Morawiecki rozmawiał z szefową MFW m. in. o pomocy jaką Polska udziela Ukrainie


KRESY.pl

Foto: wikimedia.org

Morawiecki rozmawiał z szefową MFW m. in. o pomocy jaką Polska udziela Ukrainie

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Środa, 05 kwietnia 2017 o godz. 19:07:41

Polski wicepremier spotkał się w Stanach Zjednoczonych z szefową Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde.

 

MFW i Bank Światowy to główne agendy rozwojowe. Rozmawialiśmy o stabilności systemu makroekonomicznego, o deficycie budżetowym, o ewentualnym wsparciu dla Ukrainy. Padł także temat dalszej pomocy dla Grecji. Oczywiście nie przez Polskę, ale właśnie ze strony MFW – powiedział wicepremier Morawiecki. Stwierdził jednocześnie, że zainteresowanie MFW Ukrainą znacząco od ostatniego spotkania wzrosło.

CZYTAJ TAKŻE: MFW przyznał Ukrainie 1 mld dolarów kredytu

Z dużym zainteresowaniem przedstawiciele funduszu walutowego słuchali o Ukrainie. Pamiętajmy, że Narodowy Bank Polski uruchomił dla tego kraju linię swapową (odnawialny kredyt). Teraz chcemy wspólnie pomagać Ukrainie i poprawiać jej sytuację, zmniejszać poziom korupcji, poprawiać poziom rozwoju gospodarczego i biznesowego – oświadczył wiceszef rządu.

Innymi tematami rozmowy z szefową MFW były również kwestie związane z wyłudzeniami VAT, unikaniem podatków oraz nierównej redytrybucji bogactwa w społeczeństwach i gospodarkach. Poprosiłem MFW o wsparcie w walki z unikaniem opodatkowania, z cenami transferowymi, rajami podatkowymi. Wydaje mi się, że możemy mieć konstruktywny i trwały wpływ m.in. na reformę systemów podatkowych. Sama UE ma ok. 180-miliardową lukę w CIT. Zwróciłem się z prośbą o wsparcie w rozmowach z instytucjami międzynarodowymi, jak OECD czy Komisja Europejska. Chcielibyśmy, żeby KE szybciej reagowała na wszelkie propozycje uszczelniania systemu podatkowego – powiedział Morawiecki.

kresy.pl / interia.pl

Leszek Miller dał łupnia totalnej opozycji


 

Telewizja Republika.pl

Leszek Miller zaskoczył wszystkich. Pochwalił rząd za 500 plus i dał łupnia opozycji!

 

sm

21:04 5 kwietnia 2017

Leszek Miller, były szef SLD, publicznie chwalił program Prawa i Sprawiedliwości „Rodzina 500 plus” mówiąc: „jest nie tylko dobry w sensie socjalnym wielu polskich rodzin, ale też jest korzystny dla polskiej gospodarki”.

W TVP Info były premier Polski powiedział, że „Od początku uważałem, że to jest bardzo dobry program (…) Program 500+ jest nie tylko dobry w sensie socjalnym wielu polskich rodzin, ale też jest korzystny dla polskiej gospodarki, bo dostarcza pieniądze na rynek. Wzrasta popyt konsumpcyjny i prowadzi do bardzo potrzebnego ożywienia” – mówił polityk SLD. 

Dodał, że „500+ ma tę jeszcze zaletę, że pomału bieda w Polsce przestaje mieć twarz dziecka. A przez wiele ostatnich lat tak właśnie było”. 

Widać, że opozycja totalna nie może liczyć na byłego premiera Polski Leszka Millera. Został im tylko …

.

Źródło: TVP Info

Ukraina boi się rosyjskich wojsk


OnetWiadomości

 

PAP

dzisiaj 19:19

Wiceminister obrony Ukrainy: 43 tys. rosyjskich żołnierzy u naszych granic

Rosja skoncentrowała ok. 43 tys. swych żołnierzy u granic Ukrainy, z czego ponad połowa przebywa na zaanektowanym Krymie – powiedział wiceminister obrony Iwan Rusnak, występując dziś na posiedzeniu Komisji NATO-Ukraina w Kijowie.

 

Wiiceminister obrony Ukrainy: 43 tys. rosyjskich żołnierzy u naszych granicFoto: ShutterstockWiiceminister obrony Ukrainy: 43 tys. rosyjskich żołnierzy u naszych granic

  • Na terytorium Rosji, w bezpośredniej bliskości z ukraińską granicą, skoncentrowano siły Federacji Rosyjskiej o liczebności ponad 18 tysięcy żołnierzy, 1380 czołgów i bojowych wozów opancerzonych, około 300 systemów artyleryjskich, 700 śmigłowców bojowych i 24 bojowe okręty – powiedział.

 

Rusnak wyliczył, że oprócz tych 18 tys. żołnierzy na zajętym przez Rosję Krymie stacjonuje jeszcze ok. 24 tys., a w Naddniestrzu – około tysiąca. – W każdej chwili mogą być oni wykorzystani do ataku na nasze terytorium – podkreślił.

Wiceminister oświadczył też, że na zajętych przez separatystów prorosyjskich obszarach obwodu donieckiego i ługańskiego Rosjanie sformowali dwa korpusy o sile 36 tys. ludzi. – Liczebność rosyjskich oddziałów regularnych na niekontrolowanych przez Kijów terytoriach Donbasu wynosi 2,9 tys. – cytuje Rusnaka agencja Interfax-Ukraina.

  • Rosja testuje na Ukrainie nowe sposoby prowadzenia działań bojowych i nowe uzbrojenie – zaznaczył.

Przedstawiciel ministerstwa obrony Ukrainy wyraził jednocześnie zaniepokojenie w związku z planowanymi rosyjsko-białoruskimi manewrami Zapad-2017, w ramach których – jak mówił – przewidziano przegrupowanie wojsk z Rosji na Białoruś z użyciem ok. 4 tys. wagonów kolejowych.

  • Tak ogromne przegrupowanie może świadczyć, że Rosja planuje przerzucenie na Białoruś znacznej części żołnierzy (…). Niewykluczone, że Rosja może wykorzystać te manewry do kolejnych prowokacji na terytorium Ukrainy i państw bałtyckich – ocenił Rusnak.

 

 

(do)

Onet Wiadomości

Źródło: PAP

Pani, której Polacy się nie podobają


Znalezione obrazy dla zapytania Olga Tokarczuk

 

 

Wyścigi starozakonne

Felieton    tygodnik „Polska Niepodległa”    1 kwietnia 2017

W dowcipnym felietonie pana red. Piotra Witta, jakiego wysłuchałem 22 marca w Radiu Wnet, zauważył on między innymi, że kiedyś bogaci ludzie mieli stajnie wyścigowe, puszczali na wyścigach konie, dzięki którym zdobywali sławę, a pewnie również dodatkowe pieniądze. Ta uwaga nawiązywała do Międzynarodowych Targów Książki w Londynie, na których wystawione zostały również książki polskich autorów, a ściślej – autorów piszących w języku polskim: pani Olgi Tokarczuk i Zygmunta Miłoszewskiego. Pani Tokarczuk najwyraźniej rychtowana jest na laureatkę literackiego Nobla, z czego najwyraźniej zdaje sobie sprawę i uwija się jak w ukropie, żeby własnymi siłami pomóc bogini Fortunie. „Księgi Jakubowe” – bo taki tytuł nosi opus magnum – opowiadają o XVIII – wiecznym żydowskim hochsztaplerze Jakubie Franku z dawnych Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, który najpierw kreował się na Mesjasza, a później nawet się ochrzcił w Kościele katolickim, ale pierwszy chrzest mu się nie przyjął, podobnie jak w roku 1981 nie przyjął się Andrzejowi Szczypiorskiemu i dopiero udało się za drugim razem, kiedy ojcem chrzestnym Franka został sam król August III. Od tego musiała uderzyć mu do głowy woda sodowa, bo za bardzo się rozbrykał, zakładając coś w rodzaju haremu z tak zwanymi „siostrami”, za co został osadzony na Jasnej Górze, gdzie spędził aż 13 lat. Uwolnili go stamtąd Rosjanie pacyfikujący Konfederację Barską, którym obiecywał, że nawróci Żydów na prawosławie. Wreszcie dostał apopleksji, czyli – jak się wtedy mówiło – szlag go trafił i w ten oto sposób przeniósł się na łono… – no właśnie, nie bardzo wiadomo, czyje. Ten Jakub Frank mógłby być protoplastą feldkurata Ottona Katza z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, ale pani Autoressa nie idzie w tym kierunku, tylko wykorzystuje tę awanturniczą historię w charakterze pretekstu do obnażenia prawdziwego i co tu ukrywać – odrażającego wizerunku mniej wartościowego tubylczego narodu polskiego, który nie tylko „kolonizował”, ale w dodatku straszliwie uciskał „mniejszości”, a zwłaszcza – tę najważniejszą. Polacy jako „mordercy Żydów”. W ten sposób pani Olga Tokarczuk znakomicie wpisuje się w „pedagogikę wstydu”, w ramach której już od początku 1990 roku, kiedy to, wraz z „upadkiem komunizmu” pojawiły się widoki na uczynienie z Polski żerowiska dla żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, rozmaici ochotnicy nieubłaganym palcem kłują Polaków w chore z nienawiści oczy. Pani Tokarczuk nie daje się w tej konkurencji nikomu wyprzedzić, no, może z wyjątkiem nieboszczyka Jerzego Kosińskiego, co to przypisał polskim chłopom z Podkarpacia takie wyrafinowanie w seksualnych perwersjach, że aż zadziwił awangardę Manhattanu, więc nic dziwnego, że zarządcy stajni właśnie ją wystawili w Londynie do wyścigów starozakonnych. Jeśli się sprawdzi, to może nawet wystawią ją do gonitwy o nagrodę Nobla, dzięki czemu kiedyś dostąpi zaszczytu zajęcia miejsca w samym centrum łona Abrahama, którego nie będzie musiała dzielić nawet z Wisławą Szymborską, która, korzystając z przywileju urodzenia, skwapliwym językiem wielbiła Stalina, a na pedagogikę wstydu już nie zdążyła.

Ale właściciele stajni byliby złymi gospodarzami, gdyby stawiali tylko na jedną klacz, nawet tak obiecującą, jak Autoressa. Toteż wschodzącą gwiazdą starozakonnych wyścigów okazał się pan Zygmunt Miłoszewski, młodszy od pani Tokarczuk o całe 14 lat, więc jest szansa, że pobiega dłużej, kiedy już zarządzający stajnią pisarzy i artystów odprzedadzą Laureatkę do rzeźni, ma się rozumieć – rytualnej. Pan Miłoszewski karierę pisarską rozpoczynał od kryminałów, ale zorientował się, że prawdziwy cymes kryje się w literaturze ambitniejszej – w tym mianowicie, by chłostać „katolickie i klerykalne wymysły”, które zaowocowały „pogromami”, nawet „już po holokauście”. Najwyraźniej pan Miłoszewski już się zorientował, w którym żłobie jest siano, a w którym owies, więc wróżę mu wielką karierę – oczywiście według kolejności – a pani Tokarczuk w kolejce do Nobla zdążyła stanąć wcześniej.

Ale to nic, bo w miarę narastania apetytów literacka kuchnia nie nastarczy ze świeżymi daniami i musi podawać również odgrzewane kotlety w rodzaju „Malowanego ptaka” wspomnianego tu Jerzego Kosińskiego, który ma zostać nie tylko przerobiony na film, ale również na przedstawienie teatralne, bodajże w Poznaniu. Wprawdzie Joanna Siedlecka sprawdziła w swoim czasie rewelacje Jerzego Kosińskiego, który nawet nazwisko wyssał sobie z palca, bo tak naprawdę zwał się Lewinkopfem i okazało się, że to wszystko blaga i konfabulacja. Swoje odkrycia przedstawiła w książce „Czarny ptasior”, która wywołała rezonans wśród nowojorskiej bohemy na tyle, że do Polski wybrał się „rewizor iz Pietierburga”, celem sprawdzenia Joanny Siedleckiej. Kiedy okazało się, że napisała cała prawdę i tylko prawdę, zameldował o tym w Nowym Jorku, co zapoczątkowało zmierzch dobrego fartu Kosińskiego-Lewinkopfa, którego w końcu znaleziono w wannie z głową owiniętą w foliową torbę. Wydawałoby się, że to znakomity temat dla pana Miłoszewskiego, ale on już chyba do wyższych pnie się grządek („a tu do wyższych pnę się grządek w mej firmie „Trwoga & Żołądek””), więc jeśli by nawet coś wspomniał o autorze „Malowanego ptaka”, to najwyżej w tonie apologetycznym, ewentualnie martyrologicznym, jako prawdopodobnej ofierze polskiego antysemityzmu. Skoro tedy w ramach „pedagogiki wstydu” tubylcze szkapy sięgają po „Malowanego ptaka”, żeby na jego skrzydłach wzlecieć ku słońcu, to znaczy, że w branży przemysłu holokaustu zbliża się znakomita koniunktura, na co wskazuje również wyznaczenie na 27 marca otwarcia w Warszawie biura Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, którego zakres działania ma obejmować całą Europę Środkową, pokrywając się dokładnie z zakresem działania zespołu HEART, utworzonego w roku 2011 przez rząd Izraela do spółki z Agencją Żydowską w celu „odzyskiwania mienia żydowskiego” w Europie Środkowej.

Stanisław Michalkiewicz

Już czas napisać czarno na białym kto był oprawcą a kto był Ofiarą!


Jump to navigation

Strona główna

 

ADRESAT/ADRESACI PETYCJI: MINISTER KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO PAN PIOTR GLIŃSKI

Pomnik Ofiar rzezi na Kresach w Warszawie – już czas napisać czarno na białym kto był oprawcą a kto był Ofiarą!

311260.jpg

 

323 osób podpisalo petycję. Pomóż nam osiągnąć cel 500podpisów.

Przez Katarzyna Sokołowska · 31.03.2017

Zwracamy się z prośbą do wszystkich rodaków, którym leży na sercu miłość do Ojczyzny a co za tym idzie – pamięć o wszystkich, którzy przelewali krew za nasz Kraj ginąc w Jego obronie czy też umierając dla Niego tylko dlatego, że byli Polakami. Petycja dotyczy Pomnika ku czci polskich Ofiar rzezi na kresach dokonanej przez ukraińców i powstała w celu żądania utworzenia tablicy, której treść jednoznacznie będzie wskazywać kto jest sprawcą a kto ofiarą tamtych zbrodni. Obecny tekst na pomniku to modlitwa, którą nie wyjaśnia w jakim celu powstał ten Pomnik położony z resztą w takim miejscu Warszawy, do którego bardzo trudno trafić. Nie pozwólmy na dalsze bagatelizowanie problemu ludobójstwa! Nie możemy pozwolić na zapomnienie!

Ta petycja została wykreowana przez obywatela lub organizację, która nie jest cześcią CitizenGO. CitizenGO nie jest odpowiedzialna za treść petycji.

CitizenGo będzie chronić Twoją prywatność oraz informować Cię o tej oraz innych kampaniach.

Adresat/Adresaci petycji: Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Pan Piotr Gliński

Szanowny Panie Ministrze

Zwracamy się do Pana z prośbą o spowodowanie zmiany na Pomniku ku czciOfiar Zbrodni OUN-UPA, znajdującym się na Skwerze Wołyńskim w Warszawie.

Prosimy o zawieszenie tablicy z której będzie jasno wynikać, że pomnik wzniesiono ku czci polskich Ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Kresach.

Zbrodnia oddziałów UPA wspieranych przez miejscową ludność ukraińską w latach 1943-1947 pochłonęła min. 250 tys. polskich ofiar: mężczyzn, kobiet, starców i dzieci zamieszkałych w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu oraz w województwach lubelskim i krakowskim.

Na pominku widnieją jedynie słowa modlitwy, z których nie wynika kto był oprawcą a kto Ofiarą tej straszliwej zbrodni:

„Wszechmogący Wieczny Boże, Ojcze ludów i narodów, błagamy Cię, przyjmij dar świadectwa wiary, męki i śmierci synów naszego Narodu umęczonych i zamordowanych na Wschodzie; uczyń ich ofiarę posiewem wolności i pokoju; Ojcze Najmiłosierniejszy, przez przyczynę Matki Zbawiciela pomóż nam przebaczyć; broń nas od wojny, nienawiści i niepamięci. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen”.

W obliczu wszechobecnego zakłamywania historii ze strony ukraińskich władz, nieprzyznawania się do dokonanych zbrodni, zrzucania winy za ludobójstwo na Polaków, upamiętniania naszych oprawców i „bardzo dobrze” funkcjonujący banderyzm na terenie Ukrainy, obawiamy się że przyszłe pokolenia Polaków mogą mieć narzucone od lat powoli przygotowywane i „dopieszczane” kłamstwo.

Panie Ministrze, prosimy Pana o zareagowanie w tej jak ważnej dla nas Polaków sprawie. Nie ma Narodu bez historii a w tej chwili robi się wszystko aby zapomnieć o tych bolesnych dla nas wydarzeniach  i robi się wszystko aby oczyścić z win naszych oprawców.

Z poważaniem,
[Imię i nazwisko]

Skazany za zamach, którego nie było


Znalezione obrazy dla zapytania Sejm RP

Telewizja Republika.pl

Brunon Kwiecień ponownie na wokandzie

 

kos7:25 5 kwietnia 2017

Brunon Kwiecień
‏ @RMF24pl 9 godz.

Dziś w największej sali Sądu Okręgowego w Krakowie odbędzie się rozprawa odwoławcza w procesie Brunona Kwietnia, który wcześniej usłyszał wyrok 13 lat więzienia za przygotowywanie zamachu na Sejm.

Mężczyzna miał od lipca do listopada 2012 r. przygotowywać zamach terrorystyczny na Sejm, a wcześniej nakłaniać do przeprowadzenia zamachu dwóch studentów. Usłyszał również zarzut nielegalnego posiadania broni i handlu nią.

Kwiecień, doktor chemii, były pracownik naukowy Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, jak twierdzą śledczy planował użyć w pobliżu Sejmu cztery tony materiałów wybuchowych na bazie saletry, które miały zostać ulokowane w pojeździe SKOT

Apelację przygotowała obrona, która podważą zarówno winę, jak i karę. Pojawiły się również zarzuty formalne wobec wyboru sędziów. Wedle obrońców chemik padł ofiarą operacyjnej gry ABW.

 

Brunon Kwiecień jest przetrzymywany w areszcie od 2012 r.

07:22 2017-04-05

Źródło: RMF FM

Krwawy zamach w Petersburgu


Znalezione obrazy dla zapytania zamach w Petersburgu

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka05.04.2017

 

Rosja: Krwawy zamach w petersburskim metrze

3 kwietnia 2017 19:09

Dziś ok. 14.30 w Petersburgu między stacjami Siennaja Płoszczad i Technologiczeskij Institut doszło do eksplozji. Zginęło co najmniej 10 osób, rannych zaś zostało ponad 50. Natychmiast zamknięte zostały wszystkie stacje metra, na miejscu pojawiło się kilkadziesiąt karetek pogotowia. Jak ustalono wkrótce, eksplodowała bomba domowej produkcji, wypełniona ostrymi przedmiotami. Na kolejnej stacji metra znaleziono podobny ładunek, który jednak nie wybuchł.

Na razie brak jakichkolwiek informacji potwierdzających, kto mógłby stać za wybuchem. Przedstawiciel rosyjskiej prokuratury generalnej Aleksandr Kuriennoj w wypowiedzi przekazanej przez media uznał eksplozję za zamach terrorystyczny.

– W najbliższym czasie razem z kolegami z organów ścigania będziemy pracować nad tym, by zminimalizować następstwa tego aktu terrorystycznego, a także wyjaśnić wszelkie okoliczności, które pomogły w jego przeprowadzeniu – powiedział Kuriennoj, cytowany przez portal RBK.

Jak podała agencja Interfax, kamery na stacji metra uchwyciły wygląd zamachowca:

A tak wyglądała druga bomba, która nie wybuchła:

Prezydent Władimir Putin, będący właśnie w Petersburgu na spotkaniu z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką, złożył kondolencje rodzinom poszkodowanych. Wyraził nadzieję, że śledztwo wkrótce ujawni sprawców zamachu.

Kondolencje złożyły także przedstawicielstwa wielu innych państw, w tym polskie MSZ.

Szokuje natomiast postawa części mediów zachodnich: nadal  jest wiele niewiadomych, a brytyjskie BBC już (dez)informuje, że miał to być tzw. false flag attackwg nich zorganizowany przez Kreml po to, by odwrócić uwagę od sprawy Nawalnego (!). Natomiast CNN donosi, iż zamach miał być „odwetem za Syrię” (w domyśle – „bo Putin morduje demokratyczną opozycję w Syrii!”, wg przyjętej przez nich wersji propagandowej).

(na podst. Onet, FB, Twitter)

Niemiecka fascynacja Ukrainą trwa nie od dzisiaj


Znalezione obrazy dla zapytania niemiecka pomoc Ukrainie

 

 

Deutsche Welle

 

POLITYKA

Niemiecka polityk: podziwiam Ukrainę

To godne podziwu, że kraj, gdzie toczy się wojna i każdego dnia umierają ludzie, wdraża bardzo trudne reformy – mówi o Ukrainie Rebecca Harms*.

Rebecca Harms Chrabota Boguslaw Schwarzenberg Karel (DW/A.M. Pędziwol
)

Rebecca Harms w czasie panelu na 10. Forum Europa-Ukraina w Rzeszowie (2017)

DW: Jak ważna jest dla Pani Ukraina?

Rebecca Harms*: To kraj, który w Europie Wschodniej znam najlepiej i gdzie mam wielu przyjaciół. Czasami myślę, że jest dla mnie czymś w rodzaju drugiej ojczyzny.

DW: Czy w kwestii współpracy na rzecz Ukrainy coś się zmieniło między Polską i Niemcami po zmianie rządu w Warszawie?

RH: Po zmianie polskiego rządu w ogóle coś się zmieniło. Nowe umocnienie Grupy Wyszehradzkiej wpływa także na relacje między Polską a Niemcami. Ale to ma mniej wspólnego z problemem Ukrainy, więcej z problemem uchodźców.

DW: Pani patrzy bardzo entuzjastycznie na ukraińskie reformy. Skąd ten optymizm?

RH: Kraj, gdzie toczy się wojna i każdego dnia umierają ludzie, a który mimo to wdraża bardzo trudne reformy, jest moim zdaniem godny podziwu. Imponująca jest reforma sądownictwa jako ważny element boju z korupcją. Wielu sędziów nie jest już sędziami, ponieważ odmówili ujawnienia swoich dochodów. Państwowy koncern naftowo-gazowy Naftohaz jest reformowany. Trwa reforma policji. Ukraina przygotowuje się do decentralizacji i subsydiarności pomiędzy Kijowem a regionami. To ogromny postęp w kraju, który jest stawiany przed tak wielkim wyzwaniem przez Rosję.

DW: Rzeczywiście są nowe ustawy, ale otwarte pozostaje pytanie, czy dzięki nim korupcja staje się mniejsza?

RH: Korupcja wciąż istnieje, ale podejmowane są systematyczne wysiłki w celu jej ścigania. Od ludzi, drobnych przedsiębiorców, słyszę, że teraz czują się zmuszeni mówić: „Nie! Nie będziemy już płacić łapówek!“ To też jest ważne.

Obejrzyj wideo01:56

Ukraina. Wojna o tory kolejowe

DW: Jak dużym problemem jest dominacja oligarchów w ukraińskiej gospodarce?

RH: Wprowadzana na Ukrainie liberalizacja stawia na małe i średnie firmy, co ma sprawić, że gospodarka stanie na nogach i zacznie odnosić sukcesy. To jest jedno z największych wyzwań. Stoimy przed otwarciem rynku europejskiego dla niektórych produktów z Ukrainy. Trzeba przy tym zadbać, żeby nie oznaczało to, że szczególny dostęp do niego zyskają tylko dominujące koncerny z Ukrainy, lecz żeby szanse miały mniejsze spółki ukraińskie z ich produktami.

DW: Czy unijna pomoc dla Ukrainy jest wystarczająca?

RH: Ona rośnie nie tylko w formie pieniędzy. To bardzo dobrze, że ludzie z Brukseli i Kijowa pracują w całym kraju na rzecz reform i wdrażania układu stowarzyszeniowego. Ale Europejczykom brak czasami wrażliwości na potrzebę ciągłego sygnalizowania Ukraińcom, że chcemy ich mieć naprawdę u siebie.

DW: Uda się Ukrainie tym razem? Dopuści Putin do tego?

REDAKCJA POLECA

Niemiecki politolog: Przyszłość ludzkości zależy od Krymu i Donbasu

Propaganda spowodowała, że Rosjanie popadli w jakiś rodzaj paranoi. Radykalizacja rosyjskiej ludności stanowi zagrożenie militarne dla całego świata – mówi Andreas Umland*. (04.03.2017)

Kijów pozwał Rosję do haskiego trybunału

RH: Władimir Putin nie chce na to pozwolić. Dlatego tak niebezpieczne jest, że Europejczycy wciąż mówią o Mińsku i naciskają, żeby mogły odbyć się wybory w Donbasie, ale nie na to, by rosyjska broń i rosyjscy żołnierze rzeczywiście zostali wycofani ze wschodu Ukrainy. Boje skończą się dopiero wtedy, gdy ta broń zniknie, a Ukraińcy będą kontrolować swoje granice.

DW: Dojdzie do tego?

RH: To zależy od woli Europejczyków, czy utrzymają wyznaczoną politykę wobec Putina. To szalenie niebezpieczne, że to podejście wciąż jest kwestionowane. Jeśli bez osiągnięcia choćby w przybliżeniu celów wyznaczonych w Mińsku zniesiemy sankcje, będzie to równoznaczne z zaproszeniem Putina do kontynuowania tej agresywnej strategii wobec sąsiadów.

DW: Dziękujemy za rozmowę.

rozmawiał Aureliusz M. Pędziwol

Rozmowa została przeprowadzona 27 stycznia 2017 roku na 10. Forum Europa-Ukraina w Rzeszowie, zorganizowanym przez warszawską fundację Instytut Studiów Wschodnich (ISW).

*Rebecca Harms (ur. 1956) jest politykiem partii Sojusz 90/Zieloni. Mając 21 lat współtworzyła obywatelską inicjatywę przeciw budowie składu końcowego odpadów jądrowych w Gorleben, a potem stała się czołową działaczką niemieckiego ruchu antyatomowego. W latach 1994-2004 była posłanką do Landtagu Dolnej Saksonii, od 2004 roku jest w Parlamencie Europejskim, gdzie od lutego 2016 przewodniczy Zgromadzeniu Parlamentarnemu UE i krajów Partnerstwa Wschodniego EuroNest.

Luki lukami a Putin tak czy inaczej wygra czego nie można powiedzieć o Merkel


Znalezione obrazy dla zapytania Dominacja Putina nad MerkelAdvertisement

 

INTERIA.PLFakty

 

LUKI W SYSTEMIE KONTROLI ROSJI PRZEZ WŁADIMIRA PUTINA

ŚWIAT

1 godz. 51 minut temu

Niedawne protesty antyrządowe i zamach terrorystyczny w Petersburgu pokazują, że system kontroli Rosji przez prezydenta Władimira Putina posiada luki, a policja i tajne służby są coraz mniej skuteczne – ocenia w środę Julian Hans w „Sueddeutsche Zeitung”.

Prezydent Rosji Władimir Putin /PAP/EPA

Prezydent Rosji Władimir Putin /PAP/EPA

Oba wydarzenia są też dowodem na to, że „prowadząc politykę umacniania swoich wpływów na świecie, Rosja nie jest w stanie ukrywać w ten sposób problemów wewnątrz kraju” – podkreśla autor komentarza w największej opiniotwórczej gazecie niemieckiej.  

 

„Dwa wydarzenie w ciągu kilku dni zbulwersowały rosyjską opinię publiczna. Do obu państwo od dawna się przygotowywało, a pomimo tego dało się zaskoczyć” – pisze Hans.

Przypomina, że tydzień temu nieoczekiwanie na ulice rosyjskich miast wyszły dziesiątki tysięcy demonstrantów protestujących przeciwko korupcji na szczytach władzy, „nie czekając na oficjalne pozwolenie”. Do protestów doszło pomimo restrykcji na wielką skalę ze strony wymiaru sprawiedliwości i policji.

Odnosząc się do zamachu w metrze w Petersburgu, Hans podkreśla, że od 2010 roku terrorystom nie udał się żaden zamach w dużych miastach Rosji, co przedstawiane było przez Kreml jako sukces bezwzględnej walki sił bezpieczeństwa z terrorystami.

„Ostatnie wydarzenia unaoczniły wszystkim to, co i tak było jasne: państwo nie jest w stanie stworzyć systemu całkowitej kontroli, do której dąży i którą obiecuje” – pisze Hans. „Dotychczas lekarstwem były policja i służby. Gdy ich działanie ulegało osłabieniu, dawka była zwiększana – tak działo się zawsze, od kiedy Putin wprowadził się 17 lat temu na Kreml” – dodaje autor.

Wobec zbliżających się mistrzostw świata w piłce nożnej „dawne recepty tracą na znaczeniu” – zauważa komentator. Za kilka miesięcy w Rosji odbędzie się Confederations Cup (turniej przed MŚ), a mecze odbędą się także w Petersburgu. „Strach przed terroryzmem i zbyt publiczne represje to ostatnia rzecz, jakiej mógłby sobie życzyć Putin” – pisze komentator. Jak wyjaśnia, wydarzenia sportowe o takiej randze „organizuje się, nie szczędząc kosztów i wysiłków, we własnym kraju, by pokazać ten kraj jako bezpieczny i otwarty na świat”.

„Dawne recepty tracą na znaczeniu, na stworzenie nowych czasu jest mało” – zastrzega Julian Hans w „Sueddeutsche Zeitung”.

Z Berlina Jacek Lepiarz

PAP

Kukiz nie poprze antyrządowego cyrku opozycji


AdvertisementZnalezione obrazy dla zapytania Kukiz nie poprze opozycji

INTERIA.PLFakty

 

KUKIZ: NIE WIDZĘ POWODU, BY W TEJ CHWILI GŁOSOWAĆ PRZECIWKO TEMU RZĄDOWI

POLSKA

Dzisiaj, 5 kwietnia (09:26) Aktualizacja: 1 godz. 19 minut temu

Nie dałem wotum zaufania rządowi PiS, ale nie widzę powodu, by w tej chwili głosować przeciwko temu rządowi – powiedział w środę, w Radiu Wnet lider ruchu Kukiz’15 Paweł Kukiz. Dodał, że podczas piątkowego głosowania prawdopodobnie wstrzyma się od głosu.

Paweł Kukiz /Andrzej Langie /East News

Paweł Kukiz /Andrzej Langie /East News

  • Nie dałem wotum zaufania rządowi Prawa i Sprawiedliwości i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Ale nie widzę również powodu, by w tej chwili głosować przeciwko temu rządowi, bo efektem jest wzmacnianie Schetyny (Grzegorza, lidera PO), wchodzenie w jakiś jałowy spór w partiokracji, który jest nie do rozwiązania bez zmian ustrojowych. Nie ma takiej opcji, by ten spór rozwiązać bez zmian strukturalnych – powiedział Kukiz pytany jak zachowa się podczas piątkowej debaty i głosowania nad wotum nieufności dla rządu.
 

Dodał, że on sam „prawdopodobnie” wstrzyma się od głosu. – W tym cyrku nie mam zamiaru uczestniczyć – powiedział Kukiz. Zadeklarował jednocześnie, że w jego ugrupowaniu nie będzie dyscypliny partyjnej, którą uważa za „faszystowską” i „podnoszenie łapy” na rozkaz wodza.

Oceniając rządy PiS Kukiz mówił, że „dobra zmiana” polegałaby dla niego np. na likwidacji gabinetów politycznych, „które pochłaniają rocznie 500 mln zł z kieszeni podatnika”.

Jak mówił, Prawo i Sprawiedliwość dwukrotnie składało projekt likwidacji gabinetów politycznych w 2009 i 2011. – Ale gdy my złożyliśmy projektautorstwa PiS-u pod obrady Sejmu na początku ósmej kadencji, Prawo i Sprawiedliwość odrzuciło swój własny wniosek. Marszałek Terlecki uargumentował to tym, że inne jest spojrzenie z perspektywy opozycji, a inne (…) z perspektywy partii władzy – powiedział lider Kukiz’15.

Na pytanie czy nie widzi rezultatów pracy rządu premier Beaty Szydło, Kukiz odparł, że podstawową sprawą są zmiany ustrojowe w Polsce. Jego zdaniem „powinno się rozpocząć od deregulacji, od uwolnienia rynku”. Chodzi o to – jak podkreślił – by zlikwidować wszystko to, co hamuje aktywność obywatelską. „Powinno się zacząć od obniżenia opodatkowania. Nie dawać 500 plus, ale nie zabierać 500 zł (…) w podatkach” – dodał.

„Byłbym człowiekiem przeszczęśliwym”

Kukiz ubolewał też, że w Polsce nie ma debaty konstytucyjnej. – Byłbym człowiekiem przeszczęśliwym, gdyby obecna kadencja Sejmu była przynajmniej jakąś namiastką konstytuanty. Gdyby mobilizować posłów do rozpoczęcia prac nad konstytucją, gdyby rozpoczęto konsultacje z fundacjami, organizacjami pozarządowymi, środowiskami obywatelskimi w zakresie konieczności zmian w konstytucji. (…) Wtedy ten Sejm ma jakiś sens. Natomiast niestety do tego potrzebna jest wola polityczna, a woli politycznej nie będzie ponieważ obecny ustrój pasuje każdej partii politycznej – podkreślił Kukiz.

Jego zdaniem jedyna rzecz, którą w tej chwili prowadzą partie to „wojna o konstytucję i możliwość jej interpretowania”. – Bo konstytucja jest napisana tak (…) ogólnikowo, że w zależności od tego, kto ją interpretuje takie ma brzmienie. To jest święty Graal dla partii politycznych, instrument do katowania obywatela. Utrzymywania swoich rodzin – urzędniczo-partyjnych klanów – zaznaczył lider Kukiz’15.

Sejm będzie debatował nad wnioskiem o wotum nieufności wobec rządu w piątek w godzinach 9-12; tego samego dnia odbędzie się głosowanie.

Wniosek o konstruktywne wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło PO złożyła w Sejmie 24 marca. Kandydatem Platformy na premiera jest lider partii Grzegorz Schetyna. We wniosku PO szczegółowo opisuje zarzuty ugrupowania wobec zdecydowanej większości członków obecnej Rady Ministrów, w tym trzech wicepremierów: Mateusza Morawieckiego (jednocześnie ministra rozwoju i finansów), Piotra Glińskiego (resort kultury i dziedzictwa narodowego) oraz Jarosława Gowina (nauka i szkolnictwo wyższe).

PAP

Dokąd popłynęły pieniążki z Amber Gold? To chyba eksperci potrafią zliczyć z Dziennika Głównej


 

Znalezione obrazy dla zapytania szmal z Amber Gold

 

 

Wirtualna Polska

 

wp

WP Opinie

AMBER GOLD

+3

KAZIMIERZ TURALIŃSKI

wczoraj (10:58)

Kazimierz Turaliński: Komisja Śledcza w ślepej uliczce

Przed odejściem z grona doradców Sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold przekazałem posłom zebrane informacje dotyczące małżeństwa P. oraz pośredników odpowiedzialnych za ich werbunek i bieżący nadzór, wskazałem też zalecane metody identyfikacji beneficjentów procederu. W tym czasie imponujący poziom osiągnęły już nieprawidłowości związane z działaniem samej Komisji, a osoby podające się za funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadziły intensywne działania mające na celu ośmieszenie i storpedowanie sejmowego śledztwa. Wcześniej to właśnie „życzliwy” brak aktywności ABW pozwolił na nieskrępowane działanie piramidy finansowej, a nawet na uruchomienie przez przestępców linii lotniczych. Odpowiedzialni za zaniedbania nie tyle nie ponieśli żadnych konsekwencji służbowych, ale wręcz za rządów PiS-u awansowali do grona zaufanych nowego szefa Agencji – prof. Piotra Pogonowskiego. Dziś aferę Amber Gold „pomagają” wyjaśnić funkcjonariusze winni jej zaistnienia.

 

Kazimierz Turaliński: Komisja Śledcza w ślepej uliczce

(PAP, Fot: Zborowski)

Materiał dowodowy i poszlaki wskazują na bezpośredni związek wysoko postawionych oficerów i generała ABW z parasolem ochronnym rozpostartym nad złotymi lokatami. Zgodnie z pozyskanymi przeze mnie informacjami, afera mogła stanowić specyficzną kontynuację masowego przemytu złota zapoczątkowanego we wcześniejszej dekadzie. Wtedy to Polacy zalali Kaliningrad i Białoruś taką ilością kruszcu, że rosyjska FSB podejmowała w tej sprawie interwencję u polskich władz. Wskutek kontrabandy zachwiane zostały ceny na tamtejszym rynku metali szlachetnych. Według oficjalnych szacunków miała się do tego przyczynić niespełna tona złota, ale nie można wykluczyć, że rzeczywiste ilości były o wiele większe. Śledztwo dotyczące pierwszej afery zostało po długim czasie umorzone (w większości z powodu przedawnienia zarzutów), druga nieścigana rozwijała się latami, a dostrzegających przestępstwo szeregowych funkcjonariuszy trójmiejskiego ABW blokować miał brak zainteresowania tematem ze strony ich ówczesnego przełożonego, powołanego na stanowisko szefa gdańskiej delegatury pomimo zupełnego braku kompetencji do pełnienia takiej funkcji. Wcześniej dowodził on jedynie komendą policji w małym miasteczku. O nadzwyczajnym awansie do służb specjalnych w marcu 2008 r. przesądzić miało zaufanie dwóch wpływowych polityków Platformy Obywatelskiej – Kazimierza Plocke (sekretarza stanu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi) oraz Sławomira Nowaka (ówczesnego szefa gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska).

Identyfikacja przestępczego procederu prowadzonego pod marką Amber Gold nie wymagała stosowania pogłębionych czynności operacyjno-rozpoznawczych, ani nawet dochodzeniowo-śledczych. W zupełności wystarczająca pozostawała do tego celu analiza informacji jawnych, tzw. biały wywiad, przeprowadzony przez specjalistę od przestępczości ekonomicznej. Pomimo tego małżeństwo P. działało przez kilka lat bezkarnie, a decyzja o zatrzymaniu podejrzanych zapadła dopiero w dniu, w którym zadeklarowali oni ujawnienie dziennikarzom szczegółów swojej działalności oraz dowodów na potwierdzenie ich wersji wydarzeń. Można to uznać za próbę uciszenia już niepotrzebnych „słupów”. Nie ulega bowiem wątpliwości, że byli oni jedynie figurantami, nakłanianymi do udziału w procederze od września 2008 r., tj. od chwili zarządzenia wykonania wobec Marcina P. dotąd zawieszonej kary pozbawienia wolności.

wp

Niedługo po tym spłonął dom należący do jego rodziny, co mogło przesądzić o jego spolegliwości. W listopadzie przyszły więzień nieoczekiwanie podjął decyzję o zmianie nazwiska na kojarzone z majętnym trójmiejskim potentatem branży motoryzacyjnej (w tym celu ożenił się ze swoją partnerką, która przypadkiem nosiła właśnie to nazwisko) i zarejestrował nową spółkę. Z zakładu karnego, do którego trafił w lutym 2009 r., został szybko przeniesiony zastępczo do nadmorskiego ośrodka wypoczynkowego służby więziennej, a już w czerwcu wyszedł na wolność. Zaraz potem zmienił nazwę wspomnianego podmiotu gospodarczego na „Amber Gold” i fikcyjnie podniósł kapitał zakładowy tej spółki z minimalnej kwoty 5 tys. zł do 1 miliona zł (pieniędzy tych nigdy nie dopłacił), po czym rozpoczął realizację ambitnego biznesplanu obejmującego ogólnopolską kampanię sprzedażową.

Oskarżony Marcin P. (C) z obrońcą mec. Michałem Komorowskim (P) na sali rozpraw podczas procesu ws. Amber Gold w Sądzie Okręgowym w GdańskuPAP

Podziel się

Działanie to nie pokrywało się z dotychczasowym modus operandi Marcina P., który wcześniej odpowiadał za aż kilkaset drobnych, prymitywnych wyłudzeń i fałszerstw dokumentów, przynoszących mu jednostkowo niekiedy jedynie kilkaset zł zysku, przy czym w ogóle nie ukrywał swojego sprawstwa. Nigdy nie myślał perspektywicznie, czego przykładem było np. przyjmowanie przelewów z wyłudzonymi na cudze personalia kredytami na rachunki bankowe zarejestrowane na własne nazwisko. Również wskazywany na cele oszustwa kredytowego adres korespondencyjny rzekomych kredytobiorców był w istocie adresem działalności gospodarczej Marcina P., do niego należały też wszelkie numery telefonów podawane bankom na cele kontaktów z fikcyjnymi klientami. Bezczelnie przejmował drobne kwoty i fałszował dokumenty nie bacząc przy tym na konsekwencje karne nieuniknionego przecież powiązania jego osoby z przestępstwem. Złapany zawsze przyznawał się do winy. Działanie takie charakteryzuje sprawców niemyślących strategicznie, ograniczonych do „tu i teraz”, a nie wyrafinowanych oszustów projektujących ogólnokrajowe imperia gospodarcze – multibranżowe holdingi.

Wbrew lansowanym przez niektóre media opiniom Marcin P. nie miał zdolności intelektualnej do takiej szybkiej zmiany skali i charakteru swojego działania. Niezrozumiała była też inwestycja setek milionów zł w branżę lotniczą, z którą Marcin P. nie miał nigdy nic wspólnego, a po zakupie linii lotniczych odwiedził je ledwie parę razy i to najdłużej na kilkadziesiąt minut. Dowodzi to jednoznacznie, że nie on odpowiadał za inicjatywę oszustwa i podejmowanie decyzji o wydatkowaniu gromadzonych środków, a był jedynie przymuszonym figurantem zorganizowanej struktury przestępczej, której celów i sposobów działania nie rozumiał. Podobnie stosunkowo niewielką rolę odegrał w sprawie trójmiejski gangster o pseudonimie Tygrys, który mógł najwyżej pomóc wytypować posłusznego „słupa” o odpowiedniej prezencji i manierach oraz pośredniczyć w części legalnych transakcji. Z uwagi na brak troski o własną przyszłość Marcin P. był do tej roli idealny. Tak też rozpoczął swoją karierę – już w liceum został wspólnikiem i dyrektorem spółki należącej do o 21 lat starszej od niego kobiety. Choć nastolatek nie miał żadnego doświadczenia zawodowego, wspólniczka miała bez wahania powierzyć mu całą działalność biznesową, na czym 400 jej klientów straciło 175 tys. zł. Oczywiście Marcin P., jak modelowy figurant, winę za straty wziął na siebie.

wp

Z przepływów finansowych Amber Gold jednoznacznie wynika, że celem oszustwa było sfinansowanie istnienia linii lotniczych, których utrzymanie na wolnym rynku pozostawałoby niemożliwe. Gdyby było inaczej, Marcin P. po prostu uciekłby z Europy po zgarnięciu kilkudziesięciu lub kilkuset milionów zł, a nie marnotrawił wszystkie zyski na deficytowe, w dodatku w ogóle go nieinteresujące, przedsięwzięcie. Tymczasem kluczem do tajemnicy OLT Express wydaje się nagrana przez „gang kelnerów” rozmowa szefa MSW i zarazem ministra koordynatora służb specjalnych, Bartłomieja Sienkiewicza, z szefem NBP Markiem Belką. Wynika z niej, że lotnisko w Łodzi „wisieć” miało na należących do Amber Gold liniach lotniczych OLT, poruszano też temat egzystencji portu lotniczego w Modlinie i zlikwidowanego w 2014 r. lotniska w Gdyni. Stenogram sporządzony przez Biuro Badań Kryminalistycznych obejmuje słowa ministra dotyczące tanich linii lotniczych: „dlatego my ich dotujemy pod stołem, żeby w ogóle był jakiś ruch lotniczy, no”.

Wynika stąd, że lotnicza infrastruktura była z jakiegoś powodu finansowana odgórnie za pośrednictwem podmiotów transferowych takich jak OLT Express. Skarb Państwa nie dysponuje środkami na takie cele, a samo dotowanie byłoby sprzeczne z prawem unijnym. Posłużyć ku temu mogą jedynie nieupubliczniające wydatków budżety operacyjne służb mundurowych i specjalnych, które jednak nie są dostatecznie bogate do ponoszenia tak ogromnych kosztów. Cel takich działań byłby przy obecnym stanie ujawnionych informacji niezrozumiały, tak jak swego czasu enigmatyczny był FOZZ czy również powiązane ze światem polityki i służb specjalnych nierentowne linie lotnicze Polnippon (podejrzewane o transport broni), lecz trudno nie traktować poważnie słów Sienkiewicza, który prócz ówcześnie pełnionych funkcji rządowych ma w swoim życiorysie 12-letnią służbę oficera UOP-u a następnie członkostwo w radzie Centralnego Ośrodka Szkolenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Widocznie wiemy dużo mniej od niego i wszystko wskazuje na to, że prawdy o Amber Gold i o prawdziwym celu utworzenia linii lotniczych OLT Express nie poznamy nigdy.

Samolot OLT ExpressForum

Podziel się

Latem 2016 r. otrzymałem ofertę współpracy od Sejmowej Komisji Śledczej. Miałem na jej rzecz opiniować sprawę Amber Gold przez pryzmat mojej wiedzy o praktyce funkcjonowania współczesnej polskiej przestępczości ekonomicznej, przez co stałem się celem specyficznych ataków, w pewnym momencie wypełniających już znamiona przestępstw. Nieudane poszukiwanie materiałów mogących skompromitować moją osobę zaczęło się we wrześniu, o czym informacje dotarły do mnie z kilku niezależnych źródeł. Wiedziałem, że są planowane szkalujące mnie publikacje prasowe i kto odpowiada za ich przygotowanie. Następnie osoby podające się za funkcjonariuszy ABW zaczęły wywierać presję na ludzi z mojego otoczenia, w tym na moich kontrahentów. Mogę ich wizyty nazwać zastraszaniem (częściowo udanym – kilku moich klientów w obliczu nachodzenia przez służby wycofało się ze współpracy), gdyż nie miały one nic wspólnego ze standardowym wywiadem, którego procedury są mi znane. Zachowuje się w jego trakcie dyskrecję i ustala stan faktyczny, a nie go kreuje i żąda określonej treści „zeznań”.

wp

Posługujący się legitymacjami ABW wprost komunikowali, że oczekują współpracy w postaci negatywnych opinii na mój temat, przy czym wcale nie ukrywali, że nie ma dla nich znaczenia, jaka jest prawda. Choć poinformowałem o tym członków Komisji, nie wyjaśniono przyczyn tych działań, ale uznano je za nieodpowiednie. W tym samym czasie Agencja odmówiła Pawłowi Grabowskiemu z klubu Kukiz’15 wydania poświadczenia bezpieczeństwa, wskutek czego musiał natychmiast zrezygnować z funkcji. Podstawą tego był absurdalny zarzut możliwego zainteresowania posłem przez obcy wywiad. Sęk w tym, że absolutnie każdy istotny polityk (a parlamentarzyści bez wątpienia są ważni) znajduje się w kręgu zainteresowania obcych służb wywiadowczych, trudno też czynić zarzut komukolwiek za to, że ktoś się nim bez jego woli i wiedzy, a do tego tylko hipotetycznie, interesuje. Atmosfera w Sejmie wyraźnie wskazywała na to, że Agencja chce za wszelką cenę w pełni kontrolować to, co dzieje się w Komisji.

W październiku nieoczekiwanie otrzymałem propozycję kontraktu od liderów zorganizowanej grupy przestępczej działającej na Pomorzu, co można uznać za formę łapówki. Oferowano mi ogromne honoraria za organizację na ich rzecz sieci spółek kapitałowych. Jak usłyszałem, moje usługi polecać miał nieznany mi oficer jednej ze służb. W toku weryfikacji sprawy uzyskałem informację, że osoby te znajdują się już w kręgu zainteresowania organów ścigania. Zarzuty postawiono im w styczniu, choć jak się wtedy dowiedziałem, ich zatrzymanie miało być możliwe kilka miesięcy wcześniej, gdyż od dawna rzekomo pozwalał na to zgromadzony, jednoznaczny materiał dowodowy. Dlaczego zatem wtedy do aresztowania nie doszło? Czy oczekiwano na moment, w którym przyjmę propozycję kontraktu i stąd „polecenie” mojej osoby już „wycelowanym” gangsterom? To by ośmieszyło Komisję Śledczą oraz Prawo i Sprawiedliwość – ekspert ds. przestępczości gospodarczej mający pomóc wyjaśnić oszustwa Amber Gold pracujący dla tzw. mafii… Pechowo dla organizatorów prowokacji postąpiłem tak jak zawsze w takich przypadkach, czyli wyciszyłem kontakt, a dodatkowo niezwłocznie poinformowałem o tym zdarzeniu posłów, którymi jednak przekazane przeze mnie informacje niespecjalnie wstrząsnęły. Z uwagi na ciężar gatunkowy sprawy umiarkowane zainteresowanie było dla mnie sporym zaskoczeniem, ale kolejne dni upewniły mnie, że jest to zupełną normą. Ogólnie, nie należy przejmować się niczym…

PAP

Podziel się

Wielką beztroską wykazała się przewodnicząca Komisji – Małgorzata Wassermann. Zupełnie zignorowała moją skargę dot. posła, który ujawniał osobom postronnym prawem chronione informacje na mój temat, w tym moje dane teleadresowe, co zważywszy na okoliczności badanej sprawy narażało bezpośrednio mnie i moją rodzinę na niebezpieczeństwo. Osoba ta powinna zostać pozbawiona dostępu do informacji niejawnych, a tym samym utracić możliwość zasiadania w Komisji. Nadmienić należy, że pozostawaliśmy co do zasady zgodni, że na wolności pozostaje zdecydowana większość osób zamieszanych w tę aferę, a są w tym gronie chociażby członkowie trójmiejskiego półświatka przestępczego, bagatelizowanie więc kwestii bezpieczeństwa było mocno nie na miejscu.

wp

Ten kolejny dowód braku zrozumienia przez członków Komisji powagi sytuacji przeważył o mojej decyzji o natychmiastowej rezygnacji z funkcji eksperta Biura Analiz Sejmowych skierowanego do Sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold. Powodem niepodejmowania interwencji w sprawie przecieku było, jak zrozumiałem, dobre tło medialne dla Pani Przewodniczącej, której utarczki słowne z rzeczonym posłem często trafiały na czołówki opiniotwórczych dzienników telewizyjnych… Później w rozmowach z dziennikarzami Małgorzata Wassermann twierdziła, że w sumie widziała mnie tylko jeden raz (nieprawda), więc nie wie, kim jestem i jakie miałem kompetencje, by doradzać Komisji. Nie świadczy to o niej zbyt dobrze, skoro wcześniej głosowała za tym, aby z pieniędzy podatników wypłacić mi prawie ćwierć miliona zł wynagrodzenia za świadczenie jej stałych usług doradczych…

Komisja wydawała się funkcjonować w oderwaniu od pozapolitycznej rzeczywistości i trudno nie nazwać pewnej rzeczy po imieniu: niektóre osoby zaproszone do udziału w wyjaśnieniu afery wystawiła na „odstrzał”. Przejawiała zainteresowanie jedynie przesłuchiwaniem świadków, bagatelizowała powagę sytuacji i nie wykazała żadnej lojalności względem poproszonych o pomoc osób. W normalnym kraju informacje o próbie potencjalnego przekupienia i wikłania w przestępstwo specjalisty dopuszczonego do newralgicznych prac parlamentu musiałyby skutkować dogłębnym wyjaśnianiem sprawy. Nic takiego nie miało jednak miejsca.

Lista świadków komisji śledczej ds. Amber Gold:

Lista świadków komisji śledczej ds. Amber Gold

00:35 / 02:21

 

Lista świadków komisji śledczej ds. Amber Gold

 

 

wp

Wiadomość o karygodnych, wręcz przestępczych działaniach funkcjonariuszy ABW również nie spotkała się z żadnymi realnymi konsekwencjami. W późniejszym czasie, już po złożeniu rezygnacji z udziału w pracach Komisji, otrzymałem od Zastępcy Pełnomocnika ds. ochrony informacji niejawnych w Kancelarii Sejmu oficjalną pisemną wiadomość, że Agencja nie podejmowała żadnych działań związanych z moją osobą… Nadal jednak nikt nie uznał za podejrzaną sytuacji, w której osoby podszywające się pod funkcjonariuszy tej formacji lub też funkcjonariusze poza „godzinami pracy” wywierali naciski na otoczenie eksperta Sejmowej Komisji Śledczej. Kilka lat temu minister Zbigniew Ziobro zniszczył Leszka Millera za podobny brak dociekliwości w sprawie działalności Lwa Rywina.

Powołany przez premier Beatę Szydło nowy szef ABW – Piotr Pogonowski – miał wprowadzić daleko idące zmiany w kadrach, filozofii i jakości działania tej służby, lecz pomimo oczekiwań pułkownicy B., L. i S., biorący przed laty udział w wyjaśnianiu afery Amber Gold, stali się jego zaufanymi współpracownikami. W instytucji newralgicznej dla bezpieczeństwa państwa nie zmieniło się nic, chyba że za zmianę uznać faktyczne awanse starej kadry, niezdolnej dawniej do odporu zorganizowanej przestępczości ekonomicznej. Powodem tej stagnacji jest, identycznie jak miało to miejsce w przypadku gdańskiej delegatury ABW, zupełny brak kwalifikacji Pogonowskiego do objęcia tak ważnej funkcji. Nigdy nie był on w żaden sposób związany z ABW i nigdy nie pełnił służby w tego typu formacji, nie zna też realiów gier operacyjnych. Jeśli więc faktyczną kontrolę nad merytorycznymi aspektami działalności tej służby specjalnej zachowały poprzednie kadry odpowiadające za ignorowanie skandalu z Amber Gold, to nietrudno połączyć tę sytuację z nadzwyczajnymi wydarzeniami w tle Komisji Śledczej.

Piotr Pogonowski, szef ABWEast News

Podziel się

W tym stanie faktycznym łatwo przewidzieć przyszłe wydarzenia. Doniesienia prasowe o niszczeniu akt sprawy Amber Gold obciążających oficerów ABW uznać należy za w pełni wiarygodne, co jednocześnie zupełnie pozbawia wiarygodności dokumentację przekazaną prokuraturze, sądom i Sejmowej Komisji Śledczej. Została ona najpewniej uzupełniona innymi dokumentami zrzucającymi odpowiedzialność na osoby celowo uwikłane w proceder, np. na Donalda Tuska. Były premier ponosi w tym przypadku oczywiście odpowiedzialność polityczną (czyli prestiżową, a nie karną) za nieodpowiedni dobór kadr kierowniczych urzędów dopuszczających do prowadzenia tak agresywnej działalności parabankowej, ale na tym jego udział w sprawie się kończy.

Próba uwikłania jego syna – Michała Tuska – w sprawę wiązała się najpewniej z rozgrywkami o władzę w samej Platformie Obywatelskiej. Nie jest tajemnicą, że usunięte później przez ówczesnego premiera szefostwo ABW było zdecydowanie bliższe liderowi wewnątrzpartyjnej opozycji – Grzegorzowi Schetynie, a samo nagłośnienie afery jest wiązane z wpływami również skonfliktowanego wtedy z Donaldem Tuskiem szefa PSL-u – chwilę później również wykluczonego z rządu wicepremiera Waldemara Pawlaka. Rzeczywistych organizatorów i beneficjentów Amber Gold szukać należy więc zupełnie gdzie indziej.

Małgorzata Wassermann naiwnie opierając się na niewiarygodnych aktach sprawy i pomówieniach kieruje prace Komisji Śledczej w tę ślepą uliczkę, z której drogi powrotnej już nie będzie. Ośmieszenie głównego politycznego konkurenta Prawa i Sprawiedliwości nie powiedzie się (nieudolnością wręcz wzmocni wizerunek Donalda Tuska), a powrót do rzetelnego i drobiazgowego śledztwa stanie się niemożliwy. W ferworze politycznej walki zabraknie miejsca na racjonalną, a nie emocjonalną ocenę materiału dowodowego i odsianie ziarna od plew w toku przesłuchań świadków. Zyskają na tym osoby stojące za aferą, a stracą wszystkie ofiary oszustów. Była to prosta gra kontrwywiadowcza, która jednak przerosła posłów oddelegowanych do wyjaśnienia sprawy. Niewykonalne okazało się też zadanie oczyszczenia służby specjalnej newralgicznej dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej. W ABW nadal ogon macha psem, a nie na odwrót. Niestety zmiana władzy nie przyniosła rozliczenia wielu dawnych afer. Nadal mało kogo obchodzą fakty i rzetelne śledztwa gospodarcze, a liczą się głównie igrzyska dla wyborców.

Kazimierz Turalińskipolski dziennikarz śledczy, politolog, ekonomista, specjalista ds. windykacji i bezpieczeństwa gospodarczego. Autor książek o przestępczości zorganizowanej i służbach specjalnych. W 2016 roku pełnił funkcję eksperta Biura Analiz Sejmowych skierowanego do obsługi Sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold. Odpowiadał m.in. za analizę kryminalną tej sprawy.

Poglądy autorów felietonów, komentarzy i artykułów publicystycznych publikowanych na łamach WP Opinii nie są tożsame z poglądami Wirtualnej Polski. Serwis Opinie opiera się na oryginalnych treściach publicystycznych pisanych przez autorów zewnętrznych oraz dziennikarzy WP i nie należy traktować ich jako wyrazu linii programowej całej Wirtualnej Polski.

WP Opinie

Szczegółowe kontrole na zewnętrznych granicach UE


Znalezione obrazy dla zapytania szczegółowe kontrole graniczne

 

 

OnetPodróże

 

PAP

wczoraj 08:31

Od 7 kwietnia zmiany w zasadach przekraczania zewnętrznych granic UE

Od 7 kwietnia wszystkie osoby przekraczające zewnętrzne granice UE będą podlegać szczegółowej odprawie. Zaostrzenie przez Komisję Europejską przepisów może wydłużyć odprawę – poinformowała we wtorek PAP Straż Graniczna.

 

PaszportPaszportFoto: NwOSG

 

Przepisy dotyczące zasad przekraczania granic zewnętrznych zaostrzyły Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej.

Ślady kosmicznej katastrofy

    Zobacz więcej

    „Zmiana regulacji nakłada na wszystkie państwa członkowskie obowiązek dokładnego sprawdzania każdej osoby, która wjeżdża na terytorium strefy Schengen lub je opuszcza. Nowelizacja Kodeksu Granicznego Schengen jest reakcją Unii Europejskiej na utrzymujące się w Europie zagrożenie terrorystyczne” – powiedziała rzeczniczka komendanta głównego SG ppor. Agnieszka Golias.

    Jak przypomniała, obecnie mieszkańcy państw UE, korzystając z prawa do swobodnego przemieszczania się, podlegają tzw. odprawie minimalnej. „Od 7 kwietnia każda osoba przekraczająca granicę zewnętrzną we wszystkich przejściach granicznych, zarówno drogowych, morskich, jak i w portach lotniczych, będzie poddawana szczegółowej odprawie” – powiedziała Golias.

    Odprawa graniczna może się wydłużyćOdprawa graniczna może się wydłużyćFoto: Shutterstock

    Podkreśliła, że zaostrzenie przepisów będzie miało wpływ na czas trwania odprawy granicznej i może ją wydłużyć. Zapewniła jednak, że polska Straż Graniczna podjęła działania, które mają zminimalizować negatywne skutki.

    Klasztor na środku jeziora

      Zobacz więcej

      Jak poinformowała, na podstawie m.in. analiz dotyczących natężenia ruchu granicznego, w razie potrzeby będą uruchamiane dodatkowe stanowiska odpraw, a w przypadkach szczególnych również mobilne.

      „Sytuacja będzie na bieżąco monitorowana i odpowiednie kroki będą podejmowane stosownie do poziomu natężenia ruchu granicznego i występującego wydłużenia czasu oczekiwania podróżnych na odprawę. Dołożymy wszelkich starań, aby kontrola przebiegała sprawnie i bez zakłóceń” – powiedziała rzeczniczka SG.

      Uszlachetniali olej i za to bekną


       

      Podobny obraz

       

      Onet

      dzisiaj 06:50

      „Przekręt” na 26 mln zł. Przerabiali olej i wyłudzali podatki

      Piotr Halicki Dziennikarz Onetu

      Sprowadzali z Niemiec i Belgii olej smarowy, który miał trafić na Łotwę. W rzeczywistości był przetwarzany i sprzedawany w Polsce jako napędowy. Funkcjonariusze CBŚP rozbili grupę przestępców, którzy w ten sposób wyłudzali nieodprowadzone podatki. Skarb Państwa stracił na tym istną fortunę.

       

      Funkcjonariusze CBŚP zatrzymali trzech mężczyznFoto: materiały CBŚP / PolicjaFunkcjonariusze CBŚP zatrzymali trzech mężczyzn

      Gang rozpracowali funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji z Zielonej Góry, we współpracy z przedstawicielami Krajowej Administracji Skarbowej. Ustalili, że w województwie zachodniopomorskim działała zorganizowana grupa przestępcza, zajmując się wyłudzeniami podatkowymi na obrocie olejem smarowym. Jej członkowie prowadzili proceder od lutego 2015 roku do lutego 2016 r.

       

      – Sprowadzali olej smarowy z Niemiec i Belgii. Według dokumentów miał trafiać na Łotwę, a Polska miała być tylko krajem tranzytowym. Funkcjonariusze ustalili jednak, że pozostawał w naszym kraju, a w jednej z wsi w zachodniopomorskim był uszlachetniany i potem sprzedawany jako napędowy – poinformowała Onet komisarz Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka CBŚP.

      – Przestępcy utworzyli kilkanaście firm, w tym poza granicami Polski, które były wykorzystywane do kupna, sprowadzania, transportowania i sprzedaży finalnego produktu. Funkcjonariusze ustalili, że z tytułu nieodprowadzonych podatków, akcyzowego, opłaty paliwowej i VAT, Skarb Państwa stracił 26 mln zł – wylicza Agnieszka Hamelusz.

      Policjanci namierzyli członków szajki. Wspólnie z funkcjonariuszami urzędów celno-skarbowych z Zielonej Góry i Szczecina zatrzymali w Kołobrzegu i Trzebiatowie trzech mężczyzn, w tym organizatora procederu. W prokuraturze sprawcy usłyszeli zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Odpowiedzą też za przestępstwa karno-skarbowe. Lider gangu może trafić za kraty na 10 lat.

      To kontynuacja większej akcji policji. Do tej pory w sprawie, która wciąż jest rozwojowa, występuje 13 podejrzanych, którym przedstawiono 30 zarzutów, w tym również „prania pieniędzy”. Sześć osób zostało tymczasowo aresztowanych. Funkcjonariusze zabezpieczyli mienie warte 3,3 mln zł.

       

       

      (JaS)

       

      Onet Szczecin

      Źródło: Onet

      UE dławi polską gospodarkę opartą na węglu


      Znalezione obrazy dla zapytania UE dławi polski węgiel

       

      OnetWiadomości

       

      PAP

      dzisiaj 09:38

      Źródło PAP: Polska zaskarżyła unijną dyrektywę o jakości powietrza

      Skarga została złożona do Trybunału Sprawiedliwości UE. Dotyczy unijnej dyrektywy, która ustanawia nowe limity głównych źródeł zanieczyszczeń powietrza dla państw UE – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa ze źródeł dyplomatycznych w Brukseli.

       

      Skarga przygotowana została przez resort środowiska - na zdjęciu minister Jan SzyszkoFoto: Rafał Guz / PAPSkarga przygotowana została przez resort środowiska – na zdjęciu minister Jan Szyszko

      Według rozmówcy PAP z polskich kręgów dyplomatycznych nasz rząd kwestionuje zarówno sposób procedowania nad tymi przepisami, jak i rozłożenie obciążeń pomiędzy poszczególne państwa członkowskie. Nowe limity miałyby bowiem kosztować całą UE około 2 mld euro rocznie od 2020 roku, tymczasem na nasz kraj przypadałaby aż jedna czwarta tej kwoty, czyli około 500 mln euro. Chodzi o nowelizację dyrektywy o krajowych pułapach zanieczyszczeń (NEC), nad którą prace zakończyły się pod koniec 2016 roku.

      Nowe przepisy mają zredukować emisję szkodliwych substancji z przemysłu, ruchu drogowego, elektrowni i rolnictwa. Krajowe zobowiązania do emisji mają dotyczyć okresu po 2020 roku, ale ustalono też cele na okres od 2030 roku. – Skarżymy te przepisy, bo podczas ich uchwalania nie zostały dotrzymane zasady lojalnej współpracy, transparentności i proporcjonalności – powiedział PAP proszący o zachowanie anonimowości polski dyplomata.

      Znaczne różnice w ponoszeniu kosztów nowych przepisów

      Z analizy wpływu – przygotowanej przez Komisję Europejską jeszcze przed uchwaleniem tych przepisów – wynikało, że roczny koszt dyrektywy na statystycznego Polaka miałby wynosić około 15 euro, tymczasem np. przeciętny Holender ponosiłby koszty w wysokości około 1,3 euro rocznie. Wyższe koszty dla Polski wynikają z zapóźnienia naszej gospodarki i złej jakości powietrza w naszym kraju.

       

      Polskie władze kwestionują nie tylko nierówne rozłożenie obciążeń w nowych przepisach, ale też sposób ich uchwalania. Chodzi o to, że prezydencja, wypracowując obciążenia dla każdego z krajów unijnych, nie przeprowadziła konsultacji z Polską. W podobnej sytuacji znalazły się też Węgry i Rumunia. Z pozostałymi państwami członkowskimi były negocjacje bilateralne.

      Przepisy dyrektywy NEC zawierają zobowiązania krajów do ograniczenia emisji dwutlenku siarki (SO2) tlenków azotu (NOx), niemetanowych lotnych związków organicznych (NMVOC), amoniaku i drobnych cząstek stałych (o średnicy mniejszej niż 2,5 mikrometra).

      Dzięki nowym zobowiązaniom do 2030 roku liczba zgonów spowodowanych przez nieodpowiednią jakość powietrza ma zostać zmniejszona o połowę. Problem jednak w tym, że dla całej UE ustalono średni cel w tym zakresie na poziomie 49,6 proc., natomiast dla Polski około 50 proc. To również jest kwestionowane przez nasz rząd w skardze. Ta z pozoru nieduża różnica może się przełożyć na bardzo wysokie koszty, które ponosiłoby nie tylko państwo, ale też gospodarstwa domowe, zwłaszcza te biedniejsze. Problematyczne jest też to, że nie przewidziano mechanizmu kompensacji tych kosztów.

      Od 2030 roku limity emisji szkodliwych związków mają być niższe niż te ustalone na lata 2020-2029. Osiągnięte na początku roku porozumienie między państwami członkowskimi UE i Parlamentem Europejskim w tej sprawie przewiduje, że limity emisji na okres od 2020 do 2029 roku dla państw unijnych będą identyczne, jak te ze znowelizowanego w 2012 roku protokołu z Goeteborga, obejmującego ponad 51 państw ONZ.

      Oznacza to, że nasz kraj będzie musiał w tym okresie zredukować emisję dwutlenku siarki o 59 proc. w porównaniu z 2005 rokiem, tak jak chciała KE. Po 2030 roku redukcja ma wynosić 70 proc. Substancje te są wyrzucane do atmosfery m.in. przez elektrownie, elektrociepłownie i fabryki, które by dostosować się do nowych norm, będą musiały zainwestować.

      Nowe regulacje wprowadzą też ograniczenia emisji pyłów (niemetanowych lotnych związków organicznych). Zgodnie z propozycją KE zatwierdzoną przez negocjatorów z PE i państw członkowskich od 2020 do 2029 roku Polska ma zmniejszyć ich emisję o 25 proc. W tym przypadku regulacje dotkną kotłownie i osoby ogrzewające prywatne domy, czyli generalnie cały sektor komunalny.

      Polska, podobnie jak inne państwa członkowskie, ma być również zmuszona do redukcji tlenków azotu, które emitowane są m.in. w sektorze transportowym. Dyrektywa przewiduje też redukcje emisji drobnych cząstek stałych (PM2,5), które przyczyniają się do powstawania smogu, a także amoniaku.

      Stan powietrza w Polsce – 40 tys. przedwczesnych zgonów rocznie

      Według wyliczeń Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska, z powodu tego, czym oddychamy, w Polsce odnotowuje się 40 tys. przedwczesnych zgonów rocznie. To ponad 10-krotnie więcej niż roczna liczba śmiertelnych ofiar wypadków samochodowych w naszym kraju. 97 proc. mieszkańców Polski oddycha powietrzem niespełniającym standardów Światowej Organizacji Zdrowia.

       

       

      W kraju spór o ministra

      Sam szef resortu środowiska spotyka się z krytyką opozycji, która domagała się w marcu odwołania Szyszki. 23 marca w Sejmie odbyła się debata nad wnioskiem PO o wotum nieufności dla ministra środowiska. Platforma krytykowała szefa MŚ m.in. za ustawę dot. wycinki drzew czy sytuację w Puszczy Białowieskiej. Podczas debaty przed gmachem Sejmu leśnicy z Solidarności demonstrowali poparcie dla szefa MŚ. Opozycji ministra odwołać się nie u dało.

      Występująca wówczas w imieniu wnioskodawców Gabriela Lenartowicz (PO) krytykowała szefa resoru środowiska za poselską nowelę ustawy, która od początku roku zliberalizowała przepisy dot. wycinki drzew na prywatnych gruntach. Jej zdaniem, ta ustawa jest niekonstytucyjna, niezgodna z dyrektywami europejskimi i spowodowała „hekatombę drzew w Polsce”. – Dwa miliony drzew zostało barbarzyńsko wykarczowanych, bo takie prawo przyśniło się ministrowi Szyszce (…) Jan Szyszko, pełniąc funkcję ministra środowiska, działa na szkodę obywateli i polskiego środowiska, które winien chronić – mówiła posłanka.

      Lenartowicz negatywnie oceniła też politykę kadrową ministra w podległych mu instytucjach, m.in. Lasach Państwowych i parkach narodowych. Dodała, że zmiany dotknęły też Państwową Radę Ochrony Przyrody. Jak mówiła, usuwani są eksperci i naukowcy, niepodzielający stanowiska ministra i jego „prymitywnych, anachronicznych” poglądów na ochronę przyrody. Posłanka wytykała też „odebranie” Małopolsce pieniędzy na finansowanie walki ze smogiem w ramach unijnego programu LIFE z „jednoczesnym przeznaczeniem 27 mln odszkodowania dla toruńskiej Lux Veritatis” na geotermię toruńską.

      Także szef sejmowej komisji środowiska Stanisław Gawłowski, występujący w imieniu klubu PO, krytykował ministra głównie za dwie kwestie – obowiązujące od nowego roku liberalne przepisy dot. wycinki drzew na prywatnym gruncie oraz sytuację w Puszczy Białowieskiej. Negatywnie ocenił sposób uchwalenia tej ustawy i sugerował, że na jej kształt wpływali lobbyści. Przypomniał, że została ona uchwalona wtedy, kiedy budżet, 16 grudnia, kiedy posiedzenie izby przeniesiono do Sali Kolumnowej.

      Przekonywał też: „Szacuje się, że ok. 1 mld, nawet ponad 1 mld zł stracił budżet państwa i budżety gmin z tego tytułu (wprowadzenia ustawy – red.). W czyim interesie działaliście, jakie są dochody tych, których wartość nieruchomości wzrosła?” – pytał.

      Poparcie wniosku zapowiedziały też kluby Nowoczesnej i PSL. Katarzyna Lubnauer (Nowoczesna) przekonywała, że Szyszko zamiast być ministrem dbającym o środowisko, okazuje się „niszczycielem przyrody, zabójcą zwierząt i rzeźnikiem drzew”. – Jego zaniechania w kwestii smogu czynią go współwinnym chorób i śmierci wielu Polaków. Przyroda ojczysta to dobro, które ma służyć nie tylko nam, ale też naszym dzieciom i kolejnym pokoleniom – mówiła.

      – Ostatnie półtora roku aktywności pana Jana Szyszki w resorcie ochrony środowiska w istocie nie ma wiele wspólnego z tą szlachetną ideą – mówił Piotr Zgorzelski (PSL). Przekonywał, że receptą ministerstwa na poprawę bilansu energetycznego Polski jest rozwój geotermii i biogazowni. „Praktycznie zaniechano wsparcia energetyki obywatelskiej, a zielona energia stała się wrogiem publicznym” – mówił. Oskarżał też Szyszkę, że „prowadzi do zagłady polski model łowiectwa”.

      Beata Szydło broni ministra: opozycja kłamliwie alarmuje

      Ministra bronili natomiast występujący w debacie przedstawiciele PiS, a także premier Beata Szydło. – Dziś kłamliwie alarmujecie, że lasy są zagrożone, a tak naprawdę wiecie, że nowe przepisy dotyczą tylko prywatnych działek i prawa Polaków do decydowania o tym, co dzieje się w ich ogródkach; to „fake news” – mówiła do opozycji.

      Przeciw wnioskowi opowiedział się też opozycyjny klub Kukiz’15. Ministra bronili posłowie: Anna Maria Siarkowska z koła Republikanie oraz Ireneusz Zyska z koła Wolni i Solidarni. Sam Szyszko na zakończenie debaty zaproponował opozycji rozmowy. – Powtarzam prośbę i proponuję, żeby o Puszczy Białowieskiej mówić w Puszczy Białowieskiej w towarzystwie ludzi, którzy tam mieszkają i na bazie danych, które zostały zebrane. (…) Bardzo proszę, żebyście państwo skorzystali, żebyśmy mogli spotkać się w Puszczy Białowieskiej i zobaczyć, w jaki sposób wyglądają siedliska Natury 2000, i w jaki sposób musimy chronić te siedliska zgodnie z prawem Unii Europejskiej – powiedział.

       

       

      (br,ks)

      Onet Wiadomości

      Źródło: PAP

      Data utworzenia: 5 kwietnia 2017 07:48, data ostatniej zmiany: 5 kwietnia 2017 09:38

      Rewolucyjne zmiany dla najmniejszych przedsiębiorców


      Znalezione obrazy dla zapytania zamiatający ulicę

      Przełącz na rozrywkę

      Przełącz na Dziennik

       

      Czysty zysk przez sześć miesięcy. Szykują się rewolucyjne zmiany dla najmniejszych przedsiębiorców

      05.04.2017, 07:21 | Aktualizacja: 05.04.2017, 09:46

       

      Mężczyzna w garniturze na tle biurowca

      Mężczyzna w garniturze na tle biurowca / Shutterstock

      Grzegorz Osiecki

      Marek Chądzyński

      Resort rozwoju szykuje zupełnie nowy system poboru składek od najmniejszych przedsiębiorców. Przez pierwsze pół roku działaliby bez żadnych obciążeń.

      Tak głębokich zmian jeszcze w Polce nie było: w małej działalności gospodarczej, gdzie miesięczny przychód nie przekracza 5 tys. zł, fiskus i ZUS nie zabierałyby ani złotówki przez pierwsze sześć miesięcy od startu firmy. Potem – przez kolejne dwa lata – ZUS pobierałby jedynie składkę na ubezpieczenie społeczne, a jej podstawą miałby być przychód. Stawka wyniesie 22 proc. lub 25 proc. przychodu (rząd jeszcze się ostatecznie nie zdecydował). Po 2,5-rocznym okresie preferencji przedsiębiorca płaciłby składkę zryczałtowaną jak obecnie (czyli ponad 1172 zł miesięcznie) i podatek dochodowy. Firma mogłaby stracić preferencje również wcześniej, jeśli jej miesięczny przychód wzrósłby ponad 5 tys. zł. Choć pojawiają się postulaty, by nowe rozwiązanie było bezterminowe, czyli by małe firmy regulowały jedynie składkę ZUS, a nie podatek (byłyby z niego w ogóle zwolnione).

       

      Pomysł, który resort rozwoju prawdopodobnie przedstawi oficjalnie dzisiaj, może działać w ramach obecnego systemu zakładającego preferencyjne traktowanie startujących firm o małych przychodach lub ten system zastąpić. Dziś przez dwa lata po rozpoczęciu działalności przedsiębiorca płaci składki na ZUS liczone od 30 proc. minimalnej pensji. Razem ze składką zdrowotną preferencyjny ryczałt na ubezpieczenie wynosi w tym roku niecałe 488 zł miesięcznie. Do tego oczywiście musi płacić podatek dochodowy według 18-proc. stawki PIT. Po zakończeniu okresu upustu wchodzi w standardowy ryczałt – czyli 1172 zł składki (podstawą jest 60 proc. miesięcznej przeciętnej pensji), nadal musi również na bieżąco regulować PIT. To newralgiczny moment, bo nowym obciążeniom nie jest w stanie sprostać wiele małych firm, które zmuszone są zakończyć wówczas działalność.

      Plan MR pomyślany jest tak, by przy przychodzie w wysokości 5 tys. zł miesięcznie ogólne obciążenie przedsiębiorcy wynosiło ok. 1000 zł. Dzisiaj przy założeniu, że firmanie ma żadnych kosztów działalności, łączna danina (składka preferencyjna i podatek dochodowy) to suma 1300 zł. Im mniejszy przychód w firmie, tym te różnice są większe.

       

      W Lidlu i Biedronce skasujesz się sam? Dyskonty wolą montować kasy samoobsługowe, niż podnosić pensje kasjerom

       

      Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

      Znana demokratka nie stawi się przed komisją weryfikacyjną d/s reprywatyzacji


      Znalezione obrazy dla zapytania HGW

      TVN Warszawa

      04.04.2017 20:22 „FAKTY PO FAKTACH”

      Hanna Gronkiewicz-Waltz:
      nie stawię się przed komisją

       

      – Nie stawię się przed komisją weryfikacyjną i zaskarżę ją do sądu, jeśli będzie mnie ścigała – powiedziała w „Faktach po Faktach” prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

      Prezydent Andrzej Duda podpisał w piątek ustawę, która przewiduje powołanie komisji weryfikacyjnej do spraw warszawskiej reprywatyzacji. W „Faktach po Faktach” na antenie TVN24 odniosła się do sprawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy.
      – Nie chciałabym wpaść w pychę, ze może dla mnie jest stworzona. Komisja weryfikacyjna jest niekonstytucyjna. Łączy władzę wykonawczą, sądowniczą i wchodzi w kompetencje trójpodziału władzy – stwierdziła Gronkiewicz-Waltz. Przypomniała, ze podobna komisja działała już między 1945 a 1954 rokiem i nazywała się „komisją do walki ze szkodnictwem gospodarczym”. – Ona też miała dość duże uprawnienia, sędziowie też nie byli (jej – red.) członkami. To jest igrzysko – oceniła.

      Zapewniła jednak, że zależy jej na wyjaśnieniu afery reprywatyzacyjnej. – Jest opublikowana biała księga, odpowiadam na wszystkie interpelacje, odpowiadam na wszystkie pytania, także chętnie służę odpowiedzią na każde pytanie i staram się nie ukrywać, nie uciekać – deklarowała.

      Dodała, że przed komisją się nie pojawi. – Zaskarżę ją do sądu, jeśli będzie mnie ścigała – podsumowała.

      „To nie jest precedens”

      InformacjePrezydent podpisał. Będzie komisja weryfikacyjna do spraw reprywatyzacji

      Prezydent podpisał. Będzie komisja weryfikacyjna do spraw reprywatyzacji

      Prezydent Andrzej Duda podpisał w piątek ustawę, która przewiduje powołanie komisji weryfikacyjnej do spraw warszawskiej reprywatyzacji. WIĘCEJ »

      Prezydent Warszawy odpowiadała również na pytania dotyczące obchodów katastrofy smoleńskiej. Stwierdziła, że na placu Zamkowym odbędzie się jedna duża uroczystość, państwowa.

      • Ze względu na przepisy starej ustawy, bo myśmy podjęli decyzję w oparciu o przepisy starej ustawy. Ze względu na to, ze pan wicepremier Gliński napisał do nas, że będzie to uroczystość państwowa, w związku z tym, w tym miejscu, gdzie odbywają się uroczystości państwowe, nie rejestruje się demonstracji – powiedziała Gronkiewicz- Waltz.

      Przypomniała, że to analogiczne sytuacje do przyjazdu byłego prezydenta USA Baracka Obamy, kiedy cały plac Zamkowy był chroniony, czy defilady wojskowej, kiedy organizacja pacyfistyczna chciała protestować w tym samym miejscu. – To nie jest precedens – zastrzegła.

      „Niesmaczna jest dla mnie ta eksploatacja katastrofy”

      Podała, ze w rocznicę katastrofy smoleńskiej, w Warszawie (poza terenem placu Zamkowego) odbędzie się sześć manifestacji.

      O samym przebiegu uroczystości państwowej prezydent Warszawy nie powiedziała dużo. – Nie zostałam zaproszona. Ja tradycyjnie, chodzę zawsze na Cmentarz Powązkowski. Tam jest modlitwa ekumeniczna. Uważam, ze to jest dzień do zadumy i modlitwy. To nie jest moment na działania polityczne – komentowała.

      Gronkiewicz-Waltz odniosła się też do pomysłu ogłoszenia 10 kwietnia świętem narodowym, dniem wolnym od pracy. – Niesmaczna jest dla mnie ta eksploatacja katastrofy, taka żeby to jakoś szczególnie czcić. To nie jest przecież Trzech Króli, gdzie wszyscy się cieszą, ze Trzej Królowie znaleźli dzieciątko w żłobie. To jednak jest żałoba – oceniła.

      kz/pm

      Prowokacja z sarinem w Syrii


      Znalezione obrazy dla zapytania Sarin

      PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

      Atak chemiczny w Syrii. Biały Dom: użyto sarinu. Dziś nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ

      ostatnia aktualizacja:05.04.2017 08:49

      Rząd USA uważa, że we wtorkowym ataku chemicznym w prowincji Idlib na północnym zachodzie Syrii użyto sarinu, czyli gazu paraliżującego system nerwowy, i że „niemal na pewno” było to dzieło sił lojalnych wobec syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada – poinformował Reuters cytując amerykańskie źródło rządowe.

       

      • Bruksela: konferencja na temat Syrii. Relacja Beaty Płomeckiej (IAR)

      Według różnych szacunków we wtorkowym ataku chemicznym zginęło od 58 do co najmniej 100 osób

      Według różnych szacunków we wtorkowym ataku chemicznym zginęło od 58 do co najmniej 100 osóbFoto: PAP/EPA/MOHAMMED BADRA

      Już wcześniej administracja USA wyraziła opinię, że czyn ten był „naganny i nie może zostać zignorowany przez cywilizowany świat”.

      • Bestialskie działania reżimu Baszara el-Asada są konsekwencją słabości i niezdecydowania poprzedniej administracji – powiedział na konferencji prasowej rzecznik Białego Domu Sean Spicer.

      „Czerwona linia”

      • Prezydent (Barack) Obama mówił w 2012 roku, że wyznaczy „czerwoną linię” przeciwko użyciu broni chemicznej, aby następnie nic nie zrobić – dodał. Jednocześnie odmówił udzielenia odpowiedzi na pytanie, co nowa administracja zrobi w związku z doniesieniami o nowym ataku z wykorzystaniem broni masowego rażenia. Poinformował, że na ten temat prezydent Donald Trump rozmawiał ze swoimi doradcami ds. bezpieczeństwa narodowego.

      Spicer powtórzył jednocześnie pogląd Trumpa, według którego Waszyngton koncentruje się na pokonaniu Państwa Islamskiego (IS) w Syrii, a nie na usunięciu Asada od władzy.

      W 2012 roku Obama mówiąc o „czerwonej linii” ostrzegał władze w Damaszku, że jakiekolwiek użycie broni chemicznej pociągnie za sobą poważne konsekwencje. Jednak rok później nie zrealizował tych gróźb mimo potwierdzenia, że w Syrii doszło do kolejnego ataku z wykorzystaniem bojowych środków trujących – przypomina agencja Reutera. 

      Dzieci wśród ofiar

      Do ataku doszło krótko po 6.00 rano, gdy większość mieszkańców miasta Khan Szejkhun jeszcze spała. Część z nich usłyszała wybuchy. Większość zaczęła się dusić, wymiotować i mdleć. Zginęły 72 osoby. Taki jest nowy bilans ataku, podany przez niezależne Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Wśród zabitych ma być 17 kobiet i 20 dzieci.

      Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, liczba zabitych może być wyższa, gdyż wiele osób uważa się za zaginione.

      Kilka godzin później ostrzelano rakietami szpital, w którym zajmowano się rannymi. Zdjęcia zabitych oraz rannych natychmiast pojawiły się w internecie.

      STORYFUL/x-news

      Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że ataku na miejscowość Chan Szajchun w kontrolowanej przez syryjskich rebeliantów prowincji (muhafazie) Idlib najprawdopodobniej dokonały syryjskie lub rosyjskie samoloty.

      Syryjska armia i Rosja zaprzeczyły, jakoby miały dokonać ataku.

      To prawdopodobnie najbardziej krwawy atak w Syrii z użyciem broni chemicznej od ponad trzech lat. Na dziś zwołano nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ w tej sprawie.

      Atak potępili światowi przywódcy, przedstawiciele międzynarodowych organizacji i Unii Europejskiej. – Użycie broni chemicznej to najgorsza zbrodnia wojenna – mówiła szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini.

      O pomocy dla Syrii, gdzie od ponad sześciu lat trwa wojna, mają rozmawiać w Brukseli premierzy, ministrowie i ambasadorowie z 70 krajów świata. – Za każdym razem, kiedy międzynarodowa społeczność stara się działać wspólnie, ktoś próbuje zrujnować nadzieję, siejąc przerażenie – powiedział specjalny wysłannik ONZ do spraw Syrii Staffan de Mistura.

      Polskę na konferencji reprezentuje minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. – Będę deklarował dalszą pomoc, również wkład finansowy – mówił wcześniej w Brukseli szef polskiej dyplomacji.

      Organizacja Narodów Zjednoczonych zaapelowała do świata o zebranie w tym roku 8 miliardów dolarów na jeden z najgorszych kryzysów humanitarnych.

      Ponad 6 lat wojny

      Prowincja Idlib to jeden z ostatnich rejonów Syrii opanowanych przez umiarkowanych rebeliantów, którzy sprzymierzyli się z częścią islamistów.

      ONZ już w przeszłości oskarżała syryjskie władze, że wbrew obietnicom z 2013 roku nie pozbyły się całego arsenału broni chemicznej. Narody Zjednoczone twierdzą, że władze w Damaszku od 2014 roku co najmniej trzykrotnie użyły takiej właśnie broni.

      Wojna domowa w Syrii trwa ponad sześć lat. Ocenia się, że konflikt kosztował życie co najmniej 310 tysięcy osób, a ponad 11 milionów Syryjczyków opuściło swoje domy. Ponad 5 milionów schroniło się w sąsiadujących z Syrią krajach – w Libanie, Jordanii i Turcji.

      kh

      KRLD strzela rakietami balistycznymi na chwałę głosicieli pokoju


       

      Znalezione obrazy dla zapytania Rakiety balistyczne KRLD

       

      Wyborcza.pl

      Środa05.04.2017

       

      Korea Północna wystrzeliła rakietę balistyczną

      PAP

      05 kwietnia 2017 | 07:24

      Program telewizyjny informujący o wystrzelenie przez Koreę Północną pocisku balistycznego, Seul, 5 kwietnia 2017.2 ZDJĘCIA

      Program telewizyjny informujący o wystrzelenie przez Koreę Północną pocisku balistycznego, Seul, 5 kwietnia 2017.(Lee Jin-man (AP Photo/Lee Jin-man))

      • 0

      Korea Północna w środę rano czasu lokalnego wystrzeliła w morze ze wschodniej części kraju pocisk balistyczny – poinformowało południowokoreańskie Kolegium Połączonych Szefów Sztabów. Działania Pjongjangu skrytykowały Japonia i Korea Południowa.

      Według południowokoreańskiego sztabu generalnego pocisk, który wystrzelono na wysokości miasta portowego Sinpo na…

      Zasłużeni solidarnościowi mundurowi mogą pokajać się i złożyć antykomunistyczną samokrytykę


      Znalezione obrazy dla zapytania antykomunistyczna samokrytyka

       

       

       

      OnetWiadomości

       

      Onet

      wczoraj 20:26

      Chaos wokół kluczowej ustawy Błaszczaka. Czarnecki: te przepisy są kuriozalne

      Mateusz BaczyńskiDziennikarz i Redaktor Prowadzący Onet Wiadomości

      MSWiA daje możliwość funkcjonariuszom służącym w III RP ubiegania się o „ułaskawienie” od ustawy dezubekizacyjnej. Problem w tym, że przepisy są niejasne, a sam resort ma kłopot z ich interpretacją. – To jest kuriozalne, żeby tak nie doprecyzować przepisów – mówi w rozmowie z Onetem Zdzisław Czarnecki, prezydent Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP.

       

      Szef MSWiA Mariusz BłaszczakFoto: Fot. Jacek Marczewski / Agencja GazetaSzef MSWiA Mariusz Błaszczak

      • „To będzie tylko jedna wielka manipulacja i zwykła uznaniowość. Dwóch funkcjonariuszy będzie miało podobny przebieg służby, a jednemu przyzna się to prawo, a innemu nie” – mówi Antoni Duda, prezes Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych
      • Eksperci twierdzą też, że MSWiA będzie miało problem z badaniem przebiegu służby funkcjonariuszy pracujących po 1990 roku. Mariusz Błaszczak nie będzie miał bowiem wglądu do tajnych dokumentów dotyczących np. pracy agentów wywiadu
      • MSWiA zapewnia, że szczegółowo zlustruje każdego funkcjonariusza, który złoży wniosek o „ułaskawienie”. Nie precyzuje jednak przepisów i nie wskazuje, kto dokładnie taką weryfikacją będzie się zajmował

      Uchwalona w grudniu 2016 r. tzw. ustawa dezubekizacyjna przewiduje obniżenie świadczeń funkcjonariuszom do średniej ZUS (1700 zł na rękę), a niektórym nawet do minimum (730 zł). Chodzi o każdego, kto choć jeden dzień pracował w SB lub innych organach represji PRL (bez względu na to, jak długo taki funkcjonariusz służył potem w III RP).

       

      Według szacunków MSWiA, obniżonych zostanie ponad 18 tys. emerytur policyjnych, ponad 4 tys. policyjnych rentinwalidzkich i ponad 9 tys. rent rodzinnych. Informacje o przebiegu służby funkcjonariuszy będzie sprawdzać Instytut Pamięci Narodowej, który informował, że dotyczy to ponad 240 tys. osób.

      Od miesięcy słychać jednak głosy oburzenia w związku z tą ustawą m.in. dlatego, że będzie ona dotykać wielu funkcjonariuszy, którzy zasłużyli się w III RP. Za sztandarowe przykłady podaje się tu takie osoby jak gen. Gromosław Czempiński (były szef Urzędu Ochrony Państwa), Wojciech Majer (były dyrektor Biura Operacji Antyterrorystycznych), Grażyna Biskupska (pierwsza kobieta na stanowisku szefa wydziału zwalczania terroru kryminalnego warszawskiej policji) czy policjantów rannych w głośnej strzelaninie w Magdalence (poważne obrażenia odniosło tam aż 17 funkcjonariuszy).

      Zapewne z tego powodu resort zdecydował się stworzyć pewną „furtkę” w ustawie. Artykuł 8a mówi o tym, że szef MSWiA może odstąpić od stosowania ustawy wobec osób pełniących „krótkotrwałą służbę przed dniem 31 lipca 1990 r.” oraz „rzetelnie wykonujących swoje zadania i obowiązki po dniu 12 września 1989 r., w szczególności z narażeniem zdrowia i życia”. Te niejasne przepisy budzą jednak wiele kontrowersji.

      Ludzie Błaszczaka będą kontrolować służby. Gen. Rapacki: to absurd

        Zobacz więcej

        – To jest kuriozalne, żeby tak nie doprecyzować przepisów. Co to znaczy krótkotrwała służba? Tydzień? Dwa? Pięć lat? – oburza się Zdzisław Czarnecki z Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP. – Kolejne niejasne pojęcie to służba „z narażeniem zdrowia i życia”. Pracowałem w wydziale do walki z przestępczością zorganizowaną i wiem, że 99 proc. funkcjonariuszy pracowało z narażeniem życia i zdrowia – dodaje.

        – Jak mawia przysłowie – łaska pańska na pstrym koniu jeździ. W związku z tym, to jest absolutnie nie do przyjęcia. To będzie tylko jedna wielka manipulacja i zwykła uznaniowość. Dwóch funkcjonariuszy będzie miało podobny przebieg służby, a jednemu przyzna się to prawo, a innemu nie – argumentuje z kolei Antoni Duda, prezes Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych.

        MSWiA: będziemy szczegółowo analizować przebieg służby każdego funkcjonariusza

        Wysłaliśmy w tej sprawie pytania do MSWiA. Odpowiedzi nie rozwiewają jednak wszystkich wątpliwości.

        „Ocena w zakresie »krótkotrwałej służby« i »rzetelnego wykonywania zadań i obowiązków« będzie dokonywana przy wzięciu pod uwagę całokształtu służby i zebranych dowodów. Analiza dokumentów będzie obejmowała zarówno ocenę osiągnięć w służbie, w tym otrzymywanych orderów, odznaczeń, awansów, wyróżnień, nagród, a także opinii i ocen pełnionej służby, jak również uwzględni ewentualne naruszenia dyscypliny, kary dyscyplinarne czy wyroki sądów” – czytamy w odpowiedzi nadesłanej nam przez ministerstwo.

        „Analiza »narażenia zdrowia i życia« obejmowała będzie zarówno odniesione rany, nabyte kontuzje i choroby, ale także udokumentowane sytuacje w trakcie służby, które wiązały się z narażeniem zdrowia i życia, ale wykraczającym poza zwykłe narażenie wynikające z samego pełnienia służby w danej formacji, w tym służby z bronią i w trudnych warunkach” – tłumaczy resort.

        Nie udało nam się jednak uzyskać odpowiedzi na pytanie, kto dokładnie będzie weryfikował i analizował te wnioski, jak również ilu funkcjonariuszy zwróciło się już z taką prośbą do MSWiA. Trudno też wywnioskować z powyższych odpowiedzi, co resort uzna za „krótkotrwałą” służbę w PRL.

        Co ciekawe, na podobne pytania ze strony Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP, ministerstwo odpowiedziało, że szczegóły dotyczące tego zapisu, zostaną przedstawione w czerwcu. Może to świadczyć o tym, że MSWiA samo ma problem z jego interpretacją.

        Oficer CBŚP zdradza kulisy działalności gangów wyłudzających VAT

          Zobacz więcej

          – Nie ma w tej chwili żadnych procedur związanych z artykułem 8a, nie została też wydzielona żadna komórka w ministerstwie, która miałaby się zająć tymi wnioskami. To jest taki zapis sobie a muzom – mówi Antoni Duda. – My uważamy, że powinien zostać powołany niezależny zespół, który będzie oceniał te wnioski w sposób rzetelny. Ale przecież nie będziemy poprawiać za nich przepisów, które oni sami uchwalili – dodaje Czarnecki.

          Błaszczak nie będzie miał dostępu do wszystkich dokumentów?

          Wątpliwości wokół artykułu 8a jest jednak więcej. Prawnicy Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP zwracają uwagę, że nie przewidziano, jak MSWiA ma badać przebieg służby funkcjonariuszy po 1990 roku. Minister chcąc wydać decyzję, będzie musiało bowiem zapoznać się z dokumentacją, która jest objęta ochroną i do której dostępu minister nie ma, ponieważ ustawa mu takiego uprawnienia nie nadaje.

          Chodzi na przykład o pracowników wywiadu, którzy pozyskiwali i prowadzili informatorów za granicą, np. w placówkach dyplomatycznych albo w tajnych operacjach w ramach misji zagranicznych NATO. Chcąc skorzystać z artykułu 8a, musieliby oni przedstawić zeznania swoich przełożonych, tajnych współpracowników i dokumentację z operacji specjalnych. A szef MSWiA nie ma prawa wglądu do takich informacji.

          „Można wyobrazić sobie sytuację, że funkcjonariusz pracujący w SB, a następnie w Urzędzie Ochrony Państwa lub Agencji Wywiadu będzie domagał się uznania go za uprawnionego do skorzystania z »dobrodziejstwa« art. 8a na podstawie dokumentów świadczących o tym, że pozyskał do tajnej współpracy na rzecz RP jakiegoś wysokiego urzędnika Federacji Rosyjskiej. Tego typu dokumenty, które mogłyby świadczyć o wykonywaniu rzetelnie obowiązków przez funkcjonariusza, mogą stawiać w kłopotliwej sytuacji Polskę, nasze zobowiązania sojusznicze lub też relacje z innymi państwami” – argumentują w swojej analizie prawnej przedstawiciele federacji.

          – Ten artykuł 8a miał pokazać dobrą twarz tej władzy. Ale on musi zostać precyzyjnie sformułowany, bo inaczej wygląda jak przepis przygotowany dla „swoich”, czyli tylko dla tych funkcjonariuszy, którym jest po drodze z obecną władzą – mówi Zdzisław Czarnecki. – W tym momencie wygląda to jak pusty zapis, który będzie rozpatrywany w „Koszalinie”, czyli w koszu – konkluduje Antoni Duda.

          (mb)

           

          Polub Onet Wiadomości

          Źródło: Onet

          Dla Rzeplińskiego sitko do cedzenia wody zamiast mikrofonu


          Znalezione obrazy dla zapytania Sitko do cedzenia wody

           

           

          TVN24

          Radny zabrał mikrofon przed przemówieniem Rzeplińskiego. „Jest pan tutaj persona non grata”

          04 kwietnia 2017

          Najpierw poprzez głosowanie, a potem bardziej bezpośrednio – poprzez odebranie mikrofonu. Tak samorządowcy Prawa i Sprawiedliwości walczyli o to, żeby prof. Andrzej Rzepliński, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, nie zabrał głosu podczas uroczystej sesji Sejmiku Województwa Łódzkiego. Rzepliński był zaproszony na uroczyste obrady z okazji 20-lecia Konstytucji RP. Kiedy przewodniczący sejmiku Marek Mazur (PSL) wyczytał nazwisko byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, na scenę wyszedł też radny Prawa i Sprawiedliwości Michał Król. Andrzej Rzepliński ostro punktuje Julię Przyłębską. „Brak poziomu i kultury osobistej” Działanie… czytaj dalej » Po chwili przy mównicy stały trzy osoby: Mazur (ciągle przy mikrofonie), Król (domagał się dojścia do głosu) i Rzepliński (z kamienną twarzą stał za ich plecami). Chwilę potem przemawiał już radny PiS, który złapał za statyw mikrofonu i przysunął go do siebie. Przewodniczący sejmiku próbował przeciwstawiać się temu tylko przez chwilę. Samorządowiec złożył wniosek formalny o wykluczenie z obrad punktu siódmego (czyli wystąpienia Rzeplińskiego). – Przy nieuwzględnieniu tego wniosku składam wniosek formalny o zamknięcie listy mówców przed wystąpieniem prof. Andrzeja Rzeplińskiego. „Występy będą później” – Jeżeli i ten wniosek nie zostanie przegłosowany, mamy prośbę o to, żeby profesor Rzepliński uszanował to, że jest persona non grata dla nas oraz dla mieszkańców, którzy protestują przeciwko jego obecności. Aby oddał szacunek tego dnia i nie występował – mówił Król. Polski rząd do ONZ: przestrzegamy praw człowieka. Organizacje pozarządowe: nie wszędzie Polski rząd… czytaj dalej » Przez cały wywód radnego Andrzej Rzepliński nie reagował. Do słów samorządowca odniósł się przewodniczący sejmiku. – Panie radny, ten wniosek był już głosowany. Pod koniec sesji zaplanowane są występy artystyczne, może tam pan będzie się realizował? – pytał. Całe zamieszanie trwało około pięciu minut. Ostatecznie radny PiS zszedł ze sceny. Chwilę później były prezes TK wygłosił przemówienie. Przegrane głosowanie Przed incydentem faktycznie doszło do głosowania nad tym, czy były prezes TK będzie miał wystąpienie, czy też nie. Wniosek o skreślenie z porządku obrad zgłosił Piotr Adamczyk Z PiS. Samorządowcy Prawa i Sprawiedliwości przegrali to głosowanie. Za wystąpieniem Rzeplińskiego było 18 radnych, przeciw było 15. Prof. Rzepliński do zdarzenia odniósł się sporo później. Zapytany o komentarz przez reporterkę TVN24, stwierdził, że „takie są prawa demokracji”. Na wtorkową, uroczystą sesję sejmiku zaproszona została również obecna prezes TK Julia Przyłębska. Nie była jednak obecna. Wideo: tvn24 Prof. Rzepliński o wydaniu wyroku TK: procedura sprzeczna z konstytucją

          Autor: bż//ec/jb

          Źródło: TVN24 Łódź

          (http://www.tvn24.pl)