Poziom zwasalizowania zależy od pułapu sprywatyzowania


logo Polonia Christiana

DZISIAJ JEST

CZWARTEK 09 MARCA

Politolodzy o wyborze Tuska: „Nie jest mężem stanu, ani wizjonerem. Demonstracja PiS słuszna”

Data publikacji: 2017-03-09 19:15

Data aktualizacji: 2017-03-09 19:44:00

Politolodzy o wyborze Tuska: „Nie jest mężem stanu, ani wizjonerem. Demonstracja PiS słuszna”

REUTERS/Eric Vidal

Zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami, kadencja Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej potrwa kolejne 2,5 roku. Poparcie dla byłego premiera wyraziło 27 krajów. Zdaniem prof. Kazimierza Kika Donald Tusk nie jest mężem stanu, ani wizjonerem. – To jest jeden z tych przedstawicieli obecnej elity politycznej w Europie, która – tak szczerze mówiąc – nie bardzo wie po co Europa się integruje – powiedział.

We czwartek po południu państwa należące do Unii Europejskiej podjęły decyzję o przedłużeniu kadencji Donalda Tuska jako przewodniczącego Rady Europejskiej. W mediach pojawiły się już pierwsze komentarze poświęcone decyzji europejskich polityków. Jak podkreśla prof. Kazimierz Kik z Uniwersytetu im. Jana Kochanowskiego w Kielcach, zwycięstwo Tuska było do przewidzenia, ale demonstracja sprzeciwu rządu PiS była słuszna. – Demonstracja Polski była jednak potrzebna dla wyjaśnienia sytuacji. Teraz cała Europa wie doskonale i nie będzie nieporozumień, że są w Polsce dwie opcje – mówił na antenie Telewizji Republika.

Z kolei dziennikarz śledczy Witold Gadowski powiedział, że w jego opinii wybór Tuska oznacza kolejne ataki na polski rząd, które sam będzie inspirował. – Dla Polski oznacza to tylko tyle, że znowu będą przez tego pana inspirowane ataki na polski rząd, próby odebrania Polsce funduszy unijnych i organizowania urzędniczych elit UE przeciwko polskiemu rządowi – mówił. Jak dodał, Donald Tusk był kandydatem niemieckim, ponieważ jest uległy wobec polityki Angeli Merkel.

W nieco innym tonie wypowiadał się w rozmowie z KAI prof. Sławomir Sowiński z UKSW. W jego opinii wybór Donalda Tuska, przy wszystkich wątpliwościach, był polską racją stanu. – Polską racją stanu jest zatem to, by ważne funkcje w Unii Europejskiej – a niewątpliwie taką funkcją jest stanowisko przewodniczącego RE – pełnił Polak, albo przynajmniej ktoś z naszego regionu, kto dobrze rozumie potrzeby i interesy oraz niepowtarzalne uwarunkowania tak Polski, jak i innych państw, które kiedyś były poza UE – mówił prof. Sowiński.

–  O ile w jakimś sensie można było zrozumieć inicjatywę obozu władzy w Polsce, która jako kandydaturę konkurencyjną wobec Donalda Tuska wystawiła Jacka Saryusz-Wolskiego, to jednak od wczoraj, gdy prezydencja maltańska stwierdziła, że na tym szczycie kandydatura Saryusz-Wolskiego nie zostanie w ogóle przedstawiona wydaje się, że polską racją stanu jest to, by przewodniczącym Rady Europejskiej pozostał Donald Tusk, przy wszystkich uzasadnionych wątpliwościach i pretensjach politycznych, jakie do niego może mieć obóz władzy – wyjaśniał politolog z UKSW.

Źródło: telewizjarepublika.pl, KAI

WMa

Read more: http://www.pch24.pl/politolodzy-o-wyborze-tuska–nie-jest-mezem-stanu–ani-wizjonerem–demonstracja-pis-sluszna,50038,i.html#ixzz4arrM2kOQ

Przyboczny Merkel stał się … Polakiem?


  •  

Żart wieczoru! Donald Tusk obiecuje … że będzie chronić polski rząd przed polityczną izolacją!

 

21:32 9 marca 2017

Flickr

  • Będę robić wszystko, żeby uchronić polski rząd przed polityczną izolacją – powiedział w czwartek w Brukseli szef Rady Europejskiej Donald Tusk po wybraniu go na przewodniczącego Rady Europejskiej.

Donald Tusk powiedział podczas konferencji: „Będę robił wszystko, żeby uchronić (premier Beatę Szydło) przed negatywnymi skutkami takiej politycznej izolacji. I myślę, że będę w tym skuteczny”.

Tusk dodał, że współczuje Szydło „niewdzięcznej roli, jaka została jej zadana przez lidera jej partii”. „Sądząc po reakcji tysięcy Polaków, choćby na Twitterze, myślę, że bardzo wielu rodaków się ucieszyło z tej decyzji” – powiedział były premier Polski i nowy szef RE. 

Tusk stał się … Polakiem? 

 

Źródło: TWITTER

Turcja i dżihadyści ponoszą klęskę w północnej Syrii


 

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka09.03.2017

 

Syria: Turcja i dżihadyści ponoszą klęskę w północnej Syrii

9 marca 2017 21:59

W ostatnich dniach sytuacja w północnej Syrii rozwijała się bardzo dynamicznie: koalicja Syryjskich Sił Demokratycznych (z dominującym komponentem kurdyjskim) zdecydowała się na przekazanie pod kontrolę Damaszku dość znacznych obszarów na zachód od miasta Manbidż. Pierwsze miejscowości (wioski Kur Huyuk, Kurt Wayran, Al-Bughaz, Abu Hayj oraz Jubb Al-Hamra) zostały przekazane w środę; na mocy umowy obsadziły je NDF (syryjski odpowiednik Obrony Terytorialnej) i oddziały wojskowej straży granicznej. W ten sposób Wojskowa Rada Manbidż zamierza „odgrodzić” miasto z trudem wydarte ISIS od sił tureckiej operacji „Tarcza Eufratu” (oraz towarzyszących jej islamistów protureckich). Oprócz tego, w ostatnich dniach miasto znalazło się pod ochroną… Amerykanów i Rosjan jednocześnie (!).

Na pomarańczowo zaznaczono obszar, który będzie stopniowo przekazywany pod kontrolę sił rządowych

Jednostki specjalne obu państw są już w Manbidż, stąd Turcja ma praktycznie związane ręce. Jakakolwiek interwencja przeciwko Syryjczykom czy Kurdom mogła by się skończyć tragicznie dla „drugiej armii NATO” – tym bardziej iż jest ona silna głównie na papierze (stan deklarowany nie pokrywa się z rzeczywistym), utraciła znaczną część wykwalifikowanej kadry dowódczej w wyniku nieudanego puczu i procesów spiskowców (zarówno tych faktycznych, jak i niesłusznie obwinionych przez władze o związki z gulenistami). Nadto, turecka armia pokazała, że zupełnie nie umie koordynować działań różnego rodzaju broni (stąd straciła tyle czołgów pod Al-Bab – wysłane bez osłony piechoty i snajperów stały się łatwym celem dla terrorystów ISIS, obsługujących ręczne wyrzutnie rakietowe nowszej generacji).

Równocześnie nie ustawało gromienie tzw. Państwa Islamskiego:  w ostatnich tygodniach siły rządowe odbiły z ich rąk znaczne obszary. Podobnie uczyniła koalicja pod dowództwem kurdyjskim – jednak ich działania w tym rejonie były bardziej zachowawcze, po części przez niepewność wywołaną postawą Turcji. Ostatecznie jednak pozycje obu sił zetknęły się ze sobą, de facto zamykając tureckiej interwencji zbrojnej drogę w głąb Syrii.

Stan z dn. 7 stycznia 2017

Dwa miesiące później: stan z dn. 8 marca 2017

Wściekłość Turków, wynikająca z niemożności kontynuowania podboju kolejnych terytoriów w głębi Syrii pchnęła ich do kroków desperackich: wielokrotnych bombardowań pozycji kurdyjskich (kilkadziesiąt zabitych), a także do ostrzelania pozycji syryjskich w miejscowościach przekazanych przez Kurdów (życie straciło 8 Syryjczyków).

Jednak niezrażeni tym Syryjczycy kontynuowali swoje działania zbrojne przeciwko ISIS, dochodząc 7 marca w godzinach wieczornych do miasteczka Al-Chawsa, nad sztucznym jeziorem Al-Asad. Jest to główny zbiornik retencyjny w północnej Syrii, na rzece Eufrat, o powierzchni 625 km². Stanowi on również jedno z dwóch ujęć wody zaopatrujących dla miasta Aleppo – co w grudniu ub. roku wykorzystali terroryści tzw. Państwa Islamskiego, drastycznie zmniejszając dopływ wody dla dwumilionowego miasta. Na szczęście jednak także i ten kryzys wodny został zażegnany – podobnie jak wcześniej w Wadi Barada (gdzie „umiarkowani” islamiści odcięli wodę dla Damaszku i okolic), syryjska armia przy wsparciu sojuszników pokonała radykałów islamskich.

Natomiast w samym Aleppo po pięciu latach zaczęły znowu kursować autobusy miejskie. Na razie nie przywrócono jeszcze wszystkich tras – ale postęp jest już widoczny. Normalność wraca do Syrii; nawet wrogie jej władzom czynniki zachodnie przyznają, że Asad właściwie już wygrał wojnę. Problemem będzie właściwe uregulowanie stosunków kurdyjsko-syryjskich – jednak można mieć nadzieję, że współpraca przeciwko Turcji i dżihadystom pozwoli przezwyciężyć jednym i drugim wzajemne animozje.

(na podst. Al-Masdar, The Independent, FB, Twitter, oprac. M. Mazur)

Syryjski żołnierz prowadzi do niewoli terrorystę ISIS (2016 r.)

Szydło jest przekonana, że to ona ma asa w rękawie


Kraj

WYDARZENIAKRAJŚWIAT

Twarde stanowisko Szydło. „Nie będę przyjmować konkluzji z tego szczytu”

Dodano: dzisiaj 20:5236 4531101

Beata Szydło

Beata Szydło / Źródło: Newspix.pl / ABACAPRESS.COM

– Jeżeli kandydat nie ma wsparcia polskiego rządu to dla nas fundamentalny powód, że nie może być wybrany na funkcję, o którą się ubiega – powiedziała premier Beata Szydło na konferencji prasowej po wyborze Donalda Tuska na kolejną kadencję na stanowisko szefa Rady Europejskiej.

– Zakończyliśmy pierwszą część obrad. Chciałam podziękować Jackowi Saryusz-Wolskiemu, że zdecydował się kandydować i zgodził się reprezentować Polskę w tych wyborach – powiedziała Beata Szydło na konferencji prasowej. Szefowa polskiego rządu podkreśliła, że Saryusz-Wolski to wybitny europoseł i polityk Unii Europejskiej. – Rada Europejska straciła okazję do tego, by mieć przewodniczącego, który wprowadzi nas na drogę głębokich reform – dodała. Zdaniem premier „Jacek Saryusz-Wolski przyjął propozycję polskiego rządu, aby zostać kandydatem z pobudek patriotycznych, Ponieważ uważa, tak samo jak rząd, że Unia potrzebuje zmian. Przyznał, że robi to dla Polski”.

Kaczyński: Stało się bardzo źle. Ale premier dzielnie broniła polskich interesów. To dobry znakWPROST.pl

Szydło przekonywała, że członkowie RE, przedstawiciele wszystkich państw członkowskich powinni załatwiać interesy obywateli swoich państw. – Saryusz-Wolski dawał gwarancję, byśmy wprowadzili UE na nowe tory, bo UE jest w głębokim kryzysie – uznała. Premier zauważyła, że czas na refleksję i zreflektowanie się, że kryzys imigracyjny czy Brexit nie wzięły się z niczego. – Politycy w Brukseli przestali dostrzegać interesy Europejczyków – podkreśliła.

„Tusk nie gwarantuje bezstronności”

Szydło wyjaśniła, że Donald Tusk nie był zgłoszony przez polski rząd jako kandydat z bardzo jasnych powodów. – W naszej ocenie nie jest dobrym przewodniczącym RE. Tusk nie gwarantuje bezstronności. Szef RE nie może występować po jednej stronie wewnętrznego konfliktu – mówiła. Premier przypomniała wystąpienie Tuska we Wrocławiu, które miało miejsce w grudniu 2016 roku. Przewodniczący Rady Europejskiej przyjechał do Wrocławia na zakończenie roku, w którym stolica Dolnego Śląska była Europejską Stolicą Kultury. Mówił wtedy na temat kryzysu parlamentarnego w Polsce. – Nie ma zgody na niszczenie wolnych mediów, które są czwartą władzą w krajach demokratycznych – podkreślał Tusk.

– Jeżeli kandydat nie ma wsparcia polskiego rządu to dla nas fundamentalny powód, że nie może być wybrany na funkcję, o którą się ubiega. Niedoprecyzowanie zasad wyboru pozwala na różne działania, z którymi nie zgadza się polski rząd – stwierdziła Szydło. – Dla Polski najważniejsze są zasady. Jeżeli nie odbudujemy wzajemnego zaufania i szacunku to UE przez kolejne lata będzie trawiona kryzysem – oceniła.

– Zgłosiłam, że nie będę przyjmować konkluzji z tego szczytu. To ciekawa sprawa, szczyt nie będzie ważny. A mimo to, Tusk razem z 27 premierami, próbują szukać innej formy prawnej. Jest jasno określone, że szczyty kończą się konkluzjami, to znaczy, że szczyt nieważny. Jeżeli wyjdzie inne rozwiązanie, to znaczy, że Unia nie ma zasad. I ja konkluzji nie przyjmę – oznajmiła Szydło.

Europejscy przywódcy poparli Donalda Tuska. Polak pozostanie szefem Rady EuropejskiejWPROST.pl

/ Źródło: Wprost.pl

Wielki sukces polskiej dyplomacji. Pokazaliśmy, jak zjednoczyć Unię


WP Opinie  

 

WP Opinie

DONALD TUSK

+4

MARCIN MAKOWSKI

3h temu

Marcin Makowski: Wielki sukces polskiej dyplomacji. Pokazaliśmy, jak zjednoczyć Unię

Polska dyplomacja ma powody do świętowania. W Unii Europejskiej, rozbitej i podzielonej wewnętrznymi sporami, udało nam się znaleźć jeden punkt, który na chwilę zjednoczył Wielką Brytanię z Francją, Niemcy z Węgrami, Czechy z Austrią. Na imię mu Donald Tusk. Czy to nie powód do zadowolenia? Jarosław Kaczyński, pozornie grając obrażonego, doprowadził do rzeczy, która po Brexicie wydawała się politycznie niemożliwa.

 

Marcin Makowski: Wielki sukces polskiej dyplomacji. Pokazaliśmy, jak zjednoczyć Unię

(East News, Fot: AFP)

Tyle w kwestii gorzkiej ironii, a teraz czas na brutalną rzeczywistość. Polska dyplomacja, jeśli porównać w sposób obiektywny deklaracje szefa MSZ i rządu oraz ich egzekucję, otrzymała zimny prysznic na oczach całej Europy. Co z tego, że Jacek Saryusz-Wolski pod względem wiedzy i kompetencji unijnych przewyższa o kilka długości Donalda Tuska, który do pełnienia roli szefa Rady Europejskiej musiał się szkolić z angielskiego? Co z tego, że rząd miał rację mówiąc, że jeśli nie udziela jakiemuś kandydatowi poparcia, dobrym zwyczajem byłoby uszanowanie jego stanowiska? Wreszcie co z tego, że Donald Tusk o reelekcję w Warszawie nie tyle, że nie zabiegał, co robił wszystko, aby sprowokować Prawo i Sprawiedliwość do emocjonalnego i zrozumiałego sprzeciwu?

Polityka to nie gra w „Cywilizację” czy „Ryzyko”, gdzie starcia dyplomatyczne można prowadzić będąc uzbrojonym jedynie w moralne przekonanie o sile swoich argumentów. Już słynny strateg Sun Zi, dwa i pół tysiąca lat temu wiedział, że aby odnieść zwycięstwo: „trzeba wiedzieć kiedy walczyć, a kiedy nie walczyć”. Tę regułę umieścił na pierwszym miejscu pięciopunktowej strategii prowadzenia wojen. Jej parafrazą są słowa Franka Underwooda z „House of Cards”, który jak przystało na politycznego realistę, zwykł mawiać: „wybieraj swoje bitwy”. Może gdyby Witold Waszczykowski albo Jarosław Kaczyński oglądali seriale albo czytali chińskich klasyków, wiedzieliby, że nie ma niczego chwalebnego w zbieraniu batów nawet, gdy przy każdym ciosie czuje się apostołami prawdy i uczciwości. W polityce to się nazywa „naiwność”.

wp

Bo właśnie na tym polega paradoks czwartkowego szczytu w Brukseli – wiele argumentów było po stronie rządu, ale fatalna egzekucja i działanie na ostatnią chwilę sprawiło, że Beata Szydło została wysłana do Europarlamentu mediować w przegranej sprawie. Przegranej dlatego, że zabrakło jej powagi, spójności prezentowanego przez Warszawę stanowiska i czasu, aby je w zaciszu gabinetowych mediacji lobbować. Efekt? Chyba pierwszy raz po 1491 roku, gdy Jan Olbracht walczył ze swoim bratem Władysławem Jagiellończykiem, Węgrzy, Słowacy i Czesi zjednoczyli się przeciw Polsce. Przecież nawet rzekomy największy sojusznik „Dobrej Zmiany” Viktor Orban, o którego wsparciu w tej kwestii zapewniał Kaczyński, w ostatniej chwili odwrócił się plecami, wybierając solidarność wewnątrzunijnych frakcji politycznych, a nie jedność ideową Grupy Wyszehradzkiej. Spektakularnie nie wypalił również deal ministra Waszczykowskiego z Theresą May, która miała wstrzymać się od głosu w zamian za polskie wsparcie w Brexicie. Nie udało się nawet wyciągnięcie dział najcięższego kalibru, przedstawianych jako „plan B” – tj. pogrożenie zerwaniem szczytu. Przywódcy unijni przyjechali, usiedli przy stołach i jednogłośnie, w kontrze do Polski, wybrali znanego im, przewidywalnego i łatwego do ułożenia Donalda Tuska. Człowieka bez wizji politycznej, bez planu na reformę Unii, bez charyzmy. Po prostu miłego, rozumiejącego język unijnych elit. Takiego, który nie namiesza w trudnym roku wyborów w Niemczech, Francji czy we Włoszech.

Rozumiem, że prezes Kaczyński mógł sądzić, że jego gambit się uda. Wprowadzenie na ostatnią chwilę kandydata podebranego z obozu opozycji, użycie wariantu siłowego, operowanie narracją polskiej racji stanu – to miałoby ręce i nogi, gdyby za Polską poszła Wielka Brytania oraz państwa V4. Historia nie ocenia jednak polityków ze względu na intencje. Rozumiem wreszcie, że pomiędzy negocjacjami z Angelą Merkel a zgłoszeniem kandydatury Saryusz-Wolskiego mogło dojść do zerwania zapewnień rządu niemieckiego o niepopieraniu Tuska, gdyby Warszawa cofnęła swoje akredytacje. O ile oczywiście jakiekolwiek zapewnienia były. Dobry strateg nie dałby się jednak sprowokować do ruszenia w szarży, której skuteczność była bliska zeru. W konsekwencji Donald Tusk, który jeszcze do niedawna nie miał żadnych szans w teoretycznym starciu prezydenckim z Andrzejem Dudą, urósł w kilka dni na niekwestionowanego bohatera Unii i polskiej opozycji. Szczególnie, że pałac prezydencki zachował wyjątkową powściągliwość w komentowaniu całej brukselskiej awantury, jak gdyby sprawy unijne go nie dotyczyły. Oczywiście świat na wyborze Tuska się nie kończy, a Prawo i Sprawiedliwość nie będzie musiało błyskawicznie rozpisywać przyspieszonych wyborów. Kurz bitewny opadnie, a polska opozycja jak była niemrawa, taka pozostanie. Niemniej jednak niewymuszone błędy bolą najbardziej. A ten w mojej ocenie był jednym z nich. Konserwatysta, który chce realistycznie spoglądać na sprawy międzynarodowe i dyplomacje, musi w sobie znaleźć intelektualną uczciwość, aby to powiedzieć.

Marcin Makowski – dziennikarz i publicysta tygodnika „Do Rzeczy” oraz Wirtualnej Polski. Współpracuje z TVP Kraków oraz Radiem Kraków. Z wykształcenia historyk i filozof. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Szczecińskim oraz Polskiej Akademii Nauk.

Poglądy autorów felietonów, komentarzy i artykułów publicystycznych publikowanych na łamach WP Opinii nie są tożsame z poglądami Wirtualnej Polski. Serwis Opinie opiera się na oryginalnych treściach publicystycznych pisanych przez autorów zewnętrznych oraz dziennikarzy WP i nie należy traktować ich jako wyrazu linii programowej całej Wirtualnej Polski.

Awantura w Sejmie o wybór Tuska


WP.PLStrona główna serwisu

 

 

Bartosz Lewicki

oprac.Bartosz Lewicki

akt. 09.03.2017, 20:29

Awantura w Sejmie. Kaczyński do PO: jesteście partią zewnętrzną!

  • Nie wierzycie w nic poza waszymi interesami i interesikami; jesteście dzisiaj „partią zewnętrzną”, kompromitujecie Polskę, jesteście przeciw Polsce – mówił w Sejmie prezes PiS Jarosław Kaczyński zwracając się do posłów Platformy Obywatelskiej. Odpowiadał na słowa lidera PO Grzegorza Schetyny, który oświadczył, kierując swoje słowa do posłów PiS: – Polska dzisiaj wygrała. Wy przegraliście. Przegrał PiS. Musicie z tym żyć! Wywiązała się ostra dyskusja. Szef klubu PO Sławomir Neumann żądał, by cały Sejm pogratulował Tuskowi wyboru. Ryszard Terlecki powiedział o Tusku, że „od dziś nie jest przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej”, ponieważ został wybrany przy sprzeciwie polskiego rządu.

Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński (

PAP / Paweł Supernak

)

„Wielki dzień dla Polski, wygraliśmy, panie prezesie Kaczyński”

Ryszard Petru o wygranej Donalda Tuska: to pokazuje osamotnienie PiS w Europie

To jest wielki dzień dla Polski, wygraliśmy panie prezesie Kaczyński; Polska wygrała – mówił z sejmowej mównicy lider PO Grzegorz Schetyna. Pan wygrał, ale Polska przegrała – podkreślił w odpowiedzi prezes PiS.
Na mównicę, przed głosowaniem nad wnioskiem o przerwanie obrad, wszedł lider PO Grzegorz Schetyna, który zapowiedział wniosek formalny. – To jest wielki dzień dla Polski. Wygraliśmy, panie prezesie Kaczyński. Polska wygrała, więc nie kompromitujcie się, bo to jest wstyd – powiedział Schetyna zwracając się do ław zajmowanych przez polityków PiS.
– Polska dzisiaj wygrała. Wy przegraliście. Przegrał PiS. Musicie z tym żyć – kontynuował Schetyna. Jego wystąpienie zostało przyjęte okrzykiem posłów PO: „Polska”.
Kaczyński: jesteście „partią zewnętrzną”
– Swego czasu, już dość dawno temu, ale moje pokolenie świetnie to pamięta, prezydent de Gaulle używał takiego określenia: „partia zewnętrzna”. Mówił to o ludziach, którzy byli otumanieni szaleńczą i zbrodniczą ideą, ale w coś wierzyli, a wy nie wierzycie w nic, poza waszymi interesami i interesikami. Wy jesteście dzisiaj partią zewnętrzną, wy kompromitujecie Polskę, jesteście przeciw Polsce. Jesteście i byliście zawsze – powiedział prezes PiS w Sejmie.

 

Gdy Kaczyński wyszedł na mównicę, część posłów skandowała: „Donald Tusk”, druga część: „Jarosław, Jarosław”. Wypowiedź Kaczyńskiego była przerywana okrzykami.
Wicemarszałek Ryszard Terlecki mówił z kolei z sejmowej mównicy, że 2,5 roku temu w Sejmie oklaskiwano wybór Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej jako kandydata Polski. – Przez te 2,5 roku mieliśmy do czynienia z wieloma działaniami, które były sprzeczne z interesem Polski – ocenił wicemarszałek.
– Dziś został wybrany ponownie, ale już nie głosem Polski, od dziś nie jest przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej – dodał Terlecki w gorącej debacie w Sejmie przed wieczornymi głosowaniami.
Tusk został w czwartek ponownie wybrany na szefa Rady Europejskiej. W trakcie szczytu UE w Brukseli odbyło się głosowanie, w którym – jak poinformowały unijne źródła – przeciw wyborowi Tuska była tylko premier Beata Szydło, pozostali unijni przywódcy poparli go.
Neumann: niech cały Sejm pogratuluje Tuskowi

 

Szef klubu PO Sławomir Neumann zaapelował z kolei, by cały Sejm pogratulował Donaldowi Tuskowi ponownego wyboru na szefa Rady Europejskiej i podziękował państwom UE, które go poparły.
Neumann przypomniał, że w 2014 roku, kiedy Tusk został po raz pierwszy wybrany na szefa Rady Europejskiej cały Sejm, łącznie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim gratulował ówczesnemu polskiemu premierowi „objęcia najważniejszej funkcji w Europie”.
– Chciałbym, żeby dzisiaj Sejm, razem wszyscy, w imieniu całej Polski, mogli pogratulować Polakowi objęcia tej zaszczytnej funkcji – Polakowi, który ma prawo nosić biało-czerwoną flagę tak, jak pan, panie prezesie – zwrócił się do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego nawiązując do jego wcześniejszych słów, że „Donald Tusk nie będzie już w tej chwili mógł funkcjonować z biało-czerwoną flagą”.
Neumann podkreślił, że Tusk jako szef Rady Europejskiej bronił interesów Polski i naszego regionu. – Sejm polski powinien pogratulować wyboru Donaldowi Tuskowi i podziękować wszystkim krajom europejskim za poparcie, którego mu udzielili – powiedział szef klubu PO.
O przygotowanie „formalnych gratulacji” ze strony Sejmu dla Tuska zwrócił się też poseł koła Unii Europejskich Demokratów Jacek Protasiewicz. Jak podkreślał, Tusk to wieloletni premier Polski, który „po raz drugi został powołany na funkcję przewodniczącego najważniejszego organu Unii Europejskiej”.

Sam – jak powiedział – w imieniu milionów Polaków i także połowy Sejmu składa „gratulacje dla wybitnego polskiego polityka, wybitnego Europejczyka Donalda Tuska w związku z dzisiejszą historyczną decyzją 27 państw, członków UE”.
Na wystąpienie Protasiewicza zareagował prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Wszystko da się powiedzieć o Donaldzie Tusku, tylko nie to, że jest reprezentantem Polski. Nie jest reprezentantem Polski – mówił szef PiS.
Petru wzywa do dymisji Szydło
Prezes PiS zabrał głos po liderze Nowoczesnej Ryszardzie Petru, który złożył wniosek o przerwę do czasu powrotu do Polski premier Beaty Szydło, która w czwartek brała udział w szczycie unijnym w Brukseli. Lider Nowoczesnej przed głosowaniami w Sejmie złożył wniosek o przerwę w obradach do czasu powrotu do Polski z Brukseli premier Beaty Szydło i „złożenia przez rząd honorowej dymisji”.
– Zostaliście bez sojuszy – mówił Petru pod adresem polityków PiS. Nawiązując do czwartkowego ponownego wyboru Donalda Tuska na szefa rady Europejskiej powiedział, że nawet „najbliższy sojusznik” prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego premier Węgier Victor Orban zostawił go samego.

  • Jedyny kraj, który jest zadowolony z tego, co Polska zrobiła to Rosja Putina – powiedział Petru.
    Mówił, że PiS „włącza wsteczny bieg” i „ta jazda do tyłu” skończy się Polexitem, czyli wyprowadzeniem Polski z UE.
    Kaczyński zgłosił sprzeciw wobec wniosku zgłoszonego przez Petru.

PAP

Magdalena Ogórek grozi pozwem „Gazecie Wyborczej”


Znalezione obrazy dla zapytania Magdalena Ogórek

Wirtualnemedia.pl.

Magdalena Ogórek grozi pozwem „Gazecie Wyborczej”

2017-03-09A

Magdalena Ogórek grozi pozwem „Gazecie Wyborczej” za tekst o dotacji dla książki jej autorstwa 2017-03-09A A A KOMENTARZE: 24FORUMDRUKUJPOLEĆ Magdalena Ogórek, publicystka i współprowadząca programy w TVP Info, zagroziła „Gazecie Wyborczej” (Agora) podaniem do sądu za tytuł, stwierdzający, że dostała z Ministerstwa Kultury 40 tys. dotacji na książkę. – Zostałam zniesławiona – tłumaczy dla Wirtualnemedia.pl. Agora nie komentuje sprawy. POLECAMY „Gazeta Wyborcza” zanotowała największy spadek, w dół o 36 tys. egz. Liderem „Fakt” Związek zawodowy w Agorze: chcemy programu dobrowolnych odejść, jego uruchomienie zależy od zarządu „Gazeta Polska” chwali się rekordową sprzedażą. „W wielu kioskach jesteśmy rarytasem” Spot „Gazety Polskiej” usunięty z warszawskich autobusów, bo cytat z Piłsudskiego „nawiązuje do nienawiści” Dziennikarz zrezygnował z pracy po skazaniu go w procesie o zniesławienie. „Nie byłem w stanie podjąć się kontrowersyjnego tematu” Łukasz Warzecha spotkał się z obrażającym go internautą, groźbę z Twittera zgłosi na policję (wideo) Magdalena Ogórek, fot. akpa RSS 0 0 6 24 0 ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA Poszło o tekst z portalu Gazeta.pl pt. „Książka Ogórek z dotacją od ministra Glińskiego. Dostała maksymalną kwotę”.  Dziennikarz pisze w nim o dotacjach ministerialnych na 2017 rok w zakresie literatury i promocji czytelnictwa. – Magdalena Ogórek, była kandydatka SLD na prezydenta, dziś wychwalająca prawicę i Jarosława Kaczyńskiego, z hojną pomocą Ministerstwa Kultury wyda nową książkę” – brzmi lead materiału. Podpisujący się pseudonimem „japan” autor przekonuje, że wśród kilkuset pozycji tylko część zyskała uznanie komisji ministerialnej i dotacje. – Kwoty rządowego wsparcia oscylują między kilkoma a 40 tysiącami złotych. I taką właśnie maksymalną kwotę przyznano na książkę dr Ogórek – pointuje. Materiał ukazał się w środę po 10 rano na portalu Gazeta.pl, godzinę później – na Wyborcza.pl. Jednak Magdalena Ogórek wystosowała pismo do redaktora naczelnego papierowej „Gazety Wyborczej” – dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl. Zażądała w nim sprostowania informacji zamieszczonej na portalu. Jak nam mówi – pismo wysłała do Adama Michnika, gdyż z pewnością ten sam materiał ukaże się wkrótce w „Gazecie Wyborczej”. – Zostałam zniesławiona, posłużono się kłamstwem oraz manipulacją i to jest clou całej sprawy. Przecież ja z całej tej kwoty dotacji nie dostaję jako autor ani złotówki. Cała kwota jest wysyłana do wydawcy. Mimo, że w tekście jest to zaznaczone, tytuł i lead mocno podkreśla, że to pieniądze dla mnie. Poprosiłam więc o sprostowanie tej informacji i rozważam podjęcie kroków prawnych – komentuje dla portalu Wirtualnemedia.pl Magdalena Ogórek. Na Twitterze sprawę stawia jeszcze ostrzej. „Tak gra GW, z którą spotkam się w sądzie jak z każdym za szerzenie tego kłamstwa” – pisze. Druga część zdania odnosi się m.in. do Przemysława Szubartowicza, który ostro skomentował tę informację na swoim koncie twitterowym. Screen tego wpisu Ogórek także podpina pod informacje o procesie dla „GW”. Przemysław Szubartowicz napisał: „Wicepremier Gliński przeznaczył maksymalną kwotę ministerialnej dotacji – 40 tys. – na nową książkę pani dr Ogórek. Warto było zdradzić SLD.” Agora nie chce odnosić się do groźby pozwu. Nina Graboś, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej w spółce, nie wypowiada się także na temat żądania sprostowania. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pismo od Magdaleny Ogórek z żądaniem zdementowania informacji zamieszczonej na portalu wpłynęło w środę wieczorem do sekretariatu „GW”. Adresowane było do Adama Michnika. Jednak, ponieważ nie jest on osobą odpowiedzialną za Gazeta.pl, sprawa ma dopiero w czwartek trafić do właściwych osób. W lutym Ogórek interweniowała u właścicieli „Newsweeka” w sprawie twitterowych komentarzy na jej temat, autorstwa Tomasza Lisa. – Zaczęło się od jednego tweeta, potem była seria kolejnych wpisów innych użytkowników, które miały już charakter pornograficzny. Tomasz Lis późną godziną wieczorną polubił te tweety. Screeny polubień zaczęły krążyć wśród internautów, były podawane dalej i dotarły do mnie. Zareagowałam, gdy podobne zachowania zaczęły się powtarzać  tłumaczyła dla portalu Wirtualnemedia.pl. Wydawca obiecał przyjrzeć się sprawie. Magdalena Ogórek w listopadzie ub.r. dołączyła do grupy prowadzących „W tyle wizji” i „W tyle wizji extra” w TVP Info a od lutego prowadzi program „Studio Polska”. Od drugiej połowy stycznia br. przygotowuje i prowadzi w Polskim Radiu 24 audycje „Utracone Odzyskane”. Autor: Jacek Kowalski Wiecej informacji: Magdalena Ogórek, Gazeta Wyborcza, Ministerstwo Kultury
Czytaj więcej na: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/magdalena-ogorek-pozew-gazeta-wyborcza-nowa-ksiazka

Wartość przyjaźni Orbana


 

 

DONALD TUSK Z POPARCIEM RZĄDU VIKTORA ORBANA

UNIA EUROPEJSKA

Dzisiaj, 9 marca (14:28) Aktualizacja: Dzisiaj, 9 marca (16:21)

Szef kancelarii premiera Viktora Orbana poinformował, że Węgry poprą kandydata Europejskiej Partii Ludowej Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. O decyzji premiera Węgier mówił także szef PO Grzegorz Schetyna po rozmowach z przywódcami należącymi do EPL.

Viktor Orban i Donald Tusk /AFP

Viktor Orban i Donald Tusk /AFP

Premier Węgier Viktor Orban oświadczył w czwartek w Brukseli, że szefem Rady Europejskiej będzie Donald Tusk, za którego reelekcją opowiedziała się Europejska Partia Ludowa. Jego słowa przed rozpoczynającym się po południu szczytem UE przytoczyła agencja MTI.

 

 

Odpowiadając na pytanie dziennikarza Orban powiedział, że Węgry poprą Tuska, ponieważ węgierskie partie rządzące –  Fidesz i Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa – należą do Europejskiej Partii Ludowej.

Dodał, że spory na ten temat Węgry pozostawiają Polakom.

Schetyna pewny poparcia dla Tuska

Lider Platformy spotkał się w czwartek na marginesie szczytu europejskich chadeków z kanclerz Angelą Merkel, przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Antonio Tajanim oraz szefem węgierskiego rządu.

Jak relacjonował dziennikarzom Schetyna, Orban przekazał mu, że „będzie wsparcie dla Donalda Tuska”. Węgierski Fidesz, któremu przewodzi Orban, jest w tej samej rodzinie politycznej co PO – Europejskiej Partii Ludowej.

Zdaniem Schetyny Tusk ma też poparcie innych europejskich ugrupowań politycznych. „On jest kandydatem większości plus (…). Czy socjaliści, czy chadecy, czy konserwatyści, czy liberałowie wiedzą, że jest ważną osobą i ważnym podmiotem łączącym Europę i tak naprawdę gwarancją, że będzie skuteczny opór przeciwko temu, czego wszyscy się boimy, czyli Europy różnych prędkości” – zaznaczył szef PO.

Jego zdaniem polski rząd jest „izolowany” i „nierozumiany” w kwestii sprzeciwu wobec Tuska. Jak podkreślił, był proszony przez polityków europejskich o wytłumaczenie motywacji rządzących w Warszawie oraz będącego do poniedziałku wiceszefem EPL byłego europosła PO Jacka Saryusz-Wolskiego, który został kontrkandydatem Tuska. „Trudno to wytłumaczyć, trudno to opisać” – ubolewał.

Wyraził nadzieję, że w czwartek po południu zacznie się nowa epoka w polityce europejskiej prowadzonej przez polskie władze. „Zależałoby mi, żeby premier (Beata) Szydło czuła odpowiedzialność tej chwili i zachowała się dziś po prostu przyzwoicie na tym głosowaniu. Ciągle w to wierzę” – oświadczył Schetyna.

Na rozpoczynającym się w czwartek po południu szczycie UE w Brukseli kwestia przedłużenia kadencji obecnego szefa Rady Europejskiej ma być pierwszym formalnym punktem obrad. Wcześniej przywódcy „28” spotkają się z przewodniczącym europarlamentu. Konferencja prasowa zaplanowana jest po godz. 18.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka

D. Tusk odpowiada premier Szydło: Jestem bezstronny, ale czuję się odpowiedzialny za obronę europejskich wartości i zasad

PAP

Dyskontowanie zawstydzającej klęski jako zwycięstwa


 

 

BRUDZIŃSKI: PREMIER TWARDĄ POSTAWĄ UDOWODNIŁA, ŻE JEST DUMNĄ POLKĄ

Dzisiaj, 9 marca (17:40)

Premier Beata Szydło swoją twardą i bezkompromisową postawą wobec kandydata Angeli Merkel dała dowód, że jest dumną Polką i Europejką – napisał na Twitterze wiceprezes PiS Joachim Brudziński, po tym jak przywódcy państw UE ponownie wybrali Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej.

Joachim Brudziński /Andrzej Iwańczuk/Reporter /East News

Joachim Brudziński /Andrzej Iwańczuk/Reporter /East News

„Premier Beata Szydło swoją twardą i bezkompromisową postawą wobec kandydata A.Merkel dała dowód,że jest dumną Polką i Europejką. Szacun” – napisał Brudziński.    

 

„I wszystko jasne, od dziś Pan Tusk wygłaszając swoje impertynencje pod adresem Polski mówi to nie jako przedstawiciel suwerennego rządu RP w Brukseli na ważnym stanowisku Szefa Rady Europejskiej, tylko jako polityk „wiszący” na autorytecie Kanclerz Angeli Merkel” – dodał Brudziński w kolejnym wpisie.

Donald Tusk został w czwartek ponownie wybrany na szefa Rady Europejskiej. W trakcie szczytu UE w Brukseli odbyło się głosowanie, w którym – jak poinformowały unijne źródła – tylko premier Beata Szydło była przeciwko reelekcji Tuska.

Obserwuj

Joachim Brudziński @jbrudzinski

Premier @BeataSzydlo swoją twardą i bezkompromisową postawą wobec kandydata A.Merkel dała dowód,że jest dumną Polka i Europejką .#Szacun

17:19 – 9 mar 2017

  • 199199 podanych dalej

  • 643643 polubienia

  • Obserwuj

    Joachim Brudziński @jbrudzinski

    2) w Brukseli na ważnym stanowisku Szefa Rady Europejskiej, tylko jako polityk „wiszący” na autorytecie Kanclerz Angeli Merkel.

    17:09 – 9 mar 2017

  • 3131 podanych dalej

  • 103103 polubienia

  • PAP

    Poszli na wojnę z Tuskiem bez koncepcji walki i zwycięstwa


     

     

    JOLANTA KAMIŃSKA

    „SPEKTAKULARNA PORAŻKA POLSKIEGO RZĄDU”

    „SPEKTAKULARNA PORAŻKA POLSKIEGO RZĄDU”

    Polska delegacja w Brukseli z premier Szydło na czele /AFP

    Kamińska

    Jolanta Kamińska

    JOLANTA KAMIŃSKA

    Dzisiaj, 9 marca (16:59)

    • Ponowny wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej podnosi prestiż Polski. Jednocześnie jest to spektakularna porażka naszego rządu na arenie europejskiej, ale także krajowej – ocenia w rozmowie z Interią politolog z UW dr Olgierd Annusewicz.
     

     

    Donald Tusk będzie pełnił funkcję szefa Rady Europejskiej przez druga kadencję, choć politycy ekipy rządzącej robili, co mogli, by nie dopuścić do tej reelekcji.

    W sobotę polskie MSZ poinformowało, że na stanowisko szefa RE wysuwa kandydaturę Jacka Saryusza-Wolskiego. I tak rozpoczęła się polityczna burza i szereg spekulacji na temat przyszłości zarówno Tuska, jak i Saryusza-Wolskiego.

    • Rząd nie chciał poprzeć Donalda Tuska, czyli człowieka, z którym Jarosław Kaczyński ma najbardziej na „politycznym pieńku”. Wybiegiem z tej sytuacji okazało się znalezienie innego kandydata, który posiada niekłamane kompetencje, jeżeli chodzi o kwestie europejskie, i który w momencie wskazywania był członkiem PO. Był to ruch wizerunkowy: by nie popierając Tuska – poprzeć Polaka, nawet z obozu przeciwnego – tłumaczy politolog dr Olgierd Annusewicz.

    Jednak na arenie międzynarodowej nikt tej kandydatury nie brał zbyt poważnie.

    W poniedziałek szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski, pytany w Brukseli o kraje popierające Saryusza-Wolskiego stwierdził: „Nie wiem, nie kolekcjonujemy tego, nie interesuje mnie, kto popiera”. Wypowiedź o tyle nieszczęśliwa, że minister do Brukseli udał się właśnie po to, by zabiegać o poparcie dla kandydata zaproponowanego przez polski rząd.

    We wtorek Waszczykowski zapowiedział, że polski rząd będzie domagał się zaproszenia dla Saryusza-Wolskiego na czwartkowe obrady szczytu UE. Na odzew ze strony Unii nie trzeba było długo czekać. W środę rzeczniczka maltańskiej prezydencji UE przekazała, że Saryusz-Wolski nie został zaproszony na szczyt. „Panuje pogląd, że dla wystosowania takiego zaproszenia potrzebna jest jednomyślność państw UE, a takiej jednomyślności nie ma” – uzasadniła Wendy Borg. 

    Polski rząd osamotniony

    Dość szybko za to zaczęły napływać stanowiska państw Wspólnoty, które deklarowały, że poprą Donalda Tuska. Dotychczasowy szef Rady Europejskiej mógł liczyć nie tylko na Niemcy. Podobne zapowiedzi popłynęły z większości krajów członkowskich, w tym ze strony członków Grupy Wyszehradzkiej. Tuska poparła Słowacja, Czechy i na koniec – państwo, w którym PiS pokładało największą nadzieję – Węgry.

    Jeszcze w środę Beata Szydło próbowała przekonywać o słuszności decyzji rządu, wysyłając do unijnych przywódców list, w którym tłumaczyła, że „przewodniczący RE Donald Tusk przekroczył europejski mandat, używając autorytetu w ostrych sporach krajowych”. Według niej, ewentualne przedłużenie jego mandatu byłoby w sprzeczności z „międzyrządowym charakterem prac Rady”.

    Jednym z ostatnich zabiegów, mających zablokować ponowny wybór Tuska, było żądanie jednomyślności krajów UE przy wyborze przewodniczącego Rady Europejskiej. Premier Beata Szydło przed obradami państw Wspólnoty zaznaczała, że „nie zgadza się na to, by szefem Rady Europejskiej została osoba bez zgody państwa, z którego pochodzi”.

    „Potrzebne jest uszanowanie zdania wszystkich państw członkowskich. Tu chodzi o zasady. Nie zgodzę się na prymat siły nad zasadami. Dla Polski jest jasne, ze zasadami się nie handluje” – powiedziała w Brukseli Szydło.

    „Wybór Tuska ośmiesza polską dyplomację”

    Na początku obrad Polska zwróciła się o odłożenie decyzji w sprawie wyboru szefa Rady Europejskiej na późniejszy termin, ale wniosek ten nie uzyskał poparcia.

    • Działania polskiego rządu nie były podyktowane umacnianiem pozycji Polski na arenie międzynarodowej i powiększaniem strefy wpływów. W tym przypadku polityka zagraniczna pełniła rolę służebną wobec krajowej – ocenia dr Olgierd Anusiewicz.

    W tym kontekście decyzja o ponownym wyborze Donalda Tuska jest porażką polskiego rządu nie tylko na arenie europejskiej, ale także w obszarze polityki krajowej. – I jest to porażka spektakularna, bo im więcej angażujemy sił i środków, tym bardziej gorzko smakuje przegrana – stwierdza politolog.

    • Wybór Tuska ośmiesza polską dyplomację na arenie międzynarodowej. Podejrzewam, że politycy z wielu krajów, z wielkim zdziwieniem drapią się po głowach, kompletnie nie rozumiejąc tej sytuacji. W każdym kraju rząd i opozycja toczą ze sobą walkę, jest jednak zwyczaj, że na arenie międzynarodowej trzeba wspólnie grać do jednej bramki – przekonuje mój rozmówca.
    „Niewątpliwy prestiż dla naszego kraju”

    Surowo ocenia również działania ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego. – Czy w historii polskiej polityki zagranicznej był minister, który zanotował więcej porażek i lapsusów polityczno-językowych niż obecny szef dyplomacji? – pyta.

    Niekorzystna – z punktu widzenia PiS  – decyzja zapadła, co dalej? Zdaniem eksperta, PiS będzie próbowało zrzucić winę na Niemcy – mówiąc, że Tusk jest kandydatem niemieckim i mamy do czynienia z europejską dyktaturą.
    – Twardy elektorat PiS z pewnością przyjmie te wytłumaczenia i przyłączy się do tego chóru, co będzie można bardzo szybko zaobserwować w mediach społecznościowych – stwierdza.

    Jednak jak wskazuje, polityka to nie tylko walka o twardy elektorat. – W każdych wyborach decyduje elektorat wahający się, ten centrowy. Politykom PiS nie będzie łatwo przekonać tych wyborców, że skoro Tusk został wybrany, nie doszło do blamażu polskiego rządu – prognozuje.

    Niezależnie od politycznych interpretacji, pozostaje faktem, że szefem jednej z kluczowych instytucji europejskich jest Polak. – To niewątpliwy prestiż dla naszego kraju – kwituje dr Olgierd Annusewicz.

    E. Kopacz: Panie Kaczyński, dziś też pan przegra z Tuskiem!

    INTERIA.PL

    Grzechy reprywatyzacyjne prezydent Warszawy


    OnetWiadomości

     

    Onet

    dzisiaj 14:07

    Grzechy reprywatyzacyjne prezydent Warszawy. Wnioski w prokuraturze

    Andrzej Gajcy Dziennikarz i publicysta Onetu

    Wnioski CBA po kontroli w stołecznym Ratuszu poważnie obciążają prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz. Onet dotarł do obszernej listy nieprawidłowości i zaniechań popełnionych przez miasto w trakcie wydawania decyzji reprywatyzacyjnych, które – jak nieoficjalnie ustaliliśmy – mogą być wkrótce podstawą do złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków funkcjonariusza publicznego przez prezydent stolicy.

     

    Hanna Gronkiewicz-WaltzFoto: Maciej Stankiewcz / OnetHanna Gronkiewicz-Waltz

    • Funkcjonariusze CBA wskazują poważne zaniechania oraz brak należytej kontroli nad urzędnikami Ratusza
    • Lista zarzutów dotyczy wielu nieruchomości i różnych poziomów decyzji
    • Wiele decyzji reprywatyzacyjnych było wydawanych z pominięciem sprawdzenia praw

    Kilka dni temu media informowały, że kontrola CBA wykazała 12 przypadków nieprawidłowości dotyczących reprywatyzacji działek i kamienic na 50 spraw w Warszawie zbadanych w trakcie kontroli przez funkcjonariuszy Departamentu Postępowań Kontrolnych Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

    Cztery działki warte 100 mln zł przez nieprawidłowości w działaniach miasta zostały przejęte przez skupujących roszczenia za 852 tys. zł. Zarzuty te odpiera prezydent Warszawy, która odmówiła podpisania protokołu. Według niej raport CBA ma na celu polowanie na nią.

    Jak ustalił Onet, funkcjonariusze CBA wykazali w protokole kontroli, liczącym blisko 150 stron, ogromne zaniechania prezydent Gronkiewicz-Waltz oraz brak należytej kontroli nad urzędnikami Ratusza.

    Kontrolerzy CBA negatywnie ocenili działania prezydent Gronkiewicz-Waltz przy ustalaniu następstwa prawnego po dawnych właścicielach nieruchomości warszawskich. Chodzi o brak uczestnictwa miasta – w charakterze spadkobiercy ustawowego lub reprezentującego Skarb Państwa – w postępowaniach sądowych dotyczących tzw. spadków nieobjętych po dawnych właścicielach nieruchomości.

    Ponadto prezydent Warszawy, mimo że miała taką możliwość przed zniesieniem wspólności praw i roszczeń, nie wszczęła z urzędu postępowań o stwierdzenie nabycia przez m.st. Warszawa albo Skarb Państwa spadku po tych dawnych właścicielach, co do których brak było jakichkolwiek informacji o żyjących spadkobiercach. W wyniku tych zaniechań Skarb Państwa nie nabył praw i roszczeń do cennych nieruchomości. Zyskali natomiast skupujący roszczenia.

    Kontrola wykazała, że brak dostatecznej aktywności miasta w sprawie spadków nieobjętych spowodowany był w dużej mierze brakiem obowiązujących w Biurze Gospodarowania Nieruchomościami procedur. Miał on skutkować tym, że choć BGN miało wiedzę o działających w poszczególnych sprawach kuratorach spadku nieobjętego, a także prowadzonych postępowaniach i wydawanych postanowieniach dotyczących spadków nieobjętych, nie kierowało do Biura Prawnego, mającego służyć zabezpieczeniu interesów Skarbu Państwa i miasta, wniosków o wszczęcie bądź uczestnictwo w prowadzonych postępowaniach.

    Zdaniem CBA na powyższą ocenę nie mogą mieć wpływu faktycznie uchybienia sądów, polegające na niewzywaniu Skarbu Państwa do spraw spadkowych, w których z okoliczności wynikało, że może on być spadkobiercą. Przykład postępowania dotyczącego nieruchomości przy ul. Królewskiej 39 pokazuje jednak, że mimo wezwania przez sąd miasto i tak nie przystąpiło do toczącego się postępowania.

    Kontrolerzy negatywnie ocenili także działania prezydent Warszawy podejmowane w celu ustalenia, czyje roszczenie oraz do których nieruchomości warszawskich zostały zaspokojone na podstawie układów indemnizacyjnych. Jako przykład w protokole podano m.in. nieruchomość przy Pałacu Kultury i Nauki, tj. Chmielna 70, która została zreprywatyzowana w częściach, za które następcy prawni właścicieli na mocy układów indemnizacyjnych otrzymali wcześniej stosowne odszkodowanie.

    Jak podkreślono, w przypadku Chmielnej 70 doszło do wydania pozytywnej decyzji dekretowej na rzecz następców prawnych Jana Henryka Holgera Martina, mimo że w chwili wydania decyzji BGN miało wiedzę, że znajduje się on na liście beneficjentów polsko-duńskiego układu indemnizacyjnego.

    Z kolei przy innej nieruchomości doszło do wydania pozytywnej decyzji dekretowej mimo posiadania przez BGN wątpliwości w tym zakresie. W przypadku dwóch innych nieruchomości mimo wiedzy o wypłacie odszkodowania miasto przez trzy lata prowadziło postępowanie, po czym nie wydało decyzji odmawiającej wypłaty odszkodowania, a jedynie umorzyło postępowanie na skutek cofnięcia wniosku o wypłatę odszkodowania.

    We wnioskach pokontrolnych stwierdzono także, że w BGN do 2015 roku nie było żadnych formalnych procedur, które nakładałyby na pracowników prowadzących postępowanie dekretowe obowiązek dokonywania czynności sprawdzających w związku z ewentualną możliwością objęcia nieruchomości, będących przedmiotem postępowań, układami indemnizacyjnymi.

    Co więcej – zdaniem kontrolerów – procedura wprowadzona 12 stycznia 2015 przez p.o. zastępcy dyrektora BGN Jerzego Mrygonia nie zabezpiecza w należyty sposób interesów Skarbu Państwa, ponieważ nie gwarantuje, że dokonane sprawdzenia będą odpowiadały rzeczywistemu stanowi faktycznemu i prawnemu.

    Kolejne zaniedbania prezydent Gronkiewicz-Waltz wskazane we wnioskach końcowych do protokołu CBA dotyczą decyzji przy ustalaniu uprawnień podmiotowych do złożenia wniosku o przyznanie na gruncie nieruchomości warszawskiej prawa wieczystej dzierżawy.

    Wojewoda mazowiecki unieważnił uchwały o organizacji referendum w Warszawie

      Zobacz więcej

      W wyniku kontroli stwierdzono, że przynajmniej trzy nieruchomości zostały zreprywatyzowane, pomimo iż wniosek o przyznanie prawa wieczystej dzierżawy został złożony przez osobę, która nie przedłożyła pełnomocnictwa uprawniającego ją do reprezentowania przedwojennych właścicieli.

      W przynajmniej trzech innych przypadkach stwierdzono, że wniosek o przyznanie wieczystej dzierżawy został złożony po sześciomiesięcznym terminie od dnia, w którym Zarząd Miejski dokonał ogłoszenia oględzin tych nieruchomości.

      W tym zakresie wskazano we wnioskach pokontrolnych, że pomimo wskazań organów takich jak Samorządowe Kolegium Odwoławcze lub Wojewódzki Sąd Administracyjny prezydent Warszawy wydając decyzje, nie ustaliła, czy – obejmując nieruchomości w posiadanie, Zarząd Miejski posiadał dane o miejscu pobytu dotychczasowego właściciela gruntu lub osoby reprezentującej jego prawa.

      Ponadto negatywnie ocenione zostały działania Gronkiewicz-Waltz podejmowane w celu ustalenia, czy wydawane przez organy wyższego stopnia (SKO, WSA) decyzje stwierdzające nieważność decyzji dekretowych są prawidłowe.

      Takie zaniechanie miało miejsce w przypadku słynnej działki Chmielna 70, gdzie – zdaniem CBA – istniały podstawy, aby zażądać unieważnienia decyzji SKO, jako wydanych z naruszeniem prawa. Co więcej  – jak stwierdzono – w okresie objętym kontrolą prezydent nie podjęła żadnych działań zmierzających do podważania decyzji SKO.

      W ocenie kontrolerów brak aktywności prezydent Warszawy w tym zakresie spowodowany był brakiem obowiązujących w Urzędzie m.st. Warszawy procedur nakładających na poszczególnych pracowników urzędu obowiązku analizowania treści decyzji stwierdzających nieważność decyzji dekretowych pod kątem tego, czy mogą rażąco naruszać prawo.

      Jak podkreślono, na powyższą ocenę nie może mieć wpływu fakt, że prezydent m. st. Warszawy nie jest stroną postępowań prowadzonych przez SKO, gdyż prezydent w trybie nadzwyczajnym mogła zwrócić się o wystąpienie ze sprzeciwem wobec takich decyzji do prokuratury.

      Unia nie potrafiła się uchronić przed samodestrukcją


      Jedynie prawda jest ciekawa

      logo-info-w

       

      Lichocka: Tusk złamał neutralność funkcji szefa RE

       09.03.2017

       

      lichocka-stefekLichocka: Tusk złamał neutralność funkcji szefa RE

      „Gdyby Tusk nadal byłby szefem Rady, oznaczałoby to, że kryzys Unii Europejskiej jest tak głęboki, ze nie jest ona w stanie uchronić przed destrukcją własnych instytucji” – oceniła posłanka PiS Joanna Lichocka na łamach Gazety Polskiej Codziennie.

      Joanna Lichocka skomentowała sprawę poparcia Donalda Tuska na drugą kadencję szefostwa Rady Europejskiej.
      – Nawet najwięksi propagandyści nie znaleźli liczącego się polityka, który powiedziałby wprost, że Donalda Tuska należy wybrać wbrew zdaniu polskiego rządu – napisała.
      Dodała, że premier Szydło dała ku temu najlepsze świadectwo.
      – O tym świadczy list premier Szydło do przywódczy państw członkowskich EU – zaznaczyła. Publicystka tłumaczyła, dlaczego Tusk jest złym kandydatem na Szefa Rady Europejskiej – Złamał on neutralność funkcji szefa RE, angażując się w walkę polityczną przeciw rządowi w Warszawie – podkreśliła Lichocka.
      Dodała, że postąpienie wbrew woli polskiego rządu byłoby „precedensem” na skalę europejską.
      – Wybór przewodniczącego RE wbrew stanowisku kraju, z którego pochodzi polityk, byłby precedensem łamiącym dotychczasowe zasady – nawet komisarzy europejskich powołuje się na podstawie sugestii państw członkowskich – napisała.
      Lichocka wskazała następstwa wyboru Tuska.
      – Gdyby mimo tych argumentów(…)Tusk nadal byłby szefem Rady, oznaczałoby to, że kryzys Unii Europejskiej jest tak głęboki, ze nie jest ona w stanie uchronić przed destrukcją własnych instytucji – oceniła.
      [fot.youtube/Telewizja Leszno]
      MW/Gazeta Polska Codziennie

      Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/lichocka-nawet-komisarzy-europejskich-powoluje-sie-na-podstawie-sugestii-panstw-czlonkowskich,19523108128#ixzz4aqqlGNeX

      Niemcy mogą a Polacy już nie


      Niemcy mogli wybudować tuż przy granicy z Polską kopalnie odkrywkową i elektrownie na węgiel. Polska przy granicy z Niemcami już nie…
      wpis z dnia 7/03/2017

      foto: Janos Balazs (Flickr.com / CC 2.0)

      Nie wszyscy wiedzą, że w oddalonej o kilka kilometrów od granicy z Polską niemieckiej miejscowości Janschwalde działa olbrzymia elektrownia na węgiel brunatny wydobywany z okolicznych kopalni odkrywkowych. 20 kilometrów dalej w polskim Gubinie, miała powstać elektrownia węglowa wraz z okalająca ją odkrywkową kopalnią węgla brunatnego. Miała, bowiem przedstawiciele niemieckich gmin przygranicznych oraz Greenpeace złożyli protesty, które przyczyniły się do wstrzymania realizacji tej inwestycji. Niemcy mogą. Polska już nie.

       


      Polska Grupa Energetyczna (PGE) w 2014 roku ogłosiła, że w okolicach Gubina (woj. lubuskie) zamierza wybudować odkrywkową kopalnię węgla brunatnego oraz nowoczesną elektrownię opalaną wydobywanym w tej kopalni węglem. Ówczesny premier Donald Tusk stwierdził nawet, że inwestycja PGE w Gubinie jest elementem strategii bezpieczeństwa energetycznego kraju.
      Niemal natychmiast po ogłoszeniu planów budowy kopalni i elektrowni zaczęły się protesty organizacji ekologicznych. Wkrótce przyłączyły się do nichprzedstawiciele niemieckich gmin przygranicznych. Protesty te okazały się być na tyle skuteczne, żeRegionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gorzowie zawiesiła postępowanie w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla planowanej kopalni. Realizacja całego projektu stanęła pod znakiem zapytania.

       


      Co ciekawe – ekologom oraz naszym zachodnim sąsiadom nie przeszkadzało, że w oddalonej od Gubina o około 20 kilometrów niemieckiej miejscowości Janschwalde, tuż przy granicy z Polską, funkcjonuje jedna z największych na świecie siłowni węglowych, która opalana jest węglem brunatnym wydobywanym z okalających ją kopalni odkrywkowych.
      Podobnych przykładów destrukcyjnego ingerowania niemieckich władz lokalnych, mediów i ekologów w polskie inwestycje realizowane na terytorium Polski jest niestety znacznie więcej. Wystarczy wymienić ostatnie obiekcje naszych zachodnich sąsiadów wobec planów rozbudowy terminala zbożowego w Świnoujściu(mógłby realnie konkurować z podobnymi terminalami zlokalizowanymi w Rostocku, Wismarze czy Lubece) lub uregulowania Odry tak, by mogła być wykorzystana do towarowego transportu rzecznego(realna konkurencja dla niemieckiej drogi żeglugowej na Łabie). W każdym z tych przypadków polskie inwestycje mogłyby zagrozić niemieckim interesom…

      wpis z dnia 7/03/2017 

      niewygodne.info.pl

      blog niewygodny dla establishmentu III RP

      Brukselsko-berlińskie lanie


       

      wPolityce.pl

       

      NASZ WYWIAD. Waszczykowski: Wybór Tuska to przegrana potyczka. Ale ta rozgrywka wiele mówi o tym, w którym kierunku ewoluuje Unia Europejska

      opublikowano: 25 minut temu · aktualizacja: 24 minuty temu

      fot. PAP/ Jakub Kamińskifot. PAP/ Jakub Kamiński

       

      Tusk nam nie pomagał przez ostatnie dwa i pól roku. I jego pozostanie na tym stanowisku oznacza, że nadal żadnej pomocy z jego strony nie otrzymamy

      — mówi portalowi wPolityce.pl minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

      wPolityce.pl: Wybór Donalda Tuska na kolejną kadencję szefa RE to poważna porażka polskiej dyplomacji?

      Witold Waszczykowski, szef MSZ: To jest oczywiście przegrana potyczka, która jednak w naszej polityce europejskiej nic nie zmienia. Donald Tusk nie pomagał nam przez ostatnie dwa i pól roku – o czym mówiliśmy. I jego pozostanie na tym stanowisku oznacza, że nadal żadnej pomocy z jego strony nie otrzymamy. To nic nie zmienia w całej konfiguracji. Natomiast sposób, w jaki to zostało przeprowadzone wiele nam mówi o tym, w którym kierunku ewoluuje Unia. Wiemy, że jest to teraz Unia pod dyktando Berlina, która się nie krępuje, nie udaje żadnych dyplomatycznych sztuczek, tylko twardo domaga się realizacji swojej polityki. I to wymaga zastanowienia się. Bo jeśli Unia będzie zmierzała w  kierunku podejmowania decyzji wbrew państwom narodowym – i to dużym państwom – jakim jest Polska, jeśli będzie stosowała procedury niedemokratyczne – bo przecież nasz kandydat – oficjalnie zgłoszony nie został w ogóle poproszony o przedstawienie swojego stanowiska, a to jest niedemokratyczne , jeśli będą odrzucane nawet prośby o odroczenie głosowania, to to nam, coraz więcej mówi na temat tego, w którym kierunku ewoluuje UE.

      Jeśli do tego dołożymy decyzje, jakie zapadały na tych lokalnych szczytach, jak w Wersalu, gdzie jawnie się zapowiada zwrot w kierunku Unii kilku prędkości i pozostawia się niektóre kraje poza obszarami współpracy, to rodzi się bardzo niebezpieczny związek europejski. Związek bardzo toksyczny, który może wielu krajom bardzo zaszkodzić.

      Czy to oznacza, że polski rząd skoryguje swoją politykę na bardziej eurosceptyczną?

      Za wcześnie na takie konkluzje. Trzeba to przeanalizować jak te mechanizmy funkcjonowały. Bo wiele decyzji było podejmowanych w kuluarach, poza nami. Chcemy wiedzieć – jakimi instrumentami szantażami, czy naciskami posługiwano się, by wystąpić przeciw naszemu kandydatowi, a za Donaldem Tuskiem. Będziemy to sprawdzać, będziemy się do tego odnosić.

      Stanowiska Polski nie poparły nawet Węgry. To nie rozczarowało? Nasz największy sojusznik w UE zagłosował przeciw nam…

      Węgrzy od dawna sygnalizowali, że oni w sprawach polityki europejskiej będą realizowali swoje zobowiązania wobec EPP, której są członkiem. Ale cały czas mamy zobowiązania regionalne i zakładamy, że tych Węgrzy będą przestrzegać.

      Not. ansa

       

      Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

      autor: Zespół wPolityce.pl

      Samostijni strilci przerobili Lenina na Szewczenkę


       

       

      źr: espresso.tv

      Ukraina: W ramach dekomunizacji przerobili Lenina na… Szewczenkę

      Dodane przez Lipinski

      Opublikowano: Czwartek, 09 marca 2017 o godz. 13:01:36

      Ukraińscy żołnierze walczący pod Ługańskiem postanowili usunąć komunizm z przestrzeni publicznej. Pomnik przywódcy rewolucji październikowej przerobili, że ten przypomina teraz Tarasa Szewczenkę.

       

      O ideowo – artystycznych dokonaniach ukraińskich wojskowych poinformały lokalne władze na swojej stronie.

      – W jednej z jednostek wojskowych biorących udział w antyterrorystycznej operacji w obwodzie ługańskim Siły Zbrojne Ukrainy zdecydowały się podtrzymać proces dekomunizacji – czytamy w komunikacie.

      Czytaj również: Lwów: Dyrektor polskiej szkoły oskarżany o łamanie ustawy dekomunizacyjnej

      – Dlatego też, pomnik „watażki bolszewików”, który znajdował się na terenie jednostki nie został zdemontowany. Żołnierze podeszli do sprawy kreatywnie. I tak za pomocą cementu i farb zrobili cudowny pomnik Tarasowi Szewczence, który zamiast Statutu Partii czerwonych dyktatorów otwiera nieśmiertelny „Kobziarz” (zbiór wierszy Szewczenki – red.) – głosi komunikat.

      Jak przekonują ługańskie władze nowy obiekt kulturalny szybko stał się główną atrakcją i ważnym miejscem do fotografowania się żołnierzy walczących w ATO. Taki ruch stał się przykładem dla przeprowadzenia procesu dekomunizacji na całej Ukrainie.

      Czytaj również: Ukraińscy żołnierze będą leczyć się w państwowym ośrodku w Lądku – Zdroju

      kresy.pl/ http://www.loga.gov.ua

      Minister spraw zagranicznych Kanady wiedziała o kolaboracyjnej przeszłości swojego dziadka w okupowanej Polsce


       

       

      Christia Freeland, fot. YouTube.com

      Kanadyjska prasa: minister spraw zagranicznych Kanady wiedziała o kolaboracyjnej przeszłości swojego dziadka w okupowanej Polsce

      Dodane przez Lipinski

      Opublikowano: Czwartek, 09 marca 2017 o godz. 17:05:17

      Wcześniej Chrystia Freeland unikała odpowiedzi na pytania o przeszłość dziadka, Mychajły Chomiaka, określając doniesienia na jego temat mianem „rosyjskiej propagandy”.

       

      Kanadyjska prasa dotarła do szczegółów życiorysu Mychajły Chomiaka, dziadka obecnej minister spraw zagranicznych Kanady Chrystii Freeland. Wyszło na jaw, że podczas okupacji niemieckiej był on redaktorem naczelnym ukraińskojęzycznej gazety wydawanej w Krakowie „Krakiwski Wisti” (Krakowskie Wieści). „Krakiwski Wisti” były organem kolaboracyjnego Ukraińskiego Komitetu Centralnego, któremu przewodniczył Wołodymyr Kubijowycz. Gazeta w pełni popierała niemiecką politykę w okupowanej Polsce. Według kanadyjskiego badacza Ernesta Gyidela, cytowanego przez Edmonton Journal, około jednej czwartej objętości gazety zajmowała nazistowska propaganda skierowana przeciwko Żydom, Polakom i Rosjanom. Żaden z artykułów w „Krakiwskich Wistiach” nie został podpisany nazwiskiem Chomiaka. Prawdopodobnie ograniczał się on do zarządzania redakcją.

      Po zakończeniu wojny Mychajło Chomiak wyemigrował do Kanady. Jego kolaboracyjną przeszłość ujawnił jego zięć, historyk John-Paul Himka, zagorzały krytyk ukraińskiego nacjonalizmu, który po śmierci Chomiaka przejął jego prywatne archiwum. W 1996 roku w obszernym artykule naukowym opisał działalność „Krakiwskich Wisti”. W przedmowie do artykułu Himka zawarł podziękowania dla Chrystii Freeland za „wskazanie problemów i wyjaśnienia”. W związku z tym kanadyjska prasa konstatuje, że obecna minister spraw zagranicznych Kanady od przeszło 20 lat znała niechlubne karty życiorysu dziadka.

      Doniesienia o nazistowskiej przeszłości dziadka Chrystii Freeland pojawiły się w rosyjskich mediach po tym, jak w styczniu br. roku stała się ministrem spraw zagranicznych Kanady. Proszona o skomentowanie tych informacji Freeland bagatelizowała je jako „rosyjską propagandę”.  

      edmontonjournal.com / globeandmail.com / ottawacitizen.com 

      Unia zlekceważyła i ośmieszyla wybory i decyzje polskiego narodu


      WP.PLStrona główna serwisu

       

       

      Jacek Gądek

      Jacek Gądek

      akt. 09.03.2017, 17:09

       

      Wojna polsko-​polska pod flagą unijną. Skorzystają na niej Donald Tusk i Jarosław Kaczyński

      Donald Tusk ignorował polski rząd w zabiegach o pozostanie na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. W konflikcie wokół wyboru szefa Rady Europejskiej obie strony chciały upokorzyć oponenta. Przeniesienie wojny polsko-polskiej pod flagę unijną finalnie jest skalkulowany na zyski tak Donalda Tuska jak i Jarosława Kaczyńskiego. Spór wokół reelekcji Tuska podsycony jest jednak wielkimi emocjami.

      Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński (

      WP / Konrad Żelazowski

      )

      Politycy PiS nie raz podkreślali, że Donald Tusk nie zwracał się nigdy do polskiego rządu z prośbą o udzielenie mu poparcia albo wystawienie go jako kandydata ubiegającego się o odnowienie mandatu. Opinia rządu ws. Tuska jest jednak – zwłaszcza tutaj – wykonaniem decyzji samego Jarosława Kaczyńskiego. A prezes PiS już w październiku 2016 r. mówił, że poparcia dla Tuska nie będzie. Pytanie było tylko takie: czy będzie sprzeciw czy nie.
      Im bliżej było decyzji Unii ws. Tuska, tym bardziej zaostrzała się retoryka prezesa, któremu jedynie wtórował rząd PiS. Tuż przed aktualnym szczytem UE w Brukseli nawet drobne odstępstwo od linii PiS ws. Tuska, to byłaby prośba o wyrzucenie z tej partii.
      Jednocześnie co rusz pojawiały się sugestie polityków PiS, że Tuska ma pewne szanse na zdobycie poparcia polskiego rządu, ale musi udowodnić, że na nie zasługuje. Witold Waszczykowski mówił choćby, że „Tusk ma czas, aby zmienić swój stosunek do polskiego rządu”. To jednak jasne było od miesięcy, że na wsparcie rządu Beaty Szydło liczyć nie może. Tusk niczego nie zmieniał, wbijając czasami – w białych rękawiczkach – szpile w ekipę PiS.
      Na gwałtowności starcia o Tuska dodatkowo wpłynął termin decyzji UE – przypadł on bowiem na czas tuż przed rocznicą katastrofy smoleńskiej. A to tylko eskaluje emocje. Kontekst sprzyja zatem nie dyplomatycznemu rozwiązaniu, ale konfrontacji. Zwarcie polskiego rządu z pozostałymi państwami Unii o fotel Tuska nie wygląda na wyreżyserowane. Konflikt obliczony jest na krajowe potrzeby, bo od samego początku nikt z obozu PiS nie mógł zakładać wygranej kontrkandydata Tuska – Jacka Saryusza-Wolskiego. Podobnie szanse na utrącenie Tuska od początku były minimalne.
      O nakłonieniu 27 państw Unii do poparcia Janusza Saryusza-Wolskiego nikt – nawet w PiS – nie myślał na serio, a jedynie jako o alibi, że rząd Polski popierał Polaka. A przez to nie zaparł się zasady, która w polskiej polityce jest powszechnie uznawana.
      Patrząc już nie na polityków, ale na wyborców, to sprzeciw wobec Tuska wcale nie musi być dla PiS kosztowny. Dlaczego? Badanie dla TVN24 pokazuje bowiem: 30 proc. respondentów uważa, że polski rząd „zdecydowanie nie” powinien popierać Donalda Tuska, a kolejnych 11 proc. mówi „raczej nie” powinien. Przy całej nieufności wobec sondaży, to nawet więcej niż wyniki PiS w badaniach poparcia społecznego.

       

      Opór wobec Tuska jest bowiem zogniskowany przez PiS, ale wspierają go zapewne wyborcy nie tylko tej partii, ale i antysystemowych formacji jak Kukiz’15 czy kolejne wcielenia partii Janusza Korwin-Mikkego. Paradoksalnie więc PiS – ale tylko na krajowym podwórku – może na awanturze w Brukseli skorzystać. Choć straty w polityce międzynarodowej dla Polski są ewidentne.
      Już nawet nie chodzi o otwarty spór Warszawy z Berlinem, któremu Tusk zawdzięcza stanowisko, ale także poróżnienie z Węgrami, Litwą, Czechami czy Słowacją. Czyli z państwami naszego regionu Europy, którym zależało na tym, aby przewodniczącym RE był obywatel „nowej Unii”.
      Wobec nieuchronności porażki w torpedowaniu kandydatury Tuska dla PiS najwygodniej jest zostać ofiarą „brukselskich elit, które nie szanują demokracji”, by występować w roli pokrzywdzonych.
      Tym sposobem wojna polsko-polska przeniosła się na salon europejski. W Polsce PO i PiS żywią się wzajemnym konfliktem. Dziś w dyskusji wokół Tuska i Nowoczesna Ryszarda Petru i Kukiz;15 czy PSL są zmarginalizowane.
      Podtrzymywanie wrogości między PiS a Tuskiem jest tu użyteczne także dla samego Tuska. Wciąż bowiem jest on uosobieniem opozycji wobec PiS. A ignorowanie polskiego rządu i ocalenie stanowiska po takim zlekceważeniu rządu PiS, tylko pokazuje pewność siebie Tuska i buduje jego pozycję w kraju – a to, jeśli będzie kandydował na prezydenta w 2020 r., może być cenny kapitał.

       WP Wiadomości

      Wybór Tuska źle wróży Unii


      WP.PLStrona główna serwisu

       

      Anna Kozińska

      oprac.Anna Kozińska

      akt. 09.03.2017, 16:54

      Donald Tusk wybrany

      Donald Tusk został wybrany na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej.

      Donald Tusk w Parlamencie EuropejskimDonald Tusk w Parlamencie Europejskim (

      Rada Europejska

       

      Automatyczne odświeżanie

      8 min temu

      Ikona

      Beata Mazurek, rzeczniczka PiS

      W naszej ocenie to zła decyzja,  to niczego dobrego na przyszłość Unii Europejskiej nie wróży.

      "Sądny szczyt" Donalda Tuska


      WP.PLStrona główna serwisu

       

       

      Katarzyna Bogdańska

      Katarzyna Bogdańska

      akt. 09.03.2017, 10:08

       

      „Sądny szczyt” Donalda Tuska. Leszek Miller: to najbardziej prawdopodobne

      • Premier Beata Szydło popełniła rażący błąd. Argumentacja powinna dotyczyć tylko działania w Radzie Europejskiej. Jeśli krytyka dotyczy też spraw wewnętrznych, to jest niesmaczne – powiedział Leszek Miller w programie #dzieńdobryWP. Skomentował również list Beaty Szydło i przedstawił najbardziej prawdopodobny scenariusz dzisiejszego dnia w Brukseli.

      ZA CHWILĘ: „Sądny szczyt” Donalda Tuska. Leszek Miller: to najbardziej prawdopodobne

       

       

      „Sądny szczyt” Donalda Tuska. Leszek Miller: to najbardziej prawdopodobne

       

      Miller nie ma złudzeń ws. Saryusza-Wolskiego. Skomentował jego wpis

      1:03

      Leszek Miller: gotuje się we mnie, ale nie będę płakał

       

      Miller przyznaje rację PiS ws. Tuska

      1:47

      Leszek Miller: premier Szydło popełniła rażący błąd

       

      Według byłego premiera list Beaty Szydło nie będzie miał wpływu na brukselski scenariusz, ponieważ wszystkie te argumenty były znane już wcześniej państwom członkowskim.
      – Plan „B”, czyli niepodpisanie konkluzji szczytu to droga donikąd. W przyszłości może się okazać, że inny kraj też zagrozi niepodpisaniem, co będzie niekorzystne wówczas dla Polski – zwrócił uwagę Miller.
      – Sądzę, że premier Malty poinformuje, iż Donald Tusk ma większość kwalifikowaną i zostaje na drugą kadencję. Głosowanie nie jest potrzebne – stwierdził. – Nie wiem, co pani premier Szydło wtedy zrobi, może poprosi o głosowanie, ale jeśli przegra, to będzie straszna klęska. Wówczas powinna podać się do dymisji – uznał Leszek Miller.
      Według naszego gościa premier Szydło powinna jak najszybciej wycofać kandydaturę Jacka Saryusza-Wolskiego i powiedzieć, że zachowuje neutralną pozycję ws. wyboru Tuska.
      Leszek Miller stwierdził też w #dzieńdobryWP, że Tusk przesadził w czasie przemówienia we Wrocławiu i PiS ma prawo go za to krytykować.
      Przeczytaj także: Wszystkie pęknięcia Grupy Wyszehradzkiej. Spór o Tuska to tylko kolejne z nich

      Polecamy: Donald Tusk oskarżony o współudział w zamachu stanu

       WP Wiadomości

      PSL: TO CO ROBI PIS MOŻE BYĆ POCZĄTKIEM "POLEXITU"


       

       

      ​PSL: TO CO ROBI PIS MOŻE BYĆ POCZĄTKIEM „POLEXITU”

      UNIA EUROPEJSKA

      Dzisiaj, 9 marca (13:10)

      To, co robi PiS, może być początkiem „Polexitu”; jeśli Jacek Saryusz-Wolski nie zostanie wybrany na funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej, to może być przyczyną do narzucenia retoryki, że nasza obecność w UE jest niepotrzebna – uważa szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

      Władysław Kosiniak-Kamysz /Marcin Obara /PAP

      Władysław Kosiniak-Kamysz /Marcin Obara /PAP

      „Z zaniepokojeniem i smutkiem przyjmujemy to, co się dzieje na poziomie europejskim, z zaniepokojeniem i smutkiem przyjmujemy wojnę polsko-polską przenoszoną na poziom Brukseli” – powiedział w czwartek na konferencji w Sejmie Kosiniak-Kamysz. Według niego, jest to osłabianie pozycji Polski na arenie międzynarodowej oraz jej wiarygodności. „Nikt na poważnie nie będzie chciał z nami uzgadniać jakiegokolwiek stanowiska” – uznał.

       

      Szef PSL przekonywał, że bycie w UE jest polską racją stanu. „Polacy popierają integrację europejską, a dzisiaj obserwują niestety spektakl tragiczny, który rozgrywa się pomiędzy jedną i drugą partią, od lat walczącą w Polsce” – stwierdził.

      Jak mówił Kosiniak-Kamysz, ludowcy chcą, żeby funkcję szefa Rady Europejskiej pełnił Polak, bo – jak ocenił szef Stronnictwa – to „leży w interesie” naszego kraju. „Zawsze wyznawaliśmy i realizowaliśmy zasadę popierania Polaków na najważniejsze stanowiska” – dodał. Jego zdaniem wprowadzenie kandydatury Saryusz-Wolskiego może doprowadzić do tego, że ani on, ani Tusk nie zostaną wybrani.

      Według prezesa PSL, gdyby PiS miało szczere intencje wystawiając na szefa RE b. europosła Platformy, to zgłosiłoby go pół roku temu i „premier objechałaby ze swoim kandydatem wszystkie stolice europejskie”.

      „Widać, że bardzo dużo w tym jest złośliwości i zawiści. Kiedyś mówiłem do premier, że rząd PiS-u został opanowany chorobą nienawiści. Niestety, jako lekarz stwierdzam, że ta choroba się pogłębia” – stwierdził Kosiniak-Kamysz. Dodał, że mówi o tym „z bólem, bo to dzieli Polskę wewnętrznie i niszczy reputację Polski na zewnątrz”.

      Zdaniem lidera ludowców celem PiS jest umacnianie swojej pozycji w twardym elektoracie w Polsce. „Wszystkie decyzje, które PiS podejmuje, nie podejmuje przez pryzmat interesu Polski na zewnątrz, tylko interesu własnej partii” – ocenił.

      „Dziś jesteśmy czarną owcą (Unii Europejskiej – PAP), choć myślę, że za chwilę do tego miana i za tym mianem będziemy tęsknić, bo nawet takie określenie będzie zbyt pozytywne na zachowanie Polski” – powiedział prezes PSL.

      Jak mówił, „ta sytuacja może być początkiem +Polexitu+”. „Jeżeli dojdzie do porażki rządu – a na to wszystko wskazuje – i niewybrania Saryusz-Wolskiego na szefa Rady Europejskiej (…), to może być przyczyną do narzucenia w Polsce retoryki, że nasza obecność w Unii jest po prostu niepotrzebna” – zaznaczył.

      Kosiniak-Kamysz zapytany przez dziennikarzy, jak ocenia przewodnictwo w Radzie Europejskiej Tuska, odpowiedział: „Trudny czas na sprawowanie tej funkcji, (…) to nie jest łatwa rola, bo to jest rola osoby, która w wielu płaszczyznach musi szukać porozumienia”. „Na tyle, ile mógł, wywiązał się (z roli szefa Rady Europejskiej)dobrze. Nie widziałem większych wpadek” – ocenił.

      W czwartek podczas unijnego szczytu szefowie państw i rządów mają decydować o tym, kto obejmie urząd przewodniczącego Rady Europejskiej. Donald Tusk zadeklarował, że jest gotów pełnić tę funkcję przez kolejne 2,5 roku. Polski rząd go nie popiera i zgłosił kandydaturę europosła Jacka Saryusz-Wolskiego.

      Szef MSZ Witold Waszczykowski podkreślił w czwartek w TVN24, że nie ma potrzeby wybierania dziś szefa Rady Europejskiej i Polska będzie robiła wszystko, aby do tego głosowania nie doszło. Dodał, że szczyt może być zagrożony, jeśli głosowanie w czwartek będzie „forsowane na siłę”.

      PAP