Chcieli Łukaszence urządzić Majdan. Czarna polewka dla polskich zalotów


 

Znalezione obrazy dla zapytania łukaszenka-memy

 

 

 

Newsweek

 

 

Kolejna porażka polskiej dyplomacji. Łukaszenka odwraca się od PiS

Data publikacji: 24.03.2017, 07:45Ostatnia aktualizacja: 24.03.2017, 20:01

Aleksandr Łukaszenka

fot. Mikhail Metzel/TASS  /  źródło: Forum

Michał Kacewicz

MICHAŁ KACEWICZ

Aleksander Łukaszenka wraca do starych metod: pacyfikuje demonstracje i szuka oparcia w Moskwie. To nie tylko koniec tzw. odwilży, ale przede wszystkim dyplomatyczna i wizerunkowa klęska rządu PiS, który liczył na przyciągnięcie białoruskiego reżimu w orbitę polskich wpływów. Co poszło nie tak?

Podczas wizyty w Mińsku w grudniu ubiegłego roku marszałek senatu Stanisław Karczewski zaskoczył stwierdzeniem, że Aleksander Łukaszenka to „ciepły człowiek”, a na Białorusi „panuje porządek”. Udzielił także wywiadu „Sowieckiej Białorusi”, głównej gazecie mińskiego reżimu, w której stwierdził: „Bardzo się cieszę, że moja wizyta kończy rok w którym zrobiliśmy tak wiele dla odnowienia naszych relacji i odbudowy zaufania między Polską i Białorusią”. W odpowiedzi na te sympatyczne słowa, redakcja Sowieckiej Białorusi piała z zachwytu: „U władzy w Polsce są teraz zdrowo myślący ludzie, rozumiejący procesy geopolityczne.”

W ramach przyjaźni kupimy białoruskie traktory

Koniec. Kropka. Sielanka. No może za wyjątkiem małego zgrzytu, bo w tym samym czasie białoruskie media reżimowe ostro atakowały należącą do TVP, a skierowaną do Białorusinów, telewizję Biełsat. Sielanka zapanowała, kiedy do Mińska dotarły wieści, że polski MSZ postanowił ograniczyć wsparcie finansowe dla Biełsatu. „TV łukaszenkowska wariuje ze szczęścia z powodu ponurych wiadomości na temat Biełsatu” – tak pisał, nie kryjąc rozczarowania polską polityką, Wincuk Wiaczorka, jeden z liderów białoruskiej opozycji.

Ale co tam opozycja! Przecież po wcześniejszych wizytach wicepremiera Mateusza Morawieckiego w Mińsku, usłyszeliśmy o planowanych polskich inwestycjach na Białorusi, że białoruskie przedsiębiorstwa wejdą na warszawską giełdę, a dodatkowo – że kupimy białoruskie traktory (tak jakbyśmy nie produkowali własnych).

 

A miało być świetnie

Część prorządowych mediów przekonywała, że Białoruś to szansa na ogranie Putina, bo przecież Putin gnębi Łukaszenkę, a ten chce się wyrwać na Zachód. A na Zachód nie da się inaczej, niż za pośrednictwem Polski. Żelazna logika strategów patrzących na mapę. Tylko najwyraźniej ich mapy kończyły się zbyt krótko z prawej, wschodniej strony Białorusi.

Część prorządowych mediów przekonywała, że Białoruś to szansa na ogranie Putina, bo przecież Putin gnębi Łukaszenkę, a ten chce się wyrwać na Zachód.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy padło wiele dziwnych słów zaklinających rzeczywistość. Można zrozumieć, że białoruskie media zarządzane przez sztab dyktatora mogą w ciągu jednego dnia zmienić zdanie. Wczoraj Polska była głównym wrogiem, dziś największym przyjacielem. Tam to przejdzie. Białorusini od dawna przyzwyczaili się, że rzeczywistość jest taka, jaką nakreśla w danym momencie „Baćka”. W Polsce trudniej było udawać, że Białoruś to oaza demokracji, że zawsze była nam przyjazna i nigdy nie była satelitą Rosji. A jednak podjęto tę próbę. TVP i inne media przekonywały, że Białoruś może i jest dyktaturą, ale chce się poprawić. Druga linia narracji poszła w stronę znanej tezy administracji F.D. Roosvelta: „Może sukinsyn, ale nasz sukinsyn”. Tak amerykański prezydent mawiał o krwawym dyktatorze z Nikaragui, Anastasio Somozie.

Tyle, że ten „sukinsyn” w ostatnich dniach pokazał, że nasz nie był i raczej nigdy nie będzie. W czasie wizytacji przedsiębiorstwa w Mohylewie 21 marca br. Aleksandr Łukaszenka odpowiadając na szczerze zaniepokojonego sytuacją w kraju robotnika o działalność opozycji, rzekł: „Białoruskie organy ścigania zatrzymały kilkadziesiąt osób, przygotowujących zbrojną prowokację!” Białoruski prezydent dodał, że prowokatorzy byli szkoleni w obozach w Polsce, na Litwie i na Ukrainie. Środki na ich szkolenia miały trafiać za pośrednictwem Polski i Litwy.

Marzec 2017 roku. Antyrządowe protesty w Mińsku

Źródło: Forum / Marzec 2017 roku. Antyrządowe protesty w Mińsku

Wściekłości dyktatora trudno się dziwić. Od połowy lutego na Białorusi trwają protesty przeciw wprowadzonym przez władzę podatkowi od „pasożytnictwa społecznego”. To specjalna opłata dla tych, którzy nie są formalnie zatrudnieni. Nie uderza ona jednak w leniuchów, ale w pracujących za granicą (głównie w Rosji) i drobnych przedsiębiorców. Po Białorusi rozlały się największe od lat manifestacje. Nie z powodów politycznych, ale napędzane niezadowoleniem z polityki władz i pogarszającego się stanu gospodarki. Władze były tak bardzo zaskoczone skalą protestów, że na początku w ogóle nie reagowały. Ostatecznie zadziałały zgodnie z logiką reżimu – brutalnie pacyfikując demonstracje. Milicja i służby aresztowały już ponad 200 osób: opozycjonistów, protestujących, ludzi z organizacji pozarządowych i dziennikarzy (w tym z Biełsatu).

 

Znając białoruskie realia, wiadomo, że absurdalna wypowiedź o prowokatorach szkolonych w Polsce jest siarczystym policzkiem wymierzonym umizgom władz w Warszawie z ostatnich miesięcy. Pokazówką mówiąca wyraźnie, że koniec marzeń o prozachodniej wolcie reżimu z Mińska. I odnowieniem aktu wasalnego wobec Władimira Putina. W Moskwie doskonale rozumieją, że taki gest oznacza jedno: Białoruś nie dogada się ani z Polską, ani z Zachodem. Potargowała się o kredyty, powalczyła o inwestycje. I najwyraźniej szanse na nie ma głównie w Moskwie. I tam też zapewne niebawem uda się Łukaszenka.

Z kolei w relacjach z Polską białoruski prezydent wróci do starej praktyki oskarżania Warszawy o wspieranie opozycji i próby mieszania w jego republice.

Oczywista klęska PiS

Koniec odwilży i powrót do starych metod do spółki z antypolską tyradą Łukaszenki to klęska dyplomatycznych zabiegów rządu PiS. Oczywista klęska. Bo Aleksander Łukaszenka nadzieje na swój zwrot przekreślił naprawdę grubą kreską. Nie tylko oskarżył w tradycyjnym stylu Warszawę, nie tylko spacyfikował protesty, ale i zwrócił się do Moskwy w wiernopoddańczym apelu, zapewniając że Białoruś stoi u boku Rosji i będzie współpracować przy organizacji wielkich rosyjsko-białoruskich manewrów Zapad 2017 we wrześniu. A przecież jeszcze niedawno co niektórzy bardziej zapalczywi publicyści dowodzili, że Łukaszenka obawia się ćwiczeń Zapad, a manewry mogą być nawet wstępem do rosyjskiej okupacji Białorusi.

Czy jest jeszcze więcej dowodów, że wszystkie gesty na których oparła się polska dyplomacja, były jedynie pozorowaną grą, w której białoruski dyktator wodził za nos polityków PiS, mamiąc ich wizją przebudowania polityki wschodniej? Wkrótce się pojawią. Za dwa dni, w sobotę w Mińsku ma odbyć wielka manifestacja z okazji Dnia Woli. Białoruski prezydent nie odpuści okazji, by pokazać czy jest konsekwentny i rozbije demonstrację, jak w ostatnich dniach. 

Polska dyplomacja najwyraźniej jest zdezorientowana. W odróżnieniu od Ministerstw Spraw Zagranicznych Litwy i Ukrainy, nasz MSZ nie wydał ostrego oświadczenia, że oskarżenia Łukaszenki o szkolenie dywersantów w Polsce, na Litwie i Ukrainie, to bzdury. Być może gorączkowo trwają prace, jak wytłumaczyć Polakom, że Łukaszenka jednak jest dyktatorem i sojusznikiem Putina a nie „ciepłym człowiekiem”?

Białoruskie media przestawiły się w ciągu kilku godzin. Polska nie jest już sympatyczna, jest znowu wroga. Czy nasze, rządowe media też tak potrafią?

Łukaszenko nie dopuści do realizacji ukraińskiego scenariusza na Białorusi


Znalezione obrazy dla zapytania kosił Jaś koniszynu

Łukaszenka uczy Depardieu jak wykaszać opozycję

 

 

 

Foto: youtube.com

Łukaszenko: nie mogę dopuścić do realizacji scenariusza ukraińskiego na Białorusi

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Piątek, 24 marca 2017 o godz. 20:08:03

Tweet

Łukaszenko oświadczył podczas wizyty w obwodzie grodzieńskim: ze mną nie dojdzie do ukraińskiej sytuacji na Białorusi.

 

Łukaszenko stwierdził również, że siłom zewnętrznym zależy na wywołaniu zamieszek na Białorusi: Ktoś chce zaognić sytuację i wykorzystuje do tego naszych kozaków. Doszło do tego, że jak partyzanci kopali doły i chowali. Chowają broń, sprzęt, topory, noże, granaty i temu podobne. I wszyscy mówią: uczymy dzieci patriotyzmu. Z bojowymi granatami uczyć dzieci?[…] Kogoś swędzą ręce. Ale istnieje granica, której nikt nie powinien przekroczyć, łamiąc prawo i konstytucję. I jeśli władza tego nie dostrzeże, dojdzie do reakcji łańcuchowej, którą będzie bardzo trudno zatrzymać, bo zostaną wciągnięte miliony ludzi.

CZYTAJ TAKŻE:
Protesty na Białorusi: zatrzymano opozycjonistów i dziennikarzy

Białoruski prezydent dodał także: Informacyjne wojny przez internet to zasadnicze pole walki. Ten, kto umie stawić opór w tej wojnie, ten przetrwa. To bardzo ważne. Muszę powiedzieć, że my nauczyliśmy się tego kilka lat temu

kresy.pl / wp.pl

Dyskontowanie klęski po gromkich pohukiwaniach


Znalezione obrazy dla zapytania Pyrrusowe zwycięstwo Szydło

PREMIER BEATA SZYDŁO PODPISAŁA DEKLARACJĘ RZYMSKĄ

UNIA EUROPEJSKA

Dzisiaj, 25 marca (11:27) Aktualizacja: 41 minut temu

Premier Beata Szydło na unijnym szczycie w Rzymie złożyła podpis pod Deklaracją Rzymską dotyczącą przyszłości Unii Europejskiej.

Premier Beata Szydło podpisała Deklarację Rzymską /Radek Pietruszka /PAP

Premier Beata Szydło podpisała Deklarację Rzymską /Radek Pietruszka /PAP

„To początek drogi zmian, które muszą nastąpić w Unii Europejskiej. Dla Polski najważniejsze jest, że jest potwierdzona jedność Unii Europejskiej, że jest potwierdzona wola wśród wszystkich państw członkowskich, do tego, abyśmy razem, wspólnie budowali naszą przyszłość” – powiedziała szefowa rządu w sobotę dziennikarzom.

 

Premier oceniła, że teraz jest czas, aby przygotować dobre projekty, które „będą kolejnym krokiem, abyśmy mogli mówić o rozwijającej się, jednej i szczęśliwej Europie”.

W sobotę przywódcy 27 państw UE przyjęli Deklarację Rzymską. Ceremonia na rzymskim Kapitolu upamiętniła 60. rocznicę podpisania Traktatów Rzymskich, które dały początek integracji europejskiej.

Wspólny dokument, podpisany przez premier Szydło, wyznacza kierunki rozwoju Unii i podkreśla dotychczasowe osiągnięcia integracji. Pod dokumentem, oprócz szefów państw i rządów, podpisali się także szef Rady Europejskiej Donald Tusk, przewodniczący Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker i lider Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani.

Będziemy działać wspólnie, w zależności od potrzeb w różnym tempie i z różnym nasileniem, podążając jednocześnie w tym samym kierunku – głosi Deklaracja Rzymska. Jak podkreślono, Unia jest niepodzielona i niepodzielna.

Szefowie państw i rządów zobowiązali się w deklaracji do podjęcia pracy na rzecz czterech celów: zwiększania bezpieczeństwa w oparciu o ochronę granic zewnętrznych i walkę z terroryzmem, zapewniania rozwoju gospodarczego, podejmowania działań prospołecznych takich jak walka z bezrobociem i wykluczeniem, wzmacniania Unii na arenie międzynarodowej.

Według unijnych liderów Unia jest najlepszym narzędziem służącym realizacji tych celów. „Zobowiązujemy się wsłuchiwać w obawy wyrażane przez naszych obywateli i reagować na nie; będziemy także współpracować z naszymi parlamentami narodowymi” – zapowiedzieli.

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

Kancelaria Premiera

@PremierRP

Premier @BeataSzydlo podpisała Deklarację Rzymską na szczycie #EU60

11:26 – 25 Mar 2017

  • 4545 podanych dalej

  • 9393 polubienia

  • PAP

    Jest im bliższa Europa aniżeli Polska


    Znalezione obrazy dla zapytania Kosmopolici

     

     

    TVN Warszawa

    12:04 ODŚPIEWALI „ODĘ DO RADOŚCI”

    „Marsz dla Europy” ruszył w stronę placu Zamkowego

    Trwa manifestacja „Marsz dla Europy: Kocham Cię, Europo!”. Uczestnicy idą Traktem Królewskim na plac Zamkowy.
    Około godziny dwunastej uczestnicy manifestacji zebrali się na chodniku i jezdni przy scenie na placu Na Rozdrożu. Rozpoczęli oficjalnie od odśpiewania hymnu Unii Europejskiej, czyli „Ody do Radości” oraz polskiego hymnu.

    Nad głowami zebranych powiewają flagi UE i Polski. Głos zabrała między innymi aktorka Krystyna Janda, lider Nowoczesnej Ryszard Petru, poseł PO Michał Szczerba.

    „Symboliczne miejsce”

    Szef Nowoczesnej apelował, by ruch „Polska w Europie” połączył partie polityczne, organizacje pozarządowe. – Jesteśmy w bardzo symbolicznym miejscu, na placu Na Rozdrożu. Polska znalazła się na rozdrożu UE, albo będziemy w centrum Europy i ją współtworzyć, będziemy wśród jej liderów, albo z tej Europy wylecimy – powiedział lider Nowoczesnej.
    – Łatwo jest UE zohydzić, ale efektem końcowym jest to, co się stało w Wielkiej Brytanii – wychodzenie z UE. Polska, i my Polacy, chcemy być wśród liderów UE, chcemy ją współtworzyć(…). Tylko w UE, którą współtworzymy, na którą się nie obrażamy, nie dąsamy, możemy zbudować silną Polskę – podkreślił.
    I dodał, że gdyby Polska była w strefie euro „żaden PiS, by nas z UE nie mógł wyprowadzić”.
    Poseł PO Michał Szczerba przekonywał, że Polska i Europa potrzebują optymizmu. – Europa ma swojego dyrygenta, polskiego dyrygenta” – powiedział, nawiązując do przewodnictwa Donalda Tuska w Radzie Europejskiej. – Wszyscy jesteśmy entuzjastycznymi Europejczykami, czujemy się (w Europie) jak w domu – mówił poseł PO. Poinformował też, że kolejna manifestacja poparcia dla UE odbędzie się 6 maja.
    Podczas manifestacji aktorka Krystyna Janda odczytała przemówienie Donalda Tusk, przygotowane na sobotni szczyt UE w Rzymie. Głos zabrali też przedstawiciele m.in. ruchów sprzeciwiających się reformie edukacji oraz inicjujących ogólnopolski strajk kobiet.

    Przed godziną 13 manifestacja ruszyła Al. Ujazdowskim w kierunku placu Zamkowego.

    Autobusy na objazdach

    Na demonstrację zaprasza Komitet Obrony Demokracji oraz „Gazeta Wyborcza”, a także między innymi politycy Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej.

    „Unia Europejska to spełnienie marzenia pokoleń Polek i Polaków o wspólnocie. Po latach walki o wolność i przymusowej izolacji wybraliśmy wolność i rozwój, otwartość i praworządność, równość i sprawiedliwość społeczną. Czyli Europę. Dziś musimy to głośno potwierdzić” – czytamy w zapowiedzi manifestacji.

    Zgromadzenie zostało zgłoszone w ratuszu w godzinach 9.00-17.00, ale sam marsz ma rozpocząć się o godz. 12. Uczestnicy przemaszerują trasą: Al. Ujazdowskie – Nowy Świat – Krakowskie Przedmieście na pl. Zamkowy.

    Na zakończenie ma zostać zrobione wspólne zdjęcie miłośników Europy.

    Jak informuje Zarząd Transportu Miejskiego, z utrudnieniami będą musieli liczyć się pasażerowie linii autobusowych 102, 105, 107, 108, 111, 116, 117, 118, 127, 128, 158, 159, 166, 171, 175, 178, 180, 222, 503, 507, 517, 518, 521,  518. A także tramwajowych: 7, 9, 24, 22, 25.

    CZYTAJ WIĘCEJ O SOBOTNICH PROTESTACH W WARSZAWIE

    Sobotnie protesty graf. tvn24.plSobotnie protestyfot. graf. tvn24.pl

    Deklaracja Rzymska

    Na Kapitolu w Rzymie została podpisana Deklaracja Rzymska, która ma potwierdzić wspólne zaangażowanie na rzecz współpracy w ramach Unii Europejskiej, a także nawiązać do osiągnięć ostatnich 60 lat. Podpisy pod dokumentem złożyli przywódcy 27 państw unijnych, w tym premier Polski Beata Szydło.

    ran/pm

    Marine Le Pen u Putina


     

    Znalezione obrazy dla zapytania Marine Le Pen z Putinem

     

     

    TVN24

    Wybory prezydenckie we Francji Le Pen u Putina. Zapewnia, że nie zabiegała o rosyjskie pieniądze dla swojej partii

    24 marca 2017, 14:55

    Resolutions Zwolennicy Marine Le Pen walczą o głosy Le Pen krytykuje przenoszenie produkcji: nie pozwolę, by zarabiali Polacy Jak poszło Le Pen? Marine Le Pen w Rosji Foto: kremlin.ru | Video: TVN24 BiS Marine Le Pen z Władimirem Putinem Szefowa Frontu Narodowego i kandydatka na prezydenta Marine Le Pen oceniła w piątek w Moskwie, że obecny „wrogi” stosunek władz Francji do Rosji nie jest uzasadniony. Po wizycie w parlamencie Le Pen spotkała się z Władimirem Putinem, który zapewnił, że Moskwa „w żaden sposób nie chce wpływać” na kampanię wyborczą we Francji. Le Pen oświadczyła zaś, że jeśli zostanie prezydentem, podejmie starania o „szybkie” zniesienie sankcji nałożonych przez Unię na Rosję. „Niepewność bez precedensu”. Ogrom wyborców wciąż się waha Na miesiąc przed… czytaj dalej » Szefowa Frontu Narodowego przyjechała do Moskwy na zaproszenie szefa komisji spraw zagranicznych Dumy Państwowej (niższej izby parlamentu Rosji) Leonida Słuckiego. Le Pen: nie ma powodów, które usprawiedliwiałyby wrogi stosunek do Rosji Przed spotkaniem z rosyjskim prezydentem Marine Le Pen wzięła udział w posiedzeniu komisji spraw zagranicznych Dumy. Stwierdziła tam, że „nie widzi powodów, które usprawiedliwiałyby obecny wrogi stosunek władz francuskich do Federacji Rosyjskiej”. Podkreśliła, że zawsze uważała, iż Rosja i Francja powinny podtrzymywać i rozwijać łączące je od dawna relacje w różnych sferach – kultury, handlu, energetyki. Le Pen wybiera się do Moskwy. Spotka się z posłami Dumy Kandydatka we… czytaj dalej » Zaznaczyła też, że od początku kryzysu ukraińskiego nie zmieniła swojego stanowiska na jego temat. – Byłam jednym z niewielu polityków we Francji, którzy bronili własnego punktu widzenia w tej sprawie, zbieżnego z rosyjskim. Zawsze podkreślałam rolę UE w rozwoju i pogłębianiu się tego konfliktu – oświadczyła. Szefowa Frontu Narodowego spotkała się także z szefem Dumy Wiaczesławem Wołodinem. Potem na Kremlu przyjął ją Władimir Putin. Putin: przywiązujemy wielką wagę do stosunków z Francją Według rosyjskiego prezydenta Marine Le Pen reprezentuje „rosnący w szybkim tempie element europejskich sił politycznych”. Le Pen po zamachu w Londynie: należy kontrolować granice Zamach w centrum… czytaj dalej » – Wiemy oczywiście, że kampania wyborcza we Francji aktywnie się rozwija – powiedział Putin po spotkaniu z Le Pen. – Nie chcemy w żaden sposób wpływać przebieg wydarzeń, ale rezerwujemy sobie prawo do rozmów z przedstawicielami wszystkich sił politycznych tego kraju – zaznaczył. – Przywiązujemy wielką wagę do stosunków z Francją, jednocześnie staramy się podtrzymywać równe relacje zarówno z przedstawicielami władz, jak i opozycji – dodał. Le Pen po spotkaniu z Putinem oświadczyła, że jeśli zostanie prezydentem Francji, to jej pierwszym krokiem w stosunku do Rosji będzie podjęcie starań o szybkie zniesienie sankcji nałożonych przez Unię Europejską. We Francji doradca Le Pen w jej partii Florian Philippot zapewnił w piątek, że partia nie będzie zwracać się do banków rosyjskich w celu sfinansowania kampanii. – Są pewne warianty zagraniczne, ale to nie jest Rosja – powiedział Philippot w radiu France Info. W styczniu Le Pen mówiła, że bierze pod uwagę kredyty z banków zagranicznych, w tym rosyjskich. Teraz, po spotkaniu z rosyjskim prezydentem, zapewniła, że w rozmowie nie poruszała kwestii ewentualnej pomocy finansowej dla jej partii, a wizyta nie miała na celu zwiększenia jej wyborczych szans. Rzecznik prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow również powiedział, że na spotkaniu Le Pen i Putin nie rozmawiali na temat możliwości finansowania kampanii Frontu Narodowego przez banki rosyjskie. Przedstawiciel Kremla powiedział, że nie sądzi, by takie finansowanie było możliwe.   Marine Le Pen zwiedza Kreml Fot. kremlin.ru Marine Le Pen zwiedza Kreml Fot. kremlin.ru Marine Le Pen z Władimirem Putinem Fot. kremlin.ru Marine Le Pen zwiedza Kreml Fot. kremlin.ru Marine Le Pen z Władimirem Putinem Fot. kremlin.ru Marine Le Pen zwiedza Kreml Fot. kremlin.ru Marine Le Pen zwiedza Kreml Fot. kremlin.ru Marine Le Pen zwiedza Kreml Fot. kremlin.ru Marine Le Pen zwiedza Kreml Fot. kremlin.ru   Le Pen w przeszłości wielokrotnie spotykała się w Moskwie z deputowanymi Rosji, składając wizyty w ramach współpracy parlamentów. Rosyjska agencja TASS cytuje wcześniejsze wypowiedzi szefowej Frontu Narodowego w sprawie konfliktu na Ukrainie, w których oceniała ona, że w kraju tym toczy się „wojna domowa”, a rząd w Kijowie, który „doszedł nielegalnie do władzy”, dopuszcza się zbrodni wobec ludności cywilnej na wschodzie kraju. W wypowiedziach przytoczonych przez TASS Le Pen zapewniała także, że na Ukrainie „nie ma żadnych wojsk rosyjskich”. Ostatnie badania opinii publicznej we Francji wskazują, że Le Pen i niezależny centrysta Emmanuel Macron będą prowadzić w pierwszej turze wyborów 23 kwietnia oraz z łatwością przejdą do drugiej, decydującej rundy głosowania 7 maja. Wybory prezydenckie we Francji » Le Pen krytykuje przenoszenie produkcji: nie pozwolę, by… Zwolennicy Marine Le Pen walczą o głosy 13.03.2017 | PiS razem z Le Pen chce demontować UE? „Z Marine… Le Pen: jestem ofiarą operacji politycznej Juppe poparł Fillona. „Nie opuszczę statku w czasie sztormu” Juppe nie startuje Fillon: jedynie mój program może przynieść odrodzenie kraju Do wyborów we Francji pozostało niespełna 70 dni Parlament Europejski uchylił immunitet Marine Le Pen Francois Fillon zapowiedział, że nie zrezygnuje Wideo: TVN24 BiS Le Pen u Putina. Zapewnia, że nie zabiegała o rosyjskie pieniądze dla swojej partii

    Autor: kg//rzw /

    Źródło: PAP, Reuters

    (http://www.tvn24.pl)

    Szydło podpisuje rzymskie deklaracje a Niemcy opluwają Polskę


    OnetWiadomości

     

    IAR

    dzisiaj 10:25

    Niemieckie media piszą o „polskich obozach zagłady”

    Niemiecka stacja radiowa „B5 aktuell” należąca do Bayerischer Rundfunk – bawarskiego publicznego nadawcy radiowo-telewizyjnego na swoich stronach internetowych pisze o „polskich obozach zagłady” w Bełżcu, Sobiborze i Treblince.

     

    To drugi taki przypadek w ciągu kilku dni, gdy niemieckie media niemieckie obozy zagłady nazywają polskimiFoto: OnetTo drugi taki przypadek w ciągu kilku dni, gdy niemieckie media niemieckie obozy zagłady nazywają polskimi

    75 lat temu rozpoczęła się niemiecka Operacja Reinhard, której celem było tak zwane „ostateczne rozwiązanie” kwestii żydowskiej. Bawarska stacja radiowa „B5 aktuell” na swoich stronach internetowych, opisując książkę Stephana Lahnstaedta dotyczą tego tematu, pisze o „polskich obozach zagłady w Bełżcu, Treblince i Sobiborze”.

    W rozmowie z Polskim Radiem konsul generalny w Monachium Andrzej Osiak poinformował, że polski konsulat będzie podejmował interwencję w tej sprawie. Jest to już drugi taki przypadek w ciągu kilku dni, gdy niemieckie media niemieckie obozy zagłady nazywają polskimi. Cztery dni temu o polskich obozach zagłady na swoich stronach internetowych napisała telewizja SWR. Po szybkiej interwencji konsula sformułowanie „polski obóz zagłady” poprawiono, a redakcja telewizji dodatkowo przeprosiła za błąd.

    (MW)

    Onet Wiadomości

    Źródło: IAR

    Prawo międzynarodowe dla słabiutkich i maluczkich


    Znalezione obrazy dla zapytania Memy Netanjahu

     

     

     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Izrael działa jak Trump. Zakaz wjazdu jako karta przetargowa

    25.03.2017, 08:30 | Aktualizacja: 25.03.2017, 09:12

     

    Granica izraelsko jordańska

    Granica izraelsko jordańska / Shutterstock

    Mariusz Janik

      Budzący kontrowersje zakaz wjazdu na swoje terytorium wprowadziło właśnie państwo żydowskie. W przyszłych, nieuniknionych targach o kolejną próbę rozwiązania konfliktu bliskowschodniego podniesienie szlabanów dla krytyków Izraela może zatem stać się kartą przetargową, dzięki której „Bibi” – jak rodacy nazywają swojego premiera – zdoła co nieco ugrać.

      Lądując w ostatnią niedzielę na lotnisku imienia Ben Guriona w Tel Awiwie, Hugh Lanning nie mógł przewidzieć, co go czeka. „Po sprawdzeniu mojego paszportu wezwano osobę, która odprowadziła mnie do poczekalni – opowiadał reporterce brytyjskiego dziennika „The Independent”. – Byłem już w Izraelu tuzin razy i nigdy nie miałem większych kłopotów” – zapewniał.

       

      Tym razem było inaczej. Na 64-letniego przewodniczącego działającej w Wielkiej Brytanii organizacji Palestine Solidarity Campaign czekali już funkcjonariusze służb bezpieczeństwa. Podczas nieformalnego przesłuchania, które trwało osiem godzin, dopytywali o szczegóły jego poprzednich wizyt w Izraelu, działalność polityczną na Wyspach, a wreszcie o kontakty, jakie Lanning miał w Izraelu, na Zachodnim Brzegu oraz w Strefie Gazy. Ale kluczowe znaczenie dla wyniku przesłuchania miała pewna fotografia. Zrobiono ją w 2012 r., kiedy Lanning wziął udział w konwoju z pomocą humanitarną dla mieszkańców Strefy Gazy. Aktywistom zorganizowano wtedy spotkanie z Ismailem Haniją – liderem Hamasu, piastującym wówczas stanowisko premiera rządu kontrolującego tę enklawę. „Zostałem mu przedstawiony, staliśmy na jednym podwyższeniu, kiedy uczestnikom konwoju robiono zdjęcia – tłumaczył Lanning. – Przebywałem w jednym pokoju również z takimi ludźmi, jak Margaret Thatcher, Tony Blair czy Bill Clinton. Jeżeli to oznacza, że jestem z nimi powiązany, to przyznaję się do winy” – ironizował dawny związkowiec i kandydat na laburzystowskiego deputowanego do Izby Gmin.

      Czytaj więcej

      Izrael nie wpuścił europosłów do Strefy Gazy. „Co takiego jest w Gazie, co trzeba przed nami ukryć?”

      Konfrontacja zakończyła się późnym wieczorem. „Około godz. 23 osoba najwyższa rangą powiedziała: uznaliśmy, że nie pozwolimy panu na wjazd i działania wrogie wobec Izraela. W żadnym momencie nie zostałem przy tym o cokolwiek oskarżony, a kiedy zapytałem, co zrobiłem, odmówili odpowiedzi” – oburzał się Brytyjczyk. W poniedziałek rano został odprowadzony do samolotu do Londynu i wrócił na Wyspy.

      Wyjaśnień udzieliła po fakcie izraelska ambasada w Wielkiej Brytanii. „Lanning jest związany z liderami Hamasu, uznawanego w Unii Europejskiej za organizację terrorystyczną; grupy, której antysemicki program wzywa do zabijania wszystkich Żydów – podkreślił rzecznik placówki. – Izrael szuka pokojowego rozwiązania konfliktu z Palestyńczykami. Tym, którzy promują ekstremizm, nie powinno się pozwalać na rozpowszechnianie nienawiści w Izraelu”.

      Ani to żydowskie, ani demokratyczne

      Hugh Lanning został już okrzyknięty „pierwszą ofiarą” budzącej kontrowersje ustawy przegłosowanej w Knesecie tydzień wcześniej. Po burzliwym trzykrotnym czytaniu ustawy za ostatecznym tekstem opowiedziała się większość głosujących – 46 deputowanych, od centrowej partii My Wszyscy (Kulanu), przez członków rządzącego Likudu, po skrajnie prawicową, religijną partię Żydowski Dom (Habajit Hajehudi). Przeciwko było 28 deputowanych partii lewicowych, przede wszystkim Unii Syjonistycznej i Merec. Ale, co uderzające – mimo wszystkich kontrowersji – w 120-osobowym parlamencie niemal pięćdziesięciu posłów w ogóle nie zajęło stanowiska w tej sprawie. Ba, nawet w łonie najbardziej zaangażowanych w dyskusję ugrupowań nie było konsensusu.

      Ale też trudno się dziwić. Dotychczasowe zasady wjazdu do Izraela zakładały niemal automatyczne przyznanie trzymiesięcznej wizy wszystkim, którzy chcieli się dostać – czy to do samego Izraela, czy też na terytoria palestyńskie. Oczywiście, kto wcześniej dużo jeździł po krajach arabskich albo zwrócił na siebie uwagę izraelskich służb, z dużym prawdopodobieństwem mógł się spodziewać kontrolnej rozmowy na lotnisku. Zwykle jednak krótszej i zapewne nieco przyjemniejszej niż ta, w której musiał wziąć udział Lanning. W skrajnych przypadkach wydania wizy mógł odmówić minister spraw wewnętrznych.

      Nowe przepisy są na tyle mętne, że liczba osób objętych zakazem może pójść w tysiące, a zarazem – przy łagodniejszym podejściu służb bezpieczeństwa – może w niewielkim stopniu zmienić dotychczasową sytuację. Zgodnie z obecnym prawem Izrael nie przyzna wizy wjazdowej ani pozwolenia na stały pobyt osobom, które „publicznie wzywały do bojkotu Państwa Izrael lub też zapowiedziały wzięcie udziału w takim bojkocie”. Ustawa nie precyzuje jednak, czym jest „publiczne wezwanie” – co może równie dobrze oznaczać felieton w prasie, wystąpienie w czasie wiecu, ale i post w mediach społecznościowych. Nie określono też procedur egzekwowania zakazu. „Nie sformułowaliśmy jeszcze mechanizmów koniecznych do implementacji tego prawa, ale pracujemy nad tym wraz z ministerstwem spraw wewnętrznych” – komentował lapidarnie izraelski minister bezpieczeństwa publicznego Gilad Erdan dla amerykańskiego dziennika „The Washington Post”.

      Powściągliwość usprawiedliwiona, bo debata na temat prawa jest wyjątkowo burzliwa, nawet jak na izraelskie standardy. – Co oznacza, koniec końców, to prawo? Oznacza ono, że zdrowy człowiek, taki, który kocha tych, którzy kochają jego, a nienawidzi tych, co go nienawidzą, nie nadstawia drugiego policzka! – grzmiał w Knesecie deputowany partii Żydowski Dom. – Ta ustawa jest konieczna. Pozwala Izraelowi bronić się przed tymi, którzy życzą mu źle – sekundował mu lider partii Naftali Bennett. – Można bronić imienia i honoru państwa i nie ma się tu czego wstydzić. Ta ustawa reprezentuje stanowisko Kulanu jako nacjonalistycznej, społecznie zorientowanej partii, która wierzy w równowagę między narodową dumą a prawami człowieka – przekonywał z kolei Roy Folkman z centrowej partii Kulan, jeden z inicjatorów ustawy.

      Po drugiej stronie politycznej barykady argumentuje się jednak równie zażarcie. – Mówimy o prawie, które jest przeciw wolności wypowiedzi, które dotyczy osób bojkotujących Izrael, ale nie czyni rozróżnienia między Izraelem a osiedlami (na terytoriach okupowanych – aut.), a w ten sposób służy ruchowi nawołującemu do bojkotu – dowodziła posłanka lewicowej partii Merec Tamar Zandberg. – Spójrzcie na ONZ, na UE, co się dzieje we wspólnocie międzynarodowej – uzupełniał Dov Khenin ze Zjednoczonej Listy. – Chcecie zbojkotować ich wszystkich, odmówić im prawa wjazdu do Izraela? Cały świat uważa osiedla za nielegalne. Chcecie zrobić coś, co tylko wzmocni bojkot naszego kraju – przekonywał. „Ani to żydowskie, ani demokratyczne – ucięli w oświadczeniu liderzy liczącego sobie niemal cztery dekady historii ruchu pokojowego Peace Now. – Ewidentne pogwałcenie wolności wypowiedzi. Dzięki temu prawu rząd nie tylko nie zapobiegnie bojkotowi Izraela, ale jedynie obniży międzynarodową pozycję Izraela i doprowadzi do jego międzynarodowej izolacji” – podsumowali.

      Mimo wojowniczych zapowiedzi powrót na rzymskiej tarczy


      Znalezione obrazy dla zapytania demotywatory-powrót na tarczy

       

       

      OnetWiadomości

       

      Onet

      11 minut temu

      60. rocznica podpisania Traktatów Rzymskich [RELACJA]

      • Udowodnijcie dziś, że jesteście liderami Europy i że troszczycie się o to wielkie dziedzictwo, które otrzymaliśmy od bohaterów integracji europejskiej 60 lat temu – powiedział podczas przemówienia na Kapitolu w Rzymie Donald Tusk. Przedstawiciele 27 państw UE i przewodniczący unijnych instytucji podpisali Deklarację Rzymską.

       

      Jean-Claude Juncker, Antonio Tajani, Paolo Gentilon, Donald Tusk i Joseph Muscat Foto: PAPJean-Claude Juncker, Antonio Tajani, Paolo Gentilon, Donald Tusk i Joseph Muscat

      Dziś mija 60 lat od podpisania Traktatów Rzymskich, które zapoczątkowały integracją europejską. O godzinie 10 rozpoczęły się uroczystości w pałacu na Kapitolu. Szczyt odbywa się bez udziału Wielkiej Brytanii.

      25 marca 1957 roku we włoskiej stolicy podpisy pod dokumentami powołującymi Europejską Wspólnotę Gospodarczą złożyli przywódcy sześciu państw – Francji, Republiki Federalnej Niemiec, Włoch, oraz Belgii, Holandii i Luksemburga.

      Znana gazeta oznajmia klęskę Trumpa


      Znalezione obrazy dla zapytania Zwycięski Trump-memy

       

       

      Wyborcza.pl

      Sobota25.03.2017

       

      Republikanie i Trump polegli. Reputacja „speca od dobijania targu” nadszarpnięta. Obamacare zostaje

      Magda Działoszyńska

      25 marca 2017 | 08:10

      Trump1 ZDJĘCIE

      Trump (EVAN VUCCI/AP)

      Głosowanie nad ustawą reformującą Obamacare drugi dzień z rzędu odwołano w ostatniej chwili. Republikanom nie udało się zebrać większości, by ją przegłosować. Słowa „porażka, rozczarowanie i frustracja” członkowie partii odmieniali wczoraj przez wszystkie przypadki.

      – Byliśmy blisko, ale nie udało się osiągnąć konsensusu – powiedział dziennikarzom spiker Izby Reprezentantów Paul Ryan, tuż po tym jak zaplanowane na 15.30 w piątek czasu waszyngtońskiego głosowanie zostało odwołane w ostatniej chwili. Godzinę wcześniej Ryan pojechał do Białego Domu przekazać prezydentowi, że mimo negocjacji z różnymi frakcjami i ustępstw w ich stronę ustawa nie dostanie 216 potrzebnych do jej zatwierdzenia głosów. Wtedy obaj zgodzili się, że głosowanie trzeba odwołać, choć…

      W centrum Kijowa zabito Rosjanina i jego mordercę też


      Znalezione obrazy dla zapytania zabójstwo po Ukraińsku

      Samostijność…

       

      PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

      Morderstwo rosyjskiego polityka na Ukrainie. Zabójca zmarł w szpitalu

      ostatnia aktualizacja:23.03.2017 16:38

      Zabójca zastrzelonego w czwartek w Kijowie byłego rosyjskiego deputowanego Denisa Woronienkowa zmarł w szpitalu od ran postrzałowych – poinformowała Łarysa Sarhan, rzeczniczka prokuratora generalnego Ukrainy Jurija Łucenki.

       

      • Przejaw rosyjskiego terroru – tak prezydent Ukrainy określił zabójstwo Denisa Woronienkowa. Relacja Pawła Buszki (IAR)

      Kijów - miejsce zabójstwa Denisa Woronienkowa

      Kijów – miejsce zabójstwa Denisa WoronienkowaFoto: Archiwum PAP/EPA

      Wiadomość tę potwierdziły władze szpitala oraz policja. Ukraińskie MSW przekazało, że ustaliło tożsamość mordercy Rosjanina; jest on obywatelem Ukrainy.

      45-letni Woronienkow pod koniec 2016 roku zrzekł się obywatelstwa rosyjskiego i przyjął obywatelstwo ukraińskie. Został zabity w czwartek przed południem w pobliżu znanego kijowskiego hotelu Premier Palace. Według policji człowiek, który do niego strzelał, został raniony przez ochroniarza polityka. Sam ochroniarz również został ranny. Obaj mężczyźni zostali przewiezieni do szpitala.

      Wideo: Na miesiąc przed śmiercią Denis Woronienkow zapowiadał w wywiadzie, że nie będzie się ukrywał

      Źrodło: Youtube

      – Zabójca otrzymał dwie rany postrzałowe: w klatkę piersiową i w głowę, co uniemożliwia prowadzenie z nim działań śledczych. Jest na krawędzi śmierci – mówił wcześniej Łucenko na konferencji prasowej.

      Woronienkow po przeprowadzce do Kijowa zeznawał jako świadek w śledztwie Prokuratury Generalnej w sprawie przeciwko zbiegłemu do Rosji byłemu prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Janukowyczowi. Przedstawiciele ukraińskich władz ocenili, że Woronienkow został zlikwidowany na zlecenie Kremla.

      Poroszenko: to akt terroru Rosji

      Przejaw rosyjskiego terroru – tak prezydent Ukrainy określił zabójstwo Denisa Woronienkowa. Byłego rosyjskiego deputowanego zastrzelono w centrum Kijowa. Był on świadkiem w ukraińskim śledztwie przeciwko byłemu prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi.

      Petro Poroszenko w sprawie zabójstwa Denisa Woronienkowa spotkał się z przedstawicielami struktur siłowych. Wyraził opinię, że morderstwo jest aktem państwowego terroru ze strony Rosji. Zabójstwo nosi wyraźny podpis rosyjskich służb specjalnych – powiedział ukraiński prezydent. Jak dodał, Woronienkow musiał opuścić Rosję z powodu swoich politycznych przekonań. Petro Poroszenko przypomniał, że były rosyjski deputowany był jednym z głównych świadków w sprawie rosyjskiej agresji na Ukrainę i w sprawie wezwania rosyjskich wojsk przez eks-prezydenta Wiktora Janukowycza.

      Zdaniem ukraińskiego prezydenta morderstwo Woronienkowa nieprzypadkowo zbiegło się z pożarem największego na Ukrainie składu amunicji. Pożar ten zdaniem prokuratury może być aktem dywersji.

      ukraina 2.jpg

      Ukraina: pożar i wybuchy w największym składzie amunicji. Ludność ewakuowana

      Woronienkow był deputowanym Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej w poprzedniej kadencji Dumy; na Ukrainę wyjechał w październiku zeszłego roku. Jego ucieczka z Rosji była szokiem dla rosyjskiej elity politycznej. W lutym br. Woronienkow udzielił wywiadu, w którym porównał Rosję do nazistowskich Niemiec i skrytykował aneksję Krymu. Wcześniejsze publiczne wystąpienia deputowanego wskazywały na jego całkowitą lojalność wobec polityki Kremla.
      Na początku marca sąd w Moskwie zadecydował o zaocznym zatrzymaniu polityka, zarzucając mu defraudację i fałszowanie dokumentów. Rosja wysłała za nim międzynarodowy list gończy.

      dad

      Nie oddamy ani guzika


      Znalezione obrazy dla zapytania Kobieta w bluzeczce

       

       

      Advertisement

       

      WASZCZYKOWSKI DLA „SPIEGLA”: ALBO POZOSTANIEMY RAZEM, ALBO KAŻDY PÓJDZIE WŁASNĄ DROGĄ

      ŚWIAT

      Wczoraj, 24 marca (22:21)

      Witold Waszczykowski w wywiadzie dla najnowszego wydania niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” zaapelował do pozostałych krajów Unii Europejskiej o zachowanie jedności Europy i zapobieżenie tym samym jej rozbiciu w wyniku koncepcji „wielu prędkości”.

      Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych /PAP/EPA

      Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych /PAP/EPA

      Drukowane wydanie „Spiegla” ukaże się w sobotę. Od piątku wieczorem tygodnik dostępny jest wydaniu internetowym.

      REKLAMA
      • Wzywamy Europę do jedności, nie chcemy dalszych podziałów – powiedział Waszczykowski. – Dwie, a może nawet wiele prędkości to recepty na rozbicie Europy – ostrzegł. Jego zdaniem UE znalazła się „w punkcie zwrotnym”. – Albo pozostaniemy razem, albo każdy pójdzie własną drogą- oświadczył. Różne prędkości doprowadzą, zdaniem Waszczykowskiego, do powstania „grupy przewodniej, która będzie panować nad innymi krajami”.
      „Merkel wydała innym krajom polityczną dyrektywę”

      Pytany o polskie propozycje reform, Waszczykowski wskazał na ochronę granic i politykę obronną jako obszary, w których Polska „może sobie wyobrazić bardziej intensywną współpracę”. Jego zdaniem należy „zastanowić się nad kompetencjami europejskich instytucji”. Jak sprecyzował, składająca się nie z wybranych przedstawicieli, lecz z urzędników Komisja Europejska nie powinna mieć prawa do kontrolowania krajów członkowskich, jak ma to miejsce w przypadku procedury praworządności wobec Polski. – Komisja powinna jedynie wypełniać dyrektywy Rady (Europejskiej) i nie powinna mieć ambicji politycznych – oświadczył szef MSZ.

      Odnosząc się do reelekcji Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, Waszczykowski wrócił uwagę, że kanclerz Angela Merkel na kilka godzin przed szczytem UE powiedziała w Bundestagu, iż cieszy się na wybór Tuska. – Uważamy, że Angela Merkel wydała tym samym polityczną dyrektywę innym krajom: chcę, by Tusk wygrał – wyjaśnił minister.

      „Niemcy nie powinny dyktować, ilu uchodźców mamy przyjąć”

      Oceniając relacje polsko-niemieckie Waszczykowski wskazał na różnice zdań w polityce energetycznej. Powiedział też, że Polska uważa, iż Niemcy nie powinny „dyktować” innym krajom, ilu uchodźców mają przyjąć. Jako przykład wspólnego podejścia wymienił natomiast politykę obronną. – Oczywiście Niemcy są dla nas ważnym partnerem – oświadczył. Przypomniał, że wzajemne obroty handlowe przekroczyły 100 mld euro, czyli więcej niż między Niemcami a Rosją.

      • Przez wiele lat próbowano nas przekonywać, że UE jest klubem altruistów, że nie istnieją już rywalizujące ze sobą narodowe interesy. Co najmniej od szczytu sprzed dwóch tygodni wiemy, że to nieprawda. Nauczyliśmy się: musimy bronić naszych polskich interesów. To jasne, że mamy mniej władzy i mniejszy potencjał gospodarczy niż Niemcy. Chcemy jednak, by nasze sprawy były traktowane poważnie – powiedział minister w wywiadzie dla „Spiegla”

      Zdaniem Waszczykowskiego polskie interesy naruszane są „wszędzie”. Wymienił politykę energetyczną, w tym budowę gazociągu Nord Stream oraz politykę klimatyczną. – Nie możemy pozwolić sobie na to, by stać się zacofanym krajem z czystym powietrzem. Potrzebujemy zarówno szansy na wzrost, jak i czystego środowiska – dodał szef dyplomacji.

      Odnosząc się do uwagi dziennikarza „Spiegla”, że Polska jest największym beneficjantem UE i do 2020 roku otrzyma z unijnych funduszy strukturalnych ok. 80 mld euro, Waszczykowski odparł, że to Unia najbardziej korzysta z członkostwa Polski. – Jesteśmy rynkiem z 40 mln ludzi – zauważył, dodając, że Niemcy sprzedali na rynku polskim towary o wartości 55 mld euro. Unijne fundusze strukturalne są, jego zdaniem, „rekompensatą za otwarcie polskiego rynku”.

      PAP

      Udali się do Papieża po błogoslawienia dla islamskiej polityki


      Podobny obraz

      WP

       

      KAMIL ZAJĘCKI

      2h temu

      To zdjęcie robi furorę w sieci. Znajdź Beatę Szydło

      Fotografia przedstawiająca papieża Franciszka w towarzystwie unijnych przywódców z pewnością nie będzie należała do ulubionych pamiątek polskiej premier. Na pierwszy rzut oka w ogóle nie ma jej na zdjęciu. Dopiero po dokładnym przyjrzeniu się widać jej niefortunne usytuowanie pośród innych liderów.

       

      To zdjęcie robi furorę w sieci. Znajdź Beatę Szydło

      (PAP, Fot: EPA/L’OSSERVATORE ROMANO)

      Spotkanie przywódców miało miejsce w związku ze szczytem Unii Europejskiej w Rzymie. Politycy spotkali się z papieżem w watykańskiej Sala Regia, gdzie zaapelował o jedność i solidarność Europy w obliczu kryzysu imigracyjnego i innych problemów. Na zakończenie audiencji papież witał się i rozmawiał przez chwilę ze wszystkimi przywódcami krajów i instytucji UE. Wśród nich z premier Szydło. Następnie wszyscy przeszli do Kaplicy Sykstyńskiej na pamiątkowe zdjęcie.

      Internauci żartują, że przekaz Franciszka na temat pomocy uchodźcom tak nie spodobał się Beacie Szydło, że ta nie wzięła udziału w pamiątkowym zdjęciu w Kaplicy Sykstyńskiej. To oczywiście nieprawda. Na sali byli wszyscy – 27 przywódców, a także przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oraz szefowie Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani i Rady Europejskiej Donald Tusk. Niestety ktoś postawił polską premier w ostatnim rzędzie, za wysokimi mężczyznami, przez co jest ledwo widoczna. Wiele osób w sieci stwierdza z ironią, że to symboliczny obraz polskiej pozycji w Unii Europejskiej po ostatniej porażce rządu Szydło ws. wyboru szefa Rady Europejskiej.

       

       

      14godz.

      Samuel Pereira

      @SamPereira_

      Niestety tak to właśnie wyglądało. Szef Komisji Europejskiej słucha papieża Franciszka, mówiącego o godności człowieka
      via @ZielonaGaska pic.twitter.com/wKYVnUK3ft

      Obserwuj

      Wolfgang YERSINIA @nagleociemnialy

      @SamPereira_ @ZielonaGaska znajdź na zdjęciu „Nowe Przywódcę Europy” pic.twitter.com/iTHRmvU1ng

      22:20 – 24 Mar 2017

      Zobacz obraz na Twitterze

    • podanych dalej

    • 1010 polubień

    • Spotkanie przywódców wszystkich krajów i instytucji unijnych ma związek z 60-leciem podpisania Traktatów Rzymskich. Szczyt w stolicy Włoch potrwa do soboty. W jego trakcie liderzy podpiszą symboliczną deklarację określającą kształt przyszłej Unii.

       

      00:02 / 00:52

      auto

      wp

       

      Bez synekury żyć nie potrafi


      Znalezione obrazy dla zapytania korzystający z synekur

       

       

      TVN24

      Konflikt wokół TK „Deklaruję stanowczy zamiar”. Sędzia chce wrócić do pracy w Trybunale

      24 marca 2017

      Stanisław Biernat o wyborze prezes Julii Przyłębskiej (Fragment programu „Piaskiem po oczach”, 24.02.17) „Proszę o precyzyjne rozliczenie okresów wykorzystania urlopów, przy zachowaniu zasady, że każdy urlop w danym roku kalendarzowym zaliczany jest zawsze w pierwszej kolejności na rzecz urlopu bieżącego” – napisał w liście Stanisław Biernat do prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. „Uprzejmie deklaruję stanowczy zamiar rozpoczęcia pełnienia funkcji w Trybunale od 1 kwietnia 2017 roku” – dodał. Stanisław Biernat to obecnie jeden z siedmiu sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych w poprzednich kadencjach Sejmu. Jest wiceprezesem TK. W styczniu skierowano go na zaległy urlop, na którym ma pozostawać do końca marca. W czerwcu kończy się jego kadencja na stanowisku sędziego Trybunału. Wiceprezes TK: wykreowano sztuczny problem w celu ingerowania w niezawisłość sędziów Trybunał… czytaj dalej » ZOBACZ CAŁE OŚWIADCZENIE SĘDZIEGO BIERNATA Urlop? „Mocno wątpliwe” Stanisław Biernat 14 marca skierował pismo do sędzi Julii Przyłębskiej. To jego odpowiedź na pismo prezes TK w sprawie wykorzystania po 1 kwietnia, 57 dni zaległego urlopu, co obejmuje praktycznie czas do końca jego kadencji. W oświadczeniu stwierdził, że jest „mocno wątpliwe, czy urlop taki w ogóle mu przysługuje”. „Zwracam uprzejmie uwagę, że wokół urlopów zaległych w praktyce narosło wiele nieporozumień. W szczególności nieporozumieniem jest to, że każdy niewykorzystany urlop jest urlopem zaległym, który pracodawca może udzielić jednostronnie” – czytamy w liście. Sędzia Biernat powołując się na przepisy kodeksu pracy, pisze iż „urlop niewykorzystany w terminie ustalonym zgodnie z art. 163 k.p. należy pracownikowi udzielić najpóźniej do dnia 30 września następnego roku kalendarzowego”. Jak dodał, zgodnie z tym przepisem, „urlop powinien być udzielony zgodnie z planem urlopów”. W przypadku nieustalenia takiego planu, pracodawca ustala termin urlopu po porozumieniu się z pracownikiem. „Precyzyjne rozliczenie” Z przepisów Kodeksu pracy – jak brzmi oświadczenie – wynika również, że „pracodawca może ustalić termin wykorzystania tzw. zaległego urlopu wypoczynkowego bez uzgodnienia z pracownikiem wyłącznie w części dotyczącej urlopu zaległego z roku poprzedniego”. Jednak pod warunkiem, że „został on udzielony na określony termin, a w konsekwencji odwołania lub przesunięcia nie doszło do jego wykorzystania” – podkreślił sędzia. Prezes TK wyznaczyła swojego zastępcę Prezes Trybunału… czytaj dalej » Jak napisał sędzia Biernat, „w poprzednich latach kalendarzowych terminy wykorzystania przeze mnie urlopu wypoczynkowego nie zawsze były przez pracodawcę zaplanowane”. W związku z tym – jego zdaniem – należy przyjąć, że w kolejnych latach udzielano mu „wyłącznie urlopów bieżących”. Powołując się na powyższe wyjaśnienia, sędzia zwrócił się z prośbą o „precyzyjne rozliczenie okresów wykorzystania urlopów, przy zachowaniu zasady, że każdy urlop w danym roku kalendarzowym zaliczany jest zawsze w pierwszej kolejności na rzecz urlopu bieżącego”. W oświadczeniu wyraził przekonanie, że „wynikiem tej analizy będzie wniosek, że znakomita większość o ile nie cały okres tzw. urlopów zaległych już się przedawnił”. „Prawa, które nie przysługują” W oświadczeniu wyjaśnił, że powinien wykonywać swoją funkcję sędziego, a nie korzystać z praw, „które mu nie przysługują”. Jak dodał, jako osoba wykonująca funkcję publiczną, „ma obowiązek w pierwszej kolejności wykonywać swój obowiązek wobec państwa”. Zaznaczył, że „powinnością Pani Prezes jest ponowne przeliczenie urlopu według zasad wyżej opisanych. Dopiero wtedy będzie można ustalić, czy rzeczywiście przysługuje mi jeszcze jakikolwiek tzw. urlop zaległy”. Wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego: to nie krasnoludki spowodowały ten chaos – Można było tego… czytaj dalej » „Mając powyższe okoliczności na uwadze, uprzejmie deklaruję stanowczy zamiar rozpoczęcia pełnienia funkcji w Trybunale od 1 kwietnia 2017 roku” – podsumował. „Przeszkadzanie w orzekaniu” W styczniu zespół prasy i informacji Trybunału Konstytucyjnego podał, że Biernat „został skierowany do wykorzystania części zaległego urlopu w okresie od 9 stycznia do 31 marca 2017 r.”. Zgodnie z tym komunikatem, sędzia Biernat miał również wskazać, w jakich terminach chce wykorzystać pozostały urlop. „Ważne, by miało to miejsce przed upływem kadencji 27 czerwca 2017 r.” – podkreślono. W przekazanym przez Biernata liście z 9 stycznia do prezes Przyłębskiej napisał on, że nie dostał odpowiedzi prezes TK na pisemne pytanie o powody „innego potraktowania mnie, w porównaniu z innymi sędziami, co do sposobu ustalania terminów wykorzystania zaległych urlopów, tj. tego, że narzuciła mi Pani termin rozpoczęcia urlopu na dzień 9 stycznia 2017 r., a pozostawiła wybór terminów pozostałym sędziom”. „Pani argument, że różnica traktowania wynika stąd, iż kończę kadencję 25 czerwca 2017 r., nie został uzasadniony merytorycznie” – dodał. „Jednostronne wyznaczenie przez Panią terminu rozpoczęcia urlopu sędziego w tych konkretnych warunkach nie ma podstaw ani w ustawie o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, ani w Kodeksie pracy” – pisał Biernat do Przyłębskiej. Biernat podkreślił również w liście, że „głównym zadaniem sędziego konstytucyjnego jest orzekanie”. „Przeszkadzanie sędziemu w wykonywaniu tego zadania przez prezesa Trybunału jest czymś niezwykłym” – podkreślił w liście do prezes TK.

      Autor: kb/sk /

      Źródło: tvn24

      (http://www.tvn24.pl)

      Rzymskie fetowanie klęski wolnoeuropejskiego globalizmu


      TVN24 NA ŻYWO

      25 marca 2017

      Jubileuszowe spotkanie w Wiecznym Mieście

      Do Rzymu przyjechali przywódcy 27 państw Unii Europejskiej W Rzymie oficjalnie rozpoczyna się szczyt przywódców 27 państw Unii Europejskiej w związku z 60. rocznicą zawarcia Traktatów Rzymskich. Umowy międzynarodowe, podpisane przez Francję, Niemcy, Włochy, Belgię, Holandię i Luksemburg, dały początek integracji europejskiej. Spotkanie odbywa się bez udziału Wielkiej Brytanii, która opuszcza Wspólnotę. W ramach szczytu zaplanowano podpisanie Deklaracji Rzymskiej, która podkreśli dotychczasowy dorobek Unii Europejskiej i wyznaczy kierunek integracji europejskiej na kolejną dekadę. Pierwsze takie spotkanie. Papież poucza unijnych przywódców W Watykanie… czytaj dalej » Uroczystość podpisania dokumentu przez unijnych przywódców na Kapitolu będzie punktem kulminacyjnym obchodów 60. rocznicy Traktatów Rzymskich, które dały początek integracji europejskiej. Spotkanie odbywa się z udziałem przywódców 27 państw Unii Europejskiej, a także przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, szefa Komisji Europejskiej Jean Claude’a Junckera i przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Antonio Tajaniego. W piątek w Watykanie z przywódcami państw Wspólnoty i szefami unijnych instytucji spotkał się papież Franciszek. – 25 marca 1957 roku był dniem pełnym oczekiwania i nadziei, entuzjazmu i obaw, i tylko wydarzenie wyjątkowe, ze względu na swą doniosłość i konsekwencje historyczne, mogło go uczynić wyjątkowym w dziejach – powiedział Franciszek, przywołując datę podpisania Traktatów Rzymskich.

      Autor: tas\mtom /

      Źródło: PAP

      (http://www.tvn24.pl)

      Równość, wolność i braterstwo po francusku


      Znalezione obrazy dla zapytania równość, wolność i braterstwo

       

       

      TVN24

      Trzy osoby ranne w strzelaninie

      25 marca 2017, 6:58

      Google Earth Francja. Trzy osoby zostały ranne w strzelaninie Trzy osoby zostały w piątek ranne w strzelaninie, do której doszło w Lille w północnej Francji – poinformowały francuskie media, powołując się na źródła w policji. Według wstępnych ustaleń strzelanina mogła być wynikiem porachunków między handlarzami narkotyków. Jednego rozstrzelają, drugiego powieszą. Kara dla handlarzy narkotyków Sąd wojskowy w… czytaj dalej » Do zdarzenia doszło ok. godz. 21.50 na parkingu, w pobliżu stacji metra Porte d’Arras. Według relacji świadków, zamaskowany mężczyzna otworzył ogień do trzech osób, a następnie uciekł. Jak przekazała policja, wśród rannych jest 14-latek. Jego życiu, podobnie jak życiu dwóch pozostałych osób, nie zagraża jednak niebezpieczeństwo. Motyw strzelaniny wciąż pozostaje niejasny. Dziennik „La Voix du Nord” i radio France Bleu Nord podały, że mogła ona być wynikiem porachunków między miejscowymi handlarzami narkotyków. Na miejsce wezwano policję, a okolicę zamknięto. Napastnik wciąż nie został ujęty.

      Autor: pk\mtom /

      Źródło: PAP

      (http://www.tvn24.pl)

      Dla niego europejskość to normalność-apanaże, kelnerzy, służący, ochrona, szoferzy i stada usłużnych fatygantów


      Znalezione obrazy dla zapytania Figurant

      FIGURANT

       

      Wyborcza.pl

      Sobota25.03.2017

       

      Donald Tusk

      Donald Tusk: Europa, nasza wolność

      25 marca 2017 | 06:55

      Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk1 ZDJĘCIE

      Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk (Jean-Francois Badias (AP Photo/Jean-Francois Badias))

       

      W 1980 byłem wtedy w Stoczni Gdańskiej wśród robotników, którzy wykrzyczeli w twarz reżimu proste marzenia: o godności, wolności i demokracji. Mimo że wysłano na nas czołgi i żołnierzy, wszyscy wtedy patrzyliśmy w stronę wolnej i jednoczącej się Europy. Mówię o tym, by uświadomić wszystkim, że Unia Europejska to nie procedury ani przepisy. Nasza Unia stanowi gwarancję, że wolność, godność, demokracja i niepodległość będą naszą codzienną rzeczywistością.

      Przemówienie Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej, na szczyt Unii w 60. rocznicę traktatów rzymskich, które powołały do życia europejską Wspólnotę. Rzym, 25 marca 2017 r.

      Drodzy Przyjaciele,

      urodziłem się dokładnie 60 lat temu, jestem więc rówieśnikiem Wspólnoty Europejskiej. Dlatego pozwólcie, proszę, na osobistą refleksję. Niekiedy miejsce urodzenia jest…

      Sejm odrzucił pogański szowinizm panujący na Ukrainie


      Znalezione obrazy dla zapytania pogański szowinizm na ukrainie

       

      KRESY.pl

      Foto: wikimedia.org

      Sejm jednogłośnie przyjął uchwałę ws. uczczenia pamięci bł. bpa Grzegorza Chomyszyna

      Dodane przez Lipinski

      Opublikowano: Czwartek, 23 marca 2017 o godz. 22:10:00

      Projekt uchwały w sprawie uczczenia pamięci błogosławionego biskupa Grzegorza Chomyszyna w 150. rocznicę jego urodzin złożył klub Kukiz’15.

       

      Wcześniej poseł klubu Kukiz’15 Tomasz Rzymkowski wyraził nadzieję, aby projekt został przyjęty przez aklamację. Doszło jednak do głosowania. W rezultacie za uchwałą opowiedzili się wszyscy głosujący posłowie – 432.

      CZYTAJ RÓWNIEŻ:
      Zaproszenie na konferencję naukową poświęconą 150. rocznicy urodzin bł. bp. Grzegorza Chomyszyna

      W dyskusji przed głosowaniem głos zabrał m. in. lider Ruchu Narodowego Robert Winnicki. Poseł stwierdził, że powinniśmy brać przykład z błogosławionego grekokatolickiego biskupa, na to jak prowadzić w sposób odpowiedzialny dialog polsko-ukraiński. Zaznaczył: Biskum Chomyszyn jest tym duszpastrzem, który jest dziś na Ukrainie mocno zapomniany. A powinniśmy pamiętać o nim zarówno my Polacy, jak i Ukraińcy ponieważ był on ważną postacią naszej wspólnej historii. Robert Winnicki przypomniał, że biskup jednoznacznie potępiał poganiski szowinzm, który jak stwierdza poseł obecnie triumfuje na Ukrainie.

      kresy.pl

      IPN zbada jedwabne stosunki z wybranym narodem


      Podobny obraz

       

      logo Polonia Christiana

      DZISIAJ JEST

      PIĄTEK 24 MARCA

       

      Jedwabne i pogrom kielecki. IPN przeanalizuje relacje polsko-żydowskie w latach 1918-1968

      Data publikacji: 2017-03-24 07:50

      Data aktualizacji: 2017-03-24 10:09:00

      Jedwabne i pogrom kielecki. IPN przeanalizuje relacje polsko-żydowskie w latach 1918-1968

      fot. DANIEL PACH/FORUM

      W Instytucie Pamięci Narodowej rusza projekt badawczy mający na celu uzupełnienie wiedzy na temat relacji polsko-żydowskich w latach 1918-1968. Naukowcy chcą przeanalizować pogrom kielecki oraz zbrodnię w Jedwabnem. Czy to oznacza, że do skutku dojdą już raz wstrzymane ekshumacje?

      W ocenie dr. hab. Mirosława Szumiły, szefa Biura Badań Historycznych IPN, jeśli idzie o zbrodnie w Jedwabnem, to warto przeanalizować „szerszy kontekst” tego, co tam się stało, gdyż nie wszystko zostało wyjaśnione. – Potrzebne jest szersze spojrzenie na sytuację w tym regionie latem 1941 roku, w tym także na wcześniejszy wpływ okupacji sowieckiej, bo nie można się od tego oderwać – powiedział.

      Jego zdaniem należy także bliżej przyjrzeć się roli Niemców w tej zbrodni. W ocenie naukowca, nie była ona „decydująca i jedyna”, ale należy „dokładnie przyjrzeć się ich inspiracji, bo wokół tego jest mnóstwo sporów i opinii”. Szumiło dodał, że jako badacz opowiada się za przeprowadzeniem ekshumacji zamordowanych Żydów. Sprzeciwiają się temu Żydzi, powołując się na reguły swego wyznania.

      Zdaniem Szumiły, ekshumacja może pomóc w pełnym wyjaśnieniu zbrodni w Jedwabnem. – Proszę zwrócić uwagę, że dzięki pierwszym i niedokończonym ekshumacjom w Jedwabnem udało się ustalić, że ofiar było ok. 400, a nie ok. 1600, jak w swoich publikacjach pisał Jan Tomasz Gross – dodał.

      IPN chce bliżej przyjrzeć się także sprawie pogromu kieleckiego z 1946 roku, gdyż we wcześniejszych pracach „pominięto szereg istotnych źródeł”.

      Projekt jest planowany na kilka lat i prowadzić go będą badacze także spoza IPN.

      Zobacz więcej informacji o odkłamywaniu zbrodni w Jedwabnem.

      Źródło: „Nasz Dziennik”

      MA

      Read more: http://www.pch24.pl/jedwabne-i-pogrom-kielecki–ipn-przeanalizuje-relacje-polsko-zydowskie-w-latach-1918-1968,50400,i.html#ixzz4cF0lXfbY

      Szmaciaki walczą z populizmem


      Znalezione obrazy dla zapytania Towarzysze szmaciaki

       

       

       

      Szmaciaki walczą z populizmem

      Felieton    Radio Maryja    23 marca 2017

      Szanowni Państwo!

      Już z nowym wrogiem toczy walkę” – pisał proroczo Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”. Proroczo – bo towarzysze Szmaciaki bez walki nie mogą wytrzymać, to znaczy – nie tyle może bez „walki”, bo w walce to można dostać po głowie – tylko bez maltretowania coraz to nowego „wroga”. A dlaczego towarzysze Szmaciaki wyszukują sobie coraz to nowych wrogów do maltretowania? Z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze – żeby mieć na kogo poszczuć rozmaitych mikrocefali, co to tworzą środowisko „Gazety Wyborczej” i tak zwanych „mediów głównego nurtu”, które podejrzewam o ubecką proweniencję – że mianowicie zostały utworzone między innymi z udziałem pieniędzy ukradzionych z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Jak pamiętamy, na tę nielegalną operację państwo pod koniec lat 80-tych wyłożyło miliard 700 milionów dolarów. Długi wykupiono, ale tylko za 60 milionów dolarów, zaś miliard 640 milionów gdzieś się rozeszło. Kto mógł wtedy przejąć takie pieniądze? A któż by, jeśli nie stare kiejkuty – więc nic dziwnego, że dzisiaj bronią zdobyczy kłami i pazurami, również przy pomocy niezawisłych sędziów, którzy właśnie się „jednoczą” w buncie przeciwko rządowi. Ilu w tym towarzystwie jest konfidentów Wojskowych Służb Informacyjnych – to wie najprędzej pan generał Dukaczewski, ale oczywiście nie powie, bo to jedna z największych tajemnic naszego demokratycznego państwa prawnego, a kto by zdradził tę wielką tajemnicę – umrze podwójnie; ciałem i duszą. Więc z jednej strony towarzysze Szmaciaki muszą mieć wrogów, żeby szczuć na nich sforę mikrocefali, co to dla postępu gotowi są wymordować połowę świata, a z drugiej strony – jak to we wspomnianym poemacie wyjaśnia Janusz Szpotański – „kiedy zwycięskie toczą boje ze straszną reakcyjna hydrą, to chcą mieć pewność, że na zawsze zdobędą to, co hydrze wydrą!” Zatem wróg jest potrzebny Szmaciakom, jak powietrze.

      Ale zgodnie z mądrością etapu, wróg nieustannie zmienia swoje wrogie oblicze. Raz jest to „burżuj” i „kułak”, którzy znakomicie nadają się do obrabowania, a znowu innym razem „spekulant” i „krwiopijca”. Oczywiście za każdym razem Szmaciaki, przy pomocy sprzedajnych inteligentów, wymyślają dla swoich rabunków rozmaite patetyczne uzasadnienia, raz jest to „rewolucja”, a przy rewolucji, wiadomo – gdzie rąbią drwa, tam wióry lecą, aż miło – a znowu innym razem – „sprawiedliwość społeczna”. Teraz chyba wchodzimy w kolejny etap, bo towarzysze Szmaciaki w całej Europie upatrzyły sobie nowego wroga, z którym właśnie toczą walkę, a mianowicie „populizm”. Ponieważ ludzie zaczynają rozumieć, że banda Szmaciaków oblazła nie tylko poszczególne państwa, ale na podobieństwo insektów – rozlazła się po całej Europie i pragną położyć kres temu pasożytnictwu – Szmaciaki, w rodzaju Parteigenosse Martina Schulza, proklamowały walkę z „populizmem”. Ta walka z „populizmem” nakłada się zarówno na konflikt demokracji kierowanej z demokracją spontaniczną, jak i na konflikt między formułą konfederacji i formułą federacji, przy pomocy której Niemcy próbują budować sobie w Europie IV Rzeszę środkami na razie pokojowymi. Jak wiemy, w Holandii „populizm” właśnie został pokonany, a tylko patrzeć, jak batalia z „populizmem” rozegra się we Francji, gdzie Naszej Złotej Pani udało się zmobilizować całą sforę owczarków niemieckich. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Polsce, gdzie niemieckie służby, za pośrednictwem starych kiejkutów i środowisk żydowskich, z którymi na tym etapie ściśle kolaborują, mobilizują całą agenturę wpływu, jaką sobie rozbudowały w naszym nieszczęśliwym kraju. Wszystko wskazuje na ścisłą koordynację, bo właśnie na dzisiaj wyznaczona została specjalna sesja Parlamentu Europejskiego dla ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej, zaś na odgłos znajomej trąbki w ordynku stanęli sędziowie, żeby nie wspomnieć o konfidentach, zasilających szeregi obrońców demokracji i tak zwanych „obywateli Rzeczypospolitej”, których podjudza jakiś obłąkany docent. W ten oto sposób zacieśni się integracja w ramach Unii Europejskiej, to znaczy – rozpocznie się przywracanie pruskiej dyscypliny, kto wie, czy nie pod nadzorem doskonałego współczesnego wcielenia Towarzysza Szmaciaka w osobie kandydata na niemieckiego kanclerza Martina Schulza, który właśnie „już z nowym wrogiem toczy walkę”.

      Stanisław Michalkiewicz

      Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza z cyklu „Myśląc Ojczyzna” jest emitowany w Radiu Maryja w każdą środę o godz. 20.50. Komentarze nie są emitowane podczas przerwy wakacyjnej w lipcu i sierpniu.

      Zapomniani przez Boga i Ojczyznę


      Znalezione obrazy dla zapytania Polscy repatrianci

       

       

       

       

      Przez lata zapomnieni. Teraz wracają do kraju…

       

      kos10:00 24 marca 2017

      Zrzut z youtuba

      2682 osoby starały się w minionym roku o powrót do Polski, repatriowano 282 z nich – poinformowało MSWiA. Na początku miesiąca rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o repatriacji, która ma ułatwiać obywatelom polskiego pochodzenia osiedlanie się w naszym kraju.

      Resort ministerstwa wskazał, że repatriacja kosztowała w 2016 roku niecałe 17 mln złotych. Oznacza to, że rząd nie wykorzystał nawet połowy pieniędzy przeznaczonych na repatriacje. 

      Do końca minionego roku w prowadzonej przez resort bazie „RODAK”, czyli rejestrze osób chętnych do repatriacji, znajdowały się 2682 osoby, które do tego czasu złożyły wnioski repatriacyjne.

      Lubisz testować nowe przepisy? Odbierz bezpłatny e-book Kuchni Lidla i zainspiruj się pomysłami na kolorowe i lekkie dania!

       

      Ubiegły rok był rekordowy jeśli chodzi o liczbę wydanych przez rady gmin uchwał dotyczących zaproszeń dla repatriantów.

      Najwięcej repatriantów przybyło na Mazowsze. To łącznie 44 rodziny. Drugie miejsce zajmuje Dolny Śląsk, trzecie Małpopolska. 

      Zgodnie z prawem  repatriant to osoba polskiego pochodzenia, która przybyła do RP na podstawie wizy krajowej w celu repatriacji z zamiarem osiedlenia się na stałe. 

      Rada Ministrów przyjęła niedawno projekt ustawy o zmianie ustawy o repatriacji. 

      Przygotowano rozwiązania, które stworzą odpowiednie warunki do powrotu i osiedlania się w Polsce osób polskiego pochodzenia. Chodzi o osoby zesłane lub deportowane przez władze ZSRR do Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu, Uzbekistanu lub azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej.

      W znowelizowanych przepisach zaproponowano wiele regulacji służących odblokowaniu i przyspieszeniu powrotu repatriantów do Polski.

      Źródło: TVP INFO