Quo vadis Domine?


Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

18 lipca 2017

Sanacja sanacji


 Nie tylko postsolidarnościowi politycy nie znają i nie rozumieją historii nie rozumieją jej też historycy poprzełomowi. Nie tylko historii najnowszej którą nieświadomie współtworzyli ale tej wcześniejszej szczególnie zaś, historii okresu międzywojennego. Historia powojenna kreowana jest jako najczarniejszy okres w dziejach polskiego państwa porównywana do rozbiorów i okupacji. To nie tylko odrealnienie historii ale i odrealnienie w wielu przypadkach własnego życia i życia własnych rodziców.

PRL jako zło wcielone, zło mityczne służy jako tło porównawcze do deprecjonowania rządów PiS.

Przy okazji za zło wcielone uznano a priori nie tylko realny ale i każdy socjalizm i cała lewicę i w zasadzie wszystko co jest z lewicą związane.

Tyle, że jeśli ktoś całkiem nie wyprał sobie pamięci, to porównanie reżimu PiS z PRL-em wcale nie musi u niego budzić złych skojarzeń. Co więcej najczęściej i pewnie słusznie budzi pozytywne wspomnienia. Dla większości ludzi, którzy wkroczyli w wiek dorosły przed rokiem 80-tym, PRL może być wspomnieniem okresu względnej stabilizacji i bezpieczeństwa. Nawet jeśli nie specjalnie się chwalą takimi wspomnieniami to je mają. Jeśli więc słyszą, że PiS wskrzesza PRL to może utwierdzać ich w przekonaniu, że warto wspierać PiS. Bo wszystko inne jest gorsze.

A PiS niestety, czy na szczęście (właściwe proszę sobie wybrać) nie wskrzesza PRL-u. Buduje narrację opartą na idealizacji II RP i chętnie szuka wynikającej z w niej inspiracji. Zwłaszcza to, że systemy autokratyczne, miękkie dyktatury wykorzystują podobne metody działania, pomimo odwoływania się do różnych ideologii. Metody mogą być podobne ale czy również cele? Jakie były cele sanatorów, poza samym rządzeniem? Szczęście i bogactwo obywateli? Być może… Na pewno by to sanacji nie przeszkadzało. Ale nie było też najważniejsze.

A teraz? Co jest najważniejsze poza władzą?

I co różni tę władzę od poprzedniej? Może to, że poprzednia chciała wszystko dostać od obywateli za darmo, a ta doszła do wniosku, że warto zapłacić. W działaniach w sferze gospodarki nie widać różnicy pomiędzy jedną a drugą. Poglądy ekonomiczne są nieomal takie same. Stosunek do historii Polski taki sam.

Jedna, dosyć istotna różnica jest taka, że po pierwszych rządach PiS wyciągnął wnioski. Skoro nie różni się od innych, to te różnice musi stworzyć. Wywołać konflikt i go wygrać. Zapewnić igrzyska.

Do ciepłej wody wszyscy się przyzwyczają. Zresztą to była tylko koncepcja ciepłej wody, nie obietnica, że wszyscy będą ją mieli.

Polską świadomością rządzą antypeerelizm, antysocjalizm, głęboki kompleks niższości, leczony nacjonalizmem. Mamy taką samą sytuację jak przed zamachem majowym. Nowy Piłsudski jest trochę niższy, też obiecuje stabilizację i porządek. Nie ma poparcia wojska ale ma swoich zwolenników. Po drugiej stronie, nie stanie mu na drodze Centrolew, bo on sam stanowi takie samo psedudocentrum jak opozycja. Być może to nieuchronne, że po okresie który mnoży nierówności nadejść musi władza, która obiecuje równość ład i porządek. Czasem nawet szczerze. Kończy się miękką lub twardą dyktaturą i niesprawiedliwością. A skoro lewicę udało się skutecznie społeczeństwu zohydzić, z pewną jednak pomocą partii realnie lewicowej, to dyktatura musi okazać się bardziej narodowa niż socjalistyczna.

Skoro nie udało się temu zapobiec, choć przecież dało się to przewidzieć, to pewnie nie też nie da się tego odkręcić. A już na pewno nie prosto i nie szybko.

Nie prosto, bo wymaga to zmiany społecznej świadomości. Nie szybko, bo takie zmiany szybko nie następują.