Fala ataków na Ukrainie


Zatrudnili sobie rosyjską agentkę


„GUARDIAN”: ROSYJSKA AGENTKA W AMBASADZIE USA W MOSKWIE

Jak informuje brytyjski dziennik „Guardian”, powołując się na ustalenia amerykańskich służb wywiadowczych, w ambasadzie USA w Moskwie przez ponad 10 lat pracowała rosyjska agentka. Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa oświadczyła, że nic nie wie na ten temat.

Według „Guardiana”, Rosjanka miała dostęp do wewnętrznego systemu informatycznego rządu USA. Dzięki temu kobieta miała wgląd do ściśle tajnych informacji, w tym harmonogramu spotkań prezydenta i wiceprezydenta.

W 2016 roku w ramach rutynowej kontroli ustalono, że kobieta regularnie i bez zezwolenia spotykała się z przedstawicielami Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Domniemana agentka została zwolniona latem 2017 roku, a wcześniej Departament Stanu USA pozbawił ją certyfikatu bezpieczeństwa.

„Secret Service próbuje to wszystko ukryć” – podkreślają źródła „Guardiana”. „Szkody już wyrządzono, ale kierownictwo Secret Service nie przeprowadziło żadnego wewnętrznego dochodzenia, by ocenić szkody i sprawdzić, czy zwerbowano innych pracowników, którzy mogliby być jej (Rosjanki) informatorami” – dodają. Według źródeł „jedynie zewnętrzne dochodzenie może pokazać zakres wyrządzonych przez nią szkód”.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa pytana w piątek o publikację „Guardiana” podkreśliła, że jej resort nie wie nic na ten temat. „Nie wiem, o kim mowa, o czym mowa” – powiedziała. „Jeśli są jakieś konkretne informacje, niech je przedstawią, będziemy się nimi zajmować” – dodała.

Amerykański Secret Service w wydanym oświadczeniu zapewnia, że kobieta, o której mowa, nigdy nie sprawowała funkcji, w ramach której mogłaby poznawać tajemnice związane z bezpieczeństwem narodowym. Zaznaczono, że władze USA mają świadomość, iż wszyscy obcokrajowcy pracujący w amerykańskiej placówce dyplomatycznej „mogą podlegać wpływom obcego wywiadu”. „W szczególności dotyczy to Rosji” – czytamy w oświadczeniu.

PAP

Nieustająca kontrowersja


Kontrowersyjny teledysk Behemotha. Nergal ukrzyżowany jak Jezus Chrystus

Dodano: 1 01
Adam Darski w nowym teledysku grupy Behemoth
Adam Darski w nowym teledysku grupy Behemoth / Źródło: YouTube Behemoth
Adam Nergal Darski i jego zespół Behemoth znowu szokują. Do sieci trafił nowy teledysk grupy, w którym wokalista jest ucharakteryzowany na Jezusa Chrystusa.

Adam Darski jest znany z kontrowersyjnych zachowań, w których wielu dopatruje się obrazy uczuć religijnych. W przeszłości wokalista podarł Biblię, a także śpiewał do Jezusa ukrzyżowanego na sztucznym penisie.

Tym razem o muzyku stało się głośno za sprawą nowej piosenki grupy Behemoth zatytułowanej „God = Dog”. W teledysku, który można już oglądać na portalu Youtube Adam Darski jest ucharakteryzowany na Jezusa Chrystusa. Wideo zaczyna się od sceny, w której Nergal wisi na krzyżu. Pod nim znajdują się zamrożone postaci, które wyglądają, jakby się modliły. Następnie muzyk – już zdjęty z krzyża – leży „martwy” z charakterystyczną raną po włóczni, a obok modli się kobieta. W teledysku widać również nagie piersi i penisy. Internauci zwrócili uwagę na fakt, że w klipie wystąpiły dzieci, które są ubrane w alby, a w rękach trzymają świecie. „To chyba nie jest odpowiednie miejsce dla grupy przedszkolaków” – zastanawiali się.

Piosenka „God = Dog” pochodzi z nowego albumu grupy. Behemoth będzie promował nowe piosenki podczas trasy koncertowej m.in. w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Danii oraz Szwecji i Wielkiej Brytanii. Koncerty w Polsce na razie nie zostały zapowiedziane. W ramach promocji albumu utworzono także specjalną stronę internetową, do której dostęp jest możliwy po odmówieniu modlitwy przez mikrofon.

Behemoth – God=Dog (Official Music Video) / Źródło: YouTube
/ Źródło: Onet.pl

Tłumaczenie ukraińskiego tekstu


Pułk Azow, polska okupacja i „zmyślone ludobójstwo na Wołyniu”

Prezentujemy pełne tłumaczenie tekstu, który ukazał się na oficjalnej stronie politycznego ramienia neobanderowskiego pułku Azow – partii Korpus Narodowy. Artykuł ma charakter programowy i najpełniej prezentuje stosunek wspomnianego ugrupowania do państwa i narodu polskiego. Motywem stojącym za tłumaczeniem tekstu było zapoznanie Czytelnika ze współczesnym obliczem neobanderowskiego antypolskiego szowinizmu, wymierzonego zarówno w Polaków, jak i Węgrów, Rosjan i inne mniejszości zamieszkujące były obszar upadłego państwa ukraińskiego.

Tytuł oryginału: „Ukraina i Polska: jak nie utracić własnego państwa w dążeniu do bycia dobrym sąsiadem”. Autor niepodany.

Pogrubienia od redakcji Xportal.pl.

 

 

Być może tak się już historycznie złożyło, że Ukraińcy mimo swego męstwa i wytrzymałości, które przejawiali na przestrzeni tysiącleci na polach walki, broniąc swojego prawa do wolności i samookreślenia, doznają porażek wyłącznie przez nieumiejętność obrony swoich racji na poziomie dyplomatycznym.

Właśnie dzięki tak zwanym umiejętnościom Ukraińców porozumiewania się otrzymaliśmy niemało wiarołomnych umów za czasów kozaczczyzny, Ukraińskiej Republiki Ludowej, Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej, Ukrainy radzieckiej, jak i obecnie.

Szczególnie najbardziej haniebną i kapitulancką dla narodu ukraińskiego stała się ugoda perejasławska, pokój brzeski, tak zwane zawieszenie broni między ZURL i Polską, ugoda warszawska, Deklaracja i Umowa o utworzeniu ZSRR. Nie są na tym tle wyjątkiem współczesne umowy, takie jak Memorandum Budapesztańskie, umowa o przedłużeniu stacjonowania Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy do 2042 roku (tak zwane „porozumienia charkowskie”), jak i przypominające pokój brzeski Protokół Miński i porozumienia mińskie.

Główną pomyłką, którą popełniła ukraińska strona podczas podpisywania tych dokumentów, była jej wiara w szlachetność i uczciwość drugiej strony zawieranych porozumień oraz krajów gwarantujących ich dotrzymanie, jak również przekonanie o bezalternatywności takiego sposobu uregulowania powstającego problemu. Przy tym ukraińska strona zawsze z jakiegoś powodu zapominała o cenie życia, którą zapłacił nasz naród w danym celu.

Właśnie „pokojowy” stosunek ukraińskiego kierownictwa do rozwiązywania spornych kwestii na arenie międzynarodowej wykorzystywały i wciąż wykorzystują inne państwa dla osiągnięcia znaczących korzyści wobec naszego kraju. Szczególnie rzucającym się w oczy staje się ten proces podczas pojawienia się kryzysu wewnątrz Ukrainy. Potwierdzeniem tego jest ultimatum Węgier i zablokowanie udziału delegacji ukraińskiej w lipcowym szczycie NATO w Brukseli do czasu rozszerzenia praw węgierskiej mniejszości narodowej na Ukrainie.

I tak w ciągu 27 lat niezależności Ukrainy żadna władza nie była w stanie doprowadzić do postawienia Węgier przed Trybunałem w Hadze za popełnione przez nie zbrodnie przeciwko Ukraińcom – obywatelom Ukrainy Karpackiej w roku 1939 oraz Ukraińcom – obywatelom Ukraińskiej SRR w latach 1941-1944. Rząd międzywojennych Węgier podjął zobowiązania przestrzegania praw wojennych, lecz je naruszył. W przeciwieństwie do niejednokrotnych wniosków Ukrainy do RFN nasz kraj nie nalegał, by węgierska strona wypłaciła rekompensaty i reparacje wojenne jako współuczestnik zbrodni wojennych faszystowskich Niemiec.

Wyjaśnienie jest proste – nieznajomość przez przedstawicieli ukraińskiej władzy elementarnych kwestii historycznych państwa i obojętność na jego przyszłość. A o tym władzy powinni przypominać ci, przeciwko komu wytoczyła ona prawdziwą wojnę i na kogo usiłuje zrzucić odpowiedzialność za wszystkie swoje niepowodzenia w rozwoju wewnątrzpolitycznej sytuacji, czyli właśnie ukraińscy nacjonaliści.

Nie pozostaje w tyle w kwestii obwiniania Ukrainy za zbrodnie przeciwko jej narodowi także i „adwokat” interesów naszego państwa w UE i NATO – Polska. W tym celu polska strona aktywnie próbuje wykorzystaćlokalny konflikt zbrojny na Wołyniu w latach 1943-1944 miedzy dwiema zbrojnymi partyzantkami: utworzoną z polskich kolonistów wojskowych Armią Krajową i Ukraińską Powstańczą Armią.

Jednocześnie oficjalna Warszawa próbuje przekonać światową opinię publiczną, że doszło do sztucznie przez nią zmyślonego „ludobójstwa Ukraińców na Polakach”. Oceniając ostatnie oświadczenia ukraińskiego i polskiego prezydenta, które ogłosili oni w ramach uszanowania ofiar tragicznych wydarzeń na Wołyniu w latach 1943-1944, nasuwa się wniosek, iż Polska ma duże szanse rozstrzygnąć tę kwestię na swoją korzyść.

Jak widzimy, prezydent Poroszenko w już zaaprobowanym przez ukraińskie władze duchu podległości i przystosowania, po raz kolejny powiedział o konieczności znalezienia kompromisu i wzajemnego chrześcijańskiego wybaczenia w kontekście tej problematyki. Zdradził on nawet już zapoczątkowaną przez siebie tradycję kończenia swoich wystąpień słowami: „Sława Ukrainie”.

Tymczasem jego polski kolega, sternik nawy państwowej Duda, był już bardziej zdecydowany i nie lękał się zdecydowanie powiedzieć, że „…to nie była żadna wojna pomiędzy Polską a Ukrainą. To była zwyczajna czystka etniczna. Po prostu chodziło o to, aby Polaków z tych terenów usunąć (…) Następstwem tego były polskie akcje odwetowe (…) Rażąca jest jedynie dysproporcja – około 100 tys. Polaków, około 5 tys. Ukraińców”.

Jednocześnie prezydent Duda pozostawił Poroszence szansę na poprawę, gdy wezwał Ukrainę do budowania dobrych stosunków na prawdzie historycznej. A tutaj dla Pana, Panie Prezydencie oraz przedstawicieli MSZ Ukrainy lekcja od nieznanego wam ukraińskiego nacjonalisty, eksperta do spraw stosunków polsko-ukraińskich, historyka Serhija Rudniuka. Przedstawione przez niego fakty pomogą wam w rozwoju stosunków z Polską w oparciu o prawdę historyczną.

Bo pomimo tego, że artykuł Rudniuka pod tytułem „Wojna o Ukrainę: polski front”, został opublikowany już w 2016 roku, materiały w nim zawarte pozostają do dziś aktualne. Według ocen historyka konflikt na Wołyniu w latach 1943-1944 był następstwem terrorystycznej polityki polskiej władzy okupacyjnej w latach 1918-1939, jak i postawy całego polskiego społeczeństwa odnośnie do miejscowych Ukraińców. Jakiekolwiek polskie pretensje do ukraińskiej strony w kwestii Wołynia są bezpodstawne. Wołyń – to nie Polska. Wygnanie okupantów z ojczystej ziemi – nie jest zbrodnią, a uzasadnionym działaniem.

Ówczesny konflikt wojenny na Wołyniu polska strona przegrała, z czym do dziś nie może się pogodzić. Tak jak i trzecia strona konfliktu – Rosja, której służby specjalne w przeszłości dołożyły wszelkich starań, by sprowokować „wołyńskie” wydarzenia, a obecnie z sukcesem rozpalają w Polsce niezdrową atmosferę wokół nich, wykorzystując swoją agenturę na polskiej prawicy.

Dlatego narzucona przez pewnych polityków ze środowiska prawicowego Polski inicjatywa, by kompensować sobie swoją gorycz po tamtejszej wojskowo-politycznej porażce – wyciąganym od strony ukraińskiej podczas doświadczania przez nią trudności, czyli w rzeczywistości nieszczerym wyznaniem „winy” za niezaistniałe „ludobójstwo Polaków na Wołyniu” – wywołuje u nas co najmniej zdziwienie w porównaniu z takimi zbrodniami Polski, jak:

1. Zbrojna agresja przeciwko Zachodnioukraińskiej Republice Ludowej w latach 1918-1919. Bezprawna aneksja terytorium ZURL, która obejmowała ukraińskie ziemie etniczne i na którym polska ludność była napływowa i stanowiła mniejszość. Naruszono prawo ukraińskiego narodu do samostanowienia i utworzenia własnego państwa narodowego na swoich ziemiach etnicznych.

2. Zbrodnie wojenne żołnierzy polskiej armii oraz okupacyjnej administracji cywilnej w trakcie wojny polsko-ukraińskiej w latach 1918-1919.

3. Wykorzystanie trudnej sytuacji wojskowo-politycznej Ukraińskiej Republiki Ludowej i narzucenie jej nierówno prawnej ugody warszawskiej, zgodnie z którą Ukraina utraciła na rzecz Polski Galicję i ograniczała się do części Ukrainy prawobrzeżnej.

4. Zbrodnie wojenne polskiej armii ekspedycyjnej przeciwko ukraińskiej ludności cywilnej podczas wojny polsko-rosyjskiej 1920 roku.

5. Naruszenie międzynarodowego prawa umów w listopadzie 1920 roku poprzez zawarcie w listopadzie 1920 roku osobnego zawieszenia broni z Rosją, w rezultacie czego armia URL zmuszona była opuścić terytorium Ukrainy.

6. Osobny Traktat ryski z 1921 roku z Rosją Radziecką. Nielegalny podział terytorium URL między Polskę i Rosję.

7. Niewykonanie warunków traktatowych włączenia Galicji w skład Polski, które sformułowała Rada Ambasadorów Ententy w roku 1923. Niedotrzymanie zobowiązań nadania Ukraińcom w Galicji szerokiej kulturalno-oświatowej autonomii.

8. Państwowy terror przeciwko ukraińskiemu ruchowi narodowo-wyzwoleńczemu w latach 1920-1939 na Ukrainie Zachodniej.

9. Nielegalna kolonizacja wojskowa terytorium Ukrainy Zachodniej przez Polskę.

10. Wojskowo-policyjna operacja przeciwko ludności cywilnej Galicji („pacyfikacja”) w roku 1930.

11. Zniszczenie ukraińskich cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie w latach trzydziestych XX wieku.

12. Nielegalne skierowanie ukraińskich działaczy politycznych i społecznych bez wyroku sądu do obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej, stworzonego na mocy rozporządzenia prezydenta Polski w roku 1934 celem fizycznego i psychicznego zniszczenia ukraińskiej opozycji politycznej przeciwko polskiemu reżimowi okupacyjnemu na Ukrainie Zachodniej.

13. Dywersyjno-podziemna działalność polskich służb specjalnych celem likwidacji państwowości Ukrainy Karpackiej w latach 1938-1939 (Operacja „Łom” na Zakarpaciu).

14. Terror polskiego podziemia zbrojnego przeciwko ukraińskiej ludności cywilnej Zachodniej Ukrainy podczas II wojny światowej.

15. Nielegalna deportacja Ukraińców z etnicznych ziem ukraińskich do ZSRR (tak zwana „wymiana ludności”), jak również na zachodnie i północne ziemie Polski (Operacja „Wisła”).

16. Terror władzy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przeciwko ludności ziem ukraińskich, które weszły w skład Polski na skutek powojennych porozumień rosyjsko-polskich, zniszczenie patriotycznej ukraińskiej inteligencji w byłej filii hitlerowskiego „Oświęcimia” [polska nazwa Oświęcim także w ukraińskim oryginale – przyp. red.], obozie koncentracyjnym „Jaworzno”.

17. Bezprawne przywłaszczenie przez władze PRL prywatnego, społecznego i kościelnego majątku Ukraińców z tych ziem, które weszły w skład Polski na skutek porozumień rosyjsko-polskich

18. Bezprawna likwidacja na terytorium PRL Ukraińskiej Cerkwi Greko-katolickiej. Polityczne represje przeciwko UCGK.

19. Bezprawne przywłaszczenie zachodnich etnicznie ukraińskich ziem (20 tysięcy km kwadratowych) na podstawie powojennych porozumień Polski z Rosją dotyczących podziału Prus Wschodnich [? – przyp. XP].

20. Plugawienie pamięci i wszelkiego rodzaju poniżanie i obrażanie walczących o niepodległą Ukrainę tak w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, jak i w obecnej „liberalnej” Polsce.

Przy tym ze wszystkich wymienionych powyżej zbrodni najstraszliwszą była zbrojna agresja przeciwko Zachodnioukraińskiej Republice Ludowej, która obejmowała ukraińskie ziemie etniczne i na których polska ludność była napływowa i stanowiła mniejszość. Naruszono prawo ukraińskiego narodu do samostanowienia i utworzenia własnego państwa narodowego na swoich etnicznych ziemiach. Wszelkie tragiczne następstwa w historii ukraińsko-polskich stosunków są jedynie skutkiem tej straszliwej zbrodni. Szczególniewydarzenia wołyńskie w 1944 roku.

Mając na uwadze, że w Polsce już 11 lipca planowane jest uczczenie z wielką pompą polskich ofiar wsztucznie sprowokowanej przez polskie i radzieckie kierownictwo tragedii na Wołyniu, a także ponowne zrzucenie całej winy na Ukraińców, nadarza się okazja do opowiedzenia Polakom całej prawdy. W tej kwestii właściwe byłoby wniesienie pod obrady Werhownej Rady Ukrainy projektu ustawy o odpowiedzialności Polski za zbrodnie przeciwko Ukraińcom.

Ukraina nie powinna się bać, wręcz przeciwnie – powinna przejawiać swój wolnościowy i mężny charakter w stosunkach z państwami trzecimi. Powinniśmy wszyscy pamiętać, że za naszą wolność i niepodległość naszego kraju miliony Ukraińców oddały swoje życie. Nie mamy prawa naruszać ich pamięci.

 

Źródło: http://nackor.org/ukr/ukraina-ta-pol-scha-yak-ne-vtratiti-vlasnu-derzhavu-v-namaganni-buti-garnim-susidom

Tłumaczenie: Xportal.pl

Nie ustał spór o Pomnik Katyński w USA


  • Trwa spór o Pomnik Katyński w USA. Padł apel o wszczęcie śledztwa

    ​Sławomir Platta przewodzący ruchowi obrońców utrzymania w dotychczasowym miejscu Pomnika Katyńskiego w Jersey City zakwestionował odrzucenie przez władze miejskie ponad 1100 podpisów wyborców domagających się referendum tej sprawie. Złożył dodatkowe 5 tys. podpisów i zaapelował o wszczęcie śledztwa. Referendum ma na celu wstrzymanie zatwierdzonego w połowie czerwca przez Radę Miejską zarządzenia burmistrza Stevena Fulopa o przeniesieniu monumentu z Exchange Place w nowe miejsce. Monument ma stanąć na wschodnim końcu ulicy York – w pobliżu nabrzeża rzeki Hudson, w odległości ok. 60 metrów od obecnej lokalizacji.

    Część Polonii sprzeciwia się podjętym planom. Uważa nowe miejsce za niegodne pamięci polskich oficerów poległych w Katyniu.

    Proponowana nowa lokalizacja pomnika, nad miejskim kanałem ściekowym, jest nie do zaakceptowania – twierdzi Platta. Jest on adwokatem i ma kancelarię prawniczą na Manhattanie.

    Przeprowadzenie referendum wymagało przedłożenia do 3 lipca petycji sygnowanych przez co najmniej 6714 mieszkańców Jersey City, którzy są uprawnieni do głosowania w wyborach. Ugrupowanie mecenasa Platty zebrało 9471 podpisów. Po weryfikacji władze ustaliły jednak, że tylko 3833 jest ważnych, a termin złożenia brakujących upływał w czwartek.

    Zastępca urzędnika miejskiego Sean Gallaghter uzasadniając odrzucenie części podpisów tłumaczył wcześniej w rozmowie z PAP, że każdy z nich porównano z stanowym systemem rejestracji wyborców (Statewide Voter Registration System – SVRS). Nie widniały tam, dodał, nazwiska wszystkich osób, które sygnowały petycję.

    Działacze obywatelscy i społeczni zwrócili się w czwartek do biura urzędnika miejskiego w Jersey City Roberta Byrne (sekretarz rady municypalnej) o uznanie 1107 uprzednio odrzuconych podpisów, które zweryfikowali z listą wyborców Jersey City (co jest podstawą uznania ważności podpisu). Niezależnie od tego przedłożyli dodatkowe petycje sygnowane przez ponad 5 tys. mieszkańców Jersey City popierających ich dążenia.

    Platta: W najlepszym razie to świadczy o niekompetencji, w najgorszym – o zmowie

    Urzędnik miejski nie był w stanie zidentyfikować ponad 1100 zarejestrowanych wyborców, którzy legalnie podpisali petycję w referendum, ale my to zrobiliśmy weryfikując wszystkie odrzucone przez niego podpisy. W najlepszym razie świadczy to o niekompetencji, w najgorszym o zmowie z władzami miejskimi Jersey City, aby udaremnić mechanizm prawny pozwalający ludziom decydować o losie Pomnika Katyńskiego – wskazał Platta.

    Jego zdaniem mieszkańcom Jersey City należą się wyjaśnienia, dlaczego urzędnik miejski odmówił tak wielu obywatelom prawa zabrania głosu w tej sprawie. Podkreślił, że w celu ochrony tego prawa obrońcy pomnika dołączyli do każdego zakwestionowanego nazwiska sygnowanego pod petycją, numer rejestracyjny wyborcy.

    Dlaczego opinia publiczna została wprowadzona w błąd? Ten błąd jest bardzo niepokojący i trudny do zrozumienia. Czy tak samo oblicza się głosy wyborcze w głosowaniach na polityków w Jersey City? Czy „grupa Fulopa” właśnie w taki sposób postanowiła uciszyć tysiące mieszkańców Jersey City, którzy chcą walczyć z decyzją o przeniesieniu Pomnika Katyńskiego? Pan Byrne, kiedy przekazał mi ostatnie wyniki liczenia głosów zapewnił, że każdy z nich był dwukrotnie sprawdzony – ewidentnie niezbyt dokładnie, jeśli w grę wchodzi ponad 1100 podpisów – ocenił Platta.

    Byrne zapowiedział w czwartek, że za pośrednictwem prawników miejskich zwróci się do sędziego stanowego o przedłużenie czasu potrzebnego teraz na sprawdzenie ważności nowych 5 tys. podpisów i zweryfikowanie 1107, których odrzucenie kwestionują obrońcy pomnika. Według przepisów, władze mają na to pięć dni.

    Plata zarzuca burmistrzowi, że nie dąży – jak uzasadnia – do przemieszczenia monumentu z powodu usytuowania tam zaplanowanego parku. W istocie, argumentuje adwokat, Fulop działa w interesie właścicieli prywatnego hotelu Hayatt. Chcą oni wykorzystać publiczny teren należący do podatników z Jersey City dla zbudowania wjazdu zapewniającego lepszy dostęp do obiektu gościom hotelowym.

    Przeniesienie pomnika nie może być usprawiedliwione wyłącznie interesem burmistrza i jego „kumpli”. O hotelowym projekcie mówiono, ale nie jest to ujęte w oficjalnych oświadczeniach wydanych przez biuro Fulopa, lecz tylko na rysunku architektonicznym, którego opinia publiczna nie zobaczy. To wręcz woła o przeprowadzenia śledztwa 
    – przekonuje Platta.

    (ph)

    PAP

Migranci załatwiają sobie świadczenia i wracają do kraju pochodzenia


Migranci robią Belgów w bambuku. Najpierw dostają status uchodźcy, a chwilę potem wyjeżdżają na wakacje do swojego kraju

Belgia imigranci uchodźcy
Zdjęcie ilustracyjne. / fot. Wiktor Dąbkowski /PAP

Coraz więcej osób, które uzyskuje status uchodźcy w Belgii wraca do kraju swojego pochodzenia na święta. Sekretarz Stanu odpowiedzialny za azyl i migrację, Theo Francken, potwierdza że taki trend faktycznie ma miejsce.

W ciągu pierwszych miesięcy tego roku stwierdzono, że ponad 100 osób, które uzyskały w tym czasie azyl, wróciło do kraju swojego pochodzenia. Francken podał te dane podczas audycji w radio VRT 1, dodając że „skoro uchodźcy wracają z własnej woli, to znaczy że nie czują się już zagrożeni”.

Oficjalne dane wskazują, że aż 115 osób, które uzyskały status uchodźcy na początku tego roku, wróciły do ojczyzny w ciągu pierwszych sześciu miesięcy od wydania decyzji przez urząd. Największej przypadków osób dotyczy migrantów z Iraku, Syrii i Afganistanu.

Oferujemy ochronę międzynarodową osobom, które nie mogą wrócić do krajów swojego pochodzenia. Daje im to pewne przywileje, ale też podlega ograniczeniom. Jednym z nich jest to, że nie mogą wyjeżdżać, jeżeli ktoś wróci do swojego kraju oznacza to, że nie czuje się już zagrożony – podkreśla Francken.

Sekretarz Stanu podkreślił, że większa liczba osób powracających do kraju wynika z tego, że kontrole są prowadzone w coraz bardziej rygorystyczny sposób. Ponadto coraz więcej informacji wymienianych jest między krajami członkowskimi Unii Europejskiej.

Źródło: vrt.be

Nie można tolerować kasty skazującej za kradzież lizaka a tolerującej miliardowe afery


Piwnik o dzisiejszej decyzji SN: To bezpośrednio przekłada się na stosunek obywatela do sędziego, sądów, poczucia bezpieczeństwa

AS21:45 2 sierpnia 2018
Telewizja Republika
Gościem Adriana Stankowskiego w programie Telewizji Republika ,,W punkt” była sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości. W programie odniosła się do dzisiejszej decyzji Sądu Najwyższego – – Nie wiem, może zbyt daleko patrzę, ale tak postrzegam wszystkie tego rodzaju sprawy, że to bezpośrednio przekłada się na stosunek obywatela do sędziego, sądów, poczucia bezpieczeństwa w demokratycznym państwie prawnym – mówiła.

– Pani minister, mamy dzisiaj sytuację bez precedensu, bo Sad Najwyższy na podstawie przepisów cywilnych o zabezpieczeniu roszczenia zadecydował o zawieszeniu obowiązywania ustawy – zaczął Adrian Stankowski. 

– Rzeczywiście to dość zaskakująca informacja, jaka dziś do nas dotarła. Zaczęłam się zastanawiać, że ja tak dawno orzekałam w sprawach cywilnych, bo kiedyś byłam sędzią orzekającym w sprawach cywilnych, że może coś przeoczyłam w zmianach, które nastąpiły. Na co dzień zajmuje się sprawami karnymi, ale potem przyszła refleksja, że rok temu zmieniały się przepisy również dotyczące wieku stanu spoczynku sędziów sądu powszechnego. Nawet wtedy wyrażałam pogląd, że kobieta-sędzia sądu powszechnego i lat 60 to rzeczywiście bardzo niski próg a nie wiedziałam i też na to na zwracałam uwagę, że kobieta-sędzia Sądu Najwyższego ten próg miała określony na 65 rok – mówiła Barbara Piwnik

– Proponowałam, żeby może nas kobiety zrównać w tym wieku, ale dlaczego o tym mówię? Dlatego, że ta kwestia wtedy jakoś nie powstała i wtedy sędziowie Sądu Najwyższego jakoś nie zwracali uwagi. Dlatego może mnie to dziś może zaskakuje. Ktoś może powiedzieć, że prywata dochodzi do głosu, ale absolutnie nie o to chodzi, tylko chodzi o to, że jest problem – ocenił gość Telewizji Republika.

– W każdym wypadku, głównie chciałabym, żeby przekaz płynący, czy to z Sądu Najwyższego, czy powszechnego był jasny i zrozumiały dla obywatela. Jeżeli nawet prawnicy mają trudność w interpretacji i wyjaśnienia tego, o czym dziś zostaliśmy powiadomieni, to budzi to mój dodatkowy niepokój. Dlatego, że to dodatkowo komplikuje sprawę sądów powszechnych i tego, jak obywatel czuje się wobec trzeciej władzy – dodała Barbara Piwnik.

– Nie wiem, może zbyt daleko patrzę, ale tak postrzegam wszystkie tego rodzaju sprawy, że to bezpośrednio przekłada się na stosunek obywatela do sędziego, sądów, poczucia bezpieczeństwa w demokratycznym państwie prawnym. Dlatego jest to sytuacja mało komfortowa dla wszystkich – podkreśliła była minister.

 –Zachodzi pytanie, w jakiej procedurze Sąd Najwyższy może zadawać pytania Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który na dodatek nie ma kompetencji do oceniania zgodności z konstytucją polskich ustaw – mówił Adrian Stankowski. 

– Oprócz tego rodzą się kolejne pytania. Załóżmy, że trybunał odpowie, to kiedy to ma nastąpić, w jaki sposób i co z tymi wszystkimi ważnymi okolicznościami, których te pytania dotyczą, a które przekładają się na codzienne funkcjonowanie, nie tylko Sądu Najwyższego. Chciałabym zwrócić uwagę, że te pytania zrodziły się na gruncie zmian ustawy o Sądzie Najwyższym, ale dotyczą takich kwestii, które dotyczą obywatela – oceniła Barbara Piwnik

Źródło: Telewizja Republika

%d blogerów lubi to: