Łukaszenka zawiódł się na polskiej miłości


OnetWiadomości

 

PAP

dzisiaj 13:46

Doroczne orędzie Alaksandra Łukaszenki: pojawiają się nowe wyzwania i zagrożenia

Prezydent Białorusi w wygłoszonym orędziu powołał się na przykład Polski i obecności na naszym terenie wojsk NATO. Stwierdził, że „to NATO od dawna jest u białoruskich granic i dostarcza Polsce nowoczesne uzbrojenie”, a Zachód mimo to ma pretensję do Mińska za organizowanie z Rosją wspólnych manewrów wojskowych.

 

Alaksandr Łukaszenka

Foto: Dmitri Lovetsky / AFPAlaksandr Łukaszenka

Światu grozi nowa konfrontacja między blokami – ocenił. – Wpływowi światowi gracze – kontynuował – „nie są gotowi do kompromisów”, rośnie zagrożenie terroryzmem, UE zmaga się z zalewem imigrantów i grożą jej nowe podziały, nie wiadomo też, czy „Waszyngton przezwycięży pokusę, by dyktować swoją wolę całemu światu” – wyliczał Łukaszenka. Nawiązał też do Ukrainy, stwierdzając, że „nie został w pełni zrealizowany żaden punkt porozumień mińskich” w sprawie konfliktu w Donbasie.

 

I zadeklarował, że wobec nowych wyzwań i zagrożeń „Mińsk jest gotów stać się miejscem dialogu na temat przyszłego ładu światowego”. Białoruskie władze już wcześniej występowały z propozycją rozpoczęcia międzynarodowego dialogu podobnego do „procesu helsińskiego” w XX wieku.

Łukaszenka tradycyjnie podkreślał strategiczny charakter relacji z Rosją, także w dziedzinie wojskowej. Zapowiedział, że będzie ona kontynuowana, jednak Białoruś jest zainteresowana także „stopniowym pogłębianiem dialogu z NATO, by zmniejszyć potencjalne ryzyka, zwłaszcza że struktury natowskie już znajdują się u białoruskich granic”.

„Tezy głoszone, by rozerwać naszą jedność z Rosją”

Prezydent zdecydowanie odrzucił teorie, że Rosja może wykorzystać przeprowadzane wspólnie z Białorusią na jej terytorium wrześniowe manewry „Zapad 2017”, by „wprowadzić wojska i je pozostawić” na Białorusi. Takie tezy są głoszone po to, żeby „rozerwać naszą jedność z Rosją” – ocenił.

  • Widzieliśmy niedawno w telewizji, jak prezydent Polski przyjmuje setkę, dwie amerykańskich żołnierzy, a w tyle widać jakąś artylerię. A kiedy my rozmieściliśmy w kraju Polonezy (systemy rakietowe- red.), to podniósł się taki krzyk! – powiedział prezydent Białorusi.

Oświadczył, że NATO dostarczyło Polsce nowoczesne uzbrojenie, m.in. „drony bojowe”, których zdjęcia „ma na swoim biurku”. Jak stwierdził, NATO zwiększa obecność u białoruskich granic, a Mińsk nie umieszcza przy zachodnich granicach „wojsk chińskich, tureckich ani rosyjskich”. Według Łukaszenki Zachód powinien przestać „strofować” Białoruś i „bezustannie szturchać ją w plecy”, a starać się z nią współpracować. – Powiedzcie nam, czego oczekujecie, a my wam powiemy, co możemy dzisiaj zrobić – oświadczył Łukaszenka.

Podkreślał, że Białorusi zależy na współpracy zarówno z UE, jak i z USA. – To klucz do inwestycji, nowoczesnych technologii, zasobów, rynków – mówił. We współpracy z UE „jest dla nas niezbędne, by jeszcze w tym roku pójść do przodu w kierunku pełnowymiarowej współpracy we wszystkich dziedzinach” – zaznaczył, choć jednocześnie skarżył się na trudności w uzyskaniu zachodnich kredytów i problemy z dostępem do unijnych rynków.

  • Nie puszczają nas na rynek Unii Europejskiej? A dlaczego my nie odpowiadamy? Dlaczego się nie bronimy? Dlaczego analogicznie, absolutnie symetrycznie nie zademonstrowaliśmy im wartości Białorusi? Oczekuję od rządu konkretnych działań w tym kierunku – oznajmił. Jak ocenił, przeszkodą dla eksportu białoruskich towarów jest nasilający się na świecie protekcjonizm, który jest problemem także w ramach Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej.

Komentując funkcjonowanie tej struktury integracyjnej, Łukaszenka przyznał: „Nie wszystko nam wychodzi”. Jego zdaniem łatwiej było podpisać porozumienia o tworzeniu strefy wolnego handlu, niż je realizować.

Łukaszenka bronił również koncepcji silnego państwa i silnej władzy, przekonując, że jest to warunek bezpiecznego życia obywateli. – Stabilność państwa w dużej mierze zależy od tego, jak silna jest władza. Tam gdzie władza jest słaba, przyjdzie nieszczęście, upadek gospodarki, ingerencja zewnętrzna, rozpad kraju, anarchia – ostrzegał.

Według niego w kraju stworzono dobre warunki dla zagranicznego biznesu, a mimo to inwestycje nie rosną, a maleją. Łukaszenka zapowiedział, że odtąd miarą efektywności lokalnych władz będzie wielkość przyciągniętych inwestycji.

Dużo uwagi prezydent poświęcił kwestiom gospodarczym i socjalnym. Zapowiedział m.in., że w dalszym ciągu władze będą kontrolować ceny. – Powtarzam publicznie: wasze zadanie to kontrola nad cenami. I żadni reformatorzy ani MFW nie będą nam dyktować. Zapamiętajcie to – zwrócił się do urzędników. Skrytykował też „reformatorów”, którzy chcą zamykać nierentowne zakłady państwowe.

Zapowiedział, że niepokojące Białorusinów urynkowienie dotowanych obecnie opłat komunalnych będzie wprowadzane wolniej i pełną wysokość opłat obywatele będą uiszczać nie za półtora roku, a „za 4-5 lat”.

Urynkowienie gospodarki, restrukturyzacja przedsiębiorstw państwowych i urealnienie opłat komunalnych to główne warunki, od których MFW uzależnia kolejny kredyt dla Mińska. W swoim wystąpieniu prezydent stwierdził, że Białoruś nie może sobie pozwolić na realizację reform liberalnych. – Nie mamy pieniędzy na to, by ryzykować, bo może się nie udać. Czym będziemy potem łatać dziury? – mówił.

„Wycofam się, jeśli zaproponujecie alternatywę”

Łukaszenka odniósł się również do dekretu nr 3, zwanego potocznie dekretem o pasożytnictwie, który wywołał na Białorusi w lutym i w marcu falę protestów, początkowo tolerowanych, ale ostatecznie brutalnie tłumionych przez milicję. – Wycofam się, jeśli zaproponujecie alternatywę – zwrócił się do deputowanych, przyznając, że dekret był „niedopracowany”.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami Białorusini, którzy nie pracują dłużej niż pół roku, powinni płacić specjalny podatek. „Cel dekretu to zmuszenie ludzi do pracy” – podkreślił prezydent, przypominając, że na Białorusi jest ok. 350 tys. osób „niekonkurencyjnych na rynku pracy”. Według wcześniejszych instrukcji Łukaszenki dla urzędników, wszystkie niepracujące osoby mają zostać zatrudnione do 1 maja.

 

 

(PG,ks Onet Wiadomości

Źródło: PAP

USA rozważają szanse Marine Le Pen


THE NEW YORK TIMES

Francuski Odłączenie

 

Zwolennicy Marine Le Pen na wiecu w środę. CreditPaul Durand / European Pressphoto Agency

Dla wszystkich rozmów na temat skandali Fillon, Emmanuel Macron wielkich perspektyw i Jean-Luc Mélenchon w ostatniej minuty przed przepięciami , najbardziej komentarzem o wyborach francuskiego zasadniczo nadal sprowadza się do jednego koncernu: Czy Marine Le Pen naprawdę zostać prezydentem?

Zarówno nieformalne rozmowy i specjalistycznego pokrycia, w Francji , Europie i gdzie indziej, odpowiedź na to pytanie jest często niezwykle aroganckie: Pani Le Pen zrobi to do drugiej tury wyborów, ale ona nie chce zostać prezydentem. H ardly ktoś zdaje się rozważać możliwość wygrania jej wprost, ze zwykłą większością głosów, w pierwszej turze głosowania w niedzielę. Większość ankiety obiecują uspokajający perspektywę ostatecznego pojedynku.

Czemu? Niektórzy analitycy wskazują na ciężki bagaż polityczny odziedziczyła po ojcu, Jean-Marie Le Pen, który prowadził daleko prawica Frontu Narodowego przed nią. Inne wywołać różne niemożliwości matematycznych. W każdym razie, „Marine Le Pen nie będzie prezydentem” – idea stała się powszechna, rodzaj wiersz polityczny, wygodne nawyk mentalny.

Ale to maskuje osobliwa forma zaprzeczenia nikt nie chce uznać jako potencjalnie straszną pomyłkę. A to prowadzi do tej sprzeczności: Nawet jak mainstream omawia konieczność mobilizacji przeciwko prezydencji Le Pen – z „głosowanie utile”, czyli głosowania taktycznego – to odrzuca samą możliwość, że może wygrać.

Paradoks ten jest częściowo wynikiem szczęśliwego pamięci pozostawione przez wyborach prezydenckich 2002 r. W pierwszej rundzie tego roku Pan Le Pen kierowane Lionel Jospin socjalista kandydata, wykorzystując stan lewicy ogólnym nieładzie. Ale związane z nim twarzą off pomiędzy panem Le Pen i Jacques Chirac, głównego nurtu prawo, zamienił się w wyświetlaczu siły przez zwolenników francuskiego pluralizmu: Wiele różnych obozów – prawo, centrum, w lewo, po lewej stronie – zebrał dać panu Chirac miażdżące zwycięstwo .

 

OSTATNIE KOMENTARZE

manfred marcus

5 minut temu

Jednak polityka skrajnej prawicy Marine Le Pen, i jak mała szansa jest dla niej zostać prezydentem Francji, niech samozadowolenie nie …

pcohen

6 minut temu

Pan Daud pisze: „populiści jak ona sobie sprawę, że najlepszym narzędziem propagandy nie jest dokładność, ale internet i fałszywe.” To niesprawiedliwe …

Bruce Carroll

6 minut temu

Dopóki ona reprezentuje patriotyczny obrońca z „Tożsamości Francuskiej” będzie miała szansę. Jeśli ona nie wygra to jest dalej …

 

Były ogromne manifestacje wtedy i oni poświęceni estetykę republikańskiej przodu , które przychodzą razem przeciwko skrajnej prawicy. Stworzyli także mitologię o tym, jak obywatele mogli zmobilizować. Dzisiejsze odmowa wynika z tego szczęśliwego urazowości.

 

Po prawej jest obecnie postrzegana jako przeciwwaga, ale nie jako główny gracz. IT wykresy teren dyskursu politycznego, ustanawia jakie zagadnienia będą omawiane i oddaje głos niepokoje ludzi. Ale to nie pójdzie dalej, i tak jest powiedziane. Front Narodowy istnieje budzić strach, a nie rządzić.

Idea ta przebiega także z uproszczonym portretu przypuszczalnego przeciętnego francuskiego wyborcę. Elity bien-Pensant zobaczyć jego i ją jako odpowiedzialnych obywateli zdaje sobie sprawę z tego, co jeździ na swoich głosów – z „ szlachetnych dzikusów ” z bieżącej polityki francuskiej.

Jest to pojęcie jako życzeniowe jako teoria Rousseau. Francuskich wyborców nie może być tak, że szlachetny.

Oto przykład. Dlaczego jeszcze nie będzie pani Le Pen został prezydentem? Dlatego, że jest kobietą . To znaczy, że nieokrzesany, ale wielki analiza polityczna jest również składa się z drobnych uprzedzeń. Francja jest paradoksalny kraj: To była republiką przed czasem, ale pozostaje monarchią po czasie, w jego obyczajów, jego praktyk i jego wizji władzy.

Byłoby łatwiej zrozumieć, jak homoseksualne małżeństwo mogłoby wyzwolić takie burzliwe dyskusje w konserwatywnej monarchii jak Hiszpania. Ale to było we Francji, że prawo zostało ostro walczyli zanim minął, a które stało się testem modernizmu niektórzy politycy.

Podobnie, pani Le Pen pracował pojawiać electable oddając siebie nie jako kobieta, która chce poprawić los kobiet, ale jako kobieta polityk, który chce uratować Francję. Mówi głównie o imigrantów, terroryzm, islam, kolonizacji i euro. Nie tyle o statusie kobiet.

Tymczasem mówiąc o imigrantów, terroryzm, islamizm, kolonizacji i euro w surowych warunkach, które sprzyja ona, pani Le Pen ma stopniowo podnoszone tabu i znormalizować niektóre skandaliczne propozycje. Populistów jak ona sobie sprawę, że najlepszym narzędziem propagandy nie jest dokładność, ale internet i fałszywy. Ich celem nie jest prawdą, tylko efekty. I to działa: Wyborcy dzisiaj nie czytać długich analiz; pamiętają energiczne twierdzeń.

55KOMENTARZE

Więc dlaczego jest wreszcie, że pani Le Pen nie może zostać prezydentem? Ponieważ podczas prawej zmienił dyskurs elit mainstreamowe nadal trzymać się swoich starych sposobów patrzenia na świat, lub wyobrażając sobie, co to jest.

Ich analiza wzrostu populizmu jest zsynchronizowany. Opiera się na założeniach, wadliwego rozumowania i zaprzeczenia. Perspektywa prezydentury Le Pen denerwuje rodzaj pozytywizmu politycznej pogląd, że demokracja może iść tylko z dobrego na lepsze od bycia konieczność bycia w porządku. Wybory pani Le Pen byłoby sprzeczne z przebiegu historii, rozumowanie idzie, a zatem nie może być. To szczęśliwe zakończenie dla elit: konwencja narracja, zbywalnego pojęcie, forma odmianą utopii – i podstawą irracjonalnym analizy politycznej.

Kamel Daud jest autorem powieści „Meursault Investigation”. Ten tekst został przetłumaczony przez Johna Cullena z francuskiego.

Wersja tego op-ed pojawia się w formie drukowanej w dniu 21 kwietnia 2017 roku, na stronie A27 w wydaniu New York z nagłówkiem: francuska rozłączenia. Dzisiejsze papieru|Subskrybować

O tym, jak Rosjanie dostaną darmową ziemię


do Pravda.RuENG RUS PT FR

 

12 KWIETNIA 2017 O 14:53

 

ŹRÓDŁO DO PRAVDA.RU

DZISIAJ O 11:30

Oleg Nilov – o tym, jak Rosjanie dostaną darmową ziemię

EKSPERTYZA

Zgodnie z projektem ustawy, Rosjanie ustalone prawo do bezpłatnego otrzymania państwowego lub komunalnego gruntu. I dotyczy to nie tylko w regionie Dalekiego Wschodu, ale w całej Rosji.

Oleg Nilov

Projekt ustawy ma na celu „realizacji i rozwoju pewnych zasad konstytucyjnych użytkowania terenu przez ludzi jako podstawę swego życia i pracy.”

Nawiasem mówiąc, według statystyk, najwyższa liczba wydanych „Daleko ha” wypada w regionie Chabarowska Rosji.

„Pravda.Ru” poprosił o komentarz do deputowanego Dumy Państwowej, wiceszef frakcji „Sprawiedliwa Rosja”, członek Dumy Państwowej Komisji Transportu i budowlanej Oleg Nilov.

– Trzeba Dumie Państwowej projekt ustawy, który proponuje przyznanie hektar ziemi dla obywateli Rosji – na terenie nie tylko Federal District Dalekiego Wschodu, a na terenie całego kraju. Proszę wyjaśnić naszym czytelnikom, co dokładnie.

  • Historia nie jest niczym nowym. Ta ustawa została wprowadzona dawno temu, uznano w Dumie. Zaledwie rok wcześniej ustawy został wprowadzony. Następnie został nazwany „Na ziemi”. Przed miejsce znane Trutnew i spotkanie Putina na których omawiano ideę ha Dalekim Wschodzie. W „wersja Far East of” wersji projektu ustawy nadal utrzymywała, to też dobrze. Projekt pilotażowy dały wyniki: dziesiątki tysięcy osób wyraziło chęć zdobycia ziemi, nawet na Dalekim Wschodzie. Uważamy, że nadszedł czas, aby rozprzestrzeniać się bez dokręcania działanie tego konkretnego prawa. My zostały zmienione w celu rozszerzenia jej stosowania na całym terytorium. W szczególności, dla obywateli – szczególnie tych, którzy pracowali przez całe życie, dostaje nędznych emerytur; obywateli, którzy mieszkają w obudowie awaryjnego, nie odpowiadają standardom. A dziesiątki milionów. Istnieje wiele innych kategorii. Ziemia – ogromna ilość. Mówimy o gruntów miejskich i państwowych. Eksperci szacują, że dziesiątki milionów hektarów różnym statusie. Oni po prostu znikają. Grunty orne zarośnięte lasy.

Yandex

Читайте больше на https://www.pravda.ru/news/expert/21-04-2017/1331451-zemlya-0/

Policja szuka drugiego podejrzanego


SPIEGEL.de

Atak na Champs-Elyseespolicja szuka drugiego podejrzanego

Gdyby zabójca Paryżu wspólnikiem? Policja szuka trop przez belgijskich służb bezpieczeństwa dla innego podejrzanego. W Antwerpii, w międzyczasie, człowiek mówi się prosić.

Play Video ...wideo

REUTERS

Piątek, 21.04.2017   09:35

 

W związku z atakiem na policjantów w Paryżu Pól Elizejskich, francuska policja szukają innego podejrzanego. Mężczyzna został zidentyfikowany przez władze belgijskie, rzecznik MSW powiedział stacji radiowej Europe 1. Jaką rolę poszukiwany do odgrywają w ataku, on pozostaje otwarta.

W Antwerpii, w międzyczasie, poprosił o informacje powiedział Reuterowi mężczyznę policji. Jednak początkowo nie było jasne, czy jest to kwestia chcieli podejrzanych.

W czwartek wieczorem, samochód odbyła obok furgonetki policyjne do 21 zegar na Polach Elizejskich. Przynajmniej jeden zabójca otworzył ogień z karabinu na funkcjonariuszy, raniąc trzy osoby – jedna z nich podobno zmarł natychmiast przed konsekwencjami. Atakujący został zastrzelony, podała policja.

Po pierwsze, nie było jasne, czy mężczyzna działał sam czy miał wspólników. To sprawdzić, policji powiedział krótko po zbrodni. Tymczasem wydział antyterrorystyczny z biura Paris prokuratury przejęła dochodzenia.

W piątek rano usłyszałem francuskich badaczy dopasowane Według doniesień mediów, trzy osoby z otoczenia rodziny zabitego zamachowca. Gdyby to było klasyczne postępowanie w takich przypadkach, to powiedział. W samochodzie, być nóż i znaleźli strzelbę, poinformował agencję Reutera.

galeria zdjęć

11 zdjęć

Strzelanina w Paryżu: Hollande mówi o terrorze

Napastnicy zabili to być 39 lat francuski akt. Policja przeszukała człowiek jest w wschodniej części Paryża mieszkaniu. Sprawca był znany władzom jasno i sklasyfikowany jako osób niebezpiecznych. W lutym 2005 roku został oskarżony o usiłowanie zabójstwa trzech osób, w tym dwóch policjantów, zostali skazani na pięć lat więzienia. W telegramie usług wiadomość pisał, że chciał zabić policjantów, kanał aktualności BFMTV poinformował wieczorem.

Milicja terrorysta „Islamic State” twierdząc, że atak na biura propagandy „Amaq” dla siebie i stwierdził u zabójcy gdyby był bojownikiem o nazwie „Abu Youssef Belgów”. Badacze belgijskie powiedział, że nie ma dowodów, że zabójca z Paryża z Belgii przyjść.

Pomimo zagrożenia terroryzmem , kandydaci kontynuowali swoją kampanię . W czwartek wieczorem jedenastu kandydatów były w stacji telewizyjnej France 2 kolejno na krótkich wywiadów. Kandydat na prezydenta François Fillon i Emmanuel Macron powiedział agitacji w piątek. Jeśli atak udowodnić ataku terrorystycznego – którego władze iść tak daleko – może mieć wpływ na wybory prezydenckie w najbliższą niedzielę.

BRK / Reuters / AFP

“Trza dziada złapać za ryżą czuprynę”


WP Wiadomości  

 

 

WOJCIECH CEJROWSKI

 

OPRAC. ARKADIUSZ JASTRZĘBSKI

2h temu

Wojciech Cejrowski w TVP o Donaldzie Tusku: należy go przymknąć jak zwykłego kryminalistę

Donald Tusk jest zwyczajnym obywatelem i niech się nie zasłania immunitetem, bo to jest immunitet europejski. Trzeba dziada złapać za ryżą czuprynę, najpierw wsadzić do aresztu, żeby nie mataczył – powiedział Wojciech Cejrowski na antenie TVP Info, komentując przesłuchanie przewodniczącego Rady Europejskiej w prokuraturze. Jego słowa wywołały lawinę komentarzy – w większości krytycznych.

 

Wojciech Cejrowski w TVP o Donaldzie Tusku: należy go przymknąć jak zwykłego kryminalistę

(TVP Info – screen)

– On teraz może mataczyć, czyli zaciemniać obraz, komunikować się ze swoimi poplecznikami, z tym całym gangiem, który rozrabiał albo zaniechał działań. W związku z tym należy go przymknąć jak zwykłego kryminalistę. Zrobić śledztwo, kiedy on jest w areszcie, a potem do normalnego sądu, zwykły wyrok więzienia i niech siedzi z gwałcicielami i prostytutkami – kontynuował Cejrowski. Zaznaczył, że są to „urzędnicze zaniedbania, którymi powinien zająć się zwykły sąd”, a nie Trybunał Stanu, przeznaczony dla „okoliczności szczególnych”.

Obserwuj

TVP Info

@tvp_info

W. #Cejrowski w #Minęła20: Tuska trzeba przymknąć jak zwykłego kryminalistę żeby nie mógł mataczyć #wieszwiecej

20:49 – 20 Apr 2017

  • 227227 podanych dalej

  • 513513 polubień

  • REKLAMA

    Gość Michała Rachonia w programie „Minęła dwudziesta” stwierdził też, że „jak się jest polskim urzędnikiem, nie współpracuje się z obcymi służbami nastawionymi wrogo”. Ocenił, że współpraca SKW z FSB to „zdrada państwa polskiego”.

    – To KGB, bo to tylko przestawianie liter. Zasadniczo tam jest Putin i strzały w tył głowy, bo przecież „nie lubimy patrzeć w oczy naszym ofiarom”. To jest takie azjatycko-rosyjskie. Jakakolwiek współpraca z tamtymi służbami jest naganna z punktu widzenia polskiej własności, polskiego samolotu – stwierdził, nazywając Rosję wrogim państwem.

    Obserwuj

    TVP Info

    @tvp_info

    W. #Cejrowski w #Minęła20: polskich obywateli w Rosji „porąbano na kawałki”, a Tusk nawet nie sprawdził, co dostał w trumnach#wieszwiecej

    21:03 – 20 Apr 2017

  • 9393 podane dalej

  • 187187 polubień

  • – W jednej trumnie były dwie głowy, trzy ręce i cztery miednice ludzkie. Czyli porąbano te zwłoki, a potem wrzucono rąbankę do trumien. Powtórzę: polskich obywateli w Rosji porąbano na kawałki, a Tusk nawet nie sprawdził, co dostał w trumnach. To jest kardynalna, kryminalna sprawa, za którą należy odpowiadać – mówił też Cejrowski, z którym TVP Info połączyła się podczas jego pobytu w Stanach Zjednoczonych. Podkreślał, że Donlada Tuska trzeba pytać „o takie rzeczy, jak ekshumacje do skutku”.

    – Wolność słowa jest cenna nawet, jeśli jest przykra w słuchaniu – Stwierdził Cejrowski, odnosząc się do manifestacji zwolenników szefa Rady Europejskiej na Dworcu Centralnym oraz demonstracji Obywateli RP i KOD podczas rocznicy katastrofy smoleńskiej.

    Opinie wygłaszane przez Wojciecha Cejrowskiego oczywiście wywołały falę krytycznych komentarzy. „Przepraszam, czy TVP kręci reality show w Tworkach?” – zapytał na Twitterze publicysta Cezary Łazarewicz.

    Obserwuj

    Cezary Łazarewicz @clazarewicz

    Przepraszam, czy TVP kręci reality show w Tworkach? https://twitter.com/tvp_info/status/855131372955901956 …

    22:12 – 20 Apr 2017

  • 44 podane dalej

  • 2020 polubień

  • 12godz.

    OpozycjaObywatelska @OObywatelska

    A tymczasem w tzw. telewizji narodowej…
    Ciężko to skomentować.
    Za wypowiedzi takich „gości” płacicie abonament. https://twitter.com/tvp_info/status/855131372955901956 …

    Obserwuj

    Nina T @NinaT3333

    @OObywatelska Faktycznie trudno skomentować. Jeszcze niedawno sądziłam że Cejrowski jest osobą myślącą. Duży zawód! Niech jedzie do buszu…i zniknie.

    00:20 – 21 Apr 2017

  • podanych dalej

  • 11 polubienie

  • 11godz.

    Rob @R0BERTeM

    @Husar_wyklety @qsylwiaq @tvp_info pic.twitter.com/s78SfwiIlZ

    Obserwuj

    Janusz Jurczak @jpjurczak

    @R0BERTeM @Husar_wyklety @qsylwiaq @tvp_info Co ten Cejrowski ma w głowie. Moze obalic PIS swoimi poglądami.

    23:47 – 20 Apr 2017 · Kristiansand, Norway

  • podanych dalej

  • polubień

  • Obserwuj

    Bartosz Arlukowicz @Arlukowicz

    Trza dziada złapać za ryżą czuprynę i najpierw wsadzić do aresztu. Pan Cejrowski. Niech zadzwoni do Pani Beaty. Ma szubienicę na zbyciu. https://twitter.com/tvp_info/status/855131372955901956 …

    21:46 – 20 Apr 2017

  • 1515 podanych dalej

  • 7070 polubień

  • Nie zabrakło jednak także głosów poparcia dla Cejrowskiego, a nawet sugestie, że powinien w telewizji publicznej prowadzić swój własny program.

    10godz.

    Lubię Placki @LubiePlacki2000

    @michalrachon Świetne te rozmowy z Cejrowskim w #Minęła20
    Mam nadzieję, że to już na stałe.
    Fajnie się to ogląda.

    Obserwuj

    Michał Rybiński @RybinskiM

    @LubiePlacki2000 @michalrachon Pan Wojtek Cejrowski to mógłby otrzymać też swój program publicystyczny w TVP, na pewno by zrobił furorę jak WC Kwadrans

    00:41 – 21 Apr 2017

  • 11 podany dalej

  • 33 polubienia

  • ROSJA ROZMIESZCZA ŻOŁNIERZY I SPRZĘT NA GRANICY Z KOREĄ PÓŁNOCNĄ


    Kresy - Portal Społeczności Kresowej

     

    źr. Radio Liberty-Free Europe

    ROSJA ROZMIESZCZA ŻOŁNIERZY I SPRZĘT NA GRANICY Z KOREĄ PÓŁNOCNĄ [+VIDEO]

    21 kwietnia 2017|0 Komentarze|w Azja-Pacyfik, bezpieczeństwo i obrona, Rosja, Wydarzenia |Przez Michal Krupa

    Rosjanie reagują na niepewną sytuację na Półwyspie Koreańskim.

    Mieszkańcy i media lokalne na rosyjskim Dalekim Wschodzie informują, że od weekendu widoczne są duże konwoje wojskowe zmierzające w kierunku północnokoreańskiej granicy.

    Portal informacyjny DVHab.ru pokazał zdjęcia pociągu transportującego dwanaście pojazdów, w tym system rakietowy Tor, zmierzającego w kierunku Władywostoku.

    ZOBACZ RÓWNIEŻ: Korea Północna grozi USA „supermocnym uderzeniem prewencyjnym”

    Na autostradzie z Chabarowska do Władywostoku w sobotę widoczne były również transportery opancerzone, którym towarzyszyły helikoptery. Pułkownik Aleksander Gordiw, rzecznik Wschodniego Okręgu Wojskowego, powiedział – Obecne, masowe ruchy oddziałów odbywają się w różnych regionach okręgu. Przeprowadzamy inspekcję baz w całym okręgu od Bajkału do Czukotki. Jednostki opuszczają swoje bazy do ćwiczeń terenowych w nieznanych obszarach.

    Jak na razie, Kreml nie odniósł się do tych ruchów wojsk.

    Kresy.pl / Telegraph.co.uk

    Przedwyborcza gra imigrantami w Niemczech


    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    PIĄTEK 21 KWIETNIA

     

    Merkel chce deportować imigrantów z Niemiec. Władze lokalne odpowiadają: to nieludzkie

    Data publikacji: 2017-04-21 09:30

    Data aktualizacji: 2017-04-21 09:35:00

    Merkel chce deportować imigrantów z Niemiec. Władze lokalne odpowiadają: to nieludzkie

    fot.Emmanuele Contini/NurPhoto via ZUMA Press

    Mimo jasnej zapowiedzi kanclerz Angeli Merkel w sprawie deportacji imigrantów, którzy nie uzyskali w Niemczech statutu uchodźców, w wielu częściach kraju nie ma możliwości realizacji tej deklaracji. Powód? Sprzeciw landów rządzonych przez SPD i Zielonych.

    • Kto nie ma prawa do przebywania (na terytorium Niemiec), ten musi zostać odesłany (do kraju pochodzenia) – powiedziała w styczniu w trakcie zjazdu Niemieckiego Związku Urzędników Państwowych w Kolonii Angela Merkel. Oświadczenie to zostało powtórzone w programie CSU ogłoszonym na początku roku. Kanclerz Niemiec podkreśliła wówczas, jak podaje portal rp.pl, że „imigranci, którym przyznano azyl, muszą zostać objęci programem umożliwiającym im szybką integrację, zaś ci, którym odmówiono schronienia, muszą opuścić kraj”.

    Według informacji podanych przez niemieckie media, u naszych zachodnich sąsiadów mieszka ponad 500 tys. imigrantów nie posiadających statusu azylantów. Wielu z nich nie można deportować ze względu na „warunki panujące w krajach ich pochodzenia”, np. groźbę tortur, wojnę etc.

    Zdaniem portalu rp.pl problemem w tej sprawie jest również „federalna struktura niemieckiego państwa”, bowiem „część landów, rządzonych przez SPD, Lewicę i Zielonych, odmawia współpracy z rządem centralnym w Berlinie”. Zdaniem przedstawicieli tych partii odsyłanie imigrantów do takich krajów jak Afganistan jest „nieludzkie i bezsensowne”. Właśnie dlatego władze „lokalne” zapowiedziały, że nie odeślą uciekinierów do ich ojczyzn, dopóki nie dojdzie w nich do „normalizacji”.

    Pomóc w rozwiązaniu tego konfliktu mają przygotowane przepisy zakładające wprowadzenie we wszystkich landach takich samych przepisów dotyczących bezpieczeństwa wewnętrznego. Zdaniem komentatorów nie będzie to jednak tak proste, jakby się mogło wydawać ze względu na „grę na zwłokę” prowadzoną przez partie opozycyjne w związku ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Jak podkreśla portal rp.pl „koalicja SPD-Zieloni Nadrenii Północnej-Westfalii nie jest przypadkowa”, bowiem „w maju w tym ważnym landzie odbędą się wybory regionalne, a ich wynik może mieć istotny wpływ na wynik wyborów do Bundestagu”.

    Źródło: rp.pl

    TK

    Read more: http://www.pch24.pl/merkel-chce-deportowac-imigrantow-z-niemiec–wladze-lokalne-odpowiadaja–to-nieludzkie,51044,i.html#ixzz4ervl5KTJ

    Piętka: Kto podjudza polskich rusofobów?


    Konserwatyzm

    KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

     

    Piętka: Kto podjudza polskich rusofobów?

    0

    BY ADAMWIELOMSKI ON 19 KWIETNIA 2017FORMACYJNE

    Koncepcja Intermarium (Międzymorza) została wysunięta przez Piłsudskiego podczas pierwszej wojny światowej i zakładała stworzenie po pokonaniu Rosji przez państwa centralne (Niemcy i Austro-Węgry) federacji obejmującej terytorium dawnej I Rzeczypospolitej w granicach z 1772 roku, której kluczowym elementem miała być Polska. Koncepcja ta już wtedy dziwnie korespondowała z powstałymi w tym samym czasie niemieckimi koncepcjami Mitteleuropy i wielkiego obszaru gospodarczego (Grosswirtschaftsraum), które przewidywały utworzenie na obszarach odebranych Rosji szeregu państw pozornie niepodległych, a faktycznie niemieckich protektoratów, których gospodarki pełniłyby rolę uzupełniającą wobec gospodarki niemieckiej (byłyby pozbawione nowoczesnego przemysłu ciężkiego oraz dostarczałyby gospodarce niemieckiej półproduktów i płodów rolnych). W przeciwieństwie do koncepcji Międzymorza koncepcja Mitteleuropy zakładała, że kluczowym państwem-protektoratem tak zorganizowanej niemieckiej strefy wpływów będzie nie Polska – która terytorialnie miała być mniejsza od utworzonego w 1815 roku Królestwa Polskiego – ale Ukraina – która miała obejmować terytoria od Chełmszczyzny po Kubań. To miał być główny spichlerz Rzeszy i najważniejszy protektorat niemiecki na Wschodzie.

    Tak pojętą koncepcję Mitteleuropy Niemcy zrealizowały na drodze traktatu brzeskiego z 3 marca 1918 roku, w którym państwa centralne wymusiły na Rosji Radzieckiej oddanie pod ich kontrolę obszaru od Finlandii po Morze Czarne. Warto przypomnieć, że do rokowań pokojowych w Brześciu dopuszczono proklamowaną z inspiracji niemieckiej 25 stycznia 1918 roku Ukraińską Republikę Ludową, z którą Rosja Radziecka podpisała odrębny traktat pokojowy. Nie zaproszono natomiast do Brześcia delegacji Królestwa Polskiego, które w przeciwieństwie do Ukrainy nie było uważane przez Niemcy i Austro-Węgry za protektorat, ale za terytorium przez nich okupowane.

    Osiem miesięcy później państwa centralne poniosły jednak klęskę na froncie zachodnim. W jej rezultacie Austro-Węgry całkowicie zniknęły z mapy Europy, a Niemcy – w których upadło cesarstwo i wybuchła rewolucja – musiały się zgodzić na redukujący ich terytorium i znaczenie polityczne traktat wersalski. Koncepcja Mitteleuropy nie odeszła jednak do lamusa. Polityka niemiecka powróciła do niej po 1989 roku, kiedy dzięki zakończeniu „zimnej wojny” i aneksji NRD przez RFN – błędnie nazywanej zjednoczeniem Niemiec – Berlin uzyskał za zgodą USA (wypowiedź Clintona z 1997 roku o wzięciu odpowiedzialności za Europę przez Niemcy) swobodę manewru politycznego w Europie.

    Realizując współczesną koncepcję Mitteleuropy Niemcy powiązały ją ze strategicznymi celami polityki amerykańskiej wobec byłych państw socjalistycznych oraz państw obszaru poradzieckiego. Rozbicie i zniszczenie Jugosławii, transformacja ustrojowa byłych państw socjalistycznych, w wyniku której przede wszystkim w Polsce doprowadzono do deindustrializacji i powstania gospodarki uzupełniającej gospodarkę niemiecką w myśl koncepcji Grosswirtschaftsraum, włączenie do UE w latach 2004-2013 11 państw obszaru Międzymorza – które przeszły tak zaprojektowaną transformację – dalej przewroty polityczne na Ukrainie w 2004 i 2014 roku oraz kilkukrotne próby takich przewrotów na Białorusi i w Rosji – to wszystko są kolejne elementy realizacji przez Berlin współczesnego planu Mitteleuropy skorelowanego z geopolityką amerykańską. Tak samo jak 100 lat temu kluczowa jest w tym wszystkim rola Ukrainy, a nie Polski. Ukraina ma być zarówno najważniejszym ogniwem Grosswirtschaftsraum (głównie jako dostarczyciel taniej siły roboczej), jak i bazą eksportu „demokracji” do Rosji i pozostałych państw obszaru poradzieckiego.

    Piłsudski próbował realizować koncepcję Międzymorza w latach 1919-1920, tocząc w tym celu wojnę z Rosją Radziecką. Według obowiązującej obecnie wersji historii á la IPN wojna ta była rezultatem „czerwonego marszu na Zachód”, który Trocki i Lenin mieli podjąć podobno już w listopadzie 1918 roku. W rzeczywistości jednak kampanie wojenne tak w 1919, jak i w 1920 roku zostały rozpoczęte przez Piłsudskiego w imię realizacji koncepcji Międzymorza. W świadomości historycznej Polaków funkcjonuje jedynie wiedza o wielkim z zwycięstwie z 1920 roku, kiedy Polska powstrzymała „najazd bolszewicki” (tzn. kontrofensywę Tuchaczewskiego) i miała podobno nawet ocalić Europę Zachodnią, chociaż armia Tuchaczewskiego była za słaba na podbój Zachodu ani nie stawiała sobie takiego celu. Nie funkcjonuje natomiast w świadomości historycznej Polaków wiedza o tym, że cel polityczny wojny z lat 1919-1920, jakim była federacja Międzymorza, nie tylko nie został przez Polskę osiągnięty – pomimo zwycięstwa nad armią Tuchaczewskiego – ale całkowicie pogrzebany w traktacie ryskim z 18 marca 1921 roku.

    Dlaczego? Dlatego, że nacjonaliści ukraińscy i litewscy nie chcieli żadnej federacji z Polską. Zachodnioukraińska Republika Ludowa rozpoczęła wojnę z Polską o Lwów w listopadzie 1918 roku i zainicjowała – o czym mało kto pamięta – czystki etniczne na Polakach w Galicji Wschodniej, będące preludium ludobójstwa, które ćwierć wieku później stało się dziełem OUN-UPA. Wymuszony na Petlurze sojusz w 1920 roku był epizodem bez znaczenia, z którego obecnie próbuje się robić kamień węgielny Międzymorza, a który wtedy zakończył się dla Polski kompromitacją (wycofanie uznania Ukraińskiej Republiki Ludowej 12 października 1920 roku i internowanie wojskowych ukraińskich przez Polskę).

    Mimo takiego biegu rzeczy koncepcja Międzymorza nie odeszła do lamusa. W okresie międzywojennym rozwijali ją prometeiści – już nie jako federację, ale wymierzony w ZSRR sojusz z nacjonalizmami wschodnioeuropejskimi – a w okresie „zimnej wojny” ośrodek paryskiej „Kultury”, który odegrał kluczową rolę w kształtowaniu polityki zagranicznej obozu solidarnościowego i postsolidarnościowego. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że prometeizm – mimo poparcia dla tego nurtu ze strony obozu piłsudczykowskiego – nie był tworem polskim. Ruch prometejski został zainicjowany przez Rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej na Emigracji oraz emigracyjne rządy azerski, doński, kaukaski, krymski, ormiański i turkiestański. Podobnie koncepcje geopolityczne paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia były rozwijane pod wpływem emigracyjnego środowiska nacjonalistów ukraińskich skupionego w Antybolszewickim Bloku Narodów i kierowanego przez Jarosława Stećkę – hitlerowskiego kolaboranta i prowidnyka banderowskiej frakcji OUN na emigracji.

    O ile zatem koncepcja Międzymorza z okresu pierwszej wojny światowej i wojny 1919-1920 była wytworem polskiej myśli politycznej i stanowiła próbę realizacji polityki polskiej – nie wnikając w tym momencie czy słusznej czy nie – to koncepcja Międzymorza rozwijana przez polskich prometeistów i paryską „Kulturę” wpisywała się już tylko w realizację obcych celów politycznych, które prometeiści i Giedroyć uważali za zbieżne z polską racją stanu albo po prostu tylko tak to przedstawiali propagandowo. Identycznie jest z polską polityką wschodnią po 1989 roku, której celem ma być oczywiście Międzymorze rozumiane jako blok państw pomiędzy Niemcami a Rosją pod przewodnictwem Polski. W rzeczywistości jest to utopia, ponieważ Polska jest państwem za słabym, żeby przewodzić takiemu blokowi i polskiego przewodnictwa nie oczekują oraz nie akceptują nie tylko Ukraina czy kraje Grupy Wyszehradzkiej, ale nawet Litwa i pozostałe państewka bałtyckie. Z państw tych Ukraina i Litwa prowadzą aktywną politykę depolonizacyjną wobec polskiej mniejszości narodowej, za każdym razem uderzają w polskie interesy gospodarcze, a od Polski oczekują jedynie jednostronnego wsparcia finansowego i wojskowego. Postsolidarnościowe siły polityczne realizują więc nie żadną koncepcję Międzymorza, ale niemieckie koncepcje Mitteleuropy i Grosswirtschaftsraum, amerykańskie koncepcje geopolityczne Heartlandu i Wielkiej Szachownicy oraz plany geopolityczne nacjonalistycznych środowisk ukraińskich zawarte w projekcie Unii Bałtycko-Czarnomorskiej, czyli takiej federacji Międzymorza, ale ze stolicą w Kijowie.

    Elektorat PiS jest jednak utwierdzany w przekonaniu – głównie przez „Gazetę Polską” – że awanturnicza polityka polska na Wschodzie ma służyć właśnie budowaniu Międzymorza w myśl jego wersji piłsudczykowskiej względnie prometejskiej. Przypuszczam, że część drugiego, a nawet pierwszego garnituru politycznego PiS i PO może nawet naprawdę w to wierzyć, bo cóż potrafi lepiej połechtać ich próżnię – zwłaszcza intelektualną – jak nie wizja odbudowy I Rzeczypospolitej w ramach uwspółcześnionego mitu Międzymorza. W krzewieniu tego mitu „Gazeta Polska” wielokrotnie była trybuną George’a Friedmana – właściciela prywatnej agencji wywiadu Stratfor i reprezentanta najbardziej ekstremistycznego środowiska polityki amerykańskiej.

    Ostatnio Friedman został nagłośniony przez portal onet.pl, któremu udzielił wywiadu[1]. Użył tam wprost określenia „Międzymorze”. Warto bliżej przyjrzeć się temu co powiedział, by zrozumieć źródła inspiracji myśli politycznej obozu postsolidarnościowego, a właściwie jej braku. Oto garść cytatów:

    – „Polska jest rosnącą potęgą. Macie zaufanych przyjaciół, jakimi są np. Stany Zjednoczone. Nie popełniajcie jednak błędu z 1938 roku, kiedy twierdziliście, że nie ma pośpiechu w konstruowaniu armii, bo Francuzi wam pomogą. Nawet teraz zanim w przypadku ewentualnego konfliktu przyszłaby pomoc, minęłyby miesiące”.

    – „Drodzy Polacy, przestańcie myśleć, że kogokolwiek trzeba przekonywać do tego, żeby zwiększyli swoje nakłady na zbrojenia. Myślcie o sobie. Nikt o was nie zatroszczy się bardziej niż wy sami. Historia jest najlepszym tego dowodem”.

    – „[W 2045 roku Polska] Będzie jednym z liderów Europy. Staniecie realnie na czele koalicji państw Europy Środkowo-Wschodniej, która będzie powstrzymywać Rosję. Polska mocarstwem regionalnym. To już się dzieje”.

    – „Żyjemy w okresie zmierzchu Rosji, niepokojów w tym kraju, chociażby z powodu niskich cen ropy za baryłkę. Nie chodzi o okupację nowych terenów, ale budowę wpływów. Polska powinna kierować się na Wschód [podobnie uważał Adolf Hitler, który na przełomie 1938 i 1939 roku złożył władzom sanacyjnym określone propozycje w tej sprawie, idące jednak w kierunku przekształcenia Polski w państwo satelickie III Rzeszy – uwaga BP]”.

    – „Polska może realnie myśleć o Międzymorzu – koncepcji strefy wpływów od Bałtyku aż po Morze Czarne. To koncepcja marszałka Józefa Piłsudskiego. Postulował on doprowadzenie do sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej – obszaru między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym [w rzeczywistości plan „Morza ABC”, czyli Adriatyku, Bałtyku i Morza Czarnego, to było Międzymorze w wersji prometeistów i Giedroycia; Piłsudskiemu chodziło tylko o dawne ziemie I Rzeczypospolitej – uwaga BP]. Moim zdaniem ta linia musi być podtrzymana. To Polska, Słowacja, Węgry, Rumunia i Bułgaria. To nie koalicja chętnych, ale przymierze zdolności i możliwości”.

    – „Znajdując się między silniejszymi Rosją i Niemcami, Polska będzie miała szansę urosnąć na znaczeniu dzięki zasadzie „dwóch pięćdziesiątek”, czyli niemieckiemu eksportowi odpowiedzialnemu za 50 proc. PKB w RFN oraz 50 dolarów za baryłkę ropy. Spadek wartości eksportu, którego chiński rynek zbytu nie będzie mógł obsłużyć, będzie miał katastrofalne skutki dla niemieckiej gospodarki. W dłuższej perspektywie doprowadzi to do spadku pozycji Niemiec. Na takiej samej zasadzie zbyt niska cena ropy, w tym wypadku 50 dolarów za baryłkę, bardzo osłabi rosyjską gospodarkę bazującą na eksporcie zasobów energetycznych. W tym wypadku Polska wzmocni swoją pozycję, jeżeli będzie potrafiła zamanifestować swoją wartościowość [tak w oryg. – uwaga BP]jako wiarygodny partner Stanów Zjednoczonych, w kontekście osłabionej wiarygodności państw zachodu Europy. Wasz kraj może być liderem myślenia o przyszłym kształcie integracji europejskiej skupionej przede wszystkim na uwzględnianiu i realizowaniu interesów i celów państw członkowskich”.

    Te cytaty wystarczająco dużo mówią o tym kto, jakimi hasłami i mirażami inspiruje nieodpowiedzialną politykę polską na Wschodzie. Nieodpowiedzialną z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że służy ona rozszerzaniu euroatlantyckiego obszaru geopolitycznego na Wschód, a tym samym pogłębianiu statusu Polski na tym obszarze, który socjologia definiuje mianem rozwoju zależnego. Po drugie dlatego, że polityka taka nieubłaganie prowadzi do konfrontacji z Rosją w sytuacji, gdy Rosja do takiej konfrontacji bezpośrednio nie zmierza.

    A gdyby komuś było za mało to polecam publicystykę Klubu Jagiellońskiego i innych środowisk kontynuujących tradycje prometejskie, powiązanych z tymi kołami polityki amerykańskiej, które reprezentuje George Friedman i Stratfor. Na portalu jagiellonia.org możemy zapoznać się z jeszcze bardziej rozwiniętymi wizjami Friedmana i jego ludzi z kwietnia 2015 roku[2]. Dwuletnia perspektywa czasowa pozwala zrozumieć, że nic z tych prognoz się nie sprawdziło, że jest to szarlataneria polityczna tworzona tylko pod kątem podbechtywania Polaków przeciw Rosji. Oto cytaty:

    – „Prywatna agencja wywiadu Stratfor, nazywana „cieniem CIA”, opublikowała prognozę geopolityczną na najbliższą dekadę. Amerykańscy analitycy przewidują rozpad Federacji Rosyjskiej i wzmocnienie roli Polski w Europie”.

    – „Jest mało prawdopodobne, że Federacja Rosyjska przetrwa w obecnej formie − wieszczą eksperci Stratforu”.

    – „Rosja nie będzie w stanie utrzymać „narodowej infrastruktury”, zwłaszcza na peryferiach. To wszystko doprowadzi ją do powtórki z historii”.

    – „FSB, której przywódcy zaangażowani są w gospodarkę, straci kontrolę nad tym, co się dzieje w kraju, nie będzie w stanie powstrzymać sił odśrodkowych, odpychających regiony w różne od Moskwy strony”.

    – „Możliwość dalszej kontroli przez Rosję Kaukazu Północnego będzie się zmniejszała, w Azji Środkowej nastąpi destabilizacja. Republika Karelii zapragnie powrotu do Finlandii. Nadmorskie regiony na Dalekim Wschodzie, bardziej związane z Chinami, Japonią i USA niż z Moskwą, wybiją się na niepodległość. Inne regiony niekoniecznie będą poszukiwały autonomii, lecz będzie im ona narzucana”.

    – „Jednocześnie wzmocni się pozycja Polski, dla której analitycy przewidują rolę lidera co najmniej Europy Środkowo-Wschodniej, w miejsce Niemiec. Stanie się to dzięki z jednej strony stabilnemu wzrostowi gospodarczemu i mniejszemu niż w innych krajach europejskich spadkowi demograficznemu w Polsce, z drugiej zaś spowolnieniu gospodarczemu RFN”.

    – „Wzrosną także polskie wpływy na Ukrainie i Białorusi. Na wzrost znaczenia Warszawy w polityce międzynarodowej wpłynie też sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Polska stanie na czele antyrosyjskiej koalicji, która będzie jedną z dominujących geopolitycznych sił w Europie. Poza Ukrainą i Białorusią dołączą do niej inne państwa wschodnie”.

    – „W pierwszej połowie tej dekady (do roku 2020 – red.) Polska zostanie liderem antyrosyjskiej koalicji, do której, co ważne, należeć będzie też Rumunia (…). W drugiej połowie dekady ten związek będzie odgrywał ważną rolę w zmianie rosyjskich granic i odzyskaniu utraconych terenów za pomocą środków formalnych i nieformalnych. Po osłabieniu Moskwy ten sojusz będzie wywierał dominujący wpływ nie tylko na Białoruś i Ukrainę, lecz także ruszy dalej na wschód, co przyczyni się do dalszego wzmocnienia Polski i jej sojuszników” – zapowiadają analitycy agencji”.

    – „Utrata zdolności Mokwy do wsparcia i zarządzania krajem wytworzy próżnię. „To, co będzie w tej próżni istniało, to będą już oddzielne fragmenty Federacji Rosyjskiej” – przewidują analitycy, a wtedy Polska, Węgry i Rumunia zażądają odzyskania terenów, które swego czasu oddały Rosjanom”.

    Z tych analiz Stratforu wynika jakie są zamiary tzw. neokonserwatystów amerykańskich wobec Rosji oraz jaką rolę przewidzieli w realizacji swoich planów dla Polski. Rolę zapałki wzniecającej pożar. Taką też rolę pełni polska polityka na Wschodzie co najmniej od pierwszego Majdanu w 2004 roku. Z przytoczonych cytatów wynika też jasne przesłanie dla nieodpowiedzialnych sił politycznych w Polsce: nie bójcie się Rosji, Rosja to kolos na glinianych nogach, który się rozpadnie, Niemcy zbankrutują, a Polska będzie europejskim mocarstwem. Więc śmiało – hajda na koń, szable w dłoń, bolszewika goń itd.

    A gdyby jeszcze komuś było mało to polecam Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego – czołową postać współczesnego prometeizmu, mającą znaczący wpływ na politykę zagraniczną rządu PiS. W wywiadzie udzielonym tuż po ataku terrorystycznym na polski konsulat w Łucku Żurawski vel Grajewski zaczyna tradycyjnie od straszenia Rosją, bo czymże innym można lepiej Polaków – wychowywanych od 200 lat na tradycji romantycznej – postraszyć?

    Dowiadujemy się zatem, że „w żywotnym, wręcz egzystencjalnym interesie Polski jest niedopuszczenie do odtworzenia rosyjskiego imperium w jego postimperialnej przestrzeni, bez względu na to, czy będzie to odrodzenie pod jedno-, czy trójkolorową flagą”. Zdaniem Żurawskiego vel Grajewskiego „po raz pierwszy od ponad 350 lat, od czasu ugody perejesławskiej (z krótką przerwą w latach 1917–1921), Ukraina funkcjonuje jako pełnoprawny, samodzielny byt państwowy dysponujący własnymi siłami zbrojnymi. Siłami, które dzisiaj walczą na Donbasie [jest to teza cyniczna i fałszywa; Ukraina była samodzielnym bytem państwowym od uzyskania niepodległości w 1991 roku, dzięki przewrotowi z 2014 roku samodzielnym bytem państwowym być przestała – uwaga BP]. Geopolityczna i jak najbardziej militarna gra już się toczy. W naszym interesie leży zwycięstwo Kijowa (…). Projekt Trójmorza jest atrakcyjny dla takich państw jak Rumunia, Chorwacja, kraje bałtyckie, Ukraina – nie musimy ograniczać się tylko do obecnego składu Grupy Wyszehradzkiej. Siłą tej koncepcji jest jej wielowymiarowość i poręczność w modyfikacji zgodnie ze zmieniającymi się warunkami i potrzebami natury geopolitycznej [potrzebami polityki amerykańskiej, czego Żurawski vel Grajewski nie dodał – uwaga BP]. (…) w interesie Polski leży, by wojsko ukraińskie w wypadku intensyfikacji działań zbrojnych Rosji na Ukrainie było w stanie skutecznie się im przeciwstawić i zadać agresorowi możliwe najwyższe straty. Jeśli możemy wesprzeć Kijów w osiągnięciu tego celu bez uszczerbku dla własnych zdolności bojowych, powinniśmy to uczynić”[3].

    A zatem Żurawski vel Grajewski – podobnie jak Jerzy Targalski – wyraża niezadowolenie, że Polska jeszcze nie walczy na wschodzie Ukrainy, bynajmniej nie w rzekomej wojnie z Rosją, ale w wojnie domowej będącej rezultatem inspirowanego z zewnątrz przewrotu politycznego z 2014 roku.

    Poziom intelektualny i moralny polskich uczniów George’a Friedmana pokazał Tomasz Sakiewicz w czasie manifestacji Klubów „Gazety Polskiej” pod ambasadą Rosji w Warszawie 9 kwietnia 2017 roku. Oto najlepszy fragment jego przemówienia: „Dlaczego tu jesteśmy? Bo chcemy, żeby Putin i władze Rosji oddały wszystkie dowody zbrodni, pozwoliły na przesłuchanie świadków. A kiedy tak się stanie, chcemy, aby odpowiedzialni znaleźli się w więzieniu. Wczoraj jeszcze nam mówiono: Kto się przeciwstawi Rosji? Te 59 pocisków Tomahawk, które trafiło w syryjsko-rosyjską bazę pokazuje, że są ludzie na świecie, którzy nie boją się przeciwstawić Kremlowi. Polska armia się dziś rozbudowuje. Mamy dziś dużo większą, dużo lepiej wyposażoną armię. Widzimy też, że Ukraińcy stawiają dużo bardziej skuteczny opór. Rosjanie nie są w stanie zająć całej Ukrainy tylko dlatego, że dzisiaj Ukraińcy po prostu się bronią. Rosjanie nie są tacy silni, na jakich wyglądają. Są silni naszą słabością i swoją bezczelnością. Dlatego musimy twardo stawiać warunki. I zobaczycie, że tu wróci nie tylko wrak, ale też będzie tu Putin w kajdankach, który będzie musiał odpowiedzieć za to, co zrobił w Smoleńsku”[4].

    Sakiewicz zatem otwarcie wezwał Polskę do wojny z Rosją. To jego podżeganie („Rosjanie nie są tacy silni, na jakich wyglądają”) jakoś dziwnie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom najbardziej skrajnych sił na Ukrainie, sformułowanym pod koniec lutego br. w ofercie ukraińsko-polskiego sojuszu wojskowego, z jaką wystąpili deputowani ukraińscy Wiktor Romaniuk i Hanna Hopko[5]. Przypominam, że Sakiewicz został 11 listopada 2014 roku uhonorowany odznaczeniem przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. Nie można też nie zauważyć, że liczny udział w manifestacji Klubów „Gazety Polskiej” pod ambasadą Rosji wzięli Ukraińcy pod swoją flagą.

    Źródłem inspirującym irracjonalną politykę wschodnią III RP są najbardziej ekstremalne siły polityczne w USA, dążące do globalnej dominacji tego mocarstwa, realizowanej nierzadko bezwzględnymi środkami. Owa „partia wojny” w USA jest wzorcem dla opcji proamerykańskiej, a właściwie agentury politycznej Waszyngtonu w Polsce, która stamtąd właśnie czerpie swoją demagogię i frazeologię, uzasadniając nią fałszywe przesłanki stawianych tez i cyniczne cele. Nie wolno też zapominać o ekstremalnych siłach na Ukrainie i związanej z nimi ukraińskiej agenturze wpływu w Polsce. Niestety po nowej administracji Białego Domu nie należy się spodziewać radyklanego uwolnienia polityki amerykańskiej od wpływu sił skrajnych. Już dzisiaj widać, że Donald Trump przegrywa w starciu z tamtejszą „partią wojny”.

    Blisko 90 lat temu Roman Dmowski przestrzegał protoplastów obecnego obozu władzy przed udziałem w wyprawie komiwojażera (Zachodu) na Rosję. Dzisiaj chętnych do wzięcia udziału w wyprawie komiwojażera w Polsce nie brakuje. Jest to o tyle zdumiewające, że przecież muszą być oni świadomi, iż ewentualna konfrontacja militarna USA i Rosji rozegra się na terytorium Polski i Ukrainy, ponieważ mocarstwa te nie mają w Europie innego teatru wojny. A jeśli tak, to muszą być też świadomi, że chcą katastrofy dla swojego kraju. Nie mam wątpliwości, że polscy wspólnicy komiwojażera nie cofną się przed żadnym szaleństwem i dlatego naiwni zwolennicy obozu rządzącego nadal będą karmieni mirażem Międzymorza, o które ma toczyć się gra na Wielkiej Szachownicy. Do ostatniego Polaka, jak trzeba.

    Bohdan Piętka

    [1] „Polska regionalnym mocarstwem? George Friedman: nie popełnijcie jednego błędu”, http://www.wiadomosci.onet.pl, 2.04.2017.

    [2] „Stratfor: Rosję czeka upadek, Polskę rozkwit”, http://www.jagiellonia.org, 15.04.2015.

    [3] „Żurawski vel Grajewski: nie chowajmy Giedroycia do szafy”, http://www.jagiellonski24.pl, 30.03.2017.

    [4] Tomasz Sakiewicz: „Tu wróci nie tylko wrak, ale też będzie tu Putin w kajdankach”, http://www.niezalezna.pl, 9.04.2017.

    [5] W. Romaniuk, H. Hopko, „Sojusz obronny z Ukrainą”, portal internetowy dziennika „Rzeczpospolita”, http://www.rp.pl, 27.02.2017.

    Saakaszwili odwiedził muzeum UPA


    KRESY.pl

    Saakaszwili w muzeum UPA. Źr. Facebook

    SAAKASZWILI ODWIEDZIŁ MUZEUM UPA. „NIEWIELE NARODÓW MA TAK BOHATERSKĄ HISTORIĘ” [+FOTO]

    18 kwietnia 2017|5 komentarzy|w polityka, Ukraina, Wydarzenia |Przez Krzysztof Janiga

    Muzeum UPA, które odwiedził Saakaszwili, znajduje się w Hurbach na Wołyniu.

    Drugiego dnia świąt wielkanocnych Micheil Saakaszwili odwiedził muzeum-kryjówkę Ukraińskiej Powstańczej Armii w Hurbach na Wołyniu.

    „Niewiele narodów świata ma taką bohaterską historię. Mówiono mi, że wśród żołnierzy UPA było wielu Gruzinów” – napisał na Facebooku były prezydent Gruzji i były gubernator obwodu odeskiego, zamieszczając także zdjęcia z wizyty.

    Muzeum w Hurbach jest związane z jednym z największych starć UPA z siłami sowieckimi. W dniach 21-25. kwietnia 1944 roku siły NKWD i Armii Czerwonej liczące ponad 30 tys. żołnierzy otoczyły w lasach hurbskich około 5-tysięczne zgrupowanie UPA. Po czterech dniach walk siłom UPA udało się przebić z okrążenia.

    Niespełna rok wcześniej UPA zamordowała w Hurbach 250 Polaków. Saakaszwili nie odniósł się do tego wydarzenia w swoim wpisie.

    CZYTAJ TAKŻE: Ukraina wyda Gruzji Saakaszwilego?

    Kresy.pl / Facebook

    Sąd Najwyższy Rosji zdelegalizował Świadków Jehowy


    OnetWiadomości

     

    IAR

    wczoraj 18:48

    Rosja: Sąd Najwyższy zdelegalizował Świadków Jehowy

    Rosyjski Sąd Najwyższy orzekł, że Świadkowie Jehowy są organizacją „ekstremistyczną” i zdelegalizował tę grupę religijną – podają rosyjskie media. Wcześniej wniosek o rozwiązanie organizacji i zamknięcie jej głównej siedziby w pobliżu Sankt Petersburga złożyło Ministerstwo Sprawiedliwości.

     

    Rosja: Sąd Najwyższy zdelegalizował Świadków JehowyFoto: ShutterstockRosja: Sąd Najwyższy zdelegalizował Świadków Jehowy

    Rosyjskie władze wprowadziły też zakaz rozpowszechniania wydawanych przez Świadków Jehowy publikacji, które wpisały na listę zakazanych tekstów ekstremistycznych.

    Prokuratorzy od dawna przekonywali, że Świadkowie Jehowy niszczą rodzinę, sprzyjają nienawiści i zagrażają życiu, a informacje, które sami o sobie przekazują, nie są prawdziwe.

    (RC)

    Onet Wiadomości

    Źródło: IAR

    Czkawka po aferze z Caracalami


    OnetWiadomości

     

    dzisiaj 05:35

    „Nasz Dziennik”: na Caracalach Polska straciłaby kilka miliardów złotych

    W przypadku zakupu wojskowych śmigłowców Caracal na warunkach wynegocjowanych przez rząd PO – PSL Polska straciłaby kilka miliardów złotych – informuje „Nasz Dziennik”.

     

    "Nasz Dziennik": Polska mogła stracić miliardy złotych na zakupie caracaliFoto: AFP”Nasz Dziennik”: Polska mogła stracić miliardy złotych na zakupie caracali

    Według gazety takie wnioski płyną z analizy warunków kontraktu wynegocjowanego przez poprzedni rząd z koncernem Airbus Helicopters w porównaniu z umową, jaką ten producent zawarł z Brazylią.

     

    „Nasz Dziennik” przypomina, że brazylijskie siły zbrojne kupiły od francuskiego koncernu 50 śmigłowców Eurocopter EC725 Super Cougar, obecnie wytwarzanych pod nazwą H225M Caracal. Francuzi chcieli początkowo otrzymać za te maszyny 2,5 mld euro (ponad 10 mld zł), ale ostatecznie Brazylijczycy wynegocjowali kwotę 1 mld 847 mln euro (czyli ok. 7,5-8 mld zł). Tymczasem rząd koalicji PO-PSL wynegocjował za 50 śmigłowców Caracal kwotę około 3 mld euro (13 mld zł).

    Gazeta cytuje wiceministra obrony Bartosza Kownackiego, który przypomina, że poprzedni rząd zgodził się na zmniejszenie liczby zamawianych maszyn z 70 do 50 przy zachowaniu wartości kontraktu. „W Brazylii rząd wynegocjował niższą kwotę za zamawiane helikoptery, a w Polsce rząd PO – PSL wynegocjował niższą liczbę śmigłowców” – mówi gazecie wiceminister Kownacki.

    Zdaniem „Naszego Dziennika”, o fiasku kontraktu na dostawy śmigłowców H225M Caracal przesądził brak umowy offsetowej. Wartość offsetu dla Brazylii była wyższa niż w Polsce (przekraczała 100 proc. wartości kontraktu przy zastosowaniu tzw. mnożników offsetowych). Cytowany przez gazetę Kownacki twierdzi, że offset proponowany Polsce przez AH miał wartość 3 mld zł wobec kontraktu o wartości 13 mld zł.

    Burza po wywiadzie Berczyńskiego. „To ja wykończyłem caracale”

    Wacław Berczyński, przewodniczący podkomisji MON do spraw ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, odchodzi ze stanowiska. Pismo z prośbą o zwolnienie go z obowiązków, przysłał do resortu. Minister obrony Antoni Macierewicz opublikował je na Twitterze i poinformował, że dymisję przyjął. Decyzją ministra, pełniącym obowiązki przewodniczącego Komisji będzie Kazimierz Nowaczyk, który był do tej pory jej wiceprzewodniczącym.

    „Z powodów osobistych nie mogę przyjechać do Polski” – napisał Wacław Berczyński. Nie podał przyczyny swojej prośby o dymisję. Podziękował Antoniemu Macierewiczowi za współpracę nad wyjaśnianiem katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.

    W siódmą rocznicę katastrofy kierowana przez Wacława Berczyńskiego podkomisja smoleńska przedstawiła dotychczasowe wyniki swojej pracy. Eksperci ustalili, że na pokładzie Tu-154M prawdopodobnie doszło do wybuchu bomby termobarycznej. Podkomisja stwierdziła też, że skrzydło samolotu zaczęło się rozpadać przed zderzeniem z brzozą.

     

     

    W autoryzowanym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” z 13 kwietnia tego roku Wacław Berczyński powiedział, że to on „wykończył” caracale. Z wywiadu szefa podkomisji smoleńskiej wynikało, że to za jego sprawą polskie władze zakończyły negocjacje w sprawie wartego ponad 13 miliardów złotych kontraktu z francuską firma Airbus Helicopters na zakup 50 śmigłowców typu Caracal. Kontrakt został wynegocjowany przez poprzedni rząd PO-PSL. Od słów Wacława Berczyńskiego odcięło się Ministerstwo Obrony Narodowej. W oficjalnym komunikacie MON stwierdził, że „rezygnacja z kontraktu na śmigłowce caracal nastąpiła na skutek niewywiązania się ze zobowiązań offsetowych przez stronę francuską”. Resort obrony oświadczył, że Wacław Berczyński nie miał żadnych podstaw do wpływania na kształtowanie decyzji Ministerstwa Rozwoju i Finansów.

    Senator PiS Jan Maria Jackowski pozytywnie ocenił zachowanie Wacława Berczyńskiego, bo- jego zdaniem- postąpił honorowo. Wacław Berczyński jest – jak powiedział senator – w tej chwili podmiotem debaty publicznej, postanowił więc oddać się do dyspozycji swojego przełożonego, czyli ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. – Dalsze losy Wacława Berczyńskiego i formy współpracy z MON są w gestii szefa tego resortu – powiedział Jan Maria Jackowski.

    Poseł PO Tomasz Siemoniak, były minister obrony uważa, że przewodniczący podkomisji skompromitował się i jego ruch jest oczywisty. Dodał, że słowa Wacława Berczyńskiego: „To ja wykończyłem caracale”, wypowiedziane w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” były przekroczeniem wszelkich granic. – Dziś – jak powiedział Tomasz Siemoniak – okazało się, że kłamstwem było oświadczenie MON-u sprzed tygodnia o tym, iż Wacław Berczyński nie miał nic wspólnego z przetargiem na śmigłowce. Jednak decyzją Antoniego Macierewicza miał dostęp do dokumentacji przetargowej i się z nią zapoznawał – dodał Tomasz Siemoniak. Według byłego ministra obrony pokazuje to, że Wacław Berczyński nie powinien był pełnić swojej funkcji.

    Więcej na ten temat w dzisiejszym „Naszym Dzienniku”.

    (RZ)

    Onet Wiadomości

    Na podstawie: PAP , IAR

    Lewica zawsze miała skłonność do odmieńców


    Misiewicz dostał kolejną ofertę pracy. „Zapraszamy młodych, ambitnych i kreatywnych ludzi”

    Dodano: wczoraj 20:416 5174042

    Bartłomiej Misiewcz

    Bartłomiej Misiewcz / Źródło: Newspix.pl / DAMIAN BURZYKOWSKI

    Bartłomiej Misiewicz niedawno stracił pracę w Polskiej Grupie Zbrojeniowej i wyrzucono go z PiS, a już dostał kolejna ofertę. Tym razem propozycję dla byłego rzecznika MON przedstawili… działacze łódzkiego SLD.

    „Doceniając deklarowaną przez Pana publicznie chęć zdobywania doświadczenia zawodowego i uczenia się warsztatu, aby >>skutecznie pracować dla Polski<< oraz mając na uwadze fakt, że obecnie jest Pan pozbawiony tak pracy jak i szansy na posadę odpowiadającą Pańskim, jak sądzimy, aspiracjom, mamy propozycję” – napisali działacze SLD.

    Wirtualna Polska podkreśla, że przedstawiciele SLD w Łodzi, Tomasz Trela i Małgorzata Moskwa-Wodnicka zauważyli, iż Misiewicz ma doświadczenie zdobyte podczas pracy w charakterze rzecznika prasowego Ministerstwa Obrony Narodowej. „Myślimy, że naszą ofertę kierujemy do właściwej osoby” – stwierdzono w liście. „Zawsze, kiedy mamy okazję, zapraszamy do współpracy młodych, ambitnych i kreatywnych ludzi, by mogli podpatrywać starszych stażem i wiekiem, uczyć się od nich, podnosić swoje kwalifikacje, by w przyszłości pracować dla kraju” – dodano.

    Na koniec działacze łódzkiego SLD zaprosili Misiewicza na rozmowę, podczas której będą mogli się poznać i przedyskutować szczegóły współpracy.

    To nie koniec Misiewicza?. „Jeszcze dużo zrobimy dla Polski”WPROST.pl

    Kariera Misiewicza

    Bartłomiej Misiewicz rzecznikiem MON oraz szefem gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza został po wyborach parlamentarnych w 2015 roku. We wrześniu 2016 roku, jeszcze będąc rzecznikiem Ministerstwa Obrony Narodowej, został powołany na członka rady nadzorczej PGZ. Informacje w tej sprawie także ujawniła „Rzeczpospolita”. Krótko po powołaniu do rady nadzorczej, Misiewicz zrezygnował z tej funkcji.

    Od pewnego czasu nie było wiadomo, czym zajmuje się 27-letni Bartłomiej Misiewicz. W lutym jego imię i nazwisko oraz zdjęcie zniknęły ze strony resortu. Jego miejsce na stanowisku rzecznika resortu zajęła mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz. Wciąż nie wiadomo jednak, czy zajmuje stanowiska szefa gabinetu politycznego ministra.

    Kukiz ujawnia list „straszak” od Macierewicza. Dostał go po krytyce Misiewicza. „On ocalił Polskę przed FSB”Paweł Kukiz ujawnił w sieci list, który otrzymał pod koniec 2016 roku od Antoniego Macierewicza. Korespondencja dotyczyła Bartłomieja Misiewicza. „W trakcie czytania resztki moich włosów stanęły dęba” – przyznał lider Kukiz’15.WPROST.pl

    / Źródło: Wprost.pl / Wirtualna Polska

    Wizyta bez uniesień i owoców



     

    PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

    Minister Witold Waszczykowski zakończył wizytę w USA

    ostatnia aktualizacja:21.04.2017 06:31

    W drugim dniu wizyty w Stanach Zjednoczonych minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski spotkał się z przedstawicielami czołowych waszyngtońskich ośrodków analitycznych i opiniotwórczych. Rozmowy dotyczyły między innymi sytuacji w naszym regionie, NATO oraz Rosji.

     

    • Minister Waszczykowski o swojej wizycie w USA/IAR

    Wizyta szefa polskiej dyplomacji w USA

    Wizyta szefa polskiej dyplomacji w USAFoto: PAP/EPA/TASOS KATOPODIS

    Minister Witold Waszczykowski rozmawiał między innymi z przedstawicielami American Enterprise Institute, German Marshall Fund, Atlantic Council i Heritage Fundation. W rozmowach z przedstawicielami tych ośrodków, podobnie jak podczas wcześniejszego spotkania z sekretarzem stanu Rexem Tillersonem, przedstawiał Polskę jako kraj, z którym opłaca się współpracować.

    Zobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    MSZ RP

    @MSZ_RP

    1/2 Min. Witold #Waszczykowski rozmawiał dziś w #Waszyngton z ekspertami z @AEI, @gmfus, @AtlanticCouncil, @CatoInstitute, @RANDCorporation.

    19:44 – 20 Apr 2017

  • 44 podane dalej

  • 77 polubień

  • – Mamy wiele projektów infrastrukturalnych, które mogą zbudować Niemcy, Chińczycy albo Amerykanie, i to nie tylko w Polsce ale na całym obszarze Europy środkowo-wschodniej – podkreślił minister w wywiadzie dla Polskiego Radia.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    MSZ RP

    @MSZ_RP

    Min. #Waszczykowski spotkał się z kierownictwem @RANDCorporation. Rozmawiał o syt. międzynarodowej, zagrożeniach zw. z #KoreaPółnocna #Rosja

    09:25 – 20 Apr 2017

  • 1010 podanych dalej

  • 1111 polubień

  • W rozmowach z sekretarzem Tillersonem szef polskiej dyplomacji mówił też, że Polska posiada spory budżet na zakupy uzbrojenia. – Mamy długą listę zakupów, które chcielibyśmy zrealizować. Część z tych zakupów chcemy zrealizować w Stanach Zjednoczonych bo taką broń produkują tylko Amerykanie. I tu Amerykanom powinno zależeć na kontaktach i powinni jak najszybciej zaprosić ministra obrony, który przedstawiłby szczegóły – powiedział minister.

    Witold Waszczykowski pozytywnie ocenił nowego amerykańskiego sekretarza stanu stwierdzając, że woli ostrożność Rexa Tillersona od huraoptymizmu jego poprzednika Johna Kerry’ego, które to podejście do niczego pozytywnego nie doprowadziło. 

    zi

    Zobacz więcej na temat: świat witold waszczykowski usa msz

    Wolnoeuropejski immunitet nie chroni Tuska


     

    Logo Radio ZET

     

    Immunitet ochroni Donalda Tuska? Ziobro zaprzecza i wyjaśnia

    20.04.2017 23:04

    Donald Tusk nie może się zasłaniać immunitetem jako przewodniczący Rady Europejskiej – powiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w TVP. Podkreślił, że taki immunitet nie obejmuje zdarzeń sprzed objęcia tej funkcji.

    Zbigniew Ziobro

    fot. Wikimedia Commons

    W środę przewodniczący Rady Europejskiej był przez ponad osiem godzin przesłuchiwany w warszawskiej prokuraturze jako świadek w śledztwie dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. – Skorzystam z immunitetu wtedy, kiedy dojdę do wniosku, że celowo wykorzystywane są sprawy przeciwko mnie po to, aby utrudnić lub uniemożliwić mi sprawowanie funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jeśli tak, to nie będę się wahał – zapowiedział Tusk po przesłuchaniu.

    Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZET

    • To jest immunitet, który chroni osobę piastującą tę funkcję wyłącznie w zakresie działań podejmowanych przez – w tym przypadku – Donalda Tuska w ramach jego urzędu, natomiast nie obejmuje zdarzeń, które miały miejsce wcześniej – powiedział Ziobro w TVP. Dodał, że według niektórych ekspertów, aby skutecznie powołać się na ten immunitet, Donald Tusk musiałby zrezygnować z polskiego obywatelstwa. – Abstrahując, czy tak jest (…) jedno jest pewne, że Donald Tusk nie może się zasłaniać immunitetem – podkreślił.

    Według Ziobry, Tusk „nie powinien wywoływać histerii wokół swojej osoby w sytuacji, kiedy realizuje swoje obowiązki wobec polskiego państwa”. Dodał też, że wezwany na świadka Tusk nie powinien „robić cyrku” i „wywoływać wydarzeń, które powagi i majestatowi państwa nie dodają”.

    Donald TuskDOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ9 godzin przesłuchania o wodzie, kawie i herbacie. Tusk: Jestem na czczo od wczoraj

    Minister powiedział także, że był dziesiątki razy przesłuchiwany za rządów PO w prokuraturach, nawet po kilkanaście godzin. – Nikt nigdy nie poczęstował mnie ani herbatą, ani kawą, ani nawet wodą – dodał, nawiązując do poczęstowania Tuska przez prokuratorów. – Więc Donald Tusk, chwaląc się, że o herbacie, kawie i wodzie wytrzymał, to był w dużo bardziej komfortowych warunkach, widać, przesłuchiwany ode mnie – oświadczył Ziobro.

    • Cieszę się, że prokuratorzy wykazali się pewną osobistą kulturą, czego ja nie doświadczyłem w czasie tych przesłuchań, gdy to Donald Tusk i Platforma rządziła – podkreślił minister.

    RadioZET.pl/PAP/DG

    Macron jest reprezentantem starego układu a Marine Le Pen niesie ze swoim wyborem narodową zmianę


    Puls Biznesu

     

    Duet znad Sekwany straszy Europę

    Justyna Dąbrowska

    email

    wczoraj, 20-04-2017, 22:00

    Czworo kandydatów w wyborach prezydenckich idzie łeb w łeb. Zwycięstwo dwójki wstrząśnie rynkami, ale jest i nadzieja na silne zwyżki

    W niedzielę, 23 kwietnia, we Francji odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Dwóch kandydatów z największym poparciem zmierzy się 7 maja w drugiej turze. Wybory są wyjątkowo zacięte, realne szanse ma czworo kandydatów. Do połowy marca faworytami byli Marine Le Pen i Emmanuel Macron. I to się nie zmieniło, ale ostatnie wyniki sondaży wskazują na rosnące poparcie dla Francoisa Fillona i Jean-Luca Melenchona. Czwórka zgarnia obecnie około 80 proc. głosów francuskiego społeczeństwa i… dzieli się nimi mniej więcej po równo, ale faworyzuje przy tym Emmanuela Macrona i Marine Le Pen, w takiej właśnie kolejności.

    EMMANUEL MACRON

    Wyświetl galerię [1/4]

    EMMANUEL MACRON

    Wywodzi się co prawda z ruchu En Marche!, ale uchodzi za kandydata niezależnego. Były minister ds. gospodarki, przemysłu i cyfryzacji, w latach 2008-12 bankier inwestycyjny w Rotschild & Cie Banque, uchodzi za najmniej kontrowersyjnego z całej czwórki kandydatów. Jest zdecydowanymprzeciwnikiem najważniejszych postulatów Marine Le Pen, w szczególności związanych z polityką antyimigracyjną i poparciem dla integracji europejskiej. W pierwszym przypadku rozwiązanie widzi w poprawie współpracy w ochronie granic i wspólnej polityce w ramach UE. Opowiada się także za przyspieszeniem prac nad dalszą integracją UE (wspólny projekt z Niemcami). Jest zwolennikiem cięcia nadmiernych wydatków z budżetu (60 mld EUR przez 5 lat) i ograniczenia stanowisk urzędniczych (o 120 tys.).(o 120 tys.).Bloomberg

    — Przejście Emmanuela Macrona i Marine Le Pen do drugiej tury, a potem wygrana Macrona to scenariusz, który rynki uznają za najbardziej prawdopodobny. Potwierdza to chociażby lekka nerwowość, z jaką zareagowały na początku tego tygodnia, gdy sondaże pokazały zbliżone poparcie dla czworga kandydatów — mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.

    Przewidywalność w cenie

    Podkreśla on, że wygrana Emmanuela Macrona (startuje jako kandydat niezależny) byłaby dla rynków dobrą wiadomością. Nie jest w tej opinii odosobniony.

    — Jeżeli zrealizuje się scenariusz, w którym po konfrontacji Le Pen vs Macron wygra ten drugi, należy liczyć się nie tylko z umocnieniem euro i francuskich obligacji, ale także obligacji europejskich krajów peryferyjnych, w szczególności włoskich — dodaje Grzegorz Zatryb, główny strateg w Skarbiec TFI. Co więcej, zwycięstwo Macrona mogłoby tchnąć w Europę nowe życie.

    — Rynek europejski ma mocne argumenty za ożywieniem, potrzebuje jedynie impulsu. Mogłoby nim być zwycięstwo przewidywalnego kandydata. Korzystny obrót wydarzeń na francuskiej scenie politycznej mógłby przypomnieć inwestorom o nadziejach związanych z obietnicami Donalda Trumpa czy o tym, że chińska gospodarka urosła w pierwszym kwartale tego roku o 6,9 proc. r/r, a więc o 0,2 pkt. proc. więcej niż rok wcześniej. Innymi słowy spokój na politycznej scenie zostałby zapewne doceniony przez inwestorów — uważa Grzegorz Zatryb.

    Emmanuel Macron wkupił się w łaski inwestorów przede wszystkim podejściem do kwestii unijnych. Były minister ds. gospodarki optuje m.in. za przyspieszeniem prac w sprawie dalszej integracji w ramach Unii Europejskiej wespół z Niemcami. Depcząca mu po piętach Marine Le Pen ma skrajnie przeciwne stanowisko. Szefowa Frontu Narodowego optuje za wyjściem Francji z Unii Europejskiej, strefy Schengen i strefy euro. Pod znakiem zapytania stawia także członkostwo w NATO. Choć w tych przypadkach przewidziane jest referendum, a cały proces byłby poprzedzony wielomiesięcznymi negocjacjami,to przegrana eurosceptycznego kandydata zapewne przyniosłaby rynkom ulgę.

    Jak podkreśla Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI, gdyby teraz nie wygrał eurosceptyczny kandydat, marsz populistów w Europie zostałby zatrzymany przynajmniej do końca roku. Zwraca jednak uwagę, że w przypadku wygranej Marine Le Pen bardziej niż samo wyjście ze struktur unijnych liczyłby się głos Francji podczas negocjacji warunków brexitu, a dokładniej jego brak.

    — Francja to jeden z krajów założycielskich UE i jej stanowisko w sprawie brexitu jest kluczowe. Utrata tak ważnego partnera w negocjacjach warunków, na jakich Wielka Brytania miałaby opuścić UE, byłaby dla Europy złą wiadomością — podkreśla Tomasz Bursa.

    Duet, który wywoła kataklizm

    Wyrównane poparcie dla czwórki kandydatów, na które wskazują sondaże, sprawia, że ciężko jakiekolwiek rozstrzygnięcie przyjąć za pewnik. To tłumaczy ostatnie ruchy na rynku długu.

    — W ostatnich tygodniach spadła rentowność 10-letnich obligacji niemieckich [w ciągu miesiąca z około 0,5 do 0,2 proc. — red.]. To konsekwencja wzmożonego popytu ze strony inwestorów, który odzwierciedla dążenie do zabezpieczenia przed ryzykiem, w szczególności związanym z kandydaturą Jean-Luca Melenchona — mówi wiceprezes Opti TFI.

    Jean-Luc Melenchon z ugrupowania Francja Niepokorna to polityczny weteran, komunista i przedstawiciel skrajnej lewicy. On i Marine Le Pen w drugiej turze wyborów to najczarniejszy scenariusz dla rynków.

    — W tym przypadku, niezależnie od tego, które z nich by wygrało, konsekwencje dla rynków byłyby opłakane. Duża wyprzedaż obligacji francuskich i peryferii strefy euro, ucieczka do obligacji niemieckich czy wyraźne osłabienie euro to wówczas tak naprawdę pewniki — uważa Grzegorz Zatryb. Ale to niejedyna możliwość, która mogłaby mocno potrząsnąć rynkami finansowymi.

    — Oprócz wygranej Le Pen i Melenchona w pierwszej turze zagrożeniem może być także niekorzystny dla rynków rozkład sił w parze Le Pen — Macron, a więc uzyskanie dużej przewagi kandydatki Frontu Narodowego przed ostatecznym starciem w drugiej turze. Le Pen może mieć lekką przewagę po pierwszej turze, ale jeżeli będzie ona większa, niż spodziewają się tego rynki, może być nerwowo. Wtedy odczuje to zapewne rynek akcji, bo obecnie raczej tego nie wycenia — dodaje Jarosław Niedzielewski.

    Niepewny wynik wyborów na razie nie wprowadza nerwowości nawet na francuskim podwórku. W ciągu miesiąca głównyindeks paryskiej giełdy urósł o około 0,5 proc., bez głębszych korekt. Jak podkreśla Tomasz Bursa, także w przypadku pozostałych rynków europejskich nie widać obaw, bardziej zatrzymanie i wyczekiwanie na to, co się wydarzy.

    — Rynek akcyjny najprawdopodobniej zareaguje najpóźniej. Rentowności obligacji europejskich są na bardzo niskim poziomie, co może motywować inwestorów do zrealizowania zysków i odcięcia się od ryzyka. W przypadku akcji, które są relatywnie tanie, pokusa nie jest tak silna — argumentuje Tomasz Bursa.

    OKIEM ZARZĄDZAJĄCEGO

    Le Pen nie wygra

    PETER BODIS

    wiceprezes Pioneer Pekao TFI

    Wygrana Marine Le Pen to mało prawdopodobny scenariusz. Szefowa Frontu Narodowego ma co prawda duże szanse na to, aby przejść do drugiej tury, ale nie na ostateczną wygraną w wyborach, a to dlatego, że rozdrobnione głosy opowiadających się za pozostałymi kandydatami zasilą najprawdopodobniej konto jej konkurenta. Sprzeciwiających się postulatom Marine Le Pen jest znacznie więcej niż zwolenników. Potwierdza to chociażby wysokie, około 70-procentowe, poparcie dla euro wśród Francuzów. Warto przy tym podkreślić, że eurosceptyczne głosy nie przeważają w żadnym kraju. Na granicy są jedynie Włochy, gdzie głosy za i przeciw rozkładają się po połowie.

    Cały wywiad do obejrzenia na wideo.pb.pl

     

    Podpis: Justyna Dąbrowska

    Trump zabiega o papieskie błogoslawieństwo


    OnetWiadomości

     

    PAP

    dzisiaj 06:38

    Trump chce się spotkać z papieżem Franciszkiem

    Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podczas wspólnej konferencji prasowej z przebywającym z wizytą w Waszyngtonie premierem Włoch Paolo Gentilonim wyraził nadzieję, że uda mu się spotkać z papieżem Franciszkiem.

     

     

    Donald TrumpFoto: EPA/SHAWN THEW / PAPDonald Trump

    Okazją do spotkania Donalda Trumpa z papieżem będzie szczyt przywódców G7 w Taorminie na Sycylii, który zaplanowano na 26 i 27 maja.

     

    Wcześniej prezydent Trump ma wziąć udział w szczycie państw członkowskich NATO w Brukseli. Będzie to jego pierwsza podróż zagraniczna od czasu zaprzysiężenia 20 stycznia bieżącego roku na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

    Rzecznik Białego Domu Sean Spicer w kilka minut po zakończeniu wspólnej konferencji prasowej prezydenta Trumpa i premiera Włoch Paolo Gentiloniego wyjaśnił, że spotkanie Trumpa z papieżem Franciszkiem „nie zostało jeszcze sfinalizowane”.

    Rzecznik Watykanu Greg Burke, cytowany w czwartek na portalu dwutygodnika „National Catholic Reporter”, poinformował, że do końca ubiegłego tygodnia Stolica Apostolska „nie otrzymała oficjalnej prośby o audiencję, jednak z pewnością powita z zadowoleniem taką prośbę”.

    Zdaniem amerykańskich komentatorów zapowiadanie przez Trumpa spotkania z papieżem, jeszcze zanim Watykan potwierdził, że do niego dojdzie, grozi Trumpowi zarzutami, że papież go zignorował, jeśli się ono nie odbędzie.

    Podczas kampanii wyborczej papież Franciszek kilkakrotnie skrytykował Donalda Trumpa.

    Kiedy w lutym ubiegłego roku podczas swojej kampanii wyborczej Donald Trump zapowiedział zbudowanie muru na granicy między Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem, papież Franciszek, nie wymieniając Trumpa z nazwiska, ale niewątpliwie mając go na myśli, powiedział: „Człowiek, który myśli tylko o budowaniu murów, a nie mostów nie jest dobrym chrześcijaninem”.

    Trump, który jest protestantem (należy do Kościoła Prezbiteriańskiego), odparł Papieżowi, że „jest dumnym chrześcijaninem” i określił jego wypowiedź jako „skandaliczną”.

    Spotkanie Trumpa z Gentilonim swą serdeczną, „prawie rubaszną” – zdaniem mediów – atmosferą wyraźnie odbiegało od spotkań Trumpa z innymi przywódcami europejskimi, szczególnie od jego spotkania z kanclerz Niemiec Angelą Merkel.

    Przed rozpoczęciem rozmów prezydent USA zadbał, aby ekipy telewizyjne utrwaliły energiczny uścisk dłoni obu przywódców.

    Trump, który podczas kampanii popierał Brexit, a UE nazywał „wehikułem dla niemieckiej dominacji Europy”, tym bardziej pozytywnie wypowiadał się o Europie. Niektórzy komentatorzy przyjęli nawet tę zmianę tonu jako kolejną zmianę stanowiska przez „nieprzewidywalnego prezydenta”.

    Prezydent Trump zaznaczył w czwartek, że stabilna Europa ma dla niego „duże znaczenie”.

    • Silna Europa jest bardzo, bardzo ważna dla mnie jako prezydenta Stanów Zjednoczonych, a także w moim zdecydowanym przekonaniu dla Stanów Zjednoczonych. (…) Leży to we wspólnym interesie wszystkich – powiedział.

    Podczas wspólnej konferencji prasowej z premierem Paolo Gentilonim prezydent Trump chwalił wkład, jaki Włochy wniosły do światowej kultury. Legendarnego włoskiego tenora Luciano Pavarottiego „swoim wielkim, wielkim przyjacielem”.

    Prezydent Trump nie zapomniał jednak, co stało się nieodłącznym elementem jego spotkań z przywódcami państw członkowskich NATO. Zaapelował do włoskiego premiera o zwiększenie nakładów na wspólną obronę NATO. Gentiloni odparł, że Włochy „złożyły zobowiązanie i z reguły szanują swoje zobowiązania”.

    Premier Włoch dodał jednak, że proces spełniania tego zobowiązania „będzie stopniowy, ponieważ Włochy mają pewne ograniczenia budżetowe”.

    Gentiloni, zwracając uwagę na rzeszę uchodźców, jaką obarczony jest jego kraj, zaapelował o współpracę międzynarodową w celu rozwiązania tego problemu.

    W odpowiedzi Trump wezwał władze w Rzymie do znalezienia takiego rozwiązania problemu uchodźców, które przewiduje ich powrót do swoich domów, aby „mogli pomóc w odbudowie swoich krajów”.

    Amerykański prezydent wykluczył możliwość jakiegokolwiek zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Libii, skąd uchodźcy z całej Afryki rozpoczynają swój exodus do Włoch.

    • Nie widzę dla nas jakiejkolwiek roli w Libii – z przekonaniem stwierdził Trump w czwartek. – Mamy wystarczająco ról, mamy role wszędzie – dodał prezydent Stanów Zjednoczonych.

      Onet Wiadomości

    Źródło: PAP

    Tomasz Lis prawomocnie skazany


    Tomasz Lis prawomocnie skazany. Sąd Apelacyjny nie ma wątpliwości: Musi przeprosić

    Tomasz Lis prawomocnie skazany. Sąd Apelacyjny nie ma wątpliwości: Musi przeprosić - niezalezna.pl

    foto: Piotr Galant/Gazeta Polska

    Tomasz Lis przegrał proces przed Sądem Apelacyjnym. Sąd nakazał opublikować przeprosiny skierowane do wydawcy tygodnika „Do Rzeczy” spółki PMPG Polskie media oraz Michała Macieja Lisieckiego za „obraźliwe stwierdzenia pod jego adresem użyte we wpisie blogowym dziennikarza z początku 2013 r.”.
    Zgodnie z wcześniejszym wyrokiem w tej sprawi przeprosiny miały ukazać się na łamach portalu naTemat.pl. Zgodnie z prawomocnym wyrokiem sądu Tomasz Lis oraz wydająca portal naTemat.pl spółka Glob360, której właścicielem jest Tomasz Lis mają opublikować przeprosiny.
    Sprawa ciągnęła się już od dłuższego czasu, ponieważ pozwani uchylali się od wykonania prawomocnego wyroku, a następnie złożyli skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Sprawa została zwrócona do ponownego rozpoznania przez Sąd Apelacyjny.
    Sąd Apelacyjny po raz kolejny uznał argumentację wydawcy tygodnika „Do Rzeczy” i ponownie nakazał pozwanym publikację przeprosin.
    Redaktor Newsweeka wcześniej uchylał się od wykonania prawomocnego wyroku. Mimo próby kasacji sąd apelacyjny podtrzymał wyrok wydany we wrześniu 2015 roku.

    – Tomasz Lis nie wykonał prawomocnego wyroku. Teraz przegrał ponownie. Spodziewamy się, że ponownie będzie grał na zwłokę, stawiając się ponad prawem, uznając, że jego, jako wybitnego dziennikarza, wyroki sądów nie dotyczą. Polski system prawny jest tak skonstruowany, że wobec prawa jesteśmy równi. Być może redaktor Lis uznaje się za osobę nieomylną, ale jak każdy – błędy popełnia. Szkoda, że nie potrafi się do nich przyznawać i tchórzliwie unika ich konsekwencji” – mówi Michał Maciej Lisiecki, wydawca „Do Rzeczy”.

    Jak informuje wydawca „Do Rzeczy”, to nie jedyna sprawa przeciwko Tomaszowi Lisowi, która toczy się z powództwa wydawcy.

    W 2014 r. Agencja Wydawniczo-Reklamowa „WPROST” wniosła do Sądu Okręgowego w Warszawie powództwo wzajemne przeciwko spółce Ringier Axel Springer Polska oraz Tomaszowi Lisowi, w którym domaga się zapłaty odszkodowania w wysokości 12 215 384,02 zł  (ok. 3 mln EUR) za działania o charakterze nieuczciwej konkurencji. Kwota odszkodowania stanowi sumę realnych kosztów i udokumentowanych strat poniesionych przez wydawcę – czytamy w komunikacie.

    Szydło wyciąga rękę do unijnej zgody


    Advertisement

     

    SZYDŁO W NIEMIECKIEJ GAZECIE O „KOMPROMISIE”

    UNIA EUROPEJSKA

    38 minut temu

    Premier Beata Szydło zadeklarowała na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, że Polska jest gotowa do kompromisu we wszystkich ważnych kwestiach europejskich. Zaznaczyła, że przyszłość UE zależy w dużej mierze od polsko-niemieckiego porozumienia.

    Premier Beata Szydło / Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska /Reporter

    Premier Beata Szydło / Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska /Reporter

    „Chociaż nasze relacje z Brukselą są czasami trudne, jesteśmy gotowi do zawarcia kompromisów we wszystkich ważnych kwestiach europejskich. Muszą to być jednak kompromisy i porozumienia, które w sposób odpowiedni uwzględniają polskie oczekiwania i interesy” – zaznaczyła Szydło w autorskim materiale opublikowanym w piątkowym wydaniu „FAZ”, jednej z najważniejszych niemieckich gazet opiniotwórczych.

     

    Premier zastrzegła, że tylko pod tym warunkiem Polacy będą się dobrze czuli w UE i nie dołączą do „stale się powiększającej” grupy krajów i narodów, które „wyrażają coraz większe wątpliwości wobec Europy”.

    Redakcja udostępniła tekst artykułu, zatytułowanego „Chcemy zgodnej Unii Europejskiej”, w czwartek wieczorem w internecie.

    „Polska wierzy w Unię Europejską, która jest w stanie się zreformować, by lepiej sprostać potrzebom krajów i narodów” – napisała polska premier. Jej zdaniem Unia powinna zapewnić krajom członkowskim „bezpieczeństwo i dobre samopoczucie”. Warunkiem – podkreśliła – jest zachowanie przez UE jedności. „Podzielona UE to osłabiona Europa” – ostrzegła.

    „Przyszłość europejskiego projektu zależy w dużej mierze od dobrego porozumienia między Warszawą a Berlinem. Nasza współpraca gospodarcza, która jest z roku na rok coraz intensywniejsza, jest tylko jednym z wielu powodów” – podkreśliła Szydło, która w najbliższą niedzielę wraz z kanclerz Niemiec Angelą Merkel otworzy targi przemysłowe w Hanowerze. Polska jest w tym roku krajem partnerskim tej największej na świecie imprezy przemysłowej.

    W artykule dla „FAZ” Szydło odniosła się też do kryzysu migracyjnego. Napisała, że Polska nie odczuwa bezpośrednio skutków tego kryzysu, jednak uznaje, że „jest to kryzys europejski, który wymaga europejskiej odpowiedzi”.

    Premier przypomniała, że jej rząd od początku opowiadał się za propozycjami, których celem było powstrzymanie niekontrolowanej migracji. Zaznaczyła, że Polska poparła działania zmierzające do wzmocnienia europejskiej służby granicznej i wsparła też porozumienia UE z Turcją i Libią. Polska – jak dodała – strzeże liczącego 1200 km odcinka zewnętrznej granicy UE. „To jest nasza europejska solidarność” – czytamy w artykule w „FAZ”.

    Szydło opowiedziała się za utrzymaniem „otwartości i integralności” unijnego rynku wewnętrznego. Zastrzegła, że zdaje sobie sprawę ze znaczenia socjalnej solidarności. „Bronimy się jednak przed pomysłami, które powołują się co prawda na aspekty socjalne, lecz w rzeczywistości mają charakter protekcjonistyczny” – wyjaśniła. W tym kontekście wymieniła dyrektywy dotyczące delegowania pracowników, usługi transportowe i prawa socjalne, które realizowane są – jak zaznaczyła – „kosztem konsumentów i gospodarki”, ograniczając przy tym konkurencyjność na rynku wewnętrznym.

    Nawiązując do budżetu UE po 2020 roku, premier RP wyraziła pogląd, że unijne fundusze strukturalne powinny pozostać „kluczowym celem” przyszłego budżetu. Przypomniała przy okazji, że 80 proc. funduszy przekazywanych Europie Środkowej wraca do płatników netto, w tym przede wszystkim do Niemiec.

    Z Berlina Jacek Lepiarz 

    PAP