Eufropa pierwszej prędkości przerażona swoją polityką


 

logotyp tvn24

Magazyn TVN24

Magazyn TVN24

Do wybuchu epidemii wystarczy jeden zarażony. Śmiertelna choroba wraca

ZOBACZ

JACEK STAWISKI, TVN24 BIS

To największa operacja zbrojna Unii. Spełnia się koszmar Polski

  • 164
  • 2

Sytuacja w Afryce wymknęła się spod kontroli. Na skutek suszy, wojen i ogólnego chaosu, w kierunku naszego kontynentu ruszają setki tysięcy ludzi. Europa musi zareagować. Rozpoczyna się blokada morska Afryki Północnej, największa operacja zbrojna w historii Unii Europejskiej, mająca powstrzymać gigantyczny kryzys. Izolowana Polska jest wykluczona z tej koalicji, spełnia się za to nasz największy koszmar – państwa Zachodu dogadują się ponad naszą głową z Władimirem Putinem.

1 października 2018 r. Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania oraz Portugalia wysyłają na misję kilkadziesiąt własnych okrętów wojennych oraz specjalne grupy pracowników agencji humanitarnych. Mają nieść pomoc imigrantom z Afryki, przechwyconym i uratowanym na Morzu Śródziemnym podczas prób przedostania się do Europy.

Wszystko to jest efektem wydarzeń z drugiej połowy 2017 r., kiedy z Afryki do Europy zaczyna wędrować około stu tysięcy osób miesięcznie. Powody są dobrze znane: katastrofalna susza, pustosząca całe obszary kontynentu, niezwykle krwawe i okrutne wojny domowe i konflikty, w których walczy się o dostęp do wody, żywności czy do wilgotnych terenów. Właściwie w jednym momencie w Afryce załamuje się  kilkanaście państw, których ludność podejmuje desperacką próbę ucieczki do Europy.

Grupa wspomnianych wyżej najważniejszych krajów europejskich, wspierana przez wojska lądowe Holandii, Belgii, Austrii, Szwecji i Danii (czyli państwa szczególnie dotknięte przez kryzys imigracyjny) przygotowuje się  do desantu w północnej Afryce. Zadaniem 15-tysięcznej grupy wojsk jest utworzenie specjalnych enklaw, w których mają powstać obozy dla imigrantów. Przewiduje się, że w enklawach przez długie miesiące będą przebywać imigranci, którzy otrzymają pomoc żywnościową i medyczną, ale jednocześnie uświadomiono im, że nie mają żadnych szans, aby otrzymać azyl i prawo pobytu w Europie. Tak pomyślana operacja  zbrojna cieszy się ogromnym poparciem opinii publicznej w Europie Zachodniej.

Klęska suszy i głodu może być powodem gigantycznych ucieczek do Europy / Źródło: Dan Kitwood/Getty Images

Polski brak

Zasięg akcji jest spektakularny. Polska jednak nie bierze udziału w operacji na Morzu Śródziemnym, mimo iż przez wiele ostatnich miesięcy polski rząd argumentował w Brukseli, że potrzebne jest wzmocnienie granic zewnętrznych i powstrzymanie fali imigracji z innych kultur do Europy, ponieważ zagraża to stabilności politycznej i społecznej na Starym Kontynencie.

Jednak wielomiesięczny konflikt Warszawy z instytucjami Unii Europejskiej, ciągłe kwestionowanie istniejących zasad funkcjonowania wspólnoty oraz głęboka nieufność w relacjach politycznych i militarnych z Niemcami i Francją sprawiają, że Polska nie jest brana pod uwagę jako kraj mogący wziąć udział w wielkiej operacji Unii. Ten kryzys zaufania zaczął się wraz z załamaniem relacji wojskowych z Francją po zerwaniu kontraktu na dostawy helikopterów francuskich do Polski oraz po zdezawuowaniu udziału w Eurokorpusie, który był może symbolicznym, ale jednak zalążkiem europejskiej, głównie francusko-niemieckiej, armii.

W 2016 i 2017 roku państwa Europy Zachodniej wsparły polskie dążenia do wzmocnienia NATO na wschodniej flance w obliczu rosyjskich gróźb. Rząd w Warszawie wysyłał jednak do Europy nieczytelne sygnały – z jednej strony w publicystyce pojawiały się pomysły na mocarstwo europejskie wyposażone w europejskie siły zbrojne i nawet europejskie siły nuklearne, ale z drugiej strony z nieukrywaną wrogością odnoszono się do planów kilku państw, by zacieśnić polityczną integrację i połączyć siły zbrojne państw Unii Europejskiej.

Pierwsze sygnały, że niektóre państwa Europy Zachodniej pójdą dalej w integracji europejskiej, pojawiły się już na przełomie zimy i wiosny 2017 roku podczas szczytu Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii w Wersalu. Wtedy zapowiedziano niemal wprost, że model rozwiązywania kłopotów Unii Europejskiej będzie oparty na budowie tak zwanej Europy wielu prędkości. Genialność tego pomysłu polegała na tym, że pozornie nie zmieniano w układach europejskich niczego, lecz jedynie wypełniano treścią istniejące traktaty o możliwości  rozwoju dodatkowych form współpracy.

W Wersalu opowiedziano się za Unią dwóch prędkości / Źródło: MARTIN BUREAU/PAP/EPA

Choć w sondażach większość Polaków opowiadała się za szybkim podłączeniem się do wersalskiej grupy liderów, rząd i ośrodki medialne wspierające rząd otwarcie głosiły potrzebę odcięcia się od ścisłej integracji i wzorując się na Brexicie, zażądały przywrócenia Polsce pełnej odrębności państwowej i zawarcia jedynie umów o współpracy gospodarczej. Te sygnały  zostały odczytane w Paryżu czy Berlinie jako półrozwód z Unią Europejską.

Polskiej rezerwy wobec Unii nie zatrzymały także decyzje krajów bałtyckich oraz Czech i Słowacji, które zgłosiły chęć przyłączenia się do ścisłego rdzenia europejskiego. Rumunia i Bułgaria również nie chciały wypaść na obrzeża europejskie, chociaż zdawały sobie sprawę, że są na razie zupełnie nieprzygotowane do integracji. Jedynie Węgry zachowały rezerwę wobec projektu wersalskiego, ale rząd w Budapeszcie jasno też powiedział, że nie zamierza torpedować Europy wielu prędkości i w późniejszym terminie oceni, który „krąg integracji” będzie odpowiadał Węgrom.

0:11 Dzięki reklamie oglądasz za darmo

Unia dwóch prędkości groźna dla Polski? „Fakty po południu” TVN24 z 9.03 / Wideo: Fakty po południu

USA odpływają, przypływa Rosja

Retoryka antyunijna i antyniemiecka, jaka została rozpętana nad Wisłą, zbiera swoje żniwo: Polska znajduje się na marginesie Unii Europejskiej. Najgorsze jest to, że nikt tego formalnie nie ogłasza, jednak w praktyce w większości decyzji Warszawa jest pomijana.

Sytuacja robi się naprawdę niebezpieczna, kiedy Stany Zjednoczone wyrażają brak zainteresowania operacją śródziemnomorską, zostawiając ją samym Europejczykom. Wyczuwając doskonale moment, w którym można powrócić do gry na skalę kontynentu, do akcji wkracza Władimir Putin. W specjalnym przesłaniu oferuje Europie pomoc floty rosyjskiej w obronie południowych granic Unii. Uczestnicy misji nie odmawiają i w niedługim czasie na Morze Śródziemne wpływają rosyjskie okręty.

Rosyjska marynarka wojenna wpłynęła na Morze Śródziemne / Źródło: mil.ru

Na taką okazję rosyjski dyktator wyczekuje wiele miesięcy licząc, że Europa ogarnięta kryzysami nie będzie już zadawać pytania o Ukrainę, państwa bałtyckie czy sytuację wewnętrzną w Rosji, lecz po prostu wyciągnie rękę po kremlowską pomoc. Dla Polski oznacza to niestety jedno: powrót koszmaru porozumienia ponad naszymi głowami między Moskwą a Europą Zachodnią.

Nieobecni nie będą się liczyć

Powyższy tekst jest oczywiście pewnego rodzaju fikcją polityczną, ale opartą na wydarzeniach i zjawiskach ostatnich miesięcy. Oczywiste jest, że Unia Europejska w roku 60-lecia swojego istnienia, znajduje się w trudnej sytuacji politycznej i gospodarczej. Nadal niezaleczone są rany po kryzysach finansowym i migracyjnym. Ale coraz wyraźniej widać determinację przynajmniej części krajów unijnych, by wbrew pesymistom i wbrew silnym nastrojom wrogości wobec Unii, zaproponować nowy model funkcjonowania wspólnoty, wyciągając wnioski z dotychczasowych błędów.

25.03.2017 | Deklaracja Rzymska przyjęta. Polskie postulaty zostały uwzględnione

25.03.2017 | Deklaracja Rzymska przyjęta. Polskie postulaty zostały uwzględnione / Wideo: Fakty TVN

Wiodące państwa Unii nie chcą czekać, aż inicjatywę przejmą w Europie siły skrajne, wspierane otwarcie przez Putina, i dlatego zaczęły spieszyć się z naprawą organizmu unijnego. Można zaryzykować stwierdzenie, że Europa przeżywa właśnie drugi „moment założycielski” i że naprawa Unii musi zostać przeprowadzona teraz, ponieważ za kilka lat albo nastąpi burzliwy rozpad wspólnoty, albo jej powolny uwiąd.

Amerykański sekretarz stanu Dean Acheson pisał kiedyś, że trzeba koniecznie być obecnym „w momencie stworzenia”. Dzisiaj przeżywamy „europejski moment stworzenia”. Sukces obecnego, nowego założenia Unii Europejskiej przesądzi na dekady o pokoju i dobrobycie w Europie. Dlatego nieobecność Polski przy stole w pierwszej grupie państw może mieć dla nas skutki tragiczne. Nieobecni nie będą się liczyć. Obecni przynajmniej będą mieć wpływ na decyzje.

Supermocarstwo, nie superpaństwo

Tony Blair, jeszcze jako premier Wielkiej Brytanii, mówił kilkanaście lat temu w Warszawie, że Unia Europejska powinna stać się „supermocarstwem”, ale nigdy „superpaństwem”. Blair uważał, że potęga Europy wynika jednocześnie z jej różnorodności wewnętrznej, z ogromnego jednolitego rynku i zamożności. Na początku XXI wieku tak właśnie widziano Unię – jako najbogatszy (obok Ameryki Północnej, Japonii i Australii) region świata, który jako całość jest kolosem ekonomicznym, ale nie ma ambicji stworzenia jednolitego europejskiego superpaństwa.

Mocarstwowość Unii Europejskiej miała mieć „nowoczesny” charakter, czyli opierać się na sile gospodarki pięćsetmilionowego rynku unijnego, który de facto obejmował całą Europę – od Estonii i Polski do Portugalii i od Islandii do Sycylii i Krety. Takie „mocarstwo” ekonomiczne było na tyle atrakcyjnym modelem, że inne regiony świata nie tylko, że musiały się liczyć z siłą handlową europejskiego kolosa, ale także same chętnie kopiowały ponadnarodowy, uniwersalny charakter modelu europejskiego. Przez kilka lat wydawało się, że Blair był prorokiem, który doskonale zdefiniował charakter UE i nazwał po imieniu prawdziwe korzenie jej sukcesu.

Kryzys migracyjny

Mit o mocarstwowości prysł wraz z eksplozją kryzysu finansowego w strefie unijnego pieniądza – euro. Na gwałt próbowano uniknąć bankructwa południa Europy, a między Grecją, Włochami, Hiszpanią i Portugalią z jednej strony a Niemcami z drugiej strony wyrosła przepaść nie do pokonania oraz wzajemna niechęć. Południe i Północ, skupiona wokół Niemiec, miały fundamentalnie odmienne poglądy na gospodarkę.

W czasie kryzysu strefy euro kraje Europy Środkowej, w tym Polska, trzymały się z boku, nie angażując się w spór. Ale z boku nie dało się być, kiedy Unia Europejska stanęła w obliczu kryzysu migracyjnego. Węgry, a potem Polska pod rządami prawicy otwarcie sprzeciwiły się przyjmowaniu uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Tym razem Europa Środkowa była w  konflikcie z Berlinem i Brukselą, ale – co ciekawe – polskie i węgierskie stanowisko poparły Austria i Bawaria, a potem Skandynawia.

Różne podejście do imigracji niemal doszczętnie zniszczyło zaufanie między państwami Unii. Warszawa, w przeciwieństwie do Węgier, nie umiała sprawnie wyjaśnić swojej postawy w Europie Zachodniej, nie szukała sojuszników, choć argumenty na rzecz umocnienia granicy i stanowczego powstrzymania imigracji zaczęły zwyciężać po kolei w krajach Europy Zachodniej, także w Niemczech. Podzielona Europa żegnała się z marzeniami o wielkości.

Brytyjczycy takiej Unii powiedzieli NIE w referendum dotyczącym Brexitu, a niektóre rządy, w tym polski, otwarcie opowiedziały się za faktycznym powrotem do „Europy Państw”, handlujących ze sobą w miarę swobodnie, ale zazdrośnie strzegących swojej odrębności. Unia Europejska wydawała się martwa.

29.03.2017 | "Mam nadzieję, że nas nie wygonią". Polacy z Wysp o Brexicie

29.03.2017 | „Mam nadzieję, że nas nie wygonią”. Polacy z Wysp o Brexicie / Wideo: Maciej Woroch/Fakty TVN

Zostawieni sami sobie

To jest właśnie ten moment, w którym jesteśmy dzisiaj. Sytuacja jest na tyle trudna, że jedynie powiew optymizmu może tchnąć nowego ducha w ociężały i niesprawny projekt. Takim tchnięciem ducha może być powierzenie Unii nowych zadań, na przykład: obrony granic, uspokojenia imigracji, odbudowy bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. Do tego potrzebna jest Europa pierwszej prędkości, która będzie mogła szybko podejmować decyzje, nie oglądając się na wątpliwości.

Wydaje się, że tego właśnie oczekują obywatele – szybkich i namacalnych sukcesów. Jeśli uda się odzyskać ich zaufanie poprzez ochronę granic i odzyskanie kontroli nad imigracją, to być może będzie można powierzyć UE nowe zadania, na przykład odbudowy gospodarczej niektórych krajów, szczególnie Południa. Europa pierwszej prędkości to będzie właśnie Europa, która nie zostawia państw członkowskich samym sobie. Europa drugiej prędkości będzie zaś luźną grupą krajów ledwie orbitujących wokół decyzyjnych centrów Europy. Państwa te nie będą w punkcie zainteresowania reszty, ponieważ nawet jeśli jedno z nich wpadnie w tarapaty, to reszta poradzi sobie bez niego.

Nawet jeśli takie państwo popadnie w konflikt z agresywnym sąsiadem UE, na przykład Rosją, to niekoniecznie będzie mogło liczyć na wsparcie pozostałych państw wielowarstwowej Unii Europejskiej. I na tym polega największe zagrożenie dla Polski, związane z Europą wielu prędkości i pozostaniem Polski poza centralnym kręgiem europejskim.

Na rozstaju dróg

Odbudowa zaufania do Unii Europejskiej poprzez rozwiązanie kilku istotnych, trudnych, kosztownych, ale konkretnych problemów to dopiero wstęp do przywrócenia Europie statusu „supermocarstwa”, o którym mówił Tony Blair. Drugim warunkiem jest poszanowanie różnorodności państw, narodów i regionów europejskich. Proces unifikacji Europy, nawet jeśli wyobrażenia o nim są przesadzone, musi zostać zatrzymany, a nawet nieznacznie cofnięty, co też pozwoli obywatelom uwierzyć, że ich podstawowa tożsamość europejska – tożsamość narodowa i państwowa – nie znika, lecz jest pielęgnowana i szanowana.

Trzecim warunkiem budowy „supermocarstwa Europy” jest przynajmniej pewna doza wiary w projekt europejski. Dezawuowanie Unii Europejskiej jako projektu wrogich „elit”, Niemców, korporacji itd. nie pomoże w budowie silnej Unii i nie pomoże w budowie silnej Polski. Słowa o Europie mocarstwowej z własną armią i bronią nuklearną przy jednoczesnej pogardzie dla współczesnej Unii Europejskiej i podnoszeniu różnic między europejskimi narodami, wydają się po prostu kpiną z planów reformy UE.

Obecna Unia Europejska właśnie znajduje się na skrzyżowaniu dróg, które prowadzą albo do odrodzenia, albo do upadku. Polska też stoi  na swoim własnym skrzyżowaniu: musi wybrać, czy idzie w grupie odważnych, czy skręca w nieznane, a jednocześnie musi być świadoma, że skręt w nieznane oznacza niechybnie, że nikt na nas nie poczeka.

Kto nas wozi w sprawie Ukraińców?


TVN24

Nie milion a 183. Tylu jest w Polsce uchodźców z Ukrainy

08 kwietnia 2017

Uchodźcy z Ukrainy. Polski rząd mówi o milionie, statystyki o 183 Rząd zapewnia, że Polska udziela ochrony uchodźcom z Ukrainy. Premier Beata Szydło mówi, że przyjęliśmy ich już milion. Tymczasem według oficjalnych danych, w kraju jest jedynie 183 Ukraińców ze statusem uchodźcy. Reszta to migranci, którzy przyjechali do Polski pracować i Polska czerpie z nich zyski. Wiosną 2014 roku zaczęła się wojna w Donbasie. Wielu Ukraińców zostawiło wówczas wszystko co miało i na własną rękę uciekło przed nią do Polski. Liczyli, że nasz kraj zapewni im ochronę i nada im status uchodźców. Doktorant UJ deportowany do Iraku. „Nie zagrażał bezpieczeństwu kraju” Ameer Alkhawlany,… czytaj dalej » Milion „uchodźców” z Ukrainy Rządzący Polską politycy wielokrotnie, także na forum międzynarodowym, zapewniali, że tak się właśnie dzieje. Premier Beata Szydło mówiła o milionie uchodźców z Ukrainy, którzy zostali przyjęci, szef MSZ nawet o 1,25 miliona osób. – Z tych liczb żadna nie jest prawdziwa, bez względu na to, jak można by definiować uchodźcę – twierdzi jednak Rafał Kostrzyński, rzecznik Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców. Rzecznik polskiego Urzędu ds. Cudzoziemców Jakub Dudziak, na pytanie, czy to jego instytucja udzieliła rządowi informacji na temat liczby przyjętych uchodźców z Ukrainy, kręci głową. – Nic mi na ten temat nie wiadomo, żebyśmy takie informacje przekazywali – mówi. Tymczasem według danych pochodzących ze strony Urzędu ds. Cudzoziemców, od początku 2014 roku Ukraińcy złożyli w Polsce ponad sześć tysięcy wniosków o nadanie statusu uchodźcy. Pozytywną odpowiedź, czasem dopiero po odwołaniu, otrzymały 183 osoby. Niemiecki minister apeluje o wyrozumiałość wobec Polski. „Nie należy zbyt wiele wymagać” Od przyjaciół i… czytaj dalej » Chodzi tu zarówno o status uchodźcy, jak o tzw. ochronę uzupełniającą, która daje podobne uprawnienia: przez rok pieniądze na utrzymanie, program adaptacyjny na naukę języka polskiego i dożywotne prawo do pobytu w Polsce, pracy, zasiłku, ubezpieczenia zdrowotnego, edukacji oraz łatwiejszą drogę do uzyskania polskiego obywatelstwa. 183 osoby to zaledwie trzy procenty tych, którzy ubiegali się o status uchodźcy. Rząd udaje, że pomaga Polski rząd nadal udaje, że Ukraińcom pomaga. Prawda jest zupełnie inna. – Osoby, które tutaj [do Polski – red.] przyjechały, to są głównie osoby, które tutaj pracują. Czyli po pierwsze, nie mają prawa do żadnej opieki społecznej, pracują, płacą podatki i Polska tak naprawdę zyskuje gospodarczo, finansowo na tych osobach – mówi Piotr Bystrianin, prezes Fundacji Ocalenie. – Jest też trochę studentów, ale oni tak samo nic tutaj za darmo nie dostają, muszą za wszystko płacić – dodaje. W twierdzenia polskiego rządu nie wierzą też unijni urzędnicy. „The Times”, powołując się na jednego z nich, twierdzi, że jesienią Polska i Węgry usłyszą ultimatum ws. uchodźców. Wydaje się więc wątpliwe, by unijni przywódcy nie odróżniali imigrantów od uchodźców, a tych z Ukrainy jest w Polsce – przypomnijmy – 183. Nawet ci, którzy faktycznie uciekali przed wojną i wystąpili o status uchodźcy, teraz często żałują. Kryzys na Ukrainie » W Donbasie trwa konflikt zbrojny Na Ukrainie trwają walki Rosyjski polityk zamordowany w Kijowie Rosyjskie media komentują konflikt w Donbasie „Świat się bardzo zepsuł w mijającym roku” Zdaniem ekspertów, posłowie zadeklarowali łącznie ponad 12 mld… Demonstracja w Berlinie przed przyjazdem Władimira Putina „Kreml mógł się przestraszyć własnej metody: zielonych ludzików” Czy młodzi chcą pomóc Ukrainie? Balcerowicz: Putin może się przeliczyć Zamieszki w Odessie z 2 maja 2014 roku Leszek Balcerowicz o doradzaniu w Kijowie Polityczny ferment na Ukrainie to to, na co czeka Władimir… Jan Piekło o Ukrainie i Rosji w „Faktach z zagranicy” Arsenij Jaceniuk – niechciany premier Ukrainy Władze w Kijowie oskarżają Rosję o wspieranie rebeliantów Telefon z Kijowa? Balcerowicz: no comment Andrij Deszczycia o sytuacji na Ukrainie Dwa lata temu „zielone ludziki” ruszały do akcji na Krymie Wideo: dn.npu.gov.ua Zamach w Mariupolu, zginął pułkownik SBU

 

 

Autor: mm\mtom

Źródło: tvn24

(http://www.tvn24.pl)

Ten reżim jest legalnie wybraną władzą w odróżnieniu od demokratycznych interwentów


Radio Gdańsk

Wiadomości

Amerykańskie pociski spadły na Syrię. "To już nie reżim zbrodniczy, a ludobójstwo"Fot. PAP/EPA/SEAMAN FORD WILLIAMS / HANDOUT

  • Piątek,

    07 kwietnia 2017

    12:24

Amerykańskie pociski spadły na Syrię. „To już nie reżim zbrodniczy, a ludobójstwo”

 

 

Wojska Stanów Zjednoczonych zbombardowały syryjską bazę w Homs. Nad ranem w piątek czasu polskiego USA wystrzeliły 59 pocisków Tomahawk na bazę Shayrat. Miała to być odpowiedź na atak bronią chemiczną na miasto opanowane przez rebeliantów. Waszyngton oskarżył o niego prezydenta Syrii Asada.

Bombardowanie miało być odpowiedzią na atak. Właśnie z tej bazy syryjska armia miała we wtorek przeprowadzić nalot z użyciem broni chemicznej w prowincji Idlib. Zginęło co najmniej 86 osób.

„BEZCZELNA AGRESJA”
O ofiarach ataku poinformował w syryjskiej telewizji przedstawiciel armii, którego tożsamości jednak nie podano. – O godz 3.42 nad ranem Stany Zjednoczone dokonały bezczelnej agresji i przy użyciu wielu pocisków zbombardowały jedną z baz lotniczych w centralnej części kraju. Doprowadziło to do śmierci sześciu osób, a wiele osób zostało rannych. Zniszczenia materialne są ogromne – powiedział.
Z kolei Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie mówi o czterech ofiarach amerykańskiego nalotu.

TO NIE OSŁABI PAŃSTWA ISLAMSKIEGO
Wcześniej przedstawiciele lokalnych syryjskich władz podkreślali, że amerykański atak nie osłabi władz Syrii, a jedynie wzmocni działających w tym kraju terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego. Sympatyzująca z władzami w Damaszku libańska telewizja al-Mayadeen twierdzi, że wojsko zdołało ewakuować większość swoich samolotów przed amerykańskim uderzeniem.

„TO JUŻ NIE TYLKO REŻIM ZBRODNICZY, A LUDOBÓJSTWO”
W Komentarzach Radia Gdańsk całą sytuację komentowali goście Agnieszki Michajłow.
– Jest to wyraźna zmiana polityki amerykańskiej, a dokonanie takiego chirurgicznego cięcia, z jakiego słyną amerykanie, wierzę, że mimo napięć na linii Rosja – Stany Zjednoczone, doprowadzi do stępienia reżimu, który występując przeciwko cywilom. Używając broni gazowej, atak okazuje się nie tylko reżimem zbrodniczym, ale i ludobójczym – komentował Jan Błaszkowski, Fakty TVN.
Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka twierdzi, że w piątek miasto zostało ponownie zbombardowane przez syryjskie lotnictwo, ale z użyciem konwencjonalnej broni.

IAR/jK/mich

Merkel wybiera się do Moskwy wojować z Putinem


 

wPolityce.pl

 

ŚWIAT

Merkel jednak spotka się z Putinem w Moskwie. „Der Spiegel” uważa to za zwrot w polityce Niemiec wobec Rosji

opublikowano: 2 godziny temu · aktualizacja: 33 minuty temu

autor: fot. PAP/EPAautor: fot. PAP/EPA

 

Decyzja kanclerz Angeli Merkel, by 2 maja spotkać się w Moskwie z Władimirem Putinem, oznacza zwrot w jej polityce wobec Rosji – pisze w sobotę „Der Spiegel”. Do niedawna Merkel uważała, że  warunkiem wizyty w Moskwie muszą być postępy na Ukrainie i w Syrii.

 

Redakcja „Spiegla” nazywa decyzję Merkel o wizycie w Moskwie „niezwykłym posunięciem”, świadczącym o tym, jak poważna jest jej zdaniem sytuacja międzynarodowa.

Zdaniem autorów analizy podawany przez urząd kanclerski powód podróży: przygotowania do szczytu G20 w Hamburgu jest jedynie pretekstem.

Merkel nie jedzie do Moskwy, by rozmawiać z Putinem o Afryce i cyfryzacji

— zaznaczają niemieccy dziennikarze.

W rzeczywistości wizyta jest próbą zapobieżenia dalszemu pogorszeniu sytuacji międzynarodowej

— uważa „Spiegel”.

Powołując się na poufne depesze niemieckich dyplomatów, dziennikarze sugerują, że MSZ w Berlinie ocenia sytuację jako bardzo niebezpieczną.

Berlin obawia się, że brak zdecydowania Ameryki po objęciu władzy przez Trumpa ośmieli Putina, który może poczuć się na tyle silny, żeby móc tworzyć na Ukrainie fakty dokonane i forsować podział kraju

— czytamy w „Spieglu”.

Prezydent Rosji może próbować „przeforsować rozwiązanie konfliktu na Ukrainie zgodnie ze swoimi wyobrażeniami” – czytamy w depeszy ambasady Niemiec w Moskwie, której fragmenty cytuje „Spiegel”.

Autorzy zwracają uwagę, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż przewidywano w urzędzie kanclerskim. Berlin obawiał się, że prezydent USA Donald Trump porozumie się z Putinem kosztem Europejczyków.

Tymczasem doszło do sytuacji odwrotnej. Waszyngton wykazuje tak wielki dystans wobec Moskwy, że problemem stało się nie zbyt duże zbliżenie, lecz całkowity brak kontaktów

— stwierdzają Ralf Neukirch i jego koledzy z redakcji.

Z punktu widzenia Merkel ogromną stratą dla jej prestiżu byłoby dogadanie się Trumpa i Putina w sprawie Ukrainy i pogrzebanie tym samym porozumienia z Mińska, będącego w znacznej mierze zasługą niemieckiej kanclerz.

Jednak obecnie, z powodu zarzutów o zmanipulowanie przez Rosję wyborów w USA, Trump znalazł się w defensywie i nie może sobie pozwolić na gest pod adresem Putina.

Trump jest obecnie niezdolny do działania wobec Rosji

— ocenia źródło w niemieckim rządzie.

W tej sytuacji Merkel zdaniem „Spiegla” przypadła rola pośrednika pomiędzy Trumpem a Putinem. Zdaniem autorów analizy w rozmowie Merkel z Trumpem podczas jej wizyty w Waszyngtonie chodziło głównie o Ukrainę.

Urząd kanclerski chce skłonić Amerykanów do powrotu do gry

— czytamy w „Spieglu”.

Wobec wstrzemięźliwości Ameryki Moskwa nie widzi potrzeby żadnych kompromisów, a i Ukraina, bez presji z Waszyngtonu, nie wykazuje koniecznej elastyczności

— piszą autorzy.

W procesie pokojowym na Ukrainie „grozi zastój, który w rzeczywistości będzie regresem

— ostrzega niemiecki MSZ.

Na przeczekanie gra także Moskwa

— dodaje „Spiegel”.

Zdaniem autorów mamy obecnie do czynienia z „niebezpieczną pustką”. Merkel zamierza, „nie robiąc sobie zbyt dużych nadziei”, zachęcić Putina do podjęcia dialogu z Amerykanami.

Niezależnie od wyniku rozmów z Putinem wizyta w Moskwie będzie dla Merkel korzystna z punktu widzenia polityki wewnętrznej – czytamy w „Spieglu”. SPD zamierza w kampanii przed wyborami do Bundestagu atakować kanclerz za nieprzejednaną postawę wobec Rosji.

Nie rzucamy się Putinowi na szyję, ale stawiamy na dialog

— powiedział niedawno wiceszef klubu parlamentarnego SPD Rolf Muetzenich.

Składając wizytę w Moskwie, Merkel pokaże swoim krytykom w Niemczech, że próbowała poprawić relacje z Kremlem – pisze na zakończenie analizy „Der Spiegel”.

Z Berlina Jacek Lepiarz

Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

autor: Zespół wPolityce.pl

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: redakcja@wpolityce.pl. Dołącz do naszej społeczności – Sieci Przyjaciół wPolityce.pl i tygodnika „wSieci” na siecPrzyjaciol.pl

Legutko dotnął leciutko opozycyjnej strony cienia


Jedynie prawda jest ciekawa

logo-info-w

 

Legutko we „wSieci”: Totalna wojna z Polską

 08.04.2017

MK6RL170301270x714Legutko we „wSieci”: Totalna wojna z Polską

„To nie jest tak, że oni kochają Unię i europejskie standardy. (…) To są ludzie pozbawieni poglądów, zdekulturowani, nielubiący polskości” – mówi prof. Ryszard Legutko, filozof i europoseł PiS w rozmowie z Michałem Karnowskim w nowym numerze tygodnika „wSieci”.

Czy to koniec dominacji PiS i zadyszka projektu przebudowy Polski, jak chciałaby opozycja? Ryszard Legutko podkreśla, że nie dostrzega w tej kwestii „żadnej zmiany jakościowej”. 

„Od samego początku było wiadomo, że będą trudności. Mierzymy się przecież nie tylko z oporem materii, latami zaniedbań, lecz i utrwalonymi nawykami, tradycyjnymi słabościami polskiego charakteru. W perspektywie kilkusetletniej Polska właściwie ponosi głównie porażki. Wygrywaliśmy czasem bitwy, ale przegrywaliśmy wojny, często bardzo boleśnie” – mówi poseł do PE. 

„Dziś też się walczy z werdyktem demokratycznym, ale również po prostu z Polską, z jej historią, tradycją, tożsamością. To już jest wojna totalna” – dodaje. 

Jak zauważa prof. Legutko, ze względu na większą siłę obozu niepodległościowego w Polsce, rzuca się przeciwko niemu odpowiednio większe środki. Polityk dodaje również w rozmowie, że lewica nie uznaje żadnych granic w dziedzinie inżynierii społecznej. 

„Ten potwór jest nienasycony. W imię tak zwanej polityki równościowej wymyśla się kolejne eksperymenty i próbuje narzucać państwom członkowskim. (…) Ta machina zmierzająca do przerobienia społeczeństw, indoktrynacji, dysponuje ogromną siłą. Ale ta świadomość nie powinna nas paraliżować, ale mobilizować. Jednak nie dało się Polski błyskawicznie zsekularyzować, jednak Polacy po raz kolejny opowiedzieli się za propozycją konserwatywną, a ten rząd cieszy się wielkim poparciem społecznym, mimo stałego bombardowania w mediach. To są atuty” – mówi europoseł, krytycznie oceniając postawę ludzi, którzy ślepo wierzą w zbawcze możliwości „jakiegoś potężnego zewnętrznego podmiotu”. 

„To nie jest tak, że oni kochają Unię i europejskie standardy. Najważniejsze jest dla nich to, że UE to poręczne narzędzie do, jak to kiedyś ujął Janusz Lewandowski, „pałowania świadomości” Polaków. To są ludzie pozbawieni poglądów, zdekulturowani, nielubiący polskości. To nie jest spór między zdystansowanymi wobec Unii a jej gorącymi zwolennikami. To jest walka między tymi, którzy chcą utrzymania narodowej tożsamości, a tymi, którzy chcą ją zniszczyć” – stwierdza Legutko. 

Więcej o obronie polskich i europejskich wartości w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, dostępnym w sprzedaży od 3 kwietnia, także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl.

[fot. Fratria]

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/legutko-we-wsieci-totalna-wojna-z-polska,19782274832#ixzz4dg4IIbgd

Niemcy rżną Greka w sprawie kosztów germańskiego internacjonalizmu


 

Pikio.plPikio.pl

Pikio.pl

 

Pawłowicz: Jakiś Grek każe nam przyjąć tysiące muzułmanów

Autor: Prawo i Sprawiedliwość

Kwi 6, 2017

Jakiś Grek z UE, komisarz od migracji, każe nam „bez żadnych wymówek” przyjąć tysiące muzułmanów „zakontraktowanych” bez podstaw w traktatach unijnych i polskim prawie przez szaleńców ze szczęśliwie odrzuconych rządów PO-PSL. Straszy nas też minister od spraw zagranicznych Niemiec „właściwymi środkami” przymuszającymi.

Otóż, komisarzu Awramopulos i niemiecki dygnitarzu, poczytajcie unijne traktaty. Żadne państwo członkowskie NIE ZRZEKŁO SIĘ w nich SUWERENNOŚCI NAD SWYM TERYTORIUM i SAMO DECYDUJE, KOGO DO SIEBIE PRZYJĄĆ.

Niemcy zaprosiły i ciągle przyjmują Afrykę i Azję – ich problem skoro chcą islamizować swe terytoria.
Polakom zaś ZAKAZUJE ISLAMIZACJI swego państwa polska KONSTYTUCJA /preambuła i przepisy ogólne/.
Polacy mają swą „kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu” CHRONIĆ i taką „przekazywać następnym pokoleniom” jako dziejowy depozyt.

Była premier E. Kopacz nie czytała polskiej konstytucji, traktatów unijnych zresztą też nie, i podpisywała wszystko, co Unia jej podsunęła. Razem z D. Tuskiem „płacili” za jego przyszłą unijną fuchę, handlując żywotnymi polskimi interesami.

Tym samym była premier E. Kopacz swymi niekonstytucyjnymi, bezprawnymi, migranckimi decyzjami i zgodami złamała konstytucję polską, narażając nasze chrześcijańskie państwo i jego kulturę na zbrodnię islamizacji i rugowanie chrześcijaństwa i narodowych polskich tradycji. Decyzje te nie mają też zresztą podstaw w unijnych traktatach.
Nowe władze strzec będą jednak polskiej konstytucji i nie będą wychodzić poza traktaty dla niemieckiej i Sorosa przyjemności budowania „społeczeństwa otwartego” na wszelkie patologie i szaleństwo samounicestwienia.

Krystyna Pawłowicz

Hipokryzja totalnej opozycji obnażona jak na dłoni!


Deficyt sektora finansów publicznych za 2016 r. był najniższy od 9 lat! Hipokryzja totalnej opozycji obnażona jak na dłoni!
wpis z dnia 3/04/2017

foto: niewygodne.info.pl

GUS opublikował wczoraj dane na temat deficytu sektora finansów publicznych za 2016 rok. Okazało się, że był on najniższy od 2007 roku i, pomimo funkcjonowania programu 500+, wyniósł 2,4 proc. PKB. Dla porównania – w 2015 r. deficyt wyniósł 2,6 proc. PKB, w 2014 r. – 3,5 proc., w 2013 r. – 4,1 proc., a w latach 2009 – 2010 oscylował blisko 8,0 proc. PKB! Cała narracja totalnej opozycji, która twierdziła, że 500+ zdemoluje finanse publiczne kraju, w jednej chwili zawaliła się jak domek z kart…

 


Totalna opozycja przez wiele miesięcy straszyła Polaków, że program 500+ zniszczy finanse publiczne naszego kraju. Przedstawiciele partii Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru, do spółki ze sponsorowanymi przez George’a Sorosa dziennikarzami, wieszczyli wielki wzrost deficytu w relacji do PKB już w 2016 roku. Co się okazało w rzeczywistości? – Zadaniem GUS deficyt sektora finansów publicznych za 2016 r. był najniższy od 9 lat i wyniósł jedynie 2,4 proc. PKB. Piszę „jedynie”, bowiem w pamięci mam jeszcze szalone lata 2009 – 2011, kiedy ekipa Donalda Tuska bez opamiętania demolowała finanse państwagenerując deficyty budżetowe sięgające 7-8 proc. PKB!

 


Poniżej prezentuję szczegółowe odczyty deficytu za lata 2008 – 2016 na podstawie oficjalnych danych z Ministerstwa Finansów / GUS. Widać jak na dłoni hipokryzję przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, którzy strasząc wysokim deficytem, jaki rzekomo miał wystąpić w 2016 r., zupełnie zapomnieli o tym, jak ta wartość kształtowała się, kiedy sami rządzili krajem:

2008 r. – 3,7 proc. PKB
2009 r. – 7,5 proc. PKB
2010 r. – 7,8 proc. PKB
2011 r. – 5,1 proc. PKB
2012 r. – 3,9 proc. PKB
2013 r. – 4,1 proc. PKB
2014 r. – 3,5 proc. PKB
2015 r. – 2,6 proc. PKB
2016 r. – 2,4 proc. PKB

Źródło: GUS: deficyt sektora finansów publicznych w 2016 r. wyniósł 2,4 proc. PKB (Stooq.pl)

wpis z dnia 3/03/2017

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

Zaostrzone kontrole na wschodnich granicach Polski


 

Foto: wikimedia.org

Ostrzejsze kontrole graniczne na granicach z Ukrainą, Białorusią i Rosją

Dodane przez Lipinski
Opublikowano: Sobota, 08 kwietnia 2017 o godz. 14:02:05

Działania straży granicznej mają związek z obowiązującymi od wczoraj zaostrzonymi kontrolami na zewnętrznych granicach strefy Schengen w Unii Europejskiej.

Podkarpackie służby graniczne poinformują, że są przygotowane zarówno logistycznie, jak i kadrowo, na wypadek wydłużenia czasu oczekiwania podróżnych na odprawę. Podróżni przekraczający granicę z Ukrainą na Podkarpaciu nie powinni odczuć różnicy w długości kontroli – stwierdziła  rzecznik Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej, mjr Elżbieta Pikor. Dodała także, że zdecydowana większość podróżujących są to osoby spoza Unii Europejskiej. Polacy i obywatele innych państw Unii stanowią tu tylko 17 procent przekraczających granicę.

Decyzja o zaostrzeniu kontroli została podjęta przez Parlament i Radę Unii Europejskiej, z uwagi na rosnące zagrożenie terrorystyczne w Europie.

CZYTAJ TAKŻE: Parlament Europejski za zniesieniem wiz dla Ukraińców

W praktyce oznacza to, że oprócz standardowego badania autentyczności dokumentów i weryfikacji tożsamości osoby, dane osobowe podróżnych będą sprawdzane w bazach informacyjnych m.in. Systemie Informacyjnym Schengen. Dzięki temu służby graniczne mają mieć możliwość weryfikacji na przykład, czy podróżny nie stanowi zagrożenia bezpieczeństwa państwa, czy nie jest poszukiwany, czy nie popełnił innego rodzaju przestępstw.

kresy.pl / onet.pl

Grożą Ziemkiewiczowi


Skandaliczne zachowanie firmy KRUK. Grożą Ziemkiewiczowi

 

Sm

15:32 8 kwietnia 2017

Rafał Ziemkiewicz dostał od firmy KRUK list w którym domagają się od dziennikarza zaprzestania negatywnego wypowiadania się o firmie. List jest pelen… pogróżek.

Na portalach społecznościowych już powstała akcja wzywając Polaków do bojkotu produktów KRUK . WEJDŹ NA hasztag: #KRUKbojkot.

A oto cala sprawa opisana przez naszego redakcyjnego kolegę Rafała Ziemkiewicza:

TO OBRZYDLIWE I NIEMORALNE, BY PROMUJĄCA „ABORCJĘ LAJFSTAJLOWĄ” FIRMA KRUK NADAL ZARABIAŁA NA SPRZEDAŻY KOMUNIJNYCH MEDALIKÓW, KRZYŻYKÓW I ŚLUBNYCH OBRĄCZEK. POTENCJALNI KLIENCI MUSZĄ BYĆ ŚWIADOMI, DO CZEGO FIRMA TA WYKORZYSTA ICH PIENIADZE.

 

Jak każdy normalny człowiek, wiadomość o tym, że kobiecy dodatek do „Gazety Wyborczej”, „Wysokie Obcasy”, przyznał nagrodę „superbohaterki” Natalii Przybysz przyjąłem ze zdumieniem i zgrozą. Jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy uważają aborcję za mniejsze zło. Jestem w stanie zrozumieć wyrozumiałość wobec kobiet, które tego strasznego czynu dopuściły się w trudnej sytuacji życiowej, w stanie zagubienia, zagrożenia zdrowia czy przerażenia perspektywą wychowywania dziecka niepełnosprawnego.

Ale lansować „aborcję lajfstajlową”, której symbolem stała się wspomniana celebrytka? Zachwycać się jej wyznaniami, że usunęła dziecko, bo musiałaby przenieść się do większego mieszkania – i nawet nie to, że jej nie byłoby na większe mieszkanie stać, ale zwyczajnie nie chciało jej się szukać nowego lokum i fatygować przeprowadzką? Nagłaśniać snute przez tę niewątpliwie zaburzoną osobę opowieści, że usunięcie ciąży jest wspaniałym uczuciem, ulgą i czystą przyjemnością? I nie dostrzegać żadnej sprzeczności między tym wszystkim, a jej celebryckim roztkliwianiem się nad „płaczem cielątek odrywanych od mamy” czy nad losem pszczół?

I za tę potworność zabicia własnego dziecka, bo nie było dla niego miejsca w 60-metrowym mieszkaniu – czynić wzorcem, „superbohaterką”?

Na to trzeba być moralnym kuternogą, skończonym degeneratem, zwyrodnialcem i wyzutym z elementarnych ludzkich instynktów fanatykiem. Nie ma w języku cywilizowanych ludzi słów wystarczająco mocnych, by adekwatnie nazwać takie ideologiczne zidiocenie i obrzydliwość.

W tym obrzydlistwie uczestniczyła nie tylko „Gazeta Wyborcza”, po której w końcu trudno się czegokolwiek dobrego spodziewać, ale także sponsorzy nagrody. Gino Rossi, Yonelle, homebook.pl, Jeep i SuperPharm. Żadna z tych firm nie pofatygowała się wyjaśnić, że – dajmy na to – nie wiedziała, kogóż to i co promować będzie za ich pieniądze współpracująca gazeta, przeprosić zszokowanych klientów. Wszystkie nabrały wody w usta.

Ale zachowanie głównego sponsora nagrody – firmy jubilerskiej KRUK – jest jeszcze bardziej znamienne. Gdy zretwittowałem z własnym komentarzem przysłana mi przez kogoś parodię reklamy firmy KRUK z Natalią Przybysz (notabene, ubiegłoroczną lauretką specjalnej nagrody nie tylko sfinansowanej, ale także przyznanej przez tę firmę w tym samym plebiscycie „Wysokich Obcasów”) otrzymałem od pełnomocnika prawnego firmy pełen tupetu list, którego treści nie da się określić inaczej, niż jako pogróżki. Firma KRUK, najwyraźniej nie czując najmniejszego absmaku ani wyrzutów sumienia, twierdzi, że naruszam jej wizerunek i ośmiela się mieć rozmaite roszczenia, sprowadzające się, w skrócie, do żądania bym faktu sponsorowania przez nią aborcyjnej celebrytki nie śmiał komentować.

Najwyraźniej firma uważa, że trafiła na gówniarza, którego można nastraszyć pismem z kancelarii adwokackiej – a nie na dziennikarza czynnego od ponad ćwierć wieku, dla którego takie pisma i procesy sądowe są od lat częścią uprawianego zawodu.

Przy okazji zyskałem wiedzę o tym, iż firma ta nie należy już do rodziny, która markę KRUK stworzyła i dbała o nią latami – została przejęta przez spółkę Vistula, o charakterze której świadczy fakt, iż szefem rady nadzorczej spółki akcyjnej KRUK jest obecnie p. Jerzy Mazgaj, właściciel m.in. upadłej spółki Alma, znany z lewicowego zaangażowania politycznego i publicznie składanej, ale niestety nie dotrzymanej obietnicy, że jeśli Andrzej Duda i PiS wygrają wybory, uda się na emigrację.

Zarówno wiedza o obecnych władzach spółki KRUK, jak i jej reakcja na krytykę upewnia mnie, że zaangażowanie w promocję i zachwalanie aktu tak odrażającego, jak celebrycka aborcja „bo mieszkanie było za małe” nie jest w wypadku tej spółki przypadkiem, ale określoną i świadomą strategią sponsoringu; łatwo zresztą sprawdzić, iż realizowaną od dawna.

Oczywiście, spółka i osoby nią zarządzające ma do tego pełne prawo. Ja natomiast mam nie tylko prawo, ale – jako dziennikarz – wręcz obowiązek głosić, że jest rzeczą obrzydliwą i skrajnie niemoralną, by taka firma zarabiała pieniądze na sprzedaży komunijnych medalików i krzyżyków oraz ślubnych obrączek. Wszystkim jej potencjalnym klientom – zwłaszcza w rozpoczynającym się sezonie „komunijnym” – należy się wiedza o tym, do czego mogą zostać wydane ich pieniądze, jeśli zdecydują się na zakup w sklepach firmy KRUK.

Będę zobowiązany wszystkim ludziom dobrej woli za pomoc w docieraniu do osób niezorientowanych z tą wiedzą. Z góry za to dziękuję.

Źródło: Facebook

Opozycja chce wymazać twórczą rolę Niemiec z historii II WŚ


Kraj

WYDARZENIAKRAJ

Schetyna o „skandalicznym” przejęciu Muzeum II WŚ. „PiS chce fałszować historię”

Dodano: dzisiaj 14:0822 2275

Grzegorz Schetyna

Grzegorz Schetyna / Źródło: Newspix.pl / Michal Fludra

Grzegorz Schetyna przed debatą Platformy Obywatelskiej z samorządowcami województwa pomorskiego zaprosił wszystkich do wzięcia udziału w błękitnym marszu przeciwników polityki obecnego rządu.

O zorganizowaniu błękitnego marszu mówił już w piątek 7 kwietnia poseł PO Marcin Kierwiński. Decyzję o zorganizowaniu 6 maja marszu w stolicy podjął w czwartek zarząd PO. Do ratusza został już skierowany wniosek o rejestrację zgromadzenia. PO spodziewa się 100 tysięcy uczestników. – Jak patrzę na to, jak demonstrację zwołuje PiS – demonstrację poparcia dla rządu – i przychodzi tam po 200-300 osób, to 100 tysięcy ludzi wkurzonych na zły rząd PiS to jest siła ludzi – ocenił Kierwiński.

PO zapowiada błękitny marsz w stolicy. „100 tysięcy ludzi wkurzonych na zły rząd PiS to jest siła ludzi”Zdaniem posła PO Marcina Kierwińskiego organizowanie konferencji, na której przedstawione zostaną wyniki prac podkomisji MON badającej katastrofę smoleńską akurat 10 kwietnia jest niestosowne. – Uważam, że bardziej w ciszy i…WPROST.pl

– Mamy już potwierdzenie od wszystkich korporacji samorządowych, że będą tam obecne – poinformował w sobotę Grzegorz Schetyna. Lider PO podkreślił również, że PiS chce fałszować historię, przykładem jest skandaliczne przejęcie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku – Historia jest jedna, prawdziwa. Będziemy bronić niezależności historii, naukowego dorobku, prawdy – dodał.

Przypomnijmy, 6 kwietnia 2017 r. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego nadał statut nowo utworzonemu Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Zgodnie ze statutem, połączone zostaną Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Westerplatte i Wojny 1939.

Błyskawiczna decyzja wicepremiera. Muzea już połączone, jest też nowy dyrektorWPROST.pl

Schetyna zapewnił też, że wkrótce PO przedstawi diagnozę stanu finansów państwa. – Opowiemy o koncepcji 13-stej emerytury – wyjaśnił.

/ Źródło: Wprost.pl / Facebook, Twitter

Lansowanie złotej rączki z Ukrainy


 

WP Wiadomości  

 

UKRAINA

 

NINA HARBUZ

wczoraj (20:45)

Pomaga samotnym kobietom. Jego pracy może mu pozazdrościć każdy mężczyzna

Zawsze chciał ulepszać świat. Najpierw studiując na Politechnice Lwowskiej technologie, które w przyszłości pozwalałyby wydrukować książkę za pomocą wciśnięcia jednego guzika. Teraz ulepsza świat w mikroskali i jest „złotą rączką”. Z polskim Ukraińcem, Jurą Jurkiem Cependą rozmawiamy o pracy, której może mu pozazdrościć każdy mężczyzna.

 

Pomaga samotnym kobietom. Jego pracy może mu pozazdrościć każdy mężczyzna

(Pixabay.com, Fot: Unsplash, Pixabay (CC0))

Dlaczego świetnie wykształcony chłopak z Ukrainy, który ukończył kierunek Systemów Automatyzacji Procesów Poligraficznych na Politechnice Lwowskiej nie pracuje w zawodzie, tylko zajmuje się naprawą sprzętów AGD, RTV, jest hydraulikiem i elektrykiem?

Trochę miałem dość siedzenia za biurkiem, a trochę zdecydował o tym przypadek. Pracowałem kiedyś zdalnie z domu nad projektem wydawniczym i nagle usłyszałem przeraźliwy huk w kuchni. Szafki i sprzęty lekko podskoczyły i zobaczyłem unoszący się nad podłogą pył. Zacząłem szukać źródła katastrofy. Meble stały na swoich miejscach, z piekarnikiem nic się nie stało i dopiero kiedy otworzyłem drzwi zmywarki zobaczyłem sterczące w niej długie i grube wiertło do betonu. Co się okazało, hydraulicy, którzy mieli wywiercić otwór na nową rurę, nie wcelowali i przebili się do mojego mieszkania, w sam środek zmywarki. Ponieważ nie lubię wyrzucać starych sprzętów i kupować nowych, bo to nieekologiczne, postanowiłem naprawić tę zmywarkę. Udało się i działa do dziś, a od tamtego czasu minęło już sześć lat. Jakiś czas później zamieściłem w internecie ogłoszenie „Drobne robótki i naprawy domowe”, co później przekształciło się w „RepairMan’a”. Jak by to dawniej powiedziano, jestem „złotą rączką”.

„Złota rączka” to chyba gatunek ginący wśród mężczyzn?

Zdecydowanie, tylko nie przypuszczałem, że na tak wielką skalę. Z moich usług korzystają nie tylko kobiety, ale i mężczyźni. Brak im wiedzy technicznej, a czasem wręcz boją się dotykać do sprzętu ze strachu, że popsują go jeszcze bardziej. Dostałem kiedyś zlecenie od trzydziestoparoletniego mężczyzny, któremu miałem podłączyć sprzęt audio. Pan był audiofilem, głośniki i odtwarzacz kupił pół roku wcześniej, tylko nie potrafił sam podłączyć urządzenia. Wydawało mi się, że jeśli ktoś inwestuje pieniądze w tak dobry i drogi sprzęt, to przyjemność sprawi mu nie tylko słuchanie nagrań, ale samo podłączanie nowej „zabawki”. Niestety pana przerosło kilka kolumn i parę kabli. Zresztą otwarcie przyznał się, że nie ma pojęcia jak to się robi. Mężczyznom zwyczajnie brak chęci, żeby poświęcić czas na naprawę tego co się psuje. Nie chce im się stać pod sufitem na wysokiej drabinie i zastanawiać dlaczego przestała działać lampa, albo dlaczego nagle mikser przestał blendować.

Może bycie „złotą rączką” przestało być męskie?

Męski jest styl drwala i broda, a nie umiejętność zrobienia czegoś samemu. Zdarzają się jednak mężczyźni, którzy wzywają mnie tylko do pomocy, bo naprawiają coś dużego, do czego potrzebna jest dodatkowa para rąk. Bardzo doceniam kobiety, które potrafią same sobie poradzić. Odezwała się kiedyś do mnie pani, której popsuła się spłuczka. Rozkręciła większość elementów na własną rękę, ale nie miała pomysłu co zrobić dalej. Napisałem jej szczegółową instrukcję, co powinna zrobić krok po kroku, wysłałem ją do sklepu hydraulicznego i potem dostałem wiadomość, że wszytko udało jej się złożyć i spłuczka działa. Takie przypadki są jednak rzadkością, około 80 proc. moich klientów to kobiety.

 

Jurij Cependa - RepairManArchiwum prywatne

Podziel się

W jakim wieku?

Od studentek po równolatki mojej prababci. Wczoraj odwiedziłem po sąsiedzku dwie siostry, mające około dziewięćdziesięciu lat. Były bardzo przejęte, bo popsuła im się bateria w łazience i kuchni. Dostały moją wizytówkę od dozorczyni, zadzwoniły ze stacjonarnego numeru telefonu, co już prawie nigdy się nie zdarza, umówiliśmy się i wszystko im naprawiłem w dziesięć minut. Życzyłem im dużo zdrowia i wyszedłem.

A takie starsze panie nie mają potrzeby wygadania się?

Starsze panie przede wszystkim chcą mnie nakarmić, zanim jeszcze zacznę pracę. Rzadko się na to godzę, bo zwyczajnie nie mam na to czasu. W ciągu dnia mam kilka zleceń i ze wszystkimi muszę się wyrobić. Raz zgodziłem się zjeść zupę szczawiową, ugotowaną przez starszą panią. Zrobiła ją dla męża, ale sama nie chciała jeść, bo twierdziła, że jest na specjalnej diecie, którą musi utrzymać jeśli chce dobrze wyglądać. Zupa była przepyszna.

Starsze panie chcą cię karmić, a jak przyjmują cię młodsze kobiety?

Kawą i opowieściami. I to jest właśnie najfajniejsze w tej pracy, ta możliwość rozmowy z tak różnymi osobami. Z drugiej strony dowiaduję się, jak wiele jest samotnych kobiet. Samotne matki z dziećmi, mężatki w separacji, rozwódki, samotne z wyboru, ale i samotne dlatego, że tak im się życie potoczyło. Rozmowa, która najbardziej utkwiła mi w pamięci dotyczyła zmarłego ojca jednej z klientek. Byli bardzo zżyci. Ojciec tej pani prowadził warsztat, w którym lubiła przesiadywać, a czasem spędzali w nim razem czas majsterkując. Po jego śmierci była strasznie zagubiona, nie wiedziała co zrobić z warsztatem, czy go sprzedać, czy zostawić, bo miał dla niej wielką wartość sentymentalną. Bardzo lubię słuchać ludzi i moi klienci pewnie to wyczuwają, bo prawie przy każdej wizycie ktoś mi się zwierza. Najczęściej właśnie na temat uczucia samotności.

Jurij Cependa - RepairManArchiwum prywatne

Podziel się

Któraś wizyta szczególnie zapadła ci w pamięć?

Zadzwoniła kiedyś do mnie pani z prośbą o naprawienie lodówki. Przyjechałem do niej w umówionym terminie, przypiąłem do stojaka rower i zacząłem rozglądać się za wejściem do klatki. Nie mogłem go znaleźć, więc zadzwoniłem do klientki, która natychmiast po mnie zbiegła na podwórko. Zobaczyłem kobietę około pięćdziesiątki, bardzo skąpo ubraną, wręcz wyzywająco, ale pomyślałem, że taki ma styl, a poza tym było bardzo gorąco. To był sam środek lata, potworne upały. Weszliśmy na drugie piętro, w mieszkaniu pani skierowała mnie do kuchni i oznajmiła, że musi iść do łazienki, w której czeka na nią klient. Zdziwiłem się w pierwszej chwili, ale za moment, po odgłosach i słowach jakie wydobywały się zza drzwi toalety, nie miałem wątpliwości, jaką profesją parała się moja klientka. Przyznam, że trudno było mi pracować w takich warunkach i tym razem nie dokończyłem zlecenia i wyszedłem.

Czułeś się kiedykolwiek dyskryminowany ze względu na pochodzenie?

Rzadko. To się zdarzyło tylko w pierwszej pracy w Warszawie, którą dostałem w 2010 roku. Pracowałem w firmie poligraficznej, w której nadzorowałem proces produkcji, delegowałem zadania, mówiłem o błędach jakościowych. Zaczęły do mnie docierać głosy, że zespół nie chce, żeby chłopak, który przyjechał z Ukrainy rządził się w firmie. Wtedy też miałem znacznie mocniejszy akcent, więc łatwo było rozpoznać, że jestem ze Wschodu. Musiałem zrezygnować z tej pracy, tym bardziej, że jak na tak odpowiedzialne stanowisko i zakres obowiązków, dostawałem bardzo niską stawkę.

Przeczytaj także o zniesieniu wiz dla Ukraińców

W kontakcie z klientami „RepairMana” zdarzały ci się podobne, przykre sytuacje?

Wręcz przeciwnie. Niektórzy są zachwyceni kiedy słyszą, że jestem ze Lwowa. To ich otwiera i ośmiela do opowiadania o własnych rodzinach i historiach dziadków pochodzących z kresów. Ja mam polskie korzenie. Moja mama jest Ukrainką a przodkowie taty byli z Polski. Dzięki temu łatwiej mi było ubiegać się o polskie obywatelstwo, które otrzymałem w lutym 2015 roku. Parę dni temu przydarzyła mi się wzruszająca sytuacja. Naprawiałem balustradę, żyrandol, klamki i cieknącą baterię prysznicową w domu starszej pani, mieszkającej na Saskiej Kępie. Kiedy otworzyła mi drzwi, zobaczyłem, że ma przypiętą do klapy pół-polską, pół-ukraińską wstążeczkę z napisem „Jesteśmy razem z wami”. Jakoś tak ciepło zrobiło mi się na sercu gdy to zobaczyłem.

Polub WP Wiadomości

W przypadku ataku na Irak też zmanipulowali casus belli


OnetWielka Brytania i Irlandia

 

PAP

dzisiaj 16:36

Rosyjskie MSZ nazwało „absurdalnym” powód odwołania wizyty Borisa Johnsona

Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa oświadczyła dziś, że powód, dla którego odwołał swoją wizytę w Moskwie szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson jest „absurdalny”. Zacharowa zarzuciła „zachodnim kolegom”, że „żyją w jakiejś własnej rzeczywistości”.

 

Maria ZacharowaFoto: AA / PAPMaria Zacharowa

  • To odwołanie (wizyty) nastąpiło zaraz po jej przeniesieniu. Strona brytyjska podawała różne przyczyny. Powstaje wrażenie, że nasi zachodni koledzy żyją w jakiejś własnej rzeczywistości, w której najpierw próbują na własną rękę budować zbiorowe plany, a potem na własną rękę je zmieniać, wymyślając absurdalne powody – powiedziała przedstawicielka MSZ Rosji.

Zapewniła zarazem, że Rosja zawsze opowiadała się za budowaniem z Wielką Brytanią „stabilnych stosunków na solidnej podstawie prawa międzynarodowego”.

O wizycie Johnsona brytyjskie MSZ poinformowało najpierw w marcu. Zapowiedziało wtedy, że wizyta odbędzie się „w najbliższych tygodniach” i że jej celem jest przedyskutowanie różnicy zdań między Londynem a Moskwą w sprawach takich, jak konflikty zbrojne w Syrii czy na Ukrainie. Brytyjski resort zaznaczał, że wizyta nie oznacza powrotu do zwykłych stosunków z Rosją (business as usual).

Johnson przekazał dziś, że zdecydował się odwołać poniedziałkową podróż do Moskwy, bo „ostatnie wydarzenia w Syrii fundamentalnie zmieniły sytuację”. Szef brytyjskiego MSZ zaznaczył, że bez zmian pozostaje planowana na wtorek i środę wizyta w Rosji amerykańskiego sekretarza stanu Rexa Tillersona. Jak mówił Johnson, przedstawiciel USA ma przekazać „jasną i skoordynowaną wiadomość” dla Rosji w imieniu grupy G7.

Ostatnim brytyjskim ministrem spraw zagranicznych, który odwiedził Rosję, był w 2012 roku William Hague.

Trump „skorygowany”


Myśl Polska

Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

LOGIN

Trump „skorygowany”

usa 1.jpg
W przeciwieństwie do nielicznych w Polsce środowisk realizmu politycznego – wiążących z osobą Donalda Trumpa ogromne nadzieje na odprężenie w stosunkach międzynarodowych i powstanie świata wielobiegunowego, a co za tym idzie również zmianę samobójczej polityki Warszawy wobec Rosji – ja od początku byłem sceptyczny.

Mój sceptycyzm stał się jeszcze większy, kiedy kilka dni po wyborze Trumpa na prezydenta USA pani Madeleine Albright zapowiedziała „skorygowanie” jego „pozycji”. „Korygowanie” Trumpa przybrało na sile po objęciu przez niego władzy w styczniu 2017 roku. Najpierw – po histerycznej kampanii z ujawnieniem rzekomej ingerencji Rosji w amerykańskie wybory – z jego otoczenia zniknęli wszyscy doradcy i współpracownicy, którzy mieli być twarzą zapowiadanego odprężenia z Rosją. Potem była jednoznaczna deklaracja w sprawie Krymu, w której sformułowano żądanie oddania Ukrainie Półwyspu przez Rosję. Następnie administracja Trumpa posunęła się tak daleko jak nie posunęły się nawet administracje Busha-juniora i Obamy.

Po prowokacjach w Palmirze (atak lotnictwa izraelskiego na pozycje syryjskie) i Chan Szejkun (zbrodnia wojenna z użyciem gazu bojowego, przypisana przez USA armii syryjskiej), w nocy z 6 na 7 kwietnia marynarka wojenna USA zbombardowała rakietami Tomahawk syryjskie lotnisko Shayrat, co spowodowało po stronie syryjskiej poważne straty w sprzęcie lotniczym i ludziach. Amerykański atak na Syrię natychmiast poparły Turcja, Izrael i Arabia Saudyjska – a więc główni, dotąd pierwszoplanowi, aktorzy dramatu syryjskiego. „Skorygowanie” pozycji Trumpa mnie nie dziwi. Biorąc pod uwagę jego skrajnie filosemickie i proizraelskie deklaracje z okresu kampanii wyborczej – składane zarówno przed największymi organizacjami żydowskimi w USA (w tym AIPAC), jak i wobec władz Izraela – miałem od początku wątpliwości co do realizacji programu wyborczego Trumpa. Te wątpliwości były właśnie przyczyną mojego sceptycyzmu odnośnie zapowiadanej przez Trumpa rewizji dotychczasowej – dyktowanej Białemu Domowi przez neokonserwatystów – agresywnej polityki zagranicznej USA.

Od co najmniej lat 80. XX wieku o polityce zagranicznej, a nawet wewnętrznej USA nie decyduje wola takiego czy innego prezydenta, czy jednej z dwóch partii reprezentowanych w Kongresie. Decydują AIPAC (The American Israel Public Affairs Committee) i neokonserwatyści oraz pośrednio Izrael. Wszystkie „wojny o demokrację” i „kolorowe rewolucje” ostatniego ćwierćwiecza były podejmowane przez USA z inspiracji lobby proizraelskiego w USA i przeważnie w interesie Izraela.

Nie inaczej jest z „wojną domową” w Syrii, w której Izrael formalnie nie bierze udziału, ale której jednym z najważniejszych, rzeczywistych celów – o czym wszyscy wiedzą, ale głośno o tym nie mówią – jest stworzenie Wielkiego Izraela od Morza Śródziemnego po Eufrat i Tygrys. Fakt, że Trump posunął się w tej sprawie znacznie dalej niż ośmieliła się to zrobić administracja Busha-juniora i Obamy świadczy tylko o tym, iż zapowiedziany w listopadzie 2016 roku przez Madeleine Albright proces jego „korygowania” zakończył się pełnym sukcesem.

Z tym co napisałem na temat rzeczywistego celu „wojny domowej” w Syrii jest zbieżne to, co na ten temat powiedział prezydent Baszszar al-Asad, komentując atak USA na Syrię: „Rozlew krwi w Syrii ma zabezpieczyć interesy Izraela i jego partnerów”.

Bohdan Piętka

Ministerstwo Obrony Rosji zawiesza pracę gorącej linii z Pentagonem od 8 kwietnia


 

09:47 08 KWIECIEŃ 2017

 

Syria w rosyjskim obiektywie

Ministerstwo Obrony Rosji zawiesza pracę gorącej linii z Pentagonem od 8 kwietnia

© Zdjęcie: Alexander Pushin /WGTRK

ŚWIAT

20:10 07.04.2017(zaktualizowano 20:51 07.04.2017) Krótki link

Tematy:

Atak USA na bazę Szajrat w Syrii (48)

4229441522

Attache wojskowy Stanów Zjednoczonych otrzymał odpowiednią notę – powiedział dziś dziennikarzom rzecznik rosyjskiego resortu wojskowego generał Igor Konaszenkow.

Pentagon

© AFP 2017/ ERIC FEFERBERG

USA wciąż jeszcze podtrzymują kanał łączności zapobiegający incydentom lotniczym nad Syrią

— Około pół godziny temu rosyjski resort wojskowy wezwał attache wojskowego przy ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Moskwie, któremu została oficjalnie wręczona nota o zatrzymaniu przez stronę rosyjską od godz. 00:00 8 kwietnia 2017 roku wypełnienia swoich zobowiązań w zakresie Memorandum o wzajemnym porozumieniu między Ministerstwem Obrony Rosji i Pentagonem o zapobieganiu incydentom oraz zapewnieniu bezpieczeństwa lotów podczas operacji w Syryjskiej Republice Arabskiej” — powiedział. 

Generał odrzucił informacje amerykańskich mediów o tym, że Rosja zachowała gorącą linię z przedstawicielami resortu wojskowego USA w ramach Memorandum o zapobieganiu incydentom przestrzeni powietrznej Syrii.    

Na jakim fundamencie międzynarodowego prawa “Imperium Dobra” zbombardowało suwerenne państwo?


 

Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

 

  • Pan Donald Trump zaatakował Syrię podstępem i bez wypowiedzenia wojny?

Pan Donald Trump zaatakował Syrię podstępem i bez wypowiedzenia wojny?
Written by krakauer, 8 kwietnia 2017, 8 komentarzy

 Pan Donald Trump zaatakował Syrię podstępem i bez wypowiedzenia wojny ? To napaść na członka ONZ, jest to rzecz niebywała i nie można na ten temat milczeć. Amerykańskie pociski samosterujące wystrzelone z okrętów wojennych na Morzu Śródziemnym zaatakowały niepodległe państwo syryjskie, które ma legalne władze i jest członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zaatakowano cele i instalacje wojskowe, są poważne zniszczenia i ofiary. Mamy do czynienia z podstępnym i niezapowiedzianym atakiem o charakterze bandyckim. Jest to sprzeczne ze wszystkim, co było deklarowane i potępiane od końca II-giej Wojny Światowej, co potępiali sami Amerykanie. Każda napaść na kraj bez wypowiedzenia wojny, jest złamaniem celów i zasad Narodów Zjednoczonych. To barbarzyństwo, to terroryzm międzynarodowy – to bezwzględna dyktatura przemocy i siły.
Nie jest to jednak pierwszy taki przypadek w historii. Wcześniej amerykańskich rakiet zakosztował Belgrad, Bagdad i inne miasta – cele. Zawsze było dokładnie tak samo – zgodnie z doktryną szoku i przerażenia – ataki w nocy, nad ranem, żeby przerazić ludzi, bezwzględnie zniszczyć to, co inni ludzie tworzyli pracą swoich rąk. Na szczęście tym razem Amerykanie nie trafili, oczywiście przypadkiem w chińską placówkę dyplomatyczną. Nie można jednak udawać, że nic się nie stało – stało się i to bardzo wiele, złamano prawo międzynarodowe na skalę zupełnie depczącą międzynarodowy dorobek traktatów. Jeżeli robi to formalnie najpotężniejszy kraj na świecie, roszczący sobie prawo do bycia największą demokracją, to już nie są żarty. To początek końca dotychczasowego ładu międzynarodowego, w tym oczywiście kwestia ujawnienia dotychczasowej amerykańskiej hipokryzji w relacjach międzynarodowych.
USA powinny za ten atak ponieść konsekwencje, ten kraj powinien być wyrzucony z Organizacji Narodów Zjednoczonych i izolowany międzynarodowo, po prostu jakakolwiek współpraca z tym krajem nie powinna mieć miejsca. Amerykańskie aktywa za granicami kraju powinny być zamrożone, należy nałożyć na Amerykę sankcje i na wszystkie inne kraje, które z takim krajem współpracują. Byłoby to trudne, ale tego wymaga konsekwencja w postępowaniu po przypadkach niezapowiedzianego brutalnego ataku wojennego na członka rodziny Narodów Zjednoczonych. W ten sposób postępowano z innymi krajami – Irakiem, po tym jak doszło do jego interwencji w Kuwejcie i z Serbią, której odmówiono prawa ochrony własnych rodaków przez etnicznym ludobójstwem dokonywanym w granicach Jugosławii. Na te kraje nakładano sankcje, podobnie nałożono sankcje na Federację Rosyjską, za rzekomą agresję na Ukrainę, chociaż nikt na Ukrainie nie twierdzi, że jest w stanie wojny z Federacją Rosyjską. Takie właśnie są podwójne standardy i tak wygląda swobodny taniec hipokryzji.
Odnosząc się do samego bezpośredniego powodu do ataku, bezwzględnie trzeba przyznać, że wydarzył się wielki dramat. Należy z całą surowością potępić użycie broni chemicznej w syryjskiej wojnie domowej, bez względu na to, kto stoi za użyciem tej niekonwencjonalnej broni. Zwłaszcza przeciwko cywilom jest to po prostu podłe i okrutne, musi zostać wyjaśnione i napiętnowane. Obecnie istnieją dwie wersje. Pierwsza to twierdzenie oficjalnych czynników syryjskich, wedle których zaatakowano skład broni, gdzie była broń chemiczna nielegalnie przetrzymywana przez terrorystów. Druga to twierdzenie Amerykanów, wedle których to syryjski rząd nakazał atak bronią chemiczną na cele cywilne. Jaka jest prawda, nie da się ocenić z odległej perspektywy. Szum medialny i wyraźne działania propagandowe, w tym czarny PR przeciwko rządowi w Damaszku, nakazują ostrożność w ocenie. Znane są już bowiem przypadki nagrywania filmów ze scenami z rzekomej wojny w Syrii w Egipcie. Nakryto na tym oszustów, którzy inscenizowali dramatyczne sceny z rannymi i płaczącymi dziećmi. Nikt nie twierdzi, że tak mogło być i tym razem, jednak nie można już bezkrytycznie wierzyć lokalnym przekazom, ponieważ są często podrabiane i manipulowane. To pokazuje z jaką złożonością mamy do czynienia.
Nie można bowiem tutaj wykluczyć głębszej prowokacji, ponieważ Amerykanie jeszcze w czasach pana Obamy planowali atak na wojskowe cele w Syrii. Ówczesny prezydent wyznaczył czerwoną linię, Syria zgodziła się na wydanie swojego arsenału broni chemicznej dla społeczności międzynarodowej i sprawa została załatwiona. Terroryści nie przekazali swoich zasobów broni chemicznej, w której posiadanie weszli po przejęciu arsenałów wojsk rządowych (część armii syryjskiej zdradziła swoje państwo). Nie można wykluczyć scenariusza, w którym to co się wydarzyło, mogło być w jakiejś mierze ustawione. Oczywiście w niczym nie umniejsza to tragedii ofiar, wręcz przeciwnie – jeżeli doszło do instrumentalizacji śmierci, to tylko zwiększa humanitarny wymiar tej olbrzymiej tragedii.
Nie można się zgodzić na to, żeby Amerykanie sami – prawem swojej przemocy – atakowali inne kraje należące do rodziny Narodów Zjednoczonych bez żadnych konsekwencji. Ten akt wojennego barbarzyństwa trzeba jednoznacznie potępić, nie może być zgody na bezkarność agresora. Bez względu na to jak oceniamy działania rządu w Damaszku, trzeba pamiętać że ten kraj zmaga się z okrutną wojną domową, w której bardzo aktywne są państwa sąsiednie, a terroryści stworzyli konkurencyjną państwowość. W tej skali problemów, dramatów i łez – nie można atakować syryjskiego rządu, ponieważ to on i jego wojska są ostatnią nadzieją dla syryjskiego społeczeństwa na stabilizację i ochronę. Bardzo źle się stało, USA pokazały po raz kolejny swoje bezwzględne oblicze. Tolerowanie sytuacji, w której jeden kraj przyznaje sobie prawo do atakowania innych krajów to kpina z dorobku Narodów Zjednoczonych.

Bezbronna Europa smagana bolesnymi wichrami


 

wPolityce.pl

 

POLITYKA

Europa broczy krwią, islamiści zwierają szyki, a politycy UE płaczą z bezsilności. Co z zapowiedzią ataku 13 maja 2017? Czy Unia otrzeźwieje?

opublikowano: 39 minut temu · aktualizacja: 6 minut temu

autor: PAP,EPA / wPolityce.plautor: PAP,EPA / wPolityce.pl

 

Wczoraj Sztokholm, wcześniej Londyn, Berlin, Nicea, Bruksela, Paryż i wiele innych europejskich miast. Od dawna wiadomo, że to konsekwentna realizacja wyznaczonych celów. Żyjemy w stanie wojny. Groźby islamistów narastają, a symboliczna dla nich data zbliża się wielkimi krokami. „Już od dawna islamski fanatyzm przygotowuje się do końcowej bitwy. Przypuszczą decydujący atak 13 maja 2017 roku, dokładnie sto lat po ukazaniu się Fatimy” – napisał w swojej książce Ali Agca kilka lat temu. Dlaczego unijne elity wciąż pozostają ślepe na fakty?

 

Szwecja – uznawana za wyjątkowo bezpieczne miejsce na ziemi – musiała być gotowa na atak. Od dawna wiadomo, że jest to drugi kraj w Europie, z którego najwięcej obywateli zasiliło szeregi tzw. Państwa Islamskiego. Trudno się dziwić, skoro to właśnie ten kraj przyjmuje najwięcej imigrantów w UE per capita i najwięcej po Niemczech w rozrachunku ogólnym. Mimo, że poprawność polityczna nakazuje trzymać obywateli w błogiej nieświadomości, część ostrzeżeń przebiła się do mediów.

W listopadzie 2015 roku Szwecja uruchomiła alert terrorystyczny. Szwedzkie służby specjalne SAPO podwyższyły stopień zagrożenia terrorystycznego skierowanego przeciwko Szwecji z poziomu „podwyższonego” do „wysokiego”. Jak podano, decyzja została podyktowana „otrzymaniem konkretnych informacji”, dotyczących przygotowywaniem akcji terrorystycznej w Szwecji.

W grudniu 2015 roku pojawiła się informacja, że Szwedzi otrzymują listy z groźbami od DAESH:

„Kto nie nawróci się na islam ten zostanie ścięty we własnym domu.”

Listy tej treści otrzymało tysiące mieszkańców m.in. Sztokholmu, Vasteras, Sigtuny i Ronneby. Nadawcy grozili, że żadne działania policji nie zdołają nikogo ochronić, a ”śmierć dosięgnie wszystkich”.

W kwietniu 2016 roku władze Szwecji otrzymały ostrzeżenie, że terroryści ISISplanują masakrę w Sztokholmie. Irackie służby bezpieczeństwa ostrzegły, że do Szwecji przedostało się 7–8 dżihadystów, którzy planują zamach. Planowali dokonanie masakry na cywilach w centrum stolicy.

W marcu 2017 przed zwiększonym ryzykiem zamachów terrorystycznych w Szwecji ostrzegało nawet niemieckie MSZ. Podkreśliło wówczas, że choć alert terrorystyczny dla Szwecji obowiązuje od marca 2016, został on opublikowany dopiero po roku. Niemieckie MSZ przestrzegało przed korzystaniem ze środków komunikacji miejskiej i radziło, by unikać dużych zbiorowisk ludzkich, zwłaszcza podczas świąt religijnych, koncertów i festiwali.

Pod koniec marca 2017 Szwecja ujawniła niepokojący raport, z którego wynikało że do kraju powracają przeszkoleni bojownicy ISIS. Ok. 150 Szwedów powróciło z Syrii i Iraku, gdzie brali udział w działaniach wojennych w szeregach tzw. Państwa Islamskiego. Krajowa koordynator ds. radykalnego ekstremizmu Anna Carlstedt uznała, że należy wprowadzić odpowiedni program pomocowy, by wydostać ich z radykalnych środowisk. Pomysł na rozwiązanie problemu był jednak naszpikowany poprawnością polityczną i skłaniał się ku multikulturowemu, odrealnionemu niesieniu pomocy socjalnej. Raport jest jednak porażający. Szwedzkie służby SÄPO uznały, że powracający byli terroryści DAESH są zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. W świetle wczorajszego ataku nabiera to szczególnego znaczenia, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę inny fakt.

Od kilku lat, ale ostatnio szczególnie intensywnie, ISIS apeluje do swoich bojowników przebywających na Zachodzie, by nie powracali na tereny opanowane przez dżihad, ale organizowali zamachy w swoich ojczyznach. Już we wrześniu 2015 roku przywódca Al-Kaidy wezwał do „przeniesienia wojny do serc, domów i miast krzyżowców Zachodu”.

Wzywam muzułmanów, którzy mogą skrzywdzić kraje koalicji krzyżowców, by się nie wahali. Musimy skupić się na przeniesieniu wojny do serc domów i miast krzyżowców Zachodu, a zwłaszcza Ameryki

— apelował Ajman al-Zawahiri w nagraniu opublikowanym w sieci.

Wszystko to dopełnia jeszcze jeden głos, który pojawił się na długo przed islamską nawałą. W książce opublikowanej w 2012 roku Ali Agca opisuje swoje spotkanie z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Jak relacjonuje, ostrzegł wtedy papieża, że islamiści zaatakują Europę 13 maja 2017 – w stulecie objawień fatimskich.

Dalszy ciąg na następnej stronie

12

następna strona »

Zdjęcie Marzena Nykiel

autor: Marzena Nykiel

Redaktor naczelna portalu wPolityce.pl, publicystka tygodnika „wSieci”, autorka książki „Pułapka gender”. Była wydawcą i producentem programów tv i kierownikiem produkcji filmowej. Absolwentka filozofii i dziennikarstwa KUL oraz podyplomowego studium produkcji filmowej i TV w Łódzkiej Szkole Filmowej.

Miedwiediew: działania Trumpa w Syrii doprowadzają do krawędzi starć zbrojnych z Rosją


 

Foto: pixabay.com

Miedwiediew: działania Trumpa w Syrii doprowadzają do krawędzi starć zbrojnych z Rosją

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Piątek, 07 kwietnia 2017 o godz. 18:06:19

W ocenie rosyjskiego premiera amerykańskie działania były nielegalne również z punktu widzenia prawa konstytucyjnego USA.

 

Zarządzając ostrzelanie pociskami manewrującymi syryjskiego lotniska w odwecie za atak chemiczny, prezydent USA Donald Trump pokazał, że ma zamiar walczyć z władzami Syrii na krawędzi starć zbrojnych z Rosją– stwierdził dzisiaj rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew.

CZYTAJ TAKŻE: Amerykanie zaatakowali w nocy syryjską bazę lotniczą

Na swoim profilu w serwisie Facebook stwierdził: Wbrew propagowanej tezie o wspólnej walce z głównym wrogiem – Państwem Islamskim – administracja Trumpa pokazała, że będzie zawzięcie prowadzić walkę z legalnym rządem Syrii. Amerykański atak przeprowadzony był w ostrej sprzeczności z normami prawa międzynarodowego, bez zgody ONZ. Z naruszeniem stosownych procedur, przewidujących konieczność zawiadomienia Kongresu o operacji zbrojnej, która nie jest związana z atakiem na USA. Na krawędzi starć zbrojnych z Rosją – dodał rosyjski premier.

kresy.pl / stooq.pl / tass.ru / facebook.com

Niezwykły list niemieckich obywateli do Polaków


Telewizja republika

Niezwykły list niemieckich obywateli do Polaków. KONIECZNIE PRZECZYTAJ

 

Sm

9:30 20 marca 2017

Na portalu salon24.pl jeden z blogerów opublikował niezwykly list niemieckich obywateli do Polaków. Warto ten list przesyłać dalej.

List otwarty do opinii publicznej Polski :

Drodzy polscy Przyjaciele,

budowane od lat partnerstwo i przyjaźń niemiecko – polska są dziś zagrożone przez falę kłamliwej i agresywnej propagandy antypolskiej, zainicjowanej przez władze koncernu medialnego Ringier Axel Springer,  przywodzącej na myśl  propagandę lat 30 – tych. Na pierwszych stronach, wydawanych przez koncern, polskojęzycznych  gazet,  widzimy obraźliwe fotomontaże przedstawiające polskiego ministra obrony w stroju bojownika ISIS. Obrażające uczucia polskich katolików ilustracje w springerowskich czasopismach ukazujacych się w Polsce nie spotykają się z należytą reakcją władz koncernu.

 

Obraz Polski  pokazywany dziś  Polakom i Europie przez tygodnik ” Newsweek ” to kraj pogan, zamieszkały przez ” podejrzliwych jak Polak ” wściekłych ludzi, grzeszących na wakacjach. To Kokoland czyli kraj ” męczarni zwanej Polską ”
Nie jest dla nas obywateli niemieckich pocieszeniem fakt, że inna polskojęzyczna gazeta wydawana przez koncern medialny Agora, sprawę Polski i Polaków widzi w identyczny sposób jak polskojęzyczne media niemieckie.

Drodzy polscy Przyjaciele,

wiemy, jak bolesne i krzywdzące są wszystkie te kłamstwa i oszczerstwa padające pod Waszym adresem. Zapewniamy, że są one tak samo bolesne dla nas, obrońców niemieckiego  państwa prawa i niemieckiej  demokracji. Choć nie jesteśmy osobiście odpowiedzialni za tę nikczemną kampanię propagandową, której ofiarą padamy także my, kierujemy do Was słowa przeprosin i ubolewania.

My, sygnatariusze tego listu  jesteśmy zwykłymi mieszkańcami Fryburga Bryzgowijskiego przywiązanymi  do idei demokracji i państwa prawa. Podziwiamy państwo polskie  za respektowanie standardów demokratycznych i moralnych, a Polaków za solidarność z oddzielonymi od macierzy mieszkańcami NRD w latach 80 – tych.

Jesteśmy przekonani, że większość niemieckiej  opinii publicznej okaże się odporna na szerzoną w złej wierze antypolską  propagandę i że będzie to tylko bolesny i wstydliwy epizod w historii przyjaznych stosunków niemiecko – polskich.
Mieszkańcy Fryburga Bryzgowijskiego.

Ilez to radości i inspiracji dostarczyć moze, napisany przez GW,  jeden list otwarty. Jak będzie wyglądał świat bez nich ? jak przyjdzie nam zyć ? 

http://siukumbalala.salon24.pl/765003,list-otwarty-obywateli-niemieckich-do-obywateli-polskich-prosimy-o-wybaczenie

Źródło: http://siukumbalala.salon24.pl/765003,list-otwarty-obywateli-niemieckich-do-obywateli-polskich-prosimy-o-wybaczenie

 

TAGI: NIEMCY, POLSKA, LIST

Rosja zawiesza Memorandum o zapewnieniu bezpieczeństwa lotów w Syrii


 

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka08.04.2017

 

Rosja: Koniec z wymianą informacji z USA w Syrii

7 kwietnia 2017 17:10

Rosja po atakach Stanów Zjednoczonych na bazę lotniczą wojsk rządowych w Syrii zawiesza obowiązywanie podpisanego z Waszyngtonem memorandum o zapobieganiu incydentom i zapewnieniu bezpieczeństwa lotów podczas operacji w Syrii — poinformowało MSZ Federacji Rosyjskiej.

„Strona rosyjska zawiesza obowiązywanie Memorandum o zapobieganiu incydentom i zapewnieniu bezpieczeństwa lotów podczas operacji w Syrii, podpisanego z USA” — głosi oświadczenie rosyjskiego resortu polityki zagranicznej.

Tymczasem chęć podtrzymania obowiązywania memorandum potwierdziły USA:

USA mają nadzieję na podtrzymanie z Rosją kontaktów w kwestii bezpieczeństwa lotów w Syrii i liczą na analogiczną reakcję ze strony Moskwy – oznajmiła dzisiaj RIA Novosti rzeczniczka Pentagonu ppłk Michelle Baldanza.

„Departament Obrony USA popiera dążenie do dialogu poprzez kanał stworzony do zapewnienia bezpieczeństwa lotów. Jest korzystny dla wszystkich stron działających w syryjskiej przestrzeni powietrznej, gdyż pozwala unikać incydentów i błędów. Mamy nadzieję, że Ministerstwo Obrony Rosji także doszło do takiego wniosku” — powiedziała.

(Na podst. Sputnik)

Syria: Jednoczesny atak ISIS i Stanów Zjednoczonych


 

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka08.04.2017

 

Syria: Jednoczesny atak ISIS i Stanów Zjednoczonych

7 kwietnia 2017 10:13

Kiedy rakiety Tomahawk spadały na syryjskie lotnisko Szajrat, bojownicy Państwa Islamskiego dokonali ataku na pozycje sił rządowych w okolicach leżącego około 30 kilometrów na północny wschód strategicznego skrzyżowania dróg z Homs do Palmyry i w kierunku granicy z Irakiem. Bojownicy utrzymali atakowane pozycje przez godzinę, po czym zostali odparci wskutek kontrataku sił syryjskich. Obecnie armia wypiera dżihadystów z okolic drogi w głąb pustyni.

Donald Trump wydał rozkaz uderzenia na syryjską bazę wojskową Szajrat w ramach odwetu za rzekomy atak chemiczny na zajmowaną przez opozycję miejscowość Chan Szajchun. W wyniku ataku zginęło co najmniej sześciu żołnierzy syryjskich i zniszczeniu uległa nieznana ilość sprzętu wojskowego. W odpowiedzi na bombardowanie Władimir Putin oświadczył, że nie tylko przyczyni się ono do dalszego ochłodzenia stosunków między mocarstwami, ale przede wszystkim nie przybliży sukcesu w walce z terroryzmem.

(na podstawie gazeta.ru opracował RS)