Na Ukrainie trwa wojna. Separatyści z Donbasu ogłosili blokadę Kijowa


 

 

Forsal.pl

Forsal.pl

 

statystyki

Na Ukrainie trwa wojna. Separatyści z Donbasu ogłosili blokadę Kijowa

3 marca 2017, 21:26

 

źródło:PAP

Ukraina, Kijów

Ukraina, Kijówźródło: ShutterStock

Szef samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) Ołeksandr Zacharczenko oznajmił w piątek, że w odpowiedzi na blokowanie linii kolejowych i dróg z Donbasu ogłasza blokadę Kijowa. Zaznaczył, że zerwane zostają wszystkie więzi z Ukrainą.

Zacharczenko oświadczył, że mieszkańcy Donbasu już się nauczyli żyć w warunkach blokady ze strony „ukraińskich oddziałów”, a obecnie DRL ogłasza blokadę Kijowa.

„Od dziś zrywamy wszystkie więzi z Ukrainą, z którą walczymy” – powiedział Zacharczenko w piątek na konferencji prasowej.

Przyznał, że Donbas sprzedawał Kijowowi węgiel, żeby dostawać pieniądze i płacić pensje, ale obecnie nauczył się żyć w warunkach blokady.

Blokadę torów prowadzą weterani prorządowych ukraińskich batalionów ochotniczych. Weterani domagają się zaprzestania handlu z separatystami i mówią, że walczą z przemytem, który płynie do prorosyjskich bojowników w Donbasie. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podkreślał jednak, że towary i surowce, które stamtąd nadchodzą, są dostarczane przez przedsiębiorstwa płacące podatki do ukraińskiego budżetu. Jego zdaniem blokada jest czynnikiem destabilizującym gospodarkę i sytuację w państwie. Ostrzegał również, że brak dostaw węgla z Donbasu może doprowadzić do nieodwracalnych szkód, przede wszystkim w sektorze metalurgicznym.

Prorosyjscy separatyści na wschodzie Ukrainy pod koniec lutego wystosowali ultimatum, domagając się zniesienia blokady linii kolejowych łączących Donbas z pozostałym terytorium kraju. Zagrozili przejęciem kontroli nad ukraińskimi przedsiębiorstwami na terenie Donbasu. Zapowiedzieli również, że zaprzestaną sprzedaży węgla na terytorium Ukrainy, kontrolowane przez siły rządowe, a przyszłe dostawy tego surowca skierują do Rosji lub gdziekolwiek indziej.

Wiceminister ds. terytoriów okupowanych Heorhij Tuka odrzucił wówczas groźbę. „To próba zastraszenia nas” – ocenił w komunikacie, dodając, że separatyści nie są w stanie zarządzać dużymi przedsiębiorstwami przemysłowymi.

Cytowany w piątek przez rosyjskie agencje Zacharczenko powiedział, że ukraińskich przedsiębiorstw w DRL już nie będzie.

„Koniec ukraińskiej jurysdykcji na naszym terytorium, historycznie nasza gospodarka orientowała się na Rosję. Z punktu widzenia produkcji przemysłowej właściwe jest odradzanie tych powiązań, które były w ZSRR. To proces powolny, lecz realny. Będziemy się orientować na Rosję” – powiedział szef separatystycznej DRL.

Ukraiński minister ds. terytoriów tymczasowo okupowanych Wadym Czernysz oświadczył w piątek w wywiadzie dla agencji Interfax-Ukraina, że wszystkie kontakty ze strony ukraińskiej z przedsiębiorstwami, które przejęli bojownicy tzw. republik (donieckiej i ługańskiej), zostaną zerwane.(PAP)

>> Czytaj też: Na Ukrainie trwa wojna. Separatyści z Donbasu ogłosili blokadę Kijowa

Przywracanie pojęciom utraconego sensu


Znalezione obrazy dla zapytania Bieda kontra bogactwo

Myśl Polska

Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

LOGIN

Przywracanie pojęciom utraconego sensu

PPS 2.jpg
Bieda, przejawy niesprawiedliwości, zagrożenia wynikające z obecności wojsk obcych państw w Polsce są zjawiskami niepokojącymi. Ale nie mniej niepokojące jest manipulowanie świadomością społeczeństwa. Rozkwit cywilizacji udoskonalił i spotęgował możliwość sterowania świadomością jednostek.

Jednym ze skutecznych, niestety, sposobów manipulowania świadomością jest używanie niejednoznacznych pojęć lub nadawanie pojęciom błędnej treści. Stąd temat niniejszego artykułu, który z racji wąskich ram nie wyczerpie tego problemu.

Utożsamienie u nas lewicowości z działaniami określonej partii prowadzi do błędnego pojmowania tego, co znaczy lewicowość. Zresztą żadna z partii politycznych nie powinna uzurpować sobie wyłączności do nazwy lewica, albo prawica.

Nieporozumienia związane z pojmowaniem lewicowości mają źródło także w tym, że krytykują czasy PRL ci, którzy z dobrodziejstw tamtego okresu czerpali korzyści. A dziś umacniają kapitalizm w którym człowiek jest „kapitałem ludzkim”, a więc przedmiotem. Kompromitacja określonej partii lewicowej, czy prawicowej nie powinna być traktowana jako kompromitacja dążeń i oczekiwań o tym charakterze w ogóle.

Być może w XXI wieku wyraźna różnica zaznacza się nie między większością partii lewicowych i prawicowych, lecz między tymi, którzy kierują się bezinteresownością a tymi, którzy w imię własnego interesu angażują się w sprawy publiczne.

Pisząc o lewicowości zarazem uwyraźniam różnice między lewicą a prawicą, co jest konieczne, ponieważ pojęcia te podlegają przemianom.Najistotniejsze jest to, że są obszary wspólnych możliwych działań dla osób o lewicowych i prawicowych przekonaniach pod warunkiem, że nie kierują się walką polityczną lecz dobrem narodu. Podkreślał to wielokrotnie w swoich książkach i wystąpieniach Bolesław Piasecki.

Obecnie wyodrębniają się u nas wyraźnie dwa nurty prawicowe. Jeden z nich motywowany jest w działaniach wartościami chrześcijańskimi, ale jest wewnętrznie zróżnicowany. Dla tego nurtu te wartości oraz patriotyzm stanowią wyznacznik przepisów prawnych. Drugi z nurtów prawicowych jest przede wszystkim rzecznikiem neokapitalizmu, a więc rozwarstwienia materialnego społeczeństwa. Sprawy światopoglądowe w tym ostatnim nurcie mają znaczenie drugorzędne w porównaniu z dążeniem do zysku materialnego.

Tradycyjnie uznane zostało za kryterium lewicowości i prawicowości stanowisko wobec własności prywatnej. Ruchy lewicowe głosiły niezbędność uspołeczniania środków produkcji. Również ruchy lewicowe chrześcijańskie krytykowały własność prywatną. Mounier, współtwórca personalizmu chrześcijańskiego, nakłaniał nawet do rewolucji mającej na celu likwidację zła, czyli własności prywatnej. Dodam, że część myślicieli chrześcijańskich z prawa naturalnego, które w filozofii chrześcijańskiej pełni nadrzędne znaczenie, wyprowadza prawo każdego do korzystania z własności – nie zaś prawo do własności prywatnej.

Niewątpliwie wyróżnikiem lewicowości jest domaganie się wyrównanie materialne społeczeństwa oraz równości nie tylko formalnoprawnej w sprawach tak fundamentalnych jak oświata i lecznictwo bez względu na wiek pacjenta. Przedstawiciele lewicy troszczą się o tych, których egzystencja jest zagrożona. A więc na przykład o emerytów i rencistów. Ten odruch uczuciowej troski o biednych i dyskryminowanych wiąże się z gotowością, by przeciwstawiać się wszelkim przejawom niesprawiedliwości. Ruchy lewicowe nie wskazują zdobywania dóbr materialnych jako celu życia.

Człowiekiem lewicy jest ten, kto czuje się przede wszystkim częścią całej ludzkości, co nie znaczy, że nie jest mu bliska narodowa tradycja i kultura. A więc jest wyrazicielem zarazem nowego patriotyzmu, to znaczy zespolonego z pacyfizmem. Poczucie więzi z ludzkością wyklucza bowiem prowadzenie wojen. Zanim jeszcze wynaleziono broń masowego rażenia, która może doprowadzić do zagłady – niejeden socjalista wiązał tę ideę z wartością pokoju, by wymienić Ignacego Daszyńskiego.

Przedstawiciele lewicy oddzielają wiarę religijną od prawa, od polityki oraz od nauki. Mogą być wyznawcami jednej z wielu religii, bądź ateistami, albo osobami bezwyznaniowymi.
Człowiek mający przekonania lewicowe nie uznaje własności prywatnej za jedyną i nienaruszalną. Ceni własność państwową i spółdzielczą. Lewicowość wiąże się bowiem z krytyką kapitalizmu, a zwłaszcza neokapitalizmu, który został wprowadzony do Polski po 1989 roku. Stało się to nieoczekiwanie, bowiem przywódcy Solidarności zapowiadali, że zostanie poprawiony socjalizm.

Ramy tego artykułu nie pozwalają na wyczerpujące zdefiniowanie składników pojęcia lewicowości. W każdym razie nie należy utożsamiać jej z demokracją oraz z instytucjami tego ustroju, bowiem aprobata dla demokracji zachodzi także wśród osób mających poglądy prawicowe. Lewicowość zespolona jest natomiast z troską o grupy tworzące mniejszości zwłaszcza, że większość tych mniejszości nie ma możliwości, by poprzez lobbing starać się o rozwiązanie swoich problemów. Jako przykład tych mniejszości wymienię: ludzi chorych, sędziwych, kombatantów, rencistów, osoby z niedorozwojem intelektualnym, chorych psychicznie, przedstawicieli ginących zawodów, jak również pisarzy i artystów często pozbawionych wątpliwej wartości jaką jest spryt życiowy.

Lewicowość wyraża się w szacunku do ludzi sędziwych i podważa pogląd, iż stanowią obciążenie dla tych, którzy pracują. Społeczeństwo nie może odpowiadać za rządzących o ile czynią nieprawidłowy użytek ze składek, które są ściągane z poborów każdego na przyszłą rentę lub emeryturę.
Człowiek zaliczający siebie do lewicy powinien być zwolennikiem społeczeństwa wieloświatopoglądowego i zarazem programów medialnych o takim charakterze.

Wieloświatopoglądowość jest bowiem wyrazem wolności, możliwości dokonywania wyboru przez jednostki nie zniewolone narzucanym poglądem moralnym. Innymi słowy, lewicowość wiąże się z dążeniem do tego, by prawo gwarantowało każdemu sprawiedliwe i bezpieczne korzystanie z jednakowej wolności. Podleganie przepisów prawnych jakiejkolwiek koncepcji moralnej przekształca ustrój państwa w totalitarny.

Wyznawca poglądów lewicowych ma być człowiekiem czynu, dążącym do wcielania wartości lewicowych w życie. Jest wiele do zdziałania, bowiem człowiek lewicy w XXI wieku powinien być przeciwnikiem neoliberalizmu gospodarczego. Powinien być rzecznikiem jednej z możliwych teorii socjalizmu. Jednym z przykładów jest konieczny sprzeciw wobec podatku liniowego, ponieważ jest on korzystny jedynie dla ludzi bogatych. Oczywiście lewicowość wyraża się w trosce, by zagwarantować każdemu możliwość pracy, bądź świadczeń pozwalających na zaspokajanie potrzeb materialnych i zdrowotnych.

Wartość socjalizmu głosi konsekwentnie i odważnie w Polsce – Polska Partia Socjalistyczna. Nie ma ona należytego miejsca dla siebie w życiu publicznym. Pozbawiona środków finansowych, które inne partie otrzymują z budżetu, nie jest w stanie brać udziału w wyborach do parlamentu i w życiu publicznym, bo nie ma dostępu do mediów.

Wcześniej wyrazicielem wartości socjalizmu był Adam Mickiewicz. Publikował artykuły w „Trybunie Ludów” – dzienniku politycznym wydawanym w Paryżu, w 1849 roku. Mickiewicz wyrażał więź z narodami walczącymi o wolność. Zaprzeczeniem egoizmu narodowego oraz doraźnych interesów jest zdaniem Mickiewicza socjalizm. Jego urzeczywistnienie doprowadzi do powstania nowego świata. Mickiewicz uznał za konieczne odrodzenie społeczeństwa na zasadach braterstwa. Określa socjalistę jako człowieka, który kieruje się uczuciami, pozbawionymi egoizmu, ukierunkowanymi na wspólne dla ludzkości cele.

Inny Polak, wybitny filozof Edward Abramowski – mistrz Stefana Żeromskiego – sformułował na początku XX wieku nową teorię socjalizmu. Uznał socjalizm za doskonały ustrój społeczny i gospodarczy. Uzależniał realizację socjalizmu od zmian w świadomości człowieka. Socjalizm można wprowadzić, jego zdaniem, gdy nastąpi powszechne wprowadzenie własności spółdzielczej. Był zwolennikiem socjalizmu zespolonego nierozdzielnie z pacyfizmem. Pragnął doprowadzić do tworzenia się wspólnot opartych na wzajemnej życzliwości. Spółdzielczość miała rozwiązać problemy społeczne i gospodarcze w skali powszechnej, a także przyczynić się do budzenia szacunku do człowieka.

Należy podkreślić, że spółdzielnie nie uznają zysku – co podkreślał Abramowski – za cel fundamentalny. Owe kooperatywy pojmował Abramowski jako sposób zorganizowania społeczeństwa zapewniający rozwój jednostkom tworzącym wspólnotę. Osiągnąć socjalizm należy drogą pokojową.

Zamiast buntu naszego społeczeństwa znękanego niedostatkiem i rozczarowaniem – narasta jego bierność. Wiąże się ona z lękiem przed utratą pracy. Niemałą też rolę odgrywa manipulacja świadomością przez media oraz obniżający się poziom edukacji. Funkcjonuje szerzony błędny pogląd w myśl którego są tylko dwie drogi rozwiązania kwestii gospodarczych: albo obecny neokapitalizm, albo powrót do PRL, przy czym przedstawia się karykaturalny obraz tamtych czasów. Ponadto utożsamianie socjalizmu jedynie z marksizmem jest przejawem naszej propagandy lub dowodem braku wiedzy.

prof. Maria Szyszkowska

Na zdjęciu – członkowie Klubu PPS w Sejmie (1925 r.) – od lewej: Adam Pragier, Jędrzej Moraczewski i Rajmund Jaworowski.
Myśl Polska, nr 9-10 (26.02.5.03.2017)

Tego nie pokazują mainstreamowe media


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

4 marca 2017

 

Tego nie pokazują mainstreamowe media. Agresywny muzułmanin zwyzywał na ulicy Polaka. WIDEO hitem sieci

 

Dodano: 04.03.2017 [08:55]

Tego nie pokazują mainstreamowe media. Agresywny muzułmanin zwyzywał na ulicy Polaka. WIDEO hitem sieci - niezalezna.pl

foto: twitter.com/TRobinsonNewEra

W piątek w sieci pojawiło się nagranie, na którym widać jak muzułmanin słownie wyżywa się na Polaku. Całe zajście miało miejsce w Wlk. Brytanii. Do tego agresywny mężczyzna chciał napluć na kobietę, która nagrywała całe zajście. Wytrącił jej z rąk telefon, którym rejestrowała zdarzenie. „Wyobraźcie sobie, że biały człowiek zrobiłby to muzułmaninowi. To byłby news na miarę krajowych wiadomości” – napisał Tommy Robinson w opisie filmu dodając, że póki co sytuacja została przemilczana przez główne media. Sprawą nie zajęła się również policja.
Tymczasem nagranie błyskawicznie stało się hitem sieci. Na Twitterze podano je dalej ponad 18 tys. razy. Na Facebooku film obejrzano ponad milion razy. Na wideo widzimy muzułmanina, który obraża Polaka. Nazywa go „wielką świnią”, „suki…nem”.
Robinson dochodzi do wniosku, że gdyby napastnik zamienił się miejscami z ofiarą – to wideo na pewno trafiłoby do głównych krajowych wiadomości. Gdyby to Polak wyzywał muzułmanina, sprawa byłaby zapewne we wszystkich czołowych mediach.
W internecie zawrzało. Właśnie ze względu na to, że media „głównego nurtu” w ogóle nie podjęły tematu.
Londyńska policja stwierdziła, że czeka, aż na jaw wyjdą kolejne informacje dotyczące zdarzenia. Dodano, że minimalnym wymogiem do zgłoszenia incydentu jako przestępstwo jest poznanie lokalizacji, gdzie doszło do sprzeczki. Jednak na nagraniu wyraźnie widać tablice rejestracyjne czerwonego volkswagena golfa, jak i zaparkowanej taksówki.
Jak czytamy na breitbart.com film ma pokazywać następstwa kolizji drogowej. Znamienne jest jednak to, co człowiek w tradycyjnym muzułmańskim stroju mówi do Polaka.

„Ku..a to twoja matka, jesteś sukin…em. (…) Popatrz na siebie, jesz wieprzowinę i sam kur.. wyglądasz jak świnia. Ty piepr…a świnio, pieprz..a cip…

– mówi muzułmanin. Co ciekawe słowo „kur..a” wymawia po polsku.
Ja kur.. żyję w tym kraju ty fiu… pieprz..y – dodaje awanturujący się mężczyzna.

To rasizm

– odpowiada mu Polak.
Nazwałem cię bękartem wieprzowiny, a nie białym bękartem – wykrzykiwał muzułmanin.

„Pier… się głupia suk., czy to twój kraj?

– krzyczy agresywny muzułmanin do jednej z kobiet obserwujących całe zajście.
Przygotowuje się, by opluć kobietę nagrywającą zdarzenie. Wytrąca jej telefon z ręki.
Zobacz wideo:

18 tys retweetów, milliony obejrzeń na Facebooku, to są media  – podsumowuje internauta, który rozpowszechnił nagranie w mediach społecznościowych.

Obserwuj

Tommy Robinson

@TRobinsonNewEra

18,000 retweets, millions of views on Facebook , we are the media https://twitter.com/trobinsonnewera/status/837299352443977728 …

19:13 – 3 mar 2017

 

  • 472472 podane dalej

 

 

  • 776776 polubień

 

 

Autor: mg

Źródło: niezalezna.pl, breitbart.com

Tolerowanie “teatrzyków miłości” skierowanych wobec katolicyzmu


 

Pikio.pl

Pikio.pl

 

Katolickie media ostrzegają: W Polsce rozpoczyna się apokalipsa

Autor: Maria Wieczorek

Mar 4, 2017

 

fot. pixabay – wikipedia (Sąd Ostateczny – Memling)

Powołując się na treść objawienia Matki Boskiej w Fatimie, katolickie media zapowiadają nadchodzącą apokalipsę. W swym orędziu bowiem Maryja miała przestrzec ludzkość przed popełnianiem grzechów i pokazać dzieciom fatimskim znaki, które będą zwiastowały nadejście piekła. Owe sygnały można już podobno zaobserwować w dzisiejszym świecie.

Na portalu Fronda przeczytać możemy, że czasy, w których żyjemy, są spełnieniem zapowiedzi Maryi. Dziennikarze powołują się przy tym na słowa Łucji, która miała otrzymać objawienie: „A chociaż nie oglądamy jeszcze całkowitego wypełnienia się ostatniej części tego proroctwa, widzimy, że stopniowo zbliżamy się do niego wielkimi krokami. Nastąpi ono, jeżeli nie zawrócimy z drogi grzechu, nienawiści, zemsty, niesprawiedliwości, łamania praw człowieka, niemoralności, przemocy itd. I nie mówmy, że to Bóg tak nas karze; przeciwnie, to ludzie sami ściągają na siebie karę”.

W minionym XX wieku, na skutek wielkiego kryzysu wiary, doszli do władzy ateiści zarówno w wydaniu komunistycznym, jak i faszystowskim oraz masońskim. Ateizm ten doprowadził do największych zbrodni ludobójstwa w historii ludzkości, moralnej degeneracji społeczeństw, do upadku kultury, straszliwego zniewolenia przez podeptanie podstawowych praw osoby ludzkiej. Więcej chrześcijan zginęło w XX wieku z powodu nienawiści do ich wiary aniżeli w ciągu pierwszych XIX wieków od narodzenia Chrystusa – napisał ksiądz Mieczysław Piotrowski, łącząc fragmenty objawienia z rzeczywistością, w której żyjemy.

Odwołał się on także oczywiście do politycznej sytuacji Polski. Stwierdził, że głosowanie na antychrześcijańskie partie chcące legalizacji aborcji lub pornografii, przybliża Polskę do apokalipsy. By lepiej zobrazować wizję źle oddanych głosów, przywołał… przykład Niemców, którzy demokratycznie oddali władzę ateiście, Adolfowi Hitlerowi.

Kwestia traktowania tej zapowiedzi poważnie lub nie jest sprawą całkowicie prywatną. Przyznać jednak trzeba, że wizja katolickich mediów związana z przyszłością Polski jest przerażająca tak, jak opisy piekła fatimskich dzieci.

CO2. Kolejny atak UE na Polskę, ale walka trwa!



 

4 marca 2017

NEon24.pl

 

 

 

krzysztofjaw

 

 

CO2. Kolejny atak zniemczonej UE na Polskę, ale walka trwa!

 

Niestety Polska może dziś walczyć tylko w zakresie skrajnie niekorzystnych porozumień zawartych przez zdrajców: D. Tuska i E. Kopacz, czyli realizacji zawartych w 2014 roku zapisów o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030

W Polsce medialnie w większości dyskutuje się o sprawach nie mających żadnego znaczenia dla Polaków.  Sztucznie podgrzewa się emocje, skłóca rodaków tematami i wydarzeniami nieistotnymi, w czym lubuje się nie mająca żadnego merytorycznego programu tzw. „totalna opozycja”. Ten bieżący i sztucznie kreowany jazgot i histeria tych zdrajców naturalnie wymaga reakcji rządzących, co nie pozwala na skupieniu uwagi Polaków na rzeczach naprawdę istotnych, dotyczących nas wszystkich i przyszłych naszych pokoleń.

Jednym z tych tematów jest handel tzw. emisjami CO2 i światowymi oraz unijnymi obostrzeniami dotyczącymi emisji tegoż CO2.

Tak naprawdę zresztą przedmiotowego tematu w ogóle nie powinno być, bo tzw. Globalne Ocieplenie, które stało się pretekstem globalistów do walki z emisją gazów cieplarnianych oraz do wykreowania świetnego i dochodowego biznesu, jest fikcją.

Jednak na razie musimy – jako Polska – walczyć o jak najkorzystniejsze rozwiązania w tym obszarze, zarówno w skali światowej, jak i unijnej. A jest to bardzo trudne bowiem szczególnie największe państwa UE (w tym przede wszystkim Niemcy) prowadzą wobec nas wrogą i konkurencyjną politykę w zakresie polityki klimatycznej.

Kolejnym etapem tej wojny jest przyjęcie przez ministrów ds. środowiska w dniu 28.02.2017 roku „wspólnego stanowiska ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (EU – ETS)”, które zawiera rozwiązania określone przez polskiego ministra Jana Szyszkę jako niszczące polskie bezpieczeństwo energetyczne i blokujące polskie zasoby energetyczne takie jak węgiel oraznie mające nic wspólnego z porozumieniem paryskim (COP21). Polska wraz z Bułgarią, Rumunią, Cyprem, Chorwacją, Węgrami, Włochami, Litwą i Łotwą stanowiła grupę państw sprzeciwiających się proponowanym rozwiązaniom. Mimo, że zgodnie z obowiązującym jeszcze przez miesiąc nicejskim systemem głosowania, zgodnie z którym stworzona grupa wystarczała do utworzenia tzw. „mniejszości blokującej”, to „wspólne” stanowisko zostało jednak zaakceptowane.

Niekorzystne dla Polski rozwiązania – powodujące m.in. wzrost cen uprawnień na emisję CO2 a tym samym wzrost kosztów przedsiębiorstw i wzrost cen dla konsumentów – to przede wszystkim:

–  ustalenie niższego progu całkowitej liczby uprawnień dostępnych na aukcjach z 57% (jakie proponowała i tak niekorzystnie dla Polski KE) do 55%,

–  wprowadzenie mechanizmu umarzania niewykorzystanych pozwoleń, bez określenia nawet ilości certyfikatów, które miałyby być skasowane – tym samym nie będzie już możliwości np. korzystnej dochodowo odsprzedaży niewykorzystanych uprawnień.

To porozumienie to kolejny negatywny krok UE wobec Polski a dodatkowo bezprawny oraz niezgodny z ogólnoświatowymi ustaleniami dokonanymi podczas ubiegłorocznego szczytu klimatycznego w Paryżu – COP21. Co prawda prace nad ostatecznym kształtem nowych przepisów rozpocznie niedługo Parlament Europejski, ale raczej nie należy się spodziewać by zmienił on ich treść. Polsce wraz z innymi krajami głosującymi przeciw porozumieniu pozostanie prawdopodobnie złożenie prawnego sprzeciwu do instytucji unijnych lub ONZ-towskich. 

W tym kontekście warto przypomnieć historię naszych negocjacyjnych klęsk i zwycięstw dotyczących całego obszaru związanego z polityką klimatyczną i pakietem klimatycznym obejmującymi też emisję i handel uprawnieniami CO2.

Rok 2008

Premier D. Tusk zgodził się i podpisał pakiet klimatyczny negocjowany w ramach UE. Zawarto w nim skrajnie niekorzystne zapisy uderzające w polską gospodarkę, która przecież w 90% oparta jest na węglu jako źródle energii. Pakiet nazwany 3×20 zakładał redukcję emisji CO2 o 20% w stosunku do roku bazowego 2005, zwiększenie do 20% udziału energii odnawialnej w całości zużywanej energii i 20% poprawę efektywności wykorzystania energii. Największa zdrada Polski dokonana przez D. Tuska polegała na tym, że pierwotnie wynegocjowanym przez śp. prezydenta L. Kaczyńskiego rokiem bazowym liczenia redukcji emisji CO2 dla Polski miał być rok 1990 a „premier” D. Tusk zgodził się na jego zmianę na rok 2005.Ta zmiana spowodowała, że zamiast osiągnięcia już rzeczywistej  redukcji (w stosunku do roku 1990) na poziomie 32% w 2010 roku mieliśmy ją na poziomie ledwo kilkuprocentowym w stosunku do niekorzystnego roku bazowego 2005.

Rok 2013 (marzec)

Sąd UE w Luksemburgu oddalił polską skargę przeciw decyzji Komisji Europejskiej z 2011 r. dotyczącej przejściowych zasad przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w całej Unii.Decyzja Komisji KE 2011/278/UE z 27 kwietnia 2011 r. (tzw. decyzja benchmarkowa) dotyczyła przydziału bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w latach 2013-20 (…) i oznaczała, że Polska będzie mogła w latach 2013-2020 rozdzielić pomiędzy instalacje tylko ok. 477 mln uprawnień do emisji. Dla porównania w Niemczech mogło zostać rozdzielonych 1 mld 402 mln uprawnień do emisji, w Wielkiej Brytanii – 626 mln takich uprawnień.W polskiej skardze przeciw Komisji Europejskiej Polska zawarła cztery zarzuty:

  • zaniżenie przydziału bezpłatnych uprawnień dla Polski wynikające z nie uwzględnienia specyfiki paliwowej poszczególnych państw członkowskich i wyliczeniu wskaźników emisyjności przy wykorzystaniu referencyjnej wydajności gazu ziemnego oraz przyjęcia tego paliwa jako paliwo referencyjne,
  • nie uwzględnienie zróżnicowanej sytuacji w poszczególnych regionach UE i przez to naruszenie zasady równego traktowania,

  • naruszenie zasady proporcjonalności polegające na określeniu wskaźników emisyjności na poziomie bardziej restrykcyjnym niż wymagają tego cele dyrektywy 2003/87 ustanawiającej system handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych we Wspólnocie,

–  naruszenie przepisów dyrektywy 2003/87 i braku kompetencji Komisji do przyjęcia zaskarżonej decyzji.

Skarga, która i tak była spóźniona i wydawała się być działaniem pozorowanym została oddalona w całości, co tylko świadczyło o „wielkim” wówczas znaczeniu D. Tuska.

Rok 2014 (październik)

Pomimo lekceważenia przez UE interesów polskich w zakresie zmian klimatycznych (i w ogóle wszystkich interesów polskich) 24 października 2014 roku dalszej zdrady polskich interesów dopuściła się „premier” E. Kopacz.Podpisała bowiem rozwiązania nowego pakietu klimatycznego, jeszcze bardziej skrajnie niekorzystnego dla Polski i polskiego górnictwa i całej polskiej gospodarki. Zawarto w nim zapisy o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005).Było to jawne uderzenie w polską gospodarkę, która i tak jest zdecydowanie słabsza od np. gospodarki niemieckiej czy francuskiej. Jedną z konsekwencji – i chyba najtragiczniejszą dla Polski – tego pakietu była konieczność radykalnego przestawienia się naszego kraju z węgla kamiennego na inne źródła pozyskiwania energii, w tym tzw. źródła energii odnawialnej, na które musielibyśmy wydać w najbliższych latach miliardy złotych. Wiązało się to również z koniecznością przyszłych radykalnych wzrostów cen energii dla ostatecznych odbiorców: przemysłowych i indywidualnych. Stąd pojawiły się m.in zakusy zamykania polskich kopalń, co oczywiście było bardzo pożądane szczególnie dla niemieckiego przemysłu wydobywczego.

Rok 2015 (grudzień)

Ogromny sukces polskiego rządu i ministra Jana Szyszko na Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, tzw. szczycie klimatycznym COP21.

Polska przygotowywała się na ten szczyt od dawna, ale prace nabrały przyspieszenia w momencie przejęcia władzy w Polsce przez rząd B. Szydło i objęcia teki ministra środowiska przez prof. J. Szyszko.

Polska w czasie tego szczytu chciała aby:

  • porozumienie klimatyczne zostało zawarte niemal przez wszystkie państwa świata, czyli żeby Polska stała się sygnatariuszem porozumienia szerszego niż na poziomie UE i obejmującego całość światowej emisji gazów cieplarnianych, w tym również największych gospodarek takich jak: USA, Chiny czy Rosja,
  • w porozumieniu klimatycznym zawarto zapisy umożliwiające uwzględnianie specyfiki gospodarek poszczególnych krajów i ich możliwości społeczno-gospodarczych w tworzeniu międzynarodowych porozumień klimatycznych,

  • w porozumieniu klimatycznym wreszcie wskazano na rolę lasów w pochłanianiu CO2 i rolę zalesiania jako drogi do polepszenia klimatu oraz jednego ze sposobów działania na rzecz ochrony środowiska naturalnego i klimatu a także redukującego emisje CO2.

  • Dodatkowo też przygotowano analizę wykorzystania czystych ekologicznie geotermalnych źródeł energii oraz przedstawiono czyste metody spalania węgla opracowane przez krajowych naukowców dające minimalną emisję CO2 i zapewniające jego wtórne przetwarzanie.

    W Paryżu Polska umiejętnie rozegrała negocjacje i wchodząc m.in. w przejściowe alianse (porozumienia) z Chinami, Indiami, Arabia Saudyjską czy Indonezją uzyskała wszystko, co chciała i postulowała. W ostatecznym globalnym porozumieniu ONZ zawarto wszystkie polskie postulaty a ponadto uzyskano odejście od terminu „dekarbonizacja” na rzecz „neutralności węglowej”. Szczyt zakończył się w sumie dużym sukcesem bo podpisały porozumienie niemal wszystkie kraje świata, w tym najwięksi emitenci CO2, czyli Rosja, Chiny i USA.

    Dla Polski był to ogromny sukces.

    Po pierwsze. Globalny charakter porozumienia na szczeblu najszerszym z możliwych czyli ONZ postawił zupełnie inaczej pozycję Polski i jej dorobek w emisji i redukcji CO2. Z globalnej bowiem perspektywy Polska jest krajem o średniej emisji CO2 a najwięcej winny dziś robić w zakresie redukcji jego emisji najwięksi globalni „truciciele”.

    Po drugie. Nareszcie Polska uzyskała możliwość uwzględniania jej specyfiki energetycznej w każdych negocjacjach klimatycznych. A jako, że Polska w 90% oparta jest na węglu to możliwym stało się wskazywanie na niemożność zrezygnowania z niego w długiej perspektywie czasowej a ponadto uzyskaliśmy swobodną możliwość wdrażania i eksportowania czystych technologii/metod spalania węgla dających minimalną emisję CO2 i zapewniających jego wtórne przetwarzanie, co – wedle ustaleń COP21 – pozwala  na uniknięcie rezygnacji przez Polskę z węgla jako podstawowego surowca do produkcji energii a także – pozwala na rozszerzanie prac (unikanie blokowania przez UE) modernizacji polskiej energetyki opartej na węglu.

    Po trzecie i chyba najważniejsze (o to delegacja Polski walczyła najmocniej). Uzyskaliśmy akceptację  uznania lasów i zalesiania jako elementów redukujących emisję CO2, co pozwoliło na dywersyfikację uznawanych metod redukcji tego gazu. Więc – wedle porozumienia COP21 – nie musimy skupiać się na redukcji emisji tylko na zasadzie tzw „dekarbonizacji” przemysłu i wprowadzania odnawialnych źródeł energii (np. farmy wiatrowe) ale wskazywać, że Polska pochłania CO2 dzięki ogromnym połaciom posiadanych lasów obejmujących aż 30% powierzchni kraju („płuca Europy” – ewenement w UE!) i tym samym redukuje własną emisję CO2 a dodatkowo prowadzi również efektywną politykę w zakresie redukcji gazów poprzez zalesienie. Dodatkowo dzięki m.in. terminowi „neutralność węglowa” możemy wskazać, że  nasz kraj redukując emisję CO2 poprzez lasy i zalesianie tak naprawę dąży do zrównoważenia własnej emisji i staje się obojętnym a nawet netto ujemnym emitentem CO2.To pozwala na dalsze korzystanie Polski z węgla a to jest najważniejsze w krótkiej i długiej perspektywie naszej gospodarki. Dzięki tym zapisom – również tym z pkt. 2 – możliwym stało się również renegocjowanie skrajnie niekorzystnych zobowiązań jakie zostały przyjęte przez rządy D. Tuska i E. Kopacz.

    Po czwarte. Uzyskaliśmy uznanie w zakresie naszych starań skierowanych na rozwijanie geotermalnych źródeł energii, czyli popularną geotermię tak wyśmiewaną przez elity III RP – („Geotermia Toruńska”).

    Rok 2017 (luty)

    Powtórzę to, co napisałem wcześniej. Przyjęto bezprawnie (pomimo sprzeciwu państw dających mniejszość blokującą) i niezgodnie z duchem ważniejszego porozumienia COP21 tzw.„wspólne stanowiska ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (EU – ETS)”.Niekorzystne dla Polski rozwiązania – powodujące m.in. wzrost cen uprawnień na emisję CO2 a tym samym wzrost kosztów przedsiębiorstw i wzrost cen dla konsumentów – to przede wszystkim:

    –  ustalenie niższego progu całkowitej liczby uprawnień dostępnych na aukcjach z 57% (jakie proponowała i tak niekorzystnie dla Polski KE) do 55%,

    –  wprowadzenie mechanizmu umarzania niewykorzystanych pozwoleń, bez określenia nawet ilości certyfikatów, które miałyby być skasowane – tym samym nie będzie już możliwości np. korzystnej dochodowo odsprzedaży niewykorzystanych uprawnień.

    Na szczęście nie wszystko poszło „nie po naszej myśli”.

    Po pierwsze. Mimo, iż część krajów UE i wielu polityków chciało zwiększyć rokroczny spadek liczby uprawnień do emisji CO2, to jednak zachowany został ustalony w 2014 roku (też niekorzystny dla Polski) wskaźnik spadku wynoszący rocznie 2,2%.

    Po drugie. Zgodnie z oczekiwaniami Polski przyjęto zapisy dotyczące zarządzania funduszem modernizacyjnym. Przewidziano go dla najbiedniejszych krajów UE, które z dochodów pochodzących ze sprzedaży 10 proc. uprawnień mają przekształcać swój system energetyczny. Do Polski trafić ma największa część z tych środków, dlatego polskiemu rządowi szczególnie zależało, by móc decydować, na jakie inwestycje pójdą. Na tym etapie udało się wynegocjować zapisy przewidujące, że to państwa-beneficjanci odpowiadają za zarządzanie funduszem a nie przedstawiciele państw członkowskich, KE oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI). Polska obawiała się, że zarządzanie funduszem przez KE i EBI sprawi, iż nie wszystkie projekty, jakie chciałaby realizować, będą mogły otrzymać wsparcie. Na czarnej liście mogłyby się znaleźć np. inwestycje, które byłyby w jakikolwiek sposób związane z wykorzystaniem węgla jako surowca energetycznego.

    Po trzecie. Uzyskano lekkie złagodzenie kryteriów (tzw. benchmarków), od których będzie zależało, ile dana firma będzie mogła dostać darmowych pozwoleń na emisję. W koncepcji bowiem KE benchmarki określają standardową wydajność w danym sektorze i pokazują, ile trzeba wyemitować CO2, żeby wyprodukować np. tonę stali. 100 proc. darmowych pozwoleń na emisje dostaną tylko te firmy, których wydajność będzie zgodna z ustalonym benchmarkiem.

    Po czwarte. Uzyskano możliwość przyznania 30% darmowych uprawnień z przeznaczeniem  dla ciepłownictwa, co jest ważne ze względu na wykorzystywanie przez Polskę węgla jako źródła energetycznego.

    Niestety Polska może dziś walczyć tylko w zakresie skrajnie niekorzystnych porozumień zawartych przez zdrajców: D. Tuska i E. Kopacz a unijny system pozwoleń na emisję CO2 to główne narzędzierealizacji zawartych w 2014 roku zapisów o redukcji o co najmniej 40% emisji CO2 do roku 2030 (w stosunku do niekorzystnego dla Polski roku bazowego 2005 a nie 1990).

    Opisując efekty szczytu z 28.02.2017 roku korzystałem z dostępnych medialnie informacji, które wydają się być niepełne, co jest znów zastanawiające. Mam nadzieję, że polski rząd podejmie określone kroki prawno-instytucjonalne, aby wymóc na państwach unijnych respektowanie światowego porozumienia COP21, co wydaje się całkiem możliwe i prawnie skuteczne.

    Oczekiwałbym jednak jakiejś dyskusji w Polsce na ten temat i szczegółowego poinformowania Polaków o wszystkich aspektach naszej walki o polski przemysł oparty na węglu.

    To jest jedna z najważniejszych kwestii i może tzw. „totalna opozycja” jakoś też się wypowie na ten temat i uruchomi dla dobra Polski swoich przyjaciół w UE… w co zresztą wątpię, bo zdrajcy i sprzedajni szubrawcy już nimi pozostaną w imię zasady „raz k…rwa, zawsze k…rwa”.

    Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad…

    http://krzysztofjaw.blogspot.com/

    kjahog@gmail.com

    We Lwowie uczczą ludobójcę Polaków


     

    Roman Szuchewycz na banerze. Fot. Stanisław Szarzyński

    We Lwowie uczczą kata Polaków

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Sobota, 04 marca 2017 o godz. 10:10:48

    W niedzielę we Lwowie-Biłohorszczy odbędą się oficjalne uroczystości z okazji rocznicy śmierci Romana Szuchewycza – głównodowodzącego UPA, odpowiedzialnego za rzeź wołyńską.

     

    W niedzielę 5 marca przypada 67. rocznica śmierci głównodowodzącego UPA Romana Szuchewycza, odpowiedzialnego za ludobójstwo Polaków na Kresach. Jak informuje służba prasowa lwowskiej państwowej administracji obwodowej, uroczystości upamiętniające Szuchewycza rozpoczną się w południe w Biłohorszczy (ob. dzielnica Lwowa), gdzie pod pomnikiem dowódcy UPAzostaną złożone kwiaty. Pod odprawienie panachydy, odbędzie się wiec. Ponadto, ma być możliwość zwiedzenia muzeum Szuchewycza.

    Roman Szuchewycz, jako komedant główny UPA, jest odpowiedzialny za zamordowanie przez tę formację ponad 100 tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

    Zaxid.net / Kresy.pl

    Sytuacja na Ukrainie osiąga punkt krytyczny


     

    sobota, 4 Marzec, 2017

    Gazeta Bałtycka

     

    Opublikowano: 3.03.2017

    Promowane / Świat | Autor: Piotr Sobolewski

    Sytuacja na Ukrainie osiąga punkt krytyczny

     

    Końcówka stycznia b.r. niespodziewanie przyniosła gwałtowny wzrost napięcia na Ukrainie, które zaowocowało niezwykle morderczymi walkami w okolicach miejscowości Awdiejewka. Kijów naturalnie oskarżył o wszystko Rosję i wspieranych przez nią powstańców, którą to „mantrę” bezrozumnie powtarzały nasze media, tymczasem… Wygląda na to, że świat powoli zaczyna dostrzegać rzeczywisty stan rzeczy, czego dowodem wypowiedzi i działania jeszcze niedawno nie do pomyślenia.

    Oto niemieckojęzyczna redakcja Euronews dostrzegła nagle, że w Donbasie siły rządowe walczą nie z rosyjską armią a z miejscowymi powstańcami broniącymi się przed narzucaną im siłą „ukrainizacją”. Co więcej, lektor nazwał ukraińskich nacjonalistów faszystami, w – nie tylko moim odczuciu – całkowicie zgodnie z prawdą. Francuska „Agora Vox” w materiale opublikowanym 3 lutego poinformowała, że w ciągu ostatniej doby ukraińska armia otwierała ogień na terytorium Donbasu trzy tysiące razy (!!) w tym 490 razy przy użyciu rakiet a 949 razy używając ciężkiej artylerii, co jest kpiną z podpisanych w Mińsku porozumień. Oczywiście strzelano także z dział czołgowych i moździerzy, granatników a nawet dział przeciwlotniczych. Bombardowano – między innymi – dzielnice mieszkaniowe Doniecka i aby ukryć te przestępcze działania ostrzelano należącego do misji OBWE drona.

    Naturalnie oficjalny przedstawiciel operującej w Donbasie ukraińskiej armii zapewniał dziennikarzy, że informacja o obecności w Awdiejewce ukraińskich czołgów jest absolutnie nieprawdziwa. Trzeba trafu, że w tym samym czasie  brytyjski dziennikarz Tom Barridge relacjonujący dla BBC wydarzenia w strefie konfliktu, opublikował na swoim koncie na Twitterze  sympatyczny filmik video z Awdiejewki z „nie przebywającymi tam absolutnie czołgami” w roli głównej.

    Nie ma żadnego powodu, by przypisywać chłopu jakieś demaskatorskie zapędy, po prostu autor filmiku najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, że Awdiejewka znajduje się w strefie buforowej, w której zakazane jest przebywanie sił zbrojnych zwaśnionych stron. Jakby tego było mało obok feralnych czołgów stoją wyraźnie oznakowane samochody misji obserwacyjnej OBWE, która w swych materiałach nie wspomniała o obecności ukraińskiej broni pancernej w tym zakazanym dla niej miejscu.

    Przypadek? Bardzo wątpię. „Misjonarze” nie określili także winnego bombardowań, w wyniku których uszkodzono stację uzdatniania wody i elektrownię, co pozostawiło mieszkańców miejscowości Jasinowata i Awdiejewka bez wody i elektryczności. Zachowanie „misjantów” Christelle Neant w „F i N” określiła mianem „przestępczego milczenia”. Jedyna – anemiczna – reakcja nastąpiła dopiero, kiedy obserwatorzy wraz ze swoim szefem Aleksandrem Hugiem dostali się pod ostrzał Ukraińców: po tym incydencie A. Hug wezwał na stronie internetowej do natychmiastowego wstrzymania ognia. Śmiem twierdzić, że opisywana „programowa ślepota” obserwatorów nie jest bynajmniej przypadkowa. By nie być gołosłownym przytoczę takie oto dwa symptomatyczne fakty.

    Ukrywanie faktów

    Opiniotwórczy niemiecki dziennik „Sueddeutche Zeitung” w swym materiale o eskalacji przemocy w Donbasie obwiniającym za to kijowskie władze powołuje się na źródła w niemieckim rządzie ( ! ) oraz – uwaga ! – wśród niemieckich obserwatorów misji OBWE działającej w rejonie konfliktu. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko to, że wszystkie opisywane fakty są przez obserwatorów zauważane i  odnotowywane a następnie… z zagadkowych ( ? ) powodów skrzętnie ukrywane przed opinią publiczną ! Chyba zasadnym staje się pytanie : DLACZEGO ? !

    Drugi fakt jest jeszcze bardziej bulwersujący. Oto 2 lutego po południu samochody misji nagle opuszczają Donieck. Kilka godzin później na miasto spada grad pocisków powodujących – poza zniszczeniami – śmierć 24 i ranienie 34 osób.  Ot, taki dziwny zbieg okoliczności… Czyżby obserwatorzy WIEDZIELI co nastąpi i wyjeżdżając pozostawili zbrodniarzom wolną rękę? Każdy sam może wyciągnąć sobie wnioski.

    Punkt krytyczny

    Skąd po okresie względnego spokoju to nagłe zaostrzenie sytuacji w strefie konfliktu? Wydaje się, że odpowiedź nie jest tu nadmiernie skomplikowana a najlapidarniej daje się ująć cytatem z wymienianej już publikacji „Sueddeutche Zeitung”: „Wzrost napięcia w Donbasie, to celowe działanie Kijowa”.Równie trafną diagnozą PRZYCZYNY owych desperackich działań jest spostrzeżenie „The Financial Times”, że „… eskalacja rozpoczęła się po rozmowie W. Putina z D. Trumpem”.

    Skąd takie przypuszczenia dziennikarzy renomowanej gazety? Otóż sytuacja wewnętrzna na Ukrainie powoli osiąga punkt krytyczny. Pucz na Majdanie w lutym 2014 roku i zmiana władzy jaka w jego rezultacie nastąpiła, doprowadziła do dewastacji ukraińskiej gospodarki oraz nędzy szerokich mas tamtejszego  społeczeństwa.

    Co myślą Ukraińcy?

    Nie od dziś  wiadomo, że w walce „telewizora z lodówką” w dłuższej perspektywie zwycięża zwykle ta ostatnia, nic zatem dziwnego, że Ukraińcy przestali „kupować” rządową propagandę. Dobitnie świadczą o tym wyniki sondażu Ukraińskiego Centrum Badań Socjologicznych „Sofia” opublikowane w „Ukraińskich nowinach”. Stoi tam napisane czarno na białym, że 36,6 %  ankietowanych uważa, że Majdan przyniósł ich ojczyźnie więcej szkody niż pożytku podczas gdy przeciwstawną opinię prezentuje jedynie 11,9 % badanych.

    To bynajmniej nie koniec złych wieści dla P. Poroszenki i jego ekipy. Zgodnie z sondą przeprowadzoną przez ukraińskie Centrum Razumkowa 51,1 % Ukraińców NADAL, pomimo trzyletniego intensywnego prania mózgów, uważa Rosjan za bratni naród, podczas gdy przeciwnego zdania było jedynie 15,2% uczestników sondy pomimo, że  w sondzie – z oczywistych powodów – nie brali udziału mieszkańcy Donbasu…

    A jak wygląda poparcie mieszkańców „samostijnej” dla „pana- prezydenckich” planów wstąpienia ich kraju do NATO ? W przeprowadzonym przez Instytut Gallupa badaniu 35% ankietowanych dostrzega dla siebie w takim „dealu” zagrożenie, 26% nie ma na ten temat zdeklarowanego zdania, zaś popiera takie pomysły 29% Ukraińców. Jak widać ukraiński prezydent  ma pewne powody do pesymizmu tym bardziej, że równolegle narasta bunt w jego własnych szeregach.

    Dotychczas jego głównym atutem był fakt, że Zachód uznawał go za jedyną twarz przewrotu na Majdanie: to właśnie uznanie przez rządy tych krajów rezultatów przedterminowych wyborów prezydenckich, w wyniku  których P. Poroszenko został prezydentem stanowić miało ( wątłą ! ) legitymizację przeprowadzonego „zespół – wespół” zamachu stanu.

    Zachód zmienia ton

    Tymczasem wygląda na to, że kredyt zaufania został wyczerpany, o czym zdają się świadczyć zarówno zmiana tonu wypowiedzi zachodnich mediów i polityków jak i gesty i działania jeszcze kilka miesięcy temu całkowicie nie do pomyślenia. Oto 18 stycznia b.r. przedstawicielstwo UE na Ukrainie wezwało Radę Najwyższą do przyjęcia na posiedzeniu zaplanowanym na 19 stycznia dekretu o decentralizacji zgodnie z podpisanymi w Mińsku porozumieniami.

    To istotne novum, gdyż do tej pory od wypełniania mińskich porozumień była wyłącznie Rosja – nota bene nie będąca ich sygnatariuszem… Naturalnie apel pozostał bez echa, gdyż władze w Kijowie NIGDY nie zamierzały wypełniać wynikających z nich  zobowiązań, traktując je jedynie jako okazję do zyskania czasu aby pozbierać się po kolejnej klęsce w prowadzonej przeciwko własnym obywatelom wojnie.

    W milczący sposób zdają się to powoli przyjmować do wiadomości także europejscy politycy… Niemiłą niespodzianką był zapewne dla kijowskich władz ton komunikatu Departamentu Stanu, który po wybuchu walk w Awdiejewce wyraził „zniepokojenie” i wezwał „do przestrzegania porozumień z Mińska”. Jak zauważa ukraiński „Korespondent” to ogromna zmiana: w czasach  B. Obamy pod niebiosa wrzeszczano, by o rosyjskiej agresji żądając wprowadzenia nowych sankcji.

    Owa „dobra zmiana” coraz częściej nie ogranicza się do sfery symbolicznej, ale i objawia się w całkiem realnych działaniach. Oto obok odwołania w trybie pilnym zaplanowanej na 16 lutego wizyty w Odessie amerykańskiego niszczyciela DDG 58 „Leboon”, co ma naturalnie wymiar czysto symboliczny, równocześnie „po cichu” wprowadzono utrudnienia w uzyskiwaniu przez Ukraińców amerykańskich wiz zaś Przewodniczącemu Radykalnej Partii Ukrainy Olehowi Liaszko takową z 10 letnim okresem ważności bezceremonialnie anulowano.

    Po niepokojących wieściach z Waszyngtonu mówiących o – jakoby – planowanym tam audycie dotychczas przyznanych Kijowowi środków równie niepokojące nadeszły z Brukseli, gdzie Brukselskie Centrum Badań Politycznych ( CEPS ) wydało taką oto opinię : „UE winna poważnie się zastanowić nad dalszą pomocą materialną dla Ukrainy z uwagi na brak jakichkolwiek reform i walki z korupcją…” ; „… trzy lata po Euromajdanie, kierownictwo Ukrainy w katastrofalny sposób zawaliło wszystkie możliwe reformy…” ; „ … UE winna być gotowa do wstrzymania poparcia dla Ukrainy zanim sprawy zajdą tak daleko jak w Mołdawii …” Dla pełnego obrazu wypada podać, że prognozowany na ten rok ( przez ONZ ) wzrost gospodarczy Ukrainy to 1,9 % przy zakładanej inflacji na poziomie 11 %.

    Donosy na Poroszenkę

    W tej sytuacji z pozoru nawet niezbyt imponujące notowania  pana prezydenta i jego formacji politycznej wśród rodaków wynoszące odpowiednio 6 i 4,9 % wydają się być niezasłużenie zawyżonymi zwłaszcza wobec wciąż nowych docierających do opinii publicznej faktów dotyczących działalności głowy państwa.

    Niezłą reklamę zrobił nieszczęśnikowi jego pupil, samozwańczy szef krymskich Tatarów Mustafa Dżemilew, który w wywiadzie dla ukraińskiego „Apostrofu” opublikowanego 13 lutego tego roku radośnie poinformował że wyroby firmy „Roshen” ( sztandarowa marka P. Poroszwenki ) znakomicie sprzedają się na całym świecie w tym – uwaga ! – w Syrii wśród terrorystów z Państwa Islamskiego !

    Z jednej strony trzeba P.Poroszence współczuć, gdyż posiadanie takich przyjaciół sprawia, że wrogowie nie są  już potrzebni, ale z drugiej… zastanawiające jest skąd ów niezłomny bojownik o prawa człowieka i demokrację ma takie informacje?

    Brutusów jest zresztą zdecydowanie więcej. Jeszcze nie ucichły echa skandalu jaki wywołała publikacja w amerykańskim tygodniku „Time”, autorstwa zbiegłego pod koniec ubiegłego roku do Wielkiej Brytanii Deputowanego Rady Najwyższej Ukrainy Aleksandra Oniszczuka, w której zarzuca on Poroszence korupcję w monstrualnych wręcz rozmiarach, a już znaleźli się kolejni naśladowcy. Oto do Stanów Zjednoczonych przybył kolejny ukraiński parlamentarzysta Andriej Artiemienko, który doniósł na swego szefa do nowej amerykańskiej administracji dostarczając kolejne kompromitujące go materiały.

    Wydaje się, że na razie sprawa jest „zamilczana”, ale… jak długo? W sytuacji wojny D. Trumpa z częścią bardzo wpływowych mediów, które nie mogą mu wybaczyć zwycięstwa w wyborach prezydenckich, dalsze „zachowywanie dyskrecji” jest równoznaczne z proszeniem się o nieszczęście, gdy owe materiały (ponoć doskonale udokumentowane !) zostaną opublikowane w mediach wraz z sugestią, że prezydent USA kryje przestępcę! Ryzyko absolutnie niepotrzebne zwłaszcza w sytuacji, gdy nadanie sprawie biegu może kreować lokatora Białego Domu na niezłomnego szeryfa pogrążając równocześnie poprzednika wraz z całą jego administracją, hołubiącą ukraińskiego prezydenta bez względu na coraz to wypływające, kompromitujące go fakty.

    Zresztą może się okazać, że oskarżenia o korupcję to jedynie niewielki i mało istotny fragment całokształtu działalności Poroszenki mogącej zainteresować wymiar sprawiedliwości. Oto radykalny nacjonalista i uczestnik karnej ekspedycji w Donbasie, Alim Arkułow, napisał na swoim koncie na Facebooku, że do demonstrantów (i stróżów prawa) na Majdanie strzelały…bojówki puczystów! Niby nic nowego – to samo sugerował zaraz po fakcie w rozmowie z ówczesną szefową unijnej dyplomacji K. Ashton minister spraw zagranicznych Estonii, ale świadectwo bezpośredniego uczestnika wydarzeń i być może wspólnika tej zbrodni ma zupełnie inny wymiar.

    W obliczu nadciągającej katastrofy kruszy się przestępcza solidarność – w końcu lepiej być świadkiem oskarżenia niż oskarżonym z widokami na wieloletni odpoczynek od trudów aktywności politycznej, nawet gdyby przez zakratowane okienko rozciągał się widok na starą Hagę…

    Tragiczny lot MH 17

    Wraca także jak bumerang niewyjaśniona do dzisiaj sprawa zestrzelenia 17 lipca 2014 nad Ukrainą malezyjskiego boeinga. Jak informuje portal Dutch News, 26 aktywistów podpisało się pod apelem do D.Trumpa o wszczęcie niezależnego śledztwa w sprawie tragedii lotu MH 17. Wśród sygnatariuszy tego dokumentu znaleźli się między innymi niemiecki dziennikarz Billy Six, jego holenderski kolega Jost Nimeller a także holenderski deputowany Therri Bode. Ich zdaniem prowadzone przez Holendrów śledztwo nie jest niezależne. Na marginesie warto zaznaczyć, że pomimo wielu apeli administracja B.Obamy konsekwentnie odmawiała udostępnienia zdjęć satelitarnych z miejsca tragedii… Czyżby mieli coś do ukrycia ?

    To naturalnie nie wszystko. W kolejce do wyjaśnienia oczekują wydarzenia w Odessie, które kosztowały życie co najmniej 49 osób, seryjne „samobójstwa” związanych z opozycją polityków itd., itd…

    Nic dziwnego, że o odtajnienie dokumentów amerykańskiego wywiadu dotyczących wydarzeń na Ukrainie w czasie i po Majdanie zwrócił się z apelem do 45 prezydenta USA także autor traktującego o tym  filmu dokumentalnego „Ukraina w ogniu” – znakomity amerykański reżyser Oliver Stone.

    Z pałacu prezydenckiego do więzienia?

    Jak widać Poroszenko i jego ekipa MUSI kurczowo trzymać się władzy, gdyż w przypadku jej utraty droga z pałacu prezydenckiego do więzienia może okazać się bardzo krótka …

    Aby utrzymać się na powierzchni konieczne jest dalsze zagraniczne finansowanie Ukrainy, to zaś najłatwiej uzyskać kreowaniem się na ofiarę rosyjskiej agresji. Rodzi to raczej ponure perspektywy. Należy przewidywać dalszą eskalację przemocy w Donbasie co niezależnie od rezultatów wojny pozwoli nadal wyciągać rękę po dotacje.

    Oczywiście ten „chytry” plan jest doskonale czytelny dla wszystkich zainteresowanych – stąd zapewne gesty i działania zachodnich wspólników Majdanu mające mitygować szaleńcze plany kijowskiej ekipy – wizja europejskiego odpowiednika Somali jest dla cywilizowanego świata średnio pociągająca.

    Drugi Czarnobyl?

    Czy to wystarczy? Wątpię – jak powszechnie wiadomo tonący brzytwy się chwyta. Nadciągającą nieuchronnie apokalipsę przyspieszy zapewne wprowadzona przez nacjonalistyczne bojówki blokada połączeń z Donbasem, która pozbawiła paliwa ukraińskie elektrownie. Efektem ogłoszony niedawno stan wyjątkowy w tamtejszej energetyce. W charakterze środka zaradczego ichni minister energetyki obiecał wyciśnięcie dodatkowych mocy z ukraińskich elektrowni atomowych – analogiczne rozwiązanie zastosowano swego czasu w Czarnobylu…

    OCEŃ ARTYKUŁ

    Wynik: 9.4/10 (wszystkich: 5)

    Sytuacja na Ukrainie osiąga punkt krytyczny, 9.4 out of 10 based on 5 ratings

    Łagowska: Braterstwo polsko-ukraińskie (cz. II): Odmiany patriotyzmu ukraińskiego


    Konserwatyzm

    KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

    Łagowska: Braterstwo polsko-ukraińskie (cz. II): Odmiany patriotyzmu ukraińskiego

    0

    BY ADAMWIELOMSKI ON 1 MARCA 2017FORMACYJNE

    Kulturę ukraińską promuje się w Polsce jak żadną inną. Szczególnie po „rewolucji godności” na Majdanie Kijowskim nasiliła się liczba festiwali kultury, filmów i muzyki ukraińskiej, koncertów z udziałem profesjonalistów i amatorów, dzieci i dorosłych, spotkań literackich i warsztatów kulinarnych. Jedni z najbardziej znanych współczesnych pisarzy ukraińskich to Oksana Zabużko i Wasyl Słapczuk, czyje utwory przetłumaczone na polski w różny sposób są w Polsce popularyzowane i nagradzane[1].

    O wiele mniej niż Zabużko czy Słapczuk znany jest w Polsce Oleś Buzina – ukraiński pisarz i publicysta, redaktor naczelny dziennika „Siegodnia”, który w kwietniu 2915 roku został zastrzelony po południu w Kijowie przed swoim domem. Niezadługo przed śmiercią w rosyjskim programie telewizyjnym Buzina krytykował politykę prezydenta Poroszenki za niezdarność w uregulowaniu konfliktu na wschodzie Ukrainy. Wcześniej o sytuacji na Donbasie pisał w ten sposób: „To przede wszystkim konflikt wewnętrzny. Wojna domowa wewnątrz Ukrainy. Siły zewnętrzne grają w nim drugoplanową rolę. Zachód pomaga Kijowowi, Moskwa – Donieckowi. Dopóki my, obywatele Ukrainy, nie przestaniemy widzieć w sobie nawzajem wrogów – ten konflikt nie zostanie rozwiązany”[2].

    W rosyjskim studio TV pisarz mówił, że ukraińskie władze od zawsze odczuwają kompleks niższości wobec Rosji, dlatego ciągle starają się naśladować działania rządu sąsiedniego kraju. Jednym z dowodów na to jest m.in. nazwanie wojny domowej na Donbasie „antyterrorystyczną operacją”. Określenie to pochodzi od „antyterrorystycznej operacji”, prowadzonej w latach dziewięćdziesiątych przez Rosję w Czeczenii dla zachowania integralności terytorialnej państwa. Według twierdzeń Buziny Rosja i Ukraina to dwa różne państwa, ale naród zamieszkujący obydwa kraje jest jeden, czyli Ukraińcy i Rosjanie nie różnią się między sobą.

    Za dwa miesiące po zabójstwie pisarza aresztowano dwóch podejrzanych w tej sprawie – Andrija Medwedko i Denisa Poliszczuka. Obydwaj są aktywistami Majdanu, członkami ukraińskich batalionów ochotniczych na Donbasie. Pod koniec ubiegłego roku podejrzanych wypuszczono oraz zastosowano wobec nich areszt domowy. W lutym 2015 roku sprawę morderstwa Buziny przekazano odesskiej policji, lecz prokurator obwodu odeskiego Dawid Sakwarelidze oznajmił, że przekieruje ją z powrotem do Kijowa, gdyż przestępstwo miało miejsce w Kijowie i nie ma nic wspólnego z Odessą. Zabójstwo Olesia Buziny jest jednym z wielu przykładów w niekończącym się szeregu niewyjaśnionych zgonów po zwycięstwie „rewolucji godności”[3].

    Łamanie praw człowieka przez ostatnie trzy lata nasiliło się bardziej niż kiedykolwiek dotąd za czasów istnienia niepodległej Ukrainy, czyli od roku 1991. Wprowadzono ustawy, upoważniające do prewencyjnego zatrzymania osób na okres 30 dni, podczas gdy według Konstytucji termin ten nie może przekraczać 72 godzin. Do tego wniesiono zmiany do Kodeksu Karnego, umożliwiające wszczęcie spraw karnych za krytykę mobilizacji do „strefy NATO”. Liczba więźniów politycznych znacznie wzrosła, przy czym nacjonalistycznie ukierunkowane media (a innych ukraińskich środków masowego przekazu nie ma z wyjątkiem Internetu) jako więźniów politycznych określają osoby, oskarżone o ciężkie przestępstwa kryminalne, na przykład podejrzewanych o zabójstwo wyżej wspomnianego pisarza Olesia Buziny.

    Prawdziwym więźniem politycznym został dziennikarz z Iwano-Frankowska Rusłan Kotsaba, były uczestnik rewolucji na Majdanie, którego aresztowano w lutym 2015 roku pod zarzutem „zdrady stanu” za publiczne wygłaszanie swojej opinii o sytuacji na wschodzie Ukrainy.

    Oto fragment apelu Kotsaby do prezydenta Poroszenki, za który groziło mu 15 lat więzienia pod dodatkowym zarzutem „utrudniania działań sił zbrojnych”: „Proszę nie wysyłać do mnie wezwania w związku z kolejną falą mobilizacji. […] Wolę od 2 do 5 lat spędzić w więzieniu niż pójść na świadome zabójstwo swoich rodaków mieszkających na wschodzie. Odmawiam pełnienia służby wojskowej i wszystkich poczytalnych ludzi proszę o bojkot mobilizacji. Trzeba powstrzymać ten koszmar.” Przebywając w areszcie dziennikarz utrzymywał niezmienne stanowisko w tej sprawie, gdyż jako korespondent wojskowy miał okazję osobiście się przekonać w tym, że na Donbasie rozgrywa się „bratobójcza wojna domowa”.

    Jako adwokat Rusłana Kotsaby występowała Tatiana Montian – ukraińska prawniczka       i działaczka społeczna, dowodząca partią „Wspólna sprawa”. Tatiana Montian bezkompromisowo i dosadnie krytykuje nową ukraińską władzę, nazywając ją „juntą”.   Zgodnie z opinią Tatiany rewolucja na Majdanie była niczym innym, jak tylko przewrotem państwowym, czyli przejęciem władzy przez konkurujący klan mafijny przy użyciu przemocy. Samozaparcie naiwnych ludzi, którzy uczestniczyli w manifestacjach Euromajdanu,  zostało wykorzystane w interesach geopolitycznych Stanów Zjednoczonych     i mocarstw Unii Europejskiej. Grupa ukraińskich oligarchów, która objęła władzę po rewolucji Pomarańczowej, okazała się niezadowolona ze swojej osłabionej pozycji politycznej po zwycięstwie w wyborach Janukowycza i Partii Regionów. Tak zwani prozachodni oligarchowie[4] zwrócili nienawiść Ukraińców do ówczesnego zbrodniczego systemu we właściwym dla siebie kierunku obalenia rządu, dzięki czemu uzyskali możliwości zdobycia nowych źródeł wzbogacenia się.

    Tatiana Montian wyraźnie zaznacza, że nazywanie ukraińskich obywateli na Donbasie „terrorystami” i „separatystami” w żaden sposób nie sprzyja jedności kraju, lecz ostatecznie ją neguje. Warto też zauważyć, że prezydent Poroszenko nie tylko nie spełnił obietnicy wyborczej zrezygnować z działalności biznesowej Roshen, lecz na dodatek produkuje słodycze również w zakładzie cukierniczym rosyjskiego miasta Lipieck.

    Tatiana otwarcie apeluje do masowego uchylenia się przed mobilizacją, gdyż nie ma sensu poświęcać swojego życia na rzecz interesów biznesowych oligarchów, natomiast ocalałych w „antyterrorystycznej operacji” spotka los weteranów wojny afgańskiej, czyli ignorancja i całkowity brak pomocy ze strony państwa oraz społeczna eliminacja.

    W styczniu 2016 roku obrończyni Rusłana Kotsaby uczestniczyła w zebraniu Parlamentu Europejskiego w Brukseli, gdzie zaskoczyła Europejczyków nie tylko faktem, że jej klient ponad rok przebywa w areszcie wyłącznie z powodu umieszczonego w Internecie wideo, ale też wiadomością, że na Ukrainie nie realizuje się żadnych postępowych reform, poziom życia społeczeństwa spadł trzykrotnie, a uzbrojeni ludzie swobodnie chodzą ulicami miast. Tatiana Montian przedstawiła nagranie rozprawy sądowej z Kotsabą, na którym jeden ze świadków grozi śmiertelną rozprawą Rusłanowi i jego rodzinie, co z uśmieszkiem obserwują członkowie sądu.

    W maju 2016 r. Kotsabie wydano wyrok 3,5 lata pozbawienia wolności z konfiskacją majątku za „przeszkadzanie w działaniach wojennych Siłom Zbrojnym Ukrainy w wyjątkowej sytuacji”. W lipcu po złożeniu przez jego adwokata Tatianę Montian apelacji  dziennikarza uznano za niewinnego i zwolniono spod straży. Według słów samego Kotsaby, jego oswobodzenie ściśle związane jest z naciskiem przedstawicieli Europy: jeszcze w lutym 2016 r. międzynarodowa organizacja Amnesty International nawoływała władze Ukrainy do natychmiastowego uwolnienia dziennikarza.

    Na słowa brytyjskiego posła o rosyjskiej agresji na Ukrainie prawniczka Montian odpowiedziała pytaniem, dlaczego w przypadku wojny z Rosją władze ukraińskie nie rozerwały z tym krajem stosunków dyplomatycznych oraz umowy o przyjaźni, współpracy     i partnerstwie, a prezydent i Naczelny Dowódca Poroszenko w rosyjskim mieście Lipiecku ma fabrykę cukierniczą, której podatki odprowadzane są do budżetu „państwa-agresora”. Tatiana Montian zauważa, że armia ukraińska zamiast wyzwalać Krym od rosyjskiej okupacji, udała się na wschód kraju mordować ludność cywilną.

    Działaczka zwróciła uwagę Parlamentu Europejskiego na istnienie i funkcjonowanie ukraińskiej strony internetowej „Mirotworiec” („Миротворец” po rosyjsku znaczy „twórca pokoju”). Na tej stronie publikowane są nazwiska osób, których wina nie jest udowodniona. Osoby te otrzymują „miano” wrogów ludu, separatystów, co powoduje ich piętnowane, upokarzane i pozbawienie praw obywatelskich.

    Tatiana Montian w celach poszerzania wiedzy społeczeństwa w zakresie prawa organizuje w Kijowie spotkania w formie wykładu, jedno z nich ma tytuł: „Reforma samorządowa administracji lokalnej w Polsce a ukraińska „decentralizacja”. Ukraińska działaczka uważa obecny polski system samorządowy za bardzo pomyślny i godny naśladowania.

    20 luty 2014 r. dla Ukrainy był dniem przełomowym: w starciach ulicznych zginęło około 50 protestujących, wcześniej zabito 11 milicjantów. W roku 2016 rocznicę masakry na Majdanie uczcili zarówno przedstawiciele władz, jak i radykalne ugrupowania. Na placu zgromadziło się kilkaset osób, przy czym połowa z nich ubrana była w formę wojskową. Demonstranci wyrażali niezadowolenie z obecnej sytuacji w kraju i działalności rządu. Szczególny sprzeciw społeczeństwa wywołuje polityka taryfowa świadczeń komunalnych: opłaty za ogrzewanie, prąd, gaz i wodę przewyższają pensje i emerytury. W dniu zwycięstwa „rewolucji godności” uczestnicy akcji upamiętniającej Euromajdan zaatakowali filie rosyjskich banków, demolując wnętrza i kradnąc przy tym pracownikom banku telefony komórkowe.

    W hotelu „Kozacki” zebrało się kilkadziesiąt osób ubranych w kamuflaż wojskowy. Swoją organizację, składającą się z byłych rewolucjonistów Majdanu i uczestników Antyterrorystycznej Operacji (członków ochotniczych batalionów Ajdar i Azow), określili oni jako RPS (Rewolucyjne Prawe Siły) i ogłosili o pokojowej bezterminowej akcji. Około północy zaczytano żądania RPS, oto niektóre z nich: natychmiastowa dymisja rządu; wprowadzenie stanu wojennego w obszarze Donieckim, Ługańskim i na Krymie; oddzielenie władzy od sfery biznesu; uznanie mińskich porozumień za antynarodowe, antykonstytucyjne   i nieważne, uregulowanie konfliktu na podstawie porozumień budapesztańskich z włączeniem Polski i Turcji; zakaz podwyższenia opłat komunalnych.

    Według wielu uczestników „rewolucji godności” organizacja RPS, nawołująca do kolejnego „Majdanu”, jest niczym innym jak prowokacją „agentów Kremla”, dlatego ostrzegają oni przed dołączeniem się do niej. Poseł ukraińskiego parlamentu Mustafa Nayyem ogłosił kanał telewizyjny 17 i jego pracowników jako separatystów i zdrajców interesów narodowych, gdyż jedynie na tym kanale (z wyjątkiem Internetu) naświetlono inicjatywę RPS. W nocy na 21 lutego w centrum Kijowa pracowników kanału 17 usiłowała porwać nieznana grupa osób pod kierownictwem niejakiego Zołotuchina. Uratowało dziennikarzy wstawiennictwo aktywistów obecnego Majdanu. Tak przebiegała druga rocznica „rewolucji godności” na Ukrainie.

    Pierwszą ofiarą wojny, szczególnie domowej, staje się prawda, postawy formujące się w okresie konfliktów zbrojnych zawsze są stronnicze, a oceny – niewłaściwe. Potwierdzają to wydarzenia, związane z obecnym konfliktem na wschodzie Ukrainy. W Polsce za dobry ton uchodzi bezapelacyjne poparcie polityki dzisiejszego ukraińskiego rządu przy jednoczesnym bezwzględnym potępieniu działań rządu rosyjskiego. Szczególną rolę odgrywają w tym osoby medialne, czyli dziennikarze, literaci, reżyserowie, aktorzy, politycy i piosenkarze. Najprawdopodobniej wyrazy solidarności z Ukrainą są konieczne, by utrzymać się na określonym stanowisku, zdobyć sympatię publiczności bądź dostać określoną nagrodę.
    Powszechne przekonanie o konieczności bronienia Ukrainy, (gdzie „jest teraz tak samo jak u nas w latach dziewięćdziesiątych”) przed Rosją wzmacnia mechanizm imitacyjny.

    Korupcja i bandytyzm w dzisiejszej Ukrainie sięgają wyjątkowych rozmiarów, bijatyki w parlamencie stały się codziennością, przy czym ciągle kogoś oskarża się o „prowokację” i „zdradę stanu”. Bezwzględnie podporządkowane władzom środki masowego przekazu (z wyjątkiem Internetu) wszystkie biedy i nieszczęścia zarówno na Ukrainie jak i na całym świecie, tłumaczą złowrogim działaniem „kraju-agresora”. Jak podają ukraińskie media, domniemana „ręka Kremla” stoi m.in. za serią aktów terrorystycznych w Paryżu w listopadzie 2015 roku, za falą emigrantów, szturmujących Europe – Rosja winna jest wszystkim katastrofom we wszechświecie.

    Wojna hybrydowa na Donbasie, która dla wielu rozmaitych ugrupowań jest źródłem dochodu i podstawą nieuczciwych biznesów (w tym kontrabandy), liczne przypadki napadów i maruderstwa, dokonane przez uzbrojonych delikwentów o niejasnej identyfikacji (przynależność do konkretnej jednostki wojskowej często pozostaje nieznana) – to wszystko doprowadza do ostatecznej degradacji wartości moralnych w społeczeństwie ukraińskim. Jedynym wyjściem w tej sytuacji staje podążenie za mottem „Każdy żyje jak umie”.

    Idea Giedroycia o niepodległej Ukrainie, której wymaga polska racja stanu, głęboko zasymilowała się w polskim społeczeństwie. Uchodzi za niepodważalne, że w interesach Polski byłoby istnienie kraju, oddalającego i chroniącego przed Rosją, gdyż dawałoby to Polakom większe poczucie bezpieczeństwa i pewności. Warto jednak zastanowić się nad pytaniem, czy Ukraina jest takim państwem i czy zapowiada się na to, by takim państwem została. Ostatnie wydarzenia raczej nie napawają optymizmem w tej kwestii.

    Ostentacyjne wtrącanie się w sprawy ukraińskie doprowadziło do pogłębienia się wrogości w stosunkach polsko-rosyjskich. Zajęcie neutralnego stanowiska w tej sprawie w żadnym wypadku nie spowodowałoby tej sytuacji zagrożenia, gdyż wynikła ona wyłącznie poprzez polską politykę wobec Ukrainy.

    Czy unikanie, a zarazem zamiatanie pod dywan drażliwych tematów historycznych, by zapobiec ewentualnemu poróżnieniu się „bratnich narodów” rzeczywiście pomaga współczesnej Ukrainie? Czy przemilczenie prawdy o ludobójstwie dokonanym przez zbrodnicze organizacje OUN-UPA na Kresach Wschodnich niezbędne jest, by się uchronić,     a zarazem zbawić świat przed imperialną agresją Wladimira Putina? Niestety, ostatnio panujące w Polsce trendy intelektualno-artystyczne rozkazują omijać temat „przemocy twórczej” ukraińskiej „mniejszości inicjatywnej” (mówiąc językiem Dmytra Doncowa), a nawet usprawiedliwiać i akceptować działalność kolaborujących z nazistami podczas drugiej wojny światowej ukraińskich formacji.

    Warto pamiętać, że mieszkańcy Ukrainy są zróżnicowani pod wieloma względami, a decyduje o tym nie tylko czynnik geograficzny: podział na proeuropejski zachód i prorosyjski wschód jest bardzo umowny. Nie wszyscy Ukraińcy zachwyceni są „rewolucją godności” (przede wszystkim ze względu na jej skutki), gloryfikacją OUN-UPA i odcięciem się od wspólnego losu historycznego z Rosją. Stawianie pomników „Bohaterom Niebiańskiej Sotni” oraz zamiana nazw ulic kosztem środków publicznych w obecnej sytuacji kryzysowej wzbudza dumę narodową na pewno nie we wszystkich Ukraińcach. Podobnie zakaz rosyjskich filmów[5], książek i piosenek wydaje się absurdalny nie tylko mieszkańcom Donbasu i Ługańska.

    W szczególnie dramatycznej sytuacji znaleźli się ci Ukraińcy, którzy nie uznają zobowiązującej dziś w kraju ideologii nacjonalizmu, a mimo wszystko kochają swoją ojczyznę, chcą czuć się dumni z bycia Ukraińcami i mieszkać w godnym siebie państwie. Pozostaje im tylko wytrwałość, hart ducha i nadzieja na lepsze zmiany.

    Aleksandra Łagowska

    [1] O Zabużko i Słapczuku pisałam w poprzednim artykule „Narodziny narodu ukraińskiego według artystów polskich i ukraińskich”.

    [2] Tekst ukazał się 14.01.2015 r. na portalu segodnya.ua. Źródło: http://www.komitet-ukrainski.pl/index.php/ct-menu-item-38/80-aktualnosci/115-w-donbasie-walcza-miejscowi. Tłum. Jacek C. Kamiński http://www.geopolityka.org/komentarze/oles-buzina-w-donbasie-walcza-miejscowi

    [3] Nie sposób jest wymienić wszystkie osoby, które ostatnimi czasy zginęły na Ukrainie w niewyjaśnionych okolicznościach. Więcej piszę o tym w artykule „Koszmarny sen Ukrainy – wojna tożsamości patriotycznych” opublikowanym na www.konserwatyzm.pl. Temu problemowi poświęcony jest też tekst Johna Dalhuisena, Dyrektora Programowego Amnesty International ds. Europy i Azji Centralnej „Fala podejrzanych zgonów na Ukrainie musi zostać rzetelnie zbadana”, adres internetowy: https://amnesty.org.pl/no_cache/aktualnosci/strona/article/8589.html

    [4] Nie sposób przedstawić w kilku zdaniach tak złożonego zjawiska jak oligarchia ukraińska, podział na „prorosyjskich” i „prozachodnich” jest umowny, obecnie można zaobserwować zawzięte i nieustępliwe walki pomiędzy członkami „prozachodniego” klanu.

    [5] Co roku w Rosji i innych krajach byłego ZSRR w okresie sylwestrowym pokazywano film „Ironia losu” z polską aktorką Barbarą Brylską. Obecnie film ten na Ukrainie jest zakazany, dlatego, że osoba dubbingująca jej postać publicznie poparła aneksję Krymu przez Rosję. Noworocznego „Dziadka Mroza” ze względów ideologicznych zastąpiono Santa Clausem. Przykładów tego typu jest bez liczby.

    Islamiści wyłapują wyznawców Chrystusa


    niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

     

    4 marca 2017

     

    Islamiści wyłapują wyznawców Chrystusa. „Tym razem są szczególnie brutalni. Człowiek się tak nie zachowuje”

     

    Dodano: 04.03.2017 [11:22]

    Islamiści wyłapują wyznawców Chrystusa. „Tym razem są szczególnie brutalni. Człowiek się tak nie zachowuje” - niezalezna.pl

    foto: Wikimedia Commons/Alibaba2k16

    Chrześcijanie masowo uciekają z Synaju na drugi brzeg Kanału Sueskiego. Biskup Antonios Aziz Mina z Koptyjskiego Kościoła Katolickiego mówi, że trwa zmasowany atak na wyznawców Chrystusa. Duchowny podaje, że obława islamistów trwa już od kilku tygodni, a ich zbrodnie są nie do opisania. „Jest to okrucieństwo ludzi, którzy nie mają serca” – mówi cytowany przez radiovaticana.va.
    Biskup podał, że egipski Kościół jest zaangażowany w organizację pomocy dla chrześcijan, którzy usiekają z Synaju. Dodał, że jest to masowe zjawisko, bowiem zbrodnie islamistów są naprawdę bestialskie.

    Od kilku tygodni trwa bowiem obława islamistów na mieszkających tam wyznawców Chrystusa. Tym razem są oni szczególnie brutalni. Nie mogę wam opowiedzieć o tym, co robią, bo jest to naprawdę bestialskie. Człowiek się tak nie zachowuje. Jest to okrucieństwo ludzi, którzy nie mają serca

    – podaje ksiądz.
    Do tego islamiści uwieczniają wszystkie swoje „dzieła”.

    A przy tym dokładnie wszystko dokumentują, robią sobie zdjęcia, by się tym chlubić. Naprawdę nie potrafię zrozumieć, co jest w sercu tych ludzi. Mamy nadzieję, że szybko się to skończy. Chrześcijanie to znoszą, ale wiedzą, że choć to ich się zabija, to akcja ta nie jest wymierzona tylko w nich, lecz w cały Egipt. Islamiści chcą zniszczyć cały kraj, chcą odstraszyć turystów, bo turystyka to jedna z głównych gałęzi gospodarki. Chrześcijanie to w tym wypadku środek, by zdestabilizować Egipt

    – zaznaczył bp Antonios Aziz Mina.
    Z relacji biskupa wynika, że islamiści działają w sposób systematyczny.

    Nie tylko mordują, ale też zastraszają chrześcijan, wypisując na ich domach pogróżki. Wyznawcy Chrystusa uciekają więc z Synaju, ale nie myślą o emigracji.  Akcja ta świadczy w istocie o słabości islamistów, którzy chcą zyskać jak największy rozgłos w świecie. Chrześcijanie mają nadzieję, że rząd sobie poradzi z terrorystami i niebawem będą mogli wrócić do swych domów

    – dodał bp Antonios Aziz Mina.

    Autor: mg

    Źródło: pl.radiovaticana.va, niezalezna.pl

    Rzeczniczka rosyjskiego MSZ: Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych to antyrosyjskie święto


     

    Uszkodzony mural w Olsztynie poświęcony Żołnierzom Wyklętym. Zdjęcie ilustracyjne. Fot. facebook.com / stomilolsztynpl

    Rzeczniczka rosyjskiego MSZ: Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych to antyrosyjskie święto

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Piątek, 03 marca 2017 o godz. 12:12:59

    Zdaniem rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych to święto o „wybitnie antyrosyjskim charakterze”. Skrytykowała też fakt włączenia się żołnierzy USA w jego obchody.

     

    Zacharowa w czwartek krytycznie odniosła się do włączenia się amerykańskich żołnierzy w obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

    – Nie mogliśmy nie zwrócić uwagi na fakt, że amerykańscy żołnierze, którzy niedawno przybyli do Polski i krajów bałtyckich już mieli czas, by uczestniczyć w „akcji historycznej” o wybitnie antyrosyjskim charakterze –stwierdziła rzecznika MSZ Rosji, podkreślając, że ma na myśli przede wszystkim ich udział w biegu upamiętniającym Żołnierzy Wyklętych. – Członków polskiego podziemia antykomunistycznego, którzy strzelali w plecy żołnierzom Armii Czerwonej, wyzwalających ich kraj od nazizmu – tak Zacharowa określiła Żołnierzy Wyklętych.

    Przeczytaj: Lider mniejszości ukraińskiej: Żołnierze Wyklęci mają krew na rękach

    Czytaj także: Białoruscy parlamentarzyści ostro krytykują Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce

    Rzeczniczka rosyjskiej dyplomacji przypomniała również, że amerykańscy i estońscy żołnierze wspólnie uczestniczyli w tzw. marszu na wschód, po którym robili sobie zdjęcia z Twierdzą Iwanogrodzką w tle. Strona rosyjska zaznacza, że w czasie II wojny światowej Niemcy wykorzystywali ją do przetrzymywania jeńców wojennych.

    – Tego rodzaju wątpliwe akcje co najmniej rzucają cień na historię wspólnej walki USA i ZSRR przeciwko nazistom – powiedziała Zacharowa. Radziła też żołnierzom USA, by bardziej  poświęcali się moralnemu wychowaniu, a nie udziałowi w takich akcjach.

    Przeczytaj także:

    Parlament Białorusi przeciwko marszowi ku czci Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce

    Białoruski minister przywdziewa stalinowski mundur i chwali NKWD za walkę ze „zbrojnymi bandami”

    Eastbook.eu atakuje Żołnierzy Wyklętych: Ich czczenie „sprowadzi na nas gniew sąsiadów”

    rmf24.pl / sputniknews.com / Kresy.pl

    “W imieniu narodu – w imieniu Bandery”


     

    Zdjęcie ilustracyjne. Uroczystości pod pomnikiem Stepana Bandery w Śniatyniu. Fot. if.gov.ua

    W imieniu narodu – w imieniu Bandery

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Sobota, 04 marca 2017 o godz. 11:11:39

    W artykule „W imieniu narodu – w imieniu Bandery” lwowski historyk, dr Wasyl Rasewycz podważa prawo szefa UIPN Wołodymyra Wiatrowycza i jemu podobnych do prowadzenia polityki historycznej Ukrainy.

     

    Poniżej zamieszczamy tłumaczenie artykułu opublikowanego przez Rasewycza na portalu Zaxid.net.

    W imieniu narodu – w imieniu Bandery

    Adaptowanie technologicznych metod rosyjskiej wojny informacyjnej

    Obserwując ukraińsko-polskie batalie toczone o historię, trudno oprzeć się wrażeniu, że komuś tak łatwo udało się zawłaszczyć prawo do wypowiadania się w imieniu „wszystkich Ukraińców”. Zwłaszcza dlatego, że ukraińska historia jest skomplikowana i niejednoznaczna – nie przedyskutowana, niedostatecznie zbadana i straszliwie zideologizowana.

    W takich okolicznościach interesująca jest nie tylko ogólna procedura generowania [wypracowywania] ukraińskiego „skonsolidowanego” stanowiska, ale także to, kto i w jakiej roli bierze udział w tym procesie. Na czyich wnioskach i opiniach opierają się ci ludzie, skąd czerpią niezbędną wiedzę i informacje, kto określa etapy i mechanizmy jego kształtowania? I doprawdy, skoro już kwestie historyczne stają się takimi ważnymi czynnikami nie tylko w polityce wewnętrznej, ale także w zagranicznej, to dlaczego nikt dotychczas nie wyznaczył procedury kształtowania stanowiska „strony ukraińskiej” dla potrzeb różnych międzynarodowych forów? Dlaczego tak ważne mechanizmy przyjmowane są jak dogmaty, na wiarę?

    Przeczytaj: Lwowski historyk: ukraiński IPN często zajmuje się propagandą

    Jedną z bardzo efektywnych metod technologicznych rosyjskiej wojny informacyjnej jest zasada nadmiernego uogólniania pojedynczych faktów, indywidualnych przemyśleń i rozważań oraz podnoszenia ich do poziomu reguły, a nawet ogólnej tendencji. W rezultacie na podstawie wywiadu z jednym włoskim rolnikiem robiony jest wniosek, jakoby całe Włochy śpią i obserwują, jak niebawem zostaną zdjęte sankcje z Rosji. Albo, na przykład, na podstawie reportażu z mityngu partii „Alternatywa dla Niemiec”, zorganizowanej nie bez wpływów rosyjskich, stwierdza się, że „Niemcy” są okrutnie niezadowoleni z polityki kanclerz Angeli Merkel i dłużej nie chcą jej widzieć na czele potężnego kraju Unii Europejskiej. W ruch idą również jawne manipulacje, gdy są wyrywane z kontekstu słowa tej samej Merkel, i przez ukraińskie serwisy informacyjne i sieci społecznościowe przetacza się prawdziwe tsunami niechęci wobec zdradzieckiej „frau Ribbentrop”.

    Nie stronią od tej technologii także współcześni twórcy ukraińskiej polityki historycznej. Oni także starają się ogłaszać jednostkowe przypadki ogólną zasadą, a rozproszone chaotyczne posunięcia – trendem. Na przykład, „odbijając” zarzuty antysemityzmu w OUN i UPA, nowi ideologiczni bojownicy składają oświadczenia o żydowskich lekarzach przebywających w szeregach ukraińskiego podziemia zbrojnego. Fakt, że Żydzi dołączali do UPA nie z własnej woli i nie z powodów ideologicznych, dla tych osób nie ma znaczenia. Poza ich uwagą pozostaje i ten fakt, dlaczego akurat Żydzi-lekarze otrzymywali szansę na uratowanie się, lecząc chorych i rannych żołnierzy UPA. Jest oczywiste, że lekarze dysponowali taką wiedzą zawodową, która była najbardziej ceniona w czasie wojny. To właśnie z powodu swojego zawodu otrzymali szansę na życie. Ale nie na długo. Wraz ze zbliżaniem się Armii Czerwonej te niepewne ideologicznie elementy zaczęto fizycznie eliminować.

    Do manipulacji można zaliczyć także próby zaprzeczania antysemityzmowi w OUN, operując dosłownie kilkoma przypadkami ratowania Żydów przez członków organizacji, ignorując setki innych przykładów, świadczących o czymś wręcz przeciwnym.

    Do tej samej kategorii manipulacji należą próby „wmontowania” nacjonalistycznej linii w upamiętniające praktyki obchodów smutnych rocznic tragedii Babiego Jaru. Poprzez starania zmierzające do „rozcieńczenia” tragedii narodu żydowskiego przez zainstalowanie tablic informujących o rozstrzelaniu ukraińskich nacjonalistów w Babim Jarze przedstawiciele UINP postawili przed sobą jeszcze jeden ukryty cel. Ponieważ tragedia Babiego Jaru stała się symbolem cierpienia żydowskiego, historycy z UINP zapragnęli „wybielić” członków OUN przez podkreślenie faktu, że reżim nazistowski zabijał także ukraińskich nacjonalistów, a zatem uważał ich za swoich wrogów. Przemilczając fakty wcześniejszej współpracy tych ludzi z reżimem okupacyjnym u niedoinformowanych Ukraińców można teraz kształtować wrażenie, że członkowie OUN zawsze walczyli z niemieckim reżimem okupacyjnym.

    Medialna wrzawa wokół przemówienia prezydenta Izraela Riwlina w Radzie Werchownej Ukrainy miała na celu odwrócenie uwagi społeczeństwa od brutalnych manipulacji w sferze praktyk upamiętniających z okazji smutnej rocznicy w Babim Jarze. Występując z atakami na Riwlina twórcy współczesnej polityki historycznej podstępnie mobilizowali antysemicki potencjał do obrony „naszych” bohaterów historycznych. A kto nadał im status wszech-ukraińskich bohaterów? Na jakich badaniach naukowych oparł się Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej, podsuwając Ukraińcom taką a nie inną konkluzję? Z tych pytań bez odpowiedzi wyłania się jeden wniosek: proponuje się nam uwierzyć na słowo ludziom, których kompetencje zawodowe wciąż budzą wiele wątpliwości.

    Krótko mówiąc, twórcy współczesnej polityki historycznej bez badań i bez konsultacji „podpisują” się za całą Ukrainę pod odpowiedzialnością za działalność radykalnych nacjonalistów podczas II wojny światowej. Przy tym czynią to bez konsultacji z ekspertami od tych kwestii i nie pytając o zgodę społeczeństwa. Oni, niczym lunatycy, nie chcą dostrzec, że bezmyślna gloryfikacja wszystkich bez wyjątku członków ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, wśród których rzeczywiście byli tacy, którzy współpracowali z nazistami, brali udział w Holokauście i przeprowadzali czystki etniczne Polaków na Wołyniu, wypycha nas z kręgu narodów cywilizowanych. Że taka polityka prowadzi do międzynarodowej izolacji Ukrainy. Ponieważ trudno jest sobie wyobrazić, że wiodący kraj Unii Europejskiej – Niemcy – zgodzi się na rewizję historii tylko w tym celu, aby Ukraina miała „swoich” bohaterów, którzy rzekomo pomogą jej w aktualnie prowadzonej wojnie przeciw rosyjskiemu agresorowi.

    I tu pojawia się sakramentalne pytanie: do czego to Ukrainie jest potrzebne i w imię czego musi ponosić takie wizerunkowe ofiary? Czy ukraińska elita rządząca nie dostrzega, że taka polityka historyczna prowadzi do wewnętrznej polaryzacji społeczeństwa, co czyni je bardzo podatnym na manipulacje? Powoduje, mówiąc delikatnie, ochłodzenie w stosunkach z Izraelem, a także z całkiem niedawnym sojusznikiem Polską – doprowadzając do prawdziwej wojny historycznej? Nikt nie mówi, że Ukraina musi „ugiąć się” przed swoimi sojusznikami, zdradzać interesy narodowe lub milczeć, zaciskając zęby, obserwując skrajnie niesprawiedliwe działania któregoś z nich. Dla Ukrainy ważne jest, aby precyzyjnie określić swoje główne priorytety. I tu musimy zadać sobie pytanie: czy nie  nazbyt drogo może nas kosztować gloryfikacja kontrowersyjnych bohaterów historycznych? Musimy sobie jednoznacznie odpowiedzieć, co jest ważniejsze dla współczesnej Ukrainy: utrwalanie w świadomości zbiorowej kanonu z wątpliwymi bohaterów historycznych, czy dalsze istnienie niepodległego państwa ukraińskiego? Mówiąc brutalnie, zmusić świat i Ukraińców do szanowania Stepana Bandery, czy zachować państwo ukraińskie?

    Aby odpowiedzieć na to niezwykle ważne pytanie należy zastanowić się, po co nam w ogóle heroiczny kanon historyczny. Jaki jest cel ogłaszania za bohaterów kontrowersyjnych działaczy z przeszłości? Tym bardziej, że forsowanie tego kanonu odbywa się z niesamowitymi trudnościami nawet wewnątrz naszego kraju. Przewodniczący Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wiatrowycz uważa, że historia walki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii kryje w sobie niewyobrażalny potencjał mobilizacyjny. Wychodząc z zasad logiki formalnej, może się tak zdarzyć. Bo jeśli spojrzeć w przeszłość w poszukiwaniu tych, którzy z bronią w ręku walczyli o państwową niepodległość Ukrainy, to wszystkie ścieżki doprowadzą do UPA. Rzeczywiście, sowieccy Ukraińcy w szeregach Armii Czerwonej walczyli z nazistowskimi Niemcami o wyzwolenie, w najlepszym przypadku, sowieckiej Ukrainy. W amerykańskiej lub kanadyjskiej armii Ukraińcy walczyli w szeregach koalicji antyhitlerowskiej, i wszyscy razem hipotetycznie (i nie tylko) walczyli przeciwko batalionom „Roland” i „Nachtigall”, przeciwko Dywizji SS „Hałyczyna” i „1. Ukraińskiej Dywizji UNA”.

    Policjanci, którzy prawie dwa lata wiernie i szczerze służyli Niemcom i na początku 1943 roku z bronią w ręku poszli do lasu, gdzie położyli fundament pod powstanie Ukraińskiej Powstańczej Armii, nie mogli nie brać udziału w masowych egzekucjach ludności żydowskiej. Przyszły dowódca UPA Roman Szuchewycz wszedł do Lwowa pod koniec czerwca 1941 roku w mundurze oficera Wehrmachtu. Ten uniform zdjął dopiero pod koniec 1942 roku, spędziwszy cały rok, według oficjalnej wersji, na ochranianiu obiektów wojskowych na Białorusi. A potem był rok 1943 z masową czystką etniczną Polaków. Jaki był jego stosunek do tych krwawych wydarzeń? Dlaczego ich nie powstrzymał? Jak kadrowy niemiecki oficer, a do tego przedwojenny polityk, nie mógł nie rozumieć fatalności oraz, proszę wybaczyć, daremności tego rozlewu krwi. Oczywiste jest również, że dalsza walka Romana Szuchewycza, zwłaszcza po roku 1944, nie mogła nie być spowita w aureolę samo poświęcenia i ofiarnej, ale daremnej walki z reżimem sowieckim. Szuchewycza można szanować choćby za to, że nie uciekł, nie pozostawił swoich towarzyszy walki i podzielił z nimi tragiczny los. Uczynił to świadomie, w przeciwieństwie do wielu liderów ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Walka z sowieckim reżimem nie może być wykorzystywana jako glejt bezpieczeństwa dla działacza z niejasną przeszłością na początku II wojny światowej. Przynajmniej nie nadaje się on na klasycznego podręcznikowego bohatera do naśladowania.

    Z drugiej strony, do dowódcy UPA i przywódców OUN pozostało jeszcze wiele innych pytań. Dlaczego ukraińscy chłopcy wiezieni w 1944 roku do punktów mobilizacyjnych na Ukrainie Zachodniej po spotkaniu z upowcami byli stawiani przed nieatrakcyjną perspektywą: albo umrzeć i pozostać na miejscu, albo pójść z nimi do lasu? Za czyje strategiczne błędy i pomyłki musieli płacić ceną swego życia? A może powinniśmy wreszcie zastanowić się nad tym, czy Stepan Bandera, Mykoła Łebed’ i Roman Szuchewycz na przekór zdrowemu rozsądkowi, nie znajdując alternatywy dla daremnej walki zbrojnej w podziemiu, nie dopuścili się zbrodni na młodzieży, kwiecie narodu ukraińskiego?

    Niestety, współczesna polityka historyczna Ukrainy nie tylko nie stawia takich pytań, ona nie pozwala ich zadawać. Dlatego w efekcie mamy same straty, a obiecane zyski są iluzoryczne i wątpliwe.

    W następnym artykule będzie mowa o walce ukraińskiej i polskiej polityki historycznej i o tym, do jakich następstw może to doprowadzić.

    Wasyl Rasewycz

    zaxid.net / Kresy.pl / tłum. W. Tokarczuk

    Modły przed bluźnierczym teatrem


    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    SOBOTA 04 MARCA

     

    Już dziś! Publiczny Różaniec wynagradzający za grzech bluźnierstwa. Przyjdź przed Teatr Powszechny!

    Data publikacji: 2017-03-04 10:00

    Data aktualizacji: 2017-03-04 11:13:00

    Już dziś! Publiczny Różaniec wynagradzający za grzech bluźnierstwa. Przyjdź przed Teatr Powszechny!

    Fot. Krucjata Młodych

    Krucjata Młodych zaprasza na publiczny Różaniec będący zadośćuczynieniem za grzech bluźnierstwa. Przyjdź 4 marca (sobota) o godz. 18:00 przed Teatr Powszechny w Warszawie (Aleja Zamoyskiego 20), aby dołączyć do modlitwy.


    „Teatr Powszechny w Warszawie wystawił pseudo-artystyczne bluźnierstwo, pt. „Klątwa”. Jako katolicy jesteśmy zobowiązani wynagrodzić Bogu za ten grzech publicznie” – przypominają organizatorzy.

    „To, co dokonuje się podczas tej tzw. sztuki jest NIE DO OPISANIA. Profanuje się wizerunek Krzyża Świętego. Znieważa się wizerunek Jana Pawła II i flagę Watykanu. To jest szydzenie z Pana Boga. To jest bluźnierstwo wymierzone w wiarę katolicką” – podkreślają młodzi katolicy, przypominając słowa z Ewangelii według świętego Mateusza:

    Kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10, 33).

    Przyjdź w sobotę 4 marca o godz. 18:00 przed Teatr Powszechny w Warszawie (Aleja Zamoyskiego 20), aby wyrazić swój sprzeciw!

    Zapraszamy na facebookowy profil wydarzenia.

    luk

    Read more: http://www.pch24.pl/juz-dzis–publiczny-rozaniec-wynagradzajacy-za-grzech-bluznierstwa–przyjdz-przed-teatr-powszechny-,49653,i.html#ixzz4aM0NzdD6

    Moskwa prosi Waszyngton i Kijów o rozwagę


     

    11:48 04 MARZEC 2017

     

    Żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy

    Moskwa: Zastanówcie się trzy razy, zanim wywołacie chaos

    © Sputnik. Natalia Seliverstova

    ŚWIAT

    22:37 03.03.2017Krótki link

    391372810

    Moskwa prosi Kijów i Waszyngton, by zastanowili się trzy razy, zanim podejmą kroki prowadzące do dalszej eskalacji sytuacji w Donbasie – oświadczył wiceszef MSZ Rosji Siergiej Riabkow.

    Węgiel

    © SPUTNIK. ALEXANDER KRYAZHEV

    Ukraińscy hutnicy zwrócili się do Rosji o węgiel

    „Jeśliby nasi amerykańscy i inni partnerzy zechcieli nas posłuchać i przestali podejmować kroki rodzące u kijowskich władz iluzje, że zamiast pełnej realizacji porozumień z Mińska mogą metodami siłowymi rozwiązać istniejące problemy, jeśliby nasi partnerzy w USA i innych krajach zrezygnowali z takich działań, to sądzę, że dzisiejsza sytuacja na Ukrainie wyglądałaby znacznie lepiej” — powiedział Riabkow dziennikarzom.

    Natomiast działania i decyzje podejmowane z myślą o deeskalacji konfliktu i pobudzeniu Kijowa do realizacji mińskich porozumień — takie kroki Moskwa tylko pochwala i aprobuje — dodał rosyjski dyplomata.

    Sytuacja w Donbasie uległa zaostrzeniu pod koniec stycznia, przy czym obie strony konfliktu oskarżają się wzajemnie o intensyfikację ostrzałów i próby ofensywy na linii rozgraniczającej. Jednocześnie trwa blokada torów kolejowych łączących Donbas z Ukrainą prowadzona przez weteranów ukraińskich batalionów ochotniczych. W odpowiedzi na blokadę proklamowane w trybie jednostronnym republiki wprowadził zewnętrzny nadzór nad firmami podległymi ukraińskiej jurysdykcji, a szef DRL Aleksander Zacharczenko ogłosił w piątek blokadę handlową Kijowa.    

    Stoltenberga miłość ku Rosji


     

    11:39 04 MARZEC 2017

     

    Sekretarz generalny NATO Jens Stolenberg

    „NATO jest otwarte na poprawę stosunków z Rosją”

    © AFP 2016/ Paul J. Richards

    POLITYKA

    20:50 03.03.2017Krótki link

    8303025

    Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg powiedział, że sojusz jest otwarty na poprawę stosunków z Rosją – przekazuje szwajcarska gazeta Le Temps.

    „Musimy być silni i zdecydowani, ale utrzymujemy nasze kanały dialogu politycznego otwartymi dla lepszych stosunków z Rosją” — cytuje wypowiedź Stoltenberga Le Temps.

    Rosyjski bombowiec Su-24

    © SPUTNIK. VITALIY ANKOV

    Kolejne zbliżenia samolotów NATO i Rosji

    Sekretarz generalny dodał również, że NATO nie chce nowej „zimnej wojny” czy konfliktu, a działania sojuszu są przemyślane i mają charakter obronny — przekazuje gazeta.

    Wcześniej Stoltenberg oświadczył, że sojusz nie widzi bezpośredniego zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej dla wschodniej flanki NATO. Tymczasem Moskwa niejednokrotnie podkreślała, że NATO doskonale zdaje sobie sprawę, iż Rosja nie ma zamiaru napadać na nikogo, ale często wykorzystuje ten argument, by rozmieszczać więcej techniki i batalionów w pobliżu rosyjskich granic.

    Jak lewica opłakuje wiewiórkę


     

    Jak wiewiórka pospolita wstrząsnęła polską lewicą!

     

    8:19 4 marca 2017

    Wikimedia Commons

    Od czwartku wieczorem głośno jest o zdjęciu wiewiórki, która miała zdechnąć w dziupli drzewa wyciętego w ramach ustawy zwanej #lexSzyszko. Informacja okazała się prawdziwa jak w Radiu Erewań. Drzewa nie wycięto, tylko ścięto gałąź. Zrobiono to w parku miejskim zarządzanym przez prezydent Warszawy, i do tego, zanim prawo, którego autorami są posłowie PiS-u, weszło w życie – czytamy w „Gazecie polskiej Codziennie”.

    Histeria wybuchła w czwartek wieczorem. Jeden z internautów (Przemek Bartos) wrzucił zdjęcie martwej wiewiórki w dziupli. Fotografia była tak skadrowana, że wyglądało na to, iż wiewiórka zdechła na pniu ściętego drzewa. „To zdjęcie właśnie staje się symbolem Lex Szyszko. Wiewiórka skulona w pniu drzewa” – ogłosił portal Gazeta.pl. Za nim poszły inne media, w tym m.in. tygodnik „Wprost”. W komentarzach ludzie dawali upust swojej wściekłości. „PiSiury zniszczyły gospodarkę, stadniny, teraz wyniszczą przyrodę” – napisał jeden z komentatorów. To i tak delikatny komentarz. Niektóre groziły ministrowi środowiska śmiercią.
    W piątek okazało się jednak, że sprawa jest, delikatnie mówiąc… dęta. Szybko ustalono, że zdjęcie wykonano w parku Szczęśliwickim, którym zarządzają przedstawiciele Hanny Gronkiewicz-Waltz. Urzędnicy postanowili ściąć konar, który został złamany przez wiatr. Nie wycięli jednak całego drzewa, ale jedynie jego ułamany fragment 

    CZYTAJ WIĘCEJ TUTAJ

    Źródło: GPC

    Świat pamięta kto wywołał dwie wojny światowe i ta logika toczy się dalej


     

    Deutsche Welle

     

    POLITYKA

    Niemiecki politolog: Przyszłość ludzkości zależy od Krymu i Donbasu

    Propaganda spowodowała, że Rosjanie popadli w jakiś rodzaj paranoi. Radykalizacja rosyjskiej ludności stanowi zagrożenie militarne dla całego świata – mówi Andreas Umland*.

    Russland Militärparade in Moskau (Reuters/Host Photo Agency/RIA Novosti)

    DW: Dlaczego Rosja stara się pokazać Ukrainę jako kraj upadły?

    Andreas Umland: By samemu przeżyć, system stworzony przez Putina prezentuje Rosjanom Ukrainę jako kraj, który chciał się zdemokratyzować, zeuropeizować, a stał się państwem upadłym. To ma być instrument, który go usprawiedliwia i legitymizuje.

    DW: Znamy rosyjską propagandę prezentowaną w świecie przez telewizję Russia Today i portal Sputnik. Pan zaś mówi, że jest jeszcze silna propaganda rosyjska skierowana do samych Rosjan. Jaki ma ona sens?

    To właśnie ta propaganda spowodowała, że Rosjanie popadli w jakiś rodzaj paranoi. Rozpleniły się teorie spiskowe i niemalże manichejski dualizm, według którego świat jest podzielony na przyjaciół i wrogów. To stabilizuje reżim, ale radykalizacja rosyjskiej ludności stanowi zagrożenie militarne dla całego świata.

    Polen Politologe Andreas Umland spricht auf dem 10. Forum Europa-Ukraine
(DW/A. M. Pędziwol )

    Andreas Umland

    DW: Można zrozumieć, że reżimowej propagandzie ulegali ludzie w Związku Radzieckim wobec ówczesnej izolacji. Jak jednak może być ona skuteczna dziś, w czasach Internetu?

    Dzisiejsza propaganda jest o wiele bardziej przemyślana. Posługuje się wzorami psychologicznymi, bardzo skutecznymi narzędziami generowania bezradności, lęków, a także poczucia prześladowania i wystawienia na niebezpieczeństwo. Propaganda sowiecka nie była aż tak wyrafinowana, chociaż i dziś powielane są wzorce, które istniały już w Związku Radzieckim.

    DW: Czy można jakoś przeciwdziałać tej propagandzie?

    Jednym z najważniejszych instrumentów byłoby dostarczanie informacji rosyjskim emigrantom…

    DW: Chce Pan powiedzieć, że Rosjanie nie muszą żyć w Rosji, by ulegać rosyjskiej propagandzie?

    To zadziwiające, ale działa ona nie tylko na Rosjan w Rosji, lecz również na wielu członków diaspory. Można to dobrze zaobserwować w Niemczech.

    DW: Czyli należałoby przerobić Radio Swoboda na telewizję?

    Istnieje już kilka takich projektów, jak na przykład stacje telewizyjne RTVi [Russian Television International] i RTVD [Russisches TV Deutschland], czy też program wideo Deutsche Welle i podobne projekty w krajach bałtyckich. Ale to wciąż za mało, bo to są programy czysto informacyjne. Za mało w nich rozrywki, bo są zbyt skromnie finansowane.

    Obejrzyj wideo04:30

    Z miłości do Putina. Nowy rosyjski patriotyzm

    DW: Czy istnieją jeszcze inne możliwości?

    Drugim instrumentem powinno stać się wykorzystywanie rosyjskich sieci społecznościowych WKontaktie [В Контакте – W Kontakcie; vk.com] oraz Odnoklassniki [Одноклассники – Nasza Klasa; ok.ru]. Bo nie na fejsbuku czy twitterze, a właśnie tam zarejestrowane są miliony Rosjan. Ale zachodnie organizacje korzystają z nich jak dotąd zbyt rzadko, by prezentować alternatywne punkty widzenia.

    DW: Czyli należy naśladować Rosjan i uprawiać tam trolling?

    Nie, nie, wręcz przeciwnie! Żadnej kontrpropagandy, żadnego trollingu! Jedynie prawdziwe informacje. I po rosyjsku. A także dzieła artystyczne i filmy dokumentalne, które przedstawiają wydarzenia historyczne.

    DW: Ale czy prawda nie jest zbyt nudna?

    To kwestia pieniędzy. Jeśli będą godziwe honoraria, to znajdą się też telewizyjni prezenterzy, producenci, dramaturdzy i dokumentaliści, którzy będą umieli pokazać prawdę w atrakcyjny sposób.

    DW: Myśli Pan, że zachodnim społeczeństwom rzeczywiście na tym zależy? Widzi Pan jakioznaki takiego myślenia w Niemczech?

    Są tacy, którzy to rozumieją. Ale jak dotąd przeważa przekonanie, że te wydarzenia, czy to na Ukrainie, czy w Rosji, dzieją się bardzo daleko, niemalże na innej planecie. Mamy tu do czynienia z dysonansem poznawczym. Geografia i tak oczywiste fakty, jak arsenał nuklearny Rosji, są po prostu ignorowane.

    REDAKCJA POLECA

    Łowcy dezinformacji

    Holendrzy policzą głosy w wyborach ręcznie, ze strachu przed rosyjskimi hackerami. „Fake news” prorosyjskich mediów straszą tysiącami amerykańskich czołgów w Polsce. Jak Europa może się chronić przed dezinformacją? (09.02.2017)

    „Sprawa Lizy”. Fejk, który poruszył masy

    DW: Czyżby chciał Pan powiedzieć, że przyszłość Unii Europejskiej zależy od Krymu i Donbasu?

    Można pójść jeszcze dalej. Od Krymu i Donbasu zależy przyszłość całej ludzkości. W 1994 roku Ukraina zrzekła się [odziedziczonej po Związku Radzieckim] broni jądrowej i w zamian otrzymała w budapeszteńskim memorandum gwarancje bezpieczeństwa. Jej integralność terytorialna stała się załącznikiem do traktatu o nieproliferacji broni jądrowej. Wraz z jej obecnym naruszeniem, pogrzebany został również ten układ.

    Albo jeszcze inaczej: Na Ukrainie, w Zaporożu, w pobliżu strefy walk w Donbasie, znajduje się największa elektrownia atomowa w Europie. Można to wprawdzie sprawdzić w każdym atlasie, ale nikt nie chce o tym mówić. „To jest przykra sprawa dla Ukrainy, ale z nami nie ma nic wspólnego”.

    Ale gdyby tam, gdzie jest ta elektrownia, doszło do wojny i gdyby zdarzyło się coś podobnego jak w Czarnobylu w 1986 roku, wówczas nie zatrzyma się to na granicy między Unią Europejską a Ukrainą.

    Coś takiego powinno interesować właściwie wszystkich ludzi na świecie. Ale te bardzo fundamentalne zagrożenia są pomijane!

    Ten dysonans poznawczy musi zostać zlikwidowany. Wtedy u ludzi pojawi się naturalna gotowość, by przedsięwzięcia, o których mówiłem, finansować z ich podatków.

    rozmawiał Aureliusz M. Pędziwol

    Rozmowa przeprowadzona 28 stycznia 2017 roku na 10. Forum Europa-Ukraina w Rzeszowie, zorganizowanym przez warszawską fundację Instytut Studiów Wschodnich (ISW).

    • Andreas Umland (ur. 1967 w Jenie), niemiecki historyk i politolog.  Od 2002 roku mieszka w Kijowie. Pracował m. in. jako lektor DAAD w Akademii Mohylańskiej i na Uniwersytecie Tarasa Szewczenki. Obecnie jest pracownikiem naukowym kijowskiego Instytutu Współpracy Euro-Atlantyckiej IEAC.

    Teraz już wiadomo dlaczego Rosjanie wygrywaja w Syrii


    WPROST.pl

    Świat

    WYDARZENIAŚWIAT

    Rosyjski generał stracił w Syrii obie nogi i oko? Jest w moskiewskim szpitalu

    Dodano: wczoraj 18:570 235

    Mundur generała armii rosyjskiej

    Mundur generała armii rosyjskiej / Źródło: Wikimedia Commons / Mil.ru [CC BY 4.0]

    Rosyjski generał, który brał udział w walkach w Syrii, został poważnie ranny podczas operacji wyzwalania Palmiry – donoszą rosyjskie media. Jeden z moskiewskich szpitali potwierdził, że wojskowy przebywa w placówce.

    Generał major Piotr Mieliuchin, który piastował stanowisko dyrektora departamentu szkolenia bojowego Zachodniego Okręgu Wojskowego, według ustaleń portalu Fontanka.ru, został poważnie ranny w trakcie wyzwalania Palmiry na terytorium Syrii. Wojskowy miał stracić obie nogi oraz oko po tym, jak stanął na minie. Na miejscu udzielono mu niezbędnej pomocy, jednak w związku z pogarszaniem się stanu jego zdrowia, został przetransportowany do Szpitala Wojskowego im. Burdenki w Moskwie. Szpital potwierdził, że mundurowy przebywa w placówce na leczeniu.

    Do eksplozji miny w wyniku której generał major Mieluchin został poważnie ranny doszło w minionym tygodniu.

    Palmira znów wyzwolona

    Państwowa agencja informacyjna z Syrii SANA poinformowała, że 3 marca siły rządowe ponownie odbiły Palmirę. Miasto znajdowało jdowała się w rękach bojowników z tzw. Państwa Islamskiego od grudnia 2016 roku. Bojownicy wkroczyli do Palmiry 11 grudnia po kilkudniowej bitwie (5 grudnia otoczyli miasto i pozostającym w niej siłom odcięto drogi ewakuacji – red.). Z raportu armii Baszara Al-Asada wynika, że wskutek działań podjętych na początki marca 2017 roku armia „we współpracy z sojusznikami oraz wspierającymi je siłami” wyrządziły poważny uszczerbek w szeregach IS w trakcie operacji wspieranej przez syryjskie i rosyjskie lotnictwo. Agencja SANA podała, że dżihadyści stracili kontrolę nie tylko nad miastem, ale też nad otaczającymi je terenami.

    Palmira po raz kolejny odbita z rąk bojowników tzw. Państwa IslamskiegoSyryjskie siły rządowe odzyskały Palmirę oraz otaczające ją tereny z rąk dżihadystów – poinformowała państwowa agencja SANA, powołując się na informacje z dowództwa generalnego.WPROST.pl

    / Źródło: Fontanka.ru

    Mlekiem i miodem płynąca Kanada potrzebuje “liesorubow”


     

     

    KANADA: SYSTEM IMIGRACYJNY OPARTY NA PUNKTACJI I COROCZNYCH LIMITACH

    Dzisiaj, 4 marca (09:00)

    Kanadyjski system imigracyjny, który został pochwalony przez prezydenta USA Donalda Trumpa w jego pierwszym wystąpieniu przed Kongresem, bazuje na punktacji za umiejętności i corocznych limitach. W tym roku Kanada planuje przyjęcie około 300 tys. osób.

    Justin Trudeau /AFP

    Justin Trudeau /AFP

    W Kanadzie z dużą uwagą oglądano wtorkowe wystąpienie prezydenta USA przed Kongresem, ponieważ Stany Zjednoczone to najważniejszy partner handlowy Kanady. Nikt więc w komentarzach nie pominął faktu, że jedynym politykiem wymienionym z nazwiska przez prezydenta USA był premier Kanady Justin Trudeau.

    Komentatorzy zastanawiali się z przymrużeniem oka, czy to dobrze, że Trump tak pozytywnie odnosi się do Trudeau, lidera kanadyjskich liberałów, a więc polityka z zupełnie odmiennej formacji politycznej. Przypominano jednocześnie, że już przed niedawną wizytą Trudeau w Waszyngtonie z otoczenia Trumpa dobiegały sygnały, iż jest on bardzo pozytywnie do Kanady nastawiony. Chwalono też kanadyjskich polityków za dobre skutki ich rozmów z administracją waszyngtońską. Jak podawały media, Trump interesował się kanadyjskim systemem imigracyjnym podczas rozmów z Trudeau.

    Kanada w tym roku zakłada przyjazd od 280 tys. do 320 tys. imigrantów. Rządowe limity ogłoszone w październiku ub.r. wynoszą 172,5 tys. imigrantów ekonomicznych, czyli chcących pracować w Kanadzie, 84 tys. to osoby przyjeżdżające do rodzin, 43,5 tys. to uchodźcy. Od lat co roku przyjeżdża do Kanady ok. 250 tys. osób. Imigracja ma wspomagać rozwój kanadyjskiej gospodarki, jest też sposobem na ograniczenie skutków starzenia się społeczeństwa.

    Dla emigrantów ekonomicznych przeznaczono różne programy, zarówno federalne, jak i zarządzane przez prowincje. O tym, czy dana osoba otrzyma wizę imigracyjną, decydują punkty. W sumie można uzyskać 100 punktów, z czego tylko do 10 uzyskuje się za rodzinne związki, a do 28 za znajomość języka i do 25 za wykształcenie.

    Pytania o narodowość, wiek, znajomość języka, wykształcenie

    W jednej z zakładek na stronie internetowej ministerstwa ds. imigracji i obywatelstwa (CIC) można wypełnić kwestionariusz, w którym padają pytania m.in. o narodowość, wiek, znajomość języka, wykształcenie, doświadczenie zawodowe, a ocena przyznana za odpowiedzi pomoże oszacować, czy dana osoba ma szanse skorzystać z któregokolwiek z programów imigracyjnych. Można też skorzystać z elektronicznego kalkulatora Comprehensive Ranking System (CRS) dla pracodawców oraz osób szukających pracy w Kanadzie, mających już propozycję pracy czy mających dużo pieniędzy i chcących zainwestować w Kanadzie.

    Na stronie CIC są przykłady: np. 38-letnia kobieta chce przeprowadzić się do Kanady z 45-letnim małżonkiem. Kobieta ukończyła studia magisterskie, dobrze zna angielski, ma pięć lat doświadczeń pracy zawodowej. Jej mąż ma licencjat i dobrze zna angielski. Ponieważ to jednak kobieta jest młodsza i ma lepszą edukację, składa wniosek imigracyjny jako główny wnioskodawca i nawet jeszcze bez znalezienia pracodawcy w Kanadzie spełnia wymogi wizy imigracyjnej.

    Posiadanie pracowniczej wizy, a potem prawa stałego pobytu (dostępnego też dla współmałżonków Kanadyjczyków) to jednak dla wielu tylko etap pośredni w uzyskaniu kanadyjskiego obywatelstwa. Tu również postępowanie jest sformalizowane: m.in. trzeba mieć prawo stałego pobytu, przebywać fizycznie w Kanadzie przez przynajmniej 1460 dni w ciągu 6 lat poprzedzających złożenie wniosku. Trzeba wykazać się znajomością jednego z oficjalnych języków i zdać egzamin z wiedzy o Kanadzie. Do nauki służy oficjalny bezpłatny podręcznik.

    Od utworzenia Konfederacji, czyli Kanady jako państwa w 1867 r., rząd stawiał na imigrację jako klucz do ekonomicznego sukcesu, a podstawy polityki imigracyjnej uchwalono w 1869 r. System punktowy pojawił się w latach 60. XX w. 

    Dziennik „USA Today” przypominał ostatnio, że 63 proc. uzyskujących prawo stałego pobytu w Kanadzie to ci, którzy przyjechali do pracy, podczas gdy w USA 63 proc. posiadaczy zielonej karty to ci, którzy mają rodziny w USA, a tylko 13 proc. to ci, którzy mają legalną pracę.

    Kanada ma swoje problemy z ksenofobią, ale społeczeństwo jest w dużej części przyjazne imigracji. Z badań przeprowadzonych przez rząd w ub.r. i właśnie opublikowanych wynika, że 52 proc. Kanadyjczyków uważa, iż poziom imigracji jest właściwy, 23 proc. – że za wysoki

    PAP

    Od morza do morza i jeszcze dalej


     

     

    PREZYDENT: WIERZĘ, ŻE UDA SIĘ ZREALIZOWAĆ WIELKĄ IDEĘ TRÓJMORZA

    POLSKA

    33 minuty temu

    Wierzę, że uda się zrealizować wielką ideę Trójmorza – powiedział prezydent Andrzej Duda na uroczystym rozpoczęciu VIII biegu „Szlak bez Granic”, który wystartował z Witowa koło Zakopanego i zakończy się w słowackich Oravicach.

    Prezydent RP Andrzej Duda na nartach /Grzegorz Momot /PAP

    Prezydent RP Andrzej Duda na nartach /Grzegorz Momot /PAP

    Transgraniczny bieg odbywa się cyklicznie co roku. Za prezydentury Bronisława Komorowskiego był otwierany przez głowy państw Polski i Słowacji od 2012 r. W tym roku, podobnie jak w roku ubiegłym, na otwarciu zawodów nie było prezydenta Słowacji. Z uwagi na brak śniegu nie jest to bieg narciarski, a nordic walking – marszobieg z kijkami.
    – Wczoraj gościłem pana prezydenta Słowacji Andreja Kiskę w Zakopanem, byliśmy razem na Kasprowym Wierchu. Przedwczoraj spotkaliśmy się w Warszawie. Rozmawialiśmy o rozwoju tej przyjaźni, o rozwoju więzi nie tylko pomiędzy Polską i Słowacją, ale także więzi w Europie Środkowej, tutaj, gdzie leżą nasze państwa. W znacznie szerszej formule – nie tylko Polska-Słowacja, ale w formule tzw. Trójmorza, czyli tego, aby były dobre połączenia pozwalające nam na sprawne przemieszczanie się, na taką spokojną i łatwą turystykę od Morza Bałtyckiego aż do Morza Czarnego i Adriatyckiego – powiedział.

    Jak dodał, to jest „wielka idea” i wierzy, że uda się ją zrealizować. Dodał, że sobotnie spotkanie jest dla niego także elementem tej „idei Trójmorza”. – Wystarczy, że wszędzie przeprowadzimy takie inicjatywy łączące czy likwidujące granice, że wszędzie będzie mówili o potrzebie komunikacji, potrzebie spotkania. Ta wielka idea połączenia trzech mórz zostanie zrealizowana poprzez te właśnie drobne, lokalne odcinki – powiedział.

    Prezydent Andrzej Duda spotkał się w piątek na Kasprowym Wierchu na nieformalnych rozmowach z prezydentem Słowacji Andrejem Kiską; jeździli też razem na nartach. Szefowie obu państw rozmawiali o szczycie Trójmorza, rozwoju infrastruktury drogowej oraz o słowackich inwestycjach w Polsce.

    PAP

    Putin zakasował całe towarzystwo z wrażej konkurencji


    Fakt24

    • Majątek Putina jest wart 200 mld dolarów

    dzisiaj 05:07

    Putin jest najbogatszym człowiekiem na kuli ziemskiej

     

    Władimir Putin

    Władimir Putin Foto: Mikhail Klimentyev/Planet Pix / Zuma Press

     

    Władimir Putin przez 17 lat swoich rządów w Rosji zgromadził ogromny majątek, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jak wielkie jest to bogactwo? Do końca nie wiadomo, próżno szukać bowiem rosyjskiego prezydenta na liście najbogatszych ludzi, którą publikuje co roku „Forbes”. Czy to możliwe, aby Putin posiadał majątek wart 200 mld dolarów?

    Próżno szukać prezydenta Rosji w zestawieniach najbogatszych ludzi na świecie. Choć nikt nie ma wątpliwości, że powinien tam mieć swoje zaszczytne miejsce, trudno oszacować dokładnie, ile pieniędzy ma Władimir Putin, Pewne jest, że po 17 latach rządów w potężnym kraju zabezpieczył się na przyszłość. Jak bardzo? Bill Browder niegdyś największy inwestor zagraniczny w Rosji mówi, że są to kwoty rzędu 200 miliardów dolarów!

    Już w 2007 roku, po 7 latach od wyboru Putina na prezydenta Rosji politolog Stanisław Biełkowski szacował, że Władimir Putin zgromadził majątek wart 40 miliardów dolarów, jednak kilka miesięcy później powołując się na „tajne źródła informacji” przyznał, że pomylił się w obliczeniach i Putin ma co najmniej 70 miliardów dolarów.

    Putin posiada flotę 58 samolotów i helikopterów, wartą 500 tysięcy dolarów kolekcję zegarków oraz 20 pałaców. Wartość tylko jednej jego nieruchomości szacowana jest na 140 milionów. W kwestii wyposażenia budynku krążą legendy. Mówi się, że sama armatura ze złota do łazienek miała kosztować rosyjskiego prezydenta 62 tysiące dolarów.

    Według Białkowskiego Władimir Putin zgromadził ten majątek przede wszystkim z branży naftowej. Politolog twierdzi, że rosyjski przywódca posiada 37 proc. akcji koncernu naftowego Surgutnieftiegaz, 4,5 proc. gazowego giganta Gazprom, mówi również o udziałach w firmie Gunvor zarejestrowanej na Cyprze, która zajmuje się handlem, transportem, składowaniem towarów oraz optymalizacją w branży paliwowej. Przedstawiciele Gunvoru, która notuje przychody liczone po kilkadziesiąt miliardów rocznie zaprzeczają jednak, że Putin posiada ich akcje.

    • W kraju, gdzie 20 milionów ludzi ledwo wiąże koniec z końcem, luksusowe życie prezydenta jest bezczelne i cyniczne – mówił niegdyś rosyjski opozycjonista Boris Niemcow. Putin chcąc uciszyć pogłoski o swoim bogactwie ogłosił w kwietniu 2014, że w ciągu roku zarobił kilkanaście tys. dolarów. Z nieruchomości przyznał się do posiadania dwóch mieszkań. Bzdurami nazwał doniesienia o swoim niebotycznym bogactwie.

    Dla porównania, majątek najbogatszego człowieka na liście „Foerbsa” Billa Gatesa współzałożyciela Microsoftu szacuje się na 75 mld dolarów.

    Pupilka Putina pokochała futbol

    Ślubna obrączka na palcu kochanki Putina

    mls, Polska The Times

     

    • Prezydent Rosji Władimir Putin jest wielkim bogaczem

    22 lut, 08:03

    Oszacowali majątek Putina. To pieniądze, które trudno sobie wyobrazić

     

    Władimir Putin

    8ZOBACZ ZDJĘCIA

    Władimir Putin PhotoXpress / Zuma Press

     

    Jest jednym z najbardziej wpływowych ludzi na świecie i prawdopodobnie najbogatszym. To prezydent Rosji Władimir Putin (65 l.). Po 17 latach u władzy Putin zgromadził majątek mogący sięgać 200 mld dol. A poza tym ma do dyspozycji 58 samolotów i helikopterów, 20 pałaców i rezydencji oraz kolekcję drogich zegarków – twierdzą eksperci, którzy starają się w miarę wiernie oszacować majątek polityka.

    Putin wprawdzie w oświadczeniu majątkowym podaje swoje zarobki na stanowisku prezydenta Rosji – mają wynosić one równowartość 600 tys. zł rocznie. Ale mało kto w to wierzy.

    Według amerykańskiego biznesmena i znawcy Rosji 53-letniego Billa Browdera (jego dziadek był kiedyś szefem partii komunistycznej w USA) pieniądze Putina pochodzą z jego udziałów w państwowych spółkach wydobywczych. Lokowane są na zagranicznych kontach i w międzynarodowych funduszach. Putin ma także dostęp do specjalnych funduszy oddawanych do jego dyspozycji przez rosyjskich oligarchów.

    Jeśli rzeczywiście Putin zgromadził taką fortunę, to inni miliarderzy, w tym Bill Gates, założyciel Microsoftu, ze swoimi 85,6 mld dol., wyglądają przy nim blado. A Gates jest według magazynu Forbes najbogatszym człowiekiem świata. Tyle, że na swoją listę Forbes – jak sam podaje – nie wpisuje polityków oraz dyktatorów.