Łagowski: Kryminalizacja polityki


Łagowski: Kryminalizacja polityki

Uczestniczyłem niedawno w zebraniu zwołanym przez aktywistów KOD. Głównym mówcą był jeden z inicjatorów tego ruchu. Poszedłem z ciekawości, mając nadzieję, że dowiem się niejako u źródła, na czym polega zasadnicza różnica między rządzącym PiS a opozycją spod znaku KOD, PO i może innych nurtów sprzeciwu. Powierzchowne różnice każdy widzi, ale dlaczego te odmienności przeradzają się w coraz silniejszą wrogość, tego nie wiedziałem i nadal nie wiem. Trochę się dowiedziałem z artykułu Piotra Stasińskiego w „Gazecie Wyborczej”, ale zbyt wiele z tego, co on słusznie zarzuca PiS, cechuje również Platformę Obywatelską. Na przykład „fałszowanie polskiej historii w myśl ideologii nacjonalistycznej” trwa od dawna, podobnie jak przerabianie Polski na państwo wyznaniowe na modłę może nie Kościoła toruńskiego, ale łagiewnickiego na pewno. Konstytucja nie była łamana w sposób tak bezczelny, jak robi to obecny prezydent, ale jak to się stało, że w czasie rządów PO na czele Trybunału Konstytucyjnego znalazł się współtwórca instytucji stanu wyjątkowego, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej ze swoim uprawnieniem do masowego lustrowania ludzi? Zgodność z konstytucją tego organu represji nie była przez Trybunał badana, a gdyby była, to łatwo przewidzieć, jakie pod tym przewodnictwem byłoby orzeczenie. Jeżeli rząd lub inne podmioty władzy są zobowiązane do egzekwowania prawa, a tego nie robią, to są współodpowiedzialne za bezprawie. Jak się zachował premier Donald Tusk razem z parlamentarną reprezentacją swojej partii wobec przekroczenia uprawnień i innych nadużyć władzy przez pierwszy rząd Kaczyńskiego? Powiedział, że nie będzie się mścił, jakby tu o jego cnotę chodziło, i tak „kuglował” sejmową komisją śledczą, że jej pozorowane dochodzenie skończyło się na niczym. „Kłamliwa paranoiczna wizja zamachu smoleńskiego” jest czymś z koszmarnego snu. Kompromituje Polskę za granicą i dewastuje poczucie rzeczywistości w społeczeństwie. Ale trzeba zapytać, kto się do tego przyczynił i jak się w tej sprawie zachowywały autorytety, gdy jeszcze mogły mieć na to wpływ. Wymownie i jednoznacznie kłamstwo o zamachu potępił, wyszydził Zbigniew Brzeziński. Premier Tusk na to się nie zdobył, gdy był na to czas. Gorzej, powiedział, że raport komisji rosyjskiej „jest nie do przyjęcia”. Wkrótce potem jednak komisja Millera we wszystkich istotnych punktach raport Anodiny potwierdziła. Największymi rozpylaczami „religii smoleńskiej” byli dziennikarze i dziennikarki powtarzający w telewizji najbardziej niedorzeczne wymysły o „zamachu” z takim usprawiedliwieniem, że to obywatel jest suwerenem w kwestii katastrof lotniczych, a gwiazdy TVN 24 czy TVP tylko mu służą.

Jeśli chodzi o szowinistyczną mentalność, którą Piotr Stasiński także słusznie piętnuje, to do interesujących wniosków byśmy doszli, gdyby pomówić o szczegółach. Partia PiS ze swoim aparatem propagandowym jest za słaba i mimo wszystko za mało wiarygodna, żeby można było tylko jej przypisać to upojenie szowinizmem, które w Polsce jest faktem. Głęboko zakorzeniona megalomania narodowa jest pierwszą przeszkodą na drodze do podniesienia poziomu kultury politycznej i wszelkiej innej też. Na razie nikt tu się nie troszczy za bardzo o podniesienie czegokolwiek na wyższy poziom. Wyższy poziom już był. Najwyraźniej się to widzi na przykładzie szkolnictwa wyższego.
Na wspomnianym zebraniu KOD główny mówca opisał z grubsza prawdziwie, co się dotąd działo w polskiej polityce, ale teza była taka, że to się dopiero teraz dzieje wskutek machinacji kaczystów. Wniosek, jaki narzucił mi się wbrew intencji prelegenta z całą oczywistością, był taki, że PiS kontynuuje politykę post-Solidarności, dodając od siebie tylko wielką przesadę w niektórych kwestiach i dziedzinach. Postępowanie nawet złe, ale umiarkowane można wytrzymać, uzbroić się w cierpliwość i przeczekać. Przesada nawet w dobrym może mierzić. Do największej przesady kaczyści posunęli się w kryminalizacji polityki. Ich polityka historyczna tym się głównie charakteryzuje.

W kraju od ćwierćwiecza nie było większych konfliktów ani napięć społecznych. Nawet grupy rażąco pokrzywdzone jak te dziesiątki czy setki tysięcy lokatorów wyrzuconych ze swoich mieszkań za sprawą reprywatyzacji nie śmiały występować zbiorowo w obronie swoich praw. Nie było buntów, nie było więc represji, między władzą a społeczeństwem ustaliły się stosunki niemal idylliczne. I oto w tych warunkach partia Kaczyńskiego i Macierewicza na pierwszym miejscu swojego programu „naprawczego” umieszcza hasło KARANIA. Kogo? Za co? Za służenie komunizmowi, za udział w PRL, za umacnianie sowieckiego systemu, za totalitaryzm, za Okrągły Stół, za stan wojenny, za służbę w wojskach obrony granic, za zamach smoleński (Donald Tusk główny podejrzany) i za wiele, wiele innych rzeczy nieraz trudnych do nazwania. Jeśli pominąć Smoleńsk, nie ma tu ani jednego oskarżenia, które by nie brzęczało od 27 lat, ale jest różnica i polega ona na przesadzie.
Cywilizowane narody dopracowały się rozróżnienia na przestępstwa pospolite i winy polityczne. Dla obu partii obozu solidarnościowego to rozróżnienie nie ma treści. Politykę Polski Ludowej opisują w kategoriach kryminalnych, pojęcie zbrodni rozszerzyli na wszystko, co im się nie podoba („zbrodnia komunistyczna”). I wprowadzili retroaktywny immunitet dla opozycjonistów.

Na zebraniu KOD główny mówca w pewnym momencie poprosił o podniesienie rąk byłych członków Solidarności. Większość podniosła, ale ja nie wiedziałem, co mam zrobić, bo nie pamiętałem: należałem czy nie należałem? Dowiedziałem się właśnie, że należałem, płaciłem składki i raz przemawiałem na zgromadzeniu nauczycieli akademickich przeciw strajkowi: mamy wreszcie wolność głoszenia swoich poglądów, a wy chcecie strajkować? To nonsens!

Postsolidarnościowy KOD występuje ostro przeciw PiS, co mu się chwali, i chce wszystko rozpocząć od nowa. To nas, postkomunistów, nie interesuje.

Bronisław Łagowski

Tekst ukazał się w Tygodniku Przegląd i na stronie https://www.tygodnikprzeglad.pl/

Facebook