PONURY SPEKTAKL KOMEDIANTÓW


Gazeta Warszawska.pl

PONURY SPEKTAKL KOMEDIANTÓW! TO NIE JEST DOBRY CZAS DLA POLSKIEGO AKTORSTWA

 

Ponury spektakl komediantów! To nie jest dobry czas dla polskiego aktorstwa

To nie jest dobry czas dla polskiego aktorstwa. Przyjęli kiepskie role – zohydzania rządów Prawa i Sprawiedliwości, którym większość Polaków bije brawo. Dlaczego komedianci tak bardzo rozminęli się ze społeczeństwem?

Nazwiska można wyliczać długo: Krystyna Janda, Jerzy Radziwiłowicz, Marian Opania, Daniel Olbrychski, obaj Stuhrowie – że wymienimy tylko te „największe” persony. Niestety – jakby powiedział pan Longinus Podbipięta – ich mowy „słuchać hadko”. I to nie tylko dlatego, że trudno się zgodzić z ocenami politycznymi. Przede wszystkim dlatego, że ich wypowiedzi to mieszanina sloganów z „przekazów dnia” Platformy Obywatelskiej z ewidentnymi bzdurami, podlana na dodatek sosem ordynarnej agresji. Gdyby za „szczekanie na Kaczyńskiego” i „robienie łaski” Platformie Obywatelskiej dawano Oscary – polscy aktorzy w minionym sezonie zdeklasowaliby swoich kolegów z Hollywoodu.

Trudno rozstrzygnąć, komu przyznać palmę pierwszeństwa. Spore szanse ma Krystyna Janda, która popadła w specyficzny ton histerii, mieszając własne konfabulacje i fobie z drapieżną agresją. Cóż, w wielu rolach tej wybitnej bądź co bądź aktorki pojawiał się ton histeryczny; widać, nie była to tylko kreacja, ale wykorzystywanie w grze naturalnych cech własnej osobowości. Ostatnio Janda przekroczyła już chyba wszystkie granice, występując w programie Kuby Wojewódzkiego – co prawda nie wtykała, jak to u Kuby drzewiej bywało, polskiej flagi w psie kupy, jednak słowne guano rozrzucała szeroko, jakby właśnie przygotowywała się do roli w jakiejś naturalistycznej adaptacji Chłopów. I w określeniu „słowne guano” nie chodzi bynajmniej tylko o wulgarność, ale przede wszystkim o merytoryczną stronę jej wypowiedzi.

Nad niektórymi jej wypowiedziami można się tylko uśmiechnąć: – Znam wielu wspaniałych ludzi, poukrywanych w chatach na Mazurach, na emigracji wewnętrznej. Cóż, głosowałem na Prawo i Sprawiedliwość, popieram większość działań rządu Beaty Szydło, a z radością ukryłbym się gdzieś w chacie na Mazurach, na emigracji wewnętrznej (czyli jak rozumiem – bez obowiązku regularnej pracy), niestety nie stać mnie na taki luksus. To zresztą jedna z cech Jandy i innych antypisowskich komediantów: swoje wypowiedzi formułują z punktu widzenia wąskiej grupy salonowych elit, oderwanych od społeczeństwa, które zapewne mentalnie podpisałyby się pod złotą myślą prominentnej przedstawicielki „zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi”: – Za 10 tys. zł miesięcznie przeżyć można tylko na prowincji.

O tym że Janda nie lubi PiS-u, wiemy od dawna, zaś jej osobista niechęć do prof. Krystyny Pawłowicz zahacza już o obsesję. – Jak słyszę Krystynę Pawłowicz, to jest mi bardzo smutno. Tacy ludzie nie powinni zajmować wysokich stanowisk państwowych – mówi aktorka. Wcześniej zaś zdarzało się jej wygłaszać takie sądy: – Przypuszczam, że ta kobieta ma klimakterium w ostrym stadium. I ja to znam: uderzenia gorąca, nieopanowane ruchy. Tylko ja na to biorę plastry. Cóż, ktoś złośliwy mógłby skomentować, że niestety plastrów na poprawność polityczną i KODziarską zapiekłą nienawiść jeszcze farmaceuci nie wymyślili.

Z tych wypowiedzi Jandy można się śmiać, ale trzeba pamiętać, że aktorka pełni także naprawdę złą, ponurą rolę jako promotorka tzw. czarnych protestów cywilizacji śmierci. Warto jednak pokusić się o refleksję i spróbować odpowiedzieć na pytanie, skąd w czołówce rodzimego aktorstwa tyle tej właśnie KODziarskiej zapiekłej nienawiści do patriotycznych rządów Prawa i Sprawiedliwości. Cóż, wynika to zapewne z obciążenia środowiskowego – związków z Warszawą czy z Krakowem. Warszawa, nie na darmo zwana także Lemingradem, to nie tylko stolica Polski, ale także centrum michnikowszczyzny; natomiast w Krakowie zawsze wyjątkowo wysokie notowania miała Unia Wolności. Środowisko teatralne, artystyczne już dość dawno skręciło mocno w lewo, mimo to na tzw. prowincji znam teatry, gdzie w zespołach aktorskich sympatie polityczne rozkładają się co najmniej tak, jak w całym społeczeństwie. Natomiast w czołówce aktorstwa osoby o patriotycznych poglądach to swoiste białe kruki, często poddawane środowiskowym szykanom i ostracyzmowi.

Poza tym kiedy nie wiadomo, o co chodzi, zawsze w tle chodzić może o pieniądze. Mówiła Janda u Kupy (tak, to nie błąd – od czasu popisu z flagami młodzież nazywa Jakuba Wojewódzkiego Kupą Wojewódzkim) także: – 45 lat jestem w zawodzie, co czyni mnie osobą publiczną, udało mi się zagrać ważne role, udało mi się być twarzą ważnego czasu. Otworzyłam fundację, dałam pracę wielu ludziom, stworzyłam dwa teatry, dostałam tytuł Człowieka Wolności. Nie będę polemizował ze środowiskowo-celebrycką megalomanią – dlaczego aktor, który jest 45 lat w zawodzie ma większą legitymację do wypowiadania się w kwestiach publicznych niż np. bileter teatralny pracujący tyleż samo w swym fachu. Akurat sztuka aktorska nie wymaga wysokich kwalifikacji intelektualnych, można być dobrym aktorem, mając np. żenujące braki w podstawowej wiedzy historycznej (patrz wypowiedzi Macieja Stuhra o dzieciach przywiązywanych do tarcz pod Cedynią). Chodzi o stwierdzenie: „stworzyłam dwa teatry”. I owszem, stworzyła dwa teatry, do których bilety są drogie, niemniej przez lata otrzymywały one dotacje – stworzyła instytucje, które nie sprawdziły się na wolnym rynku bez dotacji. W Ameryce (marzycie wszak o Oscarach) teatry muszą na siebie zarabiać, podobnie jest z filmami tworzonymi w Hollywood – one nie otrzymują dotacji. W Polsce środowiska teatralno-filmowe przyzwyczaiły się do ciągłego życia przy publicznym „cycku”. Być może w obliczu własnej postawy – tego ostentacyjnego popierania Bronisława Komorowskiego, tych żartów z Kaczyńskich – pani Janda i jej podobni przestraszyli się, że kurek z pieniędzmi zostanie przykręcony. Co prawda Gliński to nie Macierewicz, jest ministrem dość miękkim, jak – nomen omen – glina, ale na wszelki wypadek warto drzeć pysk… Nie żeby od tego darcia upadł rząd albo przestraszył się prezes Kaczyński. Chodzi raczej o alibi – jakby przyszło co do czego, będzie można przywdziać męczeńskie szaty i twierdzić, że dotacje nam skasowano z powodu represji politycznych, a nie dlatego, że do tej pory zbyt dużo i zbyt zachłannie ich przeżarliśmy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s