Przy pomocy wrogich Polsce mediów przegrany i ośmieszony Komorowski rzuca kłody pod nogi nowego układu


Bronisław Komorowski: wywrócenia reformy emerytalnej jest nieszczęściem

Z punktu widzenia Polski próba wywrócenia reformy emerytalnej jest nieszczęściem – ocenił były prezydent Bronisław Komorowski. Odniósł się w ten sposób do przedstawionej przez obecnego prezydenta ustawy obniżającej wiek emerytalny.

Gość programu „Świat” zaznaczył, że – jego zdaniem – ustawa „może być źródłem dramatu i nieszczęścia i jest politycznym błędem”.

– Wszyscy wiedzą, że jak będzie mniej młodych ludzi pracujących, a więcej ludzi starych, to albo trzeba będzie tych młodych obciążyć wielkimi składkami emerytalnymi, albo ludziom starszym ograniczyć emerytury. Ta propozycja jest drogą do zmniejszenia emerytur i to w sposób dramatyczny, szczególnie jeśli chodzi o kobiety – ocenił Bronisław Komorowski.

Dodał, że „gdyby ta nieszczęsna ustawa miała wejść w życie – wydaje mi się, że to raczej pozorowanie działań – to wielkość emerytur będzie zagrożona”.

– Tu nie ma możliwości znalezienia pieniędzy gdzieś w kosmosie – podkreślił.

Ustawa prezydencka

Niższy wiek emerytalny – 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn – zakłada projekt ustawy, który w poniedziałek skierował do Sejmu prezydent Andrzej Duda. Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska wskazała, że obecny parlament nie ma możliwości zająć się projektem.

– Ta ustawa przywraca wiek emerytalny 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn (…). Ona daje prawo do emerytury, (…) tzn., że jeżeli ktoś osiągnie wiek emerytalny i chce zacząć pobierać emeryturę, to może to zrobić. Ale może też – jeżeli ma taką wolę, jeżeli czuje w sobie siłę i ma takie możliwości, pracować dalej, po to, żeby mieć wyższą emeryturę, żeby się nadal realizować zawodowo.(…) To będzie jego swobodna decyzja – powiedział prezydent Andrzej Duda przed podpisaniem projektu.

Ustawa uchwalona w 2012 roku podwyższyła wiek emerytalny do 67 lat i wprowadziła stopniowe zrównanie go dla kobiet i mężczyzn. Posłowie PiS, a także związkowcy z „S” i OPZZ zaskarżyli ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. W maju 2014 roku TK uznał jednak, że jest ona zgodna z ustawą zasadniczą

Z Kopaczową nie ma już o czym dyskutować


TVP zaprasza Kopacz i Kaczyńskiego na debatę. PiS: Debata tak, ale Kopacz – Szydło

22.09.2015, godz. 14:37 / aktualizacja 22.09.2015, godz. 14:58

Kopacz, Kaczyński

foto: Fotomontaż SE.pl

Wybory parlamentarne coraz bliżej, dlatego Telewizja Polska postanowiła zaprosić do debaty przedstawicieli dwóch największych partii. Naprzeciw siebie stanęliby Jarosław Kaczyński i Ewa Kopacz. Ale czy tak się stanie? Jak się okazuje Prawo i Sprawiedliwość na debatę się zgadza, ale chce do niej zaproponować Beatę Szydło.

Zaproszenie do debaty wysłał do PiS i PO szef Telewizji Polskiej, Jerzy Daszczyński. Zaproponował, by debata była przygotowywana we współpracy z Polsatem.Deabata Kaczyński – Kopacz miałaby się odbyć 16 października, ale czy do niej dojdzie nie wiadomo. Premier Ewa Kopacz jest gotowa do rozmowy z prezesem PiS i chętnie zgadza się na telewizyjną debatę, o czym poinformowała: – W każdej chwili jestem gotowa do debaty z Jarosławem Kaczyńskim – powiedziała dziennikarzom na konferencji prasowej. A co o pomyśle debaty uważa druga zaproszona strona? – Nie widzieliśmy zaproszenia, ale od początku powtarzamy, że powinna się odbyć debata między kandydatką na premiera PiS Beatą Szydło a szefową rządu – przyznala rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, Elżbieta Witek, podaje tvp.info.pl. To właśnie Beata Szydło jest kandydatką PiS na premiera, dlatego partia chce rozmowy Szydło z Kopacz. Jeśli debata doszłaby do skutku, to byłaby emitowana jednocześniena antenie TVP 1, TVP Info, Polsat oraz Polsat News.

Chora miłość bratnia z każdej strony atakuje i paraliżuje Polskę


Redakcja

Jan T. Gross: Obecny stosunek Polaków do uchodźców ma związek z ich udziałem w Holokauście
Czy nasz stosunek do uchodźców wynika z tego, co wydarzyło się w czasie drugiej wojny światowej i po niej? – zastanawiali się uczestnicy dyskusji pod prowokacyjnym tytułem „Komu wolno żyć w Polsce?”, zorganizowanej w siedzibie „Krytyki Politycznej”.

Maciej Biedrzycki/Forum

Uczestnicy debaty (o lewej): Sławomir Sierakowski, Marcin Zaremba, Aleksander Smolar, Jan Tomasz Gross i Anna Bikont.

Agnieszka Zagner/Polityka

Uczestnicy debaty (o lewej): Sławomir Sierakowski, Marcin Zaremba, Aleksander Smolar, Jan Tomasz Gross i Anna Bikont.

CZYTAJ TAKŻE

  • Fragment książki „Strach”

    Przejmowanie żydowskiej własności przez osoby prywatne

  • Egzorcysta Gross

    Rozdrapywaczy ran nie lubi się nie tylko u nas.

  • Rozmowa z Janem Tomaszem Grossem

    – Tragedia polskiej społeczności polega na tym, że było wielu, którzy w sposób aktywny przyczynili…

„Polacy słusznie byli dumni z oporu, jaki stawiali nazistowskim okupantom, ale faktycznie podczas wojny zabili więcej Żydów niż Niemców” – napisał w tekście dla Project Sindicate (przedrukowanym przez kilkanaście gazet zagranicznych, m.in. „Die Welt”) prof. Jan Tomasz Gross z Uniwersytetu Princeton, autor przełomowych prac dla zrozumienia historii Polski czasów II wojny światowej („Sąsiedzi”, „Strach”, „Złote żniwa”). Autor tłumaczył tym między innymi dzisiejszy stosunek Polaków do uchodźców.

Jego tekst został ostro skrytykowany przez prezesa Fundacji Batorego Aleksandra Smolara, a także polskie MSZ.

„Krytyka Polityczna” zorganizowała w swojej siedzibie debatę poświęconą stosunkowi Polaków do Żydów przed, w trakcie i po II wojnie światowej, oraz jej związkom z dzisiejszymi reakcjami na obecność imigrantów i uchodźców w Polsce. W dyskusji oprócz  Grossa i Smolara, wzięli udział również historyk Marcin Zaremba, publicystka i pisarka Anna Bikont oraz szef „Krytyki” SławomirSierakowski.

Zdaniem Bikont tekst Jana Grossa powstał z „rozpaczy spowodowanej tym, co dzieje się w sprawie uchodźców i w jaki sposób sobie z tym radzimy”. W jej ocenie Gross prowokuje do dyskusji, ale jednocześnie niepotrzebnie antagonizuje. – Stawia za dużo kropek nad i. Ja zamiast tego zapytałabym: na ile jest tak, że jednym z czynników decydujących o naszym obecnym stosunku do uchodźców jest to, co się działo w przeszłości w Polsce?

Pisarka dodała: – W Jedwabnem przez okrucieństwo zamordowania ludności żydowskiej pozostał – odczułam to wiele razy – rezerwuar nienawiści. Po premierze książki Grossa nienawiść skierowała się na niego, na Żyda, który już dawno został zabity, i na ludzi, którzy chcieli mówić. Ale co by było, gdyby Kotański, nic nie wiedząc o Jedwabnem, zrobił tam obóz dla narkomanów chorych na AIDS? – pytała Bikont.

Według publicystki rezerwuar nienawiści, okrucieństwa, za które nigdy Żydów nie przeproszono, może się łatwo skierować na kogoś innego. – Nie uważam, że to w skali całego kraju decyduje o tym, jaki mamy stosunek do uchodźców, ale jeśli pojawiają się hejty, to one dotyczą tego, żeby wziąć ich do Treblinki. Albo je…ć Czarnych i Żydów.

Jan T. Gross zadał uczestnikom dyskusji trzy pytania: czy stosunek Niemców do uchodźców jest określony przez doświadczenie Zagłady i tego, jak ją później przepracowano? Czy stosunek Polaków, jawnie nietolerancyjny i ksenofobiczny, wiąże się z tym, że Polska jest krajem monoetnicznym i monoreligijnym? I czy istnieje związek między tym, że Polska jest krajem monoetnicznym, a Zagładą?

Zdaniem Grossa związek między Holokaustem a reakcją Europy Wschodniej na imigrantów jest oczywisty. A związek między reakcjami Polaków a tym ważnym wycinkiem historii jest jeszcze głębszy, bo czas Zagłady i to, jak Polacy odnosili się do Żydów, pozostaje olbrzymią traumą dla ogółu społeczeństwa.

Ważnym aspektem tej traumy jest nie tylko to, ilu Żydów zamordowali Polacy, ale też ilu Polaków mordowało Żydów. – Proces zabijania Żydów w czasie okupacji to były zjawiska publiczne, dokonywane przy poklasku tłumów, które na różny sposób w tym uczestniczyły. Trauma polska jest więc rzeczą absolutnie oczywistą i naturalną – mówił.

Liczbę Niemców zabitych przez Polaków Gross szacuje w następujący sposób: 17 tys. niemieckich żołnierzy podczas kampanii wrześniowej i około 2 tys. niemieckich żołnierzy podczas Powstania Warszawskiego (chociaż uważa tę liczbą za zaniżoną). Dodaje do tego straty niemieckie w konfrontacji z polskim podziemiem (nie więcej niż 23 tysiące).

Jan Gross przedstawił również wyliczenia, opierając się na badaniach Jana Grabowskiego z Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN, dotyczące liczby Żydów, którzy zostali zamordowani przez Polaków w trakcie drugiej wojny światowej:

1. Polacy zaczęli zabijać Żydów wraz z Niemcami od lata 1941 r. Wyróżniamy orientacyjnie dwa okresy historyczne w Holokauście: likwidacje gett i akcje wywożenia Żydów do obozów zagłady. Mnóstwo ludzi zabijano od razu, ponieważ próbowali uciekać. A obstawianie gett zlecane było formacjom polskim: policji granatowej, służbie budowlanej, ochotniczym strażom pożarnym. Zabijanie Żydów wokół gett było działalnością Polaków.

2. Przykładowo dyrektor szpitala w Szczebrzeszynie zapisał w swoich dziennikach, że w czasie likwidacji tamtejszego getta 934 osoby zostały wywiezione pierwszego dnia do obozów zagłady, a w ciągu kolejnych dwóch tygodni zamordowano 2300 osób. Te proporcje będą się zmieniały, ale zdaniem Grossa, niewątpliwie należy wyeliminować z rachunku dwa największe getta: Warszawę i Łódź (ok. pół miliona ludzi). W tych miastach Polacy nie byli angażowani w akcje likwidacyjne.

3. 1,25 mln ludzi to populacja gett, którą deportowano do obozów zagłady właśnie w taki sposób – mordując przy tym wielkie grupy ludzi. Jaki procent populacji gett zabito na miejscu? Trudno oszacować. Powiedzmy, że to jedynie 10 proc., co oznacza, że mamy 125 tys. Żydów zabitych w dużej mierze przez Polaków.

4. Trzeci etap unicestwiania Żydów polegał na mordowaniu tych, którym udało się uciec z gett, ukrywających się. Jeżeli chodzi o zabójstwa i denuncjacje, w ponad 90 proc. znanych przypadków bezpośrednią (zabójstwo) i pośrednią (denuncjacja) odpowiedzialność ponoszą Polacy. Do wyzwolenia, na polskiej prowincji, przetrwało mniej więcej 40 tys. Żydów (z liczby 200250 tys. którym udało się wymknąć z gett). – A więc powiedzenie, że Polacy zamordowali więcej Żydów niż Niemców w czasie wojny, jest jak najbardziej uzasadnione – przekonywał Gross.

Na pytanie Sławomira Sierakowskiego, czy to był odpowiedni moment, czas i kontekst na publikację tego artykułu, Jan Gross odpowiedział, że „to jest wiedza, którą Polacy powinni mieć od dawna. Od czasów publikacji „Złotych żniw” ani rząd, ani minister edukacji nie zebrali się z przekonaniem, że trzeba przeprowadzić wielką akcję edukacyjną w Polsce. A o tym należy mówić wszędzie i zawsze”.

Kopaczowa sponiewierała Polskę otwierając islamistyczny potop


UE przegłosowała decyzję o podziale imigrantów. Polska cofnęła swój sprzeciw

22.09.2015
Dziewczynka w obozie tymczasowym dla uchodźców, w Opatovac, w Chorwacji
Dziewczynka w obozie tymczasowym dla uchodźców, w Opatovac, w ChorwacjiFoto: PAP/EPA/ANTONIO BAT
Ministrowie spraw wewnętrznych państw UE przegłosowali we wtorek podział 120 tysięcy uchodźców. Uwzględnione zostały wszystkie postulaty Polski – zapewniają polscy ministrowie. W środę premier Ewa Kopacz ma negocjować konkretny plan – poinformował wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski.
POSŁUCHAJ
00’44Szefowie MSW Unii Europejskiej przegłosowali sprawę podziału imigrantów. Relacja Magdaleny Skajewkskiej z Brukseli (IAR)

Coraz więcej imigrantów w Europie

Coraz więcej imigrantów w Europie

Na wtorkowym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych państw Unii Europejskiej w Brukseli Polska zaakceptowała decyzję o podziale uchodźców. Zgodnie z ustaleniami, najpierw rozmieszczonych ma zostać 66 tysięcy osób ze 120 tysięcy ich ogólnej liczby, z których ok. 4,5-5 tysięcy trafić miałoby do Polski. Liczba 54 tysięcy zostanie zachowana jako „rezerwa”. Gdyby w najbliższym czasie jakiś kraj UE poprosił o pomoc w związku z presją migracyjną, to UE będzie mogła skorzystać z tejże rezerwy.

Za porozumieniem, przewidującym przyjęcie 120 tysięcy migrantów, zagłosowała zdecydowana większość krajów Unii Europejskiej, w tym Polska. Przeciwko były Czechy, Słowacja, Węgry i Rumunia. Finlandia wstrzymała się od głosu.

SERWIS SPECJALNY

uchodzcy 1200.jpg

Imigranci w Europie

Spełniono polskie postulaty

Polska poparła unijne propozycje dotyczące imigrantów na terenie UE. Potwierdził to po zakończeniu obrad ministrów w Brukseli wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk.

Na tym etapie Polska ma przyjąć ponad 5 tysięcy osób, choć jak zaznaczył wiceminister Stachańczyk, liczba ta może się obniżyć, bo kraje takie jak Irlandia, Szwajcaria, Dania czy Norwegia – pierwotnie nie brane pod uwagę – zapowiedziały udział w systemie. Jego zdaniem na Polskę przypadnie „między 4600 a 4800 osób”. Według niego jest to grupa, którą nasz kraj jest w stanie przyjąć.

Według wiceministra Stachańczyka kraje członkowskie będą miały możliwość wpływania na to, kto będzie do nich przyjeżdżał. – Ta decyzja przewiduje, że państwa członkowskie mogą wskazać, jakie grupy cudzoziemców ich zdaniem będą się najlepiej integrować w tych krajach i mogą potem – przy pomocy oficerów łącznikowych w Grecji i we Włoszech – dbać o to, aby ci których będą nam proponowali, byli właśnie z takich grup, które w Polsce będą się w stanie integrować – powiedział Stachańczyk.

Polsce zależało na tym, aby system podziału imigrantów był dobrowolny to znaczy, aby liczby uchodźców nie były narzucane krajom z góry. Ponadto Warszawa domagała się, by zwrócono uwagę na konieczność oddzielania uchodźców od imigrantów ekonomicznych oraz wzmocnienia unijnych granic.Jak mówił w Brukseli wiceminister Stachańczyk, w dokumencie podkreślono konieczność wprowadzenia wzmożonych kontroli granic unijnych.

Stachańczyk dodał, że w przegłosowanym wieczorem planie są też zabezpieczenia, umożliwiające wycofanie się z niego w przypadku na przykład masowego napływu Ukraińców do Polski.

„W środę będzie negocjować premier Kopacz”

Wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski podkreślił, że w środę premier Ewa Kopacz ma negocjować na Radzie Europejskiej konkretny plan, który postawi tamę niekontrolowanej imigracji do Europy.

(TVN24/x-news)

– Nie było możliwości zablokowania decyzji ws. podziału uchodźców; czysty sprzeciw Polski spowodowałby, że nie mielibyśmy wpływu na decyzję – powiedział Rafał Trzaskowski.
– We wtorek(w Brukseli) zostały podjęte decyzje o liczbach. I co najważniejsze nie ma automatyzmu, ponieważ myśmy od samego początku mówili, że to musi być suwerenna decyzja państw członkowskich bez żadnego systemu i narzucania nam liczb – zaznaczył Trzaskowski. Wiceszef MSZ tłumaczył, że pierwsi uchodźcy mają przybyć do naszego kraju w przyszłym roku. – Polska będzie miała prawo odmówić przyjęcia ludzi, co do których będzie nawet cień wątpliwości, że mogliby stanowić zagrożenie co do bezpieczeństwa państwa. Co więcej, ci ludzie będą musieli się zgodzić, by rezydować w Polsce, będą musieli przestrzegać polskiego prawa – powiedział. Jak zaznaczył, Polska będzie mogła dokonać wyboru i pomagać tym ludziom, którzy są najbardziej potrzebujący, głównie kobietom i dzieciom.

Poinformował, że w środę w Brukseli zapadną decyzje dotyczące całościowego planu radzenia sobie z wyzwaniem migracyjnym. – Musimy wysłać klarowny sygnał, że nie stać nas na przyjmowanie wszystkich – powiedział Trzaskowski. Wyjaśnił, że chodzi o plan, który powstrzyma napływ emigrantów ekonomicznych.

Wiceminister mówił, że liczba tych uchodźców będzie nieduża w porównaniu z liczbą Czeczeńców przybywających w Polsce w latach dziewięćdziesiątych.

Słowacja i Czechy krytykują decyzję UE. Fico nie zgadza się na kwoty

Krytyczny wobec pomysłu przyjmowania imigrantów premier Słowacji Robert Fico zapewnił zaraz po ogłoszeniu decyzji, że nie zgodzi się na narzucenie kwot jego krajowi. – Ci, którzy zdecydowali, by przeforsować kontyngenty imigrantów, bezsensownie wywołali głęboki podział z powodu bardzo wrażliwej kwestii – podkreślił.

Również minister spraw wewnętrznych Czech, który głosował przeciw kwotom, skomentował decyzję słowami: „Wkrótce się okaże, że król jest nagi. Zdrowy rozsądek dziś przegrał” – napisał Milan Chovanec.

Postawę Polski pochwalił minister spraw wewnętrznych Niemiec. Thomas de Maizière powiedział, komentując postawę krajów Europy Środkowej, że najważniejsze jest poparcie Warszawy dla planu.

Komisja Europejska chwali decyzję szefów MSW

Komisja Europejska pochwaliła decyzję ministrów spraw wewnętrznych krajów Unii o rozlokowaniu pomiędzy państwa członkowskie 120 tysięcy uchodźców.  KE w oświadczeniu podkreśliła, że kraje Unii zgodziły się na jej plan zaledwie trzy tygodnie po jego przedstawieniu.

„Dzięki decyzji, Unia Europejska jest w stanie przemieścić w ciągu dwóch lat sumie 160 tysięcy ludzi w potrzebie lub szukających międzynarodowej ochrony” – napisano w oświadczeniu.

Sprawa stałego mechanizmu może wrócić

– Niektórzy mogliby powiedzieć, że Europa jest podzielona, bo decyzja nie została podjęta w konsensusie. Ale jesteśmy w sytuacji kryzysowej i musieliśmy przyjąć decyzję prawną dziś. Jeśli byśmy tego nie zrobili, UE byłaby jeszcze bardziej podzielona – mówił minister sprawującego przewodnictwo w UE Luksemburga Jean Asselborn, przekonując, że wszystkie kraje podporządkują się rozstrzygnięciu.

– Dzisiejsza decyzja nie rozwiąże kryzysu uchodźczego, ale bez niej nie moglibyśmy podjąć następnych kroków – oświadczył wiceszef KE Frans Timmermans. Jak zaznaczył, to dopiero część znacznie szerszego podejścia, które musi być wypracowane w tej sprawie.

Minister spraw wewnętrznych Luksemburga Jean Asselborn poinformował, że tekst przyjęty przez ministrów nie mówi nic o stałym mechanizmie podziału uchodźców między państwa członkowskie, ale sprawa ta z pewnością wróci w przyszłości.

Włosi: decyzja spóźniona

Minister spraw wewnętrznych Włoch Angelino Alfano wyraził satysfakcję z porozumienia szefów MSW państw UE w sprawie podziału 120 tys. uchodźców. – Otrzymaliśmy to, czego chcieliśmy, ale pewną goryczą napawa to, że doszło do tego z dwuletnim opóźnieniem – dodał.

W ten sposób minister Alfano odniósł się do tego, że od dłuższego czasu władze w Rzymie apelowały na forum Unii Europejskiej o poważne zajęcie się sprawą masowego napływu imigrantów, przede wszystkim na włoskie wybrzeża. Włosi powtarzali od 2013 roku, że czują się zupełnie osamotnieni, i oceniali, że kwestia imigracji jest lekceważona przez ich partnerów z UE.

Po wtorkowych obradach w Brukseli szef MSW Włoch stwierdził, że decyzja podjęta przez ministrów będzie miała kluczowy wpływ na dalsze kroki UE.

– Od tej pory nasze działania w Europie będą skupione na sprawie odsyłania nielegalnych migrantów – zadeklarował Alfano. Następnie przestrzegł: „Jeśli mechanizm ich odsyłania nie zadziała, za rok spotkamy się tutaj, by dyskutować o załamaniu się krajów będących na pierwszej linii w kwestii imigracj

PAP/IAR/agkm

Kopaczowa zdegradowała Polskę a jej suwerenność oddała w niemieckie łapy


Wiceszef MSZ: do Polski – oprócz 2 tys. – trafi kolejne ok. 4,5 tys. uchodźców

PAP
22.09.2015 21:39
Do Polski – oprócz 2 tysięcy – trafi około 4,5 tys. uchodźców – poinformował we wtorek na briefingu w Warszawie wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski. Podkreślił, że na spotkaniu szefów MSW w Brukseli udało się wynegocjować większość polskich postulatów dotyczących przyjęcia uchodźców.
Na wtorkowym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych państw UE w Brukseli Polska zaakceptowała decyzję o podziale uchodźców. „Unia Europejska zgodziła się, że będziemy dzielić 120 tysięcy. Natomiast w tej chwili podjęliśmy decyzję o podziale 66 tys. uchodźców, z czego Polsce przypadnie ok. 5 tys. uchodźców – i ta liczba będzie jeszcze pomniejszona w momencie, kiedy zgłoszą się państwa, które nie…

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,91446,18875171,wiceszef-msz-do-polski-oprocz-2-tys-trafi-kolejne-ok.html#ixzz3mXSQgh9p

Słowacja energicznie i zdecydowanie występuje przeciwko niemieckiej dyktaturze w Unii


Premier Słowacji: Nie zaakceptujemy podziału uchodźców

Robert Fico (Marcin Wziontek / Newspix.pl)Robert Fico (Marcin Wziontek / Newspix.pl)
Słowacki premier Robert Fico bardzo negatywnie zareagował na decyzję Unii Europejskiej ws. podziału uchodźców. Polityk stwierdził, że dopóki jest premierem, jego kraj nie zaakceptuje ustaleń.

Tak długo, jak jestem premierem Słowacji, obowiązkowa kwota uchodźców nałożona na nasz kraj nie wejdzie w życie – powiedział Fico tuż po głosowaniu.

– Prędzej wkroczymy na ścieżkę naruszenia europejskiego prawa, niż zgodzimy się na ten dyktat, który stworzyła większość niezdolna do osiągnięcia konsensusu w Unii Europejskiej – dodał cytowany przez portal Pravda.sk.

Podobnie krytyczny był czeski szef MSW. „Niedługo zdamy sobie sprawę z tego, że król jest nagi. Dzisiaj przegrał zdrowy rozsądek” – napisał na Twitterze.

Decyzja ws. uchodźców

UE podjęła decyzję o podziale 120 tys. uchodźców w głosowaniu. Zdecydowana większość państw głosowała za tym rozwiązaniem – przekazała we wtorkowe popołudnie prezydencja luksemburska.

Przeciwko temu rozwiązaniu głosowały Czechy, Słowacja, Węgry i Rumunia, a Finlandia wstrzymała się od głosu. Oznacz to, iż Polska wyłamała się z bloku państw Grupy Wyszehradzkiej i poparła stanowisko Brukseli ws. uchodźców.

Około godziny przed głosowaniem Polska poprosiła o przerwę w czasie narady szefów MSW w Brukseli, gdy okazało się, że Czechy, Węgry, Słowacja i Rumunia wciąż są przeciwko propozycji podziału 120 tys. uchodźców. Polska minister zadzwoniła do Warszawy z zapytaniem, co robić dalej.

BBC, Pravda.sk, Wprost.pl

Kopaczowa zdradziła Polskę, Polaków i Grupę Wyszehradzką.


Unia szukała porozumienia w sprawie uchodźców na poziomie MSW UE podjęła decyzję o podziale uchodźców w głosowaniu.

Zdecydowana większość państw głosowała za tym rozwiązaniem – przekazała we wtorkowe popołudnie prezydencja luksemburska. Wśród nich była Polska.

W TVN24 Biznes i Świat trwa wydanie specjalne poświęcone wydarzeniom w Brukseli. Przeciwko temu rozwiązaniu głosowały natomiast Czechy, Słowacja, Węgry i Rumunia, a Finlandia wstrzymała się od głosu.

Oznacza to też, że Polska wyłamała się z bloku państw Grupy Wyszehradzkiej i poparła stanowisko Brukseli.

Zgodnie z ustaleniami najpierw rozmieszczonych ma zostać 66 tysięcy osób ze 120 tysięcy ich ogólnej liczby, z których ok. 5 tysięcy miałoby trafić do Polski. Liczba 54 tysięcy zostanie zachowana jako „rezerwa”.

Gdyby w najbliższym czasie jakiś kraj UE poprosił o pomoc w związku z presją migracyjną, to UE będzie mogła skorzystać z tejże rezerwy.

Polska opuściła sąsiadów z V4 UE dyskutuje o 160 tys. uchodźców. OECD: wniosków o azyl może być milion W opublikowanym… czytaj dalej » Około godziny przed głosowaniem Polska poprosiła o przerwę w czasie narady szefów MSW, gdy po rozpoczęciu spotkania okazało się, że Czechy, Węgry, Słowacja i Rumunia wciąż są przeciwko propozycji – informował korespondent TVN24 w Brukseli Maciej Sokołowski.

Polska minister Teresa Piotrowska zadzwoniła wtedy podobno do Warszawy z pytaniem, co robić dalej – czy głosować razem z Grupą Wyszehradzką, czy za przedstawioną propozycją. Już wtedy wiele wskazywało na to, że nie da się uniknąć głosowania, w którym przeciwnicy kwot zostaną przegłosowani. Taki scenariusz uwiarygodniła też korespondencja wysłannika dziennika „Financial Times”.

Przebywający w Brukseli Peter Spiegel napisał na Twitterze tuż po godz. 17.00, że „wygląda na to, że Polska poprze plan relokacji 120 tys. uchodźców”. Na potwierdzenie zacytował szefa czeskiego MSW Milana Chovaneca, który napisał w portalu społecznościowym chwilę wcześniej: „Polska zmieniła zdanie. Obawiam się, że po dzisiejszym dniu będzie już tylko V3” – odnosząc się do kwestii funkcjonowania Grupy Wyszehradzkiej, w której skład wchodzą Polska, Czechy, Słowacja i Węgry. Czechy, Słowacja i Węgry, a także Rumunia przeciwstawiają się planom Komisji Europejskiej dot. rozlokowania 120 tys. uchodźców.    

Polska minister Teresa Piotrowska zastrzegła przed spotkaniem, że Polska będzie solidarna, ale jest przeciwna narzucaniu kwot i chce przyjąć tylko uchodźców, a nie imigrantów ekonomicznych. Według przecieków z Brukseli chodziło o w sumie 7 tys. osób. – Nasze stanowisko jest znane od wielu tygodni.

Negocjacje trwają cały czas i my to stanowisko podtrzymujemy – powiedziała Piotrowska dziennikarzom przed spotkaniem w Brukseli. Tylko uchodźcy, nie imigranci ekonomiczni Europarlamentarzyści popierają kwoty. Presja na unijnych przywódców rośnie Parlament… czytaj dalej » – Ważna jest dla nas solidarność z uchodźcami, ważna jest solidarność z Europą, ale chcemy mieć wpływ na podział i przyjmowanie uchodźców u siebie.

Chcemy mieć koniecznie na papierze i jednoznacznie określone to, że uchodźcy będą oddzielani od imigrantów ekonomicznych, bo my chcemy przyjmować uchodźców. Chcemy również wzmocnienia granic zewnętrznych UE – powiedziała Piotrowska.

Jak dodała, ważne jest też bezpieczeństwo obywateli, a także to, by osoby, które zostaną przyjęte przez Polskę, czuły się w niej bezpiecznie. Wyraziła przekonanie, że dokument, który będzie tematem dyskusji ministrów, będzie zawierać postulaty i sugestie Polski. Minister nie chciała mówić o liczbie uchodźców, których przyjąć miałaby Polska. – Nie ustalaliśmy liczb.

Mówimy: najpierw to, o co walczymy, a wtedy jesteśmy otwarci na ewentualne liczby uchodźców, które moglibyśmy przyjąć – powiedziała Piotrowska. 7 tys. do Polski? Przed wtorkowym nadzwyczajnym spotkaniem unijnych ministrów spraw wewnętrznych przewodniczący w Radzie UE Luksemburg przedstawił nowe propozycje porozumienia w sprawie rozmieszczenia uchodźców.

Jak dowiedział się reporter TVN24 Maciej Sokołowski, wstępny projekt przewidywał przyjęcie przez Polskę w sumie około 7 tys. uchodźców. Według unijnych źródeł prezydencja luksemburska chciała doprowadzić do podjęcia decyzji o podziale między państwa unijne 120 tys. uchodźców na spotkaniu szefów MSW, aby nie zostawiać tego problemu na zaplanowany na środę szczyt UE na temat kryzysu migracyjnego.

Spotkanie szefów państw i rządów miałoby się zająć szerszym podejściem do problemu imigracji i uchodźców, a także załagodzić spory, które ujawniły się w minionych tygodniach między państwami unijnymi. Bandyci zarabiają krocie na przemycie uchodźców. Europol namierzył ich tysiące W całej Europie… czytaj dalej » O ile jednak Rada Europejska, czyli szczyt, podejmuje decyzję jednomyślnie, o tyle ministrowie mogli uczynić to w drodze głosowania większościowego.

Do podjęcia decyzji wystarczyła kwalifikowana większość głosów, czyli co najmniej 55 proc. państw zamieszkiwanych przez 65 proc. ludności UE. Przeciwnicy obowiązkowego systemu relokacji uchodźców, wśród których co najmniej do wtorku była Polska, nie miały mniejszości blokującej i mogły zostać przegłosowane.

Tak też się stało, a dodatkowo tę grupę opuściła Polska. Pozostały tylko szczegóły? W propozycji prezydencji luksemburskiej, nad którą głosowano we wtorek, podtrzymano liczbę 120 tys. uchodźców, którzy mają zostać podzieleni pomiędzy państwa unijne, wstrzymano jednak decyzję o rozdysponowaniu 54 tys. migrantów, którzy przebywają obecnie na terytorium Węgier.

W rezultacie, zaproponowane liczby uchodźców, którzy mieliby zostać przyjęci przez poszczególne państwa, wyglądają następująco: Niemcy – 17036, Francja – 12962, Hiszpania – 8023, Polska – 5082, Holandia – 3900, Rumunia – 2475, Belgia – 2448, Szwecja – 2397, Austria – 1953, Portugalia – 1642, Czechy – 1591. Ponadto do Polski trafiłyby ok. 2 tys. osób, na które rząd zgodził się już wcześniej, co oznacza, że w sumie przyjęlibyśmy ich około 7 tysięcy. Stosunek do uchodźców wpłynie na decyzje wyborców? Większość zaprzecza Około dwóch… czytaj dalej » W projekcie wykreślono słowa o obowiązkowym przyjmowaniu uchodźców oraz o karach dla państw nieuczestniczących w programie, nie zawarto również skomplikowanego algorytmu podziału uchodźców, który Komisja Europejska proponowała wcześniej.

W projekcie, do którego dotarł reporter TVN24, jest ponadto zawarty zapis o prawie państw do odmowy przyjęcia konkretnych osób ze względów bezpieczeństwa. Zawarto również zgodę na kierowanie się przy przyjmowaniu kryterium kulturowym i społecznym, w trosce o lepszą asymilację uchodźców w społeczeństwie. Zapisy te byłyby ustępstwem wobec państw Grupy Wyszehradzkiej, w tym Polski, i zwiększałyby szansę na osiągnięcie dziś porozumienia.

Do wypracowania pozostają wciąż liczne szczegóły ewentualnego porozumienia, m.in. kwestia tego, czy uchodźcy będą mogli opuszczać kraj, do którego trafią.

Autor: iwan,mm, adso//rzw,mtom,gak / Źródło: tvn24.pl, PAP, TVN24, Reuters (http://www.tvn24.pl)

Unia ponosi odpowiedzialność za śmierć arabskich imigrantów


WP.pl

Węgierski parlament krytykuje UE za politykę imigracyjną LIVE

06:17 22-09-2015 WP.PL/PAP/IAR/RM FM

fot. WP
Węgierski parlament zarzucił Unii Europejskiej, że jej „nieodpowiedzialna polityka” prowadzi do śmierci migrantów, których „napływ nie do zniesienia” stanowi obciążenie dla rozwoju ekonomicznego Węgier.

Kryzys migracyjny podważa „funkcjonowanie i rację bytu Europy” – ocenił szef dyplomacji Francji Laurent Fabius w wywiadzie dla kilku europejskich gazet, który ukazał się we wtorek, na dzień przed nadzwyczajnym szczytem UE w Brukseli w sprawie uchodźców.

Wcześniej serbski przewodniczący OBWE Ivica Dacić zaapelował do krajów Unii Europejskiej o to, aby czym prędzej wypracowały wspólną politykę wobec uchodźców. – Obecnie chwieją się podstawowe założenia Wspólnoty, a Serbia ponosi tego konsekwencje. W jego ocenie, obecny kryzys migracyjny jest największym kryzysem od czasów II wojny światowej – przekonywał Ivica Dacić.

Ilu uchodźców przyjmą poszczególne państwa Unii Europejskiej i na jakich zasadach – o tym będą rozmawiać ministrowie spraw wewnętrznych krajów Wspólnoty na nadzwyczajnym spotkaniu w Brukseli. W ubiegłym tygodniu nie udało się osiągnąć jednomyślności w tej sprawie.

Tsipras po zwycięstwie Syrakizy zbiera się do wojaczki z Niemcami


Europa zaniepokojona deklaracjami greckiego premiera

Dzisiaj, 22 września (11:52)

Europa jest zaniepokojona deklaracjami Aleksisa Ciprasa – donosi agencja Reutera. Lider skrajnie lewicowej Syrizy, który w poniedziałek wieczorem został zaprzysiężony na premiera, oświadczył, że jego najbliższym celem jest walka o zmniejszenie greckiego długu.

Po przedterminowych wyborach Aleksis Cipras po raz kolejny został premierem Grecji /YANNIS KOLESIDIS /PAP/EPA
Po przedterminowych wyborach Aleksis Cipras po raz kolejny został premierem Grecji
/YANNIS KOLESIDIS /PAP/EPA

Premier Grecji, w swoich pierwszych deklaracjach zamiast o reformach, mówi o ponownych negocjacjach z Brukselą i kontynuowaniu walki, którą Syriza rozpoczęła z chwilą objęcia po raz pierwszy władzy w styczniu. Unijni przedstawiciele oświadczają, że aby doszło do rozmów na temat greckiego długu, najpierw Ateny muszą zrealizować warunki porozumienia.

Były grecki minister finansów Janis Varufakis, który przez kilka miesięcy uczestniczył w negocjacjach z Brukselą, stwierdził, że Cipras i tak zostanie zmuszony do przeprowadzenia reform, dlatego za głównego zwycięzcę greckich wyborów należy uznać wierzycieli. Varufakis dodał, że jego zdaniem uzgodniony program reformoszczędnościowych ostatecznie poniesie w Grecji klęskę.

W Atenach trwa uzgadnianie składu nowego rządu, który zostanie ogłoszony najpóźniej w środę.

Informacyjna Agencja Radiowa

Polski rząd zmusza Polaków z Mariupola by walczyli razem z upowcami o banderowską Ukrainę


 

​PiS apeluje o ewakuację Polaków z Mariupola, MSZ nie widzi potrzeby

41 minut temu

Prawo i Sprawiedliwość razem z przedstawicielami Polonii z Mariupola apelują do rządu o podjęcie działań ws. ewakuacji kilkudziesięciu Polaków z tego miasta. – Sytuacja w Mariupolu jest obecnie stabilna. Jeżeli cokolwiek się zmieni, będziemy gotowi do ewakuacji – odpowiada wiceminister spraw zagranicznych Rafał Trzaskowski.

Zdj. ilustracyjne /SERGEY VOLSKI /AFP
Zdj. ilustracyjne
/SERGEY VOLSKI /AFP

Podczas wtorkowej konferencji o potrzebie ewakuacji mówili szef sejmowej komisji ds. łączności z Polakami za granicą Adam Lipiński, poseł Michał Dworczyk i Andrzej Iwaszko, szef polskiej organizacji w Mariupolu. – Chcemy zaapelować do polskiego rządu, do premier Ewy Kopacz o ewakuację kilkudziesięciu naszych rodaków z Mariupola. Od ponad roku te osoby zabiegają o to, żeby przyjechać do Polski i rozpocząć normalne życie. Mariupol był przez pewien czas zajęty przez separatystów, potem był blisko linii frontu, dzisiaj jest kilka kilometrów od linii demarkacyjnej oddzielającej wojska ukraińskie od prorosyjskich separatystów – powiedział Dworczyk.

Skonkretyzował, że o ewakuację zabiega ponad 80 osób. – Oni nie oczekują opieki socjalnej, utrzymania przez państwo polskie. Chcą przyjechać i po krótkim programie adaptacyjnym żyć, płacić podatki – zaznaczył. Dodał, że premier Kopacz informowała m.in. organizacje zajmujące się Polakami na wschodzie, że w tej chwili państwo polskie nie przewiduje ewakuacji.

– Dzisiaj jeżeli jesteśmy tacy empatyczni i planujemy przyjęcie do kilkunastu tysięcy z Afryki, tym bardziej powinniśmy wykazać wrażliwość i przyjąć ponad 80 osób, które mają Kartę Polaka, są Polakami i chcą rozpocząć nowe życie w naszym kraju – argumentował.

Z kolei Lipiński zapowiedział, że w najbliższych dniach zwoła posiedzenie komisji ds. łączności z Polakami za granicą. Będzie dotyczyło sytuacji Polaków w Mariupolu. Poinformował, że dotarł od niego list, podpisany przez Polaków z Mariupola, w którym jest opisane ich ciężkie położenie. – To są rzeczy dość szokujące. Sądzę, że przyjmiemy stanowisko, apel do pani premier – podkreślił.

List mieszkańców Mariupola

W liście skierowanym do premier Kopacz i prezydenta Andrzeja Dudy, mieszkańcy Mariupola przyznają, że są w stałym kontakcie z konsulatem w Charkowie, który udziela wsparcia finansowego i materialnego.

„Najważniejsze czego nie mieli i nie mają Polacy z Mariupola to bezpieczeństwo. Kiedy wieczorem ludzie schodzą na nocleg do piwnic, kiedy dzieci rozróżniają rodzaj broni, która jest używana przez rosyjsko-terrorystyczne wojska podczas ostrzałów, kiedy żyjesz w ciągłym oczekiwaniu ofensywy, a na korytarzu zawsze stoi walizka z najbardziej niezbędnymi rzeczami na wypadek ewakuacji, pozostałe rzeczy schodzą na dalszy plan” – napisano w liście.

Autorzy listu przypominają, że po ostrzale okolic Mariupola w połowie sierpnia zostało uszkodzonych 150 budynków, a kilka osób zostało rannych. Apelują o objęcie ich programem rządowym, pytają o formy wsparcia, na jakie mogą liczyć. Podkreślają, że są gotowi wyjechać na własną rękę. „Nie mamy wygórowanych wymagań, jesteśmy gotowi pracować społecznie za bezpieczny dach nad głową i sprzątać ulice w razie potrzeby” – podkreślają.

Odpowiedź MSZ

Wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski był we wtorek pytany przez dziennikarzy o Polaków z Mariupola, czy Polska jest w stanie ich przyjąć i na jakich zasadach.  – Bądźmy konsekwentni, my uznajemy Ukrainę za państwo stabilne i suwerenne, i tam, gdzie są separatyści, stamtąd natychmiast wycofaliśmy polskich obywateli do Polski, zorganizowaliśmy wzorową akcję. Natomiast Mariupol jest w tej chwili w rękach ukraińskich, jest częścią suwerennego terytorium Ukrainy, pod kontrolą Ukrainy, bo oczywiście Donbas też jest suwerenną częścią Ukrainy, ale nie ma tam kontroli ukraińskiego państwa – powiedział.

– My jesteśmy w kontakcie z tymi ludźmi, około 200 jest tych ludzi. Jeżeli nie daj Boże sytuacja by się tam pogorszyła, to oczywiście będziemy gotowi na wszelkiego rodzaju działania, ale nie może być tak, jeżeli mamy stabilne państwo, że mówimy, że wszyscy Polacy, którzy są na terytorium Ukrainy, będą w tym momencie przyjęci przez Polskę. To by znaczyło, że nie wierzymy w to, że Ukraina jest stabilnym państwem” – dodał.

– Jeżeli cokolwiek się zmieni, jesteśmy w ciągłym kontakcie z tymi ludźmi, natychmiast będziemy gotowi do ewakuacji. Natomiast my mamy nadzieję, że ta niestabilność nie będzie rozlewać się na następne regiony Ukrainy i przyznanie, że tak jest, byłoby dowodem, wątpienia w to, że państwo ukraińskie jest w stanie zapewnić swoim obywatelom bezpieczeństwo na terytoriach przez siebie kontrolowanych – argumentował.

– W tym momencie w Mariupolu nic się nie dzieje, nie ma destabilizacji, jeżeli będą jakiekolwiek sygnały, że sytuacja może się tam pogorszyć, to będziemy tym ludziom przychodzić z pomocą – zapowiedział Trzaskowski.

W połowie sierpnia premier Ewa Kopacz była pytana przez dziennikarzy o sytuację Polaków w Donbasie i na wschodzie Ukrainy oraz czy planowana jest kolejna ewakuacja części z nich. – Nasz konsulat w Charkowie jest w stałym kontakcie z Polonią. Udziela wsparcia nie tylko na co dzień, ale i w dłuższej perspektywie wspieramy finansowo i materialnie i w innej formie, chociażby przez transporty, które są tam kierowane – powiedziała Kopacz.

Do kraju ewakuowano Polaków z Donbasu

W styczniu polski rząd ewakuował z Donbasu 178 osób polskiego pochodzenia. Powodem ewakuacji był trwający na Ukrainie konflikt z prorosyjskimi separatystami. W dwóch ośrodkach w woj. warmińsko-mazurskim po przylocie z Donbasu zamieszkało w sumie 76 rodzin. Z czasem dołączyli do nich inni członkowie rodzin, np. współmałżonkowie, stąd liczba uchodźców z Ukrainy w ośrodkach wzrosła do blisko 200.   Akcja ta zakończyła się bardzo pozytywnie – oceniła szefowa rządu. Zwróciła przy tym uwagę, że każdy, kto zechciał, miał możliwość przyjazdu do Polski.

– Jeśli będą tego rodzaju sygnały, mam nadzieję, że poprzez konsulat trafią do ministra spraw zagranicznych. Dzisiaj o takich sygnałach nic nie wiem. Będziemy kontynuować pomoc, którą do tej pory czynimy. Zarówno w formie stypendiów, ale i w formie pomocy materialnej, którą ślemy w poszczególnych transportach – podkreślała Kopacz w połowie sierpnia.

PAP

Kopaczowa robi sobie kpiny z Polaków.Takie warunki to nie są żadne warunki.Pani Premier nie reprezentuje interesu Polaków i Polski, za co zapłaci wyborczą klęską


Kopacz: Takie warunki Polska stawia w sprawie uchodźców

1 godz. 53 minuty temu

Rozdział uchodźców od emigrantów ekonomicznych, wzmocnienie granic UE i pomoc uchodźcom przebywającym w obozach – to warunki, z którymi jadą do Brukseli moi ministrowie – powiedziała premier Ewa Kopacz, odnosząc się do negocjacji ws. uchodźców, które odbędą się we wtorek.

Premier Ewa Kopacz /Paweł Supernak  (PAP) /PAP
Premier Ewa Kopacz
/Paweł Supernak (PAP) /PAP

O godz. 14.30 na nadzwyczajnym spotkaniu w sprawie kryzysu związanego z uchodźcami zbierają się w Brukseli ministrowie spraw wewnętrznych państw UE, którzy podejmą kolejną próbę uzgodnienia programu podziału 120 tys. uchodźców docierających do UE. Polskiej delegacji przewodniczyć będą minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska i wiceszef MSW Piotr Stachańczyk.

Imigranci /PAP/EPA
Imigranci
/PAP/EPA

Kopacz na wtorkowym briefingu w Legionowie zapewniła, że ministrowie jej rządu będą „bardzo twardo negocjować”.

„Będą negocjować twarde warunki. Po pierwsze rozdział uchodźców od emigrantów ekonomicznych. Po drugie bardzo mocne wzmocnienie granic. My to pokazujemy. My, Polacy na wschodzie bardzo mocno wzmocniliśmy zewnętrzną, wschodnią granicę Unii” – mówiła Kopacz.

„Trzecia sprawa to pomoc tym, którzy uciekają, w ich obozach – w Syrii, w Libanie, W Jordanii. Tam, gdzie nie mają jedzenia, gdzie nie mają środków do mycia, gdzie nie mają wody, gdzie dzieci płaczą z głodu. Tam im trzeba pomagać” – dodała premier.

Jej zdaniem UE powinna w tę stronę „przekierować swoje działania”. „To są te warunki, z którymi moi ministrowie tam jadą” – dodała.

Zdaniem Kopacz solidarność nie może być wymuszona i nieodpowiedzialna. „My, jako naród polski chcemy odpowiedzialnie powiedzieć, ile możemy przyjąć (uchodźców), żeby nie zdestabilizować życia” – podkreśliła szefowa rządu. Jak zaznaczyła, „na pewno” nie jest to kwota wymieniana przez Komisję Europejską.

Jerzy Wenderlich: Premier i prezydent powinni wypracować stanowisko ws. uchodźców bez dąsania się (TV Interia) /TV Interia

Dopytywana, czy w grę wchodziłaby liczba o połowę mniejsza szefowa rządu odpowiedziała: „może tak”. Dodała jednak, że nie chce zaszkodzić trwającym w tej sprawie negocjacjom.

„Ministrowie są uzbrojeni w pełną wiedzę, ile mamy miejsc, jak to wpłynie na nasze życie i życie naszych obywateli, więc jadą tam przygotowani” – dodała premier.

Kilka krajów, w tym Polska, chce, by podział uchodźców opierał się na dobrowolnych deklaracjach państw unijnych, a nie na obowiązkowych kwotach relokacji, zaproponowanych przez Komisję Europejską. Według propozycji KE do Polski miałoby trafić ponad 9 tys. uchodźców. W środę odbędzie się nadzwyczajny szczyt UE w sprawie uchodźców zwołany przez przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.

PAP

Zachód jest zaniepokojony, że Rosja ukróci jego faszystowskie poczynania w Syrii


PAP
dzisiaj 12:31

AFP: syryjska armia dostała z Moskwy „samoloty zwiadowcze i bojowe”

Syryjska armia otrzymała w ostatnich dniach od Rosji co najmniej pięć samolotów bojowych i samoloty zwiadowcze oraz sprzęt wojskowy, który wesprze walkę Damaszku z Państwem Islamskim – powiedziało agencji AFP syryjskie źródło wojskowe.

– Nasza armia otrzymała od Moskwy co najmniej pięć samolotów bojowych, samoloty rozpoznawcze, a także nowoczesny sprzęt wojskowy do walki z dżihadystycznym Państwem Islamskim – potwierdził wysoko postawiony rozmówca agencji, który chciał zachować anonimowość.

Państwa zachodnie są zaniepokojone wzrostem aktywności wojskowej Rosji w Syrii, według Moskwy ukierunkowanej na wspieranie walki syryjskiego rządu z Państwem Islamskim. Rosja zaprzecza jednocześnie, by uczestniczyła tam bezpośrednio w akcjach bojowych.

Przed kilkoma dniami dziennik „New York Times” pisał, że amerykańscy specjaliści wojskowi ustalili, iż Rosja ma na lotnisku w Latakii kilka czołgów T-90, 15 granatników, 35 transporterów opancerzonych, a także 200 żołnierzy iprzenośną infrastrukturę mieszkalną dla półtora tysiąca ludzi. W środę nadeszła informacja o kilku rosyjskich wojskowych śmigłowcach.

W poniedziałek Reuters, powołując się na dwóch zastrzegających sobie anonimowość przedstawicieli władz USA, napisał, że Rosja podjęła w Syrii misje rozpoznawcze z użyciem samolotów bezzałogowych.

(bs)

Przestępczym jest wciąganie Polski w ukraińską awanturę i antyrosyjski konflikt wojenny


Siemoniak: konflikt zbrojny o dużej intensywności pozostają realnym i długofalowym wyzwaniem

PAP
22.09.2015 10:34
Kryzys ukraińsko-rosyjski pokazał, że konflikt zbrojny o dużej intensywności pozostaje realnym i długofalowym wyzwaniem – ocenił we wtorek wicepremier minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak podczas konferencji Zgromadzenia Parlamentarnego NATO.
W Sejmie, z okazji 60. rocznicy powstania Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, odbywa się konferencja na temat roli, jaką parlamenty mają do odegrania w obliczu nowych wyzwań dla bezpieczeństwa międzynarodowego.

„Kryzys rosyjsko-ukraiński trwale zmienił środowisko bezpieczeństwa europejskiego. Pokazał, że tradycyjne zagrożenia, w tym konflikt zbrojny o…

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,91446,18867383,siemoniak-konflikt-zbrojny-o-duzej-intensywnosci-pozostaja.html#ixzz3mT5j2Kv0

Grossa awantury o dopuszczalny poziom nienawiści


Aleksandra Pawlicka

Aleksandra Pawlicka

Dziennikarka działu Polska

Gross: Niechęć do uchodźców to pokłosie polskiego antysemityzmu. Smolar: Poziom tego uogólnienia jest nie do zaakceptowania

22-09-2015 , ostatnia aktualizacja 22-09-2015 13:29

WARSZAWA JAN TOMASZ GROSS

Socjolog i historyk Jan Tomasz Gross, podczas spotkania w redakcji „Krytyki Politycznej” w Warszawie  /  fot. Marcin Obara  /  źródło: PAP

– Polską traumą jest do dziś to, co Polacy zrobili w czasie wojny z Żydami. Nasz nietolerancyjny stosunek do uchodźców jest tego konsekwencją – powtórzył w Warszawie Jan Tomasz Gross. – Poziom tego uogólnienia jest nie do zaakceptowania. Jest wodą na młyn Kaczyńskiego – daje mu w kampanii wyborczej temat do dzielenia Polaków – odpowiada Aleksander Smolar.

Zły czas

W debacie zorganizowanej przez Krytykę Polityczną „Komu wolno żyć w Polsce?” wzięli udział pisarz Jan Tomasz Gross, politolog Aleksander Smolar, historyk Marcin Zaremba, dziennikarka Anna Bikont i prowadzący spotkanie Sławomir Sierakowski. Przysłuchiwali się jej m.in. reżyserka Agnieszka Holland i zespół Centrum Badań nad Zagładą Żydów IPN z jego szefową Barbarą Engelking. Sierakowski podkreślił, że debata po raz pierwszy dotyczy sporu w jednym obozie. Obozie ludzi, którzy dotychczas bronili Grossa i podzielali jego bolesny sposób rozliczania polskiej historii.

Debatę sprowokowała niedawna publikacja tekstu Grossa w kilku gazetach, m.in. niemieckim „Die Welt”, w których postawił tezę, że Polacy zabili w czasie II wojny światowej więcej Żydów i Niemców i nie rozliczenie się z tego jest przyczyną obecnego lęku i wrogości przed uchodźcami, w których jak w Żydach widzą wyłącznie innych, obcych i zagrożenie.

Potworna historia i temat prezesa

W czasie debaty Jan Tomasz Gross powtórzył, że jego zdaniem „stosunek dzisiejszych Niemców do uchodźców jest określony przez Zagładę” podobnie jak postawa Polski, której rola w czasie Holokaustu sprawiła, że jest dziś krajem „nietolerancyjnym, monoreligijnym i monoetnicznym”. „Konsekwencją Holokaustu jest pozbawienie Polski pluralizmu etnicznego. (…) To, co Polacy zrobili z Żydami jest traumą do dziś. Traumą oczywistą, bo ludzi nie wolno zabijać” – mówił Gross i dodał: – To jest historia potworna. Zabijanie Żydów było w Polsce publicznym procesem przy poklasku społeczności. Nie trzeba być bezpośrednim mordercą, wystarczy obecność i aprobata dla zabijania.

Aleksander Smolar, który już wcześniej dał w mediach odpór stawianiu znaku równości między historią relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny i obecnego stosunku Polaków do uchodźców, podkreślił, że używanie uogólnień może być katastrofalne w skutkach. Tak w wymiarze międzynarodowym jak i polskim. „Jesteśmy w centrum apokaliptycznego procesu, który może rozsadzić Unię Europejską” – mówił Smolar i dodawał: „ Pan prezes [Kaczyński – red.] postanowił wreszcie wyjść z ukrycia i wystąpił, bo znalazł temat, który może dzielić Polaków. Posługiwanie się wielkimi kwantyfikatorami przez Grossa jest dla mnie, jako Żyda szokujące”.

Smolar zaznaczył, że jeśli przyjąć podobną logikę historycznej oceny, to Francuzi wyrażając zgodę na wysyłanie Żydów do obozów, zabili ich z pewnością więcej niż Niemców i nie wynika z tego ich postawa wobec uchodźców. Przeciwnie, „poziom akceptacji dla muzułmanów, nie mówię Arabów, ale muzułmanów, sięgał w minionych latach we Francji 70 proc.” – mówił Smolar.
– Oczywiście, że stosunek Polaków do uchodźców wynika między innymi z tego, że Polska stała się w wyniku II wojny homogeniczna, ale nie Polacy tę zmianę zafundowali światu. Podobnie jak stosunek Niemców do uchodźców nie wynika wyłącznie z faktu, że są wnukami morderców. Tego nie można w prosty sposób utożsamiać z przodkami. To jest różnica co najmniej trzech pokoleń. Strach przed odmiennością, innością, przed nieznanym jest częścią psychiki ludzkiej” – mówił Smolar i stwierdził, że jego zdaniem źródłem lęku dla dla obecnego pokolenia jest przede wszystkim 11 września i wdrukowany ludziom lęk przed islamem utożsamianym z terroryzmem.

Smolar przypomniał, że z Grossem łączy go wieloletnia przyjaźń i szacunek dla tego, co zrobił dla oczyszczenia polskiej historii swymi przełomowymi książkami o Jedwabnem, ale tym razem potraktował pióro jako „instrument zemsty”.

Konik Kaczyńskiego i rezerwuar nienawiści

W podobnym tonie rozpoczął swoje wystąpienie Marcin Zaremba: „Mamy dług wdzięczności wobec Grossa. Nasze samopoczucie bez niego byłoby z pewnością lepsze, ale dzięki niemu Polska przeżyła najważniejszą po 1989 roku debatę. Przekuł balon polskiej niewinności”. Obecne wystąpienie Grossa – emocjonalne i żywiołowe jest zdaniem Zaremby – dolewaniem oliwy do ognia „zbliżającej się rewolucji nacjonalistycznej, która w październiku zmieni Polskę. Będzie to konik, na którym Jarosław Kaczyński wjedzie do parlamentu” a wtedy, jak dodał Zaremba, nie jest wykluczone, że powstanie ministerstwo prawdy z połączenia IPN i urzędu ds kombatantów, które będzie zajmować się „poszukiwaniem powodów do domy, która zmieni się w megalomanię”.
– Historyk – mówił Zaremba – powinien mieć pasję, ale nie powinien mieć misji.

Jeśli doszukiwać się związków między stosunkiem Polaków do uchodźców, a historią, to należy – zdaniem Zaremby – odwoływać się raczej do komunizmu, który utrwalał w Polakach wizerunek Polski jako kraju jednorodnego, w którym kontakt z innymi jest niewskazany. Poza tym to właśnie komunizm – dodał Zaremba – w sposób trwały wzmocnił związek polskiego patriotyzmu z katolicyzmem.
Uczestnicząca w rozmowie Anna Bikont, autorka książek o pogromie w Jedwabnym, uważa, że w Polsce wciąż jest rezerwuar nienawiści i tekst Grossa – wywołujący dziś tak wiele emocji – powstał z rozpaczy. „Nie ma już Żyda, ale nienawiść pozostała. (…) W Polsce, w której ma się bardzo dobry obraz siebie nie ma miejsca na empatię – mówiła Bikont.

Z kolei Barbara Engelking, szefowa Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk stwierdziła, że Gross ma prawdopodobnie rację, twierdząc, iż Polacy zabili w czasie wojny więcej Żydów niż Niemców, ale nie uprawnia to do „uproszczeń, uogólnień i pośpieszności”. – Ten gniew wynika pewnie z tego, że owoców twojej pracy wciąż nie widać. A one mogą jeszcze nie przyjść długo – mówiła Engelking do Grossa , po czym dodała, że problem jaki mamy ze uchodźcami wynika raczej z „marności przywództwa, któremu opłaca się petryfikować strach i lęk”. Dlatego, jeśli doszukiwać się związków z Holokaustem to zdaniem Engelking we władzy, która „zaprasza ludzi do zła, zachęca, by byli małostkowi i egoistyczni. To może być wspólny mianownik z Holokaustem”.

Wg.poniższej informacji Polska będzie przyjmować arabskich najeźdźców porażonych HIV-em


Niebezpieczne choroby przyczyną odmowy wjazdu do Polski

Dzisiaj, 22 września (06:38)

Cudzoziemcowi z chorobą zakaźną będzie można odmówić wjazdu do Polski. Rozporządzenie w tej sprawie podpisał minister zdrowia.

Zdj. ilustracyjne /AFP
Zdj. ilustracyjne
/AFP

W wykazie chorób, których rozpoznanie lub podejrzenie wystąpienia może stać się podstawą do odmowy wjazdu cudzoziemca do Polski są też dur brzuszny i dury rzekome (A, B i C), dur wysypkowy, dżuma, ospa prawdziwa i lekooporna gruźlica pozapłucna.

Na liście umieszczono również powodujące wysoką śmiertelność wśród ludzi gorączki krwotoczne (zwłaszcza wywołane wirusami Ebola i Marburg) i grypę wywołaną nowym szczepem wirusa (w szczególności szczepem pandemicznym lub wysoce zjadliwymi szczepami odzwierzęcymi), a także zakażenia wirusami powodującymi zespół ostrej niewydolności oddechowej.

Zagrożenie dla zdrowia publicznego

W uzasadnieniu rozporządzenia zaznaczono, że uwzględniono w nim również możliwość pojawienia się nowych niebezpiecznych, nieznanych dotąd chorób, które mogą być ogłoszone przez ministra zdrowia.

„Od połowy lat 70. ubiegłego wielu pojawiło się (lub odkryto) ok. 30 wcześniej nieznanych patogenów chorobotwórczych takich jak m.in. Ebola, SARS, grypa H5N1, MERS-CoV, które stanowią istotne zagrożenie dla zdrowia publicznego” – czytamy.

Zgodnie z rozporządzeniem wystąpienie u cudzoziemca jednej z groźnych chorób zakaźnych można podejrzewać w przypadku, gdy nie dawniej niż wynosi najdłuższy okres jej wylęgania przebywał na obszarze, który został uznany przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) za obszar dotknięty epidemią tej choroby.

Podejrzenie może dotyczyć także osoby, która przebywała na obszarze epidemicznego lub endemicznego występowania zachorowań na daną chorobę i stwierdzi się u tej osoby występowanie właściwych objawów chorobotwórczych.

Kolejny z opisanych w rozporządzeniu przypadków dotyczy osób, które miały kontakt ze źródłem zakażenia, a charakter biologicznego czynnika chorobotwórczego wywołującego chorobę zakaźną i okoliczności kontaktu uzasadniają podejrzenie zakażenia.

W uzasadnieniu rozporządzenia zaznaczono, że w wykazie znalazły się te choroby zakaźne, które charakteryzują się nie tylko ciężkim przebiegiem klinicznym i wysoką śmiertelnością, lecz wykazują również duży potencjał przenoszenia się z człowieka na człowieka drogą oddechową, przez skażenie żywności lub wody albo przez wektory, co może nieść ryzyko ich epidemicznego szerzenia się na terenie kraju, w szczególności w sytuacji masowego napływu osób zakażonych przez granicę.

„Choroby zakaźne objęte przepisami rozporządzenia należą (…) do chorób mających istotny wpływ na zdrowie publiczne oraz wykazujących potencjał szerzenia się epidemicznego w skali międzynarodowej. Równocześnie, zgodnie z niedyskryminacyjnym charakterem przepisów rozporządzenia, w wykazie ujęto wyłącznie te choroby, które podlegają zwalczaniu również u obywateli polskich” – czytamy dalej.

Procedura postępowania

Zgodnie z uzasadnieniem, przepisy rozporządzenia znajdą zastosowanie przede wszystkim w sytuacji skierowania przez WHO do państw członkowskich rekomendacji obejmujących odmowę wjazdu osób zakażonych lub podejrzanych o zakażenie z określonego obszaru (tzw. kordon sanitarny wokół obszaru zakażonego), o ile nie są one w stanie udokumentować swojego statusu szczepień lub też szczepienie przeciw tym chorobom nie istnieje.

„Podstawową procedurą postępowania w przypadku osób podejrzanych o zachorowanie na choroby zakaźne wymienione w (…) rozporządzeniu jest podjęcie działań leczniczych i przeciwepidemicznych, takich jak izolacja w warunkach hospitalizacji, która pozwoli na przeprowadzenie pełnej diagnostyki mikrobiologicznej. Takie postępowanie jest uzasadnione nie tylko motywami humanitarnymi, ale ma również zasadnicze znaczenie z punktu widzenia możliwości podjęcia działań przeciwepidemicznych w związku z ryzykiem szerzenia się choroby zakaźnej wobec innych osób, które były narażone na kontakt z chorym” – podkreślono.

Poprzednie rozporządzenie, w którym znajdowała się lista chorób, których rozpoznanie lub podejrzenie wystąpienia może być powodem odmowy wjazdu cudzoziemca do Polski wygasło 1 maja br. w związku z uchyleniem podstawy prawnej do jego wydania.

Nowe rozporządzenie wejdzie w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia.

PAP

Smolar uwagi krytyczne powinien wnosić wobec swojej gildii rządzącej Polską


Teatrzyk, a nie miejsce debaty, czyli eksperci o polskim Sejmie

jk/pap

22-09-2015 , ostatnia aktualizacja 22-09-2015 08:14

WARSZAWA SEJM WOTUM NIEUFNOCI DEBATA

Jarosław Kaczyński przy mównicy sejmowej z tabletem, z którego odtworzone zostało wystąpienie kandydata PiS na premiera prof. Piotra Glińskiego  /  fot. Paweł Supernak  /  źródło: PAP

Walka polityczna w Sejmie została zredukowana do areny walki gladiatorów, wpływ na to mają media, które są zainteresowane tylko spektaklem, a posłów ogląda się przede wszystkim w sytuacji konfliktu, walki, często o niezbyt szlachetnym charakterze – tłumaczy Aleksander Smolar z Fundacji im. Stefana Batorego.

Sejm to „arena walki gladiatorów”, a nie miejsce merytorycznej debaty – ocenili eksperci w rozmowie z PAP o mijającej kadencji. Zwracali uwagę na małą liczbę inicjatyw własnych Sejmu, niską jakość stanowionego prawa, afery mające wpływ na odbiór polityków w społeczeństwie i na alienację posłów.

Według sondażu CBOS z końca sierpnia tylko 22 proc. badanych dobrze ocenia działalność Sejmu, 63 proc. ma krytyczną opinię.

Spektakl

Aleksander Smolar z Fundacji im. Stefana Batorego ocenił w rozmowie z PAP, że Polacy nisko oceniają działalność Sejmu, m.in. dlatego, że nie ma rzeczowych informacji o pracach parlamentu. „Niedobrą cechą naszego Sejmu jest to, że nie ma w nich poważnych debat, jedynymi osobami, które mają coś do powiedzenia są przywódcy partii, inni powtarzają – zgodnie z instrukcjami partyjnymi – jedynie słowa lidera, co oczywiście podważa wiarygodność tych posłów” – powiedział.

Według niego „walka polityczna w Sejmie została zredukowana do areny walki gladiatorów, wpływ na to mają media, które są zainteresowane tylko spektaklem, a posłów ogląda się przede wszystkim w sytuacji konfliktu, walki, często o niezbyt szlachetnym charakterze”. „Ludzie oglądają to jak mecze bokserskie, ale to nie znaczy że wysoko cenią posłów, bo wiedzą, że posłowie powinni spełniać inną, ważną rolę – rozwiązywać podstawowe problemy Polski” – przekonywał Smolar.

Podkreślił, że w latach 90. w „czasach chaosu” były prawdziwe, ważne debaty parlamentarne, było też wielu wybitnych parlamentarzystów, których wystąpienia przyciągały uwagę. ” Dzisiaj takich debat prawie w ogóle nie ma, wybitnych posłów też nie” – ocenił Smolar.

Jak dodał, polska polityka w duże mierze opiera się na populizmie i demagogii, w czym uczestniczą niestety również posłowie. „Ludzie widzą, że posłowie nie są kompetentni, mają poczucie, że ci którzy mają rozwiązywać ich problemy nie chcą, albo nie potrafią ich rozwiązać” – uważa ekspert.

Zdaniem Smolara, na niską ocenę działalności Sejmu negatywny wpływ miały też różne afery, co – jak ocenił – powodowało alienacje klasy politycznej. W tym kontekście wymienił m.in. sprawę tzw „kilometrówek”, czyli wyjazdów posłów na koszt Sejmu, które nie zawsze odbywały się w sprawach związanych z pełnieniem funkcji w parlamencie czy tzw aferę podsłuchową, w której podsłuchane, nagrane a potem upublicznione zostały nagrania rozmów m.in. polityków.

Ekspert zwrócił też uwagę na małą efektywność prac parlamentu i mało inicjatywy własnej. „Mieliśmy do czynienia z małą aktywnością rządu PO-PSL, za Donalda Tuska panowała doktryna ciepłej wody w kranie, po to żeby zaspokoić minimalne aspiracje materialne ludzi, a jedyny wyjątek ze strony rządu to reforma emerytalna. Parlament w większości rozpatrywał ustawy przygotowane przez rząd, nie było istotnych inicjatyw ze strony Sejmu” – podkreślił.

Zdaniem Smolara, żeby poprawić postrzeganie Sejmu w społeczeństwie potrzebne są poważne debaty z ważnymi tematami dla obywateli. „Musi być też większa swoboda w ramach partii, tak żeby mogły ujawniać się osobowości polityczne i żeby ludzie mieli kogo słuchać, a nie jak teraz, że partie wystawiają w debatach ludzie od mokrej roboty, którzy mają tylko i wyłącznie przywalić przeciwnikom politycznym” – zaznaczył.

Sejm to miejsce debaty? Zobaczcie więc, jak posłowie debatowali o uchodźcach [THE BEST OF]

1:52 / 2:31

Teatr polityczny

Prof. Wawrzyniec Konarski z UJ podkreślił, że w parlamencie powinna się toczyć polemika, także ostra. „Problem w przypadku polskiego parlamentu jest jednak taki, że kwestie emocjonalne biorą górę nad chęcią dyskutowania w istotnych kwestiach dla obywateli. Na negatywną ocenę parlamentu wpływa wzajemna niechęć polityków do siebie, swoisty teatr polityczny” – zaznaczył.

„Parlamentarzyści szalenie mocno chcą przekonać opinię publiczną do swoich racji, nie stroniąc od argumentów, które niekiedy są obraźliwymi epitetami, szukają sposobu, żeby poniżyć przeciwnika politycznego, najczęściej wokół pobocznych spraw, takich jak to, kto jest wierzący, a kto nie, jak się zachowuje w kwestiach rodzinnych. To są często sprawy wysuwane jako fundamentalne, to nakręca negatywne nastroje społeczne” – stwierdził politolog.

Zdaniem Konarskiego Polskę, ale i całą Europę dotyka kryzys demokracji. „To się bierze niestety ze wzrostu rangi traktowania polityki jako sposobu na życie, rozumianego także czysto finansowo” – zaznaczył. „To powoduje wśród posłów przeświadczenie, że są nieomylni, że potrzebni są wyborcy, ale głównie w okresie kampanii wyborczych, kiedy trzeba o nich zabiegać, natomiast po okresie kampanii więź pomiędzy parlamentarzystami, a wyborcami jest lekceważona i występuje zjawisko alienacji społecznej szeroko pojętej klasy politycznej” – ocenił.

„Zbiorowością najbardziej widoczną z perspektywy społeczeństwa jest parlament, a zjawisko delegitymizacji klasy politycznej jest bardzo groźne dla demokracji, skutkuje ono wzrostem postaw apatycznych wśród społeczeństwa, a najbardziej czytelnym objawem takich postaw jest niechęć do uczestniczenia w procesach demokratycznych, a więc przede wszystkim wyborach” – podkreślił prof. Konarski.

Jak dodał, posłowie nie zabiegają o szacunek wyborców, a zajmują się głównie realizacją własnej kariery politycznej. „To oczywiście nakręca niechęć społeczną, w polskim Sejmie mamy też zawłaszczenie przestrzeni publicznej przez partie polityczne” – przekonywał Konarski.

Jego zdaniem, na poprawę ocen polskiego Sejmu, mogłaby wpłynąć większa ingerencja ludzi nauki w sferę bieżącej polityki. „Problem z politykami polega na tym, że są uwikłani w waśnie o charakterze plemiennym, nie biorą pod uwagę jakichkolwiek głosów rozsądku ludzi, którzy myślą inaczej” – ocenił Konarski.

Słaby Sejm, słabe prawo

Dr Jacek Reginia-Zacharski z Uniwersytetu Łódzkiego przekonywał z kolei, że niska ocena działalności Sejmu wiążę się m.in z niską jakością stanowionego prawa. „Dosyć duża część prawa stanowionego w Polsce jest prawem niedoskonałym, wychodzi za dużo bubli prawnych, a podstawowym zadaniem parlamentu jest stanowienie prawa, a ta funkcja nie wypada w Polsce najlepiej” – ocenił.

„Starcia w Sejmie nie są merytoryczne, nie dochodzi jednak u nas do szarpanin, czy walk na pięści. Takich mamy parlamentarzystów, jakich sami wybraliśmy (..) zderzenia na słowa wśród parlamentarzystów są dodatkowo nakręcane na poziomie emocjonalnym, na podstawie przeświadczenia, że elektorat to ogląda” – zauważył Reginia-Zacharski. Jak dodał, eskalacja starć w Sejmie wpływa też na niską ocenę działania Sejmu.

Jego zdaniem, na poprawę ocen polskiego Sejmu, może wpłynąć m.in. lepsza jakość stanowionego prawa, ale też marszałek Sejmu powinien bardziej dbać o pozytywny wizerunek Sejmu. „Ważne jest też podniesienie standardu funkcjonowania parlamentarzystów, nie ma miesiąca, w którym nie ma większego, czy mniejszego skandaliku, związanego z posłem, który np. jechał pod wpływem alkoholu, albo wydawał pieniądze, których nie powinien wydawać” – powiedział politolog.

Zamiast chrzanić antydudowe farmazony niech żenujący koneser państwowej sztuki odda skręcone obrazy i rzeźby


Komorowskiego cios w Dudę: „Granice aktywności prezydenta są dziś niebezpiecznie przekraczane”

HO

21-09-2015 , ostatnia aktualizacja 22-09-2015 08:47

Sztab Bronisława Komorowskiego

 fot. Adam Tuchliński

O swoim następcy i jego kontrowersyjnych wypowiedziach, problemie imigrantów i politycznych planach mówił były prezydent w programie „Tomasz Lis na żywo”.

– Jest życie poza polityką – dodał. Zdecydowanie zaprzeczył, że włączy się w kampanię parlamentarną po stronie jakiejkolwiek partii.

Były prezydent był gościem pierwszej części programu „Tomasz Lis na żywo”. To pierwszy raz, kiedy Komorowski udzielił tak szerokiego wywiadu na temat nie tylko swojej prezydentury, ale także aktualnych problemów dyskutowanych dzisiaj w kraju.

Takim niewątpliwie jest napływ do Europy uchodźców z ogarniętego wojną Bliskiego Wschodu. Komorowski stwierdził, że jest nieuchronne, że w Polsce pojawi się prędzej czy później grupa ludzi o odmiennym języku i odmiennej religii. – Zjawiska nie da się uniknąć. Dlatego państwo powinno przygotować się do mądrej polityki imigracyjnej – powiedział. Tylko że obecnie nie ma kompletnie żadnych pomysłów, jak integrować imigrantów z polskim społeczeństwem.

Na tą kwestię zwrócił uwagę prowadzący program. Powiedział, że są tacy, którzy twierdzą, że ludzie przybywający do Europy niekoniecznie chcą być częścia jej społeczeństw, gdyż mają niecne zamiary.- Czy wśród uchodźców nie ma terrorystów? – spytał wprost Tomasz Lis. – Po to przeprowadzamy wszelkie procedury, żeby tego uniknąć – przypomniał Komorowski. Podkreślił przy tym po raz kolejny ważność polityki integracyjnej. Jako negatywny przykład podał Niemcy, gdzie przybysze z Turcji czy Bałkanów tworzą zamknięte wyspy.

Zobacz, co o kwestii uchodźców mówi Tomasz Lis:

0:02 / 0:55

– Kwestie imigrantów będą ważne dla każdego następnego rządu wybranego w demokratycznych wyborach, dlatego nie można nią grać – tak Komorowski skomentował słowa Jarosława Kaczyńskiego podczas ubiegłotygodniowej debaty na temat uchodźców w Sejmie. Dodał przy tym, że nie można zrozumieć, że dotąd nie doszło do spotkania premier Kopacz oraz prezydenta Dudy. W jego ocenie „nie mieści się to w głowie”, nawet biorąc pod uwagę logikę kampanii wyborczej.

W dalszej części programu Tomasz Lis poruszył kwestię projektu prezydenta Dudy skrócenia wieku emerytalnego. Były prezydent ocenił ten pomysł jako „niezwykle groźny”. Ostrzegł Dudę przed wpisywaniem sie w kampanię wyborczą do parlamentu. – Są granice takiej aktywności i teraz są niebezpiecznie przekraczane. Prezydent powinien być stabilizatorem sytuacji – stwierdził.

Następnie padło pytanie o ostatnie wypowiedzi prezydenta Dudy w Londynie i w Berlinie. Komorowski odpowiedział, że nie chcę stawiać się w roli krytyka prezydenta, ale zaraz potem dodał, że prezydent powinien być zagranicą „głównym promotorem” kraju.

Odnosząc się do samej elekcji, prezydent przestrzegł PiS przed zbytnią pewnością siebie i zadufaniem, oceniając, że sam przegrał prezydenturę w wyniku przekonania środowisk mu przychylnych, że wygraną ma w kieszeni.

Dyskusja nie ominęła też referendum. Komorowski ocenił, że w kwestii jednego z pytań, to jest przyznawania racji podatnikowi w sporze ze skarbówką, odniósł zwycięstwo, gdyż „walczył o to przez całą swoją prezydenturę”. Przyznał jednak po chwili, że jego przegrana w wyborach spowodowała, że referendum zostało „osierocone”.

Pod koniec rozmowy Komorowski znów zaczął analizować przyczyny swojej wyborczej porażki.- Polacy chcieli zmiany. Ale o to trzeba spytać socjologów – powiedział. Powtórzył też po raz kolejny, że Polacy ulegli mitowi o „Polsce w ruinie”. Jego zdaniem rodacy świetnie oceniają swoją sytuajcę oraz w swoim najbliższym otoczeniu, ale w skali całego kraju twierdzą, że jest bardzo źle. – Ale to pytanie do niektórych polityków, dziennikarzy i także socjologów.

„Polska w ruinie? Tak! Ale nie u mnie w domu”

W drugiej części programu w studiu gościli prof. Janusz Czapiński, Marek Borowski i Ryszard Petru. Debata toczyła się na temat współczesnego stanu Polski i jaki stosunek mają do niej sami Polacy. Czapiński, autor corocznej „Diagnozy społecznej” zgodził się z wygłoszoną wcześniej tezą Bronisława Komorowskiego o tym, jak Polacy widzą swoją sytuację. – Nabraliśmy przekonania, że nieważne co wymyślą politycy, my i tak znajdziemy sposób by to obejść – przekonywał. Natomiast Marek Borowski stwierdził, że w badaniach nad szczęśliwością nie wypadamy poza europejską średnią. Całe społeczeństwa w Unii widzą sytuacje w swoich państwach w czarnych barwach, ale pytani o życie osobiste podkreślają swoje zadowolenie.

Potem dyskusja zaczęła przenosić się nie tyle na kwestie stanu państwa, co o kondycji społeczeństwa i klasy politycznej. Borowski, pytany o różnice między polityką sejmową sprzed lat a dzisiejszą, odpowiedział, że wtedy wszyscy chcieli się uczyć, bo nowe były choćby demokracja i wolny rynek. Teraz chętnych do nauki jest niewielu.

Goście zwrócili też uwagę, że cele społeczeństwa i politykówj są odmienne. Polacy walczą  o lepsze jutro, przede wszystkim dla siebie. Politycy twierdzą, że chodzi im o dobro wspólne, ale przede wszystkim martwią się o dostęp do synekur.

Petru zauważył, że w polskiej polityce nie ma fermentu intelektualnego. Cały czas rządzą ci sami ludzie, czyli Kaczyński, Tusk i Miller. – Trzeba to przewietrzyć, powiedział przewodniczący .Nowoczesnej, który reklamuje się jako nowa siła w polskiej polityce. Borowski natomiast odniósł się do innej kwestii – że kiedyś politycy chcieli robić zmiany nawet, kiedy ludzie ich nie chcieli, Potem było gorzej, choćby rząd PiS, który ma na koncie tylko utworzenie CBA. Według Borowskiego dopiero rządy Platformy znów przyniosły realne zmiany w postaci reform jak obniżenie wieku emerytalnego, posłanie do szkół sześciolatków czy zmiany w systemie emerytalnym. – Ale gdyby tych zmian nie robili, to teraz wygraliby wybory – podsumował końcowy wywód Borowskiego Czapiński.

Co otworzysz telewizyjne okienko to wyskakuje z niego postać miłująca wszystkich prawdziwych Polaków w ramach Cudów nad Wisłą


O cztery kolejne darmowe kanały TV zawalczy dziewięciu nadawców

Martin Stysiak
21.09.2015 16:24

Siedziba Agory.

Siedziba Agory. (Wyborcza.biz)

Co najmniej dziewięciu nadawców znalazło się wśród chętnych na cztery miejsca na ósmym multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej. O cztery kanały walczy Agora (wydawca m.in. „Gazety Wyborczej”)

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie podaje dokładnej liczby nadawców, którzy złożyli wnioski. Czeka jeszcze na ewentualne zgłoszenia przesłane pocztą.

„Wyborczej” udało się dowiedzieć, że do tej…

Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18865155,o-cztery-kolejne-darmowe-kanaly-tv-zawalczy-dziewieciu-nadawcow.html#ixzz3mSpKtTLO

Patriotyczne wystąpienie Biskupa w sprawie wrogiej szarańczy


Biskup Piotr Libera porównał uchodźców do Krzyżaków. „Jak raz wpuścisz do domu obcego…”

22.09.2015, 10:56 | Aktualizacja: 22.09.2015, 11:43

Papież Franciszek apelował do katolickich parafii o przyjmowanie po jednej rodzinie uchodźców. Biskup płocki Piotr Libera, komentując w homilii wezwanie papieża, porównał uchodźców do Krzyżaków. „Jak raz wpuścisz do domu obcego, wpuścisz do domu dopiero budowanego, do domu małego, domu słabego, to możesz zgotować sobie wielką biedę” – zwrócił się hierarcha do wiernych na mszy w Zakroczymiu.

Biskup wygłosił kazanie podczas niedzielnej mszy w Zakroczymiu, odprawionej z okazji 950-lecia tego miasta. W swojej przemowie odniósł się do problemu z uchodźcami, stosując dość nietypowe porównania.

W 1414 roku Władysław Jagiełło poszedł raz jeszcze na posiadłości zakonu krzyżackiego, gdy po bitwie pod Grunwaldem Krzyżacy – cytuję – „nie przestali niszczyć Mazowsza i wielu szlachty polskiej z domu porywali”. To też nauka na dzień dzisiejszy dla nas… Zakroczymska nauka… Chrześcijaństwo zawsze uczyło gościnności, uczyło szacunku dla obcego, dla przybysza… Także dzisiajpapież Franciszek prosi każdą wspólnotę chrześcijańską o przyjęcie do siebie jednej rodziny uchodźców. Ale choć jeszcze nic się nie zaczęło, choć jeszcze nie dotarła tu ani jedna rodzina, choć jeszcze nie daliśmy rady sprowadzić swoich, Polaków, z Kazachstanu, z Syberii, a już słyszymy głosy z Zachodu, a nawet zza oceanu, jacy to jesteśmyksenofobiczni, ciemni, niecywilizowani.

Tak wyliczał biskup płocki, zapominając najwyraźniej, że Polska przyjęła już rodziny syryjskich chrześcijan oraz że pomocy im udzielały również parafie katolickie. Jak przekonywał następnie, ze znanych z historii zmagań Polaków z Krzyżakami płynie ważna nauka.

Nie, my nie jesteśmy ksenofobiczni i niegościnni, alemądrzy i nauczeni… Nauka, jaką zaczerpnęliśmy z tamtych zmagań Polski, Mazowsza z Krzyżakami, pozostała w nas na zawsze: jak raz wpuścisz do domu obcego – wpuścisz do domu dopiero budowanego, do domu małego, domu słabego, to możesz zgotować sobie wielką biedę… Już wiemy, jaką biedę zgotowali sobie nasi sąsiedzi z Francji, Niemiec, Austrii – choć ich domy są znacznie większe, bogatsze – wpuszczając w swoje granice miliony muzułmanów! Multikulti poniosło porażkę. A czynili to wszystko w imię kolejnej chorej, współczesnej ideologii – ideologii pluralizmu, dla której wszystkie kultury, wszystkie religie i wiary są dobre. Wszystkie – z wyjątkiem jednej, własnej: chrześcijańskiej. Tej jednej, własnej się wstydzą, z tą jedną, własną, z której czerpią korzenie, walczą!
– apelował biskup Piotr Libera do wiernych zgromadzonych na niedzielnej mszy.

Wielkopański germanizm z batem w cholewie strofuje patriotyzm suwerennej Polski


Uchodźcy to jeden z głównych motywów kampanii w Polsce.

Czy to wpłynie na decyzje wyborców? „Nie zapomnimy, że niektóre kraje pozostawiły przyjaciół samym sobie” – te słowa europejskiego dyplomaty cytuje „Sueddeutsche Zeitung”, zarzucając Polsce „narodowy egoizm”.

Z kolei „Frankfurter Allgemeine Zeitung” podkreśla, że problem uchodźców stał się głównym tematem polskiej kampanii wyborczej. „Powróciła tradycyjna polska wojna domowa na słowa” – ocenia „FAZ”. „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, pisząc o kampanii wyborczej w Polsce, twierdzi, że przez długi czas narodowo-konserwatywna opozycja eksponowała w kampanii wyborczej kwestie socjalne i objawy zmęczenia u rządzącej Platformy Obywatelskiej.

Jednak na finiszu nastąpiła „zmiana konia” i obecnie w kampanii dominuje europejski kryzys migracyjny – podkreśla autor materiału Konrad Schuller. Zwraca uwagę, że dyskusja o uchodźcach w Polsce wykazuje osobliwość, która przypomina sytuację na wschodzie Niemiec.

„Odbywa się w kraju, w którym przez długi czas nie było problemu imigracji, co powoduje, że ta dyskusja jest nadzwyczaj ostra” – zauważa Schuller. Stosunek do uchodźców wpłynie na decyzje wyborców? Większość zaprzecza Około dwóch… czytaj dalej »

„Apokaliptyczny obraz zislamizowanej Polski” Kierowana przez byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego opozycja ostrzega przed „zmierzchem Zachodu” – pisze „FAZ”. W parlamencie Kaczyński naszkicował w zeszłym tygodniu „apokaliptyczny obraz zislamizowanej Polski”, twierdząc, że rząd otwiera drzwi przed ludźmi, którzy tylko czekają, by zrobić „z kościołów toalety”, co rzekomo ma już miejsce we Włoszech – pisze niemiecki dziennik.

Schuller przypomina wypowiedź Kaczyńskiego o strefach w Szwecji, gdzie obowiązuje szariat, oraz jego zarzut, że mechanizm przyciągający imigrantów stworzyli Niemcy, co sprawia, że jest to teraz ich problem. „

FAZ” uznał ripostę premier Ewy Kopacz w czasie sejmowej debaty za zaskakującą. Zdaniem Schullera Kopacz, która z obawy przed dalszą utratą popularności przez długi czas wypowiadała się o uchodźcach niejasno, teraz uzmysłowiła sobie prawdopodobnie, że ataki Kaczyńskiego są „tym, czego od miesięcy szukała: tematem, który może niedomagającej PO przywrócić tych wszystkich wyborców, który odmówili jej posłuszeństwa po latach bezsilnego przywództwa”.

Dawny, lecz ostatnio nieco zamazany podział na Polskę europejsko-liberalną i narodowo-konserwatywną, może znów stać się siłą mobilizującą – przewiduje Schuller. Unia szuka porozumienia ws. uchodźców. Od niego zależy, ilu przyjmie Polska Przed wtorkowym… czytaj dalej » Mobilizacja proeuropejskiej Polski Polska opinia publiczna stała się obecnie jego zdaniem bardzo spolaryzowana.

„Tradycyjna polska wojna domowa na słowa, odwieczna wrogość między liberalną a narodowo-konserwatywną opinią publiczną, która ostatnio straciła sporo ze swojej emocjonalnej żarliwości, powróciła” – pisze „FAZ”. Schuller zwraca uwagę, że prawicowo-narodowa prasa w Polsce mówi od dawna o „dyktacie Niemiec”, które rzekomo chcą narzucić innym swój „multikulturowy model społeczny”.

„FAZ” zaznacza, że Polska proeuropejska też się zmobilizowała. Redakcja wskazuje na apel środkowoeuropejskich intelektualistów, który podpisali m.in. Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski. Pięć tygodni przed wyborami stało się jasne, że dramat uchodźców zdominuje ostatni okres kampanii wyborczej – pisze Schuller.

Niemiecki dziennikarz podkreśla, że w sondażach utrzymuje się przewaga PiS, i że PO musiałaby odrobić duże straty, aby zwyciężyć. Być może Kopacz „dobrała odpowiednie słowa, aby zmobilizować zmęczonych wyborców” – zastanawia się korespondent „FAZ”.

Nie zapomnimy, że niektóre kraje pozostawiły przyjaciół samym sobie Kwaśniewski: papież może mieć rację, mamy trzecią wojnę światową w kawałkach Świat już takie… czytaj dalej » „Sueddeutsche Zeitung” zarzuca Polsce „narodowy egoizm”.

Rząd jest przeciwny przyjmowaniu uchodźców, jednak Polska jest mocno uzależniona od funduszy strukturalnych, co powoduje, że Warszawa znalazła się pod presją – pisze gazeta.

Autor materiału Florian Hassel wylicza, ile pieniędzy Polska dostanie z unijnej kasy. W latach 2014-2020 Warszawa przekaże do Brukseli 30 mld euro, a otrzyma prawie 106 mld – pisze „SZ”. Rozdźwięk między „błogosławieństwem unijnych miliardów a niewielką solidarnością w kryzysie migracyjnym” sprawił, że szef MSW Niemiec Thomas de Maiziere i wicekanclerz Sigmar Gabriel zagrozili krajom odmawiającym przyjęcia uchodźców ograniczeniem funduszy – pisze Hassel.

Możliwość cięcia funduszy jest zdaniem „SZ” nadal aktualna. „To logiczne, że nie zapomnimy o tym, iż niektóre kraje pozostawiły będących w potrzebie przyjaciół samym sobie i że następnym razem ograniczymy naszą pomoc” – powiedział gazecie europejski dyplomata.

Autor: PM//rzw / Źródło: PAP (http://www.tvn24.pl)

%d bloggers like this: