Nowak czuje się bezpieczny za ukraińskimi opłotkami


 

wPolityce.pl

 

POLITYKA

Sławomir Nowak pokazał kulturę żulii, a polskie państwo powinno mu udowodnić, że to już nie „ch…, d… i kamieni kupa”

opublikowano: wczoraj

autor: PAP/Marcin Obaraautor: PAP/Marcin Obara

 

Kultura żulerska wyłazi spod pozornej ogłady, demonstrowanej drogimi garniturami i zegarkami. A nawet jest gorzej, bo żulie miały swoje kodeksy honorowe.

 

Kilka razy czytałem esemesa Sławomira Nowaka, kiedyś złotego młodzieńca Platformy Obywatelskiej i do dziś ulubieńca Donalda Tuska, bo taki poziom jednak szokuje. Przypomnę, że były minister transportu napisał: „Pani Małgosiu, Pani napisze smska, to oddzwonię. Ściskam mocno”. „Pani Małgosia” to Małgorzata Wassermann, szefowa sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, wcześniej znana krakowska adwokat. A chodziło o wezwanie Nowaka na przesłuchanie przed komisją. Publicznie twierdził on, że nic nie wie o wezwaniu na przesłuchanie, gdyż nie otrzymał żadnego dokumentu w tej sprawie, a jego żona też nic nie odbierała. Po zacytowanym już tweet’cie Nowak napisał kolejnego: „Przed chwilą (1szy raz) zadzw. i (1szy raz) napisała SMS uprzejma Pani z sek. kom. śledczej. Wszystko ustaliliśmy. Wezw. na 23.05. Można? Można!”. Szybko okazało się, że twierdzenie o wcześniejszej niewiedzy to wierutne łgarstwo, bo żona Nowaka odebrała wezwanie. Ale nie o to chodzi. Istotny jest protekcjonalny ton, lekceważenie, wielkopańskość i kpiny w twórczości Sławomira Nowaka na Twitterze. Wielki pan Nowak potraktował bardzo ważnego posła, przedstawiciela państwa polskiego, w dodatku mającego uprawnienia prokuratorskie, niczym jakąś małolatę, która pewnie skakała po piwo dla niego, gdy bawił się w modela albo gdy „haratał w gałę” razem z Donaldem Tuskiem.

Nie chodzi o to, że politycy czy byli politycy muszą zawsze być strasznie poważni, że nie mają prawa do pewnego luzu, bo mają. A nawet demonstrują go zbyt mało i za rzadko. Tyle tylko, że to nie była demonstracja luzu, lecz zwyczajna pogarda dla urzędu i sprawowanej funkcji oraz knajactwo pierwszego sortu.

Poseł Małgorzata Wassermann nie jest żadną „kumpelą” Sławomira Nowaka, która wysyłałaby mu esemeski, a on w zamian ściskałby ją mocno. Przesłuchanie przed sejmową komisją śledczą, gdzie wyjaśniana jest m.in. sprawa okradzenia ponad 18 tys. osób na sumę ponad 850 mln zł, to nie cyrk. A Sławomir Nowak jako minister transportu odpowiadał m.in. za przyznanie spółce córce Amber Gold – OLT Express licencji na prowadzenie pasażerskiego transportu lotniczego. Za pieniądze ukradzione ofiarom Amber Gold. Tu nie ma nic do śmiechu ani do żartów. Podobnie jak nie jest śmieszne, tylko żałosne, grubiańskie i knajackie zwracanie się per „Pani Małgosiu” i „ściskanie mocno”. Może w platformerskim towarzystwie od „haratania w gałę” taki sposób komunikacji był normą, ale to nie boisko, grill czy piwko, lecz całkiem poważna sprawa.

„Twórczość” Sławomira Nowaka pokazuje dwie ważne sprawy. Pierwsza to kulturowe zaplecze takich ludzi jak były polski minister i obecny szef ukraińskiej państwowej agencji drogowej. W zademonstrowanej na Twitterze wersji to zaplecze klasycznej żulii.

Kultura żulerska wyłazi spod pozornej ogłady, demonstrowanej drogimi garniturami i równie drogimi zegarkami. A nawet jest gorzej, bo różne odmiany żulii miały swoje kodeksy honorowe, gdzie kobiety traktowano jednak z relatywnym szacunkiem. W twitterowym wpisie szacunku nie ma za grosz, jest za to poziom paździerzowego dżentelmena i jaśniepana. Wygląda to wszystko na celowy, wykalkulowany zabieg. Chodzi o odebranie powagi tak przewodniczącej Małgorzacie Wassermann, jak i samej komisji śledczej. Przecież tak traktując przewodniczącą, Nowak odnosi się również do jej członków. I chyba tylko poseł PO Krzysztof Brejza tego nie rozumie, bo na przykład Witold Zembaczyński z Nowoczesnej bardzo dobrze zrozumiał popisy Nowaka i ich knajackie, pogardliwe przesłanie. Sławomir Nowak sugeruje, że komisja śledcza nie jest poważna, podobnie jak cała afera Amber Gold, a przynajmniej ten jej kontekst, który dotyczy jego ewentualnej odpowiedzialności. Nowak sugeruje, że gdy z czegoś robi się „śmichy-chichy”, to najwidoczniej jest to taka sprawa, która tylko na taki stosunek zasługuje. To oczywista poza, mająca ukryć własny strach, a przy okazji obnażająca kulturowe zaplecze.

Robi się nieswojo, gdy pomyśleć, że przez osiem lat rządzili nami ludzie pokroju Sławomira Nowaka. Ale jego kulturowe zaplecze to tylko ciekawostka, choć niemiła. Ważniejsze jest to, żeby „żartowniś” Nowak przekonał się na własnej skórze, że państwo polskie to nie atrapa, a jego reprezentanci (w tym wypadku przewodnicząca Małgorzata Wassermann) to nie kolesie od piwka czy haratania w gałę. Nowak powinien odczuć, że nie wykpi się knajackimi żarcikami, a państwo polskie to obecnie nie „ch…, d… i kamieni kupa”, lecz realny byt, która żartownisiów jest w stanie przywołać do porządku.

Zdjęcie Stanisław Janecki

autor: Stanisław Janecki

Publicysta tygodn