O kelnerach, którzy podsłuchali eurooptymistów


Warszawska Gazeta.pl

UJAWNIAMY: BYŁO JESZCZE KILKA ZESPOŁÓW KELNERSKICH, KTÓRE NAGRYWAŁY ROZMOWY POLITYKÓW I BIZNESMENÓW. TE TAŚMY NIGDY NIE ZOSTAŁY JESZCZE UŻYTE!

  • 17 Mar 2017
  • Napisane przez  Jan Piński

 

 

fot: pixabay.comfot: pixabay.com

W Warszawie szuka się obecnie kilkuset taśm. Mają być zdeponowane w jednej ze znanych kancelarii (mówi się o 300 godzinach nagrań). Kelnerzy Łukasz N. i Konrad L., skazani w grudniu 2016 r. za nielegalne podsłuchy w tzw. aferze taśmowej, nie byli bowiem jedynymi nagrywającymi. Równolegle nagrywano w innych luksusowych knajpach.

Dowodem na ten scenariusz jest m.in. odnalezienie podsłuchu w restauracji Różanna 1 kwietnia 2015 r., a więc blisko rok po publikacji nagrań. Podsłuch odkryli oficerowie SKW, zabezpieczający spotkania ówczesnego ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka. Poza tym jeszcze za rządów PO służbom udało się dostać nagrania z jednej z knajp koło placu Trzech Krzyży od jednego ze skruszonych kelnerów, który ujawniając proceder, liczył na bezkarność. I słusznie, bo nagrania oficerowie wzięli i żadnej sprawy nie zrobili. Co więcej, odesłali nieszczęsnego kelnera z poleceniem… dalszego nagrywania znanych gości (w tym wypadku polityków i dziennikarzy). Te kilkaset godzin nagrań stanowi dziś obiekt poszukiwań wszystkich służb specjalnych w Polsce. Dodatkowo szukane są dwie taśmy z lat 2007 i 2008, na których nagrano byłego prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego – tak wynika z materiałów operacji ABW o kryptonimie „Kupcy”. Pierwszym nagrywającym – zdaniem funkcjonariuszy – był Aleksander Lichocki, pułkownik nieistniejących już Wojskowych Służb Informacyjnych, drugim – Krzysztof Winiarski, biznesmen z Żywca. W obu wypadkach rozmowa miała dotyczyć tajnego wciąż aneksu do spraw likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Za rządów PO ABW szukała taśm. Metodami operacyjnymi (podsłuchy, niejawne przeszukania, rozmowy z informatorami) funkcjonariusze doszli do wniosku, że obie taśmy bezsprzecznie istnieją i stanowią możliwy element nacisku na ówczesnego prezydenta RP. W wypadku drugiej rozmowy – z Krzysztofem Winiarskim – oprócz aneksu Komorowski miał być zainteresowany pozyskaniem kompromitujących materiałów na polityków PiS-u i… na Donalda Tuska. Tak przynajmniej twierdzi Winiarski, a były prezydent konsekwentnie przez lata unikał odpowiedzi na pytania o te spotkania.

Sezon na nagrania

Wszystko zaczęło się jesienią 2007 r. po zwycięstwie PO w wyborach parlamentarnych. ABW otrzymała wówczas informacje, że dziennikarz Wojciech Sumliński i emerytowany oficer WSI Aleksander Lichocki (skazany w 2016 r. prawomocnie na 4 lata bezwzględnego więzienia za opisywaną tutaj prowokację) handlują treścią tajnego aneksu, a także obiecują pomóc w załatwieniu pozytywnej weryfikacji żołnierzom wojskowych służb. Aby uzyskać procesowe dowody, ABW rozpoczęła więc akcję, która otrzymała kryptonim „Kupcy”. W trakcie zbierania materiałów przez ABW okazało się, że płk. Aleksander Lichocki, były oficer WSI i szef stołecznych struktur kontrwywiadu, rozmawiał na temat aneksu z ówczesnym marszałkiem sejmu Bronisławem Komorowskim. Sprawy tej ABW nie wyjaśniała. W trakcie operacji „Kupcy” ABW inwigilowała czterech innych dziennikarzy, w tym autora tego tekstu, podejrzewając, że mają dostęp do treści aneksu. Wobec jednego z nich Agencja skierowała wniosek do departamentu prawnego o zaopiniowanie przeszukania jego mieszkania. Dokładnie inwigilowano również weryfikatorów: Piotra Bączka (dziś szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego) i dr. Leszka Pietrzaka (publicysta „Warszawskiej Gazety”). To nie były żarty: sporządzono ich charakterystyki, sprawdzono źródła utrzymania ich, a także ich rodzin.

Działania ABW wsparła SKW, udzielając pomocy w postaci poparcia trojga zarejestrowanych u siebie dziennikarzy. Mieli oni doprowadzić swoimi publikacjami do sytuacji, w której działania podjęte przeciwko członkom komisji weryfikacyjnej WSI i dziennikarzom zostaną zaakceptowane przez opinię publiczną.

Komorowski rozmawiał na temat aneksu nie tylko z płk. Aleksandrem Lichockim. Na przełomie 2007 i 2008 r. spotkał się również z biznesmenem Krzysztofem Winiarskim. Ten później rozmawiał z politykami PiS-u, członkami Biura Bezpieczeństwa Narodowego i dziennikarzami. Twierdził, że Komorowski (ówczesny marszałek Sejmu) zaoferował mu 100 tys. zł i stanowiska w rządzie w zamian za przyniesienie mu kopii fragmentu aneksu do raportu, w którym jest mowa o jego działalności.

Komorowski chciał „haki” na PiS, a Gowina też nagrano

Winiarski to współpracownik polskich tajnych służb, m.in. agent CBŚ o kryptonimie „Orzeł”, który współpracował także z ABW i CBA. 28 czerwca 2011 r. został zatrzymany za posługiwanie się fałszywymi dokumentami i próbę wprowadzenia do obrotu papierosów bez cła. Dzień później dokonano przeszukania domu, w którym mieszkał. Zrywano podłogi, rozpruwano meble, sprawdzano ściany. Znaleziono ostrą amunicję do broni sportowej i kamizelki kuloodporne. Jednak najbardziej zaskakującym znaleziskiem były dziesiątki zapisków, dokumenty i nagrania, które kompromitują wpływowych polityków zarówno koalicji rządzącej, jak i opozycji. Prowadząca sprawę krakowska prokuratura przekazała akta do prokuratury lubelskiej, ponieważ współpracowała z Krzysztofem Winiarskim i bała się zarzutów o brak obiektywizmu. Z materiałów zabezpieczonych u Winiarskiego wynikało zresztą, że nagrywał też… prokuratorów. Priorytetem szukających była taśma z jego rozmowy z prezydentem, której jednak nie znaleziono. Z materiałów ABW wynika, że spotkania Winiarskiego z Komorowskim zorganizowała Jadwiga Zakrzewska, posłanka PO. Uczestniczył płk Roman P., były oficer WSI, potem Agencji Wywiadu. Krzysztof W. chciał, aby Komorowski pomógł mu odzyskać od jednego ze szpitali na Mazowszu kilkaset tysięcy złotych za wykonane w 2002 r. prace (chodziło o sadzenie drzewek). B. Komorowski powiedział, że jak PO wygra wybory, to dostanę zapłatę za wykonaną pracę (…) w ciągu 4–5 miesięcy. Wg B. Komorowskiego gdybym dostarczył jakieś „kwity” na PiS, to bardzo by pomogło w mojej sprawie. Już po wyborach w zimie 2008 r. Marszałek [sejmu] B. Komorowski spotkał się ze mną w swoim biurze poselskim i potwierdził obietnicę pomocy w odzyskaniu należnej mi zapłaty (…) Ja do tej pory nie dałem żadnych kwitów ani na PiS, ani na inną partię – czytamy w oświadczeniu Winiarskiego, jakie sporządził po spotkaniu. Komorowski potwierdził fakt spotkań z Winiarskim, ale oczywiście inaczej przedstawił ich przebieg. Winiarski w areszcie spędził blisko 2 lata, wyszedł po dobrowolnym poddaniu się karze (inaczej w więzieniu czekałby na proces). Nie zweryfikowano jego linii obrony, jakoby został wystawiony przez swoich oficerów prowadzących, dla których rozpracowywał mafię papierosową. Co ciekawe, siedząc w areszcie Winiarski napisał list do ówczesnego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina. Otwarcie dał w nim do zrozumienia, że jego również nagrał na ich spotkaniu na dworcu kolejowym. Jego sugestia była czytelna: albo wyjdę, albo dziennikarze dostaną taśmy. Za taki list do ministra sprawiedliwości Winiarski mógł dostać kolejny zarzut. Mimo że prokuratura miała kopię listu (korespondencja była kontrolowana), to nic z nią nie zrobiła. Fascynujące jest, że żywiecki biznesmen, będący przede wszystkim… ogrodnikiem, miał tak genialne „wejścia” do najważniejszych polskich polityków. Tego fenomenu do dziś nikt nie potrafi wyjaśnić.

7 metrów Wisły

Winiarski za rządów PO próbował grać swoją wiedzą. Przedobrzył. W sierpniu 2010 r. złożył doniesienie do prokuratury na Komorowskiego, że otrzymał od niego wiedzę o przestępstwach polityka PO (miał pomagać za łapówki w odrolnianiu ziemi pod inwestycje budowlane) i nic z nią nie zrobił. Do wniosku załączył oświadczenie płk. Romana P., potwierdzającego jego wersję spotkania. Sprawę umorzyła prokuratura, a podtrzymał decyzję sąd. Sprawa robiła wrażenie ustawionej, bo sąd i prokuratura – mówiąc językiem młodzieżowym – olały jeden z punktów doniesienia biznesmena. Winiarski jednak nie odpuszczał i chodził do biur poselskich polityków PO, chcąc porozmawiać o nagraniach. Po jednej z takich wizyt miałem rozmowę z pracownikiem ABW. – Ile ma wzrostu pan Krzyś? – spytał mnie jeden z oficerów ABW latem 2010 r. – Około 1,70 metra – odpowiedziałem. – No właśnie, a Wisła ma teraz 7 metrów, więc niech przestanie rozrabiać. Przekaż mu to – usłyszałem. Biznesmen był bowiem jednym z moich informatorów i agencja uznała, że jestem bezpiecznym kanałem do przekazania mu ostrzeżenia.

ABW sprawdzało później mnie i trzech innych dziennikarzy: Krzysztofa Galimskiego, Witolda Gadowskiego i Przemysława Wojciechowskiego, jako „podejrzanych” o przejęcie „taśm Komorowskiego” od Winiarskiego. Przyjęto hipotezę, że Winiarski sprzedał nagranie lub oddał im na przechowanie. Przy okazji pogoni za tą taśmą ABW ustaliła, że Komorowskiego nagrał również Lichocki, doskonały oficer operacyjny, szkolony w Rosji i podejrzewany przez nasze służby o szpiegostwo na rzecz tego kraju.

W tym kontekście bardzo ciekawie wygląda nieoficjalne spotkanie, do którego doszło 8 lipca 2011 r. Bronisław Komorowski spotkał się wówczas z byłym szefem rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa Nikołajem Patruszewem. Biuro Prasowe Kancelarii prezydenta zignorowało pytania o lipcowe spotkanie prezydenta z Patruszewem. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służba Kontrwywiadu Wojskowego, które ustawowo powinny zabezpieczać takie spotkanie i zostać o nim powiadomione, odmówiły komentarza w sprawie, zasłaniając się tajemnicą państwową. W żadnym normalnym państwie głowa kraju nie może samodzielnie rozmawiać ze szpiegami obcego mocarstwa. Mnie o całej sprawie poinformowali wówczas oficerowie SKW, twierdząc, że to, co się wydarzyło, jest niedopuszczalne.

Patruszew bowiem to były oficer KGB, a później szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa (następczyni KGB), który piastował swoją funkcję w latach 1998–2008. Przypomnijmy, że w tym czasie rosyjskie służby były oskarżane o szereg aktów terroru. Do najgłośniejszych należy zarzut celowego wysadzenia budynków mieszkalnych w Rosji i zrzucenie winy na czeczeńskich terrorystów, co stało się pretekstem do wywołania drugiej wojny z tą zbuntowaną republiką. Na fali społecznego oburzenia wybrano na prezydenta Władimira Putina. Były oficer FSB, Aleksander Litwinienko, który ujawnił te rewelacje w zakazanej w Rosji książce Wysadzić Rosję, został zamordowany w 2006 r. w Londynie. Rosja odmówiła wydania Wielkiej Brytanii byłego oficera FSB, podejrzanego o dokonanie egzekucji. W 2016 r. Brytyjczycy uznali, że Patruszew był zamieszany w zabójstwo Litwinienki, a polecenie miał mu wydać sam Putin.

Sprawa taśm nie została wyjaśniona. Ostatni raz powróciły one „do gry” w czasie kampanii prezydenckiej 2015 r. O taśmach dużo mówiono wówczas na warszawskich salonach, a nawet je wyceniano.

Więcej o najważniejszych polskich taśmach można przeczytać w książce Jana Pińskiego Taśmy, które wstrząsnęły Polską. Sprzedaż prowadzi Polska Księgarnia Narodowa.

Lewackie napastowanie Mariny Le Pen


Znalezione obrazy dla zapytania Demotywatory- Marine Le Pen

 

 

Konserwatyzm

KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

 

Wielomski: W obronie Frontu Narodowego

0

BY ADAMWIELOMSKI ON 18 MARCA 2017PUBLICYSTYKA

Nie będę tutaj nikogo wytykał po nazwisku, ale w dyskusjach on-line na temat francuskiego Front National, szczególnie zaś Marine Le Pen, dostrzegam pojawienie się „drugiego frontu”. Przyzwyczaiłem się już do nazywania Front National mianem „skrajnej prawicy”, „neofaszyzmu”, „neonazizmu”, etc. To przecież tradycyjny repertuar lewicowej „mowy nienawiści”. Wraz z ostatnimi sukcesami tej partii, zupełnie niespodziewanie, pojawił się wspomniany „drugi front” atakujący Front National, osobliwie zaś Marine Le Pen, za „lewicowość” i „jakobiński nacjonalizm”.

Skąd podobne zarzuty? Wychodzą one z pozycji archaicznej myśli politycznej, której ostatnich przedstawicieli spotykano w XIX wieku w niektórych kręgach tradycjonalistycznych, protestujących przeciwko unifikacji Francji dokonanej przez rewolucjonistów francuskich. W XIX wieku było to stanowisko dla prawicy jak najbardziej zrozumiałe, bowiem prowincja była tradycjonalistyczna i katolicka, co ją pozytywnie wyróżniało do Paryża, którego ulice były zdominowane przez sankiuloterię, jakobinów i podobnych wichrzycieli, a stołeczne gmachy przez wolnomyślicielskie mieszczaństwo. Obydwie te grupy, patrząc na króla i Kościół katolicki, zgodnie krzyczały „ani Boga, ani pana”, narzucając całemu krajowi – za pośrednictwem rewolucyjnej centralizacji – rozmaite „postępowe” reformy, niszczące wspólnoty lokalne i dokonujące destrukcji chrześcijańskiego dziedzictwa Francji. Nacjonalizm rewolucyjny i post-jakobiński głosił ideę tzw „l’Etat-Nation”, czyli narodu homogenicznego niczym grudki w serku homogenizowanym: jednakowe, takie same, powtarzalne, tej samej wielkości. Paryż w XIX wieku był najpierw źródłem idei liberalnych, przerabiających wszystkich ludzi na „równych” obywateli, aby z czasem stać się nośnikiem idei socjalistycznych, przerabiających wszystkich na „równo” spauperyzowanych obywateli, którzy winni państwu bezgraniczną wdzięczność, gdyż wyzwoliło ich od monarchii i Boga.

Zarzuty te są dziś powtarzane, przez niektórych rzeczników polskiej prawicy, w stosunku do Front National, ponieważ partia ta stoi na gruncie doktryny „l’Etat-Nation”, czyli broni modelu państwa scentralizowanego, gdzie wszyscy winni być jednakowymi Francuzami, domagając się homogenizacji obywateli. Partia optuje też za szerokim systemem referendalnym, nie cofając się przed uznaniem Rewolucji Francuskiej jako części dziedzictwa narodowego. O braku postulatu restauracji monarchii nawet nie wspomnę. Do argumentów tych należy się odnieść:

1/ Oczywiście Front National nie jest partią kontrrewolucyjną. Po praniu mózgów francuskich „citoyens” przez ostatnie stulecia (od 1789 roku) żaden polityk aspirujący do władzy nad Sekwaną nie odrzuci Rewolucji Francuskiej i nie będzie domagał się przywrócenia monarchii. Program taki we Francji nie gwarantuje nawet 1% poparcia, o aspiracji do władzy nie wspominając. Co ciekawe, we francuskiej establiszmentowej (lewicowej) literaturze politologicznej zarzuca się tej partii nieszczerą sympatię dla Rewolucji Francuskiej, z której akceptowane są elementy narodowe (np. tzw. Święto Federacji), a eliminowane są kosmopolityczne, takie jak Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela. Partia ta bardzo chętnie posługuje się „roussoistyczno-jakobińską” doktryną „suwerenności narodu”, waląc nią w rządzący establiszment niczym w przysłowiowy bęben. Jest to więc użytkowanie idei wroga przeciwko elitom wroga, a nie ich bezmyślna akceptacja z przesłanek ideologicznych.

2/ Atakując Front National za akceptację i poparcie dla idei „l’Etat-Nation” należy pamiętać w jakim kontekście partia ta rozwija dziś tę ideę. Niestety, dyskusja francuskich tradycjonalistów prowincjonalnych z lewicowo-liberalnymi centralistami z Paryża odeszła do przeszłości. Dzisiejszy Paryż nie chce niczego już centralizować, gdyż budowa państwa socjalistycznego w zasadzie już dawno dobiegła końca, a było to wspólne dzieło gaullistów i socjalistów. Idea „l’Etat-Nation” ma dzisiaj zupełnie inną funkcję polityczną. V Republika Francuska pracowicie rozmontowuje ideę „l’Etat-Nation” w sferze kultury od długiego czasu. Jako pierwszy rzucił tę koncepcję Yves Lacoste w pracy Vive le Nation! w 1997 roku, kierując ją przeciwko wzrastającym notowaniom Front National. Zaproponował, aby odejść od „nacjonalistycznej” koncepcji narodu na rzecz narodu multi-kulti, gdzie zamiast zuniformizowanego „wzorcowego” Francuza pojawią Francuz-Korsykanin, Francuz-Bretończyk, Francuz-islamista, Francuz-feministka, Francuz-gej, etc. Lacoste zauważył bowiem, że „prawdziwą” Francję wyraża dziś właśnie Front National. Innymi słowy, nad Sekwaną alternatywą dla starej jakobińskiej idei „l’Etat-Nation” jest taka Francja, gdzie będzie miejsce dla wszystkich, tylko nie dla tradycyjnych Francuzów. W wizji tej nawet jakobini i ich pogrobowcy uważani są za element „reakcyjny”, bo homofobiczny i niechętny islamistom.

3/ Byłbym także ostrożny przed krytyką lepenistycznej pochwały instytucji referendów. Jakkolwiek także brzydzę się towarzyszącą im demagogią i przypadkowością ich wyników – gdzie tłum rozumie wszystko poza tym nad czym głosuje – to jednak w przypadku tzw. ustabilizowanych demokracji, czyli takich, gdzie oligarchia rządzi od dziesięcioleci, jest to ostatni (legalny) środek zmiany politycznej. Gdybyśmy przeprowadzili ankietę we francuskich urzędach i w parlamencie, to pewnie 95% ankietowanych byłoby za roztopieniem się Francji w strukturach unijnych. W świecie zdemoralizowanych elit jeśli gdzieś jeszcze tli się normalność, to pośród zwykłych ludzi i należy dać im głośno i dosadnie powiedzieć, co sądzą o rządzącej nimi oligarchii. Idea suwerenności ludu może, i winna być, zużyta przeciwko demokratycznej oligarchii władzy.

Życzę Marine Le Pen, aby wygrała tegoroczne wybory prezydenckie we Francji. Nie wiem czy będzie w stanie, nawet w to powątpiewam. Ale jeśli to się stanie, to czy koalicja krytyków od lewactwa po tradycjonalistów nie byłaby humorystyczna? Koledzy, zastanówcie się…

Adam Wielomski

za: „Najwyższy Czas!”

Krymskim Tatarom podoba się u ruskich


Znalezione obrazy dla zapytania russkij mir

 

16:45 19 MARZEC 2017

 

Uczestnicy ceremonii weselnej, Tatarzy na Krymie

Tatarzy krymscy o życiu w składzie Federacji Rosyjskiej

© Sputnik. Sergey Malgavko

ŚWIAT

10:02 19.03.2017Krótki link

19843490

Jak zmieniło się życie krymskich Tatarów w ciągu ostatnich trzech lat przebywania w składzie Federacji Rosyjskiej?

Portal internetowy „Rossija dla wsiech” przeprowadził sondaż wśród krymskich Tatarów i dowiedział się, jak zmieniło się ich życie w ciągu ostatnich trzech lat, od momentu, gdy Krym przyłączył się do Rosji. 

Sulejman Bachszyszew, 59 lat, bakczysarajski rejon:

Budowa mostu przez Cieśninę Kerczeńską na Krymie

© SPUTNIK. SIERGIEJ MAŁGAWKO

Jaka przyszłość czekała Krym w składzie Ukrainy?

Moje życie zmieniło się w ostatnich trzech latach na lepsze. Jestem niepełnosprawnym emerytem. Mam dobrą emeryturę, zniżki na usługi komunalne. Państwo daje mi bezpłatne lekarstwa. Krym zaczęli upiększać. Remontują drogi, stawiają światła na przejściach. Rezultaty już są, widać, że dużo się dzieje. 

Zade Alijewa, 37 lat, Dżankoj, wychowawczyni:

Po pierwsze, od razu przyjęto ustawę o rehabilitacji Tatarów krymskich. A jeśli mówić o zmianach, to meczety się buduje, place zabaw dla dzieci, przedszkola też. Wiem, że kolejki do przedszkoli się zmniejszyły, nawet jeśli są, to już nie takie, jak na Ukrainie. 

Emran Saidametow, 42 lata, symferopolski rejon, urzędnik:

Sam pracuję w budżetówce, nigdy nie miałem nic wspólnego z biznesem. Zdobyłem wykształcenie i pracuję już od 15 lat. Moja żona pracuje w szkole. Pensje są wypłacane na czas, wszystko idzie dobrze. Teraz nasza sytuacja materialna stała się trochę lepsza, w zeszłym roku nawet mogliśmy sobie pozwolić pojechać na urlop. 

Saide Murtazajewa, 21 lat, studentka:

Tatarzy krymscy

© PHOTO: RIA NOVOSTI/KONSTANTIN CHALABOV

Rehabilitowane narody Krymu łatwiej otrzymają rosyjskie obywatelstwo

Przyznaję, że udziału w referendm w 2014 roku nie wzięłam. Ale trzeba podkreślić, że sytuacja na Krymie zmieniła się na lepsze. Okres adaptacji zakończył się dość szybko. Po trzech latach z przekonaniem mogę powiedzieć, że w tej chwili na Krymie jest porządek we wszystich sferach, jest dużo miejsc pracy, normalne pensje, emerytury i wypłaty socjalne. 

Murat Jazydżijew, pracownik Centrum Medialnego im. Gasprinskiego:

Mogę otwarcie powiedzieć o tym, że w okresie, odkąd Rosja przywróciła sobie Krym, krymscy Tatarzy jako naród byli rehabilitowani, zaczęły działać programy pomocy deportowanym narodom krymskim, zaczęto nas szanować. W Ukrainie przypominano sobie o nas tylko przed wyborami. Nasz język jest językiem państwowym w Republice Krym, czego nie było za czasów Ukrainy. W państwowych przedsiębiorstwach Tatarów krymskich zrobiło się więcej, niż za czasów Ukrainy. Mam opowiadać dalej?

Usein Minsanow, 45 lat, rejon sakski, wieś Iwanowka:

Jestem rolnikiem, jak pracowałem 10 lat temu, tak i teraz pracuję. Tak, są programy różne, mój znajomy wygrał grant i dostał pieniądze na rozwój gospodarstwa rolnego. Przynoszą nam na czas emerytury, mieszkamy w naszych rodzinnych ziemiach i tutaj jest spokojnie. To najważniejsze. 

Kucharz strzelił focha


Znalezione obrazy dla zapytania demotywatory-Makłowicz strzela focha

 

niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

19 marca 2017

 

Kucharz strzelił focha, bo pojawił się w spocie. TVP zerwała umowę z Makłowiczem

 

Dodano: 19.03.2017 [16:30]

Kucharz strzelił focha, bo pojawił się w spocie. TVP zerwała umowę z Makłowiczem - niezalezna.pl

foto: By Bieniecki Piotr – http://www.fototeo.pl Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=56303232

Telewizja Polska rozwiązała umowę z Robertem Makłowiczem, autorem programów kulinarnych. To reakcje na zarzuty wysuwane przez współtwórcę programu „Bake off –  Ale ciacho!”, że wykorzystano jego słowa… w spocie promującym wiosenną ramówkę TVP. Makłowicz mówił nawet o manipulacji. A teraz jeszcze zdziwiony, że zrezygnowano z jego usług.
Awantura wybuchła o spot promujący Telewizję Polską, w którym pojawia się również komentarz kucharza. – „Smakuje wyłącznie słodko i doskonale”
Makłowicz na profilu społecznościowym przekonywał, że jest słowa wykorzystano w zmanipulowanym kontekście, bo w trakcie kręcenia reklamy miał na myśli tylko program „Bake Off – Ale ciacho!”, a nie całą Telewizję Polską. 

Czy ktokolwiek może wierzyć, że chciałbym określić jakąkolwiek telewizję mianem „słodkiej”? Przecież to kompletny idiotyzm. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że wypowiadana przeze mnie kwestia zostanie użyta do promocji nowej ramówki TVP, ale wyłącznie w odniesieniu do mojego nowego programu. Nagrywając swoją wypowiedź byłem przekonany, że mówię o „Bake Off – Ale ciacho!”

– napisał Makłowicz.
Później popłynął jeszcze mocniej…
„W telewizji jest dzisiaj wiele rzeczy, które mi się nie podobają i nie zamierzałem tego w żaden sposób firmować własnym nazwiskiem– powiedział później Makłowicz w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.
Nic dziwnego, że po tych stwierdzeniach Telewizja Polska rozwiązała umowę o współpracy.

Dostarczono mi przed chwilą kurierem urzędowe pismo, w którym TVP odstępuje od umowy na realizację cyklu „Makłowicz w podróży” z chwilą odebrania epistoły. To oznacza, że po prawie dwudziestu latach me programy niebawem znikną z anteny telewizji publicznej, a niektóre nakręcone już premierowe odcinki nie zostaną przez nią kupione i wyemitowane

– napisał kilka dni temu Makłowicz na Facebooku.
ZOBACZ SPOT TVP:

TVP odpiera zarzuty Makłowicza

Każda z osób biorących udział w nagraniu została poinformowana o tym, że zarejestrowany materiał zostanie wykorzystany w spocie wizerunkowym TVP. Kwestia wypowiadana przez Pana Roberta Makłowicza jest jego autorstwa i została zaakceptowana przez reżysera przedmiotowego spotu. W tym kontekście wpis Pana Makłowicza nie opisuje stanu faktycznego

–  pisze w oświadczeniu TVP.
Do sprawy odniosła się również Ewa Świecińska, która nadzorowała przygotowywanie spotu

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

szary wilk @ESwiecinska

Pan Makłowicz nie powiedział wszystkiego o spocie promującym TVP, w którym brał udział. To mój punkt widzenia. Też byłam na planie spotu.

16:21 – 18 mar 2017

  • 481481 podanych dalej

  • 724724 polubienia

  • Pomimo to Makłowicz nadal jest obrażony. I atakuje reżyserkę spotu.

    Miała najwyraźniej z góry założenie, żeby zmanipulować moją wypowiedź. Fakt, że spot realizowała pani, która nie zajmuje się marketingiem, lecz polityką – bo filmy „Smoleńsk” i „Pucz” nie są filmami marketingowymi – świadczy najlepiej o jej zamiarach

    – snuł już teorie Makłowicz w rozmowie z portalem wirtualnemedia.pl.
    Robert Makłowicz jako krytyk kulinarny i dziennikarz prowadził programy w Telewizji Polskiej od 1998 roku – najpierw przez 10 lat „Podróże kulinarne Roberta Makłowicza”, a od 2008 roku w TVP2 program „Makłowicz w podróży”.

    Autor: Marek Nowick

    iŹródło: wirtualnemedia.pl

    Wrocław: Dutkiewicz oburzony demonstracją przeciwko ukrainizacji rynku pracy w Polsce


    Znalezione obrazy dla zapytania Demotywatory-Ukrainizacja Polski

     

    Wrocław: Dutkiewicz oburzony demonstracją przeciwko ukrainizacji rynku pracy w Polsce

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Niedziela, 19 marca 2017 o godz. 00:12:20

    Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz stwierdził, że „ksenofobiczna” demonstracja przeciwko ukraińskiej imigracji zarobkowej do Polski jest czymś oburzającym. „Nie zgadzam się na straszenie mieszkańców wyimaginowanym wrogiem”.

     

    W sobotę środowiska narodowe zorganizowały we Wrocławiu protest przeciwko działaniom rządu Beaty Szydło, sprzyjającym ściąganiu do pracy w Polsce setek tysięcy Ukraińców rocznie. Działania narodowców skomentował na Facebooku prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz:

    – Nie zgadzam się na straszenie mieszkańców wyimaginowanym wrogiem, którego we Wrocławiu nie ma. Planowane na sobotę zgromadzenie ONR skierowane przeciwko mieszkańcom pochodzenia ukraińskiego jest czymś oburzającym.

    ZOBACZ: Dutkiewicz otworzył synagogę, przemawiał w jarmułce i tańczył z rabinami [VIDEO]

    Prezydent miasta podkreślił, że „we Wrocławiu żyją dziesiątki tysięcy Ukraińców, którzy są pełnoprawnymi mieszkańcami miasta”. – Tutaj pracują, uczą się, budują naszą wrocławską społeczność – napisał. Wyraził też nadzieję, że „wrocławianie nie przyłączą się do ksenofobicznej inicjatywy ONR, opartej na nieuprawnionych lękach jej członków”.

    Przeczytaj: Wrocław: Podczas marszu ONR spalono zdjęcie Dutkiewicza w jarmułce

    – Dotychczasowe zaangażowanie wrocławian pokazuje, że jesteśmy otwarci, gościnni i potrafimy solidaryzować się z innymi. Naszym obowiązkiem jest pomagać tym, którzy szukają pomocy, schronienia i godnego życia. Tak jak wielu członków naszych rodzin znalazło kiedyś nowy dom za granicą – stwierdził Dutkiewicz.

    CZYTAJ TAKŻE:
    Ukrainizacja polskiego rynku pracy jest nieunikniona? „Jesteśmy nakierowywani na gospodarczą zapaść”
    Dr Cezary Mech dla Kresów.pl: Ukraińcy obniżają Polakom wynagrodzenia i zmuszają ich do emigracji

    „Na Wasze miejsce przyjdą Ukraińcy” – pracownicy mieleckiej tłoczni protestują przeciwko niskim płacom

    Manifestacja z udziałem członków Młodzieży Wszechpolskiej, ONR i Narodowców RP odbyła się w sobotę po południu na wrocławskim rynku. Nieopodal zebrała się także kontrmanifestacja środowisk lewicowych i prounijnych, w tym Obywateli RP.

    Manifestacje przeciwko ukrainizacji polskiego rynku pracy oraz polityce rządu PiS w tej sprawie odbyły się również w innych polskich miastach, w tym w Warszawie.

    Jak podaje portal gazetawroclawska.pl, z najnowszych danych wynika, że obecnie we Wrocławiu pracuje ok. 40 tysięcy Ukraińców.

    Przeczytaj: Wrocław: W 2016 roku pracę w mieście podjęło ponad 62 tysiące Ukraińców

    Czytaj również: Ukraińcy oblegają Wrocław

    gazetawroclawska.pl / facebook.com / Kresy.pl

    Ukraińscy nacjonaliści jednoczą siły – chcą przejąć władzę


    Znalezione obrazy dla zapytania Demotywatory-banderowskie jednoczenie się

     

    rusvesna.su

    Ukraińscy nacjonaliści jednoczą siły – chcą przejąć władzę

    Dodane przez Zyga

    Opublikowano: Niedziela, 19 marca 2017 o godz. 15:03:34

    Neobanderowska partia Swoboda podpisała umowę z politycznym ramieniem założonego przez neonazistów pułku „Azow” oraz Prawym Sektorem.

     

    Partia Swoboda, Prawy Sektor i Korpus Cywilny „Azow” 16 marca pdpisały specjalne porozumienie. Sygnowali je przywódcy wymienionych organizacji – Ołeh Tiahnybok, Andrij Tarasenko i Andrij Biłeckij. Dzień później  liderzy struktur obwodowych trzech wymienionych ugrupowań, zebrali się w Równem przy okazji posiedzenia rady obwodu rówieńskiego by podpisać analogiczną umowę na poziomie lokalnym. Treścią porozumień jest manifest polityczny „potwierdzający jedność sił nacjonalistycznych” i deklarujący cele ukraińskich nacjonalistów, do których realizacji zamierzają wspólne dążyć. 

    Przede wszystkim nacjonaliści domagają się w swoim „Manifeście Narodowym” zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją, uznania jej za „państwo-agresora na wszystkich poziomach polityki międzynarodowej” oraz pełnej blokady Krymu oraz terenów pod kontrolą donbaskich separatystów. Wzywają przy tym do nasilenia przez siły ukraińskie „akcji wywiadowczo-dywersyjnej” na tych terenach, Chcą także wprowadzenia na Ukrainie pełnego zakazu działalności rosyjskiego biznesu.

    W kwestiach polityki zagranicznej nacjonaliści nie chcą się orinetować ani na Rosję, ani na zachodnie struktury i państwa, lecz powołać „sojusz bałtycko-czarnomorski”. Chcą uzyskania przez Ukrainę broni jądrowej, jednocześnie prawa posiadania broni dla wszyskich Ukraińców. Domagają się też stworzenia „zaawansowanej technologicznie zawodowej armii kontraktowej” oraz „armii rezerwowej” zorganizaowanej „według zasady terytorialnej”.

    Ostrze swojej krytyki nacjoanliści skierowali przeciw oligarchom. Chcą cofnięcia aktów prywatyzacji i „przywrócenia właśności państwa” w sprywatyzowanych po 1991 roku przedsiębiorstwach. Neobanderowcy chcą wprowadzenia procedury imeachmentu prezydenta, powszechnych wyborów sędziów i „określonych kategorii” urzędników. W czwartkowym manifeście wezwano do zwiększenia kompetencji samorządów. Nacjonaliści chcą także ostrzejszej niż dotychczas cenzury pod hasłem „oczyszczenia przestrzeni informacyjnej” Ukrainy. Domagano się również polityki sprzyjąjącej powstaniu „jednej cerkwi z centrum w Kijowie”. 

    Lider politycznego skrzydła „Azowa” ogłosił „krucjatę przeciwko obecnym władzom”, zaś przewodniczący Swobody Ołeh Tiahnybok zapewniał, że zjednoczeni nacjonaliści przejmą władzę już „jutro”. 

    Czytaj także: Dziękuję za rzeź wołyńską – młodzi Ukraińcy komentują film „Wołyń” [+VIDEO]

    svoboda.org.ua/kresy.pl

    Ukraińcy rozbudowują poligon


    Znalezione obrazy dla zapytania Demotywatory-militaryzacja Ukrainy

     

    Prace na poligonie Szyrokij Łan, facebook.com/yuri.biriukov

    Ukraińcy rozbudowują poligon [+FOTO]

    Dodane przez Zyga

    Opublikowano: Niedziela, 19 marca 2017 o godz. 13:01:21

    Władze Ukrainy zainwestują setki miliny hrywien w rozbudowę poligonu Szyrokij Łan, tak aby stał się gotowy do przyjęcia pełnej brygady żołnierzy.

     

    O planach rozbudowy poligonu Szyrokij Łan poifnormował doradca prezydenta Ukrany Jurij Biriukow. Na swoim profilu na portalu społecznościowym Facebook zamieścił on zdjęcia z prac konstrukcyjnych, które już rozpoczęto na poligonie. Ma na nim powstać infrastruktura mogąca obsłużyć pełną brygadę ćwiczących żołnierzy. Zakłada to stworzenie 11 obiektów koszarowych, wielką jadalnię z kuchnią, centrum medyczne oraz budynki dla pracy sztabu. Całość prac pochłonie 370 milionów hrywien i będzie to największa tego typu roczna inwestycja w obiekt wojskowy w historii Ukrainy, jak twierdzi Biriukow. Zadeklarował on, że prace zostaną zakończone jeszcze w tym roku. Budowa ma być ściśle nadzorowana – raport dla Ministerstwa Obrony – cotygodniowy – zapewniał doradca prezydenta Ukrainy. 

    Czytaj także: Dziękuję za rzeź wołyńską – młodzi Ukraińcy komentują film „Wołyń” [+VIDEO]

    unian.net/facebook.com/kresy.pl

    Juncker grozi totalnym rozwojem UE


    Znalezione obrazy dla zapytania Demotywatory- UE

     

    JUNCKER: UE BĘDZIE MIAŁA WIĘCEJ NIŻ 30 CZŁONKÓW

    UNIA EUROPEJSKA

    Dzisiaj, 19 marca (07:50)

    Szef Komisji Europejskiej jest pewien, że mimo wszystkich kryzysów, Unia Europejska przetrwa co najmniej kolejnych 60 lat i jeszcze się powiększy. „UE będzie miała więcej niż 30 członków” – powiedział Jean-Claude Juncker gazecie „Bild am Sonntag”.

    Jean Claude-Juncker /EMMANUEL DUNAND /AFP

    Jean Claude-Juncker /EMMANUEL DUNAND /AFP

    Szef KE jest przekonany, że po Wielkiej Brytanii już żaden inny kraj nie wyjdzie z Unii Europejskiej.

     

    „Przeciwnie: pozostałe państwa członkowskie ponownie się w sobie zakochają i odnowią śluby z Unią Europejską” – powiedział Juncker niemieckiej gazecie przed jubileuszowym szczytem UE w Rzymie 25 marca.

    Jego zdaniem, Wspólnocie nie zaszkodzi szefowa skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen. „Nawet jeśli wygra wybory prezydenckie we Francji” – dodał szef KE.

    Jean-Claude Juncker wyraził zrozumienie dla tych, którzy nie są zadowoleni obecnego stanu Unii Europejskiej. „Europa robi wiele rzeczy dobrze, ale niektóre robi źle” – przyznał.

    Przewodniczący Komisji Europejskiej uważa, że Turcja nie spełni swych gróźb i nie wycofa się z zawartego z UE porozumienia w sprawie migrantów. Według Junckera, umowa ta służy bowiem także interesom Turcji.

    Juncker: Dlaczego tu jesteście? Przecież walczyliście o brexit

    © 2016 Associated Press

    PAP

    Rotacyjna stacjonarność elementem natowskiej rusofobii


     

    RMF FM: MOCNA DEKLARACJA NATO W SPRAWIE POLSKI I PAŃSTW BAŁTYCKICH

    ŚWIAT

    Dzisiaj, 19 marca (12:30)

    Sekretarz generalny NATO w rozmowie z RMF FM potwierdził, że rozmieszczanie batalionów w Europie Środkowo-Wschodniej przebiega zgodnie z planem. „Podjęliśmy zdecydowane kroki, by przystosować się do nowych wyzwań w postaci Rosji i terroryzmu. Nasza obecność będzie rotacyjna, ale żołnierze pozostaną na miejscu tak długo, jak to będzie konieczne” – zadeklarował Jens Stoltenberg.

    Jens Stoltenberg /EMMANUEL DUNAND /AFP

    Jens Stoltenberg /EMMANUEL DUNAND /AFP

    Jak zaznaczył szef NATO, Sojusz wykona kluczowe zadanie, jakim jest zwiększenie wydatków obronnych. „Wychodzimy na prostą. Nasza obietnica zostanie spełniona” – podkreślił. Jens Stoltenberg docenił także wysiłek Polski w tej sprawie. „Polska to siła napędowa, państwo znajduje się w czołówce Sojuszu pod względem wydatków; dajecie dobry przykład innym krajom” – stwierdził.

    „Podjęliśmy zdecydowane kroki”

    „Obecnie nie ma rychłego zagrożenia dla któregokolwiek z członków NATO, ale Sojusz podjął zdecydowane kroki, by przystosować się do nowego środowiska bezpieczeństwa, czyli wyzwań w postaci Rosji i terroryzmu” – powiedział w rozmowie z RMF FM Jens Soltenberg.

    Podkreślił, że częścią działań Sojuszu są cztery wielonarodowe bataliony rozmieszczane w Polsce i państwach bałtyckich. Jak dodał, proces rozmieszczania grup bojowych jest w toku i potrwa do czerwca, „tak, jak to zaplanowaliśmy”. „Wzmocniona wysunięta obecność na Wschodzie to dowód solidarności, który pokazuje, że atak na jednego z członków Sojuszu będzie uznany za atak na wszystkich. Nasza obecność będzie rotacyjna, ale nasze oddziały pozostaną na miejscu tak długo, jak to będzie konieczne” – zadeklarował szef NATO.

    Jednoznaczne słowa Stoltenberga

    „NATO nie chce prowokować konfliktu, lecz mu zapobiec, dlatego wzmacnianie naszych sił odbywa się w sposób zrównoważony i przejrzysty. Próbujemy także nadal szukać możliwości powrotu do sensownego dialogu z Rosją, bo jest on niezwykle ważny wtedy, gdy napięcia są silne – powiedział sekretarz generalny. W zeszłym roku odbyły się trzy posiedzenia Rady NATO-Rosja, rozważamy możliwość zwołanie kolejnego jej posiedzenia” – dodał.

    Kluczowe znacznie dla powodzenia planów NATO będzie mieć podtrzymanie trendu zwiększania wydatków wojskowych przez państwa Sojuszu do poziomu 2 proc. PKB. Stoltenberg przypomniał, że „bezpieczeństwo nie jest za darmo”.

    „Wychodzimy na prostą. W 2015 roku cięcia w wydatkach wojskowych w Europie ustały, a 15 członków Sojuszu zaczęło zwiększać budżety obronne. Rok później już 23 członków NATO zwiększyło wydatki o 3,8 proc, czyli o 10 miliardów dolarów” – podkreślił sekretarz generalny NATO w rozmowie z RMF FM.

    „Dokonuje się postęp, wiemy, że nasza obietnica będzie spełniona. Państwa europejskie, ujmowane razem, po raz ostatni przeznaczały 2 procent na obronę w 2000 roku! Ale dzięki politycznej woli i konsekwencji dotrzymamy naszej obietnicy. Tu chodzi o nasze własne bezpieczeństwo” – zadeklarował.

    Szef NATO chwali Polskę

    Jens Stoltenberg docenił także rolę Polski, jeśli chodzi o proces zwiększania inwestycji w obronę.

    „Polska to siła napędowa NATO, państwo znajduje się w czołówce Sojuszu pod względem wydatków. Jako kraj przeznaczający 2 proc. PKB na cele wojskowe Polska daje dobry przykład innym” – ocenił.

    Przemysław Henzel

    Czytaj więcej w RMF24

    RMF FM

    Niemcy nie chcą współfinansować muzeum w Sobiborze


    Znalezione obrazy dla zapytania Unsere Mutter, unsere Vater

     

    ParezjaParezja

     

    Niemcy nie chcą współfinansować muzeum w Sobiborze

    Przez

    Mateusz Nowak

    18 marca 2017

     

    commons.wikimedia.org/ Bmalina

    Polska chce wybudować muzeum i miejsce pamięci na terenie byłego hitlerowskiego obozu zagłady w Sobiborze. Niemcy nie chcą wesprzeć tej inwestycji.

    Dokonane w Sobiborze przez nazistów zbrodnie są częścią „Akcji Reinhardt”. Pod koniec wojny hitlerowcy zdemontowali obóz i zatarli po nim ślady jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Dopiero w latach 60-tych ubiegłego wieku powstało w tym miejscu niewielkie miejsce pamięci.

    Polska już od lat planuje z międzynarodowymi związkami ofiar wybudowanie dużego muzeum i miejsca pamięci, w którym uwzględni się nowe archeologiczne znaleziska. Budowa nowego muzeum i miejsca pamięci w Sobiborze ma kosztować kilka milionów euro. Pieniędzy niestety brakuje.

    Międzynarodowa uwaga jest tutaj nieco mniejsza niż na przykład w Auschwitz, światowym symbolu Holokaustu. Przy czym naziści wymordowali w Sobiborze, Treblince i Bełżcu na wschodzie Polski prawie dwa miliony Żydów i około 50 tys. Romów. Ofiary pochodziły w większości z Polski, lecz nie tylko. Daje to więcej pomordowanych niż w Auschwitz.

    W roku 2013 ówczesna niemiecka sekretarz stanu Cornelia Pieper poinformowała, że według jej informacji przygotowuje się projekty w Sobiborze z innymi partnerami, czyli krajami, których obywatele byli tam więzieni. „Niemców wśród nich nie było” – miała powiedzieć Pieper. To jednak historyczne kłamstwo. Zarówno w Sobiborze, jak i w innych obozach, w których prowadzona była „Akcja Reinhardt”, były także ofiary z Niemiec.

    Rząd Polski potwierdził niedawno zainteresowanie niemieckim wsparciem finansowym, ale wnioski o to nie miały do tej pory powodzenia. Jedynym niemieckim wkładem finansowym w Sobiborze będzie wsparcie sumą 50 tys. euro naukowej konferencji poświęconej „Akcji Reinhardt”. W porównaniu z milionami potrzebnymi na budowę i utrzymanie miejsca pamięci, to zaledwie kropla w morzu potrzeb.

    Dla nich demokracja to aferokracja


    Podobny obraz

    wMeritum.pl

     

    11:20:03

    STRONA GŁÓWNA WIADOMOŚCI POLECANE WIADOMOŚCI INTERESUJĄCA DYSKUSJA SZEFOWEJ „WIADOMOŚCI” Z DZIENNIKARKĄ „WYBORCZEJ”. „NIE ROZUMIESZ, ŻE LUDZIE MAJĄ Z CIEBIE BEKĘ? NIE MIERZ WSZYSTKICH SWOJĄ MIARĄ”

    Interesująca dyskusja szefowej

    Interesująca dyskusja szefowej „Wiadomości” z dziennikarką „Wyborczej”. „Nie rozumiesz, że ludzie mają z ciebie bekę? Nie mierz wszystkich swoją miarą”

    Opublikowano: 19 Mar 2017Tags: Dominika Wielowieyska, Gazeta Wyborcza, Marzena Paczuska, Michał Karnowski, Ringier Axel Springer, tomasz sakiewicz, Wiadomości TVP

    Wydrukuj E-mail

    Sprawa listu szefa niemiecko-szwajcarskiego koncernu medialnego Ringier Axel Springer, który został skierowany do polskich dziennikarzy tej spółki, budzi sporo kontrowersji. Zdaniem Dominiki Wielowieyskiej z „Gazety Wyborczy”, publikacja tego pisma, to element antyniemieckiej nagonki. Innego zdania jest szefowa „Wiadomości” – Marzena Paczuska.

    List Marka Dekana

    O liście Marka Dekana, szefa koncernu Ringier Axel Springer (m.in. „Newsweek” i „Fakt”) poinformowały „Wiadomości”. Wśród tematów poruszanych w liście była mowa o wyborze Donalda Tuska na kolejną kadencję szefa Rady Europejskiej. Dekan krytykował postawę polskiego rządu, który zamiast wspierać Polaka, postanowił wystawić innego.

    Wyłącznym zwycięzcą nie jest jednak Donald Tusk, tak jak Kaczyński nie jest jedynym przegranym. Razem z Tuskiem wygrali Polacy – wszyscy ci, którzy są dumni z przynależności do Unii Europejskiej

    – czytamy w opublikowanym przez portal wpolityce.pl liście.

    Jednak największe kontrowersje wzbudził ten fragment:

    Pamiętajmy, że większość naszych czytelników i użytkowników należy do tej miażdżącej większości, która popiera członkostwo Polski w UE. Podpowiedzmy im co zrobić, żeby pozostać na pasie szybkiego ruchu i nie skończyć na parkingu.

    Spotkało się to z ostrą reakcją zwłaszcza zwolenników Prawa i Sprawiedliwości oraz przychylnych tej partii mediów.

    Odezwa Wielowieyskiej

    Krytyczny materiał „Wiadomości” na temat pisma, zainspirował dziennikarkę „Gazety Wyborczej” – Dominikę Wielowieyską do wezwania szefa polskiej dyplomacji – Witolda Waszczykowskiego – by ten wpłynął na szefową „Wiadomości” – Marzenę Paczuską,Michała Karnowskiego oraz Tomasza Sakiewicza, by ci skończyli ze „szkodliwą, antyniemiecką nagonką”.

    Dyskusja dziennikarzy

    Najpierw postanowił się odnieść do tego dziennikarz „wSieci”.

    Wchodzę w to pod warunkiem przyjęcia i zaakceptowania przez Agorę listu od premier Szydło w sprawie skończenia z nagonką na Polskę

    – napisał Karnowski.

    Wielowieyska odpowiedziała, że chodzi tutaj o „obronę praworządności i demokracji” i „nie jest to nagonką na Polskę, ale krytyka PiS”.

    Po chwili do dyskusji włączyła się Marzena Paczuska.

    Obserwuj

    Marzena Paczuska @MarzenaPaczuska

    .@DWielowieyska Dominiko, czy Ty nie rozumiesz, że wszyscy mają bekę bo dla Ciebie Polska to PO. Polska jest bezpartyjna.@michalkarnowski

    22:50 – 18 mar 2017

  • 2929 podanych dalej

  • 163163 polubienia

  • Dziennikarka „Wyborczej” nie pozostała jej dłużna:

    Obserwuj

    DominikaWielowieyska @DWielowieyska

    @MarzenaPaczuska nie mierz innych swoją miarą. Nawet P. Zaremba napisał, że tak topornej propagandy w TVP jeszcze nie było. Przemyśl to

    22:56 – 18 mar 2017

  • podanych dalej

  • 1515 polubień

  • Obserwuj

    DominikaWielowieyska @DWielowieyska

    @MarzenaPaczuska wyśmiewają Cię nawet zwolennicy PiS, a mimo to brak u Ciebie jakiejkolwiek refleksji

    23:03 – 18 mar 2017

  • podanych dalej

  • 1919 polubień

  • Bywało już wcześniej

    To nie pierwsza taka dyskusja między Paczuską i Wielowieyską. Na początku marca obie panie dyskutowały na temat przeszłości ambasadora RP w Berlinie – Andrzeja Przyłębskiego. Szerzej na ten temat pisaliśmy tutaj.

    Źródło: wiadomosci.tvp.pl/wpolityce.pl/Twitter.com
    Fot. Pixabay.com i Twitter.com

    Blokada Donbasu to oznaka bezsilności Ukrainy


    Znalezione obrazy dla zapytania Bezsilność Ukrainy

     

    prawica.net

     

    Blokada Donbasu to oznaka bezsilności Ukrainy

    Ukraińscy nacjonaliści blokujący dostawy węgla z Rosji na Ukrainę oznajmili, że od 2 kwietnia 2017 roku zamierzają całkowicie uniemożliwić jego dostarczanie drogą kolejową. W przyszłości stopniowo mają być redukowane aż do zera dostawy pozostałych surowców i towarów rosyjskich, jednak jedynie w przypadku znalezienia źródeł zastępujących import z Rosji.

    Blokada Donbasu i transportu kolejowego z Rosji i do Rosji wywołała gniewną tyradę prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, który obiecał, że nie wybaczy „cynizmu i nieodpowiedzialności politykierów”, którzy skorzystali z sytuacji „dla własnego egoistycznego partyjnego PR-u”.Niedawno ukraiński dziennikarz, Wołodymyr Bojko upublicznił otrzymaną z własnych źródeł informację o tym, że blokada Donbasu to sprawa ludzi Poroszenki, który chce zagarnąć przedsiębiorstwa energetyczne należące do Rinata Achmetowa – jednego z najbogatszych ludzi Ukrainy.

    Z powody blokady Donbasu Ukraina musi kupować węgiel w Rosji (to dla niej najkorzystniejszy wariant poza Donbasem) a zatem dostarczać go przez firmy offshorowe, kontrolowane przez ludzi prezydenta Ukrainy, który – przypomnijmy sobie – jest beneficjantem około 100 firm i przedsiębiorstw ze sfer ubezpieczeń, bankowości, rolnictwa, cukiernictwa, przemysłu samochodowego i stoczniowego itd. Poroszenko może ile wlezie dywagować na temat partyjnego egoizmu, cynizmu oraz nieodpowiedzialności, ale uwzględniając fakt, że w 2015 roku to on sprzedawał swoje cukierki Roshen w DRL z którą Ukraina wojuje – staje się jasne, że prezydent Ukrainy akurat pod względem cynizmu i egoizmu znacznie wyprzedza nawet oskarżanych przez siebie.

    Ludzie którzy obecnie blokują komunikację z Donbasem i Rosją, występując przeciwko ukraińsko-rosyjskim stosunkom handlowym, nazywają siebie „najbardziej patriotyczną częścią ukraińskiego społeczeństwa”. Przyjrzyjmy się jednak bliżej kim oni naprawdę są. Zobaczymy, że wśród tych aktywistów nie brakuje przedstawicieli Prawego Sektoru i pro-banderowskich batalionów OUN, Donbas itd. Ci ludzie pozbawieni są trzeźwej oceny tego co się dzieje w kraju. Braki intelektualne zastępuje w ich przypadku radykalizm, stąd ich nieustępliwość oraz brak umiejętności rozwiązywania problemów bez użycia siły.

    Kiedy deputowana Rady i doradca ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa, Tetiana Czornowoł próbowała przekonać aktywistów do przerwania blokady – w odpowiedzi została obrzucona jajami i wyzwiskami. Spotkanie Czornowoł omal nie skończyło się próbą jej pobicia. Trudno sobie wyobrazić żeby w cywilizowanym kraju bojówkarze atakowali na ulicach senatorów i doradców ministrów.

    Chociaż Poroszenko oskarża swoich oponentów o zamiar przekształcenia Ukrainy w kraj, w którym panuje samowola i anarchia, tak naprawdę Ukraina już się nim stała, i to właściwie od razu po dojściu do władzy Euromajdanu. Ukraina jako państwo straciła prawo do stosowania przymusu. Teraz decyzje podejmuje ulica. Trzymający się z dala od pola walki radykalni narodowcy oraz powracające z frontu zagubione armatnie mięso – oto ten wrzący element, który zakłóca stabilność i porządek. Słaba reakcja kierownictwa Ukrainy wobec działań radykałów świadczy o upadku Ukrainy jako państwa.

    Dzisiejsza Ukraina to paradoksalny kraj. Tu można być deputowanym do Rady i odpowiadać za kluczowe sfery gospodarki i zagranicznej polityki nie mając wyższego wykształcenia; można głośno oskarżać komunistyczny reżim o zbrodnie i jednocześnie ubiegać się o współpracę z Chinami, gdzie przecież wciąż mamy do czynienia z tym samym „zbrodniczym reżimem”; można budować w Babim Jarze, gdzie naziści rozstrzelali 100 tysiąc Żydów pomnik Ołenie Telidze, ideologowi OUN, która oddanie służyła reżymowi hitlerowskiemu, i proklamować ją taką samą ofiarą tego reżymu jak i zamordowani Żydzi.

    Radykałowie z ulicy mają czelność rozmawiać z państwem jak równi z równymi dlatego że Euromajdam stworzył precedens, kiedy to ulica i przemoc pokonały państwo i porządek. A także dlatego, że ekstremiści mają swoich protektorów na samej górze ukraińskiej władzy. Czasem zresztą bojówkarze nawet nie wiedzą, że ich działania nie są samodzielnym projektem, ale zakamuflowanym planem wysoko postawionych politykierów. Blokada komunikacji między Donbasem a Rosją jest tego bardzo wyraźnym przykładem.

    Ukraina otwarcie idzie drogą politycznego i gospodarczego chaosu. Wiceprezes Narodowego Banku Ukrainy Oleg Czurij oznajmił, że bez pomocy MFW Ukraina jest skazana na załamanie hrywny i bankructwo. Dzisiejsza Ukraina nie jest w stanie spełniać w pełnym wymiarze swoich socjalnych obowiązków oraz spłacać zadłużenia zagranicznego.

    Wielu Ukraińców wspomina czasy Janukowycza jak przykład stabilności i pokoju, większość ludzi marzy o wyjeździe z kraju. Badanie socjologiczne przeprowadzone przez grupę Rejting wiosną 2016 roku wskazują, że o emigracji marzy co trzeci mieszkaniec Ukrainy. Głównymi kierunkami ukraińskiej emigracji pozostają Polska i Rosja. W Polsce pracuje około 1 mln. Ukraińców, w Rosji zaś powyżej 2 mln. Jak mówi wiceminister spraw wewnętrznych Białorusi, Nikołaj Mielniczenko w 2015 roku ponad 46 tys. obywateli Ukrainy dostało zezwolenie na pobyt w kraju, i ilość chętnych się nie zmniejsza.

    Dla zmniejszenia napływu migrantów z Ukrainy nie ma żadnych podstaw. Państwo ukraińskie nie ma dzisiaj dobrych perspektyw, są tylko złe oraz bardzo złe. Napływ migrantów będzie tylko narastał, tak do Europy, jak i do Rosji, która zresztą już zabroniła wjazdu 300 tys. Ukraińcom za różne przestępstwa. Ludność Ukrainy to na dziś około 40 mln. Jeśli spełni się marzenie każdego trzeciego mieszkańca kraju o wyjeździe za granicę, to będzie oznaczało, że przynajmniej 13 milionów ludzi wyjedzie z Ukrainy! Większość z nich skieruje się na Zachód.

    Po pierwsze, tam można więcej zarobić. Po drugie, pod wpływem dzikiej antyrosyjskiej propagandy wielu Ukraińców stało się rusofobami i nie chce jechać do Rosji z powodów ideologicznych. Ponadto na Ukrainie ponad 200 tys. osób brało udział w wojnie na Donbasie i ci ludzie też nie pojadą do Rosji, bo wiedzą, że ich po prostu nie wpuszczą. Węgrzy, chcąc się uchronić przed napływem migrantów, zbudowały mur na granicy z Serbią i Chorwacją. Ponad 90 proc. nielegalnych uchodźców zatrzymało się tuż przy granicy oczekując na decyzję sądu w specjalnym obozie w jej pobliżu – po czym zostali deportowani, co radykalnie rozwiązało problem.

    Nie jest wykluczone, że teraz inne przygraniczne kraje będą musiały wziąć przykład z Węgier i też postawić takie ściany na granicy z Ukrainą. Blokada Donbasu, wewnętrzne polityczne niesnaski oraz upadająca gospodarka nie pozostawiają nadziei na polepszenie sytuacji na Ukrainie, która już wkrótce stanie się takim samym importerem ludzkich zasobów, jak Tadżykistan czy kraje Afryki.

    Władysław Gulewicz
    Autor jest ukraińskim dziennikarzem i politologiem.
    Gulewicz


    gościnnie

    Goszczą na prawicy.net Autorzy, którzy nie piszą tutaj na stałe, ale ciekawe teksty są dostępne dla Czytelników.

    Rządowa kroplówka dla czerstwej gazety


    Znalezione obrazy dla zapytania kropłowka dla gazety

    19 marca 2017

    NEon24.pl

    TRYBEUS

     

     

    284 posty7978 komentarzy670756 odsłon

    18.03.2017 19:4018 komentarzy

    Rząd pisowski wspiera Gazetę Koszerną Michnika…

     

    A tyle było radości jak w mediach przeszła wieść, że Gazeta Wyborcza Michnika vel Szechtera upada z hukiem…

    A tyle było radości jak w mediach przeszła wieść, że Gazeta Wyborcza Michnika vel Szechtera upada z hukiem. Nie powiem sam miałem odczucie, że jakaś tam sprawiedliwość dziejowa nadchodzi. Okazuje się, że dupa…Pisowski rząd podłączył kroplówkę i reanimuje trupa medialnego…a trup medialny chyba liczy na więcej…Dobra Zmiana…k…mać!!!
    Cytuję za Naszym Dziennikiem:
    „Jak wynika z danych Kantar Media, opublikowanych przez portal Wirtualnemedia.pl, tylko w pierwszym kwartale 2016 r. ministerstwa na reklamy w „Gazecie Wyborczej” przeznaczyły ponad 2 mln zł. To dało tytułowi kierowanemu przez Adama Michnika pozycję lidera wśród dzienników zamieszczających ministerialne reklamy. Zatem skąd lamenty w redakcji na Czerskiej? Czyżby niepomni na swoje publikacje liczyli na więcej funduszy?”
    Dalej czytamy, ze i znienawidzone przez pisiorów stacje komercyjne także dostały kroplówkę…
    „Również liberalne stacje telewizyjne są mocno wspierane z budżetu państwa. Jak wynika z wyliczeń portalu Wirtualnemedia.pl, na podstawie danych cennikowych Kantar Media, kwota na reklamy wykupione przez ministerstwa i spółki Skarbu Państwa w TVN tylko w pierwszej połowie 2016 r. wyniosła prawie 4,7 mln zł, a w TVN24 ponad 1,5 mln zł. Polsat z kolei uzyskał w omawianym okresie ponad 14,9 mln zł”
    Artykuł opublikowany na stronie:
    http://www.naszdziennik.pl/mysl/177977,sponsorowanie-michnikowszczyzny.html
    Tymczasem na koszernych „niezależnych” cisza, cisza na tzw „prawicy”…Mordor Niezależny milczy…jak wytłumaczy to Ojciec Dyrektor…
    Patataj, patataj, patataj, patataj…

    Erdogan trzyma unijne elity na krótkiej smyczy


    Znalezione obrazy dla zapytania Erdogan trzyma Się na smyczy

    Południowa flanka jest niezłomna…?

    Holandia i Niemcy (członkowie NATO) są w konflikcie z Turcją (członek NATO). Ale to Polska ma być problemem…
    wpis z dnia 13/03/2017

    foto: Rafiadli Roebiono (Flickr.com / CC by 2.0)

    Erdogan trzyma unijne elity na krótkiej smyczy. Oni panicznie boją się napływu kolejnych fal islamskich uchodźców. I właśnie dlatego Tusk, Schulz i Juncker tańczyli do tej pory, jak im Erdogan zagrał. Płacili Ankarze miliardy euro i przymykali oczy na łamanie praw człowieka, byleby tylko Turcja zatrzymała u siebie nową falę uchodźców. Aby odwrócić uwagę na plan pierwszy wysuwali Polskę, wskazując, iż to nasz kraj – a nie Turcja – ma być realnym problemem dla Europy. Jak bardzo plan ten był krótkowzroczny pokazują ostatnie dni.

     


    Turcja, mówiąc kolokwialnie, trzyma mocno za jaja całą Brukselę. Jeśli eurokraci zaczną fikać, to Erdogan boleśnie za te jaja pociągnie i wpuści do Europy kolejną falę islamskich uchodźców i imigrantów. Dlatego zamiast krytykować jego poczynania i punktować te wszystkie działania, które autentycznie naruszają demokratyczne standardy, najpierw Tusk oświadczył, że prezydent Turcji jest dla niego „przyjacielem”, a na poparcie tych słów Komisja Europejska przekazała Turcji ok. 3 mld euro. Potem Schulz – tuż po stłumieniu puczu – wyraził publicznie radość z „powrotu praworządności w Ankarze”. Niedługo później szef Rady Europy stwierdził, że „ze strony Europy jest za mało zrozumienia dla Turcji”.

     


    Obecnie sprawy wymknęły się jednak spod kontroli. Erdogan wysyła swoich ministerialnych przedstawicieli do wielomilionowych diaspor tureckich w Europie, by tam prowadzili kampanię przed referendum o zmianie ustroju państwa. Niestety (dla niego), w poszczególnych krajach Europy również toczą się kampanie wyborcze, a partie euroentuzjastów i eurokratów przegrywają tam w sondażach z partiami anty-islamskimi. Stąd zmiana retoryki w Holandii i Niemczech, która doprowadziła m.in. do ostatnich rozruchów w Rotterdamie. W odpowiedzi Erdogan nazywa niemieckie władze „nazistami”, a z Holandią oziębia stosunki dyplomatyczne. To może być jednak dopiero początek.
    Bałkański szlak migrantów wędrujących do Europy zachodniej został powstrzymany tylko dlatego, że Turcja przywróciła ścisłe kontrole swoich granic. Co się stanie, jeśli Turcy ponownie odpuszczą w tej kwestii? Czy to przypadkiem nie uruchomi nowej fali uchodźców, których napływ wyniesie do władzy na Zachodzie anty-islamskie, ale jednocześnie anty-unijne i pro-rosyjskie partie? Czy w tych okolicznościach eurokraci nadal powinni traktować Polskę jako największy problem współczesnej Unii Europejskiej?

    Źródło: Holandia: Zamieszki w Rotterdamie. Policja rozpędziła protestujących Turków (DoRzeczy.pl)
    Źródło: Erdogan porównuje Niemców do nazistów za zakaz organizowania wieców wyborczych (PolskieRadio.pl)
    Czytaj także: Ankara grozi Unii nową falą migrantów na Święta. Ciekawe co na to Tusk? (Niewygodne.info.pl)
    Czytaj także: Ankara ustawia po swojemu słabiutką UE: Albo wizy dla Turków zostaną zniesione, albo do Europy wpuszczą nową falę uchodźców (Niewygodne.info.pl)

    wpis z dnia 13/03/2017 

    niewygodne.info.pl

    blog niewygodny dla establishmentu III RP

    Nie dla podmiany populacji w Polsce!


     

    Znalezione obrazy dla zapytania Podmiana populacji w Polsce

    Pikio.plPikio.pl

    Pikio.pl

     

    Winnicki: Nie dla podmiany populacji w Polsce!

    Autor: Robert Winnicki

    Mar 19, 2017

     

    źródło: facebook.com/robertwinnickipubliczny

    Nie dla podmiany populacji w Polsce!

    W tym tygodniu Ruch Narodowy, Młodzież Wszechpolska i ONR wspólnie wypowiedziały się przeciwko niekontrolowanemu napływowi Ukraińców do Polski. Dziś ONR zorganizował w tej sprawie manifestacje w wielu miastach Polski.

    Płace nie będą rosły a Polacy nadal będą emigrować na Zachód, jeśli rząd nie podejmie kroków zmierzających do zahamowania napływu taniej siły roboczej z Ukrainy. Władze naszego państwa są całkowicie bierne wobec tego narastającego problemu.

    Zadaniem rządu jest reagować, kontrolować i ograniczać masowy napływ cudzoziemców. Będziemy się tego domagać!

    Operacja „Wisła” zakończyła banderowskie ludobójstwo


    Znalezione obrazy dla zapytania Banderowcy w Akcji Wisła

     

    Myśl Polska

    Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

    LOGIN

    Operacja „Wisła” zakończyła banderowskie ludobójstwo

    kulinska.jpg
    Z inicjatywy Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich, w dniu 11 marca 2017 r. w sali konferencyjnej SZŻ AK w budynku Pasty, dzięki pomocy senatora Grzegorza Peczkisa, odbyła się konferencja nt 70. rocznicy Operacji „Wisła”, która zakończyła ukraińskie ludobójstwo dokonane na Polakach w latach 1939-1947.

    Bardzo ciekawe, udokumentowane źródłowo referaty, przedstawiające tło wydarzeń, wygłosili: dr Lucyna Kulińska (Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie): „Stan zagrożenia ludności polskiej ze strony band OUN-UPA w latach 1944-1947 w świetle dokumentów Ministerstwa Administracji Publicznej”, prof. Czesław Partacz (Politechnika Koszalińska): „Operacja „Wisła”, a polska racja stanu”, dr Andrzej Zapałowski (Uniwersytet Rzeszowski): „Ukraińska narracja w sprawie Operacji Wisła”, dr Bogusław Kuźniar (Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Przemyślu): „Operacja „Wisła” jako realizacja naturalnego prawa RP do obrony swojego terytorium i ludności oraz Artur Brożyniak (IPN Rzeszów): „Działania Przemyskiego Kurenia UPA w okresie operacji.

    Prezes Witold Listowski po przywitaniu senatora Grzegorza Peczkisa,prelegentów i uczestników, poinformował, że stowarzyszenie zwróciło się do Sejmu i Senatu o podjęcie, zgodnych z prawdą historyczną, uchwał w tej sprawie o umożliwienie zorganizowania konferencji w Sejmie lub w Senacie… Na pismo stowarzyszenia – nie odpowiedziano. Senator Peczkis wspomniał o próbach podjęcia uchwały w Senacie, opracowanej na jego prośbę przez wybitnych historyków, burzliwych dyskusjach w gronie senatorów PiS (także z udziałem marszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego), naciskach „otoczenia zewnętrznego”, w tym ambasad niektórych krajów, na marszałków Sejmu i blokowaniu uchwały w Senacie przez część senatorów PiS-u oraz o jednoznacznie patriotycznej postawie niektórych z nich, w tym Jana Żaryna, Jerzego Czerwińskiego i Mieczysława Golby.

    Ci czterej senatorowie – jak zapewnił – robią wszystko by nie doszło do podjęcia ponownie takiej uchwały, jak ta haniebna z 3 sierpnia 1990 r., autorstwa przedstawicieli mniejszości narodowych, w tym ukraińskiej, potępiająca Akcję „Wisła”. Niestety, Akcję „Wisła” potępili także Prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński w 2007 r.,razem z ówczesnym prezydentem Ukrainy, Wiktorem Juszczenko, a Bronisław Komorowski przyjmował delegacje banderowców i odznaczał przedstawicieli tego środowiska, jak np. Piotra Tymę ze Związku Ukraińców w Polsce.

    Tamta uchwała była niejako realizacją stanowiska OUN z 22 czerwca 1990r. (prof. Czesław Partacz). Jak wynika z jego referatu, uchwała ta, usprawiedliwiając w istocie ukraińskie ludobójstwo i dążąc do zrównanie win katów i ich ofiar miała być pierwszym krokiem do ubiegania się o odszkodowania finansowe od Państwa Polskiego. W 1992 r. Rada Główna Związku Ukraińców w Polsce złożyła do Marszałka Wiesława Chrzanowskiego petycję w sprawie likwidacji skutków prawnych, ekonomicznych i politycznych Akcji „Wisła”, czyli zwrotu mienia nieruchomego, ruchomego, przyznania Związkowi Ukraińców w Polsce i innym organizacjom ukraińskim oraz kościołowi grecko-katolickiemu i prawosławnemu prawa do zwrotu nieruchomości, zbiorów muzealnych i świątyń zamkniętych w 1947 r., prawa do powrotu osób stamtąd wysiedlonych oraz… praw kombatanckich dla banderowców i ich kolaborantów, osadzonych w Jaworznie. Nastąpiły kolejne naciski na władze centralne o wydanie odpowiednich aktów prawnych.

    Apogeum bezczelności stanowił złożony w 2012 r. w Sejmie projekt ustawy (dzięki zaangażowaniu patriotycznych posłów i obiektywnym ekspertyzom historyków – „zamrożony”), dającej podstawę do realizacji tych żądań, autorstwa posła PO Mirona Sycza (syna banderowca) i innych Ukraińców, w tym prof. Romana Dudy, współautora uchwały Senatu z 1990r., przyjęty (mimo braku quorum) w komisji mniejszości narodowych Sejmu – przez Ukraińców i początkowo wprowadzony do porządku obrad plenarnych przez marszałek Ewę Kopacz. Prof. Partacz podkreślił dalej, że dobrze przygotowana wojskowa Operacja „Wisła”, dokonana w celu przesiedlenia Ukraińców, którzy nie uznawali żadnej władzy, kosztowała państwo ponad 65 mln zł.

    Dokumenty archiwalne Ministerstwa Administracji Publicznej (utworzonego w grudnia 1944 r., wcześniej resort podlegał PKWN), którym kierował wtedy ludowiec dr Władysław Kiernik, objęte kwerendą w latach 2002-2007 przez dr L.Kulińską, w postaci pism urzędowych, w tym wojewodów, starostów, posterunków MO, dramatycznych listów mieszkańców z prośbą o pomoc wojskową dla zagrożonych terenów, są bardzo liczne, choć niestety przetrzebione, częściowo zniszczone (proceder „czyszczenia dokumentów” ma miejsce niestety, nie tylko na Ukrainie). Odnośnie samej tylko Lubelszczyzny, wyselekcjonowała ponad sto dokumentów.

    We wszystkich funkcjonuje adekwatne do mordów określenie „bandy OUN-UPA”. Dr Kulińska przedstawiła fragment pierwszej części przygotowywanej książki nt. terroru na Lubelszczyźnie (następne rozdziały dotyczą Rzeszowskiego i Krakowskiego), gdzie najbardziej zagrożonym terenem był powiat hrubieszowski, tomaszowski i włodawski – wbrew twierdzeniom Ukraińców, że zagrożenia nie było. Przytoczyła fragment pisma wojewody lubelskiego do ministra Władysława Kiernika o ukraińskim terrorze, o bardzo dobrych relacjach Ukraińców z władzą radziecką (której wyłącznie oddawali kontyngenty), o sugestii, by klauzula dobrowolności umowie o wymianie ludności została usunięta.

    Dr Andrzej Zapałowski podkreślił, że dyskusja o Akcji „Wisła” od dwudziestu kilku lat nie jest dyskusją historyczną, gdyż w środowisku ukraińskich historyków i Związku Ukraińców – narzucają propagandową, jednostronną narrację. Nazwa „Akcja” sugeruje, że to była „czystka etniczna”, podczas gdy była to zwykła operacja wojskowa. Uzasadnił, że środowiska mniejszości ukraińskiej przyłączyły się do opozycji przed 1989 r. i w ten sposób podzieliły okres powojenny na zło (komuna) i dobro – wszelka (także nacjonalistyczna, szowinistyczna) opozycja. Operacja „Wisła” była więc – ich zdaniem – złem wyrządzonym przez komunistów. Inny pogląd wyrażają wyłącznie „historycy o rodowodzie komunistycznym lub endeckim”. Mówią o czystkach etnicznych w Polsce, jakby nie było Jałty i Poczdamu, umowy z 5 września 1945 r. PKWN (aprobowanymi przez aliantów) z rządem radzieckim Republiki Ukraińskiej) o wymianie ludności.

    Zapałowski obnażył żenujący poziom merytoryczny opracowań niektórych historyków pochodzenia ukraińskiego, traktujących sposób rozwiązania problemu ukraińskiego na ziemiach południowo-wschodnich obecnego Państwa Polskiego „według wzorców sowieckich”. Mity tego typu i kłamstwa, że nie było ustalonych granic, a ludność ukraińska, stanowiąca zaplecze dla UPA, nie była zagrożeniem dla Polaków, że nie były prowadzone akcje wobec polskiej ludności, że UPA nie prowadziła działań operacyjnych na terenie Łemkowszczyzny – za prof. Romanem Drozdem i innymi utytułowanymi (!) historykami pochodzenia ukraińskiego – powtarza Petro Tyma i inni przedstawiciele wojującej mniejszości ukraińskiej w Polsce.

    Manipulacją – podkreślił dr Zapałowski – jest również twierdzenie, że większość ofiar stanowili Ukraińcy, których zginęło ok. 7,5 tysięcy. Czy to były ofiary czy napastnicy? Czy skazani za morderstwa, czy Ukraińcy wymordowani przez UPA? – spytał. Ofiarami mogli być tylko Ukraińcy, którzy zginęli w akcjach odwetowych lub działaniach oddziałów wojskowych. Polskie straty natomiast wynosiły ok. 7-8 tysięcy ludzi.

    To działania UPA – podkreślił – doprowadziły do zniszczenia osobowego swojego zaplecza i trwałych zmian etnicznych w Polsce. Gdyby Państwo Polskie nie uregulowało tej sytuacji, uczyniłby to w końcu Związek Radziecki.Powstaje więc pytanie, co Państwo Polskie miało zrobić w 1947 r. ze 150 tysiącami. Ukraińców? Stosując czystkę, zamknąć w obozach? Gdzie? Jak ich wyżywić? Operacja Wisła – kontynuuje dr Zapałowski – była metodą zaprowadzenia stabilizacji sytuacji na części terytorium Polski poprzez wyeliminowanie zaplecza logistycznego UPA. UPA ponosi całkowitą odpowiedzialność za konsekwencje Akcji, ponieważ zmusiła Państwo Polskie do jej przeprowadzenia.

    Związek Ukraińców w Polsce, jako w dużym stopniu kontynuator idei nacjonalizmu ukraińskiego, chce przerzucić na Państwo Polskie tę odpowiedzialność. Operację „Wisła” przeprowadziła niesuwerenna władza, ale uznana międzynarodowo, a każda władza musiałaby taka decyzję podjąć. W razie wojny, byłby to obszar dywersyjny. Operacja „Wisła” jest dla nacjonalistów ukraińskich elementem własnego wyrzutu sumienia i odpowiedzialności historycznej OUN-UPA przed własnym narodem za konsekwencje materialne i społeczne skazanych z góry na klęskę działań, w postaci siania masowego terroru na obszarach, które weszły po 1945 r. w skład RP. Każda władza by to przeprowadziła. Miała ona zresztą poparcie USA, Anglii i Francji.

    Dr Bogusław Kuźniar zwrócił uwagę m.in. na współczesne manipulacje historią Polski, kiedy to w historiografii, wbrew oczywistym faktom, usiłuje się pozbawić Polaków statusu narodu uczestniczącego w koalicji antyhitlerowskiej i udzielającego pomocy skazanym na zagładę Żydom (czynią to zwłaszcza środowiska niemieckie, związane z E. Steinbach). Podobnie dzieje się od ponad 20 lat z banderyzmem, bo to nie Polacy ciemiężyli Ukraińców, lecz Ukraińcy bestialsko mordowali Polaków do 1947 r. Zapewnienie bezpieczeństwa publicznego jest obowiązkiem każdego rządu. Mówca zwrócił uwagę, że nie było przymusowych przesiedleń ludności białoruskiej, zamieszkałej na zwartych terenach kilku powiatów wschodniej Białostocczyzny – gdyż ludność ta nie dawała ku temu powodów. Operacja „Wisła” została dokonana przez Państwo – kontynuował dr Kuźniar. To zminimalizowało możliwość przyszłych konfliktów.

    Artur Brożyniak z Rzeszowskiego Oddziału IPN bardzo interesująco przedstawił działania Przemyskiego Kurenia UPA (w skład którego wchodziły cztery sotnie), którym dowodził pochodzący z Połtawy Mikołaj Sawczenko vel Piotr Mykolenko Bajda. Resztki sotni Hromenki w połowie czerwca 1947 r .dotarły do Czechosłowacji, a następnie do Niemiec.

    Ta niezwykle ważna konferencja pokazała historyczne tło wydarzeń Operacji „Wisła” oraz konieczność przerwania działalności UPA i dalszego mordowania Polaków. W wyniku Operacji UPA poniosła zasłużoną klęskę. Obecnie Ukraina jest największym bankrutem w Europie ze swoją obłąkaną banderowską ideologią, której wyznawcy mieszkający w Polsce do dziś nie mogą się pogodzić z klęską UPA, a – jak słusznie podkreślił prof. Partacz – „nie każda Ukraina jest dobra dla Polski, wbrew niektórym bardzo słabo myślącym środowiskom politycznym, pompującym miliardy złotych do tego zbankrutowanego państwa Być może będzie potrzeba wznoszenia murów na granicy, ale wtedy już będzie dla nas za późno”.

    Konferencja pokazała, jak bardzo potrzeba jest rzetelnej wiedzy historycznej Polakom i więcej tego typu konferencji, opartych na źródłach i ich bardzo profesjonalnych przekazach, zwłaszcza, że nie jest wykluczone, że Sejm i Senat nabiorą wody w usta i nie podejmą sprawiedliwych uchwał w sprawie Operacji Wisła, której 70. rocznica właśnie nadchodzi – mimo zaangażowania niektórych posłów i senatorów w sprawę pełnego ujawnienia prawdy historycznej.

    Na zakończenie Piotr Szelągowski z Poznania zaprezentował wstrząsający film: „Zapomnij o Kresach” (zdjęcia pomordowanych ofiar i relacje ocalałych z rzezi). który obejrzało już ponad sto tysięcy widzów, głównie uczniów szkół średnich, do których konsekwentnie i uparcie dociera…

    Kresowianie podpisali petycję do Sejmu w sprawie konieczności ustawowego uregulowania potępienia ludobójstwa przez nacjonalistów ukraińskich w okresie 1939-1947, usunięcia pomników banderowskich zbrodniarzy (do czego jedynie wstępem jest uchwała Sejmu z 22 ca 2016 r., ograniczająca do 1945 r. ukraińską zbrodnię – wbrew prawdzie historycznej – i poprzedzająca ją uchwała Senatu RP.
    O godzinie 17.00. na Skwerze Wołyńskim w Warszawie złożono wieńce i kwiaty, upominając się o godną pamięć ofiar ukraińskiej zbrodni ludobójstwa na Polakach i innych narodach. Prezes Listowski, Janina Kalinowska z Zamościa oraz przedstawicielka Opola, zaapelowali do mieszkańców Warszawy o odwiedzanie tego miejsca, zwłaszcza w dniu 11 każdego miesiąca, by wreszcie skutecznie wymóc na rządzące partii uchwalenie ustawy, wybudowanie Muzeum Kresów i postawienie pomnika bestialsko pomordowanych Polaków.

    Maria Rozesłańska
    Fot. fb

    Ukraińscy esbecy mówią, że odkryli magazyn amunicji


     

    fot. SBU

    Ukraina: SBU odkryła nielegalny arsenał broni i amunicji na Zaporożu [+VIDEO]

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Niedziela, 19 marca 2017 o godz. 09:09:32

    Podczas przeszukania magazynów jednej z zaporoskich firm znaleziono ogromne ilości broni i amunicji. Trwają czynności śledcze mające na celu ustalenie osób związanych z przestępstwem.

     

    Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy wspólnie z policją zlikwidowali w wiosce koło Zaporoża wielki magazyn nielegalnej broni i amunicji – poinformowała wczoraj służba prasowa SBU.

    Podczas przeszukania magazynów jednej z zaporoskich firm znaleziono 124 ręczne granatniki RPG-26, 50 granatników przeciwpancernych RPG-7, 87 pocisków do granatników podlufowych, 80 granatów RGD-5, 21 pocisków kalibru 82mm, 30 zapalników MD5, 240 granatów dymowych RDG-2B, 6 bomb dymnych UDSZ oraz „wielką ilość” nabojów i materiałów wybuchowych.

    Jak podaje SBU, wszczęto śledztwo w sprawie nielegalnego gromadzenia broni i materiałów wybuchowych. Trwają czynności mające na celu wykrycie wszystkich osób powiązanych z tym przestępstwem.  

    CZYTAJ TAKŻE: SB Ukrainy wszczęło śledztwo przeciwko b. merowi Użhorodu. Chciał odgrodzić się murem „od banderowców”

    ssu.gov.ua / kresy.pl

    Poznawanie w greckich szkołach kochających tęczowo!


     

    Znalezione obrazy dla zapytania kochający tęczowo

    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    NIEDZIELA 19 MARCA

     

    Demoralizacja w greckich szkołach! Kampania propagująca homo-związki nabiera rozpędu

    Data publikacji: 2017-03-19 07:00

    Data aktualizacji: 2017-03-17 10:20:00

    Demoralizacja w greckich szkołach! Kampania propagująca homo-związki nabiera rozpędu

    Nie tylko kryzys gospodarczy i polityczny spędza sen z powiek przeciętnemu greckiemu zjadaczowi chleba. Pod Akropolem zaostrza się konflikt na linii rząd-Cerkiew prawosławna. Greckie Ministerstwo Oświaty przy współpracy organizacji pozarządowej „Wielobarwna szkoła” zorganizowało wielką konferencję, na której nauczyciele greckich szkół wszystkich szczebli zdobywali wiedzą nt. „ochrony praw mniejszości seksualnych i bardziej dogłębnego poznawaniu środowisk LGBT”.

    Z ostrą krytyką konferencji i jej charakteru wystąpił prawosławny metropolita Glifady (region Aten), Paweł. – Pod przykrywką sloganów o tolerancji i zrozumieniu „mniejszości seksualnych”, w greckich szkołach tak naprawdę mamy już do czynienia z propagandą sodomii – nie kryje oburzenia prawosławny duchowny.

    Nowość, która od przyszłego roku szkolnego serwowana będzie greckim uczniom, to tzw. tygodnie tematyczne „Ciało i tożsamość”. Uczniowie starszych klas uczyć się będą czym jest transseksualizm i jak należy odnosić się do osób transseksualnych. Uczniowie będą też musieli oglądać filmy o takiej właśnie tematyce.

    Przeciwko rządowym „innowacjom” ostro protestuje metropolita kalawrycki Ambroży. Uważa on, że rząd wpaja uczniom podstawy rozpusty i niemoralności. – Dla mnie nie ulega wątpliwości, że Ateny wykonują jedynie obce polecenia. Dyrektywy obce naszej tradycji i obyczajowości. Jakieś zagraniczne ośrodki podejmują decyzje za nas samych – komentuje to, co dzieje się w greckim szkolnictwie metropolita Ambroży.

    Źródło: http://www.agionoros.ru

    ChS

    Read more: http://www.pch24.pl/demoralizacja-w-greckich-szkolach–kampania-propagujaca-homo-zwiazki-nabiera-rozpedu,50252,i.html#ixzz4blCMFzss

    Przyjaźń budowana na wspólnych wartościach


    Podobny obraz

    Trump spotkał się z Merkel. „Amerykańsko-niemiecka przyjaźń zbudowana jest na wspólnych wartościach”

    21:32 17 marca 2017

    Zrzut ekranu z youtube.com

    Kanclerz Niemiec składa dwudniową wizytę w Waszyngtonie, którą rozpoczęło półgodzinne spotkanie z prezydentem Stanów Zjednoczonych, Donaldem Trumpem. Spotkanie odbyło się w cztery oczy.

    Podczas spotkania przywódcy krajów poruszyli temat m. in. rozwiązania konfliktu na Ukrainie, którego rozwiązanie – jak podkreśliła Angela Merkel – jest priorytetem dla rządu niemieckiego. – Chodzi z jednej strony o bezpieczną i suwerenną Ukrainę, a z drugiej, gdy tamte problemy zostaną rozwiązane, o możliwość poprawienia relacji z Rosją – mówiła po spotkaniu z Trumpem.

    Konieczność znalezienia pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie podkreślił również prezydent USA.

     

    Donald Trump podkreślił zaś, że „amerykańsko-niemiecka przyjaźń zbudowana jest na wspólnych wartościach, szanujemy prawo i staramy się utrzymać pokój”.

    Źródło: bbc.com, telewizjarepublika.pl

    Polski Biełsat na cenzurowanym Łukaszenki


    Znalezione obrazy dla zapytania brak białoruskiej tożsamości

    Białoruś: Liczne zatrzymania dziennikarzy Biełsatu

     

    MAD

    14:40 18 marca 2017

    flickr/mikestuartwood/CC BY 2.0

    Jak informuje portal belsat.eu, białoruska milicja zatrzymała już siedmiu dziennikarzy związanych z telewizją Biełsat. Dziennikarze relacjonowali protesty odbywające się w wielu białoruskich miastach przeciwko tzw. podatkowi od darmozjadów. To nie pierwsze represje reżimu Łukaszenki wobec przedstawicieli niezależnych mediów na Białorusi.

    Od kilku tygodni na Białorusi trwają liczne protesty społeczne przeciwko dekretowi nr 3, który nakłada tzw. podatek od darmozjadów. Podatek będzie obciążał osoby, które przepracowały w roku mniej niż 183 dni. W założeniu miał on być skierowany głównie w pracowników „szarej strefy”. W praktyce podatek znacząco uderza w osoby, które pracę utraciły i nie mogą znaleźć jej przez długi czas znaleźć.

    W miastach Białorusi odbywają się protesty różnych grup społecznych, sprzeciwiające się funkcjonowaniu tego podatku. Ostrze represji białoruskiego reżimu kierowane jest jednak w stronę dziennikarzy zajmujących się relacjonowaniem demonstracji. Od wielu dni takie represje dotykają m.in. dziennikarzy niezależnej telewizji Biełsat, którzy są zatrzymywani przez milicję pod różnymi pretekstami i karani za rzekome naruszenie prawa.

    Przykładowo, 12 marcia ekipy Biełsatu jadące relacjonować protesty obywatelskie w dwóch miastach Białorusi zostały zatrzymane przez drogówkę, której funkcjonariusze sugerowali, że pojazdy, którymi się poruszają są skradzione lub niesprawne. Milicja, jak czytamy na portalu belsat.eu, nie mając podstaw do zatrzymania, zmuszona była wypuścić dziennikarzy.

     

    Anarchiści białoruscy zapowiedzieli na dziś serię protestów w 11 miastach Białorusi. Chcący relacjonować demonstracje dziennikarze Biełsatu zostali jednak zatrzymani przez milicję – łącznie, w ręce milicji trafiło siedmiu dziennikarzy, którzy mieli przygotować relacje z protestów w czterech białoruskich miastach – Borysowie, Kobryniu, Homlu oraz Połocku.  

    Źródło: belsat.eu