Chiny będą bronić swoich interesów w wojnie narzuconej przez USA


statystyki

„Największa wojna celna w historii gospodarki”. Chiny odpowiedzą na kolejny cios USA

3 sierpnia 2018, 17:18 | Aktualizacja: 03.08.2018, 17:18
źródło:PAP

Ludowy Bank Chin, Pekin

Ludowy Bank Chin, Pekinźródło: ShutterStock
autor zdjęcia: Tomohiro Ohsumi

W odpowiedzi na plany podwyższenia stawki celnej na chińskie towary importowane do USA warte 200 mld dolarów rocznie Chiny wprowadzą taryfy różnej wysokości na amerykański eksport wart 60 mld dolarów rocznie – ogłosił w piątek chiński resort finansów.

Groźba oclenia amerykańskich towarów jest kolejną odsłoną toczonego przez Pekin i Waszyngton sporu handlowego, który chińskie ministerstwo handlu oceniło jako największą wojnę celną w historii gospodarki. Od 6 lipca obowiązują już 25-procentowe karne taryfy na sprowadzane do USA chińskie towary warte 34 mld dolarów rocznie oraz chińskie cłaodwetowe na podobną skalę.

Biały Dom ogłosił w lipcu listę kolejnych chińskich produktów wartych 200 mld dolarów rocznie, które miałyby zostać obłożone 10-procentowymi cłami, jeśli Pekin nie zmieni swojej polityki handlowej. W tym tygodniu przedstawiciel USA ds. handlu Robert Lighthizer poinformował, że rozważane jest podniesienie tej stawki do 25 proc.

W piątek chińskie ministerstwo finansów ogłosiło, że w odwecie planowane są taryfy w wysokości 5, 10, 20 i 25 proc. na ponad 5,2 tys. amerykańskich produktów sprowadzanych do Chin, wartych łącznie 60 mld dolarów rocznie.

Chińskie ministerstwo handlu oceniło z kolei, że zapowiadane cła odwetowe są „racjonalne i powściągliwe”, oraz zaznaczyło, że wejdą one w życie w terminie zależnym od wprowadzenia taryf amerykańskich. Chiny zastrzegają sobie prawo do nasilenia środków odwetowych w przypadku dalszej eskalacji konfliktu handlowego – dodano w komunikacie resortu.

Prezydent USA Donald Trump zarzuca Chinom nieuczciwe praktyki handlowe, w tym bariery w dostępie do rynku i wymuszanie transferu technologii od funkcjonujących na nim zagranicznych firm. Jego zdaniem protekcjonizm Pekinu przyczynia się do olbrzymiego deficytu USA w dwustronnej wymianie, który według danych amerykańskich wyniósł w ubiegłym roku 375 mld dolarów.

Trump grozi ocleniem chińskich towarów wartych nawet ponad 500 mld dolarów rocznie, a więc prawie całego chińskiego eksportu do USA, jeśli Pekin nie zmieni swojego postępowania. Chiny odrzucają te oskarżenia i utrzymują, że nie zależy im na wojnie celnej, ale w przypadku jej eskalacji będą stanowczo bronić swoich interesów.

Z Kantonu Andrzej Borowiak

Państwo dyskryminujące mniejszości narodowe


IZRAEL: DRUZOWIE PROTESTOWALI PRZECIWKO USTAWIE O „PAŃSTWIE NARODU ŻYDOWSKIEGO”

Dziesiątki tysięcy izraelskich druzów i Izraelczyków wzięło udział w sobotę w Tel Awiwie w proteście przeciwko ustawie określającej Izrael jako „państwo narodu żydowskiego” – podały media. Zdaniem krytyków dyskryminuje ona nieżydowskich obywateli Izraela.

Był to pierwszy od wielu lat masowy, publiczny protest druzyjskiej mniejszości, która zazwyczaj jest niezwykle lojalna wobec państwa żydowskiego – podkreśla Associated Press.

Wśród demonstrantów na Placu Rabina w centrum Tel Awiwu powiewały setki pięciokolorowych flag druzyjskich, rzadko widzianych poza tą społecznością, oraz flag izraelskich, a przedstawiciele starszyzny druzów, noszący biało-czerwone fezy wznosili wiwaty przed przemówieniami przywódców druzyjskich i izraelskich, występujących w geście solidarności z tą mniejszością. Organizatorzy podkreślali, że na wiecu nie będzie flag palestyńskich.

Powodem protestu była przyjęta 19 lipca przez Kneset ustawa, głosząca, że „Izrael jest historyczną ojczyzną narodu żydowskiego, który ma wyłączne prawo do narodowego samostanowienia na swym obszarze”. Stanowi ona ponadto, że hebrajski staje się jedynym oficjalnym językiem Izraela, podczas gdy wcześniej taki status na równi miały języki hebrajski i arabski. Proklamuje też jako stolicę Izraela Jerozolimę, włącznie z jej wschodnią częścią, uważaną przez Palestyńczyków za ich stolicę.

Tydzień później do poprawienia ustawy wezwali dwaj ministrowie, z których jeden – minister ds. diaspory i oświaty Naftali Bennett z nacjonalistycznej partii religijnej Żydowski Dom – ocenił, że ustawa w obecnej formie jest „bardzo szkodliwa” dla druzów, którzy „walczą z nami ramię w ramię na polach bitew”.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu i inni członkowie rządu spotykali się z przywódcami druzów, by złagodzić ich obawy. Z relacji izraelskich mediów wynika jednak, że ostatnie spotkania były nieudane; Netanjahu miał przed kilkoma dniami nagle zakończyć spotkanie, a deputowany Awi Dichter, jeden z autorów ustawy, na innym został wybuczany.

Druzowie to wyznawcy odłamu islamu, którzy są szczególnie liczni wśród zawodowej kadry armii izraelskiej i policji. W przeciwieństwie do większości arabskiej ludności Izraela, która utożsamia się z Palestyńczykami, druzowie postrzegają się jako patriotycznych Izraelczyków, którzy w przeszłości przelewali krew w obronie swego kraju. Społeczność druzyjska liczy ok. 130 tys. w 8,3-milionowym Izraelu.

PAP

Pokrętna logika totalniackich radykałów


niewygodne.info.pl

     Tomasz Lis wzywa do łamania konstytucji, czyli pokrętna logika totalniackich radykałów

piątek, 3.08.2018 r.

  

foto: twitter.com

Jedno trzeba przyznać – PiS ma wyjątkowe szczęście do opozycji. Włodzimierz Cimoszewicz (niegdyś komunista) stwierdził, że „w okresie depisyzacji” wyrzuciłby z zawodu wszystkich sędziów, którzy dziś kandydują do SN, bo są „bez godności”. Inny opozycyjny radykał Tomasz Lis (niegdyś popularny prezenter TV) idzie jeszcze dalej – wszystkich nowych sędziów nie tylko wyrzuciłby z zawodu, ale również pozbawił emerytury! Czyli nie ma jak to twierdzić, że walczy się o wolność i demokrację, a jednocześnie proponować rozwiązania właściwe dla antydemokratycznych reżimów.

Zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza, gdy PiS zostanie odsunięty od władzy trzeba będzie urządzić „depisyzację”. Elementem tego procesu ma być pozbawienie prawa wykonywania zawodu wszystkich tych sędziów, którzy zgłosili swoje kandydatury na członków Sądu Najwyższego. Zdaniem byłego premiera (a wcześniej członka PZPR i komunisty) kandydaci ci są„pozbawieni poczucia godności”, a przez to ich charaktery nie są nieskazitelne

r e k l a m y


       

Jeszcze dalej idzie Tomasz Lis. Ten niegdyś bardzo popularny prezenter telewizyjny, który dziś jest przepełniony nienawiści do PiS i Jarosława Kaczyńskiego, twierdzi, że sędziowie zgłaszający swoje kandydatury powinni być pozbawieni nie tylko prawa do wykonywania zawodu, lecz także prawa do emerytury! Żeby nie było poniżej podaje pełen cytat z Lisa:

„W. Cimoszewicz ma rację. Wszyscy karierowicze, którzy wybierają się teraz do SN, w przyszłości powinni być pozbawieni prawa wykonywania zawodu i emerytur. Sędzia korzystający dla kariery i pieniędzy z zamachu stanu i gwałtu na konstytucji nie ma prawa być sędzią. Kropka.”

O innych paranoikach, którzy z najbliższą rodziną rozmawiają przez szyfrowane komunikatory, bo „PiS wszystko podsłuchuje”, twierdzą, że w Polsce dokonał się „zamach stanu”, chcą budować „państwo podziemne” czy członków partii Jarosława Kaczyńskiego zabijają laleczkami VooDoo nawet nie wspominam.

W sumie nawet nie wiem co jest groźniejsze – czy wspomniane stany paranoiczne (które ostatecznie mogą prowadzić do wielu życiowych tragedii) czy też twierdzenie, że gdy nadejdzie upragniony okres „depisyzacji”, to będzie można swobodnie łamać prawo (w imię walki z ludźmi o odmiennych poglądach).

r e k l a m y


 

Jedno jest pewne – póki co PiS ma wielkie szczęście do opozycji. Większość jej przedstawicieli nie potrafi (lub nie chce) być merytoryczną alternatywą dla partii Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast tego proponuje ślepy rewanżyzm, który może być groźny dla podstaw demokratycznego państwa prawa. Powstaje pytanie – ile jeszcze taki stan potrwa? Jak długo PiS będzie mógł liczyć na nieudolność opozycyjnych radykałów, których wystąpienia skutecznie przyćmiewają nawet największe wtopy i kompromitacje „dobrej zmiany”?

Źródło: Tomasz Lis (Twitter.com)
Źródło: Cimoszewicz: Kandydaci do SN? W okresie depisyzacji wyrzucić z zawodu (Rp.pl)

r e k l a m y


niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

Jeżeli był taki dobry to dlaczego został puszczony na zieloną trawkę?


  • Kaczyński: Nie mogę w tej chwili mówić, dlaczego Macierewicz nie jest już szefem MON

    ​Nie mogę w tej chwili mówić o tym, dlaczego Antoni Macierewicz nie jest już ministrem obrony narodowej – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas uroczystości zorganizowanych z okazji 70. urodzin Antoniego Macierewicza.

    W sobotę po południu trwają uroczystości 70. urodzin byłego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, w której udział bierze m.in. prezes PiS. Jarosław Kaczyński podczas przemówienia wskazał, że Macierewicz to człowiek, który postawił na Polskę.

    Antoni od początku postawił na to, że będzie służył ojczyźnie. I to w inny sposób, niż to sobie wtedy ludzie zacni wyobrażali – zaznaczył prezes PiS. Ta służba, wbrew temu, co się mówi, była służbą racjonalną. To, co charakteryzowało ją przez pół wieku, to racjonalność – dodał Kaczyński.

    Wspominając dotychczasowe funkcje, pełnione przez Macierewicza, przywołał czas kierowania przez niego resortem obrony narodowej. Trzeba być niezwykle twardym, asertywnym człowiekiem, żeby rozstawać się z tym całym układem generalsko-pułkownikowskim, który tam funkcjonuje – mówił prezes PiS. Antoni potrafił to robić. Ktoś zapyta, dlaczego nie jest teraz ministrem? Nie mogę w tej chwili o tym mówić – dodał Kaczyński.

    Macierewicz był ministrem obrony narodowej w rządzie Beaty Szydło od 16 listopada 2015 r. Został odwołany przez nowego premiera Mateusza Morawieckiego 9 stycznia 2018 r., a jego funkcję przejął dotychczasowy szef MSWiA Mariusz Błaszczak.

    (ł)

    PAP

Ukraina Poroszenki boi się Usika


Akcja wsparcia integracji europejskiej Ukrainy na Placu Niepodległości w Kijowie

Ukraina drży przed „strasznym scenariuszem Putina”

© Sputnik . Andrey Stenin
ŚWIAT

Krótki link
8347

Wraz ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi i do Rady Najwyższej Rosja będzie korzystać z coraz większej ilości środków, aby uzyskać polityczną i ekonomiczną kontrolę nad Ukrainą – powiedział w wywiadzie dla Fakty.ua ukraiński ekspert wojskowy Aleksiej Arestowicz.

Jego zdaniem, jeśli „prorosyjski kandydat” wygra wybory, to Ukraina straci swoją niezależność.„Teraz wiele osób chce usunąć Poroszenkę. Mogę powiedzieć na pewno: inni kandydaci, z wyjątkiem Poroszenki — to Rosja, niestety. Jeśli wygra ktoś inny niż Poroszenko, to zacznie się wysuwanie tez o sprowokowanie wojny w Donbasie przez rząd Poroszenki, będzie godzenie Ukrainy z Rosją. W rezultacie Putin otrzyma Ukrainę na talerzu w ciągu roku czy dwóch. Przy realizacji takiego scenariusza nasz kraj stanie się maksymalnie uzależniony od Federacji Rosyjskiej: będzie zmuszony do zakupu gazu, oleju, rosyjskiej broni. W ten sposób Ukraina straci swoją niezależność” — powiedział Arestowicz.

„Rzeczywistość jest straszna: Kreml będzie aktywnie zmieniać sytuację, szczególnie na południu” — powiedział.

„Od września wszystko się zacznie. Ludzie wrócą z urlopów. Gorącymi punktami destabilizacji może być Chersoń, Berdiańsk, Mariupol. Widzimy już teraz: aktywistkę, walczącą przeciwko separatystom, oblano kwasem, w Kijowie mały konflikt kończy się strzelaniną. Społeczeństwo zerwało się z łańcucha” — powiedział ekspert.

586 tys. Ukraińców, którzy mieszkają w strefie konfliktu w Donbasie, nie otrzymuje emerytur i świadczeń socjalnych
© SPUTNIK . ANDREY STENIN

Arestowicz zauważa również, że Rosja zmieni „wojskowe” metody presji na polityczne, a także wykorzysta ukraińskiego boksera Aleksandra Usika.„Walki w Donbasie będą kontynuowane. Ale na pierwszy plan wysuną się politycy prorosyjscy. Będą eskalować sytuację, obwiniać władze ukraińskie i powiedzą: „Ukraina nie jest naszym wrogiem. Spójrzcie na Usika — z nim wszystko jest w porządku”. Będzie rozkręcany przypadek Usika” — opowiada ekspert.

Według niego jedyna szansa, która pozwoli Ukrainie „przeżyć”i utrzymać proeuropejską ścieżkę rozwoju to utrzymanie fotela prezydenckiego dla Poroszenki, a we wszystkich innych przypadkach Ukraina stanie się „słabym sąsiadem, który nie może żyć bez więzi z Rosją”.

Zmiany o charakterze prawno-ustrojowym może przeprowadzać wyłącznie suweren a nie jakakolwiek kasta najbardziej świętych faraonów


CZY W POLSCE ISTNIEJE TRÓJPODZIAŁ WŁADZY? SONDAŻ DLA „RZ”

40,2 proc. respondentów uważa, że w Polsce nie istnieje trójpodział władzy – wynika z sondażu SW Research dla portalu rp.pl.

O tym, że trójpodział istnieje, przekonanych jest 34,4 proc. uczestników badania na zlecenie rp.pl.

25,4 proc. pytanych wskazało na odpowiedź „nie wiem/trudno powiedzieć”.

Sondaż przeprowadzono w dniach 31 lipca i 1 sierpnia 2018 r. na próbie 800 osób.

„To wynik znamienny, jeśli skonfrontować go z narracją stosowaną tu przez polityków obozu rządzącego, wedle których przeprowadzane zmiany o charakterze prawno-ustrojowym mają służyć upodmiotowieniu społeczeństwa i reformowaniu państwa. Można sądzić, że w istocie jest zupełnie inaczej” – komentuje wyniki w rozmowie z „Rz” prof. Wawrzyniec Konarski, politolog z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

INTERIA.PL

Immunitet na cyku


wPolityce.pl
%d blogerów lubi to: