Skutego chłopaka razili prądem


Newsweek.pl

W „Newsweeku”: Policjanci razili prądem chłopaka

Data publikacji: 29.05.2017, 07:00 Ostatnia aktualizacja: 29.05.2017, 10:03

Przemoc

fot. Piotr Chatkowski  /  źródło: Newsweek

 

Paweł Reszka

PAWEŁ RESZKA

– Rzucili mnie na posadzkę twarzą do ziemi. Zapytali, czy dziś srałem; bo jak nie, to zaraz się zesram. Potem wzięli się za paralizator – opowiada 18-latek.

Ta historia wydarzyła się niespełna rok temu w nadbałtyckim mieście. Podejrzany o udział w bójce 18-letni K. został zwinięty w centrum miasta w nocy. Z obdukcji lekarskiej wynika, że dostał przynajmniej osiem strzałów paralizatorem.

– Zdecydowaliśmy się opowiedzieć o tym głośno, kiedy zobaczyliśmy film z torturowania przez policję Igora Stachowiaka. Nasz syn przeszedł to samo – mówią rodzice chłopaka, który złożył zawiadomienie do prokuratury. Z ich relacji wynika, że wszystko zdarzyło się na „dołku” w komendzie powiatowej. Młody człowiek był skuty – a więc nie zagrażał policjantom.

Rodzice 18-latka sami zgłosili się do redakcji po obejrzeniu filmu z męczenia Stachowiaka. Jednak proszą o niepodawanie ich nazwiska.
– Jak syn wyglądał po powrocie do domu?

Ojciec: – Jak zbity pies. Zamknął się w sobie. Bał się wychodzić na ulicę. Był poniżony. Leżał na ziemi, a oni traktowali go paralizatorem, aż się posikał.

Zobacz też: Ludwik Dorn o sprawie Igora Stachowiaka

Ta historia wydarzyła się niespełna rok temu w nadbałtyckim mieście. Podejrzany o udział w bójce 18-letni K. został zwinięty w centrum miasta w nocy. Z obdukcji lekarskiej wynika, że dostał przynajmniej osiem strzałów paralizatorem.

Matka: – Chcieli, żeby wydał kolegę, który brał udział w bójce: „Kto to k… był, mów. Mów k…”. Syn był obolały, zdruzgotany psychicznie. Szczegóły uzupełniał przez kilkanaście dni. Na przykład to, jak policjanci dyskutowali, gdzie najlepiej przykładać taser, żeby bolało. Jak rozmawiali ze sobą: „Zobacz, wcale nie bierze to tego ch…”.

 

 

Rodzice sami zaczęli badać sprawę. Wiedzą, kto był wtedy na komisariacie. Wiedzą, który z funkcjonariuszy prawdopodobnie używał tasera wobec ich syna. Policjant nie został nawet zawieszony.

Ojciec: – Pracuje i syn nadal może go spotkać na ulicy. Funkcjonariusz jest w służbie od kilku lat. Mówią, że ma zamiłowanie do paralizatora. Lubi go używać. Wie pan, jaki ma pseudonim na komendzie?

  • Jaki?
  • Mówią na niego Volt.

  • Więcej o przemocy na komisariatach, pobiciach zatrzymanych i bezkarności policjantów przeczytasz w najnowszym „Newsweeku” – już w kioskach i na Newsweek Plus.