Idea Organizacji Narodów Zjednoczonych wymaga pilnej reformy


 

Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

 

Idea Organizacji Narodów Zjednoczonych wymaga pilnej reformy
Written by krakauer, 14 kwietnia 2017, 2 komentarze

Idea Organizacji Narodów Zjednoczonych wymaga pilnej reformy, sytuacja w której około 80% ludności świata, reprezentowanej przez kraje niezachodnie, jest zdominowane przez około 20% ludności z krajów Zachodu i z nimi powiązanych – to zalążek konfliktu.

W Organizacji Narodów Zjednoczonych mamy trzy rodzaje krajów. Pierwsze to te, które są stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ i mają prawo weta. Bez ich zgody nie zostaną podjęte żadne wiążące decyzje międzynarodowe. Jest to uprzywilejowana piątka tj. USA, Wielka Brytania, Francja, Rosja i Chiny. Jeżeli popatrzymy na parytet, który decyduje o tym, że one tam są a inne nie – to ten podział traci na znaczeniu. Jaką legitymację do prawa weta ma Wielka Brytania? Kraj z psującymi się starymi rakietami przenoszącymi rachityczną broń jądrową? Francja? Czym te państwa są silniejsze od Japonii, Indii, Brazylii czy oczywiście Niemiec? Dominacja państw zachodnich w Radzie Bezpieczeństwa, to relikt II Wojny Światowej, który dzisiaj ma już znaczenie w istocie dekoracyjne. Drugie to kraje realnie płacące i angażujące się w działania Narodów Zjednoczonych na świecie, a trzecie to cała reszta, która biernie przygląda się obradom, co najwyżej realizując swoje interesy regionalne.

Wypracowanie wspólnego stanowiska w kwestiach kluczowych jest prawie niemożliwe, a na pewno zawsze bardzo trudne, bo państwa mają przeciwstawne interesy. W tej sytuacji ONZ w sposób naturalny jest ukierunkowana na lokalne (regionalne) grupy interesów, którym nadają ton państwa wiodące. Rola Ameryki się kończy, Zachód generalnie jest w kryzysie. Co będzie dalej – nie wiadomo, ale lepiej żeby się to wyłoniło w sposób kontrolowany. W obecnym kształcie ONZ to kłębowisko sprzeczności z nielicznymi pozytywnymi przykładami dążenia do ładu międzynarodowego i porządku – jak w przypadku Federacji Rosyjskiej, Białorusi, czy innych nielicznych krajów bazujących na współpracy i porozumieniu. Cała reszta to atawizm, mniejszy lub większy. Skutki takiego układu widać na co dzień na ekranach naszych telewizorów.

Reforma Rady Bezpieczeństwa powinna polegać na zwiększeniu ilości krajów uprawnionych do weta, albo do ich zmniejszenia. Proszę zwrócić uwagę, że  Unia Europejska do brexitu dysponowała 2/3-cimi głosów w Radzie! W tej chwili reprezentuje Europę tam tylko Francja. W Niemczech od dość dawna słychać w tej sprawie głosy. Na pewno o wiele rozsądniejszym byłoby miejsce dla Unii Europejskiej, tylko czy jako Wspólnota potrafilibyśmy się w tej kwestii porozumieć? Kto miałby reprezentować Unię w Radzie Bezpieczeństwa?

Podstawą idei Narodów Zjednoczonych jest zapewnienie stabilizacji, w tym m.in. poprzez rozwiązywanie konfliktów poprzez dialog. Zgodnie z zachodnimi deklaracjami o równości itd., powinno więc to działać wedle zasady – jeden mieszkaniec, to jeden głos! Czy nie na tym polega demokracja? Tylko, że w takiej układance, świat zachodni nie znaczyłby prawie nic na świecie, a Chiny i Indie, gdyby były w stanie się porozumieć, mogłyby podejmować najważniejsze decyzje dla świata.

Trzeba sobie uświadomić, że to nie jest sci-fi, to jest realny możliwy scenariusz, ponieważ przesunięcie się centrum życia społeczno-gospodarczego i politycznego świata w kierunku Azji jest już faktem. Nie da się wykluczyć scenariusza, w którym wielkie kraje Azji, będą w stanie się porozumieć bez nas. Co wówczas? Nasz udział w globalnym PKB będzie maleć, bez rozwoju technologicznego – nie będziemy w stanie zachować stanu posiadania, już konkurujemy o dostęp do dóbr i przede wszystkim surowców z bogacącymi się Azjatami. Jedynym sposobem na zapewnienie, że sytuacja będzie się rozwijać w kierunku win-win, jest porozumienie się. Nie ma mowy o porozumieniu, kiedy głosy takich krajów jak Indie, Indonezja, czy Korea Południowa lub Brazylia – mogą być lekceważone.

Jest również rozwiązanie alternatywne, można powiązać członkostwo w ONZ z obowiązkiem płacenia nań składek – proporcjonalnie do liczby ludności z uwzględnieniem PKB. Chodzi o to, żeby bogatsi płacili więcej (jeżeli chcą). Wówczas głos poszczególnych krajów, mógłby ważyć dokładnie tyle, ile zrzucają się do wspólnej skarbonki. Byłoby to uczciwe i jak najbardziej fair, ponieważ wszyscy mogliby działać na równych prawach, zwłaszcza jakby stworzono mechanizm podwójnej większości, ze wskazaniem na przewagę głosów państw płacących więcej. Przy założeniu, że utrzymałby się parytet obecnego płacenia i tak główny głos w tym systemie, należałby do USA.

W interesie nas wszystkich jest stworzenie takiego modelu współpracy międzynarodowej, w którym  każdemu będzie się opłacało działać na arenie ONZ. Przejrzystość procedur, jasność zasad podejmowania decyzji – to siła Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dominacja Zachodu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i tak się skończy, to tylko kwestia czasu. Lepiej jest przeprowadzić zmianę w sposób kontrolowany i względnie przewidywalny – jak się samemu decyduje, niż być przedmiotem cudzych interakcji. Właśnie zmiana idei naczelnej i modelu funkcjonalnego ONZ jest szansą na zachowanie znaczenia Zachodu w układzie sił międzynarodowych.

Oczywiście, można również decydować na podstawie posiadanych arsenałów termojądrowych, jednak w takim układzie, to naprawdę zrobiłoby się ciekawie.