“Coś na kształt zorganizowania przez Armię Krajową sanatorium dla Waffen-SS”


prawica.net

 

Naostrzyć katu topór

Oficjalna deklaracja o przybyciu do sanatorium w Lądku Zdroju „rannych żołnierzy ukraińskich” – to mniej więcej taka sama sensacja, jak samo naruszanie „zawieszenia broni” w Donbasie przez stronę ukraińską. Przecież i tak wszyscy wiedzą, sprawa nowa nie jest, a między wierszami trzeba się tylko doczytywać ile to wszystko znowu będzie Polskę kosztować, skoro tak głośno opowiada się o „finansowaniu przez stronę ukraińską”.

Pierwsze transporty rannych i rekonwalescentów ze składu macierzy dzisiejszych nazi-batalionów – Samoobrony Euromajdanu, trafiły do Polski już w lutym 2014 r. Na wywołanej nachalną kampanią propagandową fali współczucia dla rzekomych „ofiar snajperów Janukowycza” – ściągnięto wówczas do Polski wg różnych szacunków ok 60-100 poszkodowanych. Około – bo w tamtym okresie rzekomym leczeniem tłumaczono także przebywanie na terytorium RP bojówkarzy szkolonych w działalności „anty”terrorystycznej.

Z czasem liczba ta tylko rosła, podobnie jak i koszty ponoszone przez polski system ubezpieczeniowy (tzn. polskich podatników) – a także proporcjonalnie do wzrostu bezczelności samych podejmujących decyzje o przyjmowaniu w polskich szpitalach banderowców, którzy z czasem już w ogóle przestali się ukrywać ze swoim kosztownym i niebezpiecznym procederem.

Sanatorium dla SS-mana

Doprowadzanie bojówkarzy nazi-batalionów do stanu ponownej używalności to w realiach polskich coś na kształt zorganizowania przez Armię Krajową sanatorium dla Waffen-SS. Poziom absurdu level hard – czyli wyrwanie włosów razem z głową. Jeszcze dwa lata temu, kiedy pierwsi „Azowowcy” opowiadali o urokach swojego bytu w Polsce – m.in. w tym samym centrum rehabilitacyjnym w Lądku Zdroju, w Polsce panowała jeszcze zgodna zmowa milczenia na ten temat. Tzn. oczywiście władze samorządowe i medyczne chwaliły się „leczeniem ukraińskich ofiar w geście przyjaźni”, nikt jednak nie chciał się przyznawać, że rzekome ofiary – to w rzeczywistości krwawi kaci Donbasu, czy ludobójcy z Odessy.

Przeciwnie, jeszcze wiosną 2015 r. ówczesna dyrekcja 1 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Lublinie oficjalnie odmówiły potwierdzenia przebywania w tamtejszym ośrodku rehabilitacyjnym ukraińskich „dobrowolców”. Mówiły za to… salowe i pielęgniarki, a następnie samo kierownictwo służby zdrowia MON przyznając, że akcja taka jest prowadzona i finansowa po stronie polskiej.

Nadal jedynie nie wiadomo na pewno na jaką skalę – poszczególne organy prowadzące dla szpitali i uzdrowisk (a rolę taką poza ministerstwami pełnią także samorządy wojewódzkie i powiatowe) podają jedynie dane cząstkowe, a i to niechętnie i dopiero po dociśnięciu obowiązkiem odpowiedzi na zapytanie prasowe i udostępniania informacji. Znowu można więc odwołać się jedynie do szacunków – i wydaje się, że podawana dla apogeum ATO ilość co najmniej 350 rannych i kontuzjowanych w ramach jednego „turnusu” (rozrzuconego po Polsce) nie jest wcale przesadzona. Liczby te zresztą mogą być o tyle nawet zaniżone, że wśród poszkodowanych i kontuzjowanych podczas konfliktu donbaskiego nie wymieniają przecież jego polskich” uczestników, czyli najemników i „doradców”, mniej lub bardziej oficjalnie posyłanych dla wsparcia strony kijowskiej.

W całej tej operacji przywracania sprawności bandytom (coś jakbyostrzenie siekier sprawcom Rzezi Wołyńskiej), poza kolejnymi kierownictwami MON, MSW, resortu zdrowia i NFZ – wyjątkowo ponurą rolę odgrywają także samorządy wojewódzkie, w tym także niestety te współkierowane przez PSL, czyli establishmentową partię udającą najwięcej rozsądku i zdrowego rozsądku w sprawach ukraińskich, a także wielokrotnie mrugającą do Kresowian w rzekomym zrozumieniu ich problemów. Jak się okazało jednak na przykładzie leczenia współczesnych banderowców – łatwiej jest iść na wieczornicę i popłakać sobie nad ofiarami Rzezi Wołyńskiej, niż sprzeciwić się decyzji o leczeniu, a więc czynnym wspieraniu dzisiejszych czynnych wyznawców Bandery, aktywnie wdrażających jego zbrodniczy program.

Sam miałem wątpliwą przyjemność dyskutować na ten temat z wiceprezesem Naczelnego Komitetu Wykonawczego ludowców, europosłem, a wcześniej lubelskim marszałkiem Krzysztofem Hetmanem, który niemal krzycząc kategorycznie nakazywał leczenie „bojowników” w szpitalach lubelskiego samorządu województwa, oczywiście ignorując, że tylko powiększa to ich blisko miliardowe (sic!) zadłużenie. A mówimy o kosztach niebagatelnych – tyko pobyt 41 bojców „Azowa” w marcu i kwietniu 2015 r. – miał kosztować ok 150 tys. zł, a łącznie pierwszy rok nieformalnego udziału III RP w „AntyTerrorystycznejOperacji” – to w samym tylko województwie lubelskim prawdopodobny koszt rzędu miliona złotych!

…a zwykły Ukrainiec płaci!

Paradoks polega na tym, że dziś tropiąc ponowne wkładanie broni do ręki mordercom – sam przez lata, jeszcze jako prezes polskiej strony Eurooregionu BUG prowadziłem intensywną kampanię na rzecz wymiany medycznej z Ukrainą, przyjmowania ukraińskich pacjentów w polskich szpitalach, woziłem sprzęt medyczny do placówek w bratnich regionach Lubelszczyzny (na Wołyniu i Ługańszczynie), sam kupowałem wózki inwalidzkie widząc, że kolejki potrzebujących się wydłużają, a oczekiwać trzeba na… śmierć poprzedniego użytkownika danego sprzętu, bo jego ilość nie rosła.

Wówczas akcja zwykłej pomocy zwykłym ludziom i tworzenia podstaw medycznej kooperacji polsko-ukraińskiej jakoś nie spotykała się ze zrozumieniem, na zasadzie „a co ty tak za tymi chachłami jesteś!”. Nadal zresztą prosty Ukrainiec za pobyt w polskim szpitalu może dostać rachunek wyższy niż wszystko, co legalnie czy nie zarobił po tej stronie Bugu. No ale jego nowemu panu, Panu Ochotnikowi, Panu ATO – należy się przecież więcej. I to jest właśnie w tym wszystkim wstyd i koszt największy.

– – –
Oryginał tekstu „
Как наточить топор для палача” ukazał się 9. kwietnia 2017 r. na portalu Novorosinform(link zewnętrzny)


Konrad Rękas

Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych – ZZR „Ojczyzna” i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
Autor…