Straszenie Polski Duginem



Xportal.plInformacje, Idea, Polityka18.05.2017

 

Konrad Rękas: Dla Polski nie ma nadziei?

27 kwietnia 2017 10:56

Duginem straszy się w Polsce dzieci. W roli największego zagrożenia – Aleksander Gielewicz wyprzedził nawet Putina. – Pułkownik, profesor Dugin! Główny geopolityk Rosji! – cedził kiedyś przez zęby obecny minister obrony, Antoni Macierewicz, a kilkusetosobowa widownia cierpła w strachu i nienawiści, co też ten straszny potwór znowu wymyślił. Przy czym, żeby wszystko było jasne – cała znajomość Dugina ogranicza się w Polsce do JEDNEGO wywiadu, udzielonego przed 19 laty i JEDNEGO zdania, którego w dodatku nawet Aleksander Gielewicz nie wypowiedział.

Ręka i mózg Szatana

Jestem z ostatniego pokolenia, które języka rosyjskiego uczono w szkołach. Rówieśnicy moich dzieci już nie znają „krzesełek” (jak nazywa się w Polsce grażdankę). Po rosyjsku, Rosjan i o Rosji się w Polsce programowo nie czyta – a mimo to wielu politycznie zaangażowanych Polaków uważa się za wyjątkowych wręcz znawców Wschodu w ogóle, a Rosji w szczególności. Przeciwnie jednak, jakakolwiek rosyjska wypowiedź na temat historii Polski czy polskiej tożsamości cywilizacyjnej, jaka przebije się do nadwiślańskiej świadomości – z góry jest traktowana jako napaść i kolejna zniewaga, zaraz po wypędzeniu Polaków z Kremla i po Katyniu. Przez dwie dekady po 1989 r. o Rosji zresztą w ogóle się w Polsce nie mówiło i nie pisało, tak, jakby nasz największy sąsiad po prostu zniknął z mapy świata, stał się czarną dziurą, z której czasem tylko dobiegają śpiewy pijanego Jelcyna. A kiedy już mówić zaczęto – to po dosłownie kilkudniowym poczuciu jedności po tragedii 10. kwietnia (katastrofie polskiego prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem) – nagle Rosja stała się wrogiem absolutnym, bezwzględnym i śmiertelnym. Ręką tego Szatana ma być prezydent Putin, a mózgiem – Aleksander Dugin.

Proszę się nie śmiać. Naprawdę na takim poziomie odbywa się coś, co udaje debatę publiczną w Polsce. Naprawdę od kilku lat niemal wszystkie „analizy” nie dotyczą tego jak układać sobie relacje z Rosją  – tylko kiedy ona na Polskę napadnie, jak długo będziemy się bronić, kiedy Zachód udzieli pomocy, czy wystarczy broni, jak prowadzić partyzantkę miejską. Nie ma dnia, żeby państwowe wiadomości telewizyjne, nawet przynosząc informacje z Zachodu – nie podawały ich w wyłącznym kontekście „rosyjskiego zagrożenia”. Oczywiście, można się pocieszać, że zwykłych ludzi to mało interesuje, ani też nikt specjalnie oficjalnej propagandzie nie wierzy. Owszem, ale dominuje krzykliwa mniejszość strasząca – i zastraszająca resztę. Nie wypada rozmawiać z rosyjskimi dziennikarzami. Nie należy się chwalić pobytem w Rosji. Lepiej w ogóle nie przyznawać się do znajomości rosyjskiego. Dlaczego? No oficjalnego zakazu nie ma, ale… Kiedy już dwa lata temu podczas wielkich protestów rolniczych, krytykujących m.in. idiotyczną i skrajnie szkodliwą dla Polski wojnę handlową z Rosją odwiedziłem kilka gospodarstw na wschodzie kraju wspólnie z rosyjskimi dziennikarzami – jeszcze tego samego dnia dzwonili do nich „życzliwi”, sugerując, że „za zdradę ojczyzny i kolaborację jest jeden wyrok!”. I nikt nie chce podzielić losu Mateusza Piskorskiego, lidera partii Zmiana, który od roku bez żadnych zarzutów, ale z łatką „przyjaciela Rosji” siedzi w areszcie.

Przyjaciel Rosji” – to brzmi strasznie w dzisiejszej Polsce, gorzej niż ukrywanie Żydów za niemieckiej okupacji. Wskazujesz, że NATO sprowadza na Polskę zagrożenie, a nie przed nim chroni – jesteś agentem Rosji. Pamiętasz o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich i wzywasz do niepopierania oligarchiczno-zapadnicko-szowinistycznych rządów w Kijowie – jesteś agentem Rosji. I najśmieszniejsze – domagasz się przywrócenia niepodległości Polski, zależnej politycznie od Waszyngtonu, gospodarczo od Berlina a strukturalnie od Brukseli – jesteś rosyjskim agentem, koniec kropka i nieważne, że postulat normalizacji stosunków polsko-rosyjskich jest SKUTKIEM, a nie punktem wyjścia tych wszystkich naturalnych w polskiej sytuacji obserwacji i poglądów. Jeszcze gorzej niż być „agentem Rosji” – może jednak być, jeśli się jest… agentem Dugina.

Czy Polskę należy unicestwić?

Aleksander Gielewicz w ogromie swej twórczości pewnie nawet nie pamięta wywiadu, jakiego w 1998 r. udzielił efekciarskiemu polskiemu kwartalnikowi „Fronda”[i]. Tymczasem przez 19 lat jest on nieustannie w Polsce przedrukowywany, komentowany i podkreślany – jakby Dugin już nigdy nic więcej nie napisał! Zdanie: „Stanowczo bliższe są mi słowiańsko-eurazjatyckie źródła polskości, ich element etniczny, a nawet pogański” – odebrano jako napaść na polskość, ponieważ wciąż bardzo łatwo wmawia się Polakom przezroczystość polityczną katolicyzmu, co ułatwia manipulowanie polskością jako rzekomo nierozerwalnie związaną z interesem Rzymu. Oczywiście, w przypadku młodych pokoleń to już nie działa, ale wciąż, tak jak w  XVIII i XIX wieku – bardzo łatwo jest pobudzić i fałszywie ukierunkować patriotyzm polski powołując się na rzekome zagrożenie religii katolickiej. Bodaj ważniejsze jest jednak inna obserwacja Dugina, która posłużyła do jeszcze poważniejszej i równie trwałej manipulacji. Oto oczywista obserwacja: „W geopolityce Polska pozostaje częścią kordonu sanitarnego rozdzielającego kontynent eurazjatycki na dwie części, co jest bardzo wygodne dla antytradycyjnych sił anglosaskich” w połączeniu z wnioskiem, że w interesie rosyjskim jest kordon ten unicestwić – wystarczyło, by na wiek wieków Aleksander Gielewicz stał się autorem zdania, którego nigdy nie wypowiedział, chociaż „wszyscy” w Polsce wiedzą, że tak. Zdania: „Polskę należy unicestwić”. Sęk w tym, że to nie jest taki głupi pomysł (przynajmniej w przenośni i mówiąc o pewnym archetypie polskości)…

Wszyscy opowiadający się za uratowaniem Polski i polskości, znajdujących się w głębokim kryzysie tożsamościowym, politycznym i socjal-ekonomicznym (i to trwający w tym stanie od dobrych kilku stuleci…) – muszą odpowiedzieć sobie na pytanie jaki scenariusz wydaje się chociaż trochę realniejszy, a jednocześnie lepszy od zbiorowego samobójstwa, proponowanego i realizowanego przez elity III RP. Opcja pierwsza, idąca tropem dawnego programu narodowej demokracji sprzed 100 lat – to odzyskanie niepodległości, strząśnięcie zależności od Stanów Zjednoczonych, opuszczenia NATO i Unii Europejskiej, odbudowa własnej gospodarki i szukanie sojuszników w Rosji, w bloku eurazjatyckim, w krajach BRICS. Jeszcze 20 lat temu program ten zbywano w Polsce krótkim „z Rosją nie, bo tam jest bałagan”. Teraz deprecjonuje się go równie kategorycznym: „Nie, bo tam jest porządek!”… Program niepodległościowy boryka się jednak z podstawowym problemem – niewolniczą mentalnością Polaków. Nasz naród uwielbia powtarzać, jak to kocha wolność (w odróżnieniu rzekomo od Rosjan) – tymczasem boi się każdego urzędnika, nie umie się upomnieć o swoje, skamle o życzliwe mruknięcie jeśli nie Brukseli, to Waszyngtonu, jak nie Berlina, to Watykanu. Niewolnik, który śni, że jest bohaterem… Słowianin, któremu się wydaje, że wynalazł gotyk… Schizofrenia tożsamości wpisana jest w polskość. Nigdzie w Europie (poza Luksemburgiem) nie ma tak wysokiego poparcia dla Unii Europejskiej. W żadnym kraju tak entuzjastycznie nie wita się USArmy! W żadnym państwie, poza może obecną Ukrainą – nie oddano tak chętnie zarządu przemysłu i polityki w obce ręce. A więc wieczni buntownicy Polacy – już widać nie chcą „być wolni”!

Za Polskę…

Skoro więc tak, skoro Polska straciła już swoją historyczną, głupią, ale też na swój sposób słowiańską niepokorność, skoro nawet opowiadania o „polskiej wizji Europy Środkowej” są traktowane jako bajki – to może Polaków zawlec do korzystniejszego dla nas układu geopolitycznego? Jako polski narodowiec, patriota, suwerennista piszę to z bólem – ale może łatwiej będzie nie wyzwalać Polskę, która wyzwolenia nie chce, tylko rozmawiać z całą Europą? Wszak Polacy zawsze najchętniej małpowali Zachód, Francuzów, Anglików, Niemców… Nieprzypadkowo zabawne są dyskusje o cywilizacyjnej, zwłaszcza „zachodniej„, „europejskiej„, czy nawet „łacińskiej” przynależności Polski. Polska należy do wymyślonej przez siebie cywilizacji pod nazwą „jak Jasio wyobraża sobie Zachód„. Tak było w średniowieczu, tak w czasach nowożytnych, tak jest dzisiaj, tylko wtedy przesunięcie wynosiło około 200 lat, a dziś jakieś 50-100. A skoro dziś idzie szybciej – to może nadzieją dla Polski jest obudzenie całej Europy, którą się tak bardzo nad Wisłą kocha, że aż wysyła do niej 3 miliony nisko opłacanych pracowników? W 1709, 1792, 1813, 1831, 1944 r. Polacy też sami sobie nie umieli poradzić – i pomoc musiała przyjść ze Wschodu, na rosyjskich bagnetach. Teraz jednak Rosja też jest leniwa i zajęta swoimi sprawami (inna rzecz, czy słusznie…), Polska jest zaś gospodarczą częścią Niemiec i politycznym elementem struktury państwowej Unii Europejskiej. I może to z ich udziałem prędzej uda się ułożyć nowy ład, niż apelować do zmądrzenia Polaków, do którego nigdy nie mieli większej skłonności?

Wcale nie tak nielicznym środowiskom rozumiejącym głębię klęski projektu polskiego trudno jednak byłoby głosić program biernego czekania, aż Niemcy i Francuzi dogadają się z Rosją i wreszcie znajdzie się kawałek Eurazji z miejscem także dla nas. Oczywiście, jest jeszcze w Polakach pewien pozytywny potencjał zmiany, politycznej, społeczno-systemowej a nawet tożsamościowej. Można się go dopatrzeć we wspomnianych rolnikach, znękanych wojną handlową z Rosją, zmęczonych Wspólną Polityką Rolną i od zawsze dużo dalszych od szlacheckich, powstaniowych sentymentów. Także, paradoksalnie – pewną potencjalną siłą odnowy pozostają 3 miliony polskich emigrantów, którzy w obcym, zachodnim środowisku odnajdują się nagle w swojej odrębności i słowiańskości (rzecz jasna, nie znając ani nie używając tego pojęcia). Są wreszcie Kresowianie, potomkowie najbardziej wschodnich w duszy i zwyczajach Polaków. Dlatego, do nich – wciąż wołamy o polską niepodległość i wolną od obcych manipulacji polską tożsamość. Nawet, jeśli przy tym zostajemy „agentami Rosji”, a nawet – o zgrozo! – Dugina. Co nie znaczy, że nie widzimy alternatywy. Że ostatnia nadzieja dla Polski zaświeci znów światłem ze Wschodu – ale odbitym przez tak u nas ukochany Zachód…

Konrad Rękas

Oryginał tekstu „No hope for Poland?” ukazał się na portalu Geopolitica.ru:

https://www.geopolitica.ru/en/article/there-no-hope-poland

[i]     http://www.fronda.pl/a/aleksander-dugin-czekam-na-iwana-groznego,45653.html?part=2