Barbarzyństwo na Ukrainie


 

rmf24 - Strona główna

 

    RMF 24

    Opinie

    Barbarzyństwo na Ukrainie. Prezydent Polski musi zareagować

    • Barbarzyństwo na Ukrainie. Prezydent Polski musi zareagować

      Dzisiaj, 10 stycznia (09:14)

      W takiej sytuacji działania winien podjąć prezydent Andrzej Duda, który ustawicznie odwołuje się do dziedzictwa swego mentora, śp. Lecha Kaczyńskiego. Tego wymaga honor Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

      Aż trudno uwierzyć, że na Ukrainie, która ustawicznie korzysta z polskiej pomocy, mogło dojść do takiego barbarzyństwa jak wysadzenie w powietrze krzyża-pomnika w Hucie Pieniackiej koło Brodów w dawnym województwie tarnopolskim. Pomnik ten upamiętnia mieszkańców polskiej wsi, dziś już nieistniejącej, którą 28 lutego 1944 r. zrównał z ziemią pułk policyjny SS, składający się z ukraińskich ochotników do Dywizji SS „Galizein”. W czasie tego aktu ludobójstwa zamordowano w straszliwy sposób, paląc żywcem stodołach, prawie 1000 bezbronnych mieszkańców. Tylko dlatego, że byli Polakami. W tym samym dniu, w innej części województwa tarnopolskiego, sotnia Ukraińskiej Powstańczej Armii, wspierana przez „siekierników” (chłopów ukraińskich uzbrojonych w siekiery i widły, dowodzonych przez księdza greckokatolickiego), wymordowała mieszkańców Korościatyna k. Monasterzysk, rodzinnej wsi moich dziadków. Dlatego też data 28 lutego dla mieszkańców dawnej Małopolski Wschodniej jest tak samo symboliczna jak dla mieszkańców Wołynia dzień 11 lipca 1943 r., czyli data „Krwawej Niedzieli”, kiedy to oddziały UPA zaatakowała prawie sto polskich wsi i osiedli, mordując wiele tysięcy cywili.

      Prezydent Andrzej Duda /Jacek Turczyk /PAP

      Prezydent Andrzej Duda/Jacek Turczyk /PAP

      Na miejscu zburzonego przez napastników kościoła w Hucie Pieniackiej w 2008 r. Rada Pamięci Walk i Męczeństwa, pomimo wieloletnich sprzeciwów ze strony ukraińskiej, ustawiła z polskich funduszy kamienny pomnik w kształcie krzyża, po którego obu stronach umieszczone zostały tablice z nazwiskami zamordowanych. Dwa lata później, dokładnie 28 lutego 2010 r., pod tym pomnikiem odbyły się uroczystości religijne, w których udział wzięli prezydent RP Lech Kaczyński i prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. Wprawdzie obaj prezydenci ze względu na poprawność polityczną i wzajemny sojusz w swych przemówieniach nie nazwali ludobójstwa po imieniu i nie wymieli sprawców, to jednak i tak było to bardzo ważne wydarzenie. Co roku też Stowarzyszenie Huta Pieniacka ze Wschody organizuje tutaj własne uroczystości oraz porządkuje okoliczne polskie cmentarze. Niestety wielokrotnie działania te spotykały się z prowokacjimi ze srony banderowców, w tym zwłaszcza członków „Swobody”, na czele której stoi „heroj” z Majdanu, Ołeh Tiahnybok.

      Dlatego rząd polski na zniszczenie pomnika zareagować zdecydowanie i jednoznacznie, domagając się ukarania sprawców, niezależnie od tego kim oni są. Z kolei rząd ukraiński ma obowiązek pomnik odbudować oraz otoczyć opieką inne pomniki, tablice i krzyże upamiętniające ofiary banderowskiego ludobójstwa. Dość poprawności politycznej i polityki i polityki zagranicznej „na kolanach”! Niestety fragment wczorajszego komunikatu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, cytuję: „Rano pojedzie tam konsul i zostanie przesłana nota do MSZ Ukrainy” świadczy co najwyżej o kolejnej słabości urzędników podległych ministrowi Witoldowi Waszczykowskiemu, a zwłaszcza ambasadora Jana Piekły w Kijowie.  

      W takiej sytuacji winien zareagować prezydent RP Andrzej Duda, który ustawicznie odwołuje się do dziedzictwa swego mentora, śp. Lecha Kaczyńskiego. Tego wymaga honor Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. 

      Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    • Tadeusz Isakowicz-Zaleski

      Tadeusz Isakowicz-Zaleski

      • Polski duchowny katolicki, publicysta, działacz społeczny, historyk Kościoła, działacz opozycji antykomunistycznej w okresie PRL.
        Teksty publikowane w dziale BLOGI RMF 24 są prywatnymi opiniami autorów

    Polska zamyśla kupić 96 zdezelowanych F-16


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    NEWS DGP: MON chce kupić 96 używanych F-16. Byłyby modernizowane w polskich zakładach

    10.01.2017, 20:31 | Aktualizacja: 10.01.2017, 21:40

     

    F 16

    F 16 / Shutterstock

    Maciej Miłosz

     

    Polska szykuje się do zakupu nowych myśliwców. MON rozważa wariant, w którym nasi lotnicy mieliby dodatkowo 96 używanych maszyn F-16, wynika z informacji DGP. Jeśli plan zostanie zrealizowany, będziemy w czołówce sił powietrznych państw NATO.

    Informacje na ten temat potwierdził w rozmowie z nami wiceszef MON Bartosz Kownacki. Używane F-16 byłyby modernizowane w polskich zakładach. – Gdybyśmy rozwinęli w Polsce linię modernizacyjną, moglibyśmy podnieść możliwości tych samolotów – opowiada płk Krystian Zięć, pilot i były instruktor na samolotach F-16. – Szacuje się, że koszt zmodernizowanego samolotu wynosiłby ok. 30 proc. cenynowego F-16 – dodaje.

    Obecnie mamy 48 samolotów F-16. Dodatkowo 32 wysłużone migi-29 oraz nieco mniej, jeszcze bardziej wysłużonych szturmowych su-22, które niebawem powinny zostać wycofane.

    WIĘCEJ W ŚRODOWYM WYDANIU DGP

    Czytaj więcej

    MON kupuje nowoczesne amerykańskie rakiety do F-16. Największy zasięg w polskiej armii

     

     

    Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

    Afera Amber Gold. Sędziowie byli traktowani ulgowo?


     

    PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

    Afera Amber Gold. Sędziowie byli traktowani ulgowo?

    10.01.2017 19:00

    Sejmowa Komisja Śledcza ds. Amber Gold zakończyła przesłuchania sędzi Aliny Miłosz-Kloczkowskiej, która w przeszłości pełniła funkcję wiceprezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, a przez kilka miesięcy również prezesa tej jednostki.

     

    • Sędzia Alina Miłosz-Kloczkowska o traktowaniu sędziów i kuratorów pracujących przy sprawie Amber Gold (IAR)
    • Prokurator Bogusław Michalski o zaniechaniu, w wyniku którego pismo KNF nie trafiło do Prokuratora Generalnego (IAR)

    Alina Miłosz-Kloczkowska, b. wiceprezes Sądu Okręgowego w Gdańsku

    Alina Miłosz-Kloczkowska, b. wiceprezes Sądu Okręgowego w GdańskuFoto: PAP/Rafał Guz

    Sędzia odpierała zarzuty członków komisji, że sędziowie czy kuratorzy, którzy pracowali przy sprawie Amber Gold, byli traktowani ulgowo w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości. Tłumaczyła, że przykładowo prosiła o uzupełnienie oceny kuratora Marka Lipskiego, odpowiedzialnego za nadzór nad Marcinem P.

    • Analizowałam wnioski i stwierdziłam, że ocena jego pracy jest niepełna. Wydaje mi się, że zobowiązałam kuratora okręgowego w Gdańsku do jej uzupełnienia. Zakończyła się rzeczywiście wydaniem oceny negatywnej pracy – mówiła sędzia Kloczkowska.

    cyrkop.jpg

    Witold Zembaczyński: w sprawie Amber Gold istnieje cyrk polityczny

    Ostatecznie kurator prezesa spółki Amber Gold, Marek Lipski nie poniósł żadnych konsekwencji za swoje zaniedbania. W grudniu ubiegłego roku sam stanął przed członkami komisji i stwierdził, że czuje się jednym z oszukanych przez Marcina P. Obecnie pracuje jako kurator sądowy w wydziale rodzinnym przy Sądzie Okręgowym Gdańsk-Południe.

    Spośród kilkunastu osób, którym udowodniono uchybienia ws. Amber Gold sędzia Kloczkowska wymieniła jedną ukaraną osobę – sędzię Wiesławę Szulczewską.

    • Poniosła konsekwencje wynikające z mojej decyzji, ponieważ cofnęłam pani sędzi rekomendacje do pełnienia funkcji wizytatora Sądu Okręgowego w Gdańsku – przypomniała przesłuchiwana. W większości przypadków postępowania wyjaśniające wobec pracowników gdańskich sądów ws. Amber Gold zakończyły się przedawnieniem.

    Zaniechanie w prokuraturze

    Wcześniej przed komisją odpowiadał były dyrektor Departamentu Postępowania Przygotowawczego w Prokuraturze Generalnej, prokurator Bogusław Michalski. Według niego pismo Komisji Nadzoru Finansowego, które wpłynęło do Prokuratury Generalnej pod koniec listopada 2011 roku powinno być przekazane jej ówczesnemu szefowi Andrzejowi Seremetowi przez pracowników jego biura, a nie przez departament. Bogusław Michalski mówił, że do zaniechania doszło w biurze Prokuratora Generalnego, na co wskazuje pieczątka z datą, kiedy pismo wpłynęło do jednostki.

    rewi.jpg

    Amber Gold. Biegły rewident: nie otrzymałem dokumentacji

    Pismo KNF zaadresowane do Prokuratora Generalnego zawierało krytyczne uwagi dotyczące postępowania ws. Amber Gold, które prowadziła wówczas Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz, a także podejrzenia, że spółka jest piramidą finansową.

    Decyzję o przekazaniu pisma do Departamentu Postępowania Przygotowawczego podjął wicedyrektor Biura Prokuratora Generalnego prokurator Piotr Wesołowski. Dwa miesiące temu tłumaczył przed członkami sejmowej komisji, że miało to przyspieszyć przygotowanie odpowiedzi dla KNF .

    • Uznałem, że przekazanie tego materiału, sygnalizującego określone nieprawidłowości, do właściwej komórki merytorycznej pozwoli na ich wyjaśnienie, zebranie właściwych materiałów, dokonanie analiz i przedstawienie określonego stanowiska Prokuratorowi Generalnemu – zeznał wówczas Wesołowski.

    Z kolei dzisiejszy świadek, prokurator Bogusław Michalski twierdzi, że dokumentów, które trafiały do ich departamentu nie miał w zwyczaju przekazywać Andrzejowi Seremetowi, chyba że otrzymałby bezpośrednio taką prośbę.

    • Otrzymywaliśmy pisma od Prokuratora Generalnego, z tym, że były tam jego dekretacje z prośbą o informację o sprawie i ewentualnie projekt odpowiedzi – wyjaśnił. Prokurator Michalski dodał, że skoro departament otrzymał pismo to domniemywał, że Prokurator Generalny został poinformowany o jego wpłynięciu przez swoje biuro.

    11 stycznia zeznania złoży Anna Skupna, prezes Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Później komisja będzie obradować na zamkniętym posiedzeniu, gdzie podsumuje dotychczasowe przesłuchania i ustali plan kolejnych.

    Złota piramida

    Powstała w 2009 roku firma Amber Gold kusiła klientów wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych.

    serian.jpg

    Amber Gold. „Seria zbyt wielu niefortunnych zdarzeń”

    Głośno o firmie zrobiło się w lipcu 2012 roku, kiedy kłopoty finansowe zaczęły mieć linie lotnicze OLT Express, których właścicielem było Amber Gold. Zawieszono wówczas wszystkie rejsy regularne przewoźnika.

    13 sierpnia 2012 roku firma ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

    Proces, w którym oskarżeni są były prezes spółki Marcin P. i jego żona Katarzyna P. trwa przed gdańskim sądem od 21 marca.
    Marcin P. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Oskarżony nie zgodził się odpowiadać na żadne pytania, w tym także swojego obrońcy. Katarzyna P. też nie przyznała się do żadnego z zarzutów i odmówiła składania wyjaśnień.
    Według śledczych, Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

    Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

    W sumie Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Grożą im kary do 15 lat więzienia.

    fc

    Amerykańskie wojsko przylatuje do Poznania


    Poznań - NaszeMiasto.pl

    Poznań

     

    Ławica: Jumbo Jet przyleci w nocy do Poznania

    Autor: NK

    2017-01-10, Aktualizacja: dzisiaj 14:01 źródło: Naszemiasto.pl

    Boeing 747, zwany popularnie Jumbo Jetem, przez wiele lat był największym samolotem pasażerskim na świecie

    Boeing 747, zwany popularnie Jumbo Jetem, przez wiele lat był największym samolotem pasażerskim na świecie (© Wikipedia/Mike P)

    Boeing 747 z amerykańskimi żołnierzami, którzy będą stacjonowali w Polsce, by wzmocnić wschodnią flankę NATO, przyleci dzisiaj w nocy do Poznania.

    Początkowo maszyna miała pojawić się na Ławicy we wtorek około godziny 12.
    – Z powodu wielkiej wichury śnieżnej w Stanach Zjednoczonych lot się opóźnił. Dlatego też samolot przyleci dopiero w nocy, być może około godziny 4 – mówi Błażej Patryn, rzecznik prasowy Ławicy.
    Na przylot samolotu z amerykańskimi żołnierzami czekali również miłośnicy lotnictwa. Boeing 747, zwany popularnie Jumbo Jetem, przez wiele lat był największym samolotem pasażerskim na świecie.
    Nieczęsto zdarza się, by taka maszyna pojawiała się w Poznaniu.

    Trump potwierdził to czego najbardziej obawiał się polski rząd


     

    Pikio.plPikio.pl

     

    Trump potwierdził to czego najbardziej obawiał się polski rząd

    Autor:

    Wiadomości Pikio

    • Sty 10, 2017

     

     

    fot. flickr / Piotr Drabik / wikimedia / Gage Skidmore

    Prezydent elekt Stanów Zjednoczonych, Donald Trump – który już niebawem obejmie oficjalnie stanowisko – potwierdził właśnie to czego najbardziej obawiał się rząd Prawa i Sprawiedliwości w kontekście polityki międzynarodowej USA.

    Donald Trump już za 10 dni zostanie zaprzysiężony na 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od momentu wyborów do oficjalnego objęcia urzędu wywołujący kontrowersje polityk zdradza wszystkim jak mniej więcej będzie wyglądała jego prezydentura.

    W serii postów na jednym z portali społecznościowych podtrzymuje część z postulatów, z którymi wystartował w walce o fotel prezydenta, a w przypadku części zmienia swoje podejście.

    Jedna z ostatnich deklaracji Trumpa z pewnością nie ucieszyła polskiego rządu z Jarosławem Kaczyńskim na czele.

    Prezydent elekt USA dał wszystkim wyraźnie do zrozumienia, że podczas swojej prezydentury zrobi wszystko, by polepszyć stosunki z Rosją Władimira Putina.

    Posiadanie dobrych stosunków z Rosją to dobra rzecz, a nie zła. Tylko głupcy i durnie uważają, że to coś złego. Mamy wystarczająco dużo problemów na całym świecie i nie potrzebujemy dodatkowych. Kiedy będę prezydentem, Rosja będzie nas szanować bardziej niż obecnie i oba kraje, być może, będą działać wspólnie na rzecz rozwiązania wielkich i pilnych problemów na świecie – oświadczył Donald Trump.

    Zbliżenie Rosji i USA było jedną z największych obaw aktualnego rządu w Polsce, który nie ukrywa swojej niechęci do wschodniego sąsiada. Rząd Prawa i Sprawiedliwości ma trudne stosunki z administracją Putina głównie ze względu na katastrofę smoleńską oraz wojnę na Ukrainie. W obydwu przypadkach PiS otwarcie obarcza winą Rosję. Ewentualna poprawa stosunków na linii USA-Rosja z pewnością utrudni uzyskanie wielu korzyści dla Polski ze strony Stanów Zjednoczonych, w tym głównie militarnych.

    bh

    "Polska zwycięży wbrew swoim wrogom, wbrew zdrajcom"


    TVN24

    „Polska zwycięży wbrew swoim wrogom, wbrew zdrajcom”

    10 stycznia 2017,

    Kaczyński podczas 81. miesięcznicy smoleńskiej – Ci wszyscy, którzy dzisiaj za wszelką cenę chcą bronić kłamstwa, którzy chcą za wszelką cenę służyć tym, którzy są wrogami Polski, ci wszyscy będą się wstydzić i poniosą konsekwencje moralne, a tam, gdzie łamią prawo także i inne tego wszystkiego, co czynią przeciwko narodowi, przeciwko Polsce – mówił podczas miesięcznicy smoleńskiej prezes PiS, Jarosław Kaczyński. Przemówienie Kaczyńskiego już na początku było przerywane okrzykami „katastrofa to nie zamach”. „Dojdziemy do prawdy, także do tej prawdy, która jest w grobach” – Spotykamy się tutaj 81 miesięcy – 6 lat i 9 miesięcy – po katastrofie smoleńskiej. Przez wszystkie te lata zabiegaliśmy o to, by prawda wyszła na jaw, by ci, którzy zginęli, byli właściwie upamiętnieni. Jesteśmy blisko, coraz bliżej prawdy i tego dnia, w którym staną tutaj pomniki. I żadne działania, które zmierzają ku temu, aby się temu przeciwstawić, nic nie pomogą. Zwyciężymy – mówił prezes PiS. Msza święta i kwiaty pod Pałacem Prezydenckim. 81. miesięcznica katastrofy smoleńskiej Premier Beata… czytaj dalej » Odpowiedziały mu okrzyki „zwyciężymy”. Potem słowa prezesa PiS zagłuszyły krzyki kontrmanifestacji „ręce precz od grobów”. – Zwyciężymy z całą pewnością. Będzie prawda wbrew tym, którzy tutaj krzyczą. Wbrew tym wszystkim, którzy bronią kłamstwa, którzy bronią kłamstwa także tutaj. Wbrew tym wszystkim, którzy dzisiaj łamią prawo, którzy dzisiaj chcą sparaliżować Sejm, którzy chcą doprowadzić do tego, by wielki plan naprawy Rzeczypospolitej się nie udał – mówił Kaczyński. – Jeszcze raz powtarzam: zwyciężymy, dojdziemy do prawdy, także do tej prawdy, która jest w grobach – powiedział Kaczyński. – Dojdziemy do prawdy i ci wszyscy, którzy dzisiaj za wszelką cenę chcą bronić kłamstwa, którzy chcą za wszelką cenę służyć tym, którzy są wrogami Polski, ci wszyscy będą się wstydzić i poniosą konsekwencje moralne, a tam, gdzie łamią prawo także i inne tego wszystkiego, co czynią przeciwko narodowi, przeciwko Polsce – dodał. Przyjdzie taki dzień i żadne krzyki, żadne wrzaski, żadne syreny tego nie zmienią. Polska zwycięży wbrew swoim wrogom, wbrew zdrajcom Jarosław Kaczyński Podkreślił, że „przyjdzie dzień, w którym Polska będzie ostatecznie uwolniona od tego wszystkiego, od tej choroby, którą tutaj dzisiaj także widzimy”. – Przyjdzie taki dzień i żadne krzyki, żadne wrzaski, żadne syreny tego nie zmienią. Polska zwycięży wbrew swoim wrogom, wbrew zdrajcom – zakończył przemówienie. Zgromadzeni uczestnicy uroczystości skandowali: „Zwyciężymy! Targowica!”. Czerwińska: Polacy odrzucili barbarzyńską próbę zakłócenia świąt Podczas miesięcznicy przemawiała również posłanka PiS Anita Czerwińska. – Ostatnie dni pokazały, że w naszej ojczyźnie bardzo wiele zależy od gotowości Polaków do świadczenia prawdy. Zaangażowanie i postawa obywatelska, która towarzyszyła nam przez lata walki o prawdę o smoleńskiej tragedii były niezwykle ważne dla obrony polskiej demokracji i dokonanego przez nas ponad rok temu wyboru – powiedziała. – Ci, którzy nie mogli się pogodzić z wynikiem wyborów, chcieli doprowadzić do destabilizacji państwa i ośmieszenia go na arenie międzynarodowej. Nie udało im się to, ponieważ Polacy nie dali się nabrać na te mistyfikacje i odrzucili także barbarzyńską próbę zakłócenia świąt – dodała posłanka. – Puczyści musieli zderzyć się z polską tożsamością i kulturą, której nie rozumieją. Po raz kolejny okazało się także, że w konfrontacji z wolnymi Polakami, potomkowie tradycji KPP [Komunistycznej Partii Polski – red.] zawsze przegrają – stwierdziła. Wideo: TVN 24 Czerwińska: Polacy odrzucili barbarzyńską próbę zakłócenia świąt

    Autor: mart\mtom /

    Źródło: TVN24, PAP

    (http://www.tvn24.pl)

    Muszą pływać po wolnoeuropejsku


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Europejski Trybunał Praw Człowieka: Muzułmanki muszą brać udział w lekcjach pływania z chłopcami

    10.01.2017, 13:54

     

    Dziewczyna w burkini na basenie

    Dziewczyna w burkini na basenie / Polska Agencja Prasowa / Rolf Haid

    Muzułmańscy rodzice nie mogą, w imię swojej religii, domagać się, aby ich córki nie brały udziału w koedukacyjnych lekcjach pływania – uznał we wtorek Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz), odrzucając argumenty turecko-szwajcarskiej pary.

    Trybunał wprawdzie przyznał, że nieugiętość władz publicznych w zmuszaniu dziewcząt do uczestnictwa w lekcjach pływania jest „ingerencją w wolność religijną” rodziny; jednak jest ona uzasadniona w imię „prawa dzieci do pełnej edukacji, umożliwiającej skuteczną integrację społeczną zgodnie z lokalnymi zwyczajami”. Bierze to górę nad wolą rodziców – dodano.

    Skargę do ETPCz złożyła para mieszkająca w Bazylei, na północnym zachodzie Szwajcarii. Rodzice mają podwójne obywatelstwo – tureckie i szwajcarskie.

    Czytaj więcej

    29 proc. francuskich muzułmanów odrzuca świeckie prawa republiki. SONDAŻ

    Jak czytamy w szwajcarskich mediach, sprawa sięga 2008 roku i dotyczy dziewczynek, które wówczas miały 7 i 9 lat. Uczęszczające do szkoły podstawowej dziewczęta nie brały udziału w lekcjach pływania, które odbywały się w koedukacyjnych grupach i były obowiązkowe. Rodzice utrzymywali, że ich przekonania zabraniają im wysyłania córek na zajęcia na basenie, które prowadzone były w mieszanych grupach. Nie chcieli tego robić, chociaż córki nie weszły jeszcze w okres dojrzewania. Rodzice nie zmienili zdania, mimo że dziewczęta miały możliwość pływania w burkini, czyli kostiumach zakrywających całe ciało. Ponadto ani przebieralnie ani prysznice nie były koedukacyjne.

    Władze ostrzegały rodziców, że grozi im grzywna, jeśli córki nie będą wypełniać szkolnych obowiązków. W lipcu 2010 roku nadal nie uczestniczyły one w zajęciach na basenie, więc władze szkolne nałożyły na rodziców grzywnę w wysokości prawie 1400 franków szwajcarskich.

    Rodzice na próżno zaskarżali tę decyzję w szwajcarskich sądach, po czym zwrócili się do ETPCz, argumentując, że naruszona została ich wolność religijna i wolność sumienia.

    Trybunał nie uznał tych racji, podkreślając, że celem szwajcarskich władz była „ochrona zagranicznych uczniów przed jakimkolwiek zjawiskiem wykluczenia społecznego”.

    Nauka pływania nie ogranicza się tylko do tego, żeby nauczyć się pływać, ale polega przede wszystkim na wykonywaniu tej czynności w grupie, razem z innymi uczniami, bez wyjątków dotyczących pochodzenia dzieci czy przekonań religijnych i filozoficznych rodziców – uznał Trybunał w Strasburgu.

    Sędziowie przypomnieli, że dziewczynki mogły pływać w burkini.

    Wyrok nie jest ostateczny. Rodzice mają trzy miesiące, by zwrócić się do Trybunału, aby po raz kolejny rozważył tę sprawę.

    Wybili sobie z głowy polsko-ukraiński śmigłowiec


    onet.wiadomości

     

    54 minuty temu

    MON dementuje słowa Macierewicza: nie ma prac nad zbudowaniem polsko-ukraińskiego śmigłowca

    Ministerstwo Obrony Narodowej zdementowało informację o prowadzeniu wspólnych prac nad zbudowaniem polsko-ukraińskiego śmigłowca – informuje RMF FM. Resort przedstawił takie stanowisko w odpowiedzi na poselską interpelację.

     

     

    Antoni MacierewiczFoto: Paweł Supernak / PAPAntoni Macierewicz

    Powstanie śmigłowca zapowiadał wcześniej Antoni Macierewicz. Szef MON mówił, że maszyna nie będzie ustępowała pod względem osiągów maszynom zachodnim – czytamy na stronie rmf24.pl

    Do sprawy współpracy polsko-ukraińskiej na konferencji prasowej odniósł się dziś rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz. Jak stwierdził, współpracę zapowiedział już minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, o jej dalszych etapach zdecydują pierwsze efekty.

    • Dopiero zaczynamy tę współpracę. Ona trwa, ale od pierwszych etapów będzie zależało, czy zostanie przedłużona – skomentował Misiewicz.
    Politycy pozytywnie o dokonującym się wzmocnieniu wschodniej flanki NATO

    Mamy do czynienia z przełomem – sojusznicze wojska przekraczają Odrę, niedługo przekroczą też Wisłę – podkreślił w niedzielę prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Politycy różnych opcji politycznych zgodnie pozytywnie ocenili dokonujące się wzmocnienie wschodniej flanki NATO.

    W sobotę pierwsze grupy amerykańskich żołnierzy przybyły do Wrocławia oraz na poligon koło Żagania (Lubuskie). To część pancernej brygady, która wzmocni wschodnią flankę NATO. 14 stycznia planowane jest oficjalne powitanie amerykańskich żołnierzy.

    Sojusznicze wzmocnienie regionu, potwierdzone na warszawskim szczycie NATO, zakłada, że od kwietnia w Polsce i regionie ma być obecna także wielonarodowa batalionowa grupa bojowa, podlegająca dowództwu NATO. Jej siły mają być umieszczone głównie w Orzyszu i pobliskim Bemowie Piskim.

    Szczerski powiedział w niedzielę w TVP Info, że o obecność wojsk amerykańskich i NATO w Polsce „trzeba było realnie zawalczyć”. – Rzeczywiście potrzebne były o to starania dyplomatyczne – one zakończyły się sukcesem – powiedział prezydencki minister.

    Podkreślił, że obecność amerykańskich żołnierzy wynikająca z dwustronnej umowy polsko-amerykańskiej o pobycie wojsk, a także decyzja wynikająca ze szczytu NATO, czyli – jak mówił – „wojska pod flagą NATO-wską (…) – to jest wynik starań i dyplomatycznych zabiegów o to, żeby rzeczywiście nastąpiło coś, co jest przełomem: po raz pierwszy wojska sojusznicze przekraczają Odrę, niedługo przekroczą też Wisłę – to znaczy do tej pory one były wyłącznie skoncentrowane na obszarze sojuszniczym na Zachód od Odry, teraz Sojusz przekracza realnie swoimi siłami sojuszniczymi linię Odry i przekroczy też niedługo linię Wisły”.

    Szczerski został zapytany, czy nie niepokoją prezydenta Andrzeja Dudę oraz jego samego niedawne wpisy amerykańskiego prezydenta elekta Donalda Trumpa. W sobotę na Twitterze napisał on, że „tylko głupcy” sprzeciwialiby się lepszym relacjom USA z Rosją. Wyraził też opinię, że Rosjanie „będą nas szanować o wiele bardziej” pod rządami jego administracji niż pod rządami administracji Baracka Obamy „i, być może, oba kraje będą współpracować, by rozwiązać niektóre z tych wielu dużych i pilnych problemów i kwestii na świecie”.

    Prezydencki minister podkreślił, że na decyzje warszawskiego szczytu NATO trzeba patrzeć w całości, na którą składa się element odstraszania, a drugim wymiarem był dialog. „I Polska jest krajem, który jednocześnie chce wzmacniać wschodnią flankę NATO i rzeczywiście nigdy nie zablokował próby dialogu z Rosją” – zaznaczył Szczerski.

    • Nie jestem jakimś naiwnym hurra optymistą, jeśli chodzi o przyszłość polityki amerykańskiej. Natomiast pamiętajmy, że to jest jednak ciągłość interesów. Jeśli Donald Trump i jego ekipa, administracja amerykańska, będzie kierowała się interesem amerykańskim, to interesem amerykańskim jest bezpieczeństwo wschodniej flanki Sojuszu. To nie jest dobroczynność, to jest interes amerykański – powiedział Szczerski.

    Podkreślił, że „prezydent bardzo liczy na aktywność MSZ i polskiej dyplomacji, tak żeby kontakt z administracją amerykańską był pewny i żeby jak najszybciej doszło do spotkania na najwyższym szczeblu polsko-amerykańskim”. – To jest zadanie dzisiaj dla MSZ, które pan prezydent MSZ wyraźnie postawił – dodał Szczerski.

    Poseł PO Marcin Kierwiński powiedział, że „bardzo dobrze, iż kończy się proces wzmocnienia wschodniej flanki NATO”. – To był długi, wieloletni proces, który trwa od dłuższego czasu, bo przecież pierwsza obecność wojsk amerykańskich to 2008 r., potem baza w Redzikowie, ta najbardziej strategiczna infrastruktura, czyli tarcza antyrakietowa, potem posterunek również w Łasku – wszystko, co było negocjowane za czasów wicepremiera (ówczesnego szefa MON Tomasza) Siemoniaka. I dobrze, że w tej strategicznej kwestii, jeśli chodzi o wzmocnienie wschodniej flanki NATO, jesteśmy tutaj ponad podziałami wydaje się, i jesteśmy zgodni – powiedział Kierwiński.

    Zbigniew Gryglas z Nowoczesnej stwierdził, że „możemy czuć się trochę bezpieczniej od tego momentu”. – Bardzo się cieszę, że w sprawach zagranicznych, polityki bezpieczeństwa, zaczynamy mówić jednym głosem, bo to są fundamentalne sprawy. Tak musimy działać – powiedział.

    Adam Jarubas z PSL uznał, że to historyczny moment, gdy na wschód od Odry pojawiają się siły NATO. – To jest oczywiście wielkie dziś zobowiązanie dla naszej dyplomacji. Pamiętajmy, że to, co się dzieje, to efekt ustaleń z administracją prezydenta Obamy – dodał. Zaznaczył, że trzeba „konsekwentnie tego pilnować, żeby zobowiązania administracji amerykańskiej wobec państw na wschodniej flance NATO były respektowane”.

    Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki mówił, że „Polska już przez lata się nauczyła, że jak umiesz liczyć – licz na siebie, aczkolwiek nie zmienia to faktu, że w tym obszarze naszych działań, które wzmacniają nasze bezpieczeństwo, powinny być też skuteczne zabiegi dyplomatyczne”.

    • Z czym w polskiej historii było różnie, powiedzmy to tak oględnie. Natomiast to bez wątpienia jest wielki sukces też dlatego, że gdyby prześledzić politykę historyczną, to zauważmy, że Niemcy od lat zabiegały o to, by pierwszą częścią NATO na Wschodzie była właśnie granica niemiecka i zadaniem Polski było, aby tę granicę przesunąć właśnie w kierunku wschodnim tak, aby Polska była bezpieczniejsza – powiedział Jaki.

    Dodał, że Rosja od lat zabiegała, aby Polska była w strefie rosyjskich wpływów. – I dzisiaj to, co udało się rządowi PiS, tzn. podpisać tę umowę z rządem amerykańskim, że tutaj będą stacjonowały amerykańskie wojska, to jest taka symboliczna pieczątka polskiego bezpieczeństwa, która pokazuje: +nie, my nie jesteśmy i nie będziemy w strefie wpływów rosyjskich, a zachodnich, czyli tych wartości, które są nam najbliższe – powiedział Jaki.

    Szczerski podsumował, że te zgodne wypowiedzi polityków, to dobry sygnał. Podkreślił, że dokonująca się strategiczna zmiana jest wynikiem długiej drogi, ale przede wszystkim ostatnich miesięcy działania. Zaznaczył, że obecność sojusznicza na terytorium Polski będzie rotacyjna, ale ciągła.

    • To znaczy, że Polska musi być zdolna do obrony samodzielnie, ale nie będzie walczyć sama, jeżeliby nastąpiło jakiekolwiek zagrożenie bezpieczeństwa, Polska na własnym terytorium już nie jest sama – podkreślił prezydencki minister.

    (sp)

    Onet Wiadomości

    Na podstawie: RMF FM , PAP

    Dług publiczny Polski przekroczył bilion złotych


    wp.plmoney.pl

     

  • Dług publiczny Polski przekroczył bilion złotych

    FOT. ANDRZEJ HULIMKA/REPORTER

    Dług Polski przekroczył właśnie bilion złotych – wynika z wyliczeń Forum Obywatelskiego Rozwoju. Co gorsza, nic nie wskazuje na to, by sytuacja mogła się poprawić. Tylko w trakcie czytania tego tekstu zadłużenie kraju wzrośnie o kolejne 300 tys. zł!

    Dług publiczny w Polsce, czyli zadłużenie wynikające z deficytów budżetowych kolejnych lat, długów samorządów oraz różnego rodzaju funduszy pozabudżetowych (np. Funduszu Ubezpieczeń Społecznych), przekroczył okrągły 1 000 000 000 000 zł. To równowartość kosztów, jakie państwo musiałoby ponieść na 45 lat funkcjonowania programu 500+.

    Kto będzie musiał spłacić te długi? Wszyscy Polacy i to wielu pokoleń. Jak mawiała premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, „nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze Tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.” Można mieć jednak duże wątpliwości, czy kiedykolwiek zostaną spłacone. Przez ostatnie 16 lat zamiast się zmniejszać, długi potroiły się.

     

     

    źródło: Ministerstwo Finansów

    Żeby spłacić cały dług, każdy obywatel powinien w tym momencie przekazać do budżetu 26 338 zł. Tak się nie stanie, bo trudno oczekiwać społecznej „zrzutki”, a po budżecie przygotowanym na ten rok widać, że po raz kolejny wydatki państwa będą sporo większe niż wpływy. Dochody państwa docelowo mają wynieść ponad 325 mld zł, a wydatki 384 mld zł. Maksymalny poziom deficytu tym samym może przekroczyć 59 mld zł. To rekord.

    Dla porównania słynna „dziura Bauca” z 2001 roku miała 32,4 mld zł, czyli 17 mld zł więcej niż zapisano wtedy w ustawie budżetowej. Minister straszył wówczas, że w 2002 roku deficyt może dojść do poziomu 60 mld zł. Obecnie prawie taka sama kwota w ogóle nie przeraża rządzących.

    Deficyt roczny to jedno. Od dotychczasowego długu mniej więcej z każdą sekundą zadłużenie rośnie o 1 731 zł. W efekcie na koniec tego roku może wzrosnąć o kolejne ponad 50 mld zł.

    – Nie sądzę, żeby Polska zbankrutowała, ale szybko rosnący i wysoki dług publiczny tworzy zagrożenie dla załamania gospodarczego – mówił we wtorkowym programie #dzieńdobryPolsko Andrzej Rzońca, główny doradca Forum Obywatelskiego Rozwoju.

    Rekordowy dług publiczny Polski. 1 bilion złotych

     

    Bilion robi wrażenie, ale trzeba zachować spokój

    Mariusz Trojak, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego przekonuje, że na dług nie można patrzeć przez pryzmat nominalnych liczb, tylko względem jakiegoś punktu odniesienia, którym w tym przypadku jest wzrost gospodarczy. Zupełnie innym ciężarem jest 10 mld euro długu dla gospodarki niemieckiej (122 euro na mieszkańca) i gospodarki estońskiej (7692 euro na mieszkańca, przy znacznie niższych płacach).

    – Bilion złotych to niebagatelna kwota, ale w porównaniu do innych krajów jesteśmy bezpieczni. Świadczą o tym m.in. w miarę pozytywne oceny agencji ratingowych – podkreśla ekonomista UJ. Przypomnijmy, że na początku grudnia amerykańska agencja Standard & Poor’s, ta sama która na początku 2016 roku zaskoczyła wszystkich obniżką ratingu, podniosła Polsce perspektywę kolejnych ocen z negatywnej do stabilnej. Mając świadomość jak wyglądają finanse publiczne, w tym dług.

    Polska jest jednym z niewielu krajów, które spełniają wymogi Unii Europejskiej w zakresie długu do PKB. Dopuszczalnym progiem jest zadłużenie na poziomie 60 proc. Wskaźnik dla naszego kraju wynosi 53,8 proc. Dla porównania, będąca dla nas często wzorem, niemiecka gospodarka jest zadłużona na ponad 70 proc. W Wielkiej Brytanii wskaźnik oscyluje w okolicach 90 proc., podobnie jak średnia w całej strefie euro. W Stanach Zjednoczonych, we Włoszech czy Japonii już od dawna liczby są trzycyfrowe.


    źródło: tradingeconomics.com
    Dane na koniec 2015 roku.

    Najważniejsze jest bieżące obsługiwanie długu, a zdaniem eksperta Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, polska na razie nie ma z tym problemu. Po zestawieniu ze sobą wartości nominalnych, tj. o ile miliardów złotych przyrastał do tej pory dług państwowy, a o ile PKB, okazuje się, że relacje te nie są obecnie złe.

    Zawdzięczamy to niezłej sytuacji gospodarczej, która jednak nie będzie trwała wiecznie. Problem pojawi się, gdy dojdzie do spowolnienia. Wtedy finanse mogą się już nie bilansować.

    źródło: Ministerstwo Finansów

    Bilion to dużo? Dług ukryty jest trzykrotnie większy

    Dane prezentowane przez Ministerstwo Finansów robią wrażenie. Pokazują, że sytuacja finansów publicznych jest niepokojąca, a państwo funkcjonuje na kredyt. Jest to jednak tylko czubek góry lodowej. Oficjalne dane nie uwzględniają tzw. długu ukrytego, który według FOR jest trzykrotnie wyższy – wynosi 3 bln 246 mld 275 mln zł. Łącznie więc zadłużenie przekracza grubo ponad 4 bln zł, co oznaczałoby, że w porównaniu do PKB przekracza 200 proc.

    Co to jest dług ukryty? To m.in. zobowiązania państwa do przyszłych płatności. W przypadku Polski przede wszystkim chodzi o nabyte prawa do świadczeń emerytalno-rentowych. FOR ostrzegał ostatnio, że w przypadku obniżenia wieku emerytalnego i podniesienia wypłacanych minimalnych świadczeń, dług będzie rósł jeszcze bardziej.

    Koszty obsługi ukrytego długu publicznego, czyli wypłata wcześniej przyznanych świadczeń, były jednym z czynników, które wydatnie przyczyniły się do problemów m.in. Portugalii, Grecji czy bankructwa amerykańskiego miasta Detroit.

    WP money na Faceboku:

    dług publiczny, forum obywatelskiego rozwoju, bilion złotych

    Money.pl

  • Smog w Polsce jest efektem zachodnich zrzutów


     

    Forsal.pl

    Forsal.pl

     

    statystyki

    Smog w Polsce to nic nowego. Bywało już znacznie gorzej

    10 stycznia 2017, 11:33

     

    źródło:Dziennik Gazeta Prawna

    smog

    smogźródło: PAP
    autor zdjęcia: Leszek Szymański

    Chociaż dotkliwe zjawisko jest stałym elementem polskiego krajobrazu, to naprawdę głośno zrobiło się o nim dopiero ostatnio.

    W związku ze smogiem prezydent Rybnika dziś i jutro zawiesił zajęcia w placówkach oświatowych na terenie miasta. Kraków, Warszawa i Kielce zapewniły wczoraj mieszkańcom darmowy dostęp do komunikacji miejskiej. Smog sięgnął nawet rządowych szczytów: premier Beata Szydło zwróciła się wczoraj do Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, aby wskazał kierunek działań mających na celu poprawę jakości powietrza w Polsce.

     

    KERM, na którego czele stoi wicepremier Mateusz Morawiecki, nie będzie miał wielkiego pola manewru, bo przyczyny smogu są znane od dawna: to kotły grzewcze opalane paliwami stałymi, a przede wszystkim węglem kamiennym, oraz samochody, a także sprzyjająca formowaniu się smogu pogoda. Najbardziej „palący”, a właściwie dymiący jest ten pierwszy problem: do celów grzewczych paliwa stałe wykorzystuje w Polsce 48,7 proc. gospodarstw domowych (w ciepło sieciowie zaopatrzone jest 41,5 proc. – tak w każdym razie było w 2012 r.; nowsze dane, za 2015 r. GUS opublikuje dopiero w marcu). Najczęściej są to węgiel kamienny i drewno.

    Węgiel jako paliwo do ogrzewania cieszy się u nas niezmienną popularnością. W 2015 r. gospodarstwa domowe zużyły go 9,75 mln ton, mniej więcej tyle, ile dekadę wcześniej. Problem polega na braku norm określających, czym można palić w domowym kotle. Trafiają tam najgorsze odmiany surowca, tj. np. miał węglowy. Kiepskie paliwo bardziej zanieczyszcza, a kiedy jest spalane w starym, mniej efektywnym kotle – truje jeszcze bardziej. Według GUS połowa pieców centralnego ogrzewania ma więcej niż dziesięć lat (jeśli służą również do podgrzewania wody – połowa ma mniej niż 8 lat). – Brak norm oraz regulacji prawnych dotyczących jakości i rodzaju paliwa, jakie możemy spalać, są przyczynami złej jakości powietrza w Polsce – ocenia dr hab. Zbigniew Karaczun ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

    Choć jakość powietrza jest fatalna, w perspektywie ostatnich dekad wyraźnie się poprawiła. – W trakcie transformacji nastąpiła gigantyczna redukcja emisji. W efekcie problemem nie jest dzisiaj przemysł, ale gospodarka komunalna, gdzie jak było, tak dalej jest tragicznie – twierdzi dr Krzysztof Klejnowski z Instytutu Podstaw Inżynierii Środowiska Polskiej Akademii Nauk w Zabrzu. – Ja sam pierwszą swoją publikację na temat problemu jakości powietrza i polityki prowadzonej w tym zakresie w Warszawie napisałem w 1996 r. Mój były szef w katedrze ochrony środowiska napisał książkę o tym, czym naprawdę oddychamy, jeszcze w latach 80. – wspomina dr Karaczun. Tę gigantyczną poprawę widać chociażby po zmianie zanieczyszczenia powietrza pyłem PM10 na terenie województwa śląskiego na przestrzeni ostatnich 40 lat (parametr PM10 oznacza zawartość w powietrzu cząsteczek o średnicy mniejszej niż 10 mikrometrów). O ile w połowie lat 70. sięgnęło ono w tym regionie 400 mikrogramów na metr sześcienny, o tyle w ostatniej dekadzie oscylowało wokół 50 mikrogramów na metr sześcienny. Wraz z tą zmianą poprawiła się również widoczność; według IMiGW, o ile w latach 70. liczba dni, w których widoczność sięgała 15–50 km, nie przekraczała 10 proc. w roku, o tyle w ostatniej dekadzie zwiększyła się do 30 proc. Innymi słowy mówiąc: z Katowic czy Krakowa częściej można zobaczyć góry.

    Normy stężenia pyłów PM10 w Polsce wynoszą 50 mikrogramów na metr sześcienny, ale poziomy alarmowe są znacznie wyższe: 200 i 300 mikrogramów. Po przekroczeniu tego pierwszego władze lokalne mają obowiązek poinformować o zagrożeniu mieszkańców. O tym, że smog jest zmiennym zjawiskiem, niech świadczy choćby to, że w 2014 r. zanotowano 66 przypadków przekroczenia tego pierwszego poziomu w 37 punktach w kraju. Dla porównania, w 2008 r. było to 61 przypadków w 24 punktach, ale w 2006 r. było to już 781 przypadków w 274 punktach.

    Od 2015 r. samorządy mają szanse wpływania na stan powietrza na swoim terenie. Możliwość wprowadzenia ograniczeń dla jakości paliwa i ustalenie bardziej restrykcyjnych wymogów dla pieców i kotłów wprowadziła nowelizacja ustawy – Prawo ochrony środowiska z 2015 r. Z regulacji skorzystał dotąd tylko Kraków. Według ekspertów, z którymi rozmawialiśmy, rząd powinien pilnie wprowadzić ograniczenia w sprzedaży paliw stałych najniższej jakości oraz wdrożyć unijną dyrektywę i określić bardziej restrykcyjne wymogi dla pieców. Gminy powinny natomiast sięgnąć po fundusze z programu REGION, które są przeznaczone na dofinansowanie wymiany urządzeń grzewczych na niskoemisyjne.

    >> Czytaj też: Skąd się bierze tak duży smog? Ekspert: Każdy z nas jest winowajcą

    Mizerna skuteczność

    Kiedy pod koniec 2016 r. opublikowane przez działający aktywnie od kilku miesięcy Warszawski Alarm Smogowy zdjęcie zakrytego przez trującą zawiesinę Pałacu Kultury obiegło media społecznościowe, temat zanieczyszczeń stał się przedmiotem medialnej debaty. Prekursorem działań na rzecz redukcji niskiej emisji był jednak Krakowski Alarm Smogowy. Jako pierwszy w 2014 r. zapoczątkował akcje informacyjne skierowane do mieszkańców i lokalnych władz. Działania KAS zainicjowały dialog z samorządowcami, który poskutkował uchwaleniem pierwszej w Polsce uchwały antysmogowej. Na jej mocy wprowadzono restrykcje dla paliw stałych, którymi można opalać w przydomowych piecach w Krakowie. W przeciwieństwie do Małopolski w Warszawie za ponad 2/3 rakotwórczych substancji unoszących się w powietrzu odpowiadają spaliny.

    Prawnicy Fundacji ClientEarth sprawdzili, jak gminy w Małopolsce wywiązały się z zadań określonych w programie ochrony powietrza, który przygotował w 2015 r. urząd marszałkowski. Dwie (Sucha Beskidzka i Miechów) osiągnęły cele rozpisane na lata 2013–2015. 51 gmin nie osiągnęło nawet 1 proc. wymaganych efektów, 17 z nich udało się wykonać od 1 do 10 proc. planu, a 15 nie zrobiło nic.

    Mało skuteczne w zwalczaniu smogu okazują się działania służb miejskich. Strażnicy mogą sprawdzać, czym palimy w piecach, i wlepiać mandaty za spalanie niedozwolonych odpadów (do 500 zł). W Krakowie w sezonie zimowym 2015–2016 funkcjonariusze zapukali do drzwi 3493 domów (w sezonie 2014–2015 do 1770). Niedozwolony opał (m.in. plastikowe butelki, sklejki, polakierowane ramy okienne) znaleźli jednak tylko w 477 piecach. 200 osób ukarano mandatem. Podobnie było w Warszawie, gdzie na 3,5 tys. kontroli konsekwencje prawne wyciągnięto wobec 400 osób.

    >> Polecamy: Możemy uczyć się od Austrii. Powietrze w Wiedniu jest czyste jak nigdy dotąd

    Rosjanie komentują przybycie wojsk USA do Polski


     

    Pikio.plPikio.pl

     

    Rosjanie komentują wojska USA w Polsce

    Autor:

    Wiadomości Pikio

    • Sty 9, 2017

    UDOSTĘPNIJ

     

    Moskwa już od dawna z niechęcią patrzy na działania krajów członkowskich Paktu Północnoatlantyckiego, zwłaszcza jeśli te działają w pobliżu Rosji. Nie dziwi więc, że Federacja Rosyjska nie jest zwolennikiem umacniania wschodniej flanki NATO. Kreml zabrał głos w sprawie żołnierzy USA, którzy zjawili się niedawno w Polsce.

    Rosja od zawsze widziała zagrożenie w NATO. Jej obawy o swoje bezpieczeństwo miały się potwierdzać już wielokrotnie. Było tak chociażby, kiedy w Polsce i Czechach miały być zainstalowane systemy obronne w ramach tarczy antyrakietowej. Kreml nie tylko nie czuje się dobrze z umacnianiem Zachodu, ale widzi w tym prowokację.

    Ostatnią z nich jest przybycie do Polski żołnierzy amerykańskich z Fort Carson. Około tysiąca żołnierzy trafiło do naszego kraju w związku z ustaleniami, jakie omawiano na szczycie NATO z lipca 2016 roku. Amerykańskie wojsko wraz ze sprzętem będzie stacjonować w kilku bazach na terenie Polski – w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie i Bolesławcu.

    Rosjanie zdziwili się tak szybkim przybyciem Amerykanów do Polski. Ci mieli bowiem znaleźć się tutaj pod koniec stycznia. Kreml dopatruje się jednak przyspieszenia procedury w kończącej się kadencji prezydenta Baracka Obamy. Amerykański polityk już od dłuższego czasu daje znać Rosji, że „się nie lubią”.

    Rozlokowania żołnierzy oczekiwano dopiero pod koniec stycznia, jednak odchodzący gospodarz Białego Domu, Barack Obama, zadecydował o przyspieszeniu procesu do inauguracji nowego prezydenta USA Donalda Trumpa – podaje Rossijskaja Gazieta.

    Nasi wschodni sąsiedzi dość spokojnie przyjęli tę wiadomość. W ich podejściu do sprawy widać podobieństwo do działań Władimira Putina. Ten po wydaleniu z USA rosyjskich dyplomatów… nie zrobił nic. Prezydent Rosji czeka bowiem aż kadencję rozpocznie Doland Trump, który z Kremlem ma dobre stosunki.

    W Moskwie przy tym nie wyklucza się, że za rządów Republikanina Trumpa, który zamierzał zredukować finansowanie programów NATO, decyzja ta będzie zrewidowana. Na razie wzmocnienie wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego idzie pełną parą – informuje Gazieta.

    Rosjanie przypomnieli jednak, że wszelkie działania wojskowe mające miejsce w pobliżu granic Rosji, są brane za prowokację. Ostrzeżono, że Rosja będzie na nie reagować.

    W Moskwie nie raz nazywano te plany, tak jak i pojawienie się elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie, „prowokacją”, na którą Federacja Rosyjska będzie musiała reagować – podkreślono.

    Nie wiadomo jednak czego i czy w ogóle czegoś się spodziewać. Jak na razie władze rosyjskie czekają na objęcie prezydentury przez Donalda Trumpa. Jeżeli ten odwoła wojska z Polski i innych krajów wschodniej flanki, problem rozwiąże się na korzyść Kremla. Jeśli natomiast Trump jeszcze bardziej zaangażuje się w zbrojenie tych rejonów, może dojść do konfliktu na szeroką skalę. Jest to jednak ta mniej prawdopodobna opcja.

    pt

    Starość nie radość


    GAZETA WARSZAWSKA.pl

     
    • Passent znowu się pogrąża. Nie przeszkadzał mu widok pijanego Kwaśniewskiego, ale przeszkadza mu nowa prezes TK

    PASSENT ZNOWU SIĘ POGRĄŻA. NIE PRZESZKADZAŁ MU WIDOK PIJANEGO KWAŚNIEWSKIEGO, ALE PRZESZKADZA MU NOWA PREZES TK

    • 09 Sty 2017
    • Napisane przez  IPW

     

     

    fot: YTfot: YT

    No, to mamy kolejną dobrą zmianę. Następczynią prezesa Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplińskiego, profesora zwyczajnego Uniwersytetu Warszawskiego, będzie magister Julia Anna Przyłębska – napisał na portalu postkomunistów z „Polityki”, Daniel Passent – piewca stanu wojennego, wielbiciel Jaruzelskiego oraz TW SB o pseudonimie „John”.

    Szanowny redaktorze stary przysłowie mówi: Aby być mądrym, nie wystarczy mieć wiele ksiąg: osioł dźwigający na grzbiecie wiele książek nie jest przez to mądrzejszy

    Pani sędzia Anna Przyłębska ma jeszcze inne wady, które nie pozwalają Passentowi odnosić się do niej z szacunkiem. Nie należała tak jak towarzysz Rzepliński do PZPR. Ciekawi nas ta nieukrywana pogarda TW „Johna” do tytułu magistra. O ile dobrze pamiętamy Passent był z wzajemnością zakochany w prezydencie Kwaśniewskim, który okłamał wszystkich Polaków, że jest magistrem.

    Nie przeszkadzało mu nawet jego opilstwo, kiedy pijany jak furman słaniał się w Charkowie nad grobami pomordowanych Polaków. Nie przeszkadzało mu też, że śp. prof. Lecha Kaczyńskiego zastąpił magister Komorowski, któremu pracę magisterską pisał teść ubek. Trzeba współczuć Passentowi, bo trudno takiej osobie jak on napisać coś sensownego, kiedy jego wiarygodność jest równa zeru.

    Nalot amerykańskich B-52 w Syrii


     

    Sputnik Polska 

    10 STYCZEŃ 2017

    Sztab Generalny Rosji: w nalocie amerykańskich B-52 zginęło ponad 20 cywilów

    © AFP 2016/ Ahmad Aboud ŚWIAT 12:11 10.01.2017Krótki link 0 24 0 0 Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, generał armii Walerij Gerasimow oświadczył, że 3 stycznia amerykańskie bombowce B-52 przeprowadziły nalot w syryjskiej prowincji Idlib, nie uprzedzając przy tym strony rosyjskiej. © SPUTNIK. MIKHAIL VOSKRESENSKIY MO Rosji: Tysiące cywilów zabitych w nalotach USA Gerasimow dodał, że do ataku doszło w miejscowości Sarmada, w rejonie objętym zawieszeniem broni. W wyniku nalotu zginęło ponad dwudziestu cywilów. „Pamiętamy, jak 29 września ubiegłego roku amerykańskie lotnictwo przeprowadziło nalot na wojska rządowe w rejonie Dajr az-Zaur, który pozwolił formacjom PI przejść do ofensywy” — zauważył Gerasimow. Minister obrony Rosji, generał armii Siergiej Szojgu skomentował wcześniej słowa szefa Pentagonu Ashtona Cartera o „zerowym” wkładzie Rosji w walkę z „Państwem Islamskim” w Syrii.

    Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiat/201701104581543-naloty-USA-Dajr-az-Zaur-Syria/

    Marszałek Sejmu ostro o zachowaniu opozycji


    niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

     

    10 stycznia 2017

     

    Marszałek Sejmu ostro o zachowaniu opozycji. „Prokuratura powinna rozpocząć formalne kroki”

     

    Dodano: 09.01.2017 [22:17]

    Marszałek Sejmu ostro o zachowaniu opozycji. „Prokuratura powinna rozpocząć formalne kroki” - niezalezna.pl

    foto: TVP Info/printscreen

    Mam nadzieję, że posłowie, którzy do tej pory zajmują salę plenarną, zrezygnują z takiej formy protestu; apeluję do nich, by opuścili Sejm i umożliwili przygotowanie sali do obrad – powiedział dziś wieczorem marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Uważam, że prokuratura z urzędu powinna przeanalizować zachowania tych posłów i rozpocząć formalne kroki – dodał.
    Marszałek był gościem w programie publicystycznym w TVP Info. Pytano go m.in. o to, jak będą wyglądały obrady Sejmu w środę, kiedy planowane jest rozpoczęcie kolejnego posiedzenia.

    Mam nadzieję, że posłowie, którzy do tej pory zajmują salę plenarną, blokują prace Sejmu, zrezygnują z takiej formy protestu, ponieważ jest to protest niezgodny z przepisami i niezgodny z prawem

    • powiedział Kuchciński.

    Apeluję do posłów, by opuścili Sejm, umożliwili przygotowanie sali sejmowej – bo przecież trzeba sprawdzić ją, przygotować, badania pirotechniczne przeprowadzić, BOR musi sprawdzić salę sejmową, żeby dać certyfikat bezpieczeństwa i wówczas będę mógł ogłosić, rozpocząć posiedzenie w sali plenarnej

    • mówił Marek Kuchciński.

    Wyobrażam sobie opozycję normalną, która stosuje metody demokratyczne, która podporządkowuje się przepisom wewnętrznym, Regulaminowi Sejmu i w ten sposób działa. Tak działało PiS przez ostatnie osiem lat, byliśmy opozycją bardzo nieelegancko traktowaną

    • stwierdził marszałek.

    Uważam, że te ugrupowania opozycyjne radykalne, nazwijmy je, przekroczyły granicę, złamały Regulamin Sejmu, a także Kodeks karny

    • dodał. 

    Na uwagę, że jeśli posłowie łamią prawo, Kodeks karny, to powinni ponieść konsekwencje, Marek Kuchciński powiedział, że „powinni ponieść konsekwencje”.

    Uważam, że tutaj… To jest dylemat, czy Kancelaria Sejmu, marszałek Sejmu powinni oficjalnie wystąpić do prokuratury w tej sprawie. Do tej pory, jak sobie przypominam, w żadnej kadencji takich działań nie było. Nie chciałbym wprowadzać precedensu. Sprawa jest moim zdaniem otwarta. Uważam, że prokuratura z urzędu powinna przeanalizować te zachowania tych posłów i rozpocząć formalne kroki

    • powiedział.
      Od 16 grudnia w sali plenarnej Sejmu przebywają posłowie opozycji – PO i Nowoczesnej – którzy rozpoczęli wtedy protest wobec wykluczenia z obrad posła Platformy Michała Szczerby i wobec projektowanych zmian w zasadach pracy dziennikarzy w Sejmie, domagając się zachowania jej dotychczasowych reguł. Marszałek Marek Kuchciński ogłosił wówczas przerwę w obradach i wznowił je w Sali Kolumnowej, gdzie przeprowadzono głosowania m.in. nad ustawą budżetową na 2017 r.
      Opozycja uważa, że głosowania te były nielegalne, m.in. z powodu braku kworum. Niektórzy politycy z opozycji przekonywali, że część posłów nie była dopuszczona do obrad; inni mówili, że na sali mogły znaleźć się osoby postronne. Marszałek Sejmu zapewnił, że w głosowaniach 16 grudnia brała udział wymagana w konstytucji liczba posłów oraz, że każdy z posłów mógł wejść do Sali Kolumnowej głównym wejściem i brać udział w każdym głosowaniu.
      Czytaj więcej: Opinia ekspertów miażdży zachowanie „totalnej opozycji” w Sejmie

    Autor: pbŹródło: PAP, TVP Info

    “Podsycenia świętego ognia w świątyni nienawiści do Rosji”


    Myśl Polska

    Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

     

    Mitologia paktu Ribbentrop-Mołotow

    stalin.jpg
    Przypuszczam, że w związku z pojawieniem się wojsk amerykańskich w Polsce postawiono przed tzw. mediami głównego nurtu zadanie podsycenia świętego ognia w świątyni nienawiści do Rosji.

    Tym też tłumaczę sobie to, że w artykule Konrada Kołodziejskiego pt. „Jak lewica z kłamstwa uczyniła narzędzie polityki” m.in. przypomniana została teza, iż „Związek Sowiecki zapisał się w historii jako przeciwnik i pogromca Trzeciej Rzeszy, choć przecież wojna wybuchła dzięki wcześniejszemu sojuszowi obu totalitarnych państw” („Rzeczpospolita. Plus Minus”, www.rp.pl, 5.01.2017).

    Teza o wybuchu drugiej wojny światowej dzięki „sojuszowi dwóch totalitarnych państw” stanowi klasykę indoktrynacji mającej na celu podtrzymanie nastrojów rusofobicznych w Polsce. W podtekście tej tezy jest też ukryte rozgrzeszenie Niemiec hitlerowskich za wywołanie wojny. Druga wojna światowa nie wybuchła jednak wyłącznie dzięki „sojuszowi dwóch totalitaryzmów” – jak się potocznie określa pakt Ribbentrop-Mołotow. Jest to daleko idące uproszczenie. Hitler uparcie dążył do wojny i wybuchłaby ona i tak bez względu na to czy doszłoby do paktu Ribbentrop-Mołotow czy nie. Może pół roku, może rok później, ale wybuchłaby.

    Wywołanie tej wojny zostało postawione jako cel polityki niemieckiej już z chwilą klęski Niemiec w pierwszej wojnie światowej w listopadzie 1918 roku przez te siły, które nie zgadzały się z tą klęską. Te siły to najogólniej rzecz biorąc niemieccy nacjonaliści – wyznawcy idei Wielkich Niemiec (wówczas w wersji Mitteleuropy, później w radykalnej wersji hitlerowskiej) oraz wielki kapitał powiązany z produkcją zbrojeniową, który został narażony na poważne straty finansowe w związku z drastycznymi ograniczeniami, jakie Traktat Wersalski nałożył na niemieckie siły zbrojne.

    Hitler był najbardziej radykalnym wytworem tych sił i najbardziej szczerym wyrazicielem ich dążeń. Dla uzasadnienia zbrojnej rewizji rezultatów pierwszej wojny światowej stworzono w Niemczech mit o „zdradzieckim ciosie nożem w plecy” (chodziło rewolucję niemiecką z lat 1918-1919). Mit ten – co należy podkreślić – powstał na długo przed dojściem Hitlera do władzy, bo rewizja Traktatu Wersalskiego – o czym się zapomina – była nieoficjalnym celem politycznym także Republiki Weimarskiej.

    Z chwilą dojścia Hitlera do władzy w 1933 roku gospodarka niemiecka została przestawiona na tory tzw. gospodarki wojennej, czyli gospodarki skoncentrowanej wyłącznie na produkcji zbrojeniowej. „Armaty zamiast masła” – to był hasło eksponowane wówczas na pierwszym miejscu przez propagandę III Rzeszy, wyrażające precyzyjniej niż jakakolwiek analiza naukowa istotę gospodarki wojennej. Hasło to należy odczytywać następująco: „produkcja zbrojeniowa zamiast konsumpcji”. Mankamentem gospodarki wojennej jest to, że na dłuższą metę prowadzi ona do kryzysu spowodowanego tym, iż wszystkie rezerwy i większość dochodu narodowego idą na zbrojenia i spłatę kredytów zaciągniętych na ten cel.

    Wzrost produkcji zbrojeniowej odbywa się kosztem ograniczenia produkcji dóbr konsumpcyjnych, zwiększenia zadłużenia państwa oraz nadmiernego zwiększenia obciążeń fiskalnych i deficytu budżetowego. Pole manewru jest niewielkie i sprowadza się do wyboru pomiędzy dalszym zadłużaniem państwa albo ograniczeniem dochodów i konsumpcji obywateli. A więc po pewnym czasie następuje stagnacja, a nawet spadek płac, stagnacja, a nawet spadek zatrudnienia, spadek podaży dóbr luksusowych, a nawet dóbr codziennego użytku, trudności w aprowizacji itd.

    Symptomy tego kryzysu gospodarka niemiecka zaczęła objawiać w latach 1937-1938, a wedle poufnych prognoz ministra gospodarki Rzeszy Hjalmara Schachtaw roku 1940 mógł nastąpić krach gospodarczy [1]. Chociażby tylko z tego powodu – pomijając cel polityczny wytyczony przez pokonany imperializm niemiecki w 1918 roku oraz ruch nazistowski – Hitler musiał tę wojnę wywołać. Wielka grabież podbijanych krajów oraz przekształcenie ich obywateli w tanią, a właściwie niewolniczą siłę roboczą miały w pierwszej kolejności zniwelować negatywne skutki nazistowskiej gospodarki wojennej. Ponadto w czasie wojny nie spłaca się kredytów, a faszerowana „patriotyczną” propagandą ludność nie zadaje pytań dlaczego są kartki na żywność, odzież i buty, dlaczego nie ma opału zimą itd. Wszak wszyscy muszą się poświęcić dla ojczyzny oraz realizacji wizji Wielkich Niemiec – narodowosocjalistycznego raju na ziemi dla niemieckiego „narodu panów”.

    Hitler wywołał drugą wojnę światową, żeby zrealizować tę ideologiczną wizję i uciec od problemów wewnętrznych spowodowanych nadmiernie nakręconą gospodarką wojenną. Natomiast pakt Ribbentrop-Mołotow, a wcześniej traktat w Rapallo oraz współpraca wojskowa Republiki Weimarskiej i ZSRR, to były skutki niemieckiego dążenia do wojny, a nie jej przyczyny. Nie dyskredytuję znaczenia tych faktów i polityki Stalina dla przyspieszenia wybuchu drugiej wojny światowej. Nie można jednak tracić z pola widzenia istoty rzeczy – czyli, że bez szalonego parcia Hitlera do wywołania tej wojny nie byłoby paktu Ribbentrop-Mołotow.

    Bohdan Piętka

    [1] G. Aly, „Państwo Hitlera”, Gdańsk 2006; A. Piński, „Mit gospodarczego sukcesu III Rzeszy”, www.obserwtorfinansowy.pl, 8.09.2012.

    Pietrusiowe figliki


    vod.gazetapolska.pl

    NIEZALEŻNA TELEWIZJA DRUGIEGO OBIEGU

    Platforma Wideo Gazety Polskiej

     

    Ryszard Petru i Joanna Schmidt – to ona go wybrała! NOWY HIT Z RYŚKIEM

     

    (foto. Print Screen YouTube/Vimeo) / Film opublikował w internecie: 

    ForzaKrymy

    Redakcja vod: Powtarzamy – co im szkodziło powiedzieć prawdę? „To jest dorosłe życie, musieliśmy sobie wyjaśnić kilka ważnych spraw. Przepraszamy, prosimy o prawo do zachowania prywatności. Ze względu na dobro naszych rodzin i naszych najbliższych prosimy nie poruszać tego tematu publicznie.” To chyba lepsze niż iść w zaparte i tak infantylnie kłamać. Przecież od tego ta kompromitacja tylko się powiększa. A co najgorsze – w tym wszystkim są dzieci…

    Akt barbarzyństwa wobec państwa polskiego


     

    Zniszczony pomnik w Hucie Pieniackiej. Fot. otrzymane przez redakcję.

    Zniszczony krzyż, barwy UPA i runy SS – zdewastowano pomnik ofiar rzezi w Hucie Pieniackiej [+VIDEO/+FOTO]

    Dodane przez Lipinski
    Opublikowano: Wtorek, 10 stycznia 2017 o godz. 09:09:43

    W Hucie Pieniackiej na Lwowszczyźnie zniszczono pomnik poświęcony Polakom pomordowanym przez Ukraińców, w tym z UPA i batalionu policyjnego SS. Krzyż najpewniej wysadzono w powietrze, a tablice z nazwiskami ofiar pomalowano w barwach flag Ukrainy i OUN-UPA, rysując też runy SS. W sprawie zabrali głos prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka Małgorzata Gośniowska – Kola, a także ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

     

    Według informacji zamieszczonej przez portal rosyjskiej agencji informacyjnej Regnum w poniedziałek wieczorem, do zniszczenia pomnika doszło w niedzielę 8 stycznia. Informacja o tym oraz o wysadzeniu pomnika była później, w poniedziałek, powtarzana na portalach rosyjskich, a także ukraińskich.

    Na zdjęciach i nagraniu wideo, opublikowanym 9 stycznia widać, że stanowiący centralny element pomnika krzyż został zniszczony, zapewne wysadzony w powietrze. Z kolei stojące po jego bokach tablice kamienne z nazwiskami ofiar zostały pomalowane farbami w barwach flagi Ukrainy oraz OUN-UPA. Na tle tej drugiej namalowano także czarna farbą runy SS. Na koncie „Wolna Ukraina”, które zamieszczono nagranie w serwisie YouTube wcześniej nie umieszczano żadnych nagrań. Na resztkach pomnika leży również śnieg, co pokazuje, że fotografie i nagranie wideo nagrano jakiś czas po zdarzeniu. Na miejscu pracują ukraińskie służby.

    W 1944 r. w Hucie Pieniackiej funkcjonowała polska samoobrona, która 23 lutego wdała się w walkę z ukraińskimi esesmanami. Z tego powodu 28 lutego wieś stała się celem akcji pacyfikacyjnej policyjnego batalionu SS złożonego z Ukraińców, będących ochotnikami do dywizji SS Galizien, a także lokalnego oddziału UPA. W ataku uczestniczyli także ukraińscy cywile. W czasie pacyfikacji doszło do bestialskich mordów, także na kobietach i dzieciach. Z tysiąca mieszkańców i znacznej liczby uciekinierów z innych wołyńskich miejscowości atakowanych przez UPA przeżyły tylko 162 osoby.  Wieś została zrównana z ziemią. Część środowisk ukraińskich, w tym m.in. szef ukraińskiego IPN, negacjonista wołyński Wołodymyr Wiatrowycz zaprzecza udziałowi Ukraińców w zbrodni i twierdzi, że dokonali jej Niemcy.

    PRZECZYTAJ: Prawdziwa historia ludobójstwa w Hucie Pieniackiej

    Czytaj również: Huta Pieniacka kole w oczy nacjonalistów

    Czytaj dalej pod zdjęciami i nagraniem:

    Pomnik przed zniszczeniem.

    Stowarzyszenie Huta Pieniacka zamieściło na swojej stronie internetowej oświadczenie ws. zniszczenia pomnika:

    – Z przykrością informujemy, że pomnik upamiętniający zbrodnię dokonaną w Hucie Pieniackiej został zniszczony.  Stowarzyszenie Huta Pieniacka pozostaje w stałym kontakcie z odpowiednimi służbami w celu wyjaśnienia okoliczności tego zdarzenia. Jednocześnie pragniemy podziękować wszystkim, którzy ze szczerą troską i współczuciem informują nas o zaistniałej sytuacji. Składamy wyrazy głębokiej wdzięczności za wszelkie wyrazy wsparcia i solidarności, które dochodzą do nas tak z Polski jak i z Ukrainy.

    – Celem naszego Stowarzyszenia jest upamiętnienie zbrodni popełnionej na naszych przodkach – mieszkańcach wsi Huta Pieniacka i okolicznych miejscowości. Naszym pragnieniem jest zachowanie pamięci i modlitwa. W tym trudnym czasie o to właśnie prosimy wszystkich Państwa – czytamy w oświadczeniu, które ma ukazać się również na łamach polskiej prasy na Ukrainie.

    „Wierzę, że pomnik zostanie naprawiony”

    W rozmowie z Kresami.pl prezes zarządu stowarzyszenia Małgorzata Gośniowska – Kola mówi, że choć sprawa jest niezwykle bulwersująca i bolesna, to całe stowarzyszenie stara się podchodzić do niej na spokojnie. Jak poinformowała, w poniedziałek późnym wieczorem potwierdzono, że pomnik został zniszczony. Skontaktowała się również z polskimi służbami, które zapewniają, że pomnik zostanie naprawiony, a sprawa wyjaśniona.

    Jeździmy tam i chcemy nadal tam jeździć. Naszym najważniejszym celem zawsze było i będzie pielęgnowanie pamięci o naszych przodkach i modlitwa – mówi Kresom.pl Gośniowska – Kola. Dodaje, że członkowie stowarzyszenia będą chcieli w najbliższym czasie udać na Ukrainę. – Tak jak państwo polskie swego czasu zadbało o upamiętnienie i postawiło tam pomnik, przy naszym wsparciu, tak wierzę w to, a z pewnością tak będzie teraz, że pomnik zostanie naprawiony – powiedziała prezes stowarzyszenia, zaznaczając, że z tergo względu ważne są dla niej relacje ze stroną ukraińską.

    Według wcześniejszych zapewnień ze strony Jana Piekło, ambasadora Polski na Ukrainie, we wtorek rano do Huty Pieniackiej ma udać się konsul i zbadać sprawę na miejscu. Zapowiada także przesłanie noty do MSZ Ukrainy.

    Akt barbarzyństwa wymierzony w państwo polskie

    – Wysadzenie w powietrze pomnika, który składa się z krzyża i tablic poświęconych pomordowanym jest aktem barbarzyńska, wobec którego władze Ukrainy i Polski nie mogą przejść obojętnie – mówi Kresom.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Przypomina, że w 2010 roku pod tym pomnikiem prezydent Lech Kaczyński spotkał się z ówczesnym prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką, biorąc udział w uroczystościach ku pamięci pomordowanych Polaków. – Stąd takie barbarzyństwo jest wymierzone w państwo polskie – dodaje.

    – Równocześnie nie może być zgody, że Ukraina, która hojnie korzysta z polskiej pomocy i apsiruje do UE i NATO będzie tolerować takie akty wandalizmu. To nie jest tylko jakieś drobne uszkodzenie – użyto materiałów wybuchowych. Pytanie, co władze ukraińskie robią, żeby taki akt barbarzyństwa, czy wręcz terroru wyjaśnić. To, że pomnik wysadzono w powietrzne świadczy o tym, że albo strona ukraińska kompletnie nie panuje nad tym, co się dzieje na zachodzie Ukrainy, albo wręcz przymyka na to oczy – mówi duchowny.

    Ks. Isakowicz-Zaleski podkreśla, że wyjaśnienie sprawy jest w interesie zarówno Polski, jak i Ukrainy. – Dziś nie wiemy, czy zrobili to np. banderowcy ze Swobody, czy jest to prowokacja rosyjska, czy może stoi za tym ktoś trzeci – mówi ksiądz. Zwraca uwagę na skalę zniszczeń i na to, że przeprowadzenie takiej akcji nie jest proste i świadczy to o tym, że przeprowadziła to jakaś organizacja.

    – Te tereny są zdominowane przez sympatyków banderowców, wiec trudno sobie wyobrazić, że nagle zrzucono tam jakiś spadochroniarzy, nie wiadomo skąd, którzy dokonali takiego aktu terroru. Tym bardziej nie można tego lekceważyć – mówi ksiądz.

    Test dla Waszczykowskiego, Piekło i Dudy

    Zwraca także uwagę na stanowisko polskiej dyplomacji, według którego we wtorek rano na miejsce uda się konsul, a do ukraińskiego MSZ zostanie przesłana nota. – To świadczy o całkowitej słabości. To nie jest żadna reakcja – uważa ks. Isakowicz – Zaleski. – Jeżeli ministerstwo nie będzie reagować szybko, a szczególnie zdecydowanie, i nie nazwie tego aktu barbarzyństwa po imieniu, to będzie znowu prowadzenie polityki na kolanach względem Ukrainy i ustawicznego przepraszania Ukraińców wręcz za to, że ten pomnik tan stał. To wielki test dla ministra Waszczykowskiego i ambasadora Piekło. Jeżeli okażą się słabi i niekonsekwentni, to będzie znaczyło, że kompletnie nie nadają się na te stanowiska.

    Ks. Isakowicz-Zaleski przypomniał również w kontekście niegdysiejszej wizyty prezydenta Kaczyńskiego w Hucie Pieniackiej, że prezydent Andrzej Duda odwołuje się do jego dziedzictwa duchowego. – On musi zareagować. Nie może dalej milczeć i mówić, że to nie jest jego sprawa – zaznaczył.

    Przeczytaj również: Symbole komunistyczne w miejscu kaźni Polaków – działacze partii Zmiana w Hucie Pieniackiej [+FOTO]

    Kresy.pl / mt

    Zmarł były prezydent Niemiec Roman Herzog


    Wyborcza.pl

    Wtorek10.01.2017

     

    Świat

    Zmarł były prezydent Niemiec Roman Herzog. Przeprosił Polaków za niemieckie zbrodnie

    Maciej Orłowski, PAP

    10 stycznia 2017 | 10:35

    Były prezydent Niemiec Roman Herzog nie żyje1 ZDJĘCIE

    Były prezydent Niemiec Roman Herzog nie żyje (Markus Schreiber (AP Photo/Markus Schreiber, file))

     

    Były prezydent Niemiec Roman Herzog nie żyje. Urząd Prezydencki w Berlinie potwierdził dziś śmierć 82-letniego polityka. Herzog był prezydentem w latach 1994-1998. Jako reprezentant Niemiec uczestniczył w obchodach 50. rocznicy powstania warszawskiego.

    Roman Herzog urodził 5 kwietnia 1934 w Landshut, miasteczku w Dolnej Bawarii. Po studiach prawniczych na?Uniwersytecie Monachijskim uzyskał na tej uczelni tytuł?doktora prawa.

    Wałęsowe korowody wokół Willi Narutowicza


    WP.PLStrona główna serwisu

     

    Jacek Gądek

    Jacek Gądek

    akt. 09.01.2017, 14:38

    Lech Wałęsa ma kolejne kłopoty. Chodzi o prawie 250 tys. zł

    Instytut Lecha Wałęsy ma kolejne kłopoty. Władze Województwa Mazowieckiego lada dzień mają wezwać fundację byłego prezydenta o zapłatę prawie 250 tys. zł za użytkowanie Willi Narutowicza w Warszawie (nieruchomość przy ul. Parkowej 23). – Wezwanie do zapłaty jeszcze nie trafiło do Instytutu. Gdy do nas dotrze, to będziemy się zastanawiać, jak się do niego odnieść – mówi WP Jerzy Stępień, prezes ILW. Wcześniej w wezwaniu do ugody to ILW żądał od Mazowsza 2,3 miliona złotych.

    PAP / Adam Warżawa

    Willa Narutowicza to kula u nogi Lecha Wałęsy. 4 czerwca 2011 r. umowę jej wynajęcia przez władze Województwa Mazowieckiego na rzecz ILW podpisywali marszałek Adam Struzik i były prezydent Lech Wałęsa. Ze strony ILW za umowę odpowiadał ówczesny prezes Piotr Gulczyński. Uroczystość była fetą, w której uczestniczyli m.in. prezydent Bronisław Komorowski, Jan Krzysztof Bielecki, Andrzej Wajda oraz kard. Józef Glemp.
    Z czasem się okazywało, że wizja się rozsypała. Umowa została przez ILW wypowiedziana, a Instytut przekazał Willę Narutowicza z powrotem władzom Mazowsza 21 maja 2015 r.
    Na koniec roku władze Województwa Mazowieckiego wyliczyły łączne zadłużenie Instytutu Lecha Wałęsy na kwotę 382 tys. 132 zł.

     

    Co się na te górę pieniędzy składa? Otóż 142 tys. 163 zł to kwota, na którą opiewał złożony już pozew – to czynsz za czas do października 2014 r. (138 tys. 994 zł) wraz z odsetkami. Samorząd wygrał ten proces cywilny, ale sprawa po apelacji trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, więc na zakończenie sporu o te pieniądze przyjdzie jeszcze poczekać kilka miesięcy.
    Jeszcze większa jest jednak kwota, której mazowiecki marszałek będzie się domagał teraz. Jak ustaliła Wirtualna Polska, zarząd Województwa Mazowieckiego lada dzień wystąpi do Instytutu Lecha Wałęsy z wezwaniem do zapłaty na kwotę 239 tys. 969 zł (na kwotę składają się tu czynsz liczony po październiku 2014 r. – 208 tys. 492 – plus odsetki: 31 tys. 476 zł). A jeśli – tak jak poprzednio – ILW nie zapłaci, to nowy pozew rychło trafi do Sądu Okręgowego w Warszawie.
    – Chodzi o wydanie, przeciwko Fundacji Instytut Lecha Wałęsy nakazu zapłaty pozostałej kwoty czynszu w wysokości 208 tys. 492 zł wraz z ustawowymi odsetkami – potwierdza Marta Milewska rzeczniczka prasowa Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego.

     

    W ILW nie podjęto jeszcze decyzji, jak zareagować na wezwanie do zapłaty i ewentualny pozew. Po przyjściu do ILW Jerzego Stępnia, który po Mieczysławie Wachowskim objął stanowisko prezesa Instytutu, zlecono w ILW audyt. Wedle rozmówców WP jest on już na ukończeniu, a wnioski z niego dotyczą również sporu z władzami Mazowsza o Willę Narutowicza. – Nie jest jeszcze gotowy – mówi WP prezes Jerzy Stępień. A to ten dokument ma na potrzeby Instytutu wyjaśnić sprawę feralnej nieruchomości.
    Willa Narutowicza jest bowiem kulą u nogi dla ILW. Umowę na jej użytkowanie podpisał były prezes Instytutu Piotr Gulczyński (jego zastąpił Mieczysław Wachowski, a od września prezesem jest obecny szef ILW Jerzy Stępień). – Nadzieje z wykorzystaniem willi przez ILW okazały się płonne. Nie wszyscy mieli pełną świadomość podpisując umowę, czy ona może zostać zrealizowana i to mimo, że wydaliśmy na to dość dużo pieniędzy. Okazało się też, że są jakieś niezaspokojone roszczenia właścicielskie i uwagi konserwatora zabytków, których zrealizowanie uniemożliwiałoby realizację celu ILW – mówi WP Stępień.
    Po tym, jak z Willi Narutowicza wyprowadził się ILW, pozostaje ona pustostanem – władze Mazowsza ani jej nikomu nie wynajmują, ani nie jest też wykorzystywana do własnych celów. Zarząd Województwa Mazowieckiego podjął za to decyzję o sprzedaży nieruchomości w przetargu.
    ILW od dawna nie zgadza się z żądaniami i wyliczeniami władz Mazowsza. W procesie w I instancji Instytut (o prawie 150 tys. zł) wzywał włodarzy województwa do ugody. – We wniosku Fundacja zawezwała zarząd Województwa do próby ugodowej w zakresie zapłaty na rzecz Fundacji przez Województwo kwoty w wysokości 2 milionów 329 tys. 400 zł wraz z odsetkami tytułem zwrotu kosztów poniesionych na nieruchomość położoną w Warszawie przy ul. Parkowej 23, w związku z zawartą umową dzierżawy – informuje WP biuro prasowe Mazowsza. W kwietnia minionego roku pełnomocnik samorządu odmówił zgody na zawarcie takiej ugody.

    Czy PiS zwija bojowe sztandary?


    onet.wiadomości

     

    8 minut temu

    Jarosław Kaczyński: nie ma innej drogi, niż porozumienie

    • Zobaczymy, czy na dzisiejszym spotkaniu będzie Platforma Obywatelska oraz pan Schetyna, bardzo bym sobie tego życzył. Wtedy ostatecznie można by było się porozumieć – powiedział w programie „Kwadrans polityczny” Jarosław Kaczyński. Prezes PiS skomentował w ten sposób trwający od 16 grudnia kryzys parlamentarny. – Musimy z tej drogi zejść, a innej drogi nie ma, jak porozumienie – wyjaśnił Kaczyński.

    Jarosław KaczyńskiFoto: Janek Skarzyński / AFPJarosław Kaczyński

    Jarosław Kaczyński liczy na obecność przedstawiciela PO na spotkaniu liderów ugrupowań sejmowych o godz.14. Bardzo bym sobie tego życzył, bo wtedy można by ostatecznie się porozumieć – powiedział szef PiS.

    • Bardzo bym sobie tego życzył, bo wtedy można by ostatecznie się porozumieć i stworzyć gwarancję, że wszystko będzie zgodnie z Regulaminem, że będziemy mieli do czynienia z normalnym posiedzeniem Sejmu – powiedział Kaczyński TVP1.

    Według niego nie powinno się banalizować tego, co się obecnie dzieje w Sejmie. – Blokowania obrad Sejmu, blokowanie mównicy, stołu prezydialnego, to są wydarzenia zupełnie nadzwyczajne, bardzo drastyczne łamanie prawa, konstytucji, różnych ustaw. To jest stan, który nigdy już się nie powinien powtórzyć i stąd wielka nadzieja na to, że wszyscy dojdą do wniosku, że nie powinniśmy kontynuować tego, nie powinniśmy nigdy do tego wracać – powiedział Kaczyński.

    Zaznaczył, że kwestie, o których mówi PO czy Nowoczesna „można rozstrzygać poprzez zwrócenie się do Trybunału Konstytucyjnego”.

    Szef PO Grzegorz Schetyna nie wziął udziału w zainicjowanym przez marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, poniedziałkowym spotkaniu liderów ugrupowań parlamentarnych ws. wyjścia z obecnego kryzysu politycznego. Rozmowy mają być kontynuowane dziś, a marszałek Karczewski ponownie zaprosił na nie szefa PO. Decyzja, czy lider PO przyjdzie na spotkanie ma zapaść na porannym posiedzeniu zarządu Platformy.

    Prezes PiS podkreślił, że okupacja sali plenarnej Sejmu jest drastycznym naruszeniem prawa i konstytucji. Dodał, że obecny kryzys trzeba rozwiązać przez porozumienie partii politycznych. Problemy, o których mówi opozycja, może rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny, a Sejm powinien normalnie pracować. Jarosław Kaczyński podkreślił, że w systemie demokratycznym decyduje większość, a mniejszość nie ma prawa jej blokować.

    Rozmówca TVP oświadczył, że 33-cie posiedzenie Sejmu się zakończyło, a jutro rozpocznie się 34-te. Jarosław Kaczyński dodał, że marszałek Sejmu powinien zrobić wszystko, aby posiedzenie przebiegało normalnie. Prezes PiS powiedział, że ekspertyzy prawne wskazują, iż posiedzenie Sejmu 16 grudnia przebiegało zgodnie z prawem, a podjęte na nim decyzje są prawomocne.

    Rosną szanse Donalda Tuska na pozostanie w Brukseli

    Zobacz więcej

    Jarosław Kaczyński powiedział, że PiS proponuje, aby jego senatorowie przyjęli w Senacie część poprawek, zaproponowanych przez opozycję. Następnie tymi poprawkami zająłby się Sejm. Prezes PiS powiedział, że jest to bardzo daleko idące ustępstwo ze strony jego partii. Komentując propozycję samorozwiązania Sejmu, przedstawioną przez Nowoczesną, Jarosław Kaczyński powiedział, że nie ma do tego żadnych podstaw.

    Przywódca PiS powiedział, że sprawa poparcia Donalda Tuska na drugą kadencję na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej będzie kwestią rozgrywki w Parlamencie Europejskim. Dodał, że Donald Tusk jako przewodniczący Rady sprzeniewierzył się zasadzie lojalności wobec Polski.

    • Donald Tusk jest politykiem do, którego mieliśmy bardzo dużo pretensji. Jak się wybierał do UE, to życzyłem mu powodzenia sądząc, że coś da naszemu kraju. Na pewno będziemy mówić o zagrożeniach wynikających z pozostania Tuska w UE, ale jeśli ktoś sądzi, że weźmiemy tę sprawę na siebie, to się myli – powiedział w rozmowie z TVP Kaczyński.

    Nawiązując do podpisania przez prezydenta Andrzeja Dudę ustawy o reformie edukacji, prezes PiS powiedział, że nie nakłaniał prezydenta do takiej decyzji. Jarosław Kaczyński przyznał, że reformie mogą towarzyszyć problemy, ale podkreślił, że zmiany w edukacji są niezbędne. – Jak ktoś się boi kłopotów, to nie zmieni Polski. To jest ważna reforma, kolejne roczniki są mało liczne, w sferze kultury mamy powrót do wartości tradycyjnych – stwierdził prezes PiS.

    Kaczyński: uczestnicy spotkania zgodzili się – zaczynamy posiedzenie na sali plenarnej Sejmu

    Uczestnicy spotkania zgodzili się, że zaczynamy posiedzenie Sejmu na sali plenarnej; stwierdzili, że ich kluby nie będą blokowały mównicy, tym bardziej stołu prezydialnego – poinformował po wczorajszych rozmowach u marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego szef PiS Jarosław Kaczyński.

    • Uczestnicy spotkania zgodzili się w następujących sprawach: zaczynamy posiedzenie Sejmu na sali plenarnej; uczestnicy stwierdzili, że ich kluby nie będą blokowały mównicy, tym bardziej stołu prezydialnego – powiedział Kaczyński dziennikarzom w Senacie. Posiedzenie Sejmu ma rozpocząć się jutro.
    • Przedstawiciele jednej partii, być może dwóch, trudno powiedzieć, uznali że w razie ostatecznego uchwalenia budżetu, będą zaskarżać go do Trybunału Konstytucyjnego, co z naszego punktu widzenia jest rzeczą, na którą trudno się zgodzić, ale to jest prawo 50 posłów i my tego prawa w żadnym wypadku nie kwestionujemy – dodał prezes PiS.

    Jak zaznaczył, sprawa przegłosowania poprawek do budżetu w Senacie „to kwestia otwarta”.

    Poinformował ponadto, że do szefa PO Grzegorza Schetyny zostanie wystosowane kolejne zaproszenie na spotkanie, które ma się dziś odbyć. – Jutro będzie kolejne spotkanie i kolejne zaproszenie dla PO, dla pana Schetyny, albo osoby, którą wyznaczy – powiedział prezes PiS.

    Po tym gdy wczoraj rano marszałek Senatu zaprosił liderów ugrupowań parlamentarnych na spotkanie ws rozwiązania kryzysowej sytuacji w Sejmie, Schetyna oświadczył, że nikt z PO nie pojawi się na nim.

    Schetyna podkreślił, „to nie jest kwestia, którą powinien zajmować się Senat; problem, który się zdarzył dwa tygodnie temu to jest konflikt, do którego doszło w Sejmie”. – Oczekuję od marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego zaangażowania się w rozwiązanie tego konfliktu, przyznania się do błędu i powrotu do sali plenarnej – powiedział wówczas szef PO.

    W takiej sytuacji w spotkaniu, które rozpoczęło się po godz. 14 i trwało ok. 2 godzin, uczestniczyli liderzy: PiS, PSL, Nowoczesnej i Kukiz’15, a także przedstawiciele Solidarnej Polski i Polski Razem – posłowie tych ugrupowań należą do klubu parlamentarnego PiS.

    Od 16 grudnia 2016 r. w sali plenarnej Sejmu przebywają posłowie PO i Nowoczesnej, którzy rozpoczęli wtedy protest wobec wykluczenia z obrad posła PO Michała Szczerby i wobec projektowanych zmian w zasadach pracy dziennikarzy w Sejmie, domagając się zachowania jej dotychczasowych reguł.

    Marszałek Sejmu Marek Kuchciński wznowił obrady w Sali Kolumnowej, gdzie przeprowadzono głosowania m.in. nad ustawą budżetową na 2017 r. Opozycja uważa, że głosowania w Sali Kolumnowej były nielegalne, m.in. z powodu braku kworum. Marszałek Sejmu zapewnił, że w głosowaniach 16 grudnia brała udział wymagana w konstytucji liczba posłów oraz, że każdy z posłów mógł wejść do sali głównym wejściem i brać udział w każdym głosowaniu.

    (sp)

    Onet Wiadomości

    Na podstawie: TVP1 , PAP , IAR