SDP ostro potępiło szkalowanie Polski


Telewizja Republika.pl

Reporterzy bez Granic zaatakowali Polskę. Ostra odpowiedź SDP!

sm

20:29 3 marca 2017

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w ostrych słowach odniosło się do apelu, który m.in. Reporterzy bez Granic skierowali do Komisji Europejskiej. W oświadczeniu SDP podkreśliło, że „z oburzeniem przyjmuje apele i działania organizacji (…) zmierzające do piętnowania Polski jako kraju, w którym ma dochodzić do szczególnych naruszeń wolności słowa”.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich z oburzeniem przyjmuje apele i działania organizacji Reporterzy bez Granic, a także wspierających ją niektórych polskich organizacji pozarządowych, zmierzające do piętnowania Polski jako kraju, w którym ma dochodzić do szczególnych naruszeń wolności słowa. Działania te polegają na wzywaniu wspólnoty międzynarodowej do drastycznych reakcji na owe rzekome naruszenia, z sankcjami uderzającymi w społeczeństwo polskie włącznie, a także dążeniu do deprecjacji naszego kraju na arenie międzynarodowej.

Nie negując, że jakość uregulowań medialnych w Polsce wciąż pozostawia wiele do życzenia, zwracamy uwagę na rażące stosowanie podwójnych standardów przez naszych kolegów po fachu z Reporterów bez Granic. Należy zaznaczyć, że organizacja ta zachowywała milczenie i nie podnosiła podobnych protestów, kiedy media publiczne w okresie rządów PO-PSL zwolniły ponad 400 pracowników, z czego bardzo wielu z nich z przyczyn politycznych. Podobnych reakcji nie wzbudziły także sytuacje, jakie dziś nie mają już miejsca: brutalne i pozaprawne naciski na prywatnych wydawców, najścia służb specjalnych na redakcje, naciskanie na zmiany niewygodnych redaktorów naczelnych prywatnych gazet, ingerencje w kapitał właścicielski.

Za akt hipokryzji należy uznać sprzeciw Reporterów bez Granic wobec wprowadzenia w Polsce unormowań zapobiegających nadmiernej koncentracji kapitału w mediach, w sytuacji kiedy tego rodzaju unormowania mają Niemcy (na poziomie federalnym) czy Francja.

SDP z wielką przykrością konstatuje, że tego rodzaju działania, piętnowanie i stygmatyzowanie Polski jako kraju niedemokratycznego, porównywanie go do państw, w których dziennikarze są mordowani czy więzieni, jest celową manipulacją o podłożu politycznym.

Zarząd Główny

Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Źródło: sdp.pl/niezalezna

Czy Polsce rozsądnie się odmieniło?


 

21:24 03 MARZEC 2017

 

Biznesmen superbohater

Polska wznowi współpracę z Rosją?

© Fotolia/ Rawpixel

GOSPODARKA

17:53 03.03.2017Krótki link

151067317

Polska jest zainteresowana współpracą gospodarczą z Rosją i przygotowuje się do wznowienia prac Rosyjsko-Polskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Gospodarczej – poinformowało dzisiaj MSZ Polski.

Dialog Polsko-Rosyjski w Warszawie

© FOTOGRAFIE OD BLOGERA PIOTR RADTKE

Dialog Polsko-Rosyjski w Warszawie

„Jesteśmy zainteresowani prowadzeniem konstruktywnego i pragmatycznego dialogu w dziedzinie gospodarki i utrzymaniem związków handlowych między polskimi i rosyjskimi przedsiębiorcami” — poinformowało biuro prasowe MSZ w odpowiedzi na zapytanie rosyjskich mediów odnośnie przyszłości stosunków dwustronnych między Polską i Rosją. „Jesteśmy gotowi do rozpoczęcia dialogu w zakresie kwestii gospodarczych w formacie Rosyjsko-Polskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Gospodarczej. Obecnie trwają wewnętrzne procedury dotyczące wyznaczenia współprzewodniczącego ze strony Polski” — podkreśliło MSZ.

Rozbijanie polskiej gospodarki morskiej


Pomoc publiczna dla niemieckich i francuskich stoczni była legalna. Dla polskich już nie, bo rząd PO uznał, iż „nie wypada” spierać się z Brukselą
wpis z dnia 1/03/2017

foto: Włodi (Flickr.com / CC by SA 2.0)

Stocznie francuskie i niemieckie, tak samo jak stocznie polskie, otrzymały swego czasu pokaźną pomoc publiczną, która pozwoliła im na przetrwanie. W odróżnieniu od stoczni polskich nie musiały jej jednak później zwracać jako nielegalnej. Rządy tych państw weszły bowiem w spór z Komisją Europejską lub też potrafiły racjonalnie uargumentować powody przyznania pomocy. Rząd Platformy uznał, że od decyzji Brukseli w zakresie polskich stoczni „nie wypada się odwoływać” (sic!).

 


Przypomnijmy – w 2008 roku Komisja Europejska uznała, że pomoc publiczna jaka w przeszłości została przyznana polskim stoczniom w Gdyni i Szczecinie, była nielegalna i musi zostać zwrócona. Ówczesny minister Skarbu Państwa (a był nim nie kto inny, jakAleksander Grad) mógł złożyć skargę o stwierdzenie nieważności decyzji KE do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, na podstawie art. 230 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską. Mógł on również wnioskować o wydanie zarządzenia tymczasowego w celu wstrzymania wykonania decyzji Komisji (art. 242 Traktatu). Możliwości takie wskazywała analiza sporządzona w czerwcu 2008 r. dla Agencji Rozwoju Przemysłu SA przez firmę doradczą KPMG.

 


Rząd Tuska podjął jednak decyzję, aby nie zaskarżać postanowienia Komisji Europejskiej, ani nie wnosić o wydanie zarządzenia tymczasowego. Minister Grad tłumaczył, iż „nie dysponował informacjami, z których można byłoby wywieść przekonujące argumenty przemawiające za zaskarżeniem decyzji Komisji”. Zeznania pozyskane przez NIK w trakcie kontroli wskazują jednak na nieco inną przyczynę braku zastosowania środka odwoławczego. Kontrolerzy NIK stwierdzili, że kierownictwo Ministerstwa Skarbu Państwa uznało decyzje KE o konieczności zwrotu pomocy publicznej (z jednoczesnym odroczeniem samego procesu egzekwowania zwrotu tejże pomocy) za decyzję, od której najzwyczajniej w świecie… „nie wypadało się odwołać” (sic!).

Podkreślam – „nie wypadało”…
W tym kontekście warto zauważyć, że od identycznej decyzji Komisji Europejskiej, nakazującej zwrot udzielonej stoczniom pomocy publicznej, odwołał się do Europejskiego Trybunału rząd Francji. Co istotne – Francja przed Trybunałem wygrała, dzięki czemu ich stocznie nie zostały zamknięte. Z kolei niemieckie stocznie nie musiały zwracać pomocy publicznej bowiem rząd federalny w Berlinie potrafił właściwie uzasadnić przed Komisją Europejską powody udzielenia takiej pomocy.
Można było? Jak widać, można! Wystarczyło chcieć…

Źródło: NIK o stoczniach (NIK.gov.pl)
Źródło: Pełen raport NIK (pdf) 

wpis z dnia 1/03/2017 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

“Ukazany bezmiar i groza ludobójstwa… poraża”


BIBUŁA.pl pismo niezależne

Recenzja książki “Bestialstwo UPA pod Lubomlem na Wołyniu”

Aktualizacja: 2017-02-8 5:11 pm

Książka „Bestialstwo UPA pod Lubomlem na Wołyniu”, autorstwa  Krzysztofa Kołtuna, jego dużym wysiłkiem i ogromnym zaangażowaniem, wydana została w końcu 2016 roku przez lubelskie Wydawnictwo Norbertinum. Stanowi zbiór 41 opowiadań-relacji świadków ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu. Tematyka wspomnień dotyczy obszaru położonego niedaleko, tuż za graniczną obecnie rzeką Bug. Opisano w niej tragiczne, wstrząsające i traumatyczne przeżycia ludzkie, przyporządkowane terytorialnie do miejsc, po często nieistniejących dzisiaj wioskach, które zniknęły z powierzchni ziemi – spalone często razem ze swoimi mieszkańcami, świątyniami i zabudowaniami. Często nawet z wykarczowanymi sadami owocowymi (zgodnie z zaleceniem prowidu OUN o bezlitosnym zacieraniu wszelkich śladów polskości na tej ziemi).

Spisane relacje można podzielić na 3 grupy: tragiczne wspomnienia naocznych świadków z okrutnej rzezi Polaków, współczesne relacje z ekshumacji i ponownych pochówków po latach, oraz znajdujemy tam także opowiadania stanowiące legendy upamiętniające zatracony klimat dawnego Wołynia z jego kulturą, wierzeniami, obyczajami i tradycjami. Jest to niezmiernie cenne, wręcz unikatowe uzupełnienie w zestawieniu z tragicznymi relacjami ludzi – mieszkańców dawnego Wołynia.

Ukazany bezmiar i groza ludobójstwa… poraża.

Współczesna pustka Wołynia, smutne ugory niegdyś uprawnych pól, ciągnące się kilometrami przy samej głównej szosie do Lubomla, dziwne kępy krzaków i chaszcze w miejscach po wymordowanych i spalonych wioskach, dają nieme wyobrażenie o bezmiarze ludzkiej tragedii.

Powszechna wiedza historyczna na temat „Rzezi Wołyńskiej” była i jest dalece niewystarczająca, ale dziś – z perspektywy minionych lat – staje się to wytłumaczalne: bezwzględna, podła i cyniczna cenzura komunistyczna okazała się w tym względzie jeszcze bardziej skuteczna niż wobec Katynia, ale też skala ukraińskiego okrucieństwa została po wielokroć przekroczona ponad wszelkie wyobrażenie.

Relacje spisane zostały w oryginalnej gwarze ludowej, stanowiącej mieszaninę językową języka polskiego w potocznej odmianie ludowej (odbiegającej od poetyckiego, literackiego języka polskiego), typowej dla Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, a także są liczne fragmenty w języku chachłackim, będącym lokalną gwarą miejscową, opartą na języku tzw. tutejszym, czyli rusińskim. Są także liczne wtrącenia w językach rosyjskim, żydowskim, czeskim i niemieckim, czyli prawie pełny przegląd mieszaniny językowej narodów zamieszkujących ówczesny Wołyń, w latach drugiej wojny światowej bestialsko zniszczony i spalony przez banderowskich zbirów. Trzeba przyznać, że w związku z tą osobliwością czytanie zaprezentowanego tekstu nastręcza pewne trudności, stanowiąc zwłaszcza dla młodego pokolenia istotną trudność językową. Dlatego korekta edytorska tego dość obszernego tekstu okazała się… dużym wyzwaniem. Przeżycia i doznania związane z czytaniem zebranych relacji stanowiły wstrząsające doświadczenie, pomimo dobrego zahartowania posiadaną wiedzą naukową o opisywanej rzezi, często już po przeczytaniu 30-40 stron tekstu stan emocjonalny niebezpiecznie dryfował na granice bezdroży obłędu.

W recenzowanej książce przywracane są do pamięci narodowej historyczne nazwy polskich wsi na Wołyniu, po których tylko czasem zostały miejsca (najczęściej jako mniejsze lub większe chaszcze), opisywane na współczesnych mapach jako uroczyska o swojsko brzmiących nazwach: Ostrówki, Wola Ostrowiecka, Jankowce, Kupracze, Terebejki, Kąty, Kokorawiec, Bliźnice, Zamostecze, Piotrówka, Przekurka, Sawosze, Binduga, Bystraki. Są także miejscowości, które stały się banderowskim pochodniom, choć utraciły bardzo wiele ze swej dawnej świetności: Kisielin, Borki, Sztuń, Czmykos, Nowiny, Rymacze, Jagodzin, Luboml. Są też przytoczone nazwy miejscowości ocalonych, ale istniejących obecnie pod zmienionymi nazwami i ze znacznie ograniczoną zabudową, takie jak na przykład: Opalin (dzisiejsza Вишнівка), Wilczy Przewóz (dzisiejsze Старовойтове), Rakowiec (dzisiejsze Приріччя). Jednocześnie trzeba podkreślić, że dokonane na tym terenie zmiany w strukturze etnicznej są ogromne! Pociągnęło to za sobą nieunikniona w takim przypadku degradację cywilizacyjną – ziemie dotychczas rozwijające się gospodarczo, stały się swoistą pustynią. Zmiany były nieporównywalnie większe niż w jakimkolwiek innym regionie Polski dotkniętej gehenną drugiej wojny światowej.

Relacje są autentycznymi przywołaniami historii, często występują powtórzenia wobec poszczególnych wsi – pokazane z różnej perspektywy kilku świadków, bo trzeba wskazać, że na szczęście przeżyli świadkowie tego bezprzykładnego ludobójstwa, którzy zechcieli dać świadectwo prawdzie, mimo traumy wspomnień tkwiących pod powiekami i w głębi umysłu oraz duszy. Podobnie osobliwe są tytuły każdej relacji, jak wyjątkowy i niepowtarzalny jest każdy człowiek, tak jak różni byli ludzie doświadczający przeżyć – zapierających oddech i odbierających zmysły. W zależności od ogromu doznanych przeżyć oraz od indywidualnych predyspozycji osobowych, poszczególni świadkowie różnie opisują swoje przeżycia, jedne są lakonicznym przekazem przeżytych zdarzeń, a inne są szczegółową i często bardzo emocjonalną relacją z widzianego na własne oczy bestialstwa zwyrodniałych sadystycznych zbrodniarzy.

Smutną prawdą jest to, że o polskim Wołyniu ciągle trzeba przypominać. Przypominać i pamiętać, bo niewinne ofiary naszych Rodaków potrzebują szczerego wspomnienia – tak samo jak potrzebują uczciwego upamiętnienia i… w większości przypadków – godnego pochówku. Natomiast niezbywalnym obowiązkiem żyjących potomnych jest, by pamiętać, kultywować i przekazywać kolejnym pokoleniom tę tragiczną pamięć, pozostawiając kwestię wybaczenia komu innemu – na sądzie ostatecznym.

Jacek Jarosław GAJ
ppłk rez. dr inż.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Za: isakowicz.pl (8 lutego 2017)

Idą nas oskubać


Warszawska Gazeta

IDĄ PO POLSKI MAJĄTEK! NIEMCY JUŻ DOSTAJĄ PIENIĄDZE, UKRAIŃCY SZYKUJĄ POZWY, ŻYDZI LOBBUJĄ WYRÓŻNIONY

  • 02 Mar 2017
  • Napisane przez  fit

fot: pixabay,comfot: pixabay,com

Polskie sądy coraz częściej przyznają odszkodowania dla obywateli Niemiec za majątki pozostawione w Polsce przez ich przodków. Istnieje uzasadniona obawa, że z podobnymi roszczeniami zaczną występować także spadkobiercy innych mniejszości narodowych, które kiedyś zamieszkiwały Polskę – piszą na łamach najnowszego numeru tygodnika Warszawska Gazeta dr Leszek Pietrzak.

Pierwsza fala roszczeń

Według informacji podanych przez Sąd Okręgowy w Olsztynie na jego wokandzie jest obecnie 20 spraw wniesionych przez obywateli Niemiec, których przodkowie zamieszkiwali kiedyś na terenie Warmii i Mazur. W pozwach tych domagają się oni odszkodowania, ponieważ, jak stwierdzają, polskie władze zmusiły ich przodków do zrzeczenia się majątku, zanim opuścili nasz kraj. Chodzi głównie o budynki, ziemię rolną, a także działki leśne, które były ich własnością, a które potem przejął polski Skarb Państwa. Twierdzą również, że do tej pory nie otrzymali z tego tytułu żadnego odszkodowania, chociaż takie miały im zostać wypłacone przez stronę niemiecką. I właśnie teraz postanowili dochodzić odszkodowania przed polskimi sądami. Te z kolei wcześniej czy później zasądzają im takie odszkodowanie. W grudniu ub.r. olsztyński sąd zasądził m.in. kwotę 670 tys. zł odszkodowania dla spadkobiercy rodziny Warmiaków, która w latach 70. wyjechała do Niemiec, pozostawiając w Polsce 40-hektarowe gospodarstwo rolne oraz 10-hektarową działkę leśną. Wydane przez Sąd Okręgowy w Olsztynie orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne i dotyczy jedynie części zgłoszonego przez spadkobiercę rodziny Warmiaków roszczenia. Toczą się jeszcze postępowania administracyjne odnośnie części nieruchomości wskazanej w roszczeniu i dlatego olsztyński sąd nie mógł wydać wyroku obejmującego całość tego pozwu. Na rozstrzygnięcie olsztyńskiego sądu czekają też inne pozwy niemieckich obywateli, których przodkowie zamieszkiwali na Mazurach. Jest jednak kwestią czasu, kiedy i one zostanę pozytywnie rozpatrzone przez olsztyński sąd.

Bardzo możliwe, że Sąd Okręgowy w Olsztynie zdoła w tym roku rozpatrzyć co najmniej kilka z nich i na pewno zapadnie w nich rozstrzygniecie podobne do tego, jakie wydane zostało w sprawie nieruchomości pozostawionych przez rodzinę Warmiaków. Krótko mówiąc, Skarb Państwa, czyli my wszyscy, zapłacimy im odszkodowanie. Pewne jest jedno: Polska będzie musiała w najbliższych latach zabezpieczyć dodatkowe pieniądze na wypłatę odszkodowań dla niemieckich obywateli, których przodkowie zamieszkiwali kiedyś Polsce. Liczba zgłaszanych przez nich pozwów rośnie. Od 2012 r. sądy cywilne na Warmii, Mazurach, Pomorzu i Dolnym Śląsku odnotowują systematyczny wzrost spraw, w których przedmiotem są roszczenia z tytułu pozostawionego w Polsce majątku. Spadkobiercy dawnych niemieckich właścicieli, którzy składają do polskich sądów takie pozwy, twierdzą, że przed wyjazdem do Niemiec ówczesne polskie władze zmuszały ich przodków do zrzekania się swoich majątków. Nagminnie oświadczają również, że ich rodziny nigdy nie otrzymały z tego tytułu odszkodowania. Pamiętajmy: przesiedlenia te odbywały się dobrowolnie i były częścią umowy międzypaństwowej. Fakt, że dziś możliwe jest windykowanie roszczeń, wynika z niedbalstwa władz PRL-u i późniejszych rządów, które nie uregulowały sprawy.

Kolejny atak marksizmu kulturowego w teatrze



 

3 marca 2017

NEon24.pl

 

142 posty354 komentarze152583 odsłon

Co nam niesie los?

Docent zza morza – Ostrzegam – powielanie kremlowskich majaków akceptuję tylko z dopiskiem „jako rosyjski agent wpływu” – inaczej wypad. O ich metodach, chwytach i argumentach – patrz: http://prognozydocenta.salon24.pl/630598,jak-sobie-radzic-z-ruskim-trollem

KULTURA 03.03.2017 17:289 komentarzy

Kolejny atak marksizmu kulturowego w teatrze

 

Perfidne ataki na nasze wartości i świętości nie są „incydentami”, ale wyrafinowaną i dobrze przemyślaną strategią.

Postanowiłem i ja dorzucić swój kamyczek do toczącej się dyskusji, bo właśnie dotarłem do artykułów na temat spektaklu Klątwa opublikowanych w ostatnim numerze „W sieci” (nr 9/2017).

I chociaż Bronisław Wildsten – wydawać by się mogło – śmiało łączy przekaz tej inscenizacji z panującą ideologią poprawności politycznej, czyli atakiem na tradycyjną kulturę i jej wartości, a Piotr Zaremba w swej recenzji przytacza cały szereg bulwersujących przykładów – to jednak żaden z nich nie odważa się nazwać rzeczy po imieniu (bo zapewne są świadomi potęgi NWO oraz skali wpływów jego ludzi w polskiej sferze publicznej).

I tradycyjnie – postawienie „kropki nad i”-

wymaga perspektywy co najmniej „zza morza”… 😉

Bo podobnie jak pozostałe kraje cywilizacji białego człowieka, jesteśmy dziś celem wyrafinowanego ataku mającego zohydzić nam własne korzenie, tradycje i wartości – tak, abyśmy w decydującej chwili nie mieli do nich serca ani ochoty do ich obrony…

A spektakl ten po prostu wpisuje się w wieloletnią tradycję atakowania i plugawienia rzeczy drogich sercu Polaka – myślicie, że wygłupy „kupy” Wojewódzkiego i ostentacyjne wkładanie polskiej flagi w psie odchody, to był przypadek? A oskarżanieAK o antysemityzm, czy zrównanie patriotyzmu z rasizmem u Michnika – to jedynie „wypadki przy pracy”? A we wcześniejszych obrazoburczych inscenizacjach w Teatrze Starym w Krakowie, czy w Teatrze Polskim we Wrocławiu to chodziło głównie o „prawo do wolności artystycznej”?

Gdybyż tylko tak było… to pal sześć – bo „każdemu przytrafia się niekiedy przekroczyć granice dobrego smaku”, prawda?

Otóż nie – bo tu nie chodzi o kreację artystyczną ani o swobodę wypowiedzi.

Mam wrażenie, że wśród polskiej inteligencji dosyć słabe jest obecnie rozumienie skali zagrożeń wynikających ze strony wrednych i podstępnych ataków marksizmu kulturowego.

A przecież doświadczamy ich efektów na codzień – od podjazdowej walki z katolicyzmem i Kościołem, poprzez lansowanie homoseksualizmu oraz idelogii gender, poprzez promowanie masowej migracji muzułmanów do Europy i dalsze okrawanie suwerenności państw unijnych, aż po osłabianie roli rodziny oraz wszelkich więzi społecznych – bo unicestwienie lokalnych kultur oraz będących ich emanacją państw narodowych jest przecież jego celem, by mógł wreszcie powstać Nowy Porządek Świata (NWO) pod kontrolą banksterskiej międzynarodówki – z jednym rządem światowym, jedną religią oraz jedną walutą.

A główna oś sporu Warszawy z Brukselą też ma wymiar ideologiczny – bo rząd Zjednoczonej Prawicy usilnie dziś dąży do „odkręcenia” tego wszystkiego, co brukselska politpoprawność usiłowała u nas zainstalować. A „niepojęte” harce Timmermansa wokół rzekomych „zagrożeń dla praworządności” to przecież tylko zasłona dymna… bo przecież „każdą wojnę prowadzi się podstępnie”.

I znowu dochodzi u nas do tradycyjnego sporu obozu patriotycznego: PIS – z partią zagranicy:PO & PO+ – bo formy konfliktów mogą się zmieniać, ale polska racja stanu jest niezmienna.

A marksizm kulturowy powstał w latach 20. ub. wieku, by od środka rozłożyć skutecznie opierający się wtedy propagandzie bolszewickiej „Zachód”, ułatwiając przyszłe zwycięstwo„światowej rewolucji”.

Polski rząd zaproponuje kandydaturę Saryusza-Wolskiego na Szefa PE


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

3 marca 2017

Gazeta Polska | Nowe Państwo | Gazeta Polska Codziennie | VOD

 

​Po tej wiadomości Tuskowi skoczy ciśnienie. Chodzi o Saryusz-Wolskiego

Dodano: 03.03.2017 [20:25]

​Po tej wiadomości Tuskowi skoczy ciśnienie. Chodzi o Saryusz-Wolskiego - niezalezna.pl

foto: Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

– Sądzę, że polski rząd zgłosi kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego na stanowisko szefa Rady Europejskiej – powiedział eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości oraz wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki. – Myślę, że od tej decyzji dzielą nas dni, a może godziny – dodał.
Jak podkreślił Czarnecki w TVN24, „Jacek Saryusz-Wolski ma wszelkie kwalifikacje, ma duże doświadczenie”. – Myślę, że będzie kandydatem – powiedział europoseł, pytany o doniesienia medialne na temat możliwość zastąpienia kandydatury obecnego szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska przez eurodeputowanego PO.
Natomiast zapytany, czy polski rząd zgłosi kandydaturę Jacka Saryusz-Wolskiego na stanowisko szefa Rady Europejskiej europoseł odparł: „Jak sądzę, tak”. Na pytanie, kiedy to się stanie powiedział: „Myślę od tej decyzji dzielą nas dni, a może godziny”.
CZYTAJ WIĘCEJ: Saryusz-Wolski przerywa milczenie. Jego wpis lepszy niż tysiąc słów!
Według poniedziałkowych informacji brytyjskiego dziennika „Financial Times” premier Beata Szydło sonduje inne kraje Unii Europejskiej w sprawie możliwości zastąpienia Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej przez eurodeputowanego PO Jacka Saryusz-Wolskiego.
Doniesienia dziennika wywołały dyskusję polityczną w Polsce. Wicemarszałek senatu Adam Bielan komentował je stwierdzeniem, że „nie potwierdza, nie zaprzecza”, natomiast „trudno od Polski oczekiwać, że będziemy wspierać kandydata (Tuska – red.), który nie chce utrzymywać dobrych relacji z naszym rządem”. Prezes PiS Jarosław Kaczyński zaznaczył z kolei, że Tusk „łamie elementarne zasady UE”, zatem nie może być przewodniczącym Rady Europejskiej i „w żadnym razie nie może liczyć na poparcie PiS i brak sprzeciwu”.
CZYTAJ WIĘCEJ: Nowe przecieki ws. Tuska! Jeszcze wszystko może się wydarzyć

Autor: plk

Źródło: niezalezna.pl, PAP, TVN24

Jeszcze trochę a powiadomią nas, że to Putin stworzył sobie rząd w Waszyngtonie


 

JEFF SESSIONS ODPIERA ZARZUTY WS. KONTAKÓW ROSYJSKIMI WŁADZAMI

ŚWIAT

Dzisiaj, 3 marca (05:58)

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Jeff Sessions po raz kolejny podkreślił w czwartek, że nie rozmawiał z przedstawicielami rosyjskich władz o ubiegłorocznej kampanii wyborczej w USA. Prezydent Donald Trump zapewnił, że „darzy swojego ministra sprawiedliwości Jeffa Sessionsa całkowitym zaufaniem”.

Jeff Sessions /MICHAEL REYNOLDS    /PAP/EPA

Jeff Sessions /MICHAEL REYNOLDS /PAP/EPA

Minister sprawiedliwości, któremu podlega m.in. Federalne Biuro Śledcze, zapowiedział, że wyłączy się z jakichkolwiek prowadzonych obecnie i ewentualnych przyszłych dochodzeń w sprawie mieszania się Rosji w amerykański proces wyborczy i kontaktów otoczenia Donalda Trumpa z władzami Rosji.

Wcześniej prezydent Trump, podczas rozmowy z reporterami na pokładzie nowego lotniskowca amerykańskiej marynarki wojennej USS „Gerald R. Ford”, podkreślił że darzy swojego ministra sprawiedliwości Jeffa Sessionsa „całkowitym zaufaniem”.

Jeff Sessions był pierwszym senatorem Partii Republikańskiej, który poparł w ubiegłym roku starania Trumpa o uzyskanie nominacji GOP w wyborach prezydenckich.

Minister zwołał konferencję prasową po tym jak dziennik „Washington Post” poinformował, że Jeff Sessions podczas posiedzenia senackiej komisji sprawiedliwości, kiedy ważyły się losy jego nominacji na ministra sprawiedliwości, zeznając pod przysięgą, powiedział, że w czasie kampanii wyborczej nie miał kontaktów z rosyjskimi władzami.

Rewelacje dziennika „Washington Post”, który wcześniej doprowadził podobnymi zarzutami do dymisji gen. Michaela Flynna ze stanowiska doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, przyczyniły się do przekonania przywódców Demokratów w Kongresie, że Sessions powinien zrezygnować ze swojego stanowiska.

Minister sprawiedliwości przyznał podczas czwartkowej konferencji prasowej, że dwukrotnie, kiedy jeszcze nie był ministrem sprawiedliwości, ale senatorem reprezentującym z ramienia Partii Republikańskiej stan Alabama i doradcą sztabu wyborczego Donalda Trumpa, spotkał się z ambasadorem Federacji Rosyjskiej w USA Siergiejem Kislakiem.

Sessions, którego nominacja na ministra sprawiedliwości wzbudziła ostre protesty Demokratów, wyjaśnił, że jego rozmowy z Kislakiem nie dotyczyły amerykańskiej kampanii wyborczej. Dlatego podczas składnia zeznań przed senacką komisją sprawiedliwości odpowiedział, że nie miał kontaktów z przedstawicielami rosyjskich władz, ponieważ myślał, że pytanie dotyczy „kontaktów z władzami Rosji w sprawie kampanii wyborczej”.

„Powinienem powiedzieć, że nie rozmawiałem z przedstawicielami Rosji o kampanii wyborczej, ale – tak – dwukrotnie spotkałem się z ambasadorem Rosji” – tłumaczył minister sprawiedliwości.

Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski (PAP)

PAP

RZECZNICZKA MSZ ROSJI OSTRO O DNIU "ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH"


 

 

RMF: RZECZNICZKA MSZ ROSJI OSTRO O DNIU „ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH”

ŚWIAT

Dzisiaj, 3 marca (10:54)

​Obchody Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” to – zdaniem rosyjskiego MSZ – antyrosyjskie święto. Rzecznik MSZ Marija Zacharowa radzi żołnierzom USA poświęcać się bardziej moralnemu wychowaniu, a nie udziałowi w takich akcjach.

Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych /Leszek Szymański /PAP

Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych /Leszek Szymański /PAP

Zdaniem Zacharowej, tak zwani „Żołnierze Wyklęci” mieli strzelać w plecy żołnierzom sowieckiej armii, walczącej z brunatną zarazą. Zacharowa napisała, że według niej „wątpliwe święto” nosi antyrosyjski charakter –  informuje moskiewski korespondent RMF FM Przemysław Marzec.

 

Udział żołnierzy USA w obchodach w Polsce rzuca cień na historię wspólnej walki ZSRR i USA z nazizmem – twierdzi przedstawicielka rosyjskiego MSZ.

Andrzej Duda: Pamięć o Żołnierzach Wyklętych umacnia wolę trwania przy najważniejszych wartościach

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” w Polsce jest obchodzony 1 marca. -„Pamięć o Żołnierzach Wyklętych umacnia w Polakach wolę trwania przy najważniejszych dla nich wartościach: wolność i honor, solidarność i poświęcenie dla sprawy narodowej” – napisał prezydent Andrzej Duda w liście do uczestników tegorocznych uroczystości.
„Heroiczna walka Żołnierzy Wyklętych była kolejnym aktem w dziejowym dramacie zmagań o wolną Polskę. Wobec braku realnych szans powodzenia i nadziei na zmianę położenia politycznego kraju jej dramatyzm przypomina sytuację znaną z historii powstańców styczniowych – napisał prezydent w „liście do uczestników uroczystości upamiętniających bohaterów powstania antykomunistycznego”.

Podkreślił, że niezłomna postawa tych ostatnich obrońców suwerennej Rzeczypospolitej jednoznacznie wskazuje na najważniejsze dla naszego narodu wartości, które my, Polacy, cenimy wyżej niż własne życie: wolność i honor, solidarność z bliźnimi i poświęcenie dla sprawy narodowej”. Duda wyraził przekonanie, że pamięć o Żołnierzach Wyklętych umacnia w nas, Polakach, wolę trwania przy tych wartościach.
„Składam dzisiaj hołd bohaterom powstania antykomunistycznego. Chcę także docenić wysiłki osób, środowisk i instytucji, które upowszechniają znajomość tego ważnego rozdziału historii najnowszej Polski. Wierzę, że ta praca buduje ducha patriotycznego Polaków i przyczynia się do zapewnienia pomyślnej, bezpiecznej przyszłości Ojczyzny. Cześć i chwała bohaterom!” – napisał prezydent.

(ph)

Przemysław Marzec

Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych (TV Interia)

Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych (TV Interia) TV Interia

RMF FM/PAP

Jest wyrok w sprawie napaści na prezydenta Bronisława Komorowskiego w Toruniu


TVN24

Jest wyrok w sprawie napaści na prezydenta Bronisława Komorowskiego w Toruniu

03 marca 2017

Tłumaczył, że chciał wręczyć prezydentowi ulotki antyaborcyjne Zapadł wyrok w sprawie napaści na prezydenta Bronisława Komorowskiego w Toruniu. Chodzi o incydent z kampanii wyborczej. To wtedy 35-latek z ręką podniesioną do góry podbiegł do prezydenta. Sąd skazał go na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Przed toruńskim sądem zakończył się proces w sprawie ataku na prezydenta Bronisława Komorowskiego. Do zdarzenia doszło w ostatnim dniu prezydenckiej kampanii wyborczej. Według prokuratury 35-letni Remigiusz D. usiłował dokonać czynnej napaści na prezydenta. Mężczyźnie groziło nawet 5 lat więzienia. Dziś usłyszał wyrok. Rzucił się na prezydenta Komorowskiego. Stanął przed sądem Odpowiada za… czytaj dalej » Sąd skazał D. na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Ponadto mężczyzna ma przeprosić Komorowskiego. Chciał jedynie zaprezentować prezydentowi materiały dotyczące walki z aborcją Do incydentu doszło 22 maja 2015 r. na Rynku Staromiejskim w Toruniu przed i w czasie wiecu poparcia dla urzędującego wówczas prezydenta na dziedzińcu Ratusza Staromiejskiego. Kiedy Bronisław Komorowski wyszedł z limuzyny, próbował się na niego rzucić mężczyzna. Natychmiast zareagowali oficerowie BOR, którzy odciągnęli napastnika. Mężczyzna jeszcze tego samego dnia usłyszał zarzuty usiłowania czynnej napaści na prezydenta, za które grozi do 5 lat więzienia. Jak informowała wówczas prokuratura, mężczyzna nie przyznał się do winy. Złożył wyjaśnienia, z których wynika, że chciał jedynie zaprezentować prezydentowi materiały dotyczące walki z aborcją. Wobec mężczyzny zastosowano dozór policji i poręczenie majątkowe. Wideo: tvn24 Prokuratura o zarzutach dla Remigiusza D. Był wcześniej notowany Remigiusz D. to 34-letni mieszkaniec Torunia. Według policji podczas zatrzymania był bardzo pobudzony, szarpał się z policjantami, jednego z nich uderzył. Mężczyzna był wielokrotnie notowany przez policję: ostatnio w 2007 r. w związku z udziałem w bójce i pobiciu, a wcześniej za groźby karalne, naruszenie nietykalności cielesnej, włamanie i uszkodzenie mienia.   Wideo: tvn24 Kolejny incydent na wiecu w Toruniu. Mężczyznę obezwładnił BOR

Autor: aa/jb /

Źródło: TVN24 Pomorze

(http://www.tvn24.pl)

Dwa lata więzienia za ujawnienie zdjęć agenta Tomka nad walizką pełną pieniędzy


TVN24 NA ŻYWO

Dwa lata więzienia za ujawnienie zdjęć agenta Tomka nad walizką pełną pieniędzy

03 marca 2017

Chodzi o zdjęcia byłego agenta Tomasza Kaczmarka (archiwum, „Polska i świat”, 03.12.2012) Dwaj byli funkcjonariusze CBA zostali skazani na dwa lata więzienia w zawieszeniu i grzywnę za ujawnienie w 2012 r. mediom informacji niejawnych Biura, w tym zdjęć agenta Tomasza Kaczmarka nad walizką pieniędzy. Trzeciego byłego funkcjonariusza uniewinniono. Taki nieprawomocny wyrok wydał w czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie – ustaliła PAP. Śledztwo w sprawie działań „agenta Tomka” umorzone „Z braku znamion… czytaj dalej » Robert J., Czesław B. i Adam K. zostali oskarżeni o to, że w 2012 r. ujawnili „nieuprawnionym osobom”, czyli dziennikarzom, „tajne” i „ściśle tajne” informacje dotyczące między innymi czynności operacyjno-rozpoznawczych CBA oraz udostępnili fotografie funkcjonariuszy Biura w trakcie tych czynności. Robert J. i Czesław B. oskarżeni zostali także o niedopełnienie obowiązków służbowych przez to, że przez kilka lat przechowywali treści niejawne na niecertyfikowanych nośnikach. Agent Tomek nad walizką pieniędzy W 2012 r. „Gazeta Wyborcza” i Gazeta.pl pisały o możliwym podszywaniu się agentów CBA pod dziennikarzy. Ujawniły też zdjęcie „agenta Tomka” nad walizką pieniędzy użytych do jednej z operacji specjalnych Biura. Jak podała w piątek sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, rzeczniczka SO ds. karnych, Robert J. i Czesław B. zostali uznani za winnych tego, że działając wspólnie ujawnili bezprawnie dziennikarzom informacje niejawne dotyczące m.in. czynności operacyjno-rozpoznawczych CBA, wytwarzania i posługiwania się tzw. dokumentami legalizacyjnymi i udostępnili fotografie obrazujące funkcjonariuszy CBA w trakcie czynności operacyjno-rozpoznawczych. Uznano ich też za winnych działania na szkodę służby specjalnej w ten sposób, że przechowywali – także po zakończeniu służby w CBA – „ściśle tajne” informacje na nieposiadających wymaganego certyfikatu bezpieczeństwa prywatnych nośnikach danych, choć wiedzieli, że dane mogące zidentyfikować funkcjonariuszy uprawnionych do czynności operacyjno-rozpoznawczych są chronione bez względu na upływ czasu. Dwa lata więzienia Sąd orzekł wobec Roberta J. karę łączną dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat, pięciu tysięcy zł grzywny oraz środek karny w postaci zakazu wykonywania zawodu funkcjonariusza ochrony bezpieczeństwa publicznego na dwa lata. Czesława B. skazano na karę łączną dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat, sześciu tysięcy zł grzywny oraz orzeczono dwa lata zakazu wykonywania funkcjonariusza ochrony bezpieczeństwa publicznego. Oskarżonego Adama K. sąd uniewinnił od podobnych zarzutów. Rzeczniczka SO nie podała uzasadnienia wyroku. Proces ten toczył się od kwietnia 2015 r. z wyłączeniem jawności. Akt oskarżenia skierowała Prokuratura Okręgowa w Lublinie.

Autor: mw//rzw/jb /

Źródło: PAP

(http://www.tvn24.pl)

Były prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie straci immunitet i trafi do aresztu?


 

PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

Były prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie straci immunitet i trafi do aresztu? Jest wniosek prokuratury

ostatnia aktualizacja:03.03.2017 12:45

Prokuratura Regionalna w Rzeszowie wystąpiła z wnioskiem o uchylenie immunitetu byłemu prezesowi Sądu Apelacyjnego w Krakowie oraz o zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie – poinformowała Prokuratura Krajowa.

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjneFoto: shutterstock.com

  • Wniosek został skierowany do pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, który następnie wyznaczy jeden z sądów apelacyjnych do rozpoznania wniosku – wyjaśnił naczelnik Wydziału ds. Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie prok. Grzegorz Zarański.
    Dodał, że dopiero uchylenie immunitetu otworzy prokuraturze drogę do postawienia zarzutów b. prezesowi.

Grzegorz Zarański Wniosek został skierowany do pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, który następnie wyznaczy jeden z sądów apelacyjnych do rozpoznania wniosku

Prokuratura w oparciu o zebrane dowody chce postawić b. prezesowi SA w Krakowie Krzysztofowi Sobierajskiemu zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przyjęcia korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 376 tys. 300 złotych, a także uczestniczenia w tzw. praniu brudnych pieniędzy i przekroczenia uprawnień związanych z pełnioną przez siebie funkcją.

TVP Info
Zarański poinformował, że za te czyny kodeks karny przewiduje do 10 lat pozbawienia wolności.

Śledztwo ws. korupcji
Wniosek o uchylenie sędziemu immunitetu ma związek z prowadzonym przez rzeszowską prokuraturę regionalną śledztwem dotyczącym przywłaszczenia co najmniej 17 mln zł na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie.
16 grudnia 2016 r. minister sprawiedliwości odsunął w związku ze sprawą Sobierajskiego od czynności służbowych. Podawano wówczas, że z ustaleń śledczych wynika, iż mógł on „dokonać czynów przestępczych, godzących w powagę sądu i istotne interesy służby oraz podważających społeczne zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości”

Kilka dni później prezes podał się do dymisji, oświadczając, że informacje o tym, iż mógł wiedzieć lub mieć związek z procederem, są nieprawdziwe. W oświadczeniu stwierdził m.in.: „Nie dopuściłem się żadnych działań przestępczych, nie mam nic do ukrycia i jestem zdeterminowany do obrony swojego dobrego imienia”.
Podkreślił także, że wypowiedzi m.in. ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz informacje zawarte w komunikatach resortu i prokuratury odbiera jako personalny atak na siebie i „pretekst do przeprowadzenia kolejnego zamachu na niezależne sądownictwo”.

Zawieszenie w obowiązkach
W styczniu br. SA w Łodzi, po wysłuchaniu Sobierajskiego i zapoznaniu się z materiałami nadesłanymi przez Prokuraturę Regionalną w Rzeszowie, podjął decyzję o dalszym zawieszeniu sędziego w wykonywaniu obowiązków do 12 kwietnia.
Dotychczas w śledztwie dot. korupcji w SA w Krakowie zarzuty postawiono ośmiu osobom, w tym pięciu w grudniu ub. roku. Są to: dyrektor SA w Krakowie Andrzej P., główna księgowa SA w Krakowie Marta K., dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcin B. oraz dwie osoby reprezentujące podmioty gospodarcze, które miały wykonywać fikcyjne usługi na rzecz sądu – Katarzyna N. i Jarosław T. Wszyscy oni przebywają w aresztach.

TVP Info

W lutym zarzuty w tej sprawie postawiono trzem kolejnym biznesmenom. Dwóch z nich: Michał Ch. i Dariusz H. zostało aresztowanych. Wobec trzeciego – Tomasza D. prokuratura zastosowała poręczenie majątkowe w wysokości 100 tys. zł i zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu.
Prokuratura zarzuca wszystkim udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przywłaszczenie pieniędzy na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Zarzuty dotyczą również czynów o charakterze korupcyjnym. 

Według ustaleń grupa działała co najmniej od stycznia 2013 roku do listopada 2016 roku w Krakowie oraz w innych miejscowościach. Na jej czele stał Andrzej P., dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Sieć powiązań
Dotychczasowe ustalenia wskazują, że w ostatnich kilku latach wokół SA stworzono sieć wielu firm powiązanych kapitałowo, towarzysko i rodzinnie z dyrektorem SA oraz dyrektorem Centrum Zakupów dla Sądownictwa, realizujących głównie fikcyjne zamówienia na świadczenie usług, analizy i opracowania.
„Nie ma dowodów, że analizy i opracowania w ogóle powstały. W Sądzie Apelacyjnym w Krakowie brak jakichkolwiek dokumentów, które potwierdzałyby realizację zawartych umów” – podawało w ubiegłym roku CBA.
Według ustaleń SA w Krakowie zawierał z zewnętrznymi firmami liczne umowy o świadczenie fikcyjnych usług. Firmy te zlecały następnie zamówione przez SA usługi pracownikom tego sądu, w tym jego ówczesnemu prezesowi. Miało się to dziać w latach 2013-16.

Materiał dowodowy
Z materiału dowodowego, w tym m.in. zeznań świadków, wynika, że umowy, opiewające zwykle na 8 tys. zł, miały charakter fikcyjny, a były prezes przyjmował pieniądze, ale nie wykonywał zleceń. Nie informował też Ministerstwa Sprawiedliwości, że podejmuje dodatkowe prace zarobkowe, nie wykazywał też dodatkowych zarobków w oświadczeniach majątkowych.
Według PK z pozyskanych dowodów wynika, że również w sądach, w których przeprowadzono przeszukania pod koniec grudnia, mogły mieć miejsce nieprawidłowości w zakresie zlecania usług podmiotom zewnętrznym, występującym jako kontrahenci krakowskiego SA.
„Poważne wątpliwości budzą opiewające na kilkaset tysięcy złotych umowy o dzieło zawierane przez Prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie z zewnętrznymi kontrahentami tegoż sądu” – informowała 28 grudnia PK.
Sprawa ma charakter rozwojowy.

koz

Przepisy dotyczące wyboru prezesa Sądu Najwyższego są niekonstytucyjne



 

 

PolskieRadio.pl JedynkaSygnały dnia

Arkadiusz Mularczyk: przepisy dotyczące wyboru prezesa Sądu Najwyższego są niekonstytucyjne

ostatnia aktualizacja:03.03.2017 08:15

  • Nie może być sytuacji, w której jakakolwiek instytucja publiczna działa na podstawie przepisów, które nie są nigdzie publikowane – stwierdził w „Sygnałach dnia” poseł Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusz Mularczyk.

 

  • Arkadiusz Mularczyk: jeżeli ktoś podważa zasady państwa prawa w kraju, to powinien też sprawdzić, czy na własnym podwórku wszystko jest poukładane (Sygnały dnia)

Do Trybunału Konstytucyjnego wpłynął wniosek o stwierdzenie zgodności przepisów, na podstawie których została powołana na funkcję pierwsza prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf.

  • Sąd Najwyższy nie może mieć jakichś wewnętrznych regulacji, które nie są transparentne i jawne, bo to nie jest zasada demokratycznego państwa prawnego. Potem mamy sytuację, że na podstawie niejawnych reguł przedstawia się dwóch kandydatów, na podstawie których obliguje się prezydenta do powołania jednego z nich na stanowisko prezesa Sądu Najwyższego. Te obecne przepisy są niekonstytucyjne. Te regulacje powinny być opisane w ustawie, a nie w wewnętrznych regulaminach – stwierdził Mularczyk.

Poseł PiS dodał, że Sąd Najwyższy, kontrolując konstytucyjność, sam nie dostrzegł, że działa na podstawie przepisów, które budzą poważne wątpliwości co do zgodności z konstytucją. – O to też mam pretensje do pani Gersdorf. Jeżeli ktoś podważa zasady państwa prawa w kraju, to powinien też sprawdzić, czy na własnym podwórku wszystko jest poukładane. Jak widzimy, tak nie jest. Pani prezes powinna być zadowolona z faktu, że Trybunał pochyli się nad tymi procedurami i wyjaśni, czy one odpowiadają konstytucji, czy też nie. Jestem przekonany, że jeśli Trybunał Konstytucyjny potencjalnie uzna niekonstytucyjność wyboru pierwszego prezesa, to nie będzie miało negatywnych skutków dla obywateli – powiedział Mularczyk.

Długie ręce SB



PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

Media: Krzysztof Penderecki wykorzystywany operacyjnie przez SB

ostatnia aktualizacja:03.03.2017 14:56

  • Krzysztof Penderecki, jeden z najsłynniejszych polskich kompozytorów współczesnych, miał być wykorzystywany przez Służbę Bezpieczeństwa ze względu na swoje częste wyjazdy zagraniczne – podał w piątek portal niezależna.pl. Do dokumentów dotarł dziennikarz śledczy „Gazety Polskiej”.

Krzysztof Penderecki

Krzysztof PendereckiFoto: Akumiszcza/Wikimedia Commons

„Dziennikarz śledczy Gazety Polskiej Piotr Nisztor opublikował na Twitterze dokumenty, z których wynika, że Krzysztof Penderecki był wykorzystywany przez Służbę Bezpieczeństwa ze względu na swoje częste wyjazdy zagraniczne” – napisano na stronie niezależna.pl. 

Zobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

Piotr Nisztor @PNisztor

K.Penderecki, Chopin XXw., wykorzystywany przez SB ze wzgledu na czeste wyjazdy zagraniczne. Dlatego niektorzy nie chca ujawnienia zbioru Z

12:31 – 3 mar 2017

  • 6969 podanych dalej

  • 9595 polubień

  • Jak informuje portal „z notatki podpisanej przez zastępcę naczelnika wydziału C KWMO w Krakowie wynika, że Penderecki był wykorzystywany operacyjnie ze względu na swoje częste wyjazdy za granicę”. 

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    Piotr Nisztor @PNisztor

    K.Penderecki mial teczke KO wywiadu PRL ale byl tez wykorzystywany przez Wydzial II KWMO w Krakowie. Nie ma jednak teczki pracy…

    14:42 – 3 mar 2017

  • 66 podanych dalej

  • 1111 polubień

  • Pod koniec stycznia IPN opublikował wykaz 6 467 jednostek archiwalnych, które w 2016 r. zostały wyłączone z tzw. zbioru zastrzeżonego. Wśród dokumentów są materiały dotyczące Ryszarda Kuklińskiego i tzw. nielegałów, czyli oficerów SB podszywających się pod inne osoby. 

    dcz

    Zdjęcie pochodzące z włości HGW


     

    To zdjęcie miało uderzyć w PiS. W rzeczywistości obciąża Gronkiewicz-Waltz. Kulisy medialnej manipulacji

    To zdjęcie miało uderzyć w PiS. W rzeczywistości obciąża Gronkiewicz-Waltz. Kulisy medialnej manipulacji - niezalezna.pl

    foto: Kamil Łapiński/facebook.com

    Zdjęcie wiewiórki na pniu drzewa obiegło lewicowe media. Ma być symbolem „brutalnej” ustawy pozwalającej na wycinkę drzew na prywatnych posesjach. Okazuje się, że pochodzi z Parku Szczęśliwickiego w Warszawie. A ten znajduje się pod zarządem prezydent stolicy, a to właśnie Hanna Gronkiewicz Waltz zarządziła tam w 2016 r. wycinkę – pod parking dla mieszkańców apartamentowca.
    Z doniesień na Facebooku wiadomo, że ten symboliczny obrazek uchwycił w parku Szczęśliwickim Kamil Łapiński. Nie jest napisane, gdzie dokładnie zostało zrobione i kiedy. W komentarzach pojawiają się sugestie, że to efekt ustawy o wycince drzew, która weszła w życie wraz z początkiem tego roku. To nie prawda.
    – Drzewa nikt nie wyciął – zastrzega w rozmowie z tvnwarszawa.pl Monika Beuth-Lutyk, rzeczniczka urzędu dzielnicy Ochoty. A było to jeszcze w ubiegłym roku. – Wiewiórki tam wtedy nie było, więc albo sama się tam teraz położyła, albo ktoś znalazł i położył – sugeruje rzeczniczka.
    Przypomnijmy zgodnie z ustawą właściciele prywatnych posesji są zwolnieni z obowiązku uzyskania w urzędzie zgody na wycinkę drzew, jeżeli nie jest ona związana z działalnością gospodarczą. W innych wypadkach o zezwolenie trzeba będzie się starać, ale dopiero w odniesieniu do drzew mających co najmniej kilkanaście lat.
    W przestrzeni medialnej dochodzi jednak do szeregu manipulacji, Powstał już nawet specjalny hashtag #LexSzyszko, który ma wskazywać, że ten projekt powstał z inicjatywy ministra środowiska prof. Jana Szyszko. W ostatnich dniach skala manipulacji osiągnęła kolejny poziom. Otóż w sieci i na portalach internetowych pojawiło się zdjęcie martwej wiewiórki.

    “Zdjęcie wiewiórki na pniu ściętego drzewa udostępniają na Facebooku tysiące osób. Można śmiało powiedzieć, że już stało się symbolem wycinek, które zapoczątkowały decyzje ministra Szyszki” – piszą m.in portale gazeta.pl czy onet.pl.

    Praca dziennikarza najwyraźniej przerasta redaktorów “Gazety Wyborczej” czy portalu onet.pl a sprawdzenie podstawowych faktów wydaje się dla nich zadaniem wręcz niemożliwym. Po raz kolejny okazuje się, że perspektywa na zdjęciu ma ogromne znaczenie. Odpowiedni kadr może się przyczynić do manipulacji faktami.

    View image on Twitter

    View image on Twitter

    Follow

    NZG @NZGoebbelsa

    AKTUALIZACJA
    Jest ciekawiej, niż przypuszczaliśmy.#fakenews@gazetapl_news

    10:47 AM – 3 Mar 2017

  • 374374 Retweets

  • 519519 likes

  • Przypomnijmy zatem projekt ustawy powstał z inicjatywy poselskiej w wyniku wielu postulatów, które docierały do posłów, iż prawdziwą mitręgę trzeba przejść, żeby wyciąć jedno drzewo na prywatnej posesji.

    Załamany kpiarz


     

    Pikio.plPikio.pl

     

     

    Wojewódzki załamany. Kpił z Dudy, ale teraz nie jest mu do śmiechu

    Autor: Wiadomości Pikio

    Mar 3, 2017

     

    fot. wikimedia / instagram

    Znany showmen, Kuba Wojewódzki, nigdy nie ukrywał swojej niechęci do obecnego obozu władzy z prezydentem Andrzejem Dudą na czele. I to właśnie głowę państwa w całym poprzednim sezonie obrał sobie za cel żartów. Jak przekonuje teraz – nie jest mu do śmiechu.

    Przez cały poprzedni sezon, Kuba Wojewódzki, w mowie wstępnej każdego odcinka swojego show w TVN półżartem półserio zapraszał prezydenta Andrzeja Dudę do programu przy okazji drwiąc z jego relacji z liderem PiS, Jarosławem Kaczyńskim.

    Wojewódzki wizyty głowy państwa się nie doczekał i w pewnym momencie przestał go zapraszać. Teraz wytłumaczył też dlaczego nie komentuje już więcej polityki.

    –  Wita państwa ludzki pan TVN-u. Często słyszę pytania, dlaczego odchodzimy tak radykalnie od polityki. Otóż powiem wam, że osiągnąłem już taki poziom obrzydzenia i odrazy, że nawet rzeczy śmieszne wydają mi się tragiczne i przerażające. Mam wrażenie, że oni tak kombinują, że Tłusty Czwartek będzie w piątek, a Jarosław Kaczyński będzie decydował codziennie, która jest godzina. Mnie to już nie bawi – oświadczył Wojewódzki.

    Nieudane krytyki opozycyjnej siostry wobec rządowej braci


    Strona główna serwisu

     

     

    Magdalena Nałęcz

    oprac.Magdalena Nałęcz

    akt. 03.03.2017, 10:42

    Kompromitacja Magdaleny Jethon. Chce rozmawiać o braku swobód, chociaż nie wie -​ jakich

    Była szefowa radiowej Trójki kompletnie pogubiła się w bardzo emocjonalnej i krytycznej ocenie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Chociaż wyznanie, że „Kaczor ją wpieprza”, przyszło jej łatwo, to niezbyt dobrze potrafiła uzasadnić swoją ocenę, a przy okazji dodała, że konstytucja nie jest dokumentem, który zna zbyt dobrze.

    W ocenie Magdaleny Jethon to, co dzieje się obecnie w Polsce to „jakiś kosmos”, w którym jesteśmy na „najlepszej drodze” do dyktatury. Dopytywana przez prowadzącego rozmowę Roberta Mazurka o to, czy w Polsce istnieją jeszcze jakieś swobody obywatelskie, najpierw uznaje, że „pewne” tak, następnie zmienia zdanie i stwierdza, że właściwie to ich „większość”.
    Proszona o podanie jednej, której zabrakło, Jethon przyznaje, że nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. „Może nie odebrano nam swobód tak wprost, ale pojawił się strach przed wyrażaniem poglądów”, kapituluje.
    Gdy zauważa, że „każdy widzi gołym okiem, że dziś w Polsce nie jest przestrzegana konstytucja”, Mazurek prosi o podanie przykładów. Jethon próbuje obronić się pytaniem o to, czy ma być teraz przepytywana z konstytucji, by uznać, że „jest słabym rozmówcą, jeśli chodzi o konstytucję”.

     

    „Dobrze, wpuściłam się w kanał, na którym się nie znam. Nie mam siły teraz kombinować…” komentuje tę wpadkę była szefowa radiowej Trójki. Wśród działań rządu, których nie aprobuje, postanawia jednak wymienić „zamach na Trybunał Konstytucyjny”. „Nie chce mi się w kółko mówić o wojsku, o mediach. Zdecydowanie nie podobają mi się działania Ziobry, skok PiS-u na sądownictwo”, wylicza.
    Gdy Mazurek pyta o to, czy zna ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, Jethon zmienia temat. „Nie czytałam, bo to nie moja specjalność. Wie pan, ja się zastanawiam, czemu Kaczyński nieustannie obraża, poniża ludzi drugiej strony?” mówi i stwierdza, że to PiS wprowadził „straszny, agresywny język”.
    Jethon, która jest założycielką portalu Koduj24.pl nie chciała się również zgodzić z tym, że witryna to medium KOD-u. „Jesteśmy wolnym i niezależnym portalem, który powstał na fali niezadowolenia wobec tego, co się dzieje w kraju” podkreśliła i przyznała, że ogłoszenie powstania strony podczas konferencji prowadzonej przez Mateusza Kijowskiego było „przepastnym nieporozumieniem”.

    Dziennik Gazeta Prawna

    Walka plemion UB i AK ciągle trwa


    Walka trwa

    Felieton    Radio Maryja    2 marca 2017

    Szanowni Państwo!

    Dzisiaj przypada Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Skoro to „Dzień Pamięci”, to wypada przypomnieć, kto to był, ci „Żołnierze Wyklęci”, dlaczego zostali wyklęci i przez kogo. Otóż byli to polscy żołnierze, którzy jako ochotnicy, podczas okupacji niemieckiej wstąpili do podziemnego wojska, podporządkowanego rządowi Rzeczypospolitej. Fakt, że byli ochotnikami, a nie żołnierzami z poboru oznacza, że w ich przypadku ładunek patriotyzmu musiał być wyższy od przeciętnego. Nic więc dziwnego, że z punktu widzenia każdego okupanta stanowili element wyjątkowo niebezpieczny i przeznaczony do likwidacji. Opowiadał mi rosyjski dysydent Włodzimierz Bukowski, że kiedy jeszcze w czasach Jelcyna udało mu się wejść do archiwum KGB, przekonał się, że w każdym kraju, który Sowieci zamierzali ujarzmić, obcinali miejscowemu narodowi głowę, to znaczy – likwidowali mniej więcej 10 procent tak zwanych „zaczinszczikow” – a więc ludzi obdarzonych zdolnościami przywódczymi. Toteż kiedy alianci na przełomie listopada i grudnia 1943 roku w Teheranie ustalili ze Stalinem, ze granica między Związkiem Sowieckim i Polską będzie przebiegała wzdłuż tak zwanej „linii Curzona”, a terytorium Polski znajdzie się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej, Sowieci przystąpili do eksterminowania warstwy przywódczej narodu polskiego. Zaczęli od penetracji wywiadowczej, w której niezwykle użyteczna okazała się partyzantka komunistyczna, w przeważającej części złożona z kryminalistów, podporządkowanych przysłanym z Rosji dowódcom i politrukom. Kiedy w roku 1944 Armia Czerwona wkroczyła na Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej, a następnie – w głąb Polski, rozpoczęła się eksterminacja polskiej warstwy przywódczej na tych terenach. Z dawnych Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej deportowano w głąb Rosji 40-50 tys. Polaków, a po zajęciu w roku 1944 przez Armię Czerwoną części Polski środkowej, aresztowano i wywieziono w głąb Rosji około 45 tys. Polaków – przede wszystkim żołnierzy Rzeczypospolitej. Niektórzy propagandziści nazywają to „wojną domową” w Polsce – ale żadnej „wojny domowej” wtedy nie było. Stalin, przy pomocy żydokomuny i polskich renegatów, którzy z bandytów jednym susem awansowali na płomiennych szermierzy nieubłaganego postępu, po prostu eksterminował warstwę przywódczą narodu polskiego. Zagrożeni eksterminacją stawiali rozpaczliwy opór – ale żadną „wojną domową” tego rozpaczliwego oporu nazwać nie można, bo nie miał on już żadnego celu politycznego. Stało się to jasne zwłaszcza po konferencji w Jałcie w lutym 1945 roku, kiedy to zachodni alianci w osobach amerykańskiego prezydenta Franklina Delano Roosevelta i brytyjskiego premiera Winstona Churchilla, ostatecznie sprzedali Polskę Stalinowi tak, jak rzeźnikowi sprzedaje się krowę. W rezultacie nic już nie stało na przeszkodzie nie tylko fizycznej eksterminacji, czy zgnojeniu w więzieniach najwierniejszych żołnierzy Rzeczypospolitej, ale nawet unicestwieniu pamięci o nich. I jedno i drugie było bardzo ważne nie tylko dla Sowietów, ale przede wszystkim – dla ich tubylczych kolaborantów, którzy na wdeptywaniu w niepamięć „Żołnierzy Wyklętych” budowali własne heroiczne legendy i kładli fundamenty pod mit założycielski Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. W ten oto sposób, obok historycznego narodu polskiego, na polskim terytorium zainstalowała się polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza. Odtwarza się ona w kolejnych pokoleniach ubeckich i partyjnych dynastii, a urastającym do rangi symbolu jej reprezentantem jest były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju, Aleksander Kwaśniewski. Jest on żywym dowodem, że Jałta, mimo upływu 71 lat, ciągle pozostaje krwawiącą raną w ciele narodu polskiego. Jednak wskutek zmiany pokoleniowej, w następstwie której część młodych Polaków zaczęła rozgarniać śmietnik historii, odrzucając zaśmierdziałe „legendy”, jakie żydokomuna sprokurowała na użytek mniej wartościowego narodu tubylczego, w poszukiwaniu korzeni swojej tożsamości, natrafiła na kości bohaterów i nie tylko ożywia pamięć o nich, ale właśnie otacza ją miłością i chwałą. Można powiedzieć, że na naszych oczach odtworzyło się trzecie pokolenie Armii Krajowej, na widok którego trzecie pokolenie UB reaguje wściekłością, próbując utrzymać swoją dominację tym razem oskarżając swoich przeciwników o „wzniecanie nienawiści”. Te głosy wywołują rezonans w szeregach ideowych spadkobierców Stalina, którzy zainstalowali się w instytucjach Unii Europejskiej, no i oczywiście – wśród ich krajowych kolaborantów, którzy aktualne miejsce postoju Stalina wyczuwają nieomylnym tropizmem, kierując się w tę stronę, jak słonecznik kieruje się ku słońcu.

    Stanisław Michalkiewicz

    Częste paktowanie węzłowych wschodnich oligarchów w walce o samostijną


    WPROST.pl

    Świat

    WYDARZENIAŚWIAT

    Częste rozmowy Poroszenki i Putina. Kreml potwierdził kontakty Moskwy z Kijowem

    Dodano: wczoraj 18:263 99

    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i prezydent Rosji Władimir Putin

    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i prezydent Rosji Władimir Putin / Źródło: Newspix.pl / ABACA

    Rzecznik Kremla potwierdził wcześniejsze doniesienia, że w tym roku prezydenci Rosji i Ukrainy kilka razy rozmawiali telefonicznie. Zdementował jednak, że rozmowy dotyczyły rozejmu w Awdijiwce.

    Zarówno rosyjskie, jak i ukraińskie media, donosiły o tym, że w 2017 roku prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i prezydent Rosji Władimir Putin rozmawiali telefonicznie cztery razy. Informował o tym m.in. „Kommiersant”, który podkreślał, że pomimo napiętych stosunków między Moskwą a Kijowem, prezydenci kontaktują się ze sobą w ważnych sprawach. Ostatnia taka rozmowa miała miejsce 21 lutego, a przedostatnia – 11 lutego (jedna z nich trwała co najmniej 20 minut – wynika z ustaleń ukraińskich mediów).

    Media sugerowały, że te dwie ostatnie rozmowy mogły dotyczyć rozejmu w Awdijiwce (na terenie Donbasu – red.), gdzie pod koniec stycznia wznowiono walki między Ukrainą a separatystami. Miasto na początku lutego zostało ewakuowane i wciąż pozostaje areną walk.

    Na te doniesienia o kontaktach prezydentów Rosji i Ukrainy, oraz tematów ich rozmów, odniósł się podczas spotkania z dziennikarzami rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. – Sprawa rozejmu w Awdijiwce nie była poruszana podczas tych rozmów. Prezydenci wymienili tylko poglądy i wyrazili obawy w związku z eskalacją konfliktu. Mogę jedynie potwierdzić, że rzeczywiście, obydwaj prezydenci sporo rozmawiają – powiedział Pieskow i dodał, że może potwierdzić doniesienia o czterech rozmowach telefonicznych Putina z Poroszenką. Rzecznik Kremla był też pytany o to, który z prezydentów zainicjował rozmowy, jednak – jak stwierdził – nie mógł udzielić informacji na ten temat.

    / Źródło: Interfax, Kommiersant

    Jachowicz: Generacja sędziów, która trwa od 25 lat jest do wymiany


    Jedynie prawda jest ciekawa

    logo-info-w

     

    Jachowicz: Generacja sędziów, która trwa od 25 lat jest do wymiany. WIDEO

    02.03.2017

     hsjsjgsagafJachowicz: Generacja sędziów, która trwa od 25 lat jest do wymiany. WIDEO

    „Zgodnie z przewidywaniami wielu komentatorów walka o reformę sądów będzie przebiegała niezwykle ostro i chyba będzie przypominała konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego” – powiedział w wideokomentarzu Jerzy Jachowicz, dziennikarz, publicysta.

    Zwrócił uwagę, że prawie całe środowisko sędziowskie oraz elita tego środowiska, czyli Krajowa Rada Sądownictwa jest przeciw reformie.

    „Tak naprawdę, reforma ma się zacząć od całkowitej zmiany Krajowej Rady Sądownictwa. Najciekawsze jest to, że teraz, dosłownie w ostatnich dniach, niezwykle mocno o przetrwanie w niezmienionym kształcie całego aparatu sądowniczego włączyli się politycy. To politycy znani, którzy już od wielu miesięcy walczą z PiS. To przede wszystkim tak zwana opozycja totalna w osobie „granatnika nr 1” w PO, jeśli chodzi o sądy, czyli posła Borysa Budki, który mówi wprost” To jest zamach na polskie sądownictwo” – przypomniał Jachowicz.

    Zwrócił uwagę, że do protestów, tradycyjnie już, włączył się KOD ze swoimi rymowankami.

    „ Ostatnio ciekawą rymowankę mogliśmy usłyszeć we Wrocławiu: Ziobro i Jaki pójdą do paki. Przypomina mi to trochę zaśpiewki ze stanu wojennego. To jest smutne, że takie źródła prawdziwej opozycji, prawdziwej – wówczas – walki o niezależność Polski, są przenoszone na manifestacje KOD. Na szczęście są one coraz mniej liczne. Niemniej jednak echa tego oporu ze strony sędziów są ogromne” – mówił dziennikarz.

    Jerzy Jachowicz przypomniał pokrótce, dlaczego ta reforma jest konieczna.

    „Przypomnę tylko pana Ryszarda Milewskiego, który był usłużny wobec Donalda Tuska i Kancelarii Premiera, choć był to fikcyjny telefon, wykonany przez dziennikarzy. Przypomnę skandaliczny wyrok pani Katarzyny Zaczek-Czech, sędzi Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów, która wypuściła na wolność znanego oszusta Arkadiusza Ł. „Hoss”. Mogę wspomnieć nazwisko sędziego Ryszarda Rysińskiego, który swego czasu uwolnił od zarzutu korupcyjnego panią Beatę Sawicką. Wreszcie sędzia Igor Tuleya, który wygłosił – przy okazji przyznania ogromnego odszkodowania bandycie Ryszardowi Boguckiemu – apel polityczny o tym, że w Polsce nie przestrzega się konstytucji” – podkreślił dziennikarz.

    „Generacja sędziów, która trwa od 25 lat jest do wymiany” – stwierdził Jerzy Jachowicz.  

    Chcesz być na bieżąco z informacjami na Stefczyk.info? Zapisz się do naszego n

    Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/jachowicz-generacja-sedziow,-ktora-trwa-od-25-lat-jest-do-wymiany,19461373783#ixzz4aFr6ZzN4