Polacy nie poddali się transformacji nienormalności Volksdeutschów


Luma: Polityka czy kapitulacja Platformy

Przeciwnicy PO, zarówno ci z prawa, jak i z lewa, muszą znaleźć jakieś jądro polityki tej partii, jakiś cel, do którego zmierzał Tusk i jego ekipa, bo oskarżenia o zdradę ojczyzny to za mało. To, że całą formację nazywa się “stronnictwem pruskim” (w nawiązaniu do czasów Konstytucji 3 Maja), jest może tylko faktem publicystycznym, ale głęboko związanym z rzeczywistością. Otóż partia ta chciała oprzeć nasz byt na ścisłej integracji z UE, a konkretnie na sojuszu z Niemcami. Mieliśmy ,,podpiąć się” pod tzw. Europę pierwszej prędkości, wprowadzić euro, utracić kolejne elementy suwerenności, oddać przemysł za cenę inwestycji mało ambitnych technologicznie, ale za to zabezpieczyć się przed Rosją. Zjednoczonej, federacyjnej Europy na czele z potęgą gospodarczą Niemiec, nikt nie ruszy. Ponadto Rosja miała być związana dość silnie gospodarczo z naszym zachodnim sąsiadem. Krótko mówiąc, a raczej pisząc, mieliśmy pomóc Niemcom stworzyć Mitteleuropę z własnej woli, mając jakiś – hipotetyczny zresztą – wpływ na jej kształt.

Pojawił się jednak bardzo ważki problem: jak do tego przekonać Polaków? Platforma Obywatelska jako partia z gruntu demoliberalna traktuje nas jako plastyczną masę, którą trzeba poddać obróbce. W tym celu chciała Polaków pozbawić tradycji, odciągnąć młode pokolenie od poznawania historii (zmiany w nauczaniu historii w gimnazjum i liceum) oraz wprowadzić nową narrację, poszukując w naszych dziejach bardziej powodów do wstydu, niż do dumy z osiągnięć, które niewątpliwie były. W ten sposób Polacy chętniej zapomną o polskości. Czasami jakieś uroczystości rocznicowe się pojawiały w postaci happeningów np. z okazji 11 Listopada (pamiętny orzeł z czekolady), ale zinterpretowane tak, by nie drażnić np. Niemców (Muzeum Historii II Wojny Światowej w Gdańsku).

Przykładem obrazującym rdzeń polityki Platformy jest m.in. tzw. hołd berliński min. R. Sikorskiego, który otwarcie prosił  Niemcy  o przywództwo w Europie, wypowiedź p. Bartoszewskiego o Polsce jako o brzydkiej pannie na wydaniu czy określenie D. Tuska, że polskość to nienormalność. Dziwny to jednak sposób uprawiania polityki, obcy takim poważnym krajom jak Rosja, Niemcy, Wielka Brytania czy USA. Jeżeli chciało się ścisłej integracji z UE poprzez wejście na pędzący rydwan niemiecki, to trzeba było wiele lat wcześniej uszczelnić pobór podatków, a potem je obniżyć, bo budżet by się spinał. Wzrost gospodarczy byłby większy i przemysł stopniowo by się odbudowywał. Następnie służby specjalne doprowadzić do wyższego poziomu, by chronić lepiej państwo przed obcymi wpływami. Niezasadne jest też pozbywanie się patriotyzmu w społeczeństwie, bo to jest też element wzmacniający moc całkowitą systemu (określenie z zakresu cybernetyki). Warto negocjować z pozycji państwa w miarę silnego, dobrze zorganizowanego, a nie teoretycznego.

Jakaś myśl w tym wszystkim była. Ktoś z dobrymi chęciami w obozie rządzącym mógł uznać, że na świecie odbywa się przetasowanie sił i trzeba się określić, by nie znaleźć się w sytuacji Polski w 1939 roku. Tak groźnej sytuacji jednak nie było i zachowanie się w stylu Petaina, który dokonał tragicznego wyboru, ale jedynego możliwego, dla ratowania Francji, nie było konieczne. Co więcej: wykonanie tej polityki ociera się o zdradę. I te restauracyjne dobijanie polskiego przemysłu, te ciemne interesy, to ustępowanie państwa ze swoich niezbędnych funkcji… W demokracji jednak nikt za nic nie odpowiada i nawet takie działanie uchodzi na sucho. Bo kogóż teraz skazać i za co? Suwerenem jest lud, który wybrał sobie władzę, a ta sprawowana była w jego imieniu przez osiem lat. Trudno jednak znaleźć racjonalne jądro, które jest przykryte taką niemoralną i antypaństwową polityką. Może jądro ciemności bardziej… Praeterita mutare nemo potest.

Jarosław Luma