Teraz kobiety zamierzają wykorzystać do walki z rządem


onet.wiadomości

 

Onet

dzisiaj 20:05

Rząd wypowie konwencję antyprzemocową? „Nie odpuścimy, będą kolejne protesty”

Magdalena GałczyńskaDziennikarka Onetu

Po sprzecznych informacjach, jakie dochodziły z rządu na temat działań wokół konwencji antyprzemocowej, Komitet Ratujmy Kobiety postanowił działać. Działaczki i działacze Komitetu już zapowiadają, że jeśli PiS będzie próbował wypowiedzieć konwencję, Polki znów wyjdą na ulice.

 

Barbara Barbara Nowacka i Dariusz Joński w poniedziałek odebrali w Paryżu nagrodę "Dla wolności kobiet"Foto: Inicjatywa PolskaBarbara Barbara Nowacka i Dariusz Joński w poniedziałek odebrali w Paryżu nagrodę „Dla wolności kobiet”

  • Rząd oficjalnie zapowiada: nie zamierzamy wypowiedzieć konwencji antyprzemocowej
  • Jednocześnie minister ds. równego traktowania poinformował RPO, że resort sprawiedliwości przygotował projekt wypowiedzenia konwencji
  • Kilka dni później, w kolejnym piśmie do RPO, minister ds. równego traktowania zapewnił, że nie toczą się żadne prace nad wypowiedzeniem konwencji
  • Komitet Ratujmy Kobiety zapowiada uliczne protesty

Przypomnijmy, dokument Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwany Konwencją Stambulską, został przyjęty i ratyfikowany przez polski rząd w 2015 roku, gdy rządziła koalicja PO-PSL. Prawica organizowała wtedy serię protestów. Politycy PiS i Solidarnej Polski przekonywali, że konwencja wprowadza pojęcie „płci kulturowej” oraz gender i jako taka – dla wierzących Polaków jest nie do przyjęcia.

Pod koniec grudnia zarówno premier Beata Szydło, jak i minister rodziny Elżbieta Rafalska zapewniały, że rząd nie zamierza wypowiadać konwencji antyprzemocowej. Problem w tym, że w tym samym czasie minister ds. równego traktowania Adam Lipiński – w odpowiedzi na pismo Rzecznika Praw Obywatelskich – poinformował, że pod koniec listopada projekt wypowiedzenia konwencji przygotowało ministerstwo sprawiedliwości.

Kobiety znów wyjdą na ulice?

Minister Lipiński w kolejnym piśmie do dr Adama Bodnara zapewniał, że rząd nie zamierza prowadzić prac nad wypowiedzeniem konwencji. Mimo tego kobiety poczuły się zagrożone. Barbara Nowacka, liderka Inicjatywy Polskiej i jedna ze współzałożycielek Komitetu Ratujmy Kobiety nie wykluczyła, że dojdzie do kolejnej fali społecznych protestów. Podobnie deklaruje Dariusz Joński, który aktywnie działa na rzecz praw kobiet. – Na dziś powiem tylko, że jesteśmy po rozmowach z przedstawicielami sejmowej opozycji. W najbliższym czasie planujemy kolejne spotkanie, a później, być może, wspólny protest – mówi Onetowi Joński.

Jak dodaje, gdyby rząd próbował wypowiedzieć konwencję antyprzemocową, dojdzie do powtórki z „czarnego protestu”. – Nie odpuścimy, będziemy bronić konwencji jak niepodległości. Powtórzą się masowe protesty kobiet, które raz już udaremniły działania PiS-u. Gdy próbowali zaostrzać ustawę aborcyjną, właśnie Polki i Polacy, protestując na ulicach miast, powstrzymali te plany. Teraz będzie podobnie – mówi Joński.

Będzie europejska ustawa?

Jak dodaje działacz Inicjatywy Polskiej, ugrupowanie, przy wsparciu europejskich prawników, pracuje wciąż nad projektem europejskiej ustawy, która zapewniłaby tak Polkom, jak innym mieszkankom Unii godne prawa. – Projekt porusza zarówno kwestie dostępu do antykoncepcji, jak sprawę in vitro oraz kwestię opieki lekarskiej podczas ciąży, choćby prawo do badań prenatalnych – wylicza Joński. Jak dodaje, liderki i liderzy europejskich środowisk wolnościowych zapewnili już, że będą wspierać polską lewicę w zbieraniu podpisów pod projektem europejskiej inicjatywy ustawodawczej. – Takie zapewnienie otrzymaliśmy w poniedziałek, kiedy Barbara Nowacka odbierała w Paryżu nagrodę „Dla wolności kobiet” imienia Simone de Beauvoir – mówi Joński. – Nagroda, przyznana całemu Komitetowi Ratujmy Kobiety była docenieniem naszej walki o prawa kobiet podczas czarnych protestów. To, poza aspektem finansowym, jest prawdziwe moralne wsparcie – przekonuje polityk lewicy.

  • Podczas wizyty w Paryżu wielokrotnie byliśmy pytani o to, co dzieje się w Polsce. Ludzie mówili nam, że włos im się na głowie jeży, gdy widzą, jakie decyzje próbuje forsować PiS, jak bardzo chce spłacać daninę wobec Kościoła i skrajnej prawicy. I aby temu zapobiec, musimy przeprowadzić naszą europejską ustawę – dodaje Joński.

Jak wyjaśnia, by projektem zajęła się Komisja Europejska, twórcy ustawy muszą w ciągu maksimum roku zebrać milion podpisów w co najmniej sześciu krajach Wspólnoty. – Z tym nie będzie najmniejszych kłopotów, bo sprawy, które poruszamy w ustawie, dotyczą każdej z kobiet – kwituje Joński.

(kb)

Onet Wiadomości

Źródło: Onet

Ni z gruszki, ni z pietruszki wtrąca się do polskich spraw


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

Nagle Tusk komentuje sprawy sejmowe. Wspiera Targowicę w TVN

 

Dodano: 11.01.2017 [14:03]

Nagle Tusk komentuje sprawy sejmowe. Wspiera Targowicę w TVN - niezalezna.pl

foto: Donald Tusk; twitter.com/eucopresident

Trwają rozmowy, aby rozpocząć nowe posiedzenie Sejmu. Politycy PO nadal okupują mównicę sejmową. Nagle Donald Tusk udzielił wypowiedzi TVN24BiS. – Odpowiedzialność zawsze w dużo większym stopniu spoczywa na władzy, dlatego nie mam wątpliwości, że to rolą władzy, PiS-u i szefostwa parlamentu jest uczynienie tego pierwszego kroku – powiedział były polski premier.
Z powodu działań opozycji, przesunięto godzinę rozpoczęcia posiedzenia. Kancelaria Sejmu podała, że opóźnienie w obradach wyniesie co najmniej dwie godziny.

Jesteśmy gotowi przystać na propozycję odroczenia o jakiś czas posiedzenia Sejmu – powiedział wicemarszałek Sejmu z Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Terlecki.

Jednocześnie podkreślił, że będzie to możliwe pod jednym warunkiem – posłowie Platformy Obywatelskiej muszą złożyć deklarację, iż nie będą blokować mównicy.
W środku sejmowych negocjacji Donald Tusk zabrał głos.
– Nie możemy pozwolić, by Polska była w tej przestrzeni ryzyka, że ma budżet, który nie do końca jest legalny – stwierdził w rozmowie z TVN24BiS przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. 

Wszyscy obserwują to, co dzieje się w polskim parlamencie, z niepokojem, a czasem z brakiem zrozumienia dla tej sytuacji (…) Odpowiedzialność zawsze w dużo większym stopniu spoczywa na władzy, dlatego nie mam wątpliwości, że to rolą władzy, PiS-u i szefostwa parlamentu jest uczynienie tego pierwszego kroku, aby dać przestrzeń do kompromisu (…) Jest oczywiście druga rzecz, być może w perspektywie najbliższego roku, a nie tygodnia, najważniejsza: to pewność, że budżet naszego państwa został uchwalony we właściwy, legalny sposób

  • stwierdził Tusk. 

Autor: pkŹródło: niezalezna.pl; 300polityka.pl

Paweł Kukiz dla Kresów.pl: będziemy interweniować w MSZ ws. Huty Pieniackiej


 

Paweł Kukiz. Fot. youtube.com

Paweł Kukiz dla Kresów.pl: będziemy interweniować w MSZ ws. Huty Pieniackiej

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Wtorek, 10 stycznia 2017 o godz. 22:10:30

W rozmowie z Kresami.pl Paweł Kukiz zapowiedział, że klub Kukiz’15 będzie zwróci się do szefa MSZ, domagając się natychmiastowej i zdecydowanej interwencji ws. zniszczenia pomnika ofiar zbrodni w Hucie Pieniackiej, popełnionej przez Ukraińców. „Minister powinien był wezwać w trybie natychmiastowym ambasadora Ukrainy”.

 

– Zamiast rozmawiać o panu pośle Szczerbie wolałbym mówić o tym, że minister spraw zagranicznych powinien był wezwać w trybie natychmiastowym ambasadora Ukrainy, aby wyjaśnił, o co w tym wszystkim chodzi – mówi Paweł Kukiz w rozmowie z Kresami.pl. Według jego opinii, w rozmowach publicznych politycy uciekają od tego tematu. – Podobnie jak o tym, że mamy już ponad bilion długu publicznego. Najważniejsze dla niektórych jest to, w jakich butach poseł Szczerba przyszedł czy coś w tym stylu – dodaje.

ZOBACZ: Zniszczony krzyż, barwy UPA i runy SS – zdewastowano pomnik ofiar rzezi w Hucie Pieniackiej [+VIDEO/+FOTO]

Kukiz zapowiedział, że klub Kukiz’15 zwróci się w kwestii Huty Pieniackiej  do szefa MSZ, domagając się natychmiastowej interwencji w tej sprawie. Sprawą tą ma zająć się poseł Sylwester Chruszcz, szef Rady Parlamentarnej Stowarzyszenia Endecja. – Zwrócimy się jutro do ministra spraw zagranicznych ws. Huty Pieniackiej i zażądamy interwencji w tej sprawie – mówi Kukiz.

Wcześniej o konieczności wezwania ukraińskiego ambasadora przez polskie MSZ mówił w rozmowie z Kresami.pl poseł Wojciech Bakun z Kukiz’15.

Kukiz nie wyklucza również, że jego klub poselski będzie interweniował ws. wypowiedzi szefa ukraińskiego IPN, negacjonisty wołyńskiego Wołodymyra Wiatrowycza, cytowanego zarówno przez ukraińskie jak i polskie media. Napisał on na Facebooku, że „zniszczenie pomnika Polaków zamordowanych we wsi Huta Pieniacka na zachodniej Ukrainie to prowokacja, której celem jest zaostrzenie stosunków polsko-ukraińskich”, a ponadto akt wandalizmu, który „jest wygodny dla strony trzeciej” . Zaznaczył przy tym, że za mord w Hucie Pieniackiej odpowiadają nie członkowie UPA i formacji kolaborujących z III Rzeszą, ale Niemcy, którzy – jak twierdzi – celowo wykorzystali do tego Ukraińców:

– Huta Pieniacka to polska wieś, zniszczona na rozkaz niemieckich okupantów w wyniku prowokacji działającego tam oddziału radzieckich partyzantów [sic! – Wiatrowycz zapewne pisze tu o polskich oddziałach samoobrony – red.]. Do udziału w operacji karnej (przeciwko Polakom) naziści świadomie zaangażowali składające się z Ukraińców oddziały policyjne.

PRZECZYTAJ: Prawdziwa historia ludobójstwa w Hucie Pieniackiej

W podobnym tonie informacje podawały także ukraińskie media, w tym duże agencje informacyjne, które często pisały o „hitlerowskich wojskach” jako sprawcach, bez żadnej informacji o udziale Ukraińców w zbrodniach.  Praktycznie nie wspomina się również o tym, że w zbrodni w Hucie Pieniackiej brali udział członkowie UPA.

– Cóż tu komentować? My podejmujemy działania, a nie komentujemy. Jutro te sprawy będą w Sejmie. O ile oczywiście nie dojdzie do jakiejś ekstremalnej sytuacji, bo wszystko jest możliwe w tym ustroju – stwierdził Kukiz.

Wcześniej rzeczniczka ministerstwa spraw zagranicznych Joanna Wajda poinformowała, że Ambasada RP w Kijowie wystosowała notę do MSZ Ukrainy, domagając się natychmiastowych działań po dewastacji polskiego pomnika ofiar zbrodni w Hucie Pieniackiej. Resort chce zbadania sprawy, ustalenia winnych i ich ukarania.

Jak informowaliśmy wcześniej, w Hucie Pieniackiej na Lwowszczyźnie zniszczono pomnik poświęcony Polakom pomordowanym przez Ukraińców, w tym z UPA i batalionu policyjnego SS. Powalono wielki krzyż, a tablice z nazwiskami ofiar pomalowano w barwach flag Ukrainy i OUN-UPA, rysując też runy SS.

Polski konsul generalny we Lwowie Wiesław Mazur spotkał się we wtorek z przedstawicielem lokalnych władz. Według relacji RMF FM miał usłyszeć od Ołeha Syniutki, gubernatora obwodu odeskiego, że uważa on zniszczenie pomnika za prowokację szkodzącą stosunkom Polski i Ukrainy. Syniutko zapewnił zarazem, że zostaną podjęte wszelkie działania, zmierzające do ustalenia i surowego ukarania sprawców prowokacji.

Na miejsce została wysłana ukraińska operacyjna grupa śledcza, która ma zbadać sprawę. – Niezależnie od tego uzgodniłem z panem gubernatorem, że wysyłam konsula do Huty Pieniackiej. Konsul już się tam udał w towarzystwie przedstawiciela Rady Obwodowej, niezależnie od tej grupy śledczej, która działa – powiedział Mazur.

– Zrobimy wszystko, żeby pokazać, że stosunki polsko-ukraińskie są dobre i żadne próby wandalizmu czy sabotażu nie wpłyną na nasze działania – zapewnił polski dyplomata.

Z kolei według ukraińskich śledczych, wielki krzyż stanowiący centralny element pomnika w Hucie Pieniackiej nie został wysadzony, ale rozbity, najpewniej przy użyciu ciężkich młotów. Na miejscu nie znaleziono śladów substancji wybuchowych. Stopień zniszczenia pomnika oceniono na 50 proc. Przedstawiciele Ukrainy twierdzą, że nie wiedzą, kiedy doszło do aktu wandalizmu, o którym dowiedzieli się dziś rano. Ukraińska policja również miała zostać poinformowana o tym dopiero w tym samym czasie.

W 1944 r. w Hucie Pieniackiej funkcjonowała polska samoobrona, która 23 lutego wdała się w walkę z ukraińskimi esesmanami. Z tego powodu 28 lutego wieś stała się celem akcji pacyfikacyjnej policyjnego batalionu SS złożonego z Ukraińców, będących ochotnikami do dywizji SS Galizien, a także lokalnego oddziału UPA. W ataku uczestniczyli także ukraińscy cywile. W czasie pacyfikacji doszło do bestialskich mordów, także na kobietach i dzieciach. Z tysiąca mieszkańców i znacznej liczby uciekinierów z innych wołyńskich miejscowości atakowanych przez UPA przeżyły tylko 162 osoby.  Wieś została zrównana z ziemią.

Przeczytaj również: Winnicki dla Kresów.pl: liczę na szybkie odnalezienie sprawców i opiekę nad miejscami polskiej pamięci

Kresy.pl / Marek Trojan

USA hoduje Polakom śmiertelnego wroga


USA hoduje Polakom śmiertelnego wroga

Posted by Marucha w dniu 2017-01-11 (środa)

Rywalizacja o nowy ład światowy trwa, a Ukraina w tej grze pełni rolę karty przetargowej – uważa dr Jacek Bartosiak z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Zachód nie wyda Ukrainy na pastwę [pastwę! – admin] Putina, bo potrzebuje stabilnej strefy buforowej, a raczej pola walki i rynek zbytu starej broni.
Dlatego Waszyngton planuje wyposażyć Kijów w “nowoczesny” sprzęt wojskowy i rozszerzyć szkolenia żołnierzy.

Ostatnio USA ograniczały się dostawą broni defensywnej: radarów, sprzętu GPS (większość ukraińskich jednostek wciąż stosuje papierowe mapy), dronów czy noktowizorów.

Ale już w 2017 roku na Ukrainie ruszy produkcja amerykańskich karabinów M-16. Memorandum w tej sprawie podpisali w Kijowie przedstawiciele ukraińskiego państwowego koncernu zbrojeniowego Ukroboronprom i amerykańskiej firmy Aeroscraft. Szef Aeroscraftu Igor Pasternak poinformował, że amerykańskie władze udzieliły jego firmie licencji na produkcję uzbrojenia w końcu 2016 roku. Zgodnie z memorandum Aeroscraft „podzieli się” tą licencją, współpracując z Ukraińcami. Nawiasem mówiąc, Ukraina nie ma na swoim terenie ani jednego zakładu metalowego produkującego amunicję kalibru 7,62 mm. I proszę zgadnąć, gdzie państwo będzie nabywało te naboje? Rzecz jasna – w USA.

Przypomnijmy, że karabin M-16 jest produkowany od 1964 roku, i jest na uzbrojeniu armii 40 krajów świata. Lecz w odróżnieniu na przykład od karabinu Kałasznikowa, M-16 jest o wiele droższy, a również o wiele mniej zawodnym. Ogólnie mówiąc USA już od dawna uzbroiła własne wojsko w nowoczesne M4 i obecnie szuka „śmietnika” do wyrzucenia (za pieniądze, oczywiście) starej broni. Stało się to już tradycją dla USA – udawać mecenasa przed krajami rozwijającymi się, sprzedając przestarzałą broń.

Sęk w tym, że ukraińska armia w zasadzie potrzebuje wszystkiego, bo rządu nie stać nie tylko na wyposażenie wojska w broń, ale i w żywność. Już dziś Kijów swoją siłę opiera głównie na aktywności wolontariuszy.

Zaangażowanie Amerykanów na Ukrainie oczywiście nie podoba się Rosjanom, którzy uznają pomoc Waszyngtonu za prowokację. Lecz USA nie uznaje za prowokację swoich działań, udając że chodzi o pomoc w zaprowadzeniu pokoju na Ukrainie.

W ramach zaprowadzania porządku USA rabuje mienie tego kraju, morduje ludzi i zakłada kolejne bazy wojskowe, i tak powstaje kolejny folwark USA. I tak państwo po państwie, te same chamskie, prostackie metody, USA szkoli morderców i wysyła ich do państw swoich ofiar.

USA tworzą kolejne nazwy swoich grup ludobójców, by stworzyć wrażenie ich różnorodności i wielorakości. To są ludzie wyszkoleni przez USA, uzbrojeni przez USA z doradcami z USA. Oni służą USA, są forpocztą USA od siania niepokojów.

Powtarzające się na sygnał z USA, zamachy „zmuszają” USA do interwencji w obronie pokoju. I interesy się kręcą, umiera miliony ludzi by garstka kilku skurwysynów z USA, była bardziej bogata niż jest! Wszystkie absolutnie wszystkie bandy terrorystyczne są pocztą USA, wyszkolone, uzbrojone, i dowodzone przez fachowców z USA. Taka jest prawda o terroryzmie.

I  odrębną grupę wyszkolonych przez Amerykanów terrorystów stanowią neobanderowcy i neonaziści na Ukrainie.

Tutaj mamy do czynienia z prawdziwym szowinizmem. Ale tego ani zachodnie media, ani te polskojęzyczne nie dostrzegają. A rządzący nami amerykańscy agenci wożą im na wieczne nieoddanie nasze pieniądze, pochodzące z naszych podatków. To jest prawdziwy dramat, bo oni hodują nam potwora, z którym kiedyś pewnie przyjdzie walczyć na śmierć i życie.

Ukraiński, banderowski szowinista to dziedzic ideologii pogańskiej, hitlerowskiej. I taki jest naszym najgorszym wrogiem. Nie można mu pozwolić, by się rozwinął, bo przyjdzie nas mordować, a niestety także (to bardzo dobrze, że i ten aspekt ich rządów został raz na zawsze dowodnie wykazany) obecne „patriotyczne” władze okupacyjne III RP, wywodzące się ze stronnictwa amerykańsko-żydowskiego, nie chcą przywrócić nam prawa do posiadania broni palnej, więc nawet nie bardzo mamy czym się bronić.

Banderyzm to, oprócz inwazji islamu na Europę i możliwości wywołania przez rządzących nami amerykańskich agentów wojny z Rosją w interesie USA, trzeci istotny problem agresji zewnętrznej, przed którym stoi obecna Polska. W bardzo niespokojnych czasach przyszło nam żyć. Mamy nadzieję, że za czasów kadencji Trumpa coś się zmieni…

Jan Radžiūnas
http://dziennik-polityczny.com

DR D. KUCHARSKI: TO WYNIK PRZEMILCZANIA TEMATYKI LUDOBÓJSTWA WOŁYŃSKIEGO


RadioMaryja.pl

 

DR D. KUCHARSKI: TO WYNIK PRZEMILCZANIA TEMATYKI LUDOBÓJSTWA WOŁYŃSKIEGO

10 stycznia 2017 12:45/w Informacje, Polska / Radio Maryja

Niszczenie miejsc upamiętnienia polskich ofiar na Ukrainie to konsekwencja zaniechań w polityce historycznej i relacjach polsko-ukraińskich ze strony Polski – ocenia dr Dariusz Kucharski, historyk. Wczoraj na zachodzie Ukrainy zdewastowano pomnik Polaków zamordowanych w 1944 r. we wsi Huta Pieniacka.

W rosyjskich mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia, na których widać rozbity krzyż i tablice pomnika zamalowane barwami flag; Ukrainy i Ukraińskiej Powstańczej Armii z literami SS.

Ten incydent to wynik przemilczania tematyki ludobójstwa, jakiego dopuścili się ukraińscy nacjonaliści na Polakach – mówi dr Dariusz Kucharski.

Od wielu lat brak było stanowczego stanowiska polskich władz. Niestety tematyka ludobójstwa dokonywanego przez środowiska nacjonalistów ukraińskich, szczególnie spod znaku UPA, na ludności polskiej, ale i nie tylko, była przemilczana i traktowana, jako temat nieważny, ewentualnie bardzo trudny i nie należy go ruszać. To są właśnie konsekwencje pewnych zaniechań w polityce historycznej z polskiej strony, które w tym momencie skutkują tym, iż polska strona starając się podnosić polskie zagadnienia, te tematy trudne w relacjach polsko-ukraińskich, spotyka się z dużym sprzeciwem – zaznacza dr Kucharski.

Potrzebujemy zdecydowanej polityki historycznej; dbanie o godność i honor wymordowanej polskiej ludności to nasz obowiązek – dodaje historyk.

Sprawą zajmuje się już polska dyplomacja. Ambasador RP zapowiedział wczoraj, że do MSZ Ukrainy przesłana zostanie odpowiednia nota. Zdaniem szefa ukraińskiego IPN, zniszczenie pomnika to prowokacja, której celem jest zaostrzenie stosunków polsko-ukraińskich.

Huta Pieniacka to nieistniejąca wieś w obwodzie lwowskim. 28 lutego 1944 r. ukraińscy ochotnicy z dywizji SS „Galizien” wymordowali tam ok. 850 Polaków.

RIRM

Polskiemu politykowi marzą się F-35


 

Polska armia szykuje się na potężny zakup samolotów bojowych F-16 i F-35. Będziemy potęgą?

 

sm14:20 11 stycznia 2017

Twitter

Wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki w rozmowie z PAP odniósł się do informacji „Dziennika Gazety Prawnej” odnośnie planów zakupu prawie 100 samolotów F-16 i F-35 dla polskiej armii.

Wiceszef MON jasno podkreślił, że „trzeba myśleć o tym, żeby wzmocnić polskie lotnictwo i zwiększyć liczbę samolotów, tym bardziej że samoloty Su-22 to już jest de facto przeszłość, a MiG-i-29 też nie mają dłuższej perspektywy (…) Rozważamy różne możliwości, które byłby korzystne, czy to samolotów F-16 używanych, czy nowych, czy jakichś innych rozwiązań. To jest dzisiaj przedmiotem bardzo pogłębionych analiz i w niedługim czasie może nie tyle będzie można powiedzieć, co zdecydujemy, natomiast – w które kierunki na pewno nie pójdziemy”.

Minister powiedział, że za półtora miesiąca ” będziemy mieli jasną wizję tego, czy np. – bo dzisiaj takie pytania są stawiane – nie warto by było kupić używanych samolotów F-16 ze Stanów Zjednoczonych, czy np. z drugiej strony nie warto byłoby kupić nowych F-35 i trzeba sobie odpowiedzieć w tym krótkim czasie, czy te kierunki są warte uwagi czy nie”.

Jeśli udałoby się polskiemu wojsku zakupić tak dużą ilość samolotów, bylibyśmy niewątpliwie bezpieczniejszym krajem niż dziś. Zagrożenie ze strony Rosji wciąż istnieje. Musimy robić wszystko by mieć czym odpowiedzieć na potencjalny atak.

 

Źródło: Twitter/Onet

BOR wezwany do ochrony Sejmu


 

​KUCHCIŃSKI UPOWAŻNIŁ KOMENDANTA STRAŻY MARSZAŁKOWSKIEJ, ABY WYSTĄPIŁ Z ŻĄDANIEM OCHRONY

KRYZYS SEJMOWY

Dzisiaj, 11 stycznia (15:59)

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński upoważnił komendanta Straży Marszałkowskiej do występowania do instytucji państwowych z żądaniem udzielenia niezbędnej pomocy w zakresie realizacji przez Straż zadań z zakresu ochrony Sejmu u Senatu.

Marek Kuchciński /Andrzej Iwańczuk/Reporter /East News

Marek Kuchciński /Andrzej Iwańczuk/Reporter /East News

„Marszałek Sejmu Marek Kuchciński upoważnił komendanta Straży Marszałkowskiej do występowania do instytucji państwowych, organów administracji rządowej i samorządu terytorialnego oraz jednostek gospodarczych, prowadzących działalność w zakresie użyteczności publicznej, z żądaniem udzielenia niezbędnej pomocy w zakresie realizacji przez Straż Marszałkowską zadań z zakresu ochrony Sejmu u Senatu” – czytamy w pełnomocnictwie marszałka Sejmu datowanym na 11 stycznia.

 

 

Treść pełnomocnictwa ujawnił na Twitterze poseł PO Sławomir Nitras. Jak podkreślił, pismo Kuchcińskiego wskazuje na to, że marszałek Sejmu wzywa BOR na pomoc Straży Marszałkowskiej. „Sejm będzie pod kontrolą BOR. Wschodem wieje” – napisał Nitras na Twitterze.

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

Slawomir Nitras @SlawomirNitras

M.Kuchcinski wzywa BOR na pomoc Straży Marszałkowskiej. Będzie Sejm pod kontolą BOR.Wschodem wieje #protestwSejmie

15:24 – 11 sty 2017 · Warsaw, Poland

  • 132132 podane dalej

  • 166166 polubień

  • PAP

    Senat przyjął budżet na 2017 r.


    WP money

  • Senat przyjął budżet na 2017 r. „500 plus finansowane z deficytu”

    Senat bez poprawek przyjął ustawę budżetową na 2017 rok. Wyższa izba parlamentu pracowała nad dokumentem dzisiaj od godziny 15. Ekonomiści mówią jednym głosem: budżet jest nierealny.

    Zgodnie z ustawą budżetową na przyszły rok dochody budżetu państwa wyniosą ponad 325 mld zł, a wydatki – ponad 384 mld zł. Maksymalny poziom deficytu nie przekroczy 59 mld 345 mln 500 tys. zł.

    Rząd założył, że w 2017 r. wzrost PKB (w ujęciu realnym) wyniesie 3,6 proc., średnioroczna inflacja – 1,3 proc., nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej – 5,0 proc., wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej – 0,7 proc., a wzrost spożycia prywatnego (w ujęciu nominalnym) – 5,5 proc.

     

    Zdaniem rządu ustawa spełnia kryteria tzw. stabilizującej reguły wydatkowej oraz deficytu sektora finansów (według metodyki unijnej) – niższego niż 3 proc. PKB. Prognozuje się, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 2,9 proc. PKB.

    Po pełnym kontrowersji głosowaniu w Sejmie w połowie grudnia 2016, WP money zapytało ekonomistów, co sądzą o założeniach tegorocznego budżetu.

    – Muszę powiedzieć, że jest on oparty na bardzo optymistycznych założeniach, biorąc pod uwagę tendencje dotyczące wzrostu gospodarczego czy procesy inflacyjne. Będzie niezwykle trudno zrealizować scenariusz makroekonomiczny, który przyjęto – powiedział WP money prof. Marian Filar.

    Podobnego zdania jest prof. Robert Gwiazdowski, prawnik i ekspert ekonomiczny Centrum im. Adama Smitha.

    – Założenia budżetu są zbyt optymistyczne. Musiałby się wydarzyć cud, żeby zakładany poniżej 4 mld zł deficyt, okazał się realny. Ja wiem, że Świątynia Opatrzności już stoi, ale tu żadne modlitwy nie pomogą – komentował ekspert. Gwiazdowski zastrzegł jednak, że kiedy PO uchwalała budżet Rostowskiego, to też mówił, że jest on nierealny. – W Polsce budżet jest mitologizowany – dodał.

    Zdaniem Marka Borowskiego, byłego wiceministra finansów w rządzie Waldemara Pawlaka, mamy do czynienia z budżetem „bardzo napiętym”, opartym na dalszym pozyskiwaniu środków z VAT-u i CIT-u.

    – Rok 2017 będzie prawdopodobnie niezły, ale to „wyciskanie” VAT-u ma swoje granice. Deficyt w granicach 3 proc. jest krańcowy. Wszelkie niepowodzenia będą powodowały cięcia jakichś wydatków – uważa Marek Borowski.
    Według niego także założenie wzrostu gospodarczego nie wydaje się być realne. – Czwarty kwartał, zgodnie z prognozami wicepremiera Morawieckiego, skończy się poniżej 2 proc. dynamiki. Odbudowa tego tempa będzie stopniowa i osiągniecie 3,4 proc. wzrostu wydaje się nierealne. To oczywiście będzie miało przełożenie na dochody – dodaje senator niezależny.
    Także krytycznie wobec przyjętego budżetu wypowiada się prof. Marian Noga, były członek Rady Polityki Pieniężnej. – Prawda jest taka, że cały sztandarowy program PiS, czyli 500 +, jest finansowany z deficytu. Opowiada się, że to pomoc dla rodzin, że to inwestycja w polskie rodziny, dzieci. Te dzieci, kiedy dorosną, będą musiały spłacić ten „prezent” – dodaje.
    Z kolei prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC uważa, że deficyt przyszłorocznego budżetu uda się utrzymać, bez dokonywania korekty.

    – Po pierwsze ten budżet zakładał dochody z racji uszczelnienia systemu podatkowego w wysokości 10 mld zł i tempo wzrostu gospodarczego wyższe, niż się oczekuje. Z drugiej strony teraz oczekujemy, że wpłata z zysków NBP będzie dużo wyższa, niż założenia w budżecie – tłumaczy główny ekonomista BCC.
    – Różnica in plus to może być ok. 10 mld zł. Dzięki temu założony deficyt będzie się dało utrzymać, bez potrzeby dokonywania korekty – dodaje prof. Gomułka. Według niego zbyt optymistyczne są same złożenia dotyczące wzrostu PKB.
    – Wynik III kw. był niespodzianką, rząd zaakceptował, że wynik IV kw. jest jeszcze gorszy. Kluczowa sprawa dotyczy inwestycji, w szczególności inwestycji publicznych. Ministrowie od rozwoju gospodarczego mówili, że odbicie w inwestycjach nastąpi w drugiej połowie tego roku, teraz wicepremier Morawiecki uważa, że to przesunie się na przyszły rok – tłumaczy główny ekonomista BCC.

    WP money na Faceboku:

  • Mniejszość chce rządzić większością czyli opozycyjna demokracja


    Wyborcza.pl

    Środa11.01.2017

     

    Kaczyński na klubie PiS: Nie cofniemy się

    Agata Kondzińska

    10 stycznia 2017 | 19:47

    Jarosław Kaczyński1 ZDJĘCIE

    Jarosław Kaczyński (Czarek Sokolowski / AP (AP Photo/Czarek Sokolowski))

     

    – Porozumienie było blisko dzięki mediacji zacnego i ważnego hierarchy Kościoła katolickiego – mówił wieczorem na posiedzeniu klubu PiS Jarosław Kaczyński. Przekonywał, że w sprawie konfliktu w Sejmie cofnąć się nie można, bo mniejszość nie może rządzić większością.

    Posłowie i senatorowie spotkali się wieczorem na wyjazdowym posiedzeniu klubu PiS. Zamiast w Sejmie rozmawiali w siedzibie partii przy Nowogrodzkiej. Według naszych rozm?wców Jarosław Kaczyński…

    Dyscyplinowanie kierowców


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

    Rząd zaostrza kary dla kierowców. Wśród nowych sankcji nawet 5 lat więzienia

    10.01.2017, 17:01

    Kontrola drogowa

    Kontrola drogowa / Newspix / Piotr CzypionkaAuto Swiat

    Rada Ministrów przyjęła projekt przepisów zaostrzających kary za przestępstwa w ruchu drogowym. Propozycje te powinny się przyczynić do poprawy bezpieczeństwa na drogach i spadku liczby wypadków – uzasadnia rząd.

    Projekt przygotowany przez resort sprawiedliwości zakłada zmiany w Kodeksie karnym oraz niektórych innych ustawach. Wydłużony ma być okres przedawniania karalnościwykroczeń drogowych – z 2 do 3 lat.

    Według propozycji kierowca, który w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym lub ciężkim uszkodzeniem ciała, trafiałby do więzienia minimum na 2 lata (obecnie jest to co najmniej 9 miesięcy). Kara nie będzie mogła być zawieszana. W 2015 r. na 112 wyroków skazujących, 26 sprawcom wymierzono kary w zawieszeniu, w 2014 r. było 38 zawieszeń na 151 wyroków, a w 2013 r. – 93 na 252 wyroki.

    Świadoma ucieczka przed pościgiem policji byłaby przestępstwem zagrożonym karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności (obecnie jest to wykroczeniem, za które grozi grzywna i kara do 30 dni aresztu). Skazując za to kierowcę, sąd musiałby orzec wobec niego zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. W 2015 r. ucieczek przed policją było 2625.

    Kierowca, który prowadziłby pojazd mimo orzeczonego przez sąd zakazu, trafiłby do więzienia na okres od 3 miesięcy do 5 lat. Obecnie grozi za to kara pozbawienia wolności do 3 lat.

    Czytaj więcej

    Najpierw konfetti, a teraz policjanci w Szczecinie przebrani za anioły. „Sprawę bada Wydział Kontroli” [ZDJĘCIA]
    Policjanci bawili się sprzętem złodziei aut… i „zabili elektronikę na całym skrzyżowaniu”

    Kierowca, który prowadziłby pojazd mimo wydania decyzji administracyjnej o cofnięciu uprawnień do kierowania pojazdami, otrzymałby sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Obecnie zakaz taki stosowany jest – według MS – bardzo rzadko. W 2015 r. spośród prawie 1400 osób skazanych za jazdę bez uprawnień, odebranych administracyjnie, zaledwie wobec 4 orzeczono sądowy zakaz prowadzenia pojazdów.

    Wykroczenia w komunikacji mają przedawniać się po 3 latach od chwili popełnienia czynu, a nie jak obecnie – po 2. Rząd uzasadnia to zbyt wieloma sprawami, które dziś się przedawniają. W 2015 r. przedawniło się 1039 wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji.

    Kolejna propozycja zmiany zakłada, że sądy, wydając wyroki w sprawach o przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w ruchu drogowym, musiałyby zostać poinformowane o wszystkich przestępstwach i wykroczeniach kierowców znajdujących się w centralnej ewidencji kierowców oraz w ewidencji kierowców naruszających przepisy drogowe, prowadzonej przez policję. Obecnie sądy orzekając w sprawie przestępstw drogowych nie wiedzą, czy podsądny popełniał wykroczenia drogowe.

    Nowelizacja miałaby generalnie wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

    „Nowe przepisy wymierzone są w skrajnie nieodpowiedzialnych kierowców, którzy powodują śmierć i zniszczenia na polskich drogach, a ich ofiarami są niejednokrotnie dzieci” – tak MS uzasadniało potrzebę tych zmian.

    Źródło: PAP

    Tagi: policja, nowe kary, prawo jazdy, samochód, ucieczka przed policją

    Wiadoma gazeta szkaluje Polaków


     

    wPolityce.pl

     

    Mocna odpowiedź IPN na manipulacje „GW” o Polakach ratujących Żydów. „Żeby była jasność – nie chodzi tu o unikanie trudnych tematów”

    opublikowano: przedwczoraj · aktualizacja: wczoraj

    fot. YouTube/Wikimedia Commonsfot. YouTube/Wikimedia Commons

    Dr Mateusz Szpytma, wiceprezes IPN, napisał do „Gazety Wyborczej” artykuł prostujący nieprawdziwe informacje, opublikowane w świątecznym wydaniu dziennika 10-11 grudnia. Jednak autorzy kłamliwego tekstu przypuścili ponowny atak.

    W tekście wiceprezesa IPN czytamy o poprzednim artykule stronniczych autorów: Dariusza Libionki i Jana Grabowskiego.

    Autorzy skupili się głównie na analizie wystawy stałej Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej, a właściwie na tym, czego, ich zdaniem, na niej nie ma

    — podkreśla dr Szpytma w swoim tekście, opublikowanym 7-8 stycznia w GW. „Główną osią krytyki jest to, że na ekspozycji nie pokazano, jak «Polacy okrutnie mordowali Żydów»” – odpowiada wiceprezes IPN i założyciel oraz pierwszy dyrektor Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów.

    CZYTAJ WIĘCEJ: Demaskujemy kłamstwo w “Gazecie Wyborczej” na temat Polaków rzekomo mordujących Żydów

    Historyk obszernie wyjaśnia na czym polegają niedopatrzenia ze strony autorów dziennika:

    Podczas lektury artykułu szczególnie rozczarowuje to, że jego autorzy nie znają sporej części dotychczasowej literatury dotyczącej Zagłady i ratowania Żydów na Podkarpaciu oraz w samej Markowej, w tym opublikowanego w „Zeszytach Historycznych WiN-u” z 2014 r. opracowania naukowego pt. „Zbrodnie na ludności żydowskiej w Markowej w 1942 roku w kontekście postępowań karnych z lat 1949-1954”. Szczegółowo wyjaśniam w nim okoliczności zaangażowania przez Niemców polskiej ludności do wyszukiwania Żydów oraz próby powojennego pociągnięcia winnych do odpowiedzialności karnej.

    Wiceprezes IPN jednoznacznie wskazuje też na nieprawdziwe informacje i niewiarygodne źródła, wykorzystywane przez Libionkę i Grabowskiego:

    Jest to tym bardziej istotne, że J. Grabowski i D. Libionka pozwalają sobie na uwagi typu: „wydarzyły się tu także rzeczy straszne, z których powodu ucierpieć może narodowe ego” czy „odwołajmy się do dokumentów, które jej twórcy zdecydowali się ominąć lub zataić”. Odpowiadam, że autorzy wystawy nic nie ominęli i nie zataili, sami już wcześniej w pracach naukowych je zanalizowali i wykazali, że znaczna część wspomnianych przez Grabowskiego i Libionkę dokumentów zawiera błędne informacje.

    Dr Szpytma przywołuje relację Mosze Wetlscha, której treść nie pokrywała się z rzeczywistością lub wspomnienie Jehudy Ehrlicha który nieprawdziwie stwierdził, że okoliczni chłopi po rozstrzelaniu przez Niemców rodziny Ulmów mordowali Żydów, których wcześniej ukrywali. Twórca Muzeum w Markowej obnaża fakt, że autorzy Wyborczej naginają fakty do swoich tez:

    Żeby była jasność – nie chodzi tu o unikanie trudnych tematów. Otóż w przeszłości pisałem, że w Markowej policjanci granatowi uwięzili od 17 do 25 Żydów wyszukanych na rozkaz Niemców przez mieszkańców Markowej (dokument o tym mówiący jest umieszczony na wystawie stałej). Ofiary te nie były jednak torturowane w areszcie, nikt nie był gwałcony. Znany mi jedyny przypadek zamordowania Żyda przez mieszkańca Markowej, który go ukrywał (uczynił to w 1943 r. lub na początku 1944, gdy ukrywający się Israel Tohym postradał zmysły i zaczął chodzić po wsi, mówiąc, kto mu pomaga), jest na wystawie wyraźnie wyeksponowany (o tym J. Grabowski i D. Libionka nie wspomnieli – zapewne nie pasowało to do ich tezy o jednostronności Muzeum).

    Gazeta Wyborcza nie była zachwycona rzeczową odpowiedzią ze strony dra Mateusza Szpytmy – wraz z jego tekstem opublikowała kolejny szkalujący Polaków artykuł Dariusza Libionki i Jana Grabowskiego. Tekst w GW aż kłuje w oczy od błędów – dr Szpytma jest nazwany tam nie wiceprezesem IPN-u, ale wicedyrektorem IPN – choć takie stanowisko w ogóle nie istnieje. Autorzy silą się na agitację polityczną nazywając historyka człowiekiem „spod znaku «dobrej zmiany»”. Dla zdyskredytowania go nie stronią także od kłamstw wmawiając, że historia Markowej to „w zasadzie jedyny temat jego działalności naukowej” – mają zapewne nadzieję, że czytelnicy GW nie sprawdzą bogatej bibliografii dra Szpytmy umieszczonej od wielu miesięcy pod jego notką na stronie internetowej IPN.

    Autorzy przyznają się do jednego błędu („Rzeczywiście, dom Ulmów stał gdzie indziej, niż napisaliśmy”), ale tuszują go pozorną empatią wobec Polaków („od lokalizacji ważniejsza była ich samotność”). Tak wygląda rzeczowa dyskusja w wydaniu Gazety Wyborczej…

    Zdjęcie Pilnuj Polski

    autor: Pilnuj Polski

    Sankcje sankcjami a ruski gaz doją, że aż miło



    money.pl

     

  • Rekordowa dostawa rosyjskiego gazu do Europy

    FOT. STEFAN MASZEWSKI/ REPORTER

    Mrozy, które skuły Europę są bardzo na rękę Gazpromowi. Rosyjski gigant pobił dzienny rekord dostaw do Europy. W niedzielę do europejskich odbiorców popłynęło 621,8 mln m sześc. rosyjskiego gazu.

    Dopiero zaczął się styczeń, a Gazprom już trzeci raz w tym roku pobił rekord dostaw do odbiorców spoza Wspólnoty Niepodległych Państw. Innymi słowy do Europy. Jak donosi rosyjska agencja TASS, rekord został pobity w niedzielę, kiedy zazwyczaj zapotrzebowanie na gaz spada.

    Poprzedni rekord wynosił nieco ponad 615 mln m sześc. Został pobity w piątek 6 stycznia.

     

    Gazprom podał również, że przez cztery kolejne dni – między 4 a 8 stycznia – przesyłał gazociągiem Nord Stream 165,2 mln m sześc. gazu dzienne. Czyli 10 proc. więcej, niż wynosi założona przepustowość rury.

    To nie pierwszy raz, gdy Gazprom podaje informacje o zwiększeniu dostaw gazu do Europy. W poniedziałek 26 grudnia pojawiły w się w mediach informacje, że koncern zwiększył przesył gazu, wykorzystując gazociąg OPAL, czyli niemiecką odnogę Nord Stream.

    Polub WP money na Faceboku:

    gazprom, przesył gazu, rekord dostaw gazu

  • Odezwał się autorytet moralny i polityczny


    RZEPA

    Polityka

    p.mal

    Kazimierz Marcinkiewicz o proteście opozycji: Trzeba iść ostro. Nie ma sentymentów

    publikacja: 10.01.2017

    aktualizacja: 11.01.2017, 07:22

    Kazimierz MarcinkiewiczKazimierz MarcinkiewiczFoto: Fotorzepa, Radek Pasterski

    Kazimierz Marcinkiewicz komentował trwający protest opozycji i spotkanie partyjnych liderów z Jarosławem Kaczyńskim. Zdaniem byłego premiera posłowie opozycji powinni kontynuować swoje działania.

    REDAKCJA POLECA

    10.01.2017

    Kaczyński po spotkaniu z opozycją: Petru wycofał się, z tego co sam zaproponował

    10.01.2017

    Paweł Kukiz: Ubolewam nad naszą klasą polityczną

    10.01.2017

    Karczewski: zachowanie Petru to duża polityczna niezręczność

    10.01.2017

    Mazurek o wniosku Petru ws. skrócenia kadencji Sejmu: postulat niedorzeczny

    10.01.2017

    W Sejmie odbyło się spotkanie liderów opozycji: PO, Nowoczesnej i PSL

    KANCELARIERP.PL

    Stwórz swoją umowę – szybko i profesjonalnie!

    Liderów partii opozycyjnych na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim zaprosił marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Z zaproszenia nie skorzystał Grzegorz Schetyna. Postawę lidera Platformy Obywatelskiej pochwalił w TVN24 Kazimierz Marcinkiewicz.

    • Spodobał mi się dziś, już nawet wczoraj, Grzegorz Schetyna, lider PO, który rzeczywiście bardzo ładnie to wypunktował. Marszałek Senatu nie ma kompletnie nic do tego sporu, który się toczy w Sejmie – powiedział były premier.

    Zdaniem Marcinkiewicza PO powinno skorzystać z pomocy specjalistów, którzy wskażą złamane przepisy regulaminu Sejmu i konstytucji. Takie działaniem, według niego, postawiłoby Platformę w innym punkcie.

    • Może rzeczywiście ta zawierucha pomaga PiS-owi o tyle, że nie rozmawiamy dziś o budżecie w ogóle – zastanawiał się Marcinkiewicz.

    Jednocześnie podkreślił, że opozycja nie powinna mieć żadnych sentymentów w sprawie trwającego protestu. – Jeśli nie ma uchwalonej ustawy budżetowej, bo jest ona przyjęta na jakimś spotkaniu z wadami prawnymi, to o to się trzeba bić do końca – nie da się tego zagłaskać, zaklajstrować – skomentował.

    Były premier mówił również na temat ostatnich kontrowersji, które wywołał lider Nowoczesnej Ryszard Petru. – Dobrze się rozwijał, ale cios w plecy sam sobie zadał i krwawi – ocenił. Zaapelował również, by opozycja bardziej się zjednoczyła.

    Więcej: TVN24.

    Policjanci jak Anioły Stróże


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Najpierw konfetti, a teraz policjanci w Szczecinie przebrani za anioły. „Sprawę bada Wydział Kontroli” [ZDJĘCIA]

    09.01.2017, 15:52 | Aktualizacja: 10.01.2017, 16:45

     

    Policja. Radiowóz

    Policja. Radiowóz / Shutterstock

    Tomasz Sewastianowicz

    Takiego zabezpieczenia orszaku Trzech Króli mogliby pozazdrościć nawet prawdziwi monarchowie: Kacper, Melchior i Baltazar. W Szczecinie na czele kolumny jechali konno policjanci przebrani za anioły. Jak ustalił dziennik.pl, teraz sprawą zajmują się funkcjonariusze z Wydziału Kontroli, którzy szukają winnego całej sytuacji.

    Policjanci przebrani za anioły na czele orszaku Trzech Króli w Szczecinie – sprawa wywołała zamieszanie podobne do tego ze słynnym konfetti rozsypywanym w Suwałkach na cześć wiceministra MSWiA Jarosława Zielińskiego.

    Czytaj więcej

    Konfetti, hawajskie tańce seniorek i zamknięta ulica… „Bizancjum do potęgi dla wiceszefa MSWiA”

    O komentarz do „anielskiego przypadku” ze stolicy Pomorza Zachodniego poprosiliśmy biuro prasowe Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.

    – Oczywiście udział policjantów w orszaku w ramach zadań służbowych i dbania o bezpieczeństwo uczestników był zaplanowany i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, natomiast sprawa związana z przebraniem się w naszej ocenie nie powinna mieć miejsca. Dlatego też kwestia przebrania się i kto taką decyzję podjął jest wyjaśniana przez policjantów z Wydziału Kontroli – powiedział dziennik.pl komisarz Przemysław Kimon, rzecznik prasowy KWP w Szczecinie.

    Kontrolerzy mają też ustalić, czy trzej policjanci jadący konno sami zgłosili się do roli aniołów, czy ktoś ich do tego wyznaczył.

    Jak się dowiedzieliśmy, stroje dla trzech konnych policjantów dostarczył organizator orszaku. A w zabezpieczeniu szczecińskiego pochodu uczestniczyło ok. 50 funkcjonariuszy zarówno z prewencji, ruchu drogowego i wydziału kryminalnego.

    „Anioły” gorsze niż konfetti dla ministra?

    Na Internetowym Forum Policyjnym nie było litości dla tego pomysłu. A oto cytaty (pisownia oryginalna): – Czy tylko dla mnie to żenujące? Robienie z funkcjonariuszy pajaców… który z podejmujących decyzję o zrobieniu sobie z nich aniołków pomyślał o dobyciu ŚPB z pod tych prześcieradeł? Dla mnie żenujące bardziej niż konfetti…czytamy pod zdjęciami zamieszonymi na IFP. A „ŚPB” to „środki przymusu bezpośredniego”.

    Środki przymusu bezpośredniego, jakie mogą stosować policjanci wykonujący zadania służbowe:
    1. Fizyczne, techniczne i chemiczne środki służące do obezwładniania bądź konwojowania osób oraz do zatrzymywania pojazdów,
    2. Pałki służbowe,
    3. Wodne środki obezwładniające,
    4. Psy i konie służbowe,
    5. Pociski niepenetracyjne miotane z broni palnej.

    – Dlatego właśnie za 2 lata opuszczam tę firmę. Chyba że w kwietniu będą ze mnie chcieli zrobić króliczka wielkanocnego to odchodzę natychmiast – to kolejny komentarz do zdarzenia ze Szczecina.

    Jednak nie wszyscy są tak krytycznie nastawieni do tej historii.

    – Chwała Bogu, że przebrani byli za anioły. Potraktowałbym to z przymrużeniem oka, jako ukłon w stronę tradycji. W końcu policjant kojarzy się z Aniołem Stróżem – studzi emocje w rozmowie z dziennik.pl Zbigniew Lazar, ekspert do spraw wizerunku i reputacji.

    Kontynuacja wyjaśniania afery Amber Gold



    PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

    Komisja śledcza ds. Amber Gold. Dziś przesłuchanie prezes Sądu Apelacyjnego w Gdańsku

    11.01.2017 06:50

    Przewodnicząca sejmowej komisji poseł Małgorzata Wassermann zapowiedziała, że Anna Skupna będzie pytana m.in. o konsekwencje, jakie spotkały pracowników gdańskich sądów po aferze Amber Gold.

     

    • Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann o przesłuchaniu sędzi Anny Skupnej (IAR)

    Członkowie sejmowej komisji ds. Amber Gold

    Członkowie sejmowej komisji ds. Amber Gold Foto: PAP/Rafał Guz

    Według Pawła Mitera, autora prowokacji dziennikarskiej, w wyniku której we wrześniu 2012 roku odwołano ze stanowiska prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku Ryszarda Milewskiego, sędzia Anna Skupna w swoim środowisku nazywana jest „Carycą” z powodu rzekomych wpływów w gdańskich sądach.

    O znajomość tego pseudonimu pytał się wcześniejszych świadków wiceprzewodniczący komisji poseł Marek Suski.

    x-news.pl, TVN24

    To jedyny zaplanowany na środę świadek. Po południu członkowie komisji ds. Amber Gold podsumują we własnym gronie za zamkniętymi drzwiami dotychczasowe przesłuchania.

    Jak powiedziała Małgorzata Wassermann, na spotkaniu zapadną decyzje, czy należy wysłać pisma bądź zawiadomienia do odpowiednich instytucji, np. do organów ścigania.

    Komisja śledcza ds. Amber Gold

    amber gold 1200.jpg

    Afera Amber Gold

    Powołana w lipcu ubiegłego roku komisja śledcza ma zbadać i ocenić prawidłowość i legalność działań podejmowanych wobec Amber Gold przez: rząd, w szczególności ministrów finansów, gospodarki, infrastruktury, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i podległych im funkcjonariuszy publicznych.

    Zbadać ma też działania, jakie podejmowali w sprawie spółki: prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), Generalny Inspektor Informacji Finansowej i prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
    A także prokuratura oraz organy powołane do ścigania przestępstw, w szczególności szefowie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Komendant Główny Policji i podlegli im funkcjonariusze publiczni.

    Komisja śledcza ma także zbadać działania podejmowane w sprawie Amber Gold przez Komisję Nadzoru Finansowego.

    Afera Amber Gold

    Powstała w 2009 roku firma Amber Gold kusiła klientów wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych.

    Głośno o firmie zrobiło się w lipcu 2012 roku, kiedy kłopoty finansowe zaczęły mieć linie lotnicze OLT Express, których właścicielem było Amber Gold. Zawieszono wówczas wszystkie rejsy regularne przewoźnika.

    13 sierpnia 2012 roku firma ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

    Proces, w którym oskarżeni są były prezes spółki Marcin P. i jego żona Katarzyna P. trwa przed gdańskim sądem od 21 marca.
    Marcin P. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Oskarżony nie zgodził się odpowiadać na żadne pytania, w tym także swojego obrońcy. Katarzyna P. też nie przyznała się do żadnego z zarzutów i odmówiła składania wyjaśnień.
    Według śledczych, Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

    Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

    W sumie Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Grożą im kary do 15 lat więzienia.
    kk

    Kaczyński pod Pałacem Prezydenckim: Polska ostatecznie uwolni się od choroby


    Wyborcza.pl

    Środa11.01.2017

     

    Kraj

    Kaczyński pod Pałacem Prezydenckim: Polska ostatecznie uwolni się od choroby

    Łukasz Woźnicki, Paweł Kośmiński

    10 stycznia 2017 | 20:04

    Kaczyński pod Pałacem Prezydenckim: Polska ostatecznie uwolni się od choroby7 ZDJĘĆ

    Kaczyński pod Pałacem Prezydenckim: Polska ostatecznie uwolni się od choroby (PRZEMEK WIERZCHOWSKI)

     

    – Wbrew tym wszystkim, którzy bronią kłamstwa, łamią prawo i chcą sparaliżować Sejm, dotrzemy do prawdy – także tej, która jest w grobach – mówił podczas miesięcznicy na Krakowskim Przedmieściu Jarosław Kaczyński. – Przyjdzie dzień, gdy Polska ostatecznie uwolni się od tej choroby – dodawał.

    Obama powinien zrzec się Pokojowej Nagrody Nobla


    TVN24

    Obama dziękował za osiem lat: Ameryka jest „pod prawie każdym względem lepsza i silniejsza”

    11 stycznia 2017

    Obama wygłosił pożegnalne przemówienie Ustępujący prezydent Barack Obama, w swym pożegnalnym wystąpieniu wygłoszonym wieczorem w Chicago, starał się – jak relacjonuje Associated Press – napełnić kraj otuchą na przyszłość. Wezwał Amerykanów aby zawsze bronili demokracji. W emocjonalnym przemówieniu wygłoszonym w audytorium w McCormick Place do ok. 20 tys. słuchaczy, Obama przyznał, że przed USA stoją wciąż liczne problemy, do których zaliczył kwestie rasowe ,”wciąż wywołujące podziały” w społeczeństwie amerykańskim. – Tak, postęp był nierówny. Działanie demokracji zawsze było trudne, pełne wyzwań i czasami krwi. Często ma się odczucie, że za każde dwa kroki naprzód płaci się jednym krokiem wstecz – powiedział ustępujący prezydent. Podkreślił jednak, że nie traci wiary w Amerykę, a umocniło ją to czego był świadkiem w minionych 8 latach. – Przyszłość należy do nas – powiedział. Obama przygotowuje swoje pożegnalne orędzie. Jaką Amerykę zostawia – lepszą czy gorszą? Zaczęły się… czytaj dalej » Obama podsumowuje prezydenturę Do osiągnięć swoich rządów zaliczył m. in. tworzenie nowych miejsc pracy, uchwalenie reformy opieki zdrowotnej (nazywanej „Obamacare”) i walkę z terroryzmem, w tym doprowadzenie do śmierci przywódcy Al Kaidy Osamy bin Ladena. Obama oświadczył, że Ameryka jest „pod prawie każdym względem lepsza i silniejsza” niż była 8 lat temu gdy obejmował urząd. Swoje słynne hasło pod którym rozpoczynał swoją prezydenturę w 2008 r. „Tak, możemy!” (Yes, we can) zamienił na „Tak, zrobiliśmy!” (Yes, we did). Główny nacisk ustępujący prezydent położył na kwestię obrony wartości demokratycznych. – Nasza demokracja jest zagrożona za każdym razem, kiedy uważamy ją za coś oczywistego – powiedział Obama. „Wszyscy razem, niezależnie od lojalności do tej czy innej partii, musimy odbudować nasze instytucje demokratyczne” podkreślił wskazując, że zmiany powinny być dziełem „zwykłych Amerykanów”. Obama wyraził przekonanie, że należy przeciwdziałać stosunkowo niskiemu udziałowi obywateli w wyborach i dlatego należy „ułatwiać, a nie utrudniać” proces glosowania. Co zostawia po sobie Obama. Dziewięć rzeczy o amerykańskiej gospodarce Barack Obama… czytaj dalej » Do zagrożeń demokracji zaliczył też nierówności ekonomiczne, podziały rasowe i zamykanie się różnych warstw społecznych w enklawach, w których opinie „nie są oparte na zwykłych faktach”. Obama podziękował za poświęcenie swojej rodzinie – żonie Michelle i córkom Malii i Sashy. W tym momencie prezydent nie mógł – jak zauważyli widzowie – ukryć wzruszenia wycierając łzy chusteczką. Podziękował też wiceprezydentowi Joe Bidenowi, który – jak powiedział – był doskonałym wyborem. Podkreślił, że wybierając Chicago na miejsce swojego pożegnalnego wystąpienia chciał powrócić „tam, gdzie się wszystko zaczęło”. Wideo: [2017 Cable News Network inc. All rights reserved] Barack Obama dziękuje żonie Powrót do korzeni W ocenie amerykańskiej agencji Associated Press Obama, który 20 stycznia przekaże władzę Donaldowi Trumpowi, starał się napełnić otuchą kraj stojący w obliczu radykalnych i gwałtownych przemian ekonomicznych, stałych zagrożeń bezpieczeństwa i niewiadomych wynikającymi z wyboru na prezydenta Donalda Trumpa. Obama rozpoczynał swoją karierę polityczną właśnie w Chicago i w tym mieście wygłosił pierwsze przemówienie po zwycięstwie wyborczym w 2008 r. Według sondażu Associated Press i NORC Center for Public Affairs, Obama odchodząc z Białego Domu cieszy się poparciem 57 proc. Amerykanów podobnie jak Bill Clinton. Bilety wstępu na widownię audytorium McCormick Place były początkowo rozdawane za darmo, jednak na krótko przed wystąpieniem prezydenta sprzedawano je w internecie za ponad tysiąc dolarów. Pożegnalne przemówienia ustępujących prezydentów należą od dawna w USA do tradycji politycznej. George W. Bush i Bill Clinton wygłosili je z Białego Domu, a George Bush senior wybrał na tę okazję akademię wojskową West Point. USA. Wybory prezydenckie 2016 » „W Moskwie strzelających korków szampana nie słyszałem” Artyści apelują do elektorów, by zablokowali wybór Trumpa „To tylko kolejna wymówka”. Trump nie wierzy w rosyjską… „Donald Trump nie wrzuci Polski pod rozpędzony autobus” „Nie ma żadnego doświadczenia, dorobku i wiarygodności” Giuliani przyszłym sekretarzem stanu? Trump spotka się z Obamą. Relacja Marcina Wrony Celebryci zapowiedzieli emigrację Magierowski: Trump jest epwnego rodzaju enigmą Schnepf: Trump nie zmieni Ameryki Cimoszewicz: Trump chce oczyścić przedpole Rokita: to społeczeństwo by pękło Kwaśniewski: nie oczekuję cudów i poważniejszych problemów w… „Najbardziej stracą Meksyk, Ukraina i Europa Wschodnia” „Ogromny szok dla demokratów” Tusk: moja żona wiele wytrzymała, wytrzyma i dwóch Donaldów Samochody przed hotelem. Wszyscy czekają na Clinton Donald Tusk pogratulował Donaldowi Trumpowi Niemcy po wygranej Trumpa. Merkel gratuluje prezydentowi-elektowi Wideo: tvn24 „Świat się bardzo zepsuł w mijającym roku”

    Autor: kło\mtom /

    Źródło: PAP (http://www.tvn24.pl)

    PO sposobi się do agresji wobec PiS-u


    onet.wiadomości

     

    Onet

    dzisiaj 06:10

    Platforma gotowa zakończyć protest w Sejmie

    Andrzej Stankiewicz Dziennikarz Onetu

    Dziś w południe na sali plenarnej Sejmu dojdzie do starcia między posłami PO a parlamentarzystami PiS. Ale to może być ostatni akcent w okupacji parlamentu przez opozycję. Według informacji Onetu, Platforma jest gotowa na tym posiedzeniu parlamentu zakończyć okupację Sejmu. – Dziś będzie przesilenie – usłyszeliśmy po północy z wtorku na środę od wpływowego polityka Platformy.

     

    Grzegorz Schetyna szuka honorowego wyjścia z sytuacjiFoto: Rafał Guz / PAPGrzegorz Schetyna szuka honorowego wyjścia z sytuacji

    • Lider PO Grzegorz Schetyna szuka honorowego wyjścia, które umożliwi mu przedstawienie protestu w Sejmie jako swego sukcesu w wojnie z PiS
    • W Platformie czuć zmęczenie, posłowie chcą zakończyć protest na tym posiedzeniu Sejmu
    • Politycy PO marzą o tym, by PiS użyło przeciw nim Straży Marszałkowskiej – uważają, że to byłaby wizerunkowa klęska Jarosława Kaczyńskiego
    Wolna ręka Schetyny

    Decyzje o tym, jak zachować się na rozpoczynającym się posiedzeniu Sejmu, władze Platformy podejmą dziś rano. Zebrać się ma zarząd partii i jej klub parlamentarny. Gorączkowe konsultacje trwają od kilku dni. Wczoraj także zebrały się wspomniane partyjne gremia. Na późnym, wieczornym posiedzeniu klubu PO, Grzegorz Schetyna mobilizował swych posłów, starając się budować wrażenie jedności.

    W partii nie jest jednak tajemnicą, że między Schetyną a liderami protestu nie ma chemii. To młodzi posłowie, kojarzeni raczej z poprzednimi szefami PO – Ewą Kopacz i Donaldem Tuskiem. – Daliśmy Grześkowi zupełnie wolną rękę w kwestii rozwiązania tego kryzysu – mówi nam jeden z protestujących, niechętny Schetynie.

    • Konsultuje się z wami? – pytamy.
    • Nie, nie ufa nam. Decyzje zapadają w gronie jego najbliższych współpracowników

    • Można sobie wyobrazić, że Schetyna kapituluje, a wy się jego decyzji podporządkowujecie?

    • To wykluczone. Żebyśmy zakończyli okupację, PiS musi wykonać jakiś gest. Zresztą to niemożliwe, by Schetyna skapitulował bez żadnych warunków.

    Ujawniamy kulisy rozmów opozycji z PiS i Kościołem

    Ryszard Petru wycofał się z ustaleń wielodniowych zakulisowych rozmów.

      Zobacz więcej

      Marzą o rozwiązaniu siłowym

      Początkowo Schetyna był sceptyczny wobec okupacji Sejmu. Chciał ją zakończyć w pierwszych dniach po 16 grudnia, gdy protest się rozpoczął. Ale to właśnie młodzi zmusili go do przedłużenia okupacji. Doszło nawet do tego, że Schetyna zaczął się ścigać z nimi na radykalizm – to on zdecydował o przedłużeniu protestu aż do 11 stycznia, przez Święta, Sylwestra i Nowy Rok.

      Bliski współpracownik Schetyny: – Ten spór nam się opłaca. Wyrastamy na najbardziej zdecydowane ugrupowanie antypisowskie. Petru zrozumiał swój błąd jakim były próby rozmów z Kaczyńskim. To zostało bardzo źle przyjęte przez jego elektorat i posłów Nowoczesnej. Skoro on zmienił zdanie i zaostrzył kurs, to tym bardziej my nie mamy powodów, by się cofnąć.

      • Jeśli się nie cofniecie, to PiS zorganizuje posiedzenie w sali kolumnowej – zauważamy.
    • To na dłuższą metę niemożliwe. Ta sala nie jest na to przygotowana. Nie ma tam warunków do pracy dla 460 posłów.

    • Nie obawiacie się, że marszałek Sejmu użyje Straży Marszałkowskiej i wyrzuci was z sali plenarnej? Takie rozwiązanie popiera np. klub Kukiza.

    • Powiem szczerze: marzymy o takim rozwiązaniu.

    • Takie marzenie słyszeliśmy także od innych polityków PO. – Kaczyński wie, że wtedy przegrałby wizerunkowo. Dlatego się na to nie zdecyduje – twierdzi jeden ze stronników Kopacz.

      Będzie starcie z PiS

      Według naszych rozmówców, Platforma przygotowuje się na starcie z posłami PiS, którzy w samo południe wkroczą do Sejmu, by zacząć obrady na sali plenarnej. – Na pewno dojdzie do jakiegoś zwarcia między nami. Nie może być inaczej, nie po to czekaliśmy kilka tygodni okupując dzień i noc salę plenarną, żeby teraz odpuścić – mówi nam jeden z protestujących posłów. Podobne deklaracje słyszymy także z ust innych posłów PO.

      Jednak po tej scysji, sytuacja może ulec normalizacji. W Platformie nie ma bowiem entuzjazmu dla kontynuowania protestu przez kolejne dni i tygodnie. – Okupacja sali plenarnej po zakończeniu obecnego posiedzenia Sejmu? Jestem temu przeciwny, choć oczywiście nie można przewidzieć, jak się zachowa wobec nas Kaczyński – mówi nam jeden z najbardziej zaangażowanych w protest posłów PO.

      Schetyna na wieczornym posiedzeniu klubu przekonywał, że taka może być potrzeba. Ale to wariant awaryjny. – Dalszy protest nie ma sensu, chyba że Kaczyński nie zostawi nam wyjścia – mówi bliski współpracownik Schetyny. – Do przesilenia może dojść już we środę.

      Tak naprawdę, Schetyna i jego ludzie szukają honorowego wyjścia, które umożliwi im przedstawienie kilkutygodniowego protestu jako swego sukcesu w wojnie z PiS. Decyzje zapadną w ostatniej chwili przed posiedzeniem Sejmu.

      (NZ)

      Onet

      Tematy: Grzegorz Schetyna, PO