Po zniesieniu wiz dla Ukraińców popłyną oni dalej na Zachód


 

Pikio.plPikio.pl

Ukraińcy opuszczą Polskę! Zaskakująca decyzja Parlamentu Europejskiego

Autor: Michalina Kobla

Kwi 6, 2017

southfront.org

 

W czwartek Parlament Europejski zadecydował o zniesieniu wiz dla Ukraińców. To dobra wiadomość dla naszych wschodnich sąsiadów. Pytanie, czy dla nas też.

Aby decyzja Parlamentu Europejskiego weszła w życie potrzebna jest jeszcze zgoda państw unijnych. Już niebawem Ukraińcy będą mogli poruszać się strefie Schengen bez wiz. Kiedy to się stanie, prawdopodobnie, nie będą zatrzymywać się w Polsce, jak miało to miejsce do tej pory.

 

Ukraińcy założyli w naszym kraju 2,7 tys firm. Do polskiego budżetu dokładają około 400 mln zł rocznie. Jeżeli decyzja Parlamentu Europejskiego wejdzie w życie, wpływy te mogą się skurczyć. Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, przestrzega że Ukraińcy mogą wybrać lepiej płatne prace na zachodzie.

Zniesiono wizy dla Ukraińców w Schengen. Dorobiliśmy się. To początek wyprowadzania pracowników z UA z Polski przez Niemcy i Francję – pisze na Twitterze Kaźmierczak.

Sytuacja polskiej mniejszości na Ukrainie pogarsza się z każdą chwilą


 

22:52 06 KWIECIEŃ 2017

 

 

Marsz z okazji rocznicy utworzenia dywizji SS Galicja, Lwów

Sytuacja polskiej mniejszości na Ukrainie pogarsza się z każdą chwilą

© Sputnik. Стрингер

ŚWIAT

19:35 06.04.2017(zaktualizowano 22:27 06.04.2017) Krótki link

Leonid Sigan

31066360

Jakie są szanse na sukces ws. restytucji polskiego mienia na Ukrainie?

Minister Spraw Zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkin

© AFP 2017/ TOBIAS SCHWARZ

Na Ukrainie wandale zepsuli flagę Węgier. Winny „już się znalazł”

Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z prezesem Powiernictwa Kresowego, politologiem i publicystą Konradem Rękasem.

— Wiem, że Pan redaktor bardzo energicznie zajmuje się restytucją polskiego mienia na Ukrainie. Czy ten problem ruszył z miejsca? Jeśli tak to, jakie są szanse na sukces?

— Jesteśmy cierpliwi dlatego, że zdajemy sobie sprawę jak znaczący i poważny, żeby nie powiedzieć historyczny, jest ten problem nie tylko dla Polaków, mających roszczenia kresowe, ale także dla Ukraińców. Pierwsze pozwy, które w ubiegłym roku trafiły do sądów ukraińskich, wciąż czekają na rozpatrzenie.

Nieuchronnie zbliża się termin, po którym będziemy mogli wystąpić już od razu przeciwko państwowości ukraińskiej w związku z przewlekłością postępowań. Nasi prawnicy są przekonani, że którejkolwiek by drogi sądy ukraińskie nie wybrały, a więc zarówno, jeśli w przewidywanym terminie nie zgodzą się na rozpatrzenie naszych pozwów lub też odrzucą je stosunkowo szybko, czy też, jak do tej pory będą zwlekać, zanim minie wyznaczenie pierwszych terminów i zakwalifikowaniem naszych powództw do rozpatrzenia — tak czy siak będzie wystarczająca podstawa prawna, aby skierować nasze wnioski do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Młotek sędziowski

© FOTOLIA/ ANDREY BURMAKIN

Oddajcie nasze majątki. Kresowiacy już przygotowali pierwsze pozwy przeciwko Ukrainie

Od początku podejmując naszą działalność przed dwoma laty mieliśmy pełną świadomość, że zakończy się ona prowadzeniem postępowań w Strasburgu dlatego, że mamy świadomość, że współczesna, teraźniejsza Ukraina opiera się na pewnym bardzo znaczącym oszustwie.

Ukraińcom wmawia się tam, że będą tylko nowe prawa dla nich, jak na przykład rozpatrywane dzisiaj przez Parlament Europejski prawo wjazdu do UE bez wiz, iż nie będzie żadnych europejskich obowiązków, także nie będzie obowiązku poszanowania prawa własności, czyli także własności majątków dawnych właścicieli na Ukrainie. Oczywiście jest to po prostu oszustwo, którym Kijów się posługuje.

My powtarzamy konsekwentnie — chcecie europejskich praw, musicie przyjąć europejskie obowiązki.

Dlatego sprawa posuwa się do przodu, być może powoli, natomiast z całą pewnością konsekwentnie i planowo, zegar bije i przybliża moment, kiedy sprawy restytucji polskiego mienia i nie tylko polskiego na Kresach będą ostatecznie rozpatrzone.  A my sami kibicujemy również naszym rumuńskim przyjaciołom. Od kilku miesięcy bardzo intensywne przygotowania trwają w Rumunii. Obecnie są oni na etapie zbierania wniosków. Również co najmniej kilka tysięcy Rumunów, właścicieli majątków na terenach południowo-zachodniej Ukrainy jest zainteresowanych takimi wnioskami. Jesteśmy przekonani, że już wkrótce Rumuni, których europosłowie w tej sprawie interweniowali w Parlamencie Europejskim, będą wspólnie z nami występować przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, domagając się restytucji mienia na Ukrainie. Przed tą decyzją jakkolwiek długo by tej sprawy nie przewlekano, Ukraina po prostu nie ucieknie.

— Czy ambasador Polski w Kijowie Jan Piekło wspiera roszczenia związane z pozwami?

Ukraińscy licealiści śpiewają piosenkę „Ja, Banderowiec!”

© ZDJĘCIE: YOUTUBE

Ukraińscy licealiści śpiewają piosenkę „Ja, Banderowiec!”

— Gdybyśmy wywiesili czarno-czerwone flagi banderowskie, obrzucili mu ambasadę najlepiej granatami i wznieśli okrzyk „Lachom śmierć”, myślę, że zyskalibyśmy jakąś pozytywną opinię u pana ambasadora Piekło. Jednak Powiernictwo Kresowe składa się z Polaków, potomków tych, których banderowcy mordowali i tych, którzy są krytyczni wobec banderyzmu na Ukrainie, to niestety pan ambasador nie reprezentuje naszych interesów. A mówiąc poważnie, jego ekscelencja ambasador Piekło to ewenement na skalę światową, bo to jest ambasador ukraiński na Ukrainie, na pewno nie polski. Jest to człowiek, który zajmuje się jedną jedyną rzeczą, mianowicie jeżdżeniem od kolejnego zniszczonego polskiego pomnika do następnego zniszczonego cmentarza, z przerwami na niszczone polskie konsulaty i ambasady, żeby tam przed ewidentnymi dowodami na wzrost ukraińskiego nacjonalizmu opowiadać, że nacjonalizmu na Ukrainie nie ma.

Jest to postać z pogranicza fantastyki, a nie dyplomacji. Powiem jeszcze coś, co powinno się spodobać ukraińskiemu wymiarowi sprawiedliwości, otóż polski wymiar sprawiedliwości też nie jest za szybki dlatego, że pozwaliśmy pana ambasadora jeszcze pod koniec ubiegłego roku za opowiadanie ewidentnych zniesławień pod adresem Powiernictwa Kresowego do Sądu Okręgowego w Krakowie.

Andrzej Duda i Petro Poroszenko

PRESIDENT OF THE UKRAINE PRESS-SERVICE

Rola granatnika w polsko-ukraińskich stosunkach

Jeszcze nie mamy pierwszego terminu. I tak ukraińskie zwyczaje sądowe wdzierają się do Polski. My jednak liczymy, że europejskie zwyczaje sądowe trafią wreszcie i na Ukrainę, ale lepiej, żeby trafiły tam wtedy, gdy ambasador Piekło sobie stamtąd pojedzie i przestanie udawać polskiego dyplomatę.

— A jak mają się w takiej sytuacji sprawy polskiej mniejszości narodowej na Ukrainie?

— Polska po 1989 roku daje przykłady, pewnie chciano by powiedzieć, niebywałej filantropii, ale to jest niestety przykład głupoty politycznej, jeśli chodzi o politykę narodową. Mniejszość polska na odcinku ukraińskim jest pozostawiona sama sobie.

Przypomnijmy — pierwszym krokiem euromajdanu było odebranie mniejszościom ustawy językowej, było odebranie ustanowionych jeszcze przez Partię Regionów Janukowycza ustaleń pozwalających na rozwój samorządów i języka kultury, tradycji narodowych na obszarach zamieszkałych przez znaczące grupy mniejszościowe. Pierwszym ruchem euromajdanu  po zdobyciu władzy, po obaleniu Janukowycza było odebranie tych praw. To właśnie był powód, dla którego podniosła głowę — i czego mamy dzisiaj rocznicę — rosyjskojęzyczna ludność Donbasu. I powtórzmy, w tym zakresie polityka Ukrainy w żaden sposób się nie zmieniła.

Sytuacja mniejszości polskiej, węgierskiej, rumuńskiej i innych jest w dalszym ciągu taka sama, a nawet pogarsza się z każdą chwilą. Mamy tego coraz wyraźniejsze sygnały.

Złoty

© AFP 2017/ JANEK SKARZYNSKI

Polaku, udowodnij swoją niewinność, bo stracisz majątek!

Nasze misje są na Kresach, docierają do Żytomierza, do Winnicy, do dużych skupisk polskich i to widzimy. A dlaczego nie widzi tego polityczna Warszawa?

Dlaczego obecna władza PiS-u Ukrainę nadal popiera, a opozycja zajmuje się rzekomymi problemami demokracji w Polsce, zamiast zająć się tym, że demokracji na Ukrainie także wobec mniejszości polskiej nie ma?

Amerykański globalizm


Myśl Polska

Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

LOGIN

Amerykański globalizm

USA.jpg
Po upadku komunizmu i wejściu Polski do NATO oraz UE tożsamości Polaków zaczęły zagrażać nowe niebezpieczeństwa – ideologie i trendy kulturowe nowej cywilizacji, kształtowanej w ramach firmowanego przez USA zachodniego globalizmu, któremu podporządkowane zostały zarówno Sojusz Północnoatlantycki, jaki i Unia Europejska.

Te relacje podporządkowania europejskich „partnerów” Zbigniew Brzeziński nazwał wprost w „Wielkiej szachownicy” [1] amerykańskim protektoratem. Jego utrzymaniu – nie tylko w Europie – służy neoliberalna doktryna gospodarcza, której biblią stały się programy wolnego rynku i handlu oraz globalny finansowy megakapitalizm. Cele amerykańskiego globalizmu osiągane są równolegle w sferze cywilizacji i kultury w ramach kolejnych etapów zachodniej rewolucji kulturowej. Po postmodernizmie – noszącym znamiona posthumanizmu – najgroźniejszą jej mutacją stał się genderyzm, stanowiący priorytetową specjalizację eksportową USA.

Każdemu amerykańskiemu eksportowi wojny towarzyszy genderowa antropologia. Ta ostatnia za rządów prezydenta Obamy uzyskała nawet oficjalny mecenat Białego Domu, który ustanowił urząd rzecznika środowisk LGBT i obsadził w tej roli doświadczonego dyplomatę Randy Barry’ego. Rzecznik zobowiązany został bronić „praw” LGBT w skali światowej i na razie nic nie wskazuje na to, aby Donald Trump miał jego rolę unieważnić.

Nie jest bowiem przypadkiem, że eksport wojny oraz jej mutacji – kolorowych rewolucji i zamachów stanu – idzie w parze z ideologią genderyzmu. Ostatnio przykładem takiego eksportu w stylu: „dwa w jednym” stała się Ukraina, gdzie działaczki Femen i specjaliści gej-parady dwoją się i troją, aby ten podzielony wojną domową i zagrożony bankructwem kraj dołączył do klubu postępowych społeczeństw Zachodu, niszczących tradycyjną rodzinę w imię „praw” LGBT.

Nowe zagrożenia dla naszej tożsamości wpisane były od początku w prozachodnią – proamerykańską – opcję, jaką narzuciły Polsce elity solidarnościowo-komunistyczne. Wprawdzie ideologia genderyzmu nie miała trzydzieści lat temu obecnego znaczenia, ale jej zapowiedzi były wyraźne w trwającej nieprzerwanie od 1968 roku rewolucji kulturowej. Dla tkwiących w niej zaczątków nowej globalnej antropologii potrzeba było jedynie norm prawnych, aby zawojowała zachodni świat.

W UE normy te dał Traktat Lizboński. Solidarnościowo-komunistyczna nomenklatura, wprowadzająca Polskę w obręb wpływów zachodnich pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, miała pełną świadomość zarówno prowojennego programu NATO, jak i antynarodowego i antychrześcijańskiego charakteru rewolucji kulturowej, kształtującej nową globalną cywilizację. Gdy jej pierwotne – niewinne – hasło makdonaldyzacji społeczeństw i kultur narodowych uzyskało sukces światowy, globaliści szybko zastąpili je „prawami” LGBT. Dla prozachodnich polityków polskich lat 90. ta zamiana nie miała żadnego znaczenia.

Było to bowiem nie liczące się z interesem Polski pokolenie nowej nomenklatury – w ścisłym znaczeniu tego słowa, świetnie określonym przez Michaela Woslenskiego [2]. Należący do niej decydenci Solidarności, podobnie jak komunistyczni reformatorzy epoki gorbaczowowskiej – zostali bardzo dobrze opłaceni przez zachodnich – głównie amerykańskich – globalistów, aby reprezentować ich interesy przy i po okrągłym stole. Wystarczy w tym miejscu przypomnieć nierozliczone miliony dolarów, które przejęły wybrane kręgi Solidarności jako pomoc dla działalności związkowej. Z drugiej strony amerykańskie stypendia, granty i inne bonusy dla partyjnych reformatorów z Leszkiem Balcerowiczem, Markiem Borowskim czy Markiem Belką na czele. Wszystko odbyło się zgodnie ze scenariuszem konwergencji, którą przedstawił Brzeziński w przytoczonej – fundamentalnej dla amerykańskiego globalizmu – pracy. Scenariusz ten zapewniał miękkie wejście globalistów na obszar postkomunizmu. Nie tylko bez osądzenia komunizmu, ale wręcz z wykorzystaniem jego wyznawców do wcielania w życie praw globalnej gospodarki i towarzyszącej jej cywilizacji.

Od „imperium zła” do „imperium zła”

Po roku 1945 ideologia komunizmu jako obowiązująca w sferze politycznej i społecznej Polski uderzała nade wszystko w chrześcijańskie fundamenty naszej cywilizacji. Najdobitniejszym świadectwem antychrześcijańskiego jej ukierunkowania stała się wykreowana na jej gruncie antropologia, głosząca koncepcję nowego człowieka, nazwanego przez badaczy homo sovieticusem – człowieka pozbawionego świadomości religijnej, kulturowej i narodowej; podporządkowanego całkowicie ideologicznym celom.

Temu antropologicznemu eksperymentowi towarzyszyła negatywna transformacja wszystkich sfer życia – spowodowana wnikającym w nie absurdem realizowanej utopii polityczno-społecznej, która uniemożliwiała z jednej strony rozwój osobowy człowieka, z drugiej kształtowanie dobra wspólnego w jego pierwotnym, sprecyzowanym przez św. Tomasza znaczeniu: bonum commune. Znaczenie to obejmowało nade wszystko dobro duchowe każdego członka danej społeczności, a następnie jego dobro materialne, instrumentalne wobec duchowego.

Dla społeczeństwa polskiego te koncepcje dobra wspólnego, podobnie jak chrześcijańska antropologia i etyka były nadal punktem odniesienia w kształtowaniu świadomości nie tylko narodowej, ale również społecznej. Dlatego ideologia totalitaryzmu komunistycznego postrzegana była jako ideologia unicestwiająca podstawy bytu narodowego i społecznego, narzucona Polsce przez Rosję radziecką.

Polacy czasów PRL – w przeciwieństwie do pokoleń budujących i podtrzymujących III RP – byli świadomi zagrożeń swej tożsamości, wynikających z ideologii komunizmu. Skutecznie, choć mało spektakularnie stawiali jej opór w heroizmie życia codziennego – rodzinnego, zawodowego, środowiskowego – skupiając się wokół Kościoła i jego charyzmatycznych pasterzy – kardynałów: Stefana Wyszyńskiego i Karola Wojtyły. Zagrożenie było ogromne, ale proporcjonalnie do niego – choć paradoksalnie – ogromna była siła Kościoła i jego bezkompromisowość wobec komunistycznej ideologii.

Kościół nie tylko nigdy jej nie zaakceptował, ale także podtrzymywał zakwestionowaną przez nią świadomość religijną Polaków i towarzyszącą jej świadomość narodową. Obecnie Kościół nie może poszczycić się taką bezkompromisowością wobec zagrożeń ze strony zachodniego globalizmu, firmowanego przez USA. Bezkompromisowość tę wykazuje bowiem jedynie w polskiej przestrzeni politycznej, społecznej i kulturowej, walcząc – skutecznie – z antropologicznymi trendami globalnymi – nade wszystko z genderyzmem.

Przestał jednak wartościować i oceniać pod tym względem działania polskich władz i polskiego establishmentu politycznego na arenie międzynarodowej. Działania te nie maja nic wspólnego z obroną chrześcijaństwa i jego wyznawców – nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również w Unii Europejskiej. Polska w Brukseli czy w ONZ przestała być krajem katolickim. Zajmuje indyferentną postawę wobec problemów cywilizacyjno-religijnych zachodniego globalizmu i związanych z nimi problemów moralnych.

W sytuacji, gdy zagrożone jest chrześcijaństwo, taka postawa uzyskuje antychrześcijański charakter, czego świadectwem było podpisanie przez Lecha Kaczyńskiego i ratyfikowanie przez sejm RP ateistycznego Traktatu Lizbońskiego. Zarówno PiS – realizujący obecnie na arenie międzynarodowej „dziedzictwo” tego prezydenta – jak i cała opozycja polityczna , nie są w stanie wspiąć się na wyżyny europejskiej tradycji cywilizacyjnej i zaproponować rozpadającej się Unii powrót do chrześcijańskich korzeni. Jedyne, co potrafią wyartykułować obecni reprezentanci Polski w Brukseli, to „Europa jednej prędkości”, dalekiej od kulturowych i moralnych wyznaczników w tym samym stopniu, co osławione „zasady” premier B. Szydło, która po wyborze D. Tuska na szefa Rady Europejskiej przypisała je Polsce, nie precyzując ich charakteru. Nowomowa polskich polityków na salonach europejskich przybrała bowiem formę mutacji nowomowy komunistycznej.

W obliczu totalnego zagrożenia ze strony ateistycznego atlantyzmu oraz wpisanego w jego strategię etapu islamizacji Europy, omija ona szerokim łukiem pojęcia kluczowe dla przyszłości cywilizacyjnej starego kontynentu – nie pozwalające na odcięcie od jego korzeni. Autorzy polskiej nowomowy politycznej prezentowanej na salonach Zachodu jak diabeł święconej wody unikają dwóch decydujących o naszej przyszłości pojęć: chrześcijaństwo i chrześcijańskie wartości. Ironizując, można powiedzieć, iż jest to jedna z „zasad” B. Szydło.

Jeszcze gorzej wygląda problem bezpieczeństwa Polski definiowany poprzez nasze członkostwo w NATO i realizację jego wojennych celów, sprzecznych nie tylko z chrześcijańską koncepcją pokojowego współistnienia, ale również z każdym elementem polskiej racji stanu. Niepokojące jest milczenie Kościoła i polskich katolików wobec zaangażowania Polski w permanentną wojnę USA na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie, wobec wsparcia wojny domowej na Ukrainie, instalowania tarczy antyrakietowej i baz NATO oraz amerykańskiej brygady pancernej na naszym terytorium. O wiele groźniejsze jest milczenie katolickiej Polski wobec jej przygotowań do wojny z Rosją na naszym obszarze. Propaganda proamerykańska i pronatowska święci triumfy.

Udało się wyrugować ze świadomości Polaków pokojowe nastawienie do świata i zastąpić je wirusem wojny. Udało się poprzez wirus wojny zaangażować Polskę w budowę antychrześcijańskiego, antynarodowego NWO. Do świadomości większości Polaków żyjących mitem „dobrej” Ameryki nadal nie dociera banalna prawda o tym, że wbrew jej własnemu społeczeństwu i pragnącemu żyć w pokoju światu, stała się ona nowym wcieleniem „imperium zła”.

Na szachownicy USA

Dla porównania warto wciąż pamiętać, że przemiany tożsamości narodowej w poddanych sowietyzacji społeczeństwach nie były identyczne. Zależały od tradycji kulturowej, przynależności cywilizacyjnej, roli kościoła, typu świadomości religijnej, a także charakteru narodowego i istotnego dla jego ukształtowania pojmowania wolności. Transformacja osoby ludzkiej, a jednocześnie narodu i społeczeństwa na gruncie koncepcji homo sovieticusa – przejawiająca się w utracie tradycyjnych form tożsamości – nie była deformacją totalitaryzmu komunistycznego. Była jego nieodłączną, konstytutywną cechą. Podobnie jak komunistyczny obóz pracy, którego symbolem jest GUŁag, nie był ani błędem, ani wypaczeniem tego systemu.

Problem transformacji tożsamości osobowej w dyskusji o istocie totalitaryzmu komunistycznego ma znaczenie kluczowe. System negował bowiem zarówno tożsamość typu idem, jak i typu ipse – jednakowość i bycie sobą. Taka próba ograniczenia czy wręcz zniesienia autonomii osobowej była niczym nieuprawnioną uzurpacją o charakterze ontologicznym i stanowiła największe zagrożenie dla człowieka ze strony systemu. Leżąca w podstaw totalitaryzmu komunistycznego próba ukształtowania nowego człowieka poprzez zmianę jego tożsamości i podporządkowanie totalne ideologii była w rzeczywistości próbą jego unicestwienia.

Polacy, którzy nie poddawali się komunistycznemu zniewoleniu, zachowywali swą „jednakowość i bycie sobą” dzięki trwaniu w religii i polskości. Pytania kluczowe dla obecnej naszej sytuacji są dwa: czy Polacy zachowają swoją tożsamość wobec nowych zagrożeń? Czy wiara ojców stanie się na nowo jej opoką i uchroni nas od tragicznego rozdwojenia na bycie sobą w Polsce i bycie nikim poza nią – pionkiem na amerykańskiej szachownicy? Aplikowane nam po „powrocie do Zachodu” wirusy nowej antropologii i permanentnej wojny nie są bowiem – podobnie jak w przypadku komunizmu Gułag – wypaczeniem globalizmu. Są świadectwem doskonale przygotowanej globalnej strategii w walce o „rząd dusz” w świecie.

Mechanizm globalizmu, w który wpisaliśmy się dobrowolnie i w którym potwierdzamy wciąż na nowo swoją obecność – nie tylko poprzez udział w kolejnych amerykańskich wojnach, ale również poprzez wspomniany Traktat Lizboński czy CETA – to mechanizm niszczący tożsamość osobową i narodową podobnie jak jego komunistyczny prototyp, o którym pisał Michaił Heller w swej fascynującej książce „Maszyna i śrubki”.

Rusofobia została w tym mechanizmie zaplanowana jako jeden z ważniejszych elementów nowej świadomości Polaków – niezbędny do poszerzania z ich pomocą granic nowego „imperium zła” poprzez wojnę ze stawiającą mu opór Rosją. Pytanie: czy potrafimy jeszcze być sobą i odczytać cel globalnego mechanizmu, w którym jesteśmy śrubką, i w porę odrzucimy jej rolę – pozostaje wciąż otwarte. Przyszłość Polski rozegra się bowiem w świadomości Polaków.

prof. Anna Raźny

[1] Z. Brzeziński, „Wielka szachownica”
[2] M. Woslenski, „Nomenklatura”, wyd. poza cenzurą, t. 1-2, Wrocław 1984

Myśl Polska, nr 15-16 (9-16.04.2017)

Diler umoczonych celebrytów


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

6 kwietnia 2017

 

Celebryci kupili 3,5 kilograma kokainy. Znane są nazwiska ponad 200 klientów dilera

 

Dodano: 06.04.2017 [20:17]

Celebryci kupili 3,5 kilograma kokainy. Znane są nazwiska ponad 200 klientów dilera - niezalezna.pl

foto: Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Śledztwo przeciwko Cezaremu P., którego nazwano „dilerem celebrytów”, jest na finiszu. Prokuratorzy ustalili nazwiska ponad 200 jego klientów, którzy będą również świadkami podczas procesu handlarza kokainą. Śledczy żartują, że ich lista będzie znacznie ciekawsza niż nazwiska osób na ławie oskarżonych.
Cezary P. znał czołowe postaci warszawskiego salonu. Mogły one zadzwonić dosłownie o każdej porze dnia i nocy, a on błyskawicznie przyjeżdżał, aby sprzedać im… kokainę. Rzekomo doskonałej jakości. Klientów miał spore grono, choć jedna działka narkotyku kosztowała aż 500 zł.
Mężczyzna długimi latami działał bezkarnie, ale nie miał pojęcia, że przez kilka miesięcy był podsłuchiwany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji. Dzięki temu śledczy zdobyli dziesiątki godzin nagrań rozmów handlarza narkotyków z klientami, którzy reprezentowali rozmaite profesje. Byli także wśród nich przedstawiciele tzw. szanowanych zawodów.
Gdy w kwietniu 2016 r. Cezarego P. zatrzymało CBŚP, natychmiast został okrzyknięty „dilerem celebrytów”, a w niektórych środowiskach pojawił się niepokój. Od tamtej pory minął rok.
Śledztwo nadal prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie i jest ono na finiszu. Być może zakończy się w czerwcu. Główny podejrzany usłyszał zarzut nielegalnego posiadania środków odurzających oraz udzielania ich osobom trzecim.
– Cezary P. według ustaleń wprowadził do obrotu ok. 3,5 kilograma narkotyków – przyznaje „Gazecie Polskiej Codziennie” prokurator Michał Dziekański.
Poza „dilerem celebrytów” zarzuty usłyszało kilkanaście osób. Postępowania wobec niektórych – pomagających Cezaremu P., ale również współpracujących z prokuraturą – zostały warunkowo umorzone. Na razie nie wiadomo, czy będzie jeden proces, czy do sądu trafi kilka aktów oskarżenia. Decyzja jeszcze nie zapadła.
Dlaczego lista podejrzanych jest dość krótka? – Klienci, którzy tylko nabywali narkotyki od Cezarego P., nie mają zarzutów, ponieważ nabywanie nie jest karalne – wyjaśnia prokurator Dziekański.
„Codzienna” dowiedziała się, że ustalono tożsamość ponad 200 klientów dilera i większość została już przesłuchana. Będą również wzywani jako świadkowie podczas przyszłego procesu. Osoby znające kulisy sprawy żartują, że dziennikarzy tym razem bardziej będą interesowali świadkowie niż oskarżeni.
Tajemnicą nadal pozostaje to, skąd „diler celebrytów” miał tak ogromne ilości kokainy. Prokurator Dziekański przyznaje, że wątek jest weryfikowany, ale szczegółów nie może podać.

Ukraina: rząd podniósł minimalną emeryturę do równowartości 203 złotych


 

Foto: pixabay.com

Ukraina: rząd podniósł minimalną emeryturę do równowartości 203 złotych

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Czwartek, 06 kwietnia 2017 o godz. 22:10:34

Obecnie 80% ukraińskich emerytów żyje poniżej granicy ubóstwa.

 

Ukraińscy emeryci, których jest w kraju 8 mln stanowią najbiedniejszą grupę społeczną. Ukraiński rząd zapowiedział, że w maju podniesione zostaną najniższe emerytury o 10 proc. do 1373 hrywien co stanowi dzisiaj równowartość 203 zł.

Premier Ukrainy Wołodymyr Hrojsman złożył obietnicę kolejnej odczuwalnej podwyżki najniższej emerytury od października tego roku, pod warunkiem uchwalenie przez parlament do 15 lipca reformy systemu emerytalnego. Zdaniem ukraińskiego rządu reforma, której wprowadzenie przewiduje porozumienie z MFW, ma zapewnić trzy cele: sprawiedliwość, brak deficytu Funduszu Emerytalnego i podwyżkę emerytur.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: W 2016 roku Ukraińcy legalnie zarobili w Polsce 9 mld zł

Zgodnie z wyliczeniami nowe zasady w ciągu 7 lat mają zlikwidować deficyt w budżecie funduszu emerytalnego, który obecnie wynosi 140 mld hrywien (20,5 mld zł). MFW naciska na możliwość podniesienia wieku emerytalnego, co spotyka się z oporem strony ukraińskiej, która w zamian proponuje zwiększenie wpływów do budżetu poprzez zmniejszenia szarej strefy i podniesienia wynagrodzeń. W marcu podniesiono płacę minimalną do 3200 hrywien – 470 zł.

kresy.pl / rp.pl

Kto użył broni chemicznej w Syrii? Rząd Asada oskarża twardego sojusznika USA


logo Polonia Christiana

DZISIAJ JEST

CZWARTEK 06 KWIETNIA

 

Kto użył broni chemicznej w Syrii? Rząd Asada oskarża Izrael, Trump mówi o „czerwonej linii

Data publikacji: 2017-04-06 15:00

Data aktualizacji: 2017-04-06 15:12:00

Kto użył broni chemicznej w Syrii? Rząd Asada oskarża Izrael, Trump mówi o „czerwonej linii

Baszszar al-Asad. FOT.SANA/REUTERS/FORUM

Kilka godzin po wtorkowym ataku w prowincji Idlib w Syrii, gdzie użyto broni chemicznej, przedstawiciel syryjskiej władzy w ONZ przekonywał, że za użycie broni masowego rażenia odpowiada Izrael. Tel Awiw miał dostarczyć broń chemiczną dzihadystom z Frontu al-Nusra. Tymczasem prezydent USA zapowiedział, że przekroczono „wiele czerwonych linii” i Ameryka będzie musiała na to zareagować.

Przemawiając podczas sesji Komisji Rozbrojeniowej delegat syryjski dr Baszar Dżaffari podkreślał, że oskarżenia kierowane pod adresem Damaszku „nie znajdują żadnego uzasadnienia, ponieważ Syria od dawna jest stroną konwencji o zakazie stosowania broni chemicznej (CWC)”.

– Jak na ironię wysiłki Syrii na rzecz usunięcia broni masowego rażenia z obszaru Bliskiego Wschodu zostały zablokowane przez inne państwa, zdeterminowane zachować izraelską broń jądrową, chemiczną i biologiczną – mówił.

Syryjski delegat oskarżył także Francję o współpracę z Izraelem w zakresie rozwijania przez dziesięciolecia broni nuklearnej i uzbrajanie grup terrorystycznych w broń toksyczną. Dżaffari powołując się na nieokreślony „raport międzynarodowy” oskarżył Izrael o „używanie broni chemicznej i biologicznej wielokrotnie przeciwko ludności cywilnej w Syrii, Libanie i Palestynie”.

ONZ zarzuca rządowi syryjskiemu użycie broni chemicznej w Ghouta, niedaleko Damaszku w roku 2013. Zginęło wówczas blisko 1,5 tys. osób. Wojska syryjskie – wedle Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) – użyły broni chemicznej także w atakach w 2014 i 2015 roku.

OPCW poinformowała, że obecnie jest „w trakcie gromadzenia i analizy informacji ze wszystkich dostępnych źródeł” o ataku w Khan Sheikhoun, w prowincji Idlib, gdzie w wyniku nalotu zginęło kilkadziesiąt osób – w tym dzieci – a kilkaset jest rannych.

Damaszek „kategorycznie” odrzuca oskarżenia. Rząd Baszszara al-Asada stwierdził za pośrednictwem agencji informacyjnej SANA, że grupy terrorystyczne i ich zachodni zwolennicy oraz media stowarzyszone rozpowszechniają „jak zwykle fałszywe oskarżenia” przeciwko syryjskiemu wojsku.

Stany Zjednoczone i inne rządy na całym świecie zdecydowanie potępiły ostatni atak chemiczny w Syrii. Już wcześniej prezydent USA Barack Obama oświadczył, że użycie broni chemicznej w konflikcie z Syrią będzie przekroczeniem „czerwonej linii”, grożąc interwencją. W odpowiedzi na ostatni atak prezydent Trump ostrzegł, że „naruszono już wiele czerwonych linii”.

– Te haniebne działania reżimu Baszszara al-Asada są konsekwencją słabości i niezdecydowania poprzedniej administracji – stwierdził amerykański przywódca. –Prezydent Obama zapowiedział w roku 2012, że ustanowił „czerwoną linię” przeciwko wykorzystaniu broni chemicznej, a następnie nie zrobił nic –  kontynuował prezydent Donald Trump.

– Biorę teraz tę odpowiedzialność na siebie i będę dumnie się z niej wywiązywał. Mówię wam  to. Teraz to ja jestem odpowiedzialny za reakcję – deklarował  Trump, który jednak nie powiedział co zamierza zrobić.

Stwierdził jedynie, że „administracja Obamy dawno temu miała okazję rozwiązać ten kryzys, kiedy po raz pierwszy przekroczono czerwoną linię”. Amerykański prezydent dodał ponadto, że również w innych częściach świata Obama nie wziął odpowiedzialności za przekroczenie „czerwonej linii”.

Rosja i Iran bronią syryjskiego sojusznika, sugerując, że uderzono w skład broni chemicznej organizacji rebelianckich, której miała dostarczać m.in. turecka islamska Fundacja Pomocy Praw Człowieka (IHH). Jej medycy niosą pomoc ludności cywilnej w Syrii. W związku z tymi oskarżeniami Turcja po raz kolejny znalazła się w trudnej sytuacji w relacjach z Rosją – zaznaczył Osman Atalay, członek zarządu islamskiej Fundacji Pomocy Praw Człowieka, bardzo aktywnej na obszarach kontrolowanych przez rebeliantów.

Organizacja ta wielokrotnie była oskarżana o ukrywanie broni wśród materiałów ratunkowych przeznaczonych dla rebeliantów, w tym dla Jabhat al-Nusra, połączonej z Al-Kaidą najsilniejszej grupy w Idlib. Atalay, który odrzucił roszczenia jako „czarną propagandę” w rozmowie telefonicznej z portalem al-monitor.com powiedział: Cel ataków chemicznych jest jasny. Rosja i reżim chcą zrobić w Idlib to, co zrobili z Aleppo: zmiażdżyć, opróżnić. Tym razem nie będzie tak łatwo.


Źródło: cnsnews.com, al.-monitor.com

AS

Read more: http://www.pch24.pl/kto-uzyl-broni-chemicznej-w-syrii–rzad-asada-oskarza-izrael–trump-mowi-o-czerwonej-linii,50747,i.html#ixzz4dVErE0Cq

Dyskryminacja Polaków ze strony Temidy


Prawy.pl

 

Skandal na procesie Piotra Rybaka – Żydzi weszli na salę Polacy nie

Piotr Korczarowski

Opublikowano 5 kwietnia 2017

 

Skandaliczne podejście Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Na salę sądową mogą jedynie posiadacze specjalnych przepustek, a takowe mieli jedynie przedstawiciele organizacji żydowskich, KOD-u i stowarzyszenia Obywatele RP. Ani Rybak, ani też jego pełnomocnik nie zostali powiadomieni o nowej procedurze.

Wielkim skandalem rozpoczął się proces apelacyjny Piotra Rybaka, skazanego przez sąd pierwszej instancji na karę 10 miesięcy pozbawienia wolności, za spalenie kukły „stereotypowego żyda” podczas antyislamskich protestów na rynku we Wrocławiu. Nikt z rodziny i przyjaciół oskarżonego nie mógł przekroczyć kordonu policji. Wybuchła awantura, która szybko przerodziła się w obywatelski wiec. Wznoszono patriotyczne hasła i odśpiewano hymn Polski.

Ostatecznie Piotr Rybak wszedł na salę jedynie w asyście swego obrońcy i mediów. Na obszernej widowni zasiadło 16 osób. Większość z nich trzymała w rękach żółte róże i kartki z napisem: „precz z faszyzmem”. Mimo okrzyków zza drzwi sędzia rozpoczął rozprawę oddając głos obronie, prokuraturze, a na koniec także oskarżonemu.

Wszystkie strony były zgodne co do nieproporcjonalnej kary wobec popełnionego czynu. Prokurator podtrzymał wersję z pierwszej instancji, wnosząc o prace społeczne, natomiast pełnomocnik Rybaka poprosił o uniewinnienie swego klienta.

Piotr Rybak po raz kolejny powtórzył, że kukła nie dotyczyła Żydów jako nacji, lecz Georga Sorosa, światowego spekulanta i filantropa, walczącego od lat z ideą państw narodowych. Oskarżony przypomniał również, że nie on wykonał kukłę, a za brak wizerunku Sorosa odpowiada człowiek, który miał przywieźć zdjęcie twarzy znanego żydowskiego finansisty. Tak się jednak nie stało, a kukła spłonęła. Mimo to Rybak nie czuje się winny, ponieważ w trakcie manifestacji wielokrotnie powtarzał, iż chodzi o Sorosa, a samo zgromadzenie miało charakter antyislamskiego i antyimigracyjnego wiecu, na którym nie pojawiły się żadne treści antysemickie.

W odniesieniu do zajścia na korytarzu Piotr Rybak stwierdził, że jest to jawna dyskryminacja Polaków w ich własnym kraju, a zarazem skandal inspirowany przez stronę żydowską. Dlatego też Rybak zapowiedział, że wyroku skazującego nie potraktuje osobiście. Jego zdaniem działania sądu od początku były wymierzone w godność i honor Polaków, czego efektem jest polityczny symbol kary.

Wyrok w tej sprawie ogłoszony będzie 13 kwietnia b.r. w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu, o godz. 13.30 w sali nr 2.

Materiał na podstawie reportażu z eMisjiTv, który można zobaczyć pod linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=w05eh6TuEv8

8 osób zatrzymanych ws. zamachu w petersburskim metrze


Telewizja Republika.pl

8 osób zatrzymanych ws. zamachu w petersburskim metrze

21:34 6 kwietnia 2017

Twiiter

– W Moskwie i Petersburgu zatrzymano w czwartek osiem osób podejrzanych o udział w przygotowywaniu poniedziałkowego zamachu w metrze w Petersburgu – podał Komitet Śledczy FR w Rosji.

Wcześniej informowano o trzech osobach zatrzymanych – agenci służb specjalnych mieli aresztować osoby podejrzewane o pomoc w przeprowadzeniu poniedziałkowego zamachu i unieszkodliwić ładunek wybuchowy znaleziony w jednym z mieszkań. Teraz informacje uaktualniono i poszerzono. 

– Sześć osób aresztowano w Petersburgu i dwie w Moskwie w ramach śledztwa prowadzonego przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB) i ministerstwo spraw wewnętrznych – czytamy w komunikacie.

Według dotychczasowych ustaleń śledczych poniedziałkowego zamachu dokonał 22-letni Akbarżon Dżaliłow. Urodzony w Kirgistanie obywatel Rosji zdetonował ładunek wybuchowy w wagonie metra. W wyniku eksplozji zginęło 14 osób a ponad 50 zostało rannych. Służbom specjalnym udało się unieszkodliwić drugi ładunek pozostawiony na kolejnej stacji metra – prawdopodobnie przez tego samego zamachowca.

 

Źródło: Gość.pl

Tony Halik służył w Luftwaffe


 

WP Wiadomości  

 

wp

POZNAŃ

+3

NINA HARBUZ

7h temu

Czy żołnierz Luftwaffe zostanie patronem poznańskiej ulicy? Trudna biografia Tony’ego Halika

Tony Halik nigdy nie był pilotem RAF-u, za to służył w Luftwaffe. Przez całe życie ukrywał ten wstydliwy fakt. Teraz, kiedy miano nadać imię słynnego polskiego podróżnika jednej z poznańskich ulic radni miasta zaprotestowali. Czy słusznie?

 

Czy żołnierz Luftwaffe zostanie patronem poznańskiej ulicy? Trudna biografia Tony'ego Halika

(Wydawnictwo Agora, Fot: Materiały prasowe)

Tony Halik był wszędzie. Nie będzie go jednak w Poznaniu. We wtorek poznańska Rada Miasta wycofała z obrad projekt uchwały, którym miano nadać imię Tony’ego Halika jednej z poznańskiej ulic. Dlaczego tak się stało? W weekendowym Magazynie zamieściliśmy rozmowę z Mirosławem Wlekłym , autorem biografii Tony’ego Halika, w którym można było przeczytać o wojennych losach podróżnika. Okazuje się, że Tony Halik nie był pilotem RAF-u, jak twierdził całe życie, a Luftwaffe, do którego został wcielony siłą. Po dwóch miesiącach zdezerterował z jednostki sił powietrznych Wehrmachtu, co w przypadku złapania groziłoby mu śmiercią.

Ważny jest jednak kontekst historyczny. – Trzeba pamiętać, że część ziem II Rzeczpospolitej została wcielona do III Rzeszy – komentuje historyk prof. Andrzej Paczkowski. – Stało się tak z Pomorzem, Wielkopolską, Śląskiem, częścią województwa Łódzkiego i północnym Mazowszem.

wp

Jak tłumaczy profesor Paczkowski na wcielonych terenach Polaków zaczęły obowiązywać te same przepisy co obywateli niemieckich. – Blisko 3 miliony Polaków zostało wpisanych na stworzone przez Niemców listy narodowościowe – wyjaśnia Profesor. – Niemcy potrzebowali poborowych, a tych można było rekrutować wyłącznie spośród osób mających niemieckie obywatelstwo. Na Śląsku i Pomorzu nie wpisanie się na listę groziło represjami. Można było za to stracić majątek, zostać wyrzuconym z pracy, a nawet być wysiedlonym, więc zastraszeni ludzie godzili się na podpisanie listy.

Pomysł nadania imienia Tony’ego Halika jednej z poznańskiej ulic urodził się w sierpniu 2016 roku. Jak relacjonował mi dyr Jarosław Zawadzki, zastępca dyrektora ds. systemu informacji przestrzennej Zarządu Geodezji i Katastru Miejskiego GEOPOZ, w listopadzie tego samego roku, projekt został pozytywnie zaopiniowany na posiedzeniu Komisji Kultury. Dopiero na wtorkowym posiedzeniu Rady Miasta, w czasie którego nadawano nazwy nowym poznańskim ulicom, uchwała została wstrzymana i powtórnie skierowana do zbadania przez Komisję Kultury.

  • Kiedy doszliśmy do głosowania nad uchwałą, w wyniku której nadano by ulicy imię Halika, dwóch kolegów pokazało zebranym internetową publikację, w której opisano wojenne losy Halika. Jako historyk i osoba wyczulona na przeszłość podniosłem rękę z prośbą o wstrzymanie się nad głosowenaiem i dokładne sprawdzenie biografii znanego wszystkim podróżnika. Przewodniczący Rada Miasta, Grzegorz Ganowicz, poparł mój postulat, uznając go za słuszny. Ganowicz związany jest z PO, ja z PiS, więc często się spieramy, ale w tej kwestii byliśmy jednomyślni. Na ten moment sam nie mam wyrobionego zdania, czy jeśli biografia Halika okaże się być niejednoznaczna, czy odrzucę projekt uchwały, czy go poprę. Na pewno ten temat zostanie rozstrzygnięty jeszcze w tym półroczu.
  • Jeśli poznańskim radnym tak bardzo zależy na tym, żeby patroni ulic byli ludźmi bez skazy, to trzeba też zmienić nazwy ulic Romualda Traugutta czy generała Władysława Andersa, bo obaj służyli w Armii Radzieckiej – podsumowuje całą sytuację profesor Andrzej Paczkowski.

 

Marcell

Został wcielony siłą do Luftwaffe, nastepnie zbiegł, za co groziła mu śmierć. Co pokazuje jednoznacznie, że dobrowolnie sie tam nie znalazł, więc – w czym …Czytaj całość

JAROLAWA

POLSKI SZOWINIZM I GŁUPOTA. BO KTOŚ TAM COŚ NAPISAŁ TO TRZEBA CHŁOPA ZDOŁOWAĆ. A PRZECIEŻ KRZYWDY NIKOMU NIE ZROBIŁ A TAK WIELU ROZSZERZYŁ HORYZONTY. SAMORZĄDOWI …Czytaj całość

Komandos

Volkslisty się nie podpisywało…Urząd do Spraw Rasy ją nadawał rodzinie…było wielu, bardzo wielu Polaków w Wermachcie. Liczni wykonywali tylko rozkazy. …Czytaj całość

Komandos

Radni miasta Poznań to niestety ludzie albo głupi, albo małej wiedzy. Nad Marną i pod Verdun we Francji na cmentarzach wojennych z I WŚ leżą całe regimenty …Czytaj całość

WP Wiadomości

Wizy dla Ukraińców z litanią obwarowań


 

PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

Na wakacje bez wiz? Europosłowie za ruchem bezwizowym dla Ukraińców

ostatnia aktualizacja:06.04.2017 16:06

Już wkrótce Ukraińcy będą mogli podróżować do Unii bez wiz. Parlament Europejski w głosowaniu dał zielone światło w tej sprawie. Europosłowie opowiedzieli się za tym większością głosów. Władze w Kijowie mają nadzieję, że Ukraińcy skorzystają z możliwości ruchu bezwizowego już latem. Teraz decyzję musi podjąć Rada Europejska.

 

  • Ukraina ma nadzieję, że przepisy o ruchu bezwizowym wejdą w życie już latem. Relacja Pawła Buszki z Kijowa (IAR)

Sesja plenarna PE w Strasburgu

Sesja plenarna PE w StrasburguFoto: Parlament Europejski

W Kijowie – zadowolenie z decyzji Parlamentu Europejskiego, który zezwolił na zniesienie wiz do państw Unii dla obywateli Ukrainy. Jednak ukraińskie władze przypominają, że do pełnego zniesienia wiz potrzeba jeszcze czasu i dopełnienia procedur. Mimo to wyrażają nadzieję, że obywatele Ukrainy pojadą do krajów Unii bez wiz już latem.

Ukrainians dearly appreciate the support of @Europarl_ENduring today’s voting on #visafree 4 #Ukraine.
Together for better European future! pic.twitter.com/5GdD2KlZtw

— MFA of Ukraine (@MFA_Ukraine) 6 kwietnia 2017

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko nie krył zadowolenia z wiadomości, które nadeszły ze Strasburga. Powiedział, że gratuluje wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Petro Poroszenko podkreślił jednak, że nie oznacza to jeszcze otwarcia granic. Aby tak się stało, jak zaznaczył, niezbędna jest decyzja Rady Europejskiej. Dodał, że Ukraina intensywnie pracuje nad tym, aby nikt nie zahamował procesu zniesienia wiz. A mogą się o to starać, jak zaznaczył Poroszenko, proputinowscy przedstawiciele w Unii. Również ukraiński minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin cieszy się z decyzji europarlamentu, ale z zastrzeżeniami. Podkreślił, że to decyzja ważna dla Ukraińców, ale też dla Unii. Wyraził nadzieję, że wizy będą zniesione już latem i to wtedy, jak dodał, Ukraińcy będą nie tylko się cieszyć, ale i świętować.

Ukraina w celu zniesienia wiz wprowadziła szereg zmian prawnych, wymaganych przez Unię. Głównie miały one na celu przeciwdziałanie korupcji.

Zwlekają z decyzją

Wejście w życie decyzji zależy teraz tylko od krajów unijnych. Te się jednak ociągają. Według dyplomatów zwłoka ma związek z wyborami prezydenckimi we Francji.

Projekt przepisów w tej sprawie przyjęto 521 głosami za, przy 75 głosach przeciw i 36 wstrzymujących się. – Jest ogromna przewaga zwolenników ruchu bezwizowego z Ukrainą. To zasłużony przez Ukrainę, jej odważne reformy i spełnienie wszystkich kryteriów akt ze strony UE – powiedział w Strasburgu europoseł Jacek Saryusz-Wolski, wieloletni orędownik Kijowa w relacjach z UE.

Unia chce, by obywatele Ukrainy, którzy mają paszporty biometryczne, mogli wjechać do krajów członkowskich (z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Irlandii) bez wizy na 90 dni w ciągu pół roku w celach biznesowych, turystycznych czy rodzinnych.

  • Ukraina spełniła wszystkie kryteria i obowiązek wizowy powinien zostać zniesiony – powiedziała podczas debaty w tej sprawie sprawozdawczyni PE, bułgarska europosłanka z Europejskiej Partii Ludowej, Marija Gabriel.

Zwróciła uwagę, że teraz nadszedł czas na podjęcie ostatecznej decyzji przez państwa członkowskie. Terminu, kiedy to ma się stać, nadal jednak nie potwierdzono. „Możliwe, że decyzja Rady UE w sprawie liberalizacji wizowej zapadnie w maju, choć to jeszcze niepotwierdzone. Jeśli tak się stanie, to już latem Ukraińcy mogliby jeździć do UE bez wiz” – mówił w tym tygodniu PAP unijny dyplomata.

Oficjalnie urzędnicy tłumaczą brak terminu względami proceduralnymi, a także chęcią nadania „odpowiedniej oprawy” tak ważnej decyzji, która mogłaby zostać ogłoszona w obecności przedstawicieli najwyższych władz Ukrainy.

pic.twitter.com/UNr52vx7Pk

— Parlament Europejski (@Europarl_PL) 6 kwietnia 2017

Jednak unijni dyplomaci przyznają też, że kraje UE nie chcą się spieszyć w tej sprawie ze względu na wybory prezydenckie we Francji na przełomie kwietnia i maja. Imigracja i ochrona granic są jednymi z głównych tematów kampanii wyborczej nad Sekwaną. Zniesienie przez UE wiz dla obywateli ponad 40-milionowego kraju mogłoby zostać wykorzystane przez radykalnych i eurosceptycznych polityków – obawiają się dyplomaci.

Saryusz-Wolski uważa, że nawet jeśli już teraz zostałaby podjęta pozytywna decyzja krajów członkowskich, byłby to i tak spóźniony akt. Przygotowaną przez niego pozytywną opinię w tej sprawie komisja spraw zagranicznych PE podjęła w czerwcu 2016 roku.

  • Bardzo długo rzecz była blokowana w Radzie przez to, że są wybory w kraju A, kraju B, kraju C. W zasadzie nie ma miesiąca w kalendarzu gregoriańskim, w którym by nie było gdzieś wyborów w kraju unijnym – podkreślił eurodeputowany.

Parlament Europejski poparł zniesienie wiz krótkoterminowych dla Ukraińców. pic.twitter.com/q0adEQgZJ3

— Parlament Europejski (@Europarl_PL) 6 kwietnia 2017

Jego zdaniem już prawie roczne, niezasłużone opóźnienie spowodowało wizerunkowe, polityczne i geopolityczne straty dla UE. – Kreml mówił – spójrzcie, na nas możecie liczyć, na UE nie możecie; oni obiecują, nie dotrzymują. Było ogromne rozgoryczenie kręgów reformatorskich i euromajdanowych na Ukrainie w związku z tym – zauważył Saryusz-Wolski.

Przepisy zaczną obowiązywać na początku czerwca?

  • Wszystko wskazuje na to, że przepisy wejdą w życie najprawdopodobniej już na początku czerwca – powiedział jednak przewodniczący delegacji Parlamentu Europejskiego do spraw Ukrainy Dariusz Rosati z PO. Podkreślił, że zniesienie obowiązku wizowego jest symbolem postępu, uczynionego przez Ukrainę w ostatnich latach w reformowaniu gospodarki i państwa.

Ma być też zachętą do głębszych reform i skuteczności w zwalczania korupcji. Równocześnie przygotowywane są przepisy, które będzie można zastosować, jeśli prawo bezwizowego wjazdu zostanie nadużyte.

Wakacje bez wiz?

Władze Ukrainy wyrażają zadowolenie z decyzji Parlamentu Europejskiego, który zezwolił na zniesienie wiz do państw Unii dla obywateli Ukrainy. Jednak ukraińskie władze przypominają, że do pełnego zniesienia wiz potrzeba jeszcze czasu i dopełnienia procedur. Mimo to wyrażają nadzieję, że obywatele Ukrainy pojadą do Unii bez wiz już latem.

Blokowano ruch bezwizowy

Komisja Europejska już w kwietniu 2016 roku zaleciła zniesienie wiz dla Ukraińców, jednak kraje UE zwlekały z decyzją. Pomimo pozytywnych rekomendacji KE decyzja została zablokowana w Radzie UE na kilka miesięcy, głównie ze względu na stanowisko Niemiec i Francji. Sprawa liberalizacji wizowej dla wschodniego sąsiada UE związana była z problemem zniesienia wiz dla obywateli Turcji i stała się zakładnikiem obaw związanych z imigracją.

Aby uspokoić te obawy, kraje UE postanowiły zmienić zasady zawieszania porozumień o ruchu bezwizowym z krajami trzecimi, co ma umożliwić przywracanie obowiązku wizowego np. w sytuacji znacznego napływu nielegalnych migrantów z danego kraju, wzrostu liczby nieuzasadnionych wniosków o azyl, pogorszenia współpracy z krajem trzecim w dziedzinie readmisji oraz poważnego ryzyka dla porządku publicznego albo bezpieczeństwa wewnętrznego. Od przyjęcia tych przepisów uzależniono decyzję o zniesieniu wiz dla Ukraińców oraz dla Gruzinów.

Regulacje te udało się uzgodnić dopiero w grudniu 2016 roku, a weszły one w życie w tym roku, co otworzyło drogę do liberalizacji wizowej dla Ukrainy i Gruzji.

Gruzini mogą jeździć do UE bez wiz od 28 marca.

Z kolei rozporządzenie w sprawie ruchu bezwizowego z Ukrainą negocjatorzy europarlamentu oraz krajów członkowskich uzgodnili pod koniec lutego.

Przegłosowane przez europosłów porozumienie w tej sprawie musi jeszcze zostać formalnie zatwierdzone przez Radę UE. Jeśli państwa członkowskie nie będą tego blokować powinno ono wejść w życie w czerwcu, 20 dni po opublikowaniu w Dzienniku Urzędowym UE.

PAP/IAR/agkm

Zobacz więcej na temat: wojna na ukrainie świat ukraina europa unia europejska wizyparlament europejski

Dr Zapałowski: granice przyzwoitości zostały przekroczone


 

Piotr Tyma, szef Związku Ukraińców w Polsce. Fot. facebook.com

Dr Zapałowski: granice przyzwoitości zostały przekroczone

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Czwartek, 06 kwietnia 2017 o godz. 12:12:05

Próby wymuszania na państwie specjalnych przywilejów przez tak roszczeniową grupę jak Związek Ukraińców w Polsce są zwyczajnie nieprzyzwoite. Państwo polskie powinno jednoznacznie wskazać jego przedstawicielom, że granice przyzwoitości zostały przekroczone – mówi dr Andrzej Zapałowski.

 

Dr Andrzej Zapałowski, historyk i ekspert ds. bezpieczeństwa krytycznie skomentował w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” inicjatywę szefa Związku Ukraińców w Polsce Piotra Tymy, który zamierza utworzyć w Przemyślu Centrum Ukraińskiej Kultury Ziem Przygranicznych:

– Jest to niezwykle niebezpieczna inicjatywa, zresztą nie tylko dla Polski, ale także dla Ukrainy. Obecne kierownictwo Związku Ukraińców w Polsce, które nad tą inicjatywą będzie sprawować kontrolę, ma bardzo głębokie sympatie probanderowskie. To zaś w przełożeniu na bieżące relacje może prowadzić do trwałych napięć w rejonie pogranicza polsko-ukraińskiego.

Ekspert przyznaje, że jest to dalszy ciąg konsekwentnego budowania  w tym mieście struktur, które niekoniecznie muszą być przychylne Polsce i Polakom. Przypomina, żejuż w latach 70. w sposób zorganizowany w rejon Przemyśla ściągano Ukraińców o sympatiach nacjonalistycznych. Podobnie było w 2002 r. w ramach akcji „Powroty”, gdy w środowisku ukraińskim specjalną komisję, weryfikującą osoby, które następnie wspomagano w osiedlaniu się w rejonie miasta.

CZYTAJ TAKŻE: Lider Związku Ukraińców w Polsce promuje grupę podważającą polskość Przemyśla

– (…) to, co się dzieje w przestrzeni medialnej, a dotyczy mniejszości ukraińskiej w rejonie Przemyśla, jest koordynowane i sterowane. Natomiast wszystkie osoby, które stają temu środowisku na drodze, są stygmatyzowane etykietką „agenta Moskwy” – zaznacza dr Zapałowski. Odnosząc się do oburzenia Tymy z faktu, że polski rząd odmówił ZUwP dofinansowania obchodów 70. rocznicy operacji „Wisła”zaznaczył, że działacze związku „przyzwyczaili się, że przez dwie dekady dostawali od polskich władz to, co chcieli”.

– Kiedy okazało się, że obecny rząd bardziej realnie podszedł do tych kwestii, to wywołało oburzenie ukraińskiej mniejszości – mówi ekspert dodając, że sam Tyma wielokrotnie podkreślał, że czeka na powrót PO do władzy.Przypominał też, że w tym roku Związek Ukraińców w Polsce otrzyma z budżetu naszego państwa ponad 1,5 mln złotych. Z czego 420 tysięcy zł dofinansowania na ukraińskojęzyczny tygodnik „Nasze Słowo” – „w którym promuje się banderyzm, a marszałka Józefa Piłsudskiego nazywa się większym terrorystą od Stepana Bandery”.  Zwraca też uwagę, że ok. 4 tys. Ukraińców oficjalnie mieszkających w rejonie Przemyśla ma do dyspozycji szereg obiektów (w tym szkoły), przekazanych im przez państwo polskie i udogodnienia, na które nie mogą liczyć polskie dzieci. Podczas gdy „rząd Ukrainy wydaje na żyjących tam Polaków rocznie poniżej stu tysięcy złotych”.

Odnośnie operacji „Wisła”, ostro krytykowanej przez Ukraińców, dr Zapałowski zwraca uwagę, że w lecie 1946 r., mimo zasadniczego zakończenia akcji wyjazdów Ukraińców z Polski na sowiecką Ukrainę, działania terrorystyczne UPA nie ustały: „nadal płonęły wsie, mordowano ludność polską i ukraińską”.

– W związku z tym, że ówczesna władza nie potrafiła sobie poradzić z tym problemem, gdyż UPA poprzez terror doprowadziła do włączenia całej społeczności ukraińskiej w te działania, postanowiono wysiedlić ludność ukraińską z południowo-wschodniej Polski. Przy okazji władze wysiedliły także w tym czasie setki rodzin polskich związanych z PSL. Tym samym odpowiedzialność za wymuszenie na ówczesnej władzy przesiedlenia tej ludności spada na podziemie ukraińskie – mówi dr Zapałowski.

Jego zdaniem, gdyby wówczas nie doszło do przesiedlenia ukraińskiej ludności, to dziś „mielibyśmy na tych terenach sytuację podobną do tej, jaką obserwujemy w niektórych rejonach byłej Jugosławii”. – Jeżeli tak mała grupa ukraińskich ideologów nacjonalistycznych próbuje obecnie manipulować w większości spokojną społecznością ukraińską liczącą kilka tysięcy osób, to co by było, gdyby ich szeregi liczyły ponad sto tysięcy?

Przeczytaj: Ukraina: Dzień 70. rocznicy akcji „Wisła” został ogłoszony dniem żałoby w obwodzie lwowskim

– Próby wymuszania na państwie specjalnych przywilejów przez tak roszczeniową grupę jak Związek Ukraińców w Polsce są zwyczajnie nieprzyzwoite. I tutaj państwo polskie powinno jednoznacznie wskazać przedstawicielom Związku Ukraińców, że granice przyzwoitości zostały przekroczone – podkreśla dr Zapałowski.

Nasz Dziennik / Kresy.pl

Jak HGW wyprowadziła banknoty z Polski


 

Jak HGW wyprowadziła banknoty z Polski. KONIECZNIE ZOBACZ!

 

Piotr Nisztor8:04 5 kwietnia 2017

Flickr

Hanna Gronkiewicz-Waltz, będąc prezesem Narodowego Banku Polskiego, na cztery lata oddała produkcje banknotów Brytyjczykom. Było to działanie na szkodę państwa – wynika z odtajnionego raportu, odnalezionego w archiwum Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych – pisze Piotr Nisztor w „Gazecie Polskiej”.

To była jedna z tych decyzji Hanny Gronkiewicz-Waltz, które do dziś budzą wiele wątpliwości. Będąc prezesem Narodowego Banku Polskiego (NBP), zdecydowała o odebraniu monopolu na produkcję banknotów Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW), strategicznemu przedsiębiorstwu, które… sama wówczas nadzorowała. W efekcie od stycznia 1995 r. nowe banknoty po denominacji zaczęła dostarczać brytyjska firma. Intratny kontrakt realizowała przez niespełna cztery lata. Niedawno w archiwum PWPW odkryto raport z tego okresu, przygotowany przez jedną z firm doradczych. Jego treść jest miażdżąca dla Gronkiewicz-Waltz. Decyzja o odebraniu monopolu na produkcję banknotów PWPW była działaniem na szkodę państwa i mogła doprowadzić do upadku tego strategicznego przedsiębiorstwa – wynika z dokumentu, do którego dotarła „Gazeta Polska”. Dlaczego więc obecna prezydent Warszawy 22 lata temu podjęła taką decyzję? Ujawniamy kulisy tej sprawy.
Problemy po roku 1989
PWPW to jedno z najstarszych przedsiębiorstw w Polsce. Początkowo działało jako Państwowe Zakłady Graficzne. W tym roku spółka obchodzi 98-lecie istnienia. Należy do grupy państwowych firm strategicznych dla bezpieczeństwa państwa. Jeszcze w PRL wytwórnia otrzymała monopol na produkcję banknotów dla NBP, który pod koniec 1982 r. objął formalny nadzór nad tym przedsiębiorstwem. Wówczas rozpoczął się proces modernizacji przedsiębiorstwa. Zakupiono najnowocześniejsze wówczas maszyny, które w ciągu kilku miesięcy rozpoczęły pracę. Problemy zaczęły się po transformacji polityczno-ustrojowej. Wówczas PWPW zaczęła tracić państwowe kontrakty. Pierwszym poważnym ciosem było zlecenie przez ówczesne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych produkcji kilkunastu milionów paszportów zagranicznej firmie Harrison and Sons Limited.
– Utrata tak ważnego zamówienia przy jednoczesnym zakupie linii do ich produkcji rozpoczęła okres trudności finansowych PWPW, których szczyt przypada na 1992 r. Wprawdzie nie doszło do zwolnień grupowych, ale w tym okresie zatrudnienie zmniejszyło się o 200 osób. Dopiero decyzja o wprowadzeniu banderol akcyzowych na alkohol i papierosy, ze względu na wielkość produkcji, a tym samym na wzrost przychodów, poprawiła sytuację – przyznała „GP” Monika Wilczyńska z PWPW. Jednak kolejnym, dużo poważniejszym ciosem było odebranie wytwórni przez… właściciela (NBP) produkcji nowych banknotów, które wprowadzono do obiegu po denominacji 1 stycznia 1995 r.

Wątpliwe polecenia NBP
Kulisy tej sprawy opisuje odtajniony raport zatytułowany „Analiza powiązań organizacyjno-prawnych pomiędzy PWPW pp oraz PWPW SA a NBP w latach 1993–1996”. Dokument powstał w styczniu 1997 r. na zlecenie ówczesnego zarządu wytwórni. Przygotowało go Biuro Doradztwa Gospodarczego Navigator z Wrocławia. Materiał znajduje się obecnie w archiwum wytwórni. Jego treść wskazuje, że NBP kierowany przez Gronkiewicz-Waltz starał się osłabić nadzorowaną przez siebie PWPW.
Najpierw na przełomie lat 1992 i 1993 bank polecił wytwórni przygotowanie nowej serii banknotów denominacyjnych. W tym celu przedsiębiorstwo poczyniło wiele inwestycji, których wartość wynosiła wówczas przynajmniej 4 mln marek niemieckich. Jednak niespodziewanie 21 września 1993 r. prezes NBP poleciła przerwanie prac PWPW nad serią banknotów denominacyjnych. Trzy dni później informacja ta trafiła do wytwórni. Wówczas – jak piszą autorzy raportu – „rozpoczął się nowy etap w kształtowaniu stosunków pomiędzy PWPW a NBP, cechujący się radykalizacją treści wzajemnej korespondencji oraz dystansowaniem się kierownictwa NBP od problemów gospodarczych i społecznych przedsiębiorstwa, a także od dalszych losów działalności Spółki”.

Zachód stoi po stronie rebeliantów, dżihadystów i Al Kaidy


USA i Rosja starły się na forum ONZ. „Ile jeszcze dzieci musi umrzeć? Wdrożymy jednostronne działania”

Świat

WYDARZENIAŚWIAT

USA i Rosja starły się na forum ONZ. „Ile jeszcze dzieci musi umrzeć? Wdrożymy jednostronne działania”

Dodano: dzisiaj 08:445 115

Amerykańska ambasador przy ONZ Nikki Haley

Amerykańska ambasador przy ONZ Nikki Haley / Źródło: Newspix.pl / ABACA

W środę Rada Bezpieczeństwa ONZ debatowała na temat sytuacji w Syrii. Po ostatnim ataku z użyciem broni biologicznej, temperatura dyskusji była wyjątkowo wysoka.

– Rosja stała na drodze rozliczenia syryjskiego rządu. W ten sposób przymknęła oczy na barbarzyństwo. Rosja nie może uciec od odpowiedzialności za to, co się wydarzyło – atakowała amerykańska ambasador przy ONZ Nikki Haley. – Ile jeszcze dzieci musi umrzeć, żeby Rosja zaczęła się przejmować – pytała, pokazując fotografie syryjskich dzieci zabitych w ostatnim ataku chemicznym. Zapowiedziała, że w razie braku stanowczych kroków w sprawie Syrii, Stany Zjednoczone wdrożą jednostronne działania.

Ambasador Rosji Władimir Safronkow bronił się twierdząc, że atak w Syrii został przeprowadzony przez terrorystów, a doniesienia medialne na jego temat są niewiarygodne. Potwierdził, iż wspierane przez Rosję siły prezydenta Baszara al-Asada faktycznie zbombardowały Chan Szajchun, a bomby mogły spaść na lokalną fabrykę, w której używano chemicznych substancji. Wytknął Amerykanom, że to z powodu ultimatum Baracka Obamy grupy terrorystyczne tak chętnie posługują się dziś w Syrii bronią chemiczną.

Nikki Haley Calls Out United Nations. If You Won’t Act WE MAY 4/5/17 / Źródło: YouTube

Atak chemiczny

Broń chemiczna została użyta w miejscowości Chan Szajchun w prowincji Idlib. Region ten jest kontrolowany przez sojusz rebeliantów oraz dżihadystów z grup powiązanych z Al-Kaidą. Od wielu tygodni trwają tam regularne naloty prowadzone przez lotnictwo rosyjskie oraz siły prezydenta Baszara al-Asada.

Według nowych danych Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka w wyniku ataku śmierć poniosło ponad 70 osób, w tym około 20 dzieci, a około 300 osób zostało rannych. Agencja Reutera przywołuje jednak statystyki Unii Organizacji Medycznych, z których wynika, że dotychczas na skutek obrażeń poniesionych podczas ataku zmarło już ponad 100 osób.

Już we wtorek wiadomo było, że bilans ofiar może szybko wzrosnąć, ponieważ część hospitalizowanych osób była w bardzo ciężkim stanie. Doktor Shajul Islam z lokalnego szpitala napisał na swoim profilu na Twitterze, że placówka jest przepełniona ofiarami ataku chemicznego, a lekarzom brakuje środków, aby im pomóc. O tym, że pacjenci zatruli się sarinem, jego zdaniem świadczą objawy takie jak rozszerzone źrenice czy brak reakcji na światło.

Co z rezolucją?

We wtorek USA, Wielka Brytania i Francja zaproponowały przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji potępiającej atak, o który miały być obwinione wojska podległe al-Assadowi. Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył, że wtorkowy atak z użyciem broni chemicznej dowodzi, że w Syrii nadal popełniane są zbrodnie wojenne i dochodzi do naruszenia międzynarodowego prawa humanitarnego. Zapowiedział też pociągnięcie winnych do odpowiedzialności. W środę o godzinie 16 czasu polskiego rozpocznie się posiedzenie Rady w trakcie którego odbędzie się głosowanie w sprawie rezolucji. Prawo weta przysługuje Rosji, która wspiera reżim al-Asada.

/ Źródło: CNN

Polityka Tuska w smoleńskiej kwestii spowodowała ukręcenie rosyjskiego bata na polski grzbiet


 

WP Wiadomości  

 

wp

KATASTROFA SMOLEŃSKA

+1

OPRAC. KATARZYNA BOGDAŃSKA

4h temu

Nowe nagrania po katastrofie smoleńskiej. Cytaty szokują

Ujawniono nowe taśmy ze spotkań komisji Jerzego Millera po katastrofie smoleńskiej. Cytaty nie pozostawiają złudzeń.

 

Domyślny opis zdjęcia na stronę główną

Domyślny opis zdjęcia na stronę główną (PAP, Fot: Jacek Turczyk)

W programie „Magazyn Śledczy Anity Gargas” w TVP zaprezentowano nagrania ze spotkań Jerzego Millera z członkami komisji rządowej badającej katastrofę smoleńską.

wp

Obserwuj

Śledczy Anity Gargas @MagazynSledczy

1/2 J.Miller na naradzie 24.04.10: „Konwencja Chicagowska zmusza polską stronę do odp. pozytywnej na każde żądanie strony ros.,polska strona

22:05 – 5 Apr 2017

  • 1818 podanych dalej

  • 2525 polubień

  • Obserwuj

    Śledczy Anity Gargas @MagazynSledczy

    2/2 … nie ma już tego prawa”. Wiedzieli,ale mimo to Tusk i jego ekipa zaakceptowali Konwencję Chicagowską do badania #katastrofasmoleńska

    22:08 – 5 Apr 2017

  • 1010 podanych dalej

  • 1818 polubień

  • – My nie jesteśmy równoważnymi dwiema komisjami. Komisja rosyjska jest komisją wspólną. Myśmy uznali funkcjonowanie komisji rosyjskiej jako zgodną z prawem międzynarodowym. Natomiast rząd rosyjski się w ogóle nie wypowiada na temat naszej komisji. Dla rządu rosyjskiego nasza komisja nie istnieje. A w związku z tym, to nie są dwie równoprawne komisje. To jest nasza wewnętrzna polska komisja. (…). Konwencja Chicagowska zmusza polską stronę do odpowiedzi pozytywnej na każde żądanie strony rosyjskiej, jako gospodarza, natomiast po naszej stronie nie ma już tego… tej siły prawa za sobą – mówił na spotkaniu Jerzy Miller.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    Damian Cygan @DamianCygan

    Jerzy Miller: Dla rządu rosyjskiego nasza komisja w ogóle nie istnieje. @MagazynSledczy ujawnia nowe stenogramy.

    21:36 – 5 Apr 2017

  • 6969 podanych dalej

  • 8787 polubień

  • Miller mówił również: „Mamy tutaj cztery podmioty, które będą publikowały coś… komisję rosyjską, prokuratora rosyjskiego, komisję polską, prokuratora polskiego. Albo zadbamy w tej czwórce o spójność dialogu ze społeczeństwami, (…) albo zadbamy o jednolity przekaz, który nie sprzyja budowaniu mitów i podejrzeń albo sami sobie ukręcimy bat na własne plecy”.

    Nie może być środowisk nietykalnych i świętych krów


     

    WP Wiadomości  

     

    NATALIA DURMAN

    4h temu

    Alkoholizm, kradzieże, degrengolada. Ostro w TVP o polskiej armii. Jest reakcja b. szefa MON

    – Macierewicz zrobił rzecz strasznie mocną. Pogonił środowisko takich dawnych trepów z komuny z armii – stwierdził na antenie TVP Info szef działu krajowego „Gazety Polskiej” Piotr Lisiewicz; później było tylko ostrzej. Do słów publicysty odniósł się były szef MON Tomasz Siemoniak. Suchej nitki nie pozostawiają na nim również internauci.

     

    Domyślny opis zdjęcia na stronę główną

    Domyślny opis zdjęcia na stronę główną (PAP)

    – Ci panowie, którzy dziś odchodzą z armii, z reguły w latach 80., bardzo często w stanie wojennym, do niej przychodzili. Jakie były ich skutki – o tym były kultowe filmy – „Kroll”, „Samowolka”, czyli totalny alkoholizm, rozkradanie sprzętu, degrengolada, którą wszyscy poborowi z tych czasów znają. Ci panowie są dziś przerabiani na wielkich fachowców w polskich mediach – mówił Lisiewicz w TVP Info.

    Stacja pochwaliła się materiałem na swoim profilu na Twitterze. Zobaczcie sami:

     

     

    Obserwuj

    TVP Info

    @tvp_info

    Lisiewicz w #Minęła20: A. Macierewicz zrobił rzecz strasznie mocną. Pogonił środowisko takich dawnych trepów z komuny z armii#wieszwiecej

    21:08 – 5 Apr 2017

  • 115115 podanych dalej

  • 279279 polubień

  • Wypowiedź publicysty wowałała falę komentarzy. „Telewizja zwana publiczną wpuszcza to na antenę? Już niżej nie możecie upaść, tubo PiS”, „Bełkot godny TVP. Żenada”, „Co fachowiec, to fachowiec. Naoglądał się Krolla, Samowolki i robi za eksperta w TV Publicznej” – grzmią.

    I pytają: „Ciekawe, czy gość powtórzyłby to samo patrząc w oczy gen. Różańskiemu, Patalongowi, Gąstałowi”.

    Wpis Siemoniaka. Internauci: „dno dna”

     

     

    Do polemiki włączył się Siemoniak, który napisał: „Ile pogardy dla żołnierzy Wojska Polskiego mają propagandziści PiS. Dla dowódców po uczelniach NATO, po służbie w Iraku i Afganistanie”.

    Obserwuj

    Tomasz Siemoniak @TomaszSiemoniak

    Ile pogardy dla żołnierzy Wojska Polskiego mają propagandziści PiS. Dla dowódców po uczelniach NATO, po służbie w Iraku i Afganistanie. https://twitter.com/tvp_info/status/849700286033743872 …

    22:33 – 5 Apr 2017

  • 5757 podanych dalej

  • 169169 polubień

  • Tego wpisu internauci również nie pozostawili bez komentarza. „Panie ministrze, to walka z wiatrakami, dopóki wojsko będzie takie spolegliwe wobec tego, co się dzieje”, „Tylko w taki sposób mogą się dowartościować. W bezpośredniej konfrontacji z tymi ‚trepami’ nie warci byliby, aby im buty czyścić”, „Po raz kolejny powtarzam pytanie i nie mam odpowiedzi od tych propagandzistów. Proszę o nazwiska tych ‚trepów’ z komuny” – piszą.

    I ponownie zwracają uwagę na jakość samego programu: „Co to za język?! Telewizja jest zupełnie zdegenerowana. Dno dna.”

     

    WP Wiadomość

    Rozjechał ludzi na deptaku w Sopocie. Sąd pozwala mu wyjść ze szpitala


     

    PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

    Rozjechał ludzi na deptaku w Sopocie. Sąd pozwala mu wyjść ze szpitala

    ostatnia aktualizacja:06.04.2017 11:51

    Michał L., który w 2014 r. wjechał autem na sopocki deptak raniąc 23 osoby, może leczyć się na wolności – zdecydował w czwartek Sąd Rejonowy w Sopocie. Mężczyzna, który cierpi na chorobę psychiczną, przebywał dotąd w szpitalu zamkniętym.

    Mężczyzna ranił 23 osoby

    Mężczyzna ranił 23 osoby Foto: TVN 24/x-news

    35-letni dziś Michał L. trafił na przymusowe leczenie do szpitala psychiatrycznego w Starogardzie Gdańskim niedługo po wypadku, gdy biegli orzekli, że w momencie zdarzenia był niepoczytalny. Mężczyzna przebywał w lecznicy na podstawie kolejnych decyzji podejmowanych przez Sąd Rejonowy w Sopocie.

    Ostatnie z takich postanowień zapadło w grudniu ub.r. Michał L. odwołał się od niego, a Sąd Okręgowy w Gdańsku w styczniu br. orzekł, że sopocki sąd powinien jeszcze raz zbadać sprawę.

    Opinia psychiatrów

    W czwartek na niejawnym posiedzeniu sopocki sąd przesłuchał biegłych psychiatrów, którzy w ostatnim czasie badali L. Jak poinformowała po posiedzeniu dziennikarzy prezes sądu Rejonowego w Sopocie Małgorzata Przybylska-Lewandowska, która orzekała w tej sprawie, sąd zdecydował o zastosowaniu wobec L. „wolnościowych środków zapobiegawczych”.

    Sędzia odmówiła innych informacji o sprawie, w tym dotyczących rodzaju zastosowanych wolnościowych środków zapobiegawczych.

    Pełnomocnik L. adwokat Jacek Potulski powiedział dziennikarzom, że jego klient może wyjść ze szpitala jeszcze w czwartek.

    Rajd po „Monciaku”

    19 lipca 2014 r. późnym wieczorem kierowana przez Michała L. szybko jadąca honda wjechała na sopocki deptak – ulicę Bohaterów Monte Cassino – a następnie na sopockie molo. Zanim samochód zatrzymał się, uderzając w napotkaną przeszkodę, poszkodowane zostały 23 osoby, z których jedna odniosła ciężkie obrażenia. Sprawca wypadku został zatrzymany na miejscu przez świadków zdarzenia i przekazany policji.

    TVN24/x-news

    Biegli psychiatrzy, którzy zbadali mężczyznę, orzekli, że w chwili wypadku L. miał „zupełnie wyłączoną poczytalność” i „całkowicie zniesioną zdolność rozumienia i pokierowania swoim postępowaniem”. Według psychiatrów jego niepoczytalność związana była z chorobą psychiczną, na którą cierpi.

    W grudniu 2014 r. Sąd Rejonowy w Sopocie powołując się na tę opinię biegłych, umorzył postępowanie wobec mężczyzny – zgodnie z prawem osoba niepoczytalna w momencie popełnienia przestępstwa nie odpowiada za nie karnie – i skierował go na przymusowe leczenie. 

    zi

    Kłamstwa, manipulacje & kreatywna księgowość


    Kłamstwa, manipulacje & kreatywna księgowość – czyli jak ekipa Tuska ukrywała prawdziwą wysokość deficytu finansów państwa
    wpis z dnia 6/04/2017

    foto: PlatformaRP (Flickr.com / CC by SA 2.0)

    Najwyższa Izba Kontroli nie ma wątpliwości – ekipa Donalda Tuska (gdzie ministrem finansów był Jan Vincent-Rostowski) stosowała na masową skalę kreatywną księgowość, by nie ujawniać opinii publicznej oraz instytucjom unijnym prawdziwej wysokości polskiego deficytu. Oficjalne dane potwierdzają, że w 2014 roku gabinet Tuska ukrył aż 28 mld zł deficytu. Rok wcześniej kwota ta była jeszcze wyższa i wynosiła 31 mld zł (1,9 proc. PKB)! Niestety, poza odpowiedzialnością polityczną, ani Tusk, ani Rostowski, ani nikt inny nie poniósł za to jakiejkolwiek kary.

     


    W kontekście ostatnich odczytów GUS na temat deficytu finansów publicznych i jego relacji do PKB (okazało się, że wskaźnik ten za 2016 rok był najniższy od 9 lat) warto przypomnieć „cuda”, jakie w tej kwestii odstawiała ekipa Tuska. Raporty przygotowane przezNajwyższą Izbę Kontroli (co istotne – sterowaną przez Krzysztofa Kwiatkowskiego z PO) nie pozostawiają złudzeń – w latach 2013-2014 rządzący naszym krajem na gigantyczną skalę uprawiali „kreatywną księgowość”, a jawność i przejrzystość finansów publicznych pozostawiała wiele do życzenia.

     


    Sztucznie zaniżano wielkość wydatków poprzeztransferowanie pieniędzy podatników do jednostek publicznych, które z przyczyn formalno-prawnych nie były zaliczane do sektora publicznego. Zadłużenie państwa „ukrywano” między innymi za pomocą„pożyczania” pieniędzy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS). Poważnym problemem było również przekazywanie zadań publicznych finansowanych wcześniej z budżetu państwa do innych jednostek sektora finansów publicznych lub nawet poza ten sektor, bez zapewnienia odpowiedniego finansowania. To powodowało konieczność zadłużania się przez te jednostki. Tak było na przykład z Krajowym Funduszem Drogowym, który odpowiada za finansowanie budowy dróg w Polsce. Okazuje się, że długi tej jednostki nie są wykazywane w oficjalnym długu publicznym.
    W całym 2013 r. NIK zidentyfikowała szereg działań, które miały wpływ na sztuczne obniżenie deficytu budżetu państwa aż o 31 mld zł. W roku kolejnym ekipie PO-PSL udało się „kreatywnie pomniejszyć” deficyt o ponad 28 mld zł.
    Kontrolerzy NIK zauważyli przytomnie, że sztuczne zaniżanie deficytu budżetu państwa, deficytu sektora finansów publicznych oraz długu publicznego przez ekipę Donalda Tuska było niepokojącym zjawiskiem, gdyż wielkości te stanowią podstawę do dokonania przez społeczeństwo oceny sytuacji finansowej państwa. Jeżeli poprzedniej ekipie w ciągu tylko dwóch lat udało się ukryć aż 59 mld zł deficytu, to percepcja wspomnianej sytuacji musiała zostać poważnie zaburzona.

    Źródło: Analiza wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej w 2013 roku (NIK.gov.pl)
    Źródło: NIK o jawności i przejrzystości finansów publicznych(NIK.gov.pl)

    wpis z dnia 6/04/2017

    niewygodne.info.pl

    blog niewygodny dla establishmentu III RP

    Pani Premier nie odda ani guzika i nie przyjmie ani jednego gościa Angeli Merkel


    ParezjaParezja

     

    Premier Szydło odpowiada na możliwe ultimatum Brukseli ws. przymusowej relokacji uchodźców

    Przez

    Damian Kowalski

    • 5 kwietnia 2017

     

    foto: KPRM flickr.com CC

    Szefowa rządu była pytana w środę na konferencji prasowej o doniesienia, że Polskę i Węgry mogą spotkać konsekwencje finansowe, jeśli odmówimy przyjmowania tzw. uchodźców czekających we Włoszech i Grecji.

    „Nie będziemy akceptowali takiego rozwiązania, dlatego że uznajemy je za złe, przede wszystkim dla Europy” – uważa premier Beata Szydło.

    „Unia Europejska popełniła fatalny błąd – pod naciskiem różnego rodzaju lobby, ale też w dużej mierze pod naciskiem Niemiec – przyjęła rozwiązania, które okazały się nie tylko że nieskuteczne i nie rozwiązały problemu migracyjnego, ale jeszcze doprowadziły do tego, że w Unii pozostaje w tej chwili 27 państw” – zaznaczyła szefowa rządu.

    „Ktoś próbuje nadal burzyć jedność Unii Europejskiej i próbuje na siłę stwarzać taką presję, ażeby jednak prowadzić nadal błędną politykę migracyjną” – podkreśliła. Szydło zapewniła, że jest odporna na „szantaże i naciski, które są stosowane, również w Brukseli”.

     

    Polityka historyczna Wiatrowycza


    prawica.net

    Polityka historyczna Wiatrowycza

    W tym samym czasie, kiedy doszło do profanacji pomnika polskich profesorów zamordowanych przez Niemców we Lwowie w 1941 roku oraz pomnika Polaków zamordowanych przez ukraińskich esesmanów i UPA w Podkamieniu (10-12 marca 2017 r.) doszło też do ponownej profanacji pomnika w Hucie Pieniackiej. „Nieznani sprawcy” namalowali na nim m.in. napis „Śmierć Lachom”, barwy OUN-B, symbole swastyki i wilczego haka (symbol używany przez Waffen-SS, a współcześnie przez neobanderowski pułk „Azow”)[1].

    Po pierwszej profanacji w Hucie Pieniackiej (wówczas wysadzono pomnik w powietrze) oraz profanacjach w Kijowie-Bykowni, Lwowie i Podkamieniu jest to już piąty w ciągu dwóch miesięcy atak na polskie miejsca pamięci narodowej na Ukrainie. Niestety i tym razem zabrakło stosownej reakcji władz polskich. Trzy najnowsze ataki na pomniki polskich ofiar niemieckiego i ukraińskiego nazizmu nie przeszkodziły ministrowi Waszczykowskiemu nie tylko w spotkaniu się w Warszawie z jego odpowiednikiem – ministrem Klimkinem – ale i w zainaugurowaniu Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa oraz złożeniu deklaracji, w której wezwał Rosję do „zaprzestania agresji na Ukrainie, do zwrotu zagarniętych ziem i powrotu do współpracy z Ukrainą”[2].

    Ta deklaracja oraz stwierdzenie Waszczykowskiego, że do formatu normandzkiego należy włączyć USA dowodzi po raz kolejny, iż tzw. polska polityka wschodnia jest wyłącznie odzwierciedleniem interesów geopolitycznych USA i tylko to ma na uwadze. Klimkin spotkał się także z prezydentem Dudą i marszałkiem Senatu. Również i na tych spotkaniach akcentowano polskie poparcie dla „europejskich aspiracji” Ukrainy oraz domagano się „pokojowego rozwiązania konfliktu” rzekomo „wszczętego na terytorium tego kraju przez Rosję”.

    Prezydent Duda i minister Waszczykowski – jak sądzę – doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie wspierają żadnych „europejskich aspiracji” Ukrainy, bo o tym w UE nikt już poważnie nie myśli, ani tym bardziej żadnej demokracji na Ukrainie, bo za takową nie można uznać oligarchiczno-nacjonalistycznego reżimu w Kijowie. Wspierają wyłącznie nacjonalizm ukraiński. Wśród postsolidarnościowego establishmentu zakorzeniło się bowiem przekonanie, że popieranie nacjonalizmu ukraińskiego jest polską racją stanu.

    Skutkiem tego poparcia są jednak sprofanowane miejsca pamięci polskich ofiar nacjonalizmu ukraińskiego na zachodzie Ukrainy. Być może po styczniowych profanacjach w Hucie Pieniackiej i Kijowie-Bykowni nie byłoby następnych, gdyby nie nieodpowiedzialna wypowiedź ambasadora Jana Piekły, który stwierdził bez jakichkolwiek dowodów, że profanacje te były rzekomo „rosyjską prowokacją”. To ośmieliło rzeczywistych sprawców – czyli epigonów Stepana Bandery i Romana Szuchewycza – do kolejnych ataków na miejsca pamięci polskich ofiar OUN-UPA i SS-Galizien.

    Znamienna jest również reakcja na ostatnie profanacje we Lwowie, Podkamieniu i Hucie Pieniackiej mediów PiS, czyli „Strefy Wolnego Słowa” red. Sakiewicza, który przed trzema laty został odznaczony przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. W krótkiej notatce na ten temat – sugerującej już w tytule, że profanacje były czyjąś „prowokacją” – portal niezalezna.pl zacytował czołowego lwowskiego banderowca Światosława Szeremetę, znanego z zeszłorocznych awantur w Przemyślu i gloryfikacji ukraińskich esesmanów poległych w bitwie pod Brodami. Otóż pan Szeremeta poinformował portal niezalezna.pl, że profanacje we Lwowie i Podkamieniu „to jest system prowokacji na Ukrainie”[3]. Czyich prowokacji? Oczywiście rosyjskich – to czytelnicy portalu niezalezna.pl po latach tresury wiedzą już sami. Nie można oprzeć się wrażeniu, że  „Strefa Wolnego Słowa” służy już tylko do prezentacji narracji ukraińskiej, żeby nie wyrazić tego dosadniej.

    Ale narrację ukraińską prezentuje większość mediów mainstreamowych w Polsce. A jeśli z oczywistych względów prezentować jej nie można, to kompromitujące pomajdanową Ukrainę informacje po prostu się wycisza. Taka zmowa milczenia w mediach mainstreamowych w Polsce panuje m.in. nad polityką historyczną Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej i jego szefa Wołodymyra Wiatrowycza. Warto przyjrzeć się tej polityce w kontekście ostatnich wydarzeń.

    Neobanderowcy ogłosili rok 2017 „rokiem UPA” w zachodnich obwodach Ukrainy[4]. Wiatrowycz chce, by „rok UPA” był obchodzony również na szczeblu centralnym i popierają go w tym środowiska nacjonalistyczne, m.in. deputowani Frontu Ludowego Jaceniuka oraz partii Batkiwszczyna Julii Tymoszenko[5]. Dla potrzeb „roku UPA” Wiatrowycz zaprezentował nową spreparowaną historię tej zbrodniczej formacji.

    Dotychczas neobanderowska historiografia przedstawiała UPA jako rzekomy „ruch narodowowyzwoleńczy”. 8 lutego br. Wiatrowycz poszedł dalej i zainaugurował w Kijowie „kampanię informacyjną”, która przedstawia UPA jako główną siłę oporu wobec okupacji niemieckiej, walczącą rzekomo z Niemcami hitlerowskimi. Walkę tę miała podobno zainicjować w lutym 1943 roku sotnia Perehijniaka, która rzeczywiście wtedy zainicjowała, ale ludobójstwo na ludności polskiej na Wołyniu[6]. Czy można zrobić z ukraińskich kolaborantów i nazistów (bo do nurtu nazistowskiego właśnie zalicza się tzw. „integralny nacjonalizm” ukraiński) bojowników i męczenników walki z III Rzeszą? Okazuje się, że można.

    Kolejnym tego przykładem jest promocja postaci Ołeny Telihy – ukraińskiej nacjonalistki z melnykowskiej frakcji OUN. 25 lutego na ulicy jej imienia u wejścia do miejsca rozstrzelania kilkudziesięciu tysięcy Żydów w Babim Jarze – doprowadzonych tam przez ukraińskich policjantów, głównie członków OUN-M – odsłonięto pomnik Telihy. Uroczystość uświetnili swoją obecnością lider OUN Bohdan Czerwak (ten sam, który niedawno formułował groźby wobec Polski), mer Kijowa Witalij Kliczko, wicepremier Paweł Rozienko, minister kultury Jewhenij Niszczuk oraz Filaret – patriarcha Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego. Z ich wystąpień wynikało, że działaczka OUN-M rzekomo walczyła z Niemcami i za to została rozstrzelana przez gestapo w Babim Jarze w 1942 roku (po egzekucjach Żydów w 1941 roku było to miejsce egzekucji więźniów politycznych).

    Wicepremier Rozienko powiedział m.in.: „Tutaj, dzisiaj, na tym miejscu, my wszyscy razem odpowiadamy na te sowieckie, a dzisiaj rosyjskie stereotypy o roli i stanowisku ukraińskich patriotów. Jeszcze raz powtarzam, w tej ziemi leżą pochowane setki ukraińskich patriotów, w tym także z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, którzy zostali zamęczeni przez niemieckich okupantów”[7].

    A więc kolaboracja OUN z Niemcami to są – w świetle obecnej ukraińskiej polityki historycznej – „sowieckie i rosyjskie stereotypy”. Tak na pomajdanowej Ukrainie fałszuje się historię. Z kolaborantki robi się ofiarę i stawia się ją na równi z rzeczywistymi ofiarami zamordowanymi w Babim Jarze, profanując to miejsce męczeństwa. Kim bowiem była Ołena Teliha? Ta działaczka OUN-M przybyła do Kijowa 22 października 1941 roku wraz z wojskami niemieckimi i tzw. Bukowińskim Kureniem OUN. Na bazie Bukowińskiego Kurenia OUN utworzono we wrześniu 1941 roku tzw. Kijowski Kureń OUN, który w rzeczywistości był formacją ukraińskiej policji pomocniczej pod dowództwem Petra Żachwałyńskiego.

    To ta właśnie formacja brała udział w wymordowaniu 33771 Żydów w Babim Jarze w dniach 29 września-3 października 1941 roku (w zbrodni tej uczestniczyło 1200 ukraińskich policjantów-melnykowców i 300 Niemców z SS-Sonderkommando 4a). Teliha była zatem nazistowską kolaborantką i członkiem zbrodniczej formacji, a nie bojowniczką z niemieckim nazizmem. W 1942 roku w związku z konfliktem pomiędzy banderowską i melnykowską frakcją OUN została zadenuncjowana przez banderowców na gestapo pod zarzutem machinacji finansowych. Taka jest prawda o jej rzekomym męczeństwie.

    Zanim to się stało Teliha stanęła na czele kolaboracyjnego Związku Pisarzy Ukraińskich i współpracowała z redakcją wydawanej za zgodą okupacyjnych władz niemieckich gazety „Ukraińskie Słowo”. Ta właśnie gazeta wzywała swoich ukraińskich czytelników do wydawania Żydów w ręce Niemców. Teliha prowadziła też w okupowanym przez Niemców Kijowie restaurację, którą przejęła w ramach „aryzacji mienia żydowskiego”. 2 października 1941 roku, kiedy trwały egzekucje Żydów w Babim Jarze, „Ukraińskie Słowo” zamieściło artykuł pod wymownym tytułem „Główny wróg narodu – Żyd”. Teliha była m.in. autorką artykułu pt. „Rozsypują się mury”, zamieszczonego 5 października 1941 roku na łamach kolaboracyjnej gazety „Wołyń”, w którym wyrażała radość, że Niemcy kazali „opuścić” Żydom Kijów. „Każda godzina przynosi coraz normalniejsze życie w mieście (zajętym przez Niemców – uzup. BP). Uwolniony od wschodnich barbarzyńców Kijów – zaczyna oddychać pełną piersią, zaczyna żyć nowym życiem” – pisała w tym artykule rzekoma bohaterka walki z nazizmem.

    Adresatem poezji miłosnej Ołeny Telihy był przed wojną czołowy ideolog nacjonalizmu ukraińskiego Dmytro Doncow. Ale oprócz tego typu poezji pani Teliha tworzyła też nacjonalistyczną publicystykę. Na łamach wydawanego legalnie w Polsce ukraińskiego periodyku „Literaturno-Naukowyj Wisnyk”, w numerze 9 z 1937 roku, napisała ona znamienne słowa w artykule pod znamiennym tytułem „Z błyskiem drapieżnego zwierza”: „Zadaniem naszej współczesnej inteligencji i młodzieży powinno być dążenie do stania na czele szeregów takich młodych zabójców”. Nie jest też pewne czy rzeczywiście została rozstrzelana przez Niemców w Babim Jarze w 1942 roku. Łeontij Forostywśkyj – ukraiński kolaborant i burmistrz Kijowa podczas okupacji niemieckiej – w wydanej w Buenos Aires w 1952 roku książce pt. „Kyjiw pid worożymy okupacijamy” twierdził na s. 76, że Teliha podcięła sobie żyły w areszcie gestapo na ulicy Władymirskiej w Kijowie.

    Taką to właśnie osobę – przedstawianą jako rzekomą bojowniczkę z nazizmem – władze pomajdanowej Ukrainy upamiętniły pokaźnych rozmiarów pomnikiem u wejścia do kompleksu memorialnego w Babim Jarze.

    Jeszcze bardziej perfidne oblicze ukraińskiej polityki historycznej pokazało sympozjum międzynarodowe „Shoah na Ukrainie. Nieszczęścia XX wieku w nowej perspektywie”, które zorganizowano na Uniwersytecie Paryż II Panthéon Assas w dniach 9-11 marca. Na konferencję tę zaproszono Wiatrowycza, natomiast nie zaproszono znanych i niezależnych badaczy historii nacjonalizmu ukraińskiego, takich jak John-Paul Himka, Per Anders Rudling, Marco Carynnyk, Grzegorz Rossoliński-Liebe i Iwan Kaczanowski. Patronem sympozjum była Fondation pour la Mémoire de la Shoah[8].

    Przeciwko udziałowi Wiatrowycza w tym sympozjum protestowało ze strony żydowskiej niewiele osób, wśród których najbardziej znaczący był głos Eduarda Dolińskiego – dyrektora Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego z Kijowa. Natomiast organizatorzy sympozjum – Philippe de Lara (Uniwersytet Paris-2) i Galina Ackerman (Europejskie Forum dla Ukrainy) – nie tylko umożliwili udział w sympozjum delegacji ukraińskiej z Wiatrowyczem na czele, ale przystali na głoszenie przez nią oczywistych kłamstw. Z wystąpień większości członków delegacji ukraińskiej można się było zatem dowiedzieć o „czarnej legendzie ukraińskiego antysemityzmu”, którą wymyśliła „moskiewska propaganda”. Można było też usłyszeć tezy negujące udziału nacjonalistów ukraińskich w Holokauście.

    Od takiego stanowiska zdystansował się tylko Jarosław Hrycak. Naukowcy zachodni i nieliczni działacze żydowscy protestujący przeciw udziale w konferencji Wiatrowycza zostali przedstawieni jako „przeciwnicy dekomunizacji” albo sojusznicy-agenci-poplecznicy Kremla. Organizatorzy konferencji pochwalili Wiatrowycza właśnie za ową „dekomunizację historii” oraz zgodzili się z nim, że historia Holokaustu jest „zakłamana”, a jej odkłamanie polegać ma na likwidacji „sowieckich stereotypów” na temat antysemityzmu nacjonalistów ukraińskich.

    „Przeciwdziałanie środowisk pro-kremlowskich dowodzi tylko, że my [jesteśmy] — na właściwym szlaku. Musimy kontynuować walkę o porozumienie między Ukraińcami i Żydami” – stwierdziła główna organizatorka paryskiego sympozjum, pisarka i dziennikarka Galina Ackerman[9].

    Narrację Wiatrowycza popierają zatem te same środowiska żydowskie, które m.in. oskarżają naród polski o rzekomy udział w Holokauście, propagując publicystykę Jana T. Grossa itp. autorów. Sympozjum paryskie miało najwidoczniej na celu oczyszczenie nacjonalistów ukraińskich z odpowiedzialności za udział w Holokauście. Jak wiadomo, odpowiedzialność ta jest od 30 lat konsekwentnie przerzucana przez wpływowe organizacje żydowskie na Zachodzie wyłącznie na naród polski.

    Dlaczego nie było żadnych protestów z Polski? Dlaczego milczą polskie uniwersytety i polskie środowiska naukowe? Dlaczego milczy prezydent Duda wobec wystąpienia jego serdecznego przyjaciela – prezydenta Poroszenki – w dniu 17 marca w Narodowym Muzeum Historii Ukrainy z okazji 100-lecia tzw. „ukraińskiej rewolucji”. Poroszenko wyraził tam wdzięczność „znaczącym postaciom tamtego czasu”, wśród których wymienił twórców zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego – Jewhena Konowalca i Dmytro Doncowa[10].

    Neobanderowska polityka historyczna pomajdanowej Ukrainy – tak jak i inne przejawy ekstremizmu politycznego ze strony współczesnych nacjonalistów ukraińskich – jest bagatelizowana przez mainstream polityczno-medialny w Polsce. Polską opinię publiczną próbuje się przekonywać, że neobanderyzm jest jakoby marginesem życia politycznego Ukrainy. Niestety jest wręcz przeciwnie. Władze pomajdanowej Ukrainy są zakładnikami neobanderowców, którzy odegrali kluczową rolę podczas przewrotu politycznego w 2014 roku.

    Postępujący rozpad gospodarki ukraińskiej może doprowadzić do kolejnego kryzysu, który do władzy wyniesie już jawnych neobanderowców. Były deputowany Partii Regionów Wołodymyr Olejnik ujawnił na początku marca, że Poroszenko potajemnie transferuje swój majątek do Hiszpanii, obawiając się nagłego odsunięcia od władzy[11]. Informację tę natychmiast uznano w Polsce – jak wszystko co jest niewygodne dla wizerunku pomajdanowej Ukrainy – za „rosyjską propagandę”. Jednakże o realnej możliwości nowego przewrotu w Kijowie i dojścia do władzy neobanderowców świadczy wydarzenie, które miało miejsce 16 marca.

    Tego dnia największe ugrupowania neobanderowskie i neonazistowskie – tj. partia „Swoboda”, Prawy Sektor, Nacjonalny Korpus, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, Kongres Ukraińskich Nacjonalistów i młodzieżowe ugrupowanie neonazistowskie „C14” – przyjęły w Kijowie „Nacjonalny Manifest”. To nic innego jak program polityczny na wypadek przejęcia władzy, które najwidoczniej radykalni spadkobiercy idei banderowskich uważają za realne. Pod dokumentem podpisali się m.in. Ołeh Tiahnybok, Andrij Tarasenko i Andrij Biłećkyj – czołowe postacie przewrotu politycznego z 2014 roku, w obecności których Jarosław Kaczynski krzyczał na Majdanie „Sława Ukrainie!” i których polskojęzyczne media przedstawiały wtedy jako bohaterów walki z „reżimem Janukowycza”.

    I cóż czytamy w owym „Nacjonalnym Manifeście”? Na pierwszym miejscu wysunięto postulat utworzenia „Unii Bałtycko-Czarnomorskiej”, o której w zeszłym roku red. Sakiewicz debatował z neobandeorowcami we Lwowie. Tutaj jak na dłoni widać, że tzw. „Międzymorze” w wersji współczesnej to nie jest pomysł przedwojennych prometeistów, ale współczesnych banderowców, propagowany w Polsce przez środowiska proukraińskie z „Gazetą Polską” na czele. Dalej w „Nacjonalnym Manifeście” znalazły się m.in. postulaty zerwania stosunków z Rosją, odebrania Krymu i Donbasu, ustanowienia ukraińskiego jedynym językiem urzędowym, odsunięcia od władzy Poroszenki, odebrania majątków oligarchom i odzyskania przez Ukrainę „prawa do posiadania broni atomowej”[12].

    Ten program polityczny – którego autorzy w sprzyjających okolicznościach mogą przejąć władzę w Kijowie – jest rezultatem m.in. bezmyślnej i szkodliwej polityki polskiej. O tym, że igranie z banderowskim ogniem skończy się dla Polski źle pisałem już wielokrotnie. Wspierając oligarchiczno-nacjonalistyczną Ukrainę i ignorując renesans banderowski w imię hasła, że „lepsza Ukraina banderowska niż sowiecka” (sic!) postsolidarnościowe elity polityczne dolały nie tyle oliwy, co benzyny do ognia. I dolewają dalej.

    – – –

    Oświęcim, 4 kwietnia 2017 r.

    [1] „Pilne: odnowiony pomnik w Hucie Pieniackiej został ponownie zdewastowany”, http://www.kresy.pl(link zewnętrzny), 14.03.2017.
    [2] „Waszczykowski po spotkaniu z ukraińskim MSZ: niech Rosja zwróci Krym”, http://www.rp.pl(link zewnętrzny), 15.03.2017.
    [3] Znowu obrzydliwa prowokacja. Swastyka i napis „śmierć Lachom” na nagrobkach, http://www.niezalezna.pl(link zewnętrzny), 12.03.2017.
    [4] „Rok 2017 ogłoszono rokiem UPA w obwodzie iwanofranowskim na Ukrainie”, http://www.kresy.pl(link zewnętrzny), 16.03.2017.
    [5] „Ukraińskie władze chcą ogłosić rok 2017 rokiem UPA”, http://www.kresy.pl(link zewnętrzny), 21.12.2016.
    [6] Ukraina: w Kijowie zainaugurowano obchody 75. rocznicy UPA i wielką „kampanię informacyjną”, http://www.kresy.pl(link zewnętrzny), 8.02.2017.
    [7] http://www.istpravda.com.ua(link zewnętrzny), 25.02.2017.
    [8] „La Shoah en Ukraine”, Fondation pour la Mémoire de la Shoah, Paris 2017.
    [9] http://www.m.tyzhden.ua(link zewnętrzny), 14.03.2017; http://www.m.day.kyiv.ua(link zewnętrzny), 16.03.2017.
    [10] „Ukraińcy świętują 100-lecie tzw. Ukraińskiej Rewolucji. Poroszenko uczcił m.in. Konowalca i Doncowa”, http://www.kresy.pl(link zewnętrzny), 17.03.2017.
    [11] Prezydent „nowej Ukrainy” Wołodymyr Olejnik: Poroszenko wywozi majątek za granicę, przygotowuje się do ucieczki, http://www.kresy24.pl(link zewnętrzny), 2.03.2017.
    [12] „Ukraińscy nacjonaliści we wspólnym manifeście: chcemy bomby atomowej”, http://www.kresy.pl(link zewnętrzny), 16.03.2017.


    Bohdan Piętka

    historyk, publicysta
    blog: www.bohdanpietka.wordpress.com(link zewnętrzny)

    Hiszpańskie brednie o polskim narodzie


    ParezjaParezja

     

    Hiszpańska gazeta oskarża Polskę o zbrodnie na Żydach

    Przez

    Michał Górski

    • 6 kwietnia 2017

     

    Dziennikarze hiszpańskiego lewicowego dziennika „El Pais” opublikowali artykuł na temat „polskiej odpowiedzialności za zbrodnie na narodzie żydowskim podczas II Wojny Światowej”.

    W tekście powołano się m.in. na wypowiedzi Jana T. Grossa i Jana Grabowskiego i na tej podstawie stwierdzono, że „Polacy mieli spory udział w Holocauście”. Powodem napisania artykułu była opublikowana przez Instytut Pamięci Narodowej lista 9 tysięcy nazwisk strażników niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Dziennikarze „El Pais” uważają, że było to motywowane politycznie przez polski rząd.

    Polskie władze narzucają radykalną politykę historyczną, która zarówno w kraju, jak i za granicą ma przedstawiać wyidealizowaną przeszłość narodu – powiedział w rozmowie z El Pais dr Jan Grabowski, historyk, potomek polskich Żydów.

    Powszechna charakterystyka polskiego społeczeństwa w czasie II wojny skupia się na pomocy, jakiej Polacy udzielali Żydom. Jest to oczywiście obraz całkowicie fałszywy. Polacy mieli bardzo mało współczucia dla masowo mordowanych Żydów – dodał.

    Dziennikarze hiszpańskiej gazety powołują się również na tzw. „historyka” Jana Tomasza Grossa i nazywają go… „wielkim pionierem badań nad polskim antysemityzmem” oraz ofiarą „nagonki prowadzonej przeciwko niemu przez polskich polityków”.