Jan Pietrzak odwołuje się do wiary


Jedynie prawda jest ciekawa

logo-info-w

 

Pietrzak: Przetrwaliśmy dzięki Kościołowi

 15.04.2017

2195077fb4e149a5a16c21ef3934c262Pietrzak: Przetrwaliśmy dzięki Kościołowi

– Niezależnie od agentury, różnych układów magdalenkowych zwyciężył duch Polski, a jej duch to Bóg, honor, ojczyzna! – przekonuje Jan Pietrzak.

Jan Pietrzak w rozmowie z portalem Fronda.pl opowiedział, jak świętuje czas Zmartwychwstania Pańskiego i jak ważna dla Polski jest wiara katolicka.

  • Inaczej świętuje się gdy ktoś w rodzinie jest chory, inaczej gdy wszyscy są zdrowi – każda rodzina ma swoje problemy, my w tym roku święta zaczniemy u chorej córki – mówi Jan Pietrzak.

I dodaje: – Wielką radością jest dla mnie móc patrzeć na moją rodzinę – szczególnie na najmłodszych jej członków – i widzieć ich szczęście wypływające z świętowania zmartwychwstania.

Zapytany o poziom wiary w Polsce, stwierdził, że wśród jego publiczności występuje głębokie przywiązanie do tradycji, da wartości i Kościoła.

  • Patrząc na nich mam zatem bardzo dobre mniemanie o wierze Polaków, widzę wśród nich wiele dobra i utwierdzam się w przekonaniu, że my jako naród trzymamy się zasad i że pod względem wiary jesteśmy naprawdę wspaniali – ocenił.

Wskazał, że przywiązanie do wiary wyróżnia Polków na tle innych narodów. – Niewątpliwie na tle innych państw europejskich bardzo dobrze trzymamy się pod tym względem, zachodnie państwa dziś pod względem wartości totalnie się rozpadają, niszczą swoją kulturę, dziedzictwo i tożsamość – co nam Polakom moim zdaniem nie grozi – dodał.

Jan Pietrzak podkreślił, jak ważna dla Polski i Polaków jest religia katolicka, wskazał jak wiele jej zawdzięczamy. – Wspaniale, że nie daliśmy sobie wmówić różnym lewakom, komunie, że możemy religię „odłożyć na półki”. Przetrwaliśmy wiele ich ataków, właśnie dzięki Kościołowi, dzięki wielkim przedstawicielom Kościoła, chociażby takim jak św. Jan Paweł II – stwierdził.

  • Duch Święty, Którego wzywał Jan Paweł II dotarł do naszego narodu, co pozwoliło mimo strasznych przeszkód i okropnych przygód dokonać czegoś niezwykłego. Polska pokonała ustrój zła, komunizm, Polska zakończyła II wojnę światową. Niezależnie od agentury, różnych układów magdalenkowych zwyciężył duch Polski, a jej duch to Bóg, honor, ojczyzna! – podsumował.

[fot. Fratria]

ems/Fronda

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/pietrzak-przetrwalismy-dzieki-kosciolowi,19841957756#ixzz4eKiF0Uhg

Niemcy wprowadzają cenzurę


Niemcy na pół roku przed wyborami wprowadzają prawo o cenzurze prewencyjnej w mediach. Wyobraźcie sobie larum opozycji i UE, gdyby to zrobiono w Polsce!
wpis z dnia 14/04/2017

Źródło: Janos Balazs (Flickr.com / cc 2.0)

Pod hasłem walki z dezinformacją i mową nienawiści niemiecki rząd forsuje projekt ustawy umożliwiający stosowanie cenzury prewencyjnej wobec treści publikowanych na portalach społecznościowych. Wpisy użytkowników, w których ktoś doszuka się znamion „nieprawdziwych informacji”, administrator portalu będzie musiał kasować w ciągu 24 godzin. Problem w tym, że na pół roku przed wyborami parlamentarnymi pod kategorię „nieprawdziwych informacji” może być kwalifikowana większość wpisów negatywnie nastawionych wobec dotychczasowej polityki migracyjnej.

 


Projekt ustawy przygotowany przez ministra sprawiedliwości Heiko Maasa (SPD) nakazuje administratorom portali społecznościowych blokowanie lub usuwanie wpisów z informacjami uznanymi za nieprawdziwe, wpisów które obrażają konstytucyjne organy RFN oraz wpisów szerzących mowę nienawiści. O tym co jest nieprawdziwe, co obraża konstytucyjne organy lub co jest mową nienawiści decydować ma administrator danego portalu społecznościowego. Jeśli wpisów nie będzie usuwał grozi mu kara do 50 mln euro.

 


Wspomniana ustawa, która de facto umożliwi stosowanie cenzury prewencyjnej, budzi kontrowersje co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze jest ona wprowadzana tuż przed wyborami parlamentarnymi, których wyniki w dużej części mogą być uzależnione nie od tego, co ludzie słyszą w oficjalnym przekazie mainstreamowym, lecz od tego co czytają i widzą na portalach społecznościowych (np. Twitter / Facebook). W tym kontekście usuwanie wpisów, co do których ktoś uzna, że noszą znamiona „nieprawdziwych informacji”może być wykorzystywane do bieżącej walki politycznej. Po drugie – nie wiadomo do końca, jak ma wyglądać weryfikowanie wspomnianych „nieprawdziwych informacji”. O ile w przypadku mowy nienawiści czy obrażaniu konstytucyjnych organów RFN raczej nie powinno być wątpliwości interpretacyjnych, to w kwestii przekazywanych za pomocą portali społecznościowych informacji (szczególnie, gdy mają one charakter bardziej publicystyczny) takie wątpliwości już się pojawiają. Czy weryfikacja „prawdziwości” będzie polegała na sprawdzeniu czy dany news pojawił się w głównym wydaniu wiadomości na państwowym ZDF? Jeśli tak miałoby to wyglądać, to za „nieprawdziwe” należałoby uznać wydarzenia z nocy sylwestrowej 2015/2016, kiedy przez kilka dni w niemieckich mediach mainstreamowych utrzymywano embargo informacyjne.
Odkładając jednak powyższe rozważania na dalszy plan – spróbujcie sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby podobną ustawę chciał teraz wprowadzić PiS? Czujecie tę histerię opozycji i szaleńcze ataki ze strony Brukseli?

Źródło: Niemcy: Walka z dezinformacją i mową nienawiści w Internecie (OSW.waw.pl)

wpis z dnia 14/04/2017 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

Le Pen: Krym został zwrócony Rosji z woli jego mieszkańców


 

17:28 15 KWIECIEŃ 2017

 

Marine Le Pen

Le Pen: Krym został zwrócony Rosji z woli jego mieszkańców

© REUTERS/ Robert Pratta

POLITYKA

10:44 15.04.2017Krótki link

14834811

Zdaniem kandydatki na prezydenta Francji Marine Le Pen Krym został zwrócony Rosji z woli jego mieszkańców.

Erdogan na mitingu w Stambule

© AFP 2017/ OZAN KOSE

Będzie rzeź po referendum w Turcji?

„Krym został przyłączony do Ukrainy dopiero w 1954 r., jednostronną decyzją Nikity Chruszczowa i bez konsultacji z zainteresowaną ludnością. Tymczasem dwie trzecie mieszkańców deklaruje, że jest Rosjanami. Zatem kiedy ich zapytano o zdanie, całkiem naturalnie wyrazili życzenie przyłączenia do Rosji” – powiedziała Le Pen w wywiadzie dla polskiej gazety „Rzeczpospolita”.

„W ubiegłym wieku Europa zbyt wiele wycierpiała z powodu sporów granicznych, by znów podburzać narody przeciwko sobie w ich własnych sprawach. Jeśli więc pojawia się problem granic, lojalnie zapytajmy zainteresowanych” – dodała.

Rebeliancki zamach w Syrii


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

15 kwietnia 2017

 

Brutalny zamach w Wielką Sobotę. Samobójca wysadził się w samochodzie. FOTO +18

 

Dodano: 15.04.2017 [17:00]

Brutalny zamach w Wielką Sobotę. Samobójca wysadził się w samochodzie. FOTO +18 - niezalezna.pl

foto: twitter.com/printscreen

Co najmniej 39 osób zginęło w sobotę niedaleko Aleppo w samobójczym zamachu z użyciem samochodu pułapki w pobliżu konwoju z ludnością z ewakuowanych miejscowości zamieszkanych przez szyitów w Syrii – podała rządowa telewizja syryjska. O zamachu przeprowadzonym przez samobójcę, bez precyzowania bilansu ofiar, poinformowały także media rządowe w Damaszku. Liczba rannych pozostaje nieznana.
Eksplozja nastąpiła na zachód od miasta Aleppo, w miejscu stacjonowania konwoju liczącego w sumie ok. 5 tys. osób.
Wczoraj Syryjskie Obserwatorium informowało o rozpoczęciu ewakuacji szyickiej ludności z dwóch miejscowości Fua i Kefraja w prowincji Idlib w zamian za opuszczenie przez sunnickich rebeliantów i cywilów miejscowości Madaja i Zabadani – na mocy umowy między dwiema walczącymi stronami w Syrii. Fua i Kefraja są od dłuższego czasu oblegane przez syryjskich rebeliantów.

Do tragedii doszło w następstwie eksplozji samochodu-pułapki w pobliżu jednego z autokarów przewożących ludność z ewakuowanych miejscowości

  • podało Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie.
    Obserwatorium, dysponujące rozbudowaną siatką informatorów w terenie, nie podało jednak dokładnego bilansu zamachu.
    W sieci zamieszczono zdjęcia z miejsca zamachu. Widać na nich m.in. zniszczone pojazdy i martwych ludzi. Opublikowano je na Twitterze (FOTO +18):

 

Zobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

Elijah J. Magnier @EjmAlrai

+18
Burned civilians and children in a suicide #VBIED attack against Shia civilians evacuated from Fua and Kfarya. Tens of killed reported

15:46 – 15 Apr 2017

  • 119119 podanych dalej
  • 3434 polubienia

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

Elijah J. Magnier @EjmAlrai

Photo of car explosion near busses of civilians evacuated from Fua and Kefarya leaving many victims, in rebels & Jihadists controlled area

15:16 – 15 Apr 2017

  • 5959 podanych dalej
  • 1616 polubień

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

J.Alashkar @j_alashkar

4) غدروا بالأطفال والنساء .. #غدروا_بهم
معارضة إرهابية قذرة .. لعنكم الله

15:33 – 15 Apr 2017

  • 4040 podanych dalej
  • 2424 polubienia

 

Zobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

J.Alashkar @j_alashkar

5) صور لضحايا من أطفال ونساء كفريا والفوعة بعد أن غدرت بهم المعارضة السورية وأعطتهم الأمان ثم قامت بقتلتهم#غدروا_بهم

15:43 – 15 Apr 2017

  • 7272 podane dalej
  • 2929 polubień

W Niedzielę Palmową islamiści dokonali dwóch zamachów bombowych na Koptów w Egipcie. Zginęły wtedy co najmniej 43 osoby, a ponad 100 zostało rannych.
Czytaj więcej: Zamachowiec musiał przejść przez bramkę. Wtedy nastąpił wybuch. WIDEO +18

 

 

Autor: pbŹródło: PAP

Aby zatriumfowało zło, wystarczy, aby dobrzy nic nie robili


15 kwietnia 2017

NEon24.pl

ZORION

 

Aby zatriumfowało zło, wystarczy, aby dobrzy nic nie robili.

Zorion

POLITYKA 12.04.2017 20:252 komentarze

W piaskownicy cuchnie gazem i prochem

 

Mądry jest ten, kto umie wykorzystać sytuację.

Syria to nie tylko walka o wejście z gazem na rynek Europejski jednego z dwóch planowanych gazociągów: Amerykańskiego z Kataru przez Turcję do Europy i Rosyjskego i z Iranu do syryjskich portów nad Morzem Śródziemnym. Czyli wojna o to by mieć wyłączność na dostawy gazu do Europy na kilkadziesiąt lat, a przez to gigantyczne zyski i potężne wpływy w Europie. Stąd też prawdopodobnie ( EU) przygotowując przyszłość dla gazu, zdecydowała się na odejście od energii z węgla oraz atomu, by osiągnąć redukcję CO2 na swoim obszarze. Gaz ziemny pozwala na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o 50-60%. Polska oczywiście jest przodownikiem temacie smogu, media „polskie” zrobiłyby wszystko żeby odsunąć polski węgiel i wprowadzić gaz z najlepiej z Kataru.

Lobby producentów broni zaciera ręce , oni też są żywo zainteresowani żeby się coś działo gdyż wojna to zyski. Handel bronią na świecie wzrósł w ciągu ostatnich pięciu lat o ok. 10%. Prawie 30% światowego handlu bronią odbywa się na Bliskim Wschodzie. Warto przypomnieć, że trwa tam oczywiście wojna w Syrii, która choć jest wojną o stosunkowo niewielkiej intensywności, pozwala wypróbować i zareklamować w zasadzie wszystkie rodzaje broni naziemnej i powietrznej. Trwa tam jednak również inna wojna, w Jemenie, na który napadła Arabia Saudyjska, w której to wojnie amerykańskie czołgi Abrams są masowo niszczone rosyjskimi rakietami przeciwpancernymi Kornet.

Rosyjska akcja w Syrii stała się skuteczną akcją promocyjną zarówno rosyjskiego sprzętu wojskowego – w szczególności lotniczego i pancernego, jak i niemożliwą do przecenienia światową akcją promocyjną samej Rosji. Rosyjski sprzęt wojskowy, który ewentualni kupcy mogą oglądać dziś w akcji podczas wiadomości telewizyjnych, sprzedaje się dziś z dopiskiem „sprawdzone w prawdziwych warunkach bojowych”, Samoloty SU i MIG, jak również sprawdzone (skutecznie!) w boju i czołgi najnowszej generacji

Duże znaczenie mają oczywiście również ceny broni, którą Rosjanie sprzedają, ale ważne jest też co za tą ceną idzie. Rosyjskie samoloty są średnio o połowę tańsze od amerykańskich (przy porównywaniu tego, co można porównać oczywiście), ale co najważniejsze są sprzedawane zasadniczo bez ograniczeń dotyczących zarówno ich użycia jak i serwisowania. Jest to dokładnie odwrotnie niż robią Amerykanie, co znacząco ułatwia Moskwie handel.

Niezwykle ważną, jeśli nie najważniejszą korzyścią, jaką odnoszą Rosjanie z interwencji w Syrii, jest ich obraz, NOWY obraz Rosji, jaki powstaje w oczach ludzi na świecie. Moskwa zachowując (jak na razie) bardzo zachowawczą pozycję jedynie elementu wspierającego rząd w Damaszku w walce z terrorystami, ale odnosząc niewątpliwe, spektakularne wręcz sukcesy, buduje sobie obraz sojusznika, na którego można liczyć. Bardzo wyważone reakcje na turecką prowokację z zestrzeleniem rosyjskiego samolotu, daje obraz Putina jako faceta, który nie jest raptusem i z którym da się negocjować. Niestety po ostatnich wybrykach Trump zyskał sobie opinię człowieka niezrównoważonego po którym można spodziewać się wszystkiego.

Wykorzystano fragmenty  – http://blogpublika.com/2017/04/09/co-cieszy-putina/

KRLD zaprezentowała swoje pociski balistyczne


KRESY.pl

Parada wojskowa w Korei Północnej. Zdjęcie ilustracyjne. Fot. youtube

WIELKA PARADA W KOREI PÓŁNOCNEJ. ZAPREZENTOWANO M.IN. NAJNOWSZY POCISK BALISTYCZNY [+VIDEO]

15 kwietnia 2017|0 Komentarze|w Azja-Pacyfik, bezpieczeństwo i obrona, polityka, Wydarzenia |Przez Marek Trojan

Podczas uroczystej parady z okazji „Dnia Słońca” w Pjongjangu, północnokoreańska armia zaprezentowała m.in. najnowszą wersję pocisków balistycznych, odpalanych z okrętów podwodnych.

W sobotę z okazji 105. rocznicy urodzin pierwszego przywódcy komunistycznej Korei Północnej Kim Ir Sena, wojsko zaprezentowało wszystkie swoje najnowocześniejsze pociski balistyczne i taktyczne.

Jednym z nich była najnowsza rakieta Pukkuksong-2 – pocisk balistyczny przeznaczony do wystrzeliwania z okrętów podwodnych. Ich zasięg ma wynosić ok. 1000 km. Północnokoreańska armia pokazała też najnowszą wersję pocisku ziemia-powietrze „Błyskawica”, o zasięgu ok. 100 km.

Defiladę obserwował m.in. wnuk Kim Ir Sena i obecny przywódca kraju, Kim Dzong Un. Zdaniem części komentatorów, była to największa parada wojskowa w historii komunistycznej Korei Północnej.

Przeczytaj: Strategia USA ws. Korei Płn.: Maksymalny nacisk i zaangażowanie

W czwartek zagranicznym dziennikarzom przebywającym w Korei Północnej powiedziano, żeby przygotowali się na „wielkie i ważne wydarzenie”. Trwały wówczas przygotowania do kolejnych obchodów Dnia Słońca. Według niektórych spekulacji, z tym świętem miało wiązać się przeprowadzenie próby nuklearnej lub kolejnego testu rakiety balistycznej.

People.cn / Kresy.pl

Korei przychodziło już walczyć z napastującym ją Imperium Pokoju, któremu strącono wówczas ponad 1000 samolotów


 

„TIMES”: KLUCZEM DO POSKROMIENIA KOREI PÓŁNOCNEJ SĄ CHINY

ŚWIAT

Dzisiaj, 15 kwietnia (11:00)

Brytyjski „Times” apeluje, by Chiny aktywniej włączyły się w rozwiązanie kryzysu na Półwyspie Koreańskim. W komentarzu dziennik wyrokuje, że to postawa Pekinu jest kluczem do poskromienia ambicji nuklearnych reżimu Kim Dzong Una.

Kim Dzong Un /REUTERS/Damir Sagolj  /FORUM

Kim Dzong Un /REUTERS/Damir Sagolj /FORUM

„Ostrzeżenia są apokaliptyczne” – pisze „Times” w komentarzu redakcyjnym i pyta: „Czy nuklearna konfrontacja po latach pozowania, siania strachu i udawania jest nagle możliwa? Świat musi mieć nadzieję, że tak się nie stanie” – pisze gazeta, ale dodaje, że „nadzieja nie jest dobrym przewodnikiem w polityce”.

 

Według dziennika, kluczową rolę mają tu Chiny. „Times” pisze, że dotychczas Pekin nie wywierał mocnej presji na Pjongjang, bo załamanie się reżimu Kim Dzong Una spowodowałoby falę uchodźców i wzmocniło rolę Seulu, popieranego przez Stany Zjednoczone. Dziennik przekonuje jednak, że musi się to zmienić.
„Chiny powinny wziąć na serio ofertę Donalda Trumpa: umowę handlową w zamian za intensywne kroki zmierzające do powstrzymania koreańskiego parcia ku nuklearnemu Armagedonowi” – pisze „Times”. Jednocześnie dziennik apeluje: „W swoim własnym interesie Chiny muszą zaciągnąć Koreę Północną do stołu negocjacyjnego”.

Informacyjna Agencja Radiowa

Niemcy znowu wykręcają antypolski numer przypisując Polsce nazistowskie katownie


Znalezione obrazy dla zapytania Arbeit macht FreiAdvertisement

 

INTERIA.PLFakty

 

 

NIEMCY: BĘDZIE INTERWENCJA KONSULATU W SPRAWIE „POLSKIEGO OBOZU ZAGŁADY”

POLSKA

1 godz. 20 minut temu

Konsulat RP w Monachium wie o użyciu przez bawarski dziennik „Mittelbayerische Zeitung” określenia „polski obóz zagłady” i zamierza interweniować w tej sprawie – poinformował w sobotę PAP wicekonsul Robert Zadura.

Niemiecki obóz zagłady w Treblince /Wieslaw M. Zielinsk /East News

Niemiecki obóz zagłady w Treblince /Wieslaw M. Zielinsk /East News

„Dostaliśmy już tę informację i została ona przekazana konsulowi generalnemu” – zapewnił dyplomata.

 

Zadura zapewnił, że polska placówka dyplomatyczna będzie interweniować w tej sprawie. „Będziemy reagować, tak jak zawsze reagujemy. Najprawdopodobniej konsul Marcin Król, który pilotuje tę sprawę, skieruje odpowiednią notę (do redakcji „MZ”), jak tylko będzie miał możliwość” – powiedział.

Wicekonsul wyraził ubolewanie z powodu tego typu przeinaczeń, pojawiających się w niemieckich mediach. „Cały czas podkreślamy, że to są niemieckie obozy koncentracyjne i żądamy sprostowania. Błędy niestety pojawiają się w mediach, w przestrzeni publicznej tutaj w Niemczech” – zaznaczył.

To już kolejny taki przypadek

„Mittelbayerische Zeitung”, regionalny dziennik z Regensburga, w artykule zamieszczonym w sobotę na swojej stronie internetowej opisuje historię ocalałego z obozów koncentracyjnych Israela Offmana i pisze m.in., że naziści zamordowali jego siostrę w „polskim obozie zagłady” w Treblince.

To kolejny w ostatnim czasie przypadek użycia przez niemieckie media niezgodnego z prawdą historyczną określenia „polskie obozy zagłady”. W marcu znalazło się ono na portalu niemieckiej telewizji SWR w materiale o 75. rocznicy pierwszych deportacji Żydów z Moguncji. Telewizja poprawiła błąd i za niego przeprosiła.

Błędnego sformułowania użyła również w marcu na stronie internetowej stacja radiowa B5 Aktuell. Po interwencji konsulatu generalnego radio usunęło określenie „polskie obozy zagłady” z artykułu o zagładzie Żydów w Generalnym Gubernatorstwie (tzw. Akcja Reinhardt) i zastąpiło je słowami „niemieckie narodowosocjalistyczne obozy zagłady (…) w okupowanej wówczas Polsce”.

PAP

Gdzie była Anglia i Francja kiedy bezkarnie łupiono latami Syrię?



INTERIA

 

 

WIELKA BRYTANIA I FRANCJA OSTRZEGAJĄ: ASAD PONIESIE KARĘ NA ATAK CHEMICZNY

WOJNA W SYRII

1 godz. 33 minuty temu

​Ministrowie spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii i Francji: Boris Johnson i Jean-Marc Ayrault we wspólnym artykule opublikowanym w sobotę na łamach dziennika „The Guardian” zapowiedzieli, że reżim Syrii poniesie karę za niedawny atak chemiczny.

Boris Johnson i Jean-Marc Ayrault /AFP

Boris Johnson i Jean-Marc Ayrault /AFP

„Nie będzie bezkarności” – podkreślili szefowie dyplomacji.

REKLAMA

4 kwietnia w syryjskim mieście Chan Szajchun w prowincji Idlib doszło do ataku chemicznego, w którym zginęło 87 osób. O jego przeprowadzenie Zachód oskarżył wojska reżimu prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Śledztwo w sprawie tego wydarzenia prowadzi zespół ekspertów z Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW).

W reakcji na atak chemiczny USA przeprowadziły w nocy z 6 na 7 kwietnia uderzenie rakietowe na syryjską bazę lotniczą Szajrat w prowincji Hims; to z niej według USA wystartowały samoloty, które zaatakowały Chan Szajchun.

„Brytyjscy naukowcy przeanalizowali próbki pobrane od ofiar ataku. Dały one pozytywny wynik w badaniach na obecność sarinu lub substancji podobnej do sarinu. Nasza analiza wskazuje, że dwa syryjskie odrzutowce znajdowały się w pobliżu Chan Szajchun i w zasięgu prawdopodobnych miejsc przeprowadzenia ataku” – wskazali ministrowie.

Ocenili jako „wysoce prawdopodobne”, że ataku dokonał syryjski reżim, oraz podkreślili, że „twierdzenia Rosjan, jakoby chodziło o trafienie arsenału chemicznego należącego do (zbrojnej) opozycji, nie znajdują pokrycia w faktach”.

Johnson i Ayrault wskazują na konieczność zbadania okoliczności ataku na Chan Szajchun i ustalenia sprawców: „Misja rozpoznawcza OPCW zbada ten atak, a niezależne (połączone) gremium ONZ i OPCW orzeknie, kto za niego odpowiada. Jesteśmy przekonani do takiej procedury i w pełni ją popieramy”.

Apelują o monitorowany przez społeczność międzynarodową rozejm w Syrii, by „nie dochodziło już do takich ataków”, oraz o wzmożenie wysiłków na rzecz rozwiązania politycznego, które rozpoczęłoby proces przejściowy w Syrii.

Władze syryjskie zadeklarowały poparcie dla dochodzenia OPCW, jednocześnie jednak zakwestionowały jego wiarygodność. Rosja i Iran – którym Johnson i Ayrault zarzucają w swoim tekście tuszowanie zbrodni Damaszku – skrytykowały fakt, że śledztwo prowadzone jest w Turcji, a nie w Syrii.

PAP

Cejrowski przejechał się po przegranej elicie


WP Wiadomości  

 

WOJCIECH CEJROWSKI

 

NATALIA DURMAN

4h temu

„Sikorski to kompletny debil”, „Kopacz powinna pójść do pierdla”. Wojciecha Cejrowskiego poniosło

Pisarz i podróżnik Wojciech Cejrowski dosadnie skomentował wtorkowe przesłuchanie byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Polityk zeznawał w procesie Tomasza Arabskiego i innych urzędników, którzy przez część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej zostali oskarżeni o niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 r. Dostało się nie tylko Sikorskiemu, ale również ówczesnej premier Ewie Kopacz.

 

"Sikorski to kompletny debil", "Kopacz powinna pójść do pierdla". Wojciecha Cejrowskiego poniosło

(East News, Fot: Lukasz Piecyk/REPORTER)

Sikorski zeznał przed warszawskim sądem, że jako szef MSZ nie zajmował się organizacją wizyty z 10 kwietnia 2010 roku. – Prowadziłem politykę zagraniczną, a nie organizacyjną – mówił. Podkreślił, że „techniczne kwestie odbywają się pięć szczebli poniżej szczebla ministra spraw zagranicznych”.

„Powinien oddać forsę”

Co na to Cejrowski? – Radka Sikorskiego pozbawiłbym wszystkich pieniędzy, które brał za rządów Platformy Obywatelskiej. Podczas przesłuchania mówił, że nie miał wiedzy na temat przygotowań wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu; nie organizował jego lotu; nie wiedział o rozdzieleniu wizyt prezydenta i premiera, a lot nazwał pielgrzymką, a nie lotem państwowym. Tak argumentował swoją nieznajomość instrukcji lądowania samolotu i stanu lotniska w Smoleńsku. Przecież minister spraw zagranicznych bierze forsę za to, żeby się orientować w sprawach państwowych – mówił w radiu Wnet.

  • Gość nie dość, że powinien oddać forsę, to winien być osądzony za kompletny brak kompetencji. MSZ o niczym nie wiedziało? (…) Poza tym Sikorski to jakiś kompletny debil. Nawet ja, przeczytawszy gazety, wiedziałem o locie prezydenta. A on, zamiast czytać prasę – twittował – dodał.
„Kopacz nie kłamała”

Równie dosadnie Cejrowski mówił o byłej premier. – Kopacz wówczas powiedziała o Rosjanach: „Pracujemy jak jedna wielka rodzina”. Moim zdaniem nie kłamała. Przemówiła przez nią szczerość.

 

  • Tak, widać, że cała tamta władza pracowała jak jedna wielka rosyjska rodzina (…) Za zdradę polskich interesów powinna pójść do pierdla, bo współpracowała z Rosjanami, a nie działała na rzecz wyjaśnienia katastrofy – podsumował.

Przeczytaj również: Tylko w WP. Jak politycy łamią procedury dotyczące lotów. „Drugi Smoleńsk to kwestia czasu”

WP Wiadomości

Zamiast dziadować w Polsce robi artystyczną karierę w Rosji


Znalezione obrazy dla zapytania pAWEL dELĄG W ROSYJSKICH FILMACH

 

 

 

WP Film  

 

OPRAC. JULIAN MELLER

12-04-2017 (15:41)

6 lat pracy i 30 ról. Ile Paweł Deląg zarobił w Rosji?

Paweł Deląg jest w Polsce znany głównie z roli Wiktora w serialu „Przyjaciółki”. Wiadomo jednak, że ważnym źródłem dochodów aktora są występy w filmach zagranicznych, głównie w Rosji. W ciągu 6 lat aktor zagrał tam 30 ról. Ile na tym zarobił?

 

paweł deląg

paweł deląg (AKPA)

Deląg jest uważany w Rosji za gwiazdę. Do tej pory zagrał w ponad 30 rosyjskich produkcjach.

Według ustaleń „Rewii” aktor zarobił przez ten czas 2 mln zł.

 

Deląg z powodzeniem dzieli swój czas między Polskę i Rosję. Kilka lat temu mówił w wywiadach, że nie chce być uzależniony od kaprysów polskich producentów. Udało mu się zagrać w kilku francuskich flimach. Szansę w Rosji dostał po tym, jak po premierze „Quo Vadis” w Moskwie zwrócił na niego uwagę jeden z rosyjskich producentów. W ubiegłym roku przyznawał, że w sezonie czyta od 10 do 15 scenariuszy.

Ostatnio na polskich ekranach widzieliśmy go w filmie „Wszystko albo nic”.

Paweł Deląg: nasz film zobaczyło więcej widzów niż „La La Land”!

00:19 / 01:10

auto

Paweł Deląg: nasz film zobaczyło więcej widzów niż „La La Land”!

Rozkwit kultury wandalizmu


OnetKujawsko-Pomorskie

 

PAP

36 minut temu

Skępe: wandale zniszczyli ponad trzydzieści nagrobków

Około 30 nagrobków zostało prawdopodobnie w nocy z piątku na sobotę zniszczonych na cmentarzu w Skępem k. Lipna (woj. kujawsko-pomorskie). Nieznani sprawcy poprzewracali pionowo ustawione tablice nagrobne i krzyże, a wiele z nich popękało i połamało się.

 

SKĘPE CMENTARZ DEWASTACJA (zdewastowany cmentarz)Foto:Tytus Żmijewski / PAP

10 slajdów

  • Zniszczeń nagrobków dokonano chyba w nocy, bo zostaliśmy zawiadomieni w sobotę, a przecież wiele osób w okresie przedświątecznym odwiedza cmentarze i na pewno ktoś by nas zaalarmował. Wygląda to na akt wandalizmu. Prowadzimy działania, aby wykryć sprawców – powiedziała asp. Izabela Fijałkowska z Komendy Powiatowej Policji w Lipnie.

Nagrobki zostały uszkodzone w dwóch miejscach cmentarza. Przy wejściu z bocznej ulicy i przy głównej alei cmentarza. Przewracane tablice i krzyże uszkodziły też poziome płyty nagrobne.

Po cmentarzu porozrzucano też kwiaty i znicze z nagrobków. Sprawcy nie oszczędzili też świeżo usypanego grobu, rozrzucając leżące na nim wieńce i wiązanki kwiatów.

(sp)

Zobacz galerię

Onet Kujawsko-Pomorskie

Źródło: PAP

Drżyjcie “drożdże” III RP


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

15 kwietnia 2017

Gazeta Polska | Nowe Państwo | Gazeta Polska Codziennie | VOD

 

Drżyjcie, białe kołnierzyki

 

Dodano: 14.04.2017 [09:19]

Drżyjcie, białe kołnierzyki - niezalezna.pl

Prezydent podpisał nowelizację kodeksu karnego, która lada dzień wejdzie w życie. Nowe przepisy wprowadzają m.in. tzw. rozszerzoną konfiskatę majątku pochodzącego z przestępstwa. Zakłada ona przeniesienie ciężaru udowodnienia legalnego pochodzenia mienia na oskarżonego.
To niezwykle istotna zmiana, bo od wielu lat mogliśmy jedynie bezradnie przyglądać się cwaniakom, którzy, choć udowodniono im popełnienie niejednego przestępstwa, zachowywali ogromny nieraz majątek, „przepisując” zawczasu tytuły własności na krewnych i inne podstawione osoby. Sama, na ogół niedługa, odsiadka w więzieniu była z góry „wliczona w koszty”. Wprowadzone zmiany ułatwią zwalczanie wielu przestępstw, zwłaszcza popełnionych przez tzw. białe kołnierzyki, których łupem padają czasami astronomiczne wręcz kwoty. Konsekwentna naprawa państwa postępuje.

Autor: Adrian Stankowski

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Czy Ivanka wywoła kolejny konflikt amerykański


 

09:15 15 KWIECIEŃ 2017

 

Amerykański lotniskowiec USS Carl Vinson (CVN 70)

Co się stanie, jeśli Amerykanie zaatakują KRLD?

© AP Photo/ Mass Communication Specialist 3rd Class Matt Brown/U.S. Navy

OPINIE

16:39 14.04.2017(zaktualizowano 22:15 14.04.2017) Krótki link

2134931076

Po wysłaniu amerykańskiego lotniskowca w rejon Półwyspu Koreańskiego zdaje się, że USA są gotowe udzielić takiej samej lekcji pokory Kim Dzong Unowi, co Baszarowi al-Asadowi. Jakie będą konsekwencje agresywnego zachowania Stanów Zjednoczonych wobec KRLD w materiale portalu Lenta.ru.

Korea Północna

© SPUTNIK. ANDREI IVANOV

KRLD odpowiedziała na groźby ataku prewencyjnego ze strony USA

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy przedstawiciele administracji Donalda Trumpa sugerowali, że przeprowadzenie przez Koreę Północną testów z użyciem międzykontynentalnego pocisku  balistycznego, który będzie w stanie dolecieć do terytorium USA, da podstawę do ataku na ten kraj. Ponieważ faktycznie w takim kierunku wszystko zmierza, słowa amerykańskich urzędników brzmią bardzo przekonywująco. Na dodatek nowy gospodarz Białego Domu jest uważany za osobę emocjonalną, niezbyt zorientowaną w sprawach międzynarodowych, ale jednocześnie ceniącą sobie swój wizerunek tego, który ostro odpowie na wszelkie wyzwania.

Jednak Waszyngton zdaje sobie sprawę ze skali problemów, które może wywołać taki atak. Tak więc USA ewidentnie blefują, wykorzystując reputację „nieprzewidywalnego Trumpa”, aby wywrzeć presję na Pjongjang. Do wojny nie dojdzie, bo dla Stanów Zjednoczonych jest ona niemożliwa do przyjęcia.

Amerykański prezydent Donald Trump

© AFP 2017/ MANDEL NGAN

Atak uprzedzający na KRLD: przygotowanie do wojny czy PR Trumpa?

Wyobraźmy sobie: ekscentryczny prezydent USA mimo wszystko podda się emocjom, wywołanym przez kolejne wydanie wiadomości na kanale Fox lub rozmowę z córką Ivanką strwożoną tym, że jej ukochany Nowy Jork znalazł się w zasięgu północnokoreańskich pocisków.

Jeśli sytuacja będzie się rozwijać zgodnie z tym scenariuszem, Stany Zjednoczone mogą ograniczyć się do ataku na gotowy do testów pocisk lub w ogóle spróbować przechwycić go w powietrzu po starcie. Takie działania nie wywołają poważnego skandalu, ale też nie przyniosą szczególnych rezultatów: prace nad pociskami dalekiego zasięgu w Korei Północnej trwają, choć nieudane testy nieco je spowolniły.

Chińscy żołnierze na granicy z Koreą Północną

© AFP 2017/ FREDERIC J. BROWN

Chiny ściągają wojska ku granicy z KRLD

Ostrzejszym wariantem będzie próba niespodziewanego ataku na niektóre kluczowe obiekty północnokoreańskiego kompleksu nuklearno-rakietowego, który przede wszystkim jest starannie ukryty pod ziemią. W tym przypadku władze Korei Północnej nie będą mogły ukryć przed ludnością faktu przeprowadzenia ataku na terytorium kraju. Obawy stracenia tworzy zmuszą Pjongjang do udzielenia odpowiedzi. Ponadto władze Korei Północnej rozumieją, że brak ostrej reakcji na agresję w zasadzie gwarantuje, że środki przymusu będą od czasu do czasu wykorzystywane w przyszłości przeciwko nim.

Jaka będzie odpowiedź? Prawdopodobnie Pjongjang ograniczy się do ostrzelania kilku obiektów wojskowych, położonych w granicach zasięgu północnokoreańskiej artylerii. Ale taka reakcja będzie bardzo asymetryczna – błahostką w porównaniu z wieloletnim paraliżem programu nuklearno-rakietowego, do którego doprowadzi amerykański atak. Dlatego o wiele bardziej prawdopodobne jest to, że za cel odwetu zostanie wybrana stolica  Korei Południowej – Seul.

Były oficer CIA Edward Snowden podczas wideokonferencji z Rosji

© AFP 2017/ FREDERICK FLORIN

Snowden ujawnia, co faktycznie zniszczyła amerykańska bomba w Afganistanie

W Seulu, położonym przy granicy z Koreą Północną, mieszka 25 milionów ludzi. Nawet jeśli celem będą jedynie obiekty wojskowe, ostrzelanie ogromnego miasta niewątpliwie doprowadzi do ogromnych strat wśród cywilów. Południowokoreańskie kierownictwo uzna atak za casus belli i udzieli potężnej odpowiedzi Północy. W wyniku na półwyspie wybuchnie druga wojna koreańska, w której straci życie setki tysięcy ludzi.

Nie jest jasne, jakie stanowisko w przypadku zakrojonego na wielką skalę konfliktu zajmą Chiny. Formalnie są sojusznikiem KRLD i powinny przystąpić do wojny po stronie tego państwa. Jednak najprawdopodobniej ChRL nie zdecyduje się na ten krok, bo zachowanie Korei Północnej i jej program jądrowy niesamowicie irytują Pekin. Chińskie władze wesprą Koreę Północną pośrednio, m.in. dostarczając jej pomoc wojskową w celu udzielenia lekcji Waszyngtonowi. Chińska pomoc będzie równoznaczna z przeciągnięciem się w czasie konfliktu.

Prezydent USA Donald Trump

© AP PHOTO/ ANDREW HARNIK

Co stoi za krytyką Trumpa pod adresem NATO?

Stany Zjednoczone zostaną wciągnięte w konflikt zbrojny na palną skalę, porównywalny z wojną w Wietnamie. Wielka wojna w Korei skomplikuje sytuację gospodarczą w USA oraz pociągnie za sobą poważne straty w ludziach, czego we współczesnych rozwiniętych społeczeństwach wyborcy zwykle nie wybaczają.

Nawet jeśli druga wojna koreańska szybko zakończy się zawarciem pokoju, konsekwencje dla Waszyngtonu i tak będą smutne. Mieszkańcom Korei Południowej trudno będzie zrozumieć logikę, zgodnie z którą złudne zagrożenie ostrzelania terytorium USA zmusiło Amerykanów do wywołania konfliktu, który doprowadził do zniszczenia południowokoreańskiej stolicy. Ludzie dojdą do wniosku, że USA są dla nich źródłem problemów.

Opisywane wyżej scenariusze mają niewielkie szanse zaistnienia w życiu. Amerykańskie władze wiedzą, że między Syrią a KRLD jest ogromna różnica i że atak na Koreę jest zbyt niebezpieczny. Dlatego obecnie Amerykanie blefują, korzystając z reputacji Trumpa jako nieprzewidywalnego prezydenta. Przez dziesięciolecia „kartę nieprzewidywalności” umiejętnie rozgrywał Pjongjang, a obecnie, najwyraźniej, przyszła kolej na Waszyngton.

Antypolska prowokacja w Solecznikach na Litwie


Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Rozmyślania w blogu…

 

Antypolska prowokacja w Solecznikach na Litwie

You are here:

  1. Home
  2. Kresy Wschodnie
  3. Aktualności kresowe

Polecam mój najnowszy tekst o kolejnej niebezpiecznej prowokacji władz litewskich przeciw naszym Rodakom na Wileńszczyźnie, pozdrawiam. (wszystko co znajduje się na portalu L24.lt można spokojnie wykorzystywać, to portal prowadzony przez polskich patriotów na Litwie)

Dr Bogusław Rogalski

Litwa4

Antypolska prowokacja w Solecznikach

Do skandalicznej antypolskiej prowokacji ze strony litewskich władz doszło 11 kwietnia w Solecznikach. Służby przeprowadziły ćwiczenia taktyczne z udziałem tzw. „zielonych ludzików”, których jako dywersantów oddziałów specjalnych wysłano do zajęcia obiektów związanych z bezpieczeństwem rejonu. Żołnierze udający dywersantów zajęli komisariat i unieszkodliwili większość funkcjonariuszy. Skandalem jest też to, że ćwiczenia były niezapowiedziane, co wywołało szok i dezorientację wśród mieszkańców i administracji rejonu solecznickiego.

Rejon solecznicki jest wyjątkowy na mapie administracyjnej Litwy. W zdecydowanej większości, bo aż w 80% zamieszkany jest przez Polaków, którzy od prawie siedmiuset lat są solą tej ziemi, i są dzisiaj mniejszością autochtoniczną w tym kraju. Zgodnie z podpisanymi przez Litwę konwencjami i traktatami międzynarodowymi, Polacy powinni cieszyć się pełnią praw i nie powinni doznawać żadnych objawów dyskryminacji. A jest niestety odwrotnie. Władze litewskie od samego początku istnienia państwa stosują metody niezgodne ze standardami europejskimi zwalczając polską oświatę, tworząc problemy w zwrocie ziemi czy wprowadzając zakazy językowe w oryginalnej (polskiej) pisowni nazwisk i nazwach topograficznych, co w ewidentny sposób jest złamaniem prawa międzynarodowego. Od lat wobec Polaków na Litwie stosowane są również różnego rodzaju prowokacje.

Taką dziwną i ordynarną prowokacją służb państwowych były przeprowadzone „ćwiczenia” pozorujące atak na posterunek pograniczników i komisariat policji w Solecznikach. Zadaniem wysłanych dywersantów było ogłoszenie powstania „Solecznickiej Republiki Ludowej”. I to jest rzecz kompletnie niedopuszczalna w obecnej sytuacji geopolitycznej, bo bez ogródek, wprost sugeruje w swej nazwie związki z istniejącymi już Doniecką Republiką Ludową i Ługańską Republiką Ludową, powstałymi podczas konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. W ćwiczeniach tych uczyniono z Polaków wrogów na wzór donbaskich separatystów. To jawna prowokacja! W taki sposób władze po raz kolejny próbują zasiać niesnaski narodowościowe poprzez podżeganie do antypolskich nastrojów, czego dowodem jest użyta na potrzeby „ćwiczeń” retoryka. Jest to karygodne działanie burzące, a nie budujące wspólnotę państwową. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że cały scenariusz wymyśliły władze i to na najwyższych szczeblach, jak podają media. Wszystko przypomina dobrze znany z dawnych czasów styl sowiecki. Być może nie powinniśmy się jednak zbytnio dziwić, gdyż jak powszechnie wiadomo, najwyższe władze Litwy mają rodowód komunistyczny.

Patrząc na to, co się stało, nie ulega żadnej wątpliwości, że była to cyniczna prowokacja. Przemawia za tym wiele faktów. Po pierwsze, prowokacyjna nazwa separatystycznej republiki użyta podczas ćwiczeń. Po drugie, nie poinformowanie władz lokalnych o tych działaniach, co spowodowało szok, zamieszanie i dezorientację wśród mieszkańców. Przecież mogło to się zakończyć tragicznie, mogli być poszkodowani ze względu na brak odpowiedniego zabezpieczenia niedorzecznych „ćwiczeń”, co jest złamaniem elementarnych norm i standardów przy tego typu symulacjach wojskowych. Po trzecie, nie poinformowanie samorządu rejonu solecznickiego o tej akcji, to również okazanie ignorancji, braku poszanowania i zaufania do demokratycznie wybranych przez obywateli władz w Solecznikach. I co najważniejsze, tego typu ćwiczenia nie powinny w ogóle odbyć się w rejonie zamieszkałym w większości przez mniejszość narodową, bo zawsze będzie to sytuacja dwuznaczna i niejasna, odbierana jako zastraszanie lokalnej społeczności oraz swoisty pokaz siły państwa wymierzonej w polską mniejszość narodową. Zwłaszcza, że ostatnio opublikowany raport o bezpieczeństwie państwa ma wrogi wobec Polaków wydźwięk. Dlatego działania te należy uznać za zaplanowane z pełną premedytacją, których celem jest wywołanie wśród społeczności litewskiej niechęci do Polaków. Gdyby chodziło o rzeczywiste ćwiczenia, a nie polityczną akcję przy użyciu służb specjalnych, to powinny one się odbyć w zupełnie innym rejonie, gdzie nie wywołałyby żadnych negatywnych emocji, których ofiarą padają Polacy.

O tym, że była to akcja skoordynowana przeciw Polakom świadczy też to, że jak zawsze w podobnych sytuacjach odezwał się dyżurny komentator spraw polskich A. Radczenko, litewski urzędnik na usługach polakożerczych mediów. Przykrywając negatywny medialny wydźwięk „najazdu” na Soleczniki, zachwalał nazajutrz na znanym z atakowania polskich organizacji portalu ZW władze i polityków litewskich, twierdząc że jesteśmy świadkami pozytywnego przełomu w myśleniu litewskich polityków o problemach polskiej mniejszości narodowej i Wileńszczyzny. Nic bardziej błędnego. To totalna bzdura na potrzebę chwili, bo w kwestii dyskryminacji polskiej mniejszości na Litwie nic się nie zmieniło. A jej kolejne haniebne odsłony widzimy każdego dnia. Przykładem jest choćby likwidacja szkół w Jerozolimce i na Antokolu w Wilnie, przez mera R. Simasiusa.

Ostatnio mamy do czynienia z jakąś falą antypolskich prowokacyjnych działań, w tym przy użyciu wspomnianego już portalu ZW, w którym nie tak dawno publikowano skandaliczne sondy uliczne na temat istnienia antysemityzmu na Wileńszczyźnie, czy o stosunku do obecności wojsk NATO na Litwie. Takie tendencyjne pytania, bazujące na negatywnych stereotypach, miały pokazać rzekome uprzedzenia Polaków na Litwie i ich wydumaną prorosyjskość. Wydarzenia w Solecznikach są dalszym ciągiem tej szkodliwej narracji. Problemem władz litewskich jest to, że od ponad 20 lat walczą z wymyślonym wrogiem w postaci Polaków, co ma uleczyć ich odwieczne kompleksy. Bo gdyby rzeczywiście chodziło o prawdziwe zagrożenie, czy napiętnowanie prorosyjskich zachowań, to powinno się ich szukać gdzie indziej. Choćby w samym Seimasie, gdzie ujawniono wicemarszałka M. Bastysa, który miał kontakty ze służbami Rosji. Przypomnijmy też niedawny, wysoki wynik prorosyjskiej Partii Pracy W. Uspaskicha w poprzednich kadencjach Seimasu, która uzyskiwała nawet 40% poparcia wśród Litwinów. A na centralnej Litwie ponad 60%, np. w rejonie kiejdańskim. W tym samym czasie w rejonie solecznickim ponad 70% mieszkańców zagłosowało na polską partię, a tylko kilka procent na partie prorosyjskie, czyli odwrotnie do ogólnokrajowej tendencji. Ponadto, to w rejonie solecznickim była najwyższa frekwencja w referendum za przystąpieniem Litwy do UE, czym pokazano swoje proeuropejskie zapatrywania. Polacy w tym rejonie są lojalnymi obywatelami Litwy, czego wyraz dali w referendum i wszystkich wyborach. A poza tym, są tu u siebie, na swojej ziemi od pokoleń, od setek lat. Więc jeśli ktoś tu jest przybyszem, to na pewno nie Polacy a Litwini. To Polacy stali także ramię w ramię z Litwinami na Szlaku Bałtyckim. Pomimo tych oczywistych faktów, wielokrotnie na przestrzeni niepodległej Litwy dokonywano antypolskich prowokacji. Rozwiązano w 1991 roku polskie samorządy na Wileńszczyźnie, później celowo wprowadzono próg wyborczy do parlamentu dla mniejszości narodowych (przeciw Polakom oczywiście). W 1993 roku w podwileńskiej wsi Gudele władze przeprowadziły manewry wojskowe z użyciem broni palnej po to, aby zastraszyć miejscową ludność domagającą się zwrotu ich ojcowizny oddawanej w ręce przybyszów – Litwinów. A dzisiaj przeprowadza się podobny prowokacyjny atak „zielonych ludzików” w formie rzekomych ćwiczeń w Solecznikach, również zastraszając mieszkańców.

Wydaje się, że na te antypolskie poczynania władz litewskich należy spojrzeć jeszcze szerzej. Polacy na Litwie są ofiarą antypolskich uprzedzeń, fobii i kompleksów. Ale co istotne, ostrze tej polityki wymierzone jest także przeciw państwu polskiemu. Traktując w skandaliczny sposób polską mniejszość w tym kraju, Litwa wysyła nieprzyjazny sygnał Warszawie. Od chwili podpisania, nie wywiązuje się z traktatu polsko-litewskiego w części dotyczącej ochrony praw polskiej mniejszości narodowej. Ignoruje wszelkie prośby i naciski płynące z nad Wisły, dotyczące zaprzestania dyskryminacji Rodaków na Wileńszczyźnie. W dniu wizyty w Wilnie śp. Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego celowo odrzucono ustawę o pisowni nazwisk, czyniąc tym samym dyplomatyczny afront Polsce. Celowo też rozebrano tory kolejowe prowadzące do rafinerii Orlenu na Litwie zawyżając tym samym ceny przewozu paliwa. Polski Orlen płaci za 1 kilometr transportu dwukrotnie więcej niż wynosi stawka tranzytowa dla Białorusinów i innych przewoźników. To skandaliczne działania. Prowokacje wobec Polaków na Litwie i prowokacje wobec państwa polskiego wyglądają na skoordynowaną akcję o charakterze polityczno-propagandowym, której celem jest powolne niszczenie polskości na Wileńszczyźnie i wymuszanie na Polsce milczenia w tej sprawie. Symptomatyczne jest to, że w dobie rosyjskiego zagrożenia, na Litwie nie walczy się z mniejszością rosyjską a zwalcza się systematycznie mniejszość polską. Warto o tym pamiętać. Władze w Polsce muszą wreszcie otworzyć oczy i zrozumieć, że celem prowokacji władz litewskich wobec tamtejszych Polaków jest „ostateczne rozwiązanie sprawy polskiej” przy użyciu rosyjskiego straszaka.

Dr Bogusław Rogalski, politolog

PS. Ta prowokacja miała również charakter antychrześcijański. Zrobiono ją w Wielkim Tygodniu, gdy ludzie przygotowywali się już do świąt. Dla Polaków na Litwie okres ten jest wyjątkowy i szczególny, a wartości te są ważne i wymagają szacunku. W okresie tym powinna panować cisza i spokój, a stało się odwrotnie przez prowokację litewskich władz. Zresztą w Polsce jest podobnie, Wielki Tydzień to czas zadumy, refleksji i wyciszenia. Wygląda na to, że data prowokacji była przemyślana, aby uderzyć w to co najważniejsze dla Polaków na Litwie i w Koronie, czyli w wartości i tradycje chrześcijańskie, a jednocześnie po to, by zastraszyć ludzi na Wileńszczyźnie i utrudnić reakcję Polski ze względu na świąteczną przerwę w instytucjach państwowych.

15 kwietnia 2017By Tadeusz Isakowicz-ZaleskiAktualności kresoweRozmyślania w blogu

Litwa antypolonizm prześladowania MSZ


Smutna historia o radosnej sprawiedliwości


WP Tech  

 

ŁUKASZ MICHALIK

13-04-2017 (15:48)

Ostatni wolny mechanik. Człowiek, który buldożerem wypowiedział wojnę Ameryce

Marvin Heemeyer zatrzasnął właz swojego buldożera. Zapewne nie przypuszczał, że stanie się bohaterem, choć wiedział, że żywy nie opuści swojej maszyny. Nic dziwnego: Marvin wyruszył na wojnę z Ameryką.

 

Killdozer - zmodyfikowany buldożer Marvina Heemeyera

Killdozer – zmodyfikowany buldożer Marvina Heemeyera (Youtube.com)

Amerykański sen kontra lokalne władze

Początkowo nic nie zwiastowało dramatu. W 1994 roku Marvin Heemeyer przybył do prowincjonalnego miasteczka Granby w stanie Kolorado. Jako wyspecjalizowany w naprawie i wymianie tłumików samochodowych mechanik mógł przypuszczać, że nie będzie miał problemów z zarobieniem na utrzymanie i przez kilka lat tak właśnie było.

Problem pojawił się, gdy lokalny przedsiębiorca wraz z władzami miasta doprowadzili do zmiany przeznaczenia okolicznej działki – tuż obok działki Heemeyera miała powstać fabryka cementu, która zablokowałaby jedyną drogę dojazdową do warsztatu, skazując go na pewne bankructwo.

Mechanik próbował walczyć z planami lokalnych władz, szukał sprawiedliwości w sądzie, ale poza stratą majątku na prawników doczekał się jedynie szykan.

wikimedia Commons

Podziel się

Jak wygrać z biurokracją?

Doszło do tego, że miejscowa administracja nakazała mu przyłączenie się do miejskiej kanalizacji. Aby to zrobić, Marvin musiałby przekopać się przez trzy metry działki sąsiada, z którym z powodu budowy cementowni był w sporze, i który nie wyrażał na to zgody. Dla władz miasta nie miało to znaczenia i regularnie karały Marvina za brak podłączenia do kanalizacji.

Działania sąsiada i lokalnych władz były jasne: decyzjami administracyjnymi chcieli wykurzyć kłopotliwego mechanika z jego własnej ziemi. Brała w tym udział również lokalna policja, która – wzywana przez Heemeyera w związku z nieprawidłowościami przy budowie cementowni – karała go pod różnymi pretekstami mandatami.

Widząc, że nie wygra z lokalnym układem, Marvin Heemeyer zrezygnował.

Sprzedał swoją ziemię firmie, która miała zbudować tam składowisko odpadów. Zgodnie z umową Marvin miał sześć miesięcy na opuszczenie terenu. Spędził je bardzo pracowicie, choć – wbrew pozorom – wcale nie pakował się do przeprowadzki.

Tuningowany buldożer

Kupił za to buldożer Komatsu D335A – potężną maszynę cenionego, japońskiego producenta i zajął się jej tuningiem. Wyposażył go w dodatkowe płyty pancerne i obłożył betonowymi blokami. Marvin zmodyfikował również wejście do pojazdu, tworząc pozbawiony uchwytów właz o wadze 900 kilogramów.

Komatsu D335AForum World of Tanks

Podziel się

Buldożer został wyposażony w dodatkową klimatyzację, kamery pozwalające kontrolować sytuację na zewnątrz, a także w kilka sztuk broni, z której można było strzelać z wnętrza pojazdu. Same kamery zostały osłonięte pancernymi obudowami, a pomysłowy konstruktor doprowadził do nich wężyki, którymi mógł tłoczyć sprężone powietrze, oczyszczające obiektywy z kurzu.

Komatsu D335A - KilldozerForum World of Tanks

Podziel się

Wewnątrz pojazdu znalazło się miejsce na zapasy żywności i wody oraz środki opatrunkowe. Tak wyposażony Marvin Heemeyer był gotowy, by ruszyć do walki o sprawiedliwość. 4 czerwca 2004 roku wsiadł do swojego Komatsu, oblewając wcześniej maszynę mieszaniną oleju i smaru, przez co betonowe bloki stały się zbyt śliskie, by ktokolwiek mógł się na nie wspiąć.

Rajd Killdozera

Pierwszym celem Marvina Heemeyera były zabudowania sąsiedzkiej cementowni. Jej właściciel widząc, co się dzieje, usiłował bronić swojej fabryki przy pomocy wielkiej ładowarki, ale dla Killdozera – jak później nazwano maszynę Marvina – nie było to wielkim wyzwaniem. Buldożer zniszczył ładowarkę, a następnie zaczął równać z ziemią dom sąsiada i zabudowania cementowni. Gdy skończył, ruszył w stronę miejskiego ratusza.

Na miejscu były już zarówno oddziały zwykłej policji, jak i jednostka SWAT, jednak szybko okazało się, że amerykańscy stróże prawa są bezradni. Mimo użycia amunicji przeciwpancernej i grantów nie byli w stanie wyrządzić Killdozerowi żadnej krzywdy. W desperacji próbowali wspinać się na maszynę, czy nawet wrzucić granat do rury wydechowej, ale nie przyniosło to żadnego efektu poza tym, że jeden z nich, spadając ze śliskiego buldożera, o mało nie wylądował pod jego gąsienicami.

Policjanci zarejestrowali za to padające w ich kierunku strzały, jednak – jak się później okazało – choć Heemeyer mógł ich z łatwością pozabijać, celowo strzelał nad ich głowami. Po zrównaniu z ziemią ratusza skierował się w stronę siedziby wspierającej lokalne władze gazety, a w międzyczasie wygrał pojedynek z wielkimi zgniatarkami, które skierowano przeciwko buldożerowi. Zniszczył również dom sędziego, odpowiedzialnego za serię skazujących go wyroków.

Nie został żaden ślad

W sumie Marvin Heemeyer zniszczył 13 budynków i kilka pojazdów, nie raniąc przy tym nikogo. Rajd Killdozera zakończył się, gdy po awarii chłodnicy maszyna na dobre utknęła w ruinach jednego ze zniszczonych domów. Zgromadzeni wokół policjanci usłyszeli wówczas z wnętrza jeden strzał, ale nie byli w stanie dostać się do środka pojazdu.

Marvin HeemeyerLivejournal

Podziel się

Obawiając się, że buldożer może być zaminowany, wywieźli go z miasta, gdzie dopiero po kilkunastu godzinach udało się przepalić pancerne płyty. Gdy w końcu otwarto kabinę, okazało się, że Marvin Heemeyer popełnił samobójstwo.

Zgodnie z życzeniem rodziny pochowano go w nieujawnionym miejscu. Killdozer został rozebrany na części, które rozesłano do różnych złomowisk i zniszczono tak, aby nie pozostał po nim żaden ślad.

 

Polub WP Tech

Demokratyczna sprawiedliwość


 

Onet

wczoraj 10:05

Zarobki prezesów polskich banków w 2016 roku

Paweł Bednarz Dziennikarz

 

Dodatek za rozłąkę wart ponad milion złotych, zaległe premie za 2012 rok czy specjalne pakiety ubezpieczeń – m.in. takie pozycje wzbogacają portfele zarządzających polskimi bankami. Do tego dochodzą różnego rodzaju dodatki motywacyjne czy premie za samo pełnienie funkcji prezesa. Rekordzista w przeliczeniu na liczbę dni roboczych w 2016 roku zarabiał ponad 52 tys. zł za jeden dzień pracy. Pozostali jednak również nie mają powodów do narzekania.

 

banki prezesi9 slajdów

Foto: Jacek Dominski/Andrzej Stawinsk/REPORTER/PAP/Piotr Pędziszewski / East News

Z opublikowanych przez banki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych rocznych sprawozdań finansowych można wyczytać wiele ciekawych rzeczy. Można między innymi dowiedzieć się, ile zarabiają zarządzający największymi instytucjami finansowymi w Polsce.

Przedstawione w naszym zestawieniu dane zawierają podstawę wynagrodzenia, przyznane nagrody, a także wszystkie inne części składowe, które wpisane są w pozycji „wynagrodzenie”.

Zwycięzca rankingu pozostaje niezmienne ten sam od wielu lat.

Zobacz galerię

Onet Biznes

57 tys.

Źródło: Onet

Papież domaga się szacunku dla biednych ze strony świata wyzysku, gwałtu i przemocy


NEWSWEEK.pl

Franciszek chciałby, aby w Kościele klękano przed biednymi

Data publikacji: 14.04.2017, 18:00Ostatnia aktualizacja: 14.04.2017, 14:59

Papież Franciszek Kościół katolicki Watykan uchodźcy imigranci Lesbos

 

fot. Filippo Monteforte  /  źródło: PAP/ EPA

Franciszek jest jedynym mężem stanu, który ma dość odwagi, by pyszałkowatemu światu jasno i bez ogródek wyłożyć prawdę. A i dość autorytetu, by być słuchanym. Franciszek jest nie tylko sumieniem świata, ale i jego nadzieją – pisze światowej sławy filozof Zygmunt Bauman.

Gdy spytano mnie, czy bym nie napisał tekstu objaśniającego, dlaczego przesłanie papieża Franciszka jest tak ważne, pierwszą moją reakcją było zdziwienie: czyżby waga słów i osobistego przykładu Jorge Mario Bergoglio dla każdego człowieka umiejącego czytać i słuchać, i choćby jako tako świadomego stanu świata, w jakim (wraz z resztą ludzkości) żyć mu wypadło, nie były na tyle oczywiste, by wyjaśniania nie potrzebowały?

To wszak właśnie na oczywistości prawd, jakie Franciszek odsłania i o jakich przypomina tym z nas, co zaniedbali myślenia o nich (o kierowaniu się nimi już nie wspominając), a ukazuje tym, którzy ich nie zauważali, nim zostały w słowa ujęte i głośno wypowiedziane, jest jego obecność tak doniosła w naszym świecie: świecie znanym z tego, że przepojony jest i znękany zakłamaniem, hipokryzją, zamiataniem pod dywan tego, co w naszym życiu pospólnym najistotniejsze i dla stanu, i perspektyw człowieczeństwa najboleśniejsze, bo godności ludzkiej uwłaczające, miast stawić mu czoła i wziąć się z nim na bary.

Papież jest dziś sumieniem naszego świata nie bez racji podejrzewanego o to, że sumienia mu od dłuższego już czasu brakło. Zmusza nas Franciszek do namysłu nad pytaniami znanymi nam głównie z rzadkiego ich zadawania; a i z tego, że jeśli już się je zada w naszym świecie, jaki od równie długiego czasu zaprzestał kwestionowania samego siebie, puszczane są one z reguły mimo uszu.

A stała się ta pod wieloma względami zaiste bezprecedensowa waga oczywista od pierwszej chwili powołania Bergoglio na urząd św. Piotra: gdy już jako papież Franciszek, głowa Kościoła, udzielił on swego pierwszego wywiadu na nowym stanowisku Eugenio Scalfariemu – dziennikarzowi jawnie deklarującemu swój ateizm, do umieszczenia w dzienniku „La Repubblica”, znanego ze swego chłodu (oględnie mówiąc) wobec Watykanu. Decyzją tą przywrócił Franciszek dialogowi jego rzeczywisty, a na wpół zapomniany i jeszcze rzadziej praktykowany na scenie publicznej sens.

 

EPA/ALESSANDRA TARANTINO/POOL

Strefa komfortu

Nie dialogami są dziś spotkania polityków (przedstawicieli skłóconych ze sobą obozów, partii, ugrupowań politycznych), jakim raczą nas na co dzień media publiczne, lecz seriami monologów wygłaszanych nie do siebie nawzajem, ale obok siebie. Nie o przekonanie inaczej myślących ani o zrozumienie ich racji idzie antagonistom w ich wzajemnych połajankach podszywających się pod miano dialogu, ale o zademonstrowanie, iż z przeciwnikiem nie ma sensu rozmawiać (o dogadywaniu się już nie wspominając), bo ów przeciwnik zaskorupiał w swych z gruntu fałszywych opiniach raz na zawsze i wybawiony z błędu być już nie może; a co więcej, ze względu na złą jego wolę na zbawienie nie zasługuje.

A jak liczne badania nad naszym sposobem wykorzystywania nowych, nieznanych poprzednim pokoleniom możliwości komunikacji stworzonych przez media cyfrowe – nie do dialogu, a nawet do stwarzania pozorów dialogu, większość z nas w większości przypadków się posługuje – lecz przeciwnie, do zapobiegania przykrości w każdym dialogu wartym tego miana mogą się czaić. Do networków (siatek), jakie sobie wijemy na internecie, innowierców nie wpuszczamy; a jeśli taki się przypadkiem napatoczy w czasie naszego surfowania, w rozmowę z nim, Boże, uchowaj, się nie angażujemy. Splunąwszy i cisnąwszy soczystą obelgę na odchodnym, czmychamy co sił w nogach (czy raczej w palcach mknących po klawiszach) na bezpieczne, bo difference-free (wolne od różnic) tereny; kryjemy się przed lichem w swoistej comfort zone (strefie wygody), gdzie jedynymi głosami, jakie do nas dobiegają, są echa własnego, a jedynymi widokami lustrzane odbicia własnej naszej twarzy. Wewnątrz jednomyślnego grona wykrojonego gwoli spokoju ducha z rozgardiaszu pstrego, uparcie różnorodnego, a wielomyślnego świata, czujemy się zabezpieczeni przed przykrą potrzebą wysłuchiwania poglądów, jakich słuchać nam hadko. Czynimy tak z początku, aby uniknąć potrzeby trudnej, a ryzykownej obrony własnych opinii, a później dlatego, że postępując tak przez czas dłuższy umiejętności, jakich taka obrona dla swej skuteczności wymaga.

CZYTAJ TAKŻE

Czy papież Franciszek w ogóle jest katolikiem? WIĘCEJ ❯

Papieski, przełomowy dokument „Amoris Laetitia”: Kochaj i rób co chcesz! WIĘCEJ ❯

Papież i młodzi. Czy Franciszek jest spoko? WIĘCEJ ❯

Wybierając Scalfariego na swego pierwszego rozmówcę, Franciszek wezwał świat do dialogu służącego wzajemnemu zrozumieniu i życzliwej współpracy, pojednaniu i rzetelnej, szczerej solidarności – przeciwstawiając go za jednym zamachem nagminnemu dziś w świecie publicznym pseudodialogowi obliczonemu na wzajemne wyobcowanie, budowanie murów i fortyfikowanie okopów. A takiego rzeczywistego, wzajem życzliwego dialogu świat dzisiejszy potrzebuje dla swego zbawienia jak zbłąkany na pustyni wędrowca potrzebuje wody.

Paweł Supernak

Najbogatsi w jednym piętrusie

I czegoś innego jeszcze świat potrzebuje niczym zagubiony w pustyni włóczęga wody: przyhamowania międzyludzkiej nierówności, która towarzyszyła ludzkości od początku jej istnienia, wzięta była wreszcie w karby w okresie rozkwitu państwa socjalnego, w chwalebnym trzydziestoleciu powojennym, ale w latach 70., wraz z uwolnionymi od kontroli społecznej rynkami i finansami zerwała się z uwięzi i poszybowała, dziś już osiągając nigdy nieodnotowane w statystykach wyżyny. Jak doniósł „Forbes” (23 stycznia 2014), już wówczas 85 najbogatszych na świecie ludzi posiadło łącznie tyleż majątku, co 3,5 miliarda najbiedniejszych. A jak zauważył londyński „Guardian” (20 stycznia 2014 roku), „najbogatsi ludzie świata (którzy kontrolują pospołu tyleż bogactwa co najuboższa połowa ludzkości) nie są znani z jazdy autobusami, ale gdyby zachciało im się zobaczyć coś dla nich nowego, pomieściliby się z łatwością w jednym piętrusie.

W tym samym z grubsza czasie ponad 80 proc. ludności planety żyło w krajach, w których nierówność społeczna rosła; okrągłe 80 proc. ludzkości musiało zadowalać się dochodami poniżej 10 dolarów dziennie, 5 proc. globalnego dochodu przypadało na 40 proc. ludności planety, gdy jego trzy czwarte dwudziestu procentom najbogatszych. Z wielce autorytatywnego opracowania Oxfamu zatytułowanego „Wealth: Having It All and Wanting More” możemy się dowiedzieć, że udział jednego procenta najbogatszych ludzi świata, posiadających przeciętnie po 2,7 miliona dolarów na osobę, wzrósł z 44 proc. w 2009 roku do 48 proc. w 2014, i że przewiduje się, iż procent ten przeskoczy pięćdziesiątkę już w roku obecnym. Dalsze 46 proc. przypada na pozostałą część 20 proc. najbogatszych, gdy reszta ludzkości – 80 proc. – musi dzielić między sobą pięćipółprocentową resztówkę. Przypada wśród tych ostatnich średnio na osobę po 3,851 dolara – czyli 7000 razy mniej niż na jednoprocentowym szczycie.

Giuseppe Ciccia

Ubodzy to nasz skarb

Franciszek nie żąda dla biednych tego świata jałmużny: w naszym rozpasanie zachłannym, pożądliwie żarłocznym świecie konsumentów żyją wszak nie tylko w nędzy cielesnej, ale w upokorzeniu i poniżeniu. Nie tylko dóbr materialnych im się odmawia, ale człowieczeństwa – prawa do godnego życia i ludzkiego szacunku. Franciszek chciałby, aby w kościele klękano przed biednymi. „Kto pomyślał kiedyś, że bezdomny to ktoś, od kogo można się czegoś nauczyć?” – karcił w przesłaniu do uczestników inicjatywy rzymskiej Caritas. „Chciałbym, aby wspólnoty parafialne wraz z wejściem biednego do kościoła, przyklękały na znak czci w taki sam sposób, jak wtedy, gdy wchodzi Pan”. Zwracając się do ubogich i odtrąconych, rzekł: „Wy dla nas nie jesteście ciężarem. Jesteście bogactwem, bez którego nasze próby odkrycia oblicza Pana są nadaremne”. A wszystkich nas pozostałych napominał: obowiązkiem jest „bronić biednych, a nie bronić się przed biednymi, służyć najsłabszym, a nie wykorzystywać ich”.

Od tego, czy i jak posłuchamy tego napomnienia, zależy przecież nie tylko los ubogich, ale i całości ludzkiego świata, który ich w ubóstwo wtrącił, człowieczeństwa im odmówił i na upokorzenie ich skazał. W czasie nieszporów za kończący się rok 2014 ostrzegł Franciszek przed konsekwencjami lekceważenia naszej odpowiedzialności: „Kiedy w mieście biedni i słabi otoczeni są opieką, okazują się skarbem Kościoła i społeczeństwa. Kiedy jednak społeczeństwo lekceważy biednych, prześladuje ich, widzi w nich przestępców, wpycha w ramiona mafii, wtedy ubożeje i wręcz popada w nędzę, traci wolność”.

Jest Franciszek jedyną postacią publiczną i mężem stanu, mającym dość odwagi na to, by te prawdy pyszałkowatemu światu jasno wyłożyć i bez ogródek wyłożyć, a i dość autorytetu, by być słuchanym, a i posłuchanym. Nie tylko sumieniem świata jest Franciszek, ale i jego nadzieją.  

Amerykanie odsłaniają kulisy wydarzeń sprzed lat. Raport nie pozostawia złudzeń


OnetWiadomości

Onet

wczoraj 16:24

Amerykanie odsłaniają kulisy wydarzeń sprzed lat. Raport nie pozostawia złudzeń

Kamil Turecki

Dziennikarz ds. międzynarodowych Onet Wiadomości / wydawca i prezenter

Onet24

 

Nieudolność amerykańskiej załogi samolotu szpiegowskiego, przejętego przez Chiny w 2001 roku, pokazują dokumenty pozyskane w 2013 roku przez Edwarda Snowdena. Narodowa Agencja Bezpieczeństwa odczytała je dopiero niedawno. Jej raport ujawnia, że wrażliwe dane wywiadowcze nie zostały na czas zniszczone, bo wcześniej nikt nikogo nie przeszkolił. Zaledwie kilka miesięcy przed atakiem na World Trade Center Chińczycy uzyskali informacje, o których wcześniej mogli tylko pomarzyć.

 

Raport NSA przedstawia przebieg incydentu samolotu EP-3 i najbardziej krytyczny moment w stosunkach amerykańsko-chińskichFoto: PAUL J.RICHARDS / AFPRaport NSA przedstawia przebieg incydentu samolotu EP-3 i najbardziej krytyczny moment w stosunkach amerykańsko-chińskich

  • Raport NSA przedstawia szczegółowy przebieg incydentu z samolotem EP-3 i najbardziej krytyczny moment w stosunkach amerykańsko-chińskich
  • Nieefektywne próby niszczenia informacji niejawnych – to główny zarzut wobec wojskowych
  • NSA przyznaje: strata jest znaczna, ale nie katastrofalna

Grudzień przypomniał koszmar sprzed lat

Grudzień 2016. Chińskie służby przechwytują podwodnego drona należącego do amerykańskiej marynarki wojennej. Akcja dzieje się na Morzu Południowochińskim, o którym mówi się, że może być jednym z tych punktów zapalnych, które doprowadzą do konfliktu amerykańsko-chińskiego, później światowego.

 

Początkowo strona chińska odmawia oddania maszyny, zasłaniając się kwestią bezpieczeństwa narodowego. Zdarzenie wywołuje tygodniowy polityczny pat, niebezpieczną ciszę, która może eksplodować w najmniej oczekiwanym momencie. Kilkadziesiąt godzin nerwowego oczekiwania na ruch geopolitycznego przeciwnika przypomina bliźniacze zdarzenie sprzed 15 lat.

Kwiecień 2001. Rozmach ataków na World Trade Center pozostaje w sferze bujnej wyobraźni reżyserów filmów akcji. Amerykański samolot szpiegowski wykonuje rutynową misję rozpoznawczą nad Morzem Południowochińskim.

Maszynę przechwytują dwa myśliwce J-8 Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Jeden z nich kursuje w niebezpiecznej odległości. W wyniku niefortunnego zderzenia, ginie pilot chińskiego samolotu. Poważnie uszkodzony amerykański „szpieg” awaryjnie ląduje na chińskim lotnisku. Napięcie trwa kolejne dwa tygodnie. Chińskie władze odmawiają uwolnienia dwudziestu amerykańskich członków załogi maszyny i wydania uszkodzonego statku powietrznego.

Grudzień 2016. Pentagon uspokaja: podwodny dron jest statkiem badawczym, nie szpiegowskim. Jego zajęcie nie zagrażało wydaniu tajnej technologii wojskowej w obce ręce. To nie przypadek samolotu szpiegowskiego sprzed 15 lat, na pokładzie, którego znajdował się wysokiej klasy sprzęt przechowujący m.in. dane wywiadowcze.

„Bezprecedensowa” zmiana polityki USA wobec północnokoreańskiego reżimu

    Zobacz więcej

    Amerykańscy urzędnicy odmawiają wypowiedzi na temat tego, jakie tajemnice mogły wpaść w ręce Chińczyków przez ponad dekadę. Dwa lata po incydencie w ręce dziennikarzy wpada niekompletny amerykański raport wojskowy. Wynika z niego, że członkowie załogi zdążyli wyrzucić wrażliwe dokumenty przez luk bagażowy, gdy lecieli nad morzem i zniszczyć niektóre urządzenia niezbędne do zbierania sygnałów, zanim samolot przechwycili Chińczycy. Mimo to było „wysoce prawdopodobne”, że władze Państwa Środka weszły w posiadanie niejawnych informacji.

    Mijają kolejne lata. Próby dziennikarzy i naukowców, aby dowiedzieć się czegoś więcej, nie powodzą się. Do teraz.

    Druzgocący raport, ale nie dla załogi

    Ponad trzy miesiące po zdarzeniu z grudnia ubiegłego roku NSA ujawnia kompletny raport. Równolegle na światło dzienne wychodzą dokumenty uzyskane przez Edwarda Snowdena w 2013 roku – autora jednego z największych przecieków danych i informacji w historii ludzkości.

    Poznajemy szczegóły dotyczące powietrznego incydentu sprzed lat. Członkowie podjęli gorączkowe działania w celu zniszczenia sprzętu i danych, ale Chiny poznały wiele tajemnic. Raport: strata jest znaczna, ale nie katastrofalna.

    Obecnie publikowany dokument, uzupełniony o podsumowania służb i wywiady przeprowadzone przez dziennikarzy z dwoma członkami załogi samolotu, przedstawia najbardziej szczegółowy obraz incydentu z samolotem EP-3 i najbardziej krytyczny moment w stosunkach amerykańsko-chińskich.

    Nieefektywne próby niszczenia informacji niejawnych – to główny zarzut. Dowódca misji Shane Osborn przez lata krytykowany był za to, że zamiast zrzucenia samolotu i sprzętu do morza, wylądował na terytorium wroga. Raport wspomina jednak o nagrodzie dla Osborna. Wyróżnienie otrzymał za wykazanie „wspaniałego lotnictwa i odwagi” w celu ustabilizowania i wylądowania uszkodzonej maszyny. Nie zmniejszyło to jednak fali krytyki – wręcz przeciwnie. Na łamach „Omaha World-Herald” kapitan Jan van Tol, emerytowany oficer marynarki, mówi wprost: „Dowódca powinien był skierować samolot do morza albo wylądować w Wietnamie”.

    Zderzenie miało miejsce około 70 mil na południowy wschód od wyspy Hainan, gdzie Osborn wylądował samolotem; Wietnam był około 180 mil dalej. Odległość zatem niewielka, ale zdaniem Osborna, kiepski stan samolotu i utrata ważnych instrumentów niezbędnych, by wykonać bezpieczny lot, nie pozwoliły na podjęcie innej decyzji niż lądowanie na terytorium Chin.

    Raport NSA nie jest krytyczny w ocenie działań załogi, którą pochwalono za uratowanie życia wszystkich osób będących na pokładzie i samolotu o wartości 80 mln dolarów. W 117-stronnicowym dokumencie wytknięto wprawdzie błędy osobom nadzorującym, które nie zdołały skutecznie koordynować działań w stanie zagrożenia i komunikować się z resztą załogi, ale winą za to obarczono głównie służbę wojskową za brak przygotowania oficerów i załogi do zdarzenia.

    Wolna amerykanka

    Popłoch, brak kontroli, nieumiejętne i nieudolne próby niszczenia sprzętu bez odpowiednich narzędzi i szkolenia – to największy zarzut przedstawiony w raporcie. Jego autorzy wskazują, że marynarka wojenna powinna była wcześniej uznać scenariusz zdarzenia za nieunikniony, by w dalszej kolejności przygotować odpowiednie rozwiązania.

    Pomimo że wcześniej w regionie miały już miejsce bliskie spotkania z chińskimi myśliwcami, obowiązujące procedury dotyczącego zachowania w przypadku tego typu sytuacji były niewystarczające. Członkowie załogi nigdy wcześniej nie przeprowadzili też awaryjnego niszczenia sprzętu i dokumentów. W efekcie sami, w chwilę musieli określić, co trzeba zniszczyć i jak to zrobić, mimo że od zderzenia do czasu lądowania minęło ok. 40 minut.

    Zdaniem śledczych był to wystarczający czas, aby wykonać niezbędne czynności, ale „nie było łatwo dostępnych środków lub standardowych procedur w celu szybkiego zniszczenia wszelkiej elektroniki”. Brak zasad i odpowiedniego wyszkolenia było, zdaniem autorów raportu, główną przyczyną przejęcia niejawnych materiałów przez stronę chińską. Jakie dokumenty przejęto? To wciąż pozostaje w sferze domysłów i prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy.

    Załoga nie przeprowadziła też w samolocie kompletnego spisu materiałów niejawnych. To utrudniało im niszczenie w błyskawicznym tempie tego, co powinno być zniszczone. Oznacza to też, że śledczy musieli polegać jedynie na wspomnieniach członków załogi: co dokładnie przewożono na pokładzie i co trafiło w ręce Chińczyków.

    Według Jeffreya Richelsona z Archiwum Bezpieczeństwa Narodowego konfrontacja z Chinami nie wywołała fali sejsmicznych pod względem strat wywiadowczych, ale był to znaczący moment geopolityczny w relacjach amerykańsko-chińskich. W jego ocenie obecnie kluczem jest ustalenie, co konkretnie zostało utracone i ocena szkody, dlatego raport NSA jest cennym dokumentem, ale to dopiero początek dalszych badań.

     

     

    (sp)

    Onet Wiadomości

    Źródło: Onet