Szokujące opracowanie Ośrodka Studiów Wschodnich ws. Akcji „Wisła”


  • Szokujące opracowanie Ośrodka Studiów Wschodnich ws. Akcji „Wisła”

    Autor: Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Jest to, jak mawiał satyryk Jan Tadeusz Stanisławski (rodem z Wołynia), „mniemanologia stosowana”. Rzeczy wymyślone za biurkiem, skażone poprawnością polityczną, a co najgorsze krzywdzące polskich obywateli.

    Ośrodek Studiów Wschodnich w Warszawie, kierowany od roku z nominacji premiera RP przez Adama Eberhardta, rozesłał do władz państwowych (w tym też do wojewodów) swoje opracowanie pt. „Siedemdziesiąta rocznica akcji „Wisła” – zarys problemu dla Polski”.

    Z wieloma tezami tego opracowaniami można się zgodzić, zwłaszcza z ocenę działalności Związku Ukraińców w Polsce, w tym Bohdana Huka, publicysty ukraińskojęzycznego „Naszego Słowa” (wydawanego dzięki hojnej dotacji MSW), oraz Mirona Sycza, byłego posła PO (wcześniej działacza PZPR i UW), piastującego obecnie urząd wicemarszałka województwa warmińsko-mazurskiego. Trafne jest również przypuszczenie, że przed wspomnianą rocznicą, która wypada 28 kwietnia., klub parlamentarny PO będzie starał się przeforsować stosowną uchwałę w Sejmie, ale nie dla dobra Ukraińców, co z chęci dokopania rządowi.  Słuszne też są obawy, że niektóre miejsca pamięci, w tym zwłaszcza pomnik na terenie dawnego komunistycznego Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie, mogą zostać sprofanowane przez tzw. „nieznanych sprawców”. Oczywiście, trzeba temu koniecznie zapobiec.

    Jednak dwa fragmenty omawianego opracowania są szokujące. Po pierwsze, podwładni Adama Eberhardta operację wojskową „Wisła” określają, i to wbrew stanowisku większości historyków, jak „czystkę etniczną, stanowiącą zbrodnię przeciwko ludzkości”. Jest to określenie nie tylko fałszywe, ale i bardzo niebezpieczne, bo daje ono stronie ukraińskiej argumenty do działań prawnych, w tym też do roszczeń finansowych. To autentyczny strzał w stopę państwa polskiego.

    Po drugie, chodzi o rozdział pt. „Oczekiwane działania organizacji kresowiackich i neoendeckich”. Już sama nazwa „organizacje kresowiackie” ma charakter pejoratywny, bo czy organizacje zrzeszające warszawiaków lub krakowiaków nazywane są przez urzędników państwowych „warszawiackimi” lub „krakowiackimi”?  Z pewnością nie. Jednak niektóre środowiska, w tym OSW, próbują ukuć nazwę „kresowiackie”, aby zdyskredytować Kresowian i ich potomków, którzy nie godzą się na przemilczenie ludobójstwa dokonanego na ich krewnych przez UPA.

    Co do treści tego rozdziału, to jest to, jak mawiał satyryk Jan Tadeusz Stanisławski (rodem z Wołynia) – „mniemanologia stosowana”. Rzeczy wymyślone za biurkiem, skażone skrajną poprawnością polityczną, a co najgorsze krzywdzące polskich obywateli, którzy wywodzą się z Kresów Wschodnich. Najbardziej szokujące jest to, że pracownicy OSW ubijają na siłę w jednym worku banderowców, rosyjskich agentów, członków Ruchu Narodowego, niewygodnych historyków i publicystów, użytkowników portali społecznościowych, Kresowian oraz tych polskich obywateli, którzy są krytyczni wobec rządów oligarchów na Ukrainie. Jak za czasów PRL. Czyżby była to wskazówka dla sił porządkowych, kogo przez 28 kwietnia należy zapuszkować lub przynajmniej odciąć dostęp do internetu?

    Nie będę publikować całości dokumentu, aby nie naruszać autorytetu państwa polskiego. Jednak uważam, że dobrze było, aby rząd polski, który z kieszeni polskich podatników, w tym też Kresowian i ich potomków”, co roku łoży na OSW aż 9 milionów złotych, zajął w tej sprawie stanowisko.

  • Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    • Polski duchowny katolicki, publicysta, działacz społeczny, historyk Kościoła, działacz opozycji antykomunistycznej w okresie PRL.Teksty publikowane w dziale BLOGI RMF 24 są prywatnymi opiniami autorów

Trump szuka chińskiego guza


 

Trump wygrywa wybory w USA. Świat reaguje [NAJLEPSZE MEMY]

poprzednie następne

Trump wygrywa wybory w USA. Świat reaguje [NAJLEPSZE MEMY]

 

 

TVN24

Chiny chcą rozwiązać problem pokojowo. Trump: poradzimy sobie bez Chin

12 kwietnia 2017, 9:39

» Propaganda przy użyciu tanich efektów specjalnych Dyktator z generałem na barana Korea Północna testuje nowy silnik rakietowy Wojsko Korei Północnej Próba jądrowa Pjongjangu Foto: KCNA | Video: Reuters TV Xi w ubiegłym tygodniu spotkał się z Trumpem Prezydent Chin Xi Jinping wezwał w środę w rozmowie telefonicznej z prezydentem USA Donaldem Trumpem do rozwiązania środkami pokojowymi kryzysu wokół programu nuklearnego Korei Północnej – poinformowała chińska telewizja państwa CCTV. Podczas rozmowy „Xi Jinping podkreślił, że Chiny (…) nalegają na rozwiązanie problemu na drodze pokojowej” – podała CCTV na swej stronie internetowej. Z kolei Trump zapowiedział we wtorek, że jest gotów „na rozwiązanie problemu” północnokoreańskiego bez Chin – zwraca uwagę AFP. Trump stawia Chinom ultimatum. „Rozwiążecie kryzys, dostaniecie lepszą umowę” Prezydent USA… czytaj dalej » Przywódcy mocarstw rozmawiali przez telefon tydzień po tym, jak po raz pierwszy spotkali się w rezydencji Trumpa na Florydzie podczas dwudniowej wizyty Xi w Stanach Zjednoczonych. Chiński prezydent nalegał podczas środowej rozmowy „na utrzymanie pokoju i stabilizacji” na Półwyspie Koreańskim. Wyraził gotowość „podtrzymania komunikacji i koordynacji” ze Stanami Zjednoczonymi w tej kwestii – informuje CCTV. „Korea Północna szuka kłopotów” Tymczasem we wtorek prezydent Trump po raz kolejny ostrzegł komunistyczny reżim Korei Północnej. „Korea Północna szuka kłopotów. Jeśli Chiny postanowią pomóc, byłoby świetnie. Jeśli nie, rozwiążemy ten problem bez nich! USA” – napisał Trump na Twitterze, odnosząc się do rozwijania przez Pjongjang programu zbrojeń nuklearnych i programu rakietowego. Wydaje się także – jak zauważa AFP – że Trump wiąże amerykańsko-chińskie negocjacje handlowe z kwestią północnokoreańską. „Wytłumaczyłem chińskiemu prezydentowi, że porozumienie handlowe z USA będzie dużo lepsze [dla Chińczyków – red.], jeśli rozwiążą problem północnokoreański!” – napisał prezydent USA na Twitterze. Lotniskowiec płynie w kierunku Korei Gotowa na „każdy tryb wojny”. Korea Północna ostrzega USA Korea Północna… czytaj dalej » W sobotę Stany Zjednoczone wysłały z Singapuru w kierunku Korei Północnej lotniskowiec Carl Vinson oraz kilka niszczycieli i krążowników rakietowych. Dwa dni później MSZ w Pjongjangu oświadczyło, że Korea Północna jest gotowa stanowczo odpowiedzieć na wszelkie działania zbrojne wynikające z wysłania przez USA grupy bojowej marynarki wojennej w rejon Półwyspu Koreańskiego. Kilka dni wcześniej Korea Północna w ramach intensyfikacji swego programu zbrojeniowego wystrzeliła kolejną rakietę balistyczną – pocisk średniego zasięgu, który według USA wpadł do morza na skutek awarii. Władze północnokoreańskie kontynuują program jądrowy i próby rakietowe mimo zakazujących rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i międzynarodowych sankcji. Zapowiadają też budowę międzykontynentalnej rakiety balistycznej, która mogłaby dosięgnąć terytorium USA.

Autor: pk/ja /

Źródło: PAP

(http://www.tvn24.pl)

Korea Ludowo-Demokratyczna odpowie na kapitalistyczne prężenie muskułów Trumpa


Wyborcza.pl

Środa12.04.2017

 

Korea Północna ostrzegła administrację Trumpa, że odpowie na jej „nierozważne akty agresji”

Maria Kruczkowska

11 kwietnia 2017 | 15:24

Pokład amerykańskiego lotniskowca USS Carl Vinson2 ZDJĘCIA

Pokład amerykańskiego lotniskowca USS Carl Vinson (Bullit Marquez (AP Photo/Bullit Marquez, File))

  • 0

Waszyngton wysłał w stronę Korei Północnej lotniskowiec USS Carl Vinson. Donald Trump może jednak swoją decyzją doprowadzić do przyspieszenia prac w ramach programu nuklearnego Kim Dżong Una.

„Czy czeka nas wybuch drugiej wojny koreańskiej?” – pyta na pierwszej stronie wtorkowy dziennik „Korea Times”. Nad Półwyspem Koreańskim, gdzie do dziś nie podpisano układu pokojowego, zawisł cień konfliktu zbrojnego, a światowe telewizje rozważają jej ewentualne scenariusze.

Trump pręży muskuły

Ciężki frajer Janukowicz


Advertisement

 

INTERIA.PLFakty

 

UKRAINA: 4 MAJA PROCES JANUKOWYCZA W SPRAWIE ZDRADY PAŃSTWA

ŚWIAT

53 minuty temu

Zaoczny proces oskarżonego o zdradę państwa byłego prezydenta Ukrainy, zbiegłego do Rosji Wiktora Janukowcza, rozpocznie się 4 maja – poinformowała we wtorek agencja Interfax-Ukraina, powołując się na służby sądowe.

Wiktor Janukowycz /AFP

Wiktor Janukowycz /AFP

Rozprawa odbędzie się w sądzie rejonowym w dzielnicy Obołoń. Sprawę będzie rozpatrywało kolegium złożone z trzech sędziów.

REKLAMA

W listopadzie ubiegłego roku prokurator generalny Ukrainy Jurij Łucenko poinformował Janukowycza, że jest podejrzany o zdradę państwa. Oficjalną informację przekazał mu ustnie, za pośrednictwem łącza wideo, gdy Janukowycz był w sądzie w rosyjskim Rostowie nad Donem.

  • Informuję, że jest pan podejrzany o popełnienie zdrady państwa i współdziałanie wraz z przedstawicielami władz Federacji Rosyjskiej na rzecz zmiany granic państwowych Ukrainy – mówił Łucenko.

Interfax-Ukraina przypomina, że obrona Janukowycza utrzymywała, iż akt oskarżenia nie został mu wręczony w należny sposób, a więc przekazanie jego sprawy do sądu jest niezgodne z prawem. W końcu marca Sąd Apelacyjny w Kijowie oświadczył, że rozprawa jednak się odbędzie.

PAP

Poszukiwania bzykacza


 

 

Defence24

 

OPRAC. ADAM STYCZEK

4h temu

Odpowiedzą za ciążę wiceprezes Amber Gold? Decyzja prokuratury

Były symboliczne nagany i awans w związku z ciążą Katarzyny P., wiceprezes Amber Gold – prokuratura jednak rozliczy zaniedbania w łódzkim areszcie – pisze w środę „Rzeczpospolita”.

 

więzienie

więzienie (Shutterstock.com)

Służba więzienna rozmyła odpowiedzialność za ciążę Katarzyny P., wiceprezes Amber Gold. Kobieta zaszła w nią w łódzkim areszcie. Winni zaniedbań funkcjonariusze ponieśli tylko kary dyscyplinarne, ale w sprawie szykuje się zwrot: prokuratura chce zlecić badania DNA, aby ustalić ojca dziecka. A wtedy więzienników mogą czekać zarzuty karne.

  • Decyzja o badaniu DNA zapadnie w najbliższych dniach – mówi „Rz” Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

W cywilnej sprawie o ustalenie ojcostwa funkcjonariusz, na którego wskazała Katarzyna P., unika badania. Prokuratura może go do tego przymusić.

Katarzyna P. przebywała w łódzkim areszcie od kwietnia 2013 r. W marcu 2015 r. poinformowała szefostwo, że jest w ciąży. O ojcu dziecka milczała, choć mówiło się, że to wychowawca, kapitan Tomasz R. Dyrektor generalny Służby Więziennej (SW) wszczął kontrolę, z kolei prokuratura – śledztwo. Skończyło się na dyscyplinarkach. Dziewięciu funkcjonariuszy dostało najniższą z możliwych kar – naganę. Otrzymał ją też (w styczniu 2016 r.) Tomasz R.

Jeśli badania DNA potwierdzą, że ojcem dziecka jest R., to więziennikom grożą zarzuty za niedopełnienie obowiązków.

WP Wiadomości

Drzwi tupolewa wyrwała fala uderzeniowa


OnetWiadomości

 

PAP

dzisiaj 07:02

Kazimierz Nowaczyk: drzwi tupolewa wyrwała fala uderzeniowa

Musiała być fala uderzeniowa, która wyrwała drzwi Tu-154M – powiedział wczoraj wieczorem wiceszef podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej dr Kazimierz Nowaczyk. Jak dodał, najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy jest eksplozja.

 

Kazimierz NowaczykFoto: Radek Pietruszka / PAPKazimierz Nowaczyk

Prezentując dotychczasowe ustalenia, podkomisja przytoczyła analizę dotyczącą drugich drzwi z lewej strony, które zostały wbite w ziemię dłuższą krawędzią na głębokość jednego metra. Według podkomisji wymagało to wielkiej energii, większej niż ta wynikająca z prędkości pionowej samolotu.

 

Wczoraj wieczorem w TVP Info przewodniczący podkomisji dr Wacław Berczyński powtórzył, że drzwiom została dostarczona dodatkowa energia, impuls, który sprawił, że oderwały się od samolotu i zaczęły spadać z dodatkową prędkością. Przyznał, że to jedna z poszlak na to, że doszło do eksplozji. – Dlatego, że to dowodzi, że poza tym, że drzwi się oderwały od samolotu, musiał być jakiś impuls, mówiąc kolokwialnie, czyli energia, która spowodowała, że prędkość drzwi wzrosła tak bardzo, dziesięciokrotnie – powiedział Berczyński.

Z kolei Nowaczyk podkreślił w tej samej rozmowie, że obliczenia dotyczące drzwi zajęły dużo czasu. – Skąd się wzięła ta energia? To jest nie tylko to, że drzwi uzyskały takie przyspieszenie, ale one zostały wyrwane z konstrukcji samolotu. Musiała być fala uderzeniowa, która wyrwała te drzwi, bo samolot był wówczas w powietrzu – oświadczył Nowaczyk. Dodał, że wyrwana została także framuga nad drzwiami, więc zniszczenia są znacznie większe. Berczyński z kolei powiedział, że ładunek wybuchowy w Tu-154M miał około jednego kilograma.

Nowaczyk i Berczyński przekonywali, że byli świadkowie eksplozji. – Jest kilkudziesięciu świadków, którzy mówią nie tylko o tym, że słyszeli, nie tylko, że widzieli, ale mówią, że poczuli podmuch, uderzenie fali powietrza – powiedział Nowaczyk.

Pytany, czy podkomisja nie ma wątpliwości, że to eksplozja była przyczyną katastrofy smoleńskiej, Nowaczyk odpowiedział, że to „jest najbardziej prawdopodobna hipoteza” i „dalej będzie badana”.

Wczoraj działająca od lutego 2016 r. podkomisja poinformowała, że doszła do wniosku, iż polski Tu-154M w Smoleńsku został rozerwany eksplozjami w kadłubie, centropłacie i skrzydłach, a destrukcja lewego skrzydła rozpoczęła się jeszcze przed przelotem nad brzozą. Według podkomisji „ostatnia faza tragedii spowodowana była eksplozją, do której doszło w kadłubie i która zniszczyła samolot, rozbijając go na fragmenty i dziesiątki tysięcy odłamków, równocześnie zabijając pasażerów”.

W latach 2010-11 katastrofę smoleńską zbadała Komisja Badania Wypadków Lotniczych, której przewodniczącym był ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller. W opublikowanym w lipcu 2011 r. raporcie komisja Millera stwierdziła, że przyczyną katastrofy było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, a w konsekwencji zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji maszyny. Komisja podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu.

10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku w katastrofie Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka, parlamentarzyści i wojskowi dowódcy.

 

 

(BB)

Onet Wiadomości

Źródło: PAP

Data utworzenia: 11 kwietnia 2017 21:28, data ostatniej zmiany: 12 kwietnia 2017 07:02

W swej zajadłości naraził się wpływowemu ludkowi


Przełącz na rozrywkę

Przełącz na Dziennik

„Nawet Hitler nie upadł tak nisko, aby użyć broni chemicznej”. Kolejna wpadka rzecznika Trumpa

12.04.2017, 06:27 | Aktualizacja: 12.04.2017, 06:35

Sean Spicer

Sean Spicer / PAP/EPA / JIM LO SCALZO

Sean Spicer, kontrowersyjny rzecznik prasowy Białego Domu po raz kolejny znalazł się na pierwszym miejscu wszystkich doniesień medialnych. Pokusił się bowiem o niezbyt niefortunne porównanie syryjskiego dyktatora Baszara el-Asada z … Hitlerem.

– Nie używaliśmy broni chemicznej podczas II wojny światowej – powiedział Spicer i dla silniejszego efektu dodał: „Nawet ktoś tak odrażający jak Hitler, nie upadł tak nisko, aby użyć broni chemicznej”.

W niewielkiej salce prasowej Białego Domu zapadła grobowa cisza.

Czytaj więcej

Reuters: Władze USA omawiają opcje militarne wobec Syrii. Trump: „Coś powinno się stać” z syryjskim prezydentem

Spicer zorientował się, że popełnił gafę i pośpieszył z wyjaśnieniem.

– Miałem na myśli to, że jeśli chodzi o gaz sarin, on (Hitler–PAP) nie stosował gazu wobec swojego narodu w taki sam sposób, jak to robi Asad – tłumaczył się Spicer i tym samym „pogłębił dół”, który sam sobie wykopał. Jego dalsze wyjaśnienia były równie niezręczne. Użył m. in. określenia „ośrodki Holokaustu” wobec nazistowskich obozów koncentracyjnych.

Jak powiedział prowadzący jeden z programów telewizji CNN Chris Cillizza, dziennikarze rzucili Spicerowi linę ratunkową, a rzecznik prezydenta zrobił z niej pętlę.

Później Spicer przeprosił za „niewłaściwe i nietaktowne nawiązanie do Holokaustu”.

Sytuację Spicera pogorszył fakt, że w tym roku w Wielkim Tygodniu obchodyWielkanocy zbiegają się z obchodami Paschy, jednego z najważniejszych świąt judaizmu.

Demokraci i przedstawiciele organizacji żydowskich zażądali rezygnacji Spicera.

Amerykanie natomiast nie mogą się doczekać kolejnego epizodu legendarnej „Sobotniej Nocy na Żywo” (Saturday Night Live), programu satyrycznego nadawanego nieprzerwanie od roku 1975.

W tym programie Seana Spicera gra bardzo popularna amerykańska aktorka komediowa Melissa McCartney, a cały program dzięki nowej administracji przeżywa drugą młodość.

Źródło: PAP

Tagi: wpadka, rzecznik, Trump, donlad, sean, spicer, hitler, gaz, broń, chemiczna, Syria, Asad

Niemcy opychają Polakom swój szmelc


 

 

FILIP SKOWRONEK

wczoraj (08:53)

Niemcy cofają liczniki na potęgę. Potem auta trafiają do Polski

Cofanie liczników to nie tylko polski patent. Niemiecka policja opublikowała raport, z którego wynika, że za Odrą nawet 1/3 używanych samochodów ma sfałszowany przebieg.

 

Niemcy cofają liczniki na potęgę. Potem auta trafiają do Polski

(Pixabay.com)

6 miliardów euro – to wysokość szkód związanych z cofaniem liczników w Niemczech. Nawet co trzecie używane auto u naszych zachodnich sąsiadów ma sfałszowany przebieg. Dane opublikowane przez niemiecką policję obalają mity dotyczące rynku samochodowego za Odrą. Okazuje się, że Niemiec wcale „nie płakał jak sprzedawał”.

Raport sporządzono w 12 lat po wprowadzeniu restrykcyjnych przepisów, zgodnie z którymi za przekręcenie licznika grozi surowa kara. Okazuje się, że cofnięcie licznika powoduje wzrost wartości auta średnio o 3 tys. euro (12-13 tys. złotych). Sam proces „korekty” przebiegu trwa zaledwie kilka sekund. Pomimo jego karalności nie ma większych problemów, żeby trafić do warsztatu oferującego taką usługę.

Najgorsze, że proceder ten uderza także w polski rynek samochodów używanych. Chociaż wśród wszystkich aut w Niemczech korekty licznika dokonano w 33 proc. aut, to w przypadku samochodów sprowadzanych do Polski aż 90 proc. (!) ma sfałszowany przebieg.

Polub WP Wiadomości

Nie będą uczyć Antoniego jak ma rządzić


ONETWiadomości

8 minut temu

Ile będzie zarabiał Bartłomiej Misiewicz?

Bartłomiej Misiewicz po odejściu z MON został pełnomocnikiem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej do spraw komunikacji. Jak informują dziś „Rzeczpospolita” oraz „Fakt” były rzecznik ministra obrony narodowej będzie zarabiał 50 tysięcy złotych miesięcznie.

Bartłomiej MisiewiczFoto: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaBartłomiej Misiewicz

Oprócz wysokiej pensji Bartłomiej Misiewicz może także liczyć na służbowy samochód oraz wysoką premię. Będzie ona wynosić równowartość rocznego wynagrodzenia, bo takie są zasady w spółkach strategicznych dla państwa. Aby otrzymać premię, trzeba spełnić warunki postawione przez radę nadzorczą.

We wrześniu 2016 roku weszła w życie ustawa o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami. Miała za zadanie obniżyć ogromne pensje i premie, jakie dostawali szefowie spółek kontrolowanych przez państwo. Obniżka jednak nie dotyczy pełnomocników.

Z ustaleń „Faktu” wynika, że Antoni Macierewicz dostał zielone światło, by w przypadku Bartłomieja Misiewicza zamienić MON na PGZ. Jednak nie było mowy o tak wysokiej pensji. – Antoni pokazał, kto tu rządzi – powiedział dla „Faktu” jeden z polityków PiS.

Głos w całej sprawie zabrał również Bartłomiej Misiewicz. Na swoim koncie na Twitterze napisał: „Pisanie głupot i kłamstw powinno być z automatu karane. Dyskusja z brukowcami, które podają nieprawdę jest bez sensu”.

 

Bartłomiej Misiewicz pełnomocnikiem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej

Były rzecznik prasowy MON i szef gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza został pełnomocnikiem zarządu państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej ds. komunikacji.

Informację tę potwierdził rzecznik PGZ Łukasz Prus. Nie potrafił powiedzieć, kiedy Misiewicz został zatrudniony. Według „Rzeczpospolitej” zarząd spółki podjął decyzję po wyborach parlamentarnych w 2015 r. MON przejęło w imieniu Skarbu Państwa nadzór nad państwowymi spółkami zbrojeniowymi. Udziałowcami PGZ są Ministerstwo Skarbu Państwa oraz dwa państwowe podmioty – Agencja Rozwoju Przemysłu i Polski Holding Obronny (dawna Grupa Bumar).

31 sierpnia 2016 r. Misiewicz został powołany w skład rady nadzorczej PGZ. Według mediów zmieniono dla niego statut spółki, bo nie miał wyższego wykształcenia i kursu dla członków rad nadzorczych. Minister obrony powiedział kilka dni później, że Misiewicz jest jego bezpośrednim reprezentantem w PGZ. Zaznaczył, że w przemyśle zbrojeniowym nie ma wymogów dotyczących wykształcenia, ale liczą się inne cechy – lojalność, chęć współpracy, kompetencje i decyzyjność, a wszystkie te cechy Misiewicz posiada.

Klub PO chciał wówczas, by prokuratura przyjrzała się powołaniu Misiewicza do rady nadzorczej PGZ. Misiewicz mówił zaś, że spokojnie czeka na ocenę prokuratury, ponieważ prawo nie zostało złamane. W listopadzie 2016 r. prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa.

W drugiej połowie września 2016 r. – po publikacji „Newsweeka”, według którego Misiewicz miał proponować radnym PO w Bełchatowie przystąpienie do koalicji z PiS, sugerując, że w zamian zapewni im zatrudnienie w państwowej spółce – poprosił szefa MON o zawieszenie w funkcjach w ministerstwie i zrezygnował z posady w PGZ. Sprawę badała prokuratura, która odmówiła śledztwa w listopadzie 2016 r.

Rzecznikiem i szefem gabinetu politycznego MON Misiewicz został ponownie na początku grudnia 2016 r. Jego nazwisko zniknęło ze stron internetowych resortu na początku lutego 2017 r. Wcześniej „Fakt” opisał wizytę Misiewicza w klubie studenckim w Białymstoku. Od tego czasu Misiewicz przez kilka tygodni przebywał na urlopie, w tym czasie założył stronę internetową dezinformacja.net, którą zawiesił po opublikowaniu dwóch tekstów.

Szef MON zapewnił, że jego współpracownik pozostaje w ministerstwie (jak ustaliła PAP, po kilku tygodniach wrócił z urlopu). Minister zawiadomił też prokuraturę ws. działań wobec Misiewicza. Z kolei prezes PiS Jarosław Kaczyński oceniał wtedy, że Misiewicz to „wizerunkowy problem”.

W roli szefa gabinetu politycznego MON 27-letniego Misiewicza zastąpił Krzysztof Łączyński, a w pracy rzecznika – najpierw Oddział Mediów Centrum Operacyjnego MON, a od czwartku – mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz. Jak mówiła 23 marca premier Beata Szydło, Misiewicz nie pełni żadnej funkcji kierowniczej w MON.

 

Czym jest Polska Grupa Zbrojeniowa?

W lutym prezesem PGZ został 34-letni Błażej Wojnicz – zastąpił wieloletniego współpracownika Antoniego Macierewicza – Arkadiusza Siwkę, który zrezygnował. Minister wyjaśniał wtedy, że zmiana prezesa nastąpiła, bo Siwko wypełnił zadanie, polegające na uporządkowaniu sytuacji w grupie. Wojnicz łączy funkcję prezesa w PGZ i PHO.

W skład PGZ wchodzą spółki należące dawniej do PHO, a także firmy spoza PHO z branży zbrojeniowej, stoczniowej, offshore, nowych technologii, finansów i nieruchomości, jak również wojskowe przedsiębiorstwa remontowo-produkcyjne.

PGZ, utworzona w ramach konsolidacji przemysłu zbrojeniowego zapisanej w Strategii Rozwoju Systemu Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej z 2013 r., skupia ponad 60 spółek, w których pracuje 17,6 tys. osób; łącznie ma udziały w ponad stu spółkach i roczne przychody na poziomie 5 mld zł.

(dp)

Onet Wiadomości

Na podstawie: „Rzeczpospolita” , PAP , „Fakt”

Data utworzenia: 12 kwietnia 2017 06:54, data ostatniej zmiany: 12 kwietnia 2017 07:44

Nikt z rosyjskich władz nie powitał w Moskwie Tillersona


WP Wiadomości  

 

OSKAR GÓRZYŃSKI

wczoraj (16:04)

Wizyta Tillersona w Moskwie. O co toczy się gra?

Sekretarz Stanu USA Rex Tillerson przybył do Moskwy. To pierwsza taka wizyta od inauguracji prezydenta Donalda Trumpa, przychodząca w czasie bardzo napiętych stosunków między geopolitycznymi rywalami. I wiele wskazuje na to, że może pogłębić, a nie zasypać różnice między nimi. Wysłannik Trumpa przyjeżdża z przesłaniem: albo Asad, albo my.

 

Rex Tillerson

Rex Tillerson (Reuters, Fot: maxim shemetov)

Według pierwotnych zapowiedzi i planów to miał być pierwszy krok w kierunku wielkiego układu między dwoma mocarstwami i początek owocnej współpracy. Ale oskarżenia o zmowę ludzi Trumpa z Rosjanami oraz atak chemiczny w Syrii zmieniły wszystko – i zapewne zdominują dwudniową wyprawę szefa amerykańskiej dyplomacji.

Okres poprzedzający wizytę Tillersona to prawdziwa burza dyplomatycznej aktywności. Odkąd w piatek Stany Zjednoczone przeprowadziły rakietowy atak na bazę lotniczą Szajrat w prowincji Homs, między Waszyngtonem a Moskwą doszło do całej serii skomplikowanych – i często sprzecznych – sygnałów dotyczących przyszłych relacji i przyszłości Syrii.

Asad musi odejść?

Po piątkowym ataku oficjele administracji Trumpa – w tym doradca ds. bezpieczeństwa narodowego H.R. McMaster oraz sekretarz stanu Rex Tillerson – zadeklarowali całkowity zwrot zapowiadanej polityki w Syrii: Baszar al-Asad, syryjski dyktator odpowiedzialny za ostatni atak bronią chemiczną w Chan Szejchun, powinien odejść. Co to oznacza? Nie wiadomo, bo przedstawiciele jednocześnie Waszyngtonu wykluczyli, by USA mogły użyć siły, aby do tego doprowadzić. Sytuację dodatkowo skomplikował potem rzecznik Białego Domu Sean Spicer, który zapowiedział, że każde kolejne użycie broni chemicznej spotka się z silną – i w domyśle siłową – reakcją Waszyngtonu.

  • Jeśli gazujesz dzieci albo używasz bomb beczkowych, oczekuj odpowiedzi – powiedział Spicer. Tłumacząc później, że poprzez bomby beczkowe nie miał na myśli zrzucanych przez reżim niemal każdego dnia zaimprowizowanych beczek wypełnionych materiałami wybuchowymi, lecz broń chemiczną.

Kolejny zaskakujący zwrot miał miejsce w poniedziałek. Agencja AP podała wówczas, powołując się na urzędnika wysokiego szczebla, że Biały Dom uznał – zgodnie z tym, co twierdzi część ekspertów – iż Rosjanie musieli wiedzieć o ataku chemicznym Asada i nie zrobili nic, by go powstrzymać. W podobnym tonie wcześniej wypowiadał się Tillerson, który zastanawiał się, czy to, że do ataku doszło, to efekt świadomej decyzji Moskwy, czy raczej jej „niekompetencji”. Mimo to, już następnego dnia po publikacji AP, zdementował te informacje, mówiąc, ze nic nie zostało jeszcze ustalone.

W międzyczasie do gry włączyła się Wielka Brytania: jej szef dyplomacji Boris Johnson współodpowiedzialnością za atak chemiczny obarczył Rosję i wezwał do objęcia nowych sankcji, zaś m.in. za jego sprawą podczas wtorkowego szczytu ministrowie spraw zagranicznych państw G7 wspólnie ogłosili, że konflikt w Syrii nie może zostać rozwiązany, jeśli Asad zostanie u władzy. Jednocześnie w rozmowie telefonicznej Donalda Trumpa z brytyjską premier Theresą May obie strony zgodziły się, że „istnieje okazja do przekonania Rosji, że jej sojusz z Asadem nie jest już w jej strategicznym interesie”.

  • Trudno powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi, choć wyczuwam jednak, że ten cały chaos to w istocie jakiś rodzaj “zasłony dymnej” dla dyplomatycznych procesów, które toczą się gdzieś poza zasięgiem wzroku opinii publicznej – mówi WP Tomasz Otłowski, ekspert ds. międzynarodowych. – Być może jakaś gra między USA a Rosją, być może także wewnętrzne rozgrywki w administracji USA.

Jednak zdaniem Michała Barnowskiego, dyrektora biura think tanku German Marshall Fund w Warszawie, wysyłane przez Waszyngton sprzeczne sygnały to znak tego, że spójna polityka administracji Trumpa jeszcze do końca nie powstała.

  • Różnice między poszczególnymi wypowiedziami przedstawicieli Waszyngtonu są tak duże, że trudno to uznać za świadomą grę. To, co widzimy, to jedynie początek szerszej strategii, która dopiero się wykuwa – mówi WP ekspert.
W co gra Rosja

Dyplomatyczne manewry Kremla przed tą wizytą były nie mniej zawiłe. Dla Rosji amerykański atak rakietowy na Syrię był dużym ciosem w jej wizerunek jako mocarstwa, które rządzi i dzieli w regionie, a na dodatek jest gwarantem zabezpieczenia broni chemicznej przez Syrię. Co więcej, akt był kolejnym zwiastunem powrotu USA do Syrii jako jednego z głównych rozgrywających; już wcześniej Trump postanowił o zwiększeniu amerykańskiego kontyngentu w Syrii do walki z Państwem Islamskim i operacji zdobycia Rakki, stolicy samozwańczego kalifatu. Ale atak jednocześnie pokazał Rosji negatywne strony utrzymywania swojego syryjskiego klienta Baszara al Asada. Był też na tyle niewielki i ograniczony, by Moskwa mogła go przełknąć.

Dlatego ruchy odwetowe Kremla były dotąd głównie symboliczne. Rosja zawiesiła funkcjonowanie rosyjsko-amerykańskiego porozumienia w sprawie unikania przypadkowych starć między siłami obydwu krajów, jednak według doniesień amerykańskich mediów, kanał komunikacji dotyczący koordynacji działań został zachowany. Ponadto, Rosja jednocześnie oznajmiła wzmocnienie systemu syryjskiej obrony przeciwlotniczej, lecz zapowiedziała, że nie będzie przechwytywać kolejnych rakiet USA skierowanych w stronę Syrii. Podobne ruchy dotyczyły samej wizyty Tillersona w Moskwie. Wizyta nie została odwołana, lecz Kreml poinformował, że w jej planie nie ma spotkania z Putinem, co byłoby złamaniem dotychczasowej praktyki dyplomatycznej. Być może jednak do tego nie dojdzie, bo we wtorek rosyjska telewizja RBK doniosła, że do spotkania obu polityków jednak dojdzie w środę. Tymczasem na dzień przed wizytą amerykańskiego szefa dyplomacji głos zabrał Putin, który określił incydent w Chan Szejchun „atakiem pod fałszywą flagą” (choć wcześniej Rosja utrzymywała, że do incydentu doszło w skutek zbombardowania składu broni chemicznej rebeliantów) i ostrzegł przed kolejnymi takimi prowokacjami. Ale zaapelował też o przeprowadzenie śledztwa ONZ w tej sprawie.

Zdaniem Roberta Chedy, byłego oficera Agencji Wywiadu specjalizującego się w analizie polityki Rosji, Moskwa była zaskoczona ruchem Trumpa w Syrii.

  • Moskwa jest zaniepokojona w stopniu znacznie większym niż to okazuje oficjalnie. Od finalnego rezultatu syryjskiej operacji zależy globalna rola Rosji. Po pierwsze, antyterrorystyczna współpraca z Waszyngtonem, a więc status wielkiego mocarstwa. Po drugie, Syria to karta przetargowa w grze o Ukrainę i zniesienie sankcji. Po trzecie, syryjskie fiasko to uderzenie w Putina – mówi analityk. Przewiduje jednak, że Rosja będzie chciała wyjść z niekorzystnej dla siebie sytuacji poprzez rozwiązanie polityczne. – Kreml chce się dogadać z Waszyngtonem. Co prawda, wiara w geopolityczną transakcję XXI w. Putina i Trumpa słabnie z każdym dniem, ale Moskwa nie traci nadziei na korzystną współpracę z USA w wybranych obszarach – tłumaczy.
Fiasko na horyzoncie

Czy do takiego porozumienia dojdzie? Szanse są nikłe – z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że z sygnałów Tillersona wynika, że jego wiadomość dla Kremla będzie brzmiała: „albo my, albo Asad”. W taki właśnie sposób odniósł do problemu w swojej ostatniej wypowiedzi przed wyjazdem do Moskwy.

Kłopot w tym, że tego wyboru Putin dokonał już dawno temu, kiedy postanowił zaangażować się militarnie w syryjski konflikt po stronie reżimu w Damaszku. I nic nie wskazuje, by miał zmienić zdanie.

  • Dla Moskwy Asad jest personalnie jedynym obecnie gwarantem rosyjskiej obecności w Syrii – bazy w Hmejmim i Latakii oraz portu w Tartusie – i perspektyw jej pogłębiania – zauważa w rozmowie z WP Tomasz Otłowski, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.

Ale nie jest to jedyny zwiastun fiaska rozmów.

  • Na porozumienie nie ma szans, bo nie pozwala na to ani obecna dynamika wydarzeń w Syrii, która skłania obie strony do konfrontacji, ani uwarunkowania wewnętrzne w Stanach Zjednoczonych, gdzie trwa dochodzenie w sprawie kontaktów ekipy Trumpa z Rosjanami. W takiej atmosferze każde takie porozumienie nie byłoby dobrze przyjęte – mówi Baranowski. – Dlatego po wizycie Tillersona nie należy spodziewać się właściwie niczego – dodaje.

    WP Wiadomośc

%d bloggers like this: