Byliśmy następni na liście


 

Życie Warszawy

 

Polacy w kolejce do zagłady

21-05-2017, ostatnia aktualizacja 21-05-2017 00:00

Byliśmy następni na liście. Tuż po dokonaniu Holokaustu Hitler zamierzał wymordować większość Polaków.

Polscy chłopi rozstrzelani podczas pacyfikacji wsi na Zamojszczyźnie w 1943 r.

źródło: nac

Polscy chłopi rozstrzelani podczas pacyfikacji wsi na Zamojszczyźnie w 1943 r.

30 tys. dzieci z Zamojszczyzny oddzielono od rodziców i poddano przymusowej germanizacji.

źródło: nac

30 tys. dzieci z Zamojszczyzny oddzielono od rodziców i poddano przymusowej germanizacji.

 

„Brutalne uderzenia w szyby wyrwały nas ze snu. Niusia zapłakała. Na dworze jakiś podejrzany harmider. Otwarły się drzwi i weszło dwóch pijanych Niemców. Dali dziesięć minut. Nie było kiedy płakać. W piekielnym tempie pakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. W domu skaleczała babcia. Dziesięć lat nie schodziła z łóżka. I do tego dwuletnia Niusia. Tragedia. Jak się z tym wszystkim zabrać? Rodzice błagają o furmankę. [Niemcy] nie chcą [o tym] słyszeć. Pomogła »kontyngentówka«. (…) Plac zborny urządzono na boisku szkolnym. (…) Było jeszcze ciemno. Staliśmy się cząstką społeczności skazanej. Za co skazanej? Dlaczego skazanej? Na co skazanej? Tego jeszcze nie wiedzieliśmy. Półtora tysiąca osób stało na śniegu. Czekaliśmy na swoje przeznaczenie” – tak relacjonował wysiedlenie Skierbieszowa w nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. lekarz Zygmunt Węcławik. Skierbieszów i okolicznie wsie były pierwszymi polskimi osadami na Zamojszczyźnie, które padły ofiarą wielkiej akcji wysiedleńczej, jaką rozpoczęli hitlerowcy jesienią 1942 r. na terenie powiatów zamojskiego, tomaszowskiego i hrubieszowskiego. Do marca 1943 r. policja niemiecka i Wehrmacht, wspierane przez oddziały kolaborantów ukraińskich, wypędziły ludność polską ze 116 miejscowości.

20 grudnia 1942 r. przyszła kolej na osadę Wielącz-Kolonia, w której mieszkał Bolesław Leszczyński. „Psy ujadały coraz bliżej. Przyszli w chwili, kiedy mama rozkładała parujące pierożki z serem na lnianej serwecie (o tych pierogach myślałem ciągle przez następnych kilka tygodni, leżąc na pryczy za drutami obozu). Trzech stanęło przy studni, jeden wszedł do mieszkania. Powiedział, że mamy dziesięć minut czasu, możemy zabrać odzieży, pościeli i żywności tyle, co na plecy i w ręce. Wyszliśmy z domu już po pięciu minutach. Z naszej dziesiątki jedno dziecko trzeba było nieść w betach na ręku, a dwoje prowadzić za rękę. W takiej sytuacji niewiele mogliśmy zabrać, a i to wydawało się za dużo, gdyż dziadkowi kazali prowadzić krowę. Mgła opadała, odsłaniając przygnębiający widok. Ze wszystkich zagród ciągnęły przygarbione pod ciężarem tobołów, szare postacie. Dzieci płakały, niektóre nie chciały iść. (…) Szczekały psy, słychać było strzały. Po drogach i ścieżkach walały się toboły, ludzie tracili siły i porzucali je. Nie wolno było zatrzymać się, żeby usunąć rzeczy, które były zbyt ciężkie. Trzeba było nieść wszystko albo porzucić cały tobół. Do pierwszego punktu zbiorczego było od nas jakieś dwa kilometry. Nigdy przedtem te dwa kilometry nie wydawały mi się tak długie” – wspominał po wojnie Leszczyński.

W lipcu 1943 r. rozpoczął się drugi etap wysiedleń, który Niemcy ochrzcili mianem „Wehrwolf” (Wilkołak). Tym razem wypędzenia połączono z zakrojonymi na szeroką skalę pacyfikacjami, które w największym stopniu dotknęły powiat biłgorajski.

Zdobycie Lebensraum

Akcje wysiedleńcze były bardzo brutalne, mieszkańcy musieli błyskawicznie opuszczać swoje domostwa, wypędzani byli często bez ciepłych ubrań na mróz, szczuto ich psami, niektóre wsie spalono, a część mieszkańców (najczęściej tych najsłabszych) zabito. Zdarzały się nawet przypadki zrzucania na wsie bomb i ostrzeliwania uciekającej ludności z samolotów.

Wypędzeni mieszkańcy polskich osad trafiali do obozów przejściowych w Zamościu i Zwierzyńcu. Tam byli poddawani wstępnej selekcji. Część ludzi kierowano na roboty przymusowe do Niemiec, innych do gospodarstw wiejskich prowadzonych przez folksdojczów, słabszych ładowano do transportów jadących do obozów koncentracyjnych. Oddzielano od reszty osoby, które według specjalistów III Rzeszy nadawały się do zniemczenia, oraz dzieci. Te o cechach aryjskich wysyłano do Niemiec, pozostałe do obozów lub wraz ze starcami rozmieszczano w powiecie siedleckim, garwolińskim, mińskim i sokołowskim. Polacy wykupywali je później z niemieckich transportów, płacąc kolejarzom lub konwojentom od 5 do 100 zł za dziecko. Wielu malców uratowali mieszkańcy Warszawy, wykradając ich z wagonów stojących na bocznicy Dworca Wschodniego.

Niektórzy chłopi, czasami z rodzinami, opuszczali swoje domostwa na wieść o zbliżających się Niemcach. Część tułała się po lesie, gnieżdżąc się w prymitywnych ziemiankach, młodzi najczęściej szli do partyzantki. Dzięki temu leśne wojsko bardzo szybko rosło w siłę. W rejon wysiedleń kierowano także oddziały partyzanckie z innych obwodów, np. ze stolicy przybyła Warszawska Kompania AK.

Zorganizowany opór Polaków, nazywany powstaniem zamojskim, zaskoczył Niemców. Stoczono kilka dużych bitew i kilkaset potyczek. W wielu przypadkach skutecznie chroniono miejscową ludność przed represjami, np. w lutym 1943 r. w Lasach Kosobudzkich oddziały AK skutecznie broniły przez 11 dni dużej grupy uciekinierów ze spacyfikowanych wsi. Ostatecznie Niemcy musieli ustąpić. Zbrojny opór oddziałów partyzanckich i klęski Niemiec na froncie wschodnim spowodowały, że dokończenie akcji przesunięto na okres powojenny. Skala represji i tak była olbrzymia. Wysiedlono 297 wiosek, które zamieszkiwało około 120 tys. ludzi, co stanowiło 31 proc. liczby Polaków na Zamojszczyźnie. 30 tys. dzieci zostało odebranych rodzicom w celu germanizacji w ośrodkach Lebensborn. Po wojnie udało się odnaleźć jedynie około 800 z nich.

Do opustoszałych polskich wsi kierowano niemieckich przesiedleńców z Siedmiogrodu i Besarabii, którzy mieli przystąpić do tworzenia pierwszego z 14 planowanych Siedlungstützpunkt, czyli niemieckich okręgów etnicznych na Wschodzie. Często osadnicy ci pojawiali się we wsiach, z których dopiero co wypędzono mieszkańców. „Nagle ogólne zaniepokojenie. Konwój, zamiast jechać wprost szosą do Zamościa, skręcił w polną drogę. Później dowiedzieliśmy się dlaczego. Szosą od Zamościa ciągnął do Skierbieszowa drugi konwój. Jechali niemieccy osadnicy z Besarabii, Węgier, Rumunii, Jugosławii. Jechali zająć jeszcze ciepłe izby” – wspominał Zygmunt Węcławik. Niemieccy osadnicy nie mieli jednak łatwego życia. Na Zamojszczyźnie wciąż przeważał żywioł polski, poza tym byli narażeni na represje ze strony polskiego podziemia.

Zamojski eksperyment był dla Niemców próbą wcielenia w życie głównych założeń tzw. Generalplan Ost (GPO), czyli Generalnego Planu Wschodniego, który raz na zawsze miał rozwiązać problem braku przestrzeni życiowej (Lebensraum), której naród „nadludzi” rzekomo potrzebował, aby się swobodnie rozwijać. Zdobycie Lebensraum wiązało się w sposób nierozerwalny z zagładą Żydów i planowanym wyniszczeniem większości Słowian. Polska odgrywała szczególną rolę w tym zbrodniczym przedsięwzięciu. Wpływało na to kilka czynników. Leżała w bezpośrednim sąsiedztwie III Rzeszy i jeszcze przed wybuchem wojny planowano, że stanie się miejscem pierwszych eksperymentów w stosowaniu nowej polityki ludnościowej i narodowościowej. Była także największym skupiskiem Żydów w Europie, co sprawiło, że na terenie naszego kraju Niemcy ostatecznie zlokalizowali infrastrukturę służącą do masowego ludobójstwa. Tuż po wymordowaniu Żydów mogła być ona użyta do eksterminacji Polaków, którzy jako naród – w mniemaniu hitlerowców – najbardziej krnąbrny mieli być wytępieni w największym stopniu spośród narodowości słowiańskich.

Złowrogi plan

Generalplan Ost składał się z kilkunastu dużych i kilkudziesięciu mniejszych planów, które wzajemnie się uzupełniały i były realizowane równolegle. Wyodrębnić w nim można dwie fazy: Mały Plan (Kleine Planung), który zawierał projekty działań przesiedleńczych, niewolniczych i ludobójczych, przygotowywane stopniowo w miarę zdobywania obszarów położonych na wschód od granic Niemiec, i Duży Plan (Grosse Planung), którego założenia planowano osiągnąć w ciągu 30 lat po wojnie. Błyskawiczne sukcesy w pierwszej fazie wojny i skuteczna polityka eksterminacji Żydów spowodowały, że wprowadzenie w życie Dużego Planu zostało przyspieszone, czego przejawem była akcja wysiedleńcza na Zamojszczyznie.

Narzędziami realizacji GPO miała być eksterminacja i przesiedlanie „niższych ras słowiańskich” na azjatyckie obszary Rosji. Początkowo planowano, że z Europy Środkowej i Wschodniej trzeba będzie usunąć około 31 mln ludzi. Później liczbę tę podwyższono do 50 mln. Jak zauważa historyk Andrzej Leszek Szcześniak, ostatecznym celem GPO było zaprowadzenie w Europie (a później na całym świecie) Nowego Ładu, który miał polegać na bezwzględnej hegemonii potężnej III Rzeszy na obszarach od Portugalii do Uralu, na wytępieniu Żydów, przesiedleniu bądź wytępieniu „mało wartościowych” Słowian i innych pomniejszych ludów oraz na korzystaniu z niewolniczej pracy „podludzi”.

GPO zakładał wyniszczenie lub przesiedlenie 80–85 proc. Polaków, 50 proc. Czechów i Morawian, 65 proc. Ukraińców, 75 proc. Białorusinów oraz bliżej niesprecyzowaną liczbę Rosjan i Tatarów krymskich. Pozostała część Słowian, ok. 14 mln (w tym 3–4 mln Polaków), miała być zamieniona w niewykwalifikowanych niewolników, a tylko nieliczna i wyselekcjonowana grupa poddana germanizacji. Na terenach przeznaczonych pod kolonizację w ciągu pierwszych dziesięciu lat planowano osiedlić w ramach akcji Heim ins Reich (Powrót do Rzeszy) 4 mln osadników niemieckich, a w dalszych latach kolejne 6 mln.

Generalny Plan Wschodni był twórczym rozwinięciem przez Hitlera i jego współpracowników ideologii Drang nach Osten, czyli trwającej od wieków niemieckiej ekspansji na tereny zamieszkane przez Słowian i plemiona nadbałtyckie. Heinrich Himmler, mianowany przez Hitlera w październiku 1939 r. komisarzem Rzeszy do spraw umocnienia niemczyzny, w jednym z przemówień stwierdził: „Naszym celem nie jest wcale germanizowanie Wschodu w starym znaczeniu tego słowa, to jest przez nauczanie ludów tam zamieszkałych języka i prawa niemieckiego, lecz doprowadzenie do tego, by na Wschodzie żyła tylko ludność czysto niemieckiego pochodzenia”. Realizacja tych założeń była możliwa tylko na drodze eksterminacji i przesiedleń narodów zamieszkujących tereny, które Niemcy zamierzali skolonizować. Granice Wielkiej Rzeszy miały zostać przesunięte daleko na Wschód i obejmować w całości ziemie etnicznie polskie, część Ukrainy (rejony: żytomierski, Kamieńca Podolskiego i Winnicy), republiki nadbałtyckie oraz dwa wydzielone obszary o strategicznym znaczeniu – okręg leningradzki oraz Krym i łuk Dniepru.

Opierając się na doświadczeniach związanych z Holokaustem (początkowo Niemcy również planowali jedynie wysiedlenie Żydów, dopiero z czasem podjęli decyzję o ich całkowitej eksterminacji), można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że w podobną stronę ewoluowałaby ich koncepcja dotycząca Słowian, którzy na liście grup etnicznych znienawidzonych przez Hitlera plasowali się tuż za narodem wybranym. Mając ogromne doświadczenie w budowie i funkcjonowaniu przemysłu zagłady, hitlerowcy ostatecznie wybraliby raczej ludobójstwo niż skomplikowane logistycznie przesiedlenia na Wschód. Tezę tę potwierdzają m.in. dość liczne komentarze do GPO przygotowane przez nazistowskich „specjalistów”, w których pojawiają się głosy, że wysiedlenie tak dużej liczby Polaków na Syberię nie rozwiąże problemu. Znając upór naszych rodaków, zakładano bowiem, że mogą oni tam przetrwać, zorganizować się i z czasem nękać tysiącletnią Rzeszę, tak jak przed wiekami koczownicy z azjatyckich stepów nękali Europę. Biorąc pod uwagę teoretyczne założenia GPO, oznaczało to (wliczając straty wojenne) fizyczną eliminację około 19–20 mln Polaków. Jako naród przestalibyśmy istnieć.

Główne założenia GPO przygotowano w 1941 r. Plany te powstały w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy i w Komisariacie ds. Umocnienia Niemieckości. Projekt nie był dziełem prymitywnych siepaczy Himmlera, ale osób z tytułami naukowymi, związanych przede wszystkim z Uniwersytetem Berlińskim (obecnie Uniwersytet Humboldta). Wspieraniem tego rodzaju badań zajmowała się m.in. Niemiecka Wspólnota Badawcza (Deutsche Forschungsgemeischaft, DFG). Inna rzecz, że ci pseudonaukowcy byli wiernymi wyznawcami nazistowskiej ideologii, często wysoko postawionymi nie tylko w strukturach uniwersyteckich, ale także w strukturze SS. Z ramienia Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy plan przygotował dr med. Hans Ehlich. Jego pomysły zaopiniowali i rozwinęli Erich Wetzel i Konrad Meyer-Hetling. W kolejnych latach ich projekty były jeszcze kilkakrotnie zmieniane i dopracowywane.

Klęski III Rzeszy na froncie wschodnim spowodowały, że spektakularne założenia GPO były ograniczane lub odkładane na bliżej nieokreśloną przyszłość. Nigdy ich jednak całkowicie nie zarzucono. Jeszcze w maju 1944 r. Himmler twierdził, że po wojnie utworzone zostanie „państwo germańskie narodowości niemieckiej”, w którego granicach znajdzie się 30 mln osób pochodzenia germańskiego przybyłych z całego świata. Forsował także ideę utworzenia na Wschodzie państwa SS obejmującego czworobok: Lublin–Żytomierz–Winnica–Lwów.

Wytracić elity

Niemcy odkładali masowe ludobójstwo Polaków na okres po zakończeniu zwycięskiej w ich mniemaniu wojny. Nie oznaczało to jednak, że zrezygnują z mordów i represji prowadzonych na mniejszą skalę. Temu właśnie miał służyć Mały Plan GPO. Podstawowe wytyczne do tego typu działań sformułowano jeszcze przed napaścią na Polskę. Przede wszystkim zakładały one likwidację polskich elit politycznych, naukowych i kulturalnych.

Już w maju 1939 r. w głównym urzędzie Służby Bezpieczeństwa (SD) utworzono komórki Zentral Stelle II/P (Polen), których zadaniem było sporządzenie list „osób przewidzianych do ujęcia w Polsce”. Podobne zadania miało berlińskie Gestapo. Efektem działań obu tych instytucji była „specjalna księga gończa” („Sonderfahndungsbuch Polen”), obejmująca w układzie alfabetycznym ponad 61 tys. nazwisk wybitnych Polaków. Księga stała się podstawą do przygotowania operacji Tannenberg, której dowództwo powierzono Reinhardowi Heydrichowi, szefowi Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa Rzeszy. Pierwszymi ofiarami akcji (i w ogóle GPO) byli członkowie Związku Polaków w Niemczech. Około 7 tys. z nich zesłano jeszcze w lipcu 1939 r. do obozów koncentracyjnych. Akcja nabrała rozmachu dopiero po rozpoczęciu działań wojennych. Specjalne grupy operacyjne działające na zapleczu frontu wyszukiwały osoby, których nazwiska widniały na listach gończych. W wielu wypadkach od razu ich rozstrzeliwano. Do 25 października 1939 r. dokonano ponad 760 masowych mordów, zabijając w nich 20,1 tys. ludzi. Wielu trafiło do obozów koncentracyjnych.

Kiedy władza okupacyjna zainstalowała się w Polsce na dobre, rozpoczęły się kolejne akcje przeciwko inteligencji. Aby ułatwić sobie pracę, dokonano swoistej rejonizacji. Jesienią 1939 r. przeprowadzono Intelligenzaktion Pommern, która pochłonęła ponad 23 tys. ofiar. W ramach akcji Intelligenzaktion Litzmannstadt w ciągu dwóch dni (9 i 10 listopada 1939 r.) aresztowano 1500 osób, część z nich następnie rozstrzelano). W Intelligenzaktion Masowien (na przełomie lat 1939 i 1940) wymordowano 6–7 tys. ludzi. W tym samym okresie przeprowadzono podobną akcję w Poznaniu, zabijając w masowych egzekucjach 12 tys. osób. W przeprowadzonej wiosną 1940 r. Intelligenzaktion Schlesien poddano eksterminacyjnym działaniom ok. 2 tys. osób oraz rozpoczęto budowę obozu koncentracyjnego Auschwitz. W Sonderaktion Krakau aresztowano 183 pracowników naukowych, których wywieziono do obozu koncentracyjnego Oranienburg. W listopadzie 1939 r. przez kraj przeszła także fala aresztowań w ramach akcji Bürgerbräukeller, do której pretekstem był zamach na Hitlera w Monachium. Właśnie wtedy aresztowano m.in. prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego.

Ludobójstwem była też akcja AB (Ausserordentliche Befriedungsaktion – nadzwyczajna akcja pacyfikacyjna) przeprowadzona między majem a lipcem 1940 r. W masowych egzekucjach, m.in. w Częstochowie, na zamku lubelskim, w więzieniu Montelupich w Krakowie, w Nowym Sączu, Tarnowie i podwarszawskich Palmirach, wymordowano około 3,5 tys. przedstawicieli polskich elit politycznych. Największą i najgłośniejszą ze wszystkich egzekucji w Palmirach przeprowadzono 20–21 czerwca 1940 r. Trzema transportami wywieziono wówczas na śmierć 358 więźniów Pawiaka, w tym znanych polityków i działaczy społecznych, samorządowców, inżynierów, architektów, prawników, lekarzy, artystów oraz sportowców. W ciągu kolejnych lat masowe egzekucje Polaków stały się stałym elementem okupacyjnej rzeczywistości.

Częścią Generalnego Planu Wschodniego były również wysiedlenia ludności z przyłączonych do Rzeszy terenów II RP. Z Wielkopolski, nazywanej przez hitlerowców Krajem Warty, wygnano ok. 630 tys. osób, z Pomorza – ok. 150 tys., ze Śląska – 81 tys., z okręgu białostockiego i rejencji ciechanowskiej – po 25–28 tys. Łącznie z tzw. dzikimi wysiedleniami swoje domy straciło blisko 900 tys. ludzi.

Nowe niemieckie miasto Warszawa

Za część GPO możemy także uznać wymordowanie ponad 200 tys. mieszkańców Warszawy w czasie powstania warszawskiego, a jedną z ostatnich akcji represyjnych było wysiedlenie około 500 tys. warszawiaków po zakończeniu walk. Zniszczenie stolicy Polski było zresztą planowane długo przed wybuchem powstania. Już w 1940 r. powstał projekt nazywany w dzisiejszej historiografii planem Pabsta. Plan ten, dedykowany generalnemu gubernatorowi Hansowi Frankowi, wykonany pod kierunkiem Friedricha Pabsta (od 1939 r. naczelnego architekta Warszawy) przez architektów Huberta Grossa i Ottona Nurnbergera, zakładał zniszczenie większości zabudowy stolicy i przekształcenie jej w podrzędny węzeł kolejowy i drogowy. Nowy ośrodek miejski miał nosić nazwę „Nowe niemieckie miasto Warszawa” (Die neue deutsche Stadt Warschau).

Realizację planu podzielono na dwa etapy: pierwszym miało być planowe wyburzanie istniejącej zabudowy, które nazwano eufemistycznie „rozbiórką polskiego miasta”, drugim – „budowa miasta niemieckiego”. Nazistowscy architekci zakładali również dziesięciokrotne zmniejszenie liczby rdzennych mieszkańców Warszawy – z 1,3 mln do 100–130 tys. osób. Na terenie Pragi miał docelowo powstać duży obóz pracy dla 30–80 tys. polskich niewolników. Plan Pabsta jest dobrym przykładem metod, jakimi zamierzano się posłużyć w realizacji Generalnego Planu Wschodniego. Modelowo pokazuje też, w jaki sposób zamierzano zacierać ślady świadczące o polskim charakterze ziem położonych w dorzeczu Wisły już po wysiedleniu stąd „słowiańskich podludzi”.

Dramat, jaki przeżywali Polacy pod okupacją niemiecką, był niczym w porównaniu ze złowrogimi planami „rasy panów”, jakie mieli oni zamiar urzeczywistnić tuż po wojnie. Biorąc pod uwagę stopniową radykalizację Generalnego Planu Wschodniego, byłby on kolejną odsłoną ludobójczej polityki, jaką Niemcy przećwiczyli na Żydach. Jego skuteczna realizacja doprowadziłaby do całkowitego zniszczenia narodu polskiego. Ci, którzy z jakichś powodów nie dostaliby się w tryby maszyny śmierci, zostaliby zgermanizowani lub rozproszyliby się wśród koczowniczych ludów Syberii.

Gdyby Hitler wygrał II wojnę światową, ogień w piecach krematoryjnych obozów zagłady płonąłby jeszcze długo. Warto, aby pamiętali o tym wszyscy ci osobnicy, którym – mimo że nazywają siebie Polakami – przy okazji różnych pseudopatriotycznych hucp zdarza się podnosić ręce w hitlerowskim pozdrowieniu.

„Rzeczpospolita”