Przychodzi Sowa do “Sowy&Przyjaciół”


OnetWiadomości

 

Przychodzi Sowa do „Sowy”, czyli o co chodzi w nowych „taśmach prawdy”

ANDRZEJ STANKIEWICZ

dzisiaj 06:10

 

Sowa radzi: "Jurek nie polemizować, zniszczyć"Foto: Grzegorz Jakubowski / PAPSowa radzi: „Jurek nie polemizować, zniszczyć”

Najciekawsze są te fragmenty nowych taśm od „Sowy”, na których politycy PO rzucają nazwiska wiceministrów podejrzewanych o korupcję i kwitują to śmiechem.

 

• Na jaw wyszła kolejna taśma nagrana przez kelnerów w restauracji „Sowa i Przyjaciele”

 

• Rozmowa ma kilka wątków. Dotyczy m.in. kariery polityka PO Aleksandra Grada w spółkach skarbu, pracy Ryszarda Petru w PKP, a także zatrudnienia byłego dowódcy BOR jako szefa ochrony w państwowym gigancie energetycznym PGE

• Według ustaleń Onetu, najnowsze nagranie prawdopodobnie nie było znane organom ścigania. A to znaczy, że wciąż jest dysponent sączący taśmy – w zależności od sytuacji politycznej

Spotkali się prawdopodobnie 7 lutego 2014 r. Obchodzili imieniny Pawła i Mariana. Wodzirejem na tym spotkaniu był ks. Kazimierz Sowa, duchowny znany z sympatii do Platformy i zajadłej krytyki PiS. Jego brat Marek Sowa przez wiele lat działał w PO, doszedł do stanowiska marszałka Małopolski, a w ostatnich wyborach został posłem Platformy – tyle że w listopadzie minionego roku przeszedł do Nowoczesnej.

To ks. Sowa wygłasza najbardziej radykalne sądy na tym nagraniu, nie unikając przy tym wulgarnego języka, czym zresztą współgra z innymi uczestnikami imprezy. A są nimi:

Paweł Graś, prawa ręka premiera Tuska, minister skarbu Włodzimierz Karpiński, były szef BOR gen. Marian Janicki oraz multimilioner Jerzy Mazgaj. Wszyscy oni – poza Karpińskim – pochodzą z Małopolski. Łączy ich też wiele różnych związków politycznych i biznesowych. Dla przykładu: Graś i Karpiński to w tamtym czasie polityczni sojusznicy, Graś jest kumplem Janickiego, zaś Mazgaj zatrudniał Janickiego i Sowę w swych firmach.

Sowa chce błysnąć

Widać, że Sowa chce błysnąć swą wiedzą o układankach w spółkach skarbu, tyle że albo opowiada komunały, albo wróży z fusów. Tak jest chociażby wtedy, gdy opowiada o swej zakrapianej suto winem kolacji z Ryszardem Petru, wówczas ekonomicznym celebrytą menadżerem, który zasiadał – i do dziś zasiada – w radzie nadzorczej mazgajowej Vistuli.

Sowa chełpi się: „Niedługo też ciekawe informacje o Ryśku się ukażą. Przewodniczący rady nadzorczej PKP… Ale zarazem taki zlinkowany pod Elą [Bieńkowską, ówczesną wicepremier i szefową resortu infrastruktury]. W sensie wiesz, tak zwany prezes niehonorowy tylko… no, jak wiecie, są zawsze trzy rodzaje prezesów… urzędujący, reprezentujący i zap…jący. I Rysiu będzie tym trzecim, czyli będzie musiał się pokazywać, tłumaczyć w mediach i tak dalej.

Rzeczywiście, Petru został szefem rady nadzorczej PKP. Był nim jeden dzień – 17 marca 2014 r. Nie zdołał się wykazać ciężką pracą, z miejsca złożył dymisję. Za to do dziś nie potrafi się wytłumaczyć w mediach z tej ekspresowej kariery.

Robi się poważnie

Poważniej wygląda rozmowa dotycząca – jak wiele na to wskazuje – zatrudnienia Janickiego jako szefa ochrony w państwowym gigancie energetycznym PGE. Generał został odwołany z szefostwa BOR z początkiem 2013 r. Jego wersja – nie chciał się zgodzić na cięcia finansowe. Wersja polityków Platformy – smoleńskich błędów BOR nie dało się już dłużej ukrywać.

Wygląda na to, że następnego dnia po imprezie u „Sowy” generał ma rozmawiać z Aleksandrem Gradem, byłym ministrem skarbu, w tamtym czasie zatrudnionym w PGE.

Głos: – No, ale Marianku, będą gratulacje, jak się jutro wszystko uda…

Głos2: – Podziękuj Pawłowi [Grasiowi].

Sowa: – „Szpaku” nigdy nie był w jakimś układzie.

Do Grasia: – Paweł, Grad to rzadko do kierownika [Tuska], żeby fejsować [raportować]. […] Janicki: – Szef ochrony PGE to k…a, daj Panie Boże, nie…

Sowa: – I bardzo dobrze. Powiem ci szczerze – bardzo dobrze. A wiecie o tym, że Grad skończy ostatecznie na szefie Tauronu, pół roku, wiesz, to będzie takie rozłożone (…). Do wakacji będziemy mieli gościa, który będzie, wiesz, na południu Polski – bo to nie jest tylko Małopolska – to masz gościa, który rządzi, główną spółką energetyczną na południu.

Atomowy „Szpaku”

„Szpaku” to właśnie Aleksander Grad jako minister skarbu w pierwszym rządzie Tuska pragmatyk lawirujący między partyjnymi frakcjami. Rzeczywiście, do ścisłego grona współpracowników Tuska nigdy nie należał, co zresztą niektórzy posłowie starali się wykorzystywać, próbując wychodzić posady dla swych ludzi i powołując się przy tym na premiera.

Po pierwszej kadencji rządów Platformy, Grad zrezygnował ze stanowiska ministra skarbu i został prezesem spółki PGE EJ1, która miała wybudować w Polsce elektrownię atomową. Sporo było przy tym kontrowersji, bo pobierał duże gaże, sięgające dziesiątków tysięcy złotych miesięcznie.

Janicki na pewno jednak nie został szefem ochrony PGE. A i atomowa misja Grada w PGE okazała się kompletną klapą – w lutym 2013 r. mimo ostrzeżeń ABW podpisał wartą ponad 300 mln zł umowę o współpracy australijska firmą WorleyParsons. ABW informowała najważniejsze osoby w państwie, że WP żyje z kontraktów z Rosjanami, więc wcale nie musi mieć interesu, żeby realizować inwestycję, która ma na celu uniezależnienie Polski od surowców ze Wschodu.

Dzień przed Wigilią 2014 r. PGE EJ1 po cichu wydała oświadczenie, że zrywa kontrakt ze względu „niedotrzymywanie przez WorleyParsons zobowiązań z kontraktu”.

Grada już wówczas w atomie nie było. W styczniu 2014 r., jeszcze pracując w EJ1, został powołany do rady nadzorczej innego energetycznego giganta – Tauronu. Sowa opowiadając o jego przyszłej prezesurze, powielał plotki powszechne wówczas w obozie władzy. Grad szybko – już w lutym – wszedł do zarządu Tauronu, ale prezesem tej spółki nigdy nie został. Stracił stanowisko tuż przed wyborami, gdy premierem była Ewa Kopacz, a zarząd Tauronu nie był chętny do wydawania pieniędzy na ratowanie górnictwa.

Wiceministrowie od lupą CBA

Ciekawie jest także, gdy dyskusja u „Sowy” zaczyna dotyczyć personalnych rozgrywek między PO a PSL w spółkach skarbu.

Sowa do Karpińskiego: – Ty, a o kogo chodziło, że PSL-owcy nie wiedzieli, że mieli w zarządzie [PGE] swojego człowieka (…) Chodziło o kogoś, kogo Włodek zdymisjonował, a on nie wiedział. Peeselowcem to on się okazał jak go wy…li. I nagle kur… wiesz, przylatuje [szef klubu PSL Jan] Bury i wszyscy kur mówią: „Co k… robicie, to nasz człowiek”. Zaraz, jak to wasz człowiek, on tu chodził w mundurku pod tytułem „jestem nikim”, czyli nikt go nie rozpoznawał.

[…]

Karpiński: – [ministrowi pracy Władysławowi] Kosiniakowi, [jednemu z liderów PSL Eugeniuszowi] Grzeszczakowi i naszej Uli [Pasławskiej, wiceszefowej resortu skarbu], tak? Larum takie. Mówię, dobra, z każdym w cztery oczy. Mówię: „Ku…a, wiedzieliście, że macie w PGE człowieka z PSL-u, czy nie?” Mów prawdę. „No, dowiedzieliśmy się, jak go odwołałeś”. Po prostu wiesz absolutny „lewar” Janka [Burego].

Graś: – PSL ma [wiceministra skarbu Rafała] Baniaka, powinno im to wystarczyć. Po co im więcej? (śmiech)

Karpiński: – Dobra, to będzie faux pas, jak pociągniemy tutaj [wiceministra infrastruktury Zbigniewa] Rynasiewicza?

Nazwiska Baniaka i Rynasiewicza budzą dużą radość uczestników dyskusji. Bo – wszystko na to wskazuje – Graś i Karpiński celowo wymieniają właśnie tych wiceministrów. Obydwoma intensywnie zajmowało i zajmuje się do dziś CBA – tyle że na początku 2014 r. nie było to powszechną wiedzą.

Ostatecznie Rynasiewicz usłyszał zarzuty korupcyjne w tzw. „aferze podkarpackiej” w marcu 2016 r. CBA wciąż bada odpowiedzialność Baniaka za rzekome nieprawidłowości przy sprzedaży CIECHU firmie Jana Kulczyka.

Tylko w Onecie

Andrzej Stankiewicz: Nowoczesna zaatakuje Platformę

    ZOBACZ WIĘCEJ

    Sowa wraca do Krakowa

    Po tych taśmach w największych tarapatach znalazł się ks. Sowa. Ponieważ na nagraniach trudno znaleźć naruszania prawa, w grę wchodzi głównie etyczna ocena rozmów. Akurat duchowny powinien być w tym obszarze szczególnie wrażliwy, a widać, że Sowa przekracza granice. Choćby wówczas, gdy Mazgaj utyskuje na „Gazetę Polską”, która obwołała go agentem komunistycznej bezpieki i wypomniała działalność w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

    Sowa radzi: „Jurek nie polemizować, zniszczyć”.

    Krakowska kuria, której kapłanem jest Sowa, do tej pory dawała mu zgodę na rezydowanie w stolicy i dość swobodną działalność pozareligijną. Jednak nowy, bliski PiS arcybiskup krakowski Marek Jędraszewski jeszcze przed ujawnieniem nagrań nakazał Sowie powrót pod Wawel.

    To może być początek końca celebryckiej kariery księdza Sowy.

    Piwniczka z taśmami

    Ofiar w światku politycznym nie będzie, bo najnowsza taśma nie ma wielkiego politycznego ładunku. Pod tym względem ma się nijak do wcześniejszych nagrań, które przyczynił się do brukselskiej emigracji Donalda Tuska i przegranej PO w wyborach. Nie zmienia to faktu, że machina propagandowa PiS wykorzystuje nowe nagranie, by przypomnieć, co PO i PSL wyczyniały w spółkach skarbu. Oczywiście ma to zrelatywizować kontrowersyjne nominacje samego PiS – lukratywną posadę w zarządzie PZU dla byłej prezydenckiej minister Małgorzaty Sadurskiej, a także nominacji dla znajomych pani premier (w tym szefowej szpitala powiatowego w Oświęcimiu) do rady nadzorczej nacjonalizowanego banku PEKAO SA.

    Według ustaleń Onetu, najnowsze nagranie prawdopodobnie nie było znane organom ścigania. A to znaczy, że wciąż jest dysponent sączący taśmy w zależności od sytuacji politycznej. Jeśli ów dysponent i jego piwniczka nie zostaną znalezione, to kampania wyborcza będzie znów upływać pod znakiem taśm.