Przetransformowano polski majątek narodowy a teraz wypucuja nas z dotacji


Fundusze Europejskie

Artur Osiecki

Polityka spójności. Miliardy z Unii Europejskiej zawisły na włosku. Przez Brexit

publikacja: 05.03.2017

aktualizacja: 05.03.2017, 19:18

EKO

Bloomberg

2 zdjęcia

Nasz kraj jest największym odbiorcą pomocy z polityki spójności, więc musi jej bronić, by nie skurczyła się, gdy wyjście Brytyjczyków odchudzi budżet Unii. Bez sojuszników to jednak trudne.

 

Polski rząd, którego notowania w wielu europejskich stolicach są słabe, właśnie zdał sobie sprawę, jak mocno niepewna jest przyszłość polityki spójności, z której nasz kraj czerpie pełnymi garściami (67,9 mld euro w latach 2007–2013). Jej obrona wymaga szukania sojuszników. Sytuacja jest poważna, bo o ile przed każdą unijną perspektywą finansową odbywa się swoisty targ – co kto wniesie do budżetu UE i jaka część pieniędzy trafi na politykę spójności – o tyle teraz nad tą kluczową dla Polski polityką zawisły czarne chmury w postaci Brexitu, który nastąpi w 2019 r.

Gdy płatnik wychodzi

Nie ma pewności, czy Wielka Brytania będąca trzecim co do wielkości płatnikiem netto do budżetu UE ureguluje wszystkie swoje zobowiązania do budżetu na lata 2014–2020 (de facto do 2023 r.). Przyznała to w czwartek w Warszawie Corina Cretu, komisarz UE ds. polityki regionalnej. Brała udział w wyjazdowym spotkaniu Komisji Polityki Spójności Terytorialnej i Budżetu UE Europejskiego Komitetu Regionów (KR) odbywającym się ze spotkaniem ministrów ds. polityki spójności Grupy Wyszehradzkiej, w składzie poszerzonym o Bułgarię, Chorwację, Rumunię i Słowenię.

Zbliżający się Brexit wywołuje niepewność jeszcze w tej perspektywie. A przecież na politykę regionalną stanowiącą główne narzędzie inwestycyjne Unii do 2020 r. przeznaczono 454 mld euro, z czego dla Polski 82,5 mld euro (w tym 76,8 mld euro poprzez krajowe i regionalne programy operacyjne).

Po Brexicie sytuacja będzie tylko gorsza. Co prawda brytyjska premier Theresa May wspomina o dalszej współpracy i łożeniu na wybrane projekty, ale o jakich inwestycjach i kwotach mowa, nikt nie wie.

Europoseł Jan Olbrycht (PO) mówił w piątek, że Polska i inne kraje popierające politykę spójności powinny profesjonalnie przygotować się do jej obrony. Tym bardziej że są pomysły na skrócenie okresu budżetowego z siedmiu do pięciu lat.

To wywarłoby jeszcze większą presję, by szybko inwestować, tymczasem wiele krajów UE nie radzi sobie z wydawaniem euro z obecnej puli.

– Apeluję do was o przyspieszenie inwestycji w waszych krajach, abym miała argumenty w Brukseli w postaci wybudowanych nowych dróg czy szpitali. Są państwa, które nie wydały ani euro. Musimy przyspieszyć – apelowała Cretu, opuszczając Warszawę.

Nie ma chętnych do zapełnienia luki po Brytyjczykach. Na pytanie, czy Niemcy są w stanie uzupełnić te braki, Michael Schneider, sekretarz stanu kraju związkowego Saksonia-Anhalt i sprawozdawca opinii KR w sprawie przyszłości polityki spójności, odpowiada krótko: – A dlaczego?

Komisarz Cretu przypomina jednak, że zarówno Komisja Europejska, jak i europarlament podejmują próby dywersyfikacji źródeł dochodów budżetu Unii.

Imigranci w tle

Przed obecną perspektywą budżetową za polityką spójności optowały obok naszego regionu również kraje południa Europy. Teraz jest tam wielu chętnych do zamrażania lub wręcz odbierania funduszy strukturalnych, by pokryć koszty rozwiązania problemu imigrantów. Mówią o tym choćby Włosi.

Można to zrozumieć, mając w pamięci tysiące ludzi płynących z Afryki na włoską wyspę Lampedusa, z drugiej jednak strony to właśnie Włochy są następnym po Polsce odbiorcą pomocy unijnej.

Cretu, pytana o łączenie problemu migracji z polityką spójności, uznała to za zły pomysł. Przypomniała, że kraje Europy Wschodniej, do której imigrantom niespieszno, mogą np. zapewnić finansowanie mobilnych szpitali, kursy językowe. Zresztą właśnie w Warszawie działa Frontex, unijna straż graniczna.

Cretu przekonuje, że żadne z państw UE nie sprzeciwia się otwarcie i stanowczo kontynuacji polityki spójności po 2020 r., ale jej kształt trudno przewidzieć. Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju, przypomina, że na jej realizacji korzysta tzw. stara Europa, także płatnicy netto: – Do krajów UE15 (starej Unii) wraca 80 centów z każdego euro wydanego na politykę spójności, a do płatników netto nawet 82 centy – wylicza.

Niepokój w regionach

Polityka spójności to być albo nie być dla polskich regionów. W Polsce, w której doszło do prawdziwej decentralizacji zarządzania pieniędzmi unijnymi, województwa dysponują obecnie łącznie 31,2 mld euro. Gdyby tych pieniędzy zabrakło, nasze regiony mogłyby zapomnieć o gonieniu innych europejskich prowincji. – Będziemy bronić polityki spójności. To dopiero początek walki o nią – mówi Sławomir Sosnowski, marszałek lubelski. Olbrycht potwierdza, że stanowisko przyjęte przez Komitet Regionów w Warszawie to dopiero początek ostrej i długiej debaty.