Nie ma zgody na lżenie religijnych wartości


 

Znalezione obrazy dla zapytania Koegzystencja

 

 

logo Polonia Christiana

DZISIAJ JEST

PIĄTEK 31 MARCA

 

Nie ma zgody na lżenie z Chrystusa. Działaniom „Krytyki Politycznej” sprzeciwiło się już ponad 11 tys. osób

Data publikacji: 2017-03-31 10:00

Data aktualizacji: 2017-03-31 10:17:00

Nie ma zgody na lżenie z Chrystusa. Działaniom „Krytyki Politycznej” sprzeciwiło się już ponad 11 tys. osób

Antychrześcijański i antypolski spot reklamowy lewicowej redakcji, który jawnie obraża Jezusa Chrystusa i kpi z polskich katolików wymaga interwencji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości. Pod apelem do Zbigniewa Ziobry o podjęcie kroków prawnych wobec redakcji „Krytyki Politycznej” podpisało się już 11 tys. osób.

„Mężczyzna, grający Jezusa, który spadł z nieba wprost do hipermarketu, gdzie dowiedział się że został królem Polski, zachowuje się jak hippis i homoseksualista. Szydzi z Polaków oraz z ich przestarzałych poglądów takich jak: tradycyjna rodzina, negatywny stosunek do aborcji i niechęć do przyjmowania islamskich imigrantów” – czytamy w apelu kierowanym do ministra Zbigniewa Ziobry za pośrednictwem platformy protestuj.pl.

Tego rodzaju działanie redakcji „Krytyki Politycznej”, przepełnione zmanipulowanymi naukami Kościoła katolickiego, czy scenami wprost szydzącymi z Jezusa Chrystusa stanowi obrazę uczuć religijnych katolików i wymaga interwencji. Kroki te powinien podjąć nie kto inny, jak Prokurator Generalny.

Zgodnie z art. 196. kodeksu karnego „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” – przypominają autorzy protestu.

Apel, który poparło już ponad 11 tys. osób wciąż można wesprzeć swoim głosem za pośrednictwem protestuj.pl.

MA

Read more: http://www.pch24.pl/nie-ma-zgody-na-lzenie-z-chrystusa–dzialaniom-krytyki-politycznej-sprzeciwilo-sie-juz-ponad-11-tys–osob,50594,i.html#ixzz4ctDoccsf

Znalezione obrazy dla zapytania Wolnośc wyznania

Wolność wyznania w Syrii

Reakcja Ziemkiewicza na austriackie gadanie Michnika


 

Znalezione obrazy dla zapytania memy michnika

 

Ziemkiewicz: Nie obraża się przeciwnika, z którym się przegrało! Michnik wyznacza sam sobie poziom poniżej dna

EmaPob

8:15 31 marca 2017

Rafał Ziemkiewicz
Telewizja Republika

Od dawna nie mówimy o „GW”, bo jest to gazeta, w której najciekawszych tematów nigdy nie ma – mówił Rafał Ziemkiewicz. – Agora opublikowała swoje raporty za zeszły rok. I co tam wypatrzono? Mało gdzie się tak dobrze zarabia, tylko trzeba być członkiem zarządu. Zarząd spółki Agora, oraz „straszliwie” oberwała od PiS-u, jest prześladowana przez reżim wschodni Orbana i Kaczyńskiego. Z reklamami gorzej, bo reklamy też płynęły za pieniądze podatnika – stwierdził dziennikarz.

– Zarząd Agory zarobił w zeszłym roku 8,5 mln złotych, a jest on 4-osobowy – powiedział Rafał Ziemkiewicz. – Zważywszy, że „GW” musiała w ramach tych strasznych prześladowań wyrzucić osoby, zamknąć oddziały regionalne. Chciałem bardzo pogratulować dziennikarzom Wyborczej tego etosu i ideowości. Te 5 mln premii dla zarządu, to niemal tyle, co przyniosły zwolnienia i obcięcie wierszówek. Dziennikarze Agory zatem zrz ucili się na premię dla zarządu. Oni mają etos, mogą pracować dla idei. I to jest bardzo piękne! Dziennikarze swoją kasę chętnie oddali swojemu zarządowi, więc i zarząd jest bardziej zmotywowany – mówił Ziemkiewicz. 

„Treść wypowiedzi Adama Michnika w dzisiejszej „Gazecie Polskiej” jest jak wszystkie jego wypowiedzi: Wszyscy są głupi, tylko ja jestem mądry”

– Treść wypowiedzi Adama Michnika w dzisiejszej „Gazecie Polskiej” jest jak wszystkie jego wypowiedzi: Wszyscy są głupi, tylko ja jestem mądry. Adam Michnik rozmawia tylko ze swoimi znajomymi, bo jak kogoś obcego wpuści na salę, to np. usłyszy „niech pan brata pozdrowi”, a to go bardzo denerwuje. Ludziom związanym z obecną władzą można dużo zarzucić, ale nie, żeby byli łasi na te konfitury, o których mówi Michnik, bo jeśli by tak było, to byliby tam, gdzie jest on. Łasi na profity szli do „Gazety Wyborczej”, bo tam najwyraźniej wszystkim się wydawało, że będą w zarządzie! – powiedział Ziemkiewicz. 

„Wszystkie wypowiedzi Adama Michnika pokazują, że jest to jest prymitywny, bardzo płaski człowiek, który ubliża głupio”

– Wszystkie wypowiedzi Adama Michnika pokazują, że jest to jest prymitywny, bardzo płaski człowiek, który ubliża głupio. Nie obraża się przeciwnika, z którym się przegrało. Bo ten głupek zawiązał pana na supeł! Jeśli Kaczyński jest głupkiem, to kim jest Michnik? Weź się panie Michnik stuknij w czaszkę i zastanów… Poniżać kogoś, od kogo się dostało bęcki, to samemu wyznaczać sobie poziom poniżej dana – stwierdził Ziemkiewicz. 

 

Źródło: Telewizja Republika

Znalezione obrazy dla zapytania memy michnika

Straszenie Niemców, że Putin zrobi im wybory


Znalezione obrazy dla zapytania Putin na niedżwiedziu

 

 

Deutsche Welle

 

POLITYKA

Rosjanie mogą wpływać na wybory do Bundestagu

Komisja ds. służb specjalnych działająca przy Senacie USA ostrzega przed rosyjskimi próbami manipulowania tegorocznymi wyborami w Niemczech i we Francji.

Cybersicherheit (picture-alliance/dpa/R. Hirschberger)

Senacka komisja ds. służb specjalnych zapowiedziała, że równolegle do działań Izby Reprezentantów, również weźmie pod lupę kontakty Donalda Trumpa i jego otoczenia z Rosjanami. Szef komisji Richard Burr zapowiedział, że chodzi przede wszystkim o okres kampanii wyborczej. Od przyszłego tygodnia rozpoczną się przesłuchania 20 osób, w tym Jareda Kushnera – zięcia i doradcy amerykańskiego prezydenta.

Groźba manipulacji niemieckimi wyborcami

Komisja Burra zamierza także zająć się zagrożeniem ze strony rosyjskich służb dla przebiegu kolejnych wyborów – tym razem prezydenckich we Francji w maju br. i parlamentarnych w Niemczech jesienią.

Deutschland Bundestagswahl 2013 (picture-alliance/dpa/M. Kappeler)

Hakerzy mogą ingerować w przebieg wyborów do Bundestagu

O możliwych rosyjskich próbach wpływania na wybory do Bundestagu przestrzegały już niemieckie służby. Urząd Kanclerski wydał zalecenie działającym w kraju i za granicą pracownikom wywiadu, by z uwagą przyglądali się działaniom Rosjan. Bezpośrednią przyczyną tych ostrzeżeń stał się atak rosyjskich hakerów na Bundestag wiosną 2015 roku oraz tak zwany przypadek Lisy w styczniu 2016 roku – rzekomego gwałtu młodej dziewczyny rosyjskiego pochodzeia, dokonanego w Berlinie.

Amerykanie zarzucają rosyjskim służbom wspieranie kampanii wyborczej Trumpa i przygotowywanie ataków na jego rywalkę Hillary Clinton, czemu służyły m.in. włamania hakerów na serwery Demokratów. Zarówno Trump jak i Rosjanie odpierają te zarzuty.

REDAKCJA POLECA

Czy Donald Trump dogadywał się z Rosjanami?

Kolejne informacje na temat możliwej współpracy Trumpa z rosyjskimi agentami wywierają coraz większą presję na Biały Dom i Republikanów. Kongres USA może powołać specjalnego prokuratora do zbadania tej sprawy. (24.03.2017)

Niemcy: Przeciwnicy Merkel w CDU/CSU zwierają szyki

USA zamierzają rzekomo skompromitować Rosję cyberatakiem

Rywalizacja między Senatem a Izbą Reprezentantów

Komisja ds. służb specjalnych w Izbie Reprezentantów zajmuje się przede wszystkim dwoma spotkaniami z rosyjskim ambasadorem Siergiejem Kislakiem w Trump Tower w Nowym Yorku oraz spotkaniem z szefem państwowego rosyjskiego Banku Rozwoju i Spraw Zagranicznych. W 2014 roku, po aneksji Krymu, rząd Obamy nałożył na ten bank sankcje. Jego przedstawiciele potwierdzili, że menadżerowie banku spotykali się w 2016 roku z Jaredem Kushnerem – zięciem i doradcą Trumpa, który również teraz doradza mu w Białym Domu.

Devin Nunes – przewodniczący badającej te sprawy komisji w Izbie Reprezentatów – znalazł się pod ostrzałem krytyki, gdyż zarzuca mu się zbyt bliskie relacje z urzędującym prezydentem. Dlatego komisja Senatu, która teraz ma zająć się sprawą rosyjskich wpływów, uchodzi za bardziej wiarygodną.

Szef senackiej komisji Richard Burr także doradzał Trumpowi w kampanii wyborczej, lecz zapewnia, że pomimo tego potrafi zachować obiektywizm.

dpa / Monika Sieradzka

Znalezione obrazy dla zapytania Niemki są za Putinem

Inspirator ukraińskiego genocydu dał polecenie wstrzymania walk w Donbasie


Znalezione obrazy dla zapytania zniszczenia Donbasu

 

 

WPROST.pl

 

Świat

WYDARZENIAŚWIAT

Poroszenko polecił wstrzymanie walk w Donbasie. Rozejm zacznie obowiązywać od 1 kwietnia

Dodano: wczoraj 21:332 320

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko / Źródło: Newspix.pl / AA/ABACA

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko poinformował, że polecił wstrzymanie walk w Donbasie od 1 kwietnia.

Poroszenko, który 30 marca uczestniczył w kongresie Europejskiej Partii Ludowej na Malcie, przekazał podczas zagranicznej wizyty, że wydał stosowny rozkaz, wprowadzający zawieszenie broni w Donbasie. – Przekazałem instrukcje wstrzymania walk szefostwu Sztabu Generalnego i ministrowi obrony Ukrainy – powiedział prezydent Ukrainy, w odpowiedzi na pytanie jednego z dziennikarzy, czy jego kraj jest gotowy do wprowadzenia w życie porozumień z Mińska.

Porozumienie z Mińska z 29 marca tego roku zawarli w stolicy Białorusi członkowie grupy kontaktowej ds. konfliktu w Donbasie. W jej skład wchodzi Rosja, Ukraina i OBWE oraz przedstawiciele z dwóch separatystycznych republik: ługańskiej i donieckiej. Decyzja o rozejmie została podjęta w związku z prawosławnymi świętami Wielkanocy, które rozpoczną się 16 kwietnia. Samo porozumienie ma obowiązywać od 1 kwietnia. Wśród założeń rozejmu jest m.in. wycofanie ciężkiego sprzętu i przerwanie ognia.

I porozumienie Mińskie

Poprzednie porozumienie, które miało obowiązywać na wschodzie Ukrainy, to także porozumienie z Mińska wynegocjowane przez tzw. Czwórkę Normandzką w lutym 2015 roku. Porozumienie zawierało m.in. zobowiązanie do przerwania ognia na terenie obwodów donieckiego i ługańskiego od 15 lutego 2015 roku, wycofania uzbrojenia ciężkiego na odległość od 50, 70 i 140 kilometrów od granicy (odległość zależała od konkretnego systemu artyleryjskiego), czy też rozwiązania kwestii Donbasu.

/ Źródło: Interfax-Ukraine, zik.ua

Podobny obraz

Bez komentarza

„Wyrzuciłbym tę czerwoną lumpeninteligencję”


Znalezione obrazy dla zapytania Poseł Stanisław Pięta

 

 

Poseł PiS krytykuje strajkujących nauczycieli. „Wyrzuciłbym tę czerwoną lumpeninteligencję”

Dodano: dzisiaj 07:3327 124

Stanisław Pięta / Źródło: Newspix.pl / Bartek Kosinski

W piątek odbywa się ogólnopolski strajk w szkołach. Akcję protestacyjną ostro skrytykował poseł PiS Stanisław Pięta. Polityk stwierdził, że nauczyciele, którzy biorą udział w piątkowym strajku powinni być zwolnieni.

– Mam nadzieję, że żaden uczciwy, porządny polski nauczyciel nie dopuści się tak hańbiącego zachowania, jak zostawienie dzieci bez opieki w szkole, i nie będzie protestował – powiedział poseł Pięta. Polityk PiS dodał, że gdyby to od niego zależało wyrzuciłby tę „czerwoną lumpeninteligencję na pysk”.

Pięta ocenił też, że „piątkowy protest jest podyktowany celami politycznymi i przykro, że są tacy nauczyciele, którzy nie liczą się z dobrem polskich dzieci, polskiej młodzieży”. – ZNP to postkomunistyczna, progenderowa i prorosyjska organizacja – wypalił poseł.

Piątkowy strajk rozpocznie się o godzinie 7:30 i potrwa do 15:30. W tym przedziale trwają zwykle zajęcia lekcyjne w większości polskich szkół. Jak podaje Związek Nauczycielstwa Polskiego, protest obejmie od 40 do 45 proc. polskich szkół. – Nikt z uczestników tego strajku: ani pani woźna ani nauczyciele, nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności – podkreślał prezes ZNP Sławomir Broniarz. – Strajk jest absolutnie legalny, dotyczy obrony praw pracowniczych i mieści się w zapisach ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych – zapewniał.

W piątek ogólnopolski strajk w szkołach. Udział zapowiedziała prawie połowa placówek31 marca w piątek we wszystkich województwach w Polsce zastrajkują pracownicy oświaty. ZNP zapowiada, że w proteście weźmie udział od 40 do 45 proc. placówek.WPROST.pl

/ Źródło: SE.pl

Znalezione obrazy dla zapytania strajkujący nauczyciel

Polakom nie wolno wyrażać swoich przekonań na Ukrainie


AdvertisementZnalezione obrazy dla zapytania Polacy na Ukrainie

 

INTERIA.PLFakty

 

UKRAINA: ZATRZYMANO ORGANIZATORÓW BLOKADY RZEKOMO BRONIĄCEJ PRAW POLAKÓW

ŚWIAT

19 minut temu

Władze Ukrainy zatrzymały dwóch mieszkańców Kijowa, którzy pod hasłami obrony praw polskiej mniejszości w tym kraju zorganizowali w środę blokadę trasy do granicy z Polską w obwodzie lwowskim.

O zatrzymaniu poinformowała w czwartek wieczorem prokuratura obwodowa; w sprawie przesłuchano ponad 100 świadków.

REKLAMA

Według prokuratury przeciwko zatrzymanym toczy się śledztwo z paragrafów o zamachu na integralność terytorialną państwa oraz o naruszeniu równych praw obywateli ze względu na ich przynależność rasową i narodową. Więcej szczegółów nie podano.

W środę ok. 150 osób zablokowało trasę między Lwowem a prowadzącym do Polski przejściem granicznym Rawa Ruska-Hrebenne, domagając się m.in. „zaprzestania ludobójstwa Polaków”. Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) w obwodzie lwowskim Wiktor Andrejczuk mówił wówczas, że za tymi wydarzeniami stoją rosyjskie służby specjalne.

Policja ustaliła, że wśród demonstrantów, którzy twierdzili, że są przedstawicielami żyjącej na Ukrainie mniejszości polskiej, Polaków nie było. Niemniej podczas blokady, którą zorganizowano we wsi Grzęda, pojawiły się transparenty z polskimi napisami.

„Doskonale rozumiemy, że za tymi wydarzeniami stoją rosyjskie służby specjalne” – oświadczył Andrejczuk.

„Stop ludobójstwu Polaków”, „Polacy chcą pokoju”

„Były tam plakaty, na których domagano się zaprzestania ludobójstwa Polaków, ale ja tam Polaków nie widziałem. Widziałem za to naszych klientów, znanych z używania środków odurzających, i dzieci, uczniów z naszych lwowskich szkół” – dodawał naczelnik policji Wałerij Sereda.

Policjanci ustalili, że uczestników akcji wynajęto, a jej organizatorzy za udział w „polskim proteście” płacili ok. 200 hrywien (ok. 30 zł).

Na transparentach i plakatach widniały napisy: „Stop ludobójstwu Polaków”, „Polacy chcą pokoju”, „Nie mamy żadnego konfliktu z wami”, „Precz ręce od zabytków”, „To też jest nasza ziemia”, „Polacy łączcie się” oraz „Wołyń w sercach”.

Lwowski portal Zaxid.net pisał, że w jednym z samochodów, którymi przywieziono uczestników protestów, policja znalazła generator elektryczny, drona i petardy. „Prowokacja miała być profesjonalnie nagrywana dla rosyjskich stacji telewizyjnych” – czytamy.

Do podobnego zdarzenia doszło 12 marca, kiedy grupa osób chciała zablokować dojazd do ukraińsko-polskiego przejścia granicznego Szeginie-Medyka. Zamierzali oni domagać się od rządu w Warszawie obrony praw polskiej mniejszości narodowej na Ukrainie i przyznali się, że zostali do tego wynajęci.

„Polska, pomoc swoim braciom” i „Polsko – pomóż swoim braciam!” – głosiły napisy w łamanej polszczyźnie, które mieli na swoich transparentach.

Ukraińskie media nie wykluczały, że za akcjami przy granicy z Polską stoją te same siły, które zaatakowały w środę konsulat RP w Łucku na północnym zachodzie kraju. Placówka została ostrzelana z granatnika, którego pocisk trafił tuż nad częścią mieszkalną, gdzie znajdowali się pracownicy konsulatu. W incydencie nikt nie ucierpiał.

PAP

Znalezione obrazy dla zapytania Profanacja polskich obiektow na Ukrainie

Znalezione obrazy dla zapytania Ukraińskie ataki na Polskę

"RZECZPOSPOLITA": REELEKCJA TUSKA PORAŻKĄ EUROPY


 

Znalezione obrazy dla zapytania upadająca UE

 

 

INTERIA.PLFakty

 

 

„RZECZPOSPOLITA”: REELEKCJA TUSKA PORAŻKĄ EUROPY

 

40 minut temu Aktualizacja: 5 minut temu

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” prezydencki minister Krzysztof Szczerski, tłumaczy dlaczego w grudniu był pewny, że Donald Tusk nie zostanie wybrany na drugą kadencję i opowiada o relacjach prezydenta z szefem MON.

Krzysztof Szczerski /VIP PHOTO /East News

Krzysztof Szczerski /VIP PHOTO /East News

Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP powiedział, że gdy mówił o tym, że Tusk nie zostanie wybrany na drugą kadencję, sytuacja w Europie była zupełnie inna i nie było oznak na to, że Europejska Partia Ludowa zdecyduje się na objęcie trzech głównych stanowisk w UE – przewodniczącego Parlamentu, szefa Komisji Europejskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej – czytamy w „Rzeczpospolitej”. Szczerski dodaje, że dla części państw wybór Tuska nie był istotny i zagłosowali według utartej zasady odnawiając jego mandat.

 

 

Zapytany o porażkę polskiej dyplomacji, którą było wystawienie kandydatury Jacka Saryusza-Wolskiego, odpowiedział, że Polska znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Dodał, że Tusk nie zabiegając o poparcie Polski, wystąpił przeciwko rządowi własnego kraju, a jego wybór na drugą kadencję to porażka.
W drugiej części wywiadu Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej” zapytał o relacje głowy państwa z szefem MON. Prezydencki minister niechętnie odpowiadał na pytania związane z relacjami Andrzeja Dudy i ministra Macierewicza. Powiedział, że relacje są stałe instytucjonalnie, ale personalne są zmienne.

Zdaniem Szczerskiego zmiany w armii nie powinny wywoływać niepokoju, ponieważ nie są to największe roszady w ostatnich latach. Twierdzi, że wszelkie decyzje, które wymagają zgody prezydenta, mają taką zgodę. Zapytany o spotkanie Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem odpowiedział, że prace nad kalendarzem spotkań trwają.

 

INTERIA.PL

Znalezione obrazy dla zapytania kaczy łeb Tuska

Antypolskie nastroje w Wlk.Brytanii


Advertisement

Znalezione obrazy dla zapytania Antypolskie nastroje w Wlk.Brytanii

INTERIA.PLFakty

 

ROGERSON: SŁUŻBY PRZYGOTOWANE NA EWENTUALNE AKTY AGRESJI WOBEC POLAKÓW

1 godz. 34 minuty temu Aktualizacja: 1 godz. 14 minut temu

​Szef policji w Huntingdon w Anglii zapewnia, że po formalnym rozpoczęciu Brexitu służby są przygotowane na ewentualne akty agresji wobec polskiej społeczności. Tuż po referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej w miasteczku pojawiły się antypolskie ulotki.

Służby są przygotowane na ewentualne ataki wymierzone w Polaków /AFP

Służby są przygotowane na ewentualne ataki wymierzone w Polaków /AFP

Inspektor Paul Rogerson przyznaje, że miejscowa policja poczyniła stosowne przygotowania, by nie doszło do powtórzenia się takich sytuacji. Dodaje, że nie ma jednak sygnałów o bezpośrednim zagrożeniu. – Oczywiście, że mamy plany. To moja praca. Zadbaliśmy o to, byśmy byli przygotowani – powiedział inspektor Rogerson.
– Lokalni radni współpracują w tej sprawie z policją. Wszyscy wysyłają sygnał, że takie czyny są nie do zaakceptowania. Czy spodziewamy się, że to się powtórzy? Mam nadzieję, że nie, ale jesteśmy gotowi, jeśli do tego dojdzie – oświadczył inspektor.
Na początku roku David Isaac – przewodniczący parlamentarnej komisji do spraw praw człowieka – ostrzegał, że uruchomienie artykułu 50. Traktatu Lizbońskiego, rozpoczynającego wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, może doprowadzić do wzrostu liczby incydentów antyimigranckich.

„Nienawiść wobec Polaków spotka się ze zdecydowaną reakcją”

 

Paul Rogerson zapewnia, że funkcjonariusze wyciągnęli wnioski z wydarzeń z czerwca minionego roku. – Ostatnim razem zareagowaliśmy ostro. Każdy, kto chciałby rozniecać nienawiść wobec polskiej społeczności, spotka się z naszą zdecydowaną reakcją – zapewnia funkcjonariusz policji.

W samym tylko pierwszym tygodniu po czerwcowym referendum w sprawie Brexitu liczba antyimigracyjnych incydentów w Wielkiej Brytanii zwiększyła się niemal o 60 procent w porównaniu z tym samym okresem sprzed roku. W środę premier Theresa May uruchomiła formalnie procedurę wychodzenia kraju z Unii Europejskiej. Negocjacje mają potrwać dwa lata.

Informacyjna Agencja Radiowa

Podobny obraz

Tureckie starcia w Belgii


Znalezione obrazy dla zapytania tureckie starcia w Belgii

 

Zamieszczone na stronach internetowych portalu WP.PL materiały sygnowane skrótem "PAP" stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazami danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie, chronionych przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez WP.PL na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

 

6h temu

Starcia w Belgii, są ranni. Poszło o Erdogana

Kilka osób zostało rannych w starciach, do jakich doszło w czwartek wieczorem przed tureckim konsulatem w Brukseli między zwolennikami i przeciwnikami prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana – poinformowała belgijska policja.

 

Starcia w Belgii, są ranni. Poszło o Erdogana

(PAP/EPA)

  • Kilka osób zostało rannych w starciach, do jakich doszło w czwartek wieczorem przed tureckim konsulatem w Brukseli między zwolennikami i przeciwnikami prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana – poinformowała belgijska policja.

Rzecznik policji powiedział agencji AFP, że rannych przewieziono do szpitala. Odmówił jednak podania dokładnej liczby poszkodowanych i informacji o ich stanie.

Starcia ostro potępił premier Belgii. Charles Michel ostrzegł, że jego rząd nie będzie tolerował przemocy i przenoszenia tureckich konfliktów do Belgii.

Zamieszki przed turecką placówką mają związek z referendum w sprawie reformy tureckiej konstytucji, która ma wzmocnić władzę prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Głosowanie odbędzie się w Turcji 16 kwietnia, jednak obywatele Turcji mieszkający w Belgii i innych krajach europejskich mogą głosować od 27 marca do 9 kwietnia w tureckich konsulatach.

Reforma konstytucji zakłada m.in., że prezydent będzie jednocześnie szefem państwa i rządu, będzie mógł sprawować władzę za pomocą dekretów, a także rozwiązywać parlament. Wzrośnie także jego wpływ na wymiar sprawiedliwości.

Jeśli dojdzie do zmiany systemu politycznego, sprawowanie urzędu prezydenta nadal będzie ograniczone do dwóch kadencji, ale ich liczenie rozpocznie się na nowo od wyborów zaplanowanych na listopad 2019 roku. Teoretycznie więc dzięki tym zmianom prezydent Recep Tayyip Erdogan będzie mógł pozostać przy władzy przynajmniej do 2029 roku.

WP Wiadomości

Znalezione obrazy dla zapytania Piękne Turczynki

Rosja jest silna niemal jak za czasów ZSRR


Znalezione obrazy dla zapytania rosyjskie żołnierki

 

 

 

Wirtualna Polska.pl

Zamieszczone na stronach internetowych portalu WP.PL materiały sygnowane skrótem "PAP" stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazami danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie, chronionych przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez WP.PL na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

 

OPRAC. MAGDALENA NAŁĘCZ

wczoraj (12:19)

Rosja jest silna niemal jak za czasów ZSRR. „To mięso armatnie”

„Ogólna liczebność formacji siłowych w kraju przekracza normy” – komentuje stan rosyjskiej armii „Niezawisimaja Gazieta”. Siły zbrojne Rosji pod względem liczebności przybliżyły się do armii Związku Radzieckiego, co zdaniem gazety wcale nie jest jej potrzebne.

 

Władimir Putin

Władimir Putin (Wikimedia Commons – Uznanie Autorstwa CC BY)

„Niezawisimaja Gazieta” komentuje w ten sposób dekret prezydenta Władimira Putina zwiększający o ponad 5 tys. liczebność personelu cywilnego armii. Chociaż liczba żołnierzy nie zmienila się, to – jak ocenia dziennik – „trzeba przyznać, że ogólna liczebność formacji siłowych w kraju przekracza normy”.

„Do liczebności personelu Ministerstwa Obrony dodać należy co najmniej 340 tys. służących w Rosgwardii (Gwardii Narodowej) i nie mniej niż 250 tys. w strukturach podporządkowanych Federalnej Służbie Bezpieczeństwa (FSB)” – wskazuje gazeta. Wylicza też zmilitaryzowane struktury innych resortów, w tym Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. Jak podsumowuje, „ogólna liczebność rosyjskich formacji wojskowych, bez uwzględnienia MSW i służb specjalnych, przekracza według przybliżonych szacunków 3 mln ludzi”.

Niepotrzebne im „mięso armatnie”

Gazeta przypomina, że pod koniec lat 80. XX wieku siły zbrojne ZSRR liczyły około 4 mln ludzi, dodatkowych 400 tys. służyło w wojskach wewnętrznych MSW, a około 220 tys. – w wojskach granicznych KGB. „Całkiem niewiele pozostało współczesnym rosyjskim strukturom zbrojnym, by łącznie osiągnąć radziecki poziom zmilitaryzowania kraju” – ocenia dziennik. Jak zaznacza, należy uwzględnić, że ludność ZSRR liczyła prawie 300 mln, a populacja dzisiejszej Rosji jest ponad dwukrotnie mniejsza.

„NG” krytykuje zwiększenie liczebności personelu cywilnego armii. Jak ocenia, ta „nadbudowa” już teraz jest „nadmiernie rozdęta”; należałoby ją więc „nie zwiększać, a zmniejszać do rozsądnych rozmiarów”. „Biorąc pod uwagę budżet Ministerstwa Obrony, lepiej mieć niedużą, zwartą i bardzo mobilną współczesną armię i flotę”; siły zbrojne Rosji potrzebują „nawet niezbyt licznych, ale wyszkolonych żołnierzy, nie mięsa armatniego” – podsumowuje gazeta.

Putin zarządza zwiększenie armii

REKLAMA

Jak głosi dekret Putina, opublikowany w środę na oficjalnym portalu prawnym Federacji Rosyjskiej, liczebność armii od lipca br. zostanie zwiększona z 1 897 694 osób do 1 903 051. Liczbę żołnierzy od 1 stycznia br. ustalono na poziomie 1 013 628 ludzi i po lipcu pozostanie ona bez zmian. Dekret wszedł w życie z dniem jego ogłoszenia.

Z Moskwy Anna Wróbel

WP Wiadomości

Znalezione obrazy dla zapytania Iskander S400M

Wywiad z Szewachem Weissem


 

Forsal.pl

Forsal.pl

 

forsal.plSzewach Weiss: Część Żydów po wojnie z ofiar zamieniła się w katów w UB [WYWIAD]

statystyki

Szewach Weiss: Część Żydów po wojnie z ofiar zamieniła się w katów w UB [WYWIAD]

30 marca 2017, 20:01 | Aktualizacja: 30.03.2017, 20:14

 

źródło:MAGAZYN DGP

Szewach Weiss ambasador Izraela w Polsce (2001–2003), przewodniczący Knesetu (1992–1996), profesor nauk politycznych Fot. Darek Golik

Szewach Weiss ambasador Izraela w Polsce (2001–2003), przewodniczący Knesetu (1992–1996), profesor nauk politycznych Fot. Darek Golikźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Darek Golik

„[…] część Żydów po wojnie z ofiar zamieniła się w katów w UB. To niesłychanie gorzka historia i tak łatwo, tu, w wywiadzie, nie da się jej opowiedzieć” – mówi prof. Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Polsce przewodniczący Knesetu w latach 1992–1996.

Z tej rozmowy rysuje się obraz sielanki, a przecież Żydzi z Polski uciekali często obarczeni ogromną traumą.

Większość z nich nie odczuwała żadnego sentymentu do Polski i to nie musi mieć związku z Zagładą. Bo kto wyjeżdżał przed 1939 r.?

Na pewno nie ci, którym było u nas dobrze.

Tacy nigdy nie wyjeżdżają, prawda? Wyjechali ci, którzy – w najlepszym razie – klepali biedę i postanowili od niej uciec, ale ci wybierali raczej Amerykę. A reszta to ci, którym w latach 30. dawała się we znaki endecja, getto ławkowe.

Mimo to byli tacy, którzy chcieli w Polsce zostać po wojnie.

Choćby mój ojciec, który założył ze wspólnikiem sklep w Wałbrzychu i dopiero strach po pogromie kieleckim skłonił go do ucieczki. Ci, którzy w Polsce zostali, wyjeżdżali po 1956 r., a te resztki, które zostały, wygnano po marcu 1968 r.

Masz świadomość, że część z tych ludzi powinna w Polsce trafić do więzień?

Oczywiście! To jest temat na zupełnie inną rozmowę, na rozmowę o tym, jak część Żydów po wojnie z ofiar zamieniła się w katów w UB. To niesłychanie gorzka historiai tak łatwo, tu, w wywiadzie, nie da się jej opowiedzieć. To ja ci się do czegoś przyznam. Czasami myślę sobie tak: „Może ja mam zbyt dobre podejście do Polaków, bo mnie uratowali? A co z tymi, których nie tylko nie uratowali, lecz których wydali na śmierć, co z ofiarami szmalcowników?”. I wtedy się miarkuję, staram się być obiektywny. Ale zaraz potem włączam telewizor i oglądam film dokumentalny o wojnie i przypominam sobie, jak wielką tragedią była ona dla Polaków. A później czytam nazwiska żydowskich sędziów, prokuratorów czy ubeków, którzy mordowali Polaków w czasach stalinowskich. Myślę wtedy: „Czy ja mam prawo krytykować Polaków? A jak Żydzi zachowali się wobec nich?”. Te relacje były też dramatyczne, nie tylko piękne i pełne anegdot.

W Izraelu na ulicy nie słychać już polskiego. Chyba że wpadniemy na grupę pielgrzymów.

Wielu Żydom Polska kojarzy się z traumą wojny, inni chcieli wtopić się jak najszybciej w izraelski świat. A poza tym biologia. Odeszło pokolenie tych, którzy tu przyjeżdżali dobrowolnie jeszcze przed wojną. Dla nich było jasne, że Tel Awiw to jest druga Warszawa, w Hajfie widzieli Łódź, a pełne rabinów Bnei Brak to sztetl jak wiele polskich żydowskich miasteczek. Tych ludzi, którzy czasem tęsknili za Polską jako krainą ich młodości, już nie ma. Na to miejsce przyszedł zupełnie inny obraz.

Jaki?

Polski jako miejsca, gdzie dokonał się Holokaust. To zmienia totalnie, naprawdę totalnie całe myślenie historyczne. Wielu Żydów nie potrafi tego rozdzielić, nie widzą Polski przedwojennej, nie znają powojennej, żywa jest tylko pamięć zagłady.

Zagłada jest czymś tak przerażającym, że w publicznej narracji nie ma miejsca na wesołe wspominki z Polski?

Tak właśnie się dzieje. Ona nie jest wspomnieniem najważniejszym, ona dla wielu ludzi staje się wręcz wspomnieniem, skojarzeniem jedynym, wymazuje z pamięci jakiekolwiek inne obrazy.

Jeśli wszyscy tak myślą, to koniec, nie ma o czym gadać.

Niestety, myśli tak ogół. Żydowska inteligencja, która przyjechała do Izraela, była rozkochana w polskiej kulturze, tęskniła do swoich profesorów uniwersyteckich, do pięknego krajobrazu, ale z drugiej strony Polska jako całość kojarzyła im się źle. Czuli się w niej obco, a przez to zagrożeni. Dziś coraz więcej ludzi postrzega historię Żydów w Polsce jak dzieje Indian w Ameryce – kiedyś byli, ale ich zabili. A że nie słyszysz polskiego na ulicach? Tu przyjechało pół miliona Żydów z północnej Afryki, dla których typowa rodzina to piątka, szóstka dzieci. Przyjeżdżają setki tysięcy Żydów z byłego Związku Radzieckiego, dziś to rosyjski jest słyszany wszędzie.

Szewach Weiss – ambasador Izraela w Polsce (2001–2003), przewodniczący Knesetu (1992–1996), profesor nauk politycznych

>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU „DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ”

 

Autor

inne teksty autora »

Autor:

Robert Mazurek

Tagi:gospodarka, polityka i gospodarka, Polska, historia, Izrael

Co Amerykanie robią w Zatoce Perskiej?


Znalezione obrazy dla zapytania Iran nie chce USA

 

22:57 30 MARZEC 2017

 

Amerykański niszczyciel w Zatoce Perskiej. Zdjęcie archiwalne

Minister obrony Iranu kazał USA wynieść się z Zatoki Perskiej

© AFP 2017/ Felix Garza

POLITYKA

13:33 30.03.2017Krótki link

2922251530

Minister obrony Iranu Hosejn Dehghan poradził USA, by opuściły region Zatoki Perskiej i przestały dokuczać tamtejszym krajom – informuje agencja Mehr.

Flagi Iranu, w tle Teheran

© FOTOLIA/ BORNA_MIR

Iran wprowadził sankcje wobec 15 amerykańskich firm

„Co Amerykanie robią w Zatoce Perskiej? Powinni opuścić to miejsce, żeby nie stwarzać problemów krajom regionu” — cytuje agencja słowa ministra.

„Czy to dopuszczalne, żeby uzbrojony złodziej wchodził do czyjegoś domu, oczekując, że przed nim rozścieli się czerwony dywan? To jedno z barbarzyństw dzisiejszych czasów” — zaznaczył Dehghan. 

Znalezione obrazy dla zapytania Iran nie chce USA

Węgrzy uderzyli w Sorosa


Znalezione obrazy dla zapytania Flaga Węgier

Flaga Węgier

niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

30 marca 2017

 

​Mocne uderzenie w interesy Sorosa. Węgrzy się nie patyczkowali

 

Dodano: 30.03.2017 [22:10]

​Mocne uderzenie w interesy Sorosa. Węgrzy się nie patyczkowali - niezalezna.pl

foto: Niccolò Caranti; creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en

– Rząd nie uważa za celowe wycofania swej propozycji w sprawie zmodyfikowania ustawy o szkolnictwie wyższym, w tym warunków działania zagranicznych placówek edukacji wyższej na Węgrzech – oświadczył sekretarz stanu w ministerstwie ds. zasobów ludzkich Laszlo Palkovics, odnosząc się do apelu Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU), uczelni założonej George’a Sorosa.
Palkovics powiedział, że celem rządu jest uregulowanie pracy zagranicznych uniwersytetów działających na Węgrzech, bo – jak podkreślił – wykryto w tej sferze liczne nieprawidłowości. Podczas konferencji prasowej dodał też, że uważa warunki zawarte w projekcie za możliwe do spełnienia. Wyraził opinię, że nowelizacja nie stwarza zagrożenia dla CEU.
CEU zaapelował o wycofanie projektu nowelizacji twierdząc, że jego uchwalenie uniemożliwiłoby mu działalność. Uczelnia, która została założona przez finansistę George’a Sorosa, oceniła, że projekt nowelizacji jest skierowany bezpośrednio przeciwko niej. Zaniepokojenie projektem wyraził też charge d’affaires ambasady USA w Budapeszcie David Kostelancik.
Złożony we wtorek w parlamencie projekt zakłada – według wcześniejszych słów Palkovicsa – że w przyszłości wydająca dyplomy zagraniczna placówka szkolnictwa wyższego będzie mogła działać na Węgrzech, jeśli będzie dysponować międzypaństwową umową o wspieraniu jej pracy. Dodał, że uczelnie powinny spełnić warunki zawarte w nowych przepisach do lutego 2018 roku, a jeśli to nie nastąpi, nie będą mogły rozpocząć kształcenia nowych roczników od września 2018 roku, przy czym dotychczasowe roczniki będą mogły zakończyć studia.
W środę wieczorem sekretarz stanu zapewnił, że rząd jest gotów zawrzeć porozumienie z rządem USA w celu uregulowania działalności CEU i trzech innych amerykańskich uczelni. Na zastrzeżenie rektora CEU Michaela Ignatieffa, że umowę w sprawie CEU może zawrzeć jedynie administracja stanu Nowy Jork, nie zaś rząd federalny USA, Palkovics zapewnił, że rząd Węgier jest na to otwarty.
Palkovics podkreślił, że dla rządu ważne jest jedynie to, by odnośne państwa wzięły na siebie pewne zobowiązania, jeśli chodzi o działalność uczelni o statusie międzynarodowym, i wspólnie szukały rozwiązania ewentualnych problemów.Obecnie – według niego – państwa pochodzenia nie śledzą z uwagą działalności tych uczelni na Węgrzech i właśnie z tego wynika część nieprawidłowości.
Według oświadczenia Palkovicsa, rektor CEU powiedział, że planowana nowelizacja poważnie narusza interesy uczelni, bo przewiduje wymóg zawarcia międzynarodowego porozumienia. Rektor wyraził obawę, że uniemożliwi to wydawanie amerykańskich dyplomów, ograniczy autonomię uniwersytetu i wolność akademicką. Ignatieff – zgodnie z oświadczeniem – zapewnił też, że widzi przyszłość uczelni w Budapeszcie.
Założony w 1991 roku CEU działa wyłącznie na Węgrzech, ale jego dyplomy są uznawane zarówno w UE, jak i w USA.

Autor: plk

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Znalezione obrazy dla zapytania Precz z Sorosem

Przyjmowanie obcych wojsk i broni jądrowej na terytorium Polski wystawia ją na pierwsze uderzenie tą bronią !!!


Podobny obraz

 

 

  • MARCA 2017

Przyjmowanie obcych wojsk i broni jądrowej na terytorium Polski wystawia ją na pierwsze uderzenie tą bronią !!!

Projekt utworzenia strefy bezatomowej w Europie Środkowej obejmujący Polskę, Czechosłowację i oba Państwa Niemieckie zaproponowany w 1957roku na sesji ONZ przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych PRLAdama Rapackiego, rozsławił Polskę w Świecie, za tę inicjatywę pokojową.

Obecne władze dążą do czegoś zupełnie przeciwstawnego, zapraszając obce wojska i zabiegając o zainstalowanie broni atomowej na terytorium Polski. Kraj posiadający na swoim terytorium broń atomową, w razie gwałtownego konfliktu lub jego eskalacji, podlega pierwszemu uderzeniu taką bronią.

Kolejne rządy  świadomie dążą do wywołania konfliktu z Rosją, co wystawia  teren Polski  na uderzenia, także bronią atomową, lub inną podobnie skuteczną. Spadkobiercom i naśladowcom polityki Piłsudskiego także zależy, aby oczyścić obszar Polski z rdzennej ludności.

Taka polityka, w sytuacji upadku Unii Europejskiej, prowadzi w sytuacji zamieszania, do zabrania Polsce Ziem Zachodnich i Północnych i ograniczenia terytorium naszego kraju do obszaru byłego Księstwa Warszawskiego.

Publikujemy poniżej cztery teksty dla pełniejszego obrazu obecnej sytuacji Polski: pierwszy – o przemieszczeniu amerykańskiej broni jądrowej na teren Polski;

drugi – o protestach w Niemczech przeciwko rozmieszczaniu wojsk NATO w krajach Europy Wschodniej;

trzeci – o odpowiedzi Rosji w postaci rozmieszczenia rakiet Iskander i Bastion oraz najprawdopodobniej rakiet o zasiągu 2500 kilometrów typu Kolibr w Kaliningradzie;

czwarty – o posiadanych przez Rosję niekonwencjonalnych typach broni nowej generacji.

Tak jak po wojnie, obecne granice i gwarancje terytorialne  zawdzięczaliśmy wyłącznie ZSRR, tak i obecnie, mimo że jesteśmy w NATO, nietykalność granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej może nam zabezpieczyć także jedynie  Rosja.

Redakcja KIP

Amerykańska broń jądrowa z Niemiec do Polski?

Na tle szczytu nuklearnego w Waszyngtonie korespondent rozgłośni Sputnik-Polska Leonid Sigan rozmawiał z politykiem i publicystą byłym posłem na Sejm Mariuszem Olszewskim.

W programie telewizyjnym TVN24 prowadzona była dyskusja na temat nowelizacji doktryny nuklearnej Polski.  Jeden z dyskutantów doktor Grzegorz Kostrzewa-Zorbas z Wojskowej Akademii Technicznej sugerował, że „warto już prowadzić rozmowy o przeniesieniu części amerykańskiej broni jądrowej z Niemiec do Polski”. Czy Panu odpowiada podobna perspektywa?

— Rozumiem, że ta broń byłaby cały czas w dyspozycji dowództwa amerykańskiego. W związku z tym Polska nie powinna być absolutnie zainteresowana taką „dyspozycją” jakiejkolwiek broni.

Wysiłkom Polski o przejęcie głowic nuklearnych kibicuje Berlin, który od dawna zgłasza NATO, że chciałby pozbyć się amerykańskiej broni jądrowej ze swego terytorium. Niemcy widocznie liczą się z poważną ripostą Rosji, a czy Polska nie?

— Sądzę, że umiejscowienie na terytorium Polski obcych głowic nuklearnych wcale nie przysparzałoby nam bezpieczeństwa. Natomiast Niemcy chętnie pozbyliby się ze swego terytorium nie tylko głowic amerykańskich, ale także samych baz amerykańskich. Z tej perspektywy należy rozpatrywać to oświadczenie.

Ale te bazy przeniosłyby się do Polski!

— To jest raczej szum medialny. Te bazy nie przeniosłyby się raczej do Polski, ponieważ średnio rozgarnięty żołnierz wie, że bazy na linii frontu, oczywiście ewentualnego frontu, nigdy nie lokuje się. Nawet w tej chwili, jeżeli mówimy o ciężkiej brygadzie pancernej, która ma być rozmieszczona na flance NATO, to wszyscy rozpuszczają się w peanach i mówią „tak, mowa jest o Polsce, itd.”. Nie, wystarczy poczytać dzienniki innych krajów położonych na tzw. flance NATO i zobaczymy, że Rumunia mówi, że to będzie w Rumunii, kraje bałtyckie, że to u nich.

Mamy do czynienia z szaleństwem rozbioru jednej brygady, czyli 4500 żołnierzy podzielić na 6 krajów, to znaczy, po 700 żołnierzy, którzy będą jeździć między jednymi a drugimi. To nie ta droga.

We wspomnianej na wstępie dyskusji doktor Kostrzewa-Zorbas użył stwierdzenia, że „Rosja może patrzeć na Polskę jak na bramę do Europy Zachodniej.” Czyli wojna już u progu, a perfidni Rosjanie już marzą o plażach w Zatoce Biskajskiej?

— Nie wiem, czy pan profesor Kostrzewa-Zorbas jeździ na wakacje, ale w Zatoce Biskajskiej Rosjanie już są. Nie wiem, czy czegoś nie przeoczył. A poważnie mówiąc, oczywiście Polska jest bramą tak dla Wschodu, jak i z Zachodu. Z

najdujemy się w tej chwili w bardzo niebezpiecznej sytuacji, jeżeli chodzi o geopolitykę, o tworzenie nowego układu sił na świecie. W tej chwili w interesie Polski jest to, aby zabezpieczyć kraj, ale nie w sposób, który sugerują, bo postawienie głowic nuklearnych na terenie Polski oznacza, że stajemy się pierwszym celem dla wszystkich.

W związku z tym, jakie to ma przełożenie na bezpieczeństwo Polski? Wprost przeciwnie. Chciałbym jeszcze raz powtórzyć, że powinniśmy w Polsce pisać scenariusze polskie, różne scenariusze, na różne okoliczności. Scenariusze, które są przywożone do Polski, pisane nie w naszym kraju, nie służą interesom Polski.
Leonid Sigan

Czytaj więcej: http://pl.sputniknews.com/opinie/20160331/2431083/amerykanska-bron-jadrowa.html#ixzz44xN4bnv6

Śmiercionośny sygnał dla Rosji doprowadził do protestów w Niemczech

Wysłanie do Europy Wschodniej brygady pancernej NATO, która miała być świadectwem siły i jedności sojuszu, doprowadziło do protestów w Niemczech – informuje ZDF. Ponadto Amerykanie naiwnie wierzą, że ich postrzeganie świata jest „najbardziej poprawne”.

Dlaczego Amerykanie chcą „rządzić światem” Według telewizji wzmocnienie wschodniej flanki NATO nabrało nowego wymiaru po tym, jak Amerykanie przekroczyli polską granicę. Brygada licząca ponad 3,5 tys. żołnierzy będzie stacjonować w Żaganiu na zachodzie kraju. — Mamy do dyspozycji dużą i niezwykle śmiercionośną brygadę pancerną.

Naszym celem jest zwiększenie i bez tego kolosalnego potencjału odstraszającego w Europie Wschodniej – powiedział dowódca amerykańskiej 3. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej, pułkownik Christopher Norrie.

Podczas gdy Polska i kraje bałtyckie zatwierdzają przyjęcie żołnierzy i uważają je za narzędzie zwiększenia bezpieczeństwa w Europie, Niemcy protestują. Głównie lewica oraz aktywiści ruchów na rzecz pokoju.

Tymczasem pozytywna opinia Niemiec jest niezwykle ważna dla dalszej obecności NATO w Europie Wschodniej, bo Berlin już niedługo powinien przejąć dowództwo sił sojuszu na Litwie.

Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiat/201701134607609-europa-wschodnia-brygada-pancerna-protesty-niemcy/

Iskandery z Kaliningradu celują w Redzikowo

Iskandery z Kaliningradu

Maksymalny zasięg rakiet Iskander-M – okręg o mniejszym promieniu – 500 km, większym – 700 km. Fot. Google Maps/Defence24.pl.

Rosyjskie ministerstwo obrony potwierdziło, że wyrzutnie rakiet balistycznych Iskander-M zostały rozmieszczone w Obwodzie Kaliningradzkim na stałe. Ma to być odpowiedź na działania NATO, a przede wszystkim na budowany w Redzikowie lądowy komponent amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie. Zdaniem strony rosyjskiej narusza ona równowagę w regionie, podobnie jak „znaczne siły NATO” rozlokowane w Polsce i krajach bałtyckich.

Te pociski są skierowane głównie przeciwko obiektom obrony przeciwrakietowej, które zakłócają równowagę, a które zostaną wprowadzone w niedalekiej przyszłości” – powiedział Władimir Szamanow, szef Komitetu obrony Dumy Państwowego Rosji w wywiadzie dla programu „Wiesti w sobotę” rosyjskiej stacji RTR. Podkreślił również, że jest to system o wysokiej precyzji działania, a rozlokowanie go w Kaliningradzie jest „odpowiedzią na działania NATO.” Jeszcze w miniony poniedziałek Rosjanie przekonywali, że dyslokacja ta jest jedynie elementem ćwiczeń Zachodniego Okręgu Wojskowego, dziś zaś stanowią element polityki odstraszania.

Jeszcze dalej posuwa się szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow, który oświadczył, że „w odróżnieniu od USA, rozlokowaliśmy wyrzutnie na naszym terytorium”. Podkreślił też, że amerykanie zwiększają środki finansowe na rozlokowywanie wojsk w pobliżu rosyjskich granic. – „Niebawem amerykańskie, jak mi się zdaje F-35 – najnowsze samoloty – będą wyposażone w nowoczesną wersję bomb jądrowych. Zostaną one rozlokowane na rosyjskich granicach. Bynajmniej nie na terytorium USA” – przekonuje Ławrow.

W tej argumentacji nie przeszkadza mu, że amerykańskie F-35 trafią do Europy prawdopodobnie dopiero za kilka lat, a proces modernizacji bomb jądrowych B-61 dopiero się rozpoczął. Natomiast rosyjskie Iskandery trafiły do Kaliningradu w ubiegłym tygodniu i w swoim zasięgu maja już m.in. Berlin.

Rosyjskie Iskandery w Kaliningradzie zagrażają nie tylko bazom lotniczym w całej Polsce, na Litwie, Łotwie i Estonii oraz na wschodzie Niemiec i niemal całym terytorium Czech i Słowacji. Stanowią również istotne zagrożenie dla wszelkich sił NATO rozlokowanych w Europie Środkowej, a w przypadku użycia pocisków manewrujących również na zachodzie i południu kontynentu.

Zasięg rakiet balistycznych systemu Iskander według najnowszych danych oceniany jest na 500-700 km, oprócz tego może on wykorzystywać pociski manewrujące, zdolne do rażenia na odległość nawet 2 tys. km. Rozlokowanie wyrzutni Iskander w Obwodzie Kaliningradzkim i na Krymie de facto bierze Europę Środkową i Wschodnią w „balistyczne nożyce”, zagrażając obu krańcom wschodniej flanki NATO. Należy też pamiętać, że rakiety Iskander-M oraz pociski manewrujące wykorzystywane w tym systemie mogą przenosić głowice jądrowe

Juliusz Sabak kontakt@defence24.pl

Broń niekonwencjonalna Rosjan

Wydawać by się mogło, że broń laserowa to domena XXI wieku, choć i teraz częściej słyszymy o pierwszych testach i kolejnych próbach, a nie o gotowych konstrukcjach, zdolnych do użycia na polu walki.

Rosjanie jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku skonstruowali jednak czołg, który do tej pory nie ma żadnego odpowiednika na świecie. Zamiast lufy strzelającej pociskami, na jego wieżyczce umieszczono całą baterię dział laserowych. Co więcej, okazały się one skuteczne i działały zgodnie z założeniami ich konstruktorów.
http://tech.wp.pl/kat,130034,title,Laserowy-czolg-sowietow-bron-jakiej-do-dzis-nie-ma-nikt-na-swiecie,wid,18156517,wiadomosc.html
ciekawy komentarz:
o tym że mają broń laserową kiedyś gdzieś słyszałem, tylko nie wiedziałem o co w tym chodzi. Ale żeby było ciekawiej to mają wystarczająco dużo innych zabawek, tzw. broń kinetyczna – broń, której pocisk po uderzeniu w Ziemie wyzwala tyle energii co bomba atomowa, a nie ma promieniowania, w dodatku żaden schron nie wytrzyma, bo taki pocisk wypala w ziemi krater.

Broń elektromagnetyczna, jeden pocisk elektromagnetyczny odpalony na wysokości 40-50 km nad ziemią wyłącza Niemcom Francji i Beneluxowi cały system elektro-energetyczny, co jest równoznaczne z cofnięciem do epoki kamienia łupanego.

Oczywiście broń biologiczna, chemiczna i atomowa, a dopiero potem konwencjonalna. Swoją drogą jakby ruscy chcieli wojny z Zachodem wy durnie, to uderzyliby jednocześniej pociskami kinetycznymi w Brukselę, Londyn, Berlin, w tej samej minucie dokonowyaliby desantu na Konstantynopol, Oslo, Sztokholm i Helsinki.

Polskę myślę że ominęliby, cały świat byłby w szoku i strachu. Na Bałkanach by ich witali jak wyzwoleńców, można już śmiało dzisiaj powiedzieć spod okupacji islamskiej, np. w Słowenii -kraju 2 milionowym przebywa ponad 250 000 imigrantów, Serbia, Węgry nie lepiej.

W tym czasie, gdyby Berlin został spalony, to Bawaria ogłosiłaby secesję, ale do durni z PiS-u to nie dociera, że wypadki by się potoczyły inaczej niż myślą. A USA nic by nie zrobiło. Nawet gdyby ruscy zniszczyli bazę w Ramstein.

To samo z Chinami, wam się cały czas marzy, żeby Chiny zajęły Rosję, ale nie wasze doczekanie. Ruscy urządziliby im za to apokalipsę, gdyby ci tylko weszli na Syberię. Poza tym ruscy mają więcej niż wam się wydaje.

Broń jaka wam się nie mieści w tych pustych łbach. OK, weźmy broń konwencjonalną, porównajmy SU54 i F22, Australijczycy jasno stwierdzili, który samolot jest lepszy…

Tak więc wasze szczekanie do ruskich to dziecinada, wolałbym od nich kupić kilka zabawek niż brać się z nimi za łby…

Swoją drogą niby jesteśmy w NATO, ale na dobrą sprawę po cichu dalej Rosja gwarantuje nam nietykalność granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej, bo jak się rozsypie UE to i pęknie NATO, wtedy inaczej będziecie tępe łby gadać, wtedy będziecie z utęsknieniem wyczekiwać ruskiego żołnierza, jak Niemcy wykorzystają okazję i lepiej żeby ten ruski żołnierz nadszedł w odpowiednim czasie…

Komentarz ALFA

 

Znalezione obrazy dla zapytania hiroszima po bombie atomowej

Nagasaki

Polskie złoto ma być w Bank of England no i już


Znalezione obrazy dla zapytania Leszek Skiba

Leszek Skiba

 

logo Polonia Christiana

DZISIAJ JEST

CZWARTEK 30 MARCA

Polskie złoto przetrzymywane w Londynie. Jest odpowiedź ministra na interpelację w tej sprawie

Data publikacji: 2017-03-30 20:45

Data aktualizacji: 2017-03-30 20:52:00

Polskie złoto przetrzymywane w Londynie. Jest odpowiedź ministra na interpelację w tej sprawie

fot.Krzysztof Zuczkowski / FORUM

Posłanki Platformy Obywatelskiej – Anna Białkowska i Katarzyna Osos – wystosowały do ministerstwa finansów interpelację poselska w sprawie przetrzymywania w jednym z londyńskich banków około 90 ton polskiego złota. W swym liście dopytywały o celowość tego rozwiązania i wskazywały, że lepszym rozwiązaniem byłoby przewiezienie złota do banku w Polsce. Odpowiedzi w sprawie udzielił wiceminister finansów Leszek Skiba.

„Czy niewłaściwym by było, aby złoto należące do nas zdeponowane było na terenie naszego państwa? Ograniczyłoby to wydatkowanie środków publicznych na rzecz innego kraju, jak również przełożyłoby się na miejsca pracy tak niezbędne w naszej ojczyźnie” – dopytywały w interpelacji posłanki Platformy Obywatelskiej.

W odpowiedzi na list Anny Białkowskiej i Katarzyny Osos, wiceminister resortu finansów Leszek Skiba podkreślił, że adresatem interpelacji powinien być Narodowy Bank Polski, który zajmuje się polskimi zasobami złota. Dodał jednak, że przetrzymywanie złota w londyńskiej placówce „Bank of England” pozwala na oszacowanie większej wartości zasobów niż w przypadku umiejscowienia złota w Polsce.

„Utrzymywanie złota w Londynie, będącym głównym centrum obrotu tym kruszcem, zwiększa elastyczność zarządzania zasobami, ułatwiając rozliczanie transakcji związanych z jego fizyczną dostawą i pozwalając uniknąć kosztów transportu i ubezpieczenia. Ponadto utrzymywanie złota w Bank of England warunkuje jego szybkie, pozbawione ograniczeń logistycznych wykorzystanie w warunkach kryzysowych, w tym przykładowo jako zabezpieczenie ewentualnych zobowiązań finansowych” – tłumaczył Leszek Skiba.

Wiceminister finansów dodał również, że złoto przetrzymywanie w Polsce nie mogłoby być inwestowane „Specyfika inwestycji środków w złocie wymaga utrzymywania zasobów złota w odpowiednim centrum finansowym” – czytamy w odpowiedzi na interpelację posłanek PO.

Źródło: wprost.pl

WMa

Read more: http://www.pch24.pl/polskie-zloto-przetrzymywane-w-londynie–jest-odpowiedz-ministra-na-interpelacje-w-tej-sprawie,50576,i.html#ixzz4cqLDWoj5

Znalezione obrazy dla zapytania NBP milczy w sprawie polskiego złota

milczy w sprawie złota…

Miejsce Polski w Unii


Znalezione obrazy dla zapytania flaga polski na wietrze animacja

 

 

 

OnetWiadomości

 

Onet

dzisiaj 18:12

Konrad Szymański: każdy, kto lekceważy rolę Polski, pisze scenariusz kolizji z Warszawą

Andrzej Gajcy

Dziennikarz i publicysta Onetu

Polska nie zgadza się na żadną inną rolę niż tylko i wyłącznie rolę partnera w Unii Europejskiej. Jeżeli ktoś tej roli nie chce przyjąć, chce ją zlekceważyć albo ominąć, to pisze scenariusz kolizji z Warszawą, której wszyscy chcielibyśmy uniknąć – mówi w szczerym wywiadzie dla Onetu wiceszef MSZ i minister ds. europejskich Konrad Szymański.

 

Konrad Szymański wyklucza możliwość opuszczenia Unii Europejskiej przez PolskęFoto: Radek Pietruszka / PAPKonrad Szymański wyklucza możliwość opuszczenia Unii Europejskiej przez Polskę

  • Według naszego rozmówcy sprawa odpowiedzialności Brukseli za Brexit jest wypierana ze świadomości
  • Kolejnych „exitów” nie można wykluczyć, mówi wiceszef MSZ, ale dodaje, że Polexit to ulepiona przez opozycję pacynka, niemająca niż wspólnego z prawdą
  • Szymański uważa, że przedmiotem sporu nie był Donald Tusk, lecz zasady; Jacek Saryusz-Wolski był zaś „jednym z wielu elementów układanki”
  • Deklaracja Rzymska – mówi wiceminister – była trudnym kompromisem; „w pierwotnym tekście były sformułowania mogące być wykorzystane do podziału Unii

Brexit oficjalnie się rozpoczął. Pisma rozwodowe już w Brukseli. Czy to rachunek, jaki Europa płaci za błędy i brak jedności?

Z polskiego punktu widzenia wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest złą wiadomością, bowiem był to kraj, który wprowadzał do debaty europejskiej dużo zdrowego rozsądku zwłaszcza w sprawach, na których nam bardzo zależy, tj. w kwestiach bezpieczeństwa zewnętrznego, kształtu wspólnego rynku i konkurencyjności. To są absolutnie kluczowe rzeczy i dzisiaj nie tylko z powodu Brexitu można mieć obawy o przyszłość polityki Unii Europejskiej w tych obszarach.

Co ma pan na myśli?

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii jest przejawem dysfunkcji całego systemu europejskiego. Jeżeli Unia nie była w stanie skutecznie zapobiec narastającej irytacji w dużym państwie członkowskim, to znaczy, że coś nie działa instytucjonalnie i politycznie. Bezsporne jest, że jakieś mechanizmy ostrzegawcze tutaj nie zadziałały. Rozumiem oczywiście, że w kampanii referendalnej padło wiele argumentów niezbyt dobrze przemyślanych ze strony także tych, którzy chcieli wyjścia z Unii, ale wynik powyżej 50 proc. potwierdza, że Brytyjczycy mieli także dużo bardziej zasadne wątpliwości.

Ale Londyn przez te wszystkie lata był w uprzywilejowanej pozycji w Unii i uzyskiwał wiele.

To prawda. Wielka Brytania miała bardzo indywidualny tryb członkostwa, ale na pewno można mówić o problemach nie tylko po stronie brytyjskiej opinii publicznej. Część odpowiedzialności za Brexit leży po stronie Europy. Niezdolność do zahamowania tak destrukcyjnego procesu musi być elementem odpowiedzialności także po stronie Brukseli. A tu ta sprawa odpowiedzialności jest wypierana ze świadomości. Bruksela chce żyć w przekonaniu, że z Unią jest wszystko w porządku, a tego typu kolizje jak Brexit to tylko efekt nieodpowiedzialności Brytyjczyków. W takich sprawach nigdy nie ma jednej przyczyny. Prawda jest taka, że także z Brukselą dzieje się coś niedobrego, co może mieć katastrofalne skutki dla całej Europy.

Przewiduje pan kolejne „exity”?

Dzisiaj nie można już tego wykluczać. Próby będą na pewno, lecz czy zakończą się tak, jak w przypadku Wielkiej Brytanii to ciężko powiedzieć. Na pewno dzisiaj w wielu państwach zachodnich mamy do czynienia z bardzo podobnymi mechanizmami, które doprowadziły Wielka Brytanię poza Unię. I to jest duży powód do zmartwienia.

„Problem Polexitu całkowicie zmyślony”

A czy polski rząd myśli o Polexicie? Opozycja ostatnio dość często wam to zarzuca. Prawda, czy mit?

Te opowieści uznaję za objaw całkowitej bezradności opozycji. Opozycja po ponad półtora roku nie jest w stanie polemizować z konkretnymi aspektami polityki europejskiej, w związku z czym stwarza sobie jakąś karykaturę, z którą się dzielnie zmaga. Z taką ulepioną przez siebie pacynką jest po prostu łatwiej wygrać, tylko że problem Polexitu jest całkowicie zmyślony.

Wręcz przeciwnie, polski rząd robi wszystko by umocnić pozycję Polski w Unii Europejskiej i by umocnić samą Unię. Jeśli chcemy, by Polska nie miała wątpliwości co do swego członkostwa w UE, musimy się w niej czuć komfortowo. Tylko bezradność opozycji może uzasadnić ucieczkę przed uczciwą rozmową na temat Europy. A ta rozmowa jest potrzebna, bo przed nami fundamentalne wybory. Żyliśmy przez 15 lat w sytuacji, w której wydawało się, że UE jest zaprogramowana, a jej rozwój niczym nie będzie zakłócony. Dzisiaj takiej pewności nikt poważny mieć nie może. Więc jest o czym rozmawiać, a dyskusja o Polexicie jest tu zwykła stratą czasu.

„Przedmiotem sporu nie był Donald Tusk, lecz zasady”

Wspomniał pan o umacnianiu pozycji Polski w UE. Proszę powiedzieć szczerze, czy naprawdę uważa pan, że wyszliśmy mocniejsi z brukselskiego ćwiczenia pod tytułem „zablokujemy reelekcję Donalda Tuska”? Jako doświadczony i ceniony dyplomata oraz wieloletni europoseł przyzna pan, że zastąpienie Tuska Jackiem Saryuszem-Wolskim, którego kandydaturę wymyślono na niecałe dwa tygodnie przed szczytem, nie mogło po prostu się udać.

Nikt nie lubi przegrywać głosowań, ale akurat tej sprawy nie można sprowadzać do samego głosowania. To szerszy proces. Na etapie, na którym okazało się, że część państw członkowskich lekkomyślnie uznaje, że argument siły zadziała, nie mieliśmy innego wyjścia niż pokazać, że argument siły nie może zadziałać. To ważne na przyszłość. Sukces w polityce europejskiej powinien być mierzony w dłuższej perspektywie i jestem przekonany, że w tej dłuższej perspektywie będzie to jeden z punktów, być może kluczowych, gdzie państwa członkowskie zaczynają się uczyć nowej geografii politycznej Unii i zaczynają uznawać, że argument siły po prostu nie działa wobec Polski. Im szybciej to nasi partnerzy w Unii zrozumieją, tym lepiej. Uważam, że w ogóle nie powinno używać się argumentu siły, a już zwłaszcza w Radzie Europejskiej, która z samej swojej natury jest nastawiona na budowanie konsensusu. W tym wypadku zlekceważono ten aspekt i to był duży błąd.

Szymański: udział Polski w kształtowaniu Deklaracji Rzymskiej był kluczowy

    Zobacz więcej

    Czyli chodziło o uderzenie pięścią w stół, by nasz głos sprzeciwu został usłyszany przez 27 państw UE? Proszę się nie obrazić, ale każdą strategię, nawet kamikaze, można ocenić pozytywnie, gdy przynosi ona realizację założonych celów. A nie udało się rządowi zablokować ponownego wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, a polski kandydat Jacek Saryusz-Wolski nie był w ogóle brany pod uwagę.

    To był ważny, ale jeden z wielu elementów tej układanki. Przedmiotem sporu nie był Donald Tusk lecz zasady. Pokazaliśmy dobitnie całej Europie, że nie ulegamy argumentowi siły ani argumentowi liczby, jeśli chodzi o zasady. Każde państwo powinno przemyśleć ten kryzys i zrozumieć, że są sprawy, w których się nie cofniemy. W tym wypadku była to kwestia zasad. Konkretnie dwóch zasad. Pierwsza to zasada nieingerencji osób pełniących mandat międzynarodowy w spory wewnętrzne. Druga to zasada desygnacji kraju pochodzenia kandydata na ściśle międzyrządowe stanowiska.

    Jaką rolę zatem pełnił Jacek Saryusz-Wolski, który zapłacił za to ćwiczenie personalnie jak na razie największą polityczną cenę, nie zyskując – jak zapewniają wszyscy w PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim i premier Szydło – w zasadzie nic.

    Polski kandydat był ofertą kompromisowego wyjścia z tego klinczu bez używania argumentu siły. Uznano, że można to zlekceważyć, tak jak zasadę nieingerencji przewodniczącego Rady Europejskiej w sprawy krajowe państw członkowskich oraz zasadę desygnacji na takie stanowisko przez kraj pochodzenia. Jasno to pokazaliśmy, że w sprawach łamania zasad Polska nie przyjmuje argumentu siły. Myślę, że Jacek Saryusz-Wolski działał zupełnie bezinteresownie zgodnie z własnymi głębokimi przekonaniami, ponieważ doskonale zdawał sobie sprawę, że przyjdzie mu zapłacić za to wysoką polityczną cenę. Czasami wręcz cenę nieelegancką, bowiem niektóre reakcje jego jeszcze do niedawna partyjnych kolegów dramatycznie przekraczały granice dobrych manier.

    Czyli odnieśliśmy sukces w Brukseli?

    Wynik głosowania to fragment procesu. Pokazaliśmy, co myślimy w taki sposób, jak chcieliśmy i sprawę uznajemy za zamkniętą.

    To dlaczego minister Witold Waszczykowski mówił jeszcze kilka dni temu o „sfałszowaniu” wyboru Tuska, powołując się na tajemnicze ekspertyzy, według których można zakwestionować tę decyzję na poziomie prawa europejskiego?

    Ten wybór jest ważny i zamknięty i nie ma dziś żadnego powodu, by wracać do tego tematu.

    Ale to minister Waszczykowski do niego wraca, wysyłając mocny sygnał do 27 państw Unii.

    Bardzo łatwo wyobrazić sobie argumentację prawną w tej sprawie. Zasada desygnacji co prawda nie znajduje się w traktatach, ale jest utartym zwyczajem, a w prawie międzynarodowym zwyczaj ma czasami rangę prawotwórczą. Zatem z punktu widzenia eksperckiego takie rozważania może i są interesujące. Podkreślałem jednak od początku pojawienia się tych wątpliwości, że dla nas ta sprawa jest zamknięta, a wybór jest prawnie wiążący.

    „Polska jest partnerem w UE, a nie problemem”

    Panie ministrze proszę powiedzieć szczerze: Polska dzisiaj jest partnerem czy bardziej problem dla państw Unii Europejskiej?

    Polska nie zgadza się na żadną inną rolę niż tylko i wyłącznie rolę partnera. Jeżeli ktoś tej roli nie chce przyjąć, chce ją zlekceważyć albo ominąć to pisze scenariusz kolizji z Warszawą, której wszyscy chcielibyśmy uniknąć.

    Czy taki scenariusz kolizji pisze właśnie kanclerz Niemiec Angela Merkel, która w jednym z wywiadów wyraziła nadzieję, że napięcia między UE a Węgrami i Polską uda się rozwiązać w drodze dialogu, a nie poprzez nakładanie finansowych kar.

    Nie chciałbym traktować tych słów jako groźby, bo myślę, że wszyscy dzisiaj wiedzą – w tym także Kanclerz Angela Merkel – że groźby niczego dobrego nie przynoszą prócz narastania społecznie negatywnych emocji, a te prowadzą do poważnych kłopotów, których nie da się zażegnać jednym ruchem przy politycznym stoliku. Dlatego wolałbym skupiać się na pierwszej części tej wypowiedzi, czyli na przekonaniu, że spory powinny by rozwiązywane przez dialog.

    „Deklaracja Rzymska trudnym kompromisem”

    Czy Deklaracja Rzymska także była taką próbą nacisku?

    Rzym był z trudem budowanym kompromisem, ale jest to kompromis jak najbardziej zadowalający. Kiedy porównamy nasze stanowiska wyjściowe, które przyjmowaliśmy zresztą w Warszawie w gronie premierów państw Grupy Wyszehradzkiej i ostateczny kształt Deklaracji Rzymskiej to możemy mieć powody do zadowolenia, gdyż widzę wyraźnie, jak ukształtowaliśmy ten dokument, który pokazuje jak może dzisiaj wyglądać wspólny mianownik dla „27”. Wszystkie ważne sprawy z punktu widzenia polskiego interesu zostały po prostu zrealizowane.

    Jak wyglądał pierwotny kształt tego dokumentu? Czy był w nim zapis lub polityczne przyzwolenie na podział Unii w przyszłości?

    Powiedzmy, że były w nim używane sformułowania, które mogłyby otwierać politycznie drzwi do budowy Unii na podziałach wewnętrznych. Były bardzo niejasne sformułowania dotyczące tego, co powinno być agendą socjalną UE, która dzisiaj w praktyce oznacza protekcjonizm, ograniczanie rynku pracy i usług w szczególności dla konkurencyjnej Europy Środkowej. Pierwotny tekst miał zatem bardzo wiele wad i niedoskonałości, a gdy mówimy o tekście, pod którym ma się podpisać 27 premierów i trzech szefów instytucji to tekst musi być możliwie ścisły w sprawach najważniejszych dla państw.

    Konrad Szymański: w Radzie Europejskiej będą panowały lepsze reguły gry

      Zobacz więcej

      Ale czy pierwotna propozycja zakładała podział Unii?

      Tam były sformułowania, które łatwo mogłyby być wykorzystane, jako polityczna podstawa do tego, żeby iść w tym kierunku. To był właśnie jeden z elementów deklaracji, który podlegał największym zmianom i to są zmiany korzystne. Jest w tym zresztą pewna niekonsekwencja. Podział architektury UE wymaga zmiany traktatowej. Natomiast wszystkie cztery państwa zgromadzone w Wersalu są zapalonymi przeciwnikami takich zmian. Otwarta sprzeczność.

      Jednak w przyjętej deklaracji znalazło się następujące sformułowanie: „Będziemy działać wspólnie – w zależności od potrzeb w różnym tempie i z różnym nasileniem – podążając jednocześnie w tym samym kierunku tak, jak czyniliśmy to w przeszłości, zgodnie z Traktatami”. Takie zdanie może być uznane właśnie za taki polityczny wytrych do ewentualnego podziału Unii?

      Nie. Wystarczy to zdanie przeczytać do końca. Jest w nim odniesienie do dotychczasowej praktyki i do traktatów europejskich, a to oznacza, że mówiąc o elastyczności Unii Europejskiej mamy jedynie na myśli elastyczność znaną z Traktatu Lizbońskiego, która poniekąd jest wygodna dla Polski. Polska czterokrotnie zdecydowała się na to, aby nie wejść do wzmocnionej współpracy zgodnie z własnymi interesami. I tak należy to czytać. Co więcej, jeśli przeczytamy ten akapit do samego końca, gdzie jest mowa wprost o niepodzielności Unii, to zapis ten jest całkowicie bezpieczny także politycznie i zamyka drogę do podziałów. Natomiast utrzymuje pożądany stan elastyczności Unii, który czasami może być wygodny dla państw członkowskich, także dla Polski.

      Kiedy doszło do ostatecznego wypracowania kompromisu? Jeszcze bodajże na trzy lub cztery dni przed szczytem mówił pan publicznie, że jest możliwe, że premier nie podpisze deklaracji. To był realny scenariusz czy zwykły negocjacyjny blef?

      Pani premier mówiła bardzo wyraźnie, że warunkiem polskiego podpisu pod deklaracją jest spełnienie wszystkich polskich postulatów. Tak długo, jak sprawa nie jest zamknięta, my nie mamy powodu z kilkudniowym wyprzedzeniem zgłaszać bezwarunkowej akceptacji treści dokumentu. Biorąc pod uwagę olbrzymie napięcia i różnicę zdań, które pojawiły się podczas negocjowania tego tekstu, oceniliśmy inaczej niż nasi unijni partnerzy ryzyko trwałości tego kompromisu. Fakt, że polityczne zastrzeżenia Grecji zostały wycofane dopiero w piątek w nocy, czyli na kilka godzin przed szczytem, to tylko jedna z przyczyn, dla których uznaliśmy, że nie możemy pozwolić sobie na odejście od stołu negocjacyjnego i zamknięcie z naszej strony tego procesu. Zależało nam, aby ostateczny kształt deklaracji był bezpieczny.

      Kto oprócz Grecji wywierał największą presję? Niemcy, Francja, a może Bruksela?

      Wszystko się skończyło dobrym kompromisem, więc byłoby nielojalnie opowiadać o przebiegu dopiero co zakończonych negocjacji. O tym będę opowiadał w pamiętnikach, jak już nie będę pełnił funkcji publicznych.

      „Szymański następcą Waszczykowskiego w MSZ?”

      Czy w obozie władzy trwają poszukiwania kandydata na nowego szefa polskiej dyplomacji?

      Jestem ostatnią osobą do komentowania tej sprawy. Nic mi o tym nie wiadomo.

      Ale często w tych deliberacjach pojawia się właśnie pana imię i nazwisko.

      W wolnej i otwartej debacie, każdy może używać każdego z nazwisk w dowolnej roli. Przysłuchuję się temu i to wszystko. Jeżeli są to szczere komplementy płynące pod moim adresem, to za nie uprzejmie dziękuje, natomiast mam wątpliwości, czy każdy z tych komplementów jest całkowicie szczery.

      Kto był najmniej szczery w tym komplementowaniu pana?

      (śmiech) W takie rozważania pan mnie nie wciągnie.

      Co pan myśli o decyzji zredukowania – jak to ładnie określił MON – naszej obecności w Eurokorpusie?

      To sprawa MON, które kształtuje politykę obroną, w szczególności w warstwie operacyjnej.

      Pan wiedział wcześniej o tej decyzji, zanim publicznie ujrzała ona światło dzienne?

      Byłem świadkiem jej kształtowania, ale nie jest moją rolą opowiadać o jej kulisach.

      Znalezione obrazy dla zapytania flaga UE

      Jean-Claude Juncker krytykuje działania Donalda Trumpa ws. Brexitu


      Znalezione obrazy dla zapytania Pijany Juncker

      PolskieRadio.pl Informacyjna Agencja RadiowaPasek

      Jean-Claude Juncker krytykuje działania Donalda Trumpa ws. Brexitu

      ostatnia aktualizacja:30.03.2017 16:23

       

        Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker krytykuje wypowiedzi prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa w sprawie Brexitu.

        „Świeżo wybrany prezydent z zachwytem patrzy na wyjście Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty” – powiedział Jean-Claude Juncker podczas kongresu Europejskiej Partii Ludowej na Malcie. Przewodniczący Komisji Europejskiej zażartował, że jeśli Donald Trump nie przestanie świętować Brexitu, on sam jest gotów do zachęcania Ohio czy Teksasu do opuszczenia Stanów Zjednoczonych. Jean-Claude Juncker zastrzegł, że Brexit nie jest końcem świata. Trzeba jednak – jak mówił – przekuć to na powstanie czegoś „nowego, silniejszego, lepszego”.

        IAR

         

        Znalezione obrazy dla zapytania Groźny Trump

        Stary kabel Bolek


        Znalezione obrazy dla zapytania Bolek donosiciel

        Kraj

        WYDARZENIAKRAJ

        Wałęsa dla „Die Zeit”: Prezes PiS chce zniszczyć wszystko to, co staje na drodze do realizacji jego planu

        Dodano: dzisiaj 13:242 1640

        Lech Wałęsa

        Lech Wałęsa / Źródło: Newspix.pl / fot. Michał Fludra

        Lech Wałęsa udzielił wywiadu niemieckiemu dziennikowi „Die Zeit”. Były prezydent przyznał, że jest zaniepokojony działaniami rządu Prawa i Sprawiedliwości. Polityk zastanawiał się również, czy Jarosław Kaczyński chce wprowadzić w Polsce dyktaturę.

        Lech Wałęsa został określony przez niemieckich dziennikarzy mianem ikony polskiej wolności. Autorzy publikacji zwrócili uwagę na jego rolę przy obaleniu komunizmu i odzyskaniu przez Polskę wolności. W rozmowie z dziennikiem Lech Wałęsa stwierdził, że jest „zaniepokojony faktem, że Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości schodzi z demokratycznej ścieżki, którą podążała przez ostatnie lata”. Były prezydent nie szczędził słów krytyki pod adresem Jarosława Kaczyńskiego. Jego zdaniem „prezes PiS chce zniszczyć wszystko to, co staje na drodze do realizacji jego planu: Trybunał Konstytucyjny, niezależne sądownictwo, parlament”. – Zasadnicze pytanie polega na tym, czy prezes PiS chce zaprowadzić w Polsce dyktaturę? Na to pytanie jednak na razie odpowiedzi nie znam – przyznał były prezydent.

        W dalszej części rozmowy z niemieckim dziennikiem Lech Wałęsa zastanawiał się, czy „nasze nowoczesne demokracje wciąż jeszcze są w stanie poradzić sobie z rosnącymi zapędami populistów”. Były prezydent zaapelował również o utworzenie instytucji, która byłaby odpowiedzialna za walkę z dezinformacją i nieprawdziwymi informacjami podawanymi w mediach czy wygłaszanymi przez populistycznych polityków. – Wypowiedzi polityków powinny być sprawdzane pod kątem ich prawdziwości. Kłamca musi wiedzieć, że jego kłamstwa zostaną ujawnione. Takiemu politykowi powinno się mówić wprost: Jesteś demagogiem i populistą, oszukujesz ludzi – tłumaczył.

        / Źródło: Die Zeit

        Znalezione obrazy dla zapytania Bolek donosiciel

        IPN wstrzymuje wojenkę z rosyjskimi pomnikami w Polsce


        Znalezione obrazy dla zapytania Rosyjskie pomniki w Polsce

         

         

        OnetWiadomości

         

         

        Onet

        dzisiaj 13:24

        IPN wstrzymuje projekt likwidacji pomników sowieckich w Polsce?

        Katarzyna Szewczuk

        Redaktor Prowadząca Serwisów Informacyjnych Onet Wiadomości

        Instytut: będzie nowy projekt w związku z likwidacją pomników sowieckich. W 2016 r. Łukasz Kamiński w rozmowie z Onetem zapowiedział przeniesienie pomników sowieckich do skansenu. Nowe kierownictwo IPN informuje nas, że już „w niedługim czasie zaproponowane zostanie nowe rozwiązanie”.

         

        Pomnik ku czci żołnierzy sowieckich i polskich powstał w Puławach w 1987 rokuFoto: Wojciech Pacewicz / PAPPomnik ku czci żołnierzy sowieckich i polskich powstał w Puławach w 1987 roku

        • Reagując w 2016 r. na projekt IPN, Rosja mówiła o „haniebnej wojnie pomnikowej, która graniczy z barbarzyństwem”
        • W rozmowie z Onetem ambasador Rosji Andriejew stwierdził: Nasze relacje są w fatalnym stanie. Nie widzę obecnie szans na ich poprawę
        • Jednocześnie w kwietniu 2016 r. premier Beata Szydło zapewniła, że inicjatywa IPN jest słuszna i rząd Polski będzie go wspierać

        – Realizacja pomysłu (poprzedników dot. Bornego Sulinowa – red.) została wstrzymana de facto ze względu na brak możliwości jego wykonania – wskazuje Andrzej Arseniuk dyrektor biura prezesa IPN. I wyjaśniając powody, podkreśla, że w założeniach „nigdzie nie zostało określone, kto poniesie koszty logistyczne przeprowadzenia całej operacji”. – Podtrzymujemy samą ideę – dodaje.

         

        Ogólnopolski projekt zakładał, że wszystkie pomniki sowieckie zostaną przetransportowane do skansenu o powierzchni kilku hektarów. Ile pomników należałoby właściwie przenieść? Ocenia się, że w Polsce monumentów upamiętniających czerwonoarmistów jest nie więcej niż 200. Po wojnie powstało ich około 500. IPN rozpoczął w 2016 r. ich inwentaryzację – to jej wyniki miały pomóc w podjęciu decyzji, gdzie pomniki zostaną ostatecznie przeniesione.

        Nie bez znaczenia była też ocena stanu poszczególnych pomników oraz ustalenie do kogo każdy z nich należy – zdecydowana większość pozostaje w gestii samorządów, ale część z nich podlega innym podmiotom, m.in. Lasom Państwowym. Z informacji, jakie uzyskaliśmy od IPN, wynika też, że najwięcej pomników sowieckich znajduje się na terenach tzw. Ziem Odzyskanych (dziś woj. lubuskie, zachodniopomorskie oraz dolnośląskie).

        W 2016 r. – ówczesne kierownictwo IPN zakładało, że plan zostanie przedstawiony samorządom oraz władzy centralnej, bo nie ma co ukrywać, że IPN nie udźwignie kosztów przedsięwzięcia bez wsparcia samorządów oraz pomocy ze strony rządu – przyznawał już wtedy, gdy projekt tworzono od postawy, Paweł Ukielski, zastępca prezesa IPN. Sprawa zaogniła przynajmniej na poziomie retorycznym relacje Polski z Rosją. Zanim podjęto same próby realizacji projektu, Rosja odpowiedziała nam szybko, stanowczo i agresywnie.

        „Jak Katyń dla Polaków”

        Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej w Dubiczach Cerkiewnych – został postawiony w 1985 r.

        Foto: Wojciech Pacewicz / PAPPomnik Wdzięczności Armii Czerwonej w Dubiczach Cerkiewnych – został postawiony w 1985 r.

        Tuż po publikacji wywiadu z prezesem IPN Łukaszem Kamińskim w Onecie, w którym zapowiedział on, że pomniki sowieckie znikną z polskich miast, Kreml w wydanym oświadczeniu określił pomysł jako haniebną „wojnę pomnikową”, która „graniczy z barbarzyństwem”. Ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew komentował: „Mamy fatalne relacje. Każdy gest dobrej woli Kremla spotyka się z niechęcią Polski. Jeżeli ktoś myślał, że usunięcie pomników sowieckich uderzy w Rosję, był w błędzie. Ta decyzja podważyła prestiż Polski na arenie międzynarodowej”.

        Andriejew komentując z kolei oświadczenia samego Kremla, podkreślał, że: „sprawa pomników to jest sprawa nie mniej dla nas drażliwa niż Katyń dla Polaków”. – Po prostu my postrzegamy działania IPN jako obraźliwe dla Rosji, dla naszych uczuć narodowych. Pomysł, by usuwać pomniki radzieckie, jest oburzający – to znieważanie pamięci nieżyjących żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej, którzy walczyli na terytorium Polski przeciwko okupantom hitlerowskim – mówił w trakcie wywiadu dla Onetu.

        Zdaniem Rosji pomniki nie są bowiem, jak wielu argumentuje, formą budowania fałszywej wdzięczności wobec żołnierzy radzieckich. – To żadne fałszywe poczucie wdzięczności. Polska istnieje dzięki tym żołnierzom, którzy tu zginęli, dzięki zwycięstwu Związku Radzieckiego. I to jest kluczowe. Postawa IPN-u to brak obiektywizmu – ripostował Andriejew.

        Tylko w Onecie:

        Prezes IPN: „Wojna pomnikowa” z Polską? Reakcja Rosji jest absurdalna

          Zobacz więcej

          Pod naszym adresem padły też słowa szefa rosyjskiej dyplomacji, który stwierdził, że jesteśmy „liderem wśród krajów walczących z pomnikami”. – Niewątpliwie wywołuje szczególne zaniepokojenie rozpętana w kilku państwach europejskich walka z pomnikami radzieckich obywateli, poległych w walce z nazizmem. Liderem tego wyścigu została Polska, gdzie w ciągu roku sprofanowano lub bezprawnie zdemontowano 30 pomników, symbolizujących nie tylko misję wyzwoleńczą Armii Czerwonej, ale także radziecko-polskie braterstwo broni – mówił Siergiej Ławrow w trakcie posiedzeniu komitetu organizacyjnego obchodów 71. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. Posiedzenia, na którym nie zabrakło Władimira Putina.

          IPN zapewniało jednocześnie, odpierając kolejne zarzuty Kremla, że nie ingeruje w miejsca pochówku żołnierzy Armii Czerwonej – władze Polski mają obowiązek dbać o cmentarze i wywiązują się z tego zadania. Chodziło o symbolikę. – Upamiętnianie jednostek wojskowych, które negatywnie zapisały się w historii Polski, nie jest właściwie z moralnego punktu widzenia. Wydarzenia 1920 roku, II wojna światowa czy obława augustowska – tak Armia Czerwona prezentuje się w historii Polski, to fundamentalne powody do tego, by symbolika pomników zniknęła z przestrzeni publicznej – mówił w rozmowie ze mną Paweł Ukielski, ówczesny zastępca prezesa IPN.

          Onet Wiadomości

          Źródło: Onet

          Znalezione obrazy dla zapytania Rosyjskie pomniki w Polsce

          Kobiety prawa i porządku dotknięte brakiem szacunku


           

          Znalezione obrazy dla zapytania Piękne policjantki

           

          Newsweek

          W „Newsweeku”: „Wziąłbym Cię od tyłu”, czyli co muszą znosić kobiety w polskiej policji

          Data publikacji: 30.03.2017, 07:03Ostatnia aktualizacja: 30.03.2017, 13:42

          Swieto Policji policjantka

          fot. Krystian Maj  /  źródło: Forum

          Anna Szulc

          ANNA SZULC

          Mobbing i seksizm w polskiej policji? Oficjalnie nie istnieje. Nam jednak udało się dotrzeć do policjantek, które twierdzą, że dyskryminacja ze względu na płeć w ich pracy to norma. – Najgorsze, że nie mamy się komu poskarżyć – mówią.

          – Pierwsza próba gwałtu: jechałam pociągiem do szkoły policyjnej do Szczytna. Stałam na korytarzu, obok mnie cały przedział policjantów. Wyszło z niego dwóch, wyraźnie na bani. Podeszli do mnie i powiedzieli – cytuję – że im się dupczyć chce – wspomina Dagmara, 44 lata, oficer wydziału operacyjnego, ponad 20 w służbie policyjnej, ma za sobą epizod depresyjny. – Nie wiem, jak by się to skończyło, gdyby nie kolega, dwa metry wzrostu – wyszedł z przedziału i gnojów pogonił.

          Innym razem jechała do jednostki, która miała jej pomóc zatrzymać sprawców napadu na bank. „Co za dupa przyjechała!” – przywitał Dagmarę głośno naczelnik przy podwładnych. I dalej: „Zerżnął bym ją”. – Taka jest nasza codzienność w policji – zapewnia oficer.

          Zobacz, jak policjanci pacyfikowali demonstrantów podczas grudniowych protestów pod Sejmem:

           

          Zaorane

          – Wychodzimy z kolegą po interwencji rodzinnej na dwór, a on do mnie, że ruchać mu się chce. Zawsze mu się chce po takich akcjach – opowiada Joanna, 34 lata, sierżant, dwie próby samobójcze, samotna matka. „Wziąłbym cię od tyłu” – proponuje. No, to dostaje z liścia. Od wariatek mnie wyzwał, ale odpuścił. Ale ja nie. Byliśmy na jakiejś bibie, polanka, kiełbaski, dwudziestu chłopa, ja jedna, ze sto butelek bimbru. Po północy zaciągnęłam kolesia za drzewa. Aż poczerwieniał ze szczęścia. Ściągnął gacie, przygniótł mnie do jakiejś sosny. W majtkach mi zaczął grzebać, a ja mu wtedy gazem, po jajach. To boli. Bardzo.

          – Większość już na wstępie ma zaorane. Przekraczasz próg komendy i dowiadujesz się, że jesteś idiotką – wspomina Ewa, 36 lat, aspirant, po dwóch rozwodach, od dwóch miesięcy z powodu załamania psychicznego na L4. Jej zdaniem, by przetrwać w policji kobieta musi być jak mężczyźni – twarda, chamska, agresywna.

          500 kopert

          – Propozycje nie do odrzucenia są na porządku dziennym. Kiedyś przypieprzył się do mnie naczelnik, mówi, że jak mu się oddam, to zapewni mi świetlaną przyszłość. Powiedziałam mu, żeby się odwalił. No, to zaczął mnie traktować jak chłopca na posyłki. „Koleżanka rozniesie pięćset kopert po pięciu piętrach bez windy. Ale nie wszystkie naraz. Jedna koperta po drugiej”. Innym razem polecił mi przesłuchanie do następnego ranka podejrzanego. Nie miało dla niego znaczenia, że koleś mieszka w jakimś zadupiu na Podkarpaciu, zanim go znajdę upłynie tydzień. Nie ma podejrzanego? Od razu odpowiednia notatka w papierach.

           

          Kamila, 46 lat, komisarz, panna: – Poskarżyć się na kolegę przełożonym? Zrobią ci z dupy jesień średniowiecza. Znałam jedną, co ciągle się skarżyła. Gwałt zbiorowy, sprawców nie odnaleziono. Odkryli ją potem – wisiała tydzień na pasku w piwnicy. Nic się takiego nie stało, skądże, chłopaki poszły na wódkę. Ciekawostka, w Polsce policjantki nie popełniają samobójstw. A jeśli nawet, to wyłącznie z powodów rodzinnych. – Jaka była prawda, nikt słowem nie piśnie – twierdzi komisarz Kamila.

          Pojedyncze przypadki?

          Z oficjalnych danych policji, które otrzymał „Newsweek” wynika, że w 2016 roku odnotowano jedynie 30 zarzutów na szkodę kobiet (a w policji służy ponad 15 tys. kobiet). W 2015 roku było podobnie. Nie wiadomo, czego dotyczyły zarzuty. Nie ma też statystyk dotyczących mobbingu i samobójstw w rozbiciu na płeć. „Dotychczasowe ustalenia wskazują, że problem dyskryminacji, mobbingu, seksizmu w stosunku do kobiet to, w całej 27-letniej historii Policji III RP, pojedyncze przypadki – napisała do nas aspirant Wioletta Szubska z Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji.

          Zdaniem doktor Adriany Bartnik, socjolożki i prawniczki z Wydziału Administracji i Nauk Społecznych Politechniki Warszawskiej, badaczki mobbingu w Polsce, sytuacja kobiet w służbach mundurowych różni się od sytuacji zatrudnionych w innych branżach. – Policja to miejsce silnie zhierarchizowane, a to sprzyja rozwoju patologii – uważa dr Bartnik. Według ekspertki znaczenie ma specyficzny, zwulgaryzowany język, w policji panuje przyzwolenie na bycie agresywnym. ]

          Z badań doktor Bartnik wynika również, że mobbing w służbach mundurowych (jeśli dotyczy kobiet) często nosi znamiona molestowania seksualnego. – Nie chcę powiedzieć, że każdorazowo ma to miejsce, ale częściej niż w innych przebadanych przeze mnie branżach.

          Co jeszcze wyróżnia mobbing w policji? Zdaniem ekpertki – przymus dostosowania się do grupy. – Przymus spędzania wspólnie czasu, chodzenia razem na treningi, wódkę i grille. Grupa lubi mieć kontrolę i wiedzę na temat życia swoich członków i członkiń – tłumaczy dr Bartnik.

          A co zdaniem specjalistki dzieje się, gdy kobiety zgłaszają mobbing swoim przełożonym? – Słyszą: musisz się dostosować, dotrzeć się, no chyba nie przyszłaś tu donosić na kolegów? Ewentualnie rady w stylu: „odegraj się”, „dopierdol im”, „co ty jaj nie masz?”.

          Znalezione obrazy dla zapytania Piękne policjantki