Opuściła nas Wanda Chotomska


Wanda Chotomska, autorka książek dla dzieci, zmarła dziś w Warszawie

red

02 sierpnia 2017 | 16:15

Wanda Chotomska

Wanda Chotomska (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

Miała cztery lata, gdy z szyldów nauczyła się czytać i pisać. W wieku lat pięciu posłana została do szkoły. – Tam starsze dziewczynki mówiły na mnie Szirlejka [od gwiazdy filmowej Shirley Temple] i palcem zakręcały loki. Strasznie mnie to złościło i gryzłam je w palce – mówiła Wanda Chotomska dwa lata temu w wywiadzie dla „Stołecznej”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Wanda Chotomska urodziła się w 1929 r. w Warszawie. Była autorką okołu dwustu książek dla dzieci i młodzieży, audycji radiowych i telewizyjnych, scenariuszy. Stworzyła dobranockę „Jacek i Agatka”, pisała piosenki dla zespołu Gawęda, odznaczona została m.in. Orderem Uśmiechu. Zmarła w środę po długiej i ciężkiej chorobie.

W DZIECIŃSTWIE MÓWIONO NA MNIE „SZIRLEJKA”

Czytać nauczyłam się z szyldów
W 2013 r. mówiła w wywiadzie dla „Wyborczej”: – Przed wojną mieszkaliśmy w dużym mieszkaniu na Wroniej. Były tam trzy podwórka przechodnie; od frontu mieszkali lepsi lokatorzy, tacy jak my, na trzecim były najmniejsze lokale. Co roku na kilka miesięcy, często już w maju, jeździło się na letniaki do podwarszawskiego Świdra. Wynajmowało się cały dom, z Warszawy przyjeżdżały łóżka i pościel. Łaziłam po drzewach, jeździłam na rowerze, z chłopakami w Świdrze robiliśmy podkopy. Lubiłam robić przedstawienia, teatrzyki, pisałam teksty, sama też występowałam.
Czytać nauczyła się w wieku czterech lat, patrząc na szyldy. Potem był Brzechwa, Tuwim. – Kiedy przeczytałam „Powrót taty” Mickiewicza, miałam siedem lat i pomyślałam, że napiszę o tatusiu. Ojciec lubił chodzić na ryby, więc napisałam, pamiętam: „…żonę swoją z domu wywleka, żona na niego nad Wisłą czeka, a biedne dziatki, ofiary tatki, są pozbawione opieki matki”. To był mój pierwszy wiersz – wspominała.

List od Gomułki w sprawie piegów
W 1949 r. zaczęła pracę w „Świecie Młodych”. Razem z Mironem Białoszewskim publikowali tam wiersze, podpisując się „Wanda Miron”. Była autorką dobranocki „Jacek i Agatka” – pokazano ją w telewizji w 1962 r., była na ekranie ponad 10 lat. Jacek i Agatka to były dwie drewniane pacynki, które zaprojektował Adam Kilian. – Pojawiali się w telewizji trzy razy w tygodniu. Wymyślałam różne akcje. Np. wtedy źle widziane były piegi, dzieci miały kompleksy, więc zrobiłam klub piegowatych i wybory króla piegowatych. Dzieci się zgłaszały, liczyły piegi. Wymyśliłam też dzień dziadka, tzn. Jacek to zaproponował – opowiadała. – W sprawie piegów przyszedł list do Gomułki, że dosyć wyśmiewania się z kalectwa. Były też problemy z wewnętrzną cenzurą, telewizyjną. Np. Jacek z patyka zrobił sobie konika. Oglądam program i słyszę, że bawi się nie patykiem, ale kijkiem. Telefonuję i dowiaduję się, że zmienili, bo dyrektor czy jego zastępca ma na nazwisko Patyk.

Posadzono mnie na tronie
Jest patronką wielu przedszkoli i bibliotek, często je odwiedzała. W wywiadzie z 2010 r. mówiła: – Pamiętam, jak czułam się głupio w przedszkolu na Śląsku, gdy posadzono mnie na specjalnie przygotowanym tronie. Przede mną zasiedli wszyscy miejscy notable oraz panie z torebkami na kolanach. Powiedziałam im: „Czuję się nieswojo na tronie, więc usiądę na dywanie”. I siadłam między dziećmi. Po chwili od dziewczynki z boku usłyszałam: „Anie umies usiąść po tulecku?”. Odpowiedziałam, że nie, bo mam na nogach szpilki i mogłabym się ukłuć w pupę. „Aha” – powiedziało dziecko ze zrozumieniem. Wtedy spojrzałam na miny ludzi siedzących przede mną i poczułam, że naprawdę warto było usiąść wśród tych dzieci na podłodze.
Raz na spotkaniu w Krakowie w szkole u sióstr urszulanek pewien chłopiec chciał koniecznie uzyskać ode mnie poświadczenie prawdy i zapytał: „Ale Biblię to pani napisała, prawda?”. Odpowiedziałam: „Żałuję, ale niestety nie ja. A takie nakłady!”. Bo z dziećmi trzeba rozmawiać poważnie.

Zrobiłam z Barbie dziewczynę gangstera
Takich anegdot miała więcej: – Zawsze byłam i jestem przeciw lalkom Barbie. Kiedyś na spotkaniu autorskim w bibliotece zobaczyłam książeczkę dla dzieci o Barbie, wzięłam z półki i weszłam z nią do sali. Dzieci się ucieszyły, że będę czytać o tej lalce, a ja zrobiłam rozbiór ekonomiczny Barbie i mówiłam Balcerowiczem. Czytam im np., że Barbie przyleciała samolotem do Nowego Jorku. I pytam dzieci, czy wiedzą, ile taki przelot kosztuje. Mówię im ile i pytam dalej: „Ciekawe, skąd ona miała tyle pieniędzy?”. Potem czytam, że na lotnisku czeka na nią limuzyna. Pytam dzieci: ile taka limuzyna kosztuje? Nie wiedziały, więc podałam kwotę. I znowu pytam: „Skąd Barbie miała tyle pieniędzy na kupno limuzyny?”. Dzieci na to, że od swojego narzeczonego Kena. To ja pytam: „A ten Ken to gdzieś pracuje?”. „Nie”. „To co on robi?”. Dzieci wywnioskowały, że z niego to chyba normalny gangster. I razem doszliśmy do wniosku, że Barbie jest dziewczyną gangstera.

%d blogerów lubi to: