Szlachetna policja niemiecka


Znalezione obrazy dla zapytania Czapka niemieckiego policjanta

 

Forsal.pl

Forsal.pl

 

statystyki

Niemiecka policja szuka polskiego kierowcy, który co miesiąc niepotrzebnie płaci za mandat

10 kwietnia 2017, 16:38 | Aktualizacja: 10.04.2017, 16:48

 

źródło:PAP

Kierowca, samochód Fot. Shutterstock

Kierowca, samochód Fot. Shutterstockźródło: ShutterStock

 

Policja w Dortmundzie poszukuje mężczyzny, który regularnie co miesiąc przysyła jej po 30 euro tytułem zapłacenia mandatu, choć w żadnym razie nie jest do tego zobligowany. Policjanci pieniądze odsyłają, ale chętnie pozbyliby się tego kłopotu.

Jak informuje agencja dpa, wszystko zaczęło się od mandatu w wysokości 30 euro, wystawionego w styczniu 2016 roku w Dortmundzie polskiemu kierowcy za to, że nie zapiął pasów. Przyjaciel Polaka przesłał policji tę sumę, ale najwidoczniej złożył w banku stałe zlecenie.

REKLAMA

„Punktualnie 22 każdego miesiąca otrzymujemy 30 euro, które nam się nie należy” – informuje dortmundzka policja na Facebooku. Trwa to już ponad rok. Podjęta przez policję próba odwołania stałego zlecenia w banku nie powiodła się, ponieważ właściciel konta, a także jego przyjaciel, który dostał mandat, zmienili miejsce zamieszkania, nie podając nowych adresów.

W tej sytuacji policja prosi w internecie – po niemiecku i po polsku – o pomoc w znalezieniu obu mężczyzn.

Policjanci zapewniają, że dopóki bank będzie realizował owo stałe zlecenie, oni co miesiąc odeślą 30 euro z powrotem.

>> Polecamy: Ile zapłacimy za jazdę niemieckimi autostradami? Silne protesty krajów UE

Nadchodzi ich „bój ostatni”?


Podobny obraz

 

Nadchodzi „bój ostatni”?

Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    9 kwietnia 2017

Jeszcze w Święta Wielkanocne „ukrajemy szyneczki, umaczamy w chrzanie”, ale zaraz po Dyngusie wydarzenia mogą przyspieszyć, wytrącając nas na dobre ze świątecznej nirwany. Mnożą się bowiem zwiastuny kolejnej kombinacji operacyjnej, która tym razem będzie chyba przygotowana staranniej, z mniejszym wykorzystaniem głupich cywilów – chociaż bez tego się nie obejdzie. Oto jeden z takich, konkretnie pan Ryszard Petru napisał donos do Guy Verhofstadta. Ten Guy Verhofstadt był kiedyś premierem Belgii i niezłym ananasem, skoro prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go Orderem Zasługi RP. Jest zwolennikiem utworzenia „Stanów Zjednoczonych Europy”, a teraz przewodniczy frakcji ALDE, to znaczy Porozumienia Liberałów i Demokratów Na Rzecz Europy. Nie można wykluczyć, że ta frakcja wykonywała jakieś zadania w ramach grudniowej kombinacji operacyjnej, która miała doprowadzić do przesilenia politycznego w Polsce – bo ni z tego, ni z owego 3 grudnia odbyła w naszym nieszczęśliwym kraju zjazd. W roli gospodarza wystąpił tam pan Ryszard Petru, przywódca Nowoczesnej, którą uważam, podobnie jak i jego samego, za wydmuszkę starych kiejkutów, utworzoną w ramach majstersztyku, mającego przekonać Amerykanów, że warto wciągnąć ich na listę „naszych sukinsynów”. No a teraz pan Rysio poinformował Guy’a, że Polska „przestaje być demokratycznym państwem prawa”. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że pan generał Marek Dukaczewski, co to wprawdzie „ma pod sobą żołnierzy”, ale jednocześnie jest „człowiekiem pod władzą postawionym”, polecił mu w krótkich, żołnierskich słowach: wiecie rozumiecie Petru, podkręćcie tego całego Guya, że, wiecie, rozumiecie, w Polsce demokracja i praworządność ginie i że czas działać. Dlaczego akurat Guya? Ano, dlatego, że on z frakcji, a po drugie – żeby kombinacja operacyjna sprawiała wrażenie inicjatywy oddolnej, wychodzącej od europejskiego ludu pracującego miast i wsi, a nie, dajmy na to, od Naszej Złotej Pani. Toteż panu Rysiowi nie trzeba było takich rzeczy dwa razy powtarzać i już Guy wie, co przystoi mu w tej sytuacji czynić, bo wygląda na to, że przez starszych i mądrzejszych został rzucony na odcinek walki z „populizmem”.

Z obfitości serca usta mówią, toteż i pani pierwsza Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, też nie jest już w stanie utrzymać za zębami porywów serca gorejącego i na zjeździe sędziów „Iustitia” niemal zaintonowała kultową piosenkę marksistów-leninistów, że „bój to jest nasz ostatni” oświadczając, że jeszcze jeden wysiłek i w Polsce powróci „prawdziwe państwo prawa”. Pewnie ma na myśli to, które pamiętamy z afery FOZZ, z afery lustracyjnej, z afery hazardowej, z afery Amber Gold, a może nawet z afery Żelazo – bo co mamy sobie żałować? Widać, że każdy na swoim odcinku frontu, na który został rzucony, uwija się już jak w ukropie, nie zważając na zachowanie pozorów, bo i po cóż bawić się w jakieś pozory, kiedy upragnione wyzwolenie tuż – tuż? Skoro kombinacja operacyjna będzie odbywała się pod sztandarem praworządności, to nic dziwnego, że stare kiejkuty właśnie pospiesznie rozganiają Zasrancen, których wcześniej zorganizowały z Komitecie Obrony Demokracji – bo jakże tu powiewać przed całą Europą, a w każdym razie – przed tym całym belgijskim Guyem – sztandarem praworządności, a jednocześnie w charakterze chorążego trzymać aferzystę, który nie poczekał nawet na finał kombinacji operacyjnej, tylko od razu pokazał co potrafi?

Zresztą nie tylko dlatego, bo – jak wspomniałem – w nadchodzącej kombinacji operacyjnej rola głupich cywilów zostanie wydatnie ograniczona na rzecz pierwszorzędnych fachowców z naszej niezwyciężonej armii. Właśnie pan Andrzej Rzepliński, bodajże na przesłuchaniu u resortowej „Stokrotki” (a może przed „Kasią” Kolendą-Zaleską?) sumiennie zeznał, że „sytuacja w armii zahacza już o zbrodnię stanu”. Wprawdzie pan Rzepliński uchodzi za głupiego cywila, a w każdym razie ja nie wiem, by był, dajmy na to, pułkownikiem, chociaż – czego to ludzie nie gadają? – ale skoro walczymy o praworządność, to jego diagnoza ma pewien ciężar gatunkowy – jednak wydaje się, że główny ciężar kombinacji operacyjnej weźmie na swoje barki nasza niezwyciężona. Ostatnio do grona bezlitosnych krytyków złowrogiego ministra Macierewicza dołączył generał Roman Polko, ujawniając, że generałowie, którzy „odeszli” z naszej niezwyciężonej w następstwie kuracji przeczyszczającej, „odchodzą sfrustrowani”, bo zamiast nich hołubieni są żandarmi, co to pomagają ministrowi przejść przez jezdnię. Czyżby generałowie byli zazdrośni nawet o żandarmów? – bo że o Misiewicza, to rzecz dowiedziona. Gdyby złowrogi minister Macierewicz przynajmniej każdego całował na dobranoc, niczym sierżant w tej angielskiej wojskowej piosence, którą pamiętamy z filmu Sidneya Lumeta „Wzgórze” z Harrym Andrewsem, to może nie byłoby takiej frustracji, ale niestety – najwyraźniej złowrogi minister Macierewicz żadnego generała na dobranoc nie pocałował, więc nic dziwnego, że w końcu i pan generał Polko też się zbuntował i zaczął nawoływać pana prezydenta Dudę, by „uderzył pięścią w stół”. Może to niedopieszczenie generalicji nie miałoby takich konsekwencji, gdyby nie kropla, która przelewa czarę goryczy. Oto gwoli wytarzania Donalda Tuska w smole i pierzu, co – jak wiadomo – jest jednym z politycznych priorytetów prezesa Jarosława Kaczyńskiego – niezależna prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. 19 kwietnia chce nawet w związku z tym przeczołgać Donalda Tuska, który jednak – na co zwrócił uwagę Roman Giertych, który własną piersią Donalda Tuska osłania – chroniony jest immunitetem. Może więc niezależną prokuraturę naszego bantustanu ostentacyjnie zlekceważyć, podobnie jak pani Hanna Gronkiewicz-Waltz zamierza ostentacyjnie zlekceważyć komisję weryfikującą warszawską reprywatyzację, bo podobnież jest „niekonstytucyjna”. Tedy portal Wirtualna Polska bije na alarm, że złowrogi minister Macierewicz „niszczy polski kontrwywiad”. Uuuu, to już nie są żarty; za takową psotę pójdzie pewnie co najmniej w sybirną robotę – oczywiście pod warunkiem, że kombinacja operacyjna rozwinie się w pożądanym kierunku, to znaczy – że w rezultacie przesilenia politycznego na pozycję lidera politycznej sceny powróci ekspozytura Stronnictwa Pruskiego w postaci Platformy Obywatelskiej. Skoro jednak złowrogi minister Macierewicz „niszczy polski kontrwywiad”, to obawiam się, że „nocna zmiana” w rodzaju tej z 1992 roku nie wystarczy, że nasza niezwyciężona będzie musiała przeprowadzić operację podobna do tej z 13 grudnia 1981 roku.

Stanisław Michalkiewicz

KONFERENCJA W MUZEUM NARODOWYM W 70. ROCZNICĘ AKCJI WISŁA


 

Advertisement

TVP Rzeszów

 

OGLĄDAJ NA ŻYWO

najważniejsze informacje » Konferencja w Muzeum Narodowym w 70. rocznicę Akcji Wisła

SPOŁECZNE

PRZEMYŚL

KONFERENCJA W MUZEUM NARODOWYM W 70. ROCZNICĘ AKCJI WISŁA

Publikacja: 7 kwietnia 2017, 17:44Autor: Jacek BorzęckiŹródło: Aktualności

Przedstawiono na niej przebieg działań na terenie ówczesnego województwa rzeszowskiego. Polskie źródła podają, że wysiedlono z Podkarpacia 140 tysięcy osób. Według części historyków akcja Wisła nie miała znamion czystki etnicznej jak sugerują środowiska ukraińskie, lecz była formą taktycznego rozbicia podziemia UPA, które dokonywało zbrodni na Polakach. Strony ukraińskiej na konferencję nie zaproszono.

Działania wojskowe w ramach Operacji Wisła przedstawił profesor Jan Pisuliński.
– W sumie podziemie ukraińskie, według obliczeń Grupy Operacyjnej Wisła, nie liczyło więcej, niż 2400 osób, łącznie w siatce cywilnej i w partyzantce. Przeciwko temu rzucono ponad 20 tysięcy żołnierzy.
Dr Andrzej Zapałowski twierdzi, że odpowiedzialność za Operację Wisła ponosi podziemie ukraińskie. Jego zdaniem dzięki przesiedleniom można było zakończyć terror UPA.

– 3 lata po zakończeniu II Wojny Światowej mamy do czynienia z sytuacją, gdzie praktycznie miesiąc w miesiąc dochodzi do około 30-40 napadów na wioski, tylko w powiecie przemyskim.

Dr Artur Brożyniak z rzeszowskiego oddziału IPN potwierdza zaangażowanie IPN w badanie faktów dotyczących Operacji Wisła. Ale jest problem z ich interpretacją.
– W wielu dziełach historycznych interpretacja pewnych wydarzeń znacznie odbiega od przekazu, który mamy od swoich bliskich. I to jest szczególnie ważne tutaj, na terenach Polski południowo-wschodnich, gdzie ten przekaz dziejowy, te wydarzenia są ciągle żywe.
Organizatorzy konferencji z ramienia Archiwum Państwowego w Przemyślu, Polskiego Towarzystwa Historycznego i Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej podkreślali, iż polityka historyczna tak samo jak opis dziejów historycznych powinien opierać się na źródłach.

Smoleńska mgła wciąż gęsta jest


Znalezione obrazy dla zapytania lądowanie Tupolewa w Smoleńsku

 

BIBUŁA.pl

Smoleńska mgła wciąż gęsta

Aktualizacja: 2017-04-10 9:38 am

Przejęcie sterów władzy przez ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego miało całkowicie odmienić losy śledztwa smoleńskiego. Póki co, w sprawie pojawiło się sporo politycznych zagrań, które na razie nie przybliżyły nas do końcowych ustaleń na temat przyczyn i przebiegu katastrofy samolotu Tu-154M. Symbolem dochodzenia wciąż pozostaje leżący w Smoleńsku wrak.

Siedem lat po katastrofie samolotu Tu-154M, do jakiej doszło 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, opinia publiczna wciąż nie ma pewności co do okoliczności i przebiegu całego zdarzenia. Społeczeństwo polskie wciąż jest podzielone wzdłuż linii wyznaczającej granicę pomiędzy sympatykami PiS a „resztą” społeczeństwa, mającą zaufanie do ekipy PO-PSL.

Niestety, mimo przejęcia władzy przez partię Jarosława Kaczyńskiego, śladów „dobrej zmiany” brakuje. Owszem, pojawiło się kilka ważnych działań – można spierać się czy czysto politycznych czy organizacyjnych – ale one nie posunęły dochodzenia do przodu.

W pierwszej kolejności mowa tu o likwidacji prokuratury wojskowej. Nie sposób nie przyznać racji PiS, że struktura ta była – ogólnie – niewydolna. A w przypadku śledztwa smoleńskiego negatywnie nastawiona na jakąkolwiek współpracę – czy to z pełnomocnikami rodzin, które utraciły w katastrofie swoich bliskich, czy zewnętrznymi eksperckimi gremiami, czy też w końcu z mediami, które zdawać by się mogło, wnosiły więcej ożywienia w całe śledztwo, niż działania samych śledczych.

Zmianę organizacyjną zatem należy zapisać na plus. Podobnie jak na lepsze zmieniły się kontakty pomiędzy poszkodowanymi a Prokuraturą Krajową, która śledztwo od wojskowych przejęła. Ruszyły też długo zapowiadane, i co to tu kryć, oczekiwane ekshumacje i badania genetyczne ofiar katastrofy. Wszystkich. Czynność bezwzględnie konieczna, bo przecież nigdy nie wykonana, co potwierdzały raporty rosyjskich medyków i już stwierdzone błędy w identyfikacji i zamiany pogrzebanych ciał.

W innych aspektach śledztwo jakby ustało. Niestety, jego symbolem wciąż pozostaje wrak zalegający na płycie lotniska Siewiernyj, „aresztowany” przez Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. Cóż, dyplomacja rządu Prawa i Sprawiedliwości okazała się tu być tak samo „skuteczna” jak i poprzedników.

Równie jałowo przedstawiają się prace powołanej na nowo do działania „podkomisji smoleńskiej” działającej w ramach Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Można przyjąć, że ogrom materiałów jaki eksperci muszą przejrzeć, wymaga czasu, niemniej można odnieść wrażenie, że i tam niewiele się dzieje.

Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej pytany o owoce prac stwierdził, że po podkomisji można spodziewać się raportu, który „wskaże przyczyny katastrofy smoleńskiej od strony działania służb nawigacyjnych oraz innych czynników, które wpłynęły na tę straszliwą tragedię”. Minister wrócił tu, do znanej już i znajdującej uzasadnienie w faktach narracji o złej pracy rosyjskich kontrolerów lotu, i skupieniu się dotychczasowych badaczy na „winie pilotów”.

Dla każdego pilota jest oczywiste, że stało się tam coś strasznego. Gdy kapitan wydaje decyzję „odchodzimy”, wszyscy w kokpicie działają jednomyślnie i nie ma miejsca na dyskusję, sprawny samolot odchodzi więc na drugie zajście, odlatuje. Jeśli dzieje się inaczej, to znaczy, że musiało się stać coś, co uniemożliwiło realizację decyzji kapitana. Nie ma innej możliwości i obowiązkiem komisji badającej katastrofę jest ustalenie przyczyn takiego zdarzenia – powiedział Macierewicz.

Jego zdaniem, piloci „chcieli uratować polską delegację z zasadzki, w jakiej się wszyscy znaleźli. I mimo tej wspaniałej postawy to właśnie piloci są oskarżani”.

Niestety, w sprawę smoleńską mocno została wplątana polityka. Po raz kolejny zresztą. Sprawa, jak się wydaje, zupełnie niepotrzebnie i bezproduktywnie wykorzystana została do dyskusji wokół kandydatury Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. A niejako w akcie zemsty po nieudanym zablokowaniu ponownego jego wyboru, pojawiło się zawiadomienie do prokuratury dotyczące „zdrady dyplomatycznej” byłego premiera, w kontekście smoleńskim rzecz jasna. Cała awantura skończyła się zaś dyplomatycznym stwierdzeniem, że szefowanie RE, to nieistotna funkcja, właściwie nie warta uwagi. Sprawie smoleńskiej rozgłos nijak nie pomógł.

Po niemal 1,5 roku rządów gabinetu Beaty Szydło w kwestii wiedzy o katastrofie smoleńskiej zmieniło się niewiele. Być może dlatego, że prokuratorzy, jak i eksperci podkomisji muszą wykonać jeszcze tytaniczną pracę na polach pozostawionych odłogiem przez poprzedników. Dopiero pojawiają się zagraniczni eksperci i laboratoria, którzy – a to zajmą się ściągnięciem warku, a to znów wykonają badania. Na razie więc – mimo zmiany władzy – nad sprawami smoleńskimi wciąż zalega gęsta mgła.

Marcin Austyn

Obrona amerykańskich mistrzów wojskowej kierownicy


INTERIA.PLMotoryzacja

RAPORTY

POLSKIE DROGI

MISTRZOWIE KIEROWNICY W MUNDURACH

POLSKIE DROGI

MISTRZOWIE KIEROWNICY W MUNDURACH

Kilkanaście groźnie wyglądających stłuczek, uszkodzone samochody, powyginane bariery i połamane słupy – oto bilans kilkumiesięcznej obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce.

. /Fot. Marcin Ogdowski /INTERIA.PL

. /Fot. Marcin Ogdowski /INTERIA.PL

Jak zapewnia komandor rezerwy Janusz Walczak, były dyrektor Departamentu Prasowo-Informacyjnego Ministerstwa Obrony Narodowej, wypadki się zdarzają i musimy się do tego przyzwyczaić. I nie ma co do tego mieszać stanu dróg.

 

Co kilka dni dochodzi do zdarzeń z udziałem wojskowych pojazdów. Ostatni w poniedziałek 3 kwietnia. W Toruniu amerykańska cysterna wjechała w samochód nauki jazdy. Kierowcy z uśmiechem komentują kolejne ekscesy amerykańskich kierowców, inni zaczynają się obawiać widząc na drodze wojskowy pojazd. A wojskowi uspokajają – to naturalna kolej rzeczy. Czyżby?

  • Takie wypadki podczas przejazdu kolumn wojskowych pojazdów to normalka. Zdarzają się i będą się zdarzać. Wojsko ma do przerzucenia jakieś 3 tys. pojazdów i 5 tys. żołnierzy. Na tak gigantyczną skalę, kilka stłuczek to drobiazgi – uspokaja komandor rezerwy Janusz Walczak.
  • Jechał Pan kiedyś w kolumnie? – pyta Walczak.

  • W wojskowej nie – odpowiadam.

  • No to nie wie pan, jakie to jest trudne. Gwarantuję, że nie ma nic bardziej nudnego i uciążliwego – dodaje Walczak.

  • Ale to nie może tłumaczyć wojskowych kierowców, którzy w większości sytuacji są sprawcami tych wypadków – ripostuję.

  • Owszem, i nikt i nic ich nie tłumaczy. Są winni, ponoszą odpowiedzialność. Chodzi mi tylko o to, że musimy jedynie zrozumieć, że żołnierze bardzo rzadko poruszają się pojazdami taktycznymi po drogach publicznych i nie mają w tym doświadczenia. Zresztą, nawet gdyby mieli, to oni traktują te przejazdy jak działania wojenne. Przecież to jest sprzęt do działań wojennych, na terenowych oponach, stworzony z myślą nie o bulwarach, a o trudnym terenie. Ma ratować życie ludziom, a nie dobrze się prowadzić na asfalcie – tłumaczy Walczak. – Choć już wiosna, zaraz mnie pan zapyta o opony zimowe. Uprzedzam, pojazdy wojskowe nie mają zimówek – dodaje.

  • Komandor rezerwy Janusz Walczak /

    Komandor rezerwy Janusz Walczak /

    Stłuczki po kolei
    • Kierowcy to nie są zwykli kierowcy TIR-ów, a pojazdy taktyczne nie są zwykłymi TIR-ami. Trasa przejazdu i styl jazdy w kolumnie też jest niecodzienny. Co prawda amerykanie robią odprawy i zwykły żołnierz wie, dokąd jedzie, ale co mu z informacji, że jedzie np. do Żagania. Dla niego to kolejne miejsce na mapie. Jedzie dokładnie tam, gdzie pojazd przed nim. Raz szybciej, raz wolniej, to w prawo, to w lewo, wisi na zderzaku i jedzie ślimaczym tempem setki kilometrów niewygodnym pojazdem – mówi Walczak.

    Walczak zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny fakt. – Przerzut wojsk to element treningu strategicznego. Obecność amerykańskich oddziałów w Europie to przecież element ćwiczebny. To jest jak najbardziej poważny trening. Żołnierze są cały czas w rynsztunku bojowym, a pojazdy opancerzone. Widoczność jest w nich słaba, miejsca mało, o komforcie nie ma co mówić. Przypuszczam, że w tych kolumnach jadą w hełmach i pod bronią. Znając amerykanów i ich podejście do swoich obowiązków, nikomu nie przyjdzie nawet do głowy, żeby hełm na chwilę zdjąć, a broń odłożyć – mówi Walczak.

    • Dla nich to działania taktyczne. Właśnie, dlatego takie wypadki będą się zdarzać i nie ma się temu, co dziwić. Zresztą nasze rosomaki jak wyjeżdżają na drogi publiczne, też powodują stłuczki – kwituje.

    Wojskowi amerykańskiej armii najpierw zderzyli się w kolumnie, uszkadzając dwa Humvee, później z ciężarówki wypadły pociski czołgowe, później w Gorzowie Wielkopolskim samochód wypadł z drogi, taranując barierki, a teraz cysterna miała stłuczkę w Toruniu z samochodem nauki jazdy.

    Zarówno amerykańscy wojskowi jak i polscy uspokajają, że amerykanie poruszają się po naszych drogach legalnie, a szkody przez nich spowodowane są likwidowane z polisy ubezpieczeniowej. Sprawy bada albo żandarmeria wojskowa, albo strona amerykańska. Ma do tego prawo nadane na mocy umowy o statusie Sił Zbrojnych USA w Polsce – SOFA.

    Przejazd koordynowany
    • Często spotykam się z pytaniem, czy amerykańscy żołnierze mają polskie prawa jazdy. Oczywiście, że nie. My szanujemy przepisy wojskowe panujące w USA, i na odwrót. Jeśli w swoim kraju żołnierz może jeździć Humvee, to i u nas może nim jeździć. Nawet, jeśli polskie przepisy mówiłyby inaczej – wyjaśnia Walczak.

    Przypomnijmy, zgodnie z przepisami kolumnę wojskową obowiązują przepisy ruchu drogowego. Są jednak dodatkowe porozumienia, które regulują wszystkie zasady obecności obcych żołnierzy na terenie naszego kraju, w tym te określające, kto ponosi odpowiedzialność za ewentualne zdarzenia i na jakich zasadach odbywać się będzie rozliczanie powstałych szkód i wypadków.

    Za każdy ruch pojazdów w Polsce odpowiada Szefostwo Transportu i Ruchu Wojsk – Centrum Koordynacji Ruchu Wojsk (STiRW-CKRW) podległe ministrowi obrony narodowej. Ono planuje, kiedy, którędy i jak będzie jechała kolumna. Współpracuje przy tym z GDDKiA i z wojewodami. Warto jednak pamiętać, że kolumna nie musi być pilotowana ani przez żandarmerię wojskową ani policję. A co robić w razie kolizji? Tak, jak w każdej innej sytuacji, należy wezwać policję i spisać protokół.

    Rozmawiał Juliusz Szalek

    Janusz Walczak – komandor rezerwy, były dyrektor Departamentu Prasowo-Informacyjnego Ministerstwa Obron Narodowej. W latach 1993-2004 rzecznik prasowy dowódcy Marynarki Wojennej. Później rzecznik i szef wydziału prasowego Dowództwa Operacyjnego w Warszawie. Z wykształcenia oficer Marynarki Wojennej, politolog i dziennikarz.

    INTERIA.PL

    Jarosław Kaczyński: mieliśmy do czynienia z eksplozją nienawiści


    OnetWiadomości

     

    29 minut temu

    Jarosław Kaczyński: mieliśmy do czynienia z eksplozją nienawiści

    • Prezydent Lech Kaczyński, wicepremier Przemysław Gosiewski i minister Zbigniew Wasserman byli głęboko związani z polskim państwem i z polskim narodem; byli państwowcami i polskimi patriotami – powiedział dziś Jarosław Kaczyński. Prezes PiS powiedział, że po 10 kwietnia 2010 roku „mieliśmy do czynienia z eksplozją nienawiści”.

     

    Jarosław KaczyńskiFoto: Andrzej Iwańczuk/Reporter / East NewsJarosław Kaczyński

    Kaczyński uczestniczył w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w uroczystości odsłonięcia tablicy upamiętniającej prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wicepremiera Przemysława Gosiewskiego i ministra Zbigniewa Wassermanna, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej w 2010 r.

     

    Lider PiS podziękował m.in. premier Beacie Szydło za odsłonięcie tej tablicy, oraz „za pamięć”. – Pamięć o trzech ludziach, którzy byli jak wszyscy ludzie różni, ale których łączyło to, że byli głęboko związani z polskim państwem i z polskim narodem. Byli państwowcami i byli jednocześnie polskimi patriotami – podkreślił.

    Kaczyński wskazał, że „bieg wydarzeń, burzliwa historia ostatnich dziesięcioleci zetknęła ich ze sobą”.

    Kaczyński: mieliśmy do czynienia z bólem tej lepszej części narodu i eksplozję nienawiści

    • Kiedy byliśmy w opozycji, kiedy byliśmy atakowani, kiedy byliśmy tą watahą, która miała być dorżnięta – przepraszam za słowo – kiedy mieliśmy być anihilowani (…), kiedy chciano nas zniszczyć, to się nie udało. To się nie udawało, m.in. dlatego, że mieliśmy takich polityków, takich ludzi, kolegów, przyjaciół jak Zbigniew, jak Przemysław – powiedział Kaczyński podczas uroczystości. – Dzięki temu szliśmy powoli ku zwycięstwu – dodał prezes PiS.
    • Doszło do tragedii, w której mieliśmy do czynienia z jednej strony z bólem wielkiej, ośmielam się powiedzieć, tej lepszej części narodu, ale mieliśmy też i eksplozję zła, eksplozję nienawiści – podkreślił Jarosław Kaczyński. – Do dziś te dwie siły, te dwa żywioły ze sobą walczą – dodał lider PiS.

    • Jestem przekonany, że ten dzień, to montowanie tutaj, w tym tak ważnym w Polsce miejscu, tablicy pamięci tych trzech polityków jest kolejnym krokiem ku temu, by ci, którzy szerzą nienawiść i chcą niszczyć pamięć przegrali. By zwyciężyła prawda, by zwyciężyła pamięć, by zwyciężyła Polska – oświadczył Kaczyński.

    Prezes PiS wspomina Przemysława Gosiewskiego i Zbigniewa Wassermanna

    Jarosław Kaczyński wspominał także początki znajomości Lecha Kaczyńskiego i Przemysława Gosiewskiego. Nastąpiło to w latach 80. – Leszek rozpoznał w Przemysławie, że jest to człowiek niezwykły, o wielkiej inteligencji – mówił.

    Prezes PiS powiedział, że w dużej mierze zasługą Przemysława Gosiewskiego jest fakt przekształcenia Porozumienia Centrum w Prawo i Sprawiedliwość. Kaczyński wspominał, że relacja Lecha Kaczyńskiego ze Zbigniewem Wassermannem była inna. – Byli doświadczonymi prawnikami, coś ich połączyło – wspólna praca i umiejętność tej pracy, posuwania spraw do przodu w niezwykle trudnych okolicznościach – wspominał prezes PiS.

    • Leszek miał takie życiowe i polityczne doświadczenie, z którego wynikało, że wierzyć można niewielu. Na pewno Zbigniew należał do tych, którym wierzył. Jako człowiekowi, prawnikowi, prokuratorowi i jako politykowi  – mówił Kaczyński.

    10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęli wszyscy pasażerowie – 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka. Polska delegacja zmierzała na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

     

     

    (dp)

    Onet Wiadomości

    Na podstawie: Onet , PAP

    Pan Prewzydent nie rozumie co się działo i spokojnie czeka na wyjaśnienie katastrofy


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Prezydent: Co się działo w sprawie katastrofy? Do dziś trudno zrozumieć

    10.04.2017, 09:40

    Prezydent Andrzej Duda (P) oraz Marta Kaczyńska (2L) z córkami Ewą (2P) i Martyną (L) w drodze do Krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu gdzie spoczywają Maria i Lech Kaczyńscy

    Prezydent Andrzej Duda (P) oraz Marta Kaczyńska (2L) z córkami Ewą (2P) i Martyną (L) w drodze do Krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu gdzie spoczywają Maria i Lech Kaczyńscy / Polska Agencja Prasowa / Jacek Bednarczyk

    To, co przez lata działo się wokół katastrofy smoleńskiej, do dzisiaj trudno jest zrozumieć: dlaczego to nastąpiło, dlaczego nie ma chociażby protokołów, notatek z podstawowych wydarzeń, które wtedy miały miejsce – oświadczył prezydent Andrzej Duda.

    Prezydent był pytany przez dziennikarzy podczas porannych uroczystości z okazji siódmej rocznicy katastrofy smoleńskiej w Krakowie, czy jesteśmy obecnie bliżej wyjaśnienia przyczyn tego, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r.

     

    Ja mam przede wszystkim takie oczekiwanie od samego początku, od dnia, w którym to się zdarzyło, od tego 10 kwietnia 2010 roku, że polskie państwo uczyni wszystko, aby tę sprawę wyjaśnić, żeby dociec tego, dlaczego i w jaki sposób zginęło, po pierwsze, mnóstwo Polaków (…), po drugie, wielkich osób polskiego życia publicznego, polskiego życia politycznego, wykonując swoje państwowe obowiązki – mówił.

    Czytaj więcej

    Siedem lat po tragedii. Centralne obchody, msze, apele, przemówienia prezydenta i prezesa PiS [RELACJA NA ŻYWO]

    Duda ocenił, że „to, co się działo przez lata” w sprawie katastrofy – „cała postawa w związku ze śledztwem, początek, oddanie sprawy w ręce rosyjskie – do dzisiaj trudno jest to zrozumieć, dlaczego to nastąpiło, dlaczego nie ma chociażby protokołów, notatek z podstawowych wydarzeń, które wtedy miały miejsce”.

    Wskazał, że brakuje m.in. „notatek z podstawowych rozmów, które wtedy były prowadzone pomiędzy czołowymi politykami”.

    To jest coś, czego nie sposób zaakceptować, i to jest na pewno coś, co powinno być badane i co powinno być ustalane, natomiast nie przy wigilijnym stole, w domach Polaków, tylko po prostu są właściwe organy państwa: są służby, jest prokuratura, są biegli i to oni się tymi sprawami powinni zajmować; powinni się byli nimi zajmować rzetelnie od samego początku – dodał prezydent.

    To nie było byle wydarzenie, to nie był jakiś tam wypadek – to była katastrofa, w której, będąc na służbie, zginęła elita polskiego świata polityki i polskiego życia publicznego, i obowiązkiem polskiego państwa, absolutnym obowiązkiem polskiego państwa od samego początku, czyli władz państwowych, było czynić wszystko, aby tę sprawę wyjaśnić – zaznaczył.

    Prezydent pytany był również o ocenę prac podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej. – Czekam spokojnie na wyjaśnienie tej sprawy, nie przeszkadzam w tym, nie wtrącam się w to, ponieważ dzisiaj jest prokuratura, która tą sprawą się zajmuje, są służby, które tą sprawą się zajmują i ja po prostu pozwalam działać, czekam na wyniki tych prac – mówił prezydent.

     

    Źródło: PAP

    Tagi: katastrofa, katastrofa smoleńska, Smoleńsk, Wawel, prezydent, Andrzej Duda, Duda

    Znalazł się “wielki przyjaciel” narodu polskiego


    OnetWiadomości

     

    PAP

    dzisiaj 14:02

    Martin Schulz: jestem wielkim przyjacielem narodu polskiego

    Kandydat SPD na kanclerza Niemiec Martin Schulz powiedział dziś w Berlinie, że gdyby objął po wyborach do Bundestagu stanowisko szefa rządu, nie widziałby żadnego problemu w relacjach z Polską, pomimo wcześniejszej krytyki ze strony polskich władz. Schulz przypomniał także, że Jarosław Kaczyński określił go „prorosyjskim antypolskim lewicowcem”. – To nie jest jedyny wypaczony obraz, o jakim w minionych miesiącach słyszałem – skomentował.

     

    Martin SchulzFoto: MICHELE TANTUSSI / AFPMartin Schulz

    • Jestem wielkim przyjacielem narodu polskiego – oświadczył Schulz podczas spotkania z dziennikarzami zagranicznymi akredytowanymi w siedzibie SPD w Berlinie.

     

    • Wielu moich przyjaciół w Polsce wie o tym – zaznaczył niemiecki socjaldemokrata. Przypomniał, że jego żona, która jest co prawda Niemką, urodziła się w Szprotawie. – Czuję się w szczególny sposób związany z Polakami, także jako człowiek świadomy historii Niemiec – dodał były szef Parlamentu Europejskiego.

    Schulz zwrócił uwagę, że jako szef PE współpracował „bardzo intensywnie” z premier Beatą Szydło. Przypomniał, że to on zaprosił szefową polskiego rządu do przedstawienia polskiego stanowiska na forum PE. Dodał, że ma „normalne relacje” z przedstawicielami polskiego rządu, z którymi dotychczas współpracował. Wyraził nadzieję, że podobnie będzie postępował polski rząd, gdy on zostanie kanclerzem.

    • Pan (Jarosław) Kaczyński jest szefem partii, nie jest członkiem rządu, może więc jako szef partii nazywać mnie prorosyjskim antypolskim lewicowcem. To nie jest jedyny wypaczony obraz, o jakim w minionych miesiącach słyszałem – powiedział Schulz, odpowiadając na pytanie dziennikarzy nawiązujących do wywiadu udzielonego przez szefa PiS w lutym gazecie „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ).

    Jarosław Kaczyński: pani Merkel byłaby dla nas najlepsza

    W rozmowie z „FAZ” Kaczyński potwierdził znaną z jego wcześniejszych wywiadów ocenę, że wygrana obecnej kanclerz Angeli Merkel w tegorocznych wyborach do Bundestagu byłaby z polskiego punktu widzenia najlepszym rozwiązaniem. – Aktualna jest (ocena), że pani Merkel byłaby dla nas najlepsza. Szczególnie teraz, gdy wystąpił przeciwko niej pan Schulz – powiedział prezes PiS.

    Zdaniem Kaczyńskiego Schulz „ma słabość do Rosji”. – Ludzie, którzy dążą do ważnych funkcji, powinni się kontrolować. Pan Schulz jest natomiast znany z nieopanowania, ataków, krzyków. Jest lewicowym ideologiem. Pani Merkel nigdy nie wypowiadała się tak antypolsko, jak on – powiedział polski polityk.

    Po zmianie władzy w Polsce w 2015 roku Schulz wielokrotnie krytykował polski rząd. W grudniu 2015 roku mówił, że sposób przejmowania władzy w Polsce przez PiS „ma charakter zamachu stanu”. Na początku 2016 roku zarzucił PiS, że rządzi Polską, stosując „demokrację w stylu (prezydenta Rosji Władimira) Putina”.

    Wybory parlamentarne w Niemczech odbędą się 24 września. W sondażach chadecka partia CDU kanclerz Merkel ma obecnie niewielką przewagę nad SPD Schulza.

     

     

    (dp)

    Onet Wiadomości

    Źródło: PAP

    Putin nie przyjmie Tillersona?


     

    PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

    Wizyta Tillersona w Moskwie. „W grafiku Putina nie ma obecnie spotkania”

    ostatnia aktualizacja:10.04.2017 14:47

    • Spotkanie z amerykańskim sekretarzem stanu Rexem Tillersonem, który będzie 12 kwietnia w Moskwie, nie figuruje obecnie w grafiku prezydenta Władimira Putina – powiadomił w poniedziałek rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

    Rex Tillerson

    Rex Tillerson Foto: WIKIMEDIA COMMONS/U.S. Department of State/DOMENA PUBLICZNA

    „Żadnych spotkań nie zapowiadaliśmy i na razie w grafiku prezydenta spotkania z Tillersonem nie ma” – odpowiedział Pieskow, pytany o taką ewentualność przez dziennikarzy.

    Tylko spotkanie z Ławrowem
    Oznajmił, że Tillerson będzie rozmawiał z ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem. Zapewnił, że jeśli spotkanie z Tillersonem pojawi się w harmonogramie Putina, to dziennikarze zostaną o tym poinformowani.
    Tillerson ma być z wizytą w Moskwie w dniach 11-12 kwietnia. Na początku kwietnia rosyjskie MSZ wśród tematów planowanych rozmów rosyjsko-amerykańskich wymieniał walkę z IS w Syrii. Wcześniej o wspólnej z USA walce z terroryzmem jako temacie rozmów z Tillersonem wspominał Putin. Zapowiadał wówczas, że jeśli Tillerson odwiedzi Moskwę, to się z nim spotka.
    Rosyjska sekcja rozgłośni Głos Ameryki poinformowała w poniedziałek, że poprzedniego dnia z planu wizyty Tillersona w Moskwie zniknęło spotkanie z prezydentem Rosji. 

    Sytuacja w Syrii
    Źródło to przypomina, że do wizyty Tillersona dochodzi w kilka dni po ostrzelaniu przez USA pociskami manewrującymi syryjskiego lotniska w odwecie za atak chemiczny, o który Waszyngton oskarżył prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Rosja potępiła działania USA. Poparcie dla ataku USA w Syrii wyraziły m.in. Wielka Brytania, Francja, Izrael, Arabia Saudyjska i Japonia. Potępił go – prócz Rosji – Iran.
    Komentując w poniedziałek akcję USA w Syrii, Pieskow oświadczył, że Waszyngton pokazał tym całkowity brak chęci do współdziałania w Syrii i do uwzględniania interesów innych.
    Pieskow zwrócił uwagę, że powtarzanie jak mantry apeli o ustąpienie prezydenta Asada nie przybliża nikogo do politycznego uregulowania sytuacji w Syrii i że jedynym możliwym wariantem jest kontynuowanie żmudnej pracy: rozmów pokojowych w Genewie i Astanie. 

    dcz

    Zobacz więcej na temat: świat rex tillerson rosja stany zjednoczone władimir putinwojna w syrii

    Węgrzy walczą o prawa mniejszości na Ukrainie. A Polska? Milczy


    ParezjaParezja

     

    Węgrzy walczą o prawa mniejszości na Ukrainie. A Polska? Milczy

    Przez

    Michał Górski

    • 9 kwietnia 2017

     

    fot. pixabay.com

    Węgrzy żądają od Ukraińców, by ci zaprzestali szykanowania etnicznych organizacji węgierskich, a od prawodawców zaprzestania wydawania ustaw ograniczających prawa mniejszości narodowych.

    Sekretarz stanu w węgierskim MSZ Levente Magyar odniósł się do zgody Parlamentu Europejskiego na zniesienie wiz dla Ukraińców, dodając, że to właśnie Węgrzy odegrali w wyniku głosowania „główną rolę”.

    Tym samym postrzegamy za wielce niesprawiedliwe, że ukraińskie władze nadal stosują praktyki obliczone na zastraszenie węgierskiej mniejszości i prześladowanie węgierskich organizacji etnicznych. Najbardziej jednak niepokojące są przedłożone w parlamencie ustawy, które, jeżeli zostaną przyjęte, ograniczą prawa etnicznych Węgrów – powiedział Magyar.

    Naruszenie węgiersko-ukraińskiej przyjaźni może mieć negatywny efekt nie tylko na etnicznych Węgrów i Węgry jako państwo, ale również na Ukrainę – dodał.

    Miłosne fascynacje Północy “osiągnięciami” Południa jakby więdną nieco


     

    Pikio.plPikio.pl

     

    Wstrząsające informacje na temat zamachowca z Oslo. Tego nie spodziewał się nikt

    Autor: Maria Wieczorek

    Kwi 9, 2017

     

    Gdy świat obiegła informacja, że w Oslo odnaleziono przedmiot przypominający bombę, wszyscy zastanawiali się kim jest niedoszły zamachowiec i czy ma jakiś związek z szeregiem ataków ISIS. Teraz do mediów wyciekła szokująca informacja na temat jego tożsamości, której chyba niewielu się spodziewało.

    Po znalezieniu ładunku w centrum miasta, został on kontrolowanie zdetonowany przez przeznaczone do tego służby. Na szczęście nie doszło do tragedii, mimo iż właśnie to zapewne planował człowiek, który bombę podłożył. Jak się okazuje, informacje na temat niedoszłego zamachowca są naprawdę zaskakujące.

    Do mediów wyciekła bowiem informacja, że aresztowany w tej sprawie mężczyzna jest… niepełnoletni. Potencjalny zabójca to 17-letni chłopak. Na razie służby nie ujawniły szczegółów przesłuchania, nie opublikowały także żadnych konkretnych informacji na temat tożsamości niedoszłego zamachowca, takich jak nazwisko, czy pochodzenie.

    Świat jest jednak w szoku, że islamiści, bo to oni są podejrzewani o próbę zamachu przez większość internautów, wykorzystują do swoich działań nawet dzieci. Jest to przerażające, ale jednocześnie musi skłonić służby do odpowiedniej edukacji młodzieży oraz podwyższenia jeszcze bardziej środków ostrożności. Nie wiadomo już bowiem po kim można spodziewać się prób przeprowadzania ataków.

    Warto także zauważyć, że według norweskich mediów, 17-latek był Rosjaninem. Miał rzekomo przebywać w Oslo od 2010 roku. Nie są to całkowicie potwierdzone informacje, ale jeśli to prawda, trudno będzie powiązać go z ISIS.

    Umiłowanie pokoju zastępowane wirusem wojny


    Konserwatyzm

    KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

     

    Raźny: Amerykański globalizm

    0

    BY ADAMWIELOMSKI ON 9 KWIETNIA 2017PUBLICYSTYKA

    Nowe zagrożenia cywilizacyjne

    Po upadku komunizmu i wejściu Polski do NATO oraz  UE tożsamości Polaków zaczęły zagrażać nowe niebezpieczeństwa – ideologie i trendy kulturowe nowej cywilizacji, kształtowanej w ramach firmowanego przez USA zachodniego  globalizmu, któremu podporządkowane zostały zarówno Sojusz Północnoatlantycki, jaki i Unia Europejska. Te relacje podporządkowania europejskich „partnerów” Zbigniew Brzeziński nazwał wprost w Wielkiej szachownicy [i]amerykańskim protektoratem. Jego utrzymaniu – nie tylko w Europie – służy neoliberalna doktryna gospodarcza, której biblią stały się  programy wolnego rynku i handlu oraz globalny finansowy megakapitalizm. Cele amerykańskiego globalizmu osiągane są równolegle w sferze cywilizacji i kultury w ramach kolejnych etapów zachodniej rewolucji kulturowej. Po postmodernizmie – noszącym znamiona posthumanizmu – najgroźniejszą jej mutacją stał się  genderyzm, stanowiący priorytetową specjalizację eksportową USA. Każdemu amerykańskiemu eksportowi wojny towarzyszy genderowa antropologia. Ta ostatnia  za rządów prezydenta Obamy uzyskała nawet oficjalny mecenat Białego Domu, który ustanowił urząd rzecznika środowisk LGBT i obsadził w tej roli doświadczonego dyplomatę Randy Barry’ego. Rzecznik zobowiązany został bronić „praw” LGBT w skali światowej i na razie nic nie wskazuje na to, aby Donald Trump miał jego rolę unieważnić. Nie jest bowiem przypadkiem, że eksport wojny  oraz jej mutacji -kolorowych rewolucji  i zamachów stanu – idzie w parze z ideologią genderyzmu. Ostatnio przykładem takiego eksportu w stylu: „dwa w jednym” stała się Ukraina, gdzie działaczki Femen  i specjaliści gej -parady dwoją się i troją, aby ten podzielony wojną domową i zagrożony bankructwem kraj dołączył do klubu postępowych społeczeństw Zachodu, niszczących tradycyjną rodzinę w imię „praw” LGBT.

    Nowe zagrożenia dla naszej tożsamości wpisane były od początku w prozachodnią – proamerykańską –  opcję, jaką narzuciły Polsce elity solidarnościowo-komunistyczne. Wprawdzie ideologia genderyzmu nie miała trzydzieści lat temu obecnego znaczenia, ale jej zapowiedzi były wyraźne w trwającej nieprzerwanie od 1968 roku rewolucji kulturowej. Dla tkwiących w niej zaczątków nowej globalnej antropologii potrzeba było jedynie norm prawnych, aby zawojowała zachodni świat. W UE normy te dał Traktat Lizboński. Solidarnościowo-komunistyczna nomenklatura, wprowadzająca Polskę w obręb wpływów zachodnich pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, miała pełną świadomość zarówno prowojennego programu NATO, jak i antynarodowego i antychrześcijańskiego charakteru rewolucji kulturowej, kształtującej nową globalną cywilizację. Gdy jej pierwotne – niewinne – hasło makdonaldyzacji społeczeństw i kultur narodowych uzyskało sukces światowy, globaliści szybko zastąpili je „prawami” LGBT. Dla prozachodnich polityków polskich lat 90. ta zamiana nie miała żadnego znaczenia. Było to bowiem nie liczące się z interesem Polski pokolenie nowej nomenklatury – w ścisłym znaczeniu tego słowa, świetnie określonym przez Michaela Woslenskiego[ii]. Należący do niej decydenci Solidarności, podobnie jak komunistyczni reformatorzy epoki gorbaczowowskiej – zostali bardzo dobrze opłaceni przez zachodnich – głównie amerykańskich – globalistów, aby reprezentować ich interesy przy –  i po  – okrągłym stole. Wystarczy w tym miejscu przypomnieć  nierozliczone miliony dolarów, które przejęły wybrane kręgi Solidarności jako pomoc dla działalności związkowej. Z drugiej strony amerykańskie stypendia, granty  i inne bonusy – dla partyjnych reformatorów – z Leszkiem Balcerowiczem, Markiem Borowskim czy Markiem Belką na czele. Wszystko odbyło się zgodnie ze scenariuszem konwergencji, którą przedstawił Brzeziński w przytoczonej -fundamentalnej  dla amerykańskiego globalizmu -pracy. Scenariusz ten zapewniał miękkie wejście globalistów na obszar postkomunizmu. Nie tylko bez osądzenia komunizmu, ale wręcz z wykorzystaniem jego wyznawców do wcielania w życie praw globalnej gospodarki i towarzyszącej jej cywilizacji.

    Od  „imperium zła” do „imperium zła”

    Po roku 1945 ideologia komunizmu jako obowiązująca w sferze politycznej i  społecznej Polski uderzała nade wszystko w chrześcijańskie fundamenty naszej cywilizacji. Najdobitniejszym świadectwem antychrześcijańskiego jej ukierunkowania stała się wykreowana na jej gruncie antropologia, głosząca koncepcję nowego człowieka, nazwanego przez badaczy homo sovieticusem – człowieka pozbawionego świadomości religijnej, kulturowej i narodowej; podporządkowanego całkowicie ideologicznym celom. Temu antropologicznemu eksperymentowi towarzyszyła  negatywna transformacja wszystkich sfer życia – spowodowana wnikającym w nie absurdem realizowanej utopii polityczno-społecznej, która uniemożliwiała z jednej strony rozwój osobowy człowieka, z drugiej kształtowanie dobra wspólnego w jego pierwotnym, sprecyzowanym przez św. Tomasza znaczeniu: bonum commune. Znaczenie to obejmowało nade wszystko dobro duchowe każdego członka danej społeczności, a następnie jego dobro materialne, instrumentalne wobec duchowego. Dla  społeczeństwa polskiego te koncepcje dobra wspólnego, podobnie jak chrześcijańska antropologia i  etyka były nadal punktem odniesienia w kształtowaniu świadomości nie tylko narodowej, ale również społecznej. Dlatego ideologia totalitaryzmu komunistycznego postrzegana była jako ideologia unicestwiająca podstawy bytu narodowego i społecznego, narzucona Polsce przez Rosję radziecką. Polacy czasów PRL – w przeciwieństwie do pokoleń budujących i podtrzymujących III RP – byli świadomi zagrożeń swej tożsamości, wynikających z ideologii komunizmu. Skutecznie, choć mało spektakularnie stawiali jej opór w heroizmie życia codziennego – rodzinnego, zawodowego, środowiskowego – skupiając się wokół Kościoła  i jego charyzmatycznych pasterzy – kardynałów: Stefana Wyszyńskiego i Karola Wojtyły. Zagrożenie było ogromne, ale proporcjonalnie do niego – choć paradoksalnie – ogromna była siła Kościoła i jego bezkompromisowość wobec komunistycznej ideologii. Kościół nie tylko nigdy jej nie zaakceptował, ale także podtrzymywał zakwestionowaną przez nią świadomość religijną Polaków i towarzyszącą jej świadomość narodową. Obecnie Kościół nie  może poszczycić się taką bezkompromisowością wobec zagrożeń ze strony zachodniego globalizmu, firmowanego przez USA. Bezkompromisowość tę wykazuje bowiem jedynie w polskiej przestrzeni politycznej, społecznej i kulturowej, walcząc – skutecznie – z antropologicznymi trendami globalnymi – nade wszystko z genderyzmem. Przestał jednak wartościować i oceniać pod tym względem działania polskich władz i polskiego  establishmentu politycznego na arenie międzynarodowej. Działania te nie maja nic wspólnego z obroną chrześcijaństwa i jego wyznawców  – nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również w Unii Europejskiej. Polska  w Brukseli czy w ONZ przestała być krajem katolickim. Zajmuje indyferentną postawę wobec problemów cywilizacyjno-religijnych zachodniego globalizmu i związanych z nimi problemów moralnych. W sytuacji, gdy zagrożone jest chrześcijaństwo, taka postawa uzyskuje antychrześcijański charakter, czego świadectwem było podpisanie przez Lecha Kaczyńskiego i ratyfikowanie przez sejm RP ateistycznego Traktatu Lizbońskiego. Zarówno PiS – realizujący obecnie na arenie międzynarodowej „dziedzictwo” tego prezydenta – jak i cała  opozycja polityczna ,  nie są w stanie wspiąć  się na wyżyny europejskiej tradycji cywilizacyjnej  i zaproponować rozpadającej się Unii powrót do chrześcijańskich korzeni. Jedyne, co potrafią wyartykułować  obecni reprezentanci Polski w Brukseli, to „Europa jednej prędkości”, dalekiej od kulturowych i moralnych wyznaczników w tym samym stopniu, co osławione „zasady” premier B. Szydło, która po wyborze D. Tuska na szefa Rady Europejskiej przypisała je Polsce, nie precyzując ich charakteru. Nowomowa polskich polityków na salonach europejskich przybrała bowiem formę mutacji nowomowy komunistycznej. W obliczu totalnego zagrożenia ze strony ateistycznego atlantyzmu oraz wpisanego w jego strategię etapu islamizacji Europy, omija ona szerokim łukiem  pojęcia kluczowe dla przyszłości cywilizacyjnej starego kontynentu – nie pozwalające na odcięcie od jego korzeni. Autorzy polskiej nowomowy politycznej prezentowanej na salonach Zachodu jak diabeł święconej wody unikają dwóch decydujących o naszej przyszłości pojęć: chrześcijaństwo i chrześcijańskie wartości. Ironizując, można powiedzieć, iż jest to jedna z „zasad” B. Szydło.

    Jeszcze gorzej wygląda problem bezpieczeństwa Polski definiowany poprzez nasze członkostwo  w  NATO  i realizację jego wojennych celów, sprzecznych nie tylko z chrześcijańską koncepcją pokojowego współistnienia, ale również z każdym elementem polskiej  racji stanu. Niepokojące jest milczenie Kościoła i polskich katolików wobec zaangażowania Polski w permanentną wojnę USA na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie, wobec wsparcia  wojny domowej na Ukrainie, instalowania tarczy antyrakietowej i baz NATO oraz amerykańskiej brygady pancernej na naszym terytorium. O wiele groźniejsze jest milczenie katolickiej Polski wobec jej przygotowań do wojny z Rosją na naszym obszarze. Propaganda proamerykańska i pronatowska święci triumfy. Udało się wyrugować ze świadomości Polaków pokojowe nastawienie do świata i zastąpić je wirusem wojny. Udało się poprzez wirus wojny zaangażować Polskę w budowę antychrześcijańskiego, antynarodowego NWO. Do świadomości większości Polaków żyjących mitem „dobrej” Ameryki nadal nie dociera banalna prawda o tym, że  wbrew jej własnemu społeczeństwu i pragnącemu żyć w pokoju światu, stała się ona nowym wcieleniem „imperium zła”.

    Na  szachownicy USA

    Dla porównania warto wciąż pamiętać, że przemiany tożsamości narodowej w poddanych sowietyzacji  społeczeństwach nie były identyczne. Zależały od tradycji kulturowej, przynależności cywilizacyjnej, roli kościoła, typu świadomości religijnej, a także charakteru narodowego i istotnego dla jego ukształtowania pojmowania wolności. Transformacja osoby ludzkiej, a jednocześnie narodu i społeczeństwa na gruncie koncepcji homo sovieticusa – przejawiająca się w utracie tradycyjnych form tożsamości – nie była deformacją totalitaryzmu komunistycznego. Była jego nieodłączną, konstytutywną cechą.  Podobnie jak komunistyczny obóz pracy, którego symbolem jest GUŁag, nie był ani błędem, ani wypaczeniem tego systemu. Problem transformacji tożsamości osobowej w dyskusji o istocie totalitaryzmu komunistycznego ma znaczenie kluczowe. System negował bowiem zarówno tożsamość typu idem, jak i typu ipse –jednakowość i bycie sobą.  Taka  próba ograniczenia czy wręcz zniesienia autonomii osobowej była niczym  nieuprawnioną uzurpacją o charakterze ontologicznym i stanowiła największe zagrożenie dla człowieka ze strony systemu. Leżąca w podstaw totalitaryzmu komunistycznego próba ukształtowania nowego człowieka poprzez zmianę jego tożsamości i podporządkowanie totalne ideologii była w rzeczywistości próbą jego unicestwienia.

    Polacy, którzy nie poddawali się komunistycznemu zniewoleniu, zachowywali swą jednakowość i bycie sobą dzięki trwaniu w religii i polskości.

    Pytania kluczowe dla obecnej naszej sytuacji są dwa: czy Polacy zachowają swoją tożsamość wobec nowych zagrożeń? Czy wiara ojców stanie się na nowo jej opoką i uchroni nas od tragicznego rozdwojenia na bycie sobą w Polsce i bycie nikim poza nią – pionkiem na amerykańskiej szachownicy? Aplikowane nam  po „powrocie do Zachodu” wirusy nowej antropologii i permanentnej wojny nie są bowiem – podobnie jak w przypadku komunizmu Gułag – wypaczeniem globalizmu. Są świadectwem doskonale przygotowanej globalnej strategii w walce o „rząd dusz” w świecie.

    Mechanizm globalizmu, w który wpisaliśmy się dobrowolnie i w którym potwierdzamy wciąż na nowo swoją obecność – nie tylko poprzez udział w kolejnych amerykańskich wojnach, ale również  poprzez wspomniany Traktat Lizboński czy CETA – to mechanizm  niszczący tożsamość osobową i narodową podobnie jak jego komunistyczny prototyp, o którym pisał Michaił Heller w swej fascynującej książce Maszyna i śrubki. Rusofobia została w tym mechanizmie  zaplanowana jako jeden z ważniejszych elementów nowej świadomości Polaków – niezbędny do poszerzania z ich pomocą granic nowego „imperium zła” poprzez wojnę ze stawiającą mu opór Rosją. Pytanie: czy potrafimy jeszcze być sobą i odczytać cel globalnego mechanizmu, w którym jesteśmy śrubką,  i w porę odrzucimy jej rolę – pozostaje wciąż otwarte. Przyszłość Polski rozegra się bowiem w świadomości Polaków.

    Anna Raźny

    [i] Z. Brzeziński, Wielka szachownica

    [ii] M. Woslenski, Nomenklatura, wyd. poza cenzurą, t. 1-2, Wrocław 1984

    Turcja chce skubnąć swój kąsek w Syrii


     

    10:29 10 KWIECIEŃ 2017

     

    Turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu podczas spotkania z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem w Moskwie

    MSZ Turcji wezwało Rosję do rezygnacji z poparcia Asada

    © Sputnik. Maksim Blinov

    POLITYKA

    18:06 09.04.2017(zaktualizowano 20:56 09.04.2017) Krótki link

    5723293113

    Minister spraw zagranicznych Turcji Mevlüt Çavuşoğlu oznajmił, że Moskwa nie podejmuje niezbędnych kroków w związku z naruszeniem rozejmu w Syrii.

    Prezydent USA Donald Trump

    © AP PHOTO/ PABLO MARTINEZ MONSIVAIS

    Trump zastanawia się nad wprowadzeniem sankcji przeciwko Rosji

    Według niego powiedział o tym szefowi rosyjskiego MSZ Siergiejowi Ławrowowi.

    Turcja nadal jest przywiązana do zawieszenia broni w Syrii, jednak Rosja powinna przestać domagać się zachowania przez Baszara Asada urzędu przywódcy państwa — oznajmił Çavuşoğlu tureckim mediom.

    Wcześniej rosyjskie MSZ pozytywnie oceniło rolę Ankary w uregulowaniu w Syrii, podkreślając, że „Turcja jest jednym z gwarantów przestrzegania zawieszenia broni” oraz oceniając współpracę z nią jako konstruktywną. 

    Polityka historyczna Wiatrowycza


    Myśl Polska

    Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

    LOGIN

    Polityka historyczna Wiatrowycza

    wiatrowycz_0.jpg
    W tym samym czasie, kiedy doszło do profanacji pomnika polskich profesorów zamordowanych przez Niemców we Lwowie w 1941 roku oraz pomnika Polaków zamordowanych przez ukraińskich esesmanów i UPA w Podkamieniu (10-12 marca 2017 r.) doszło też do ponownej profanacji pomnika w Hucie Pieniackiej.

    „Nieznani sprawcy” namalowali na nim m.in. napis „Śmierć Lachom”, barwy OUN-B, symbole swastyki i wilczego haka (symbol używany przez Waffen-SS, a współcześnie przez neobanderowski pułk „Azow”) [1].

    Po pierwszej profanacji w Hucie Pieniackiej (wówczas wysadzono pomnik w powietrze) oraz profanacjach w Kijowie-Bykowni, Lwowie i Podkamieniu jest to już piąty w ciągu dwóch miesięcy atak na polskie miejsca pamięci narodowej na Ukrainie. Niestety i tym razem zabrakło stosownej reakcji władz polskich. Trzy najnowsze ataki na pomniki polskich ofiar niemieckiego i ukraińskiego nazizmu nie przeszkodziły ministrowi Waszczykowskiemu nie tylko w spotkaniu się w Warszawie z jego odpowiednikiem – ministrem Klimkinem – ale i w zainaugurowaniu Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa oraz złożeniu deklaracji, w której wezwał Rosję do „zaprzestania agresji na Ukrainie, do zwrotu zagarniętych ziem i powrotu do współpracy z Ukrainą” [2].

    Ta deklaracja oraz stwierdzenie Waszczykowskiego, że do formatu normandzkiego należy włączyć USA dowodzi po raz kolejny, iż tzw. polska polityka wschodnia jest wyłącznie odzwierciedleniem interesów geopolitycznych USA i tylko to ma na uwadze. Klimkin spotkał się także z prezydentem Dudą i marszałkiem Senatu. Również i na tych spotkaniach akcentowano polskie poparcie dla „europejskich aspiracji” Ukrainy oraz domagano się „pokojowego rozwiązania konfliktu” rzekomo „wszczętego na terytorium tego kraju przez Rosję”.

    Prezydent Duda i minister Waszczykowski – jak sądzę – doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie wspierają żadnych „europejskich aspiracji” Ukrainy, bo o tym w UE nikt już poważnie nie myśli, ani tym bardziej żadnej demokracji na Ukrainie, bo za takową nie można uznać oligarchiczno-nacjonalistycznego reżimu w Kijowie. Wspierają wyłącznie nacjonalizm ukraiński. Wśród postsolidarnościowego establishmentu zakorzeniło się bowiem przekonanie, że popieranie nacjonalizmu ukraińskiego jest polską racją stanu.

    Skutkiem tego poparcia są jednak sprofanowane miejsca pamięci polskich ofiar nacjonalizmu ukraińskiego na zachodzie Ukrainy
    . Być może po styczniowych profanacjach w Hucie Pieniackiej i Kijowie-Bykowni nie byłoby następnych, gdyby nie nieodpowiedzialna wypowiedź ambasadora Jana Piekły, który stwierdził bez jakichkolwiek dowodów, że te profanacje były rzekomo „rosyjską prowokacją”. To ośmieliło rzeczywistych sprawców – czyli epigonów Stepana Bandery i Romana Szuchewycza – do kolejnych ataków na miejsca pamięci polskich ofiar OUN-UPA i SS-Galizien.

    Alibi dla banderowców

    Znamienna jest również reakcja na ostatnie profanacje we Lwowie, Podkamieniu i Hucie Pieniackiej mediów PiS, czyli „Strefy Wolnego Słowa” red. Sakiewicza, który przed trzema laty został odznaczony przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. W krótkiej notatce na ten temat – sugerującej już w tytule, że profanacje były czyjąś „prowokacją” – portal niezalezna.pl zacytował czołowego lwowskiego banderowca Światosława Szeremetę, znanego z zeszłorocznych awantur w Przemyślu i gloryfikacji ukraińskich esesmanów poległych w bitwie pod Brodami. Otóż pan Szeremeta poinformował portal niezalezna.pl, że profanacje we Lwowie i Podkamieniu „to jest system prowokacji na Ukrainie” [3]. Czyich prowokacji? Oczywiście rosyjskich – to czytelnicy portalu niezalezna.pl po latach tresury wiedzą już sami. Nie można oprzeć się wrażeniu, że „Strefa Wolnego Słowa” służy już tylko do prezentacji narracji ukraińskiej, żeby nie wyrazić tego dosadniej.

    Ale narrację ukraińską prezentuje większość mediów mainstreamowych w Polsce. A jeśli z oczywistych względów prezentować jej nie można, to kompromitujące pomajdanową Ukrainę informacje po prostu się wycisza. Taka zmowa milczenia w mediach mainstreamowych w Polsce panuje m.in. nad polityką historyczną Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej i jego szefa Wołodymyra Wiatrowycza. Warto przyjrzeć się tej polityce w kontekście ostatnich wydarzeń.

    Neobanderowcy ogłosili rok 2017 „rokiem UPA” w zachodnich obwodach Ukrainy [4]. Wiatrowycz chce, by „rok UPA” był obchodzony również na szczeblu centralnym i popierają go w tym środowiska nacjonalistyczne, m.in. deputowani Frontu Ludowego Jaceniuka oraz partii Batkiwszczyna Julii Tymoszenko [5]. Dla potrzeb „roku UPA” Wiatrowycz zaprezentował nową spreparowaną historię tej zbrodniczej formacji.

    Dotychczas neobanderowska historiografia przedstawiała UPA jako rzekomy „ruch narodowowyzwoleńczy”. 8 lutego br. Wiatrowycz poszedł dalej i zainaugurował w Kijowie „kampanie informacyjną”, która przedstawia UPA jako główną siłę oporu wobec okupacji niemieckiej, walczącą rzekomo z Niemcami hitlerowskimi. Walkę tę miała podobno zainicjować w lutym 1943 roku sotnia Perehijniaka, która rzeczywiście wtedy zainicjowała, ale ludobójstwo na ludności polskiej na Wołyniu [6]. Czy można zrobić z ukraińskich kolaborantów i nazistów (bo do nurtu nazistowskiego właśnie zalicza się tzw. „integralny nacjonalizm” ukraiński) bojowników i męczenników walki z III Rzeszą? Okazuje się, że można.

    Kolejnym tego przykładem jest promocja postaci Ołeny Tielihy – ukraińskiej nacjonalistki z melnykowskiej frakcji OUN. 25 lutego na ulicy jej imienia u wejścia do miejsca rozstrzelania kilkudziesięciu Żydów w Babim Jarze – doprowadzonych tam przez ukraińskich policjantów, głownie członków OUN-M – odsłonięto pomnik Tielihy. Uroczystość uświetnili swoją obecnością lider OUN Bohdan Czerwak (ten sam, który niedawno formułował groźby wobec Polski), mer Kijowa Witalij Kliczko, wicepremier Pawel Rozienko, minister kultury Jewhenij Niszczuk oraz Filaret – patriarcha Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego. Z ich wystąpień wynikało, że działaczka OUN-M rzekomo walczyła z Niemcami i za to została rozstrzelana przez gestapo w Babim Jarze w 1942 roku (po egzekucjach Żydów w 1941 roku było to miejsce egzekucji więźniów politycznych).

    Wicepremier Rozienko powiedział m.in.: „Tutaj, dzisiaj, na tym miejscu, my wszyscy razem odpowiadamy na te sowieckie, a dzisiaj rosyjskie stereotypy o roli i stanowisku ukraińskich patriotów. Jeszcze raz powtarzam, w tej ziemi leżą pochowane setki ukraińskich patriotów, w tym także z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, którzy zostali zamęczeni przez niemieckich okupantów” [7].

    A więc kolaboracja OUN z Niemcami to są – w świetle obecnej ukraińskiej polityki historycznej – „sowieckie i rosyjskie stereotypy”. Tak na pomajdanowej Ukrainie fałszuje się historię. Z kolaborantki robi się ofiarę i stawia się ją na równi z rzeczywistymi ofiarami zamordowanymi w Babim Jarze, profanując to miejsce męczeństwa.

    Kim była Ołena Tieliha?

    Ta działaczka OUN-M przybyła do Kijowa 22 października 1941 roku wraz z wojskami niemieckimi i tzw. Bukowińskim Kureniem OUN. Na bazie Bukowińskiego Kurenia OUN utworzono we wrześniu 1941 roku tzw. Kijowski Kureń OUN, który w rzeczywistości był formacją ukraińskiej policji pomocniczej pod dowództwem Petra Żachwałyńskiego. To ta właśnie formacja brała udział w wymordowaniu 33.771 Żydów w Babim Jarze w dniach 29 września-3 października 1941 roku (w zbrodni tej uczestniczyło 1200 ukraińskich policjantów-melnykowców i 300 Niemców z SS-Sonderkommando 4a). Tieliha była zatem nazistowską kolaborantką i członkiem zbrodniczej formacji, a nie bojowniczką z niemieckim nazizmem. W 1942 roku w związku z konfliktem pomiędzy banderowską i melnykowską frakcją OUN została zadenuncjowana przez banderowców na gestapo pod zarzutem machinacji finansowych. Taka jest prawda o jej rzekomym męczeństwie.

    Zanim to się stało Tieliha stanęła na czele kolaboracyjnego Związku Pisarzy Ukraińskich i współpracowała z redakcją wydawanej za zgodą okupacyjnych władz niemieckich gazetą „Ukraińskie Słowo”. Ta właśnie gazeta wzywała swoich ukraińskich czytelników do wydawania Żydów w ręce Niemców. Tieliha prowadziła też w okupowanym przez Niemców Kijowie restaurację, którą przejęła w ramach „aryzacji mienia żydowskiego”. 2 października 1941 roku, kiedy trwały egzekucje Żydów w Babim Jarze, „Ukraińskie Słowo” zamieściło artykuł pod wymownym tytułem „Główny wróg narodu – Żyd”. Teliha była m.in. autorką artykułu pt. „Rozsypują się mury”, zamieszczonego 5 października 1941 roku na łamach kolaboracyjnej gazety „Wołyń”, w którym wyrażała radość, że Niemcy kazali „opuścić” Żydom Kijów. „Każda godzina przynosi coraz normalniejsze życie w mieście (zajętym przez Niemców – uzup. BP). Uwolniony od wschodnich barbarzyńców Kijów – zaczyna oddychać pełna piersią, zaczyna żyć nowym życiem” – pisała w tym artykule rzekoma bohaterka walki z nazizmem.

    teliha.jpg
    Odsłonięcie pomnika Ołeny Tielihy

    Adresatem poezji miłosnej Ołeny Tielihy był przed wojną czołowy ideolog nacjonalizmu ukraińskiego Dmytro Doncow. Ale oprócz tego typu poezji pani Tieliha tworzyła też nacjonalistyczną publicystykę. Na łamach wydawanego legalnie w Polsce ukraińskiego periodyku „Literaturno-Naukowyj Wisnyk”, w numerze 9 z 1937 roku, napisała ona znamienne słowa w artykule pod znamiennym tytułem „Z błyskiem drapieżnego zwierza”: „Zadaniem naszej współczesnej inteligencji i młodzieży powinno być dążenie do stania na czele szeregów takich młodych zabójców”. Nie jest też pewne czy rzeczywiście została rozstrzelana przez Niemców w Babim Jarze w 1942 roku. Łeontij Forostywśkyj – ukraiński kolaborant i burmistrz Kijowa podczas okupacji niemieckiej – w wydanej w Buenos Aires w 1952 roku książce pt. „Kyjiw pid worożymy okupacijamy” twierdził na s. 76, że Tieliha podcięła sobie żyły w areszcie gestapo na ulicy Władymirskiej w Kijowie.

    Taką to właśnie osobę – przedstawianą jako rzekomą bojowniczkę z nazizmem – władze pomajdanowej Ukrainy upamiętniły pokaźnych rozmiarów pomnikiem u wejścia do kompleksu memorialnego w Babim Jarze.

    Bezczelność

    Jeszcze bardziej perfidne oblicze ukraińskiej polityki historycznej pokazało sympozjum międzynarodowe „Shoah na Ukrainie. Nieszczęścia XX wieku w nowej perspektywie”, które zorganizowano na Uniwersytecie Paryż II Panthéon Assas w dniach 9-11 marca. Na konferencję tę zaproszono Wiatrowycza, natomiast nie zaproszono znanych i niezależnych badaczy historii nacjonalizmu ukraińskiego, takich jak John-Paul Himka, Per Anders Rudling, Marco Carynnyk, Grzegorz Rossoliński-Liebe i Iwan Kaczanowski. Patronem sympozjum była Fondation pour la Mémoire de la Shoah [8].

    Przeciwko udziałowi Wiatrowycza w tym sympozjum protestowało ze strony żydowskiej niewiele osób, wśród których najbardziej znaczący był głos Eduarda Dolińskiego – dyrektora Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego z Kijowa. Natomiast organizatorzy sympozjum – Philippe de Lara (Uniwersytet Paris-2) i Galina Ackerman (Europejskie Forum dla Ukrainy) – nie tylko umożliwili udział w sympozjum delegacji ukraińskiej z Wiatrowyczem na czele, ale przystali na głoszenie przez nią oczywistych kłamstw. Z wystąpień większości członków delegacji ukraińskiej można się było zatem dowiedzieć o „czarnej legendzie ukraińskiego antysemityzmu”, którą wymyśliła „moskiewska propaganda”. Można było też usłyszeć tezy negujące udziału nacjonalistów ukraińskich w Holokauście. Od takiego stanowiska zdystansował się tylko Jarosław Hrycak. Naukowcy zachodni i nieliczni działacze żydowscy protestujący przeciw udziale w konferencji Wiatrowycza zostali przedstawieni jako „przeciwnicy dekomunizacji” albo sojusznicy-agenci-poplecznicy Kremla. Organizatorzy konferencji pochwalili Wiatrowycza właśnie za ową „dekomunizację historii” oraz zgodzili się z nim, że historia Holokaustu jest „zakłamana”, a jej odkłamanie polegać ma na likwidacji „sowieckich stereotypów” na temat antysemityzmu nacjonalistów ukraińskich.

    „Przeciwdziałanie środowisk pro-kremlowskich dowodzi tylko, że my [jesteśmy] — na właściwym szlaku. Musimy kontynuować walkę o porozumienie między Ukraińcami i Żydami” – stwierdziła główna organizatorka paryskiego sympozjum, pisarka i dziennikarka Galina Ackerman [9].

    Narrację Wiatrowycza popierają zatem te same środowiska żydowskich, które m.in. oskarżają naród polski o rzekomy udział w Holokauście, propagując publicystykę Jana T. Grossa itp. autorów.Sympozjum paryskie miało najwidoczniej na celu oczyszczenie nacjonalistów ukraińskich z odpowiedzialności za udział w Holokauście. Jak wiadomo, odpowiedzialność ta jest od 30 lat konsekwentnie przerzucana przez wpływowe organizacje żydowskie na Zachodzie wyłącznie na naród polski.

    Dlaczego nie było żadnych protestów z Polski? Dlaczego milczą polskie uniwersytety i polskie środowiska naukowe? Dlaczego milczy prezydent Duda wobec wystąpienia jego serdecznego przyjaciela – prezydenta Poroszenki – w dniu 17 marca w Narodowym Muzeum Historii Ukrainy z okazji 100-lecia tzw. „ukraińskiej rewolucji”. Poroszenko wyraził tam wdzięczność „znaczącym postaciom tamtego czasu”, wśród których wymienił twórców zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego – Jewhena Konowalca i Dmytro Doncowa [10].

    Neobanderowska polityka historyczna pomajdanowej Ukrainy – tak jak i inne przejawy ekstremizmu politycznego ze strony współczesnych nacjonalistów ukraińskich – jest bagatelizowana przez mainstream polityczno-medialny w Polsce. Polską opinie publiczną próbuje się przekonywać, że neobanderyzm jest jakoby marginesem życia politycznego Ukrainy. Niestety jest wręcz przeciwnie. Władze pomajdanowej Ukrainy są zakładnikami neobanderowców, którzy odegrali kluczową rolę podczas przewrotu politycznego w 2014 roku.

    Postępujący rozpad gospodarki ukraińskiej może doprowadzić do kolejnego kryzysu, który do władzy wyniesie już jawnych neobanderowców. Były deputowany Partii Regionów Wołodymyr Olejnik ujawnił na początku marca, że Poroszenko potajemnie transferuje swój majątek do Hiszpanii, obawiając się nagłego odsunięcia od władzy [11]. Informację tę natychmiast uznano w Polsce – jak wszystko co jest niewygodne dla wizerunku pomajdanowej Ukrainy – za „rosyjską propagandę”. Jednakże o realnej możliwości nowego przewrotu w Kijowie i dojścia do władzy neobanderowców świadczy wydarzenie, które miało miejsce 16 marca.

    „Nacjonalnyj Manifest”

    Tego dnia największe ugrupowania neobanderowskie i neonazistowskie – tj. partia „Swoboda”, Prawy Sektor, Nacjonalny Korpus, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, Kongres Ukraińskich Nacjonalistów i młodzieżowe ugrupowanie neonazistowskie „C14” – przyjęły w Kijowie „Nacjonalny Manifest”. To nic innego jak program polityczny na wypadek przejęcia władzy, które najwidoczniej radykalni spadkobiercy idei banderowskich uważają za realne. Pod dokumentem podpisali się m.in. Ołeh Tiahnybok, Andrij Tarasenko i Andrij Biłećkyj – czołowe postacie przewrotu politycznego z 2014 roku, w obecności których Jarosław Kaczynski krzyczał na Majdanie „Sława Ukrainie!” i których polskojęzyczne media przedstawiały wtedy jako bohaterów walki z „reżimem Janukowycza”.

    I cóż czytamy w owym „Nacjonalnym Manifeście”? Na pierwszym miejscu wysunięto postulat utworzenia „Unii Bałtycko-Czarnomorskiej”, o której w zeszłym roku red. Sakiewicz debatował z neobandeorowcami we Lwowie. Tutaj jak na dłoni widać, że tzw. „Międzymorze” w wersji współczesnej to nie jest pomysł przedwojennych prometeistów, ale współczesnych banderowców, propagowany w Polsce przez środowiska proukraińskie z „Gazetą Polską” na czele. Dalej w „Nacjonalnym Manifeście” znalazły się m.in. postulaty zerwania stosunków z Rosją, odebrania Krymu i Donbasu, ustanowienia ukraińskiego jedynym językiem urzędowym, odsunięcia od władzy Poroszenki, odebrania majątków oligarchom i odzyskania przez Ukrainę „prawa do posiadania broni atomowej” [12].

    Ten program polityczny – którego autorzy w sprzyjających okolicznościach mogą przejąć władzę w Kijowie – jest rezultatem m.in. bezmyślnej i szkodliwej polityki polskiej. O tym, że igranie z banderowskim ogniem skończy się dla Polski źle pisałem już wielokrotnie. Wspierając oligarchiczno-nacjonalistyczną Ukrainę i ignorując renesans banderowski w imię hasła, że „lepsza Ukraina banderowska niż sowiecka” (sic!) postsolidarnościowe elity polityczne dolały nie tyle oliwy, co benzyny do ognia. I dolewają dalej.

    Bohdan Piętka

    [1] „Pilne: odnowiony pomnik w Hucie Pieniackiej został ponownie zdewastowany”, www.kresy.pl, 14.03.2017.
    [2] „Waszczykowski po spotkaniu z ukraińskim MSZ: niech Rosja zwróci Krym”, www.rp.pl, 15.03.2017.
    [3] Znowu obrzydliwa prowokacja. Swastyka i napis „śmierć Lachom” na nagrobkach, www.niezalezna.pl, 12.03.2017.
    [4] „Rok 2017 ogłoszono rokiem UPA w obwodzie iwanofranowskim na Ukrainie”, www.kresy.pl, 16.03.2017.
    [5] „Ukraińskie władze chcą ogłosić rok 2017 rokiem UPA”, www.kresy.pl, 21.12.2016.
    [6] Ukraina: w Kijowie zainaugurowano obchody 75. rocznicy UPA i wielką „kampanię informacyjną”, www.kresy.pl, 8.02.2017.
    [7] www.istpravda.com.ua, 25.02.2017.
    [8] „La Shoah en Ukraine”, Fondation pour la Mémoire de la Shoah, Paris 2017.
    [9] www.m.tyzhden.ua, 14.03.2017; www.m.day.kyiv.ua, 16.03.2017.
    [10] „Ukraińcy świętują 100-lecie tzw. Ukraińskiej Rewolucji. Poroszenko uczcił m.in. Konowalca i Doncowa”, www.kresy.pl, 17.03.2017.
    [11] Prezydent „nowej Ukrainy” Wołodymyr Olejnik: Poroszenko wywozi majątek za granicę, przygotowuje się do ucieczki, www.kresy24.pl, 2.03.2017.
    [12] „Ukraińscy nacjonaliści we wspólnym manifeście: chcemy bomby atomowej”, www.kresy.pl, 16.03.2017.

    Myśl Polska, nr 15-16 (9-16.04.2017)

    Bajanie “Bula”


    niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

     

    10 kwietnia 2017

     

    Tupet Komorowskiego nie zna granic. „Po katastrofie polska konstytucja zdała egzamin”

     

    Dodano: 10.04.2017 [09:54]

    Tupet Komorowskiego nie zna granic. "Po katastrofie polska konstytucja zdała egzamin" - niezalezna.pl

    foto: Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

    Bronisław Komorowski pojawił się rano w radiowym studio i dał popis arogancji. W dniu 7. rocznicy katastrofy smoleńskiej żalił się, że był obiektem „nieprawdopodobnych ataków”, a konstytucja po 10 kwietnia „zdała egzamin w stu procentach”.
    Komorowskim był dzisiaj rano gościem Radio Zet i został zapytany, czy dostrzega winy swego obozu politycznego w tym, co działo się przed i po katastrofie smoleńskiej. Były marszałek Sejmu twierdzi, że znalazł się wtedy „w oku cyklonu”.

    – Nie dlatego, że w jakimkolwiek, najmniejszym stopniu, brałem udział w przygotowaniach do wyjazdu prezydenta do Smoleńska, tylko dlatego, że tak mnie zakwalifikowali moi przeciwnicy (…) Koncentrowałem się na stabilizacji państwa, a mimo to od samego początku stałem się obiektem nieprawdopodobnych ataków – powiedział.

    Dopytywany czy państwo zdało wtedy egzamin, Komorowski bezkrytycznie ocenił, że egzamin zdała konstytucja.

    – Zdała w stu procentach, a więc siłą rzeczy fundament państwa polskiego sprawdził się w stu procentach – stwierdził Komorowski.

    W jego opinii „fakt wychodzenia z katastrofy naznacza państwo polskie pozytywnie”.

    – Udało się uruchomić zarówno program wyciągnięcia wniosków z katastrofy, jak i odbudowanie państwa polskiego, jeśli chodzi o jego zdolności zarządzania kryzysem i sytuacją post kryzysową – twierdzi Bronisław Komorowski.

    Komorowski jątrzy nawet w takim dniu.

    Autor: gb

    Źródło: niezalezna.pl, PAP

    Drukuj

    DZIAŁ: POLSKA

    Opowiadanie bujd na resorach


    Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

     

    • Podstawą władzy elit jest opowiadanie bujd na resorach

    Podstawą władzy elit jest opowiadanie bujd na resorach
    Written by krakauer, 10 kwietnia 2017, 3 komentarze

     Podstawą władzy elit nad prekariatem jest opowiadanie bujd na resorach. Bujdy mogą być „pop”, mogą być „sacro”, mogą być „eko”, jak i czysto patriotyczne. W zasadzie ciągle są wymyślane jakieś nowe bujdy, czy to w kwestiach życia społecznego, ekonomicznego, politycznego jak i nawet sięgają filozofii, ideologii i kultury. Przykładowo wmówiono Kobietom, że mają prawo się uczyć, pracować i robić karierę, a na dzieci przyjdzie czas. Konsekwencja jest upadek cywilizacji zachodniej, ponieważ łączna ilość dzieci nie przyrasta tak szybko, jak potrzebuje tego mechanizm zastępowalności pokoleń. Więc rzeczywiście jedno może dwa pokolenia Kobiet zrobią kariery i będą wspaniale żyć, ciesząc się swoją doskonałością, jednakże kolejne pokolenia społeczeństwa będą ograniczone pod względem ilości. Nie byłoby w tym niczego złego, niech sobie gender będzie, ale Kobiety, które chciałyby żyć tradycyjnie, nie są w stanie funkcjonować na tradycyjnych zasadach, bo ich mężowie nie zarabiają tyle, żeby utrzymać rodziny. Chociaż, jeszcze w połowie XX wieku, bez komputerów, robotów, dronów i lotów w kosmos – dało się! Dlaczego się nie da obecnie? Bardzo ciekawe, tylko niewielu ekspertów zwraca uwagę na ten problem. Nowe oblicze ekonomii Zachodu, wcale nie oznacza mniej pracy i więcej czasu wolnego dla mas. Wręcz przeciwnie, pracy może jest i mniej, ale trzeba dłużej o nią zabiegać, a zarobki są niskie, w konsekwencji siła nabywcza społeczeństw spada. Za to fikcyjna ekonomia ma się dobrze. Społeczeństwo jest w rozkładzie, wszyscy pracują na przetrwanie, chociaż miało być lepiej.

    Pomimo postępu technicznego, jak również wielkich zdobyczy zarządzania – pomimo wielkiego wzrostu efektywności gospodarki, dalej większość społeczeństwa to w istocie niewolnicy lub chłopi pańszczyźniani, nie mający szans na akumulację zasobów, ponieważ muszą wydawać wszystko, co zarobią i zadłużać się, żeby żyć. Czy o to chodziło w kapitalizmie neoliberalnym? Jeżeli weźmiemy poprawkę na to, że nie rodzą się dzieci, widać, że Socjalizm wcale nie był taki zły.

    Jeżeli bujdy sączone przez medialną papkę, nie wystarczają, żeby trzymać społeczeństwo pod kontrolą, stosuje się stare wypróbowane metody. Najpierw pokazuje się, to co można mieć jak się będzie grzecznym i pokornym. Przez jakiś czas to działało i u nas, miliony ludzi uwierzyły, że jak weźmie się kredyt, to się kupi mieszkanie. Niestety niektórzy kupili we Frankach Konfederacji Szwajcarskiej, czym się to skończyło lepiej nie myśleć. Więc marchewka w wydaniu współczesnego neoliberalizmu jest bardzo malutka, za to jest druga metoda, która działa zawsze – strach i niepewność. Właśnie wchodzimy w ten etap jako cały świat zachodni. Zaczęło się od kryzysu w USA, potem przelało się to na Europę, do tego kilka wojen i rewolucji. W konsekwencji już nie można być pewnym jutra, a do tego jeszcze – jak np. w Niemczech, dochodzi strach o to, czy przybysze nie poderżną obywatelowi gardła w nocy, albo nie zgwałcą mu córki jak wyjdzie z domu. W konsekwencji takiej mieszanki – rządzący mają kontrole w efekcie posłuszeństwo obywateli. Nie muszą się słuchać jak mrówki, wystarczy, że będą siedzieć w domach i oglądać idiotyzmy lansowane przez telewizję i porno w Internecie. Już samo powstrzymanie się i bierność mas, powoduje, że rządzący mają przewagę.

    Na to wszystko nakłada się kaganiec moralności i systemu prawnego, który jest wybitnie opresyjny, przyczynia się do ograniczenia praw ludzi, w tym do samokontroli i samo powstrzymywania. Nie wychylaj się, bo stracisz pracę! Nie realizuj swoich praw, ponieważ koszty sądowe cię zjedzą! Nie sprzeciwiaj się systemowi, bo z systemem nie da się wygrać – te i inne przypowiastki znamy doskonale. Oczywiście są potrzebne, bo inaczej byłaby anarchia. Na społeczeństwo filozofów i poetów to raczej nie ma co liczyć. Władza musi się zabezpieczać przy pomocy bata i kajdan. Inaczej to nie działa, ponieważ ludzie z natury są roszczeniowi, gnuśni i źli. Wielki eksperyment stworzenia nowego socjalistycznego społeczeństwa nie udał się, niestety został zaprzepaszczony. Równość nie istnieje, a to oznacza, że trzeba poprzez sankcje i wszelkie możliwe metody zapewniać posłuszeństwo ogółu.

    Jeżeli masy są grzeczne i w czasie wolnym jedzą popcorn oglądając idiotyzmy, a później idą karnie do pracy – to władza stosuje techniki soft. W momencie, jak ludzie stają się coraz bardziej świadomi, dochodzi do dokręcania śruby. Konsekwencje znamy, nawet po rewolucji – zjada ona własne dzieci.

    Można byłoby się tym nie przejmować, tylko trzeba mieć świadomość gdzie jesteśmy jako cywilizacja? W jakim miejscu się znajdujemy? W tym, co robi dzisiaj w tej układance nasz kraj i jakie ma szanse na przyszłość? Podstawą władzy elit jest opowiadanie bujd na resorach. Kajdany, kłamstwa, przemoc, przymus, moralność i system prawny. Czy można żyć inaczej? Socjalizm pokazał, że można – jednak to nie jest takie proste, jak się wszystkim wydawało. Jednakże patrząc na współczesne

    Chiny, trzeba z podziwem postrzegać ich wielki eksperyment społeczno-ekonomiczny. Przy czym – krytycznie – im mają więcej kapitalizmu, tym jest w kraju więcej sprzeczności. Sądząc po analogiach z doświadczeń nas samych, oznacza to, że i tam będzie musiało dojść do resetu.

    Przyszłość zawsze jest niepewna, jednak lepiej jeżeli jest wynikiem względnie dającego się objąć systemem porządku, niż wyłania się z chaosu. Co wybieramy – system, czy chaos?

    W rewanżu za Syrię nawoływanie do zbombardowania Ukrainy


    Kresy - Portal Społeczności Kresowej

     

    A. Prochanow, źr. zampolit

    ROSYJSKI DZIENNIKARZ: ZBOMBARDUJMY UKRAINĘ W REWANŻU ZA ATAK USA NA SYRIĘ

    9 kwietnia 2017|0 Komentarze|w bezpieczeństwo i obrona, Rosja, społeczeństwo, Wydarzenia |Przez Redakcja

    Aleksandr Prochanow chciałby także wysłać broń do Syrii i Korei Północnej.

    Redaktor naczelny rosyjskiego dziennika „Zawtra” Aleksandr Prochanow powiedział na antenie pierwszego kanału rosyjskiej telewizji, że Rosja powinna ostrzelać rakietami ukraińskie pozycje w Donbasie w odpowiedzi na ostatnie działania USA w Syrii.

    Możemy dokonać uderzenia rakietowego w stanowiska artyleryjskie w Donbasie, które walą codziennie w naszych ludzi. To będzie absolutnie symetryczna odpowiedź, całkowicie zgodna z procedurami, które naruszyły Stany Zjednoczone.– powiedział Prochanow.

    Prochanow zaproponował ponadto rozmieszczenie dodatkowych systemów antyrakietowych w Syrii oraz wysłanie takiej broni do Korei Północnej, która jego zdaniem stanie się kolejnym celem USA.

    Aleksandr Prochanow jest uznawany za jednego z ideologów rosyjskiego nurtu neoimperialnego.

    CZYTAJ TAKŻE: Nowa rosyjska cywilizacja

    Kresy.pl / Gordonua.com

    AMERYKAŃSKIE WOJSKA I LEWICOWI KRZYKACZE IDĄ W PAKIECIE


    Kresy - Portal Społeczności Kresowej

     

    Prof. Paul Gottfried, fot. blauenarzisse.de

    PAUL GOTTFRIED DLA KRESÓW.PL: AMERYKAŃSKIE WOJSKA I LEWICOWI KRZYKACZE IDĄ W PAKIECIE

    9 kwietnia 2017|0 Komentarze|w Publicystyka, Wywiady |Przez Redakcja

    Prezydent Duda może mieć rację, gdy dostrzega związek między tym, że wojska amerykańskie stacjonują nad Wisłą a otwieraniem swojego kraju dla AJC. Wydaje się, że prezydent uważa, iż goszczenie lewicowych krzykaczy może być niezbędną ceną amerykańskiej ochrony przed rosyjską agresją. Ale powinien też wziąć pod uwagę, że jeśli przyjmuje się w Polsce antychrześcijańskich wiktymologów i przyrzeka się współpracę, należy spodziewać się, że ci goście zaczną cię atakować od momentu przybycia – twierdzi prof. Paul Gottfried w rozmowie z portalem Kresy.pl.

    Prof. Paul Gottfried (ur. 1941) jest jednym z najbardziej cenionych amerykańskich historyków idei i paleokonserwatywnych myślicieli ostatnich czterdziestu lat oraz autorem 12 książek, w tym przełomowej „Conservatism in America” (2007). Jest głośnym krytykiem neokonserwatyzmu widząc w nim intelektualną i polityczną uzurpację amerykańskiej prawicy. Nie szczędzi ostrych uwag pod adresem zarówno Demokratów i Republikanów, którym zarzuca coraz to bardziej zmniejszające się różnice programowe. Jego osadzona w tradycyjnym konserwatyzmie analiza nt. kulturowego kryzysu Ameryki i Zachodu zyskała uznanie ze strony m.in b. prezydenta Richarda Nixona, Patricka J. Buchanana, Rona Paula, Russella Kirka czy Tomasa Molnara. Obecnie jest emerytowanym profesorem nauk humanistycznych na Elizabethtown College. Profesor Paul Gottfried skomentował dla nas fakt pojawienia się w Polsce American Jewish Committee oraz stosunek polskich władz do tej organizacji.

    Mając świadomość tego czym jest Amerykański Komitet Żydów w kontekście jego lewicowego aktywizmu, czy słuszna jest obawa, że AJC może stać się wehikułem dla marksizmu kulturowego w Polsce?

    Paul Gottfried: Nie mogę definitywnie powiedzieć, czy AJC stanie się narzędziem indoktrynacji marksizmem kulturowym w Polsce. Choć ta grupa znajduje się na lewicy kulturowej, poza kwestią poparcia dla obecnego rządu izraelskiego, to, czy stanie się narzędziem kulturowej radykalizacji zależy od tego jaką siłą stanie się w Waszym kraju. Wśród żydowskich grup w Stanach Zjednoczonych, AJC jest w dużej mierze nie do odróżnienia od Ligii Antydefamacyjnej, która jest w podobny sposób fanatycznie politycznie poprawna i która rutynowa łączy wszelkie objawy tradycyjnej kultury w chrześcijańskich krajach jako naturalnie bądź co najmniej potencjalnie antysemickie. Taka perspektywa została ukształtowana przez strach i nieufność wobec białych chrześcijańskich społeczeństw, które uważane są za zagrożenie dla przetrwania mniejszości żydowskich.

    Jak skomentowałby Pan Profesor fakt, że prezydent Andrzej Duda z uznaniem połączył pojawienie się AJC w Polsce ze stacjonowaniem amerykańskich żołnierzy nad Wisłą? Co wspólnego ma żydowska organizacja ze strategią militarną NATO?

    Prezydent Duda może mieć rację, gdy dostrzega związek między tym, że wojska amerykańskie stacjonują nad Wisłą a otwieraniem swojego kraju dla AJC. Wydaje się, że prezydent uważa, iż goszczenie lewicowych krzykaczy może być niezbędną ceną amerykańskiej ochrony przed rosyjską agresją. Ale powinien też wziąć pod uwagę, że jeśli przyjmuje się w Polsce antychrześcijańskich wiktymologów i przyrzeka się współpracę, należy spodziewać się, że ci goście zaczną cię atakować od momentu przybycia. Nie jestem też przekonany, że oziębłe potraktowanie AJC zaszkodziłoby polskim interesom związanym z bezpieczeństwem. Obawy polskiego rządu mogą okazać się zbędne. Stany Zjednoczone wyślą wojska do Polski nie dlatego, że prezydent Duda chwali AJC, ale dlatego, że USA znajdują się w sporze z rządem rosyjskim. Podobnie jak czarni nacjonaliści, feministki i działacze homoseksualni, AJC nieustannie poszukuje oznak antysemityzmu. Jeśli wasz rząd odmówi sankcjonowania późnych aborcji lub zawaha się w kwestii małżeństw homoseksualnych, AJC zacznie gadać o atawistycznym polskim antysemityzmie i o tych wszystkich polskich kolaborantach, którzy współpracowali z Waffen-SS zabijając polskich Żydów. Lepiej nie pchać się w takie uciążliwości.

    Jako słuchacz wykładów Herberta Marcusego, jak opisałby Pan Profesor asocjacje między AJC a Szkołą Frankfurcką?

    Istnieje pewne podobieństwo między Marcuse, jako krytykiem społeczenym, a AJC, lecz mogę zapewnić, że Marcuse był wzorem burżuazyjnego rozsądku w porównaniu z politycznie poprawnymi narzekaczami, których witacie w kraju Jana Sobieskiego. Uważam, że obecny poziom politycznej poprawności jest znacznie bardziej szalony od wszystkiego, co kiedykolwiek słyszałem ze strony Marcusego.

    Biorąc pod uwagę, że Polacy są generalnie proamerykańscy, czy nie jest czymś ironicznym, że organizacja która otwarcie sprzeciwia się obecnemu amerykańskiemu prezydentowi jest tak uroczyście witana w Polsce?

    Nie dziwi mnie, że AJC jako lewicowa organizacja nienawidzi Donalda Trumpa i formułuje wszelkie niesłuszne oskarżenia przeciwko niemu. Nie spodziewałbym się niczego innego ze strony tej grupy lunatyków. Proszę pozwolić mi wyrazić opinię, którą każdy, kto mnie zna, wie, że podzielam. W porównaniu do trucizny społecznej wywodzącej się ze strony kulturowej lewicy, która już zajęła i obecnie okupuje większość zachodnich „liberalnych demokracji”, muzułmańscy terroryści i prezydent Putin są stosunkowo nieznacznym zagrożeniem. Najpoważniejszym wyzwaniem stojącym przed prawdziwym „Zachodem” jest próba zahamowania postmarksistowskiej lewicy kulturowej.

    Czy zatem żydowsko-lewicowy aktywizm w chrześcijańskich społeczeństwach należy tłumaczyć tylko i wyłącznie strachem przed prześladowaniem? Czy też istnieją dodatkowe ideologiczne aspekty, które stoją za powstaniem Szkoły Frankfurckiej, AJC czy ADL?

    Mam problem z użyciem słowa „wyłącznie”. Mam wątpliwości, czy każdy żydowski lewicowiec kulturowy w Stanach lub w Europie Zachodniej motywowałby swoje pragnienie zlikwidowania pozostałości rozpoznawalnej chrześcijańskiej cywilizacji zachodniej obawą przed marginalizacją. Uważam jednak, że jeśli się przyjrzeć, około milimetr pod powierzchnią, zauważymy, że to niepokój doprowadził Żydów do przyjmowania kulturowych i spolecznie lewicowych postaw. Co więcej, podobna, jeśli nie tak samo intensywna, obawa występuje wśród niechrześcijańskich i niebiałych mniejszości w Ameryce i Europie Zachodniej, które chcą zastąpić zachodnią kulturę lub zredukować ja do mrocznych zwrotów o „prawach człowieka”. Nie widzę powodu, aby to myślenie amerykańskich Żydów zmieniło się w najbliższej przyszłości.

    Czy mógłby Pan Profesor przybliżyć naszym czytelnikom zjawisko tzw. Alternatywnej Prawicy (Alt-Right) i jego relacje z nurtem zwanym paleokonserwatyzmem, z którym był Pan intelektualnie związany?

    Określenie Alt-Right zostało tak nadużyte w ostatnim roku, iż można mieć wrażenie, że za każdym rogiem czai się aktywista tego ruchu. Prawdziwa Alternatywna Prawica, składająca się z białych nacjonalistów, przeciwników imigracji i wielbicieli międzywojennego faszyzmu, została całkowicie zmarginalizowana. Zauważyłem, że od czasu, gdy „New York Times” i „Washington Post” zidentyfikowały mnie, pośrednio, jako „ojca chrzestnego Alt-Right”, żaden konserwatysta głównego nurtu lub pro-Trumpowa strona internetowa nie odpowiada na moje pytania. Zostałem całkowicie poddany ostracyzmowi jako podżegacz „skrajnej prawicy”. Nawet ludzie Bannona [Steve Bannon, doradca polityczny prezydenta Donalda Trumpa, były redaktor popularnego portalu konserwatynego Breitbart – red] nie chcą mieć ze mną nic wspólnego, chociaż nie ma najmniejszego dowodu na to, że podzielam poglądy na rasę czy chrześcijaństwo na przykład takiego Richarda Spencera [jednego z liderów Alt-Right w USA – red]. W moim przypadku, ostracyzm polega na winie poprzez bardzo odległą asocjację, ale to dystansowanie się ode mnie sugeruje, jak przerażeni są ludzie Trumpa potencjalnym oskarżeniem o ekstremizm.

    Rozmawiał Michał Krupa

    USA głównie upowszechniają kłamstwa o “polskich obozach”


    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    PONIEDZIAŁEK 10 KWIETNIA

     

    Kłamstwo o „polskich obozach”: tylko w tym roku nasza ambasada w USA interweniowała ponad 30 razy!

    Data publikacji: 2017-04-10 09:00

    Data aktualizacji: 2017-04-10 09:14:00

    Kłamstwo o „polskich obozach”: tylko w tym roku nasza ambasada w USA interweniowała ponad 30 razy!

    Fot. Jarek Praszkiewicz / Forum

    Brak wiedzy, ignorancja i stosowanie skrótów myślowych – to zdaniem ambasadora RP w Waszyngtonie główne przyczyny nagminnego pojawiania się w Stanach Zjednoczonych określenia „polski obozy śmierci”. Jest to pewien skrót, dlatego że trzeba byłoby powiedzieć: niemieckie nazistowskie obozy koncentracyjne na terenie okupowanej Polski – powiedział w rozmowie z RMF FM Piotr Wilczek.

    Co roku mamy kilkadziesiąt interwencji w tej sprawie. W tym roku, już ponad 30. Monitorujemy informacje o Polsce w mediach amerykańskich. Dostajemy listy od Polonii i zawsze reagujemy – zaznaczył Wilczek.

    Zdaniem ambasadora użycie sformułowania „polskie obozy śmierci” rzadko stanowi przejaw „złej woli”, ale jest efektem nieodpowiedniej świadomości historycznej kreatorów amerykańskiej opinii publicznej. Łatwiej bowiem napisał „polskie obozy śmierci” niż „niemieckie obozy koncentracyjne w okupowanej Polsce”.

    Ambasador przypomniał o heroizmie Polaków ratujących Żydów w czasie II Wojny Światowej. – Często nie ma tej świadomości, że za jakąkolwiek pomoc w czasie wojny prześladowanym Żydom groziła kara śmierci natychmiast. O tym się nigdy nie wspomina, natomiast oskarża się Polaków o współudział w Holokauście, co jest zupełnie absurdalne – podkreślił.

    Wilczek zwrócił również uwagę, że trend ten powoli się zmienia. Jest to zasługa kampanii mającej na celu „tłumaczenie historii Polski”. – Znakomitym przykładem takiej dobrej promocji, pozytywnej jest film „Azyl”, który mówi o małżeństwie Żabińskich, którzy na terenie warszawskiego ZOO – wówczas zamkniętego – uratowali około 100 Żydów, którzy gdyby nie to, znaleźliby się w wielkim niebezpieczeństwie. Tego rodzaju filmy mogą bardzo wiele nauczyć, zwłaszcza jeżeli to są filmy amerykańskie, zrobione dla publiczności międzynarodowej – zaznaczył.

    W opinii ambasadora nigdy nie uda się całkowicie wyeliminować z przestrzeni publicznej „polskich obozów śmierci”. Główny powód stanowi „internetowa anonimowość”. – Anonimowość, która jest w dużej mierze cechą Internetu obecnie, zwłaszcza w komentarzach pod różnego rodzaju artykułami, powoduje, że często ludzie, którzy mają złą wolę czują się bezkarni. I różne takie wpisy się pojawiają – powiedział Piotr Wilczek.

    Źródło: rmf24.pl

    TK

    Read more: http://www.pch24.pl/klamstwo-o-polskich-obozach–tylko-w-tym-roku-nasza-ambasada-w-usa-interweniowala-ponad-30-razy-,50816,i.html#ixzz4dpYT5tE9