnić?

Boją się przyznać przed sobą, że są Niemcami. Boją się być dumni z własnego kraju. Tak, w życiu Niemiec miał miejsce tragiczny okres, ale od tamtego czasu wyrosło już trzecie pokolenie, które nie ma nic wspólnego z narodowym socjalizmem. Dlaczego nie mają czuć dumy ze swojego kraju? Określenie „niemiecki patriota” brzmi dla wielu poprawnych politycznie idiotów trochę jak „faszysta”. Po co ten lęk? Poprawność polityczna zabija w Europie wszystko.

Jest wystarczająco wiele krajów, które słowa „faszyzm” nadal używają jak pałki, gdy coś w Niemczech im się nie podoba. Polska na przykład, a przede wszystkim Rosja, która zarzuca Niemcom, że wspierają faszystowski rzekomo rząd w Kijowie.

Tutaj poprawność polityczna staje się demagogią, ta zaś jest bronią miernoty. Tak na marginesie – podczas zdjęć w Niemczech odniosłem wrażenie, że mieszkańcy wschodniej części kraju chętniej niż ci z Zachodu przyjmują role nazistów. W zachodnich Niemczech nie mogłem na przykład obsadzić roli Himmlera, nikt nie chciał go grać. Być może zachodni Niemcy są bardziej wychowywani w poczuciu winy niż ci ze Wschodu?

Są zachodni Niemcy, którzy grali Himmlera, na przykład Ulrich Noethen w filmie „Upadek”. Ale to prawda: NRD w swoim rozumieniu była państwem antyfaszystowskim, a Niemcom wschodnim długo wbijano do głów, że z historią Trzeciej Rzeszy mają niewiele wspólnego.

Powtórzę: w moim odczuciu Niemcy mają kompleksy, które sztucznie w sobie hodują. Nacjonalizm na przykład od czasu procesów norymberskich utożsamiany jest z narodowym socjalizmem. A to przecież nie to samo. Byli w historii znaczący nacjonaliści. Ale „nacjonalista” i „populista” to dwa słowa, które używane są dziś jako oskarżenie. Dlaczego z góry ma być wiadomo, że to źle, kiedy ktoś głosi rzeczy popularne? Przepraszam, w Niemczech nie wypowiadałbym się w ten sposób, ale Rosja jest wolna od politycznej poprawności i czasami mówimy tu rzeczy nieprawdopodobne.

 Onet Film