Lewica laicka jeży się na niego


Top bar

Mordowali nas wszyscy. Nasz naród przeszedł przez piekło / Stefan Truszczyński, Andrzej Pityński, „Kurier WNET” 49/2018

„Partyzanci” (Boston) | Fot. archiwum A. Pityńskiego

Dla mnie kompozycja jest bardzo czysta. Niektórzy mówią, że makabryczna. Makabryczna była zbrodnia katyńska. Pomnik jest czysty – w kompozycji, w proporcjach. To jest symbol paktu Ribbentrop–Mołotow.

Stefan Truszczyński
Andrzej Pityński

Lewica laicka jeży się na mnie

Rozmowę z profesorem Andrzejem Pityńskim, twórcą Pomnika Katyńskiego w Jersey City, prowadzi Stefan Truszczyński.

Mamy za sobą bardzo nieprzyjemne przeżycia związane ze swoistym zamachem burmistrza Jersey City na niesłychanie dla nas ważny Pomnik Katyński. Szczęśliwie napastnicy trochę się zreflektowali. Przypomnijmy historię budowy pomnika. Jak to się wszystko zaczęło? Który to był rok? Samą koncepcję, pracę w Johnson Institute, gdzie pomnik powstał. Czy moglibyśmy dowiedzieć się u źródła, od autora, od mistrza, nagrodzonego przecież Orłem Białym przez prezydenta Dudę, jak to się zaczęło?

Najpierw zawiązał się komitet budowy, który otrzymał od miasta Jersey City miejsce na Pomnik Katyński. W tym samym czasie istniał drugi komitet, w samym Nowym Jorku. Był tam taki jeden facet, który wydawał jakąś prasę i współpracował z PRL-owskim rządem. Zbierał pieniądze na Pomnik Katyński i ludzie wysyłali mu pieniążki, a on pisał o nich w tej swojej prasie i w ten sposób dawał wiadomość do władz polskich w PRL-u, kto budowę pomnika popiera. W pewnym momencie ludzie się zorientowali i stworzyli nowy komitet w New Jersey, na którego czele stanął pan Krzysztof Nowak, wtedy młody jeszcze adwokat, bo to było trzydzieści lat temu.

Ale najgłówniejszym motorem, który pchał całą sprawę, był pan Stanisław Paszur, który był na Syberii do pięćdziesiątego dziewiątego roku. Ojciec jego z armią Andersa przeszedł cały szlak bojowy II Korpusu i wylądował w końcu tu, w Stanach Zjednoczonych. Potem ściągnął syna. I Stasiu Paszur chodził od kościoła do kościoła i zbierał pieniądze. Organizacje polonijne wtedy nas nie popierały. Współpracowały z PRL-em. Komitet zwrócił się do mnie. Miejsce już mieli. Wykonałem makietę pomnika, którą przedstawili władzom miasta New Jersey City. Burmistrzem był wspaniały facet włoskiego pochodzenia, nazwiskiem Cucci. On właśnie nam to miejsce dał. W momencie, gdy dostaliśmy miejsce, zbiórka szła jeszcze bardzo powoli. Ale z miejsca zrobiliśmy fundament. W momencie, gdy ludzie zorientowali się, że fundament został zrobiony i poświęcony, wówczas zaczęli naprawdę nam bardzo pomagać. W ciągu sześciu lat pomnik stanął. Był realizowany etapami. W dziewięćdziesiątym pierwszym roku został odsłonięty – ta główna kompozycja oficera przebitego bagnetem. Wcześniej – w dziewięćdziesiątym roku – został odsłonięty cokół z urną. W 1992 roku umieściliśmy na cokole płaskorzeźbę „Syberia”, przedstawiającą matkę z dziećmi idącą na Sybir. Potem, po ataku na World Trade Center, powstała płaskorzeźba Madonny. Madonny Nowego Jorku, która trzyma wieżowce w płomieniach. O tyle to ciekawe, że na tej płaskorzeźbie znajduje się wizerunek właśnie Pomnika Katyńskiego i horyzont z Manhattanem. Tak więc, gdy patrzy się w przestrzeń – na Manhattan – ma się przed sobą właśnie wizerunek przedstawiony na mojej płaskorzeźbie. To właśnie idealnie pokazuje, gdzie stały te dwa najwyższe budynki World Trade Center.

Kompozycja, ten pomnik, została zaprojektowana specjalnie na to miejsce. Najpierw dostaliśmy miejsce i wówczas zrobiłem pierwszą makietę. Początkowo chciałem zrobić olbrzymi krzyż na trzydzieści metrów z czarnego granitu, ale przestraszono się tego. Wówczas skoncentrowałem się na kompozycji tego oficera polskiego, no i na płaskorzeźbie „Syberia”.

Twórca Pomnika Katyńskiego Andrzej Pityński obok swojego dzieła. Fot. ze zbiorów A. Pityńskiego

Teraz mamy inny problem. Trzydzieści lat minęło, zmieniły się władze New Jersey City, sprawa jest w sądzie. Tak to teraz wygląda.

Wróćmy jeszcze do koncepcji. Jak powstała koncepcja oficera przebitego bagnetem?

Pomysł powstał, gdy zawiązał się komitet. Jak mówiłem, na czele stanął mecenas Nowak. Jego zastępcą został pan Płoński, amerykański weteran, i jeszcze kilkanaście osób – pan Rutkowski, skarbnik, bohater spod Monte Cassino i jego żona, która dała 30 tysięcy dolarów, swoje oszczędności, na obłożenie pomnika granitowymi schodami; ksiądz Zubik, pan Morawski. Gdy zwrócili się do mnie, z miejsca wykonałem trójwymiarową makietę pomnika i odlałem ją w brązie. To był żołnierz, młody oficer polski, zakneblowany, związany, przebity od tyłu sowieckim bagnetem. Ta postać pokazuje prawdę historyczną. Bo oficerowie polscy byli mordowani strzałem w tył głowy, ale potem dobijani sowieckim bagnetem. W książce gen. Władysława Andersa Bez ostatniego rozdziału jest dokładnie opisane, jak byli mordowali, jak kneblowani.

Dla mnie kompozycja jest bardzo czysta. Niektórzy mówią, że makabryczna. Makabryczna była zbrodnia katyńska, a pomnik jest czysty – w kompozycji, w proporcjach. To jest symbol paktu Ribbentrop–Mołotow, podania sobie łap dwóch zbrodniarzy, Hitlera i Stalina, żeby zniszczyć naród polski.

Druga wojna światowa w historii naszego narodu jest najbardziej tragiczna, bo mordowali nas wszyscy. Mordowali nas od wschodu do zachodu, od południa do północy. Niemcy, Gestapo, Rosjanie, Armia Czerwona, NKWD w gułagach. Nawet Litwini nas mordowali w Ponarach, nawet nasi południowi Słowacy się dołożyli. Potem przyszedł nowy okupant, przyszła żydokomuna – UB. Przecież Stalin tylko im wierzył. Nawet polskim komunistom nie wierzył.

Berman, Światło. To była maszyna zbrodni. Oni byli jeszcze gorsi od Niemców. No i rzeź wołyńska. Ukraińcy także się dołożyli. Byłeś Polakiem, to byłeś skazany na śmierć. Tylko dlatego, że byłeś Polakiem i że byłeś katolikiem. Zdradzili nas w Jałcie, zamordowali Sikorskiego. I historia się powtarza. Teraz Smoleńsk…

To jest nie do wiary. Ten biedny naród! Ci ludzie, którzy przeszli przez piekło. Wszyscy nas mordowali. I dzisiaj: ci politycy z PO to są przecież zdrajcy. Jak to może być, że oni jeszcze w ogóle chodzą po tej świętej polskiej ziemi?! To jest niesamowite. I ta „Gazeta Wyborcza”, która zawsze mnie szarpie. Zawsze mnie atakuje również „Polityka”. To jest rak na sercu narodu polskiego. No ile można, ile można? I teraz, tutaj, w Nowym Jorku.

Poznaliśmy się w dziewięćdziesiątym pierwszym roku. Potem woziłeś mnie po Ameryce i widziałem Twoje pomniki. Ale jeszcze poproszę o szczegóły techniczne Pomnika Katyńskiego. Jakie są jego wymiary i ciężar? Był zrobiony w Johnson Institute?

Tak, w Johnson Institute. To jest czternaście metrów. Sama postać żołnierza waży siedem ton. Tam są jeszcze te wszystkie płaskorzeźby, a cokół ma cztery metry. To jest lity granit, olbrzymi ciężar. Stoi na fundamencie w kształcie stopni, schodów. Nasuwa się skojarzenie. Bo teraz w Warszawie odsłonili… schody jako Pomnik Smoleński. To jest przecież tragedia.

No właśnie, ludzie krytykują. Możemy to zmienić, uzupełnić. Ale przypomnijmy pomniki profesora Andrzeja Pityńskiego.

Jest ich trochę: w Bostonie „Partyzanci”, olbrzymi pomnik; w Baltimore, amerykańskiej Częstochowie – ksiądz Popiełuszko. Są następne kompozycje monumentalne – „Światowit” na czterdzieści metrów, w brązie odlany na wosk tracony. To jest jedyny taki, najwyższy pomnik odlany na wosk tracony, został odlany w Tajlandii. Są „Partyzanci” numer dwa, „Patriota” w Stalowej Woli, „Armia Błękitna” w Warszawie. Wiele popiersi; jest generał Anders w amerykańskiej Częstochowie, drugi jest pod Monte Cassino. A trzecia rzeźba znajduje się w Muzeum Wojska Polskiego. Dwa pomniki papieża, jeden w Ulanowie na środku rynku. To był pierwszy pomnik w Polsce; zrobiłem go nielegalnie. Kolejny jest w New York City, w samym Nowym Jorku. Jest pomnik Wołyniaka, który podarowałem do Kuryłówki koło Leżajska, no i są monumentalne płaskorzeźby. W Ulanowie jest „Tarcza Honoru”. W Tarnobrzegu – pomnik Tarnowskiego. Jest tego trochę… Madame Curie znajduje się w Bayonne. Realizuję różne zamówienia, jestem bardzo zajęty.

Jeszcze tylko wspomnę „Tarczę Honoru” w Ulanowie w Urzędzie Miasta. Powstała w związku z zamordowaniem 2500 Żydów w Ulanowie we wrześniu 1939 roku. Bo rodzina Pityńskich pochodzi z Ulanowa. To wspaniałe miasteczko w widłach rzek, które słynie z flisaków. „Partyzanci” w Bostonie to na pamiątkę ojca? Też partyzanta z II wojny światowej, aresztowanego za Solidarność jeszcze po 13 grudnia 1981 roku, mimo że miał wówczas ponad 80 lat.

Tak, mój ojciec i moja mama, i mojej matki brat – byli najpierw w AK, potem w NZW – Narodowym Związku Wojskowym. Ojciec się ujawnił w czterdziestym siódmym roku. Mama się nigdy nie ujawniła. A matki brat, Michał Krupa, to już legenda, ukrywał się do pięćdziesiątego dziewiątego roku. W Kulnie go dopadli. Ja miałem też przejścia, najgorszy był czas stalinowski. Szaleli wtedy. Szukali chłopaków, którzy byli w lesie, tych żołnierzy wyklętych, i to się odbiło również na mnie. Rewizje, podsłuchy. W szkole także miałem problemy jako „dziecko bandytów”. Po ogólniaku chciałem iść do marynarki wojennej, oczywiście mnie nie przyjęli. Znowu te papiery po rodzicach. Potem zrobili prowokację, sądzili mnie na środku rynku z ojcem. Wkroczyłem do akcji, kilku ormowców pobiłem. To był pierwszy sąd pokazowy w Ulanowie. Zgonili wszystkich. Bandyci siedzieli za stołem, za czerwoną szmatą, a mnie przyprowadzili, jak bandytę, pod strażą milicjanta z psem i pepeszą. Taki właśnie był czas. Potem już wiedziałem, że moje miejsce nie jest w Polsce, musiałem stamtąd jakoś uciekać. Uciekłem do Krakowa, stracili kontakt ze mną, to całe UB. Potem dostałem się na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Połapali się dopiero na trzecim roku, wtedy dopiero UB do mnie przyszło. Ale uciekłem, a oni zgubili ślad po mnie.

Trzynastego grudnia aresztowanie ojca.

Tak, no tak. Przyjechali, zabrali. Mieli go cały czas na celowniku. Bo to prawda, że bali się go. Pewnego razu pod kościołem komentowali stan wojenny, a ojciec powiedział, że jak coś się ruszy, to pół Ulanowa uzbroi. Przyjechali, zabrali i posadzili go. Ja wtedy pracowałem nad pomnikiem Żołnierzy Wyklętych, no i zrobiłem „Partyzantów”. Był konkurs w Johnson Atelier. Chcieli coś postawić przed budynkiem. Ja w tym konkursie właściwie nie brałem udziału, ale zacząłem tam pracować. To był siedemdziesiąty dziewiąty rok. Miałem tę kompozycję i jurorzy „nadziali” się na lance tych moich partyzantów. To była makieta. Bardzo im się to spodobało. Zlecili mi, żebym robił pomnik, choć nie wiedzieli, co to są partyzanci, jeźdźcy. Wydawali się abstrakcyjni, taka rzeźba formistyczna, ekspresyjna.

W pewnym momencie miałem dylemat, co robić. Czy iść tylko na kompozycję i zrobić jakąś tam ozdobną rzeźbę, czy zrobić właśnie partyzantów. I zrobiłem partyzantów. Chłopaków sponiewieranych, na koniach, jak duchy błądzące po lasach, takich desperatów. Wtedy zorientowali się, że to jest coś głębszego, że jest podtekst.

Trzeba było wybrać spośród trzech miast. Było Chicago, był właśnie Boston i Nowy Jork. Boston był najlepszym miejscem. Tam w historycznym miejscu padły pierwsze strzały do Anglików i zaczęła się zawierucha, rewolucja. No i tam umieścili pomnik na trzy miesiące, a stoi do dzisiaj. Tylko że zmieniają mi miejsce tego pomnika od czasu do czasu.

Bo jak przyjdzie nowy burmistrz i ma swoich ludzi, to najczęściej ci z lewicy laickiej jeżą się na mnie. Uważają, i słusznie, że pokazuję zbrodnie komunistyczne, trockistowskie i marksistowskie na narodzie polskim.

Tego się boją. Najlepszy dowód jest teraz z Pomnikiem Katyńskim. Pomnik stał trzydzieści lat, ludzie przychodzili, czcili różne rocznice. Było spokojnie. W pewnym momencie burmistrz Jersey City dogadał się z jakimś deweloperem. W grę wchodzi duża suma pieniędzy. No i pomnik im zawadza. Bo chcieliby zrobić lunapark, wesołe miasteczko. Różne bzdury opowiadają, a przecież ten pomnik wpisuje się w pomniki właśnie Holocaustu, których jest tysiące.

No właśnie, teraz przejdźmy do ostatniej monumentalnej rzeźby, która jest ciągle w magazynach odlewów.

Mam problem z Pomnikiem Wołyńskim – to jest bardzo ważna i aktualna sprawa. Został zrobiony w Gliwicach. Jest gotowy. Miał stanąć w Jeleniej Górze, potem miał być u ojca Rydzyka. Co się z nim dzieje? Gdzie w końcu stanie ten ważny pomnik?

Historia tego pomnika jest podobna do historii pomnika w Katyniu. Dziesiątki lat ukrywano tę zbrodnię. Nie wolno było o niej mówić „wołyńska”.

Ci politycy, z którymi się spotkałem, to są tchórze. To ludzie, którzy się boją własnego cienia. Bo jak to? Jesteśmy niby w nowej Polsce. Ale mimo wszystko tego pomnika nie można jeszcze postawić?

Pierwszą moją ideą było postawić pomnik o zbrodni wołyńskiej w Rzeszowie. Bo to stolica Podkarpacia. Kiedyś to było województwo lwowskie. I tam ten pomnik powinien być. Ale mają tam burmistrza, jakiego mają… czerwonego. No i bruździ; jak może, tak przeszkadza. Byłem u niego kilka lat temu. Ale on ma co innego w głowie. Chce, żeby mu robić jakieś wesołe pomniki. Pomniki Mickey Mouse.

Naprawdę?

Żeby ludzie się cieszyli. A przecież to, co się wyprawiało na Wołyniu, to była największa zbrodnia, tragedia, mordowali dzieci… Oni mordowali, torturowali. Jak można do tego dopuścić, ażeby nie wolno było o tym mówić? To wstyd! Dla tych polityków ja mam pogardę.

Była szansa postawić ten pomnik w Stalowej Woli, gdzie prezydentem jest Nadbereżny. Ale on się także przestraszył. Potem była Jelenia Góra. Skontaktowali się ze mną ludzie z Jeleniej i dalej próbują walczyć o pomnik. Mają już wybrane miejsce. Pewna starsza pani dała miejsce pod ten pomnik tuż przy wjeździe do miasta. Ale burmistrz i jego żona-pseudoartystka blokują. Mogliby przynajmniej nie przeszkadzać, a oni blokują.

dziemy jeszcze do tego wracać i pilotować tę sprawę.

Dobrze, ale czekaj jeszcze. Była szansa postawić pomnik u ojca Rydzyka. To wspaniały dyrektor, wspaniały Polak, wspaniały ksiądz, który ma swoją wizję. To jest jedyny facet, z którym można było coś zrobić i robiliśmy. I co się okazało? Okazało się, że i on jest zablokowany. Był przedtem w Toruniu bardzo dobry biskup. Ale teraz dali młodego biskupa – ma jakieś czterdzieści lat – który może się nie orientuje. No, nie zgadza się. Biskupi ukraińscy, którzy mają na niego wpływ, zrobili kampanię i zablokowali ojca Rydzyka. A pomnik powinien właśnie tam stać, bo wybrane zostało piękne miejsce.

Miał stanąć w parku pamiątek patriotycznych.

Ale co z tego, jak hierarchia biskupia się w to wmieszała. Mnie ręce opadają. Jestem katolikiem, jestem chrześcijaninem… ale tu w grę wchodzi polityka przeciwko narodowi polskiemu. Przecież oni sami sobie gardła podrzynają, to jest nie do opisania. Ja nawet nie chcę o tym myśleć. W końcu dojdzie do tego, że zabiorę ten pomnik do Ameryki i koniec. I będzie śmiech na cały świat.

Wywiad Stefana Truszczyńskiego z twórcą Pomnika Katyńskiego w New Jersey, prof. Andrzejem Pityńskim, pt. „Lewica laicka jeży się na mnie”, znajduje się na s. 7 lipcowego „Kuriera WNET” nr 49/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Wywiad Stefana Truszczyńskiego z twórcą Pomnika Katyńskiego w Jersey City, prof. Andrzejem Pityńskim, pt. „Lewica laicka jeży się na mnie”, na s. 7 lipcowego „Kuriera WNET” nr 49/2018, wnet.webbook.pl

O ciężarze gatunkowym nadchodzących czasów


Stanisław Michalkiewicz

 

Czastuszki praworządne i reparacyjne  

 Portal Informacyjny „Magna Polonia” (www.magnapolonia.org)    31 lipca 2018

Nadchodzą ciężkie czasy. Dzisiaj jeszcze tego nie widać, bo rządowa telewizja codziennie odkrywa jakiś nowy sukces, podczas gdy telewizje nierządne, w większości założone przy udziale starych kiejkutów i pieniędzy ukradzionych z FOZZ, zaabsorbowane są walką o „wolne sądy” – z czego wielu pożytecznych, a także szkodliwych idiotów (bo skoro są idioci pożyteczni, to a contrario, muszą być również i szkodliwi) wyciąga wniosek, że byle tylko pani Małgorzata Gersdorf jakoś dotrwała na stanowisku I Prezesa Sądu Najwyższego do kwietnia 2020 roku i dozbierała sobie jeszcze trochę do alimentów uciułanych na sławnej niezawisłości – a Polska znowu będzie rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej, czyli – jak za Gierka – zwłaszcza gdyby jeszcze do władzy powrócił Donald Tusk.

Pan profesor Zajadło, który z racji swego zacietrzewienia powinien nazywać się „Zajadły”, nawołuje do pisania donosów do niemieckiego owczarka Franciszka Timmermansa, co jest bardzo podobne do obyczaju dość powszechnego w Związku Sowieckim za czasów Józefa Stalina.

Obyczaj pisania listów do Stalina został nawet uwieczniony w słynnych „czastuszkach”, kiedy to panienka przechwala się: „ja w kołchozie urodiłas’ i w kołchozie moja mat’, ja w kołchozie nauczyłaś pisma k’Stalinu pisat’; hej hej Dunia ma, Dunia diewuszka maja!

Kto wie, czy za sprawą pana prof. Zajadły obyczaj ten nie odżyje, a jakiś poeta nie uwieczni go na przykład w utworze disco-polo? Na przykład: „Po Warszawie reżym hula, pije i zakansza. Nie ma rady, trzeba wysłać list do Timmermansa. Hej, hej Dunia ma, Dunia diewuszka maja!

W ten sposób nowoczesność łączyłaby się z tradycją, co mogłoby przypomnieć panu prof. Zajadle młode lata, aż łzami wzruszenia skropiłby własne kalesony. W ogóle te czastuszki byłyby dobre na każdą okazję i kiedy dzisiaj na przykład znowu odżywa sprawa Krymu, warto by przypomnieć stosowną czastuszkę: „W Kawkazie balsza gora, Siewastopol widno. Tam Kazak j…ł kazła, kak jemu nie stydno!

Taka czastuszka nie tylko ukazywałaby wspólnotę losów narodów kaukaskich z udręczonym Krymem, ale i przypominała o ukraińskiej suwerenności nad tym półwyspem, skoro kozłem zajmuje się tam nie jakiś kacap, tylko przecież „Kozak”. Podobnie czastuszkami można by ożywić i wzbogacić różne wspomnienia kombatanckie, zwłaszcza gdy chodzi o starszych i mądrzejszych.

Na przykład: A mój diadia był matros, razbił ch… parowoz, a mój toże nie kalieka, ubił ch… czeławieka”. W ten sposób, językiem wprawdzie cokolwiek dosadnym, wyeksponowane byłyby jednak słuszne treści w postaci ciosów zadawanych złym nazistom, a jednocześnie podkreślona zostałaby tężyzna fizyczna i wigor kombatantów. Gdyby więc płomienni szermierze w większym niż dotąd stopniu wykorzystali czastuszki, to walka o praworządność nabrałaby nieoczekiwanych rumieńców.

Rozgadałem się o tych czastuszkach, a tymczasem chodzi przecież o to, że idą ciężkie czasy. Jeśli nawet jeszcze tego nie widać, to przecież zapowiadane są one przez wymowne zwiastuny.

Oto prezydent Nowego Sącza wystąpił z PiS-u na wieść, że Biuro Polityczne tej partii poparło na to stanowisko kandydaturę pani Mularczykowej. Najwyraźniej państwo Mularczykowie uważają, że diety poselskie już wkrótce nie wystarczą, a w tej sytuacji trzeba przyssać się do Rzeczypospolitej jeszcze w jednym miejscu.

Skoro na nadejście ciężkich czasów przygotowują się politycy, którzy przecież coś tam muszą wiedzieć, to cóż dopiero mają myśleć zwykli obywatele? Oni przecież na żadne poselskie diety liczyć nie mogą, a w dodatku, niczym miecz Damoklesa, wiszą im nad głowami Żydzi ze swoimi „roszczeniami”.

Co tu ukrywać, dobrze to nie wygląda, zwłaszcza, że nieubłaganie zbliża się termin wyborów – najpierw samorządowych, a potem – parlamentarnych i prezydenckich. Euforia z powodu „500 plus” na długo może nie wystarczyć, katastrofa smoleńska już się wypaliła, w czym pan prezes Kaczyński chwalebnie się spostrzegł i po postawieniu na Placu Piłsudskiego pomnika w postaci schodów donikąd ogłosił ostateczne zwycięstwo – no a czym w takim razie rozhuśtywać emocjonalnie szerokie masy, żeby nie tylko głosowały, ale w dodatku – żeby głosowały prawidłowo?

Jak pamiętamy, jeszcze w połowie roku 2017 prezes Kaczyński wpadł na pomysł, by zażądać od Niemiec reparacji wojennych. To znaczy – nie tyle może „zażądać” – bo aż do tej pory żaden przedstawiciel rządu tego głupstwa nie zrobił – co ogłosić, że będziemy „dążyć” do uzyskania tych reparacji, podobnie jak wcześniej „dążyliśmy” do „prawdy” o Smoleńsku.

Nie bardzo jednak było wiadomo, jak tu „dążyć” – „a tymczasem na Newie cumował już krażownik Aurora” – jak śpiewał Maciej Zembaty w piosence o Anastazji Pietrownie („Anastazja Pietrowna, Anastazja, kto ty jesteś: Europa, czy Azja? Eti biełyje ruki, eti czornyje głaza, taki czorny, czto łutsze nie lzia” – a potem następował recitatiw: „na twarz Anastazji Pietrowny padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek – a tymczasem na Newie cumował już krążownik Aurora.

A potem krążownik Aurora wystrzelił – i od tej pory śpiewamy inne piosenki!”). Więc i teraz na Newie zacumował krążownik Aurora w postaci pana Jana Zbigniewa Potockiego, który uważa się za prezydenta Polski. Pan Jan Zbigniew Potocki, w dodatku używający hrabiowskiego tytułu, właśnie wygrał 850 mld dolarów tytułem reparacji wojennych od Niemiec przed Europejskim Sądem Polubownym, Sądem Arbitrażowym w Ciechanowie, działającym przy Regionalnym Klubie Biznesu w Opinogórze.

Ponieważ „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności”, prezes Jarosław Kaczyński najwyraźniej uznał, że trzeba wykonać jakiś gest („Smoła czarna jest i lepka. Kreda zasię – biała jest. Komu pęknie w głowie klepka, niech uczyni czarny gest” – zaleca w takich sytuacjach poeta), żeby pokazać, że PiS też „dąży”.

Tedy Wielce Czcigodny pan Arkadiusz Mularczyk ogłosił, że wystąpi z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego, żeby pozbawił Niemcy immunitetu państwa suwerennego. Jak Trybunał Konstytucyjny tego immunitetu Niemcy pozbawi, to każdy obywatel będzie mógł wystąpić przeciwko Niemcom do niezawisłego sądu i ten zasądzi mu stosowną rekompensatę, dzięki której będzie żył dostatniej, a w każdym razie podobnie, jak za Gierka.

Jestem pewien, że Trybunał Konstytucyjny pod dyrekcją pani Julii Przyłębskiej orzekłby zgodnie z wnioskiem, kto wie, czy nie w podskokach. Wtedy każdy obywatel mógłby poprosić Wielce Czcigodnego pana Arkadiusza Mularczyka, który zdążył już zyskać reputację eksperta od reparacji, żeby przed niezawisłym sądem poprowadził również jego sprawę.

Wielce Czcigodny w cywilu jest adwokatem, więc chyba nawet by nie mógł nie zainkasować stosownego honorarium. Ponieważ tylko patrzeć, jak rządowa telewizja roztoczy przed nami perspektywę tych 850 miliardów dolarów, to nie ulega wątpliwości, że kancelaria Wielce Czcigodnego zostanie zawalona sprawami reparacji, z czego będzie można żyć aż do śmierci, a nawet i dłużej.

Niestety na tym świecie nie ma rzeczy doskonałych, więc i tutaj jest pewien point faible. Rzecz w tym, że immunitet państwa suwerennego wynika z prawa międzynarodowego, opierając się na spostrzeżeniu starożytnych Rzymian, co to każde spostrzeżenie zaraz ubierali w postać pełnej mądrości sentencji. Na tę okoliczność też sprokurowali sentencję w następującym brzmieniu: „par in parem non habet imperium”, co się wykłada, że równy nie ma władzy nad równym.

Ta równość w stosunkach międzynarodowych wynika z zasady suwerenności państwowej, która sprowadza się do tego, że państwo robi tylko to, co samo chce. Tedy pomysł uchylenia Republice Federalnej Niemiec immunitetu przez Trybunał Konstytucyjny w Warszawie wydaje się, najdelikatniej mówiąc, oryginalny, a nawet osobliwy, zwłaszcza gdy pamiętamy, że po grecku „osobliwy” znaczy: idiotropos.

Warto przy tej okazji dodać, że Polska też skorzystała z immunitetu państwa suwerennego przez sądem w USA, do którego wystąpili Żydzi w ramach „roszczeń”. Gdyby zatem Trybunał Konstytucyjny w Warszawie na polecenie prezesa Kaczyńskiego wydał orzeczenie o uchyleniu Niemcom immunitetu, to na Niemczech może nie zrobiłoby to specjalnego wrażenia, natomiast dla Żydów mógłby to być prawdziwy dar Niebios. Czyż w takim razie nie nadchodzą ciężkie czasy?

 

Stanisław Michalkiewicz

Jonny*ego wizja praworządnej Polski


REKLAMA / Advertisement

W Polsce obowiązuje żydowskie prawo? Tak uważa Jonny Daniels, przyjaciel „dobrej zmiany” [WIDEO]

1215

Jonny Daniels bryluje wśród „dobrej zmiany”. Ten żydowski lobbysta, który odwiedził nie tylko ojca Rydzyka, ale gościł go prezydent, premier, a nawet sam Naczelnik, ma bardzo dużo do powiedzenia na polskie tematy.

Kim jest i jaką rolę pełni w Polsce do końca nikt nie jest w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Nawet organizacje żydowskie w Polsce. Ale jak widać ma dużo do powiedzenie skoro od wielu już miesięcy wypowiada się w polskich mediach. Mimo tego, że z Polską nic go nie łączy. Jak podaje pro-PiSowska niezalezna.pl, Daniels „urodził się w Londynie, wyemigrował do Izraela, tam służył w jednostce spadochroniarzy Sił Obronnych Izraela. Skończył w randze sierżanta. Z wojska trafił do Knesetu, był szefem sztabu wicemarszałka i doradcą wiceministra obrony i ambasadora Izraela w USA”.

Daniels jednak wyraźnie reprezentuje interesy swojego narodu i państwa. Udając przyjaciela Polski, wypowiada się na różne tematy w sposób arbitralny. Ba, jest w stanie podważyć nawet suwerenność polskiego państwa, uznając, że prawo żydowskie stoi wyżej niż prawo stanowione przez Polaków.

Tak właśnie wynika z jego wypowiedzi na temat wznowienia prac badawczych i ekshumacyjnych w Jedwabnem. O wznowienie śledztwa w celu wyjaśnienia co tak naprawdę zaszło w Jedwabnem i ile było faktycznie ofiar tej zbrodni, apeluje dr Ewa Kurek. W roku 2016 rozpoczęła zbiórkę podpisów pod projektem ustawy nakazującej wznowienie ekshumacji Żydów zamordowanych w Jedwabnem. W rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim” dr Kurek tłumaczyła:

– Na pewno ekshumacja zakończy wreszcie ciągnące się już kilkanaście lat wymyślanki polskich i żydowskich dziennikarzy, polityków i urzędników na temat Jedwabnego, których dość mają zarówno mieszkańcy tego białostockiego miasteczka jak i większość Polaków oraz polskich Żydów.

Dziennik Wschodni o sprawę ewentualnej ekshumacji zapytał również Jonny’ego Danielsa, jako prezesa fundacji From The Depths, która zajmuje się budowaniem relacji pomiędzy Polakami i Żydami. Ten odpowiedział:

– Nawet jeśli pod tą inicjatywą podpisze się 40 milionów osób, ekshumacja w Jedwabnem nie odbędzie się. To jest sprzeczne z prawem żydowskim, żydowskie dusze wystarczająco już cierpiały i nie ma potrzeby, żeby cierpiały ponownie. Ponowna ekshumacja w Jedwabnem zniszczyłaby wszelkie relacje pomiędzy Polska a międzynarodową społecznością Żydów. Ta poszukująca medialnej kariery pani doktor rujnuje międzynarodowy wizerunek Polski i godzi w dobre imię jego świątobliwości Jana Pawła II, którego imię nosi uniwersytet, który ukończyła.

Głos 40 milionów Polaków nie ma więc, dla człowieka, który deklaruje budowanie dobrych relacji pomiędzy Polakami i Żydami, żadnego znaczenia. Tak właśnie traktuję Polskę i Polaków przyjaciel „dobrej zmiany”.

O tej skandalicznej wypowiedzi przypomniała wczoraj dr Ewa Kurek w rozmowie z Marcinem Rolą. Dr Kurek przypomniała również, że do tej pory żaden zbrodniarz żydowski nie został ukarany za zbrodnie na Żydach.

Dr Ewa Kurek w rozmowie z Marcinem Rolą

Źródło: Dziennik Wschodni

Zdjęcie: Facebook/Jonny Daniels

Istniała Polska awansu społecznego dla biednych i degradacji dla bogatych


Polska awansu społecznego

Polska awansu społecznego

Trzeba powoli przywracać prawdziwą historię i skomplikowane polskie losy

Prof. Ludwik Stomma – antropolog kultury, pisarz, publicysta. Zanim w 1981 r. wyemigrował do Francji, gdzie w 1983 r. został profesorem Sorbony, był wykładowcą na UW, UJ i KUL, pracował również w Instytucie Sztuki PAN. Jest autorem kilkunastu książek naukowych.

Zastanawiał się pan, kiedy została stworzona współczesna Polska, z jej obecną strukturą społeczną?
– Zmiana struktury społecznej nastąpiła w Polsce w okresie stalinowskim, kiedy chłopi szli do miast, do przemysłu. Wytworzyła się wtedy, mówiąc słowami podręcznikowymi, masowa klasa robotnicza, przed wojną ona była marginalna. Ta klasa bardzo powoli dojrzewała. Na początku było tak jak w poemacie Ważyka – rasa nieczłowiecza pędzona do przemysłu… A potem zaczęło to normalnieć. Ci ludzie powoli zaczęli wchodzić w obieg kultury narodowej. Tym bardziej że ówczesna władza, ta najgorsza władza, o to dbała. Nastąpiła likwidacja analfabetyzmu, otwarty został szeroko dostęp do literatury polskiej, klasyka drukowana była masowo, można to było kupić za grosze. Tyle że ta nowa klasa wcale nie tak chętnie była przyjmowana przez dawną Polskę szlachecko-inteligencką. Mieszkałem w Krakowie, gdzie ludzie żyli w absolutnym przekonaniu, że Nowa Huta jest budowana nie po to, żeby służyć rozwojowi przemysłu, ale żeby zabić i splugawić to piękne miasto.

Ten inteligencki Kraków.
– Tak! A nikt nie przewidział, że ta nowa klasa robotnicza z Nowej Huty będzie potem się wzorować na tych strasznych mieszczanach, a nie na sekretarzach POP.

W sumie mamy więc do czynienia z normalnieniem sytuacji?
– Tyle że to rozbicie, to pęknięcie trwa. Ludność, która przyszła do miast, była ludnością bez historii. Natomiast ci straszni mieszczanie mają swoje korzenie, swoją przeszłość, swoje drzewa genealogiczne. Tego ci ludzie z Nowej Huty, chłoporobotnicy, nie mają.

A chcieliby mieć?
– Mamy erupcję tych marzeń. W związku z czym bardzo łatwo jest im włożyć jakąś historię. I władza to robi.

Ta obecna?
– Wraz ze zmianą ustrojową od roku 1989 władzę objęła całkowicie stara inteligencja. I to w wydaniu, niestety, krakówka, warszawki… Ludzie, których blisko znałem. Którzy chłopa widzieli na wakacjach, a robotnika to może w stoczni, w roku 1980. Żeby oni znali sytuację bytową robotników, przyjezdnych ze wsi, żeby widzieli tę próżnię, jeśli chodzi o ich przeszłość! Tymczasem niczego nie widzieli. Ta władza to byli ludzie, którzy dla warstw z ludu byli krystalicznym przykładem tego, co je kiedyś odrzucało.

Przecież pan mówił, że gdy to wszystko się pomieszało, to znormalniało.
– Znormalniało w następnym pokoleniu, ale odruchy antyinteligenckie pozostały. Jasne, to nie Szela, ale coś z tego dźwięczało. W roku 1989 dyskutowaną kandydaturą na premiera był Bronisław Geremek. Bardzo go ceniłem, lubiłem, ale z punktu widzenia tych, którzy mieszkali gdzieś na prowincji, to był profesor od średniowiecznej historii k… paryskich, palący fajkę, zamknięty, mówiący wyszukanym językiem, do tego pochodzenia żydowskiego, co dalej miało i ma dla nich znaczenie. Po prostu antyteza kogoś, kto byłby akceptowany przez tę warstwę, która stała się dominująca w Polsce. I to trwa. Platforma Obywatelska jest tego przedłużeniem. To nie są osoby z ludu, które lud rozumieją.

A PiS rozumie?
– PiS dotarło do tych grup, do rozgoryczonych. Z przekazem TKM. Bo na czym polega awans społeczny? Oczywiście i na wejściu do kultury narodowej, i na wzbogaceniu się, a także na uzyskaniu rangi, jak w wojsku. Ale przede wszystkim to kwestia poczucia korzyści i godności w społeczeństwie. No i w jakiś sposób Kaczyński im to zapewnia – tym, którym tego nie zapewniano dotychczas. Władcy od zawsze posługiwali się awansem społecznym jako sposobem na zdobywanie zwolenników, na rządzenie.

Nobilitując, obdarzając dobrami…
– W Rzeczypospolitej nie było tytułów szlacheckich, za to był podczaszy i różne absolutnie bzdurne tytularne funkcje, które dawały poczucie godności. W Rosji zrobiono to na wzór wojska. Były rangi urzędnicze. We Francji były tytuły arystokratyczne, wicehrabia, wicebaron… A dzisiaj? Przepraszam, dzisiaj dokładnie taką bzdurą jest np. udział w radach nadzorczych spółek skarbu państwa. Przecież to funkcja przeważnie niepotrzebna. Ale tworzy się to i komuś daje. Bo wszędzie władza dawała swoim, ta też daje swoim, więc to jest dla mnie tak jak z wielką rewolucją społeczną w okresie stalinowskim. Wtedy było przejście chłopów do miast, do przemysłu. Dzisiaj taką rewolucją społeczną jest schlebianie miasteczkom, tym na Podkarpaciu itd. Powoływanie ludzi stamtąd na stanowiska i pokazywanie: teraz wy! Choć może to za wielkie słowo – rewolucja. Niech będzie przewrót społeczny.

Sekretne rozmowy w sprawie zakończemia wojny koreańskiej


NIEOFICJALNIE: TRWAJĄ NEGOCJACJE O ZAKOŃCZENIU WOJNY KOREAŃSKIEJ

Obie Koree, USA i Chiny prowadzą zakulisowe rozmowy w sprawie formalnego zakończenia wojny koreańskiej – poinformował we wtorek południowokoreański dziennik „Dzoson Ilbo”. Pomiędzy czterema krajami wciąż jednak występują istotne różnice zdań.

Korea Północna i Korea Południowa wciąż są formalnie w stanie wojny, gdyż konflikt z lat 1950-1953 zakończył się jedynie podpisaniem rozejmu. Jednak przywódcy obu krajów zadeklarowali w kwietniu, że będą się starać o zawarcie układu pokojowego jeszcze przed końcem roku. Wymaga to również współpracy z USA i Chinami, które są sygnatariuszami zawartego w 1953 roku rozejmu.

Według „Dzoson Ilbo” wysoki rangą chiński dyplomata, radca stanu ChRL Yang Jiechi złożył w tym miesiącu sekretną wizytę w Seulu, gdzie dyskutował na ten temat z szefem Państwowego Biura Bezpieczeństwa Korei Płd. Czung Uj Jongiem. Następnie Czung spotkał się w Waszyngtonie z doradcą prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Johnem Boltonem, a chiński wiceminister spraw zagranicznych Kong Xuanyou odwiedził Pjongjang, gdzie rozmawiał z szefem północnokoreańskiej dyplomacji Ri Jong Ho.

Stanowiska obydwu Korei

Południowokoreańska gazeta ocenia, powołując się na anonimowe źródło w Seulu, że Pekin preferuje szerszy układ pokojowy, który byłby wiążący dla wszystkich stron. Jednak Korea Północna stara się przekonać Chiny, by poparły deklarację zakończenia wojny, którą można by było podpisać szybciej, co Pjongjang uznaje za bardziej praktyczne w krótkim okresie, gdyż zagwarantowałoby przetrwanie reżimu – pisze „Dzoson Ilbo”.

Rządowi Korei Południowej również zależy na szybkim ogłoszeniu takiej deklaracji, by zachęcić Koreę Północną do denuklearyzacji – podaje południowokoreański dziennik. Waszyngton żąda jednak, by Pjongjang podjął najpierw konkretne kroki w stronę likwidacji swojej broni jądrowej, w tym by przekazał szczegóły dotyczące swojego arsenału nuklearnego.

Pekin „nie chce zanadto naciskać”

W komunikacie chińskiego MSZ z wizyty Konga w Pjongjangu nie wspomniano o sprawie zakończenia wojny koreańskiej. Według źródła dyplomatycznego „Dzoson Ilbo” Pekin nie chce zanadto naciskać, by nie ponosić odpowiedzialności za opóźnianie denuklearyzacji Korei Północnej.

„Jeśli Chiny będą stroną deklaracji, będą musiały podnieść kwestie związane z ich własnymi interesami, takie jak sojusz USA-Korea Płd. czy obecność amerykańskich wojsk w Korei Płd. To skomplikowałoby sytuację, więc USA prawdopodobnie wolałyby dwustronną deklarację z Koreą Północną” – ocenił cytowany przez tę gazetę ekspert z Instytutu Asan w Seulu Szin Bom Czul.

Ministrowie spraw zagranicznych obu Korei, USA i Chin mogą poruszyć kwestię zakończenia wojny koreańskiej w kuluarach szczytu regionalnego Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN), który odbędzie się w tym tygodniu w Singapurze.

Co z denuklearyzacją Półwyspu Koreańskiego?

Przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un wielokrotnie deklarował w tym roku skłonność do „całkowitej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego”. Taka obietnica znalazła się m.in. we wspólnym oświadczeniu podpisanym po jego historycznym szczycie z prezydentem USA Donaldem Trumpem w czerwcu w Singapurze. Dotąd jednak nie ogłoszono konkretnego harmonogramu denuklearyzacji.

Wiele wskazuje na to, że mimo trwających negocjacji Korea Północna przygotowuje jeden lub dwa nowe międzykontynentalne pociski balistyczne – podał w poniedziałek amerykański dziennik „Washington Post”, powołując się na źródła zbliżone do agencji wywiadowczych. Sekretarz stanu USA Mike Pompeo powiedział w zeszłym tygodniu przed komisją spraw zagranicznych Senatu USA, że Korea Północna nadal produkuje paliwo do bomb atomowych, mimo że zobowiązała się do likwidacji swojego arsenału nuklearnego.

Andrzej Borowiak

PAP

Popularne brunetki


  • Jacqueline Kennedy w dzień ślubu, 1953 r.
  • Hiszpańska aktorka Penélope Cruz
  • Francuska projektantka mody Coco Chanel
  • Modelka, ambasadorka Victoria's Secret  Miranda Kerr
  • Amerykańska modelka Cindy Crawford
  • Felietonistka telewizyjna Diana Vreeland
  • Modelka Gisele Bundchen
  • Brytyjska aktorka Audrey Hepburn
  • Działaczka społeczna i bojowniczka o prawa człowieka Bianca Jagger
  • Amerykańska modelka Arizona Muse
  • Amerykańska pisarka Susan Sontag
  • Amerykańska aktorka i reżyser Lisa Bonet z mężem Jasonem Momoa
  • Amerykańska modelka i aktorka telewizyjna Beverly Johnson
  • Francuska aktorka Anna Karina
  • Aktorka Keira Knightley
© AFP 2018 / JFK LIBRARY/BRADFORD BACHRACH
Jacqueline Kennedy w dzień ślubu, 1953 r.

Dżentelmeni wolą nie tylko blondynki… 😉 Lista najpopularniejszych brunetek świata według czsopisma Vogue.

Zobacz też: Najpopularniejsze blondynki.

Ukraina powinna się zająć własnymi problemami


Ukraińcy

„Ukraina powinna zająć się sobą”

© Sputnik . Stringer
ŚWIAT

Krótki link

Najwyższy czas, by władze w Kijowie przestały ścigać obcokrajowców za odwiedyanie rosyjskiego Krymu i wzięły się za problemy własnego państwa – oświadczył szef komitetu ds. stosunków międzynarodowych krymskiego parlamentu Jurij Gempel.

Od kilku dni z wizytą na Krymie przebywa czeska delegacja, której przewodzi eurodeputowany Jaromir Kohlíček. W jej składzie znaleźli się politycy i działacze społeczni. Ambasada Ukrainy w Czechach wyraziła protest w związku z tą wizytą. Placówka dyplomatyczna przypomniała, że Ukraina pozostawia za sobą prawo zastosowania wobec obcokrajowców, którzy odwiedzają Krym bez zgody Kijowa „całego wachlarza sankcji przewidzianych ukraińskim ustawodawstwem”.

Tego rodzaju oświadczenia ze strony oficjalnego Kijowa nie są w stanie wstrzymać procesu zbliżenia i kontaktów między obywatelami zamieszkującymi Krym i Europę. Władze w Kijowie powinny przestać tracić czas na tego rodzaju akcje i lepiej by zrobiły, zajmując się problemami wewnętrznymi, których Ukraina ma dość dużo — powiedział Gempel.

Pomnik w Sewastopolu
© SPUTNIK . SERGEY MALGAVKO

Według jego słów ściganiem obcokrajowców władze w Kijowie nic nie wskórają.„Tak zwane środki wobec obcokrajowców przyjeżdżających na Krym żadnego efektu nie mają i mieć nie mogą. Nie sposób wstrzymać procesu ocieplenia między Europą i Rosją, który jest szczególnie widoczny w sferze relacji międzyludzkich” — podkreślił Gempel.

%d blogerów lubi to: