Śmigłowiec dla polskiej armii


wp.plmoney.pl

  • Śmigłowiec dla polskiej armii. W Świdniku pokazali AW101

    FOT. PAP/WOJCIECH PACEWICZ

    Wielozadaniowy śmigłowiec AW101, który ma być zaoferowany polskiej armii, zaprezentowano w czwartek w zakładach PZL-Świdnik. Gdyby MON zamówiło te śmigłowce, pracę przy ich produkcji znalazłoby kilkaset osób – zapewniali przedstawiciele producenta.

    Zalety śmigłowca podkreślał Krzysztof Krystowski, wiceprezes grupy Leonardo Helicopters, do której należy PZL-Świdnik.

    – Wnosi on do Polski nie tylko dużo nowej wiedzy, ale też jest na tyle duży, że jest z nim związane duże zapotrzebowanie na pracę. Mamy głębokie przekonanie, że to jest śmigłowiec, jakiego z pewnością potrzebuje Marynarka Wojenna, która w poprzednim przetargu nie otrzymała maszyny, na którą czekała” – ocenił.

    Krystowski zaznaczył, że zgłoszenie AW101 do postępowania na 16 śmigłowców dla wojska ogłoszonego przez MON, nie jest jeszcze oficjalnie potwierdzone. – Pokazujemy ten śmigłowiec, ponieważ jesteśmy przekonani, że on doskonale wypełnia oczekiwania zmawiającego. Natomiast analizujemy cały czas dokumentację – dodał. Zaznaczył, że koncern Leonardo jest producentem całej gamy śmigłowców tworzonych w Polsce bądź za granicą z udziałem zakładów w Świdniku.

    pokazano AW101 należący do włoskiej armii, przeznaczony do misji poszukiwawczych i ratowniczych w warunkach bojowych oraz wsparcia misji specjalnych. Krystowski wskazał, że specjalnie pokazywana jest taka wersja maszyny, bo jest ona mniej znana.

    – To jest śmigłowiec słynny ze zwalczania okrętów podwodnych, misji poszukiwawczo-ratowniczych na polu walki, przede wszystkim na morzu. Używa tego śmigłowca ogromna marynarka wojenna Wielkiej Brytanii, a także armie Włoch, Portugalii, Kanady, Japonii, Norwegii – powiedział.

    – To jest śmigłowiec specjalistyczny, idealnie w naszym przekonaniu spełniający oczekiwania i polskiej marynarki wojennej, i polskich wojsk specjalnych. Natomiast my będziemy w dalszym ciągu oferowali śmigłowiec AW149 jako śmigłowiec mniejszy i doskonale nadający się do innych potrzeb. Mniejszy, czyli tańszy w zakupie i w eksploatacji – dodał.

    PZL-Świdnik obecnie dostarcza podzespoły do budowy AW101. Gdyby te śmigłowce zostały zamówione przez MON, wkład polskich zakładów zostanie zwiększony – zapewnili przedstawiciele producenta.

    – W przypadku odpowiedniej skali zamówienia i uzgodnień offsetowych z Ministerstwem Obrony Narodowej jesteśmy w stanie w Świdniku robić cały kadłub takiego śmigłowca, nie mówiąc o tym, że na koniec on będzie dostarczany przez Świdnik i będzie tutaj finalnie wykonywany. To jest ogromna szansa dla zakładu – powiedział Krystowski.

    – W tej chwili robimy elementy struktury kadłuba i części przy silnikach, pracuje przy tym około stu osób. Gdybyśmy wygrali przetarg na dostawę, to w zależności od liczby sztuk, można liczyć na pracę dla kilkuset osób w produkcji i procesach związanych z oblotami, finalną konfiguracją i innymi – dodał prezes PZL-Świdnik Mieczysław Majewski.

    Zaprezentowany w Świdniku śmigłowiec to jeden z najnowszych wariantów AW101, zdolny do transportu do pięciu członków załogi i dwudziestu w pełni wyposażonych żołnierzy lub sześciu członków załogi i ośmiu żołnierzy realizujących misje specjalne. Ten wariant śmigłowca uzbrojony jest w trzy karabiny maszynowe kalibru 7,62 mm, zamontowane po obu stronach kadłuba oraz na tylnej rampie. Ma opancerzone fotele w kabinie załogi, osłonę stanowisk operatorów broni pokładowej oraz krytycznych systemów śmigłowca. Śmigłowiec posiada też zintegrowany system walki elektronicznej.

    20 lutego Inspektorat Uzbrojenia MON ogłosił rozpoczęcie negocjacji z trzema wykonawcami, którzy złożyli wstępne oferty na dostawę 16 śmigłowców dla sił specjalnych i morskich. Tego dnia przekazano producentom zaproszenia do składania ofert.

    O zamówienie ubiegają się te same trzy podmioty, które konkurowały w postępowaniu prowadzonym przez poprzednie kierownictwo MON. Są to: konsorcjum PZL Mielec i Sikorsky Aircraft Corporation (należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin), PZL-Świdnik (należące do włoskiej grupy Leonardo) oraz konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Invest.

    Jak poinformował minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, wszystkie spółki mają czas na składanie ofert do 13 marca.

    MON zapowiedziało, że w pierwszym etapie zostaną podjęte negocjacje dotyczące pozyskania śmigłowców dla Wojsk Specjalnych, uznając ich pozyskanie za najpilniejsze. Informując o wystosowaniu zaproszeń do oferentów MON zwróciło też uwagę, ze resursy śmigłowców dyżurujących nad Bałtykiem kończą się w 2019 r.

    WP money

  • pzl-świdnik, śmigłowce dla polskiej armii, aw101

    PAP

  • Kolejne pokolenia UB i AK walczą ze sobą


    Jedynie prawda jest ciekawa

    logo-info-w

     

    Michalkiewicz: Walka trzeciego pokolenia UB i AK

     02.03.2017

     

    stanislaw-michalkiewicz02032017Michalkiewicz: Walka trzeciego pokolenia UB i AK

    „Tyle wysiłku ubeckie dynastie włożyły, żeby wszelką pamięć o tych ludziach pogrzebać z kretesem, tymczasem nastąpiła zmian pokoleniowa i młodzi ludzie zaczęli odgrzebywać śmietnik historii (…) i w poszukiwaniu korzeni własnych tożsamości, natknęli się na groby bohaterów” – powiedział w rozmowie z „Magna Polonia” Stanisław Michalkiewicz.

    „Sama sztuka, to bardzo dobre dzieło napisane przez Wyspiańskiego, na tle prawdziwych wydarzeń. Zupełnie inna sprawą jest to, co zrobił z nią chorwacki reżyser, dodał do tego swoje fantasmagorie” – ocenił skandaliczny spektakl „Klątwa”.   

    Oceniając aktorką, która w przedstawieniu dopuściła się wulgarności na figurze św. Jana Pawła II, Michalkiewicz powiedział: „Nie wiedziałem, że z niej taki lachociąg, ale to inna sprawa”. 

    Publicysta podkreślił, że nie krytykuje samego faktu stworzenia takiego spektaklu.   

    „Głupiec zawsze znajdzie głupca który go uwielbia, więc skoro ktoś chce to wystawiać, niech to robi. Ale nie podoba mi się to, że Teatr Powszechny dostał w ub.r. 8 mln subwencji z ratusza. Jakaś część pieniędzy, jako podatnikowi warszawskiemu, została mi skradziona przez Hannę Gronkiewicz-Waltz” – mówił.  

    Jak zaznaczył, jest to „kradzież zuchwała”.   

    Dodał jednak, że trzeba w tej sprawie odszukać pozytywy. „Może dobrze się stało, że ten spektakl się ukazał, bo to może być punkt wyjścia do pozbawienia teatrów i innych przedsiębiorstw przemysłu rozrywkowego, dotacji z publicznych pieniędzy” – mówił. „Niech każdy płaci sam za swoje przyjemności” – stwierdził. 

    Stanisław Michalkiewicz pytany o krytykę Żołnierzy Wyklętych przez środowiska lewicowe, ocenił, że proces przywracania pamięci o bohaterskich żołnierzach podziemia jest im „nie w smak”.  

    „Tyle wysiłku ubeckie dynastie włożyły, żeby wszelką pamięć o tych ludziach pogrzebać z kretesem, tymczasem nastąpiła zmian pokoleniowa i młodzi ludzie zaczęli odgrzebywać śmietnik historii (…) i w poszukiwaniu korzeni własnych tożsamości, natknęli się na groby bohaterów” – powiedział publicysta.  

    ”To wzbudza nie śmiech wcale, ale żywe zaniepokojenie ubeckich, partyjnych dynastii. Ponieważ to może zagrażać rządowi dusz, jaki mieli już w zasięgu ręki” – dodał.  

    Jak podkreślił Michalkiewicz, Żołnierze Wyklęci są konsekwencją Jałty, dlatego należy ten fakt przypomnieć chociażby Brytyjczykom.   

    „Jałta jest ciągle otwartą raną w polskiej historii. To nie jest rana zabliźniona,ale wciąż krwawiąca na ciele Polski. Trzecie pokolenie UB walczy z  trzecim pokoleniem AK” – ocenił. 

    Michalkiewicz odniósł się także do głosów akcentujących „kontrowersyjność” Niezłomnych.   

    „Żołnierze Wyklęci mordowali cywilów? To prawda, że takie rzeczy się zdarzało, ale trzeba rozszyfrować tych cywilów. To w większości byli konfidencji UB, więc to byłą forma obrony koniecznej, samoobrony” – zauważył Stanisław Michalkiewicz 

    ak

    [fot. YouTube]

    Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/michalkiewicz-walka-trzeciego-pokolenia-ub-i-ak,19461379604#ixzz4aC2xQqCS

    W 12 lat wytransferowali z Polski ponad 622 mld zł!


      B L O G 

    W 12 lat wytransferowali z Polski ponad 622 mld zł! A Friedman ostrzegał: „Zagranicznym inwestorom nie dawać żadnych przywilejów!”
    wpis z dnia 2/03/2017

    Milton Friedman (noblista, guru wolnorynkowej ekonomii) już w 1990 roku ostrzegał Polaków: „Pamiętajcie jedno: zagraniczni inwestorzy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Oni powinni działać wg takich samych reguł gry, jakie obowiązują Polaków. Nie należy im dawać żadnych przywilejów, ulg czy zwolnień podatkowych”. No ale do władzy doszli Lewandowski z Tuskiem, powyprzedawano co się dało, potworzono specjalne strefy ekonomiczne i w efekcie uruchomiono drenaż kapitału na niespotykaną dotąd skalę…
    Z raportu organizacji Global Financial Integrity (GFI) za lata 2004 – 2013 wynika, że Polska była liderem w UE jeśli chodzi o drenaż środków finansowych przez zagraniczne podmioty. Analiza oficjalnych statystyk NBP na temat bilansu płatniczego Polski zdaje się potwierdzać wyniki raportu GFI. W latach 2004-2015 zagraniczne koncerny, rządy czy instytucje unijne wytransferowały poza granice naszego kraju równowartość ponad 622 miliardów zł!
    Tak gigantyczny drenaż kapitału był możliwy dlatego, że wdrożono w życie program gospodarczy „konserwatywnych-liberałów” z Lewandowski, Bieleckim, Tuskiem i Balcerowiczem na czele. To w pierwszych latach istnienia III RP zrealizowano uznawaną dziś za rabunkową tzw. powszechną prywatyzację. To wówczas stworzono specjalne strefy ekonomiczne. To w latach 90-tych XX wieku rozpoczęto bezmyślną prywatyzację sektora bankowego.
    Wszystko to działo się mimo, iż w 1990 roku Milton Friedman (noblista, guru wolnorynkowej ekonomii) wyraźnie ostrzegał polityczne elity naszego kraju: „Pamiętajcie jedno: zagraniczni inwestorzy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Cudzoziemcy powinni mieć pełną swobodę inwestowania w Polsce, ale tylko wtedy, gdy będzie to w interesie Polski. Można to zrobić poprzez stworzenie cudzoziemcom takich samych reguł gry, jakie obowiązują Polaków, nie należy dawać im żadnych specjalnych przywilejów, ulg czy zwolnień podatkowych”.
    Niestety, nikt ostrzeżeniami Friedmana się nie przejął. Efekt jest taki, że w latach 2004-2015 wydrenowano z Polski równowartość ponad 622 miliardów złotych…
    wpis z dnia 2/03/2017

    Unia zrobi grzeczność Polsce


     

    Pikio.plPikio.pl

     

    To już pewne! UE zmusi USA do zniesienia wiz dla Polaków

    Autor: Wiadomości Pikio

    Mar 2, 2017

     

    źródło: pexels.com, flickr.com

    Od dawna mówi się o tym, że Unia Europejska może siłą zmusić USA do zniesienia wiz m. in. dla Polaków. Teraz Parlament Europejski przyjął rezolucję w tej sprawie.

    Eurodeputowani apelują do Komisji Europejskiej o podjęcie w ciągu dwóch miesięcy działań prawnych zmierzających do przywrócenia obowiązku wizowego dla obywateli państw trzecich nierespektujących zasady wzajemności wizowej z UE. Chodzi o ograniczenia wizowe dla obywateli Polski, Rumuni, Bułgarii, Cypru i Chorwacji, a w przypadku Kanady – dla Bułgarów i Rumunów. Unia Europejska domaga się, aby obywatele tych krajów mogli podróżować do Stanów bez ograniczeń.

    Aby „zachęcić” amerykańskich polityków do podjęcia stosownych kroków w tej sprawie, Unia Europejska ma zamiar wprowadzić wizy dla wszystkich obywateli USA. Dzisiejsze wezwanie do podjęcia działań prawnych posłów Parlamentu Europejskiego sprawi, że „w ciągu dwóch miesięcy” temat będzie musiał być wdrożony w życie przez Komisję Europejską. Jeśli USA nadal utrzyma obowiązek wizowy, zostanie wprowadzona dla nich konieczność ubieganie się o wizę w krajach Unii przez następne 12 miesięcy.

    Trudno przewidzieć, jakie konsekwencje będzie miał taki krok. Donald Trump nie wygląda co prawda na człowieka, który daje się szantażować w taki sposób. Na szczęście, w USA to nie prezydent decyduje o zniesieniu obowiązku wizowego. Decyzja będzie więc należeć do Kongresu.

    Po co Waszczykowski pojechał do Kijowa?


     

    18:25 02 MARZEC 2017

     

    Szefowie MSZ Polski i Wielkiej Brytanii Witold Waszczykowski i Boris Johnson w Brukseli

    Po co Waszczykowski pojechał do Kijowa?

    © AFP 2016/ Emmanuel Dunand

    OPINIE

    17:29 02.03.2017Krótki link

    Leonid Sigan

    326260

    Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z prezesem Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych doktorem Marcinem Domagałą.

    Szef MSZ Wielkiej Brytanii Boris Johnson z szefami MSZ Ukrainy Pawło Klimkinem i MSZ Polski Witoldem Waszczykowskim podczas wspólnej konferencji prasowej w Kijowie

    © AP PHOTO/ SERGEI CHUZAVKOV

    Wielka Brytania i Polska nigdy nie uznają Krymu za część Rosji

    Wczoraj minister Witold Waszczykowski i jego kolega z Wielkiej Brytanii złożyli wizytę w Kijowie, o której w dzisiejszych mediach nie znalazłem ani słowa. Według wstępnego komunikatu MSZ wynikało, że celem tego wyjazdu było zademonstrowanie konsekwentnego poparcia dla europejskiego kursu, suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Co prawda na briefingu przed wylotem do Kijowa szef polskiej dyplomacji zdradził prawdziwy cel — zamierzał on poruszyć kwestię skuteczności normandzkiego formatu. Przypomnę, przeciw udziałowi w nim Polski oponowała przecież Ukraina. Więc, Polska nadal obstaje przy swoim udziale w ewentualnej nowej formule, która doprowadziłaby do pokoju na Ukrainie? Tak wychodzi?

    — Należy zwrócić uwagę na kilka aspektów. Wizyta ministrów spraw zagranicznych Polski i Wielkiej Brytanii — Witolda Waszczykowskiego i Borisa Johnsona — odbywała się na kanwie 25-lecia nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy tymi krajami a Ukrainą. I stała się punktem zasygnalizowania, że Ukrainie potrzebne jest rozszerzenie tego formatu normandzkiego, żeby zwiększyć nacisk na Moskwę, w celu wymuszenia na niej respektowania porozumień mińskich. Oczywiście jest to punkt widzenia przedstawicieli państw odwiedzających Ukrainę. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Pawlo Klimkin pozytywnie się do tego odniósł, stwierdzając, że dobrze by było, żeby ten nacisk był zwiększany.

    Elektrowalonki w parku Sokolniki, Moskwa

    © SPUTNIK. WITALIJ BIELOUSOW

    „Miłość” do Rosji ministra Waszczykowskiego

    Ale zauważmy, że mowa jest cały czas o deklaracjach, a nie o rzeczywistości. Problem polega na tym, że teoretycznie może byłoby dobrym pomysłem rozszerzenie formatu normandzkiego, ale w praktyce może to oznaczać znaczne utrudnienie w dojściu do porozumienia między stronami. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że Polska i Wielka Brytania są państwami prowadzącymi konfrontacyjną politykę wobec Federacji Rosyjskiej. Nie należy się spodziewać, żeby kraje te zajęły pozycję arbitra — co byłoby oczekiwane w formacie normandzkim — ale stanęłyby one naprzeciwko Rosji. Z tego powodu można byłoby spodziewać się zniszczenia, dezintegracji tego formatu.

    — Jak oznajmił po rozmowach szef MSZ normandzkiej czwórki minister spraw zagranicznych Niemiec Sigmar Gabriel, normandzki format rozmów w sprawie uregulowania sytuacji w Donbasie powinien zostać bez zmian. To jest zdanie Niemiec. Dla dodania wagi swojej wizycie Witold Waszczykowski występował w tandemie z szefem brytyjskiej dyplomacji Borisem Johnsonem. A przecież pamiętamy, że Radosław Sikorski w sprawach Ukrainy też występował w duecie. Ale do niego zaprosił ministra spraw zagranicznych Szwecji Carla Bildta. I co z tego wyszło? Tylko śp. „Partnerstwo Wschodnie”? Co wróży nowy duet Waszczykowski — Johnson?

    Zamieszki w Odessie

    © ZDJĘCIE: AGENCY „ODESSA-MEDIA”

    PE: „Tragedia w Kijowie i Odessie trzy lata później”

    — Rezultatem duetu Sikorski — Bildt było „Partnerstwo Wschodnie”, ponieważ była to propozycja dwóch wówczas znaczących krajów Unii Europejskiej, których aktywność była widoczna. Teraz mamy do czynienia z pewnego rodzaju próbą nawiązania współpracy pomiędzy jednym państwem, które niestety z mojego punktu widzenia jest pariasem UE, a drugim krajem, który chce z tej Unii wystąpić i pytanie brzmi — kiedy? Nie ma się co dziwić ministrowi spraw zagranicznych Niemiec, który mówi, że format normandzki jest dobry. Ta propozycja nie została przedstawiona przez nikogo poważnego, nikogo, kto ma jakiekolwiek zdanie i możliwość realnego działania. Potencjalna asystentura Wielkiej Brytanii i Polski Niemcom w próbach rozwiązania tego kryzysu nie dość, że nijak nie pomoże, to jeszcze doprowadzi do pogorszenia relacji w samym kręgu negocjatorów. Powtórzę jeszcze raz, te próby nawiązania współpracy można porównywać, ale wtedy to byli poważni gracze, a w tym momencie mamy bardzo słabych graczy, którzy mają niewiele do powiedzenia.

    – Sytuacja na Ukrainie jest nadal ostra. Jak Pan doktor ją widzi z punktu widzenia geopolityki?

    Szefowie MSZ Polski i Wielkiej Brytanii Witold Waszczykowski i Boris Johnson w Brukseli

    © AFP 2016/ EMMANUEL DUNAND

    Szefowie MSZ Polski i Wielkiej Brytanii 1 marca przybędą do Kijowa

    — Ukraina jest państwem, które spełnia coraz więcej punktów definicji kraju upadłego. Państwo ukraińskie mimo pewnych oznak ożywienia dręczą bardzo poważne problemy gospodarcze. Z Ukrainy się ucieka. Ukraina do pewnego stopnia zaczyna przypominać Libię, czyli kraj, którego granice wyznaczają raczej kraje sąsiednie poprzez swoje istnienie, aniżeli państwo, które jest w stanie samodzielnie kontrolować całość swojego terytorium. Ukraina staje się problemem dla wszystkich sąsiadów. Co najważniejsze, gdzieś w odległym horyzoncie widać oznaki poprawy, ale nie widać, żeby w kierunku tych zmian wszyscy szli w sposób dynamiczny. Zresztą to było widać, po wizycie prezydenta Poroszenki na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, z jakimi zarzutami się spotykał.

    Jeżeli chodzi o geopolitykę, to należy zadać pytanie, kto może tu mieć interesy? To jest prawdziwy problem. Zarówno Rosja jak i państwa zachodnie, w tym Polska, mogą dostrzec możliwości gry o Ukrainę i doprowadzić przez słabość tego państwa do jego dezintegracji. Co ciekawe, nie muszą wiele w tym kierunku robić. Ukraińcy nie są w stanie przedsięwziąć własnych kroków w kierunku obrony własnego państwa. Źle się wyraziłem, nie Ukraińcy, a elity polityczne Ukrainy, ponieważ sami Ukraińcy, owszem, chcieliby żyć w kraju zarządzanym w sposób przyzwoity.

    Podkreślam, to jest problem dla wszystkich państw ościennych, i do nich skierowane jest pytanie: co zamierzają z tym zrobić. Bo Ukraina sama nic nie potrafi!

    Rosja oswobodziła Palmirę


    Tu-95MS

    Syryjskie wojsko przy wsparciu rosyjskiego lotnictwa zakończyło proces odbicia Palmiry

    © Zdjęcie: Ministry of defence of the Russian Federation

    ŚWIAT

    15:28 02.03.2017(zaktualizowano 18:08 02.03.2017) Krótki link

    12797460

    Syryjskie wojsko przy wsparciu Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji zakończyło operację przejęcia Palmiry.

    Poinformował o tym prezydenta Rosji Władimira Putina minister obrony Siergiej Szojgu — głosi oświadczenie sekretarza prasowego prezydenta FR Dmitrij Pieskow.

    Znów będą szczuli na Polskę


    niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

    2 marca 2017

     

    Znów będą szczuli na Polskę. Pierwsze skrzypce ma grać Timmermans

     

    Dodano: 02.03.2017 [12:28]

    Znów będą szczuli na Polskę. Pierwsze skrzypce ma grać Timmermans - niezalezna.pl

    foto: Fotomag/Gazeta Polska

    Komisja wolności obywatelskich Parlamentu Europejskiego zapowiedziała przeprowadzenie dyskusje o Polsce. Tematem przewodnim ma być… „poszanowanie państwa prawa w Polsce”
    Z informacji służb prasowych europarlamentu wynika, że Komisja wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych Parlamentu Europejskiego przeprowadzi w przyszły czwartek dyskusję na temat poszanowania państwa prawa w Polsce.
    Jak się okazuje, w posiedzeniu będzie brał udział wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans. To właśnie on ma przedstawić europosłom stan procedury ochrony praworządności prowadzonej wobec Polski.
    CZYTAJ WIĘCEJ: Timmermans i jego bezczelne uwagi. Kontrę polskiego ministra zapamięta
    Jak już informowaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans powiedział unijnym komisarzom, że nie jest zadowolony z odpowiedzi Polski na zalecenia w sprawie praworządności i może poprosić o dyskusję na ten temat w gronie ministrów do spraw europejskich – twierdzą źródła zbliżone do KE. Na posiedzeniu komisarzy UE Timmermans poinformował, że otrzymał od polskiego rządu odpowiedź na wysłane 21 grudnia ubiegłego roku dodatkowe zalecenia w sprawie rządów prawa i rozwiązania kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego.
    CZYTAJ WIĘCEJ: Frans Timmermans jak w amoku. Znowu knuje przeciw Polsce
    Jeśli chodzi o planowaną kolejną już dyskusję o Polsce, na razie wszystko owiane jest tajemnicą. Nie ma informacji, czy do dyskusji został w ogóle zaproszony przedstawiciel polskich władz. W poniedziałek ta sama komisja europarlamentu przeprowadziła wysłuchanie publiczne dotyczące „sytuacji praw podstawowych” na Węgrzech. Węgierski rząd reprezentował minister sprawiedliwości Laszlo Trocsanyi.

    Autor: rz

    Źródło: niezalezna.pl, PAP

    Polska ustawa o ukraińskim ludobójstwie na Polakach i święty Bandera


     

    źr: screenshot Polsat News

    Juszczenko w programie Jurasza: „Bandera to jest człowiek, który zła nie czynił”

    Dodane przez Lipinski
    Opublikowano: Czwartek, 02 marca 2017 o godz. 11:11:19

    Były ukraiński prezydent był gościem programu Witolda Jurasza „Prawy do lewego” w Polsat News 2. Były dyplomata zapytał Wiktora Juszczenkę o jego decyzję, na mocy której uczynił Stepana Banderę bohaterem Ukrainy.

     

    – Dlaczego Bandera siedział w obozie koncentracyjnym? Miał jedną winę. Ogłosił niezależną, suwerenną Ukrainę. Nie zgodził się na to, żeby odwołać te słowa, dlatego poszedł na 4 lata do obozu koncentracyjnego – usprawiedliwiał Banderę Juszczenko. – Dlaczego? Był winien tylko jednej rzeczy: że 30 czerwca ustami premiera Jarosław Stećki ogłosił (powstanie) niezależnej, suwerennej Ukrainy. Żądanie rezygnacji z tej decyzji zostało (przez Banderę – red.) odrzucone. Nie zgodził się na to i dlatego poszedł na 4 lata do obozu koncentracyjnego. – tłumaczył.

    PRZECZYTAJ: Ukraiński historyk opisuje luksusy Bandery w obozie Sachsenhausen

      – Dlaczego Polacy nie szanują takich uczuć? – pytał Juszczenko. – To jest człowiek, który zła nie czynił. Jego działanie można zrozumieć.

      Czytaj również: Juszczenko: Bandera był i będzie bohaterem

      Juszczenko zrównywał również działania Armii Krajowej i Ukraińskiej Armii Powstańczej – Jedna postawiła sobie za cel budowanie wielkiej, niezależnej Polski. Druga, która działa na tym samym, narodowym (ukraińskim – red.) terytorium, postawiła sobie sobie dokładnie takie samo zadanie: budowę niezależnej Ukrainy.

      – Panie Prezydencie, ale rozumie Pan różnicę? Tam zginęło prawie sto tysięcy ludzi. Pan Wiatrowycz potwierdza, że nie było to sto tysięcy tylko trochę mniej, ale było to dużo – dopytywał swojego gościa Jurasz ubrany, jak podkreślił z proukraińskich sympatii, w krawat w barwach narodowych Ukrainy.

      – Na początku zbliżenia trzeba zrozumieć się co do zasad, co do pryncypium. A od kiedy rozmawiamy o początku (polsko – ukraińskiego) zbliżenia, pojednanania to jest rok 2003(…) Dla polityka jest jedna droga. Nie poprzez arytmetykę, nie przez manipulację, nie przez grę liczb. Nie ma żadnego polityka w Polsce czy na Ukrainie, który by powiedział: w tym konflikcie zginęło z tej strony tyle, a z tamtej tyle, w tym z kolei tyle, a tyle, a w tamtym jeszcze inaczej. – ripostował Juszczenko.

      Czytaj także: Wiktor Juszczenko: Stepan Bandera był święty [+VIDEO]

      Zaznaczył także, że w polityce bardzo niebezpiecznie jest operowanie cyframi. To zdaniem byłego prezydenta rodzi pytanie o to od jakiego momentu oceniamy nasze wzajemne (polsko – ukraińskie) relacje. – Od roku 1946, od 1920, od XVII wieku czy może jeszcze wcześniej – pytał.

      – W 2003 roku porozumieliśmy się z Polakami co do jednego fundamentalnego pryncypium: Wszystko co było w historii, czy mówimy o tragedii wołyński, czy o akcji „Wisła” czy o latach dwudziestych albo o XIX wieku. Dogadajmy się! Przechodzimy drogę historyczną. Przebaczamy sobie wzajemnie. Historyczne wybaczenie (…) Tak jak w kościele, w cerkwi jest spowiedź (…) Mówiliśmy o wszystkich elementach naszych historycznych relacji, ale te tematy wróciły. A potem trzeba powiedzieć: wszystko, co było w naszej historii – pamiętamy tę tragedię i prosimy o wybaczenie. Trzeba, żeby druga strona zrobiła to samo podkreślił były prezydent.

      – Kiedy dochodzimy do tematu ruchu wyzwoleńczego, który działał w tym samym czasie w jednym miejscu, w którym było wiele czarnego i białego, zarówno po stronie Polski i Ukrainy, to porozumiejmy się – zaznaczył.

      Czytaj również:

      Witold Jurasz: Mamy prawo mieć zastrzeżenia do kultu Bandery i Szuchewycza, ale…

      Witold Jurasz: przypominanie o historycznych granicach Polski leży w interesie Rosji

      Podkreślił także, że prawem Ukrainców jest szanować tych ludzi, którzy walczyli o stworzenie niezależności ukraińskiego państwa. – Rozumiemy, że w tym samym czasie dokładnie takie same ideały przyświecały stronie polskiej – dodał.

      – Przed Polakami nie przedstawiamy, że błogosławimy to, co jest bólem dla mojego polskiego przyjaciela, czy drogiego polskiego narodu. O Banderze mówimy, że cieszymy się z tych kroków, które prowadziły do tego, żeby uzyskać niezależne państwo oraz wolności narodowe. Jesteśmy za to wdzięczni. Nie chwalimy za to, co spowodowało wasz ból, prosimy za to o wybaczenie – powiedział Juszczenko.

      Czytaj również: Donos Witolda Jurasza

      kresy.pl/ polsatnews.pl

      Każda epoka ma swoich bohaterów, tylko do łobuzów nikt przyznać się nie chce


      logo Polonia Christiana

      DZISIAJ JEST

      CZWARTEK 02 MARCA

       

      „Le Monde Diplomatique” szkaluje „Niezłomnych”. „Łupaszka” i „Ogień” nazwani zbrodniarzami

      Data publikacji: 2017-03-02 10:00

      Data aktualizacji: 2017-03-02 17:08:00

       „Le Monde Diplomatique” szkaluje „Niezłomnych”. „Łupaszka” i „Ogień” nazwani zbrodniarzami

      fot.Piotr Guzik/Forum

      Skandaliczny atak na „Żołnierzy Niezłomnych”. Redakcja polskiej edycji francuskiego miesięcznika „Le Monde Diplomatique” bohaterów antykomunistycznego podziemia nazwała na swoim profilu Facebookowym zbrodniarzami.

      Na cel francuskie pismo obrało sobie Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka” oraz Józefa Kurasia ps. „Ogień”. „W czasach Platformy Obywatelskiej zbrodniarzy takich jak Ogień czy Łupaszka uhonorowano narodowym świętem, w czasach Prawa i Sprawiedliwości robią z nich największych bohaterów” – napisał „Le Monde Diplomatique” na facebookowym profilu polskiej edycji miesięcznika. Pismo w taki sposób odwołało się do publikacji „Bandyci na pomnikach” tygodnika „Przegląd”.

      Uderzenie w „Niezłomnych” w dzień ich święta nie było dziełem przypadku. Francuski magazyn znany jest bowiem z krytyki tradycji i promowania lewackich teorii. „Redaktorem naczelnym polskiej edycji jest Przemysław Wielgosz, popularyzator myśli komunistycznej działaczki Róży Luksemburg” – przypomniała niezalezna.pl.

      Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” walczył o wolność Polski z hitlerowskimi Niemcami, a następnie z okupantem sowieckim. Był odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy oraz Krzyżem Walecznych, otrzymał też Krzyż Złoty Orderu Virtuti Militari. Józef Kuraś „Ogień” również stawiał opór niemieckim i sowieckim okupantom. Jego postać budzi kontrowersje, m.in. za służbę w UB, z której zdezerterował. Kuraś oskarżany jest też o zbrodnie i antysemityzm, niemniej w dyskusjach zapomina się, że „dowody” na „Ognia” fabrykowano.

      Źródło: niezalezna.pl

      MA

      Read more: http://www.pch24.pl/-le-monde-diplomatique-szkaluje-niezlomnych–lupaszka-i-ogien-nazwani-zbrodniarzami,49839,i.html#ixzz4aBnHooob

      Dzieci z Kazachstanu na wakacje do Polski


       

    • POSŁANIEC WARMIŃSKI

      NOWE WYDANIE!

      GN 9/2017

    • Wakacje dla Rodaka

      Łukasz Czechyra

      DODANE 15.02.2017 16:45 ZACHOWAJ NA PÓŹNIEJ

      Na Warmię mają przyjechać dzieci w wieku 13-16 latMAREK PIEKARA /FOTO GOŚĆ

      Olsztynianka zaprasza na wakacje dzieci z Kazachstanu. Można jej w tym pomóc.

      • Chcemy zaprosić na wakacje polskie dzieci z Kazachstanu – mówi Joanna Wilk-Yaridiz. To już kolejna jej akcja skierowana do naszych rodaków – jak mówi każda akcja (Książka dla Rodaka, Kartka dla Rodaka) rodzi nowe pomysły. – Zaczęło się od książek. Podczas rozmów z ambasadą o ewentualnym wsparciu od razu sugerowano mi, że książki to w sumie nic takiego, lepiej zająć się czymś poważniejszym, jak zorganizowanie przyjazdu na wypoczynek. Na początku uznałam, że to niemożliwe, że nie dam rady. Ale później, kiedy w akcje włączało się mnóstwo ludzi, pomagali mi, pytali co będziemy robić dalej, pomyślałam, że trzeba to zrobić – mówi organizatorka.

      Dzieci z Kazachstanu w wieku 13-16 lat mają przyjechać w drugiej połowie lipca na dwa tygodnie. Bazą będzie Dom rekolekcyjny „Zacheusz” w Nowym Kawkowie. Obecnie poszukiwani są chętni, którzy chcieliby pomóc w organizacji oraz sponsorzy. – Koszt samych biletów to około 25 tys. złotych. Cały czas zbieramy fundusze – im więcej zbierzemy, tym więcej atrakcji będziemy mogli zapewnić dzieciakom – tłumaczy Joanna Wilk-Yaridiz.

      Więcej szczegółów o akcji, a także o możliwości wsparcia znajduje się TUTAJ.

      | 1 |

      Tymi samolotami będą latać polskie VIP-y


      Wiadomości Gazeta.pl

       

      Tymi samolotami będą latać polskie VIP-y. Oto pierwsze zdjęcia nowych maszyn

      tps

      02.03.2017 11:05

      Gulfstream G550, którym będą latać polskie VIP-y

      Gulfstream G550, którym będą latać polskie VIP-y (Fot. MON)

      MON pochwalił się pierwszymi zdjęciami nowej maszyny, która już wkrótce będzie transportować najważniejsze osoby w państwie. Dwa samoloty tego typu, warte w sumie 440 mln złotych, trafią do Polski jeszcze w tym roku.

      Zamówiony przez polskie władze model to Gulfstream G550. Samoloty powstają w hangarach amerykańskiej firmy General Dynamics.

      Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiada, że pierwsza z maszyn trafi do Polski już w czerwcu tego roku, kolejna – miesiąc później. Na zdjęciach opublikowanych przez MON widać, że prace nad przygotowaniem samolotów są na ostatniej prostej. Jeden z nich jest już ozdobiony naszymi barwami narodowymi i tradycyjną, lotniczą szachownicą.

      Umowę na dostarczenie samolotów podpisano w listopadzie zeszłego roku. Kontrakt opiewa łącznie na kwotę 440 milionów złotych.

      Zobacz obraz na Twitterze

      Zobacz obraz na Twitterze

      Obserwuj

      Ministerstwo Obrony @MON_GOV_PL

      Pierwszy z 2 zamówionych samolotów Gulfstream #G550 dla #VIP będzie przekazany Polsce już w czerwcu @KownackiBartoszhttp://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/21949?t=Gulfstream-w-polskich-barwach …

      08:38 – 2 mar 2017

    • 4646 podanych dalej

    • 7575 polubień

    • Latają nim Szwedzi i Amerykanie

      Gulfstream G550 to mały samolot. Model jest przystosowany do transportu maksymalnie 19 osób, w tym czterech członków załogi. Zwykle kabina jest jednak przystosowana do przewozu w wysokim komforcie 12-16 osób lub 6-8, jeśli mają korzystać z możliwości snu na rozłożonych siedzeniach i kanapach.

      Samolot tego typu jest wykorzystywany m.in. przez rządy w Azerbejdżanie, Arabii Saudyjskiej, Szwecji (w tym przez członków rodziny królewskiej), Niemczech, Włoszech, Izraelu, Turcji czy w Stanach Zjednoczonych.

      Stara śpiewka Korwina Mikke i napaść Tajaniego na barwnego polityka z Polski


       

      TAJANI WSZCZYNA DOCHODZENIE PARLAMENTARNE WOBEC KORWIN-MIKKEGO

      POLSKA

      42 minuty temu

      Szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani rozpoczął dochodzenie w związku z seksistowskimi uwagami wygłoszonymi podczas posiedzenia plenarnego przez polskiego europosła Janusza Korwin-Mikkego – poinformowano w czwartek.

      Janusz Korwin-Mikke /Łukasz Kaniewski /Reporter

      Janusz Korwin-Mikke /Łukasz Kaniewski /Reporter

      W środę wieczorem lider partii Korwin mówił w trakcie debaty na temat różnic w wynagrodzeniach między kobietami i mężczyznami, że kobiety muszą zarabiać mniej, „bo są słabsze, mniejsze i mniej inteligentne”.

      Służby prasowe Parlamentu Europejskiego poinformowały w czwartek, że do Tajaniego w sprawie tej wypowiedzi zgłosiło się kilku zaalarmowanych nią europosłów. Szef PE podjął decyzję o wszczęciu procedury, która może się zakończyć karą finansową lub nawet zawieszeniem deputowanego w prawach.

      Korwin-Mikke już wcześniej odpowiadał za swoje kontrowersyjne wypowiedzi. W lipcu 2016 r. otrzymał karę za porównywanie mieszkańców Afryki przybywających do Europy do zalewającego ją szamba.

      Antonio Tajani wybrany nowym szefem Parlamentu Europejskiego

      Antonio Tajani wybrany nowym szefem Parlamentu Europejskiego © 2016 Associated Press

      PAP

      Powoływanie Komisji Weryfikacyjnej wymiatającej złodziejskie zaszłości w Warszawie


      JAKI: KOMISJA WERYFIKACYJNA MIEŚCI SIĘ W POLSKIM PORZĄDKU PRAWNYM

      AFERA REPRYWATYZACYJNA W WARSZAWIE

      58 minut temu

      To rozwiązanie mieści się w polskim porządku prawnym – podkreślił wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki w czwartkowej debacie Senatu nad ustawą powołującą Komisję Weryfikacyjną ds. dzikiej reprywatyzacji w stolicy. – Państwo polskie nie może być bezbronne i bezradne – zaznaczył.

      Patryk Jaki /Rafał Oleksiewicz /Reporter

      Patryk Jaki /Rafał Oleksiewicz /Reporter

      Sejm 10 lutego uchwalił ustawę o „szczególnych zasadach usuwania skutków prawnych decyzji reprywatyzacyjnych dotyczących nieruchomości warszawskich, wydanych z naruszeniem prawa”. Przewiduje ona powołanie komisji weryfikacyjnej ds. warszawskiej reprywatyzacji. W skład komisji wchodzi powoływany przez premiera przewodniczący oraz ośmiu członków powoływanych i odwoływanych przez Sejm.

      Według Jakiego, cała dyskusja dotyczy w istocie relacji państwo kontra zorganizowana grupa przestępcza, która „rościła sobie prawo do wyjątkowego okradania obywateli”. Przypomniał, że ws. reprywatyzacji zdarzały się przypadki ustanawiania przez sądy kuratorów „na 140-letnie osoby”; ktoś inny kupował numizmaty II RP, po czym twierdził, że jest właścicielem ówczesnej firmy i należy mu się jej dawna nieruchomość. – Doszło nawet do brutalnego morderstwa i organy państwa twierdziły, zresztą wbrew wszystkim faktom, że to było samobójstwo – dodał. wiceminister.

      • Państwo polskie nie może być bezbronne i bezradne; stąd ten projekt – podkreślił Jaki. Według niego, dla powołania tej komisji weryfikacyjnej nie ma alternatywy, jeśli państwo nie chce przegrać z przestępcami. – Powinniśmy schować do kieszeni swoje ewentualne problemy polityczne, które mogą wynikać z tego dla konkretnego środowiska – oświadczył wiceminister.
      „Nie było skandalu, bo odpowiedzialni za to ludzie zaczęli się bać”

      Zaznaczył, że od czasu przedstawienia projektu nie było żadnego kolejnego skandalu reprywatyzacyjnego w stolicy, bo „ludzie za to odpowiedzialni zaczęli się bać”.

      Zwrócił uwagę, że członkowie komisji weryfikacyjnej będą podlegali dużej presji. – Dlatego będą mieli status wysokich urzędników, nad którymi nikt nie miał władzy zwierzchniej – powiedział Jaki. Podkreślił, że także temu służyć będzie ich immunitet – „by nie czuli się zastraszani przez państwo, ktokolwiek by rządził”. Zapewnił, że nie będą oni odwoływalni przy ewentualnej zmianie rządu. Poparł poprawkę zgłoszoną przez senackie komisje, aby członkowie komisji mieli rangę sekretarzy stanu, ale nie w Ministerstwie Sprawiedliwości.

      Jaki jest optymistą, jeśli chodzi o czas trwania danego postępowania przed komisją weryfikacyjną, którą „obowiązują terminy z Kodeksu postępowania administracyjnego”. – To jedna z najszybszych ścieżek w polskim prawie – zaznaczył. W porównaniu do sądów powszechnych, to jest stosunkowo niedługi okres – dodał.

      Wiceminister wyraził opinię, że najtrudniejsze dla komisji weryfikacyjnej będą sprawy, w których „grupa cwaniaków” już odsprzedała nieruchomość, którą „odzyskała”. – Ale będzie można wyegzekwować odpowiedzialność finansową od osoby, która na tym zarobiła – dodał Jaki. Nie był w stanie podać szacunków, ilu ludziom pomogą działania komisji. – Zrobimy wszystko, by była ona jak największa – zapowiedział.

      Jaki podkreślił, że komisja  weryfikacyjna nie będzie mogła koncentrować się na osobach, które nabyły zreprywatyzowane nieruchomości w dobrej wierze. Dodał, że komisja, jeśli nie będzie mogła oddać nieruchomości, będzie miała prawo przyznać rekompensatę dla poszkodowanych, w tym także – gdy padli oni ofiarą nielegalnych działań kogoś, kto nieruchomość odzyskał zgodnie z prawem.

      Jaki poinformował, że obecnie trwa ok. 128 postępowań prokuratorskich w sprawie dzikiej reprywatyzacji w stolicy. – Mamy aresztowania uznane przez sądy – podkreślił. – Mieszkańcy Warszawy czekają nie tylko na skazanie winnych, ale też na zmianę decyzji administracyjnych – dodał wiceminister.

      • Ustawa reprywatyzacyjna nie rozwiązałaby problemów, o których tu mówimy – ocenił Jaki, odpowiadając na pytanie o ewentualne plany całościowego uregulowania kwestii zwrotu własności odebranej przez system komunistyczny.

      PAP

      Skuteczne wbicie klina Platformie


      Strona główna serwisu

       

      Natalia Durman

      Natalia Durman

      akt. 02.03.2017, 13:04

      #dzieńdobryWP Jacek Saryusz-Wolski szefem RE? Paweł Lisicki: to morderczy cios PiS

      • To morderczy cios zadany przez PiS Platformie Obywatelskiej, przynajmniej jeśli chodzi o politykę europejską. Saryusz-Wolski zachowuje się tak, jakby uczestniczył w grze. Milczenie w oczywisty sposób oznacza zgodę – komentował na antenie Telewizji WP zamieszanie wokół kandydatury na szefa RE Paweł Lisicki („Do Rzeczy”). Roman Imielski („Gazeta Wyborcza”) zdradził kolei, że „z dobrych źródeł” słyszał o dwóch wykluczających się scenariuszach. Jakich?

      Saryusz-Wolski szefem RE? Lisicki: to morderczy cios PiS

       

      „Morderczość” sytuacji polega, jak wyjaśnił Lisicki, na tym, że Saryusz-Wolski „jest, był” istotnym politykiem PO, ważną postacią w Parlamencie Europejskim, przewodniczącym komisji spraw zagranicznych, wiceszefem Europejskiej Partii Ludowej. – Trudno sobie wyobrazić lepszego kandydata do takiej rozgrywki – podkreślił.

      Adam Bielan dementuje informacje nt. Jacka Saryusza-Wolskiego

      Czy to zatem jego koniec w Platformie? Imielski nie ma wątpliwości. – Myślę, że tak, po tego typu zaangażowaniu się w grę, którą rozpoczął PiS. Nastroje w PO są, mówiąc delikatnie, wobec niego bardzo ostre. Janusz Lewandowski, który jest nieformalnym liderem grupy PO w Europarlamencie, powiedział wprost, że albo się odetnie, albo złoży dymisję, odejdzie z klubu – powiedział publicysta.
      Podkreślił, że Platforma znalazła się w trudnej sytuacji, ponieważ Saryusz-Wolski jest bardzo dobrym specjalistą europejskim, zasłużonym człowiekiem w integracji Polski z UE oraz rozpoznawalną postacią w Europarlamencie.

       

       

      • Nie jest tajemnicą, że nie przepada z Donaldem Tuskiem. Czuł się niedoceniany. Chciał być komisarzem (…) Ale nie oceniałbym, że to morderczy cios. Nawet strata Saryusza-Wolskiego niewiele zmieni co do sytuacji PO w samym Europarlamencie – dodał.

      Obserwuj

      Telewizja WP @TelewizjaWP

      „Nie jest tajemnicą, że @JSaryuszWolski nie przepada za @donaldtusk” – @romanimielski w #dzieńdobryWP

      09:18 – 2 mar 2017

       

      • 11 podany dalej

       

       

      • polubień

       

      Imielski zdradził na antenie WP, że „z dobrych źródeł” słyszał o dwóch wykluczających się scenariuszach w sprawie Saryusza-Wolskiego. Pierwszy zakłada, że zgodził się on, by przyjąć rolę „konia trojańskiego”, wiedząc, że nie ma szans, ale z myślą o ewentualnych profitach – byciu komisarzem, szefem MSZ. Drugi – że zaczął grę z PiS, ale nie spodziewał się, że zagrają „va banque”, rzucając jego nazwisko na stół europejski.

      Obserwuj

      Telewizja WP @TelewizjaWP

      @JSaryuszWolski nie spodziewał się, że PiS zagra vabank.” – @romanimielski

      09:19 – 2 mar 2017

       

      • 11 podany dalej

       

       

      • polubień

       

      • Jeśli druga wersja byłaby prawdziwa, Saryusz-Wolski tak długo by nie milczał – przekonywał Lisicki.
        Saryusz-Wolski zamiast Tuska?
        Sprawę forsowania kandydatury Saryusza-Wolskiego na szefa RE podniósł w poniedziałek brytyjski dziennik „Financial Times”. Sprawa wywołała poruszenie, przede wszystkim w Polsce. Gazeta powołała się na dwóch europejskich dyplomatów zbliżonych do rozmów.
        Pierwsza kadencja Donalda Tuska upływa z końcem maja. Oficjalnie nie ma on kontrkandydatów.

      Polub WP Wiadomości

      Ochwacony pewniak



      PolskieRadio.pl TrójkaPuls Trójki

      Polityczna burza wokół szefa Rady Europejskiej

      ostatnia aktualizacja:01.03.2017 18:36

      • Jacek Saryusz-Wolski nie spełnia wymogów stawianych przed kandydatami na stanowisko szefa Rady Europejskiej – stwierdził na antenie Trójki poseł Platformy Obywatelskiej Michał Szczerba. Łukasz Schreiber z Prawa i Sprawiedliwości powiedział z kolei, że „wszelkie informacje na temat tej kandydatury to spekulacje i plotki medialne”.

       

      • Michał Szczerba: Donald Tusk jest pewniakiem i jedynym kandydatem na stanowisko szefa Rady Europejskiej (Puls Trójki)

      Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk

      Przewodniczący Rady Europejskiej Donald TuskFoto: European Council/Flickr

      Trwają spekulacje, czy Prawo i Sprawiedliwość wysunie jako kandydata na stanowisko szefa Rady Europejskiej eurodeputowanego Platformy Obywatelskiej Jacka Saryusz-Wolskiego. Tymczasem zdaniem PO to „rozgrywka polityczna PiS”.

      • Milczenie europosła Saryusz-Wolskiego powoduje, że traci on wiarygodność. Moim zdaniem to nie jest kandydatura, która powinna być rozpatrywana. Przede wszystkim nie spełnia on kryteriów, które od lat są dobrą praktyką. Przykładem jest np. to, że przewodniczący Rady Europejskiej powinien być byłym premierem lub byłym prezydentem. Tymczasem najwyższym stanowiskiem, które zajmował europoseł Saryusz-Wolski, była funkcja wiceministra. Donald Tusk jest pewniakiem i jedynym kandydatem, a ten chaos, który tworzy PiS w Polsce, przekłada się już niestety na poziom europejski – powiedział Michał Szczerba.

      Więcej ważnych informacji i komentarzy znaleźć można na stronach audycji „Salon polityczny Trójki”, „Komentatorzy”, „Puls Trójki” i „Śniadanie w Trójce”.

      • Największy chaos jest w szeregach Platformy Obywatelskiej – ripostował Łukasz Schreiber. – To, że są jakieś rzekome rozmowy na temat tej kandydatury, to tylko i wyłącznie plotka medialna, za którą nie stoi żadne słowo. Zresztą rozmawiamy o sprawie, która toczy się za zamkniętymi drzwiami. Trwają rozmowy, negocjacje i ustalenia. To jest kompetencja państw, by ustalić przewodniczącego Rady Europejskiej i niedługo to nazwisko poznamy – dodał poseł PiS.

      Obiecanki litewskiego Premiera


       

      PolskieRadio.pl JedynkaWięcej świata

      Premier Litwy: Polska jest naszym strategicznym sąsiadem

      ostatnia aktualizacja:01.03.2017 19:14

      • Chcemy, by nasz rząd miał bliskie i partnerskie relacje z Polską – powiedział w audycji „Więcej świata” Saulius Skvernelis.

       

      • Spojrzenie na Litwę (Więcej świata/Jedynka)

      Premier Litwy Saulius Skvernelis

      Premier Litwy Saulius SkvernelisFoto: Ernests Dinka/Wikimedia Commons/CC

      W swym pierwszym wywiadzie dla polskich mediów premier Litwy Saulius Skvernelis opowiedział o swojej wizji przyszłości Unii Europejskiej.

      • Największą troską i problemem UE jest obecnie jej przetrwanie. Brexit pokazał, że wspólnota europejska nie była tak silna, jak to sobie wyobrażaliśmy. Dlatego po Brexicie wszyscy powinniśmy dążyć do budowania silniejszej Unii – wskazał.
        Omówiliśmy w Jedynce także kwestię zagrożenia płynącego ze strony Rosji. – Działania, które zostały podjęte w wyniku realizacji ustaleń warszawskiego szczytu NATO, czyli dyslokacja batalionów NATO w krajach bałtyckich i Polsce, są właściwe – stwierdził.
        Zapowiedział, że w ramach walki z rosyjską propagandą podejmowane są działania, by obywatele południowej części Litwy mieli dostęp do informacji w języku ojczystym. – Zaoferujemy pakiet kanałów polskich – zadeklarował.

      Jak Saulius Skvernelis ocenia współpracę z Polską w dziedzinie obronności? Wysłuchaj całej rozmowy.
      W audycji „Więcej świata” także:
      W kontekście sformowania NATO-wskiego batalionu na Litwie rodzi się pytanie o stosunek litewskiego społeczeństwa do sił Sojuszu. Na ten temat porozmawialiśmy z szefem departamentu politycznego w Ministerstwie Obrony Narodowej Litwy Vaidotasem Urbelisem.
      „Ciągle się mówi o tym, że Litwa może być następnym celem rosyjskiego prezydenta Władimira Putina” – o wzroście poczucia zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej opowiedział w radiowej Jedynce wileński politolog i bloger Aleksander Radczenko.
      Andrius Kubilius – premier Litwy w latach 1999-2000 i 2008-2012 – wyjaśnił w audycji „Więcej świata”, dlaczego powstała parlamentarna „Grupa 3 Maja” nawiązująca swą nazwą do Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
      „To są na razie takie idee, uważam, że dobre, ale zobaczymy, jak będzie z realizacją” – cele „Grupy 3 Maja” skomentował w Jedynce dr Andrzej Pukszto, politolog z Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie.

      ***

      Tytuł audycji: „Więcej świata”

      Bezpardonowy atak opozycji


      TVN24

      Platforma chce wyjaśnień w sprawie przeszłości ambasadora w Niemczech

      02 marca 2017

      Andrzej Przyłębski został powołany na stanowisko w zeszłym roku Oczekujemy natychmiastowego stanowiska premier Beaty Szydło albo dymisji ambasadora – powiedział na konferencji prasowej poseł PO Tomasz Siemoniak. Odniósł się w ten sposób do rzekomej współpracy ze służbami bezpieczeństwa w PRL ambasadora Polski w Berlinie Andrzeja Przyłębskiego. Siemoniak ocenił, że PiS „rujnuje” kolejne obszary życia publicznego, a polska służba zagraniczna doświadcza „czystek personalnych”. „Krym Warszawa – wspólna sprawa”. Protest przed ambasadą Rosji w Warszawie Pod hasłami… czytaj dalej » – W mediach pojawiły się dość wiarygodne informacje, że obecny ambasador w Berlinie pan Przyłębski ma w swej przeszłości ciemne karty współpracy ze Służbami Bezpieczeństwa PRL-u. Domagamy się wyjaśnienia tej sprawy. Ambasador Polski w Berlinie powinien być tutaj absolutnie poza podejrzeniem – mówił na konferencji prasowej w Sejmie Siemoniak. – Oczekujemy albo natychmiastowego stanowiska pani premier Beaty Szydło co do tego, że to jest po prostu nieprawda i że zbieżność imion, nazwisk, dat urodzenia, miejscowości jest zupełnie przypadkowa, albo natychmiastowej dymisji pana ambasadora, żeby nie tworzyć sytuacji, która psuje wizerunek Rzeczypospolitej za granicą w ważnym kraju – zaapelował polityk. Jak dodał, w kraju „bardzo bliskim Polsce” powinniśmy dbać o to, żeby reprezentowały ją osoby, które nie są podejrzewane o współpracę z SB. „Sprawa wymaga natychmiastowej reakcji” Byli ministrowie, naukowcy, polityczni rywale. To oni będą doradzać Dudzie Prezydent Andrzej… czytaj dalej » Siemoniak mówił, że informacje na temat Przyłębskiego pochodzą ze strony Instytutu Pamięci Narodowej. – Uważamy, że sprawa jest poważna i wymaga natychmiastowej reakcji. Albo jest to pomyłka i przypadkowa zbieżność, albo jest to sytuacja, która wymaga natychmiastowego odwołania pana Przyłębskiego z Berlina do Warszawy, żeby nie kompromitować Polski – mówił Siemoniak. – Politykom PiS-u mniejsze przesłanki wystarczały do tego, żeby osądzać publicznie różne osoby – dodał. Zdaniem Jana Grabca (PO) zastanawiające jest, że informacja IPN dot. Andrzej Przyłębskiego „od wielu miesięcy nie jest komentowana przez premiera rządu oraz polityków PiS-u”. Poseł nawiązał również do mianowania byłego wójta Pcimia, Daniela Obajtka na szefa spółki Energa S.A. Jak zauważył, oskarżony jest on o „korupcję i wyłudzenia środków publicznych”. Na uwagę, że Przyłębski zaprzeczał zarzutom dotyczącym rzekomej współpracy z SB, Siemoniak odparł, że wątpliwości wciąż są bardzo poważne. – My nie oczekujemy, że będzie się tłumaczył ambasador Przyłębski, tylko jego przełożeni. Niech oni jednoznacznie stwierdzą, że to jest nieprawdziwe – powiedział poseł. – Jeśli takiego stwierdzenia nie ma, jeśli takie stwierdzenie nie padło, to uważamy, że ta sytuacja jest bardzo poważna – zauważył. Każdy będzie mógł sprawdzić, kto pracował dla Służby Bezpieczeństwa Inwentarz… czytaj dalej » Posłowie Platformy byli pytani, czy mają wiedzę na temat ewentualnych osób poszkodowanych przez Przyłębskiego. Jak podkreślali, dziennikarze, którzy próbowali dotrzeć do teczki ambasadora Przyłębskiego w IPN twierdzą, że nie ma takiej możliwości. – Teczka osoby o kryptonimie „Wolfgang” dotycząca Andrzeja Przyłębskiego jest wypożyczona. Została wypożyczona przed powołaniem pana ambasadora – może zbieżność jest przypadkowa – i w tej chwili nie może być przedmiotem analizy ze strony dziennikarzy czy polityków, naukowców – zaznaczył Grabiec. Kariera Przyłębski w lipcu ubiegłego roku został powołany na nowego ambasadora Polski w Republice Federalnej Niemiec, zastępując na tym stanowisku Jerzego Margańskiego. Przyłębski przez większość kariery był związany z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, nauczał również jako profesor filozofii na Technische Universitaet w Chemnitz. W marcu 2010 r. otrzymał tytuł profesorski. W 2015 r. prezydent Andrzej Duda powołał go w skład Narodowej Rady Rozwoju. Przez pięć lat zajmował stanowisko radcy ds. kultury i nauki w Ambasadzie RP w Niemczech. Prywatnie ambasador jest mężem nowej prezes Trybunału Konstytucyjnego, Julii Przyłębskiej.

      Autor: mart,js/adso 

      Źródło: TVN 24, PAP

      (http://www.tvn24.pl)

      Nie po to dziesiątkami lat chroniono drzewostany, by w parę tygodni zdewastować je z żądzy zysku


      Znalezione obrazy dla zapytania drzewostany

      TVN24

      01 marca 2017

      PiS zmieni ustawę o wycince drzew „Całkowita ochrona zieleni na terenach zabytkowych, w tym zabytkowych parków, ogrodów, cmentarzy i innych form zieleni na obszarach wpisanych do rejestru zabytków” – to założenia projektu nowelizacji ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami oraz niektórych innych ustaw. Projekt, który zgłosił wicepremier Piotr Gliński, został przyjęty przez rząd we wtorek. – Proponowane zmiany chronią przed niekontrolowaną wycinką zieleni, która jest nieodłącznym elementem krajobrazu kulturowego – skomentowała wiceminister kultury, generalny konserwator zabytków prof. Magdalena Gawin. „Błąd w ustawie zostanie naprawiony”. Jarosław Kaczyński o wycince drzew – Do ustawy o… czytaj dalej » Resort w komunikacie przekazuje, że usprawniona została procedura uzyskiwania pozwolenia na usunięcie drzew i krzewów. „Niezależnie od tego, czy teren jest własnością prywatną, wymagane będzie jedno pozwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków, zamiast dotychczasowych dwóch, wynikających z odmiennych ustaw” – czytamy w informacji ministerstwa. Zmiany w wycince drzew Od 1 stycznia obowiązują zliberalizowane przepisy ustawy o ochronie środowiska umożliwiające wycinkę drzew na prywatnych posesjach. Zgodnie z nimi właściciel nieruchomości może bez zezwolenia wyciąć drzewo bez względu na jego obwód, jeśli nie jest to związane z działalnością gospodarczą. Przepisy przyjęto podczas głosowania w Sali Kolumnowej Sejmu większości głosami PiS, w czasie kiedy opozycja protestowała na Sali Plenarnej Sejmu. Zmiany w ustawie zapowiedział we wtorek prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. – Poprawka (…) uniemożliwi (…) wykorzystywanie tej ustawy, które rzeczywiście miało miejsce ostatnio, czyli wycinanie drzew w jakiś większych zespołach po to, żeby w sposób bardzo prosty tworzyć podstawy dla inwestycji, żeby omijać ograniczenia, których istnienie jest racjonalne – mówił. – Błąd w ustawie zostanie naprawiony – zaznaczył. Jak powiedział prezes PiS, zmiany zostaną przyjęte przez Sejm na najbliższym posiedzeniu.

      Autor: kło/sk /

      Źródło: mkidn.gov.pl

      (http://www.tvn24.pl)

      Drżyjcie dobroczyńcy polskiego narodu-PIP zabiera się do pracy


      wp.plmoney.pl

       

    • Fala kontroli. 20 tys. firm na celowniku PIP

      FOT. ANDRZEJ HULIMKA/REPORTER

      Inspektorzy pracy prowadzą zmasowane kontrole związane z płacą minimalną. Do końca roku sprawdzą ponad 20 tys. firm. Ostrzegają przed wysokimi karami – informuje „Puls Biznesu”.

      Od nowego roku płaca minimalna dla etatowców zwiększyła się o ponad 8 proc. i wynosi obecnie 2 tys. zł. Weszła też w życie minimalna stawka godzinowa w wysokości 13 zł dla osób wykonujących zlecenia lub świadczących usługi. Państwowe służby wezmą teraz na celownik przedsiębiorców i sprawdzą czy nie omijają nowych regulacji.

      – Wiemy, że ledwo przepisy zaczęły obowiązywać, podjęto wiele prób ich obejścia i powrotu do stosowania stawek dalece odbiegających od ustawy. Wszystkie informacje dotyczące nieprawidłowości są kierowane do głównego inspektora pracy. Mobilizujemy wszystkie siły – mówi Elżbieta Rafalska, minister pracy.

      „Tygodnik Solidarność” opublikował już pierwsze zgłoszenia w ramach akcji „13 zł… i nie kombinuj”. – „Dostałam nową umowę na 13 zł, ale jednocześnie dostałam umowę na dzierżawę odkurzacza. Na 500 zł” – napisała sprzątaczka Katarzyna z Wrocławia.

      REKLAMA

      „Nasz szef (tu dokładna nazwa firmy wraz z numerem koncesji) wlepia nam fikcyjne kary za spóźnienie, obciąża za pranie odzieży czy za wydawanie nowych elementów munduru. Otrzymujemy 7-8 zł netto na godzinę” – opisuje w formularzu zgłoszeniowym Andrzej z Lublina.

      Wielu pracodawców opracowało własne systemy kar finansowych i naliczania dodatkowych opłat. Zleceniobiorcy mają płacić np. za spóźnienia, niedokładne wykonanie obowiązków czy opuszczenie miejsca pracy przed czasem. Więcej TUTAJ.

      Jak podaje „Puls Biznesu”, inspektorzy pracy od lutego prowadzą wzmożone kontrole i sprawdzają czy pracodawcy płacą ustawowe 13 zł za godzinę. Główne branże, które znalazły się na radarze Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), to: sektor budowlany, ochrony osób i mienia, a także gastronomia i hotelarstwo oraz usługi sprzątania. Według szacunków GUS, w całej gospodarce na umowach cywilnoprawnych pracuje 1,3 mln osób na ponad 16 mln zatrudnionych.

      – W 2017 r. kontrolami inspekcji pracy zostaną objęci pracodawcy i przedsiębiorcy w wymiarze do tej pory niespotykanym. Planujemy ponad 20 tys. kontroli, które będą poświęcone głównie minimalnej płacy godzinowej – mówi Roman Giedrojć, główny inspektor pracy.

      Najważniejsze funkcje, jakie powinien mieć topowy smartfon?

      Długi czas pracy bateriiSzybkość i płynność działaniaProfesjonalny aparat i kamera videoOdporność na uderzenia i zarysowaniaDuża pojemność wbudowanej pamięciDual SIMDesign, który robi wrażenie

      zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

      Od 1 stycznia 2017 r. minimalna stawka godzinowa wynosi 13 zł. Obejmuje nie tylko osoby na umowach zlecenia, ale też samozatrudnionych, którzy jednoosobowo świadczą usługi dla firm. Ustawa precyzuje, kiedy takie rozwiązanie będzie stosowane: m.in. przy zleceniach, w których wyznaczono czas ich świadczenia. Minimalna stawka godzinowa ma mieć zastosowanie do wszystkich umów, bez względu na sposób ustalania wynagrodzenia – według stawki godzinowej, dziennej, tygodniowej, miesięcznej itp.

      Wyłączenia z zasady minimalnego godzinowego wynagrodzenia za pracę dotyczą m.in. rodzinnych domów pomocy i umów cywilnoprawnych przy opiece nad uczestnikami wycieczek. Minimalna stawka nie dotyczy też m.in. zleceniobiorcy samodzielnie ustalającego miejsce i czas realizacji zadań, jeśli jego wynagrodzenie będzie zależało wyłącznie od osiągniętego rezultatu.

      WP money

      firma, kontrola, pip, stawka godzinowa, 13 zł

      PAP

    • Kosmopolityczna toczy krokodyle łzy, że Trump nie skończy potężnego i pięknego muru


      Wiadomości Gazeta.pl

       

      Trump obiecał „potężny i piękny” mur na granicy z Meksykiem. Ale zapomniał o kluczowej kwestii

      AB, PAP

      02.03.2017 07:24

      Donald Trump

      Donald Trump (Fot. ALEX BRANDON/ AP Photo)

      • Biały Dom nie dysponuje wystarczającymi środkami na budowę muru – wynika z dokumentów, do których dotarł Reuters. To oznacza, że Trump będzie musiał prosić o pomoc Kongres – choć i jego fundusze nie są wystarczające.

      Prezydent USA obiecał, że budowa muru na granicy z Meksykiem rozpocznie się bez zwłoki. Przedsięwzięcie miało zainicjować Ministerstwo Bezpieczeństwa Narodowego, które miało wykorzystać na ten cel własne środki. Z dokumentów wynika jednak, że resort dysponuje sumą zaledwie 20 mln dolarów. Pieniądze te „starczą jedynie na opłacenie umów o przygotowanie prototypu muru, ale nie na samą budowę” – pisze Reuters i zaznacza, że całkowity koszt budowy muru będzie wielokrotnie wyższy.

      Jest jeszcze jeden problem: z dokumentu omawianego przez agencję wynika, że są to środki, jakie już wcześniej planowano wydać na budowę metalowego ogrodzenia na granicy w Naco, w Arizonie (5 mln) oraz na zainstalowanie kamer na przejściach granicznych (15 mln dolarów).

      To oznacza, że administracja Trumpa będzie musiała zwrócić się do Kongresu o przyznanie odpowiednich funduszy. Przewodniczący Izby Reprezentantów Republikanin Paul Ryan zapowiedział już wcześniej, że koszty budowy muru zostaną uwzględnione w budżecie na nowy rok podatkowy – w ocenie polityka wsparcie wyniosłoby od 12 mld do 15 mld dolarów. Ostateczny koszt budowy ma jednak wynieść nawet 40 mld dolarów – to oznacza, że budowa zostanie zakończona najwcześniej za dwa lata. I to pod warunkiem, że parlament faktycznie przekaże na ten cel taką sumę.

      Mur ma być „nie do sforsowania, wysoki, potężny i piękny”

      Mur planowany przez Trumpa ma być zbudowany z betonu i mierzyć ok. 18 metrów wysokości. Prezydent jeszcze w czasie kampanii wyborczej powiedział o nim, że będzie „nie do sforsowania, wysoki, potężny i piękny”. Według ekspertów, konstrukcja muru uszczelniająca cała granicę, a więc o długości około 1600 km może kosztować nawet do 40 mld dolarów.

      Prezydent USA Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze o budowie muru pod koniec stycznia. Wyraził wtedy po raz kolejny opinię, że budowę muru powinny opłacić władze Meksyku. Strona meksykańska nie chce jednak finansować tej inwestycji. Rzecznik Białego Domu Sean Spicer dał wówczas do zrozumienia, że prezydent Trump rozważa możliwość wprowadzenia 20-procentowego cła na towary meksykańskie importowane do USA.

      Wypowiedź odbiła się szerokim echem w Meksyku i spowodowała dalsze pogorszenie stosunków między obu krajami. Później szef personelu Białego Domu Reince Priebus starał się nieco załagodzić sytuację, oceniając, że podwyżka ceł jest tylko jedną z wielu opcji.

      Granicy z Meksykiem pilnuje ponad 20 tys. strażników

      Licząca sobie prawie 3200 km granica USA z Meksykiem to najbardziej „otwarta” granica międzypaństwowa na świecie. Corocznie jest ona przekraczana w obu kierunkach setki milionów razy, głównie dzięki związkom gospodarek obu krajów w ramach układu NAFTA. Granica ta jest jednak bardzo nieszczelna, ponieważ co roku nielegalnie przedostaje się przez nią do USA około pół miliona mieszkańców Meksyku i innych krajów Ameryki Łacińskiej. Przeważająca ich większość to imigranci ekonomiczni, ale przez granicę przenikają także przestępcy, głównie handlarze narkotyków.

      Prawie dwie trzecie jej długości to rzeka Rio Grande, oddzielająca Meksyk od stanu Teksas i wpływająca do Zatoki Meksykańskiej. Na dystansie około 1100 km na granicy istnieją już metalowe ogrodzenia o rozmaitej konstrukcji, także z użyciem drutów kolczastych, łańcuchów i barier stalowych. Budowano je stopniowo począwszy od 2007 r. na podstawie ustawy Kongresu, uchwalonej pod naciskiem polityków przeważnie z południowo-zachodnich, nadgranicznych stanów, którzy domagali się powstrzymania napływu nielegalnych imigrantów. Poszczególne odcinki ogrodzenia wznoszą się głównie w pobliżu większych miast.

      Granicy pilnuje – po stronie amerykańskiej – ponad 20 tys. strażników federalnej agencji straży granicznej (Border Patrol). Wspomaga ich 11 tys. podziemnych czujników elektronicznych, 107 samolotów, 8 dronów, 84 łodzie motorowe i 175 specjalnych pojazdów z urządzeniami do wykrywania intruzów.