Zachodnie podważanie tureckiego referendum, pozycji Erdogana i roli południowej flanki NATO


 

TURECKIE REFERENDUM: REAKCJE ZAGRANICY I PROTESTY

 

TURECKIE REFERENDUM: REAKCJE ZAGRANICY I PROTESTY

ŚWIAT

Dzisiaj, 18 kwietnia (06:06) Aktualizacja: Dzisiaj, 18 kwietnia (06:20)

Prezydent USA Donald Trump zadzwonił do tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, by pogratulować mu zwycięstwa w niedzielnym referendum w sprawie zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki – poinformowała w poniedziałek agencja Reutera.

Angela Merkel i Donald Trump /AFP

Angela Merkel i Donald Trump /AFP

Departament Stanu USA poinformował, że odnotował zaniepokojenie międzynarodowych obserwatorów niedzielnym referendum konstytucyjnym w Turcji. Zasugerował zarazem, iż do czasu wydania ostatecznego raportu OBWE/ODIHR (Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie/ Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka) w tej sprawie wstrzyma się z komentarzem.

REKLAMA

„Jest międzynarodowa komisja, która to sprawdza i wyda raport w terminie 10-12 dni. Poczekamy i damy im możliwość wykonania ich pracy” – powiedział na briefingu rzecznik Białego Domu Sean Spicer.

Według wspólnej misji OBWE i Rady Europy procedury zastosowane w kampanii i podczas referendum w Turcji nie spełniały międzynarodowych standardów.

Turecka komisja wyborcza przekazała, że w referendum konstytucyjnym 51,4 procentami głosów zwyciężyli zwolennicy prezydenckiego systemrządów, który zastąpi dotychczasowy system parlamentarny; było ich o 1,25 mln więcej niż głosujących przeciwko wprowadzaniu zmian. Ostateczne wyniki referendum w Turcji mają być znane w ciągu 10-11 dni.

Niemcy: Przyjmujemy do wiadomości

Rząd Niemiec oświadczył w poniedziałek, że „przyjmuje do wiadomości” wstępny wynik głosowania w referendum w Turcji oraz „respektuje” prawo obywatelek i obywateli Turcji do decyzji o kształcie ich własnej konstytucji.

Niewielka różnica (pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami zmian) pokazuje, „jak mocno podzielone jest tureckie społeczeństwo” – czytamy w oświadczeniu podpisanym przez niemiecką kanclerz Angelę Merkel i szefa MSZ Sigmara Gabriela.

Ich zdaniem wynik ten oznacza „ogromną odpowiedzialność” dla tureckiego kierownictwa państwowego, a dla prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana – w szczególności. „Rząd niemiecki oczekuje, że rząd turecki po zaciętej kampanii przed referendum podejmie pełen szacunku dialog ze wszystkimi politycznymi i społecznymi siłami kraju” – głosi komunikat.

Rząd w Berlinie oświadczył, że przywiązuje szczególną wagę do oceny przebiegu referendum przez obserwatorów OBWE. W oświadczeniu przypomniano, że Michael Link – szef biura OBWE – wyraził w zeszłym tygodniu wątpliwości co do zapewnienia właściwych warunków przebiegu referendum.

Rząd Niemiec przypomniał, że Komisja Wenecka Rady Europy wyraziła poważne zastrzeżenia wobec reformy konstytucji. Ankara musi jako członek Rady Europy, OBWE i kandydat do UE przyjąć te zastrzeżenia – zaznaczyli Merkel i Gabriel.

Z Berlina Jacek Lepiarz 

Protesty

Tysiące przeciwników zmian w tureckiej konstytucji wyszło na uliceStambułu. Protestują przeciwko nieprawidłowościom, do jakich ich zdaniem doszło podczas wczorajszego referendum. 

Co najmniej tysiąc osób wyszło na ulice w europejskiej części Stambułu, a około dwóch tysięcy protestuje po stronie azjatyckiej. Demonstranci nieśli transparenty z napisami: „Jesteśmy ramię w ramię przeciwko faszyzmowi” oraz „Mamy rację, wygramy”. Na trasie przemarszu w oknach stali ludzie wspierający protestujących. Stukali w garnki i patelnie, co jest tradycyjnym sposobem okazania solidarności.

Do protestów doszło też w innych miastach. Jak podają tureckie media, w Antalii policja zatrzymała 13 osób.

Główne opozycyjne partie tureckie: Republikańska Partia Ludowa oraz prokurdyjska Ludowa Partia Demokratyczna oświadczyły, że zamierzają zaskarżyć wyniki referendum z powodu nieprawidłowości przy głosowaniu. Jak twierdzą, w lokalach wyborczych wydawano karty do głosowania bez obowiązkowego stempla.

Stan wyjątkowy przedłużony

Turecki rząd pod przewodnictwem prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana zatwierdził w poniedziałek wieczorem przedłużenie o trzy miesiące stanu wyjątkowego, wprowadzonego w tym kraju po nieudanej próbie puczu z lipca zeszłego roku – poinformował wicepremier Turcji Numan Kurtulmus podczas konferencji prasowej w Ankarze.

Wcześniej w poniedziałek za przedłużeniem stanu wyjątkowego opowiedziała się Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Według tego organu doradczego działanie to służy „ochronie naszej demokracji, praworządności, jak również praw i swobód naszych obywateli” – podała agencja prasowa Anadolu.

Stan wyjątkowy, który w Turcji został wprowadzony 20 lipca i miał początkowo trwać trzy miesiące, był już dwukrotnie przedłużany, po raz ostatni w styczniu. Pozwala on na ograniczenie albo zawieszenie niektórych praw i wolności obywatelskich bez konieczności zmiany ustaw za zgodą parlamentu. Daje także dodatkowe uprawnienia władzom różnych szczebli i policji.

Zdaniem obserwatorów rząd wprowadził stan wyjątkowy, aby przeprowadzić czystkę w aparacie państwowym i usunąć z niego osoby, które władze uznały za zwolenników przebywającego na emigracji w USA islamskiego kaznodziei Fethullaha Gulena. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oskarża go o zorganizowanie puczu w Turcji.

Od czasu wprowadzenia stanu wyjątkowego zwolniono z pracy lub zawieszono w obowiązkach ok. 120 tys. osób; aresztowano ponad 50 tys. osób.

Turcja w NATO. I tak pozostanie

Pomimo niepokojów związanych ze wstępnymi wynikami referendum konstytucyjnego w Turcji minister obrony Niemiec Ursula von der Leyen w wypowiedzi dla wtorkowej gazety „Bild” broniła członkostwa tego kraju w Sojuszu Północnoatlantyckim.

„Rozwój wydarzeń w Turcji nie jest dla nas prosty, jednak nikt nie powinien sądzić, że kontakt z Turcją będącą poza NATO będzie łatwiejszy niż z Turcją jako członkiem Sojuszu” – zaznaczyła Von der Leyen, podkreślając, że ze względu na swe geograficzne położenie Turcja zawsze pozostanie sąsiadem Europy. 

PAP/IAR