Maria Zacharowa robi wytyki amerykańskim kolegom


22:58 04 SIERPIEŃ 2017
Briefing rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej

Maria Zacharowa: Goodbye, Ameryko?

1 / 2
OPINIE

08:00 04.08.2017(zaktualizowano 09:44 04.08.2017)Krótki link
4931911192

Bardzo mi się podoba argument, że taki niezdarny i omszały system wizowy USA ma „zapewnić odpowiednie bezpieczeństwo”, wyłowić wrogów, w tym terrorystów, przestępców itp. To kolejna bzdura, – uważa rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa.

Natychmiast po ogłoszeniu przez Rosję o zastosowaniu środków odwetowych w stosunku do dyplomatów i nieruchomości USA, Amerykanie zaczęli straszyć rosyjskich obywateli utrudnieniami i przeciąganiem wydawania amerykańskich wiz. Pierwszą jaskółką był towarzysz McFaul. I jest to bardzo ważny szczegół, który jeszcze się nam przyda.

Jak wynika z wycieków z Waszyngtonu, właśnie ograniczenie liczby personelu zagranicznych placówek uderzy w turystyczne plany Rosjan. Tak?

Siergiej Ławrow, Jen Psaki w czapce-uszance, Maria Zacharowa i John Kerry na spotkaniu w Paryżu
© ZDJĘCIE: STATE DEPARTMENT

Pozwolę sobie zadać pytania: a czym zajmowali się i zajmują się w Rosji setki pracowników amerykańskich placówek dyplomatycznych? Dla dyplomaty jest to niestosowne pytanie. Ale i cała sytuacja już dawno wybiega poza granice subtelności. Pytam na głos, nie dlatego że nie wiem lub jeszcze raz chcę nastąpić amerykańskim kolegom na odcisk. Bynajmniej. Nigdy nie zadałabym tego pytana, gdyby sami nie powiązali liczby personelu ze świadczeniem usług konsularnych Rosjanom. Obrzydło, gdy z ludzi robi się błaznów.A teraz po kolei.

Nie usłyszeliśmy od naszych amerykańskich kolegów oficjalnych oświadczeń dotyczących dokładnej lub przybliżonej liczbie pracowników placówek dyplomatycznych lub konsularnych USA na terytorium Rosji. A dla debaty publicznej na temat kwestii wizowych, którą już rozpoczęli, jest to ważne.

I jeśli teraz nam mówią, że „redukcja będzie dotyczyć wystawiania wiz”, to logicznie byłoby przedstawić dokładne lub przybliżone dane, robiąc to oficjalnie. W mediach pojawiła się liczba: Waszyngton wysłał do Rosji 1200 osób personelu dyplomatycznego. Oficjalnie nie potwierdzono, ani nie zaprzeczono — Departament Stanu z jakiś powodów utajnił tę liczbę. Dlaczego? Rosja podała swoją cyfrę, zapraszając do parytetu — 455.

Powiązanie redukcji liczby personelu z wydawaniem wiz nie wytrzymuje krytyki, bo Amerykanom nikt nie mówił kogo mają odesłać, nikt nie dyktował i nie wskazywał, kogo wysłać do domu, a kogo zostawić. W związku z powyższym, jeśli Waszyngton zdecyduje zredukować liczbę pracowników zajmujących się właśnie kwestiami wizowymi, będzie to decyzja Waszyngtonu — suwerenna, przemyślana i wcale niewymuszona. Ludzie powinni to wiedzieć i rozumieć.

Rozwijając temat wydawania wiz, a amerykańscy koledzy i  współczujący podają ilościowe wskaźniki, dodamy cyfry: w 2016 roku Rosjanom wydano  około 150 tys. amerykańskich wiz, rosyjskich Amerykanom — 102 tys. Wydawałoby się, jaka różnica: 1,5-2 razy więcej wydają wiz, czyli 1,5-2 razy więcej potrzebują pracowników. Ale tylko na pierwszy rzut oka.

Mamy kardynalnie różne podejścia do wydawania wiz.

Nie będę wchodzić we wszystkie szczegóły, ale najważniejsze powiem. Amerykańskie  procedury wymagają przeprowadzenia osobistej rozmowy. Oczywiście wymaga to znacznie więcej czasu i siły roboczej. Rosyjskie wizy w USA wydawane są bez przeprowadzania takiej rozmowy, a dokumenty można wysłać również pocztą. Nie zamierzam udowadniać, że nasz sposób jest lepszy, a ich gorszy — nie ja o tym decyduję. Ale jedno jest pewne:  zastosowana przez amerykańskie władze metoda wydawania wiz jest znacznie bardziej pracochłonna. Ale nie jest to wina Federacji Rosyjskiej!

Wciąż nie mogę zrozumieć, po co w XXI wieku (!!!) przeprowadzać osobiste rozmowy w celu wydania wiz. Wyobraźcie sobie, że w USA można głosować online!

Tak-tak, ten sam brzemienny w skutki wybór prezydenta, o który nas się oskarża, odbywała się za pośrednictwem internetu. I, nawiasem mówić, nikt nie wspomniał nawet o wycofaniu się z głosowania online. Operacje bankowe, zakupy, edukacja — wszystko na odległość. Co więcej, w wielu przypadkach, gdy w USA byłoby ci wygodnie coś załatwić lub zamówić osobiście, powiedzą ci, że to przeszłość i zajrzyj do internetu. Podczas referendum ws. niepodległości Szkocji ludzie głosowali za pośrednictwem poczty elektronicznej! I wydać  wizy, mając wcześniej wyczerpujące informacje o wnioskującym, nie można bez osobistej rozmowy. Ta procedura dotyczy nie tylko zwykłych obywateli, do których teoretycznie można mieć pytania. Ale też ludzi, którzy są znani na całym świecie. Jadą nasi aktorzy, piosenkarze, politycy, naukowcy, biznesmeni — i tak musza przejść rozmowę. Szczególnie komicznie wygląda zaproszenie do osobistego poznania dla tych, którzy w USA przyciągają tłumy. Po co? Aby zaśpiewali lub zatańczyli przed amerykańskimi dyplomatami,  uwiarygodniając swoją tożsamość?

Oczywiście nie o to chodzi. Wszyscy (WSZYSCY) głęboko myliliśmy się, myśląc, że amerykańska biurokracja jest mobilnym innowacyjnym projektem firmy Apple. Bynajmniej. Dlatego wszystkie te wymyślone przez nią kiedyś rozmowy i pozostałe prahistoryczne brednie nie są znoszone, nie dlatego że mają jakąś ważną funkcję lub tajną misję, a dlatego iż raz uruchomione koło zamachowe trudno jest zatrzymać. Nawet jeśli jest to niesamowity anachronizm i wymaga kolosalnych nakładów. Zapewniam was, wielu, a nawet większość pracujących w Rosji amerykańskich dyplomatów doskonale to rozumie. Ale system nie toleruje inicjatywy.Bardzo mi się podoba argument, że taki niezdarny i omszały system wizowy ma „zapewnić odpowiednie bezpieczeństwo”, wyłowić wrogów, w tym terrorystów, przestępców itp. To kolejna bzdura. Aby „odcinać” terrorystów, nie powinno się przeprowadzać rozmów (nie sadzę, że w amerykańskim konsulacie terroryści pękają jak orzechy pod wpływem spojrzenia rozmówcy), tylko służby specjalne muszą ze sobą współpracować.

Ale właśnie ta współpraca padła w pierwszej kolejności ofiarą ambicji Obamy. A przecież była bardzo obiecująca.  I przykład przekazania stronie amerykańskiej informacji o Carnajewach jest bardziej niż znamienny. Jednak administracja Obamy nie chciała jej i te kontakty zostały zerwane. Jeśli chodzi o przestępców, to tu jest jeszcze bardziej ciekawie. Wiele osób, które oskarżyły rosyjskie organy ścigania o finansowe machinacje, korupcję i inne przestępstwa, latami czuli się swobodnie i, nawet figurując w bazach danych Interpolu, nie interesowali amerykańskich strażników prawa i moralności.

Czytelniku, nie ma na razie przerwy, nie czas na odpoczynek.

Co robią w Rosji amerykańscy dyplomaci? Być może udoskonalili system wydawania wiz poprzez przyśpieszenie tego procesu? A teraz uwaga, bzdura. W ciągu ostatnich 4-5 miesięcy czas wydawania amerykańskich wiz wydłużył się 4-5-krotnie. I nie tylko w Rosji! Czyli ani z ukraińskim kryzysem, ani z problemami dwustronnymi nie jest to związane. Jeśli wcześniej osławiona rozmowa była wyznaczana mniej więcej po 10 dniach od złożenia dokumentów, to w ostatnim czasie wnioskodawca zostaje zaproszony do konsulatu po 6-7 tygodniach!!!

Jeszcze raz przypominam: dzieje się to nie pod koniec XVIII wieku, a w pierwszym ćwierćwieczu XXI! Co można robić z dokumentami niemal dwa miesiące?

A przecież mowa jest o tym, że te dokumenty są standaryzowane, dane wprowadzone są do formularza elektronicznego, wiele nie pierwszy raz.

Kolejny ważny punkt. Po tym samym wycieku do amerykańskich mediów Departament Stanu do tej pory nie obsadził kluczowych stanowisk, w tym zastępcy sekretarza stanu. Nie obsadzono, bo kandydatów odrzuca Senat. A co dzieje się w Senacie i kto zamawia muzykę, wiemy i bez wycieków: obecny prezydent nie ma poparcie nie tylko wśród Demokratów, ale i Republikanów. Znajduje się poza systemem.A teraz przerwa. Siadamy na pieńku i zaczynamy przyglądać się wypiekom.

Współpracą dwustronną przebywający w Rosji amerykańscy dyplomaci nie zajmują się już od kilku lat — nie ma jej, została zniszczona siłami Obamy. Oprócz budowania demokracji, ostatnio nie mieli nic do roboty: delegacje nie przyjeżdżają, fora gospodarcze nie są organizowane (Departament Stanu nie zaleca biznesowi angażować się w Rosji), wystaw z Rosji do USA nie spieszą się wysyłać po serii pozwów i gróźb nałożenia aresztów na zbiory muzealne itp. itd. Coś mi mówi, że mamy wystarczająco swoich budowniczych demokracji.

Dlatego wszystkie te rozmowy, że redukcja personelu przeszkodzi w pracy konsularnej są pustym gadaniem.

A jeśli wydawanie amerykańskich wiz jeszcze bardziej będzie się przeciągać — aktywnie mówią o tym źródła — będzie to cios podwójnego przeznaczenia. Po pierwsze wymierzony w Trumpa — taka kolejna odnoga sabotażu decyzji dotyczących polityki zagranicznej. Nie zapominajcie, że Departamentem Stanu 4 lata kierowała Hillary Clinton, która mianowała na wszystkie kluczowe i nie tylko stanowiska swoich ludzi. I zrobiła to bardzo dobrze, o czym świadczą 4 lata bezowocnych prób „rozpoczęcia pracy” podejmowanych przez Johna Kerry’ego.

Donald Tusk
© AP PHOTO/ ALIK KEPLICZ

Przesiąknięty na wskroś ideologią Partii Demokratycznej Departament Stanu jest najważniejszym narzędziem w rękach przegranych, nie tylko głodnych natychmiastowego rewanżu, ale i odpracowujących zaciągnięte na wybory „socjalne kredyty” i robiących nowe stawki na zero w przededniu rozpoczynającego się cyklu wyborczego. A McFaul w tej historii pełni rolę spikera ds. zagranicznych, wyznaczając kierunek informacyjny ataków. Po drugie, jest to kolejny wygodny powód do drażnienia Moskwy, robiąc kolejne świństwo Rosjanom i przypisując je „polityce Kremla”.Bądźmy szczerzy: jeśli amerykańska biurokracja nie może lub nie chce poradzić sobie z wydawaniem wiz być może, targując się o następne dotacje państwowe na jej modernizację, nie należy również o to obwiniać Rosji.

Jesteśmy gotowi wyciągnąć do kolegów pomocną dłoń też w tej kwestii, np. podzielimy się doświadczeniem.

Przecież nasze wizy Amerykanie dostają w ciągu 10 dni i bez rozmów.

Maria Zacharowa, rzeczniczka MSZ Rosji