Bunt wszystkich świętych i niezlustrowanych


 Gazeta wSieci

„wSieci”: Bunt nadzwyczajnej kasty

opublikowano: 18 lipca 2017

„wSieci”: Bunt nadzwyczajnej kasty

fot. PAP/Jacek Turczyk, Fratria/”wSieci”

Stanisław Janecki pisze w najnowszym „wSieci” o chronieniu sądownictwa przed reformami likwidującymi patologie.

Fatalne i antydemokratyczne nie jest reformowanie sądownictwa, lecz chronienie go przed reformami likwidującymi patologie – pisze w najnowszym numerze tygodnika „wSieci” komentator polityczny i publicysta Stanisław Janecki.

Na początku artykułu dziennikarz przytacza sytuację, która miała miejsce kilkanaście lat temu, ale która wciąż wiele mówi o stanie polskiego sądownictwa.

– Jeden z warszawskich sądów i sprawa wytoczona tygodnikowi „Wprost”, w którym wtedy pracowałem, przez Adama Michnika. Podczas przesłuchania autora artykułu pani sędzia w pewnym momencie podniesionym głosem powiedziała do dziennikarza: „Kim pan jest, że pozwala sobie krytykować tak wybitną postać jak Adam Michnik?”. Sędzia mająca rozstrzygnąć spór okazała się żarliwą obrończynią jednej ze stron, co w sądzie jest totalnym absurdem. Nie to jest jednak największym problemem sądownictwa III RP, lecz przejście suchą stopą z PRL, a nawet przeniesienie antystandardów komuny do głów kolejnych pokoleń sędziów. Przez ich nauczycieli akademickich, przez tych, którzy decydowali o karierze, przez dziadków i rodziców (w zawodach prawniczych kastowość jest czymś powszechnym), przez wywierających presję kolegów z prawniczego mainstreamu, przez różne salony, lobby i grupy interesów – przekonuje dziennikarz.

Stanisław Janecki jasno określa, o jakie grupy chodzi i jakie to niesie konsekwencje.

  • Te grupy stworzyły prawniczy establishment, który w ogromnej większości okazał się zahibernowaną PRL. I wbrew art. 10 pkt 1 konstytucji sam się ustawił w roli pierwszej władzy, a nie jednej z trzech, wzajemnie się równoważących. Samozwańcza pierwsza władza okazała się przy tym jedyną niezdekomunizowaną (w szerokim sensie). Zapewne dlatego władza sądownicza (ściślej jej establishment) w III RP tak łatwo weszła w rolę obrońcy status quo i staro-nowego porządku, obrońcy uprzywilejowanych i silnych, mającego za nic sprawiedliwość dla słabych i dla zwykłych Polaków – tłumaczy Janecki.

Stąd tak silny opór środowisk, które na zmianach mogą stracić bardzo wiele.

  • Każdy etap reformy sądownictwa jest kwestionowany i nazywany zamachem na „demokratyczne państwo prawa”, a wręcz zagładą tego państwa. Przy okazji reformy Trybunału Konstytucyjnego pod koniec listopada 2016 r. czterech byłych prezesów TK – Andrzej Zoll, Marek Safjan, Jerzy Stępień i Bohdan Zdziennicki – napisało rozdzierający apel: „Z chwilą wejścia wżycie nowych ustaw o Trybunale Konstytucyjnym dobiegnie końca ten okres aktywności sądu konstytucyjnego w Rzeczypospolitej, w którym system kontroli konstytucyjności umożliwiał skuteczną obronę zasad demokratycznego państwa prawa i wpływał systematycznie na umocnienie gwarancji praw podstawowych”. Czyli reforma TK to koniec „demokratycznego państwa prawa. Gdy 12 lipca 2017 r. pojawił się projekt ustawy reformującej Sąd Najwyższy, ci sami byli prezesi, wsparci przez Andrzeja Rzeplińskiego, napisali: „Zmieniające konstytucję projekty ustaw o ustroju sądów powszechnych, o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o Sądzie Najwyższym prowadzą do pozbawienia sądów Rzeczypospolitej pozycji niezależnych i odrębnych od władzy politycznej organów”, co „unicestwi skuteczną ochronę praw i wolności obywatelskich” i „trwale pozbawi Rzeczpospolitą pozycji demokratycznego państwa prawa”. A i prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf obwieściła „czarną środę” (projekt upubliczniono w środę). Z kolei „Gazeta Wyborcza” (konkretnie Jarosław Kurski) wpadła w amok i skowyt, wieszcząc, iż współcześni Polacy zapłacą za mordowanie demokracji sądowniczej, tak jak ich dziadkowie i rodzice „za marzenia o wolnej i demokratycznej Polsce zapłaciły życiem w katowniach gestapo, NKWD i UB, obozach, na barykadach i frontach” – pisze publicysta.