Czy Trump oddaje Putinowi Krym i inne części Ukrainy?


 

zmianynaziemi.pl

 

Czy Trump oddaje Putinowi Krym i inne części Ukrainy?

autor: DoritosNachoCheese (2018-08-08 07:18)

Źródło: Kremlin.ru

Prezydent Donald Trump oraz Władimir Putin spotkali się w sprawie porozumienia dotyczącego konfliktu na wschodniej Ukrainie i sposobach na jego pokojowe rozwiązanie. Choć z pozoru nasi sąsiedzi powinni cieszyć się z szansy na pokój, może ich czekać niemiła niespodzianka. Podczas obrad doszło do sekretnego spotkania między rządzącymi. Możliwe, że Rosja zatrzyma dla siebie Krym – a także inne, nieznane jeszcze terytoria!

Informacje o spotkaniu pochodzą z oświadczeń Putina, komentowanych także przez rosyjskie media, trudno więc określić ich precyzyjność. Prezydent Rosji stwierdził, że doszło do „strategicznego porozumienia”, cokolwiek to znaczy dla USA i Ukrainy.

 

Słowa Putina wydają się sugerować, że Krym zostanie przyłączony do Republiki Rosyjskiej za sprawą głosowania. Co więcej, podobny los może czekać inne miejsca pełne „rosyjskiej mniejszości” i separatystów. Taka ilość żądzy nowych terytoriów w Europie nie była widziana od czasu drugiej wojny światowej!

Przed posiedzeniem Ukraina została zapewnione, że jej interesy zostaną reprezentowane należycie, ale ujawnione szczątkowe informacje zdają się wskazywać na zwycięstwo Rosji. Nieznane są żadne pozytywne aspekty i zyski dla USA. Z drugiej strony, jedynym źródłem wiedzy na ten temat są oświadczenia rosyjskie, które chcą pokazać kraj w jak najlepszym i najpotężniejszym świetle – tak więc na prawdziwe wyniki przyjdzie nam poczekać.

 

Już podczas wyborów krążyły plotki i teorie spiskowe o dziwnych powiązaniach Donalda Trumpa z Rosją oraz Putinem. Przeciwnicy zarzucali mu służalczość, a także wykorzystywanie rosyjskich hakerów by zmienić wyniki wyborów na swoją korzyść. W obliczu nowych informacji teorie te wydają się coraz bardziej prawdopodobne. Lecz dlaczego Putin przyznał się do porozumienia, pogrążając swoją rzekomą „pacynkę”?

Niedopuszczalne a jednak mające miejsce ubliżanie Polakom


Znany reżyser krytycznie o Polakach: „Niewiarygodni kretyni”

Redakcja: | 06 sierpnia 2018

andrzej saramonowicz

Znany reżyser kolejny raz w krytycznych słowach odnosi się do sytuacji politycznej w kraju. Andrzej Saramonowicz opublikował wpis na profilu społecznościowym, w którym bez ogródek określa Polaków mianem „niewiarygodnych kretynów”.

„Chcecie wiedzieć, dlaczego ludzie wierzą w te wszystkie niebywałe kłamstwa, które im wciska partia Jarosława Kaczyńskiego? Powiem wam. Ostatnio pół miliona Polaków ściągnęło na swoje smartfony aplikację «wiatrak», która imituje dźwięk wiatraczka. I wielu z naszych rodaków – co widać w głosach oburzenia – się teraz wścieka, że te wiatraki w ich telefonach nie chłodzą. Dlaczego nie wściekają się wszyscy? Bo reszta nadal myśli, że ta aplikacja chłodzi”

– pisze Andrzej Saramonowicz.

„I to jest cała prawda o sukcesie PiS-u. Ludzie to niewiarygodni kretyni. Można im wcisnąć każde gówno, tylko należy głośno drzeć mordę, że to się robi dla ich dobra. W Polsce PiS drze mordę najgłośniej z wszystkich”

– kończy swój wpis.

Andrzej Saramonowicz, Facebook/PJ/Fot. Fryta 73, CC BY-SA 2.0, Flickr

Redakcja

Władza z nadania narodu nie radzi sobie z zawodową korporacją


POLITYKA

Ukraina defilować będzie w rytm hymnu OUN


Platformerska siostra kpi sobie z pisowskich braci


Gronkiewicz-Waltz zgrywa męczennicę: chcę żeby Jaki doprowadził mnie siłą!

A może HGW powinna zostać doprowadzona przez Harcorowego Koksa? To byłby fejm. F
A może HGW powinna zostać doprowadzona przez Harcorowego Koksa? To byłby fejm. F

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała w środę, że oczekuje doprowadzenia siłą na posiedzenie komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji. „Ludzie to muszą widzieć – i w Polsce i za granicą” – powiedziała, deklarując ponownie, że sama przed komisją się nie stawi.

Prezydent stolicy w środę w TOK FM kolejny raz podkreśliła, że – w jej ocenie – ustawa powołująca komisję weryfikacyjną jest sprzeczna z konstytucją. Pytana, dlaczego poseł PO zasiada w komisji weryfikacyjnej, jeśli jest ona niekonstytucyjna, Gronkiewicz-Waltz tłumaczyła, że posłowie opozycji są często przeciwni decyzjom większości komisji.

Poinformowała, że szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna nie próbował namawiać jej, aby składała wyjaśnienia przed komisją. „Widocznie wiedział, że jestem twarda i nie pójdę” – mówiła prezydent Warszawy.

Dopytywana, czy pojawi się na posiedzeniu komisji, Gronkiewicz-Waltz odparła: „Ale co ja powiem facetom, którzy mają jakieś papiery, przerywają i nie dadzą się wypowiedzieć. Nie mam zamiaru się mocować na wizji i brać udział w kampanii Patryka Jakiego”.

Czytaj także: Prezydent Poznania Jaśkowiak walczy z wolnością słowa. Bo lubi pederastów

Przekonywała, że jej 12-letnia prezydentura nie będzie sprowadzona do sprawy reprywatyzacji, bo – jak dodała – dobrze wie, co robiła dla ludzi. „Dla mnie jest ważny człowiek (…) czy dostał mieszkanie, miejsce w żłobku” – mówiła prezydent Warszawy. „Komisja nic szczególnego nie zrobiła” – oceniła.

Do tej pory prezydent stolicy była wzywana przed komisję wielokrotnie – zarówno na posiedzenia o charakterze ogólnym, jak i w sprawach konkretnych reprywatyzacji nieruchomości. Dotychczas jednak nie zjawiła się przed komisją. Z tytułu niestawiennictwa się na rozprawach komisja już kilkakrotnie nakładała na prezydent Warszawy kary grzywny. Część z nich zostało uchylonych przez sądy administracyjne. Gronkiewicz-Waltz odmawia stawiennictwa przed komisją jako strona postępowań, argumentując, że komisja jest niekonstytucyjna.

Nowelizacja ustawy o komisji weryfikacyjnej przewiduje zwiększenie kar grzywny do 10 tys. zł za pierwsze niestawiennictwo przed komisję weryfikacyjną i do 30 tys. zł za kolejne, a także możliwość zatrzymania i doprowadzenia na rozprawy świadków decyzją prokuratora okręgowego.

Komisja weryfikacyjna od czerwca ub. roku bada zgodność z prawem decyzji administracyjnych w sprawie reprywatyzacji warszawskich nieruchomości.

(PAP)

Walka polityczna w niezawisłych strukturach palestry


​”RZECZPOSPOLITA”: WRZENIE W PALESTRZE

Adwokatom, którzy chcą być sędziami Sądu Najwyższego, grożą dyscyplinarki – informuje w środę „Rzeczpospolita”.

Osoby, które wykorzystują sytuację polityczną i kandydują do Sądu Najwyższego, nie powinny nosić tytułu adwokata – podaje „Rz”, powołując się na głosy przedstawicieli palestry.

Są już pierwsze kroki formalne. Adwokat Marcin Smoczyński zdecydował się złożyć wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec kolegów z warszawskiej palestry.

„Adwokaci kandydujący do Sądu Najwyższego naruszyli godność zawodu. Firmują i wykorzystują zmiany w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz SN, które godzą w krajowy porządek prawny” – powiedział gazecie Smoczyński. Jego zdaniem chodzi o to, aby wymienić skład SN. „Mimo merytorycznych przesłanek” – dodał Smoczyński.

Wpłynięcie do Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie zawiadomień w sprawie popełnienia deliktów dyscyplinarnych potwierdziła Katarzyna Gojawniczek-Pruszyńska, wicedziekan stołecznej Rady.

Z izby warszawskiej do Sądu Najwyższego kandyduje ośmiu adwokatów. W środowisku nie ma zgodności, czy należy wszcząć przeciwko nim dyscyplinarki. Zwolennicy podkreślają, że aspirujący do sędziowskiej togi sprzeniewierzyli się ślubowaniu adwokackiemu. Członkowie palestry przyrzekają w niej, że w swojej pracy przyczyniać się będą ze wszystkich sił do ochrony praw i wolności obywatelskich oraz umocnienia porządku prawnego Rzeczpospolitej Polskiej – przypomina gazeta.

Podstaw do wszczynania dyscyplinarek nie widzi jednak mec. Radosław Baszuk, wieloletni adwokacki sędzia dyscyplinarny. Powołuje się przy tym na wyrok samego SN. Decyzje o kandydowaniu ocenia jednak negatywnie – czytamy w gazecie.

„Niewątpliwie jest dziś niszczona tkanka Sądu Najwyższego. Decyzja jednak o tym, co dalej z zawiadomieniami, będzie podjęta w trybie pilnym, gdy oficjalnie trafią one do biura Rady – powiedziała „Rz” mec. Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska.

Wnioski o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych nie robią wrażenia na samych kandydatach Sądu Najwyższego. „Nie rozumiem, jak można ścigać dyscyplinarnie adwokata za postępowanie zgodne z ustawą. To kompletne nieporozumienie. To również przykład wykorzystywania sądownictwa dyscyplinarnego do zwalczania adwokatów odmiennie myślących” – powiedział gazecie Andrzej Nogal, który chce zostać sędzią Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN.

PAP

Atak rakietowy Gruzji


[na górę strony]

1171 postów19663 komentarze3296908 odsłon

08.08.2008. – Najazd Gruzji na Osetię Południową

08 sierpnia 2008 roku, dokładnie dziesięć lat temu, w dniu rozpoczęcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, wojska gruzińskie rozpoczęły atak rakietowy na obszar Osetii Południowej.

Dzień wcześniej, 07 sierpnia, siły zbrojne Gruzji rozpoczęły ostrzał wsi osetyńskich i miasta Cchinwali. Gruzini użyli wyrzutni rakietowych, zrzucili bomby kasetowe, a także strzelali z armat kalibru 152 mm. Nad ranem 08 sierpnia gruzińska armia wkroczyła do stolicy Cchinwali, a władze Osetii Płd. zaapelowały do Rosji o pomoc. Wojska rosyjskie wkroczyły do Osetii, gdy stolica została już praktycznie zniszczona.

12 sierpnia podpisano porozumienie pokojowe, zwane planem Sarkozy – Miedwiediew. Tego samego dnia odbyły się w Tbilisi wiece. Na jednym z nich pojawili się prezydenci Polski, Litwy, Estonii i Ukrainy oraz premier Łotwy, którzy przybyli (tupolewem!) z inicjatywy prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Niezależna międzynarodowa komisja, powołana do zbadania konfliktu, sporządziła raport, w którym stwierdziła, że wojna została rozpoczęta atakiem Gruzji, który był niezgodny z prawem międzynarodowym.

Widzimy więc, że ta wojna sprzed siedmiu lat była rozpętana nie przez Rosję, jak wmawiały nam to media, lecz przez szalonego Micheila Saakaszwilego, obywatela świata, który urodził się w Tbilisi (Gruzja), studiował w Kijowie (Ukraina), praktykował w firmie adwokackiej w USA, a żonę poznał w Holandii. A przyjaciół miał wielu. Jednym z nich był Lech Kaczyński, o którym trzeba będzie parę słów napisać. Najpierw jednak przypomnę, co pisał na swym blogu (a pisał rozsądnie) Leszek Miller 13 sierpnia 2008 roku o tej wojnie, o Saakaszwilim i Kaczyńskim:

„W mroku z 7 na 8 sierpnia, kiedy cały świat patrzył na Pekin prezydent Saakaszwili postanowił zostać bohaterem. Aby sukces był pewny powołał 100 tys. rezerwistów, którzy mieli walczyć z republiką liczącą jedynie 70 tys. mieszkańców. W nocy gruzińska artyleria otworzyła ogień na stolicę Osetii Południowej Cchinwali, zabijając setki cywilów i rujnując ich mienie. Pociski spadły też na rosyjski kontyngent wojskowy, stacjonujący na mocy porozumienia z Soczi z 1992 roku, co było jawnym pogwałceniem prawa międzynarodowego.

Dzieła zniszczenia dopełniły czołgi i żołnierze. Atakujące oddziały mordowały bezbronnych Osetyjczyków i równały z ziemią ich miasto pozostawiając tylko 15 procent ocalałych budynków. Blitzkrieg przebiegał sprawnie i wydawało się, że problem osetyński został ostatecznie rozwiązany. Tak wyglądał początek wojny, który Lech Kaczyński i ludzie, dla których polski patriotyzm oznacza równocześnie antyrosyjskość, nazywają agresją Rosji na Gruzję.

 

08.08.2008. - Najazd Gruzji na Osetię Południową

Cchinwali po gruzińskim najeździe

Oskarżany we własnym kraju o łamanie demokracji i fałszerstwa wyborcze Saakaszwili rozpoczął walkę, nie licząc się z falą przemocy i krwi. Rozpętał konflikt etniczny o nieoszacowanych jeszcze rozmiarach. Grając na szowinizmie i nacjonalizmie próbował wzmocnić własną pozycję, integrując naród wokół walki z wrogiem zewnętrznym. Tacy politycy są niebezpieczni nie tylko dla własnych obywateli.

Na co liczył Saakaszwili rozpoczynając tą bezsensowną wojnę? Na szybkie i łatwe zwycięstwo? Na umocnienie własnej chwiejącej się pozycji? Na neutralność Rosji? Na militarne wsparcie USA? Na zaskoczenie świata wpatrzonego w olimpijski ogień? Na gwarancje złożone przez jakichś nieodpowiedzialnych polityków, w tym polskiego prezydenta? Niezależnie, jakie były to nadzieje okazały się dramatyczną klęską. Gruziński prezydent przegrał wszystko, co mógł przegrać. (…)

Rosja nie musi już walczyć. Wszystkie cele Moskwy zostały zrealizowane i dokonał tego sam Saakaszwili. Rosja wygrała i ma w ręku świetny argument: to Gruzja zaatakowała pierwsza. (…) Razem z Saakaszwilim przegrał też Lech Kaczyński, [który] zamiast zachować pozycję rozjemcy, jednoznacznie opowiedział się po stronie awanturnika. (…)

https://www.youtube.com/watch?v=LEhJ-5xIJtg

Lech Kaczyński przeżył jeszcze jedno upokorzenie. Na godzinę przed spotkaniem z prezydentem Sarkozym, który w imieniu Unii Europejskiej mediował między Rosją a Gruzją, Dmitrij Miedwiediew oświadczył, że podjął decyzję o zawieszeniu operacji wojskowej. Decyzja rosyjskiego prezydenta daje sukces Francuzom i Unii Europejskiej oraz ośmiesza inicjatywę Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich, które piersiami swoich przedstawicieli zamierzały bronić Gruzji przed nacierającymi Rosjanami.

Miedwiediew i Sarkozy uzgodnili w Moskwie sześciopunktowy plan uregulowania konfliktu, nie pytając o nic pasażerów polskiego tupolewa. W tej sytuacji podróż do Tbilisi pozostała już tylko zwykłą wycieczką i manifestacją rusofobii. W trakcie kuriozalnego przemówienia Kaczyński ostatecznie potwierdził swoją nieodpowiedzialność, tworząc obraz, w którym Sarkozy przynosi pokój, a on walkę”.- Por. link:  http://leszek-miller.blog.onet.pl/2008/08/13/kaczynski-i-sarkozy-wojna-i-pokoj/

I tak zaczęliśmy od Saakaszwilego, a pojawia nam się postać prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, uznanego za polskiego bohatera, pochowanego wraz z małżonką Marią Kaczyńska na Wawelu. Dziś widać wyraźnie stworzenie mitu bohatera, zamordowanego rzekomo przez samego Putina. A było tak jak wyżej: nie Rosja napadła na Gruzję, lecz Saakaszwili zaatakował Osetię Południową, do którego to ataku przygotował więcej żołnierzy niż ta Osetia liczy mieszkańców. Amerykańska ręka była tam widoczna, a można o tym przeczytać na przykład w niemieckich artykułach.

Dalej: armia rosyjska weszła – owszem – 09 sierpnia na teren Gruzji i zbombardowała obiekty wojskowe, ale nie wkroczyła do Tbilisi i nie zamierzała zresztą.  Czterej prezydenci, w tym Lech Kaczyński oraz premier Łotwy, nie byli zagrożeni i spokojnie mogli odegrać swoje role, wyznaczone przez waszyngtońską administrację.

%d blogerów lubi to: