„Klątwa” trafia do Słupska


,,Klątwa” pojawi się na deskach teatru w Słupsku. Mrowińska: Dożyliśmy takich czasów, że najgorszy rynsztok nazywany jest sztuką

AS8:35 6 sierpnia 2018
Telewizja Republika
Ilona Januszewska w poranku Telewizji Republika rozmawiała z Anną Mrowińską, radną PiS ze Słupska – W ramach 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości wojujący ateista, bo niestety ciągle nim jest prezydent Słupska – Robert Biedroń, próbuje serwować nam skandal. Niewątpliwie jest próba wystawienia takiego chłamu – mówiła w programie.

– Zaczynamy od tematu bluźnierczego spektaklu, który ma pojawić się w Słupsku. Ten spektakl ,,Klątwa” wzbudził już wiele kontrowersji w Warszawie, we Wrocławiu i w innych miastach naszego kraju – zaczęła Ilona Januszewska.

– Pani Anno, 23 września na deskach Nowego Teatru w Słupsku ma pojawić się ten spektakl. Czy będzie? – zapytała prowadząca.

– Czy będzie to się okaże. W ramach 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości wojujący ateista, bo niestety ciągle nim jest prezydent Słupska – Robert Biedroń, próbuje serwować nam skandal. Niewątpliwie jest próba wystawienia takiego chłamu. Nazywam to wprost, jest to chłam. To jest coś, co nie powinno mieć miejsca. Robert Biedroń nieudolnie próbuje się tłumaczyć, że nie miał nic wspólnego z takim repertuarem, jednak przypuszczam, że miał niewątpliwie bardzo duży wpływ. Już w tamtym roku zapytany przez jednego z dziennikarzy co by zrobił, gdyby w Słupsku był wystawiony ten pseudo spektakl to powiedział, że nie ingerowałby w repertuar, tylko ograniczyłby się do finansowania – mówiła Anna Mrowińska.

– Uważam, że to jest tak olbrzymi skandal. Dożyliśmy takich czasów, że najgorszy rynsztok nazywany jest sztuką. Uważam, że musimy postawić tamę temu szaleństwu – dodała radna Słupska.

– Jeżeli coś co jest rynsztokiem będziemy nazywać sztuką, to do czego dojdziemy? Mam nadzieję, że nie będzie to wystawione na deskach naszego teatru. Skontaktowałam się z niektórymi posłami, wysłałam pismo do ministra Glińskiego. Zobaczymy co będzie dalej. Jest u nas akcja komitetu społecznego, który zaangażował się w zbieranie podpisów i próbujemy działać – dodała Anna Mrowińśka.

– Ten spektakl wzbudził już wiele kontrowersji. Nasi widzowie chyba pamiętają te liczne protesty przed Teatrem Powszechnym. Jak te protesty wyglądają w Słupsku? – zapytała Ilona Januszewska.

– W tej chwili zbierane są podpisy przed Urzędem Miasta w Słupsku. Była również zorganizowana akcja przez niektóre parafie, tam również były zbierane podpisy – odpowiedziała radna PiS.

Źródło: Telewizja Republika

Rady konsyliarza


Stanisław Michalkiewicz

 

Rady konsyliarza doskonałego

Felieton    serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)    4 sierpnia 2018

Jeśli ktokolwiek jeszcze miał wątpliwości, że Uniwersytet Warszawski stanowi rodzaj parku jurajskiego, w którym znalazły przytulisko rozmaite osobliwości, nie tylko okazy kopalne w rodzaju hominis tristis diluvii testis, to właśnie może się o tym wszystkim przekonać na przykładzie pana profesora Marcina Matczaka.

Pan profesor, zresztą nadzwyczajny, jest człowiekiem stosunkowo młodym, zaledwie 42-letnim, w czym nie byłoby nic osobliwego, bo – jak głosi perskie przysłowie – „dobry kogut w jajku pieje”.

Niestety jakiś diabeł podkusił go, by dołączył do Zespołu Ekspertów Prawnych Fundacji Batorego, wskutek czego wpadł w złe towarzystwo. Fundacja Batorego, jak wiadomo, utworzona została przez starego, żydowskiego grandziarza finansowego Jerzego Sorosa, nie tylko jako wywiadownia gospodarcza, ale również narzędzie korumpowania rozmaitych autorytetów moralnych, w dodatku – za niewielkie pieniądze.

O ile mi wiadomo, Fundacja dysponuje rocznym budżetem stanowiącym równowartość miliona dolarów – ale okazuje się, że do skorumpowania tubylczych autorytetów moralnych to zupełnie wystarczy. Jest w tym pewna tradycja, bo jeszcze w I Rzeczypospolitej, w jej okresie schyłkowym, ambasadorowie sąsiednich państw korumpowali posłów i senatorów za podobnie małe łapówki.

Kiedy byłem jeszcze redaktorem naczelnym Najwyższego Czasu, otrzymywałem z Fundacji Batorego coś w rodzaju sprawozdania finansowego, które było znakomitym przewodnikiem po polskim życiu publicznym, pozwalającym zorientować się, dlaczego osobistości z listy płac Fundacji ćwierkają z właściwego klucza.

Mężem zaufania grandziarza na nasz nieszczęśliwy kraj jest Główny Cadyk III Rzeczypospolitej, czyli pan Aleksander Smolar. Wprawdzie mówi się, że żadna praca nie hańbi, niemniej jednak niektóre zajęcia nadal budzą wątpliwości, a nawet uważane są za przestępstwa – jak na przykład czerpanie zysków z cudzego nierządu.

Fundacja Batorego niewątpliwie podżega mnóstwo ludzi do nierządu, co prawda nie fizycznego, tylko intelektualnego, ale to chyba jeszcze gorsze. Nierządnica cielesna sprzedaje tylko swoje ciało, podczas gdy nierządnica intelektualna frymarczy swoją duszą.

Pewnym wytłumaczeniem powszechności tego procederu może być popularne w środowiskach postępackich przekonanie, że ludzie nie mają duszy – co w wielu przypadkach, na przykład w przypadku pana Aleksandra Kwaśniewskiego wydaje się nawet prawdopodobne, jeśli nie wręcz charakterystyczne – co, nawiasem mówiąc, pozwala mu pławić się w stanie pierwotnej niewinności.

Nie chcę przez to powiedzieć, że i pan profesor Marcin Matczak uprawia takie jawnogrzesznictwo, uchowaj Boże – ale nie bez powodu popularne przysłowie przestrzega, że z kim przestajesz, takim się stajesz.

Musi być bowiem jakaś przyczyna, dla której nie tylko zaangażował się w walkę o praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju – co jeszcze nie byłoby takie straszne, chociaż oczywiście powinno budzić niepokój – ale przede wszystkim dlatego, że w tej walce najwyraźniej zaczyna zatracać poczucie rzeczywistości.

Buzowaniem gersdorfin podczas upałów wszystkiego wytłumaczyć nie można, więc w takim razie jak wytłumaczyć radę, jakiej pan profesor Marcin Matczak udzielił czasopismu „Newsweek”, kierowanym przez znanego z żarliwego obiektywizmu pana redaktora Tomasza Lisa?

Sędziowie Sądu Najwyższego mogą zablokować PiS-owską wycinkę w najważniejszym polskim sądzie. Ale muszą się spieszyć” radzi profesor Matczak i kontynuuje. – „Jest jeszcze procedura, która może uchronić przed czystką sędziów SN, którzy ukończyli 65 lat, ale wymaga szybkiego działania. Wystarczy, że przy okazji rozpatrywania sprawy zawierającej tzw. aspekt unijny, np., dotyczącej ochrony środowiska, sędziowie wystąpią do Trybunału Sprawiedliwości UE z zapytaniem, czy po zmianach wprowadzonych przez PiS nadal są niezależnym sądem i mogą taką sprawę rozpatrywać” – radzi pan profesor Marcin Matczak.

Już mniejsza o to, dlaczego pan profesor Matczak ratunek dla praworządności upatruje w pozostawieniu w Sądzie Najwyższym sędziów, którzy ukończyli 65 lat – chociaż nie od rzeczy będzie zatrzymać się i nad tym. Tacy sędziowie aplikację sądową kończyli – podobnie jak pani Małgorzata Gersdorf – w latach 70-tych, no a potem otrzymywali nominacje – formalnie od Rady Państwa.

Tak naprawdę jednak, o tych nominacjach decydowały instancje partyjne, na podstawie opinii Służby Bezpieczeństwa, która wyrokowała, czy taki jeden z drugim kandydat na sędziego „daje rękojmię” należytego wykonywania swojej służby, czy nie.

W jaki sposób SB nabierała przekonania, że kandydat tę rękojmię „daje” – tego nawet nie śmiem się domyślać – ale determinacja, z jaką stare kiejkuty akurat ich uznały za najważniejszą gwarancję praworządności, skłania do zastanowienia tym bardziej, że – jak wiadomo – w latach 80-tych sowieciarze pozwolili STASI na werbowanie agentów we wszystkich środowiskach w Polsce. Oczywiście nie wszyscy sędziowie musieli zostać zwerbowani, co to, to nie – ale zainteresowanie Naszej Złotej Pani i niemieckiego owczarka Franciszka Timmermansa tą sprawą też jest charakterystyczne.

Mniejsza jednak o to, bo znacznie ciekawsza i nie pozbawiona niezamierzonego zapewne efektu komicznego, jest rada pana prof. Matczaka, by sędziowie SN zwrócili się z pytaniem do ETS w Luksemburgu, czy są jeszcze niezależnym sądem, czy nie. Cóż sądzić o osobach, które same nie potrafią odpowiedzieć na tak proste pytanie?

Gdyby mnie ktoś o coś takiego zapytał, to pomyślałbym sobie, że ten człowiek utracił poczucie rzeczywistości, że mówiąc krótko – jest to pacjent, a jeśli nawet nie – to skoro strzelił mu do głowy pomysł, by o takie rzeczy oficjalnie pytać – że to patentowany dureń.

I tak źle i tak niedobrze – bo cóż w takiej sytuacji mogą sobie o takich sędziach Sądu Najwyższego w Polsce pomyśleć ich koledzy z Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości?

Ani jako pacjenci, ani jako durnie nie mogą tworzyć niezależnego sądu, toteż nietrudno przewidzieć, jakiej odpowiedzi udzieliłby Europejski Trybunał Sprawiedliwości i to nawet nie z powodu solidarności międzynarodówki przebierańców, tylko z pogardy, kto wie, czy nie uzasadnionej. Ponieważ dojście do takiego wniosku wcale nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego, to pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość i czekać.

Jeśli sędziowie SN skorzystają z rady pana prof. Marcina Matczaka, będzie to nieomylny znak, że nie tylko pozbawieni są elementarnego poczucia godności osobistej, ale w dodatku są głupsi, niż przewiduje ustawa.

Co zaś tyczy się samego pana prof. Matczaka, to raczej nie skorzystałbym z żadnej jego rady, podobnie jak przewielebnemu księdzu Wojciechowi Lemańskiemu nie powierzyłbym nawet duszy od żelazka.

 

Stanisław Michalkiewicz

Dyskryminacja polskich uczniów na Litwie


Polskie prawo nie dotyczy amerykańskich gwałtowników


 

Amerykańscy żołnierze pobili Polaka i próbowali zgwałcić nastolatkę

Aktualizacja: 2018-08-5 5:17 pm

W Żaganiu 9 kwietnia dwóch amerykańskich żołnierzy, którzy byli pod wpływem alkoholu zostali aresztowani. Pobili mieszkańca zagania i próbowali zgwałcić nastolatkę. W Polsce sprawa została umorzona.

W nocy 9 kwietnia o godzinie 1:15 trzech amerykańskich, czarnoskórych żołnierzy, korzystali z przepustki i bawili się w centrum Żagania.  Gdy wracali do koszar zauważyli dziewiętnastoletnią Justynę M., która wracała z dyskoteki. żołnierze postanowili zgwałcić młodą kobietę. Żołnierze złapali ją za ręce i próbowali zaciągnąć do ciemnej uliczki. Dziewczyna zaczęła krzyczeć, wzywać pomocy. Hałasy usłyszał dwudziestoośmioletni Mirosław R, który wracał od przyjaciela. Pobiegł pomóc kobiecie. Został pobity przez amerykanów. Doznał urazów kończyn, żeber i dostał wstrząśnienia mózgu. Na szczęście jeden z mieszkańców bloku zadzwonił na policję. Funkcjonariusze po przybyciu na miejsce musieli użyć gazu, ponieważ Amerykanie byli bardzo agresywni. Po zbadaniu zawartości alkoholu we krwi okazało się, że mężczyźni mają od 1,5 do 2,3 promila.

Amerykanie zostali aresztowani, ale rano zostali wypuszczeni. Zostali zabrani do jednostki przez dowódcę amerykańskiej 3. Brygady Pancernej pułkownika Christophera Norrie. Amerykańscy żołnierze na terenie Polski podlegają prawu Stanów Zjednoczonych, dlatego w Polsce sprawa została umorzona.

źródło: silyzbrojne.plportal.pl

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Za: narodowcy.net (5 sierpnia 2018) — [Org. tytuł: «Amerykańscy Żołnierze pobili Polaka i próbowali zgwałcić nastolatkę!»]

Tags: 

Wojna gangów w wolnym kraju


 

PIĘCIU ZABITYCH, 44 RANNYCH W STRZELANINACH W CHICAGO

​Pięć osób zginęło, a 44 zostały ranne w niedzielnych strzelaninach w Chicago – podała lokalna policja. Największe miasto w stanie Illinois zmaga się z falą przemocy rywalizujących ze sobą gangów.

Tylko podczas trzech godzin od godz. 1.30 w nocy z soboty na niedzielę w 10 incydentach postrzelono 30 osób, a dwie zastrzelono. Wcześniej w sobotę doszło do sześciu strzelanin, a w piątek do 15.

„Chicago przeżyło pełną przemocy noc” – powiedział w niedzielę Fred Waller z lokalnej policji. Jak podkreślił, do niektórych incydentów doszło w ramach walki między rywalizującymi gangami, a co najmniej jeden z nich miał miejsce podczas imprezy na pełnej ulicy ludzi.

Najstarsza raniona osoba w niedzielnych strzelaninach ma 62 lata, a najmłodsza 11.

Wietrzne Miasto od lat boryka się z problemem ataków z użyciem broni palnej. Do większości z nich dochodzi podczas sporów między gangami. Policja szacuje, że w Chicago jest ich kilkadziesiąt i należy do nich ok. 100 tys. osób. Walka ze zorganizowaną przedsiębiorczością w tym mieście stała się ważnym punktem amerykańskiej debaty politycznej.

W 2018 roku w Chicago odnotowano ponad 300 zabójstw – to więcej niż w jakimkolwiek innym amerykańskim mieście. Policja utrzymuje jednak, że w porównaniu z 2017 rokiem liczba strzelanin zmniejszyła się o 30 proc, a zabójstw o 25 proc. Eksperci wskazują, że podczas letnich miesięcy w amerykańskich aglomeracjach statystycznie wzrasta przestępczość.

PAP

Ordo Iuris nie podziela stanowiska MSZ


Ordo Iuris: Bronimy dzieci przed norweskimi urzędnikami

You are here:

Certolenie się z kastą dożywotnich pomazańców


statystyki

Ciąg dalszy reformy SN. Będzie można przywrócić sędziów przeniesionych w stan spoczynku?

6 sierpnia 2018, 08:33 | Aktualizacja: 06.08.2018, 08:43
źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Siedziba Sądu Najwyższego

Siedziba Sądu Najwyższegoźródło: ShutterStock

Zawieszenie obowiązywania przepisów dotyczących wieku przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku nie zablokuje zmian. Rewolucja kadrowa może toczyć się nadal bez przeszkód.

Czwartkowa decyzja Sądu Najwyższego ma wpływ wyłącznie na sytuację 14 sędziów orzekających w SN, którzy ukończyli 65 lat i czekają, aż o ich losie zdecyduje prezydent. Z kolei głowa państwa przy podejmowaniu decyzji o tym, czy mogą nadal orzekać, powinna wziąć pod uwagę to, że przed TSUE toczy się postępowanie. Jednak nawet jeżeli tego nie uwzględni i odeśle sędziów w stan spoczynku, a TSUE później stwierdzi, że nie można było tego zrobić, droga do wykonania orzeczenia unijnego trybunału pozostanie otwarta – sędziowie bez większych perturbacji będą mogli wrócić. O ile oczywiście rządzący nie będą kontestować tego, że w Polsce obowiązuje prawo unijne, a w związku z tym podlegamy jurysdykcji TSUE w tego typu sprawach.

Wśród prawników panuje zgoda co do tego, że SN miał podstawę, aby zadać TSUE pięć pytań prejudycjalnych dotyczących przepisów regulujących zasady przechodzenia w stan spoczynku sędziów SN. Ta jednomyślność kończy się jednak przy próbie dokonania oceny drugiego kroku wykonanego przez SN – zastosowania środka zabezpieczającego w postaci zawieszenia stosowania kilku precyzyjnie wskazanych przepisów ustawy o SN. Chodzi o regulacje, które wprowadziły na początku kwietnia zasadę, że sędziowie przechodzą w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia, a ci, którzy mimo to nadal chcą orzekać, muszą oddać się pod osąd prezydenta. Zdaniem wielu zmiany te zostały uchwalone tylko po to, aby doprowadzić do czystek kadrowych w najważniejszym sądzie w Polsce. I właśnie chęć zablokowania, a przynajmniej przystopowania tego procesu była zapewne asumptem do podjęcia przez SN ryzykowanej decyzji o zastosowaniu środka w postaci czasowego zawieszenia (do momentu wydania orzeczenia przez TSUE) przepisów wysyłających sędziów SN w stan spoczynku.

– Środek prawny nie może mieć charakteru abstrakcyjnego, zawsze musi być ściśle związany z konkretnym postępowaniem toczącym się przed sądem, który go stosuje. Zabezpieczenie z art. 755 par. 1 k.p.c. ma zastosowanie do stron i uczestników danego postępowania – stwierdza dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dlatego też jego zdaniem postanowienie SN o zastosowaniu środka w postaci czasowego zawieszenia niektórych przepisów ustawy o SN ma zbyt szeroki zakres i nie może dotyczyć wszystkich sędziów SN, których objęły kontrowersyjne regulacje dotyczące zasad przechodzenia w stan spoczynku. – Ono wywołuje skutki prawne tylko w stosunku do tych dwóch sędziów SN, których sytuacja prawna skłoniła sąd do zadania TSUE pytań prejudycjalnych – stwierdza Zaleśny.

Przypomnijmy, decyzja o zwróceniu się do TSUE była skutkiem tego, że w składzie mającym rozpoznać pewne zagadnienie prawne znaleźli się sędziowie, którzy ukończyli 65. rok życia i tym samym zostali objęci kontrowersyjnymi przepisami dotyczącymi przechodzenia w stan spoczynku.

– SN, próbując objąć skutkami swojej decyzji wszystkich sędziów SN, którzy ukończyli 65. rok życia, przekroczył swoje kompetencje. W zakres jego kompetencji nie wchodzi zawieszanie przepisów prawa – stwierdza Jacek Zaleśny.

Inaczej sytuację ocenia dr Tomasz Zalasiński, konstytucjonalista. – Sąd Najwyższy nie przekroczył swoich uprawnień. Wręcz przeciwnie, zwrócił się do TSUE, realizując swój obowiązek, który wynika z traktatów i wiążącego Polskę prawa europejskiego – podkreśla. Przyznaje, że zastosowane przez SN zabezpieczenie to sytuacja wyjątkowa, jednak w jego ocenie jest ona uzasadniona okolicznościami stanu faktycznego.

– Działanie to jest uzasadnione tym, że dalsze stosowanie tych przepisów (dot. przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku – red.) mogłoby wywołać nieodwracalne skutki prawne, które byłyby sprzeczne z podstawowymi zasadami prawa UE. Zabezpieczenie ma nas przed tym uchronić – twierdzi Zalasiński. Uważa, że decyzję SN powinni w swoich działaniach uwzględniać i prezydent, i Krajowa Rada Sądownictwa.

Nieco inaczej na tę kwestię patrzy prof. Maciej Gutowski, adwokat. – Decyzji SN nie należy traktować jak pułapki zastawionej na prezydenta, który ma w obecnej sytuacji dwa wyjścia. Najlepiej oczywiście byłoby, gdyby powstrzymał się z decyzją o dalszym losie tych 14 sędziów SN do czasu wydania orzeczenia przez TSUE – mówi. Jednak, jak dodaje, można znaleźć rozwiązanie, jeżeli nawet – wbrew postanowieniu – przeniesie sędziów SN w stan spoczynku, a później trybunał uzna, że nie można było tego zrobić. – Stanowisko sędziego SN różni się od stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W przypadku tych pierwszych nie ma mowy o zindywidualizowanej kadencji. Mówiąc prościej: stanowiska w SN nie są przypisane, tak jak to jest w TK, do konkretnych osób i tam nikt nikogo nie zastępuje – tłumaczy mec. Gutowski.

A to oznacza, że sędziów SN przeniesionych w stan spoczynku będzie można przywrócić w skład tego sądu. Warunek jest jeden – do czasu rozstrzygnięcia wątpliwości przez TSUE w SN obsadzonych stanowisk będzie mniej niż 106. Skąd ta liczba? Ustawowy górny limit miejsc w SN został wyznaczony na 120. W sytuacji gdy SN zostanie obsadzony w całości, to powrót 14 „spornych” sędziów nadal będzie możliwy, choć będzie wymagało to więcej zachodu. – Konieczna będzie ingerencja ustawodawcy. Ten bowiem, w sytuacji gdy TSUE uzna przepisy o stanie spoczynku sędziów SN za niemożliwe do pogodzenia ze standardami unijnymi, będzie musiał zmienić przepisy i podnieść maksymalny limit miejsc w SN do takiej liczby, aby 14 sędziów SN znów mogło znaleźć się w jego składzie, choć z postanowienia wynika, że ci sędziowie swego statusu nie tracą do rozstrzygnięcia TSUE – kwituje mec. Gutowski.

Czwartkowa decyzja SN w żaden sposób nie wpływa na toczący się właśnie przed KRS konkurs na 44 stanowiska sędziów Sądu Najwyższego. Po jego zakończeniu obsadzona będzie niecała setka miejsc. Nadal więc pozostaną wolne stanowiska, które po ewentualnym orzeczeniu TSUE będą mogli na powrót zająć „sporni” sędziowie.

Jak decyzja o zawieszeniu wpłynie na sytuację w samym SN? Nie wiadomo, czy sędziowie będący w tej specyficznej sytuacji prawnej będą czynnie orzekać. – Na razie sędziowie ci w większości przebywają na urlopach. Trudno mi teraz stwierdzić, czy po powrocie będą włączani do składów orzekających, choć teoretycznie nie ma ku temu przeszkód. To jednak będzie zależało od decyzji, jakie podejmą prezesi izb, w których sędziowie ci orzekają – wyjaśnia Michał Laskowski, rzecznik prasowy SN.

%d blogerów lubi to: