M28 cieszy się wzięciem w Ameryce


 

Advertisement

Next Gazeta.pl

 

Polski samolot zadziwia Amerykę. Może nie jest piękny, za to niebywale prosty i wytrzymały. Wystartuje w każdych warunkach

Karol Bogusz

15.04.2017 10:16

 

PZL Mielec - samolot M28

PZL Mielec – samolot M28 (źródło: PZL Mielec)

Od lutego trwa misja handlowa fabryki PZL Mielec, która prezentuje w obu Amerykach samolot M28. Maszyna jest prosta i uniwersalna, czego dowodzą prezentacje od Grenlandii po Buenos Aires.

 

24 lutego produkowany w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu dwusilnikowy turbośmigłowy samolot M28 wyruszył w dwumiesięczne tournée po Ameryce Łacińskiej i Karaibach, odwiedzając po drodze także Danię, Szkocję, Islandię, Grenlandię, Kanadę i USA.

  • Pokonanie Atlantyku w połowie zimy w kierunku zachodnim to tylko jeden z przykładów, że ten wytrzymały, niezawodny samolot radzi sobie nawet w najtrudniejszych warunkach pogodowych – mówił wówczas Mariusz Kubryn, główny konstruktor M28. – Szacujemy, że do końca tournée pokazowego, samolot będzie miał wylatane 14 500 kilometrów nad pasmami górskimi i oceanami, startując i lądując na pasach położonych w dżungli i na wyspach. Zademonstruje swoje zdolności do działania zarówno w wysokich jak i niskich temperaturach – dodawał Kubryn.

Głównymi atutami samolotu są prostota i niskie koszty eksploatacji, które mają kluczowe znaczenie dla klientów z Ameryki Łacińskiej. M28 może nie wygrywa ekologią czy nowoczesnym designem, za to potrafi startować w dowolnego obszaru w miarę płaskiej powierzchni, zabierze 2,3 tony ładunku, a wymontowanie siedzeń zajmuje 7 minut.

Widocznie takich właśnie zalet poszukują południowoamerykańscy nabywcy, bo pokazy cieszą się dużym zainteresowaniem.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z dużego zainteresowania pokazami samolotu M28 wśród komercyjnych firm transportowych oraz jednostek wojskowych na terenie Brazylii. Ten samolot ma największe możliwości załadunkowe w swojej klasie – powiedział cytowany przez PAP Janusz Zakręcki, prezes i dyrektor naczelny PZL Mielec. – Klienci szukają dynamicznego, wszechstronnego i taniego w eksploatacji samolotu, zaprojektowanego specjalnie do transportu cargo oraz pasażerów z nieutwardzonych pasów startowych oraz zrzutów spadochronowych lub ładunków na tereny dotknięte klęskami żywiołowymi w regionach górskich, na polanach w dżungli lub na wąskich plażach wyspiarskich.

Potencjalni klienci z Trynidadu i Tobago byli szczególnie zainteresowani zdolnościami samolotu M28 do przewozu 19 pasażerów lub pasażerów i ładunku podczas jednego lotu oraz możliwością załadunku i rozładunku cargo poprzez tylne drzwi.

Przedstawiciele brazylijskiej armii mogli obserwować, jak łatwo jest przygotować samolot M28 do misji ewakuacji medycznej, przyjąć na pokład 17 w pełni uzbrojonych żołnierzy lub precyzyjnie dokonać zrzutów spadochroniarzy i ładunku przez tylne drzwi maszyny. Sprzęt wykorzystywany na misjach jest umieszczany w kabinie przy pomocy ręcznie obsługiwanej wciągarki o udźwigu do 700 kilogramów.

Polski samolot posiada silniki o łącznej mocy 2,2 tys. koni mechanicznych. Produkowany jest przez fabrykę w Mielcu, która należy do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin.

 

Bolek dalej wierzga


 

wMeritum.pl

Wałęsa znów obraża Cenckiewicza i chwali się swoimi dokonaniami. „Wielotysięczny tłum wyrusza ze Stoczni, oczywiście ja na czele…”

  •  WAŁĘSA ZNÓW OBRAŻA CENCKIEWICZA I CHWALI SIĘ SWOIMI DOKONANIAMI. „WIELOTYSIĘCZNY TŁUM WYRUSZA ZE STOCZNI, OCZYWIŚCIE JA NA CZELE…”

Wałęsa znów obraża Cenckiewicza i chwali się swoimi dokonaniami.

Fot. Wikimedia/Anthony Baratier

Wałęsa znów obraża Cenckiewicza i chwali się swoimi dokonaniami. „Wielotysięczny tłum wyrusza ze Stoczni, oczywiście ja na czele…”

Opublikowano: 18 Kwi 2017Tags: 1970, bolek, lech wałęsa, Sławomir Cenckiewicz, Wałęsa oskarża Cenckiewicza

 

Lech Wałęsa zamieścił na Facebooku wpis, w którym odnosi się do treści zawartych w książkach Sławomira Cenckiewicza. Wałęsa zarzuca historykowi kłamstwo, przy okazji po raz kolejny podkreślając swoje zasługi dla Polski.

Co ten wnuk UB-Eka Cenckiewicz wyprawia. 99% w jego książkach i w tym co głosi o mnie jest zmyślone, jest bezczelnym kłamstwem. Pierwsze moje wielkie zwycięstwo na drodze politycznej 16 grudnia 1970 r w klęskę obraca. Istnieją dokumenty i jeszcze żywi świadkowie – pisze Wałęsa.

Były prezydent przytacza okoliczności wydarzenia z 16 grudnia. Wielotysięczny tłum wyrusza ze Stoczni na miasto oczywiście ja na czele. Idziemy po aresztowanych stoczniowców. Ja staram się głosem i gestami nie dopuszczać do bijatyk z milicjantami. To mi się nawet udaje – relacjonuje Wałęsa.

Takim sposobem, jako jedyny nie było innych chętnych wchodzę na komendę przy ulicy Świerczewskiego. Tam proszę o rozmowę z dowódcą. Błyskawicznie negocjuję uzyskując zgodę na wypuszczenie tych więźniów.

Otrzymuję mikrofon i ogłaszam to zebranemu tłumowi prosząc ludzi by pomogli mi odebrać więźniów, bo ja ich tych ludzi nie znałem.

Wałęsa ubolewa nad faktem, że znaleźli się jednak w tłumie ludzie „niechcący porozumienia”, ktorzy nazwali do zdrajcą i agentem. Zaczęli rzucać w okna komendy kamieniami –podsumowuje.

Źródło: Facebook.com/lechwalesa

“Między nami swojakami”


Jedynie prawda jest ciekawa

logo-info-w

 

 

Kwaśniewski z Wałęsą o Kaczyńskim: „Dla niego Polska to on”

 

18.04.2017

 

Zrzut-ekranu-2017-04-18-o-110540Kwaśniewski z Wałęsą o Kaczyńskim: „Dla niego Polska to on”

„Wolałbym nie czekać do końca kadencji. Od jakiegoś czasu zachęcam, aby tę ekipę wymienić szybciej” – mówi w „Newsweeku” były prezydent Lech Wałęsa. Tygodnik obok Wałęsy zaprosił do rozmowy innego byłego prezydenta – Aleksandra Kwaśniewskiego. Obaj panowie rozmawiali o współczesnej Polsce.

„Wolałbym nie czekać do końca kadencji. Od jakiegoś czasu zachęcam, aby tę ekipę wymienić szybciej. (…) Mówię o prawie narodu do referendum. Oczywiście w tak ważnej sprawie jak odwołanie rządu do przeprowadzenia referendum trzeba zebrać więcej podpisów, niż PiS dostało głosów w wyborach, żeby pokazać, że więcej ludzi tej władzy ma już dosyć, niż ją wybrało” – mówi w „Newsweeku” były prezydent Lech Wałęsa. 

Tygodnik obok Wałęsy zaprosił do rozmowy innego byłego prezydenta – Aleksandra Kwaśniewskiego. Obaj panowie rozmawiali o współczesnej Polsce.Wałęsa podkreśla w rozmowie z Aleksandrą Pawlicką konieczność odsunięcia PiS od władzy, pomysłem na to, ma być referendum. Co jeśli jednak obecna władza nie będzie chciała uznać jego wyniku? „To trzeba będzie pomóc mu się katapultować. Cały świat będzie widział, że chcieliśmy to zrobić demokratycznie, ale władza wyciągnięta ręka narodu odtrąciła” – przekonuje.

Sceptyczny wobec pomysłu Wałęsy jest natomiast Kwaśniewski.”To nierealny scenariusz” – zaznacza. Obaj byli prezydenci odnieśli się do słów Mateusza Morawieckiego, który w rozmowie z tygodnikiem „wSieci” przekonywał, że Prawo i Sprawiedliwość będzie rządziło do 2031 roku. „Perspektywa 2031 roku jest dla mnie ze względu na wiek przeraźliwa. Mam jednak nadzieję, że jedna kadencja okaże się wystarczającym okresem próby, aby Polacy zrozumieli, że król jest nagi i że to, do czego PiS nas prowadzi, jest dla Polski niekorzystne” – mówi Kwaśniewski.

We wspólnym wywiadzie jest także miejsce na mała sprzeczkę. „Lech Wałęsa: Dzięki dwóm kadencjom Aleksandra Kwaśniewskiego mamy w polityce Jarosława Kaczyńskiego.Aleksander Kwaśniewski: To pan wprowadził go do polityki, mianując szefem swojej kancelarii prezydenckiej. Lech Wałęsa: Wprowadziłem, ale dziś nie byłby tym, kim jest, gdyby Aleksander Kwaśniewski, walcząc podstępnie w kampanii wyborczej, nie popsuł mi drugiej kadencji”.

Czy panowie Kwaśniewski i Wałęsa widzą siebie jeszcze powracających do polityki? Więcej optymizmu w tej sprawie przejawia ten drugi.”Byłbym gotowy, tylko jestem za stary. Mam 75 lat i tęsknie raczej do tamtego życia. Jeśli jednak będę musiał, to będę musiał. Zresztą, co ja robię cały czas? W ostatnim roku miałem pięćdziesiąt spotkań z ludźmi w całym kraju. Jeżdżę, tłumaczę, sale są pełne po brzegi” – w swoim stylu opowiada Wałęsa.

Więcej rozsądku w tej sprawie przejawia Kwaśniewski. „Nie sądzę, aby to na nasz powrót czekali Polacy. Świadomie czy nie, prezes PiS robi wszystko, aby moralnie do powrotu zmusić Donalda Tuska” – podkreśla. Wałęsa przyznaje, że prezes Kaczyński postawił trafną diagnozę, którą jednak źle leczy.

„Kaczyński postawił dobrą diagnozę, tylko zastosował złe leczenie. Uważam podobnie jak on, że sądy źle działają, a TK wcale nie był idealny. Ale trzeba było to naprawić, a nie iść na skróty wycinać jak leci. Zachowanie PiS powinno skłonić Polaków do dyskusji o tym, jak zmienić prawo, żeby w przyszłości zabezpieczyć się przed podobnymi kuracjami’ – mówi Wałęsa. Na koniec były prezydent podkreśla, że Kaczyński musi się liczyć z tym, że zarówno jego następcy i historia rozliczą go. „Nie widzę niczego złego w tym, że następcy przez rok po objęciu władzy po PiS wykorzystają jego metody do wyczyszczenia i rozliczenia ekipy Kaczyńskiego. Dopiero potem trzeba będzie wrócić na właściwe wybory. (…) Historia rozliczy Kaczyńskiego. Nie umrze spokojnie. Za nic nie chciałbym być w jego skórze” – podkreśla Wałęsa.

kk/Newsweek

[fot. Fratria]

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/kwasniewski-z-walesa-o-kaczynskim-dla-niego-polska-to-on,19866561315#ixzz4eatPNMId

Polscy rolnicy są dysredytowani w UE


Mało znany fakt: Polscy rolnicy otrzymują znacznie niższe dopłaty UE niż rolnicy z Niemiec, Francji czy Holandii!
wpis z dnia 18/04/2017

foto: cfaobam (Flickr.com / CC by 2.0)

Dopłaty bezpośrednie dla rolników to jeden z głównych symboli Unii Europejskiej. Wizja ich otrzymywania była ważnym (jeśli nie najważniejszym) argumentem zwolenników wejścia Polski do struktur europejskiej wspólnoty. Niestety – mało kto wie, iż po 13 latach od wstąpienia naszego kraju do UE, polscy rolnicy nadal otrzymują znacznie niższe dopłaty (średnio 207 euro za 1 ha upraw) aniżeli rolnicy z takich państw jak Niemcy (308 euro), Francja (271 euro) czy Holandia (417 euro).

r e k l a m y


Dopłaty bezpośrednie dla rolników to z pewnością jeden z głównych symboli tego, jak funkcjonuje współczesna Unia Europejska. Wspieranie własnego rynku produkcji rolnej poprzez bezpośrednie subwencje pochłania co roku większość wspólnotowego budżetu(koszty tzw. wspólnej polityki rolnej dochodzą do nawet 60 proc. całego budżetu UE).
Niestety mało kto wie, iż kontrowersyjny jest sposób redystrybucji dotacji wobec różnych państw UE. Okazuje się, że w 2015 roku średnia stawka dopłat bezpośrednich do hektara wynosiła w Polsce jedynie 86 proc. unijnej średniej i wynosiła 207 euro za 1 hektar upraw. Była ona znacznie niższa od średniej stawki dopłat obowiązującej w takich krajach jakNiemcy (gdzie wynosiła ona 308 euro za 1 ha), Francja(271 euro za 1 ha) czy Holandia (417 euro za 1 ha).

r e k l a m y


Co ciekawe – podjęcie sprawy wyrównywania dopłat dla polskich rolników zapowiedziała w swym expose premier Beata Szydło. – „Nie może być tak, że polscy rolnicy mają inne, gorsze warunki funkcjonowania, niż rolnicy w innych krajach Unii Europejskiej” – mówiła premier w listopadzie 2015 r. Niestety, póki co nic nie wskazuje na to, że cokolwiek miałoby się w tej kwestii zmienić. Do roku 2020 bezpośrednie dopłaty dla rolników z Polski mają wzrosnąć jedynie o 5 euro, do poziomu 212 euro na 1 hektar.

Źródło: W 18 z 28 krajów UE dopłaty bezpośrednie dla rolników są wyższe niż w Polsce (Pb.pl)

wpis z dnia 17/04/2017 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

Winnicki: Potrzebne jest odrodzenie kultury narodowej


 

Pikio.plPikio.pl

 

Winnicki: Potrzebne jest odrodzenie kultury narodowej

Autor: Robert Winnicki

Kwi 12, 2017

 

źródło: facebook.com/robertwinnickipubliczny

Wsród wielu innych pilnych potrzeb jest odrodzenie kultury narodowej w Polsce, nadanie jej blasku i nowej mocy. Nowe treści, treści oparte o nasze korzenie i tradycję, muszą wypływać z woli życia, rozwoju, wzrostu. Muszą zdecydowanie odrzucić dekadencję, nihilizm, dekonstrukcję, dewiację i pesymizm, które zdominowały kulturę ostatnich dekad.

Podobnie jak ponad wiek temu, w okresie Młodej Polski, źródeł inspiracji w zdewastowanym świecie martwych maszyn i plastikowej popkultury trzeba szukać w tym co organiczne, proste, naturalne, ludowe. Organizm człowieka, organizm narodu, siły witalne sprzężone z potęgą duchową – to są stare, dobre drogowskazy dla nowego życia kulturalnego.

Jeśli artyści młodego pokolenia chcą dokonać czegoś zauważalnego, mocnego, twórczego, powinni ruszyć na wieś, do lasu, do parków narodowych, skansenów. Wstawać o świcie i kłaść się o zmroku. Powinni spędzić dużo czasu wsród ludzi praktykujących na co dzień tradycyjną religijność, obrzędowość. Obcować z nostalgicznymi melodiami, muzyką korzeni, łacińską, gregoriańską liturgią.

Popracować na polu, pomieszkać gdzieś z dala od dużych skupisk ludzkich. Doświadczyć długotrwałej ciszy jako naturalnego elementu codziennego życia. Odstawić do kąta, nawet przez parę tygodni lub miesięcy komórki, tablety, laptopy. Zatopić się w klasycznych lekturach. Spokojnie i rozsmakowując się w każdym detalu przeczytać jeszcze raz wszystkie tomy reymontowskich „Chłopów”.

Kultura europejska, w tym kultura polska jest stara, zmęczona, przeżarta perwersją. Nienawidzi siebie samej, swojej przeszłości, swojej teraźniejszości, dąży do autodestrukcji. Odrodzenie przyjdzie stąd, skąd cywilizacje biorą siły i motywację do walki – z natury rzeczy, z biologii i religii.

Robert Winnicki

Papugi podniosły wrzask


 

BUNT SĘDZIÓW! KASTA SĘDZIOWSKA OTWARCIE POSZŁA NA WOJNĘ Z RZĄDEM

 

fot: YTfot: YT

Czarne protesty”, „dzień bez wokandy” czy też nowy samorząd sędziowski, otwarcie sprzeciwiający się reformom rządu – to zapowiedziany początek wojny wydanej obecnej władzy przez sędziów.

Powodem są plany zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. Sprzeciwiają się im obecne sędziowskie elity, które de facto bez żadnej kontroli rządziły wymiarem sprawiedliwości. Za wszelką cenę chcą one bronić swoich pozycji i interesów. Bez względu na fakt, że wymiar sprawiedliwości wymaga niemal natychmiastowych zmian. Nie tylko dlatego, że jest nieudolny i nieefektywny. Przede wszystkim dlatego, że ludzie nie ufają sądom. Na tę kwestię część sędziów dziś będących u władzy pozostaje ślepa i głucha.

Raz zdobytych sądów nie oddamy nigdy

Po tym jak rząd przyjął pierwszy projekt zmian w sądownictwie, a dokładnie projekt zakładający nowelizację ustawy o KRS-ie, doszło do pierwszych decyzji wydanych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów. W jego skład weszli przedstawiciele sądów okręgowych i rejonowych, a także sędziów apelacyjnych, którzy są liderami sędziów w Polsce. Te zgromadzenia sędziowskie podjęły w ostatni poniedziałek 5 uchwał, które należy interpretować jako swoistego rodzaju „ruch” oporu i sprzeciwu przeciwko działaniom rządu w ramach reformy sądownictwa.

Jedna z uchwał dotyczy utworzenia forum składającego się z blisko 400 sędziów, po jednym z sądów rejonowych, po dwóch z sądów okręgowych i trzech z sądów apelacyjnych. Wezwano też prezesów sądów powszechnych, aby 20 kwietnia br. zwołali zebrania w sądach, tak aby sędziowie mogli wybrać swoich przedstawicieli do prac w nowo formowanym forum sędziowskim, które będzie alternatywą dla funkcjonowania KRS-u po wprowadzonych przez rząd zmianach.

Kolejna uchwała jest wyrazem dezaprobaty i sprzeciwu wobec kwestionowania prawidłowości wyboru pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf. Chodzi tu o wniosek skierowany kilkanaście dni temu przez posłów PiS-u do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie prawidłowości wyboru Małgorzaty Gersdorf na urząd prezesa Sądu Najwyższego. Jak można przeczytać w przyjętej uchwale, działanie to pozostaje w bezpośrednim związku z publicznymi wypowiedziami pierwszej prezes w obronie prawa każdego obywatela do niezależnych sądów i niezawisłych sędziów. Zdaniem sędziów przyjmujących uchwałę sposób pełnienia urzędu przez prezes Sądu Najwyższego zasługuje na szacunek, uznanie i wsparcie całego środowiska sędziowskiego.

Przyjęto także uchwałę wzywającą do niesprzeniewierzania się niezawisłości sędziowskiej, a także apelowano o nieuczestniczenie w działaniach zmierzających do łamania Konstytucji RP w jakimkolwiek obszarze. W przedostatniej uchwale przedstawiciele sędziów zobowiązali też Krajową Radę Sądownictwa do ustalenia i wyjaśnienia, czy aktualnie prowadzone prace mogą pozwalać ministrowi sprawiedliwości na pozyskiwanie, gromadzenie, zapoznawanie się i udostępnianie informacji o danych osobowych i części akt sądowych, które są zbędne do wykonywania zadań ministra. Zdaniem sędziów jest to łamanie zapisów konstytucyjnych. Mówiąc wprost: sędziom nie podoba się, że ministerstwo sprawiedliwości chce ujawnić oświadczenia majątkowe sędziów.

W ostatniej uchwale zebranie Przedstawicieli Zgromadzeń Ogólnych Sędziów Okręgów zwraca się do prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, prezesa Rady Ministrów (premiera), ministra sprawiedliwości oraz do posłów i senatorów o podjęcie we współpracy ze środowiskiem prawniczym rzeczywistych działań, zmierzających do zagwarantowania każdemu obywatelowi dostępu do sądu. Według zbuntowanych sędziów ostatnie projekty przedstawione przez resort sprawiedliwości, dotyczące Krajowej Rady Sądownictwa oraz Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, nie są należycie konsultowane ze środowiskiem sędziowskim. Zmierzają one do upolitycznienia sądów, a tym samym naruszenia zasad niezależności sądów i trójpodziału władzy oraz demokratycznego państwa prawa.

Do krwi ostatniej

Czytając przyjęte uchwały, można jednoznacznie stwierdzić, że jest to poważna próba sił, a także chęć stworzenia jednolitego frontu walki środowiska sędziowskiego z rządem. Widząc determinację Ministerstwa Sprawiedliwości do wprowadzenia zmian w KRS-ie, można też śmiało założyć, że podjęte uchwały nie będą miały praktycznie żadnej mocy sprawczej na działania legislacyjne rządu. Jest to jedynie test na to, czy i jak bardzo sędziowie są skonsolidowani w obecnej sytuacji. Obecne środowisko rządzące sądami będzie próbowało wymusić powszechną solidarność sędziów. Jeżeli mu się uda, ma szanse zablokować reformy, jeżeli nie (co bardziej prawdopodobne), to już nic nie powstrzyma rządu przed planowanymi zmianami. A plan jest prosty: przerwanie kadencji obecnej Krajowej Rady Sądownictwa, która zdaniem resortu sprawiedliwości nie zdaje egzaminu, choćby w zakresie pociągania do odpowiedzialności sędziów popełniających przestępstwa i sprzeniewierzających się etyce zawodu sędziego.

W obecnej postaci KRS ma też ogromny wpływ na powoływanie prezesów sądów, a także decyduje o awansach i nominacjach sędziowskich na kluczowe stanowiska. Ministerstwo Sprawiedliwości chce, aby 15 członków KRS-u wybierał Sejm, chodzi oczywiście o kandydatów będących sędziami, którzy zostaną oddelegowani do KRS-u przez parlament.

Jak się dowiedzieliśmy, w sądach planowane są już protesty. Wiemy, że w Sądzie Okręgowym w Opolu odbyła się narada, jak zaprotestować przeciwko zbliżającym się zmianom w KRS-ie. Rozważane są dwie opcje, pierwsza zakłada tzw. czarny protest, druga przewiduje sprzeciw w postaci dnia bez wokandy. Podobne założenie brane jest pod uwagę w poznańskim sądzie. Na razie są to plany, a czy zostaną zrealizowane? Można przypuszczać, że w nielicznych przypadkach dojdzie do protestów w sądach. Reforma ma sporo zwolenników wśród samych sędziów, którym nie podoba się obecny skostniały i nieefektywny układ.

Paweł Miter

PAWEŁ MITER

 

Chcą nas faszerować genetyczną bombą zwaną GMO


18 kwietnia 2017

NEon24.pl

 

 

ewinia

 

POLSKA 17.04.2017 20:0711 komentarzy

ALARM!!!

 

Rząd ”dobrej zmiany” chce po cichutku wprowadzić do Polski uprawy GMO!!! http://www.polskawolnaodgmo.org/ Cała Polska do sejmu! 21 kwietnia na godz 10 wszyscy do sejmu, kto żyw i komu Polska miła!!! Wchodzimy na obrady nad ustawą.

Trzeba być w biurze przepustek Sejmu około 9:00. Przypominamy, że w tym projekcie ustawy o zmianie ustawy o mikroorganizmach i organizmach genetycznie zmodyfikowanych oraz niektórych innych ustaw (który jest już po pierwszym czytaniu w Sejmie) są m. in. zapisy:

Art. 49a. 1. Ustanawia się terytorium Rzeczypospolitej Polskiej strefą wolną od GMO, z zastrzeżeniem (!!!) ust. 2.

  1. Uprawę GMO prowadzi się (!) wyłącznie w strefie wskazanej do jej prowadzenia na określonym obszarze położonym na terenie gminy, zwanej dalej „strefą wskazaną do prowadzenia upraw GMO”…
    Wspomniany projekt przeczy obietnicom PiSu, który – w osobie Pana Ministra, profesora Jana Szyszki (organ odpowiedzialny za opracowanie projektu – Ministerstwo Środowiska) – niejednokrotnie deklarował wprowadzenie bezwarunkowego zakazu upraw GMO. 21 kwietnia 2017r. to będzie już drugie czytanie i trzeba dużo głosów i zjednoczonych serc w obronie Polski Wolnej od GMO. Bardzo prosimy o przyjazd.
    Link do wyżej wspomnianej propozycji ustawy:
    http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=1424

POLSKA JEST NASZA! TA ZIEMIA DO NAS NALEŻY! NIE CHCEMY MONSANTO!
NIE CHCEMY GMO!!!.. STO LAT STO LAT POLSKA WIEŚ KTÓRA DAJE DOBRZE ZJEŚĆ!

Dla zainteresowanych przybyciem oto procedura zapisów: „Szanowni Państwo, w załączeniu przekazuję zawiadomienie o posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi zaplanowanym na 21 kwietnia 2017 r. sali kolumnowej o godz. 10.00. W związku z formalnymi wymogami wstępu do budynków sejmowych prosimy o pisemne zgłaszanie na adres e-mail: krrw@sejm.gov.pl lub nr faxu [22] 694-19-76 nazwisk osób delegowanych na posiedzenie Komisji (wraz z podaniem zajmowanego stanowiska), do godz. 15.00 w dniu poprzedzającym posiedzenie. GMO 139_RRW_OSZ_21.04.2017_godz.10.00_gość-
Z poważaniem
Dariusz Rzepnikowski
Sekretariat Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Kancelaria Sejmu
Biuro Komisji Sejmowych
ul. Wiejska 4/6/8
00-902 Warszawa

https://www.youtube.com/watch?time_continue=51&v=roAi0f6WmN4

Kto finansuje syryjskich rebeliantów?


Konserwatyzm

KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

 

Sanocki: Po co jest wojna w Syrii

0

BY ADAMWIELOMSKI ON 12 KWIETNIA 2017PUBLICYSTYKA

Jak wiadomo „każda przyczyna ma swój skutek i każdy skutek ma swoją przyczynę.” Tocząca się zatem od 6 lat niszcząca wojna domowa w Syrii – też.

Ba, ale oprócz przyczyn są także cele. Wojna nie tylko miała jakieś przyczyny, ale dla jakichś celów została wywołana i trwa. Ktoś przecież przez te 6 lat zaopatruje w broń rebeliantów i ktoś ich wspiera korzystając na tym konflikcie. I któż to taki mógłby być?

Szukając odpowiedzi na tak postawione pytanie nie trzeba być jakimś Sherlockiem Holmsem, żeby zauważyć z kim grani czy Syria i z kim od połowy ubiegłego wieku kilkakrotnie wojowała? Państwem, z którym Syria kilkakrotnie była w stanie wojny jest Izrael.

Syria uczestniczyła we wszystkich wojnach toczonych przeciwko Izraelowi przez państwa arabskie. W „wojnie sześciodniowej” stoczonej w 1967 r. Syria straciła na rzecz Izraela Wzgórza Golan, których większości do dziś nie odzyskała. Stąd do dziś nie doszło do zawarcia układu pokojowego między tymi państwami.

Do 2011 r. reżim Al-Asada udzielał pomocy Hezbollachowi i Hamasowi – organizacjom prowadzącym przeciwko Izraelowi akcję terrorystyczną. Udzielałby tej pomocy pewnie w dalszym ciągu, ale spotkały go własne kłopoty w postaci wojny domowej.

Czy w tej sytuacji można się dziwić, że Al-Asad jest dla Izraela i dla wspierających go Stanów Zjednoczonych „złym chłopcem” i że potęga światowa jaką są USA są politycznie po stronie rebeliantów?

Kiedy wydawało się, że reżim Asada padnie do gry włączyli się Rosjanie, którzy (po tym jak odzyskali w 2014 strategiczny Krym) w 2015 r. założyli w Syrii bazę lotniczą i skutecznie wsparli działania armii wiernej prezydentowi.

Od tamtego czasu losy wojny zdają się przechylać na stronę rządu. I oto kilka dni temu miasto znajdujące się na terytorium zajętym przez rebeliantów zostało ostrzelane pociskami zawierającymi trujący gaz. Do użycia broni chemicznej doszło w Syrii już wcześniej – w 2013 r. Wówczas ONZ zarządziła opróżnienie magazynów syryjskiej armii z broni tego typu. Pociski chemiczne wywożone były w 2014 r. statkami duńskimi i norweskimi. Widocznie jednak nie wszystkie usunięto.

Tymczasem wtorkowy atak chemiczny na miasto zajęte przez rebeliantów wywołał zrozumiałe oburzenie opinii światowej. Ten skutek był łatwy do przewidzenia. USA natychmiast oskarżyły o to reżim Asada, nie przedstawiając jednak żadnego dowodu. Zanim cokolwiek mogłoby zostać wyjaśnione prezydent Trump wydał rozkaz zbombardowania lotniska i bazy syryjskiej armii rządowej. W piątek nad ranem na bazę znajdującą się na terytorium Syrii spadło 59 amerykańskich rakiet „Tomahawk”, zginęli wojskowi i cywile, zniszczono magazyny i sprzęt.

Syria jest niepodległym państwem, członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Syria nie zaatakowała USA, Stany Zjednoczone nie prowadzą z tym państwem wojny, nie zostały także upoważnione do ataku przez ONZ. A jednak zaatakowały suwerenne państwo na podstawie podjętej jednoosobowo decyzji prezydenta Trumpa. Nawet wśród amerykańskich polityków decyzja ta wzbudziła protest. Senator Rand Paul uważa że Trump powinien był uzyskać zgodę Kongresu. No i nie bez znaczenia jest fakt, że nikt nie przedstawił żadnych dowodów, że za atakiem chemicznym stały syryjskie siły rządowe. Werdykt błyskawicznie wydał sam prezydent USA.

Reżim Asada jest zapewne niesympatyczny, jak każdy reżim. Ale jeśli do odpalenia rakiet na suwerenne państwo, bez decyzji ONZ, wystarczy błyskawiczna decyzja jednego gościa w Waszyngtonie, to ja zacząłbym się bać.

Nic dziwnego, że nasz prezydent szybciutko w te pędy poparł działania tego gościa. A nasza potężna armia dowodzona przez swego ministra aż się pali do udania tam gdzie trzeba. Naturalnie by bronić pokoju i nieszczęśliwych syryjskich cywilów bombardowanych tomahawkami… tfu co ja plotę, oczywiście chemikaliami przez złego Asada i jeszcze gorszego Putina.

Nawiasem mówiąc dziwię się, że nasze media nie ustaliły, że za wybuchem gazu w Świebodzicach stoi Putin. To by pasowało do układanki.

Janusz Sanocki

za: prawica.net

Co z europejskimi nadziejami Ukrainy?


 

11:19 18 KWIECIEŃ 2017

 

Flagi UE i Ukrainy w Kijowie

Co z europejskimi nadziejami Ukrainy?

© REUTERS/ Valentyn Ogirenko

ŚWIAT

10:59 18.04.2017Krótki link

2118 0 0

Szef MSZ Słowacji oświadczył, że jest zbyt wcześnie, aby mówić o członkostwie Ukrainy w Unii Europejskiej.

Minister Spraw Zagranicznych Słowacji Miroslav Lajčák ostudził europejskie nadzieje Ukraińców.

— Ani Ukraina nie jest w takiej sytuacji, abyśmy mogli mówić o jej członkostwie (w UE),  ani Unia Europejska nie jest gotowa o tym mówić. Ale ważne jest, aby Ukraina przejmowała europejskie standardy, aby wykorzystywała to, co otrzymuje w ramach programu Partnerstwa Wschodniego — powiedział Lajčák, którego słowa przytacza bratysławski portal Teraz.

Odpowiadając na pytanie dziennikarzy, czy proces dla Ukrainy nie rozciągnie się tak samo jak w przypadku Turcji na bliżej nieokreślony czas, słowacki minister oświadczył, że Unia Europejska sama obecnie się rozwija i zmienia. 

Drugie życie filmu „Wołyń”


Myśl Polska

Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

LOGIN

Drugie życie filmu „Wołyń”

okl DVD.jpeg
Kiedy na jesieni ubiegłego roku film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń” nie zdobył na Festiwalu Filmowym w Gdyni żadnej poważnej nagrody – uznano to za przejaw poprawności politycznej Jury, które obawiało się nagrodzić film, który w mediach często określano jako „kontrowersyjny”.

Filip Bajon, komentując ten werdykt, a raczej tłumacząc się dziennikarzom, powiedział, że film Smarzowskiego… był za długi o 20 minut. W ustach reżysera, który słynie z tego, że kreci filmy długie i nudne, zabrzmiało to niczym ponury żart.

Ale nie ma tego, co by na dobre nie wyszło. Oto w pół roku później film „Wołyń” okazał się jedynym zwycięzcą Polskiej Akademii Filmowej,która co roku przyznaje nagrody dla najlepszych filmów, aktorów i twórców, czyli tzw. Orły. Film „Wołyń” otrzymał łącznie 9 nagród, z 14 do których był nominowany. Najlepszym reżyserem ogłoszono jego twórcę, Wojciecha Smarzowskiego. Film otrzymał także nagrody w kategoriach: najlepsza scenografia (Marek Zawierucha), zdjęcia (Piotr Sobociński jr), muzyka (Mikołaj Trzaska), montaż (Paweł Laskowski), dźwięk (Jacek Hamela i Katarzyna Dzida-Hamela) oraz kostiumy (Wanda Kowalska, Paweł Grabarczyk, Magdalena Jadwiga Rutkiewicz-Luterek i Agata Drozdowska). Gala odbyła się w Teatrze Polskim w Warszawie.

Można więc powiedzieć, że środowisko filmowe niejako zrehabilitowało się za blamaż z Gdyni. Nie było to trudne, ponieważ film „Wołyń”, bez względu na oceny historyczne, uchodził od samego początku za wybitne dzieło artystyczne. Choćby z tego powodu jest trudny do zaatakowania, mimo że takie ataki były prowadzone na długo przed jego powstaniem. Film ma obecnie „drugie życie”, bo ukazał się na płycie DVD, co zapewne zwiększy liczbę widzów, którzy go obejrzeli. Jest to o tyle ważne, że oglądalność filmu w kinach na terenie Polski była duża, ale liczono, że będzie większa. Wynik ok. 1,5 mln widzów jest w naszych warunkach wynikiem bardzo dobrym, ale jeśli dodamy, że tani kryminał „Pitbull” Patryka Vegi miał co najmniej dwa razy tyle, to jest się nad czym zastanawiać.

Oczywiście filmy historyczne nie cieszą się obecnie aż taką popularnością jak dawniej i nawet filmy o żołnierzach wyklętych „sprzedają się” z trudem – to na „Wołyń” – jak sądzono – czekała cała Polska.
Osobną sprawą jest odbiór filmu zagranicą. Od samego początku został on oprotestowany na Ukrainie, gdzie uniemożliwiono nawet pokaz studyjny dla wybranej publiczności. O tym, żeby film wszedł do kin nie ma mowy. W dosyć licznych wypowiedziach na jego temat dominował i dominuje jeden argument – film służy dyskredytowaniu Ukrainy i jest w interesie Rosji, poza tym, jest „tendencyjny” i szkaluje Ukraińców. Co ciekawe, sporo głosów tego typu wypowiadają ludzie, którzy filmu nie widzieli. Ukraińskie środowiska banderowskie i państwo ukraińskie stara się „powstrzymać” film w granicach Polski, zgodnie z tym, co napisał swego czasu Przemysław Żurawski vel Grajewski, znany stronnik obecnej Ukrainy, który uznał, że ten film powinien być przeznaczony wyłącznie „do użytku wewnętrznego”.

Nic więc dziwnego, że kiedy w ostatnich dniach film prezentowano w Wilnie w ramach festiwalu „Kino Pavasaris” – miejscowi Ukraińcy ostro zaprotestowali. W przeddzień premiery filmu Wileńska Wspólnota i Bałtyckie Stowarzyszenie Ukraińców wyraziło sprzeciw pokazowi filmu. Ich zdaniem przedstawia on „jednostronną i subiektywną wizję reżysera na bardzo bolesne dla obu narodów wydarzenia przeszłości”. Autorzy oświadczenia napisali, że owszem na Litwie panuje swoboda słowa i przestrzegane są prawa człowieka, ale „podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym jest czynem karalnym”. Z kolei apologeta OUN-UPA, Wołodymyr Wiatrowycz, podczas dyskusji jaka odbyła się po projekcji, powiedział: „Choć Smarzowski prezentuje swoje dzieło jako film niezależny, pamiętajmy o tym, że był on częściowo finansowany przez rząd polski oraz Instytut Sztuki Filmowej. Poza tym film tylko pogorszył relacje polsko-ukraińskie. Co gorsze, ukazanie się filmu „Wołyń” wpływa również na pogorszenie konfliktu ukraińsko-rosyjskiego”. Czyli nic nowego.

Sam Wojciech Smarzowski nie ma nadziei, że jego film będzie oficjalnie pokazany na Ukrainie, ale jest przekonany, że będzie on masowo „przemycany” w postaci płyt DVD i oglądany powszechnie. Ma rację, gdyż na Ukrainie większość społeczeństwa wcale nie wyznaje kultu UPA, co narzuca się metodami administracyjnymi. Poza tym, nie ma nic bardziej atrakcyjnego, niż owoc zakazany. On smakuje najbardziej.Jest więc pewne, że film „Wołyń”, jeden z najważniejszych filmów w historii polskiej kinematografii – będzie miał „drugie życie”, i to nie tylko w Polsce.

Jan Engelgard
Tekst ukazał się pierwotnie na łamach „Głosu Katolickiego” (Paryż)

Epistoła o antykomunistycznym robotniku, co się w kapitalistę przedzierzgnął


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

18 kwietnia 2017

Frasyniuk i wspólnicy. Interesy ulubionej legendy TVN

 

Dodano: 17.04.2017 [15:33]

Frasyniuk i wspólnicy. Interesy ulubionej legendy TVN - niezalezna.pl

foto: Marcin Pegaz/Gazeta Polska

W tej historii jest wszystko, co potrzebne do dobrego scenariusza: walka z systemem komunistycznym, tajne służby, duże pieniądze, tajemnicza śmierć, gigantyczne przekręty finansowe. I robotnik, trybun ludowy, który – jak mówią jego dawni koledzy – przegrał swoją legendę.
Władysław Frasyniuk – bo o nim mowa – od robotniczego przywódcy dolnośląskiej Solidarności płynnie przeszedł do roli biznesmena. – Był robotnikiem, kierowcą, był trochę niedojrzały, może zachłysnął się możliwościami, które spotkały go przy Okrągłym Stole. Ja tego nie rozumiem. Wydaje mi się, że to jest brak pewnego kośćca moralnego – mówi „Gazecie Polskiej” Kornel Morawiecki, twórca „Solidarności Walczącej”. A jeden z czołowych działaczy „SW”, Andrzej Kołodziej, dodaje: – Władysław Frasyniuk należy do tej grupy, której członkowie doskonale ułożyli się z komunistami, i świetnie im się żyło za czasów III RP. Dla nich to byli partnerzy do pokrętnego, brudnego biznesu.
Norweskie pieniądze
Działacze dolnośląskiej „S” wspominają, że pierwsze interesy Władysław Frasyniuk robił z Norwegami. – W 1990 roku, w czasie, gdy Frasyniuk został przewodniczącym, sprowadził do Wrocławia norweski koncern medialny Orkla Media i zawiązał z nimi spółkę. Jedyne, co po tej współpracy zostało, to maszyna drukarska, stary rupieć, i wydane pieniądze „S” – mówi „Gazecie Polskiej” dr Tomasz Wójcik, jeden z czołowych działaczy dolnośląskiej Solidarności, były poseł AWS. – Gdy zostałem przedstawicielem udziałowca, Frasyniuk ciągle miał do mnie pretensje, że nie dopuszczam go do dokumentów. Powiedziałem mu, że przepisy na to nie pozwalają, i dopiero wtedy zrezygnował. Pewnego dnia przyszedł do mnie przedstawiciel Orkli i wyciągnął jakiś kwit, twierdząc, że „S” jest im winna 15 tys. dolarów. I że te pieniądze dostał Frasyniuk. Więc odesłałem ich do Frasyniuka. Nigdy na ten temat z Frasyniukiem nie rozmawiałem, ponieważ wcześniejsze nasze prośby o rozliczenie się z pieniędzy „S” spotykały się z jego agresją i awanturą, jak my śmiemy się o to dopominać – dodaje dr Wójcik.
Umowa zawarta przez dolnośląski zarząd regionu NSZZ „Solidarność” z Orklą umożliwiła powołanie spółki Norpol-Press, która miała wydawać codzienną gazetę. Orkla wprowadziła do spółki aport w postaci używanej offsetowej maszyny drukarskiej (o której mówi dr Wójcik), zaś Solidarność sfinansowała budowę drukarni i redakcji. Wydawany przez spółkę od września 1990 r. „Dziennik Dolnośląski” nie utrzymał się na rynku i w 1991 r. jego wydawanie zostało zawieszone, a Orkla sprzedała swoje udziały.
Inną historię dotyczącą współpracy Frasyniuka z Norwegami wspomina Zdzisław Wandycz, przewodniczący „S” w Głogowie. – Zastanawiałem się, skąd Władysław Frasyniuk wziął pieniądze na swój biznes. I pewnego dnia znalazłem dokumenty i dawne zapiski dotyczące wizyty Norwegów w Głogowie w 1990 r. Przyjechała wówczas norweska delegacja, którą woziłem po naszych zakładach. Według zapewnień Frasyniuka mieli oni nam pomóc – wtedy sytuacja naszych zakładów była fatalna. I oni rzeczywiście zaproponowali nam wsparcie, ale w zamian miałem im pomóc założyć partię socjalistyczną. Zaproponowali przy tym duże pieniądze. Ja im powiedziałem, że nie ma mowy, i na drugi dzień zawiozłem ich do Frasyniuka. I nie wiem, czy pieniądze Norwegów nie pomogły Frasyniukowi rozkręcić własnego biznesu – mówi „Gazecie Polskiej” Zdzisław Wandycz.
Po wizycie w Głogowie Norwegowie razem z „S” stworzyli spółkę Nord-Press.
Interesy
Na początku lat 90. Władysław Frasyniuk założył firmę transportową. Jego wspólnikiem był Włodzimierz Mękarski, kolega z podziemia, po 1989 r. członek władz krajowych z Unii Demokratycznej, a później Unii Wolności. Kilka lat temu zrobiło się o nim głośno w związku z aferą hazardową – publicznie bronił jednego z jej bohaterów, Ryszarda Sobiesiaka. Mękarski od lat jest w branży hazardowej – był we władzach spółki Golden Play. Prowadził też wspólne interesy m.in z Sobiesiakiem i jego córką.
Firma Frasyniuka i Mękarskiego zbankrutowała – być może dlatego Frasyniukowi imponował sukces największej wrocławskiej firmy transportowej, której właścicielem był Zdzisław Kmetko, były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa. – To gangster z urodzenia. Ma ścisk buldoga. Nie puści, dopóki nie dopnie swego. Ale zrobił wielką rzecz. Zbudował najsilniejsze chyba prywatne przedsiębiorstwo transportowe w Polsce. Kmetko jest świetnym biznesmenem – mówił w 1993 r. Władysław Frasyniuk.
Dawni działacze Solidarności nie potrafią wyjaśnić, z czego wynikało takie właśnie podejście. – Jestem zdumiony tą fascynacją, przecież wszyscy w podziemiu wiedzieli, że Kmetko został faktycznie wydalony z SB – mówi „Gazecie Polskiej” dr Tomasz Wójcik.
Mimo bankructwa Frasyniuk postanowił spróbować jeszcze raz w branży transportowej – pomogła mu w tym znajomość ze Zbigniewem Solorzem (według IPN zarejestrowanym przez SB jako tajny współpracownik „Zegarek) i jego pracownikami Józefem Birką i Andrzejem Rusko. Wydzierżawił od nich ciężarówki, które stały się zaczynem wielkiej firmy transportowej.
Zwolennik targowicy
Władysław Frasyniuk od lat ostro krytykuje przeciwników postkomunistycznej oligarchii, a jego agresywna retoryka nasiliła się po wygranych przez PiS wyborach. – To jest moment, w którym nie wolno odpuścić – mówił 16 grudnia 2016 r. w TVN, „zagrzewając” do buntu posłów okupujących Sejm. Wcześniej publicznie nazwał obecną władzę „przestępcami, którzy na oczach całego społeczeństwa łamią konstytucję”.
Adam Borowski, w PRL działacz „Solidarności Walczącej”, wydawca i wieloletni przyjaciel Frasyniuka, uważa, że stał się on symbolem współczesnej targowicy: – Napisałem do niego list otwarty, który upubliczniłem. Zrobiłem to po tym, jak Władek otwarcie wezwał do buntu, by ludzie wyszli na ulicę i obalili ten rząd. I stanął w jednym szeregu z komunistycznymi aparatczykami i szemranym towarzystwem. Do dziś nie doczekałem się odpowiedzi – mówi „Gazecie Polskiej” Adam Borowski. – Jemu zaimponowały kręgi władzy. Nie był liderem, tylko użytecznym narzędziem do zwalczania „S” – mówi „GP” dr Tomasz Wójcik.
Działacze dolnośląskiej „S” uważają, że u Frasyniuka nie nastąpiła żadna ewolucja, jedynie sytuacja polityczna wyostrzyła jego poglądy.– W 1983 r., gdy siedział w więzieniu, za pośrednictwem jego żony, która chodziła na widzenia, poprosiłem, żeby dał jakiś sygnał, że pomimo wpadek i aresztowań działamy dalej, że walka się nie skończyła. Chodziło o to, by podnieść na duchu członków związku. I proszę sobie wyobrazić, że ten wielki działacz, symbol podziemia, odmówił. Powiedział, że to nie ten czas, że działalność podziemna już się przeżyła – wspomina Marek Muszyński, działacz podziemnych struktur Solidarności.
Dawni koledzy Frasyniuka podkreślają, że w rzeczywistości nie jest on żadnym symbolem. – Oczywiście chciałby nim być, ale to nie Frasyniuk stworzył „S” na Dolnym Śląsku, tylko dokonały tego tysiące odważnych ludzi, o których dziś Frasyniuk nie chce pamiętać. A ci ludzie całymi miesiącami płacili pieniądze na jego utrzymanie. Wstrzymaliśmy te wypłaty, gdy Frasyniuk odmówił podjęcia pracy zarobkowej, którą mu znaleźliśmy – mówi dr Wójcik.
Zdzisław Kmetko wstąpił do SB w 1979 r., po ukończeniu wydziału melioracji wrocławskiej Akademii Rolniczej. Odszedł ze Służby w 1984 r., już po zakończeniu śledztwa i postępowania dyscyplinarnego w związku z ciężkim pobiciem na komendzie milicji motorniczego Andrzeja Wypycha, działacza podziemia. Sprawa trafiła do prokuratury, zostało wszczęte śledztwo i postępowanie dyscyplinarne. W grudniu 1983 r. sąd uznał, że czterech funkcjonariuszy SB (wśród nich Kmetko) jest winnych pobicia Andrzeja Wypycha, jednak warunkowo umorzono postępowanie. Jedyną karą był okres próby – jeszcze przed jego zakończeniem Kmetko odszedł z SB. – Na otarcie łez dali mu szklarnię, którą Józef Pinior kupił za część pieniędzy Solidarności, pochodzącą ze słynnych 80 mln wypłaconych tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego – mówi dr Tomasz Wójcik. Kmetko dostał w dzierżawę szklarnię po tym, jak Józef Pinior został aresztowany przez SB i znaleziono przy nim dokumenty dotyczące zakupu nieruchomości. Działka z kompletnie zdewastowaną szklarnią wróciła do „S” dopiero w latach 90. Ostatnio znów zrobiło się o Kmetko głośno z związku ze śledztwem dotyczącym oszustwa i wyłudzenia przez niego co najmniej 120 mln zł poprzez niepłacenie podatków i składek ZUS.


Materiał dotyczący Władysława Frasyniuka ukazał się w programie „Koniec systemu”, który jest emitowany w każdy wtorek o g. 21:30 na antenie Telewizji Republika – powtórki środa o 11:20 oraz sobota o 9:20. Archiwalne odcinki tego programu można obejrzeć na Facebooku na stronie Koniec Systemu

Autor: Dorota Kania

Źródło: Gazeta Polska

Drukuj

DZIAŁ: POLSKA

Amerykańska wojna w Korei nie jest światu potrzebna


  • Ktoś potrzebuje szybkiej, łatwej i zwycięskiej wojny?

Ktoś potrzebuje szybkiej, łatwej i zwycięskiej wojny?
Written by krakauer, 15 kwietnia 2017, 14 komentarzy

Sculpture at Juche Tower in Pyongyang By Nicor – Praca własna, CC BY-SA Wiki Commons

Ktoś potrzebuje szybkiej, łatwej i zwycięskiej wojny? Z Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną, to na pewno nie będzie ani szybka, ani łatwa, ani zwycięska wojna. Podstawowym problemem od strony militarnej, jest tutaj duża odporność infrastruktury tego państwa na ataki lotnicze i z powietrza. Użycie nowoczesnej broni ma na celu sparaliżowanie punktów węzłowych w sieci nieprzyjaciela, w tym przypadku – oczywiście taka infrastruktura istnieje, jednak została tak zaprojektowana i jest tak utrzymywana, żeby być odporną na spodziewane ataki.

Dodatkowo Korea dysponuje bronią jądrową, to jest pewne – zostały przeprowadzone testy, Koreańczycy są doświadczeni w zmaganiach z nieustającą presją USA i nie przeprowadziliby próby, nie mając w zanadrzu zabezpieczonych co najmniej kilkunastu ładunków. Chodzi o to, ze środki przenoszenia broni jądrowej jakimi dysponują – rakiety balistyczne, są konstrukcjami konwencjonalnymi. Przykładowo rosyjskie rakiety balistyczne, potrafią np. spłaszczać trajektorię lotu, albo manewrować w powietrzu w taki sposób, że nie da się obliczyć po krzywej balistycznej, gdzie uderzą. Wielogłowicowość dodatkowo utrudnia ich zniszczenie a zwiększa skuteczność rażenia. Rakiety koreańskie są sprawdzone, skuteczne, ale w klasycznym zastosowaniu technologii rakietowej – lot balistyczny po elipsie. Lotnictwo jest przestarzałe, samolot jako środek do przenoszenia głowic jądrowych, które w wydaniu koreańskim są stosunkowo duże, to łatwy cel. Chyba najgroźniejszą z możliwych środków przenoszenia mogą być głowice zainstalowane na torpedach w okrętach podwodnych. Tego mało kto się spodziewa, a skutki użycia takiej broni mogą być szokujące. W ostateczności zawsze mogą odpalić broń na granicy lub po przewiezieniu jej lądowo na czele nacierających wojsk, proszę pamiętać że mówimy o armii silnie umotywowanej ideologicznie i nacjonalistycznie.

Dodatkowo potencjał wojsk lądowych jest olbrzymi, armia Korei to potęga, są uzbrojeni w olbrzymie ilości sprzętu. Wszelkie scenariusze sąsiadów z Południa dowodzą, że Seul – położony blisko granicy, prawie na pewno zostanie stracony, a nawet jeżeli nie, to na pewno będzie zniszczony.

W konsekwencji Korea może w odpowiedzi na amerykański atak rakietowo-powietrzny odpowiedzieć na trzy bardzo bolesne sposoby. Po pierwsze inwazją na Południe w pełnej skali, co oznaczałoby wojnę totalną. Po drugie atakiem jądrowym na Południe lub na Japonię, być może nawet za pośrednictwem np. Łodzi podwodnej wykonującej misję na terytorium Stanów Zjednoczonych np. Hawaje lub jeden z portów na Zachodnim Wybrzeżu. Po trzecie – mogą wykonać w wielkiej skali atak konwencjonalny na strefę przygraniczną. W każdym wariancie będzie to oznaczać konieczność przeprowadzenia pełnoskalowej operacji wojskowej.

Korea Południowa również ma silną armię, obok jest potężna Japonia. Jeżeli wszystkie te kraje chciałyby, wspólnie z USA – uderzyć na Koreę na Północy, to mielibyśmy nową sytuację w wymiarze globalnym. Jednak do tego Amerykanie potrzebują co najmniej neutralności dwóch podstawowych graczy – przede wszystkim Chin, które są największym wsparciem dla Korei oraz Rosji, która może jeżeli będzie tylko chciała, niezwykle silnie wzmocnić Koreę – dostawami broni i danych wywiadowczych.

Terytorium Korei w części północnej to głównie góry i doliny. Jest to najtrudniejszy z możliwych Teatrów Działań Wojennych, jakie w ogóle można sobie wyobrazić. Pas graniczny jest ufortyfikowaną linią obrony, jego przełamanie to poważne zadanie dla wojsk inżynieryjnych, w ogóle nie ma możliwości dokonania ataku lądowego z zaskoczenia, to jest niemożliwe. O wiele bardziej prawdopodobny byłby desant powietrzno-morski, jednak taka operacja wiąże się z poważnym ryzykiem w warunkach posiadania przez przeciwnika broni jądrowej (i nie tylko).

Ostatnim elementem, dla którego z Koreą nie ma przelewek, jest to w jaki sposób przewidziano filozofię tamtejszej armii. To masowa armia poborowa, stworzona na najlepszych wzorcach ciężkich i złożonych związków pancerno-zmechanizowanych Układu Warszawskiego. To jest prawdziwa armia z prawdziwymi dowódcami, prawdziwą bronią i Żołnierzami-obywatelami, których motywację można oceniać różnie, jednak nie można uważać, że to były łatwy do wygrania konflikt.

Sytuacja się nawarstwia. Odmawianie przez USA i ich sojuszników, prawa posiadania przez Koreę broni jądrowej, jest dowodem na dwulicowość tych państw. Dążenie do posiadania monopolu jądrowego jest z ich strony naiwnością. Jest tylko kwestią czasu, kiedy takie kraje jak Korea posiądą zdolność miniaturyzowania ładunków jądrowych. Wówczas już nikt, nie będzie bezpieczny.

Ktoś potrzebuje szybkiej, łatwej i zwycięskiej wojny, żeby pokazać Chinom i światu swoją potęgę. Na pewno w wymiarze geopolitycznym ostrzelanie Korei rakietami manewrującymi i całą inną gamą uzbrojenia z amerykańskiego arsenału, stworzy odpowiednie wrażenie, jednak w Pekinie nikt się nie przestraszy. Dla Seulu czy Tokio, będzie to ostateczny dowód na to, że tylko broń jądrowa jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo, a przy potencjale technologicznym tych krajów, wejście w jej posiadanie i budowa efektywnych środków przenoszenia to kwestia 5-7 lat i mają arsenały zdolne do rażenia w regionie, a może nawet i na skalę globu.

Jednak Amerykańska logika przemocy rządzi się zupełnie innymi prawami, niż pragmatyzm. Z perspektywy Waszyngtonu, ewentualny atak odwetowy na Seoul, nie będzie dramatem. Po prostu przez jakiś czas zdrożeje elektronika. Jeżeli ktoś chce kupić smartfon lub telewizor LED, to niech to zrobi teraz, bo te wyroby mogą zdrożeć. Oczywiście nie bardzo, bo jest Tajwan, są Chiny, jak i w kilku innych krajach jest realizowana masowa produkcja. Jednakże wciągnięcie Korei Południowej w wojnę na Półwyspie, spowoduje fluktuacje gospodarcze dla całego świata.

Żeby ewentualny amerykański atak miał być efektywny, musiałby być nagły i zrealizowany z zaskoczenia. O to w tamtych warunkach, zwłaszcza po tym jak pan Trump ogłasza swoje zamiary w popularnym medium społecznościowym – nie jest łatwo.

W zasadzie jedynym scenariuszem ataku na Koreę, który dałby szybkie i łatwe zwycięstwo, były zmasowany atak pociskami samosterującymi i balistycznymi oraz bombami kierowanymi na najważniejsze cele – z użyciem broni jądrowej małej mocy oraz precyzyjnej broni konwencjonalnej. Tylko w dużej ilości, np. około 200 ładunków jądrowych i około 5-7 tyś., głowić konwencjonalnych. Gdyby takim potencjałem uderzyć w Koreę, a w chwilę później rozpocząć inwazję lądową, morską i operację powietrzną – podtrzymującą ataki paraliżujące obronę, to miałoby to oczekiwany skutek. Na zwykły atak Korea będzie odporna.

Oczywiście jest to niepotrzebna wojna i lepiej żeby do niej nie doszło, ponieważ skutki odczuje cały świat

Marine Le Pen “wydobędzie Francję z więzienia UE”


KRESY.pl

źr. The Duran

MOCNE WYSTĄPIENIE MARINE LE PEN W PARYŻU

18 kwietnia 2017|0 Komentarze|w Europa Zachodnia, polityka, Wydarzenia |Przez Michal Krupa

Marine Le Pen oświadczyła na wiecu wyborczym w Paryżu, że podejmie „walkę z potopem imigracji”.

Szefowa francuskiego Frontu Narodowego oświadczyła na wiecu wyborczym w Paryżu, że – wydobędzie Francję z więzienia UE.

Jak donosi RMF 24 – Przemówienie sala często przerywała, skandując: „Marine na prezydenta!”, „Wygramy!” i – najczęściej i najgłośniej – „Jesteśmy u siebie!”. Obiecując „wielki powrót bezpośredniej demokracji” szefowa Frontu nazwała swego prawicowego konkurenta Francoisa Fillona „agentem wielkich firm ubezpieczeniowych”, a „kandydata postępu”, centrystę Emmanuela Macrona „wychowankiem Rothschildów” i „przyspieszaczem globalizacji”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Marine Le Pen: Narasta rewolta przeciwko ultraliberalnemu globalizmowi

Lewicowy kandydat Jean-Luc Melenchon to według Marine Le Pen „bojownik globalizacji”. – Jako internacjonalista popiera nieograniczoną imigrację – powiedziała Le Pen. Le Pen dodała, ze – Imigracja nie jest szansą dla Francji, imigracja to dla Francji dramat.

To przez nich – wołała Marine Le Pen – jesteśmy wywłaszczeni z suwerenności i nie decydujemy, kto się do nas wprowadza. Francuzi – mówiła dalej, wzbudzając entuzjazm zebranych – mają mniej praw niż cudzoziemcy, nawet ci przebywający we Francji nielegalnie. Będę was chronić – obiecała kandydatka FN i zapowiedziała, że za jej prezydentury każdy, kto dokonał przestępstwa, – będzie miał pewność, że zostanie osądzony, pewność, że zostanie skazany i pewność, że kara zostanie wykonana – podaje RMF 24.

Kresy.pl / RMF24.pl

Co się stanie jesli USA “udzielą pomocy” Korei Ludowej?


 

10:26 18 KWIECIEŃ 2017

 

Amerykański lotniskowiec USS Carl Vinson (CVN 70)

Co się stanie, jeśli Amerykanie zaatakują KRLD?

© AP Photo/ Mass Communication Specialist 3rd Class Matt Brown/U.S. Navy

OPINIE

16:39 14.04.2017(zaktualizowano 22:15 14.04.2017) Krótki link

1955591327

Po wysłaniu amerykańskiego lotniskowca w rejon Półwyspu Koreańskiego zdaje się, że USA są gotowe udzielić takiej samej lekcji pokory Kim Dzong Unowi, co Baszarowi al-Asadowi. Jakie będą konsekwencje agresywnego zachowania Stanów Zjednoczonych wobec KRLD w materiale portalu Lenta.ru.

Korea Północna

© SPUTNIK. ANDREI IVANOV

KRLD odpowiedziała na groźby ataku prewencyjnego ze strony USA

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy przedstawiciele administracji Donalda Trumpa sugerowali, że przeprowadzenie przez Koreę Północną testów z użyciem międzykontynentalnego pocisku  balistycznego, który będzie w stanie dolecieć do terytorium USA, da podstawę do ataku na ten kraj. Ponieważ faktycznie w takim kierunku wszystko zmierza, słowa amerykańskich urzędników brzmią bardzo przekonywująco. Na dodatek nowy gospodarz Białego Domu jest uważany za osobę emocjonalną, niezbyt zorientowaną w sprawach międzynarodowych, ale jednocześnie ceniącą sobie swój wizerunek tego, który ostro odpowie na wszelkie wyzwania.

Jednak Waszyngton zdaje sobie sprawę ze skali problemów, które może wywołać taki atak. Tak więc USA ewidentnie blefują, wykorzystując reputację „nieprzewidywalnego Trumpa”, aby wywrzeć presję na Pjongjang. Do wojny nie dojdzie, bo dla Stanów Zjednoczonych jest ona niemożliwa do przyjęcia.

Amerykański prezydent Donald Trump

© AFP 2017/ MANDEL NGAN

Atak uprzedzający na KRLD: przygotowanie do wojny czy PR Trumpa?

Wyobraźmy sobie: ekscentryczny prezydent USA mimo wszystko podda się emocjom, wywołanym przez kolejne wydanie wiadomości na kanale Fox lub rozmowę z córką Ivanką strwożoną tym, że jej ukochany Nowy Jork znalazł się w zasięgu północnokoreańskich pocisków.

Jeśli sytuacja będzie się rozwijać zgodnie z tym scenariuszem, Stany Zjednoczone mogą ograniczyć się do ataku na gotowy do testów pocisk lub w ogóle spróbować przechwycić go w powietrzu po starcie. Takie działania nie wywołają poważnego skandalu, ale też nie przyniosą szczególnych rezultatów: prace nad pociskami dalekiego zasięgu w Korei Północnej trwają, choć nieudane testy nieco je spowolniły.

Chińscy żołnierze na granicy z Koreą Północną

© AFP 2017/ FREDERIC J. BROWN

Chiny ściągają wojska ku granicy z KRLD

Ostrzejszym wariantem będzie próba niespodziewanego ataku na niektóre kluczowe obiekty północnokoreańskiego kompleksu nuklearno-rakietowego, który przede wszystkim jest starannie ukryty pod ziemią. W tym przypadku władze Korei Północnej nie będą mogły ukryć przed ludnością faktu przeprowadzenia ataku na terytorium kraju. Obawy stracenia tworzy zmuszą Pjongjang do udzielenia odpowiedzi. Ponadto władze Korei Północnej rozumieją, że brak ostrej reakcji na agresję w zasadzie gwarantuje, że środki przymusu będą od czasu do czasu wykorzystywane w przyszłości przeciwko nim.

Jaka będzie odpowiedź? Prawdopodobnie Pjongjang ograniczy się do ostrzelania kilku obiektów wojskowych, położonych w granicach zasięgu północnokoreańskiej artylerii. Ale taka reakcja będzie bardzo asymetryczna – błahostką w porównaniu z wieloletnim paraliżem programu nuklearno-rakietowego, do którego doprowadzi amerykański atak. Dlatego o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że za cel odwetu zostanie wybrana stolica  Korei Południowej – Seul.

Były oficer CIA Edward Snowden podczas wideokonferencji z Rosji

© AFP 2017/ FREDERICK FLORIN

Snowden ujawnia, co faktycznie zniszczyła amerykańska bomba w Afganistanie

W Seulu, położonym przy granicy z Koreą Północną, mieszka 25 milionów ludzi. Nawet jeśli celem będą jedynie obiekty wojskowe, ostrzelanie ogromnego miasta niewątpliwie doprowadzi do ogromnych strat wśród cywilów. Południowokoreańskie kierownictwo uzna atak za casus belli i udzieli potężnej odpowiedzi Północy. W wyniku na półwyspie wybuchnie druga wojna koreańska, w której straci życie setki tysięcy ludzi.

Nie jest jasne, jakie stanowisko w przypadku zakrojonego na wielką skalę konfliktu zajmą Chiny. Formalnie są sojusznikiem KRLD i powinny przystąpić do wojny po stronie tego państwa. Jednak najprawdopodobniej ChRL nie zdecyduje się na ten krok, bo zachowanie Korei Północnej i jej program jądrowy niesamowicie irytują Pekin. Chińskie władze wesprą Koreę Północną pośrednio, m.in. dostarczając jej pomoc wojskową w celu udzielenia lekcji Waszyngtonowi. Chińska pomoc będzie równoznaczna z przeciągnięciem się w czasie konfliktu.

Prezydent USA Donald Trump

© AP PHOTO/ ANDREW HARNIK

Co stoi za krytyką Trumpa pod adresem NATO?

Stany Zjednoczone zostaną wciągnięte w konflikt zbrojny na palną skalę, porównywalny z wojną w Wietnamie. Wielka wojna w Korei skomplikuje sytuację gospodarczą w USA oraz pociągnie za sobą poważne straty w ludziach, czego we współczesnych rozwiniętych społeczeństwach wyborcy zwykle nie wybaczają.

Nawet jeśli druga wojna koreańska szybko zakończy się zawarciem pokoju, konsekwencje dla Waszyngtonu i tak będą smutne. Mieszkańcom Korei Południowej trudno będzie zrozumieć logikę, zgodnie z którą złudne zagrożenie ostrzelania terytorium USA zmusiło Amerykanów do wywołania konfliktu, który doprowadził do zniszczenia południowokoreańskiej stolicy. Ludzie dojdą do wniosku, że USA są dla nich źródłem problemów.

Opisywane wyżej scenariusze mają niewielkie szanse zaistnienia w życiu. Amerykańskie władze wiedzą, że między Syrią a KRLD jest ogromna różnica i że atak na Koreę jest zbyt niebezpieczny. Dlatego obecnie Amerykanie blefują, korzystając z reputacji Trumpa jako nieprzewidywalnego prezydenta. Przez dziesięciolecia „kartę nieprzewidywalności” umiejętnie rozgrywał Pjongjang, a obecnie, najwyraźniej, przyszła kolej na Waszyngton

List z Bukowiny na Kresach: „dziękujemy, że pamiętacie o nas”


Studio Wschód

List z Bukowiny na Kresach: "dziękujemy, że pamiętacie o nas" - Studio Wschód

 

ghhggh-650x366

AKTUALNOŚCIObraz  newsa 7471 Dodano 14.04.2017

List z Bukowiny na Kresach: „dziękujemy, że pamiętacie o nas”

Mieszkańcy wsi Pietrowce Dolne na Bukowinie, w pięknym liście, dziękuję za okazaną pomoc i przekazane dary. Nasi rodacy piszą m. in. „Dziękujemy, że pamiętacie o nas, nie zważając na to, że jesteśmy daleko od Polski”.

W imieniu mieszkańców wsi Pietrowce Dolne na Bukowinie, dzieci z rodzin polskich oraz polonijnego Folklorystycznego Zespołu „WIANECZEK” składamy najserdeczniejsze podziękowania za świąteczne prezenty społeczności Zespołu Szkół w Kudowie Zdroju, tym, którzy  poświęcili czas i serca dla nas rodaków z zagranicy. To  piękny znak uszanowania.

Dziękujemy, że pamiętacie o nas, nie zważając na to, że jesteśmy daleko od Polski, dziękujemy Panu Dyrektorowi Jerzemu Łukasiku, że znalazł nas, poświęcił nam czas i trudy ażeby osobiście przekazać świąteczne paczki  rodzinom, dzieciom oraz zespołowi  „WIANECZEK” i dostarczył nam tyle radości.

Jest nas mało, ponad  70  rodzin  Polaków. Mieszkamy w licznej rumuńskiej wsi. Mamy nowowybudowany Kościół  pw. Przemienienia Pańskiego i Jana Pawła II, gdzie codziennie odprawiane są w języku polskim msze święte, w szkole dzieci uczą języka polskiego, działa TKP  im A. Mickiewicza, od 26 lat działa Polonijny Folklorystyczny Zespół Górali Czadeckich „WIANECZEK”. Dziękując naszym rodzicom, babciom  i dziadkom, którzy zachowali wiarę w Boga, ojczysty język polski, tradycje i obrzędy i nam przekazali nie zatraciliśmy się jak cząstka narodu polskiego, żyjemy po polsku.  A w ogóle życie nie jest tak wesołe.

Dziękujemy   za   świąteczne    paczki,  w  których  były  włożone  Wasze  dobre,  szczere  serca,  ciepło,  radość  i   pokój. To, co robicie od serca dla nas jest bardzo potrzebne.

Życzymy Wam miłości,  zgody i pokoju.

W imieniu mieszkańców wsi Pietrowce Dolne, dzieci oraz  zespołu  „WIANECZEK”

Maria Malicka

Czytaj również:

20170321_075217

ghhggh-650x366

jjjjj-1-650x366

hghgdd-650x366

Galeria zdjęć

Tak był dobry, że musiał sojusznicze wojska wezwać


 

Polska armia nareszcie zaczyna służyć narodowi!

 

EmaPob

9:15 18 kwietnia 2017

flickr/Piotr Drabik/CC BY 2.0

Dzięki pracy Antoniego Macierewicza, ministra obrony narodowej, Polska jest coraz bardziej bezpieczna. Amerykańskie wojska w Polsce, wykorzystanie energii młodych patriotów do utworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej, oczyszczenie struktur z ludzi WSI i LWP, głębokie zmiany w służbach oraz modernizacja wojsk pancernych – to tylko niektóre przykłady dokonań szefa MON-u – informuje „Gazeta Polska Codziennie”.

Ostatnio nasiliła się krytyka, zwłaszcza ze strony środowisk liberalno – lewicowych, wobec Antoniego Macierewicza. Rzekomych obrońców polskiej armii najbardziej zaniepokoił fakt pozbywania się z wojska generałów, którzy służyli w LWP czy WSI. Wśród nich znajdziemy takie postaci jak Mirosław Różański czy por. Janusz Bronowicz. Obaj w  najczarniejszym okresie stanu wojennego wstąpili do PZPR-u. Obecnie miejsce ludzi WSI i LWP zajmują do- świadczeni wojskowi, którzy nie są powiązani z  komunistycznym aparatem państwowym.

Antoni Macierewicz, tworząc Wojska Obrony Terytorialnej, postawił na młodych żołnierzy. Do tej pory do nowej formacji zapisało się ponad 16 tys. osób. W ciągu czterech lat WOT ma liczyć 50 tys. ludzi. Młodzi żołnierze nie tylko nabywają sprawności i umiejętności koniecznych w nowoczesnych siłach zbrojnych, ale uczą się także postaw patriotycznych. W MON-ie opracowano bowiem specjalny program nowej polityki historycznej „Polskie drogi do niepodległości” na lata 2016–2020. Odbudowa pamięci o Żołnierzach Niezłomnych, kontynuujących walkę o niepodległość w latach 1944–1963 – to jeden z celów wspomnianej kampanii.

Jednak jednym z najważniejszych dokonań Antoniego Macierewicza jest realizacja postanowień szczytu NATO z  ubiegłego roku o stacjonowaniu wojsk USA i Sojuszu Północnoatlantyckiego w Polsce. Kilka dni temu do Orzysza (woj. warmińsko-mazurskie) trafiła batalionowa grupa bojowa NATO, której państwem ramowym są właśnie Stany Zjednoczone.

 

W  ostatnim roku szef MON-u podjął zdecydowane kroki również ws. uzbrojenia dla polskiej armii, w tym przyspieszył realizację programu obrony powietrznej „Wisła”. Oprócz tego w MON-ie toczy się postępowanie dotyczące zakupu śmigłowców dla sił specjalnych i marynarki wojennej. Według oficjalnych informacji Polska ma pozyskać w sumie 16 helikopterów.

Jeszcze w grudniu 2015 r. MON podpisało kilka umów znacznie wzmacniających potencjał polskiego wojska, w  tym kontrakty na pozyskanie 1000 sztuk przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike, a także na modernizację 128 czołgów Leopard 2A4. Co ciekawe, w „Planie modernizacji technicznej SZ RP” po raz pierwszy uwzględniono zapewnienie bezpieczeństwa narodowej cyberprzestrzeni.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Korea Ludowa popiera Syrię


 

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka18.04.2017

 

Korea Północna: Pełne wsparcie dla Syrii

17 kwietnia 2017 18:47

Przywódca KRLD Kim Dzong Un wyraził swoją solidarność z Syryjską Republiką Arabską i jej prezydentem, Baszarem Al-Assadem, w konfrontacji z imperializmem amerykańskim. Zapewnił również o gotowości udzielenia wsparcia „bratniemu rządowi i narodowi” w osiągnięciu sprawiedliwości. Informacje tę opublikowała agencja CTAK (Centralna Agencja Telegraficzna Korei), przy okazji 71. rocznicy uzyskania niepodległości przez Syrię. Koreańczycy potępili też niedawny atak rakietowy USA na bazę lotniczą Szajrat jako akt agresji i przestępstwo wojenne.

(na podst. lenta.ru)

Niemcy: migranci i przestępczość


 

Deutsche Welle

 

SPOŁECZEŃSTWO

Niemcy: migranci i przestępczość

Ponad milion osób wystąpiło w ubiegłych dwóch latach o azyl w Niemczech. Równocześnie wzrosła przestępczość. Czy te dwa fakty można ze sobą połączyć? A jeśli tak, to jak?

Deutschland unbegleitete minderjährige Ausländer in Karlsruhe (picture-alliance/dpa/U. Deck)

Przed niespełna dwoma tygodniami w Bonn została brutalnie zgwałcona 23-letnia kobieta. Domniemanym sprawcą jest ubiegający się o azyl w Niemczech obywatel Ghany. Do dziś nie cichną echa masowego molestowania kobiet na placu przed kolońską katedrą podczas nocy sylwestrowej w 2015 roku. Niemieckie media poświęcają takim sprawom dużo uwagi, a w społeczeństwie narasta przekonanie, że jednym ze skutków zmasowanego napływu uchodźców i migrantów jest zachwianie ładu i bezpieczeństwa oraz towarzyszący temu, wzrost przestępczości. Czy tak jest naprawdę?

Uchodźcy popełniają coraz więcej przestępstw

Odpowiedź na to pytanie napotyka trudności. Głównie ze względów formalnych, ale statystyki kryminalne muszą spełniać takie kryteria. Problem polega na tym, że w najnowszym raporcie nt. związków między przestępczością i niemiecką polityką migracyjną Federalny Urząd Policji Kryminalnej (BKA) operuje zbiorczym pojęciem „przybyszów” (niem. Zuwanderer).

Kriminologe Professor Christian Pfeiffer (Imago/M. Stauffenberg)

Profesor kryminologii Christian Pfeiffer

Zalicza do nich osoby ubiegające się o azyl, azylantów, czyli osoby, którym przyznano status uchodźcy, osoby korzystające z innch form ochrony, osoby wchodzące w skład kontyngentu uchodźców objętego umowami międzynarodowymi, „zwykłych” uchodźców, czyli uciekinierów z terenów, na których toczą się działania wojenne, oraz nielegalnych migrantów, czyli osoby przebywające na terenie Niemiec bez ważnych dokumentów, a w każdym razie nie mogące wylegitymować się zezwoleniem na pobyt stały lub czasowy w RFN.

Z danych BKA wynika, że w roku ubiegłym odnotowano prawie 300 tys. przestępstw i wykroczeń, w których, w ramach czynności wyjaśniających, policja i inne organy zatrzymały przynajmniej jednego „przybysza”, należącego do którejś z wymienionych wyżej kategorii, podejrzanego o dokonanie danego przestępstwa lub wykroczenia. Podkreślić należy przy tym, że chociaż w 2016 roku w Niemczech popełniono mniej przestępstw niż w latach poprzednioch, to równocześnie znacznie wzrosła liczba czynów sprzecznych z prawem popełnionych przez „przybyszów”.

Deutschland Silvesternacht vor dem Hauptbahnhof in Köln (picture-alliance/dpa/M. Böhm)

Wydarzenia w Sylwestra 2016 są do dzisiaj przedmiotem kontrowersyjnych dyskusji

Jeśli tak, to odpowiedź na postawione na wstępie pytanie wydaje się prosta. Więcej przybyszów, więcej przestępstw, czyli uchodźcy, azylanci i migranci wszelkiego rodzaju stanowią rosnące zagrożenie dla społeczeństwa niemieckiego jako potencjalni kryminaliści.

Prawdziwe powody wzrostu przestępczości

Innego zdania jest kryminolog i były minister sprawiedliwości Dolnej Saksonii Christian Pfeiffer, który uważa, że wrzucenie wszystkich przybyszów do jednego worka prowadzi do błędnych wniosków. Osoby należące do jednej z wymienionych wyżej kategorii przybyszów są bowiem w dużo większym stopniu skłonne do wstąpienia na drogę przestępczą niż inne. Zależy to głównie od ich szans otrzymania zezwolenia na pobyt w Niemczech, znalezienia pracy i chęci zintegrowania się w społeczeństwie niemieckim.

REDAKCJA POLECA

UNICEF: niemieckie ośrodki dla uchodźców nie są przystosowane do dzieci

Wielomiesięczne wyczekiwanie w ośrodkach dla uchodźców, brak dostępu do nauki i intymności – takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez UNICEF. (21.03.2017)

Imigracja i przestępczość w Niemczech. Fakty i mity

Blisko 9000 nielegalnych imigrantów w Niemczech od początku 2017 r.

Test z niemieckiej Wilkommenskultur

  • Przybysze z Afryki Północnej bardzo szybko dochodzą do wniosku, że nie mogą liczyć na otrzymanie azylu w RFN co budzi w nich frustrację, złość i rozgoryczenie i w rezultacie zachowują się tak, jak mężczyźni molestujący Niemki w noc sylwestrową w Koloni – mówi Pfeiffer. Podkreśla, że liczyli oni na szybkie znalezienie pracy i dobre zarobki, którymi mogliby najpierw spłacić dług za przerzut, a potem pomóc rodzinie u siebie w kraju. Pieniądze są im potrzebne jak woda i powietrze, a ponieważ nie mogą ich zarobić legalnie, więc zarabiają pracując na czarno, albo uciekając się do kradzieży i rabunków. Pfeiffer ich oczywiście nie rozgrzesza. Wyjaśnia tylko dlaczego np. Marokańczycy cieszą się w Niemczech szczególnie złą sławą.

„Uprzywilejowani uchodźcy”

Na drugim biegunie są uchodźcy z Syrii i Iraku, którzy mają największe szanse na azyl w Niemczech i nie zamierzają ich pogrzebać wchodząc w konflikt z prawem. W rezultacie, zwraca uwagą Pfeiffer, wśród migrantów w Niemczech tworzy się specyficzne społeczeństwo wieloklasowe, złożone z klasy uprzywilejowanej, pariasów i warstw pośrednich. Dopiero wtedy, kiedy to sobie uświadomimy, możemy właściwie ocenić dane o przestępczości udostępnione przez BKA, podkreśla.

Z drugiej strony, nawet wśród migracyjnych „arystokratów” dochodzi do łamania prawa, najczęściej bójek i kradzieży, kiedy przez dłuższy czas przebywają w obozach dla uchodźców dzieląc pomieszczenie z wieloma mężczyznami z innego kraju, plemienia względnie innej wiary. Wtedy konflikty są na porządku dziennym, jak w każdej społeczności zamkniętej: w internacie, koszarach, więzieniu itd.

Bildergalerie Wie wohnen Flüchtlinge in Deutschland Alfred-Fischer Halle in Hamm (picture-alliance/dpa/I. Fassbender)

W tej hali sportowej w Hamm ulokowano w 2015 roku wielu uchodźców. Ich współżycie jest pełne napięć

Ważną rolę odgrywa też inny czynnik. Z analizy demograficznej z 2010 roku wynika, że prawie 70 procent mieszkańców Niemiec stanowią ludzie po trzydziestce. Tymczasem większość uchodźców i migrantów, którzy napłynęli do Niemiec w rekordowym pod tym względem rokiem 2015, to mężczyźni w wieku od 14 do 30 lat. Przedstawiciele tej grupy wiekowej popełniają prawie 70 procent wszystkich przestępstw na całym świecie. Policyjne statystyki są pod tym względem takie same w każdym kraju i nie budzą wątpliwości. Najgroźniejsi są młodzi mężyczyźni w tym wieku.

Rola struktury wiekowej

Tak duże różnice w strukturze wiekowej społeczeństwa niemieckiego i społeczności migrantów sprawia, że wśród 100 Niemców stopa przestępczości będzie z natury rzeczy dużo niższa niż w stuosobowej grupie uchodźców, migrantów czy nawet azylantów, którzy maję przecież powód do zadowoleni – dostali azyl i mogą podjąć legalną pracę.

Ten trend potwierdzają statystyki hamburskiej policji kryminalnej za rok 2016. Wśród prowadzonych w tymże roku 35 tys. 497 śledztw w różnych sprawach, „przybysze” byli podejrzani o popełnienie 47,4 procent przestępstw. Odliczywszy wykroczenia natury administracyjnej wskaźnik ten nieco maleje i wynosi 43 procent. Dużo to czy mało? Wnioski należy wyciągnąć samemu.

Manasi Gopalakrishnan / Andrzej Pawlak

Polska troska o amerykańskie życie


WPROST.pl

Kraj

WYDARZENIAKRAJ

Jak żyją amerykańscy żołnierze w bazie w Orzyszu? „Pytali o polską kulturę, są zachwyceni pierogami”

Dodano: wczoraj 17:556 181756

Powitanie amerykańskich żołnierzy w Polsce. Zmiana flagi

Powitanie amerykańskich żołnierzy w Polsce. Zmiana flagi / Źródło: MON/szer. Natalia Wawrzyniak(11DKPanc.)

Dziennikarka Polsat News sprawdziła, w jakich warunkach żyją amerykańscy żołnierze batalionu NATO, którzy przebywają w bazie wojskowej w Orzyszu.

Podporucznik Cody Pennington, żołnierz US Army stacjonujący w Orzyszu przyznał w rozmowie z Polsat News, że chciałby się nauczyć języka polskiego, aby mieć lepszy kontakt z mieszkańcami. Żołnierz stwierdził jednak, że jest to ogromne wyzwanie, ponieważ nasz język nie należy do najprostszych.

Amerykański wojskowy dodał, że jest zachwycony polską gościnnością, której żołnierze stacjonujący w Orzyszu doznali już podczas przejazdu przez Polskę. – Wiedzieliśmy wielu mieszkańców, którzy nas pozdrawiali. To znak, że jesteśmy tu miel widziani – tłumaczył major Paul Rothlisberger.

Polski żołnierz, który również stacjonuje w Orzyszu mówił, że dowództwo szczegółowo pytało go o polską kulturę i tradycje. – Amerykanie są zachwyceni polskimi pierogami oraz kiełbasą. Wielu z nich twierdzi, że pierogi powinny zostać na stałe wpisane do żołnierskiego jadłospisu – tłumaczył. Wojskowy dodał również, że jego amerykańscy koledzy są zachwyceni urodą Polek.

Kto stacjonuje w Orzyszu?

Siły, które dotrą do Orzysza będą stanowić element tzw. Wzmocnionej Wysuniętej Obecności, czyli czterech batalionowych grup bojowych dyslokowanych w Polsce, Estonii, Łotwie i Litwie. Odpowiedzialność za grupę w Polsce wzięli na siebie Amerykanie, a wspierać ich będą Brytyjczycy, Rumuni oraz Chorwaci. USA przyślą do Polski około 800 żołnierzy wraz z 70 wozami bojowymi Stryker. Siły te taktycznie podlegać będą 15. Brygadzie Zmechanizowanej z Giżycka.

Grupa, która stacjonować będzie w Orzyszu będzie gotowa do prowadzenia obronnych działań bojowych. W ramach eFP w Elblągu powstanie także wielonarodowe dowództwo dywizyjne, które będzie koordynować działania wszystkich czterech grup eFP, które powstaną również na Litwie, Łotwie i w Estonii. Cała wzmocniona Wysunięta Obecność będzie częścią sojuszniczego systemu reagowania na zagrożenia, którego zasadniczym elementem są Siły Odpowiedzi NATO.

/ Źródło: Polsat News

Wyszkolony w USA generał ostrzega przed Rosją


 

INTERIA.PLFakty

 

GEN. POLKO W „DO RZECZY” OSTRZEGA PRZED DZIAŁANIAMI ROSJI

PRZEGLĄD PRASY

1 godz. 46 minut temu

„Trzeba się liczyć z działaniami Rosji o charakterze dywersyjnym i zakłócającym funkcjonowanie naszego państwa” – ostrzegł na łamach tygodnika „Do Rzeczy” gen. Roman Polko.

Gen. Roman Polko /Anatol Chomicz /East News

Gen. Roman Polko /Anatol Chomicz /East News

Gen. Roman Polko w rozmowie z Wojciechem Wybranowskim odniósł się m.in. do zagrożeń płynących ze wschodu i mocarstwowych ambicji Władimira Putina, które mogą uderzyć w Polskę. Przypomniał, że ofensywy Rosji nie wolno ograniczać wyłącznie do działań zbrojnych.

Armia na Facebooku
REKLAMA

„Trzeba się liczyć z działaniami Rosji o charakterze dywersyjnym i zakłócającym funkcjonowanie naszego państwa. (…) Działania w ‚szarej strefie’, wojna dywersyjna, wojna informacyjna pozwalają Rosjanom osiągać te cele, które wcześniej osiągano za pomocą wojny totalnej. Na to powinniśmy zwrócić uwagę” – powiedział gen. Roman Polko.

Rozmówca „Do Rzeczy” podkreślił, że stacjonujący w Polsce żołnierze Stanów Zjednoczonych, którzy strzegą bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO, „nie pokonają facebookowej, informacyjnej ofensywy armii Władimira Putina”.

„Nawet jeżeliby doszło do takich działań jak na Krymie czy w Donbasie, to nie wierzę, by amerykański dowódca zdecydował się na podjęcie działań stricte bojowych. Stąd oczywiście dobrym krokiem MON jest budowa takiej formacji jak Wojska Obrony Terytorialnej i jej zdolności bojowej, ale skupiając się na dobrych działaniach wewnątrz, nie można zapomnieć, że nasze bezpieczeństwo budujemy przede wszystkim przez dobrą współpracę i komunikację z naszymi zachodnimi partnerami” – zwrócił uwagę gen. Roman Polko.

Incydenty na Ukrainie

W odniesieniu do skuteczności rosyjskiej propagandy gen. Roman Polko był pytany także o niedawne incydenty na Ukrainie wymierzone w Polaków i nasze relacje z Ukrainą.

„Można spekulować, kto to zrobił, natomiast nie ulega wątpliwości, że jest to woda na młyn putinowskiej propagandy i działań rosyjskich służb dążących do zakłócenia naszych relacji z sąsiadami i tym samym – odizolowania Polski” – powiedział gen. Roman Polko.

Cała rozmowa w najnowszym tygodniku „Do Rzeczy”.

INTERIA.PL