Uciekiniera i szkodnika lansują na wojownika


Advertisement

 

„DZIENNIK GAZETA PRAWNA”: TUSK ZWIĘKSZYŁ SZANSE W WYBORACH PREZYDENCKICH

PRZEGLĄD PRASY

1 godz. 58 minut temu

PiS przelicytował w sprawie braku poparcia dla Donalda Tuska w wyborach na przewodniczącego Rady Europejskiej. Wybór wbrew polskiemu rządowi zwiększył szansę byłego premiera w wyborach prezydenckich w 2020 roku – wynika z sondażu opublikowanego przez „Dziennik Gazetę Prawną”.

Donald Tusk zwiększył szanse w wyborach prezydenckich - wynika z sondażu /ADRIAN DENNIS /AFP

Donald Tusk zwiększył szanse w wyborach prezydenckich – wynika z sondażu /ADRIAN DENNIS/AFP

Grzegorz Osiecki na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” komentuje wyniku sondażu przeprowadzonego przez Panel Badawczy Ariadna.

 

44 procent uczestników sondażu zgodziło się z twierdzeniem, że „Donald Tusk po wyborze na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej ma większe szanse, by wygrać wybory prezydenckie w Polsce”.

Negatywne zdanie na powyższe stwierdzenie wyraziło natomiast 31 procent zapytanych, a 25 procent nie miało zdania w tej sprawie.

„Tym samym pojedynek Tusk – Duda staje się realny” – puentuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

„Tusk prezydentem? Zobaczymy”

„Tusk prezydentem? Zobaczymy” TV Interia

INTERIA.PL

Na jakiej podstawie bliskowschodnia Turcja ma wchodzić do Unii Europejskiej?


Wiadomości

 

PAP

dzisiaj 06:44

Erdogan: Turcja powinna ponownie rozważyć, czy chce wejść do UE

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział w wywiadzie dla agencji Reutera, że Turcja powinna ponownie rozważyć, czy chce wejść do Unii Europejskiej, jeśli „niektóre kraje unijne” będą nadal wrogo usposobione do Ankary.

 

Recep Tayyip ErdoganFoto: OZAN KOSE / AFPRecep Tayyip Erdogan

Erdogan oświadczył, że gotów jest poddać kwestię zabiegania o akcesję do Unii pod głosowanie w referendum, ponieważ Turcja nie może nadal czekać na ewentualne przyjęcie do UE.

 

  • Jeśli oni (przywódcy UE) nie działają w dobrej wierze, to musimy znaleźć z tego wyjście. Dlaczego mielibyśmy czekać dłużej? Rozmawiamy o tym od 54 lat – powiedział Erdogan, odnosząc się do negocjacji dotyczących wejścia jego kraju do Unii.
  • Wielka Brytania zadała pytanie swym obywatelom i zagłosowali oni za Brexitem. Mają spokój i zmierzają ku przyszłości (…). To samo można zastosować w Turcji – dodał w rozmowie z Reuterem przeprowadzonej w pałacu prezydenckim w Ankarze.

Zauważył też, że przebieg wyborów prezydenckich we Francji i wysokie notowania Marine Le Pen stojącej na czele eurosceptycznego Frontu Narodowego wskazują na to, że UE jest „na krawędzi rozpadu”.

  • Jeden czy dwa kraje nie są w stanie utrzymać UE przy życiu. Potrzebny jest taki kraj jak Turcja, kraj odmienny, symbolizujący inną wiarę; to uczyniłoby je (kraje UE) bardzo silnymi – dodał prezydent. – Ale kraje unijne wydają się nie zdawać sobie z tego sprawy. Uważają, że bardzo trudno jest przyjąć kraj muzułmański, jak Turcja – powiedział.

Erdogan skrytykował też przyjętą wcześniej rezolucję Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy dotyczącą przywrócenia procedury monitoringu Turcji; decyzja podyktowana jest zaniepokojeniem, jakie budzi funkcjonowanie instytucji demokratycznych w tym państwie. Prezydent powiedział, że jest to „decyzja całkowicie polityczna”, a Ankara jej uznaje.

Prezydent oznajmił też, że Turcja nie pozwoli, aby na północy Iraku region Sindżar stał się bazą kurdyjskich bojowników z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), toteż Ankara będzie kontynuowała operacje wojskowe w tym rejonie oraz w północnej Syrii, „aż zostanie wyeliminowany ostatni terrorysta”.

Wcześniej turecka armia poinformowała, że we wtorek zabiła około 70 bojowników kurdyjskich w operacjach w Sindżarze oraz w północnej Syrii w ramach nasilonej kampanii przeciwko grupom związanym ze zdelegalizowaną w Turcji PKK.

Według źródeł kurdyjskich, na które powołuje się również agencja Reutera, w nalotach sił tureckich zginęło co najmniej 20 bojowników kurdyjskich.

Jak podaje Reuters, naloty w Syrii były wymierzone w milicje YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony), będące kluczowym komponentem Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), które wspierane są przez USA i zbliżają się do bastionu Państwa Islamskiego w Ar-Rakce na północy Syrii.

 

 

(PG)

Onet Wiadomości

Źródło: PAP

Czym jest zredukowana armia III RP wobec półmilionowego WP w PRL-u?


OnetWiadomości

 

PAP

dzisiaj 01:10

Wiceszef MON dla „Rzeczpospolitej”: chcemy zwiększyć liczbę żołnierzy do 200 tysięcy

Zakładamy, że 130 tys. z nich to będą żołnierze zawodowi – mówi w dzisiejszym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Michał Dworczyk. I jak zaznaczył, by ten cel osiągnąć, konieczna jest reforma systemu szkolenia i naboru do wojska.

 

 Michał Dworczyk: powstrzymujemy proces demilitaryzacji, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach w PolsceFoto: Jakub Kamiński / PAPMichał Dworczyk: powstrzymujemy proces demilitaryzacji, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach w Polsce

Wiceminister na łamach gazety wskazał również, że docelowo MON chce, by w każdym powiecie były klasy wojskowe. – Budowa WOT (Wojska Obrony Terytorialnej), powstanie szkół z klasami mundurowymi oraz inne działania mające na celu odbudowę prestiżu wojska, powstrzymanie procesu demilitaryzacji, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich latach oraz odbudowa potencjału obronnego państwa – mówi w rozmowie z gazetą Dworczyk.

 

Zaznaczył też, że resort chce m.in. doprowadzić do tego, „aby absolwenci szkół, które mają piony certyfikowanych klas wojskowych, mieli dostęp do służby wojskowej, a jeśli wybiorą inną ścieżkę dalszej edukacji, mogli wziąć udział w dwutygodniowym szkoleniu poligonowym”.

Wiceminister pytany, czy prowadzone są na ten temat rozmowy z resortem edukacji, powiedział, że od września tego roku ruszy pilotażowy projekt, w którym weźmie udział ponad 50 szkół w całym kraju. Poinformował, że program skierowany będzie początkowo do wybranych placówek z klasami mundurowymi. – Na razie będzie on prowadzony na zasadzie eksperymentu pedagogicznego. Wszystkie przygotowania konsultujemy oczywiście z MEN. Zostało już stworzone minimum programowe dla tych klas, w dużym stopniu wzorowane na programie szkolenia Wojsk Obrony Terytorialnej – zaznaczył.

Uczniowie a przedmioty związane ze szkoleniem wojskowym

Dworczyk poinformował, że według wstępnych założeń szkoła taka przez dwa lata, a przyszłości po wprowadzeniu nowego typu szkół, w cyklu trzyletnim, będzie prowadziła zajęcia teoretyczne. – Godzinę lub dwie każdego tygodnia uczniowie takich klas poświęcą na naukę przedmiotów związanych ze szkoleniem wojskowym. Obowiązkowo każdego roku, na koniec zajęć szkolnych, organizowana będzie dla nich „zielona szkoła” mająca formę szkolenia poligonowego – powiedział.

Jak dodał, po zakończeniu nauki w szkole średniej uczeń będzie miał możliwość wyjazdu na dwutygodniowy obóz na poligonie. – Po nim złoży przysięgę, dostanie przydział mobilizacyjny oraz zostanie przeniesiony do rezerwy. Jeśli zechce wstąpić do wojska, będzie miał zagwarantowane pierwszeństwo w przyjęciu do służby – powiedział wiceminister.

Ukończenia takiej klasy – ujawnił – da też ich absolwentom dodatkowe punkty, jeśli będą chcieli podjąć studia wojskowe. Dworczyk poinformował również, że jeszcze w tym roku placówki biorące udział w projekcie dostaną na ten cel ok. miliona zł. – Te kwoty sukcesywnie będą zwiększane. Docelowo chcielibyśmy, aby w każdym powiecie działała nie tylko kompania WOT, ale również szkoła prowadząca certyfikowany pion klas wojskowych – wskazał.

 

 

 

Onet Wiadomości

Źródło: PAP

“Dobra zmiana” milczy w sprawie gloryfikowania ludobójców na Ukrainie


Wyborcza.pl

Środa26.04.2017

 

„Rok UPA” na Wołyniu. Posłowie Kukiz ’15 piszą do MSZ

Tomasz Nyczka

25 kwietnia 2017 | 20:16

Lider partii Swoboda Oleg Tiahnybok1 ZDJĘCIE

Lider partii Swoboda Oleg Tiahnybok (Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta)

 

Posłowie Kukiz’15 domagają się interwencji MSZ w sprawie obchodzonego na Wołyniu roku UPA. Z inicjatywą obchodów wyszła nacjonalistyczna ukraińska partia Swoboda.

Stosunek do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i jej formacji zbrojnej – Ukraińskiej Powstańczej Armii – od lat dzieli Polaków i Ukraińców. Dla zachodnich Ukraińców UPA to bohaterowie…

Biedna Gronkiewicz-Waltz z tuskowego towarzystwa


 

ZOBACZ oświadczenie majątkowe HGW. Dom, mieszkanie i miliony na koncie

ZOBACZ oświadczenie majątkowe HGW. Dom, mieszkanie i miliony na koncie - niezalezna.pl

foto: Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Hanna Gronkiewicz-Waltz opublikowała oświadczenie majątkowe. W ubiegłym roku zarobiła ponad 280 tys. zł. Na własność posiada dom oraz mieszkanie. Wrażenie robi jednak kwota zgromadzona na koncie prezydent Warszawy. To 3,2 mln zł oraz 643 tys. zł na funduszu inwestycyjnym.
Z oświadczenia majątkowego Hanny Gronkiewicz-Waltz opublikowanego w Biuletynie Informacji Publicznej wynika, że prezydent Warszawy jest milionerką. Na koncie posiada aktualnie 3 235 668 zł (ponad 350 tys. zł więcej niż rok wcześniej), 690 euro, 820 dolarów i 420 koron szwedzkich. Na funduszach inwestycyjnych zgromadziła 643 424 zł (20 tys. więcej niż rok temu).
HGW posiada na własność dwie nieruchomości: dom o powierzchni 200 mkw. – o wartości 1 100 000 zł oraz 78-metrowe mieszkanie o wartości 1 500 000 zł.
W 2016 roku pobierała dwie pensje:
* z Urzędu m.st. Warszawy: 159 365 zł;
* z Uniwersytetu Warszawskiego: 122 925 zł,
* łącznie: 284 065 zł.
Warto zaznaczyć, że oświadczenie dotyczy tylko prezydent Warszawy, nie ma w nim mowy o jej małżonku.
Zobacz oświadczenie majątkowe (kliknij w pierwszy obrazek, by pobrać całość):


Wyborcze obrabianie Mariny Le Pen przez stary układ tracący poparcie


 

GN 16/2017

Zamknij

gosc.pl Prawicowość bezobjawowa Marine Le Pen

Bartosz BartczakBartosz Bartczak

DODANE 25.04.2017 14:01 ZACHOWAJ NA PÓŹNIEJ

Marine Le Pen na wiecu Frontu Narodowegoblandinelc / CC 2.0

Kandydatka na Prezydenta Francji potrafiła ochrzcić dzieci w kościele tradycjonalistów, a rok później rozwieść się z ich ojcem.

Życie Marine Le Pen toczy się w cieniu Frontu Narodowego. Trzech jej partnerów życiowych (w tym dwóch mężów) pracowało dla tej partii. Z pierwszym z nich, szefem firmy pracującej dla Frontu, miała trójkę dzieci. Zostały one ochrzczone w kościele zajmowanym przez lefebrystów. Jednak dzieci nie zdążyły skończyć 2 lat, kiedy ich rodzice się rozwiedli. Marine poślubiła niedługo później byłego sekretarza partii, z którym rozwiodła się po czterech latach. Obecnie pozostaje w nieformalnym związku z wiceprezydentem partii.

Polityka od dzieciństwa wpływała na życie Marine Le Pen. Kiedy miała 8 lat, przeżyła atak bombowy na swój rodzinny dom. Kiedy miała 17 lat, jej matka odeszła z biografem jej ojca, przywódcy Frontu Narodowego. W wieku 18 lat dołączyła do Frontu Narodowego. W wieku 29 lat rozpoczęła prace w departamencie prawnym partii. Wtedy też została radną w regionie Nord-Pas-de-Calais. W wieku 35 lat została wiceprzewodniczącą Frontu, a w wieku 43 lat została jego przewodniczącą. Wtedy też rozpoczęła proces de-demonizacji partii.

W momencie powstania Frontu Narodowego znalazło się w nim wielu skrajnych polityków, w tym przeciwników dekolonizacji Algierii i ustroju republikańskiego. Przez wiele lat Front uważany był za ugrupowanie skrajne. Odklejenia tej łatki nie ułatwiały wypowiedzi jego wieloletniego lidera, Jean-Marie Le Pena, ojca Marine. Potrafił on nazwać komory gazowe szczegółem historii. Zmiany tego wizerunku podjęła się właśnie Marine Le Pen. W ramach tego procesu potrafiła wyrzucić ojca z partii. Front Narodowy pod jej rządami daleki jest jednak od tego, co rozumiemy w Polsce przez prawicowość

Marine Le Pen nie tylko nie sprzeciwia się aborcji, ale i nie zgadza się na zaprzestanie jej publicznego finansowania. Choć zapowiedziała likwidację tzw. małżeństw homoseksualnych, to obiecała zastąpić je związkami cywilnymi dla homoseksualistów. Nie zaangażowała się też w ruch sprzeciwiający się zmianom prawa regulującego małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Jednocześnie szefowa Frontu Narodowego bardzo mocno odwołuje się do idei laickości Francji. Sam Front, po wolnorynkowym zwrocie w latach 80-tych, pod wodzą Marine Le Pen zaczął głosić obronę francuskich zdobyczy socjalnych.

Tym, co ma łączyć Front Narodowy z prawicą, ma być nacjonalizm, antyislamizm i eurosceptycyzm. Tyle że akurat we Francji nacjonalizm nie musi mieć odcienia prawicowego, do idei narodowej odwoływali się np. francuscy jakobini. Eurosceptycyzm też nie musi być tylko prawicowy, przeciwnikami Unii potrafią być też przedstawiciele skrajnej lewicy. A antyislamizm głoszą często zwolennicy „małżeństw” homoseksualnych, jak Geert Wilders, czy państwowego laicyzmu, jak właśnie Marine Le Pen. A szacunek do takich prawicowych wartości jak konserwatyzm społeczny czy szacunek dla wolnego rynku wydaje się niezbyt bliski szefowej Frontu Narodowego.

| 1 |

Przyczyny katastrofy smoleńskiej nie mogą być kwestią wiary lecz udokumentowanych badań


WPROST

raj

WYDARZENIAKRAJ

Sondaż dla „Faktów”: 65 proc. badanych nie wierzy w zamach w Smoleńsku

Dodano: wczoraj 20:541 338

Podwozie Tu-154M na miejscu katastrofy (11 kwietnia 2010)

Podwozie Tu-154M na miejscu katastrofy (11 kwietnia 2010) / Źródło: Wikimedia Commons / By User:staszewski, PRS Team.net (Own work) [CC BY-SA 2.5]

Kantar Millward Brown SA przeprowadziło na zlecenie „Faktów” TVN i TVN24 sondaż, w którym 65 proc. badanych oceniło, że katastrofa nie była wynikiem zamachu.

W sondażu przeprowadzonym na zlecenie „Faktów” TVN i TVn24 zapytano „Czy uważa Pan/Pani, że katastrofa, do której doszło 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem, i w której zginęli prezydent Lech Kaczyński i 95 towarzyszących mu osób, była wynikiem zamachu?”

Na takie pytanie 65 proc. badanych udzieliło odpowiedzi przeczącej (40 proc. „zdecydowanie nie”, 25 proc. – „raczej nie”). Natomiast 18 proc. ankietowanych zgodziło się z teorią o zamachu (odpowiedzi „raczej tak” i „zdecydowanie tak” udzieliło po 9 proc. badanych). 17 proc. ankietowanych wybrało odpowiedź „nie wiem/trudno powiedzieć”. Sondaż zrealizowany przez Kantar Millward Brown SA przeprowadzono w dniach 24-25 kwietnia tego roku. W badaniu przeprowadzonym na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie telefonów stacjonarnych i komórkowych, wśród osób w wieku powyżej 18 lat, wzięło udział 1001 osób.

Autorzy materiału „Faktów”, opisujący najnowszy sondaż, przypominają badanie sprzed 2 lat, z kwietnia 2015 roku. Wówczas zadano ankietowanym takie samo pytanie. Wtedy 60 proc. badanych udzieliło odpowiedzi przeczącej, a 29 proc. twierdzącej. Odpowiedź „nie wiem/trudno powiedzieć” wybrało w kwietniu 2015 roku 11 proc. ankietowanych.

/ Źródło: TVN

Wolnoeuropejska Italia mafią stoi


Advertisement

 

SONDAŻ: ZDANIEM 47 PROC. WŁOSKICH UCZNIÓW MAFIA JEST SILNIEJSZA OD PAŃSTWA

ŚWIAT

1 godz. 42 minuty temu

47 procent włoskich uczniów uważa, że mafia jest silniejsza od państwa – wynika z najnowszego sondażu. Dwa lata temu takiego zdania była ponad połowa młodzieży (52 procent). Rezultaty wskazują też na brak zaufania młodych Włochów do polityków.

Zdj. ilustracyjne /AFP

Zdj. ilustracyjne /AFP

Już po raz dziesiąty sondaż wśród kilku tysięcy uczniów na temat ich stosunku do mafii przeprowadził ośrodek studiów imienia Pio La Torre, polityka i działacza związkowego, zamordowanego przez sycylijską cosa nostra w 1982 roku.

 

13 procent uczniów sądzi, że to państwo jest silniejsze od mafii. Mniej niż jedna trzecia (30 procent) twierdzi, że mafię można definitywnie pokonać. Zauważa się, że z mniejszym pesymizmem na szanse pokonania mafii patrzą mieszkańcy południa kraju, gdzie znajdują się kolebki jej gangów.

W analizie wyników ankiety, rozpisanej w ramach realizacji programu edukacyjnego, którego celem jest kształtowanie postaw sprzeciwu wobec mafii, odnotowano też, że 90 procent młodzieży szkolnej odrzuca i potępia przestępczość zorganizowaną. Jednocześnie młodzi Włosi podkreślają, że siła mafii polega na tym, że przenika do instytucji państwa i do polityki.

80 procent uczniów szkół średnich przyznało, że nie ma zaufania do klasy politycznej, w tym także do lokalnych polityków.

„Nie ma znaczącej różnicy między młodzieżą z centrum i północy a tą z południa Włoch, jeśli chodzi o ocenę korupcji wśród lokalnych działaczy politycznych” – powiedział prezes ośrodka Pio La Torre, Vito Lo Monaco.

Jak zauważył, większość uczniów deklaruje, że nie zwróci się o pomoc w znalezieniu pracy ani do mafiosa, ani do polityka.

W ocenie szefa ośrodka wyniki sondażu są zarówno niepokojące, jak i zachęcające. Jego zdaniem otuchy dodaje fakt, że 83 procent uczniów ma zaufanie do nauczycieli. Na kolejnych miejscach grup zawodowych, którym ufają młodzi Włosi, są sędziowie, funkcjonariusze sił porządkowych, dziennikarze i związkowcy.

Z Rzymu Sylwia Wysocka

PAP

W glorii prawa uszkodzili drugą limuzynę Prezydenta


 

Oni naprawdę to zrobili. Uszkodzili limuzynę prezydenta wartą 2 mln zł podczas śledztwa w sprawie pękniętej opony

PODZIEL SIĘ [2672] TWEETNIJ SKOMENTUJ [18]

Prezydencką limuzynę BMW uszkodzono podczas eksperymentu związanego ze śledztwem ws. pękniętej opony w aucie wiozącym Andrzeja Dudę w marcu 2016 roku.

Prezydencką limuzynę BMW uszkodzono podczas eksperymentu związanego ze śledztwem ws. pękniętej opony w aucie wiozącym Andrzeja Dudę w marcu 2016 roku. •Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Opinia publiczna wciąż żyje tym, iż poprzednicy „dobrej zmiany” jadali warte kilkaset złotych obiady w restauracjach typu „Sowa & Przyjaciele” (i często płacili za nie z własnej kieszeni), a tymczasem bez większych emocji przechodzi znacznie bardziej spektakularna rozrzutność obecnej władzy. Na przykład ujawnione we wtorek informacje, z których wynika, że wykonując eksperyment zlecony przez prokuraturę, BOR uszkodził kolejną wartą miliony złotych limuzynę.

Pierwszy o tej sprawie doniósł „Super Express”. Z ustaleń tabloidu wynika, że nowa, sprawna i warta ok. 2 mln zł limuzyna marki BMW 7 High Security została uszkodzona podczas eksperymentu, który wykonano w związku ze śledztwem w sprawie pęknięcia w marcu 2016 roku opony w identycznym aucie wiozącym wówczas prezydenta Andrzeja Dudę. Śledczy chcieli sprawdzić wytrzymałość nowych opon w prezydenckim BMW i porównać zdobyte dane z tymi, które zgromadzono na temat ogumienia założonego do limuzyna głowy państwa przed rokiem.

Obserwuj

Sławek Neumann @SlawekNeumann

Co jest z nimi nie tak?! Czy władza uparła się, że rozbije wszystkie NIEMIECKIE rządowe samochody?
http://wiadomosci.wp.pl/nowa-limuzyna-andrzeja-dudy-uszkodzona-to-wynik-nieudanego-eksperymentu-6115737231623809a …

11:50 – 25 Apr 2017

Photo published for Nowa limuzyna Andrzeja Dudy uszkodzona. To wynik nieudanego eksperymentu

Nowa limuzyna Andrzeja Dudy uszkodzona. To wynik nieudanego eksperymentu

W ramach śledztwa po tym, jak prezydencka limuzyna wypadła z drogi, prokuratura postanowiła sprawdzić wytrzymałość opon. Do tego celu wzięli nowe bmw, które uszkodzili na nawierzchni lotniska.

wiadomosci.wp.pl

  • 4848 podanych dalej

  • 120120 polubień

  • Jak ujawnili informatorzy tabloidu, zniszczeniu uległy jednak nie tylko testowane opony, ale i zawieszenie horrendalnie drogiego auta. Nowa i sprawna limuzyna musiał trafić do serwisu. Powodem takiego finału przeprowadzanego przez BOR eksperymentu mogło być miejsce, w którym go dokonano. Choć zdarzenie z udziałem prezydenta Dudy miało miejsce na autostradzie A4, testy ogumienia przeprowadzono na płycie jednego z lotnisk, którego nawierzchnia miała pozostawiać wiele do życzenia.

    Bagatelizowanie kosztów w dochodzeniu do prawdy o incydencie z udziałem Andrzeja Dudy nie powinno jednak dziwić. Jak informowaliśmy w naTemat, prawica szybko zaczęła domagać się, by ze śledztwa w sprawie pękniętej opony uczynić najważniejsze zadanie prokuratury obok ponownego „wyjaśnienia” katastrofy smoleńskiej. „Należy przyjąć, że próbowano zabić prezydenta. Być może śledztwo to wykluczy, ale poważne państwo nie może przyjąć na wyjściu innej optyki” – wzywał sympatyzujący z Prawem i Sprawiedliwością portal braci Karnowskich.

     

    źródło: „Super Express”

    Ivanka Trump pokazuje cieciom jak się robi polityczną karierę


    Ivanka Trump w Berlinie zaliczyła serię wpadek. „Dla kobiet biznesu jest niewiarygodna”

     

    Ivanka Trump w Berlinie

    12ZOBACZ ZDJĘCIA

    Ivanka Trump w Berlinie AFP

    Sylwia NowosińskaSylwia NowosińskaSylwia Nowosińska, dziennikarka Fakt24.pl

     

    Wizyta Ivanki Trump na forum ekonomicznym kobiet W20 w Berlinie jest szeroko komentowana przez niemieckie media. Córka prezydenta USA przyjechała do stolicy Niemiec zbyt lekko ubrana, a podczas przemówienia była wyraźnie zdenerwowana i tłumaczyła, że dopiero się uczy. – Choć Ivanka poruszała się po Berlinie z policyjną obstawą godną sekretarza stanu, to jej wizyta nie ma oficjalnie dyplomatycznego charakteru – zwraca uwagę dr Janusz Sibora, ekspert ds. protokołu dyplomatycznego.

    Ivanka Trump stała się główną gwiazdą Forum Ekonomicznego W20 w Berlinie, którego tematem jest rola kobiet w przedsiębiorczości. Pierwsza wizyta córki prezydenta USA w roli prezydenckiej doradczyni rozpoczęła się niefortunnie. Ledwo Ivanka zdążyła wyjść z samolotu, a już zaliczyła pierwszą wpadkę. Najstarsza córka prezydenta USA przyjechała do stolicy Niemiec w cienkim czarnym topie z odsłoniętymi ramionami, nie mając pojęcia, że w mieście jest zimno. Nie lepiej było podczas wystąpienia. Eksperci wytknęli jej, że wyglądała na wyraźnie zdenerwowaną, a nawet wystraszoną. – W czasie wystąpienia córka Donalda Trumpa starała się grać skromną pensjonarkę. Skromnie powtarzała, że dopiero się uczy – podkreśla dr Janusz Sibora, ekspert ds. protokołu dyplomatycznego dla Fakt24.pl. Kiedy podczas przemówienia Ivanka próbowała pochwalić postawę swojego ojca, który „umożliwia amerykańskim rodzinom rozwój” na sali dało się słyszeć buczenie.

     

    Zdaniem komentatorów spotkanie z Ivanką to sposób Angeli Merkel na ocieplenie relacji z Donaldem Trumpem. – Ta wizyta nie ma oficjalnie dyplomatycznego charakteru, jednak nadano jej bardzo wysoką rangę. Mimo to nie do końca wiadomo, kto tak naprawdę zaprosił do Berlina Ivankę Trump. Zastępca rzecznika prasowego niemieckiego rządu stwierdził, że, że jej pojawienie się było inicjatywą Stowarzyszenia Niemieckich Przedsiębiorczyń, a nie Angeli Merkel. Niewykluczone jednak, że ktoś z rządu zwrócił się do tej organizacji, aby takie zaproszenie zostało wystosowane – zwraca uwagę ekspert ds. protokołu dyplomatycznego, prof. Janusz Sibora w rozmowie z Fakt24.pl. Ivanka Trump po przyjeździe do Berlina złożyła wizytę w ambasadzie, spotkała się z Angelą Merkel i wzięła udział w dyskusji podczas szczytu. W planie ma m.in. złożenie kwiatów pod pomnikiem ofiar Holocaustu w Berlinie. 

    Jak podkreśla ekspert, media niemieckie nadały pierwszoplanowe znaczenie wizycie dziedziczki fortuny Trumpa. Inne uczestniczki spotkania mogły być niezadowolone z tego, że z powodu córki prezydenta USA zostały usunięte w cień. Niemieccy dziennikarze nie zwracają tak dużej uwagi na obecność królowej Niderlandów Maximy, czy szefowej Międzynarodowego Funduszy Walutowego Christine Lagarde. Skupiają się niemal wyłącznie na zachowaniu Ivanki. –Obecność w takim gronie to wielki sukces, pada jednak pytanie kogo Ivanka Trump reprezentuje tak naprawdę i czy ona zasługuje na to miejsce. Także media niemieckie stawiają to pytanie – dodaje dr Janusz Sibora w rozmowie z Fakt24.pl.

    Ivanka to nie najlepszy wzór dla kobiet biznesu?

    Zdaniem dr. Janusza Sibory, córka prezydenta może nie być najlepszym wzorem na przedsiębiorczyń, które latami ciężko pracowały na swój sukces. Podkreśla on, że córka Trumpa pokazuje jedynie, jak przejść ze świata biznesu do świata wielkiej polityki. – Wizyta Ivanki i ranga, jaka została jej nadana może zostać źle przyjęta przez kobiety, które przez dziesięciolecia tworzą własne firmy i walczą o pozycję na rynku biznesowym nie mając takich ułatwień, jakie miała córka miliardera i prezydenta USA – podkreśla dr Janusz Sibora. Jego zdaniem feminizm w wydaniu Ivanki Trump, której kariera biznesowa została ułatwiona przez osiągnięcia ojca, jest po prostu niewiarygodny i przez wiele osób może być odebrany wyłącznie jako odmiana strategii marketingowej.

    Tego nie wiedziałeś o Donaldzie Trumpie

    Zobacz także:

    Merkel na biało, Szydło na żółto. Ekspert od wizerunku wyjaśnia, co się za tym kryje

    Wicepremier wziął żonę w delegację

    Sylwia Nowosińska

    Ślimaczenie się amerykańskiej koalicji pod Mosulem


     

    WP OPINIE

     

    OPRAC. ANNA KOZIŃSKA

    1h temu

    Bitwa o Mosul. Przebrali się za policjantów i zabili co najmniej 15 osób

    Doszło do egzekucji co najmniej 15 osób. Ofiary dały się nabrać oszustom przebranym za policjantów, którzy okazali się bojownikami tzw. Państwa Islamskiego (IS).

     

    isis

    isis (PAP, Fot: Balkis Press)

    Jak podały irackie media, we wtorek w Mosulu zginęło co najmniej 15 cywili. Myśleli, że mają do czynienia z policjantami, którzy ich uratują. Byli to jednak dżihadyści, którzy „strzelali do witających ich z radością kobiet i dzieci”.

    Do sektorów Starego Miasta bojwnicy IS wkroczyli już w poniedziałek.

     

    Irak: w nalocie na Mosul zginął minister wojny ISIS

    • Banda terrorystów z Daesz popełniła wczoraj straszną zbrodnię w jednym z rejonów Starego Mosulu – napisano we wtorkowym komunikacie dowództwa operacyjnego.
    Bilans tragedii

    Liczbę ofiar podał w rozmowie z agencją AFP Hosamedin al-Abbar, członek rady muhafazy (prowincji) Niniwa, której Mosul jest stolicą. – Członkowie Daesz, spośród których kilku miało na sobie mundury policji federalnej, wkroczyli do Al-Maidan na Starym Mieście. Poruszali się w czarnych samochodach i zachowywali jak wyzwoliciele. Ludzie przyjmowali ich z radością, ale oni zatrzymali niektórych z nich i zabili co najmniej 15 osób – mówił.

     

    Coraz więcej ofiar cywilnych bitwy o Mosul. To efekt Trumpa?

    Ostatni bastion

    Przypomnijmy, że od 19 lutego trwa kontrofensywa sił irackich na kontrolowany nadal przez IS zachodni Mosul. Wschodnia częśc została wyzwolona w styczniu. Mosul to ostatni bastion miejski IS w Iraku.

    17 października 2016 r. siły irackie, wspierane przez koalicję międzynarodową, rozpoczęły szeroko zakrojoną ofensywę na Mosul. W czerwcu 2014 r. miasto zostało zdobyte przez IS.

     

    Źródło: PAP

    WP Wiadomośc

    Cudowna mowa Pana Prezydenta w biednym Meksyku pod bokiem bajecznie bogatego Imperium


     

    WP OPINIE

     

    Zamieszczone na stronach internetowych portalu WP.PL materiały sygnowane skrótem "PAP" stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazami danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie, chronionych przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez WP.PL na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

    MEKSYK

    +4

    OPRAC. MICHAŁ KUREK

    7h temu

    Duda: Polska chce świata bezpiecznego świata

    Polska chce świata zbudowanego na współpracy i bezpieczeństwie; jestem przekonany, że Meksyk jest dla nas ważnym partnerem w dziele budowy takiego świata – powiedział prezydent Andrzej Duda we wtorek w Mieście Meksyk na uroczystej sesji meksykańskiego Senatu.

     

    Duda: Polska chce świata bezpiecznego świata

    (PAP, Fot: Radek Pietruszka)

    • Polska chce świata zbudowanego na współpracy i bezpieczeństwie; jestem przekonany, że Meksyk jest dla nas ważnym partnerem w dziele budowy takiego świata – powiedział prezydent Andrzej Duda we wtorek w Mieście Meksyk na uroczystej sesji meksykańskiego Senatu.

    Polskiego prezydenta przywitał przewodniczący meksykańskiego Senatu Pablo Escudero Morales. Następnie Duda spotkał się z prezydium tej izby. Wystąpienie podczas uroczystej sesji w meksykańskim Senacie kończy trzydniową wizytę pary prezydenckiej w Meksyku.

    Polski prezydent mówił, że w systemie międzynarodowym zachodzą dynamiczne historyczne zmiany. – Na naszych oczach formuje się nowy geopolityczny podział. Eksperci zajmujący się stosunkami międzynarodowymi mówią o możliwości odtworzenia się stref wpływów wielkich mocarstw. Polska nie jest rzecznikiem takiego świata – zaznaczył.

    Podkreślił, że Polska chce świata zbudowanego na współpracy i bezpieczeństwie, w oparciu o prawo międzynarodowe, wolność narodów i równość państw. – Wierzę i jestem przekonany, że Meksyk jest dla nas ważnym partnerem właśnie w dziele budowy takiego świata – dodał.

    Duda mówił, że wielką odpowiedzialnością przywódców współczesnego świata jest to, by nie doprowadzać do nowych podziałów, ale by budować wspólnotę opartą na wzajemnym szacunku. – Dlatego polska polityka międzynarodowa stara się realizować, chronić i promować właśnie te trzy wartości: solidarność, wspólnotę oraz pokój poprzez prawo, przez prawo międzynarodowe – powiedział.

    Polski prezydent zaznaczył, że solidarność zakłada rozwój pojmowany w imię dobrobytu wszystkich grup społecznych oraz narodów, a nie wyłącznie tych najsilniejszych i tych najbardziej wpływowych.

     

     

    • Na poziomie krajowej polityki gospodarczej chodzi o podejmowanie takich działań, które będą służyć zabezpieczeniu interesu kraju w momentach kryzysowych – dodał. Według prezydenta krach finansowy z 2008 roku pokazał po raz kolejny, że pieniądze mają narodowość, a brak odpowiedniego nadzoru ze strony instytucji państwowych oraz ponadnarodowych prowadzi do nadużyć, których ofiarami są najbiedniejsi.

    Zaznaczył, że w dobie globalizacji, poszukiwanie nowych rynków zbytu poza granicami własnego kraju czy kontynentu jest niezbędne, aby zapewnić rozwój gospodarczy i technologiczny. Ale konkurencja – dodał – musi mieć charakter zdrowej, uczciwej rywalizacji. – Tylko w takim przypadku jest szansa, że przyczyni się ona do powstania produktów lepszej jakości oraz opracowania nowych, innowacyjnych rozwiązań. Innymi słowy, że przyniesie w efekcie obopólne korzyści – zaznaczył Duda.

    • Jesteśmy gotowi do tak pojmowanej solidarnej współpracy – zadeklarował.

    Prezydent powiedział, że Europa oraz Unia Europejska są dla Polski naturalnym środowiskiem politycznym i gospodarczym. – Dlatego Polska konsekwentnie opowiada się za europejską jednością i sprzeciwia się tworzeniu podziałów i hierarchii państw – podkreślił. Zaznaczył, że Europa będzie tylko wtedy silna, gdy będzie oparta na czterech jednościach: jedności instytucji integracji europejskiej, jedności prawa wspólnotowego, jedności europejskiego rynku oraz jedności budżetu w zakresie wspólnej polityki. – W ramach tych jedności, obywatele Unii powinni mieć prawo do równego korzystania z europejskich swobód. Kto dzieli Europę, ten osłabia Europę. Kto dzieli świat zachodu, ten go osłabia – powiedział.

    Prezydent podziękował władzom Meksyku za wsparcie polskiej kandydatury na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ na lata 2018-2019.

    Polub WP Wiadomości

    Lewicki: Korea to nie Irak


    Konserwatyzm

    KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

     

    Lewicki: Korea to nie Irak

    0

    BY ADAMWIELOMSKI ON 18 KWIETNIA 2017PUBLICYSTYKA

    Kilka dni temu prezydent Trump oświadczył, że „Korea Płn. stała się problemem, którym musimy się zająć”. Powiedział także, że liczy w tym zakresie na współpracę Chin. A jeśli Chiny nie zechcą współpracować to jest gotów załatwić to sam.

    W celu „załatwienia problemu” strona amerykańska rozpoczęła wielką akcję polityczną, propagandową i militarną, mającą na celu zastraszenie władz w Pjongjangu. Elementem tej akcji był też pokaz w postaci detonacji bomby o wielkiej sile w Afganistanie (MOAB, Mother of All Bombs). Jednocześnie nakręcano napięcie w mediach generując przecieki o możliwym ataku w ciągu najbliższej doby. Była to doba, podczas której w Korei Północnej obchodzona miała być 105. rocznica urodzin Kim Ir Sena. Chodziło zapewne o przestraszenie Kim Dzong Una tak, aby obchody odwołał, a przynajmniej osobiście nie brał w nich udziału ze względu na obawy przed amerykańskim atakiem.

    Gdyby tak się stało byłoby to propagandowe i psychologiczne zwycięstwo Trumpa i mógłby on wtedy wzmocnić naciski. Tak się nie stało: Kim wziął udział w uroczystościach i przyjął paradę wojskową. Na dodatek pokazano tam, chyba osiem rodzajów rakiet balistycznych, jakimi dysponuje koreańska armia. Od rakiet taktycznych krótkiego zasięgu po międzykontynentalne. Zademonstrowano także, po raz pierwszy, pociski balistyczne Pukkuksong-2, przeznaczone do wystrzeliwania z okrętów podwodnych. Tym samym Kim pokazał, że się nie boi, że ma czym odpowiedzieć na atak za strony USA i że odpowiedź ta może być miażdżąca, albowiem dysponuje on rozlicznymi środkami przenoszenia głowić jądrowych o różnym zasięgu.

    Wygląda na to, że USA nie są w stanie zneutralizować siły militarnej koreańskiego dyktatora przy pomocy środków konwencjonalnych. Pamiętajmy, że Saddam Husajn, dyktator Iraku, dysponował, swego czasu, tylko starymi rakietami średniego zasięgu typu Scud z głowicami konwencjonalnymi, a był w stanie skutecznie nimi zaatakować Izrael i Arabię Saudyjską pomimo tego, że walczył jednocześnie z półmilionową armią USA i jej sojuszników.

    Korea posiada rakiety o wiele bardziej zaawansowane, o dużym zasięgu i co najważniejsze ma głowice jądrowe. To jest zupełnie inny poziom zagrożenia. Trump chciał na początku, zastraszyć Kima, zdobyć przewagę psychologiczną, i to się nie udało. Jeffrey Lewis omawiając w „Foreign Policy” koreańską strategię, napisał, że opiera się ona na zmasowanym ataku bronią jądrową na początku wojny. I taki atak może stać się rzeczywistością zanim Trump zdąży napisać o tym tweeta. Obecny stan meczu Kim – Trump, 1:0 dla Kima.

    Stanisław Lewicki

    Okręty Chin i Rosji dopilnują „Armady" Trumpa


     

    18:06 25 KWIECIEŃ 2017

     

    Amerykański lotniskoweic Carl Vinson na Morzu Południowochińskim

    Okręty Chin i Rosji dopilnują „Armady” Trumpa

    © REUTERS/ Matt Brown

    ŚWIATOWA PRASA

    14:54 17.04.2017Krótki link

    Daily Telegraph

    2877521547

    Pekin i Moskwa wysłały swoje okręty wywiadowcze w stronę Półwyspu Koreańskiego – pisze The Daily Telegraph, powołując się na japońskie media. Według informacji gazety, okręty będą miały za zadanie „śledzenie” aktywności amerykańskiej grupy marynarki wojennej na czele z lotniskowcem „Carl Vinson”.

    Amerykański okręt podwodny typu Ohio przeznaczony do przenoszenia pocisków balistycznych

    © AP PHOTO/ LT. REBECCA REBARICH

    USA wysłały w kierunku KRLD okręt podwodny z 154 tomahawkami

    Chiny i Rosja wysłały swoje okręty wywiadowcze, żeby śledzić amerykański lotniskowiec, który kieruje się ku wybrzeżom Korei Północnej. Taką informację podaje The Daily Teleraph, powołując się na wpływowe japońskie media.

    Jak zauważa brytyjska gazeta, Pekin poprosił wczoraj Moskwę o pomoc w rozwiązaniu kryzysu na Półwyspie Koreańskim. Państwo Środka jest coraz mocniej zaniepokojone tym, że amerykański prezydent Donald Trump może rozpętać wojnę z KRLD z powodu „ambicji atomowych” Kim Dzong Una.

    Parada wojskowa z okazji 105. rocznicy urodzin Kim Ir Sena w Pjongjangu

    © REUTERS/ DAMIR SAGOLJ

    KRLD tworzy „specjalne wojska taktyczne”

    Waszyngton skierował do regionu grupę marynarki wojennej na czele z lotniskowcem „Carl Vinson”, co, zdaniem ekspertów, powinno posłużyć jako sygnał dla władz KRLD. W swoim wpisie na Twitterze Trump nazwał te siły „Armadą” i dodał, że wysłane w kierunku półwyspu okręt podwodne „są znacznie silniejsze niż lotniskowiec”.

    Tymczasem, podkreśla autor artykuły, niektórzy operatorzy turystyczni w Chinach przerwali organizację wyjazdów do Korei Północnej, która cieszy się popularnością wśród chińskich turystów. Państwowe linie lotnicze Air China wstrzymały też połączenia do Pjongjangu z powodu ograniczenia ilości pasażerów.

    Kim Dzong Un

    © AFP 2017/ ED JONES

    KRLD chce współpracować z Rosją

    Według słów amerykańskich władz, niedzielna próba rakietowa Korei Północnej zakończyła się niepowodzeniem. Mimo tak „oczywistego fiaska” Pjongjangu, azjatyccy eksperci uważają, że Trump nie ma zbyt dużego pola manewrów w regionie, mając na uwadze siły powstrzymywania, którymi dysponuje reżim Kim Dzong Una,

    Ekspert w zakresie wojskowości Tajwańskiego Uniwersytetu Państwowego Arthur Ding uważa, że Korea Północna wykorzystała sobotnią defiladę wojskową do zademonstrowania światu, że „nic nie jest w stanie cofnąć jej programu konstrukcji bomb i rakiet, dlatego że tak jak Indie i Pakistan KRLD jest de facto mocarstwem nuklearnym”.

    Netanjahu spoliczkował Niemcy


    Advertisement

    INTERIA.PLFakty

    IZRAEL: NETANJAHU ODWOŁAŁ SPOTKANIE Z SZEFEM MSZ NIEMIEC

    ŚWIAT

    1 godz. 57 minut temu

    Szef izraelskiego rządu Benjamin Netanjahu odwołał zapowiedziane na wtorek w Jerozolimie spotkanie z ministrem spraw zagranicznych Niemiec Sigmarem Gabrielem – podała agencja dpa. Powodem jest udział Gabriela w dyskusji z izraelskimi organizacjami pozarządowymi krytycznymi wobec gabinetu Netanjahu.

    Premier Izraela Benjamin Netanjahu /AFP

    Premier Izraela Benjamin Netanjahu /AFP

    „Spotkanie zostało odwołane” – potwierdził rzecznik Netanjahu.

    Netanjahu sygnalizował wcześniej, że nie aprobuje spotkania niemieckiego ministra z organizacjami krytycznymi wobec polityki rządu izraelskiego.

    W spotkaniu zaplanowanym na godziny popołudniowe w Jerozolimie miały uczestniczyć między innymi grupy obywatelskie Breaking the Silence i Betselem, krytykujące politykę budowania izraelskich osiedli.

    Niemcy postępują tak od lat

    W wywiadzie dla telewizji ZDF we wtorek rano Gabriel zapowiedział, że pomimo zastrzeżeń ze strony Netanjahu nie zrezygnuje ze spotkania z NGO. „Byłoby mi bardzo przykro, (gdyby premier odwołał spotkanie). Nie mogę sobie tego wyobrazić” – mówił szef niemieckiej dyplomacji.

    „To całkowicie normalne, że podczas wizyt zagranicznych rozmawiamy też z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego. Postępujemy tak od wielu lat w wielu krajach” – zaznaczył. Jak dodał, w Niemczech taka sytuacja podczas wizyty premiera Izraela byłaby „nie do pomyślenia”.

    Szef MSZ: To nie katastrofa

    Gabriel zaznaczył, że ewentualnego odwołania spotkania nie potraktuje jak katastrofy. „To nie zmieni mojego stosunku do Izraela, mam tutaj wielu przyjaciół. Byłoby to jednak smutne” – wyjaśnił.

    Gabriel przebywa od poniedziałku z pierwszą w roli szefa MSZ wizytą w Izraelu. Polityk niemieckiej SPD podkreślił w rozmowie z ZDF znaczenie podróży do Izraela, także z przyczyn osobistych. Ojciec polityka do śmierci negował niemieckie zbrodnie i istnienie niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz.

    Agencja dpa pisze, że relacje izraelsko-niemieckie znajdują się w kryzysie. Niemiecki rząd ostro skrytykował uchwaloną w lutym ustawę legalizującą budowę 4 000 mieszkań na ziemiach należących do Palestyńczyków. Zaplanowane na maj konsultacje międzyrządowe zostały przełożone na termin późniejszy.

    PAP

    Syn Bolka zwinął świeczkę zapachową.Takie to elity nam zafundowano


    WP Wiadomości  

     

    wp

     

    JAKUB KŁOSZEWSKI

    7h temu

    Kolejne kłopoty Wałęsów. Syn byłego prezydenta oskarżony o kradzież świeczki zapachowej

    45-letni syn byłego prezydenta, Sławomir Wałęsa został oskarżony o kradzież świeczki zapachowej. Do winy jednak się nie przyznaje.

     

    Kolejne kłopoty Wałęsów. Syn byłego prezydenta oskarżony o kradzież świeczki zapachowej

    (Agencja Gazeta)

    Sprawę opisuje „Super Express”. Do incydentu miało dojść w jednym z toruńskich supermarketów w minioną niedzielę. Około godz. 19.30 ochrona sklepu wezwała policję w sprawie kradzieży.

    • Potwierdzam, że zatrzymany przez ochronę to Sławomir W. – powiedziała w rozmowie z tabloidem podinsp. Wioletta Dąbrowska, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Toruniu.

    wp

    Syn byłego prezydenta przekonuje, że to nieporozumienie. Mieszka około 100 metrów od sklepu. Świeczkę znalezioną w kieszeni miał kupić dwa dni wcześniej.

    Wersja Wałęsy
    • Do sklepu poszedłem po piwo. Zostałem zatrzymany przez ochroniarza i zaprowadzony do kantorka. Tam chciał mnie przeszukać. Powiedziałem, że to może zrobić tylko policja, więc wezwał patrol – tłumaczy. Sławomir Wałęsa dodaje, że wszystko musi być zarejestrowane na monitoringu.
    Syn Wałęsy

    Urodzony w 1972 roku Sławomir Wałęsa to drugi z ósemki dzieci byłego prezydenta. Najbardziej z potomstwa fizycznie przypomina ojca. Od wielu lat walczy z nałogiem alkoholowym. Mieszka w Toruniu.

    Źródło: SE.pl

    Polub WP

    Moody’s podnosi prognozy dla polskiej gospodarki


    WP Money

  • Moody’s podnosi prognozy dla polskiej gospodarki

    FOT. JACEK DOMINSKI/REPORTER

    Kolejna agencja ratingowa podwyższyła prognozę wzrostu gospodarczego Polski. Według Moody’s ma wynieść w przyszłym roku 3,1 proc. To sygnał, że zbliżająca się aktualizacja ratingu wiarygodności naszego kraju powinna być pozytywna.

    Dynamika PKB Polski w 2018 roku ma wynieść 3,1 proc. wobec wcześniej szacowanych 2,8 proc. – wynika z raportu Moody’s opublikowanego we wtorek. Agencja ratingowa prognozuje też, że deficyt sektora finansów publicznych w tym i przyszłym roku wyniesie dokładnie 3 proc. To również bardziej optymistyczne dane.

    Agencja wskazuje, że lepsze perspektywy są wynikiem ciągłej pozytywnej poprawy na rynku pracy oraz mocniejszego popytu zewnętrznego.

    „Oprócz mocniejszej konsumpcji prywatnej, pobudzonej przez poprawę na rynku pracy, oczekujemy, że inwestycje w 2017 roku nabiorą tempa z uwagi na wyższe wykorzystanie środków unijnych. Szacujemy, że napływ środków UE netto wyniesie 6,9 mld euro (1,5 proc. PKB)” – napisano w raporcie.

    Moody’s spodziewa się, że deficyt wzrośnie w porównaniu do 2016 roku z uwagi na całoroczny wpływ programu 500+ oraz obniżenie wieku emerytalnego. Utrzymać go w ryzach ma jednak wyższy wzrost gospodarczy, przełożenie o co najmniej 2 lata obniżki stawki VAT oraz mocne zobowiązanie polskich władz do utrzymania deficytu poniżej kryterium z Maastricht.

    Prognozy dla Polski zakładają również, że blisko celu NBP będzie inflacja. Na koniec 2017 roku ma wynieść 2 proc. i stopniowo rosnąć w 2018 roku.

    Podwyższenie prognoz gospodarczych dla naszego kraju może sugerować, że zaplanowany na 12 maja przegląd ratingu Polski będzie pozytywny. To znaczy, że nie dojdzie do obniżki oceny ani jej perspektywy.

    Tak właśnie zakończyła się aktualizacja ratingu Polski przez Standard & Poor’s. Agencja w piątek 21 kwietnia utrzymała dotychczasową ocenę wiarygodności kredytowej Polski na poziomie „BBB+”. Perspektywa dla kolejnych ocen pozostała „stabilna”. To ósmy od góry poziom ratingu w skali S&P, podczas gdy Moody’s daje nam szósty, a Fitch siódmy.

    WP money

  • rating, pkb, polska gospodarka, prognozy moodys

    PAP

  • PiS nie musi i nie powinien wyróżniać ludzi totalnie wrogiej opozycji


     

    dzisiaj 16:22

    Polak wygrał konkurs na ważne stanowisko w NATO. MSZ blokuje nominację

    Edyta Żemła

    Dziennikarka Onetu

    Tomasz Chłoń wygrał konkurs na dyrektora Biura Informacyjnego NATO w Moskwie – dowiedział się Onet. Problem w tym, że polski MSZ nie chce udzielić mu akredytacji. – Kolejny przykład fatalnej polityki kadrowej, która może skutkować osłabieniem naszej pozycji w NATO – uważa gen. Stanisław Koziej, były szef BBN.

     

    Tomasz Chłoń (z lewej) odbierający nominację na ambasadora Słowacji (2013 r.)Foto: Leszek Szymański / PAPTomasz Chłoń (z lewej) odbierający nominację na ambasadora Słowacji (2013 r.)

    • Tomasz Chłoń to doświadczony dyplomata. Wiele lat spędził w strukturach NATO
    • Wygrał konkurs na stanowisko dyrektora Biura Informacyjnego NATO w Moskwie. MSZ twierdzi, że startował bez wiedzy i zgody kierownictwa resortu
    • Przed świętami z MSZ zdjęło ze stanowisk dyrektora i dwójkę wicedyrektorów departamentu polityki bezpieczeństwa, nadzorującego NATO. Nieoficjalny powód? „Zakulisowe działania w sprawie Chłonia i oszukiwanie kierownictwa”
    • Zemke: – To stanowisko z konkursu i jeśli teraz nie obejmie go Polak, wejdzie tam przedstawiciel innego państwa. Z punktu widzenia Polski, to bardzo ważna placówka

    Tomasz Chłoń to doświadczony dyplomata. Karierę rozpoczął w 1987 roku. Kierował m.in. wydziałem w Departamencie Polityki Bezpieczeństwa MSZ. Wiele lat spędził też w strukturach NATO. Do 2003 roku pracował w Stałym Przedstawicielstwie RP w NATO oraz Reprezentował Polskę w Komitecie Politycznym Sojuszu. Był jednym z negocjatorów porozumienia powołującego Radę NATO–Rosja.

    Następnie kierował wydziałem w Departamencie Polityki Bezpieczeństwa MSZ. Do 2013 roku kierował sekretariatem ministra w MSZ. Był też polskim ambasadorem w Estonii i na Słowacji.

    Trafił do zamrażarki kadrowej

    Wiosną 2015 roku został pełnomocnikiem rządu ds. przygotowań szczytu NATO w Warszawie. Nie zdążył dokończyć pracy. Na początku 2016 roku został odwołany z tego stanowiska. – Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski nie miał do niego zaufania. Powodów było kilka. Zarzucano mu pracę w PRL, choć przecież karierę robił już w wolnej Polsce. Ponadto, nowi szefowie MSZ uważali, że był zbyt blisko związany z poprzednią ekipą i to chyba przesądziło sprawę – mówi jeden z dyplomatów.

    Chłoń trafił więc do dyspozycji kadrowej MSZ. Kiedy zwolniło się stanowisko dyrektora Biura Informacyjnego NATO w Moskwie, został rozpisany konkurs. Chłoń wziął w nim udział. Przeszedł przez wieloetapowe, skomplikowane sito testów i wygrał rywalizację. NATO zaakceptowało jego kandydaturę i dziś czeka już tylko na akredytację polskiego MSZ w Rosji. Z tym jednak może być problem.

    Czego boi się Antoni Macierewicz?

      Zobacz więcej

      „Pan Tomasz Chłoń, przebywający obecnie na urlopie pracownik MSZ, startował w konkursie na stanowisko dyrektora Biura Informacyjnego NATO w Moskwie bez wiedzy i zgody Ministra Spraw Zagranicznych RP. MSZ nie jest zobowiązane – w takiej sytuacji – do występowania o akredytację do władz państwa przyjmującego, w tym wypadku: do władz rosyjskich” – taką odpowiedź dostał Onet z biura prasowego resortu spraw zagranicznych.

      Wygląda jednak na to, że MSZ się myli. Procedura jest taka, że polski dyplomata, który ma pracować w Moskwie dla NATO i tak musi być akredytowany tam przez Polskę.

      – Tomasz Chłoń to bardzo doświadczony i dobry dyplomata, trudno mi uwierzyć, by w tej sprawie działał poza resortem. Wydaje mi się to wręcz niemożliwe. Myślę, że dały tu o sobie znać negatywne emocje i uprzedzenia, którymi dziś kierują się szefowie MSZ ze szkodą dla interesów Polski – uważa prof. Roman Kuźniar, dyplomata, był dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

       

      Z naszych informacji wynika, że minister Waszczykowski, wiedział o tym, że polski dyplomata wystartuje w konkursie na stanowisko w NATO. – Chłoń osobiście informował Waszczykowskiego, wiedział też o tym dyrektor generalny MSZ. Nie można zresztą stawać do takiego konkursu bez zgody kraju. Waszczykowski milczał, bo sądził, że Chłoń nie ma szans. Kiedy wygrał, to się przestraszył, jak ta nominacja zostanie odebrana przez władze PiS, szczególnie prezesa Jarosława Kaczyńskiego i szefa MON Antoniego Macierewicza. Wszystko, co się wokół tego teraz dzieje, to pudrowanie wstydu – mówi jeden z naszych rozmówców.

      Czystki w resorcie dyplomacji

      Jak wynika z informacji Onetu, wokół sprawy dzieje się rzeczywiście sporo. W ostatnich tygodniach miała miejsce w MSZ awantura, która zakończyła się zdjęciem ze stanowisk, tuż przed świętami, dyrektora i dwójki wicedyrektorów departamentu polityki bezpieczeństwa, nadzorującego NATO. Powód? Kierownictwo resortu zarzuciło im „zakulisowe działania w sprawie Chłonia i oszukiwanie kierownictwa”.

      – Nie komentujemy wewnętrznych decyzji kadrowych resortu. Nieprawda, że wymienione osoby zostały zwolnione, pozostają pracownikami resortu (wrócili do służby zagranicznej) – informuje Jakub Wawrzyniak, dyrektor biura prasowego MSZ.

      Gen. Cezary Wiśniewski nowym attaché obrony przy ambasadzie w USA

        Zobacz więcej

        – Podziękowano bardzo kompetentnym ludziom, na ich miejsce wyznaczono osoby przygotowane znacznie gorzej do sprawowania tych funkcji – mówi dyplomata, znająca kulisy wydarzeń.

        Ostra reakcja szefa NATO

        Sprawa będzie miała też implikacje międzynarodowe. – Podczas rozmowy, w czasie spotkania ministrów spraw zagranicznych w Brukseli, sekretarz generalny NATO stanowczo zażądał od Waszczykowskiego akredytacji Chłonia – mówi nasz informator.

        Jak na razie pat trwa. Sam Chłoń nie chce komentować sprawy. Wygląda jednak na to, że może ona mieć spore, negatywne konsekwencje dla naszego kraju i przełożyć się na niewyznaczanie polskich obywateli na stanowiska w strukturach NATO.

        – Mogę tylko wyrazić zdumienie. To stanowisko z konkursu i jeśli teraz nie obejmie go Polak, to wejdzie na nie przedstawiciel innego państwa. A przecież, z punktu widzenia państwa, Moskwa to bardzo ważna placówka. Za chwilę będą inni chętni i stracimy szansę na jej objecie – uważa Janusz Zemke europoseł SLD, były wiceminister obrony.

        Prof. Kuźniar komentuje sprawę tak: – W historii dyplomacji to wydarzenie będzie przez długi czas omawiane jako przykład działania na szkodę własnego państwa – podkreśla i dodaje: – Sami odcinamy się od możliwości zdobywania informacji ważnych nie tylko z perspektywy NATO, ale też Polski.

        Natomiast gen. Koziej zwraca uwagę, że nasza wiarygodność w oczach sojuszników zostanie zachwiana. – Chłoń uzyskał zaufanie i akceptację w strukturach NATO, a polski MSZ torpeduje tę nominację, to podważa zaufanie Sojuszu do naszego kraju. Kolejny duży minus w oczach sojuszników – ocenia gen. Koziej.

        Biuro Informacji NATO w Moskwie działa od 2001 roku. Przybliża tematykę natowską rosyjskiej opinii publicznej, informując także o działaniach w ramach partnerstwa NATO–Rosja.

        Polak był już raz szefem tej instytucji. W 2010 roku sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen mianował na stanowisko dyrektora Biura Informacji NATO w Moskwie Roberta Pszczela, który wcześniej był jednym z rzeczników Kwatery Głównej NATO w Brukseli.

         

         

        (pm)

        Onet Wiadomości

        Źródło: Onet

        (pm)

        Afronty czynione Polsce winny stanowić podstawę do weryfikacji prezydenckiej polityki przyznawania orderów i odznaczeń


        Na Temat

        „Odznaczenie nadane takimi rękami zamienia się w zniewagę”. Kolejna osoba nie chce orderu od Andrzeja Dudy

         

        Zasłużone dla Polski osoby nie chcą odznaczeń z rąk polityka pokroju Andrzeja Dudy. Kolejne tego typu afronty chyba nie powinny prezydenta już dziwić.

        Zasłużone dla Polski osoby nie chcą odznaczeń z rąk polityka pokroju Andrzeja Dudy. Kolejne tego typu afronty chyba nie powinny prezydenta już dziwić. • Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

        Lista nazwisk zasłużonych dla Polski osób, które odmówiły przyjęcia odznaczenia z rąk prezydenta Andrzeja Dudy stale się wydłuża. Zaledwie w poniedziałek taki afront uczynił wobec głowy państwa konsul honorowy w Meksyku Alberto Stebelski-Orlowski, a już we wtorek o powodach dokonania podobnego gestu opowiedzieć postanowiła zasłużona dla walki z komunizmem francuska działaczka społeczna Annette Laborey. „Polska wpadła w ręce partii, którą mogłabym tylko zwalczać. Odznaczenie nadane takimi rękami zamienia się w zniewagę” – napisała.

        W czasach, gdy w Polsce panował komunistyczny reżim PRL, Annette Laborey była jedną z osób najsilniej wspierających polską inteligencję opozycyjną. Współpracowała na tym polu z amerykańskim miliarderem węgierskiego pochodzenia Georgem Sorosem. Później była wśród czołowych postaci założonej przez niego organizacji Open Society Foundations. Do długiej listy życiowych sukcesów 69-letnia działaczka mogła dopisać też wyróżnienie Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Od polityka pokroju prezydenta Andrzeja Dudy go jednak nie zechciała.

         

        „Niezliczone gwałty na wolności i zasadach demokracji, których obecna Polska jest teatrem, nietolerancja i nienawiść podniesione do rangi cnót, podeptana zasada rozdziału państwa od Kościoła, zniesienie prawa do aborcji, rozpasany nacjonalizm, legalizacja ruchów parafaszystowskich, ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej, kategoryczna odmowa przyjęcia ofiar wojny syryjskiej – listę można by ciągnąć – splugawiły naszą walkę. Polska wpadła w ręce partii, którą mogłabym tylko zwalczać. Odznaczenie nadane takimi rękami zamienia się w zniewagę. Nie przyjmuję go” – tak Annette Laborey napisała w odpowiedzi skierowanej do chargé d’affaires Ambasady Polskiej w Paryżu Dariusza Wiśniewskiego.
        Przypomnijmy, iż to nie pierwsza taka sytuacja, która spotyka Andrzeja Dudę przy próbie odznaczenia zasłużonych dla Polski osób. Jak informowaliśmy w naTemat w poniedziałek, przyjęcia Krzyża Oficerskiego Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej odmówił polski konsul honorowy w Meksyku Alberto Stebelski-Orlowski. – Odmowa przyjęcia przez konsula Stebelskiego-Orlowskiego odznaczenia od prezydenta to forma protestu przeciw temu, co obecnie dzieje się w Polsce – powiedziała polskim mediom Jolanta Nitosławska-Romer, działaczka polonijna i wnuczka słynnego dyplomaty Tadeusza Romera.
        Wysokiego odznaczenia państwowego z rąk Andrzeja Dudy kilka tygodni wcześniej nie chciał także dr Piotr Kuropatwiński z Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Gdańskiego. „Odmawiam przyjęcia odznaczenia od prezydenta, który zobowiązał się stać na straży konstytucji, ale zachowuje się jak przedstawiciel narzuconej z zewnątrz władzy” – napisał naukowiec w oświadczeniu o odrzuceniu prezydenckiego medalu za długoletnią służbę. – Decyzję poprzedziłem pogłębioną refleksją – tłumaczył później w rozmowie z Piotrem Rodzikiem dla naTemat.
        „Uznałem, że to ważne, kto przyznaje takie odznaczenia. To trochę tak, jakby dostać Krzyż Walecznych od przełożonego, o którym wiadomo, że był tchórzem. Uznałem, że w tej sytuacji miałbym kłopot z samym sobą przyjmując odznaczenie przyznane przez osobę, która łamie zasady, które legły u podstaw mojej opozycyjnej działalności” – tak swój afront wobec obecnej głowy państw tłumaczył prof. Ludwik Turko z Uniwersytetu Wrocławskiego. On przyjęcia od Andrzeja Dudy Krzyża Wolności i Solidarności odmówił już w grudniu 2015 roku.
        źródło: „Gazeta Wyborcza”

        “Bild”chciałby obrabiać cztery litery Rosji i Putinowi


        OnetSport

         

        dzisiaj 10:34

        Niemieckie media oburzone decyzją Władimira Putina

        Niemiecki dziennik „Bild” namawia dziennikarzy do bojkotu zbliżającego się Pucharu Konfederacji. Powodem jest decyzja Władimira Putina, który zakazał zagranicznym dziennikarzom pisania na tematy niezwiązane ze sportem.

         

        Władimir Putin

        Foto: PAPWładimir Putin

        Aby otrzymać akredytację na Puchar Konfederacji, który w dniach 17 czerwca – 2 lipca odbędzie się w Rosji, trzeba spełnić kilka warunków. Dziennikarzy „Bilda” najbardziej bulwersują jednak dwa z nich. Pierwszy dotyczy tego, że dziennikarze, którzy chcą przyjechać do Rosji, muszą zaakceptować fakt, że nie będą pisać na tematy niesportowe. Dodatkowo będą mogli poruszać się jedynie po stadionach i w ich pobliżu.

        Taką decyzję podjął Władimir Putin, a zdaniem „Bilda” jest to próba cenzurowania dziennikarzy. Jakby tego było mało, niemieckie media uważają, że ta decyzja została podjęta po konsultacji z FIFA. Jej celem ma być przedstawienie Rosji i tego, co dzieje się w tym kraju, w jak najlepszym świetle. Wszystko to po to, aby uzasadnić wybór Rosjan na gospodarzy najbliższego mundialu.

         

        Co to oznacza w praktyce? Każdy z dziennikarzy, który będzie chciał pisać na temat organizacji mistrzostw świata, czyli o stanie stadionów, czy warunkach pracy będzie musiał wyrobić sobie wizję pracowniczą. To z kolei jest sprzeczne z zapewnieniem Putina o zniesieniu wiz na czas mundialu. – Wolność słowa jest jednym z praw człowieka. Poszanowanie dla praw człowieka musi być zapewnione także przy wielkiej imprezie sportowej. Bez względu na to, gdzie się odbywa – powiedział prezes Bundesligi Reinhard Rauball. Reinhard Grindel, prezes Niemieckiego Związku Piłki Nożnej, zapewnił że zgłosi zastrzeżenia dziennikarzy na spotkaniu z FIFA. „FIFA wspiera wolność prasy i zawsze stara się zapewnić jak najlepsze warunki pracy dla mediów” – poinformowano w krótkim oświadczeniu wydanym przez światową federację piłkarską.

         

        „Bild” na swoich łamach zapowiedział, że jeśli te dwa punkty nie zostaną zniesione, to nie wyśle do Rosji dziennikarzy. Do podobnego ruchu namawia także inne redakcje, ale także sponsorów oraz niemiecki związek. Ich zdaniem wysłanie kadry Niemiec do Rosji byłoby w takim wypadku skandalem.

        Reprezentacja Niemiec zagra w grupie B z Kamerunem, Chile i Australią. Turniej potrwa od 17 czerwca do 2 lipca.

        Onet Sport

         

        Na podstawie: „Bild”