Czy HGW dociągnie do emerytury?


07:12, 03-08-2017

UPADŁA PANI PREZYDENT. OTO JAK KOŃCZY SIĘ KARIERA HANNY GRONKIEWICZ-WALTZ!

Upadła pani prezydent. Oto jak kończy się kariera Hanny Gronkiewicz-Waltz!

Hanna Gronkiewicz-Waltz (w listopadzie skończy 65 lat) lubi pozować na profesjonalnego menadżera, specjalistkę od finansów, o jasnych poglądach politycznych. Ponad 11 lat jej rządów w Warszawie dowiodło, że ten pieczołowicie kreowany wizerunek nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

W tym okresie w Warszawie powstał tylko jeden most (Marii Skłodowskiej-Curie), wybudowano co prawda drugą linię metra, ale ze znacznym opóźnieniem i liczy ona na razie tylko 7 przystanków. Gdy w 2014 r. HGW walczyła o trzecią kadencję, to z bilansu jej obietnic wyborczych i ich realizacji wynikało, że spełniła około 10 proc. tego, co zapowiadała. Tak czy siak, jej kariera zawodowa dobiegała końca z powodu wieku, ale zapewne liczyła jeszcze na jakąś synekurę w parlamencie lub urzędzie. Afera reprywatyzacyjna, pokazująca, że w najlepszym razie prezydent Warszawy pozwoliła działać grupie przestępczej w kierowanym przez siebie Ratuszu, sprawia, że odchodzi w niesławie.

Droga na platformę

HGW przez lata była typowana do objęcia po Donaldzie Tusku stanowiska szefa PO. Ten jednak, odchodząc w 2014 r., postawił na – jak mu się wówczas wydawało – mniej „zużytą” medialnie Ewę Kopacz. Według niektórych źródeł sama HGW nie paliła się do szefowania PO, pogrążonej w ogromnym wizerunkowym kryzysie po aferze taśmowej. HGW bowiem w III RP opanowała sztukę spadania na cztery łapy. Do PO trafiła nieco z przypadku. Wejście do partii zawdzięcza bowiem Lechowi Wałęsie. W 1991 r. ówczesny prezydent przeforsował kandydaturę bliżej nieznanej prawniczki na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polskiego. Pozostaje oczywiście pytanie, kto prosił Wałęsę o ten nadzwyczajny awans. Wcześniej HGW była związana z katolicką opozycją w PRL-u. Doktorat z prawa obroniła w 1981 r. Tytuł pracy – „Rola ministra przemysłowego w zarządzaniu gospodarką” – sporo mówi o jej wartości. Jako prezes NBP Gronkiewicz-Waltz zdobyła ogromną popularność, będąc pierwszą kobietą na tak eksponowanym stanowisku. Faktycznie żyrowała wszystkie afery finansowe początku lat 90., które tolerował NBP. – HGW była wygodnym prezesem, bo zwyczajnie nie wiedziała, co i kto wyrabia i nie przeszkadzała – mówi jeden z bankowców, pracujących wówczas w sektorze. Ponieważ opinia publiczna nie ma pojęcia, na czym polega dobre rządzenie bankiem centralnym, HGW udało się uchodzić za sprawnego menedżera. W 1995 r. na fali tej popularności wystartowała przeciwko swojemu mentorowi i jako urzędujący prezes NBP wzięła udział w wyborach prezydenckich. Konfrontacja medialnego wizerunku z rzeczywistością okazała się bolesna. W ciągu zaledwie kilku tygodni z liderki sondaży wyborczych spadła na ostatnie miejsca (w końcu dostała 2,76 proc. głosów). Przegrana była skutkiem nie tylko braku umiejętności politycznych, ale przede wszystkim fatalnie prowadzonej kampanii. Kobieta, która popularność zawdzięczała wizerunkowi profesjonalisty w „męskim świecie”, kampanię prowadziła pod hasłem „Zaopiekujmy się Polską”. Wówczas także, ostatni raz w swojej karierze, starała się uczynić atut z ostentacyjnej religijności. Pani Hania powtarzała bowiem (…) ze śmiertelnie poważną miną (…) że do kandydowania skłania ją Duch Święty. Osobiście wierzę w Ducha Świętego, ale trochę martwią mnie ludzie, którzy powołują się na osobisty z nim kontakt. Pani prezes [NBP – przyp. red.] miała z nim kontakt stały i bezpośredni. Bardzo jej tego zazdrościliśmy – przypomniał w 2006 r. na swoim blogu Ryszard Czarnecki (europoseł PiS, który w 1995 r. wspierał kampanię HGW jako polityk Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego).

Fakty, które ujawnił Czarnecki, stawiają HGW w dziwnym świetle. Otóż do samego końca kampanii była przekonana, że ją wygra, mimo fatalnych sondaży, bo właśnie dopiero co zapewnił ją o tym Duch Święty. Czarnecki wspomina: Opowiadała m.in., że w czasie wystąpienia Ojca Świętego Jana Pawła II z ruchów jego ust wyraźnie odczytywała jasny przekaz: „Hanno – będziesz prezydentem!”. Michałowi Kamińskiemu (…) powiedziała w samochodzie: „Gdyby on mnie nie namówił, nigdy nie zdecydowałabym się na start w wyborach”. Naiwny Michaś zapytał zaskoczony, aby doprecyzować: Jaki on? Wałęsa? Gronkiewicz-Waltz spojrzała na niego z politowaniem godnym profanów. Po chwili uroczystego milczenia, dalej milcząc, wskazała palcem niebo – wspominał Czarnecki.

W 2000 r., cztery lata przed końcem kadencji, nieoczekiwanie HGW zrezygnowała z prestiżowej posady szefa NBP na rzecz dobrze płatnej, ale niewiele znaczącej funkcji wiceprezesa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR). Spekulowano, że ustąpiła miejsca Leszkowi Balcerowiczowi w ramach jakiegoś szerszego porozumienia. Innym powodem dymisji miał być przeciek o decyzji Rady Polityki Pieniężnej, dzięki któremu ktoś zarobił duże pieniądze. Winnego przecieku nie znaleziono (musiał być nim któryś z członków Rady Polityki Pieniężnej), ale ówczesny Urząd Ochrony Państwa prawie przez rok prowadził postępowanie w tej sprawie.

W EBOiR Hanna Gronkiewicz-Waltz otrzymała funkcję wiceprezesa odpowiedzialnego za sprawy administracyjne i kadrowe. W zakres jej obowiązków miało wchodzić m.in. zarządzanie stołówką EBOiR – stąd miał się wziąć popularny do dziś pseudonim HGW „Bufetowa”, który niemiłosiernie lansują publicyści i politycy.

W 2005 r. Gronkiewicz-Waltz dostała się do sejmu z listy Platformy Obywatelskiej. Rok później w pojedynku o stołeczny Ratusz pokonała będącego u szczytu popularności Kazimierza Marcinkiewicza. W walce o reelekcję w 2010 r. okazała się bezkonkurencyjna, wygrywając już w pierwszej turze.

Warszawska caryca

Właśnie w Warszawie, którą przez 3 kadencje mogła przebudować w znaczący sposób, wyszła miałkość jej talentów menedżerskich. W trakcie drugiej kadencji stopniowo przydomek „Bufetowa” został zastąpiony określeniem „Caryca”. Chodziło nie tylko o wielkopańskie maniery, pogardę dla zwykłych ludzi, którą najlepiej ilustrowała awantura z 2013 r., jaką zrobiła strażnikowi, który nie chciał wpuścić jej bez biletu (za 5 zł) do Ogrodu Wilanowskiego, ale o dwór, który zbudowała. Gdy HGW rozpoczynała pracę, w Ratuszu zatrudnionych było ok. 5,7 tys. urzędników, a dziś jest ich ponad 8 tys. i zatrudnienie to systematycznie rośnie. Warszawa stała się bowiem przytuliskiem dla „krewnych i znajomych królika”, którzy po przegranych przez PO wyborach w 2015 r. stracili stanowiska. Do tego dochodzą jeszcze posady w spółkach kontrolowanych przez miasto. Oczywiście posady te rozdawane są w większości z klucza partyjno-towarzyskiego.

Wątpliwości, które zasługują na odrębną komisję weryfikacyjną lub nawet śledczą, budzą stołeczne inwestycje zlecone za rządów HGW. Mają jedną wspólną cechę: należą do najkosztowniejszych na świecie. Na przykład oddana w 2013 r. oczyszczalnia ścieków Czajka jest najdroższą tego typu inwestycją w skali globalnej. W 2007 r. wybrano ofertę kosztującą 564 mln euro – o 265 mln euro droższą niż najtańsza oferta, rzekomo nie do zaakceptowania z uwagi na błędy proceduralne. Zwycięska oferta przekraczała o 244 mln euro szacunkowy koszt budowy, który wynikał z analiz przeprowadzonych przez niezależnych ekspertów na zlecenie Wodociągów. Podobnie było z inwestycjami na Euro 2012.

Niewyjaśniona jest także skandaliczna prywatyzacja Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej (SPEC), które trafiło w ręce francuskiej Dalkii. Problem w tym, że w interesie Skarbu Państwa było, aby SPEC kupiło państwowe PGNiG, które wcześniej odkupiło warszawskie elektrociepłownie od Vattenfalla. Sprzedaż przez Warszawę Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej francuskiej firmie (o niejasnych powiązaniach z rosyjskimi firmami), sprawiła, że opłacalność inwestycji PGNiG w warszawskie elektrownie stanęła pod znakiem zapytania.

Wszystko to były bardzo skomplikowane sprawy. Zwykli warszawiacy nie tyle odczuli pogorszenie swojej sytuacji za rządów HGW w Warszawie, co doświadczyli zbyt małej poprawy w stosunku do możliwości. Afera reprywatyzacyjna obnażyła jednak miałkość jej administracji. Tutaj wszystko jest jasne. HGW pozwoliła, aby zaistniała sytuacja, w której okradzeni przez komunistów ludzie i ich spadkobiercy nie mogli odebrać swojej własności inaczej niż sprzedając roszczenia „biznesmenom” powiązanym ze stołecznymi urzędnikami. Tłumaczenie się, że Ratusz nie wiedział, nie dostrzegał, a jak widział, to reagował, nikogo nie przekona. HGW skompromitowała się zarówno jako polityk, jak i jako menadżer. Teraz warto tylko kibicować, aby na komisji reprywatyzacyjnej się nie skończyło oraz żeby zbadano i inwestycje, i prywatyzacje dokonywane za jej rządów w stolicy.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s