Agitka krzewiąca klimat wrogości przed potencjalnym atakiem


Nadzieja, duma, strach – co naprawdę myśli naród Korei Północnej

46 minut temu

The Guardian
Pomniki Kim Ir-Sena i Kim Dzong-Ila w PjongjanguFoto: LMspencer / Shutterstock
Pomniki Kim Ir-Sena i Kim Dzong-Ila w Pjongjangu
Nieliczne świadectwa zebrane od poddanych Kim Dzong Una wskazują na narastające w kraju zmęczenie okrutnym reżimem. Co nie zmienia faktu, że Koreańczycy z Północy żywią wobec USA nienawiść pielęgnowaną od najmłodszych lat.

Chociaż Korea Północna przyciąga niezwykłą ilość międzynarodowej uwagi jak na takie małe i biedne państwo, „pustelnicze królestwo” pozostaje w najwyższym stopniu zamknięte. Wciąż niewiele wiemy o jego mieszkańcach. Wiemy, co mówią, gdy spotykają gości z zewnątrz. Jednak ci, którzy mogą spotykać się z cudzoziemcami stanowią najwyższe warstwy społeczne, a w dodatku ich wypowiedzi są drobiazgowo kontrolowane i grozi im za nie kara. Wiemy jeszcze, co mówią uciekinierzy. Ale są to osoby, które postanowiły opuścić kraj i którym się to udało, więc z definicji nie są to typowi ludzie.

Najlepszą wskazówką jest dla nas to, co mówią obywatele Korei Północnej pracujący nielegalnie w Chinach, lecz ich poglądy też zostały zniekształcone przez doświadczenie związane z miejscem zamieszkania na terenach przygranicznych oraz z ryzykowanymi wyjazdami. Niewielu ma możliwość podzielić się swoimi poglądami, gdy jeszcze mieszkają w ojczyźnie, w czym pomagają posiadane wbrew prawu chińskie telefony zdolne złapać sygnał przy granicy – ale rozmawiać przez nie można nie dłużej niż parę minut, w przeciwnym razie delikwent może zostać namierzony.

Obawa przed kolejną wojną z USA

Wiemy też, że mieszkańcy Korei Północnej mają dobry powód, by obawiać się amerykańskiej potęgi wojskowej. Kraj ten został już raz zrównany z ziemią przez amerykańskie ataki z powietrza podczas wojny koreańskiej. Jednoczył się później wokół przekonania, że nadal pozostaje w stanie wojny (co technicznie jest prawdą: konflikt zbrojny nie zakończył się podpisaniem traktatu pokojowego; zawarto tylko rozejm). Północnokoreańskie władze od dawna obwiniają zagraniczną agresję za problemy gospodarcze kraju. Lekcje na ten temat odbiera się tutaj od najmłodszych lat: podczas zajęć matematyki w szkole podstawowej uczniowie obliczają liczbę „amerykańskich imperialistycznych sukinsynów” zabitych przez żołnierzy Koreańskiej Armii Ludowej. Najnowsza historia dostarczyła dodatkowych argumentów do straszenia mieszkańców Korei Północnej: George W. Bush wymienił przecież to państwo jako część „osi zła” przed najazdem na Irak.

Wielu członków elit ma prawo sądzić, że z tej oraz z wielu innych przyczyn ich los pozostaje ściśle powiązany z losem Kim Dzong Una. Autorytet sprawującej władze rodziny, choć umniejszony, pozostaje ważną częścią strategii przetrwania północnokoreańskiego reżimu. Gdyby przywódca z Pjongjang został obalony przez zewnętrzne siły, jego otoczenie musiałoby się liczyć z utratą wygodnego życia, zarzutami kryminalnymi, a nawet śmiercią. Mimo wszystko niektórzy z chęcią pozbyliby się szefa państwa: różnice zdań i napięcia na szczycie stają się coraz bardziej oczywiste, a bezwzględność Kima, który w 2013 roku wyeliminował i kazał stracić wuja, wielu przyprawiła o gęsią skórkę.

Rosnące niezadowolenie Koreańczyków

Zdobyta przez amerykański wywiad wiedza na temat czołowych osobistości komunistycznego reżimu jest niewielka. Prawdopodobnie lepsze rozeznanie w rodzinnych koligacjach w Korei Północnej ma Seul, lecz nawet południowy sąsiad miałby problemy z identyfikowaniem ról, interesów i konfliktów w kraju Kim Dzong Una. Sprawy dodatkowo komplikuje fakt, że kluczowi dygnitarze zmieniają tam stanowiska z wojskowych na cywilne i vice versa.

Do tego niezadowolenie w gronie tych, którzy nie mieli możliwości korzystać z luksusów dostępnych jedynie dla najwyższych rangą dygnitarzy, jest wyczuwalne i stale rośnie. Korea Północna należała kiedyś do najzamożniejszych i najbardziej uprzemysłowionych państw w tej części świata. Jej mieszkańcy mieli zagwarantowaną pracę, żywność, opiekę zdrowotną; przekonywano ich, że nie mają „żadnego powodu, by zazdrościć” zewnętrznemu światu. Jednakże wyniszczająca klęska głodu w latach 90., odpowiedzialna za śmierć setek tysięcy ludzi, wymierzyła ciężki cios reżimowi, który i bez tego miał już swoje problemy.

Rząd niczym więcej niż przeszkodą

Obecnie los zdecydowanej większości ludzi zależy od sektora prywatnego. Mieszkańcy Korei Północnej płacą łapówki, byle nie musieć wykonywać przypisanych im administracyjnie zawodów: w zamian otrzymaliby pensję tak niską, że bardziej opłaca im się nie pracować i wyjechać w inne strony. Rząd stał się dla narodu niczym więcej niż przeszkodą: kontroluje wszystko, od ubioru po fryzury, a przy tym nie zapewnia ludziom chleba. Tymczasem urzędnicy obrastają w tłuszcz dzięki łapówkom i biznesowym kontraktom.

Kim spróbował stworzyć pozory, jakby jego kraj nabierał ekonomicznego rozpędu. Doszło więc do boomu budowlanego w Pjongjang oraz do ulepszeń w sektorze produkcji żywności. Mimo to rozziew między tym, co głosi rząd, a realiami życia w Korei Północnej jest rażący i działa destrukcyjnie na morale mieszkańców.

Zagranicznym mediom udaje się jakoś omijać rygorystyczne kontrole i przedostać do wnętrza „pustelniczego królestwa”, a ich doniesienia jeszcze bardziej podkopują autorytet reżimu. Ci, którym udało się wyjechać z Korei Północnej za granicę, przekonali się, jak łatwo żyje się mieszkańcom innych krajów. Poddani Kim Dzong Una słusznie obawiają się ujawnić swoje prawdziwe poglądy, mimo to coraz częściej dochodzą nas wieści o cynizmie i gniewie, jakie opanowały ludzi w izolowanym państwie.

Strach podstawą koreańskiego reżimu

Z drugiej strony trudno powiedzieć, jak powszechne byłyby takie postawy i czy można by je przekuć w oddolny ruch na rzecz reform. Reżim utrzymuje się nie z powodu wiary w niego, lecz raczej strachu, jaki podsyca rozległa siatka informatorów oraz instytucja kolektywnej kary. Szacuje się, że w politycznych więzieniach przetrzymywane są dziesiątki tysięcy dysydentów.

ONZ w 2014 roku opublikowało raport, w którym ostrzega, iż „powaga, skala oraz natura pogwałceń [praw człowieka] czyni [z Korei Północnej] państwo niemające odpowiednika we współczesnym świecie”. Jak można się było tego spodziewać, Pjongjang potraktował te zarzuty jako podsycane przez obcą wrogość pomówienia.

Ale tak w Korei Północnej, jak i w innych krajach, ludzie mogą żywić więcej niż jedno przekonanie: będą obwiniać rząd za opłakany stan gospodarki, nienawidzić go za jego okrucieństwo, rozumieć, że lepiej żyje się gdzie indziej, lecz równocześnie poczują dumę z powodu jego wojskowych osiągnięć oraz zdolności do postawienia się Amerykanom. I właśnie to uczucie dumy byłoby kluczowe w wyjaśnieniu, czemu Pjongjang z takim oddaniem kontynuuje program zbrojeń jądrowych. W pewnym sensie gromy, jakie rzuca Donald Trump w stronę Korei Północnej, mogą tylko zmobilizować naród do wsparcia swego reżimu.

\n","provider":"OnettvVideo"},"caption":"Korea Północna zapowiada atak na amerykańską wyspę"}” data-run-module-isrun=”1″>

(PP)

%d blogerów lubi to: