Elitarny strzał w dostojne kolano


Stanisław Michalkiewicz

Strzał w kolano

Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    30 lipca 2017

No i najsłabsze ogniwo politycznego łańcucha pękło.

Pan prezydent Andrzej Duda zawetował ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. Jak już wspominałem, suwerenna – bo jakże by inaczej? – decyzja pana prezydenta w sprawie obrony praworządności została podjęta po 45 -minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią.

Co panu prezydentowi powiedziała, czym go postraszyła, co mu obiecała – tego nieprędko, albo może i nigdy się nie dowiemy, ale to nieważne; tak czy owak, najsłabsze ogniwo politycznego łańcucha pękło.

Po ogłoszeniu decyzji pana prezydenta środowisko folksdojczów nie mogło ukryć radości, podobnie jak „kasta”, której wybitna przedstawicielka w osobie pani prezes Małgorzaty Gersdorf, została zaproszona do Belwederu na rozmowę.

Euforia wywołana ulgą z powodu odłożenia siekiery, która już-już wydawała się przyłożona do sądowego pniaka, skłoniła panią prezes nawet do przeprosin za nierozważne słowa, jakoby za 10 tys. złotych można było wyżyć wyłącznie na prowincji.

Słowa rzeczywiście może trochę nierozważne, ale przecież prawdziwe – na co zwrócił uwagę Tadeusz Boy-Żeleński pisząc: „W Warszawie zbytek, szampańskie kolacje, płyną rubelki, skąd, gdzie – ani wiesz!

Na prowincji oczywiście inaczej – na co zwrócił z kolei uwagę Konstanty Ildefons Gałczyński, pisząc: „I tak jest mało lepszych chwil, nudno i krzywo – chyba, że tam, gdzie świeci szyld: WÓDKA i PIWO”.

No, tak było może zaraz po wojnie, ale teraz i na prowincji jest sporo atrakcji, wskutek tego sędziowie prowincjonalni starają się dorównać tym stołecznym, gdzie „wszyscy śliczni tacy są i kulturalni” – dzięki czemu w naszym nieszczęśliwym kraju afery lęgną się jak króliki – co byłoby niemożliwe bez parasola ochronnego, jaki nad aferzystami, którzy zresztą przeważnie działają na zlecenie, rozpinają stare kiejkuty, czyli Wojskowe Służby Informacyjne.

Rozpinaniem tego parasola zajmuje się oczywiście agentura, pieczołowicie uplasowana również w aparacie wymiaru sprawiedliwości, to znaczy – w prokuraturze i niezawisłych sądach. Agentura, ma się rozumieć, musi być wynagradzana – i w ten sposób życie na prowincji coraz bardziej upodabnia się do stołecznego. Rąbek tajemnicy nierozważnie uchyliła właśnie pani prezes Małgorzata Gersdorf, która z sędziowskiej pensyjki potrafiła uciułać sobie miliony. Daj Boże każdemu, chociaż oczywiście takich słodkich pierniczków dla każdego nie wystarczy, więc z tego między innymi powodu walka o praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju nabrała takiej zaciekłości.

Ale nie tylko – bo jeszcze ważniejszym powodem jest dążenie Niemiec do przesilenia politycznego w Polsce, w następstwie którego na pozycji lidera tubylczej politycznej sceny osadzona zostałaby ponownie ekspozytura Stronnictwa Pruskiego, która nie tylko wycofałaby się z projektu Trójmorza, ale i w podskokach wykonałaby każdy rozkaz Berlina.

Jeszcze tedy nie ochłonęliśmy z wrażenia po suwerennej decyzji pana prezydenta Dudy, a już owczarek niemiecki w osobie Franciszka Timmermansa, który dotychczas tylko tarmosił nieszczęsną Polskę, wystosował do rządu ultimatum z miesięcznym terminem.

Jeśli w ciągu tego miesiąca rząd nie przedstawi regulacji w dziedzinie sądownictwa, które wspomniany owczarek niemiecki zaakceptuje, Polska będzie boleśnie pokąsana sankcjami, przede wszystkim natury finansowej. Taką oto czkawką zaczyna odbijać się nam euforia z powodu Anschlussu Polski do Unii Europejskiej, który – jak pamiętamy – był stręczony naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu nie tylko przez przedstawicieli obozu zdrady i zaprzaństwa w osobach Donalda Tuska i Leszka Millera, nie tylko przez lobby żydowskie w Polsce, nie tylko przez starych kiejkutów, z których część przezornie przewerbowała się na służbę w niemieckiej BND – ale również przez przedstawicieli obozu płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm w osobach braci Kaczyńskich.

Tu l’as voulu, Georges Dandin (sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało). Nie można bowiem i pieniędzy zarabiać i wianuszka nie tracić. Prędzej, czy później puszek niewinności zostanie obtarty, zwłaszcza, gdy w dodatku pan prezes Kaczyński nie ma szczęśliwej ręki do swoich faworytów. Co z którego zrobi człowieka, to ten zaraz puszcza go w trąbę. Ten szlak zdrady przetarł Kazimierz Marcinkiewicz, którego Pan Bóg skarał za to dozgonnym towarzystwem „Izabel” – no a teraz na tę drogę wkroczył pan prezydent Andrzej Duda.

Po wbiciu prezesowi Kaczyńskiemu takiego noża pan prezydent raczej nie może liczyć na normalizację stosunków z PiS-em tym bardziej, że pamiętliwość prezesa można porównać tylko do cierpliwości Boskiej. W tej sytuacji musi szukać jakiegoś oparcia – co wzbudziło ogromne nadzieje zwłaszcza Wielce Czcigodnego Pawła Kukiza, pod skrzydłami którego budowana jest sławna „Endecja”.

Nie ulega wątpliwości, że pan prezydent z wdzięcznością przygarnie „Endecję” pod swoje skrzydła – ale on też ma swoje zobowiązania – że wspomnę choćby o tym, o którym powiedział Abrahamowi Foxmanowi i innym przedstawicielom żydowskich organizacji przemysłu holokaustu podczas ubiegłorocznego spotkania w polskim konsulacie w Nowym Jorku.

Jak pamiętamy, pan prezydent nie tylko zobowiązał się do wzmożenia walki z „antysemityzmem”, ale nawet zapowiedział „legislację” w tej sprawie. Rozumiem, że do przeforsowania tej „legislacji” na terenie Sejmu zwróci się nie tylko do Nowoczesnej, nie tylko do Platformy Obywatelskiej, nie tylko do PSL, ale również do „Endecji”. Ha! „Endecja” w awangardzie walki z „antysemityzmem” w Polsce? Tego Ben Akiba nie przewidział – ale na świecie, jak wiadomo, dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom.

To i owo jednak można przewidzieć – i muszę się pochwalić, że również i mnie wspierały tu proroctwa. Ponieważ PiS odbił panu prezydentowi piłeczkę, to teraz on musi i to szybko – bo Frans Timmermans dał mu tylko miesiąc – przygotować projekty ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym, które zadowoliłyby nie tylko Naszą Złotą Panią, nie tylko starych kiejkutów, co to za pośrednictwem swojej agentury trzymały dotąd za mordę całe sądownictwo w Polsce, nie tylko starego żydowskiego grandziarza, współwłaściciela „Gazety Wyborczej” Jerzego Sorosa, który- jak powiadają – w znacznym stopniu finansował „spontaniczne protesty” zagniewanego ludu, no i oczywiście „kastę” oraz polityczne gangi – które w przeciwnym razie zablokują mu w Sejmie zbawienne reformy.

W tym celu pan prezydent kompletuje zespół „ekspertów”, którzy będą mu doradzali, jak zrobić, żeby było gites tenteges. Ze swej strony radziłem, zdeby do grona „ekspertów” pan prezydent zaprosił pana Aleksandra Smolara, porte-parole starego żydowskiego finansowego grandziarza – no bo jak inaczej będzie mógł go udelektować – no i pana generała Marka Dukaczewskiego, który mu powie, czego oczekują stare kiejkuty. Gdyby miał więcej czasu, to mógłby poprzestać na pani prezes Małgorzacie Gersdorf, ale ponieważ niemiecki owczarek dał tylko miesiąc na tempus deliberandi, to nie ma co tracić czasu na konsultacje, jakie pani prezes tak czy owak musiałaby odbyć z panem generałem, tylko zaprosić do go grona ekspertów osobiście.

I co Państwo powiecie? Pisząc te słowa dowiedziałem się, że pan prezydent właśnie odbył rozmowę z panem Smolarem. Jak widzimy, składa się jak scyzoryk, ale i tak może zostać przeczołgany – bo oto Sąd Najwyższy, po prezydenckim wecie znowu mocno siedzący w siodle – zamierza 1 sierpnia rozpatrzyć sprawę o zawieszenie postępowania w sprawie Mariusza Kamińskiego, którego prezydent Duda ułaskawił – zdaniem SN – bezpodstawnie, bo przed uprawomocnieniem się wyroku skazujacego pana Kaminskiego na 3 lata więzienia – co wnioskował prokurator generalny Zbigniew Ziobro i prezes TK Julia Przyłębska.

Jeśli SN postępowania nie zawiesi, to może to mieć konsekwencje również dla pana prezydenta, którego może porazić odpryskowy zarzut o złamanie konstytucji i kodeksu postępowania karnego. Zatem, wskutek weta, również i los jego prezydentury zawisł od starych kiejkutów i przedstawicieli „kasty”, pieczołowicie uplasowanych w Sądzie Najwyższym. Nie bądź słodki, bo cię zliżą – mówi porzekadło. I rzeczywiście – wygląda na to, że pan prezydent ze strachu strzelił sobie w kolano.

 

Stanisław Michalkiewicz