Uchodźcy z Białorusi


Polska przyjęła pierwszych uchodźców z Białorusi

© Sputnik . Wiktor TołoczkoPOLSKA15:57 18.08.2020Krótki linkTematy:Sytuacja na Białorusi, sierpień 2020 (37)519Subskrybuj nas na

Są przypadki osób, które występowały w ostatnich dniach o wsparcie ze strony państwa polskiego i takie wsparcie otrzymały – poinformował wiceszef MSZ Marcin Przydacz, mówiąc o przyjmowaniu uchodźców z Białorusi.

Protesty na Białorusi 14 sierpnia.

Wiceszef polskiego MSZ zaznaczył, że Polska jest gotowa pomóc Białorusinom, którzy są zmuszeni opuścić swój kraj. Podkreślił, że nie chodzi o zachęcanie mieszkańców sąsiedniego kraju do migracji, a o danie im poczucia pewności, że mogą skorzystać z planu awaryjnego w formie wyjazdu do Polski. Z kolei kraj zrobi wszystko, żeby ułatwić taki przyjazd, m.in. poprzez przyspieszone procedury, aby takie osoby nie musiały czekać, szybsze wydawanie wiz.

Plan awaryjny dla Białorusinów

Mówiąc o sytuacji, jaka zapanowała na Białorusi po wyborach prezydenckich, Przydacz podkreślił, że Polska nie chce „mieszać się” w wewnętrzne sprawy kraju i to Białorusini będą decydować o jego przyszłości, a 5-punktowy plan ogłoszony w piątek przez premiera Mateusza Morawieckiego to odpowiedź na zapotrzebowania represjonowanych Białorusinów, i będzie on jeszcze rozszerzany.

Liczymy na to, że nie będą musieli (wyjechać z kraju – red.), bo oni sami nie chcą, oni sami chcą walczyć o swoje własne państwo, chcą w nim pracować, żyć godnie i rozwijać się tam, także dla dobra swojego państwa. (…) To nie jest program, który ma na celu zachęcić do ucieczki, wręcz przeciwnie – to ma być gwarancja, że jeśli coś wam się będzie działo złego, to pamiętajcie, że macie dobrego sąsiada, który wam w tej sytuacji pomoże – powiedział wiceszef MSZ.

Akcja protestacyjna po wyborach prezydenckich na Białorusi

© AP PHOTO / SERGEI GRITSBiałoruskie MSZ komentuje doniesienia o zaginionych podczas protestówPrzydacz podkreślił, że Polska nie chciałaby, żeby doszło do zamrożenia lub zerwania stosunków z Białorusią.

„Uważamy, że na poziomie także i sąsiedzkim powinniśmy starać się utrzymywać kanały dialogu otwarte. Myśmy ostrożnie inwestowali w to ograniczone zaufanie przez ostatnich kilka lat, dzięki temu też udało się uzyskać kilka wymiernych kwestii w relacjach polsko-białoruskich, ku dobru chociażby Polaków mieszkających na Białorusi, ku dobru polityki historycznej prowadzonej przez rząd Rzeczpospolitej. Chcielibyśmy móc mieć te kanały otwarte. Natomiast w sytuacji, w której powrócą krwawe tłumienia tych protestów, będziemy wspólnie z innymi partnerami europejskimi starać się na to reagować. I każdy scenariusz jest tutaj możliwy” – podkreślił.

Białorusini niezadowoleni z wyników wyborów prezydenckich

9 sierpnia na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie, w których o stanowisko głowy państwa walczyło pięciu kandydatów. Według Centralnej Komisji Wyborczej w pierwszej turze wygrał urzędujący prezydent Alaksandr Łukaszenka, zdobywając ponad 80 proc. głosów, na drugim miejscu była Swietłana Cichanouska.

Minister spraw zagranicznych Polski Jacek Czaputowicz.

© AP PHOTO / CZAREK SOKOLOWSKISzef MSZ Polski rozmawiał ze Swietłaną CichanouskąTuż po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów na Białorusi rozpoczęły się masowe protesty. Ludzie zaczęli wychodzić na ulice, wyrażając swoje niezadowolenie z rezultatów nieuczciwych ich zdaniem wyborów. Masowe protesty miejscami przerodziły się w zamieszki, miały miejsce starcia protestujących z milicją. Wiele osób zostało zatrzymanych i rannych, dwóch uczestników protestów zmarło.

Przedstawiciele Unii Europejskiej oraz USA oświadczyli, że nie uznają wyborów prezydenckich za uczciwe i apelują do białoruskich władz o ponowne przeprowadzenie głosowania. Podobne stanowiska zaprezentowali przedstawiciele władz Kanady i Irlandii.

Język miłości wobec Polaków


Loose blues - Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne
6.08.2019
wtorek

Nam, Żydom, te pieniądze się po prostu należą!

88 spośród 100 senatorów amerykańskich apeluje do sekretarza stanu Mike’a Pompeo, aby ten wywarł nacisk na Polskę w sprawie restytucji mienia żydowskiego. Rząd PiS, który ukochał USA i spodziewa się od Amerykanów nie wiadomo czego, w sprawie mienia żydowskiego zachowuje się jak na porządnego antysemickiego troglodytę przystało: wy, Żydzi niewdzięczni, zamiast nam dziękować za bohaterskie ratowanie was w czasie wojny, teraz chcecie nam wyrwać to, co nasze, hitlerowcom kosztem krwi polskiej odebrane!

W związku z niedawną rezolucją Kongresu USA, zwaną JUST (lub 447), zobowiązującą administrację do wspierania ocalonych z Holokaustu, w tym w zakresie utraconego mienia, w całej Polsce w ordynarny i hałaśliwy sposób prowadzona jest kampania antysemicka – w formie zbierania podpisów pod listem do Trumpa, wyrażającego sprzeciw wobec wszelkich żydowskich roszczeń do jakiegokolwiek mienia bezspadkowego. Przez megafony sączy się nienawistny jad, a naród słucha.

Majowy marsz antysemickiej nienawiści, zorganizowany przez tzw. narodowców, zgromadził kilka tysięcy ludzi. A naród patrzy, nie mając pojęcia, o co w ogóle chodzi. Nie mają też pojęcia partyjni dygnitarze, wiedzący tylko jedno: „ani piędzi polskiej ziemi Żydom nie oddamy”. I mogą liczyć na to, że lud polski przytaknie.

Strach słuchać Kaczyńskiego, Jakiego czy Brudzińskiego, gdy tak wołają: „po moim trupie!”. Ich kompletna ignorancja, zupełny brak empatii nie są tylko cechami osobniczymi – odbija się w nich masowa pogarda dla Żydów, niechętny i pełen urazy stosunek do nich oraz bardzo głęboko ukryte, wypierane i przeistaczane w agresję poczucie winy.

A Żydzi polscy kładą uszy po sobie, świadomi jak nikt inny, że do rozpętania rasistowskiej histerii jest tylko krok. Jak sądzę, większość polskich Żydów odczuwa pewien niepokój z powodu amerykańskiej troski o ich interesy. Dotyczy to również mnie osobiście, jakkolwiek akurat ja na restytucji mienia pożydowskiego mógłbym się wzbogacić. Czy jednak działania Amerykanów nie przyczynią się jedynie do wzrostu nastrojów antysemickich?

Swoją drogą, amerykańska rezolucja jest zbieżna z deklaracją terezińską, którą Polska podpisała przed 10 laty. Zobowiązaliśmy się w niej moralnie do opieki nad dziedzictwem żydowskim, pamięcią Zagłady oraz nad ocalonymi z Holokaustu. I nic – dziś państwo polskie zachowuje się tak, jak gdyby do niczego się nie zobowiązywało.

Gdyby ktoś chciał poświęcić kwadrans, by dowiedzieć się więcej na ten temat, a zwłaszcza o sprawie restytucji mienia pożydowskiego (czyli restytucji w ogóle – bo nikt nie chce żadnej specustawy dla Żydów!), to zachęcam do przeczytania znakomitego artykułu Konstantego Geberta: tutaj. Nie pretenduję tu do wyczerpującej analizy. Jedną rzecz chciałbym wszak podkreślić z całą mocą.

Faszyści oraz pisowskie władze uzasadniają swój sprzeciw wobec roszczeń żydowskich ratowaniem Żydów przez Polaków. To niebywale ohydne, gdy spadkobiercy ONR i innych krzywdzicieli Żydów powołują się na tych, którzy Żydom pomagali. Czyżby Sprawiedliwi swym bohaterstwem wykupili mienie pożydowskie, będące teraz niejako zapłatą za ich bezinteresowność? Czyżby Sprawiedliwi życzyli sobie, aby mienie utracone przez Żydów stało się teraz ich opłatą na rzecz Polaków za uzyskaną pomoc?

Dyskurs o niewdzięcznych Żydach jest odrażający, a najbardziej boli to, że w swym zakłamaniu antysemici nie wiedzą (bo nie chcą wiedzieć), jak mało było tej bezinteresownej pomocy z porównaniu z pomocą interesowną, a zwłaszcza w porównaniu z grabieżami, szantażem i mordami na Żydach dokonywanymi przez Polaków.

Ale nie o to chodzi – przede wszystkim trzeba zrozumieć, że sprawa restytucji mienia i w ogóle sprawa żydowskich roszczeń nie ma bezpośredniego związku z ratowaniem i mordowaniem Żydów oraz bilansem jednego i drugiego. Chodzi po prostu o zwykłą sprawiedliwość w sferze majątkowej. Mienie bezspadkowe istnieje i trzeba sobie zadać pytanie, jakie byłyby życzenia pomordowanych właścicieli odnośnie do losu tych majątków. I odpowiedź na to pytanie wydaje się dość oczywista – chcieliby, żeby przynajmniej z jakiejś części tego majątku bądź z rekompensat z tytułu jego przejęcia mogli korzystać polscy Żydzi – indywidualnie lub zbiorowo. I albo chcemy tę domniemaną i bardzo prawdopodobną wolę prawowitych właścicieli uszanować, albo nie chcemy – bo niby dlaczego mają nas obchodzić życzenia jakichś dawno nieżyjących Żydów? Od strony moralnej tego właśnie sprawa dotyczy.

Jest taki zwrot „drugie pokolenie”. W środowisku żydowskim określa on osoby urodzone po wojnie, a będące dziećmi tych, co przeżyli Holokaust. Mówi się też odpowiednio o trzecim pokoleniu. Prawie wszyscy polscy Żydzi to drugie albo trzecie pokolenie. Pojawiło się już nawet czwarte, a to pierwsze, ocaleni, wymiera. Może jest w Polsce tysiąc osób, które przeżyły Holokaust, ale pewnie i to nie. Kilkaset osób zrzeszonych jest we wspaniałym stowarzyszeniu Dzieci Holokaustu, które działa bardzo energicznie mimo sędziwego wieku swoich członków. Łącznie osób, które mienią się Żydami, jest w Polsce kilkanaście tysięcy. Prawie wszyscy uważają się jednocześnie za Polaków, a znaczna większość ma pochodzenie żydowskie tylko częściowo.

Sam jestem typowym przedstawicielem drugiego pokolenia. Wychowałem się w cieniu „kwestii żydowskiej”, a traumy wojenne moich rodziców w zdecydowany sposób wpłynęły na mój rozwój i moje życie psychiczne. Wpojono we mnie instynkt lęku, ucieczki, pokory, zaprzeczania własnej wartości i samoponiżenia, bo z takimi cechami Żydowi wszak łatwiej przetrwać. Nie wychylać się, bo wyciągną ci pochodzenie – na tym mniej więcej to polega.

Jedynym życzeniem polskich Żydów, przez całe życie doświadczających bardziej zawoalowanych i subtelnych bądź też śmiałych i bezpośrednich przejawów antysemityzmu, było uzyskanie pełnej akceptacji, nawet za cenę zapomnienia i wyparcia swego pochodzenia (choć, rzecz jasna, wolelibyśmy się go nie wypierać). Nie znam nikogo w swoim pokoleniu, kto żyłby rozżaleniem i poczuciem krzywdy z powodu tego, czego doświadczyli Żydzi ze strony Polaków przed wojną, w jej trakcie i po wojnie.

Owszem, mamy wielki żal, że nieżydowscy Polacy nie chcą przyjąć do wiadomości, iż pomagających było znacznie mniej niż mordujących i ograbiających, niemniej sami wolimy pamiętać Sprawiedliwych, niż rozpamiętywać pogromy. Nie chcemy też, aby państwo polskie zwróciło nam – to znaczy ocalonym, ich dzieciom i wnukom – całość majątku, który po zgładzonych Żydach po wojnie przejął rząd i osoby prywatne. Nie jesteśmy jak ci biskupi katoliccy, którzy zażądali zwrotu 1:1, nie bacząc na nic, i dostali specjalną ustawę i specjalne procedury rewindykacyjne (tzw. komisja majątkowa), z których przy okazji skorzystały zresztą gminy wyznaniowe żydowskie.

Czego byśmy, my zwykli polscy Żydzi, sobie życzyli? Przede wszystkim uznania przez państwo polskie oraz przez należycie poinformowane społeczeństwo, że ogromny majątek został przejęty i że jest rzeczą słuszną, aby ci, których go pozbawiono oraz ich spadkobiercy, otrzymali z tego tytułu jakąś gratyfikację, a jeśli to możliwe – aby mogli odzyskać jego pozostałości w sposób dający realną szansę powodzenia, a więc łatwiejszy niż na podstawie przepisów ogólnych prawa cywilnego.

Wymagałoby to jakiejś ustawy restytucyjnej, której ciągle w Polsce nie ma. Oczywiście, gdyby taka ustawa była, musiałaby odnosić się do wszystkich, nie tylko do Żydów – jej koszty trzeba by więc pomnożyć – w końcu znacznie więcej jest nie-Żydów, którzy coś stracili, niż Żydów. Ale ustawy nie ma – tylko w Polsce nie ma! – bo mogliby na niej skorzystać Żydzi, i to jeszcze może „zdrajcy”, którzy mają dziś niepolskie obywatelstwo…

Ten akt moralny uznania naszych praw – bez żadnej łaski – ma tu zdecydowanie pierwszeństwo: sprawa wartości odszkodowań i formy ich wypłacania jest drugorzędna. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce ani całości, ani połowy. Inna rzecz, że odzyskiwanie majątku na ogólnych zasadach, czyli na drodze cywilnej, wyglądało w Polsce tak, że wydrwigrosze i oszuści osiągali tu nie lada sukcesy, podczas gdy zwykli ludzie stawali przed ścianą administracyjno-sądowego oporu.

Jak sobie to wyobrażamy (mówię „my”, bo wiem na podstawie różnych dyskusji, że wielu Żydów sądzi tak jak ja)? Od strony prawnej to z pewnością skomplikowana materia, tym bardziej że większości majątku pożydowskiego nie da się przypisać żadnym spadkobiercom, a ponadto znaczna część tego majątku od dawna już nie istnieje fizycznie. Mogę za to opisać pożądany rezultat. Oto państwo polskie, wykonując odpowiednią ustawę, pisze do ocalonego: jako że PRL przejęła nieistniejący już dom, który do 1940 r. należał do Pańskiej rodziny, przyznajemy Panu świadczenie z tytułu zadośćuczynienia za utracony majątek w postaci renty specjalnej w wysokości 2 tys. zł. Dzieci ocalonych mogłyby otrzymać, powiedzmy, 10 proc. szacowanej wartości przejętego majątku na podstawie uproszczonej procedury, bez konieczności dowodzenia, iż pozostali spadkobiercy nie żyją. W sumie nie byłyby to wielkie kwoty, bo tylko w niewielu przypadkach spadkobiercy są znani.

Gdyby zaś został jakiś plac albo ruina, należałoby je oddać spadkobiercom albo wypłacić rekompensatę. A co z większością majątku pożydowskiego, czyli tzw. majątkiem bezspadkowym? Ano wyobrażamy sobie to w ten sposób, że gminy mające w posiadaniu taki majątek bądź takie, których mieszkańcy zajmują nieruchomości pożydowskie, przekazują pewne kwoty na fundusz wspólny krajowych organizacji żydowskich, zajmujących się opieką nad dziedzictwem żydowskim, restytucją życia żydowskiego w Polsce, wspieraniem edukacji i kultury etc. Z takiego funduszu można by a to uporządkować jakiś zaniedbany kirkut, a to ufundować stypendium dla młodej osoby z trzeciego pokolenia, a to dofinansować jakąś publikację. Bezspadkowy majątek nieżydowski mógłby zostać rozliczony w podobny sposób.

To wszystko jest możliwe, tylko trzeba chcieć. Albo mieć żydowski łeb. Bo gdyby pisowcy byli dość chytrzy, toby sobie wykalkulowali, że gdyby przeznaczyli „na Żydów” powiedzmy tyle, ile w ciągu kwartału na różne sposoby przekazują Kościołowi rzymskokatolickiemu, to jest jakiś miliard dolarów, jednocześnie wygaszając antysemicką retorykę, to Amerykanie wynagrodziliby to nam z nawiązką, a i Izrael dorzuciłby swoje.

Restytucja byłaby kosztowna dla państwa, ale zapewne w części żydowskiej wcale nie; dobre stosunki polityczne, gospodarcze i militarne z USA i Izraelem są warte więcej. Bo tu wcale nie chodzi tak naprawdę o pieniądze, ale o honor – jakkolwiek czasami sprawy honoru wiążą się ze sprawami materialnymi, które trzeba honorowo załatwić. Ale interesy z Żydami to trzeba umieć robić. No i honor też trzeba mieć.

Turcja chronicznie narusza przestrzeń powietrzną Grecji


Szkoci wygwizdali Johnsona


INTERIA

SZKOCI WYGWIZDALI PREMIERA WIELKIEJ BRYTANII

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson został wygwizdany w poniedziałek w Edynburgu przed spotkaniem z pierwszą minister Szkocji i szefową Szkockiej Partii Narodowej Nicolą Sturgeon, która ostrzegła, że szef brytyjskiego rządu zmierza do brexitu bez umowy z UE.

Wizyta Johnsona w Szkocji miała podkreślić dbałości gabinetu Johnsona o spójność Zjednoczonego Królestwa i zbiegła się w czasie z ogłoszeniem nowego, wycenianego na 300 mln funtów pakietu inwestycji mających na celu pobudzenie rozwoju gospodarczego w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.

Podczas wizyty w bazie marynarki wojennej w Faslane premier przekonywał, że jego zamiarem jest wypracowanie nowego porozumienia z Unią Europejską, ale zastrzegł, że rządowa strategia zakłada także „przygotowanie się na brak umowy” dotyczącej brexitu.

W Edynburgu Johnson rozmawiał z szefową autonomicznego rządu Szkocji, która ostrzegła po tym spotkaniu, że brytyjski premier publicznie mówi, iż chciałby wypracować porozumienie z Unią, a w rzeczywistości „podąża drogą prowadzącą do brexitu bez umowy, bo taka jest logika jego bezkompromisowego stanowiska w tej sprawie”.

Sturgeon dodała, że taki scenariusz jest „niemal nieunikniony” i ostrzegła, że byłby on „skrajnie niebezpieczny dla Szkocji i w istocie dla całego Zjednoczonego Królestwa”.

Wcześniej, w chwili przyjazdu do siedziby pierwszej minister w Bute House, Johnson został wygwizdany przez zgromadzonych tam demonstrantów, a po zakończeniu rozmów zdecydował się na opuszczenie budynku tylnym wyjściem.

Dodatkowym źródłem sporów między nową administracją w Londynie a rządem w Edynburgu jest kwestia drugiego referendum niepodległościowego dla Szkocji.

Sturgeon argumentuje od miesięcy, że ponieważ po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE sytuacja radykalnie się zmieni, Szkoci powinni dostać prawo do ponownego głosowania w sprawie niepodległości, aby mogli „obrać swój kurs i wybrać swoją przyszłość”.

Johnson odrzucił jednak w piątek takie argumenty, mówiąc, że głosowanie z 2014 roku rozwiązało tę kwestię na najbliższe pokolenie i nie ma powodu, aby je powtórzyć.

Na marginesie pobytu w Szkocji, nowy premier spotkał się także z liderką szkockiej Partii Konserwatywnej Ruth Davidson, która również wyraziła obawy dotyczące brexitu bez umowy z Unią. Po spotkaniu powiedziała jednak, że rozmowa z nowym szefem rządu była „niebywale konstruktywna”.

Downing Street zapowiedziało tymczasem, że Johnson nie planuje wznowienia rozmów dwustronnych w sprawie brexitu, o ile Bruksela nie ustąpi w kwestii kontrowersyjnego mechanizmu awaryjnego dotyczącego Irlandii Północnej, tzw. backstopu.

Takie zaostrzenie stanowiska Londynu nasiliło obawy biznesu oraz opozycji o to, że premier może świadomie dążyć do nieuporządkowanego wyjścia ze Wspólnoty.

Niepewność towarzysząca wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, które obecnie planowane jest na 31 października, miała także przełożenie na rynki finansowe. Funt spadł w poniedziałek do najniższego poziomu od dwóch lat – poniżej 1,1 euro i około 1,22 dolara.

Z Londynu Jakub Krupa (PAP)

PAP

Sejmowe odnoszenie się do ustawy Just 447


I co patriota polskiej „nienormalności” załatwił rodakom w Unii?


MATEUSZ MORAWIECKI
+2
OPRAC. BEATA CZUMA

Rozmowa Morawieckiego z Tuskiem. „Dotyczyła obsady unijnych stanowisk”

– Premier Mateusz Morawiecki rozmawiał z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem na temat obsady stanowisk unijnych – powiedział rzecznik rządu Piotr Müller. Wśród państw członkowskich nie ma zgody co do personaliów.

Rozmowa Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej, z premierem Mateuszem Morawieckim była zapowiadana już od kilku dni. Ma związek z rozpoczynającym się w czwartek szczytem Rady Europejskiej.

Rzecznik rządu poinformował w środę późnym wieczorem, że „w rozmowie omówiono procedurę wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej w kontekście tzw. formuły ‚Spitzenkandidat’ (formuły kandydata wiodącego)”. Premier „podkreślił również konieczność zachowania właściwej równowagi geograficznej w obsadzie stanowisk unijnych” – informuje tvp.info za PAP.

– W trakcie rozmowy premier podkreślił konieczność wyboru kandydatów, którzy będą skupiać się na istotnych dla Polski kwestiach programowych – powiedział Piotr Müller.

Trwa impas w kwestii stanowisk

W czwartek w Brukseli rozpocznie się dwudniowy szczyt UE, na którym będzie omawiana m.in. obsada najwyższych stanowisko w instytucjach unijnych na lata 2019-24.

Donald Tusk od dwóch dni przeprowadza rozmowy ze wszystkimi przywódcami UE na ten temat. Będzie to przedmiotem obrad na szczycie w czwartek wieczorem. W środę w liście skierowanym do unijnych liderów Tusk zapewniał, że jest polityczna wola, aby najważniejsze stanowiska obsadzić jeszcze do końca czerwca.

Nadal nie ma jednak wśród państw członkowskich zgody w kwestii personaliów.

Szanse Polski na obsadę kluczowych stanowisk w UE są niskie – ocenił Konrad Szymański, wiceszef MSZ ds. europejskich. Jego zdaniem „silnie podzielony Europarlament i równie silnie podzielona Rada są w stanie blokować poszczególnych kandydatów, ale wciąż nie widać większości, która mogłaby wskazać osoby na te stanowiska”.

Źródło: tvp.info

Jest petycja o dymisję Rzecznika Praw Dziecka. Za pochwałę klapsów

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

REKLAMA

Płk Adam Mazguła wezwany na policję. Za ostre słowa o Jarosławie Kaczyńskim

Zobacz też: Mateusz Morawiecki o rolnictwie. „To największa polska fabryka”

IRYTUJĄCE
Napisz komentarz
Otter35 lat temu bylismy w Europie podziwiani za odwage, za sluszny zryw ,spojnosc narodu i sluszne cele do ktorych dazylismy . Dzisiaj jestesmy wysmiewani …Czytaj całość
sklaveZ zapowiedzi o ważnym stanowisku w PE dla Szydło nic nie zostało? Nie zostanie wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego, nie jest nawet brana pod uwagę …Czytaj całość
WBMistrzem Polski jest Polska jak śpiewa Kortez tak powiedzieli w TV, Morawiecki nic nie znaczysz w świecie i nas Polaków pchasz w ręce Amerykanów bez sensu. …Czytaj całość
Rozwiń komentarze (237)

Charków sprawdza swoje prorosyjskie możliwości


Ukraińcy to wolni ludzie i mają prawo się pakować


MONEY.pl
GOSPODARKA

Mateusz Ratajczak

MATEUSZ RATAJCZAK

wczoraj 14:12

250 tys. Ukraińców chce wyjechać z Polski w tym roku. Większość mówi: to przez nieuczciwych pracodawców

– Pensja pod stołem, drogie mieszkanie i umywanie rąk w momencie wypadku. To standard dla Ukraińców – mówi Yuriy Karyagin, szef pierwszego związku zawodowego pracowników ze Wschodu. I dlatego pracujący w Polsce Ukraińcy mówią „dość”. Co drugi w ciągu najbliższych dwóch-trzech lat planuje po prostu wyjechać.

Co ósmy Ukrainiec chce wyjechać z Polski jeszcze w tym roku 

252 tys. Ukraińców chce wyjechać jeszcze w tym roku. Kolejne 376 tys. chce opuścić nasz kraj w przyszłym. W sumie na Zachód w ciągu trzech lat planuje wyjechać aż 900 tys. Ukraińców.

To oznacza, że co drugi pracujący w Polsce obcokrajowiec ze Wschodu ma już plan na wyjazd – wynika z raportu „Ukraińcy na polskim rynku pracy” stworzonego przez EWL, firmę rekrutującą obcokrajowców i Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Główne kierunki wyjazdu? Niemcy, Czechy, Norwegia, Holandia, Szwecja i Wielka Brytania. Co 20. pracujący w Polsce i gotowy do wyjazdu Ukrainiec marzy o tym, by nasz kraj zmienić na Stany Zjednoczone Ameryki. Ukraińcy sami przyznają, że do wyjazdu zachęcają ich większe zarobki oraz zachowanie pracodawców.

Zobacz także: Ukraińcy bez pensji. „Fatalny sygnał. Będziemy zwalczać”

Dość pracy na czarno, dość pensji pod stołem, dość naciągania przy wynajmie mieszkania, dość zmuszania do nadgodzin. Ukraińcy w Polsce mówią „dość” i planują… wyjechać. Wolą zarabiać z dala od Polski.

Nieuczciwość pracodawcy jest wskazywana jako główny ewentualny powód rezygnacji z pracy w Polsce. Ciężkie warunki pracy, sytuacja rodzinna i lepsza oferta nie są tak istotnymi bodźcami, by rozważać wyjazd z Polski. Zdecydowani w ankietach przyznają: wolimy lepiej zarabiać.

Wyjazdy są nieuniknione

– Częściowej migracji pracowników z Ukrainy do Niemiec nie da się zatrzymać, nie jesteśmy w stanie konkurować (…) pod względem wysokości zarobków – przyznaje wprost w raporcie Andrzej Korkus, prezes EWL. Właśnie Niemcy wybrałby co trzeci wyjeżdzający z Polski Ukrainiec.

Kontynuację zatrudnienia w naszym kraju planuje obecnie tylko co czwarty ukraiński pracownik, a niemal co trzeci jeszcze nie zastanawiał się nad tą kwestią. Jak pojawi się oferta, to się zastanowi.
– Pracownicy z Ukrainy nie tylko myślą o wyjeżdżaniu z Polski. Oni już to powoli robią, a kolejni już się szykują. Coraz więcej osób uczy się na przykład języka niemieckiego, bo to będzie główny kierunek wyjazdów – mówi money.pl Yuriy Karyagin, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników z Ukrainy w Polsce.

Granica polsko-niemiecka może być wkrótce wyjątkowo często przekraczana przez Ukraińców

Ukraińcy w Polsce. Co trzeci szykuje się do wyjazdu

– To nie jest tak, że wszyscy ruszą za lepszymi wypłatami. Pieniądze to nie wszystko. Wciąż plagą w Polsce są po prostu nieuczciwi pracodawcy. Często nie płacą w ogóle, często wypłacają zdecydowanie mniej niż obiecywali, czasami naciągają na długie nadgodziny pracy – dodaje.

Jak zaznacza, „to jest problem, który tak naprawdę wpływa na ochotę wyjeżdżania z Polski dalej na Zachód”. – Pracownicy z Ukrainy są wykorzystywani na każdym kroku. Nie trzeba szukać daleko przykładów. Pracownicy z Ukrainy za mieszkania często mają płacić więcej niż inni, bo tak ktoś sobie ustawił. Nikt w Polsce nie przejmuje się tymi sprawami, więc Ukraińcy po prostu zaczną wyjeżdżać – mówi.

A przykłady złego traktowania pracowników z Ukrainy można mnożyć.

Druga edycja Polskiego Marszu Solidarnosci z Ukrainą w maju 2015 r. w Warszawie

Nie mógł się ruszać z bólu, szef dał mu aspirynę. Tak traktujemy pracujących w Polsce Ukraińców

Pracodawca ze Śląska na przykład nie rozliczył się ze ściągniętymi z Ukrainy pracownikami oraz zostawił ich bez grosza i bez dachu nad głową w Wigilię. Inna sytuacja? Pracownik ściągnięty wprost z Ukrainy stoi kilka godzin na dworcu i nie wie, co robić. Pracodawca, który miał po niego przyjechać, nie zjawił się.

Inna historia? Proszę bardzo. Jeden z pracowników na budowie spadł z drabiny i o mało nie złamał kręgosłupa. Szef miał dla niego tylko tabletkę przeciwbólową. I nic więcej.

Cała Polska żyła rok temu historią Oksany, 43-letniej Ukrainki, która dostała wylewu. Pracodawca nie wezwał od razu karetki, tylko po dłuższym czasie wywiózł ze swojego gospodarstwa i zostawił na ławce. Dopiero wtedy wezwał pomoc.

Przez dwa miesiące Ukraińcy za darmo produkowali mięso dla Biedronki

Strajk Ukraińców. Produkowali mięso do Biedronki. Nie dostali wypłat

Uliana Worobec, mieszkająca w Polsce dziennikarka i administratorka serwisu pracadlaUkrainy.pl takie historie mogłaby wyciągać bez końca. O tym, jak niektórzy pracodawcy traktują przyjeznych pracowników, pisaliśmy w materiale pt. „Nie mógł się ruszać z bólu, szef dał mu aspirynę. Tak traktujemy pracujących w Polsce Ukraińców„.

Wciąż mało? Pewien mieszkaniec Szczecina chciał wynająć Ukraińcom… swój balkon. Ogłoszenie stało się hitem internetu, ale Ukraińców nie zdziwiło. Bo spotykają się z takimi ofertami każdego dnia. W Zielonej Górze na przykład właściciel mieszkania oferuje pracownikom zza wschodniej granicy pokój. Zmieszczą się cztery osoby, a każda musi zapłacić 450 zł za miesiąc. Tymczasem na tym samym serwisie pokój w Zielonej Górze można wynająć już za 500 zł – tyle, że będzie to lokum dla tylko jednej osoby.

Za kawalerkę w Bytomiu, przygotowaną specjalnie dla Ukraińców właściciel sobie życzy 2,4 tys. zł miesięcznie. W tej cenie oferuje 22 metry kwadratowe. Jak tłumaczy Karyagin, Ukraińcy to widzą i wcale o takim traktowaniu nie zapominają. Z czasem poznają za to ulubione kierunki wyjazdu Polaków. I też chcą tam ruszyć.

Ukraińcy ruszą za Polakami

– Należy zauważyć wzrost zainteresowania przez Ukraińców państwami, które tradycyjnie wybierają Polacy. To niewątpliwie efekt zdobywania doświadczeń w trakcie pobytu w Polsce i poznawania przez ukraińskich migrantów zarobkowych kierunków migracyjnych mieszkańców Polski – zaznacza Andrzej Korkus. Na tym jednak wcale nie koniec.

O tym, że Niemcy planują w 2020 roku otworzyć swój rynek pracy dla mieszkańców krajów spoza UE, wie już ponad 75 proc. obywateli Ukrainy pracujących w Polsce. Co może nas pocieszać? Wciąż nie mają wiedzy, czego wymagają niemieccy pracodawcy. Bardzo często nie znają też języków obcych.

– Pracownicy będą wyjeżdżać stopniowo. Najpierw pojedyncze osoby, które sprawdzą, jak się żyje w Niemczech, a następnie ściągną kolejne osoby. Obserwujemy już, że co dziesiąty kandydat nie chce przyjeżdżać do Polski, bo czeka na otwarcie rynku niemieckiego – mówił money.pl Paweł Kułaga, ekspert rynku pracy. Nie spodziewa się masowych wyjazdów – choć zdaje sobie sprawę, że część pracowników po prostu zmieni miejsce zamieszkania. A to i tak będzie problemem dla pracodawców, którzy już dziś mają ogromne trudności z zatrudnianiem.

Ukraińcy narzekają, że trudno im tanio wynająć mieszkanie. Biura radzą: przyjedźcie z rodziną

Pokój na balkonie Ukraińców nie zdziwił. Wynajęcie mieszkania to dla nich koszmar

Amazon do centrów logistycznych szukał kandydatów w ostatnim czasie na… dworcu kolejowym we Wrocławiu. Amerykański gigant rozstawił stanowisko, postawił duża flagę i czekał. Nie jest tajemnicą, że czekał głównie na chętnych do pracy Ukraińców, których w stolicy Dolnego Śląska nie brakuje. Część dworcowych reklam już teraz jest w języku ukraińskim.

– Pracodawcy złapią się za głowę, gdy już zupełnie nikt nie będzie chciał u nich zatrudniać. Polski rząd złapie się za głowę, gdy okaże się, że nie ma komu w kraju pracować. Niestety, ale do tej pory nikt nie stworzył kompleksowej polityki dla pracowników z Ukrainy – mówi Yuriy Karyagin.

– Powinniśmy nieustannie zabiegać działania wspierające konkurencyjność polskiego rynku pracy na tle innych państw unijnych – zaznacza Andrzej Korkus. Z raportu wynika, że plany Ukraińców mogą pokrzyżować wymagania niemieckich pracodawców. Jednocześnie sposobem na ich zatrzymanie byłoby istotne zwiększenie wynagrodzenia. 70 proc. badanych deklaruje, że większa pensja wystarczyłaby do zmiany planów.

Ukraińcy są potrzebni polskiej gospodarce.

Pół miliona Ukraińców może wyjechać z Polski. PKB spadnie o 1,6 procenta

Według szacunków Rządowej Rady Ludnościowej, do 2050 roku Polska powinna przyjąć 5 milionów imigrantów zarobkowych, aby utrzymać dotychczasowe tempo rozwoju gospodarczego. Według szacunków Związku Przedsiębiorców i Pracodawców odpływ z rynku pracy 500 tysięcy imigrantów z Ukrainy, to potencjalny uszczerbek PKB w wysokości 1,6 proc. A to przecież 1/3 dynamiki wzrostu PKB Polski w ostatnich latach. Milion pracowników mniej to blisko 3 proc. niższy wzrost gospodarczy. A to by oznaczało, że Polska gospodarka wypadłaby z grona liderów wzrostów w UE.

Tagi: gospodarkagospodarka polskagospodarka wiadomościukraińcy w polscewyjazdy ukraińcó
Źródło:

money.pl

Jeśli w szkole praca szkodzi, porzuć pracę, o co chodzi?


​”DGP”: STRAJK NAUCZYCIELI. NA NOWOGRODZKIEJ POWSTAŁ NOWY PLAN

W siedzibie PiS na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie odbyła się narada z prezesem partii Jarosławem Kaczyńskim – informuje czwartkowy „Dziennik Gazeta Prawna”. Efektem spotkania jest plan, który ma wytrącić związkowcom argumenty negocjacyjne.

Kluczowym elementem nowego planu – pisze „DGP” – ma być zwiększenie pensum, ale na zasadach dobrowolności. Przypomnijmy, że podczas negocjacji rządu ze związkowcami toczył się spór o pensum. Beata Szydło proponowała, że wzrost wynagrodzeń musi iść w parze ze zwiększeniem liczby godzin pracy nauczyciela. Sławomir Broniarz przekonywał z kolei, że dłuższa praca nie może być jedynym warunkiem zwiększonych zarobków.

Na Nowogrodzkiej wymyślono więc, że zwiększenie pensum będzie dobrowolne. Zgodnie z planem PiS, obowiązkowym czasem pracy ma być 18 godzin zajęć tygodniowo. Jednak dyrektor szkoły będzie mógł zaproponować pracownikom zwiększenie pensum, za którym będzie szła podwyżka. Decyzję o tym, ile i za ile pracować, będzie więc podejmował nauczyciel – czytamy.

Kolejnym elementem planu ma być powrót do wcześniejszych emerytur. PiS planuje wrócić (na rok lub dwa) do możliwości, jaką w 2008 roku odebrano oświacie. Nauczyciel po 30 latach pracy, w tym 20 w oświacie (z tzw. kredą), niezależnie od wieku, będzie mógł odejść na wcześniejszą emeryturę. W PiS szacuje się, że osób chętnych na takie rozwiązanie mogłoby być ok. 100 tys.

Tym sposobem – czytamy w „DGP” – PiS chce wytrącić związkowcom argument o tym, że zwiększenie pensum doprowadzi do masowych zwolnień. Poświęcenie starszych nauczycieli, by młodzi mogli zarabiać lepiej daje rządowi istotną kartę przetargową.

Więcej w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. 

INTERIA.PL

Należy mieć nadzieję, że elektorat potrafi poprawnie ocenić polityków


Biedroń dał popis w niemieckich mediach. „Reparacje? To głupota”. I jeszcze to o uchodźcach…

Robert Biedroń / Fot. Fotomag/Gazeta Polska

    

Lider Wiosny Robert Biedroń udzielił wywiadu „Deutsche Welle”. Objawił się tam jako proniemiecki polityk, a dyskusję o reparacjach wojennych od Niemców uznał za „głupotę”. Do tego stwierdził, że zamknięcie polskich granic przed uchodźcami to… była „zła decyzja” choć „Angela Merkel za swoją politykę zapłaciła dużą cenę”.

Program partii Roberta Biedronia sprowadza się w wielu aspektach do spraw światopoglądowych – wsparcie środowiska LGBT (z którego przecież sam Biedroń się wywodzi) czy nieustanna krytyka Kościoła. Jednak lider Wiosny uważa, że wiarygodnie reprezentuje dużą część wyborców.

„W DNA każdego społeczeństwa jest grupa ludzi, którzy cenią sobie demokrację, cenią sobie rozdział państwa od Kościoła, cenią sobie czyste powietrze i pewne standardy szczęśliwego i lepszego życia, więc to nie jest żaden fenomen. To jest coś, co funkcjonuje w naturalny sposób w polskim społeczeństwie. Myślę, że funkcjonowało też wcześniej, ale nie miało wiarygodnej reprezentacji politycznej. Wiosna wyartykułowała tylko potrzeby i pragnienia dużej części wyborców”

– powiedział Robert Biedroń.

Kiedy padło pytanie o Niemcy, Biedroń wyraźnie się ożywił. Stwierdził, że domaganie się reparacji wojennych „to głupota”. Jaka więc jest jego recepta na rozmowy z zachodnimi sąsiadami?

„Powinniśmy traktować naszych przyjaciół po niemieckiej stronie tak jak najlepszego sąsiada na świecie. Dla nas Niemcy są najlepszym sąsiadem, nie ma alternatywy. W naszym interesie są dobre koleżeńskie stosunki z tym silnym graczem nie tylko w Europie, ale i na świecie. I to co się teraz dzieje w polityce polsko-niemieckiej jest kompletnie nierozsądne. Z Niemcami mamy do wyjaśnienia wiele spraw, choćby Nord Stream 2, ale Niemcy mogą być dla nas partnerem w rozwiązywaniu wielu problemów”

– stwierdził, dodając, że Polska chciałaby siedzieć przy jednym stole… z Macronem i Merkel.

Francuzi mają dość rządów Macrona! Ten sondaż nie pozostawia wątpliwości
Francuzi mają dość rządów Macrona! Ten sondaż nie pozostawia wątpliwości

Nie mogło też zabraknąć tematu uchodźców. Biedroń twierdzi, że choć Merkel zapłaciła cenę za swoją otwartą politykę migracyjną, to polski rząd… zrobił źle.

„To była polityka Niemiec, taką decyzję podjęła Angela Merkel. Polski rząd podjął zupełnie inną decyzję i uważam, że polski rząd podjął złą decyzję. Angela Merkel zapłaciła cenę za swoją politykę. Ale to pokazuje najlepiej, jak pilnie potrzebujemy europejskiej, unijnej polityki dotyczącej imigracji, bo z jednej i z drugiej strony to nie zadziałało”

– zakończył.

Leśne dziadki, dinozaury... - Biedroń o kandydatach PiS do PE. A kto go poucza? Niewiarygodne!
Leśne dziadki, dinozaury… – Biedroń o kandydatach PiS do PE. A kto go poucza? Niewiarygodne!

 

Oceń artykuł:
  • LUBIĘ TO

    3%

  • NIE LUBIĘ

    93%

  • POPIERAM

    0%

  • NIE WIERZĘ!

    3%

  • SŁABE

    1%

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: dw.com, niezalezna.pl

TAGI

Kondycja to bardzo pojemne słowo a ilość stłuczek to rzecz wymierna


Samostijna za 50 lat dogoni Polskę


putin_szampan_thumb.jpg

 

Sputnik Polska

14:07 17 LUTY 2019

Ukraińska reprezentacji w trakcie ceremonii otwarcia XXXI Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rio

„Ukraina potrzebuje 50 lat, żeby dogonić Polskę”

© AFP 2018 / Pedro Ugarte
GOSPODARKA

Krótki link
3416

Ukraińska gospodarka po kryzysie w 2014 roku ustabilizowała się i stale rośnie. Ale aby osiągnąć wskaźniki sąsiedniej Polski, potrzebuje 50 lat – powiedziała minister finansów Ukrainy Oksana Markarowa, jak poinformował portal replyua.net.

Amerykańskie samoloty z pomocą humanitarną dla Wenezueli na lotnisku w Kolumbii.
© AP PHOTO / FERNANDO VERGARA

Minister podkreśliła, że w 2014 roku gospodarka Ukrainy była „chora”, a następnie została poddana „presji agresji ze strony Rosji”. W związku z tym główne zadanie rządu polegało na jej ustabilizowaniu.Zrobiono to. Obecnie już od 12 kwartałów gospodarka Ukrainy wykazuje tendencję wzrostową. Jeśli spojrzymy na wyniki, które osiągnęliśmy w ciągu ostatnich czterech lat, są one niezwykłe. Inflacja znajduje się na poziomie poniżej 10%. Rezerwy złota aktualnie osiągnęły najwyższy poziom od pięciu lat. Sytuacja makroekonomiczna jest dość stabilna – oceniła Markarowa.

Zdaniem minister, jeśli ukraińska gospodarka będzie rozwijać się w takim tempie, to dogoni Polskę za 50 lat, ale Ukraina mogłaby to zrobić szybciej. – Oczywiście to dla nas zbyt długo. Dokładnie planujemy i mamy sposób, co zrobić, aby dogonić ją szybciej – zapewniła Markarowa.

Kontynuacja polityki sojuszniczego szkalowania Polski po ogłoszeniu niebywałego sukcesu


niewygodne.info.pl

     Było kłamstwo o marszu 60 tys. nazistów. Teraz idzie w świat kłamstwo, że polska policja pobiła Żyda

czwartek, 2.08.2018 r.

  

foto: Twitter.com

Swego czasu furorę na świecie zrobiło kłamstwo, jakoby 11 listopada w Warszawie odbył się marsz 60 tys. nazistów. Ten fake-news wyprodukowany przez byłego doradcę Hilary Clinton, był powielany setki tysięcy razy – głównie w USA i Izraelu i był początkiem akcji dyfamacyjnej, w wyniku której Polska wycofała się z tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej. To jednak nie koniec – obecnie za oceanem promowany jest „news” o tym, że krakowska policja pobiła amerykańskiego Żyda. To ordynarne kłamstwo, bowiem rzeczywistość okazała się być zupełnie odmienna.

Dov Hikind, zasiadający w Zgromadzeniu Stanowym Stanu Nowy Jork z ramienia Partii Demokratycznej, poinformował trzy dni temu za pośrednictwem mediów społecznościowych, że przebywający w KrakowieYaakov Gluck (syn brooklynskiego rabina Edgara Glucka, posługującego się tytułem „głównego rabina Galicji”) został na terenie synagogi bez powodupobity i zatrzymany przez polskich policjantów, którzy następnie wykonywali wobec niego antysemickie gesty (typu „Sieg Heil”).


       

Okazało się, że ogłszający te rewelacje Hikind mocno mijał się sprawdą. Gluck rzeczywiście został zatrzymany przez polskich policjantów. Policję wezwała obsługa krakowskiej synagogi, bowiem młody Amerykanin miał być pijany i zachowywał się zupełnie nieadekwatnie do miejsca, w którym się znajdował.

W sprawie rzekomego pobicia dla WP.pl wypowiedział się rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie:

– „Do interwencji doszło 29 lipca o godzinie 16:30. Odbyła się ona na prośbę pracownicy synagogi, która wezwała nieumundurowany patrol z prośbą o uspokojenie krzyczących i awanturujących się dwóch pijanych mężczyzn. Jednym z nich był Polak, drugim obcokrajowiec. Funkcjonariusze musieli zastosować środki przymusu bezpośredniego oraz chwyty transportowe.Mężczyźni obrażali ich wulgarnymi słowami i wielokrotnie naruszali nietykalność policjantów. Obaj mężczyźni zostali przetransportowani na komisariat na ulicy Szerokiej. Polak po okazaniu dokumentów został wypuszczony, obcokrajowiec wyszedł około 21:30. Czekaliśmy na jego prawnika, ponieważ nie miał przy sobie żadnych dokumentów tożsamości.Cały czas wyzywał policjantów w języku angielskim, odmawiał współpracy„.


 

Tuż po zakończeniu ostatniego Marszu Niepodległości Jesse Lehrich (były rzecznik Hillary Clinton ds. zagranicznych) opublikował tweeta, z którego wynika, iż 11 listopada na ulice Warszawy wyszło 60 tys. nazistów. Niestety, ta kłamliwa informacja obiegła cały świat. 12 listopada tweet Lehricha był najbardziej komentowanym i rozpowszechnianym tweetem w całym internecie. Tysiące (a może miliony?) osób uwierzyło, że w Warszawie rzeczywiście doszło do największej w powojennej historii świata manifestacji nazistów.

Dziś znowu ktoś próbuje wypromować kłamliwą narrację, rzucającą antysemicki cień na Polskę. Pytanie – kiedy to się skończy?

Źródło: Dov Hikind (Twitter.com)
Źródło: Polska policja oskarżana o ”pobicie Żyda i nazistowskie gesty”. Rzecznik: ”Mężczyzna był agresywny i pijany” (Wp.pl)
Źródło: Małopolska Policja (Twitter.com)


niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

Putin rozegrał Mundial z właściwą sobie klasą


MUNDIAL: WŁADIMIR PUTIN TRIUMFUJE

Prezydent Rosji Władimir Putin zapowiedział na uroczystym koncercie w Teatrze Bolszoj z okazji finału piłkarskich mistrzostw świata rozważenie „maksymalnie dogodnego reżimu wizowego dla kibiców, którzy pokochali Rosję”. Ocenił, że mundial rozwiał mity o jego kraju.

„Jesteśmy wdzięczni za miliony dobrych słów wypowiedzianych przez gości mistrzostw pod adresem Rosji i naszego narodu. Jesteśmy zadowoleni, że spodobała im się jego gościnność i otwartość oraz przyroda, kultura i tradycje naszego wielkiego kraju” – powiedział Putin.

Zapowiedział też, że „obmyślimy koniecznie dla kibiców, którzy pokochali Rosję, maksymalnie komfortowy reżim wizowy. Zapewnimy im możliwość kontynuacji znajomości z naszym krajem”.

Wypowiedź rosyjskiego prezydenta podczas uroczystości w Teatrze Bolszoj agencje przekazały w nocy z soboty na niedzielę. Putin ocenił także, że mundial udał się, a jednym z jego rezultatów stało się rozwianie mitów na temat tego kraju.

Trzy miliony gości

W trakcie turnieju, który rozpoczął się 14 czerwca, Moskwę odwiedziło około trzech milionów osób. Zwykle taka liczba turystów przyjeżdża do stolicy Rosji w ciągu dwóch miesięcy.

Szef komitetu organizacyjnego mundialu Aleksiej Sorokin poinformował w sobotę, że liczba sprzedanych biletów to blisko trzy miliony, a stadiony były zapełnione w 98 procentach.

Przed finałem

W niedzielę wieczorem na moskiewskim stadionie Łużniki odbędzie się mecz finałowy pomiędzy reprezentacjami Francji i Chorwacji.

Według sondaży opinii publicznej pojedynek ten zamierza oglądać 61 procent Rosjan; 35 procent będzie kibicować Chorwacji, a 31 – Francji. Jednak przeważa zdanie, że mistrzem świata w piłce nożnej zostanie Francja. Sądzi tak 41 procent Rosjan, podczas gdy wygranąChorwacji prognozuje 39.

58 procent Rosjan zamierza oglądać finał w domu lub pracy. Jedynie dwa procent spędzi ten wieczór w barze bądź kawiarni i tylko jeden procent będzie w Strefie Kibica albo na trybunach Łużników.

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)

 

Dowiedz się więcej na temat: Władimir Putin

Polskie wstawanie z kolan


DZIŚ JEST:   04   LIPCA   2018 r.


Uległość wobec Izraela. Polska wstaje z kolan tylko teoretycznie




Gdzie leży Polska? Polska nie leży, ale stoi dumnie wyprostowana! Ten krążący po kraju w pierwszych miesiącach rządów „dobrej zmiany” żart był, jest i nadal pozostaje jedynie dowcipem. Wycofanie się PiS z części nowelizacji ustawy o IPN – części wzbudzającej opór Izraela, USA i środowisk żydowskich – boleśnie dowodzi, że „wstawanie z kolan” to li tylko pusty frazes.

 

W środę rano, jak grom z jasnego nieba, spadła na Polskę nieoczekiwana informacja: premier Morawiecki zwrócił się do marszałka Sejmu z wnioskiem o uzupełnienie porządku obrad o punkt dotyczący znowelizowanej na początku roku ustawy o IPN. Posłowie zajmą się kwestią już w środę. Narzucone tempo jest więc niezwykle szybkie, co dowodzi, że rządzący wiedzą, czego chcą.

 

A chcą – o czym mówiła wprost zarówno rzecznik rządu, jak i szef kancelarii premiera – wycofania się z zapisów karnych przewidujących do 3 lat więzienia za oczernianie Polski i Polaków poprzez przypisywanie nam winy za niemieckie zbrodnie dokonane w trakcie II wojny światowej na Żydach. To właśnie ten fragment znowelizowanej ustawy o IPN wzbudził potężny opór międzynarodowych środowisk żydowskich, Izraela oraz Stanów Zjednoczonych.

 

Dynamika działań zmierzających do wycofania się polskich władz ze wzbudzających kontrowersje przepisów jest skandalem i kompromitacją państwa polskiego! Wszak przepisy – nawet po brutalnym wręcz zaatakowaniu Polski przez polityków z Izraela oraz część lobby żydowskiego – były przez obóz „dobrej zmiany” bronione i określane jako potrzebne, pożądane oraz dobre. To jawna kpina z wyborców PiS i z interesu państwa, którego obronę deklarowało tak wielu polityków „prawicy”!

 

Niewykluczone więc, że tak nagła rezygnacja z artykułów 55a i 55b ustawy o IPN jest efektem stanowczego postawienia sprawy przez Izrael, a może i Stany Zjednoczone. Państwa poważne – przeciwnicy innej rangi niż impotentna Unia Europejska czy nawet Niemcy – nie chciały już dłużej bawić się w ciuciubabkę i czekać na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, do którego część zapisów ustawy skierował prezydent Duda.

 

Pokazuje to siłę dyplomacji amerykańskiej i żydowskiej (rozumianej jako państwo Izrael oraz organizacje społeczne w diasporze), ale i rażącą słabość państwa polskiego. Państwa, które miało wstawać z kolan, w końcu dumnie występować na arenie międzynarodowej i pod rządami PiS zrywać z wcześniejszą polityką służalczości wobec zagranicznych ośrodków.

 

Zerwać z hańbiącą Polskę postawą – przynajmniej w sferze werbalnej – udało się wobec Berlina i Brukseli, co pokazuje chociażby wtorkowe „przesłuchanie” naszego kraju przez eurokratów, które nie wywołuje przesadnych emocji, zaś obawy o potencjalne ukaranie naszego kraju przez Unię Europejską należą do przeszłości. Natomiast na Izrael i USA zabrakło sił, zdolności i dyplomatycznych argumentów (innych niż li tylko moralna słuszność). Zabrakło woli jednoznacznego sprzeciwienia się żydowskim żądaniom. Ciężko jednak było się tego spodziewać w sytuacji, gdy „dobra zmiana” postawiła w polityce międzynarodowej „na jednego konia”, tylko w Stanach Zjednoczonych widząc partnera, a nawet gwaranta naszego bezpieczeństwa. W sytuacji takiego geopolitycznego uzależnienia – i to uzależnienia częściowo na własne życzenie – inne rozwiązanie problemu z ustawą o IPN jest niemożliwe bez dokonania wyraźnej korekty kursu. Wymaga to jednak pomysłu i odwagi, a nie organizacyjnej i intelektualnej ociężałości.

 

Teraz rządzący muszą (premier Morawiecki w trakcie środowej debaty powiedział wprost o „realiach międzynarodowych” wpływających na decyzję o wycofaniu się z artykułów karnych) rakiem wycofać się z kontrowersyjnej nowelizacji, dlatego robią wszystko, by zapłacić tego najniższą możliwą cenę polityczną. Stąd być może wybór terminu podjęcia działań – początek wakacji, czas tak zwanego „sezonu ogórkowego”. Wyraźna jest również chęć załatwienia sprawy błyskawicznie. Temat pojawił się dopiero w środę rano i już w środę Sejm przystąpił do prac. Nowelizacja zaś miała zacząć rodzić się… we wtorek. Wcześniej o planowanych zmianach w ustawie o IPN nie wiedzieli nie tylko politycy opozycji, których czas na przygotowanie się do debaty można liczyć w minutach, ale i politycy PiS. Nie wiedział o nich również sam Instytut Pamięci Narodowej.

 

Wiele wskazuje na to, że zgodnie z intencją rządzących uda się rozwiązać problem w ekspresowym tempie, a media – nawet te antyrządowe – będą „grzały temat” maksymalnie przez kilka dni (szczególnie w obliczu trwającego Mundialu). Pozostanie jednak totalny niesmak, poczucie wielkiego szwindlu, skandalu i kompromitacji, a przede wszystkim uzasadnione przekonanie, że Polska tak naprawdę nigdy nie wstała z kolan.

 

 

Michał Wałach

 

  


DATA: 2018-06-28 14:30
AUTOR: MICHAŁ WAŁACH

Read more: http://www.pch24.pl/uleglosc-wobec-izraela–polska-wstaje-z-kolan-tylko-teoretycznie,61216,i.html#ixzz5KJ9JawNS

Wycofanie się na z góry upatrzone pozycje


IPN
+3
OPRAC. ARKADIUSZ JASTRZĘBSKI
5h temu

PiS zmienia ustawę o IPN. Ekspresowy tryb po wniosku Morawieckiego w Sejmie

Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło w pilnym trybie korektę ustawy o IPN. Premier Mateusz Morawiecki wystąpił do marszałka Sejmu o głosowanie jeszcze w środę i tak się stało. Poprzedziła to gorąca debata, a jej skrócenie przez PiS opozycja nazwała tchórzostwem.

Sejm przyjął – przygotowaną przez rząd – nowelizację ustawy o IPN. Uchylone zostały artykuły 55a i 55b. Mówią one o odpowiedzialności karnej za publiczne przypisywanie Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie popełnione przez III Rzeszę. Wycofanie się z tych zapisów zajęło PiS w Sejmie dwie godziny. Jeszcze w środę nowelą ma zająć się Senat.

Nadzwyczajne posiedzenie Sejmu miało dotyczyć przepisów o odpadach, ale marszałek Sejmu Marek Kuchciński zgodził się na przedstawienie uzasadnienia zmian przez Michała Dworczyka, szef kancelarii premiera, a chwilę później (po wystąpieniach posłów) także przez Mateusza Morawieckiego.

Morawiecki: nie ustępujemy

– Celem tej ustawy było i jest jedno przesłanie: walka o prawdę czasów II wojny światowej. Ta ustawa była potrzebna, bo teraz już nikt nie powie „polskie obozy śmierci” bezkarnie, a kanclerz Niemiec jednoznacznie mówi o odpowiedzialności Niemiec. W ostatnich latach musieliśmy się tłumaczyć z nie swoich grzechów – powiedział premier, wyjaśniając przyczyny zmian w ustawie.

– Nie ustępujemy z niczego. Zrealizowaliśmy więcej niż zakładaliśmy, pobudziliśmy świadomość na świecie. Działamy w realiach międzynarodowych i bierzemy je pod uwagę – dodał Morawiecki.

Szewach Weiss dla WP o zmianie ustawy o IPN: „To zmieni relacje polsko-żydowskie, bardzo dobry ruch władz”

Będzie oświadczenie

Premier zapowiedział też, że wieczorem zaprezentuje rządu stanowisko w tej sprawie. – Na arenie międzynarodowej prawda będzie głośno jeszcze dzisiaj słyszana. Podkreślimy rolę Polskiego Państwa Podziemnego w ratowaniu Żydów – mówił premier.

Zaznaczył też, że dobre imię i prawda są równie ważne, co bezpieczeństwo kraju.

Mateusz Morawiecki określił skutki ustawy jako pozytywnym wstrząsem. – Po 70 latach przywracamy prawdziwą opowieść o Polsce – zakończył.

Opozycja oskarża

– PiS publicznie przyznaje się do winy ws. ustawy o IPN. W pół roku zniszczyło relacje z Izraelem, USA i Ukrainą – powiedział przed wystąpieniem premiera poseł PO Michał Szczerba.

– Poprzednia ustawa o IPN wyszła tak, jak wyszła. Nie zmieniajcie jej w trybie pilnymi – apelował poseł Grzegorz Długi z Kukiz’15. Józef Brynkus z tego samego ugrupowania stwierdził, że PiS kompromituje nie tylko rząd i parlament, ale całą Polskę.

Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej pytała dlaczego, PiS nie zmienił tej ustawy, kiedy apelowała o to opozycja na etapie przyjmowania ustawy i dyskusji w Senacie. – Odpowiedzialny za tę kompromitację Zbigniew Ziobro nadal pełni swoją funkcję, a jego zastępca Patryk Jaki w nagrodę zostaje kandydatem na prezydenta Warszawy – mówiła podczas debaty ws. pierwszego czytania noweli ustawy.

– Dlaczego tak późno? Dlaczego tak wiele musieliście zepsuć i rozlać to szambo antysemityzmu – pytała Gasiuk-Pihowicz.

Z kolei Stefan Niesiołowski (Unia Europejskich Demokratów) zaapelował do premiera, żeby nie zajmował się historią. – Niech lepiej zajmie się bankami – drwił poseł i wytykał, że w PiS brakuje osób, które znają się na polityce zagranicznej. – Gdzie jest pan Jaki, przecież wtedy to był jego triumf? Panie Jaki, niech pan się teraz pokaże – nawoływał z mównicy Niesiołowski.

– Czy pan minister Patryk Jaki poniesie konsekwencje? – dopytywał poseł Adam Szłapka z klubu Nowoczesnej.

„Ustawa-ekspres”

Po wystąpieniach posłów Marek Suski z PiS złożył wniosek o przejście od razu do trzeciego czytania nowelizacji ustawy. Głos przeciwny zgłosił poseł Zbigniew Konwiński z Platformy. – Udajecie, że coś naprawiacie i nie pozwalacie Izbie debatować. Czego się boicie? Że przypomnimy waszą nieudolność? – pytał.

Wniosek o przejście do trzeciego czytania bez dyskusji został jednak większością PiS przegłosowany. Opozycja protestowała, ale ok. godz. 11 marszałek Kuchciński ogłosił przerwę na przyjmowanie poprawek.

Jacek Czaputowicz: Ustawa o IPN do poprawki

Ten czas partie opozycyjne wykorzystały też na konferencje prasowe. – Boją się dyskusji o swoich grzechach – ocenił lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. – Tchórzostwo i bezczelność – stwierdził Michał Kamiński (UED), zarzucając premierowi „opowiadanie bzdur”.

– Debata jest potrzebna, bo trzeba wyjaśnić, jak naprawić relacje z innymi państwami, ze Stanami Zjednoczonymi. Pan premier oderwał się od politycznej rzeczywistości. Kiedy słyszy się, że dobre imię jest równie ważne, jak bezpieczeństwo Polaków to z pewnością jest do dobra informacja dla Kremla – mówiła dziennikarzom Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej.

Po przerwie – kiedy marszałek Kuchciński ogłosił trzecie czytanie nowelizacji ustawy – na mównicę wszedł poseł niezrzeszony Robert Winnicki i chciał – w proteście wobec trybu przyjętego przez PiS – przez godzinę blokować miejsce wystąpień parlamentarzystów. Marszałek wezwał go do opuszczenia mównicy, ale jednocześnie zarządził głosowania nad zgłoszonymi poprawkami.

Posłowie głosowali, a Marek Kuchciński kilka razy napominał posła Winnickiego, że uniemożliwia zadawanie pytań przez innych posłów.

Ostatecznie zmiany zostały przez Sejm przyjęte. Tuż po tym poseł Winnicki zszedł z mównicy, a marszałek Sejmu zwołał Konwent seniorów, aby wyjaśnić zarzuty opozycji ws. procedury.

Co z orzeczeniem TK?

– Celem jest obrona dobrego imienia Polski. Natomiast IPN zostaje wyposażony w skuteczniejszy instrument, czyli narzędzia cywilno-prawne. Praktyka pokazuje, że ta droga jest najbardziej skuteczna – mówił wcześniej na antenie Polskiego Radia Michał Dworczyk. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o IPN, ale skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, ale zdaniem Dworczyka nie stanowi to problemu.

– TK nie wydał opinii. Jest bardzo istotnym organem. Jednak Sejm kieruje się przesłankami politycznymi, a tą przesłanką jest skuteczność prawa. Prawo musi być efektywne – powiedział radiowej Jedynce.

Gen. Zbigniew Ścibor-Rylski na celowniku. IPN nie daje za wygraną

„To nie jest wycofanie się”

Minister w kancelarii premiera Jacek Sasin zaprzeczył z kolei na antenie Radia Zet, że PiS wycofuje się ze swojej wcześniejszej polityki. – To korekta. Nowelizację rząd przyjął w trybie obiegowym. Nikt nie zgłaszał uwag. Doszliśmy do wniosku, że ściganie na drodze cywilnej i karnej nie będzie skuteczne – stwierdził.

– Analizujemy sytuację, patrzymy, jak przepisy ustawy o IPN pozwalają osiągnąć cel i doszliśmy do przekonania, że najbardziej skuteczną metodą walki o dobre imię Polski jest dochodzenie tego na drodze cywilnej – mówił Sasin.

Wniosek premiera Morawieckiego do marszałka Sejmu o uzupełnienie porządku obrad Sejmu o punkt dotyczący nowelizacji ustawy o IPN jest zaskoczeniem dla wielu. „Kolegium IPN nic o tym nie wie” – skomentował w mediach społecznościowych Sławomir Cenckiewicz, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego.

 

Polub WP Wiadomości

Ingerencja ambasadorów w wewnętrzne sprawy Polski


Z KRAJU

Skandal!!! Kilkudziesięciu ambasadorów publicznie poparło postulaty gejów. Powinni być uznani za persona non grata

Z okazji Parady Równości w Warszawie, odbywającej się 9 czerwca 2018 kilkudziesięciu ambasadorów wyraziło w liście poparcie dla postulatów gejów w Polsce. Ten skandaliczny fakt ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski powinien doprowadzić do uznania wszystkich tych osób za persona non grata.

 

 

W swoim skandalicznym liście ingerujący w wewnętrzne sprawy Polski ambasadorowie stwierdzili, że „z okazji tegorocznej warszawskiej Parady Równości chcemy wyrazić nasze poparcie dla starań o uświadamianie opinii publicznej w kwestii problemów, jakie dotykają środowisko gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interseksualnych (LGBTI) oraz innych społeczności w Polsce stojących przed podobnymi wyzwaniami. Chcemy także wyrazić uznanie dla podobnych starań podejmowanych w innych miastach Polski – w Częstochowie, Gdańsku, Łodzi, Katowicach, Koninie, Krakowie, Opolu, Poznaniu, Rzeszowie, Szczecinie, Toruniu i Wrocławiu”.

Dodatkowo w swoim skandalicznym liście ambasadorowie stwierdzili, że uznają „przyrodzoną i niezbywalną godność każdej jednostki, zgodnie z treścią Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Szacunek dla tych fundamentalnych praw, zawartych w zobowiązaniach OBWE oraz obowiązkach i standardach Rady Europy i Unii Europejskiej jako wspólnot praw i wartości, zobowiązuje rządy do ochrony wszystkich swoich obywateli przed przemocą i dyskryminacją oraz do zapewnienia im równych szans.

Aby to umożliwić, a w szczególności aby bronić społeczności wymagających ochrony przed słownymi i fizycznymi atakami oraz mową nienawiści, musimy wspólnie pracować na rzecz niedyskryminacji, tolerancji i wzajemnej akceptacji. Dotyczy to szczególnie sfer takich jak edukacja, zdrowie, kwestie społeczne, obywatelstwo, administracja publiczna oraz uzyskiwanie oficjalnych dokumentów. Wyrażamy uznanie dla ciężkiej pracy środowisk LGBTI i innych społeczności w Polsce i na całym świecie, jak również dla pracy wszystkich ludzi, których celem jest zapewnienie przestrzegania praw osób LGBTI oraz innych osób stojących przed podobnymi wyzwaniami, a także zapobieganie dyskryminacji, w szczególności tej motywowanej orientacją seksualną czy tożsamością płciową. Prawa człowieka są uniwersalne i wszyscy, w tym osoby LGBTI, mają prawo w pełni z nich korzystać. Jest to kwestia, którą wszyscy powinni wspierać”.

List będący skandaliczną ingerencją w wewnętrzne sprawy Polski podpisali:

J.E. Shpresa Kureta, Ambasador Albanii

J.E. Patricia Beatriz Salas, Ambasador Argentyny

J.E. Paul Wojciechowski, Ambasador Australii

J.E. Werner Almhofer, Ambasador Austrii

J.E. Colette Taquet, Ambasador Belgii

Ivica Pranjic, Chargé d’Affaires, Ambasada Bośni i Hercegowiny

J.E. Alfredo Leoni, Ambasador Brazylii

J.E. Julio Bravo Yubini, Ambasador Chile

J.E. Petros Kestoras, Ambasador Cypru

Robert Markić, Chargé d’Affaires, Ambasada Czarnogóry

J.E. Ivan Jestřáb, Ambasador Czech

J.E. Ole Egberg Mikkelsen, Ambasador Danii

J.E. Harri Tiido, Ambasador Estonii

J.E. Hanna Lehtinen, Ambasador Finlandii

J.E. Pierre Lévy, Ambasador Francji

J.E. Evangelos Tsaoussis, Ambasador Grecji

J.E. Francisco Javier Sanabria, Ambasador Hiszpanii

J.E. Ron J.P.M. van Dartel, Ambasador Królestwa Niderlandów

J.E. Tsewang Namgyal, Ambasador Indii

J.E. Gerard Keown, Ambasador Irlandii

J.E. Martin Eyjólfsson, Ambasador Islandii

J.E. Anna Azari, Ambasador Izraela

Satoru Takahashi, Chargé d’Affaires, Ambasada Japonii

Jeremy Wallace, Chargé d’Affaires, Ambasada Kanady

J.E. Conrad Bruch, Ambasador Wielkiego Księstwa Luksemburga

J.E. Edgar Bondars, Ambasador Łotwy

J.E. Natasha Meli Daudey, Ambasador Malty

J.E. Alejandro Negrín, Ambasador Meksyku

J.E. Rolf Nikel, Ambasador Niemiec

J.E. Olav Myklebust, Ambasador Norwegii

J.E. Mary Thurston, Ambasador Nowej Zelandii

J.E. João Silva Leitão, Ambasador Portugalii

J.E. Simon Jabulani Ntombela, Ambasador Republiki Południowej Afryki

J.E. Dario Galassi, Ambasador San Marino

J.E. Nikola Zurovac, Ambasador Serbii

J.E. Robert Krmelj, Ambasador Słowenii

J.E. Paul Jones, Ambasador Stanów Zjednoczonych Ameryki

Chasper Sarott, Chargé d’Affaires, Ambasada Szwajcarii

J.E. Stefan Gullgren, Ambasador Szwecji

J.E. Tunç Üğdül, Ambasador Turcji

J.E. Andrii Deshchytsia, Ambasador Ukrainy

J.E. Pablo Scheiner, Ambasador Urugwaju

J.E. Jonathan Knott, Ambasador Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej J.E. Alessandro De Pedys, Ambasador Włoch

J.E. Luis Gomez Urdaneta, Ambasador Wenezuelii

J.E. Vu Dang Dzung, Ambasador Wietnamu

Yves Wantens, Przedstawiciel Generalny Rządu Flandrii

Laurence Capelle, Przedstawiciel Federacji Walonia-Bruksela

Marek Prawda, Dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce

Anna-Carin Öst, Przedstawiciel Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców w Polsce

Ingibjörg Sólrún Gísladóttir, Dyrektor Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie

Thomas E. Garrett, Sekretarz Generalny Wspólnoty Demokracji

Nie ma absolutnie żadnego usprawiedliwienia dla skandalicznego zachowania ambasadorów wyrażających swoje poparcie dla promocji zachowań szkodliwych dla zdrowia.

Rodzimi neopoganie


DZIŚ JEST:   23   MAJA   2018 r.


 

DZIŚ JEST:   23   MAJA   2018 r.


Rodzima bzdura, czyli w co wierzą współcześni poganie?




Są widoczni w internecie, a swoją aktywność coraz śmielej przenoszą na rzeczywistość. Mówią, że reprezentują „prawdziwą polską tradycję”, jednak to, w co wierzą, nie było znane ludziom żyjącym tu przed tysiącem lat, zaś nauka widząc ich rzekomo rodzimą religię przeciera oczy ze zdumienia. Kim są polscy neopoganie i dlaczego rozwój ich ruchu jest tak niebezpieczny?

 

Mętna woda

Od początku lat 90. XX wieku w naszym kraju rośnie liczba osób oddających cześć słowiańskim bożkom. Zwolennicy tego typu praktyk twierdzą, że wracają do „korzeni”, a siebie samych określają – na wyrost – mianem „rodzimowierców”.

 

Ich środowisko nie stanowi monolitu. W Polsce zarejestrowano kilka związków wyznaniowych tego typu. Główne to Rodzimy Kościół Polski, Polski Kościół Słowiański i Rodzima Wiara. Liczne są jednak nie tylko zgrupowania słowiańskich neopogan, ale i ich interpretacje „doktrynalne”. Niektóre organizacje dzieli nawet tak podstawowa kwestia jak politeizm i monoteizm. Są jednak i środowiska bliskie panteizmowi czy wręcz ateizmowi.

 

Do pierwszej z wyżej wymienionych neopogańskich organizacji może zapisać się każdy, nawet ochrzczony katolik, gdyż wiara w bożki nie wymusza – zdaniem neopogan – negacji innych „bóstw”. Jest to jednak absurdalne, gdyż autentyczna wiara w Chrystusa wyklucza oddawanie czci bałwanom – dlatego też zainteresowanego członkostwem w takiej grupie katolika uznać należy za wyłącznie formalnego członka Kościoła katolickiego.

 

Skrajna „otwartość” „rodzimowierców” na synkretyzm pokazuje dobitnie, że neopogaństwo nie traktuje poważne człowieka autentycznie poszukującego wiary. Dodatkowo przedstawiane przez wyznaczającą „standardy” w ruchu neopogańskim Międzynarodową Federację Pogańską jako jedno z najważniejszych haseł sformułowanie: „Czyń swoją wolę, dopóki nikogo nie krzywdzisz” – brzmi jak „mądrość” z prozy Paulo Coelho, a nie wskazówka dla ludzi poszukujących transcendentnej Prawdy.

 

Czysta rasa dla Peruna

„Rodzimowierstwo” to jednak nie tylko tandetne hasełka, ale i konkretne zagrożenie dla społeczeństwa. Istnieje bowiem w środowiskach neopogańskich sentymentalne zamiłowanie do idyllicznie pojmowanej i wolnej od „obcych” Słowiańszczyzny, od czego krok do skrajnie nacjonalistycznego pojmowania rzeczywistość.

 

Taką ideę prezentował powstały z inicjatywy Jana Stachniuka w latach 30. XX wieku Ruch Nacjonalistów Polskich, wydający pismo „Zadruga”. Jego członkowie propagowali powrót do słowiańskich korzeni i etnicznej religii, bliższej – ich zdaniem – Polakom, niż pochodzące z innego kręgu kulturowego i „narzucane siłą” chrześcijaństwo.

 

Zadrużanie mieli też jasno sprecyzowane cele polityczne: umacnianie polskiej państwowości i „duchowe odnowienie narodu” przez powrót do „pradawnych korzeni” oraz antygermanizm. Ich działania cechował silny antyklerykalizm, a także – celowe lub nie – niedostrzeganie faktu, że polska państwowość i kultura rozpoczęły się wraz z przybyciem na nasze tereny przedstawicieli Kościoła katolickiego, pełniącego tu bowiem również funkcję „generatora cywilizacji”.

 

Współcześnie kontynuatorzy „dzieła” Stachniuka zrzeszeni są w Nacjonalistycznym Stowarzyszeniu Zadruga. Bardzo ważną kwestią dla tego środowiska jest zachowanie tzw. czystości rasy (sic!). Współcześni Zadrużanie twierdzą na przykład, że Słowianie powinni wiązać się tylko z ludźmi podobnego pochodzenia etnicznego.

 

„Twój partner winien reprezentować wartość genetyczną nie niższą niż ty. Przyjrzyj się dokładnie cechom jego charakteru, zapoznaj się z historią jego rodziny, jakich miał przodków. Wstąp w związek małżeński tylko z kobietą (mężczyzną) Twojej rasy, aby wasze dzieci mogły dziedziczyć po was czystość krwi i całą spuściznę kulturową waszego ludu” – czytamy na stronie NS Zadruga. W „Zbiorze Wymagań wobec Słowianina i Słowianki pragnących zachować czystość rasową” znajdziemy również selekcję rasową (wymierzoną nie tylko w czarnoskórych i żółtoskórych, ale i Żydów) oraz stopniowanie wartości genetycznej – z wykluczaniem osób chorych. Wszystko podlane aryjskim „sosem”. Już to kiedyś słyszeliśmy, czyż nie?

 

Słowianie razem. Razem z Moskwą

Zapatrzenie w fantastycznie rozumianą i oderwaną od historycznych faktów przeszłość wiąże się jeszcze z jednym zagrożeniem. Nienaukowe i zmitologizowane spojrzenie na dzieje Słowian w przeszłości najczęściej łączyło się z interesem rosyjskiego imperializmu. To bowiem na Kremlu miłośnicy słowiańskiej jedności (politycznej czy religijnej) widzieli ośrodek gotów wskrzesić „prastarą siłę”, której tak naprawdę nigdy nie było.

 

W wieku XIX – gdy spośród Słowian jedynie Rosjanie stanowili liczącą się siłę w światowej polityce – wielu narodowych liderów z Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej z nadzieją spoglądało na Petersburg. Głosy „rodzimowiercze” były jednak mniej istotne niż racje narodowowyzwoleńcze, zaś ówczesna administracja rosyjska stawiała raczej na ekspansję prawosławia – co zrodziło zresztą pogardę wobec katolickiej Polski: „Judasza Słowiańszczyzny”.

 

Narracja o słowiańskiej jedności przetrwała upadek caratu i wróciła po roku 1945, gdy pod butem Moskwy znalazły się prawie wszystkie narody wywodzące się z tej rodziny narodów (poza Jugosławią, która – nie bez bólu – wybrała własną drogę do socjalizmu). Społeczeństwa indoktrynowano wtedy propagandą o „złym”, a nawet „zgniłym” Zachodzie, którego przeciwieństwo stanowił rzekomo wolny od zgnilizny Wschód (czytaj: Rosja).

 

Ta słowianofilska i antyokcydentalna wizja świata wrosła na tyle w umysły Polaków, że do dzisiaj część społeczeństwa widzi upadek Zachodu, ale moralnego kryzysu na Wschodzie dostrzegać nie chce, lub widzi tylko to, co jest widzieć wygodnie. Dlatego też współcześni neopoganie, z nostalgią rozmyślający o wspaniałej przeszłości Słowiańszczyzny i podbojach dokonywanych przez mężnych wojów, z nadzieją zerkają na militarystyczną i surową Rosję Putina, najsilniejszy politycznie kraj z dominującą ludnością słowiańską.

 

Wielu współczesnych „rodzimowierców” widziałoby Polskę w sojuszu, a może nawet w jednym państwie z całą, wielką rodziną narodów słowiańskich. Oczywiście najlepiej wyznających „prastare” wierzenia i uznających dziejowe przewodnictwo Rosjan.

 

Rodzimi Germanie

Różnorodność „doktrynalna” neopogańskich środowisk dowodzi ich wątpliwego związku z faktycznymi wierzeniami przedchrześcijańskich Słowian. Dodatkowo „rodzimowiercy” bazują na szczątkowej wiedzy historycznej i archeologicznej, a to, co wiemy o średniowiecznych dziejach ziem Polskich, odczytują w oparciu o interpretacyjny szał autorów wątpliwej jakości publikacji.

 

W naukowych opracowaniach dotyczących działalności neopogan na ziemiach polskich określenie „rodzimowiercy” występuje w odniesieniu do wyznawców „konkretnego systemu religii etnicznych – opartych na mitologii i wierzeniach lokalnej społeczności, występujących w obrębie danej grupy kulturowej, odwołujących się zazwyczaj do tradycji przedchrześcijańskich”. Jednak związek współczesnych słowiańskich neopogan z wierzeniami historycznej społeczności lokalnej – czyli z „rodzimością” – jest bardzo słaby. Historycy bowiem zgodnie zauważają, że o duchowości wczesnośredniowiecznych Słowian wiemy bardzo niewiele, a jeśli coś już do nas dotarło, to głównie z innych rejonów Słowiańszczyzny. Współcześni twórcy pogańskiej „doktryny” opierać się więc muszą na innych, mocno wątpliwych źródłach.

 

Pierwszym z nich jest folklor, rozwijający się przez ostatni tysiąc lat w warunkach ochrzczonej Polski. „Rodzimowiercy” ustalając w ten sposób swoje quasireligijne „prawdy” korzystają więc tak naprawdę z kultury ludowej narodu chrześcijańskiego – kultury, w której to, co możemy na wyrost uznać za pogańskie, jest niszowe, a często pozbawione takiej treści.

 

Wobec braku szczegółowej wiedzy dotyczącej religijności Słowian polscy neopoganie zerkają na lepiej zachowane i opisane w średniowieczu wierzenia germańskie (np. nordyckie), celtyckie i bałtyjskie (np. pruskie), co powoduje jednak, że mówienie o „rodzimowiercach” jest tak naprawdę nadużyciem.

 

Inna sprawa, że dla Polaków od kilkuset lat rodzimą wiarą jest wyłącznie rzymski katolicyzm. To bowiem w tej wierze wychowywały się pokolenia naszych rodziców, dziadków, pradziadków i ich przodkowie. To do kościoła zanosili i – ku niezadowoleniu pogańskich rekonstrukcjonistów – wciąż zanoszą Polacy swoje nowonarodzone dzieci, to w kościele zawierają małżeństwa i w kościele odbywa się ostatnie pożegnanie zmarłego. W kościele, a nie w chramach, które przez wieki zwyczajnie nie istniały.

 

Grzeszne zabawy

Pogańskie świątynie nie istniały w Polsce przez stulecia – i bardzo dobrze! Neopogaństwo to bowiem nie tylko atak na polską tradycję czy ryzyko wzniecenia neonazistowskich nastrojów, ale przede wszystkim zagrożenie natury duchowej.

 

W czasie, gdy zaczynają rodzić się w Polsce inicjatywy zmierzające do budowania „słowiańskich” chramów, trzeba powiedzieć wprost, że zabawa w „rodzimowierstwo” to ciężki grzech. Jest bowiem Jeden Bóg i tylko On zasługuje na kult.

 

Z kolei pseudosłowiańskie – a tak naprawdę ocierające się o ruch New Age, którego geneza sięga kontrkultury lat 60. XX wieku – czczenie fałszywych bożków i uczestniczenie w poświęconych im ceremoniach to okultyzm ocierający się o satanizm. Mówimy więc o zjawiskach groźnych dla zdrowia psychicznego i – co ważniejsze – życia wiecznego.

 

 

Piotr Relich, Michał Wałach

 

 


DATA: 2018-05-23 09:08
AUTOR: PIOTR RELICH, MICHAŁ WAŁACH

Read more: http://www.pch24.pl/rodzima-bzdura–czyli-w-co-wierza-wspolczesni-poganie-,60447,i.html#ixzz5GL4gTdxd

Zginął w rezultacie dziwnych zachowań odpowiedzialnych służb naszych sojuszników strategicznych


Nie jest tak dobrze na dole jak się myśli na górze


Wydarzenia

SZKOŁA W CZASIE PANDEMII. NAUCZYCIELE ZAKAŻENI, DYREKTORZY „NA PROGU WYTRZYMAŁOŚCI”

PółtorakRemigiusz PółtorakKORONAWIRUS W POLSCE 1 godz. 3 minuty temu

UDOSTĘPNIJ

KOMENTUJ (181)

– W poniedziałek rano wysłałam już trzeci wniosek do sanepidu, żebyśmy przeszli na zdalne nauczanie. Ciągle bez odpowiedzi. Jestem na progu wytrzymałości nerwowej – mówi Interii Beata Kęder, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Zabierzowie (Małopolskie). Zakażonych jest tam 10 pracowników.

Nowy rok szkolny w cieniu pandemii / Arkadiusz Ziolek /East News

Nowy rok szkolny w cieniu pandemii / Arkadiusz Ziolek /East News

– Dzwoniłam całą sobotę i całą niedzielę. Nie dodzwoniłam się – mówi dyr. Beata Kęder. Pierwszy wniosek wysłała w piątek, kolejny w niedzielę. Tymczasem bez zgody sanepidu nie może podjąć żadnej decyzji.  

Dlaczego dyrektor prosi o czasowe zamknięcie szkoły? – Jest to konieczne ze względów organizacyjnych. Nie ma kto pracować – mówi Beata Kęder.

Jeszcze w niedzielę było dziewięciu pracowników z dodatnim wynikiem testu na obecność koronawirusa, w poniedziałek doszedł kolejny. – Czekam na wyniki jeszcze jednego nauczyciela – dodaje dyrektor. Kilkoro pracowników musiało też udać się na kwarantannę. W sumie kilkunastu jest na L4.
Wymiana waluty online, sam ustalasz kurs wymiany, sprawdź aktualne kursy walut!

Sanepid nie udziela jednak odpowiedzi. Wielokrotnie próbowaliśmy się skontaktować w tej sprawie. Za każdym razem bez skutku.

Zobacz też: Zmiany w szkołach

Tymczasem szybkich decyzji domagają się również rodzice.

– Z mojej perspektywy, jako rodzica, jest to wręcz nie do uwierzenia, że taka sytuacja może mieć miejsce, szczególnie w tak trudnym czasie i szczególnie w Małopolsce. Mamy najwięcej zakażonych osób codziennie, w szpitalach brakuje dla nich miejsc, w szkole są potwierdzone zakażenia wśród nauczycieli i pracowników, kilkoro jest w kwarantannie, kolejni czekają na testy, a sanepid nic w tej kwestii nie robi mimo próśb ze strony dyrektora szkoły? – mówi nam Marcin Tlałka, jeden z rodziców.

– Przecież możemy w takiej sytuacji doprowadzić do dalszego rozprzestrzeniania wirusa. Sytuacja byłaby komiczna, gdyby nie to, że narażone jest zdrowie i życie innych ludzi. Trzeba powiedzieć wprost: To tragedia i zupełna nieodpowiedzialność ze strony ludzi zarządzających w kryzysie. Współczuję tylko pani dyrektor, która w całej tej sytuacji jest pod ostrzałem z każdej strony – dodaje. 

W strefie czerwonej zdalnie działają szkoły ponadpodstawowe

W ostatnich dniach, gdy rząd decydował o nowych obostrzeniach w szkołach, zwracano uwagę, aby dyrektorzy mieli większą elastyczność w podejmowaniu decyzji o przechodzeniu na tryb zdalny, oczywiście w porozumieniu z sanepidem. Dzisiaj takich uprawnień nie mają.

Najnowsze wytyczne rządu, przekazane w ubiegłym tygodniu, przewidują, że w strefie czerwonej (są w niej 152 powiaty) od dzisiaj szkoły ponadpodstawowe działają tylko zdalnie, a w strefie żółtej (pozostała cześć kraju) – system jest mieszany, co oznacza, że połowa uczniów ma uczyć się zdalnie, a druga połowa – stacjonarnie.

W szkołach podstawowych takich decyzji nie podjęto. Premier Mateusz Morawiecki mówił w ubiegłym tygodniu, że na razie nie ma rezygnacji z zajęć stacjonarnych. – Rozważamy wszelkie scenariusze, w tym wprowadzenie w pełni zdalnej nauki w szkołach, w tym w najmłodszych klasach szkół podstawowych. Jest to najtrudniejszy ze scenariuszy. Chcemy jak najdłużej chronić przedszkola i szkoły podstawowe przed trybem zdalnym – stwierdził premier.

Jak mówił Morawiecki, scenariusz rezygnacji z trybu stacjonarnego oznacza „bardzo duże utrudnienia w świadczeniu pracy przez rodziców tych najmłodszych dzieci i dlatego przedszkola, klasy od I do IV, klasy w ogóle szkół podstawowych, na dzień dzisiejszy chcemy chronić jak najdłużej”.

Z kolei minister zdrowia Adam Niedzielski tłumaczył, że „ograniczenie zajęć w szkołach pozwoli zmniejszyć liczbę interakcji i ograniczy rozprzestrzenianie się wirusa”. Zaznaczył, że nie chodzi wyłącznie o pobyt w szkołach, ale też o dojazdy do nich.Prof. Włodzimierz Gut: Dystans praktycznie w Polsce nie istnieje, a maseczki nosi prawidłowo 40 procent ludzi0:07/23:0600:07Prof. Włodzimierz Gut: Dystans praktycznie w Polsce nie istnieje, a maseczki nosi prawidłowo 40 procent ludzi RMF

INTERIA.PL
%d blogerów lubi to: