Rząd ma oczywistą rację w kwestii blokady polityki multikulti i relokacji imigrantów


 

KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

Motas: Rząd ma rację

22 czerwca 2017 Redakcja Konserwatyzm.pl

Trwający w Polsce od kilku już miesięcy spór o kwestię przyjmowania uchodźców doprowadził do iście kuriozalnej sytuacji. Zaobserwować można bowiem prawidłowość, podług której środowiska podkreślające swój konserwatywny i katolicki światopogląd opowiadają się w przeważającej części przeciwko ich przyjmowaniu, co stoi w jawnej sprzeczności ze wskazaniami i wezwaniami ze strony Papieża i polskiego Episkopatu.

Przychylne przyjmowaniu uchodźców są zaś środowiska liberalno-lewicowe oraz opozycyjne w stosunku do rządu partie, co czyni z nich, w tej konkretnej sprawie, dość egzotycznych sojuszników Kościoła Katolickiego. Po jednej stronie barykady znaleźli się zatem zwolennicy społeczeństwa wielokulturowego, przedstawiciele wszelkiej maści mniejszości oraz… Kościół instytucjonalny, po drugiej zaś „ciemnogród”. Paradoks sytuacji polega także na tym, że to przede wszystkim właśnie ci pierwsi znajdą się na celowniku bojowników radykalnego islamu. Widać też jasno, że linia podziału w tej bardzo ważnej dla przyszłości Polski sprawie nie przebiega w sposób typowy dla innych sporów dzielących Polaków.

Skrajnie odmienne są rzecz jasna motywacje zwolenników przyjmowania przybyszów z Afryki i Półwyspu Arabskiego do Polski. O ile Kościół mówi o konieczności pomocy bliźniemu i chrześcijańskim miłosierdziu, o tyle środowiska liberalne widzą w tym szansę na oddanie Polski w pacht ideologii multi-kulti. Wszak wdrażanie jej w życie w kraju o niemal jednolitej strukturze rasowej (uwzględniając w tym również coraz liczniejszą diasporę ukraińską), narodowej monokulturze i jednej dominującej religii wydaje się być niepodobieństwem.

Potrzebne są mniejszości, a w tej roli uchodźcy mogą się sprawdzić doskonale. Polska nie dysponuje bowiem żadnymi narzędziami ani środkami, aby zupełnie obce etnicznie i kulturowo ludy poddać asymilacji, chociażby na wzór I Rzeczpospolitej. Dziś podobnymi możliwościami nie dysponują nawet najwięksi światowi gracze, o czym świadczą chociażby liczne nabrzmiałe konflikty etniczne, religijne i narodowościowe widoczne w Rosji i Stanach Zjednoczonych.

Nie należąc do admiratorów działań podejmowanych przez obecny rząd, w tej sprawie w pełni popieram jednak wszelkie kroki mające na celu storpedowanie planów przyjęcia przez Polskę uchodźców. Leży to w polskim interesie narodowym. Rząd winien być w tej sprawie nieugięty i stanowczy, nawet kosztem ewentualnych sankcji finansowych nałożonych na Polskę. Rządzący w pierwszej kolejności troszczyć się powinni o własnych obywateli i państwo, wobec czego wszelkie inne zobowiązania są czymś wtórnym.

Epatowanie łzawymi scenami z uchodźcami w roli głównej nie powinno nikomu przesłaniać gorzkiej lekcji, jaką niemal codziennie przechodzą Niemcy, Francja, Wielka Brytania i inne kraje europejskie. Dowodzi tego niezbicie fakt, iż państwa, w których jeszcze kilka dekad wstecz dominowała biała i chrześcijańska ludność, dziś wyglądają niemal jak biblijna Wieża Babel. Kto nie wierzy, niech pojedzie chociażby do „stolicy” UE – Brukseli, podróż taka działa bowiem jak prawdziwy zimny prysznic nawet na największego zwolennika państwa multikulturowego.

Maciej Motas

za: http://www.mysl-polska.pl/

Facebook

Służalcza postawa establishnentu III RP wobec dyktatorskich zapędów samostijnej


prawica.net

 

Ukraina: pomnik UPA za poszukiwania IPN

Władze Ukrainy nadal wstrzymują prace poszukiwawcze IPN na swoim terytorium oraz legalizację polskich upamiętnień na dawnych Kresach. Jako warunek podają… odbudowanie przez Polaków pomnika UPA w Hruszowicach.

O stanowisku ukraińskich władz poinformował dyrektor Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN Adam Siwek, który w poniedziałek usiłował rozmawiać ze stroną ukraińską na temat współpracy w obszarze historycznych upamiętnień. Ukraińcy byli jednak niewzruszeni – albo zdemontowany przez polskich narodowców pomnik UPA zostanie odbudowany, albo strona polska może zapomnieć o jakichkolwiek pracach na terytorium Ukrainy.

Co więcej, strona ukraińska domaga się, aby wszystkie wzniesione bezprawnie upamiętnienia (w zdecydowanej większości poświęcone rezunom spod znaku OUN-UPA) zostały zalegalizowane.

Pomniki te wzniesiono z naruszeniem obowiązującego w Polsce prawa.

– Taki stan rzeczy to efekt służalczej postawy establishmentu III RP wobec Ukrainy – skomentował całą sprawę znany działacz kresowy ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

żródło:

prawy.pl

Tańcowały dwa Michały wokół jednej lipy


 

fronda aniol

 

 

Stanisław Pięta dla Frondy wyjaśnia, kogo skompromitował Michał Tusk24.06.2017, 18:00

stanisław pięta

joanna jaszczuk

 

Stanisław Pięta dla Frondy wyjaśnia, kogo skompromitował Michał Tusk

3

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Na antenie Telewizji Republika powiedział Pan, jako poseł zasiadający w komisji śledczej ds. Amber Gold, że wypowiedź Michała Tuska o „lipie” w kontekście rozmowy z ojcem w czerwcu 2012 roku, obciąża przede wszystkim byłego premiera

Poseł Stanisław Pięta, PiS: Osobną sprawą jest wiedza pana Michała Tuska- zleceniobiorcy OLT, który był zobowiązany do troski o wizerunek firmy, zajmował się jej PR oraz przygotowywaniem analiz dla tej spółki. Ocena postawy pana Michała Tuska to więc jedna sprawa. Natomiast z punktu widzenia interesów państwa, przepisów prawa, obowiązków, które spoczywają na premierze Rzeczypospolitej, który wówczas sprawował nadzór nad służbami specjalnymi, mamy do czynienia z karygodnym zaniedbaniem. W mojej ocenie jest to niedopełnienie obowiązków. Premier, mając wiedzę na temat działalności oszukańczego biznesu, powinien zwrócić się do prokuratury, zwrócić się do innych instytucji, takich jak- w tym przypadku-Ministerstwo Finansów, także do szefa ABW. Tego rodzaju działania mogłyby z jednej strony zablokować działalność małżeństwa P., z drugiej- pozwoliłyby ostrzec potencjalnych klientów i uchronić ich przed utratą swoich oszczędności. Przypominam, że w czerwcu 2012 roku setki Polaków przenosiło swoje pieniądze do Amber Gold.

Niektórzy komentatorzy żartują, że- w przeciwieństwie do swojego ojca- Michał Tusk powiedział prawdę. Przynajmniej w zdaniu, od którego wyszliśmy. Mówiąc, że obaj z ojcem wiedzieli, iż „Amber Gold, mówiąc kolokwialnie, to lipa”, zrobił to dość spontanicznie, może nawet „przypadkowo”…

Uważam, że ta wypowiedź, mimo że Michał Tusk musiał być przygotowywany do składania zeznań przed komisją, miała charakter spontaniczny i można powiedzieć, że prawda mu się „wymsknęła”… Natomiast to, że wcześniej udzielał członkom komisji pouczeń, przedstawiał definicję prawdy, podkreślając, że mówienie „nie pamiętam” oznacza mówienie prawdy, pokazuje brak empatii w stosunku do osób oszukanych przez organizatorów tych przestępczych przedsięwzięć. Trudno wyobrazić sobie, by Michał Tusk nie pamiętał, czy sam zgłosił się do wykonywania zleceń dla OLT Express, czy to jemu zaproponowano wykonywanie działań na rzecz tej firmy. Zresztą to nie jedyny przypadek, ponieważ pan Michał Tusk twierdził, że nie pamięta również, czy to on był inicjatorem rozmowy ze swoim ojcem, podczas której ówczesny premier miał wyrażać się z dezaprobatą na temat pracy syna dla OLT, czy też rozmowa nastąpiła z inicjatywy ojca. W mojej ocenie to wszystko nie brzmi zbyt wiarygodnie. Ponadto z przesłuchania wynika dość ciekawy stosunek Michała Tuska do PLL LOT. Przesłuchiwany pozwolił sobie bowiem wyrazić nadzieję, że dziennikarze „dowalą” tej spółce. Polacy zresztą sami powinni ocenić tego rodzaju wypowiedzi…

Dominik Tarczyński dla Frondy obnaża hipokryzję PO w kwestii uchodźcówTarczyński obnaża hipokryzję PO w kwestii uchodźców

Michał Tusk jest kolejną przesłuchiwaną przez Komisję osobą, która czegoś „nie zachowała w pamięci”. Skąd u przesłuchiwanych te luki pamięciowe? Pewnych rzeczy przecież nie sposób nie pamiętać, na przykład okoliczności, w których nawiązało się współpracę z firmą OLT Express

Zastanawiające, że te luki pamięciowe są tak wybiórcze. Pewne fragmenty zdarzeń świadkowie pamiętają doskonale, przy innych okazuje się, że są dotknięci jakąś dość nietypową amnezją.

Dość ciekawa wypowiedź padła również z ust Ewy Kopacz w TVN24. Była premier zaatakowała Jarosława Kaczyńskiego, twierdząc, że prezes PiS chce pognębić swojego politycznego rywala, uderzając w jego dziecko. „Ten cynizm Jarosława Kaczyńskiego bierze się chyba stąd, że on nie mając dzieci, nie wie, jak bardzo kochamy swoje dzieci”-stwierdziła polityk Platformy Obywatelskiej

Takie wypowiedzi świadczą o pogłębiających się problemach pani Kopacz, która stara się za wszelką cenę osłonić Donalda Tuska. Jednak wygłaszając tego rodzaju opinie, jedynie ośmiesza zarówno siebie, jak i samego Donalda Tuska.

Można zauważyć, że gdy tylko jakiś organ państwowy, jakaś instytucja, „ruszy” któregokolwiek z polityków Platformy Obywatelskiej, w przypadku Michała Tuska akurat- syna szefa rządu PO, pozostali posłowie tego ugrupowania lub sami przesłuchiwani powtarzają, że sprawa ma charakter polityczny, że padają ofiarą ataków politycznych, teraz pojawiła się historia o gnębieniu trzydziestokilkuletnich dzieci ważnych polityków związanych z PO, co miało być wyłącznym celem powołania komisji

Politycy Platformy Obywatelskiej próbują zasłaniać się komentarzami o zemście czy walce politycznej, o chęci politycznego zniszczenia, o wyłącznie politycznych motywacjach danej sprawy. Nie rozumieją jednak, że walka polityczna przebiega dziś w zupełnie innym miejscu i komisja ma za zadanie wyjaśnienie przyczyn bezczynności organów państwowych. Takie obowiązki nałożył na nią Sejm, co więcej, czuje się odpowiedzialna przed Polakami. Naszym celem nie jest walka z Platformą Obywatelską. Staramy się po prostu odkryć prawdę i przekazać ją Polakom.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Wystarczy nie kraść, by Polska rosła w siłę a ludzie żyli dostatnio


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

24 czerwca 2017

 

Te dane nie pozwalają tzw. totalnej opozycji spać po nocach

 

Dodano: 24.06.2017 [18:41]

Te dane nie pozwalają tzw. totalnej opozycji spać po nocach - niezalezna.pl

foto: marcin krawczyk

Miało brakować pieniędzy na program „Rodzina 500 plus”, a budżet państwa nie miał szans na to, by się zbilansować – wieszczyli nie tak dawno temu politycy Platformy Obywatelskiej. Tymczasem okazuje się, że polska gospodarka ma się coraz lepiej. „Wystarczy nie kraść” – podsumowują krótko internauci.
Ekonomiści przewidują, że deficyt budżetu w 2017 roku może być niższy aż o o 20 miliardów złotych od planu Ministerstwa Finansów. – Z perspektywy długookresowej sytuacji fiskalnej to duża kwota, na przykład niemal w całości zabezpieczająca roczne wydatki na program 500 plus. Ryzyko wzrostu długu publicznego znacznie maleje, co jest także bardzo istotne dla długookresowego funkcjonowania gospodarki –powiedział ekonomista banku ING Jakub Rybacki.

Solidnie odbudowujemy bazę podatkową, podatki płacone są coraz bardziej uczciwie, mamy stabilny system finansowy i niski deficyt

  • ocenił wczoraj w Szczecinie wicepremier, minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki.
    Według niego poszczególne miesiące tego roku pokazują na poziom uszczelnienia systemu podatkowego.

To jest bardzo pozytywna informacja, którą warto przekazać, że mamy coraz bardziej uczciwie płacone podatki. Dzięki temu likwidujemy karuzele vatowskie i mamy stabilny system finansowy, niski deficyt budżetowy

  • ocenił Morawiecki.
    Wicepremier sądzi, że deficyt sektora finansów publicznych będzie na koniec tego roku niższy niż zaplanowane 2,9 proc. PKB.

Po raz pierwszy od ośmiu, czy dziewięciu lat przyrosty ściągalności głównej daniny do budżetu, jakim jest podatek VAT są dwucyfrowe, przekraczają wyraźnie 10 proc. Jestem głęboko przekonany, że w takiej dynamice zostaną utrzymane do końca roku, być może będzie to 15 proc., a może nawet 18 proc. przyrostu rok do roku

  • dodał Morawiecki.
    W czwartkowym komunikacie resort finansów podał, że zgodnie z szacunkowymi danymi, deficyt budżetu po maju wyniósł 0,2 mld zł, czyli 0,3 proc. planowanego w br. na 59,3 mld zł. W okresie styczeń-maj br. dochody budżetu wyniosły 143,3 mld zł, czyli 44 proc. planu na cały rok, a wydatki 143,5 mld zł, tj. 37,3 proc. MF wyjaśniło, że między styczniem a majem 2017 r. dochody budżetu państwa były wyższe o 14,2 mld zł w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Z kolei dochody podatkowe wzrosły w tym okresie o 18,8 proc. w ujęciu rocznym.
    Czytaj też: Sławomir Neumann przegrał zakład z Pawłem Szałamachą. Kiedy potwierdzenie przelewu?
    Internauci zebrali wszystkie dane w jednej infografice, odpowiednio to podsumowując.

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

antyKOD @antyKOD

Strona FB Kamieni Kupa zrobiła mema z danych ilościowych zebranych przez @Kubiak92 i grafiki @BratWodza
RT
Źródło: https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=1931982163682924&substory_index=0&id=1732451630302646 …

15:25 – 24 Jun 2017

  • 6767 podanych dalej

  • 100100 polubień

  • Twitter Ads info and privacy

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    Kamil Kubiak @Kubiak92

    Rekordowo niski deficyt dla opornych jest trudny do przyjęcia.
    Podstawowy argument: kreatywna księgowość.
    Analitycy z mBanku odpowiadają.

    14:52 – 23 Jun 2017

  • 232232 podane dalej

  • 391391 polubień

  • Twitter Ads info and privacy

    Czytaj więcej: Karuzela przekrętów kręciła w najlepsze. 225 spółek (też z zagranicy) umoczonych w wielkie oszustwo
    Nic dziwnego, że tzw. totalna opozycja ma spore problemy z przekonaniem Polaków do głoszonych wcześniej opinii – na przykład takich, że na program 500 plus państwa po prostu nie stać.
    Czytaj: Przypomniano słowa Kopacz o 500 zł na dziecko. Co za kompromitacja!

    Taliban szykuje powrót do władzy



    Xportal.pl
    Informacje, Idea, Polityka24.06.2017

    MENU

    Afganistan: Taliban szykuje się do ponownego objęcia władzy

    24 czerwca 2017 14:42

    Przywódca Talibanu Hibatullah Akhundzada w swoim przemówieniu z okazji Eid Al Fitr (końca Ramadanu) zaostrzył stanowisko afgańskiego ugrupowania przeciwko wspieranym przez Stany Zjednoczone rządom w Kabulu. W swoim przesłaniu potępił wszelkie ataki na ludność cywilną w kraju, podkreślając, że Taliban atakuje tylko strony bezpośrednio zaangażowane w konflikt (głównie siły prorządowe). Co znamienne, Akhundzada przestrzegł przed powtórzeniem wydarzeń z ubiegłego wieku, kiedy równie słaby, niestabilny, wówczas zależny od Moskwy, rząd został obalony przez Mudżahedinów. Stwierdził też, że wojna domowa nie skończy się dopóki wojska NATO nie opuszczą terytorium Afganistanu, czym również nawiązał do analogicznej sytuacji z ub. wieku.

    (Na podst.: reuters.com, mcclatchydc.com)

    Komentarz Redakcji: Widać, że Taliban poważnie podchodzi do kontaktu z Afgańczykami i swojego ewentualnego powrotu do władzy. Każdy z większych zamachów na ludność cywilną na terytorium Afganistanu jest błyskawicznie potępiany przez władze ugrupowania, a na terenach objętych jurysdykcją Talibanu przeprowadza się – nazwalibyśmy je – PR’owe przedsięwzięcia jak masowe „sadzenie drzewek”. Ostatnie deklaracje Pentagonu dot. zwiększenia obecności amerykańskich wojsk nie wpłynęły na linię polityczną Talibanu, a tylko zaostrzyły stanowisko w sprawie prowadzenia działań przeciwko rządom w Kabulu. W natłoku informacji dotyczących Syrii i Iraku, opinia publiczna w Europie zapomina, że jeden z ciekawszych konfliktów o bardzo interesującym przebiegu może w niedługim czasie doprowadzić do zaskakującego rozstrzygnięcia. Interesująca jest też reakcja Amerykanów na militarne niepowodzenia w Afganistanie. Waszyngton oskarża Rosję i Iran o finansowanie Talibanu, sugerując niepodważalną potęgę armii Stanów Zjednoczonych, która nie mogłaby mieć problemów ze spacyfikowaniem skromnie uzbrojonych Pasztunów i innej ludności wieloetnicznego Afganistanu. Czyżbyśmy byli świadkami powtórki z Wietnamu? (ARK)

    Jak PRL czegoś nie zbudował to i RP tego nie ma


     

    Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

     

    24 czerwca 2017

     

    • Kreml nawilża nam gaz!

    Kreml nawilża nam gaz!

    Written by krakauer, 24 czerwca 2017, 8 komentarzy

     Nie można mieć wątpliwości – to Kreml nawilża nam gaz! Dostawy wilgotnego gazu zostały wstrzymane, Polska nie ma instalacji jego osuszania, co samo w sobie jest skandalem. Jednak po raz kolejny sprawdza się stara zasada – jak PRL czegoś nie zbudowało w zakresie infrastruktury, to tego po prostu nie ma. N

    Porażają rusofobiczne orgie niektórych mediów oraz paniczne pokrzykiwania niektórych polityków,   które ujawniają cały spisek, wręcz prawie wypowiedzenie wojny. Oto Rosja na kilka dni przed wizytą pana Donalda Trumpa w Polsce, przesyła do nas nawilżony gaz, z którego jak wiadomo nie możemy skorzystać. To zaiste gra Kremla, mająca na celu upomnienie nas, że bez rosyjskiego gazu nie odnajdziemy się na świecie, a wszelkie pomysły na dywersyfikację dostaw. W tym oczywiście na import gazu z rzekomo wspierającego terroryzm Kataru lub budujących w świecie arabskim demokrację i pluralizm Stanów Zjednoczonych – są nieracjonalne ekonomicznie. Dodatkowo wątpliwe ekologicznie (gaz ze źródeł niekonwencjonalnych w USA) lub politycznie (terroryzm i Katar). 

    Gaz nawilżony ma być dowodem na rosyjski spisek i złą wolę, chociaż rosyjski dostawca ogłosił, że to problem techniczny i zadeklarował pełne wsparcie w jego rozwiązaniu. Oto więc mamy dowód na kolejny akt rosyjskiej agresji przeciwko Polsce, Rosjanie sami eliminują się z naszego rynku, przesyłając nam gaz z którego nie możemy korzystać. Gdzie tu sens? Gdzie jakakolwiek podstawowa logika? Tego już chyba nie wiedzą najstarsi Górale…

    Problem dywersyfikacji dostaw błękitnego paliwa do Polski jest bardzo złożony, w tle tej histerii pojawiają się kolejne dostawy gazu z USA oraz inicjatywa Baltic Pipe, której sens ekonomiczny jest najdelikatniej mówiąc trudny do uchwycenia. Politycznie oczywiście jak najbardziej można tutaj dyskutować, jednak trzeba mieć świadomość, że za niezależność gazową od Rosji trzeba będzie płacić i to stosunkowo wysoką cenę. Nie ma w naszej sferze publicznej wyliczeń, ile będzie nas kosztował import energii – w tym gazu przez kolejne 20 lat, jeżeli zrezygnujemy z gazu z Rosji. Trzeba bowiem pamiętać, że tak jak dywersyfikujemy dostawy rosyjskie, poprzez dostawy do gazoportu, czy też gazu z Morza Północnego nowym gazociągiem. To w naszym interesie jest również utrzymanie współpracy z Rosją, albowiem dostawy z tego kierunku – zawsze będą równowagą przed dyktatem cen z nowych źródeł. Chodzi o to, żeby w tych działaniach zachować jakiś elementarny sens ekonomiczny. 

    Na pewno najtaniej byłoby mieć stałe dostawy z Rosji, mamy infrastrukturę i możemy importować w zasadzie każdą ilość gazu, a nasze potrzeby będą rosnąć. Nie da się jednak zaprzeczyć oczywistej okoliczności, że z powodów politycznych i generalnej konkurencji międzynarodowej w gospodarce, lepiej jest mieć jednak zdywersyfikowane dostawy energii. Dlatego korzystanie z nowych źródeł dzięki importowi morskiemu jak i intensyfikacji i dywersyfikacji przesyłu lądowego z sąsiednich krajów – to słuszny kierunek działań. Trzeba jednak to robić mądrze, ponieważ jeżeli naszym celem ma być odejście od zakupów w Rosji, to proszę przestać mówić o dywersyfikacji źródeł dostaw gazu do Polski. To nic innego, jak klasyczny skok na kasę polskich konsumentów, nowe źródła dostaw, to nowi dostawcy, to rewolucja gospodarcza. Nie mówimy „nie”, jednak trzeba mieć świadomość, że od razu sami pakujemy się w zależność w drugą stronę. 

    Problem nie ujawni się od razu, na początku będą wstęgi, zapewnienia o paliwie wolności, wzmacnianiu demokracji, wszystkim co najlepsze. To relacja obliczona na długi okres czasu, w którym będą kolosalne korzyści, tym większe, im większe będzie uzależnienie się od nowych źródeł z naszej strony. Gdyby projektowi gazowemu towarzyszyło np. Rozbudowanie sektora energetyki odnawialnej oraz budowa energetyki jądrowej, to byłoby zupełnie inaczej. Chodzi o to, że najkorzystniejszy byłby dla nas mix energetyczny, w którym mielibyśmy dostawy gazu z Rosji na dotychczasowym poziomie. Do tego z nowych źródeł pokrywalibyśmy wzrost zapotrzebowania na gaz, na tyle na ile nie bylibyśmy w stanie wytworzyć energii ze źródeł odnawialnych i energetyki jądrowej oraz oczywiście modernizowanej tradycyjnej. Niemcy pokazują, że taki model jest możliwy do realizacji, chociaż kosztuje bardzo dużo. Nikt jednak nie zarzuci naszym sąsiadom, że nie wiedzą co robią. Właśnie ich model budowy energetyki zdywersyfikowanej jest nadzwyczajnie korzystny. Zobaczymy czy zrezygnują z energetyki jądrowej, byłby to zadziwiający przykład potęgi przemysłowej, która nie korzysta z energetyki jądrowej. 

    Tymczasem żyjmy w przeświadczeniu, że Kreml nawilża nam gaz! Proszę jednak zrobić jedno doświadczenie: proszę schować rachunek za gaz z tego miesiąca, albo nawet lepiej – oprawić go w ramkę i powiesić gdzieś na ścianie w nieużywanej części mieszkania. Za 10 lat, porównacie go państwo z aktualnym rachunkiem. Proszę popatrzeć na mapę – skąd najbliżej jest z dostawami gazu do Polski? Nigdy gaz z dalszych źródeł nie będzie tańszy.

    Kto uczestniczył w Holokauście?


    Myśl Polska

    Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

    LOGIN

    Kto uczestniczył w Holokauście?

    Warsaw-ghetto-gate.jpg
    Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar (z pochodzenia Ukrainiec) ogłosił, że naród polski uczestniczył w Holokauście [1]. Naród polski, czyli również siostra mojego dziadka Stanisława Zając – więźniarka KL Auschwitz nr 17534. Dowodem na to, że naród polski uczestniczył w Holokauście jest – zdaniem pana Bodnara – to, że Polskie Państwo Podziemne karało szmalcowników. A gdyby ich nie karało, to by nie było sprawy?

    Rozumowanie pana Bodnara jest nie tylko głupie i bezczelne, ale jest także niebezpieczne dla jego admiratorów z kręgów michnikowskich. Bo idąc tokiem rozumowania pana Bodnara musimy dojść do wniosku, że również naród żydowski uczestniczył w Holokauście i to nieraz bardziej aktywnie niż funkcjonariusze III Rzeszy.

    I nie chodzi tutaj o żydowskich szmalcowników, których prawdopodobnie było więcej niż polskich. Chodzi o „króla” getta łódzkiego – Chaima Mordechaja Rumkowskiego – który wysłał dziesiątki tysięcy swoich rodaków do komór gazowych Chełmna nad Nerem (Kulmhof) i Auschwitz, a tysiące innych zagłodził, współpracując w tym dziele niezwykle aktywnie i lojalnie z gestapo i administracją niemiecką.

    Chodzi o „króla” gett żydowskich w Zagłębiu Dąbrowskim – Mojżesza Merina – który tak samo jak Rumkowski w Łodzi bardzo lojalnie współpracował z Niemcami w dziele zagłady narodu żydowskiego. Chodzi o dziesiątki, a może setki im podobnych funkcjonariuszy żydowskich samorządów w gettach (tzw. Judenratów lub Rad Starszych), o których była więźniarka KL Auschwitz Halina Birenbaum pisała, że byli najzwyklejszymi kolaborantami i zdrajcami narodu żydowskiego.

    Chodzi o funkcjonariuszy żydowskiej służby porządkowej w gettach, którą mieszkańcy tychże gett nazywali wymownie „żydowskim gestapo” i która składała się nie z ludzi marginesu społecznego, ale z elity społecznej – synów żydowskich adwokatów, lekarzy, przemysłowców, kupców itd. To właśnie oni wyłapywali w gettach ofiary do transportów, które Niemcy wysyłali do obozów zagłady, traktując członków własnego narodu brutalniej niż policja niemiecka. I nie działali pod niczyim przymusem, bo służba w żydowskiej policji, tak samo jak praca w Judenratach, była dobrowolna.

    Tak więc admiratorzy pana Bodnara z kręgów „opozycji totalnej” powinni go koniecznie przywołać do porządku, bo ich ulubieniec niechcący otworzył puszkę Pandory.

    Bohdan Piętka

    [1] Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich: naród polski współuczestniczył w Holokauście, www.kresy.pl, 20.06.2017.

    Amerykańsko-polska współpraca w sferze obronności kraju


    Kresy - Portal Społeczności Kresowej

    Tomasz Szatkowski. Fot. twitter.com / T_Szatkowski

    SZATKOWSKI, WICESZEF MON: POLSKA MOŻE WKRÓTCE WYSTĄPIĆ Z DEKLARACJĄ WS. ZAKUPU UZBROJENIA OD USA

     

    24 czerwca 2017|1 Komentarz|w Ameryka, bezpieczeństwo i obrona, polityka, Polska, Wydarzenia |Przez Marek Trojan

    Wiceminister obrony Tomasz Szatkowski nie wykluczył, że jeszcze przed wizytą Donalda Trumpa w Polsce MON wystąpi z deklaracją ws. zakupu amerykańskiego uzbrojenia. „Myślenie rządu Polski i USA nt. strategii rozwoju naszych sił zbrojnych jest komplementarne”.

    Wiceszef MON Tomasz Szatkowski przebywa z wizytą w Waszyngtonie. W stolicy Stanów Zjednoczonych spotkał się z wysokimi rangą przedstawicielami Pentagonu. Dokładniej, z podsekretarzami obrony USA ds. Europy i NATO – Tomem Goffusem, ds. strategii i rozbudowy Sił zbrojnych – Elbridgem Colbym oraz ds. bezpieczeństwa międzynarodowego – Robertem Karemem.

    Zdaniem Szatkowskiego, myślenie polskiego rządu i Amerykanów na temat strategii rozwoju naszych sił zbrojnych jest komplementarne. Wiceszef MON spodziewa się zatem utrzymania bliskiej współpracy wojskowej z USA.

    – Codzienna współpraca wojskowa, nasz wkład w misję przeciwko Państwu Islamskiemu i w Afganistanie, to że wydajemy 2 proc. PKB na obronność – a będziemy wydawać jeszcze więcej – jest bardzo dobrym sygnałem dla tej administracji – powiedział Szatkowski. Jego zdaniem, istnieje wiele obszarów „gdzie możemy się chwalić”.

    Szatkowski zaznaczył, że jego wizyta w Pentagonie była elementem przygotowań do przyszłotygodniowego spotkania ministra obrony Antoniego Macierewicza z sekretarzem obrony USA Jamesem Mattisem. A także – do wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie.

     

    Wiceminister obrony nie wykluczył, że jeszcze przed tym pojawi się jakaś deklaracja ws. zakupu amerykańskiego uzbrojenia:

    – Jeśli uda się przed tą wizytą wysłać jakiś pozytywny sygnał w tej sprawie, to będzie dobrze, ale nie jest to absolutna konieczność.

    Jak zaznaczył, że w ciągu najbliższych 15 lat Polska ma wydać ponad 40 mld dolarów na programy zakupu sprzętu wojskowego. Mogą brać w nich udział Stany Zjednoczone.

    Patrioty i Redzikowo

    Pod koniec marca szef MON Antoni Macierewicz poinformował, że Polska wysłała zapytanie ofertowe do amerykańskiej firmy Raytheon dotyczące zakupu rakiet Patriot. Liczymy, że od przekazania zapytania ofertowego, które zawiera nasze warunki w ciągu pół roku, czyli mniej więcej pod koniec tego roku, podpisana będzie umowa za pozyskanie systemu antyrakietowego Patriot– oświadczył w trakcie prasowej Antoni Macierewicz. Zastrzegł jednak, że do podpisania umowy dojdzie, kiedy wszystkie polskie warunki zostaną dotrzymane.

    Szef MON dodał także, że Polska będzie wymagała, aby w pierwszej dostarczonej baterii znalazł się system ICBS, który implementowany ma być w wyposażeniu US Army. – Zapytanie ofertowe zakłada, że Polska wyda nie więcej niż 30 mld złotych na całe zamówienie, a pierwszy zestaw dotrze 2 lata po podpisaniu umowy – wskazał Macierewicz dodając, że podpisanie umowy nastąpi po ustaleniu i dotrzymaniu przez USA warunków offestowych.

    Należy jednak zaznaczyć, że kluczowy system dla polskich Patriotów opóźniony o cztery lata . Sieciocentryczny system IBCS, który Polska chce pozyskać od Amerykanów wraz z systemami Patriot, nie będzie gotowy przed 2019 rokiem, ale najwcześniej w 2022. Tym samym, oczekiwania MON stały się praktycznie nierealne do osiągnięcia.

    Przypomnijmy, że w ub. roku w odpowiedzi na interpelację posła Roberta Winnickiego, wiceminister obrony narodowej Tomasz Szatkowski zaznaczył, że elementy amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce, które mają zostać zainstalowane w Redzikowie, nie są skierowane przeciwko Rosji, a jednocześnie nie będą miały technicznych zdolności do przechwytywania rosyjskich rakiet międzykontynentalnych.

    MON stwierdza, że Umowa o Bazie zawarta z USA przewiduje, że „instalacja ta ma charakter wyłącznie defensywny i ma służyć jedynie do obrony przed atakiem z użyciem rakiet balistycznych”.A

    IAR / tvp.info / Kresy.pl

    Nie pozwólmy zdestabilizować Polski


    Nasz Dziennik.pl

    Nie pozwólmy zdestabilizować Polski

    Piątek, 23 czerwca 2017 (11:17)

    Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki Jak ocenia Pan pomysł ściągania Ukraińców do Polski, a wręcz ułatwiania im otrzymania polskiego obywatelstwa, zaproponowany m.in. przez wicepremiera Jarosława Gowina?

     – Przede wszystkim jest to bardzo niebezpieczny projekt. I takie słowa z ust wicepremiera polskiego rządu są niezrozumiałe, co więcej, budzą trwogę.

    Dlaczego…?

    Po pierwsze, należy pamiętać, że dopóki na Ukrainie nie dojdzie do denacjonalizacji, a więc odejścia od doktryny radykalnego nacjonalizmu ocierającego się o faszyzm, który jest coraz bardziej obecny w życiu publicznym tego kraju, to przybywanie tak dużych grup Ukraińców do Polski, z czasem może wywołać napięcia.

    Mógłby Pan to wyjaśnić…?

    – Ukraińcy po okresie adaptacji w Polsce będą się organizować np. w partie polityczne, czego przykładem może być Ruch Autonomii Śląska znany ze swoich rewizjonistycznych dążeń związanych z utworzeniem autonomicznego regionu w historycznych granicach Górnego Śląska. Należy też brać pod uwagę, że Ukraińcy wyznający ideologię nacjonalistyczną, którzy swoje losy wiążą z Polską, mogą w przyszłości zawierać bardzo niebezpieczne sojusze, np. z organizacjami o charakterze autonomicznym. Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik – niezwykle niebezpieczny – mianowicie Związek Ukraińców w Polsce pod przewodnictwem Piotra Tymy – znanego negacjonisty ludobójstwa na Wołyniu, może z czasem przyjąć tę mniejszość ukraińską przybywającą do Polski, a następnie stworzyć dużą siłę polityczną, która na terenie Polski będzie realizować cele nacjonalistów z Ukrainy. Tak czy inaczej projekt ściągania Ukraińców do Polski to są bardzo niebezpieczne działania. Takie środowisko byłoby bardzo poważnym destabilizatorem sytuacji w Polsce. My musimy wyciągać wnioski z lekcji, jakiej udziela nam historia. W okresie międzywojennym mieliśmy do czynienia z dwoma wizjami współpracy mniejszości ukraińskiej z Polską: jedną reprezentowaną przez demokratyczne siły polityczne, które uczestniczyły w życiu państwa polskiego na czele z ówczesnym wicemarszałkiem Sejmu Wasylem Mudrym, i drugą wizją – skrajnego terroryzmu ukraińskiego, w ramach którego na początku lat 30. ubiegłego stulecia dokonano ponad dwóch tysięcy aktów terroru, w tym również wielu zabójstw. Przypomnę tylko, że zabijano nawet tych Ukraińców, którzy opowiadali się za współpracą z Polską. Zatem dopóki zachodnia Ukraina, z której przybywa do nas najwięcej obywateli tego państwa, w sposób jednoznaczny nie odrzuci ideologii nacjonalistycznej, to istnieje duże niebezpieczeństwo, że wydarzenia, które mają miejsce dzisiaj na Ukrainie, przeniosą się na terytorium Polski. Efektem mogą być napięcia na tle narodowościowym.

    Czy to oznacza, że nie powinniśmy przyjmować Ukraińców do pracy w Polsce?

    – Oczywiście, możemy w Polsce korzystać – czasowo – z pracy obywateli Ukrainy, ale nie może być mowy o trwałym osiedlaniu się ich w dużych ilościach, a tym bardziej o uzyskiwaniu przez Ukraińców obywatelstwa polskiego.

    Z czego się biorą takie pomysły, czyż nie prościej byłoby ściągnąć do kraju tych Polaków, którzy musieli wyjechać za chlebem za granicę?

    – Ma pan rację. Proszę zwrócić uwagę, że do Polski ściąga się od półtora do dwóch milionów Ukraińców, podczas gdy nasz kraj opuściło trzy miliony młodych Polaków. Czyż nie prościej i taniej byłoby opracować programy wsparcia dla Polaków, którzy w związku z destabilizacją sytuacji w Europie Zachodniej, co może nastąpić w najbliższych dwóch, trzech latach w związku z terroryzmem islamskim, być może zechcą wrócić…? Należy im to umożliwić i wyciągnąć do tych naszych rodaków rękę. W tej sytuacji nieporozumieniem jest szukanie sobie problemów z Ukraińcami, bo, owszem, są to rozwiązania proste i tanie, ale na dłuższą metę skrajnie niekorzystne dla Polski. Przede wszystkim my nie możemy prowadzić polityki w krótkim wymiarze, gdzie bierze się pod uwagę tylko to, co jest dla nas opłacalne dzisiaj pod względem zatrudnienia, czyli komu zapłacimy mniej. Lepiej żeby Polska i przedsiębiorcy ponieśli dzisiaj wyższe koszty związane ze ściągnięciem naszych rodaków z zagranicy, co może nam w przyszłości zagwarantować bezpieczeństwo w sferze publicznej, niż w sposób bezrefleksyjny przyjmować Ukraińców, tym samym stwarzając sobie na przyszłość zagrożenie destabilizacji państwa. Obawiam się, że duże grupy Ukraińców obecne w Polsce mogą być wykorzystywane nie tylko przez nacjonalistów ukraińskich, ale też przez inne państwa do wpływania na politykę Polski – to z jednej strony. Natomiast z drugiej – żeby w różnych formach doprowadzać do wewnętrznej destabilizacji, napięć i pokazywać, że Polska jest państwem ksenofobicznym, gdzie pod hasłami liberalnymi z zachodniej Europy będzie się wprowadzać różne formy obce naszej kulturze i narodowej tradycji.

    Niektórzy idą jeszcze dalej, mówiąc nawet o otwarciu polskiej armii dla Ukraińców…

    – Takie tezy są absurdalne i zupełnie niepoważne. Zresztą proszę zwrócić uwagę, jaki problem mają dziś Niemcy, którzy przyjęli w szeregi swojej armii islamistów. W tej chwili służby specjalne prowadzą na szeroką skalę działania mające na celu identyfikację zagrożeń, jakie płyną z tych środowisk. W tej sytuacji brakuje nam jeszcze, żeby służby odpowiadające za bezpieczeństwo były przesiąknięte elementami stanowiącymi zagrożenie dla państwa polskiego. Trudno komentować, jeśli ktoś tego nie rozumie. Jednocześnie takie podejście świadczy o poziomie myślenia niektórych elit, które nie wyciągają żadnych wniosków z naszych doświadczeń historycznych.   W tle tych nierozważnych projektów mamy sytuację, kiedy Ukraina zablokowała Polsce możliwość badań związanych z ludobójstwem na Wołyniu. Co więcej, podważa legalność polskich cmentarzy na swoim terytorium… – Ta sprawa jest absurdalna i skandaliczna w każdym wymiarze. Mianowicie trzeba pamiętać, że na Ukrainie Polacy nie stawiają pomników oddziałom czy formacjom, które brały udział w walkach z Ukraińcami, ale stawiają pomniki czy oznaczają miejsca kaźni ludności cywilnej, która w bestialski sposób została zamordowana przez ukraińskie formacje zbrojne OUN-UPA. Natomiast na terenie Polski mamy do czynienia z próbami gloryfikowania zbrodniarzy, którzy zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce mordowali polską ludność. I to jest jeden aspekt tej sprawy, ale jest jeszcze druga kwestia dotycząca skali. Nacjonaliści ukraińscy zamordowali ponad sto tysięcy Polaków i tylko kilka procent miejsc, gdzie wrzucano ciała ofiar do dołów śmierci jest oznaczonych, a dodatkowo robi się problem z poszukiwaniami i oznaczeniem tych miejsc. Strona polska wychodzi z założenia, że nawet bandyta ma prawo do pochówku, tylko bez gloryfikowania i upamiętniania określonymi napisami miejsca, gdzie spoczywa.

    A może daliśmy sobie po prostu wejść Ukraińcom na głowę?

    – Mamy do czynienia z niesamowitą arogancją ze strony ukraińskiej, która próbuje narzucić państwu polskiemu własną, skrajną, nacjonalistyczną, jednostronną wizję wydarzeń, do których doszło kilkadziesiąt lat temu. Na tym poziomie – moim zdaniem – w ogóle nie ma co rozmawiać. Powiem więcej, mianowicie, że to, z czym dzisiaj mamy do czynienia po stronie ukraińskiej, jest winą ostatnich kilku rządów, które w sposób nazbyt liberalny przymykały oczy na nacjonalizm rosnący na zachodniej Ukrainie. Gdyby kilkanaście lat wstecz polskie rządy w ostry, jednoznaczny sposób zareagowały na odradzający się i szerzący się nacjonalizm ukraiński, to dzisiaj Polska nie miałaby problemu. I jeśli dzisiaj nie uporamy się z tym problemem, stawiając sprawę bardzo jasno, to za kilka lat problem będzie dużo większy, i to nie tylko na płaszczyźnie historycznej, ale przede wszystkim na płaszczyźnie politycznej i bezpieczeństwa. Profesor Włodzimierz Osadczy, komentując fakt, że wiele ofiar ukraińskich mordów wciąż nie ma godnego pochówku, winą za ten stan rzeczy obarczył kolejne polskie rządy.

    Obecny rząd też powinien uderzyć się w piersi?

    – Zgadzam się w całej rozciągłości z oceną prof. Osadczego. W szeregach obecnej władzy dominują dwie tendencje: jedna coraz bardziej zauważa piętrzące się problemy, ale jest też dość duża grupa, która stara się – w dalszym ciągu – prowadzić politykę, która przez ostatnie 20 lat doprowadziła Polskę do stanu, który w procesie upamiętniania polskich ofiar na Ukrainie mamy obecnie. To rzecz nieprawdopodobna, ale niestety jest to fakt.    Ewa Siemaszko stwierdziła ostatnio, że to polska klasa polityczna przyczyniła się do rozwoju kultu Bandery na Ukrainie i kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich.

    Proukraińska polityka kolejnego rządu odbija nam się czkawką?

    – Ewa Siemaszko nie kryje się z tym od dawna i wie, co mówi. Zresztą nie tylko ona, ale jeszcze kilku innych polskich historyków wypowiada się podobnie w tej kwestii. Niestety, wszyscy, do których były adresowane te słowa, uznawali tę narracje za odosobniony pogląd. Dzisiaj widać, że to ci ludzie, którzy od dawna krytykowali politykę prowadzoną przez polskie rządy, mieli rację, a nie ci, którzy kierowali się poprawnością polityczną. Oczywiście Ukrainę można wspierać, można w tym kraju widzieć istotnego partnera dla Polski, ale takim partnerem dla nas nie może być środowisko czy środowiska, które kierują się wizją ideologiczną przeniesioną rodem z okresu sprzed 70 czy 80 lat wstecz. Zastanawiam się często, czy ukraińska klasa polityczna, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie, nie próbuje wygrać wojny, którą przegrała 70 czy 80 lat temu. To jest nieprawdopodobne, że w XXI wieku mamy kult faszyzmu, kult niemieckich formacji, które brały udział zarówno w holokauście, jak i w mordowaniu setek tysięcy Polaków. To jest tak jakby próbować negować, podważać dotychczasowe aksjomaty dotyczące II wojny światowej, czyli kto był najeźdźcą i wrogiem, kto kolaborował, kto mordował, a kto był ofiarą. Proszę też pamiętać, że nacjonalizm ukraiński stał po stronie niemieckiej, po stronie okupantów. Przed nami 11 lipca i Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na obywatelach II RP przez ukraińskich nacjonalistów, pierwszy, który będzie obchodzony na szczeblu państwowym.

    Czego powinniśmy oczekiwać od polskich władz?     

    – Przede wszystkim polskie władze, skoro uznają, że było to ludobójstwo – uchwała jest, owszem, bardzo ważna, ale niezwykle ważna jest też ustawa, która powinna stanowić, tak jak to jest w przypadku holokaustu, że każdy, kto neguje ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, powinien podlegać sankcjom karnym. Tak jak w przestrzeni publicznej funkcjonuje termin „kłamstwo oświęcimskie”, tak w tym wypadku powinno być „kłamstwo wołyńskie”. Do tego potrzebna jest ustawa. Owszem, widzę dużą zmianę w podejściu obecnie rządzących – zmianę, którą wymusiły środowiska kresowe, a więc potomkowie tych, którzy przeżyli, którzy uciekli przed laty spod ręki ukraińskich siepaczy na Wołyniu czy w Małopolsce Wschodniej, ale także ludzi, którzy mieszkali na Lubelszczyźnie czy na Podkarpaciu i może w mniejszej skali, ale też byli mordowani przez OUN-UPA. Ten przełom, który nastąpił teraz w podejściu do tych kwestii – mam nadzieję – spowoduje, że nie tylko instytucje społeczne będą brały udział w nazywaniu rzeczy po imieniu, ale o prawdę historyczną w przestrzeni międzynarodowej zaangażuje się i należycie zadba także państwo polskie. Takie są oczekiwania polskiego społeczeństwa. Dziękuję za rozmowę. Mariusz Kamieniecki Aktualizacja 23 czerwca 2017 (12:40)
    Artykuł opublikowany na stronie: http://naszdziennik.pl/polska-kraj/184265,nie-pozwolmy-ukraincom-zdestabilizowac-polski.html

    Najważniejsze jest dobro dzieci


     

    MINISTERSTWO SPRAWIEDLIWOŚCI: DZIECI POLKI I BELGA NIE ZOSTANĄ WYDANE ZA GRANICĘ

    POLSKA

    Dzisiaj, 24 czerwca (12:30)

    Po interwencji prokuratury dzieci Polki i Belga nie zostaną wydane za granicę – poinformował PAP resort sprawiedliwości. Chodzi o sprawę, którą kilka dni temu w apelacji rozpatrzył Sąd Okręgowy w Poznaniu – zaznaczył resort.

    Zbigniew Ziobro /Bartosz Krupa /East News

    Zbigniew Ziobro /Bartosz Krupa /East News

    Minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro powiedział PAP oceniając decyzję sądu, że najważniejsze jest dobro dzieci.

     

    Sąd po apelacji prokuratury zdecydował, że dzieci małżeństwa Polki i Belga pozostaną przy matce w Polsce. Sąd okręgowy zmienił tym samym decyzję Sądu Rejonowego Poznań-Stare Miasto, który w listopadzie 2016 roku kazał wydać dwoje dzieci: siedmio- i ośmioletnie ich ojcu obywatelowi Belgii.

    Jak podkreślono matka po rozwodzie wyjechała z Belgii z dziećmi. Ojciec, w trybie tzw. Konwencji haskiej, złożył wniosek o wydanie mu dzieci, zarzucając byłej żonie ich uprowadzenie. Powołał się na wyroki sądów belgijskich, które zdecydowały, że rodzice mają sprawować nad dziećmi przemienną opiekę – poinformowało MS.

    Matka odpowiadała, że nie uprowadziła dzieci – wyjechała z Belgii w czasie, gdy przysługiwało jej prawo do opieki nad nimi. Argumentowała też, że dzieci zdecydowanie sprzeciwiają się powrotowi do ojca.

    „Udział w postępowaniu, kierując się dobrem małoletnich dzieci, zgłosiła prokuratura” – zaznaczono.

    „2 listopada 2016 roku Sąd Rejonowy Poznań – Stare Miasto w Poznaniu nakazał wydanie dzieci ojcu, a w kolejnym postanowieniu z 18 listopada 2016 roku stwierdził wykonalność tej decyzji. Obydwa orzeczenia zaskarżyła prokuratura” – czytamy.

    „9 czerwca 2017 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu wstrzymał wykonanie postanowienia nakazującego wydanie dzieci, a 20 czerwca oddalił wniosek obywatela Belgii o wydanie mu dzieci” – podkreślono.

    Minister Ziobro powiedział PAP komentując prawomocną decyzję sądu pozostawiającą dzieci przy matce, że „jeśli – jak w przypadku mieszkanki Poznania – mają kochającą matkę i dobrą opiekę z jej strony, jeśli sprzeciwiają się powrotowi do ojca obcokrajowca, to sąd powinien to wziąć pod uwagę”.

    Sąd nie może pochopnie podejmować decyzji o wydaniu dzieci za granicę i to w rygorze natychmiastowej wykonalności, bez rozpatrzenia odwołań – ocenił minister.

    „Dlatego prokuratura, którą kieruję, w trosce o dobro dzieci przyłączyła się do sądowego postępowania. I dlatego zakwestionowała decyzję poznańskiego Sądu Rejonowego, który kazał oddać dzieci ojcu, obywatelowi Belgii, wbrew ich woli” – wyjaśnił.

    „Cieszę się, że sąd okręgowy – po rozpatrzeniu apelacji – przyznał rację prokuraturze. Dziecizostaną przy swojej mamie” – powiedział PAP Ziobro.

    PAP

    Czechy na wylocie z Unii


     

    Pikio.plPikio.pl

     

    Zaczyna się OFICJALNIE! Czechy na wylocie z Unii Europejskiej

    Autor: Przemysław Terlecki

    Cze 23, 2017

     

    Sceptyczne podejście państw Grupy Wyszehradzkiej wobec Unii Europejskiej nie jest dla nikogo tajemnicą. Czechy, Polska, Słowacja i Węgry od dłuższego czasu stoją okoniem względem polityki unijnych liderów. Dotąd jednak nie zapowiadało się, by nawet najważniejsi politycy w jednym z tych 4 krajów mówili o realnym opuszczeniu UE. To się właśnie zmieniło. Czechy są obecnie najbliżej opuszczenia Unii spośród wszystkich krajów członkowskich. U naszego sąsiada odbędzie się referendum, które poparł sam prezydent.

    Takie głosy pojawiły się w jednym z państw V4. Okazuje się, że Czesi mają już dość nacisków ze strony UE i chcą opuścić struktury wspólnoty. Na referendum w sprawie „CzechExitu” zgodę wyraził sam prezydent Republiki Czeskiej, Miloš Zeman. Jak twierdzi, nie jest zwolennikiem opuszczania UE, ale wierzy w siłę bezpośredniej demokracji, a unijnych liderów uważa za słabych polityków. Według czeskich komentatorów, Zeman wie, że na obecnym etapie nie może otwarcie powiedzieć, iż jest przeciwnikiem pozostania Czech w Unii, gdyż obniżyłoby to już słabe notowania jego kraju we Wspólnocie. Jego deklaracja ws. referendum oraz krytyka unijnych liderów jest jednak bardzo czytelnym sygnałem. Wiele wskazuje na to, że Czechy pożegnają się z Unią. Na pewno są ku temu najbliżej spośród wszystkich krajów członkowskich.

    – Opuszczenie Unii Europejskiej przez Czechy jest możliwe teoretycznie i praktycznie, jeśli ustawa o rozpisaniu referendum przedłożona parlamentowi, zostanie przyjęta. To obywatele powinni zdecydować – stwierdził prezydent.

    Zeman ocenił, że największym dotychczasowym błędem Unii było wprowadzenie przez Angelę Merkel polityki imigracyjnej. Jego zdaniem to właśnie zaproszenie migrantów do Europy zasiało chaos we wspólnocie, doprowadziło do rozprzężeń, a w końcu do Brexitu. Zdaniem Zemana, jedynym ratunkiem dla UE jest zmiana podejścia do problemu imigrantów i wprowadzenie systemu rekomendacji, a nie przymusowych kwot.

    Słowa Zemana wywołały szok wśród polityków ze szczytów władzy UE. Ci boją się, że takie podejście rozszerzy się na całą grupę V4, a potem na inne kraje z silnymi frakcjami antyunijnymi. W niemałą euforię wpadli natomiast czescy politycy ze środowisk eurosceptycznych. Politycy prawicowych partii już zapowiedzieli, że postarają się o przedłożenie do parlamentu stosownej ustawy dotyczącej referendum w sprawie „CzechExitu”.

    Jak pewna platforma pozbywała się polskich sreber narodowych


    ParezjaParezja

     

    Jarosław Porwich: PO chciała się pozbyć polskich sreber narodowych

    Przez

    Redakcja

    24 czerwca 2017

     

    Foto: Youtube.com

    Gośćmi TVP Info byli Jarosław Porwich z Kukiz’15 oraz Marcin Święcicki z PO. Działacz Kukiz’15 nie pozostawił suchej nitki na rządzącej osiem lat partii swojego adwersarza.

    Podeprę się doświadczeniem posła Święcickiego, kiedy względy partyjne, a nie merytoryczne, decydowały o obsadzie spółek Skarbu Państwa. Tak było za komuny, kiedy trzeba było mieć legitymację PZPR, żeby być dyrektorem firmy państwowej. Tak było na początku lat 90., kiedy tworzone były Narodowe Fundusze Inwestycyjne i tak naprawdę majątek narodowy był rozkradany pod auspicjami Janusza Lewandowskiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego… No i wreszcie tak było za PO, kiedy trzeba było mieć legitymację partyjną albo być kolesiem członka, kacyka lokalnego PO – stwierdził Porwich.

    To się musi skończyć. Bardzo często instytucje związkowe informowały ministerstwo o patologiach w wielu rejonach naszego kraju, natomiast nic z tym nie robiono. Nadzór właścicielski nic z tym nie robił i generalnie dochodziło do marnotrawienia majątku Skarbu Państwa – dodał.

    Pustymi frazesami narodu nie nakarmią


     

    13:24 24 CZERWIEC 2017

     

    Miting zwolenników eurointegracji w Ukrainie

    Opinia: Europa niczego nie zawdzięcza Ukrainie

    © Sputnik. Ilja Pitaliew

    OPINIE

    08:01 24.06.2017(zaktualizowano 09:19 24.06.2017)Krótki link

    9708331

    Zdaniem byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy w ostatnich latach ukraińska gospodarka znajduje się w stanie poważnego kryzysu i praktycznie się nie rozwija.

    Protest przeciwko wojnie w Donbasie

    © SPUTNIK. WŁADIMIR PIROGOW

    Kuczma: Europa rzuca na kolana Ukrainę

    „Unia Europejska „rzuca na kolana” Ukrainę, którą traktuje jako źródło surowców, kraj powinien jednoczyć się w celu dalszego rozwoju, nie zaś włóczyć się po świecie z wyciągniętą ręką” — powiedział Kuczma.

    „W ogóle zapomnieliśmy o gospodarce. Praktycznie nie mamy żadnych branż w dziedzinie nowoczesnych technologii: brak branży rakietowej i kosmicznej, nie ma lotnictwa. Stajemy się źródłem surowców, pozostało nam hutnictwo metali, przemysł chemiczny, rolnictwo. Dokąd zmierzamy?” — grzmiał Kuczma podczas obrad forum bałtycko-czarnomorskiego „Świt Europy: historyczna prawidłowość wyboru cywilizacyjnego” — jego przemówienie transmitował ukraiński kanał telewizyjny.

    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i prezydent USA Donald Trumpa w czasie spotkania w Waszyngtonie

    © SPUTNIK. PRESIDENT OF THE UKRAINE PRESS-SERVICE

    USA jednak dofinansują Ukrainę

    Zdaniem polityka, nie należy liczyć na pomoc ze strony Unii Europejskiej, gdyż Europa traktuje kraj tylko w charakterze źródła surowców. Skrytykował on także Unię za brak realnego wsparcia dla rozwoju Ukrainy.

    Cieszymy się z powodu naszego wyboru europejskiego, wolnego handlu z Europą. A czym handlujemy z Europą? Spójrzmy na statystykę — tam praktyczne nie ma nic, oprócz pszenicy i płodów rolnych. Przydziela się nam sztywne kwoty i w pierwszym kwartale praktycznie wszystkie te przydziały wykorzystaliśmy. A teraz popatrzcie, jak Europejczycy stawiają nas na klęczkach. Gdzie jest konkretna pomoc dla Ukrainy, abyśmy stawali na nogach?— powiedział Kuczma.

    Prezes ukraińskiego centrum analitycznego Aleksander Ochrimienko w audycji radia Sputnik wyraził opinię, że Europa nie powinna w ogóle wspierać Ukrainy.

    Migranci

    © REUTERS/ MARKO DJURICA

    Dlaczego Polacy nie chcą przyjmować migrantów?

    „Należy uświadomić sobie, że Unia Europejska jest zwykłym rywalem Ukrainy, Rosji, Stanów Zjednoczonych. Nie może tak być, że spółki europejskie będą zamykane, aby producenci ukraińscy mogli coś sprzedawać. Jest to zwykły biznes. Z tego powodu samo porozumienie stowarzyszeniowe z Unią jest jak gdyby prezentem, możliwością pojawienia się biznesu ukraińskiego na europejskim rynku pracy: jednakże możliwość nie jest żadną ulgą czy wyborem, czy w ogóle jakimś cudem. To jest praca” — powiedział Aleksander Ochrimienko.

    Jego zdaniem, konieczna jest rezygnacja z pozbawionych wszelkiego sensu sloganów.

    Jeśli spółki ukraińskie nie nauczą się pracy w sposób europejski, to przepraszam. Europa niczego im nie zawdzięcza, nie musi przystosowywać się do spółek ukraińskich. Należy zrezygnować z różnego rodzaju bezsensownych haseł w rodzaju „Europa nas kocha”, „Europa wiele nam zawdzięcza”. To my musimy nauczyć się pracować dla Europy — uważa analityk ukraiński.

    Ojciec Prezydenta chce przyjęcia imigrantów


    Kresy - Portal Społeczności Kresowej

    fot. fakt.pl

    OJCIEC PREZYDENTA DUDY: NALEŻY PRZYJĄĆ UCHODŹCÓW

     

    24 czerwca 2017|0 Komentarze|w bezpieczeństwo i obrona, Polska, Wydarzenia |Przez Szymon Wiśniewski

    Jan Tadeusz Duda w rozmowie z „Super Expressem” stwierdził, że zgodnie z chrześcijańskimi zasadami, należy przyjmować uchodźców.

    Ojciec prezydenta Andrzeja Dudy oznajmił: „Hołduję chrześcijańskiemu podejściu w sprawie przyjmowania uchodźców i uważam, że należy ich przyjąć”.

    „Głodnych nakarmić, spragnionych napoić, podróżnych w dom przyjąć, nagich przyodziać – jeśli chodzi o uchodźców, to właśnie taka filozofia miłosierdzia mi przyświeca. Trzeba pamiętać przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Jestem katolikiem i wyznaję na ten temat chrześcijańskie, miłosierne podejście” – nadmienił.

    „Trzeba ich przyjąć. Oczywiście muszą spełniać oni wymagania, muszą być sprawdzeni pod każdym kątem, żeby nie było zagrożenia. I wtedy należy ich przyjąć” – zaznaczył Jan Andrzej Duda w rozmowie z „SE”. „Nie możemy ich pozostawiać samym sobie, trzeba im pomóc” – konkludował.

    Przypomnijmy, że innego zdania jest sam prezydent, który sprzeciwia się polityce przymusowej relokacji imigrantów.

    CZYTAJ TAKŻE: Merkel: Nie osiągnięto porozumienia z krajami Europy Środkowo-Wschodniej

    Demograficzna Armia Inwazyjna


    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    SOBOTA 24 CZERWCA

     

    Winnicki o kryzysie migracyjnym: to nie uchodźcy ale demograficzna armia inwazyjna

    Data publikacji: 2017-06-24 12:00

    Data aktualizacji: 2017-06-24 12:41:00

    Winnicki o kryzysie migracyjnym: to nie uchodźcy ale demograficzna armia inwazyjna

    FOT.Krystian Maj/FORUM

    – Mielibyśmy pełne prawo być przeciwko wpuszczaniu ludności muzułmańskiej, nawet gdyby nie było ani jednego zamachu – powiedział w rozmowie z „Plus Minus. Rzeczpospolita” szef Ruchu Narodowego, Robert Winnicki.

    Winnicki nie miał wątpliwości, że na skutek fali imigracyjnej obserwujemy zmierzch narodów w Wielkiej Brytanii czy we Francji. – Największym problemem Europy, zaraz po liberalnym wyjałowieniu narodów, nie są nawet zamachy, ale wielomilionowe społeczności muzułmańskie – powiedział. – Faktem jest, że duże, zwarte skupiska obcej ludności słabo się asymilują – dodał.

    Szef Ruchu Narodowego przypomniał, że muzułmańska mniejszość tatarów w Polsce asymilowała się przez długie lata i to po tym, gdy „przez 200 lat odpieraliśmy tatarskie, czyli islamskie najazdy”. Winnicki zaznaczył także, że spośród kilku tysięcy uchodźców czeczeńskich w Polsce czterech ma proces o współpracę z Państwem Islamskim.

    • Działają u nas niebezpieczne grupy salafickie – przestrzegał Winnicki. Dodał, że uchodźcom z Bliskiego Wschodu należy pomagać, ale nie poprzez mechanizm relokacyjny. – Przede wszystkim znakomita większość tych, którzy czekają na relokację to imigranci ekonomiczni. Młodzi mężczyźni. To nie uchodźcy, tylko demograficzna armia inwazyjna – ocenił.

    Źródło: „Plus Minus. Rzeczpospolita”

    ged

    Read more: http://www.pch24.pl/winnicki-o-kryzysie-migracyjnym–to-nie-uchodzcy-ale-demograficzna-armia-inwazyjna,52544,i.html#ixzz4kuwp88xQ

    Dramatyczne problemy maluczkich tworzone przez wielkich tego świata


    KRAKOWSKI

    NOWE WYDANIE!

    GN 25/2017

    Abp Jędraszewski: Krzywdą innych próbuje się nami manipulować

    Paulina Smoroń

    DODANE 23.06.2017 09:06 ZACHOWAJ NA PÓŹNIEJ

    Nawiązując do problemu uchodźców, metropolita tłumaczył, że wyrywając ludzi z ich rodzimej kultury, nie można oczekiwać, że będą szczęśliwi, żyjąc z dala od domu, nawet w relatywnie dobrej sytuacji materialnej

    PAULINA SMOROŃ /FOTO GOŚĆ

    – Trudno nie reagować, widząc kobiety i dzieci zmierzające do europejskiego raju. Niestety, to są obrazki, które pokazuje się nam po to, żebyśmy nie myśleli racjonalnie nad tym, co się dzieje – mówił 22 czerwca wieczorem abp Jędraszewski o problemach na Bliskim Wschodzie.

    Metropolita krakowski ostatni raz przed wakacjami spotkał się z wiernymi na „Dialogach u św. Anny”. Opowiadał m.in. o tym, jak pomagać potrzebującym i dlaczego Episkopat Polski nie uznaje związków partnerskich.

    Już na wstępie nawiązał do postawy św. Brata Alberta, którego nazwał „polskim św. Franciszkiem”, dlatego że ukochał ubóstwo i drugiego człowieka. Stwierdził wręcz, że każda epoka ma swojego św. Franciszka czy św. Brata Alberta, bo w każdej z nich jest podział na bogatych i biednych. Jest zarazem wielu świadków miłości, którzy ludziom z tzw. marginesu pomagają zrozumieć, że życie wcale nie polega na tym, by na marginesie być.

    • Naszym zadaniem jest dojście do punktu, w którym nędzę naprawdę przezwyciężymy przez Chrystusowy krzyż i odzyskamy siebie – zauważył abp Jędraszewski.

    W czasie spotkania w kolegiacie św. Anny wyjaśnił również stanowczo, że Episkopat nie uzna związków partnerskich za małżeństwa. – Trudno, żebyśmy aprobowali od strony prawnej coś, co uderza w Bożą wizję i coś, co jest niezgodne z nauczaniem Kościoła o ludzkiej naturze – zaznaczył.

    Dodał jednak, że każdej osobie należy się szacunek i dlatego żaden chrześcijanin nie może stygmatyzować osób dotkniętych homoseksualizmem. – Jakiekolwiek agresywne słowa czy zachowania na pewno nie mają nic wspólnego z tym, co głosi Kościół, a w tym kontekście powoływanie się na swój katolicyzm budzi pewien ból. Tak absolutnie nie powinno być – stwierdził arcybiskup.

    Zapytany o to, jak reagować na sytuacje podobne do głośnego ostatnio przypadku ks. Kazimierza Sowy, wyjaśnił, że Kościół może działać przez odpowiednie prawo. – Jest to obrona bardzo krucha, bo Kościół nie ma własnej policji, armii ani więzień – ma słowo i gotowość do rozmowy. Jest również przestrzeń ogromnej wolności, w której ktoś może to przyjąć lub odrzucić. To jest słabość Kościoła, ale również jego siła, bo budujemy na wolności, na poczuciu odpowiedzialności i na tym, kim chcemy być w Kościele, idąc za nauczaniem Pana Jezusa, a nie szukając siebie – podkreślał.

    Nawiązując z kolei do uchodźców, tłumaczył, że wyrywając ludzi z ich rodzimej kultury, nie można oczekiwać, że będą szczęśliwi, żyjąc z dala od domu, nawet w relatywnie dobrej sytuacji materialnej. Zauważył też, że wojny na Bliskim Wschodzie i wielka migracja ludzi to problemy w pewnym stopniu wzniecane przez wielkich z tego świata. – To jest ogromna krzywda, która się dzieje wielu narodom, a nami próbuje się manipulować, odwołując się do samych emocji. Trudno nie reagować, widząc kobiety i dzieci zmierzające do europejskiego raju. Niestety, to są obrazki, które pokazuje się nam po to, żebyśmy nie myśleli racjonalnie nad tym, co się dzieje – zaznaczył.

    | 1 |

    Lud się wali jako snopy a najdzielniej biją króle i najgęściej giną chłopy-vide Smoleńsk i Wołyń


    Strona główna

     

    Ofiary Smoleńska i ofiary Wołynia – pisowskie podwójne standardy

    Fedorowicz Ewaryst – 23 Czerwca, 2017 – 10:27

    Obrazek użytkownika Fedorowicz Ewaryst

    Każdy nowoczesny człowiek (pisowców nie wyłączając) przyzna, że lepiej mieć więcej, niż mniej.

    Owszem, podczas tzw. transformacji ciemnemu ludowi (copyright Jacek Kurski) serwowana była jak to się teraz mówi narracja, że lepiej być niż mieć, ale tym serwowaniem zajmowali się cwaniacy, którzy zamiast „wierzę w Boga” powtarzali sobie przed zaśnięciem „pierwszy milion trzeba ukraść” i dlatego teraz mamy to, co mamy.

    A okazało się, że jak się nie ma, to się nie jest, ale to już, jadąc Norwidem, „za późno”.

    Dlatego nic dziwnego, ze Dobra zmiana Dobrą Zmianą, ale wszystko musi być full wypas, nawet standardy.

    O, proszę: kiedy Sławomir (e-zdrowie, guglować młodzi, guglować) Neumann stwierdził, że „Ofiary katastrofy smoleńskiej powinny być pochowane we wspólnym grobie(link is external)to się, jak media komercyjnie niepokorne (konsekwentnie promuję określenie swojego autorstwa) długie i szerokie a nawet głębokie krzyk podniósł, że to granda zupełna, że to sowieci w Katyniu do dołów śmierci zbiorowo ciała polskich oficerów wrzucali, że ubecy na Łączkach przysłowiowych po kilku do jednej jamy pomordowanych bohaterów ładowali.

    I słusznie się podniósł, a jak ktoś tego nie rozumie, to znaczy, że jest, jak to takich nazwałem, czerskista albo z Platformy.

    Ale gdy władze Ukrainy zablokowały możliwość przeprowadzania na jej terenie ekshumacji(link is external) i prac poszukiwawczych polskich ofiar rzezi wołyńskiej i galicyjskiej sprzed 74 lat, a dokonanej przez UPA i zawiesiły wydane wcześniej pozwolenia, to się żaden komercyjnie niepokorny dziennikarz nawet o tym nie zająknął, że o politykach nie wspomnę, co ja akurat rozumiem, bo zająknięcie się oznacza odczepienie od dojnego cyca z publiczną kasą w trybie natychmiastowym, a jak pisał Noblista: Ach, Boże moj, kak mnogo mleka w tym dojnym cycyu, a żizń wsiewo adna!

    No, może w oryginale stoi troszkę inaczej, ale nie będziemy się tu o detale spierali, bo wszyscy wiemy, że na tym portalu koneserów rosyjskojęzycznej poezji (oprócz mnie) nie uświadczy, nawet poezji w nobel-wersji.

    A prawda jest taka, że ukraińscy nacjonaliści wyrżnęli w najpotworniejszy sposób przynajmniej 200 tysięcy Polaków (owszem – byli to Polacy gorszego sortu, bo jak już kilkakroć pisałem, w większości zwykli chłopi, w najmniejszym stopniu do dzisiejszego, eleganckiego towarzystwa niepodobni, ale jednak Polacy).

    I to, że nie zostali pochowani w grobach nawet zbiorowych, o indywidualnych nie wspominając, że leżą gdzieś tam przysypani w rowach, studniach, po polach, na pogorzeliskach swoich wsi, to jest podobno w porządku lub, jak to określił Lew Rywin podczas negocjacji biznesowych z Adamem Michnikiem – cytuję: koszerne.

    Jak to wytłumaczyć, ktoś naiwny zapyta?

    Jak to możliwe, że władza Dobrej Zmiany ma kresowych Polaków w miejscu… muszę szybko wymyślić jakiś eufemizm – o, mam! wokół któregoś podobno świat się kręci?

    No jak to jak:

    Przecież właśnie sobie wyjaśniliśmy, że w 3 i 4RP liczy się tylko mieć i to mieć fulwypaśnie, to i standardy pisowska władza ma wypasione – bo podwójne!

    A dziennikarze komercyjnie niepokorni, upominających się o godny pochówek ofiar smoleńskiej katastrofy wzorcowo wręcz dialektycznie klasyfikują jako patriotów, a tych, co nie chcą zapomnieć o niepochowanych Kresowianach – jako ruskich agentów.

    I tak się w IV RP robi karierę. I kasę.

    Puenta?

    Życie dopisze. Daj Boże niedługo.

    http://niezalezna.pl/99682-bezczelna-propozycja-neumanna-ofiary-katastrofy-smolenskiej-powinny-byc-pochowane-we-wspolnym-(link is external)

    http://wolnosc24.pl/2017/06/06/ukraina-zablokowala-ekshumacje-ofiar-rzezi-wolynskiej-wladze-nie-ukrywaja-ze-badacze-ipn-moga-pasc-ofiara-atakow-banderowcow/

    Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/fedorowicz-ewaryst/ofiary-smolenska-i-ofiary-wolynia-pisowskie-podwojne-standardy
    ©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle – blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

    Koniec złudzeń wobec Ukrainy


     

    Xportal.plInformacje, Idea, Polityka24.06.2017

    MENU

    Polska: PiSowski kac po „przyjaźni z Ukrainą”

    23 czerwca 2017 22:37

    Publicysta, sympatyzującego z rządem oraz Prawem i Sprawiedliwością, portalu wPolityce.pl pisze o „końcu złudzeń” wobec Ukrainy i wzywa do rewizji polityki wobec tego państwa.

    Publicysta Piotr Cywiński za punkt wyjścia swoich rozważań bierze specjalną uroczystość jaką władze Ukrainy zorganizowały z okazji liberalizacji ruchu granicznego między tym państwem a państwami strefy Schengen. Zniesienie wiz dla Ukraińców prezydent Petro Poroszenko świętował na granicy ze Słowacją. „Wybór Słowacji na ten uroczysty akt nie był przypadkowy” – twierdzi Cywiński – „Mówiąc bez ogródek, był to zamierzony policzek dla Polski, samozwańczego „adwokata” Ukrainy w jej drodze do Europy”.

    Publicysta wPolityce.pl pisze, że „w polsko-ukraińskich relacjach dzieje się źle” a nawet, że „dobrze nie działo się nigdy”. „Były gesty, były słowa, było rzekome zapoczątkowanie nowego rozdziału, zapewnienia o partnerstwie i przyjaźni, słowem: był blichtr i w gruncie rzeczy kicz pojednania” – podsumowuje dwustronne relacje Cywiński.

    Charakteryzuje on polską politykę wobec Kijowa w kategoriach „bezkrytycznego wstawiennictwa w dążeniach niepodległościowych Ukraińców”. Oczekiwanie, że Ukraińcy sami rozliczą się ze swoją zbrodniczą przeszłością okazało się ze strony Polaków naiwnością. Zamiast tego zachodzi na Ukrainie „proces poszukiwania własnej tożsamości, scalania narodu, rozbudzania patriotyzmu, którego bohaterami stali się przywódcy zbrodniczych formacji OUN–UPA”. „W polskiej polityce wobec Ukrainy zwyciężał pierwiastek emocjonalny” i „naiwne misjonarstwo” – pisze dziennikarz.

    Cywiński wskazuje na wrogie Polsce gesty takie jak „uniemożliwienie polskiemu Instytutowi Pamięci Narodowej prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych w miejscach kaźni na Ukrainie” a także domaganie się „odbudowy notabene bezprawnie postawionego w 1994 r. pomnika UPA w Hruszowicach na Podkarpaciu”. 

    Uznaje przy tym, że na płaszczyźnie polityki historycznej „są to są ramy dla naszego kraju nie do przekroczenia”. Jak to ujmuje „można mieć pretensje, że Ukraina od pierwszych chwil uniezależniania się od Rosji korzysta z wsparcia politycznego naszego kraju w jej drodze do integracji z Europą, z naszej wszechstronnej pomocy, z otwarciem granic i rynku pracy włącznie, a równocześnie buduje własną tożsamość narodową na antypolskiej, zakłamanej historii i gloryfikacji sprawców bestialskich mordów na Polakach”.

    Cywiński jednoznacznie wskazuje na winę polskich elit politycznych, których „infantylna tolerancja” dla tego rodzaju polityki historycznej władz Ukrainy doprowadziła do obecnego stanu rzeczy. Przytacza w tym kontekście artykuł współpracownika ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Serhija Rabienki, który na łamach „Ukraińskiej Prawdy” pisał o „micie ludobójstwa na Wołyniu”.

    Cywiński wspomina też o „niszczeniu polskich pomników na Ukrainie, a nawet o atakach na polskie przedstawicielstwa”, przy czym wygodnym tłumaczeniem jest dla ukraińskich polityków jest zrzucanie wszystkich tego typu incydentów na rosyjskich agentów, którzy „pozostają nieuchwytni i anonimowi”. Protestuje przy tym przeciw przyklejaniu łaty „antyukraińskiej zapiekłości” każdemu krytykowi obecnej Ukrainy.

    Cywiński postuluje by polityka Polski wobec Ukrainy była „beznamiętnie pragmatyczna. W rozbieżnościach dotyczących prawdy historycznej nieustępliwa, konsekwentna, bez sentymentów, wyprana z naiwności, zaś odnośnie do współdziałania politycznego – tak, gdzie będzie to możliwe i przyniesie nam korzyści”. Bowiem „Czas się obudzić i spojrzeć prawdzie w oczy. Prezydent Poroszenko wszedł do Europy przez drzwi na granicy ze Słowacją. Ostentacja, z której nasi politycy powinni wreszcie wyciągnąć wnioski”.

    Za: Kresy.pl

    Totalna opozycja chce przyjąć imigrantów za publiczny grosz


    Opozycja przyjmuje uchodźców „na wyścigi”. PO reaguje na inicjatywę Nowoczesnej

    WPROST.pl

    Opozycja przyjmuje uchodźców „na wyścigi”. PO reaguje na inicjatywę Nowoczesnej

    Dodano: dzisiaj 07:570 196

    G. Schetyna: Chcemy przyjąć kilkadziesiąt matek z dziećmi z miejsc objętych wojną / Źródło: X-news

    /Admin:a potem za nimi przyjadą dzihadyści/

    Po liście Ryszarda Petru do biskupów i samorządowców, z niemal identyczną inicjatywą wystąpiła Platforma Obywatelska. Jej liderzy zadeklarowali, że chcą przyjąć uchodźców mimo postawy rządu PiS.

    Platforma Obywatelska i Nowoczesna chcą przyjmować w Polsce uchodźców z pominięciem rządu. Liderzy obu partii przedstawili w ostatnich dniach prawie identyczne pomysły w tej sprawie, które motywowali niemalże tymi samymi słowami. W piątek 23 czerwca, kilka godzin po nagłośnieniu przez media akcji Nowoczesnej, swoje oświadczenie ws. przyjęcia uchodźców wydał szef PO Grzegorz Schetyna.

    – W związku z tym, że rząd PiS nie chce o tym rozmawiać, odwraca się od Europy, nie chce być solidarny z rodziną europejską, chcę powiedzieć, że to Platforma Obywatelska deklaruje dzisiaj w imieniu naszych samorządowców: prezydentów miast, marszałków województw, chęć – w porozumieniu także z przedstawicielami Kościoła katolickiego – przyjęcia kilkunastu matek z dziećmi z miejsc objętych wojną – oświadczył polityk. – Chcemy pokazać, że Polska nie jest antyeuropejska, Polska zawsze była, jest i będzie solidarna – mimo rządów PiS, a może przeciwko rządom PiS – mówił.

    Inicjatywa Nowoczesnej

    W liście skierowanym do 150 prezydentów i burmistrzów miast, a także biskupów i arcybiskupów Ryszard Petru z Nowoczesnej prosi o informacje dotyczące faktycznych zdolności lokalnych społeczności w zakresie przyjmowania uchodźców. Jednocześnie namawia samorządowców i przedstawicieli Kościoła do współpracy w ramach tego projektu.

    „Realne rozwiązanie kryzysu uchodźczego może nastąpić tylko w porozumieniu z samorządami i parafiami – podmiotami, które mogą zadeklarować dobrowolne przyjęcie uchodźców. W związku z tym, pytanie, którego dotychczas nie zadał Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji adresuję do Pana. Proszę o informację, ilu uchodźcom kierowana przez Pana administracja może zaoferować schronienie? Jednocześnie deklaruję pełne wsparcie posłów i członków Nowoczesnej w koordynacji działań na rzecz wspólnej pomocy uchodźcom. Pokażmy uchodźcom i Europie naszą solidarność” – pisał Petru do każdego ze swoich adresatów.

    /Admin:wy przyjmijcie a my wam pomożemy/

    / Źródło: X-news