OWOCE ZATRUTEGO DRZEWA


Gazeta Warszawska.pl

 

19:00, 01-01-2016

IZABELA BRODACKA-FALZMANN : OWOCE ZATRUTEGO DRZEWA

  • 31 lipca 2017 
  • Napisane przez  Izabela Brodacka-Falzmann
fot: pixabay.comfot: pixabay.com

System prawny III RP to drzewo zatrute od korzeni po najdrobniejszy listeczek. Aby zlikwidować narosłe patologie, należy to drzewo wyciąć i wykarczować. Próbą tego są obecne działania PiS-u. Beneficjenci chorego i zwróconego przeciwko obywatelom systemu lamentują, że PiS niszczy demokrację.

– Owoce zatrutego drzewa (fruit of the poisonous tree) to dowody zdobyte z naruszeniem prawa. W systemie prawnym USA takie dowody nie mogą być użyte w sprawie karnej. Zakaz używania dowodów zdobytych nie tyle nawet bezprawnie, co z naruszeniem obowiązujących procedur stawia prawa jednostki ponad bezpieczeństwem zbiorowości, a paradoksalnie – często prawa sprawcy ponad prawami jego ofiary.

Zasada wyłączania zdobytych nielegalnie dowodów (exclusionary rule) funkcjonowała w Polsce tylko w szczególnych okolicznościach. Pozwoliła na przykład uniknąć odpowiedzialności karnej specjalistce od kręcenia lodów, posłance PO, niejakiej Sawickiej. To typowe, że różne szlachetne zasady, a także sprawdzone w innych systemach korzystne dla obywateli mechanizmy, były używane w III RP przeciwko tym obywatelom i służyły do ochrony złodziei i hochsztaplerów. Dobrym tego przykładem jest rabunek nieruchomości, dla którego listkiem figowym było święte prawo własności i wynikająca z niego konieczność zwrotu przedwojennych nieruchomości, a podstawą prawną handel roszczeniami i rękojmia zaufania do ksiąg wieczystych. Sparaliżowani szacunkiem do „świętego prawa własności” ludzie nie zauważyli, że funkcjonuje ono jako „święte prawo własności ukradzionej”. Nikomu nie śniło się przecież oddać prawowitym właścicielom mieszkań przy Szucha 16, w alei Przyjaciół i alei Róż, zrabowanych i wykupionych za grosze przez prominentów i aparatczyków socjalistycznego systemu. Natomiast kamienica kupiona za 50 zł przez oszusta od nieprzytomnej staruszki miała być własnością nabywcy chronioną najświętszym prawem. Ten cały oszukańczy proceder nie byłby możliwy, gdyby nie współdziałanie członków palestry – sędziów, którzy decydowali o wydaniu nieruchomości złodziejom, notariuszy, którzy firmowali oszukańcze umowy i wreszcie adwokatów, którzy osobiście uczestniczyli w oszukańczym procederze.

Społeczeństwo nie ufa kaście prawniczej. Tej według Ireny Kamińskiej „nadzwyczajnej kaście ludzi”, dla których, jak raczyła stwierdzić prezes sądu najwyższego Małgorzata Gersdorf, 10 tys. pensji miesięcznie to za mało, aby przeżyć. Społeczeństwo nie ufa sędziom, którzy chcą być niezależni, to znaczy ferować wyroki według swego widzimisię albo pod dyktando wpływowych koterii. Sędziom, których immunitet ma chronić przed odpowiedzialnością za pospolite przestępstwa, takie jak kradzież sprzętu elektronicznego w sklepach, prowadzenie samochodu w stanie upojenia alkoholowego czy wreszcie zwykłe łapówkarstwo. Można przytoczyć dziesiątki przypadków, w których sądy wydawały absurdalne i krzywdzące wyroki. Celowały w tym sądy rodzinne odbierające dzieci z powodu znalezienia przez kuratora w mieszkaniu muszek owocówek albo okruszków na podłodze. Zdarzyło się, że sąd przyznał opiekę nad dzieckiem płatnej gosposi, dlatego że, jak twierdziła, bardzo się do dziecka przywiązała. Matka dziecka po śmierci męża musiała ratować zagrożoną firmę i tylko dlatego powierzała całodobową opiekę nad dzieckiem dobrze opłacanej gosposi. Jak napisał jeden z komentatorów wyroku, przy takim nastawieniu sądów strach zlecić komuś pastowanie podłogi, bo może się do tej podłogi zbytnio przywiązać.

Wyroki sądów są w powszechnej opinii nieprzewidywalne, niewspółmierne, najprościej powiedzieć – wybiórcze. Dobrym tego przykładem jest historia niedawno zmarłego sędziego Lecha Morawskiego. Był on kierownikiem Katedry Prawa i Państwa na wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Był również kierownikiem Katedry Filozofii Prawa na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Był członkiem komitetu naukowego II i III Konferencji Smoleńskiej. Członkiem Trybunału Konstytucyjnego został z rekomendacji Prawa i Sprawiedliwości. Andrzej Rzepliński odmówił dopuszczenia go do orzekania, dopuszczony został dopiero w grudniu 2016 r. przez Julię Przyłębską. 9 maja 2017 r. w Trinity College w Oksfordzie profesor Morawski bardzo rzeczowo opisał stan systemu prawnego w Polsce. Powiedział wprost, że politycy i sędziowie biorą w Polsce łapówki. Środowisko prawnicze zawrzało oburzeniem. Dziekan wydziału prawa UMK odwołał obronę pracy doktorskiej, której promotorem był profesor Morawski, czyli rykoszetem oberwał Bogu ducha winny doktorant. Profesor Morawski został potępiony jako ten, który kala własne gniazdo. Potępiający nie czytali chyba nigdy Norwida, który zadał zasadnicze pytanie: Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala, czy ten, co mówić o tym nie pozwala? Głos profesora Morawskiego jest szczególnie ważny nie tylko dlatego, że był on specjalistą filozofii prawa, ale przede wszystkim dlatego, że był to głos przedstawiciela środowiska prawniczego, który, jak większość obywateli, widział jego degrengoladę strukturalną i personalną.

Projekt samooczyszczenia się środowiska prawniczego z dyspozycyjnych wobec komuny sędziów skazujących na śmierć polskich patriotów, a także z donosicieli, łapowników i pospolitych oszustów ma takie same szanse powodzenia, jak wyciąganie się z bagna za włosy, opisane przez słynnego barona Münchhausena. Najlepszy dowód, że po 1989 r. nie zabrakło „rozgrzanych sędziów”, skłonnych wydawać wyroki na zamówienie, a nawet doradzać opozycji, jak zniszczyć politycznego przeciwnika.

System prawny III RP to drzewo zatrute od korzeni po najdrobniejszy listeczek. Aby zlikwidować narosłe patologie, należy to drzewo wyciąć i wykarczować. Próbą tego są obecne działania PiS-u. Beneficjenci chorego i zwróconego przeciwko obywatelom systemu lamentują, że PiS niszczy demokrację. Tak, to prawda – niszczy i wykorzenia demokrację socjalistyczną, która, jak wiadomo, ma tyle wspólnego z demokracją, co krzesło elektryczne ze zwykłym krzesłem. Podstawowa zasada demokracji socjalistycznej brzmiała, że wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze. Teraz te równiejsze zwierzęta walczą o swoje dziedziczne, ich zdaniem, przywileje, które mogły zachować po zmianie systemu tylko dzięki trzeciej władzy, czyli sądom i całemu systemowi prawnemu, który nie poddał się lustracji ani dekomunizac