Bliskowschodni agresor łamie prawo międzynarodowe


IZRAEL ŁAMIE PRAWO MIĘDZYNARODOWE? KAPITAN NORWESKIEGO STATKU OSKARŻA

Kapitan norweskiego statku, tzw. Flotylli Wolności, który zmierzał do Strefy Gazy, oskarżył w czwartek władze Izraela o łamanie prawa międzynarodowego. W niedzielę armia izraelska weszła na pokład jednostki na otwartym morzu i użyła siły wobec załogi.

Po niemal trzech miesiącach wolontariusze z 18 krajów, płynący na dwóch statkach – Al-Awda (arab. powrót) i Falestine (Palestyna) – mieli zawinąć tego dnia do portu w Gazie. Trzeci statek, Freedom, pod szwedzką banderą, miał dopłynąć do Gazy we wtorek.

Statek Al-Awda został zatrzymany w niedzielę w odległości 60 mil morskich od wybrzeży Gazy przez jednostki izraelskiej marynarki wojennej. Nakazano mu zmianę kursu i skierowano do izraelskiego portu Aszkelon. Falestine znajdował się o kilka godzin drogi od miejsca, gdzie zatrzymano Al-Awdę.

Norwegia poprosiła Izrael o wyjaśnienie okoliczności aresztowań – powiedział cytowany przez agencję AFP rzecznik rządu norweskiego.

„Zostaliśmy aresztowani na otwartym morzu. Byliśmy bliżej terytorium Egiptu niż Izraela” – oświadczył kapitan statku Herman Reksten, który po trzech dniach spędzonych w izraelskim więzieniu wrócił w czwartek do Norwegii.

„Izrael złamał wszystkie zasady. To jest przerażające, że oni mogą wejść na pokład norweskiego statku na otwartym morzu i zmusić nas do zacumowania w Izraelu” – dodał.

Nie wszyscy wolni

Na pokładzie statku znajdowały się 22 osoby. Według organizacji Just Future for Palestine do tej pory zwolniono kilku członków załogi, ale siedem osób – w tym dwóch Norwegów, Hiszpan i Kanadyjczyk – pozostaje w więzieniu.

Ambasada Izraela w Oslo, z którą skontaktowała się AFP, nie udzieliła do tej pory komentarza w tej sprawie.

„Poprosiliśmy władze izraelskie o wyjaśnienie przebiegu wydarzeń, na podstawie których uważają, że mogli interweniować na statku” – powiedział rzecznik norweskiego ministerstwa spraw zagranicznych Frode Andersen.

„Podniesiemy również zarzuty nadmiernego użycia siły” – dodał.

Tuż po przybyciu na lotnisko w Oslo kapitan Herman Reksten oskarżył izraelskich żołnierzy o użycie przeciwko aktywistom paralizatorów elektrycznych.

„Nadal cierpię z powodu bólu głowy, po tym gdy zostałem porażony paralizatorem” – dodał Reksten.

Zamiary wolontariuszy

Intencją wolontariuszy, którzy próbują dotrzeć do izolowanej od świata Strefy Gazy, jest zwrócenie uwagi na blokadę Gazy, którą Izrael ustanowił w 2007 roku, kiedy radykalny islamistyczny ruch Hamas odsunął tam od władzy umiarkowanych polityków palestyńskich z Fatahu prezydenta Mahmuda Abbasa.

Flotylla Wolności opuściła Skandynawię w połowie maja. W czasie rejsu statki zawijały do 28 portów, a płynący na nich wolontariusze organizowali publiczne spotkania, aby przedstawiać trudną sytuację izolowanej od świata i stłoczonej na niewielkim terytorium palestyńskiej ludności oraz domagać się zakończenia blokady Strefy Gazy.

Blokadę Gazy próbowało przełamać w ciągu ostatnich ośmiu lat już ok. 20 statków w ramach Flotylli Wolności; ich rejsy były finansowane przez prywatnych donatorów z 14 krajów.

PAP

Czy nastąpi eskalacja konfliktu na Ukrainie?


Putin zapowiedział eskalację wojny domowej na Ukrainie,co wywołało panikę w Kijowie

Kategorie:

Źródło: 123rf.com

Wojna na Ukrainie wydaje się być obecnie konfliktem zamrożonym i wygasającym. Jednak może to być złudne i stan ten nie potrwa już długo. Sam Władimir Putin, po rozmowach z Donaldem Trumpem zasugerował, że wkrótce może dojść tam do eskalacji konfliktu na wschodzie kraju. Czy oznacza to, że Rosja szykuje ostateczne rozwiązanie kwestii wojny ukraińskiej? 

 

Ostatni szczyt USA – Rosja, który odbył się w Helsinkach, może się stać punktem zwrotnym w historii świata, w tym i Europy. Nadal nie wiadomo co tak właściwie ustalono, ale wiele wskazuje na to, że Trump i Putin doszli do porozumienia w jakichś ważnych kwestiach, a konflikt na Ukrainie jest w tej układance czymś marginalnym.

 

Chodzi głównie o Chiny i Iran. Jeśli Rosjanie zgodzili się wystąpić wspólnie przeciwko tym krajom, to niewątpliwie jest to zła wiadomość dla ludzi rządzących dzisiaj Ukraińcami. Zrozumiała jest ich panika, bo kończy się dla nich złoty okres.

 

W Helsinkach Putin bynajmniej nie usłyszał, że okupacja Krymu to coś nagannego. Nie usłyszał również wprost, że jest to akceptowane. Jednak brak ustosunkowania się konkretnie do tej kwestii, w języku dyplomacji oznacza milczącą zgodę na aktualny stan rzeczy.

 

Sytuacja na Ukrainie pozostaje bardzo skomplikowana. Zachodnia część kraju, wraz z obecnym ukraińskim rządem, wyznaje jako bohaterów, ukraińskich nazistów i nacjonalistów. Ludzie tam są dumni z tego, że wyrżnęli ponad 150 tysięcy swoich polskich sąsiadów.

 

Zbrodnia ta jest wielokrotnie bardziej straszna od tej jakiej Serbowie dopuścili się w Srebrenicy, podczas wojny w Bośni, po upadku Jugosławii. Mimo to, mało kto na świecie słyszał o bestialstwie Ukraińców. Nawet w Polsce, wiedza o tych mrocznych zbrodniach pozostaje czymś ekskluzywnym.

 

Nasze polskojęzyczne władze do tej pory tolerowały gloryfikację zbrodniarzy na Ukrainie i nie miały nic przeciwko temu, że miliony Ukraińców przekonywanych, że zabijanie Polaków jest czymś chwalebnym, zostały wpuszczone do Polski bez jakichkolwiek kontroli.

 

Czy zapowiadana przez Putina ewentualna eskalacja konfliktu ukraińskiego oznacza od razu, że problemy tego kraju wystąpią również w Polsce? Przy kilkumilionowej diasporze Ukraińskiej w Polsce wszystko jest możliwe. Ich masowe najście na Polskę rzeczywiście może przypominać sposób w jaki Rosjanie zajęli Krym.

 

W epoce wojen hybrydowych, jedyne co jest w tym przypadku inne to zastosowane „zielone ludziki”. Nie sposób powiedzieć kto ma rację. Ci, którzy twierdzą, że miliony Ukraińców w Polsce to coś wspaniałego i stają się oni Polakami, czy też ci, którzy uważają, że to ukraińska i niemiecka piąta kolumna i jak przyjdzie czas, na rozkaz znowu zrobią porządek z Lachami.

Adwokaci nie podzielają stanowiska MSZ w sprawie azylu dla Norweżki


Prawnicy rozjechali Czaputowicza. Sytuacja Norweżki Silje Garmo jest inna niż twierdzi MSZ

Silje Garmo wraz z córeczką / foto: Twitter
Silje Garmo wraz z córeczką / foto: Twitter

Decyzja MSZ o nie udzieleniu azylu Norweżce Silje Garmo jest niezasadna, a jej uzasadnienie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości – ocenili w poniedziałek prawnicy Instytutu Ordo Iuris, który reprezentuje Garmo. Zapowiedzieli złożenie wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy.

W ubiegłym tygodniu MSZ nie wyraziło zgody na udzielenie azylu Garmo oraz jej córce. Norweżka złożyła wniosek o azyl, bo obawiała się, że instytucje z jej rodzimego kraju odbiorą jej dziecko. Resort spraw zagranicznych uzasadnił, że na odmowną decyzję miała wpływ „zmieniona sytuacja prawna wnioskodawczyni”.

„Uzyskane informacje wskazują, że jej sprawa została w Norwegii zamknięta, odstąpiono też wobec niej od wszystkich zarzutów” – zaznaczył resort.

Mec. Maciej Kryczka z Instytutu Ordo Iuris ocenił na konferencji prasowej, że decyzja o nieprzyznaniu azylu Garmo jest niezasadna a jej uzasadnienie „nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości”.

„Silje nadal występuje w systemie informacji Schengen jako osoba zaginiona, jej paszport jest unieważniony” – uzasadnił.

Adw. Bartosz Lewandowski podkreślił, że decyzja MSZ zapadła pomimo „jednoznacznego stwierdzenia przez Urząd do spraw Cudzoziemców naruszenia prawa Silje Gramo i jej córki do ochrony życia prywatnego”.

„Pomimo oświadczenia strony norweskiej, że żadne postępowania nie toczą się w stosunku w stosunku do Silje Garmo, jej pełnomocnik na terenie Norwegii nic nie wie o jakichkolwiek zmianach, które zaszłyby w tej kwestii. Dlatego mamy podstawy przypuszczać, że minister spraw zagranicznych w sposób niedostateczny rozeznał materiał dowodowy” – dodał Lewandowski. Zapowiedział, że w tym tygodniu zostanie złożony wniosek do ministra spraw zagranicznych o ponowne rozpatrzenie sprawy.

Obecna na konferencji Norweżka przyznała, że jest zawiedziona decyzją MSZ. Wyraziła nadzieję, że polskie władze wsłuchają się nie tylko w jej głos, ale też opinii publicznej, która ją wspierała.

Garmo pod koniec sierpnia ub.r. poprosiła o azyl w Polsce, ponieważ – jak twierdziła – w Norwegii groziło jej odebranie dziecka przez norweski urząd ds. opieki nad dziećmi (Barnevernet). Urząd zainteresował się nią z powodu donosu, w którym stwierdzono, że nadużywa leków przeciwbólowych; następnie doszedł zarzut „chaotycznego stylu życia”, urząd stwierdził też, że kobieta cierpi na syndrom przewlekłego zmęczenia.

Kobiecie w ubiegłym roku odebrano starszą, 12-letnią córkę, wskutek zarzutów sformułowanych przez ojca dziewczynki. Młodsza córka Garmo urodziła się w 2017 r. i jeszcze przed narodzeniem była przedmiotem zainteresowania Barnevernet. Obawiając się utraty drugiego dziecka, Norweżka zdecydowała się opuścić swój rodzinny kraj i zamieszkać w Polsce.

31 sierpnia ub.r. Garmo złożyła wniosek o azyl. Uzasadniano go naruszeniem art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który mówi o prawie do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Ponadto, wskazano „na mechanizm stałego naruszania przez Norwegię międzynarodowych gwarancji w zakresie sprawiedliwego procesu i poszanowania dla życia rodzinnego, co przekłada się na bezpośrednie zagrożenie dla kobiety i jej córki w przypadku powrotu do Norwegii”.

Norweżkę reprezentował adw. Jerzy Kwaśniewski z Instytutu Ordo Iuris; o udzielenie jej azylu apelował Kukiz ’15.(PAP)

 

Nowoczesnej ściganie Redemptorystów


CHCĄ INFORMACJI NT. SAMOCHODÓW PRZEKAZANYCH O. RYDZYKOWI PRZEZ BEZDOMNEGO

Sekretarz Nowoczesnej Adam Szłapka zapowiedział w czwartek złożenie do Warszawskiej Prowincji Redemptorystów wniosku o udostępnienie informacji publicznej nt. dwóch samochodów otrzymanych przez o. Tadeusza Rydzyka od bezdomnego.

O sprawie samochodów otrzymanych przez Tadeusza Rydzyka i jego współbraci zrobiło się głośno w styczniu 2018 r., po publikacji w internecie audycji z udziałem duchownego z 2016 r. O. Rydzyk powiedział wówczas w TV Trwam, że dostał dwa samochody. „Przyjechał bezdomny i dał nam dwa samochody. Pan Stanisław z Warszawy, niestety zmarł” – mówił o. Rydzyk.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie, ponieważ samochody nie zostały przekazane na rzecz Fundacji Lux Veritatis, której prezesem jest ojciec Tadeusz Rydzyk. Otrzymała je Warszawska Prowincja Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, czyli Redemptoryści. Prokuratura uznała, że darowizny na rzecz kościelnych osób prawnych na cele kultowo-apostolskie są zwolnione od podatku, a podmioty te w określonych przypadkach nie mają również obowiązku prowadzenia dokumentacji wymaganej przez przepisy o zobowiązaniach podatkowych.

„Mamy do czynienia z sytuacją zatrważającą. Są w Polsce instytucje, które mogą przyjąć dowolne pieniądze od kogokolwiek, nie muszą z tego powodu płacić podatku, co więcej nie muszą też tej sprawy w żaden sposób dokumentować” – ocenił Szłapka w czwartek na konferencji prasowej.

„Nowoczesna opowiada się za przejrzystością życia publicznego, za równym traktowaniem wszystkich uczestników życia publicznego” – oświadczył poseł Nowoczesnej.

Szłapka poinformował, że złoży w czwartek do Prowincji Warszawskiej Redemptorystów wniosek o udostępnienie informacji publicznej, dot. tego, kiedy Prowincja przyjęła darowiznę dwóch samochodów od bezdomnego, a także w jaki sposób były i są one wykorzystywane przez Prowincję.

Polityk Nowoczesnej chce także udostępnienia listy darowizn rzeczowych o wartości powyżej 5 tys. zł, które Prowincja przyjęła na cele kultowo-apostolskie w latach 2016-2017.

„Będziemy dalej drążyć ten temat i nie odpuścimy, bo nie jest rzeczą normalną, że osoba bezdomna przekazuje dwa samochody na rzecz kościoła” – podkreślił Szłapka.

Do czasu publikacji depeszy, dziennikarzowi PAP nie udało się uzyskać komentarza Warszawskiej Prowincji Redemptorystów.

PAP

Węgry powołały stanowisko Ministra d/s Zakarpacia


To zapewne nie jest rosyjską prowokacją


Jedynie prawda jest ciekawa


Skandal! Hieny cmentarne obrabowały groby polskich żołnierzy pod Lwowem

23.07.2018

1270kgrobyu
Skandal! Hieny cmentarne obrabowały groby polskich żołnierzy pod Lwowem

To raczej nie jest rosyjska prowokacja, przejaw nienawiści ze strony ukraińskich nacjonalistów tylko zwykła, ale jakże ordynarna bandycka grabież. Jak informuje „Nasz Dziennik” na lwowskich i podlwowskich cmentarzach rozkopywane i bezczeszczone są groby polskich żołnierzy.

Ofiarami grabieży padają głównie mogiły uczestników wojny obronnej 1939 roku. Łupem hien cmentarnych najczęściej stają się metalowe elementy munduru – guziki, orzełki, ryngrafy czy nieśmiertelniki.  Następnie „zdobycze” sprzedawane są na lwowskich targowiskach – najczęściej nieświadomym turystom z Polski, którzy kupują te rzeczy, jako pamiątki po polskiej obecności na tych ziemiach.

– W niektórych wsiach na Ukrainie jest po kilkudziesięciu tzw. czarnych archeologów. Po „odkryciu” mogiły informacja szybko się rozchodzi wśród szabrowników i po miesiącu jest ona „wyczyszczona” – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Leon Popek, naczelnik Wydziału Kresowego w Biurze Poszukiwań i Ekshumacji IPN.

Oprócz sfery naruszania sacrum sprawa jest bolesna jeszcze ze względów praktycznych. Rabunki niszczą miejsca zbrodni i często bardzo utrudniają identyfikację i ekshumacje ofiar.

Dlatego też, oprócz działań IPN, polskich mogił szukają również sami Polacy mieszkający we Lwowie. O znaleziskach od razu informują polskie służby, które starają się zabezpieczyć miejsce. Przyjmuje się, że w okolicznych lasach może spoczywać kilka, a nawet kilkanaście tysięcy polskich żołnierzy. Wielu miejsc spoczynku polskich żołnierzy, jak dotąd nie udało się odnaleźć i trzeba mieć nadzieję, że uda się je odnaleźć przed hienami.

Na temat powstańczej doli i niedoli


Stanisław Michalkiewicz

 

„Małą mądrością…”

Felieton    Portal Informacyjny „Magna Polonia” (www.magnapolonia.org)    1 sierpnia 2018

Szwedzki kanclerz Axel Gustafson Oxienstierna powiedział kiedyś swojemu synowi; „Czyż nie wiesz mój synu, jak mało potrzeba rozumu do rządzenia światem?

Warto zwrócić uwagę, że Oxienstierna sam był kanclerzem, więc o rządzeniu coś tam przecież musiał wiedzieć, ale nawet i bez niego możemy się o słuszności tego spostrzeżenia przekonać, rozglądając się dokoła.

Starożytni Rzymianie, co to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji mawiali: „si veritatis requiris circumspice”. Co prawda w oryginalnym brzmieniu sentencja ta brzmiała trochę inaczej i dotyczyła pomnika, ale przecież nie tylko za pomnikami możemy się rozglądać, ale za prawdą również.

Tym bardziej, że ostatnio prawda tak ściśle łączy się z pomnikami, że sprawia to wrażenie identyfikacji. Oto prezes Kaczyński przez ładnych parę lat rozhuśtywał emocjonalnie swoich wyznawców „dążeniem do prawdy” w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Rozhuśtywanie to przyniosło oczywiście efekty w postaci przekonania, jakie zapanowało wśród tak zwanych „szerokich mas”, że tę prawdę poznały i to na zasadzie wiedzy apriorycznej, niekiedy utożsamianej z objawieniem.

Tak właśnie określił swoją metodę poszukiwania prawdy pan dr Jan Tomasz Gross, awansowany z tej racji przez Sanhedryn na „historyka” i to od razu – „światowej sławy”.

Aliści kiedy emocje towarzyszące katastrofie smoleńskiej zaczęły się wypalać, pan prezes Kaczyński chwalebnie się w tym spostrzegł i ogłosił, że jak tylko na Placu Piłsudskiego stanie kolejny pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to „dążenie do prawdy” zostanie zakończone ostatecznym zwycięstwem.

Pomnik w kształcie schodów donikąd na Placu Piłsudskiego stanął, ale – powiedzmy sobie szczerze – prawdy o katastrofie smoleńskiej nadal nie znamy. Przykład ten świadczyłby tedy, że znak równości między pomnikami, a prawdą, ma charakter pozorny.

Więc kiedy tak rozglądamy się dokoła, to niezależnie od pomników, których buduje się jakby coraz więcej, dostrzegamy coraz więcej absurdów i nonsensów, które świadczą, że rzeczywiście do rządzenia światem wcale nie potrzeba wielkiego, a nawet żadnego rozumu.

Co więcej – im mniej rozumu ma taki jeden z drugim Umiłowany Przywódca, z tym większą pewnością siebie rządzi. Zwrócił na to uwagę XVII wieczny francuski aforysta, Franciszek ks. De La Rochefoucauld, pisząc, że „nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu.

O trafności tergo spostrzeżenia możemy przekonać się na przykładzie pana red. Tomasza Lisa. Czy jest on zadowolony ze swojej fortuny – tego nie wiem, bo on mi się nie zwierza, chociaż z różnych publikacji można przypuszczać, że sporo sobie uzbierał.

Niech mu tam będzie na zdrowie tym bardziej, że sprawia on też wrażenie zadowolonego ze swego rozumu, jak mało kto. Objawia się to między innymi w skłonności do wydawania rozmaitych kategorycznych opinii. I taką właśnie opinię wydał o mistrzu świata w boksie Michale Tysonie, który wystąpił w nagraniu z bardzo sympatyczną wypowiedzią na temat Powstania Warszawskiego.

Pan red. Tomasz Lis dał w związku z tym wyraz swemu oburzeniu, przypominając rozmaite grzechy Michała Tysona i sugerując, że taki grzesznik nie ma prawa wypowiadać się na temat tego Powstania.

Pomijając już to, że i panu red. Tomaszowi Lisowi można by niejeden grzech wytknąć i zademonstrować, to opinia, jakoby grzesznik nie miał prawa wypowiadać się na temat Powstania Warszawskiego wydaje się wyjątkowo głupia, podobnie zresztą, jak wiele innych opinii wygłaszanych przez pana red. Tomasza Lisa.

Przecież nawet największy grzesznik może powiedzieć prawdę i to nie tylko w sprawach prostych, na przykład krzesło nazywając krzesłem, ale i w bardziej skomplikowanych. Pan red. Tomasz Lis prawdopodobnie tego nie wie, bo i skąd miałby takie rzeczy wiedzieć? – ale w pierwszych wiekach chrześcijaństwa rozgorzał na ten temat spór między tzw. „donatystami” i „antydonatystami”.

Tło tego sporu nazwalibyśmy dzisiaj „lustracyjnym”, więc być może ta okoliczność wzbudza w panu red. Tomaszu Lisie instynktowną niechęć, co niestety owocuje głupimi opiniami. Chodziło to tzw. „tradytorów”, to jest duchownych, którzy w czasie ostatnich wielkich prześladowań za cesarza Dioklecjana, pod groźbą tortur, albo i na torturach, wydawali rzymskim bezpieczniakom egzemplarze Nowego Testamentu.

Na tle incydentu związanego z wyświęceniem nowego biskupa w Północnej Afryce pojawiła się kwestia, czy ci tradytorowie mogą sprawować sakramenty. Donatyści twierdzili, że nie, a antydonatyści – że mogą. Spór ten rozstrzygnął ostatecznie św. Augustyn mówiąc, że kondycja moralna kapłana nie ma wpływu na ważność sprawowanych przez niego sakramentów.

Skoro tedy nawet konfidenci SB, czy WSI mogą sprawować Eucharystię i spowiadać (inna sprawa, że spowiedź u konfidenta siłą rzeczy musi być obarczona ogromnym ryzykiem), to cóż tu mówić o zdolności Michała Tysona do wypowiadania się, nawiasem mówiąc, bardzo życzliwego, o Powstaniu Warszawskim? Znajomy francuski pisarz i dziennikarz Guy Sorman mówił mi kiedyś, że nigdy nie należy lekceważyć potęgi ignorancji. Przekonałem się o tym wielokrotnie, również i teraz, bo pan red. Tomasz Lis uchodzi za osobę bardzo w Polsce dzisiejszej wpływową.

Ale merytoryczna strona zagadnienia to jedno, a praktyczna, to rzecz druga. Otóż cokolwiek by nie powiedzieć o Michale Tysonie, jest on postacią znacznie bardziej znaną w świecie, niż pan red. Tomasz Lis. Być może powinno być odwrotnie, ale tak się składa, że nie jest.

Gdyby, dajmy na to, ktoś nawet zmusił pana red. Tomasza Lisa to wykrztuszenia z siebie paru życzliwych słów na temat Powstania Warszawskiego, to świat nie przyjmie tego do wiadomości choćby z tego powodu, że nie ma pojęcia o istnieniu pana red. Tomasza Lisa.

Wypowiedź Michała Tysona z pewnością zauważy i kto wie, czy nie przyjmie jej do wiadomości, zwłaszcza w sytuacji, gdy nic na ten temat dotychczas nie wiedział? Poważne państwa bardzo się o takie rzeczy starają i nawet nie szczędzą na to grosza, podczas kiedy rząd „dobrej zmiany” akurat wyfutrował ciężkimi milionami jakichś filutów z Polskiej Fundacji Narodowej, która ma „promować Polskę” wśród rekinów i wielorybów.

Tym bardziej dziwię się PT Powstańcom Warszawskim, którym nie spodobało się, że Michał Tyson założył na rękę AK-owską opaskę powstańczą, przez co podobno ją „sprofanował”? Czyżby powstańcy woleli, żeby – mówiąc o Powstaniu Warszawskim – założył opaskę z Gwiazdą Dawida, albo z sierpem i młotem?

Trudno to zrozumieć, podobnie jak pomysł, by wszystkim powstańcom warszawskim przyznać ordery Virtuti Militari. Przecież taki gest byłby obelgą wobec tych, którzy na ten order musieli napocić się krwią!

I tak już to polskie odznaczenie zostało sprofanowane przez Edwarda Gierka, który 21 lipca 1974 roku przyznał Krzyż Wielki Orderu Virtuti Militari Leonidowi Breżniewowi, który nawet w Armii Czerwonej nie był żadnym wyższym dowódcą (a Krzyż Wielki przyznaje się Naczelnemu Wodzowi za wygraną wojnę), co zresztą w 1990 roku trzeba było „uchylić”.

Nadawanie orderu przyznawanego za osobistą odwagę w boju każdemu, kto w takim boju tylko brał udział, przyczynia się do inflacji takiego odznaczenia. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, Virtuti Militari może być nadawany w zasadzie podczas wojny, ewentualnie w okresie 5 lat po jej zakończeniu. Wprawdzie był precedens polegający na przyznaniu w 1921 roku orderu Virtuti Militari uczestnikom Powstania Styczniowego, ale tylko 59 weteranom spośród 3600 jeszcze żyjących – więc nie miało to charakteru ani masowego, ani automatycznego. Kto zatem dzisiaj podpuszcza powstańców warszawskich do takich protestów i do wysuwania takich pomysłów?

 

Stanisław Michalkiewicz

%d blogerów lubi to: