Grunt się osuwa pod Netanjahu


 

Sever Plocker*, Tel Awiw

Izraelska ulica odwraca się od swojego bożyszcza – premiera Netanjahu

08 sierpnia 2017 | 06:00
Premier Izraela Benjamin Netanjahu

Premier Izraela Benjamin Netanjahu (Gali Tibbon / AP)Wszystko wskazuje na to, że dni premierostwa Beniamina Netanjahu w Izraelu są policzone. Bardziej policzone niż jeszcze trzy tygodnie temu…

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Jest zamieszany – pośrednio i bezpośrednio – w cztery różne afery.

  • Aferę milionowych prezentów od obcych, amerykańskich, australijskich i europejskich miliarderów.
  • Aferę związaną z próbą przekupienia Arnona Mozesa, wydawcy i właściciela największej grupy medialnej w Izraelu, Yedioth Ahronot, w celu zmiękczenia twardej antyrządowej (i anty-Bibi) linii dominującej w jej publikacjach.
  • Aferę zbędnego zakupu łodzi podwodnych w niemieckich stoczniach KruppTysen, na którym ciężkie miliony miał zarobić osobisty adwokat rodziny Netanjahu (i nie tylko on oczywiście).
  • Aferę zakazanych kontaktów między koncernem telekomunikacyjnym Bezeq a ministerstwem komunikacji, na czele którego (od 2015 r.) stoi sam Netanjahu w roli ministra i jego protegowany Shlomo Filber w roli dyrektora generalnego. Właścicielem Bezeqa jest miliarder Shaul Elovitch, pozostający w przyjacielskich stosunkach z rodziną premiera.

Do niedawna strategia obronna Netanjahu streszczała się w jednym zdaniu powtarzanym nieustannie przez premiera, jego rzeczników i „osobistości zbliżone”: Niczego nie będzie, bo niczego nie było. Wszystko lipa i wroga prasa.

Świadkowie koronni zwiastują trzęsienie ziemi

Nie było? Pod koniec lipca i na początku sierpnia prokuraturze udało się zwerbować dwóch świadków koronnych, których zeznania są – podobno i na pewno – trzęsieniem ziemi. Podobno – bo na prośbę prokuratury sądy wydały zakaz publikacji przecieków z zeznań; na pewno – bo Netanjahu i ludzie z jego otoczenia popadli w panikę.

I słusznie. Pierwszy świadek koronny to Miki Ganor, pośrednik między niemieckimi stoczniami a izraelską marynarką wojenną. On wie nie tylko, kto i ile miał zarobić na zakupie (zbytecznych) łodzi podwodnych, ale też jak daleko sięgają korupcja i oszustwo. Może aż do samej głowy.

Drugi złowiony przynętą świadek koronny jest jeszcze ciekawszy. To Ari Harow, wieloletni szef kancelarii premiera i osobisty skarbnik rodziny Netanjahu. Jak piszą komentatorzy, to człowiek, który lepiej zna kaprysy, słabostki i finanse Bibiego od jego małżonki Sary, która przecież nawet na chwilę nie spuszcza go z oka. Harow, religijny syn emigrantów z USA, a dziś mieszkańców żydowskiego osiedla na Zachodnim Brzegu, zdaniem policji i prokuratury prał miliony brudnych dolarów i kłamał na całego w kwestii źródeł swoich pieniędzy.

Prokuratura zrezygnowała z postawienia go przed sądem i w zamian za umorzenie sprawy Harow sypie i sypie. Wszystkie tajemnice i spiski polityczno-finansowe wychodzą na jaw, a raczej wyjdą na jaw, gdy prokuratura zakończy przesłuchania. W połowie września.

Blady strach padł na Netanjahu, na bliskich mu ludzi biznesu i na zbliżonych do nich polityków. Harow przedstawia także dowody na konkretne kroki, jakie miał podejmować Netanjahu, by „przekupić” Mozesa.

Młyny izraelskiej sprawiedliwości mielą powoli

Należy pamiętać, że wstępne śledztwo to jeszcze nie kryminalny akt oskarżenia. W Izraelu procedura jest długa i dość skomplikowana. Z policji teczki przechodzą do prokuratury, a stąd do radcy prawnego rządu, który osobiście decyduje o akcie oskarżenia i to dopiero po wstępnym przesłuchaniu podejrzanego. Może potwierdzić ustalenia policji i prokuratury lub je odrzucić (np. w 2004 r. prokuratura generalna poleciła oskarżyć o korupcję i wytoczyć proces kryminalny ówczesnemu premierowi Arielowi Szaronowi; radca prawny rządu Meni Mazuz polecenie to odrzucił).

Ale nawet proces kryminalny nie doprowadzi premiera Netanjahu do dymisji. Zmusi go do niej dopiero wina zatwierdzona przez najwyższą instancję sądową. A do tego daleko – najwcześniej w następnym dziesięcioleciu.

Fani Bibiego nie trawią już jego wybryków i afer

Skąd więc ta nagła zmiana w atmosferze politycznej Izraela? Skąd to przekonanie o bliskim końcu rządów Netanjahu?

Z ulicy. To ona była najsilniejszym oparciem Netanjahu. Ulica go kochała, ulica mu przebaczyła – jak długo prowadził otwartą politykę populistyczną, nacjonalistyczną, szowinistyczną, propagując nienawiść do mniejszości arabskiej w Izraelu. Jednak nawet najgrubsza skóra zaczyna w pewnym momencie pękać. Wygląda na to, że pęka teraz.

Przeciętny fan Bibiego nie jest już w stanie strawić jego wybryków i afer. Według ostatniego sondażu opinii publicznej przeszło połowa pytanych Izraelczyków straciła zaufanie do Netanjahu, ufa mu tylko jedna czwarta. Zaś zdaniem dwóch trzecich obywateli powinien podać się do dymisji, gdy zostanie oskarżony o przekupstwa i oszustwa – jak sugeruje policja. A to może się stać już pod koniec roku.

W partiach zaczęło wrzeć.

Inny sondaż wskazuje na większe poparcie dla rządzącej partii Likud bez Netanjahu na jej czele. Bez tego wodza lepiej niż z nim.

Benjamin Netanjahu, premier Izraela od 2009 r., już nie wygląda na niezastąpionego. Przeciwnie, wygląda na kogoś, kogo należy jak najszybciej zastąpić. Zastąpić funkcjonującym premierem. Ale proszę pamiętać: to nie jest kryzys ideologii, to jest kryzys idola. Populizm nadal tak, korupcja już nie.

Publikacja stenogramów z przesłuchań Ganora i Harowa przyspieszy moim zdaniem nieuchronny proces odwracania się ulicy od jej bożyszcza. Stąd do wymuszonej dymisji i wczesnych wyborów niedaleko. Na odległość wyciągniętej po łapówkę ręki.

*Sever Plocker – publicysta i dziennikarz izraelski polskiego pochodzenia, wicenaczelny dziennika „Yedioth Aharonot”

%d blogerów lubi to: