UE dławi polską gospodarkę opartą na węglu


Znalezione obrazy dla zapytania UE dławi polski węgiel

 

OnetWiadomości

 

PAP

dzisiaj 09:38

Źródło PAP: Polska zaskarżyła unijną dyrektywę o jakości powietrza

Skarga została złożona do Trybunału Sprawiedliwości UE. Dotyczy unijnej dyrektywy, która ustanawia nowe limity głównych źródeł zanieczyszczeń powietrza dla państw UE – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa ze źródeł dyplomatycznych w Brukseli.

 

Skarga przygotowana została przez resort środowiska - na zdjęciu minister Jan SzyszkoFoto: Rafał Guz / PAPSkarga przygotowana została przez resort środowiska – na zdjęciu minister Jan Szyszko

Według rozmówcy PAP z polskich kręgów dyplomatycznych nasz rząd kwestionuje zarówno sposób procedowania nad tymi przepisami, jak i rozłożenie obciążeń pomiędzy poszczególne państwa członkowskie. Nowe limity miałyby bowiem kosztować całą UE około 2 mld euro rocznie od 2020 roku, tymczasem na nasz kraj przypadałaby aż jedna czwarta tej kwoty, czyli około 500 mln euro. Chodzi o nowelizację dyrektywy o krajowych pułapach zanieczyszczeń (NEC), nad którą prace zakończyły się pod koniec 2016 roku.

Nowe przepisy mają zredukować emisję szkodliwych substancji z przemysłu, ruchu drogowego, elektrowni i rolnictwa. Krajowe zobowiązania do emisji mają dotyczyć okresu po 2020 roku, ale ustalono też cele na okres od 2030 roku. – Skarżymy te przepisy, bo podczas ich uchwalania nie zostały dotrzymane zasady lojalnej współpracy, transparentności i proporcjonalności – powiedział PAP proszący o zachowanie anonimowości polski dyplomata.

Znaczne różnice w ponoszeniu kosztów nowych przepisów

Z analizy wpływu – przygotowanej przez Komisję Europejską jeszcze przed uchwaleniem tych przepisów – wynikało, że roczny koszt dyrektywy na statystycznego Polaka miałby wynosić około 15 euro, tymczasem np. przeciętny Holender ponosiłby koszty w wysokości około 1,3 euro rocznie. Wyższe koszty dla Polski wynikają z zapóźnienia naszej gospodarki i złej jakości powietrza w naszym kraju.

 

Polskie władze kwestionują nie tylko nierówne rozłożenie obciążeń w nowych przepisach, ale też sposób ich uchwalania. Chodzi o to, że prezydencja, wypracowując obciążenia dla każdego z krajów unijnych, nie przeprowadziła konsultacji z Polską. W podobnej sytuacji znalazły się też Węgry i Rumunia. Z pozostałymi państwami członkowskimi były negocjacje bilateralne.

Przepisy dyrektywy NEC zawierają zobowiązania krajów do ograniczenia emisji dwutlenku siarki (SO2) tlenków azotu (NOx), niemetanowych lotnych związków organicznych (NMVOC), amoniaku i drobnych cząstek stałych (o średnicy mniejszej niż 2,5 mikrometra).

Dzięki nowym zobowiązaniom do 2030 roku liczba zgonów spowodowanych przez nieodpowiednią jakość powietrza ma zostać zmniejszona o połowę. Problem jednak w tym, że dla całej UE ustalono średni cel w tym zakresie na poziomie 49,6 proc., natomiast dla Polski około 50 proc. To również jest kwestionowane przez nasz rząd w skardze. Ta z pozoru nieduża różnica może się przełożyć na bardzo wysokie koszty, które ponosiłoby nie tylko państwo, ale też gospodarstwa domowe, zwłaszcza te biedniejsze. Problematyczne jest też to, że nie przewidziano mechanizmu kompensacji tych kosztów.

Od 2030 roku limity emisji szkodliwych związków mają być niższe niż te ustalone na lata 2020-2029. Osiągnięte na początku roku porozumienie między państwami członkowskimi UE i Parlamentem Europejskim w tej sprawie przewiduje, że limity emisji na okres od 2020 do 2029 roku dla państw unijnych będą identyczne, jak te ze znowelizowanego w 2012 roku protokołu z Goeteborga, obejmującego ponad 51 państw ONZ.

Oznacza to, że nasz kraj będzie musiał w tym okresie zredukować emisję dwutlenku siarki o 59 proc. w porównaniu z 2005 rokiem, tak jak chciała KE. Po 2030 roku redukcja ma wynosić 70 proc. Substancje te są wyrzucane do atmosfery m.in. przez elektrownie, elektrociepłownie i fabryki, które by dostosować się do nowych norm, będą musiały zainwestować.

Nowe regulacje wprowadzą też ograniczenia emisji pyłów (niemetanowych lotnych związków organicznych). Zgodnie z propozycją KE zatwierdzoną przez negocjatorów z PE i państw członkowskich od 2020 do 2029 roku Polska ma zmniejszyć ich emisję o 25 proc. W tym przypadku regulacje dotkną kotłownie i osoby ogrzewające prywatne domy, czyli generalnie cały sektor komunalny.

Polska, podobnie jak inne państwa członkowskie, ma być również zmuszona do redukcji tlenków azotu, które emitowane są m.in. w sektorze transportowym. Dyrektywa przewiduje też redukcje emisji drobnych cząstek stałych (PM2,5), które przyczyniają się do powstawania smogu, a także amoniaku.

Stan powietrza w Polsce – 40 tys. przedwczesnych zgonów rocznie

Według wyliczeń Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska, z powodu tego, czym oddychamy, w Polsce odnotowuje się 40 tys. przedwczesnych zgonów rocznie. To ponad 10-krotnie więcej niż roczna liczba śmiertelnych ofiar wypadków samochodowych w naszym kraju. 97 proc. mieszkańców Polski oddycha powietrzem niespełniającym standardów Światowej Organizacji Zdrowia.

 

 

W kraju spór o ministra

Sam szef resortu środowiska spotyka się z krytyką opozycji, która domagała się w marcu odwołania Szyszki. 23 marca w Sejmie odbyła się debata nad wnioskiem PO o wotum nieufności dla ministra środowiska. Platforma krytykowała szefa MŚ m.in. za ustawę dot. wycinki drzew czy sytuację w Puszczy Białowieskiej. Podczas debaty przed gmachem Sejmu leśnicy z Solidarności demonstrowali poparcie dla szefa MŚ. Opozycji ministra odwołać się nie u dało.

Występująca wówczas w imieniu wnioskodawców Gabriela Lenartowicz (PO) krytykowała szefa resoru środowiska za poselską nowelę ustawy, która od początku roku zliberalizowała przepisy dot. wycinki drzew na prywatnych gruntach. Jej zdaniem, ta ustawa jest niekonstytucyjna, niezgodna z dyrektywami europejskimi i spowodowała „hekatombę drzew w Polsce”. – Dwa miliony drzew zostało barbarzyńsko wykarczowanych, bo takie prawo przyśniło się ministrowi Szyszce (…) Jan Szyszko, pełniąc funkcję ministra środowiska, działa na szkodę obywateli i polskiego środowiska, które winien chronić – mówiła posłanka.

Lenartowicz negatywnie oceniła też politykę kadrową ministra w podległych mu instytucjach, m.in. Lasach Państwowych i parkach narodowych. Dodała, że zmiany dotknęły też Państwową Radę Ochrony Przyrody. Jak mówiła, usuwani są eksperci i naukowcy, niepodzielający stanowiska ministra i jego „prymitywnych, anachronicznych” poglądów na ochronę przyrody. Posłanka wytykała też „odebranie” Małopolsce pieniędzy na finansowanie walki ze smogiem w ramach unijnego programu LIFE z „jednoczesnym przeznaczeniem 27 mln odszkodowania dla toruńskiej Lux Veritatis” na geotermię toruńską.

Także szef sejmowej komisji środowiska Stanisław Gawłowski, występujący w imieniu klubu PO, krytykował ministra głównie za dwie kwestie – obowiązujące od nowego roku liberalne przepisy dot. wycinki drzew na prywatnym gruncie oraz sytuację w Puszczy Białowieskiej. Negatywnie ocenił sposób uchwalenia tej ustawy i sugerował, że na jej kształt wpływali lobbyści. Przypomniał, że została ona uchwalona wtedy, kiedy budżet, 16 grudnia, kiedy posiedzenie izby przeniesiono do Sali Kolumnowej.

Przekonywał też: „Szacuje się, że ok. 1 mld, nawet ponad 1 mld zł stracił budżet państwa i budżety gmin z tego tytułu (wprowadzenia ustawy – red.). W czyim interesie działaliście, jakie są dochody tych, których wartość nieruchomości wzrosła?” – pytał.

Poparcie wniosku zapowiedziały też kluby Nowoczesnej i PSL. Katarzyna Lubnauer (Nowoczesna) przekonywała, że Szyszko zamiast być ministrem dbającym o środowisko, okazuje się „niszczycielem przyrody, zabójcą zwierząt i rzeźnikiem drzew”. – Jego zaniechania w kwestii smogu czynią go współwinnym chorób i śmierci wielu Polaków. Przyroda ojczysta to dobro, które ma służyć nie tylko nam, ale też naszym dzieciom i kolejnym pokoleniom – mówiła.

– Ostatnie półtora roku aktywności pana Jana Szyszki w resorcie ochrony środowiska w istocie nie ma wiele wspólnego z tą szlachetną ideą – mówił Piotr Zgorzelski (PSL). Przekonywał, że receptą ministerstwa na poprawę bilansu energetycznego Polski jest rozwój geotermii i biogazowni. „Praktycznie zaniechano wsparcia energetyki obywatelskiej, a zielona energia stała się wrogiem publicznym” – mówił. Oskarżał też Szyszkę, że „prowadzi do zagłady polski model łowiectwa”.

Beata Szydło broni ministra: opozycja kłamliwie alarmuje

Ministra bronili natomiast występujący w debacie przedstawiciele PiS, a także premier Beata Szydło. – Dziś kłamliwie alarmujecie, że lasy są zagrożone, a tak naprawdę wiecie, że nowe przepisy dotyczą tylko prywatnych działek i prawa Polaków do decydowania o tym, co dzieje się w ich ogródkach; to „fake news” – mówiła do opozycji.

Przeciw wnioskowi opowiedział się też opozycyjny klub Kukiz’15. Ministra bronili posłowie: Anna Maria Siarkowska z koła Republikanie oraz Ireneusz Zyska z koła Wolni i Solidarni. Sam Szyszko na zakończenie debaty zaproponował opozycji rozmowy. – Powtarzam prośbę i proponuję, żeby o Puszczy Białowieskiej mówić w Puszczy Białowieskiej w towarzystwie ludzi, którzy tam mieszkają i na bazie danych, które zostały zebrane. (…) Bardzo proszę, żebyście państwo skorzystali, żebyśmy mogli spotkać się w Puszczy Białowieskiej i zobaczyć, w jaki sposób wyglądają siedliska Natury 2000, i w jaki sposób musimy chronić te siedliska zgodnie z prawem Unii Europejskiej – powiedział.

 

 

(br,ks)

Onet Wiadomości

Źródło: PAP

Data utworzenia: 5 kwietnia 2017 07:48, data ostatniej zmiany: 5 kwietnia 2017 09:38

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s