Szkaradna kampania antypolska nie ustaje


piątek, 18 maj 2018 16:19

TYLKO U NAS! Szkalowanie Polski trwa w najlepsze. Jak to się robi? Kto stoi na czele polskich pomagierów?

Napisane przez Jan Piński

Oceń ten artykuł

(13 głosów)
TYLKO U NAS! Szkalowanie Polski trwa w najlepsze. Jak to się robi? Kto stoi na czele polskich pomagierów?

Jak Polacy dobijali Żydów. Z każdych trzech Żydów, którzy w czasie wojny uciekli Niemcom, dwóch zamordowali Polacy. Sensacyjna książka historyków do końca ukrywana przed władzami” – to początek tekstu opublikowanego w tygodniku „Newsweek Polska”, wydawanym przez niemiecki koncern medialny Ringer Axel Springer.

Warszawska Gazeta@WarszawskaG

Najnowsza Warszawska Gazeta! Zapraszamy do kiosków i saloników prasowych!

Redaktorem naczelnym tego periodyku jest Tomasz Lis. Równolegle na okładce magazynu „Newseek Historia” opublikowano tekst „Kto mordował Żydów w Kielcach. Ubeckiej prowokacji nie było”. Wbrew zapowiedziom żaden z tych tekstów nie zawierał żadnych przełomowych badań. Dlaczego więc dziś Lis próbuje sprzedawać odgrzewane kotlety jako nowe odkrycia badaczy i stara się na nowo napisać historię? Wszystko wskazuje na to, że „Newsweek” aktywnie włączył się w ofensywę przedsiębiorstwa Holokaust. Coraz wyraźniej widać, że mamy do czynienia z medialnym ostrzałem artyleryjskim, który ma przygotować grunt pod zgłoszenie wielomiliardowych roszczeń w stosunku do Polski. Nie wytrzymał nawet wyważony zazwyczaj pisarz i publicysta Rafał Ziemkiewicz: – Światowy kongres Żydów i Rada Restytucji Mienia Żydowskiego, to są proszę państwa, normalni bandyci, których działanie jest takie samo jak gangsterów. (…) Przysyłają wiadomość, że spalimy ci lokal, jak nam nie odpalisz za ochronę. Tylko oni nie zadowalają się drobiazgami, nie okradają restauracji, ale okradają banki szwajcarskie, wielkie firmy typu IBM, typu koleje. Nie dlatego, że im się należy, ale dlatego, że mają taką siłę, żeby kompletnie zniszczyć czyjeś dobre imię. I teraz my jesteśmy pod tym szantażem: macie zapłacić nam, Żydom z Ameryki, którzy nie mają absolutnie żadnych tytułów prawnych, ani moralnych do dziedziczenia po wymordowanych Żydach w Polsce. Macie nam zapłacić te pieniądze, bo jak nie, to was będziemy tak czołgać na arenie międzynarodowej, tak was oplujemy, tak was zniszczymy, że wam się to nie opłaci – komentował Ziemkiewicz.

Przodownicy pracy „przedsiębiorstwa holokaust”

Najpoważniejsze zarzuty o dobijaniu Żydów „Newsweek” oparł na książce Jana Grabowskiego i Barbary Engelking (byłej żony wpływowego polityka PO Michała Boniego). Grabowski zasłynął ostatnio z faktu zmyślenia liczby 200 tys. Żydów, których mieli zamordować Polacy w czasie wojny. Liczbę tę zaczęli publikować izraelscy dziennikarze od 2017 r. Jedna z autorek Amanda Borschel-Dan pytana o źródła powołała się na wyniki badań Szymona Datnera, który miał oszacować, że z gett i transportów uciekło około 200 tys. Żydów, którzy później zostali zamordowani przez Polaków. „Dociśnięta” przez polskiego ambasadora w Szwajcarii Jakuba Kumocha dziennikarka przyznała, że nie zna polskiego, więc nie czytała prac Datnera (są dostępne po polsku), a źródłem jej wiedzy był… Jan Grabowski. Problem w tym, że Datner nie podał nigdy takich danych. Co więcej, pisząc o postawie Polaków wobec Żydów w czasie II wojny światowej, oceniał ją bardzo wysoko. Grabowski przyłapany na kłamstwie brnął, że nic nie mówił o żadnych 200 tys., tylko o szacunkach, że za śmierć owych 200 tys. Żydów, którzy rzekomo mieli przebywać na wolności, odpowiadają w większości Polacy.

Posługując się tekstami źródłowymi w języku angielskim udowodnił, że Grabowski mówił publicznie o 200 tys. Żydów zamordowanych przez Polaków przynajmniej od początku 2017 r. O żadnym przejęzyczeniu czy błędzie w tłumaczeniu nie może być mowy, bo Grabowski doskonale wiedział, jak jego słowa są odbierane. Dlaczego kłamie? Bo jest popyt na to kłamstwo. Grabowski otrzymuje za swoją działalność nagrody m.in. Instytutu Jad Waszem w Jerozolimie. Krótko mówiąc, dzięki fabrykowaniu faktów na temat polskiego udziału w Holokauście ma popyt na swoje usługi (książki, wykłady itp.).

Jego współautorka Barbara Engelking w ogóle nie jest historykiem. Jest psychologiem i socjologiem (podobnie jak inny słynny przodownik pracy „przedsiębiorstwa Holokaust” Jan Tomasz Gross). W 2011 r. w wywiadzie dla programu „Kropka na i” Moniki Olejnik w TVN tak scharakteryzowała różnice w podejściu do śmierci Polaków i Żydów. „Śmierć żydowska wynikała również z takiej całkowitej niemożności porozumienia, dla Polaków to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć, a dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z najwyższym, czy nie wiem, w jaki sposób oni przeżywali tą śmierć”. Gdyby jakiś Polak powiedział coś podobnego, zostałaby okrzyknięty antysemitą i nikt nie chciałby publicznie z nim rozmawiać. Ten wyjątkowy rasizm i szowinizm pod adresem Polaków, by nie rzecz mania wyższości, uszły Barbarze Engelking bezkarnie.

Ich książka „Dalej jest noc” opisująca mordy dokonywane przez Polaków na ukrywających się Żydach miała być ukrywana, gdyż „rządzący bardzo chcieli poznać jej treść przed publikacją”. Książka nie jest żadnym odkryciem. Zawiera znane od lat historie, o tym, że ukrywający się Żydzi byli mordowani i grabieni.

Sekretem manipulacji jest używanie dla określenia oprawców ich narodowości, czyli Polaków. Chociaż czasem nie jest ona pewna, bo przyjmując dziwny sposób szacowania Grabowskiego i Engelking, należy podkreślić, iż zniknęli u nich inni obywatele II RP. A przecież Polacy stanowili zaledwie 2/3 przedwojennej Polski. Byli przecież Ukraińcy, Niemcy, Białorusini i…Żydzi. Skąd pomysł, że tylko Polacy mogli przyczynić się do śmierci ukrywających się Żydów? Kolejne pytania, jakie cisną się, to czy jak folksdojcz zabijał Żyda, to badacze zaliczali go do zabitych przez Niemców czy Polaków. A jak polska samoobrona jakiejś wsi zabiła Żydów, którzy chcieli ukraść chłopom jedzenie, to się liczy jako samoobrona czy jako mord? Last but not least pytanie, jakie żniwo zebrały choroby i głód, bo o tym też nie ma ani słowa.

Lis na czele stada hien

Żadna wojna nie jest ładna i miła. A II wojna światowa w Polsce była bardzo okrutna. Ale bynajmniej nie Polacy jako naród wykazali się największym zezwierzęceniem.

Równie nic ciekawego „Newsweek” nie miał do powiedzenia w sprawie pogromu kieleckiego. Opublikował wywiad z Janiną Tokarską-Bakir (z wykształcenia antropolog i religioznawczyni, czyli znów nie historyk), w którym stwierdziła ona, że pogrom nie był prowokacją UB, bo ona tak uważa. Brak bezpośrednich dowodów na prowokację stwierdził w 2006 r. Instytut Pamięci Narodowej. Ale poszlak (a przypomnę, że w procesie poszlakowym można nawet skazywać za zabójstwa) jest aż nadto. W Kielcach Żydzi stanowili ok. 60 proc. aparatu bezpieczeństwa. Żydami byli zarówno komendant Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa publicznego Adam Kornacki (Dawid Kornhendler), jak i szef Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Albert Grynbaum. I to oni wszyscy wykazali się bezsilnością w rzekomo spontanicznym pogromie (faktycznie zaplanowanym, wykonanym i nadzorowanym, przez sowiecką bezpiekę). W zasadzie tylko na podstawie tego i faktu, iż pogrom organizowali funkcjonariusze, wyganiając z domów Żydów na rozwścieczony tłum, można skończyć badania.

Puszczając teksty z takimi tezami (przede wszystkim ten z tygodnika o dobijaniu Żydów przez Polaków) Lis ustawił się na czele bandy cmentarnych hien „przedsiębiorstwa holokaust”, która stara się zrobić z tamtych tragedii użytek w bieżącej polityce. Stąd mieszanie władzy rzekomo dybiącej na „zakazaną książkę”. Żeby zrozumieć, dlaczego takie uogólnienie, niezależnie od kłamstw i manipulacji dotyczących ilości popełnianych zbrodni, wystarczy wyobrazić sobie okładkę pisma z tytułem „Jak Żydzi torturowali Polaków. Świadectwa ocalałych ze śledztw Urzędu Bezpieczeństwa”. Szacunki, bo danych dokładnych nie ma, mówią o 3 tys. zamordowanych w egzekucjach, a 10 tys. zakatowanych w więzieniach. Używając „naukowego” podejścia Grabowskiego i Engelking należałoby połowę ofiar przypisać Żydom, którzy zajmowali taki odsetek kierowniczych stanowisk w UB.

Publikacja Grabowskiego i Engelking nie opiera się na faktach historycznych, ale emocjach i zostanie zapewne użyta jako argument w zmuszaniu Polski do zapłacenia za mienie Żydów przejęte przez skarb państwa z powodu braku spadkobierców. Polacy muszą być w tej historii mordercami jako naród, bo wtedy będzie można postawić tezę, że kaci nie powinni przejmować majątku ofiar. Strasznie to prymitywne i szkodliwe dla stosunków polsko-żydowskich.